Adam Danek: Co po Noworosji?

1403527703_5

Wojna w Donbasie jest już skończona. Oczywiście, wzdłuż linii frontu nadal rozbrzmiewają strzały i wybuchy, od pocisków wciąż giną żołnierze i cywile, i może to trwać jeszcze długo, ale w sensie politycznym konflikt się skończył. Przeszedł w stadium stacjonarnego, powolnego wykrwawiania i taki stan, tzw. wojny pełzającej, bez żadnych wyraźnych rozstrzygnięć, będzie się przeciągać, dopóki blok zachodni i Moskwa nie zawrą „zgniłego kompromisu”.

Wydawałoby się, iż nie jest on tak odległy, jak twierdzą media. Petro Poroszenko odgraża się głośno, że prowadzi wojnę z Putinem, jednak fabryki Poroszenki zlokalizowane w Rosji spokojnie produkują czekoladki, a jego handlowe imperium na Ukrainie rozrasta się mimo wojny. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oskarża rząd w Kijowie o eskalowanie walk w Donbasie i podkopywanie porozumienia, lecz równocześnie Rosja sprzedaje stronie ukraińskiej gaz po korzystniejszej cenie niż Polsce. I ani jedno, ani drugie nikomu nie przeszkadza.

Według stanowiska Moskwy Donbas musi pozostać w składzie Ukrainy, ale powinna nastąpić federalizacja państwa ukraińskiego. Kreml chce wprowadzić donbaskie Republiki Ludowe do sfederalizowanej Ukrainy, aby przeobrazić je w wygodne narzędzie pozwalające wywierać z zewnątrz nacisk na politykę Kijowa bez brania odpowiedzialności za los Donbasu czy tym bardziej całego ukraińskiego państwa. Moskwa zastosowała więc jako metodę presji wobec Ukrainy ulubiony chwyt Stanów Zjednoczonych: poparcie antyrządowego buntu zbrojnego, by następnie realizować wobec państwa-celu taktykę powolnego wykrwawiania, dopóki nie przyjmie przedstawionych mu warunków. Amerykanie od kilku lat postępują podobnie z Syrią.

Z punktu widzenia opisywanej taktyki przewlekły konflikt zbrojny, charakteryzujący się chwiejną równowagą operacyjną i niemożnością rozstrzygnięcia go przez stronę rządową – co zmusza rząd do ciągłego wydatkowania zasobów i środków oraz utrzymywania permanentnej mobilizacji sił ludzkich – jest stanem pożądanym. Dlatego nie będzie żadnego „wyzwoleńczego marszozrywu” ze wschodu na zachód, o który w podnieceniu wołali zeszłej wiosny nadwiślańscy entuzjaści polityki zagranicznej Kremla. Moskwa sama storpeduje każdą próbę przejęcia inicjatywy przez powstańcze wojska z Donbasu, bo ich zwycięstwo na Ukrainie oznaczałoby koniec zależności powstańców od wsparcia Rosji. Donbaski rok 2014 rozbłysnął, po czym wypalił się, pozostawiając ruiny i gorzkie popioły. Powstańcza epopeja ludowych merów i gubernatorów, Kozaków i brazylijskich wikingów, ochotników z Francji, Hiszpanii, Serbii i Czeczenii, obrona Słowiańska przez Igora Striełkowa i Gorłowki przez Igora Bezlera – były autentyczne, a nie sterowane przez Moskwę, jak chcieliby polscy wyznawcy antyrosyjskiej monomanii. Ale administracja Kremla umiała to wszystko przeistoczyć w kartę w swojej rozgrywce z Zachodem, któremu z kolei trudno ukryć, że kijowski rząd „euromajdanu” to jego agentura, mająca pod sobą administrację naszpikowaną cudzoziemcami z nadanym pospiesznie ukraińskim obywatelstwem i armię naszpikowaną zagranicznymi najemnikami.

Ukraiński konflikt nieustannie odsłania swój zoologiczny poziom, od zbiorowego mordu na „prorosyjskiej opozycji” w Odessie, przez serię zabójstw dziennikarzy krytycznych wobec rządu w Kijowie, po coraz trudniejsze do ukrycia przed światem przypadki torturowania ofiar przez ukraińskie jednostki pacyfikacyjne. Próbując wskazać sposób zakończenia tego konfliktu, trzeba brać pod uwagę kilka czynników. Po pierwsze, jeżeli obóz „majdanu” wygra i ukraińskie bataliony pacyfikacyjne, rekrutowane głównie z szowinistycznych neobanderowców, wejdą do bronionego przez powstańców Donbasu, urządzą tam powtórkę z Wołynia albo Rwandy. Po drugie, jeżeli nie nastąpi żadne rozstrzygnięcie, a pełzająca wojna na dobre wejdzie w stadium przewlekłe, pociski będą powoli niszczyć kolejne dzielnice mieszkalne miast, infrastrukturę i obiekty użyteczności publicznej, aż w końcu w Donbasie pozostanie tylko pustynna strefa przyfrontowa. Po trzecie, Noworosja jako projekt polityczny nie ma szans dalszego rozwoju w żadnej wersji – carskiej, pansłowiańskiej, eurazjatyckiej, socjalistycznej – bo nie pozwoli na to Moskwa, która jest zainteresowana nie rewolucją polityczną na Ukrainie, tylko narzuceniem ukraińskim oligarchom współistnienia na swoich warunkach, jak wcześniej uczyniła to z oligarchami rosyjskimi.

Demokratyzacja państwa ukraińskiego forsowana przez Zachód i jego federalizacja forsowana przez Rosję nie mają najmniejszego sensu. Najlepszym wyjściem wydaje się reintegracja Ukrainy (z Donbasem) pod rządami autorytarnego kierownictwa państwowego, suwerennego politycznie zarówno w stosunku do Zachodu, jak i do Rosji, zdolnego zlikwidować potęgę biznesowych oligarchów i mafijnych klanów. Model ten sprawdził się w kilku innych byłych republikach sowieckich: w Azerbejdżanie, Kazachstanie, Uzbekistanie, Turkmenistanie, a przede wszystkim na sąsiedniej Białorusi. Pozwala on na zachowanie podmiotowości państwa w polityce międzynarodowej i względnej niezależności od mocarstw, na realizację własnej ścieżki rozwoju. Gwarantuje wewnętrzną stabilność polityczną, umożliwiając sukcesję władzy (Turkmenistan), nawet dynastyczną (Azerbejdżan).

W przeciwnym wypadu będziemy obserwować na Ukrainie postępujący regres cywilizacyjny – na wschodzie Europy znów otworzą się „dzikie pola”.

4 lipca 2015

Adam Danek

http://xportal.pl/?p=21530

Po pierwsze autor chyba nie rozumie że polityka a już tym bardziej geopolityka kieruje się swoimi prawami, w niej nie ma sentymentów, ideałów, emocji, współczucia, itp., są tylko strategiczne cele, interesy, zimne wyrachowanie, chłodna kalkulacja, rachunek zysków i strat i dlatego to czego chcą przywódcy Donbaskich republik jest sprawą drugoplanową bo gra idzie o znacznie większą stawkę a nie o los samej Noworosji, gra idzie o przyszłość świata a Donbas jest tylko jednym z epizodów tej gry.

„Pełzająca wojna” w Donbasie z punktu widzenia interesów Rosji jest jak najbardziej pożądana, wykańcza ona bowiem głównie finansowo, politycznie ale także militarnie reżim kijowski. Rosja wie że żydo-banderowski reżim w Kijowie prędzej czy później upadnie najprawdopodobniej w wyniku bankructwa kraju oraz związanego z tym chaosu, anarchii, narastającej biedy, rozruchów społecznych, więc Kreml tak naprawdę nic nie musi robić oprócz co najwyżej politycznego i dyplomatycznego wsparcia dla Donbasu. Dzięki temu że nie ma ostatecznego rozstrzygnięcia w Donbasie i wojna się przedłuża koszty finansowe wspierania Ukrainy ponosi również zachód co pogłębia jedynie jego problemy gospodarcze i finansowe. Natomiast „Marsz na Kijów” to żadna droga, to jedynie kolejne ofiary i zniszczenia, nie wszystko da się bowiem załatwić drogą militarną a i zwycięstwo powstańców nie byłoby pewne, NATO mogłoby użyć powstańczej ofensywy jako pretekstu do otwartego zaangażowania się w konflikt ukraiński co stworzyło by ogromne zagrożenie dla Rosji u jej wrót.

Federalizacja dla Ukrainy również jest konieczna, Ukraina to państwo wielonarodowe, autorytarny model rządów nie sprawdzi się, poszczególne narody wchodzące w skład Ukrainy muszą mieć zagwarantowane równe prawa oraz szeroką autonomię z możliwością wystąpienia ze składu Ukrainy włącznie na wypadek niekorzystnej a przede wszystkim siłowej i nielegalnej zmiany władzy w Kijowie a banderyzm oraz skrajny nacjonalizm autoramentu wszelkiego z życia publicznego musi zostać całkowicie wyeliminowany.

Po za tym bzdurą są choćby twierdzenia typu „Moskwa zastosowała więc jako metodę presji wobec Ukrainy ulubiony chwyt Stanów Zjednoczonych: poparcie antyrządowego buntu zbrojnego, by następnie realizować wobec państwa-celu taktykę powolnego wykrwawiania, dopóki nie przyjmie przedstawionych mu warunków. Amerykanie od kilku lat postępują podobnie z Syrią.” – z tym że rebelię na Ukrainie zorganizowała i sfinansowała międzynarodowa finansjera(banksterzy) przy pomocy USA/UE/NATO a nie Rosja, więc za przelew krwi odpowiedzialny jest głównie „miłujacy pokój, demokrację, prawa człowieka” zachód a nie Rosja, Kreml jeżeli już coś to broni się najzwyczajniej w świecie przed agresją zachodu a polityczne i dyplomatyczne poparcie dla Noworosji jest jedną z metod obrony zastosowaną przez Moskwę.

„Rosja sprzedaje stronie ukraińskiej gaz po korzystniejszej cenie niż Polsce” – sprzedaż gazu Ukrainie po większej cenie nic nie da, bo Ukraina  i tak za ten gaz nie ma czym zapłacić, po za tym zablokowanie dostaw gazu dla Ukrainy spowoduje wzrost antyrosyjskich nastrojów w kraju, media reżimowe bowiem powiedzą że brak gazu to wina „złego Putina”. No i Kreml najzwyczajniej w świecie nie chce karać ludności cywilnej za politykę prowadzoną przez reżim żydo-banderowski w Kijowie, wzrost cen gazu odbije się przecież na ludności ukraińskiej w tym również na Rosjanach i ludności sprzyjającej Rosji zamieszkującej ten kraj. Koszty prowadzenia wojny przeciwko własnej ludności przez reżim w Kijowie i tak już są zbyt wielkie dla społeczeństwa ukraińskiego.

I kolejne „bo nie pozwoli na to Moskwa, która jest zainteresowana nie rewolucją polityczną na Ukrainie, tylko narzuceniem ukraińskim oligarchom współistnienia na swoich warunkach, jak wcześniej uczyniła to z oligarchami rosyjskimi.” – ciekawe o jakich „rosyjskich oligarchach” autor pisze, wszyscy najważniejsi jeżeli nie siedzą w więzieniach, to dawno uciekli za granicę, a reszta siedzi jak mysz pod miotłą z zakazem nie mieszania się w politykę i robienia biznesu bez szkody dla narodu i państwa rosyjskiego.

I kolejne „Najlepszym wyjściem wydaje się reintegracja Ukrainy (z Donbasem) pod rządami autorytarnego kierownictwa państwowego, suwerennego politycznie zarówno w stosunku do Zachodu, jak i do Rosji, zdolnego zlikwidować potęgę biznesowych oligarchów i mafijnych klanów. Model ten sprawdził się w kilku innych byłych republikach sowieckich: w Azerbejdżanie, Kazachstanie, Uzbekistanie, Turkmenistanie, a przede wszystkim na sąsiedniej Białorusi. Pozwala on na zachowanie podmiotowości państwa w polityce międzynarodowej i względnej niezależności od mocarstw, na realizację własnej ścieżki rozwoju. Gwarantuje wewnętrzną stabilność polityczną, umożliwiając sukcesję władzy (Turkmenistan), nawet dynastyczną (Azerbejdżan).” – po pierwsze to bez wsparcia Rosji w Kazachstanie czy na Białorusi od dawna rządziły by prozachodnie reżimy, zresztą do niedawna w czasach słabości głównie politycznej i gospodarczej Rosji władze choćby Uzbekistanu czy Azerbejdżanu(dynastia Alijewów) a nawet Kazachstanu były pod silnym wpływem USA, dopiero wzrost znaczenia Rosji i Chin na arenie międzynarodowej spowodował że władze tych krajów powoli zaczynają się przeorientowywać na współpracę z Rosją czy Chinami. No i system autorytarnych rządów jest może dobry na teraz bo względnie gwarantuje „stabilność polityczną” i „niezależność od mocarstw”, ale w przyszłości jak najszersze prawa do decydowania o sobie powinny zostać przekazane do lokalnych wspólnot tak żeby rządzący z ojca na syna kacykowie nie mogli narzucać swojego widzimisię społeczeństwu.

przemex

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s