Oświadczenie Kongresu Polski Suwerennej

WIERNI POLSCE SUWERENNEJ

Tak jak zapowiedzieliśmy w ” Liście otwartym KPS do KOREUS ” w przeddzień 99 rocznicy święta Niepodległości Polski, reaktywujemy inicjatywę polityczną z lat 2003/2004 i zapraszamy wszystkie polskie środowiska polityczne i osoby prywatne, gotowe współuczestniczyć w pracach Kongresu Polski Suwerennej, do podjęcia wspólnego dzieła.  

View original post 717 słów więcej

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | 15 Komentarzy

Kaz Dziamka – Demokracja Irokezów a tak zwana „demokracja” amerykańska.

Mizernie wypada demokracja amerykańska w porównaniu z nowoczesnymi demokracjami. Według Indeksu Demokracji, opracowanego przez międzynarodową organizację The Economist Intelligence Unit, Stany Zjednoczone, zwane dogmatycznie w Ameryce „the greatest country in the world” (najwspanialszy kraj na świecie), plasują się dopiero na 21. miejscu. Indeks posługuje się pięcioma wskaźnikami demokratyczności: jakością procesu wyborczego, funkcjonalnością rządu, udziałem w procesie politycznym, kulturą polityczną i przywilejami obywatelskimi. Pod każdym względem demokracja amerykańska ustępuje – i to znacząco – demokracjom skandynawskim, które są obecnie najlepsze na świecie. Nie jest chyba zaskoczeniem fakt, że spośród pierwszych pięciu najlepszych demokracji, aż cztery to kraje skandynawskie. I to one, a nie USA, powinny być wzorem dla rozpowszechnienia idei demokratycznych na całym świecie, a szczególne w Polsce.1

Przy okazji, obecna III Rzeczpospolita Polska – skrajnie prokatolicka i proamerykańska i jednocześnie patologicznie rusofobiczna, ze swym ciągle skłóconym wewnętrznie rządem i parlamentem – w ogóle nie kwalifikuje się do tzw. pełnych demokracji, tzn. do listy czołowych 19 demokracji świata, którą to listę zamykają Urugwaj i Mauritius. Według Indeksu, polska „demokracja” zaliczana jest to tzw. „flawed democracies” (czyli do demokracji z wadami).

Równie niekorzystne, a nawet kompromitujące dla USA, jest skonfrontowanie amerykańskiego systemu politycznego z niektórymi tradycyjnymi demokracjami Indian amerykańskich, szczególnie z Konfederacją Irokezów, nazywaną też Ligą Sześciu Narodów, w ich ojczystym języku określaną jako Haudenosaunee, czyli „Ludzie Długiego Domu”.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Konfederacja Irokezów to najstarsza na świecie demokracja typu „uczestniczącego”. Na podstawie nowoczesnych badań historycznych (źródeł dokumentalnych, danych astronomicznych i ustnej tradycji Irokezów), można ustalić z dużym prawdopodobieństwem, że ratyfikacja całego zbioru praw Irokezów – którzy nie mieli co prawda języka pisanego, ale polegali skutecznie na wampumach i rzetelnie kontynuowanej tradycji słowa mówionego – miała miejsce w połowie 12. wieku. Równie imponujący jest fakt, że ta bezprecedensowa demokracja przetrwała do dzisiaj, mimo iż groziła jej całkowita zagłada z powodu rabunkowej i morderczej polityki amerykańskich chrześcijan, jak również wskutek rozdzielenia ziem i narodów irokeskich granicą amerykańsko-kanadyjską.

W jaskrawym przeciwieństwie do Konstytucji Irokezów – u których nie było niewolnictwa, a kobiety miały prawa na równi z mężczyznami (niesłychane w tamtych czasach) – konstytucja USA, ratyfikowana w 1787 r., akceptuje niewolnictwo i nie daje prawa głosu kobietom. Te dwie fatalne wady amerykańskiej demokracji zostały naprawione dopiero przez Trzynastą Poprawkę w 1865 r. (zniesienie niewolnictwa po krwawej wojnie domowej) i przez Dziewiętnastą Poprawkę w 1919 r. (przyznanie kobietom prawa do głosowania po długich, żmudnych, ponad sto lat trwających walkach amerykańskich sufrażystek, które, nota bene, zainspirowane były egalitarną pozycją kobiet irokeskich). Ale to bynajmniej nie jedyne krytyczne błędy demokracji amerykańskiej w porównaniu z Konfederacją Irokezów.

W swoim bogato udokumentowanym studium ewolucji demokracji w USA, Exemplar of Democracy (Ideał Demokracji), Donald A. Grinde Jr. i Bruce E. Johansen udowadniają ponad wszelką wątpliwość, że Benjamin Franklin, Thomas Jefferson, Thomas Paine i inni ojcowie państwa amerykańskiego mieli okazję skorzystać, i częściowo skorzystali, z imponującego dorobku demokratycznego Irokezów. Niestety, będąc w znacznej mierze rasistami, seksistami, pogardliwie nastawieni (z wyjątkiem Jeffersona) do demokracji bezpośredniej, ci biali założyciele USA zmarnowali unikalną okazję, by w pełni przeszczepić polityczny geniusz Sześciu Narodów Konfederacji Irokezów: Mohawków, Oneidów, Onandagów, Kajugów, Seneków i Tuscarorów.

W szczególności jedno prawo Konstytucji Irokezów zostało całkowicie i – jak się teraz okazuje –tragicznie zignorowane w Konstytucji USA i obecnie zapomniane. Chodzi tu o bardzo ważny przywilej matek klanowych Konfederacji, które miały prawo postawić w stan oskarżenia i usuwać z urzędu przestępczych przywódców politycznych, czyli sachemów. Cytując Grinde’a i Johansena: „Prawa, obowiązki i kwalifikacje sachemów były dokładnie określone, a matki klanowe mogły postawić w stan oskarżenia i usunąć sachema, który został uznany winnym za jakiekolwiek pogwałcenie reguł sprawowania urzędu, od nieuczęszczania na zebrania po morderstwo”.

Gdyby tylko „ojcowie konstytucji amerykańskiej” byli mniej uprzedzeni do tych, których zwykle określali „dzikusami”, i gdyby potraktowali na serio filozofię polityczną Indian amerykańskich, Stany Zjednoczone – a być może i inne państwa – byłyby dziś beneficjentami bardzo cennej lekcji politycznej, jaką uczy Konstytucja Irokezów. Obecnie, matki żołnierzy amerykańskich, poległych w licznych wojnach i niezliczonych akcjach militarnych, wywołanych przez obecnych i byłych „jastrzębi fotelowych” w Białym Domu, miałyby moralne i legalne prawo do postawienia w stan oskarżenia tych przestępczych „sachemów” z Białego Domu.

W przypadku największej zbrodni 21. wieku – ataku militarnego USA na Irak – prawo przejęte od Irokezów upoważniłoby np. Cindy Sheehan i tysiące innych amerykańskich matek, których dzieci zostały zabite lub ciężko ranne w Iraku, do natychmiastowego postawienia w stan oskarżenia George’a W. Busha i jego doradców. Z powodu poważnej wady obecnego systemu amerykańskiego, który daje prawo usunięcia przestępczego lub niekompetentnego prezydenta tylko Kongresowi, prawo Irokezów, zmodyfikowane dla takiego systemu, dałoby matkom amerykańskim prawo bezpośredniej apelacji do Sądu Najwyższego z pominięciem Kongresu.

W momencie usunięcia z urzędu, Bush i inni przestępcy wojenni, jak Dick Cheney i Donald Rumsfeld, oddani byliby natychmiast w ręce prokuratury i oskarżeni o zbrodnie nie tylko przeciwko narodowi amerykańskiemu, ale również przeciwko narodowi irackiemu i ludzkości w ogóle. W takim przypadku, nie mogliby skorzystać z prawa przywileju czy łaski. Proszę rozważyć skuteczność i przydatność takiej klauzuli prawnej w odniesieniu do innego przestępczego prezydenta USA, Richarda Nixona, który zamiast iść do więzienia, został ułaskawiony przez prezydenta Geralda Forda, co okazało się decyzją tragiczną w jej konsekwencjach. Po prostu, kryminaliści w Białym Domu wiedzą teraz, że mogą popełniać nawet ciężkie zbrodnie i zawsze liczyć na ułaskawienie przez przyszłych prezydentów, moralnie (tak jak oni) nieodpowiedzialnych w ramach niemoralnego systemu politycznego USA, obecnie niereformowalnego i stwarzającego coraz większe zagrożenie nie tyko dla Stanów Zjednoczonych, ale dla całego świata.

Geniusz polityczny Irokezów polega na tym, że dając tak specjalny przywilej polityczny matkom – które w kulturze Irokezów uhonorowane są mianem „Dawczyniami Życia na naszej Matce Ziemi” (Lifegivers of Our Mother Earth) – Irokezi rozwiązali krytyczny problem w polityce: ich metoda pozwala kontrolować, przez apolityczny osąd moralny, wieczną tendencję w polityce do nadużywania władzy, szczególnie wykonawczej. Kobiety irokeskie nie były oficjalnie częścią elit polityczno-militarnych i w związku z tym nie były pod presją ignorowania zasad moralnych dla doraźnych potrzeb politycznych. Nie członkowie Kongresu, nawet nie kobiety zajmujące się zawodowo polityką (jak Hillary Clinton czy Nancy Pelosi), ale właśnie zwykłe obywatelki, matki zabitych i rannych żołnierzy, powinny mieć ostatecznie prawo do postawienia w stan oskarżenia prezydenta i innych przywódców politycznych USA.

Wiadomo, że taki przywilej, jak każdy inny, może być nadużywany. Ale matka, której syn czy córka zginęła w bezsensownej i niemoralnej wojnie, powinna mieć konstytucyjne prawo do wszczęcia procesu karnego wobec tych, którzy odpowiedzialni są za tę wojnę.

Być może to niezwykle prawo demokracji Irokezów jest jedyną skuteczną metodą na kontrolę wykonawczej władzy politycznej w nowoczesnych demokracjach. To właśnie kobiety-matki, „Dawczynie Życia” – a nie zawodowi politycy – powinny być ostoją podstawowych zasad moralnych we wszystkich decyzjach politycznych dotyczących życia ludzkiego. I to właśnie matkom powinien być udzielony bardzo istotny przywilej polityczny kontrolowania i oskarżania przestępców politycznych.

Oczywiście, że jest rzeczą naiwną oczekiwać, iż amerykańska Godzilla militarno-korporacyjna, pożerająca obecnie ok. biliona (1000 miliardów) dolarów rocznie na zbrojenia, zgodzi się na to, aby być pod jakąkolwiek kontrolą matek żołnierzy amerykańskich.

Podstawowym celem Konfederacji Irokezów jest dążenie do pokoju. Podstawowym natomiast celem rządu USA jest wojna i ciągły szantaż militarny wobec tych krajów, które nie chcą poddać się amerykańskiej kontroli korporacyjnej i politycznej. Stąd nieustanne, trudne do zliczenia interwencje militarne USA na całym świecie. Stąd te gigantyczne, absurdalne wydatki na ciągle wzrastające zbrojenia i ciągłe zakładanie nowych baz wojskowych, gdzie tylko uda się wtargnąć amerykańskiej Godzilli. (Polska jest tego kolejnym przykładem, jednym z wielu.)

Tych baz jest obecnie ok. 1000 porozrzucanych na całym globie. Natomiast tych interwencji, często apokaliptycznie morderczych jak np. w Wietnamie czy Iraku, naliczono już co najmniej 70 od czasu tylko II Wojny Światowej.2  Według Jamesa Lucasa (Countercurrents.com), rządy USA od roku 1945 są odpowiedzialne za śmierć ponad 30 milionów ludzi. Około 10 razy więcej, czyli 300 milionów, zostało rannych, często w okrutny, brutalny sposób.

Obecnie tzw. kultura amerykańska jest przesycona militaryzmem, czego dowodem jest choćby aktualna militaryzacja amerykańskiej policji. W USA termin „pacyfista” stał się terminem pogardliwym. Nawet tak humanistyczno-pacyfistyczne organizacje amerykańskie jak Council for Secular Humanism nie mogą pozbyć się mniej lub bardziej ukrytej fascynacji dla amerykańskiego militaryzmu, który w USA przybrał miano nowej religii amerykańskiej.  Na ołtarzu amerykańskiego Boga Wojny, Amerykanie są gotowi poświęcić wszystko: swoje bogactwo materialne, swoją wolność intelektualną i cywilną, nawet swoje dzieci, które tak ochoczo wysyłają na front, gdziekolwiek on jest.

Sytuacja wydaje się być beznadziejna.

Amerykańscy psychopaci w zmilitaryzowanym rządzie USA, w absolutnej większości ludzie kompletnie pozbawieni sumienia i odpowiedzialności moralnej, ciągle planują kolejne wojny, głównie na Bliskim Wschodzie jak i również w Afryce i oczywiście w Europie Wschodniej. Największym jednak horrorem made in USA byłby atak nuklearny na Koreę Północną, który jest przygotowywany przez obecną ekipę rządzącą USA na czele z narcystycznym megalomanem Donaldem Trumpem. Najbliższym „kumplem” Trumpa jest nie kto inny tylko emerytowany generał elitarnego Korpusu Piechoty Morskiej US, James Mattis, nie bez powodu nazywany „Wściekłym Psem” (Mad Dog). To właśnie ten „Wściekły Pies” marzy o ataku na Iran, który to atak miałby równie katastrofalne konsekwencje dla pokoju na całym świecie jak atak na Koreę. I ten „Wściekły Pies”, wybrany przez Trumpa na Sekretarza Obrony, ma teraz olbrzymi wpływ na amerykańską politykę zagraniczną. Tak nisko upadła obecnie amerykańska „demokracja”.

W USA, o czym się z reguły nie mówi w mediach korporacyjnych, prawo do wypowiadania wojny ma tylko Kongres, co jest jasno sformułowane w Amerykańskiej Konstytucji. Artykuł Pierwszy mówi: „Congress shall have power to declare war”, czyli Kongres, nie Prezydent, ma prawo wypowiadać wojnę. Ale problem ten nigdy nie został dostatecznie rozwiązany w USA i dlatego często decyzję o podjęciu działań wojennych podejmuje w USA prezydent, a nie Kongres, jak to miało miejsce np. w bombardowaniu Jugosławii w 1999 (Clinton) czy w ataku rakietowym na Syrię (Trump) w tym roku. Łącznie doliczono się ponad 100 przypadków, kiedy amerykański prezydent prowadził działania wojenne bez oficjalnego zezwolenia Kongresu.

Jest to kolejny powód, dla którego amerykańską „demokrację” powinno się oceniać na podstawie faktów, a nie na podstawie wzniosłych frazesów w Amerykańskiej Konstytucji, Deklaracji Niepodległości i nieustannej propagandzie w amerykańskich mediach, obecnie kontrolowanych i cenzurowanych przez amerykański „establishment” korporacyjno-militarny, który nie ma nic wspólnego z demokracją.

To, że amerykański prezydent może teraz planować i rozkazywać atak militarny na inne kraje i, w istocie rzeczy, po prostu mordować tych, których uważa za „terrorystów” bez żadnego procesu sądowego, jest chyba najbardziej niebezpieczną wadą obecnej amerykańskiej demokracji. Stanowi ona teraz nie przykład nowoczesnej demokracji, a jej totalne zaprzeczenie. Amerykańska „demokracja” stała się teraz zagrożeniem dla wszystkich państw i mieszkańców naszej planety, skoro, dla przykładu, taki ewidentny prostak jak George W. Bush mógł samowładczo rozpocząć krwawą, barbarzyńską wojnę przeciwko Irakowi nawet w sytuacji, kiedy Irak nie stanowił żadnego zagrożenia dla USA. Ani wśród Irokezów, ani w wśród innych indiańskich konfederacji i demokracji (Kri, Czerokezi, Apacze) nie mogło być mowy, aby jedna osoba mogła popełniać tak potworne zbrodnie bez żadnej instytucjonalnej i moralnej odpowiedzialności.

Dlaczego więc ciągle się bezmyślnie powtarza te same puste frazesy o rzekomej wyższości tzw. amerykańskiej „demokracji” i traktuje Konfederację Irokezów jak mało znaczący anachronizm, albo się ją ignoruje i zapomina?

Retorycznym pytaniem jest również to, czy demokracja polska nie skorzystałaby z mądrości filozofii politycznej Irokezów. Nie skorzysta – i dlatego obecnie również żołnierze polscy na usługach Waszyngtonu i NATO giną i będą ginąć w nieustannych wojnach, nieustannie przygotowywanych przez opętanych rządzą władzy i zysków, zwyrodniałych sachemów w Białym Domu.

———————–

1 Obecnie 5 czołowych demokracji to: Norwegia, Islandia, Szwecja, Nowa Zelandia i Dania. W ciągu ostatnich 10 lat, USA spadły z 17. na 21. miejsce i nie należą już do grupy krajów z „pełną demokracją”, których jest obecnie tylko 19. Polska również spadła o kilka pozycji, z 46 (w 2007) na obecne, dalekie 52. miejsce. (Na „szczęście”, wyprzedzamy jeszcze Chorwację i Węgry, ale bardzo nieznacznie.)

2 Chodzi tu o większe operacje militarne kwalifikujące się na działania wojenne. Ale ilość rożnego typu mniejszych operacji wojskowych jest oczywiście o wiele wyższa. Według źródeł podanych przez Johna Stepplinga (który, nota bene, uczył przez kilka lat w Polskiej Szkole Filmowej w Łodzi), tylko w roku 2014, AFRICOM (amerykańska organizacja wojskowa, której celem jest kontrola Afryki) „spenetrowała” prawie każdy kraj afrykański, z wyjątkiem Zimbabwe i Erytrei. Trudno w to uwierzyć, ale w tym samym roku, USA przeprowadziły w Afryce ponad 600 operacji wojskowych. Niezależny amerykański magazyn The Intercept, ujawnił niedawno, że amerykańskie „specjalne oddziały” (Special Forces) są już obecne w ponad 30 krajach afrykańskich.

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 35 Komentarzy

Słowianie – dzieci Matki Ziemi…

blog polski

.

.

Współczesny człowiek, przyzwyczajony do wynalazków cywilizacji, nie potrafi nawet wyobrazić sobie życia bez elektryczności, bieżącej wody w kranie, sklepów, ulic, telefonów czy pieniędzy. Nie powiem, ułatwiają one życie, choć jednocześnie, często niewolniczo, uzależniają człowieka od nich – jego własnych wytworów. O ile prościej jest rano, gdy jeszcze jest ciemno, po prostu jednym palcem nacisnąć kontakt i włączyć światło, bez konieczności mozolnego po ciemku krzesania ognia. A w zimie dzięki centralnemu ogrzewaniu nie troszczyć się o to, że w nocy ogień na palenisku czy w piecu wygaśnie i rano będzie zimno. O ileż też łatwiej i wygodniej jest wyjść do pobliskiego sklepu i kupić coś do jedzenia, niż np. musieć iść na polowanie, czy na pole. Ale cały ten postęp techniczny ma niedostrzegane przez większość negatywne strony. Człowiek stał się po prostu niewolnikiem techniki i jej gadżetów. Wyłączenie np. prądu w jakimkolwiek mieście na całą dobę sparaliżowałoby całkowiecie jego…

View original post 4 152 słowa więcej

Opublikowano Uncategorized | 27 Komentarzy

Kaz Dziamka – Hołd Słowiańskiej, Pogańskiej Puszczy Białowieskiej

 

Ten słynny utwór instrumentalny z lat 60-tych – „Wonderful Land”, skomponowany przez Jerry Lordana i rozsławiony na całym świecie wersją nagraną przez zespól The Shadows – był inspiracją dla wielu znakomitych muzyków, między innymi dla solowego gitarzysty zespołu Black Sabbath, Tony Iommi’ego, jak i również dla innego legendarnego gitarzysty brytyjskiego Mike’a Oldfielda.

Był też olbrzymią inspiracją dla mnie, podobnie jak utwór „Stalowa Woda”, naszego wspaniałego polskiego zespołu Tajfuny, nieustępującego artystycznie takim znakomitościom tamtych czasów jak właśnie brytyjski The Shadows, czy amerykański The Ventures, albo szwedzki the Spotnicks. Dlatego nagrałem „Stalową Wodę” dla blogu Przemexa jako mój hołd polskim Słowianom. A teraz mam okazję zaprezentować moją wersję „Cudownego Kraju” jako hołd polskiej, słowiańskiej, pogańskiej Puszczy Białowieskiej, unikalnie cennego, ostatniego dziewiczego lasu borealnego, który kiedyś pokrywał większość obszaru Europy. Dziś zachował się tylko w formie szczątkowej i tylko w Białorusi i Polsce.

Jestem przekonany, że Jerry Lordan nie miałby absolutnie nic przeciw temu, że dla mnie jego arcydzieło rockowej muzyki instrumentalnej kojarzy się właśnie z tym magicznym słowiańskim lasem. Utwór ten nagrany został przez Shadowsów w lutym 1962 roku i szybko dotarł na pierwsze miejsce brytyjskich przebojów, gdzie pozostał aż 8 tygodni.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | 3 Komentarze

W odpowiedzi turbokatolikowi Arturowi W i kilku jego przydupasom…

blog polski

.

Artur W – pierwszy z prawej

.

Ciąg dalszy sporu o historyczność Bolesława II, syna Mieszka II Lamberta, wymazanego wolą biskupów z pocztu władców i z historii państwa Piastów.
.
Niedawno poinformowano mnie o krótkim tekściku pod moim adresem na stronie Artura W.
http://sigillumauthenticum.blogspot.de/2017/02/w-sprawie-pomowien-andrzeja-szuberta.html
.
Była to jego odpowiedź na mój tekst, w którym zdemaskowałem jego turbokatolickie kłamstwa i wymysły odnośnie wymazanego z naszej historii przez biskupów kk Bolesława II:
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/02/08/boleslaw-ii-poganski-czyli-o-tym-jak-turbo-katolik-artur-w-z-kola-naukowego-historykow-uniwersytetu-judeojagielonskiego-robi-za-koscielnego-falszerza-historii-panstwa
.
Zastanawiałem się, czy na tę zaczepkę i groźby zadenuncjowania mnie odpowiedzieć. Zapytałem nawet o to trójkę przyjaciół. Ostatecznie zdecydowałem się odpowiedzieć publicznie wpisem na blogu. Odpowiadam przede wszystkim dlatego, aby Artur W i jego przydupasy – komentatorzy pod rzeczonym tekstem – nie odnieśli wrażenia, że boję się podnieść rzuconą mi rękawicę. Nie pękam przed takimi osobnikami.
.
A więc…
.
Artur W jest przede wszystkim tchórzem. I to z dwóch powodów:
.
1) Łże on…

View original post 2 124 słowa więcej

Opublikowano Uncategorized | 51 Komentarzy

„Krytyczna sytuacja” Rohingjów. Amerykańskie dziedzictwo i aktualna polityka w Azji Południowo-Wschodniej

Bengalscy imigranci w Mjanmie

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/10/08/krytyczna-sytuacja-rohingjow-amerykanskie-dziedzictwo-i-aktualna-polityka-w-azji-poludniowo-wschodniej/

Joe Quinn
Sott.net

Zachodnie rządy, ich media i „organizacje pozarządowe” z łatwością szarpią emocjonalne łańcuchy zachodnich społeczeństw. Kryzys humanitarny może trwać przez wiele lat, ale jeśli zachodnie rządy nie mają nic do zyskania (lub są częściowo zań odpowiedzialne), zachodnie media niewiele o nim mówią, a populacja zachodnich krajów pozostaje nieświadoma jego istnienia. Z drugiej strony, jeśli zachodnie rządy zdecydują, że jakaś ciemiężona czy poniewierana grupa ludzi powinna stać się kolejną cause célèbre pomocy humanitarnej w służbie jakiejś geopolitycznej intrygi, zachodnia prasa uaktywnia się i nagle wszyscy są gotowi do walki, i nawołują do „zrobienia czegoś”, żeby „pomóc tym biednym [tu wstaw nazwę grupy etnicznej lub religijnej w danym geopolitycznym punkcie zapalnym]”. Można to nazwać „imperializmem humanitarnym”.

Cały świat uczestniczył w kilku pokazach tego typu manipulacji: od dzieci w inkubatorach w Kuwejcie w 1991 roku, przez pomoc dla biednych bośniackich i kosowskich muzułmanów w Jugosławii w 1999 r. i „45 minut do zagłady świata przez iracką BMR” w 2003 r., po nowszy i niezbyt wymyślny chwyt z upieraniem się, że pewien przywódca pewnego kraju jest „dyktatorem zabijającym swój naród”. A jednak, pomimo istnienia wielu możliwości zdobycia wiedzy o tym, jak naprawdę działa ten świat, wciąż można liczyć na to, że globalna populacja, jak psy Pawłowa, w niewłaściwy sposób zareaguje na dźwięk „humanitarnego” dzwonu.

Tak też jest w wypadku aktualnego kryzysu „humanitarnego” w Mjanmie, gdzie – jak się nam mówi – „lud Rohingja” jest prześladowany przez wojsko Mjanmy i w odpowiedzi na to w październiku 2016 r. „nieznana wcześniej grupa” pod nazwą Rohingya Salvation Army – „Armia Zbawienia Rohingja”– zaczęła atakować posterunki wojskowe Republiki Związku Mjanmy na granicy z Bangladeszem, zabijając policjantów i prowokując represje ze strony sił bezpieczeństwa Mjanmy, które przeciągnęły się do tego roku, wywołując kryzys „humanitarny”, który powinien wzbudzić gniew u wszystkich mieszkańców Zachodu. Źródło współczesnego epizodu tego kryzysu można znaleźć w 2012 r.: w stanie Rakhine [wcześniej używana nazwa Arakan była nadana przez europejskich kolonizatorów] wybuchły wówczas zamieszki, kiedy rzekomo ktoś z Rohingjów zgwałcił i zamordował buddystkę z Rakhine. W odwecie buddyści z Rakhine zabili dziesięć osób Rohingja. Do sierpnia zabito 57 muzułmanów i 31 buddystów, a około 90 tysięcy osób przesiedliło się z powodu przemocy. Spłonęło około 2528 domów, z czego1336 należało do muzułmanów Rohingja, a 192 do buddystów z Rakhine.

Chociaż zachodnie media zdają się być zdeterminowane, żeby przedstawiać sytuację w stanie Rakhine w sposób uproszczony, jako prześladowanie bezpaństwowców przez władze Mjanmy, problem ten można zrozumieć tylko w kontekście przeszłych i aktualnych gier geopolitycznych, rozgrywanych przez główne światowe mocarstwa, a zwłaszcza przez USA.

Mjanma (Birma), Pakistan Wschodni i „wielka gra”

Około 90% ludności Mjanmy to „wschodni Azjaci” (tzn. wyglądają „orientalnie”) i ten sam odsetek stanowią buddyści. W zachodnim stanie Mjanmy, Rakhine, graniczącym z Zatoką Bengalską, jest około 5 milionów etnicznych Rakhine, inaczej: Arkanów, którzy również w większości są buddystami i pochodzą z obszaru obecnego Bangladeszu i Indii. Ponadto w stanie Rakhine jest około 1 miliona tak zwanych Rohingjów, którzy są muzułmanami i pochodzą z Bangladeszu, Pakistanu i Indii. Wielu „Rohingjów”, żyjących obecnie w zachodniej Mjanmie, wyemigrowało tam w ubiegłym wieku, uciekając od ubóstwa i konfliktu w Bangladeszu. Za czasów brytyjskich rządów w Indiach władze brytyjskie przesiedliły dużą liczbę osób z Bengalu (współczesny Bangladesz) do brytyjskiej Birmy do pracy na plantacjach herbaty i kauczuku. Tysiące Bengalczyków zostało również zwerbowanych przez główną pakistańską agencję wywiadowczą ISI (w porozumieniu z CIA) do walki z Rosjanami w Afganistanie za czasów ZSRR.

 

Mapa przedstawiająca podział Indii na Indie oraz Pakistan Wschodni i Zachodni

 

Bezpośrednio po II wojnie światowej bengalscy mudżahedini, którzy wywodzili się z terenów ówczesnego Pakistanu Wschodniego i nazywali siebie „Rohingja”, zaangażowali się w konflikt o niskim natężeniu z władzami Birmy, mający na celu „wyzwolenie” północnej części stanu Rakhine i przyłączenia go do ówczesnego Pakistanu Wschodniego (teraz Bangladesz). Kiedy w 1948 r. Birma uzyskała niepodległość (spod brytyjskiego panowania), rząd birmański oskarżył mudżahedinów (i przez implikację rząd Pakistanu) o zachęcanie tysięcy Bengalczyków do nielegalnej migracji z Pakistanu Wschodniego do stanu Rakhine, w celu doprowadzenia do jego aneksji. W ciągu następnych 10 lat birmańskie wojsko z powodzeniem pokonało „Rohingjów”, tzn. bengalskich mudżahedinów, zmuszając wielu do ucieczki z powrotem do Pakistanu Wschodniego, chociaż zginęło wielu birmańskich buddystów. W 1962 r., w wyniku nacisków ze strony mniejszości, w tym bengalskich muzułmanów, na federalizację Mjanmy, wojsko Mjanmy przejęło władzę w drodze zamachu stanu i wprowadziło dyktaturę, która trwała do 2011 roku.

Kiedy w następstwie II wojny światowej skończyły się brytyjskie rządy w Indiach, subkontynent został podzielony na Indie i Pakistan, a Pakistanowi, jako krajowi w większości muzułmańskiemu, przydzielono dwa terytoria po obu stronach Indii. Podczas gdy populacja obu obszarów była porównywalna, Pakistan Zachodni miał znacznie większą masę lądową i tam skoncentrowała się władza polityczna. W 1948 r. rząd Pakistanu ustanowił urdu jedynym językiem nowego kraju, wywołując tym masowe protesty na wschodnim terytorium Pakistanu (wówczas nazywanym Bengalem Wschodnim), gdzie zdecydowaną większość stanowili Bengalczycy mówiący po bengalsku.

W 1949 r. bengalscy nacjonaliści utworzyli partię „All Pakistan Awami Muslim League”, która miała reprezentować interesy Pakistanu Wschodniego. Wobec narastających napięć sekciarskich i masowego niezadowolenia z nowego prawa, rząd zakazał organizowania publicznych spotkań i wieców. Studenci uniwersytetu w Dhakce i inni polityczni aktywiści nie podporządkowali się zarządzeniu – 21 lutego 1952 r. zorganizowali protest i w rezultacie policja zabiła kilku demonstrujących studentów. To z kolei sprowokowało powszechne niepokoje społeczne, aż ostatecznie po czterech latach zamieszek rząd centralny ustąpił i w 1956 r. j. bengalski odzyskał status języka oficjalnego. Mimo to ludność Bengalu Wschodniego (który w 1955 r. zmienił nazwę na Pakistan Wschodni) czuła się wykorzystywana przez władze Pakistanu Zachodniego i dyskryminowana w rządzie, przemyśle, biurokracji i siłach zbrojnych. W 1953 r. słowo „muzułmańska” (Muslim) zostało usunięte z nazwy Ligi Awami (Ligi Ludowej), żeby odzwierciedlić zasadniczo świeckie nastawienie tego ugrupowania politycznego.

W 1966 roku w Lahore, w Pakistanie Zachodnim, Mujib ogłosił sześciopunktowy plan działania

W 1970 roku, kiedy Liga Awami pod przewodnictwem Sheikha Mujibura Rahmana (znanego jako ojciec-założyciel Bangladeszu) odniosła przygniatające zwycięstwo w pierwszych w ciągu dekady otwartych wyborach, wynik został unieważniony przez juntę wojskową w Pakistanie Zachodnim i Liga Awami zainicjowała Ruch na rzecz Sześciu Punktów (który domagał się większej autonomii dla Pakistanu Wschodniego) i Ruch Odmowy Współpracy (Non-cooperation Movement), co zakończyło się wojną o niepodległość Bangladeszu, w trakcie której doszło do trzeciej konfrontacji wojskowej między Pakistanem a Indiami (dlatego jest też nazywana „trzecią wojną indyjsko-pakistańską; pierwsze dwie dotyczyły Kaszmiru). Zasadniczo była ona próbą skruszenia ruchu niepodległościowego w Pakistanie Wschodnim przez rząd wojskowy Pakistanu Zachodniego, ale zważywszy na to, że wydarzenia miały miejsce w szczytowym okresie zimnej wojny, rząd pakistański z pewnością nie działał sam. Pakistan znajdował się w strefie silnych „zachodnich” (amerykańskich) wpływów (od 1950 r.), podczas gdy Indie były „niesprzymierzone”, co dla Henry’ego Kissingera, doradcy Nixona ds. bezpieczeństwa narodowego, oznaczało „zbyt przyjacielskie z Rosjanami”.

Zachodni Pakistańczycy, używając broni przekazanej im przez rząd Nixona za pośrednictwem Jordanii i Iranu (z pogwałceniem ograniczeń nałożonych przez Kongres USA), zabili co najmniej 500 tysięcy Bengalczyków. W tym przedsięwzięciu wspierała ich Dżamiat-i-Islami Bangladeszu, islamistyczna partia polityczna, która popierała ekstremalną formę islamu i zdecydowanie sprzeciwiła się niezależności Bangladeszu. Aktywiści partii byli znani ze współpracy z pakistańskim wywiadem (ISI), a więc także z amerykańskimi agentami. W wyniku ludobójstwa, podczas wojny niemal 2 miliony Bengalczyków uciekło do stanu Rakhine w Mjanmie. Wielu dzisiejszych Rohingjów to właśnie ci uchodźcy i ich dzieci.

W przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, kiedy to amerykańskie rządy robią wielkie halo z dyktatury rzekomo „zabijającej swoich ludzi”, Nixon i Kissinger nie byli w najmniejszym stopniu poruszeni bardzo realnymi ludobójczymi skłonnościami rządu Pakistanu Zachodniego w stosunku do swoich obywateli w Pakistanie Wschodnim.

Jak ujawniły taśmy i dokumenty Białego Domu, Nixon i Kissinger w pełni popierali swoich pakistańskich sojuszników i złościło ich, że rząd Indii próbuje powstrzymać to szaleństwo. Omawiając tę sprawę w Gabinecie Owalnym, Nixon powiedział Kissingerowi, że „Hindusi potrzebują masowego głodu”, a Kissinger szydził z tych, którzy „wykrwawiają się za umierających Bengalczyków”, i nazwał Indie „radzieckim sługusem”. Fakt, że Pakistan był dyktaturą wojskową, podczas gdy Indie były pełnoprawną demokracją, nie miał znaczenia dla tych dwóch wzorów cnót.

Kiedy w najlepsze trwało masowe wybijanie Hindusów i Bengalczyków w Pakistanie Wschodnim, z tamtejszego konsulatu Stanów Zjednoczonych wysłano do Waszyngtonu notę protestacyjną, potępiającą współudział administracji USA w tej rzezi. Nota została podpisana przez Konsula Generalnego Archera Blooda i 20 pracowników placówki. Czytamy w niej m. in.:

Nasz rząd nie potępił tłumienia demokracji. Nasz rząd nie potępił zbrodni i okrucieństw. Nasz rząd nie podjął zdecydowanych działań, żeby ochronić swoich obywateli, stając jednocześnie na głowie, żeby jakoś uspokoić tutejszy rząd, zdominowany przez Pakistan Zachodni, i złagodzić wszelkie zasłużenie negatywne dlań skutki na polu stosunków międzynarodowych.

Nasz rząd dał dowód tego, co wielu uznałoby za upadek moralny, jak na ironię w czasie, kiedy ZSRR wysłał wiadomość do prezydenta Yahyi Khana (ówczesnego prezydenta Pakistanu), występując w obronie demokracji, potępiając aresztowanie przywódcy demokratycznie wybranej większościowej partii – zbiegiem przypadków o prozachodnim nastawieniu – i nawołując do zaprzestania represji i rozlewu krwi.

Ale my zdecydowaliśmy się nie interweniować, nawet moralnie, na tej podstawie, że konflikt z Awami, w którym niestety znajduje zastosowanie wyświechtany termin ludobójstwo, jest czysto wewnętrzną sprawą suwerennego państwa. Prywatni Amerykanie wyrazili oburzenie. My, jako zawodowi urzędnicy służb cywilnych, wyrażamy swój sprzeciw wobec obecnej polityki i żywimy gorącą nadzieję, że zostaną zdefiniowane nasze realne i trwałe interesy tutaj, a nasza polityka odpowiednio ukierunkowana.

Konsul Generalny Archer Blood osobiście przekazał relację z jednego epizodu ludobójstwa bezpośrednio do Departamentu Stanu i Rady Bezpieczeństwa Narodowego Henry’ego Kissingera. Opisał, jak po przygotowaniu zasadzki pakistańscy regularni żołnierze podpalili żeński akademik na Uniwersytecie w Dhakce. Kiedy mieszkańcy uciekli z budynku, zostali wykoszeni ogniem z dostarczonych przez USA karabinów maszynowych. W ciągu pierwszych trzech dni zginęło 10 tysięcy osób. Na cel wzięto także bengalskich intelektualistów (jak często bywa w takich sytuacjach) i w ostatnich dniach konfliktu otoczono i zamordowano ok. 300 lekarzy, profesorów, pisarzy i nauczycieli.

Nie można jednak oskarżyć Nixona i Kissingera o to, że w ogóle nic nie zrobili w odpowiedzi na tę sytuację. Wkrótce po wysłaniu swojej noty Archer Blood został zdjęty ze stanowiska, a Kissinger, zaraz po zostaniu sekretarzem stanu w 1973 r., obniżył rangę tych, którzy w 1971 roku podpisali protest w sprawie ludobójstwa.

W grudniu 1971 r. pakistańska armia poddała się połączonym siłom bengalskich Mukti Bahini i armii indyjskiej i wojna o niepodległość Bangladeszu się zakończyła. Sheikh Mujibur Rahman (przywódca prozachodniej Ligi Awami, wspomnianej w nocie Blooda) został zwolniony z więzienia w Pakistanie Zachodnim i został pierwszym premierem nowo powstałego kraju, Bangladeszu. Kissinger nie tylko żywił niechęć do idei niepodległości Pakistanu Wschodniego z powodów geopolitycznych i ideologicznych, ale został spalony przez złą prasę, jaką otrzymał za tę wojnę, za co obwinił Ligę Awami i jej lidera „Mujiba” (jak znany był Rahman). Wkrótce miał przyjść czas na napawanie się zemstą.

Transpokoleniowe zamachy stanu CIA i dżihad Ameryki

Khondokar Mostak Ahmed

Mujib pełnił funkcję prezydenta Bangladeszu od 11 kwietnia 1971 r. do 12 stycznia 1972 r., następnie premiera od 12 stycznia 1972 r. do 24 stycznia 1975 r., i ponownie prezydenta od 25 stycznia 1975 r. do 15 sierpnia 1975 r. W nocy z 15 na 16 sierpnia 1975 r. grupa młodych oficerów armii zaatakowała czołgami rezydencję prezydenta i zabiła Mujiba, jego rodzinę i osobisty personel. Śmierci uniknęły tylko córki – Sheikh Hasina Wajed i Sheikh Rehana, które były w tym czasie z wizytą w Niemczech Zachodnich. Jak ujawnił weteran amerykańskiego dziennikarstwa Lawrence Lifschultz w artykule z 2005 r., zamieszczonym w wydawanej w Bangladeszu gazecie The Daily Star, CIA miała bezpośredni udział w zamachu na Mujiba, który pogrążył Bangladesz w ciągnących się przez kilka lat krwawych zamieszkach i kolejnych zamachach stanu. Głównymi postaciami wśród spiskowców byli Khondokar Mostak Ahmed i generał Ziaur Rahman. Mostak był członkiem Ligi Awami i bliskim powiernikiem Mujiba. Jednak po cichu prowadził rozmowy z urzędnikami USA i pakistańskimi władzami, zmierzając do wynegocjowania porozumienia nie obejmującego niepodległości Bangladeszu.

Kilka miesięcy przed zamordowaniem Mujiba i jego rodziny Mostak, za pośrednictwem Ambasady Stanów Zjednoczonych, próbował zdobyć poparcie USA dla zamachu przeciwko Mujibowi. Ambasadorem USA w Dhakce był wówczas Eugene Boster. Boster powiedział Lawrence’owi Lifschultzowi, że w styczniu 1975 r. osobiście wydał ścisłe instrukcje zakazujące personelowi ambasady utrzymywanie kontaktów z jakąkolwiek grupą, która rozważa zamach stanu. Dotyczyło to także szefa placówki CIA Philipa Cherry’ego i jego personelu. Boster był jednak przekonany, że mimo to miały miejsce jakieś „próby obejścia” z ominięciem jego autorytetu jako ambasadora. Kiedy Boster zastanawiał się, kto w Departamencie Stanu USA mógłby mieć władzę lub skłonność do przeciwstawienia się decyzjom ambasadora w Dhakce, oczywistą odpowiedzią był „szef polityki zagranicznej” Henry Kissinger, który był sekretarzem stanu w administracji Forda. Gdy Lifschultz spotkał się z Mostakiem w jego domu w Dhakce w 1976 roku, kilka miesięcy po zabójstwie Mujiba i wkrótce po tym, jak sam Mostak został zdymisjonowany przez generała Ziaura Rahmana, Mostak odmówił odpowiedzi na pytania dotyczące zamachu stanu, stwierdzając tylko, że Lifschultz powinien zapytać Nixona i Kissingera, ponieważ „oni wszystko wiedzą”.

Kissinger i Nixon, zaśmiewający się z tego w 1971 roku

Innym spiskowcem w popieranym przez USA zamachu stanu i zamordowaniu Mujiba, jak ujawnił Lifschultz, był Ijlal Haider Zaidi, wysoki urzędnik służby cywilnej w pakistańskim rządzie. W 1975 r. Zaidi był również członkiem „komórki afgańskiej” – swego rodzaju banku informacji dla pakistańskiego wywiadu i kształtowania polityki wobec Afganistanu. Ta „afgańska komórka”, w znacznym stopniu zinfiltrowana przez amerykański i brytyjski wywiad, była odpowiedzialna za zebranie siedmiu religijnych partii islamskich Afganistanu, uznanych przez Pakistan za „legalnie rządzące”. W ciągu kilku lat ci „prawowici rządzący” stali się „afgańskimi mudżahedinami”, szkolonymi i uzbrajanymi przez CIA w ramach Operacji Cyclone [polska Wiki] (oraz publicznie zatwierdzonymi przez doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego USA Zbigniewa Brzezińskiego), aby walczyć z Rosjanami w czasie radzieckiej interwencji w Afganistanie. Nie jest tajemnicą, że afgańscy mudżahedini agencji CIA i Brzezińskiego przekształcili się później w „Al-Kaidę”.

W 2004 r. podjęto próbę zamachu na córkę Sheikha Mujibura Rahmana („Mujiba”), Sheikh Hasinę, która była wówczas przewodniczącą opozycyjnej Ligi Awami. Atak został przeprowadzony przez islamską fundamentalistyczną organizację Harakat-ul-Jihad al-Islami. Członkowie ugrupowania rzucili 13 granatów w tłum, przed którym przemawiała Hasina. W atak zamieszany był również  wspomniany już bangladeski Dżamiat-i-Islami, który uczestniczył w masakrze Bengalczyków w wojnie o niepodległość Bangladeszu w 1971 r. i który był finansowany przez wywiad pakistański i CIA.

Hasina została ranna, ale przeżyła atak i dziś jest premierem Bangladeszu. W 2012 r. za udział w ataku sądzony był Tarique Rahman. Obecnie jest on wiceprzewodniczącym Nacjonalistycznej Partii Bangladeszu. Tarique jest synem generała Ziaura Rahmana, który w 1975 roku brał udział w zamachu stanu i zamordowaniu ojca Hasiny, Mujiba, po czym został mianowany szefem sił zbrojnych Bangladeszu, a w latach 1977-81, jak już wspomniałem, był prezydentem kraju.

Obecna premier Bangladeszu Sheikh Hasina

W ostatnich latach grupa islamistów zamieszana w atak na Hasinę (między innymi) – Harakat ul-Jihad al-Islami (HUJI, Ruch Islamskiej Świętej Wojny) – jest ściśle powiązana z „Al-Kaidą”, a dowodzili nią Iljas Kaszmiri i Mufti Abdul Hannan. Obaj mężczyźni byli, co nie jest zaskoczeniem, przeszkoleni przez CIA i siły Pakistanu w Afganistanie podczas wojny radziecko-afgańskiej. Kaszmiri osiągnął wysoką rangę w Al-Kaidzie i był zaangażowany w zamachy w Mumbaju (Bombaju) w 2008 roku [polska Wiki] i zabójstwo Benazir Bhutto (2007), żeby wymienić tylko kilka (logistykę ataków dostarczył podobno agent CIA).

Jednym z przywódców grupy Harakat-ul-Jihad al-Islami jest Abdul Quddus, birmański muzułmanin, który na początku lat 80. uciekł do Pakistanu. Tam został zwerbowany przez CIA i pakistańskie ISI do wojny w Afganistanie. W 1988 roku założył birmańskie skrzydło organizacji – Harakat-ul-Jihad-al-Islami Arakan – stawiające sobie za cel „wyzwolenie” birmańskiego stanu Rakhine, w części północnej zamieszkiwanego przez muzułmańską większość. Ostatnio grupa ta pojawiła się w Mjanmie, gdzie przewodzi ofensywie propagandowej i militarnej, zmierzającej do „wyzwolenia ludu Rohingja”. Lider organizacji, Abdul Quddus, ma dobrze udokumentowane powiązania z Laszkar-e-Taiba, inaczej: Armią Sprawiedliwych – jedną z największych islamskich organizacji terrorystycznych Azji Południowej, która działa głównie z Pakistanu i jest finansowana i zbrojona przez pakistańskie służby wywiadowcze, które z kolei są marionetką amerykańskiego „głębokiego państwa” [prawdopodobnie został aresztowany w marcu b.r. w Indiach, przy granicy z Bangladeszem]. O Laszkar-e-Taiba wiadomo, że szkoli rekrutów z Aceh, miasta w północnej częsci Sumatry, przygotowując ich do dżihadu przeciwko władzom Mjanmy w stanie Rakhine. Na scenie pojawiło się również drugie ugrupowanie znane z zaangażowania w zamach na Hasinę – Dżamiat-i-Islami Bangladeszu – ze wsparciem dla „ludu Rohingja” i jego (rzekomego) domagania się niezależnej ojczyzny w Mjanmie.

Jeśli chodzi o przeprowadzone 25 sierpnia ataki nieznanych „powstańców” na ponad 20 placówek wojskowych w stanie Rakhine, to teraz jest już jasne, że te skoordynowane ataki wymagały drobiazgowego planowania. W miesiącach je poprzedzających około 50 osobom – muzułmanom i buddystom – podejrzewanym o przekazywanie informacji rządowi, poderżnięto gardła lub zasiekano ich na śmierć, żeby wojsko Mjanmy w regionie pozbawić  danych wywiadowczych. Najnowsze doniesienia dziennikarzy pracujących na północy stanu Rakhine sugerują, że lokalni mieszkańcy, w równej mierze bengalscy muzułmanie jak i buddyści, są wściekli, że „dżihadyści” sprowokowali władze Mjanmy do ataków na okoliczne wioski.

Sianie niezgody w Azji Południowo-Wschodniej. Cel: Chiny

U wybrzeży stanu Rakhine znajduje się olbrzymie pole gazowe „Than Shwe”, nazwane tak na cześć generała, który ostatnio rządził w Mjanmie. Te ogromne rezerwy energii odkryto w 2004 r. Kiedy w 2012 r. w Rakhine wybuchły pierwsze zamieszki i rozpoczął się kryzys uchodźców, Chiny prawie już zakończyły zagospodarowywanie jednej części tego złoża. Do dzisiaj Chiny połączyły mjanmański port Kyauk Phyu (w stanie Rakhine) z chińskim miastem Kunming w prowincji Yunnan za pośrednictwem jednego rurociągu ropy naftowej i jednego gazociągu. Rurociąg naftowy dostarcza do Chin ropę z Bliskiego Wschodu i Afryki, a gazociąg transportuje węglowodory z pola Than Shwe. Rurociągi te mają dla Chin znaczenie strategiczne, nie tylko ze względu na dywersyfikację dostaw energii, ale również jako alternatywa dla szlaku żeglugowego przez Cieśninę Malakka, wykorzystywanego dla 80 procent wszystkich chińskich przewozów morskich – eksportu i importu. W 2015 roku, w nie tak subtelnym przesłaniu skierowanym do Chin, marynarki wojenne Stanów Zjednoczonych, Japonii, Australii i Singapuru uczestniczyły w ćwiczeniach „Talisman Sabre”, symulujących blokadę cieśniny.

 

Chińskie rurociągi naftowe i gazowe ze stanu Rakhine do Chin

Konflikt w północnej części Rakhine, pod przykrywką prawdziwego kryzysu humanitarnego, może potencjalnie rozprzestrzeniać się na południe, do innych części Mjanmy, zagrażając istniejącym tam rurociągom chińskim. Chiny planowały również kilka innych projektów w tym kraju, w tym specjalną strefę ekonomiczną Kyauk Pyu o wartości 10 miliardów dolarów, prowadzoną przez chińską państwową CITIC Group, która według Chin stworzy 100 tysięcy miejsc pracy w jednym z najuboższych regionów Mjanmy. Poprzez stworzenie w Mjanmie kieszeni niestabilności na progu Chin, zagrożona jest również chińska inicjatywa „Belt and Road” (Pasa i Szlaku), której celem jest gospodarcze zjednoczenie Eurazji. Jeśli ugrupowania dżihadystów zdołają zagnieździć się w Mjanmie, zakażonych może zostać kilka innych krajów Azji Południowej. Ponadto demonizowanie władz Mjanmy za prześladowanie muzułmanów „Rohingja” może wbić klin pomiędzy rząd Mjanmy i inne kraje azjatyckie, takie jak Indonezja czy Malezja.

Wszystkie te działania wydają się być elementem amerykańskiej polityki „pivotu” (przeorientowania) na Azję, oficjalnie zapowiedzianej przez administrację Obamy w 2011 roku. Z jawnego militarnego punktu widzenia ten „pivot” ma skoncentrować 60 procent amerykańskiej marynarki wojennej i sił powietrznych USA w regionie Azji Południowo-Wschodniej. Z ukrytej perspektywy militarnej i politycznej – wiąże się z rozwijaniem sieci sojuszy wojskowych i partnerstw – w tym tajnego amerykańskiego wsparcia dla dżihadyjskich najemników (jak to zrobiono w Syrii) – które są niezbędne do prowadzenia wojny z Chinami.

Jaki jest więc główny wniosek z tego wszystkiego? „Lud Rohingja” to etnicznie Bengalczycy z Bangladeszu. Nie „należą” do Mjanmy. Są tam z powodu kilku czynników, przy czym wszystkie są wynikiem ingerencji Zachodu w Azji Południowo-Wschodniej i mieszania tam na przestrzeni ostatnich 100 lat. Dzisiaj sytuacja tych ludzi jest eksploatowana przez ugrupowania dżihadystów, które od dawna są wykorzystywane jako narzędzie przez zachodnie agencje wywiadowcze, kiedy te kontynuują swoją wielowiekową „wielką grę” panowania nad światem.

Podobnie jak w przypadku wielu innych kryzysów humanitarnych, wśród zachodnich polityków i ich mediów nie ma prawdziwego zatroskania sytuacją bengalskich imigrantów w Mjanmie. Kwestią zasadniczą wydaje się być to, że „Rohingja” to stosunkowo niedawni przybysze z Bangladeszu. Są nielegalnymi imigrantami, z którymi rząd Mjanmy stara się sobie radzić od kilku dziesięcioleci, ponieważ są oni źródłem okresowych poważnych konfliktów z lokalną ludnością buddyjską w zachodniej Mjanmie, która obawia się, że wraz z napływem coraz większej liczby imigrantów z Bangladeszu wymazana zostanie miejscowa kultura i religia buddyjska. Oprócz tego dość normalnego (w każdym razie w dzisiejszych czasach) kryzysu, mamy wykorzystujących go dżihadystów, siejących zamęt w imieniu pakistańskiego ISI i zachodnich kumpli – co służy większym geopolitycznym celom: „dopaść Chiny”. A przynajmniej na to wygląda.

Jak powiedział sam Kissinger (powtarzając słowa Brytyjczyka, Lorda Palmerstona, kolejnego zwolennika ludobójstwa): „Ameryka nie ma stałych przyjaciół ani wrogów, ma tylko interesy”. Ameryka wcale nie jest przyjacielem bengalskich imigrantów w Mjanmie ani żadnej innej uciskanej i pozbawionej praw grupy ludzi. Wszystkie one są postrzegane jako okazja do wykorzystania ich w nieustającym dążeniu zachodnich psychopatycznych elit do władzy i kontroli nad jak największą ilością zasobów naturalnych i ludzkich na całym świecie.

 

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

Tłumaczenie: PRACowniA

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Matka Ziemia i jej wyrodne dziecko – człowiek cywilizowany…

blog polski

.

.

Inspiracją do poniższego tekstu był rozesłany przez Kaza Dziamkę na kilkanaście adresów e-list z dołączonym krótkim filmem pokazującym piękno dzikiej Przyrody:
.
8 minut piękna
.
Wszystkim Słowiankom i Słowianom proponuję 8 minut piękna naszej planety i ukojenia dla umęczonych naszych dusz słowiańskich. Nie ma znaczenia, że autorem tej cudownej muzyki jest niemiecki artysta, Deuter. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za dobro naszej „zmniejszającej” się planety i wszyscy powinniśmy jej bronić przed eksplozją przeludnienia i coraz bardziej destruktywną, bezduszną technologią.
Pozdrawiam, Kaz.
.

.

Ludzie to dziwne istoty (pomijam tym razem duchowy wymiar ludzi i całej Rzeczywistości). Biologicznie/fizycznie są wytworem ewolucji, a każdy atom ich ciał otrzymują od Ziemi. Wielu, zwłaszcza wyznawcy religii abrahamowych wypierają się zwierzęcego pochodzenia człowieka, choć z małpami człekokształtnymi dzielimy ok. 98% identycznych genów. To są naprawdę nasi bliscy ewolucyjni kuzyni.

.


.
Nie ma więc sensu wypierać się pokrewieństwa z nimi ani naszej (biologicznie) zwierzęcej…

View original post 2 286 słów więcej

Opublikowano Uncategorized | 17 Komentarzy

Syjonistyczni zbrodniarze nie odpuszczają.

Kurdowie, czyli izraelski sposób na Iran

 

 

 

za: http://ram.neon24.pl/post/140359,kurdowie-czyli-izraelski-sposob-na-iran

„Być może nie jest przypadkiem, że 22 września w chińskiej bazie w Dżibuti – funkcjonującej od mniej niż 2 miesięcy – przeprowadzono ćwiczenia z użyciem prawdziwych pocisków…”

 

Po skończonej sprawie z ISIS’em – kolej na Kurdów. Wszystko po to by rozpocząć nową wojnę w interesie Syjonu

FINITO DAESH, SI PASSA AI CURDI PER INNESCARE LA NUOVA GUERRA PER SION
Maurizio Blondet     27 wrzesień 2017     tłum. RAM
 
 
Koniec Daesh’u zbliża się, ale przy pomocy referendum kurdyjskiego – dysponenci globalnego puczu przygotowują się do wywołania następnego konfliktu. Oczywiście na rzecz Izraela i jak wcześniej według planu Kivunim, czyli destabilizując kraje islamskie wzdłuż linii podziałów etniczno-religijnych.
Bliski Wschód absolutnie nie powinien zaznać spokoju. Netanyahu raduje się w związku z tym głośno, a Bernard Henry Lévy (algierski Żyd, żyjący we Francji) pospieszył by uściskać na miejscu swych dwóch przyjaciół – Masouda Barzani i jego syna Najerfane. Wspomnijmy, że o bezpieczeństwo obydwu Barzani dba Mossad, który kieruje także kurdyjskim wywiadem.
.
Bernard Henry Lévy 
 .
Masoud Barzani
Obecność Bernarda Henry Lévy u Kurdów jest złowieszcza, pomimo iż sama jego postać jest mało poważna. Lévy jest niezwykle znanym promotorem i propagandystą zachodnich „misji humanitarnych” realizowanych przy pomocy bombardowań, czystek etnicznych i masakr, również w stosunku do całkowicie teoretycznych wrogów Izraela.
Ex nouveau philosophe  i jak najprawdziwszy neocon – Bernard Henry Lévy spiskował z islamistami libijskimi, mającymi za cel obalenie Kadaffi’ego; był jednym z głównych zwolenników zniszczenia Libii a także jednym z autorów medialnego usprawiedliwienia tej decyzji. Przez wiele lat był także europejskim propagandystą kurdyjskich Peszmergów i ich bohaterskiego, „świeckiego i nowoczesnego”, a także separatystycznego wizerunku.
.
„Kurdyjski” Bernard Henry Lévy w wyprasowanej koszuli
 .
 
Powód tego wszystkiego jest oczywisty. Jak wyjaśnił Thierry Meyssan – izraelskie służby działają w Kurdystanie irackim już od lat ’60. Po upadku Saddama – i za aprobatą klanu Barzani – pojawił się tam Mossad, dbający o interesy Izraela. Frakcji kurdyjskiej – Izrael pomógł na sposób najbardziej mu właściwy, tj. realizacją wysiedleń oraz czystek etnicznych wobec innych mniejszości arabskich, takich jak Jazydzi i Turkmeni, przygotowując w ten sposób – z milczącą akceptacją USA i NATO – „zdumiewające” zwycięstwo podczas referendum.
Dziś Kurdowie są doceniani jak nigdy wcześniej – jako że ma to służyć osłabieniu szyickiego rządu w Bagdadzie i utrudnieniu mu funkcjonowania, choćby poprzez wywołanie wojny domowej kurdyjsko-irackiej.
.
Nieustraszony Bernard Henry Lévy i jego wyprasowana koszula
.
Obecnie, Netanyahu obiecał Masoudowi Barzani „pomoc” w zarządzaniu krajem w postaci „200 000 Izraelczyków”.
Zawarte jest to w tajnym porozumieniu, które zostało ujawnione prawdopodobnie przez tygodnik ukazujący się w Erbil’u – nazywający się – cóż za przypadek – „Israel-Kurd”.
Israel-Kurd  
200 000? Nie jest to jednak liczba tak absurdalna na jaką wygląda.
Jak pisze Sarah Abed, znawczyni historii i polityki Kurdów:
„Aspiracje na rzecz ‚Wielkiego Izraela’ w pełni pasują do kurdyjskiego planu majacego za cel ‚Wielki Kurdystan’. Projekt „Wielkiego Izraela”, opracowany przez Oded’a Yinon’a (autora „Planu Kivunim”) nakazuje wręcz by wkorzystać Kurdów na rzecz skrupulatniejszego poćwiartowania krajów sąsiednich, co przyczyniłoby sie do zrealizowania poszerzonej dominacji Izraela (…). Niedawne badania przeprowadzone na Uniwersytecie Żydowskim potwierdziły, że populacją genetycznie najbliżej spokrewnioną z Żydami mogą być Kurdowie”.
 
Podsumowując, Żydzi odkryli, że Kurdowie są prawie, że tak żydowscy jak oni sami, z czego wynika, że łączą ich więzy braterstwa.
.
Autopromocja i propaganda Peszmergów w Cannes, razem z wyprasowaną koszulą Bernarda Henry Lévy’ego 
 
Tak to Izrael znalazł w końcu – w pobliżu swych wrogów, którym poprzysiągł zniszczenie – obszerną enklawę bogatą w ropę naftową, która staje się jego własnością i z której można przygotować wojnę przeciwko Iranowi (znajdującemu się w bliskim jej sąsiedztwie), a także uruchomić stamtąd plan „B” – tj. awaryjny – w stosunku do Syrii, po tym jak Moskwa, Hezbollah i Teheran unieszkodliwiły plan „A”.
Odnośnie Iranu:

W irackiej miejscowości Kirkuk pojawiły się, a raczej zostały pokazane jednostki bojowe Kurdów irańskich, przybyłych tam z Iranu celowo – ubrane w kamuflaże natowskie, z amerykańską bronią (a nie kałasznikami), co stanowi oczywistą i arogancką pogróżkę w kierunku Teheranu. Z Iranu do Kirkuk przybyły tysiące Kurdów – rzekomo po to, by u boku Kurdów irackich „walczyć z Państwem Islamskim”.
Znalazła się tam także jednostka “Hoshabi al Khalil”, należąca do Kurdyjskiej Partii Wolności (PAK). Obecnie PAK deklaruje, że „gotowy jest na jakiekolwiek poświęcenia, by tylko uniemożliwić siłom wspieranym przez Iran odebranie terytoriów kontrolowanych przez Kurdów”. Wspomnianymi „siłami wspieranymi przez Iran” są jednostki powszechnej mobilizacji „Hashd al-Chaabi”, które walczyły z ISIS’em. Należą do nich iraccy bojownicy szyici, których punktem odniesienia jest Ali Al Sistani – naczelny imam szyicki Iraku oraz Irańczycy, wierni najwyższemu przywódcy Iranu – Ali Khamenei.
.
Kurdowie irańscy w Kirkuk’u – gotowi do walki z Iranem
 .
Uzbrojeni eksponenci Kurdyjskiej Partii Wolności (PAK) powiedzieli dziennikarzom zachodnim: „Ugrupowanie ‚Hashd al-Chaabi’ uważamy za terrorystyczne, sa gorsi od ISIS’u – uważamy ich za zagrożenie dla świata”. Przesada w stylu „zagrożenie dla świata” zdradza obecność Netanyahu z jego hiperbolami. Wiadomo zreszta od dawna, że PAK jest starym dziełem CIA i Mossadu razem. W latach ubiegłych – członków tej partii używano do infiltracji na teren Iranu, sabotaży i zbierania informacji. Obecnie zbroi sie ich i szkoli w celu bardziej ambitnym. Czyżby chodziło o niepodległościową walkę zbrojną na terytorium Iranu – wspomaganą obecnością 200 000 Izraelczyków?
Analityczka Sarah Abed pisze: „W styczniu 2012 gazeta Le Figaro opowiedziała, że agenci służb specjalnych werbowali i szkolili w tajnych obozach irackiego Kurdystanu dysydentów irańskich”.
Po czym dodaje: „Biorąc stronę Kurdów – Izrael zarabia dla siebie oczy i uszy otwarte na Iran, Irak i Syrię”. Pisze także: „Wszystkie kurdyjskie ugrupowania polityczne w regionie mają wieloletnie powiązania z Izraelem, co łączy się z poważnymi epizodami przemocy na tle etnicznym w stosunku do Arabów, Asyryjczyków i Turkmenów”.  Czystki etniczne tak „zhomogenizowały” obszar, że Kurdowie stali się większością.(…)
Thierry Meyssan potwierdza, że: „1 czerwca 2014 służby Arabii Saudyjskiej, USA, Izraela, Jordanii, autonomicznego Regionu Kurdystanu irackiego, Qataru, Wielkiej Brytanii i Turcji zorganizowały w Ammanie, w Jordanii spotkanie przygotowujące inwazję ISIS-u na Irak. Wiemy o istnieniu tegoż zebrania na podstawie dokumentu tureckiego, który natychmiast został opublikowany przez gazetę Özgür Gündem, z którą współpracowałem. Gazeta została zamknięta przez „sułtana”  Recep’a Tayyip’a Erdoğan’a”. (…)
Osobiście sądzę, że to, do czego dąży Izrael to duży konflikt z Iranem, co spowoduje, że moratorium jadrowe straci swą ważność, a Waszyngton zmuszony zostanie do następnego posunięcia na korzyść Syjonu, do czego jak zawsze przyłączy się Europa.
Być może nie jest przypadkiem, że 22 września wojskowi chińscy z bazy w Dżibuti – funkcjonującej od mniej niż 2 miesięcy – przeprowadzili ćwiczenia z użyciem prawdziwych pocisków.

Być może Pekin wie o czymś, o czym my nie wiemy, ale czego się domyślamy.

***
Amidst Universal Opposition to KRG Referendum, Israel Stands By Kurds
By aligning with the Kurds Israel gains eyes and ears in Iran, Iraq, and Syria
„Yinon Plan”
ODED YINON – CURRICULUM  VITAE
“Greater Israel”: The Zionist Plan for the Middle East – The Infamous „Oded Yinon Plan”
Study Finds Close Genetic Connection Between Jews, Kurds
To, co ukrywa referendum
Kurdistan: quello che il referendum nasconde
***
Kivunim, Gladio, ISIS − czyli terroryzm na obstalunek
Wybór tekstów, tłumaczenie i opracowanie: RAM
Rozpowszechnianie treści przetłumaczonych artykułów (z podaniem nick’a autora tłumaczeń) jest dozwolone wyłącznie na darmowych platformach elektronicznych. 

__________________________

__________________________

Żydowska międzynarodowa kreatura w 2014r., Bernard-Henri Lévy  w sprawie żydo-rebeli na Ukrainie:

– To będzie ukraiński plan Marshalla. To nasza odpowiedź na defetyzm niektórych Europejczyków, na twierdzenia, że Ukraina to studnia bez dna, (…)
W ten sposób otwieramy Ukrainie drzwi do Europy – dodawał Bernard-Henri Lévy, słynny francuski pisarz i filozof, od wielu miesięcy orędownik wsparcia dla Kijowa.

template_clip_image028aaa

Żydowski „filozof” z żydowskim prezydentem Poroszenką 2014r. i wśród rebeliantów w Darfurze, marzec 2007 r.

gwpvdbernard_henri_levy_2

Bernard-Henri Levy – doradca byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, podający się za filozofa aktywny syjonista, zwolennik Izraela – wraz z (Johnem) Christopherem Stevensem, który potem zostanie zabity w Bengazi jako ambasador USA. Na tejże fotografii widoczny jest także Sam Bacile (Nakoula Basseley Nakoula), producent skandalicznego filmu „Niewinność muzułmanów”.  Na zdjęciu po prawej młody syjonista Levy przemawia na zjeździe B’nai B’rith.

.
D.Kosiur
Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 26 Komentarzy

Slovanie – portal społecznościowy dla Słowian.

Już kiedyś napisaliśmy o tym serwisie, ale był w powijakach,  serwis społecznościowy powstał aby być alternatywą dla Facebooka który nie jest przyjazny dla ludzi ze słowiańską duszą.

Slovanie to serwis zrobiony przez ludzi którzy kultywują wiarę w słowiańskich bogów,  a także najwięcej takowych ludzi wspiera ten serwis, m.in. po to aby bez przeszkód stosować znaki i symbole gdzie w innych miejscach będą potraktowane jako antysemickie.

slovanie

Jako że portal jest tworzony z inicjatywy wcześniej prywatnej, a teraz dzięki Fundacji Słowianie 2.0, portal rozwija się dużo wolniej niż serwisy które mają inwestorów walizką pieniędzy. Ale najlepszą nagrodą dla prowadzenia i rozwijania serwisu jest aktywność społeczna ludzi. W planach także jest więcej projektów związanych ze Słowianami.

Jeżeli chcecie zobaczyć co autorzy planują w serwisie, zapraszam do serwisu: Behance

f248a655674599-598df7b610325

Za: https://slowianowierstwo.wordpress.com/2017/09/16/slovanie-portal-spolecznosciowy-dla-slowian/

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Kiedy Rosja wyswobadza Syrię od ISIS, USA ratują ISIS przed Rosją, a zachodnie media wszystko to ignorują.

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/09/16/kiedy-rosja-wyswobadza-syrie-od-isis-usa-ratuja-isis-przed-rosja-a-zachodnie-media-wszystko-to-ignoruja/

Joe Quinn
Sott.net

We wrześniu 2015 r. ISIS panoszyło się po Syrii, od czterech lat zabijając ludność cywilną i niszcząc miasta i wsie. W owym czasie istniały uzasadnione obawy, że wkrótce Syryjska Arabska Armia zostanie pokonana przez ISIS i siły „rebelianckie”, a rząd Asada obalony. Było tak pomimo faktu, że koalicja skupiona wokół USA już od niemal roku „bombardowała ISIS”, czego dziwnym skutkiem było umacnianie się dżihadystów i powiększanie się kontrolowanych przez nich obszarów w Syrii i Iraku. Oczywiście teraz jest zupełnie jasne, że ta banda płatnych najemników, zwana ISIS, w ogóle była w stanie zagrozić Syrii wyłącznie dzięki potężnym środkom finansowym, zbrojeniu i szkoleniu dostarczanym przez USA i ich sprzymierzeńców znad Zatoki Perskiej.

Jednak od kiedy 30 września 2015 r. rozpoczęła się interwencja wojsk rosyjskich, liczebność ISIS i innych grup dżihadyjskich „rebeliantów” oraz kontrolowane przez nich terytorium zaczęły się gwałtownie kurczyć, pomimo ciągłego wsparcia dla ISIS i rebeliantów ze strony rządu USA. Po wyzwoleniu Aleppo przez siły rosyjskie pod koniec ubiegłego roku wojsko syryjskie, z rosyjskim wsparciem, odniosło następne zwycięstwa, łącznie z najnowszym, i być może ostatecznym, jakim było wyzwolenie w ubiegłym tygodniu syryjskiego miasta Dajr az-Zaur.

Być może to przeoczyliście, ale w ciągu ostatnich dwóch lat zachodnie media i zachodnie rządy konsekwentnie ignorowały, bądź wręcz krytykowały, sukcesy wojsk syryjskich, walczących pod osłoną rosyjskiego wsparcia z powietrza. Nie ma w tym oczywiście nic zaskakującego, jeśli wziąć pod uwagę, że ISIS to armia zastępcza USA i państw Zatoki Perskiej, z konkretnym zadaniem prowadzenia wojny przeciwko narodowi syryjskiemu, zniszczenia Syrii jako kraju i stworzenia jej od nowa według zachodniej wizji jako wasala Imperium. W tych nielicznych sytuacjach, kiedy skomentowanie osiągnięć syryjskich i rosyjskich wojsk było na rękę zachodniej prasie, cynicznie je potępiała jako „rosyjską agresję” albo „Asad zgładza własny naród”.

Wyzwolenie w tym tygodniu Dajr az-Zauru jest jednym z tego przykładów. Chociaż nie było konkretnych potępień, trudno będzie znaleźć nawet jedno doniesienie w amerykańskich mediach głównego nurtu na temat najnowszej wiadomości, że rosyjski atak powietrzny na podziemne centrum dowodzenia w pobliżu miasta zabił 40 członków ISIS, w tym czterech dowódców polowych. Wśród znanych zabitych bojowników znalazł się ścigany przez wiele krajów Abu-Mohammed al-Szimali, samozwańczy „emir Dajr az-Zauru”.

Al-Szimali, obywatel Iraku urodzony w Arabii Saudyjskiej (co za niespodzianka!) i były członek Al-Kaidy, w 2015 r. ślubował lojalność ISIS (w zamian za tłusty czek) i stał się znany z przemycania terrorystów do Syrii (w imieniu USA i Arabii Saudyjskiej). Ale dla podtrzymania tej farsy Al-Szimali został uznany za „priorytetowego ściganego” przez amerykański Departament Stanu, który w 2015 roku oferował kwotę 5 milionów dolarów za informacje, które doprowadziłyby do schwytania go. Kilka europejskich agencji wywiadowczych twierdziło również, że Al-Shimali był powiązany z paryskimi atakami w listopadzie 2015 roku. Moglibyście zatem pomyśleć, że po otrzymaniu informacji, że ten brutalny zabójca, odpowiedzialny za tak wiele rzezi w Syrii i Francji, został wyeliminowany z akcji, Departament Stanu USA i rząd francuski odłożą na bok swoją śmieszną antyrosyjska ideologię i publicznie pogratulują rosyjskim i syryjskim wojskom i rządom za to godne podziwu osiągnięcie. Mylilibyście się. Nie mają nic do powiedzenia; w rzeczywistości prawdopodobnie mają poważny problem z kontrolowaniem chęci krzyczenia, że cholerni mordercy zlikwidowali część ich ulubionych wtyczek.

 

Gulmurod Chalimow, człowiek Pentagonu w ISIS w Syrii albo w Rosji, czy gdziekolwiek się go umieści

 

Ale będą trzymali język za zębami i mają ku temu dobry powód – chodzi o to, żeby przypadkiem nie przyciągnęło uwagi nazwisko innego „dowódcy ISIS”, zabitego w tym samym obiekcie: to Gulmurod Chalimow, tadżycki i islamski dowódca wojskowy, który „uciekł do ISIS” w 2015 roku, po tym jak przeszedł kilkuletnie szkolenie w USA w ramach programu wsparcia antyterrorystycznego stworzonego przez Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego, komórkę Departamentu Stanu USA. Po „ucieczce” Chalimow powiedział, że planuje powrót do domu, żeby ustanowić szariat w swoim środkowoazjatyckim kraju i wybrać się na dżihad do Rosji. Co za zbieg okoliczności. Oczywiście dla Pentagonu i CIA wydanie miliardów dolarów z kieszeni podatników na szkolenie i zbrojenie dżihadystów nie jest niczym nowym.

Jest jeszcze jedna drobna kwestia – według anonimowego „źródła dyplomatycznego” co najmniej kilkunastu dowódców polowych ISIS, w tym dwóch „europejskiego pochodzenia”, zostało ewakuowanych z Dajr az-Zauru samolotem sił powietrznych USA pod koniec sierpnia, kiedy stało się jasne, że miasto przejdzie w ręce armii syryjskiej. Zazwyczaj sceptycznie oceniam informacje pochodzące od „anonimowych źródeł dyplomatycznych”, ale w tym wypadku to oświadczenie jest wiarygodne, wziąwszy pod uwagę to, co wiadomo o bezpośrednim wsparciu amerykańskim dla dżihadystów w Syrii. W czerwcu tego roku dowódca wojsk rosyjskich w Syrii, generał Siergiej Surowikin, powiedział, że bojownikom ISIS pozwolono opuścić dwie wsie położone na południowy zachód od Rakki i przemieścić się w stronę Palmyry. Surowikin powiedział, że koalicja USA, wraz z sojuszniczymi Kurdami, „są w zmowie z przywódcami ISIS, którzy poddają obszary znajdujące się pod ich kontrolą i przenoszą się do prowincji, w których operują syryjskie siły rządowe”.

Ale przypuszczam, że nie powinienem skarżyć się zbytnio lub zbyt dużo oczekiwać od psychopatycznych podżegaczy wojennych w Pentagonie i CIA, ich obrzydliwych przyjaciół w Arabii Saudyjskiej i zachodnich mediów, które są ramieniem propagandowym wszystkich trzech. Ich skromny plan zmiany reżimu w Syrii drogą lewej wojny domowej spalił na panewce dzięki rosyjskiemu wojsku pod naczelnym dowództwem Władimira Putina oraz nie lada wysiłków libańskiego Hezbollahu i irańskich milicji. Nic już nie może tego zmienić, nawet amerykański „plan b” wyrzeźbienia państwa kurdyjskiego w północnej Syrii.

Choć twórcy rzeczywistości w Waszyngtonie mogą pomyśleć, że sojusznicza kurdyjska enklawa w północnej Syrii i Iraku może zabezpieczyć dalsze amerykańskie „posiadanie na własność” Bliskiego Wschodu i zapobiec wzrostowi Rosji i Iranu jako dominujących potęg w regionie, jest to dosłownie i w przenośni marzenie ściętej głowy. Jeśli z Syrii i Iraku zostanie wykrojony Kurdystan, odbędzie się to tylko za zgodą Iranu, Turcji, Syrii i Iraku, które mają bardzo dobre powody (i skuteczne środki), aby nie dopuścicie do ustanowienia kurdyjskiego kraju. Zarówno sytuacja geopolityczna, jak i rzeczywistość geograficzna oznaczają zatem, że  w takiej sytuacji ​​oficjalne państwo kurdyjskie byłoby sprzymierzone z najbliższymi sąsiadami, a nie z imperialnymi podżegaczami i wpadającymi bez zapowiedzi obcinaczami głów.

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

Tłumaczenie: PRACowniA

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 13 Komentarzy