Fehim Taştekin: Syria zwycięży

Lebanese Shiite Muslim movements Hezbollah and Amal supporters protest in the southern town of Bint Jbeil on September 22, 2012, against a US-made film mocking Islam and cartoons of the Prophet Mohammed which were published in a French magazine. Lebanese Muslims, Sunnis and Shiites, took to the streets across the country this past week to vent their anger. AFP PHOTO/MAHMOUD ZAYYAT (Photo credit should read MAHMOUD ZAYYAT/AFP/GettyImages)

Podczas niedawnej podróży do Aleppo, które samozwańczy eksperci określają jako “miasto sunnickie” zatrzymałem się przy ulicznym straganie. Wypełniały go wpinki i plakietki z symbolami armii syryjskiej, flagami państwowymi, podobiznami prezydenta Asada i przywódcy Hezbollahu szejka Hasana Nasrallaha. Stoisko obijało ducha, który coraz mocniej czuć na terenach pozostających pod kontrolą władz.

Plakaty z podobizną szejka Nasrallaha to zwyczajny widok w Homs, zamieszkanym przez wielu szyitów, ale w Aleppo jego twarz obok plakatów z Asadem na pierwszy rzut oka jest trudna do zrozumienia. Oto „inna Syria”, ta o której nie mówią media. Obecność Hezbollahu na polach bitew od Kusajr do Kalamun sprawiła, że Nasrallah cieszy się dobrą reputacją przekraczającą granice podziałów wyznaniowych. Dowodem na to jest mój przewodnik, chrześcijanin z Homs, entuzjastycznie śpiewający piosenkę na cześć Nasrallaha, którą nasz kierowca – muzułmanin alawita – włączył w drodze z Homs do Tartus. Inny przykład widziałem w Bagdasz, słynnej lodziarni w zabytkowej dzielnicy Damaszku. Niegdyś na jej ścianach wisiały zdjęcia jej znanych gości, między innymi tureckiej pierwszej damy Emine Erdogan i króla Jordanii Abdullaha. Dziś pozostał tylko oprawiony w ramkę list od Nasrallaha z wyrazami podziękowania za wsparcie finansowe, jakiego przedsiębiorstwo udzieliło ruchowi oporu. Zapytany o powód usunięcia zdjęć znanych postaci właściciel odpowiedział: „Na tych ścianach nie ma miejsca na zdjęcia nikogo, kto niszczy ten kraj.”

Tymczasem najczęściej spotykane plakaty z podobizną prezydenta zawierają hasło “Jesteśmy z tobą.” Wcześniej takie wyrazy czci można było tłumaczyć, jako chęć uspokojenia policji politycznej, ale w czasie wojny potrzeba identyfikacji z przywódcą pogłębiła się.

Mimo krytyki władz, obywatele coraz bardziej demonstrują przywiązanie do “syryjskości” i potrzebę ocalenia państwa. Wydaje się, że dzięki temu udało się wyciszyć konflikty na tle wyznaniowym, które wybuchły po 2011 r. Podczas wcześniejszych wizyt w Syrii zauważyłem, że wiele osób krzywi się słysząc pytanie o przynależność wyznaniową. Wyczuwali złe intencje w pytaniu „Jesteś sunnitą czy alawitą?” i odpowiadali „Jestem Syryjczykiem”. Liczba takich ludzi wyraźnie wzrosła. Pytanie o wyznanie już wcześniej było tabu, jest jednak ważna różnica. Kiedyś powodowało ono irytację, dziś rodzi gniew.

Można by przedstawić tysiące powodów, dla których krytyka władz osłabła, a przywiązanie do syryjskości wzrosło. Głównym są historie ludzi napadanych, porywanych, torturowanych i zabijanych z powodu przynależności wyznaniowej. Jednym z nich był Kamal Bankasli, przedsiębiorca z Aleppo.

Kiedy rozmawialiśmy przy obiedzie, pokazał mi blizny na nogach i ramionach i opowiedział swoją historię. „Porwali mnie opozycjoniści. Zażądali miliona funtów syryjskich [5300 dolarów] okupu. Kiedy odmówiłem, torturowali mnie. Pocięli mi ręce nożami i złamali dwa palce u nóg. Ich przywódca duchowy powiedział, że mam zostać rozstrzelany. Kiedy mieli mnie zabić, interweniował ich lider. Powiedział, że wyrok został odwołany i popchnął w dół lufę broni, ale tamten już pociągnął za spust. Kula trafiła mnie w kolano zamiast w głowę. Okazało się, że przedyskutowali sprawę i uznali, że nie jestem ani z nimi, ani z władzą, więc jeśli mnie oszczędzą mogę im się kiedyś przydać. Zostawili mnie krwawiącego na cztery godziny, zanim przekazali mnie rodzinie.”

Jak w wypadku każdej wojny, także w Syrii składają się na nią dwie opowieści. Jedna dotyczy konsekwencji działań zbrojnych – tragicznych strat wśród cywili, zniszczeń i milionów cierpiących uchodźców. Jej dramat często zakrywa historię „innej Syrii”, o której słyszymy rzadko, ale która tłumaczy, dlaczego władze wciąż trzymają się mocno.

Zdjęcia “męczenników”, jakie widziałem na murach Damaszku, Aleppo, Homs, Tartus i Lataki ukazują straty wśród wszystkich społeczności. W Bab Tuma w Damaszku naprzeciw ściany z portretami poległych szyitów stoi ściana ze zdjęciami chrześcijan. Na ulicy Arman w Homs na wielkim billboardzie znajdują się zdjęcia 1300 ludzi zabitych w konflikcie – alawitów, sunnitów, szyitów i chrześcijan. W Latakii nekrolog poległego bojownika muzułmańskiego z cytatem z Koranu sąsiaduje ze zdjęciem chrześcijanina opatrzonego wersetem z Biblii. W Homs i Latakii muzułmanie i chrześcijanie mieszkają w mieszanych dzielnicach. Nie ma tam konfliktu kultur, odwiedzanie nawzajem swoich miejsc kultu czy wspólne obchodzenie świąt religijnych to częsta praktyka. Wyjątkowość syryjskiego społeczeństwa jest jego mocnym spoiwem.

Fantastyczne pomysły jakoby Asad miał zostać zmuszony do wycofania się na głównie alawickie wybrzeże i stworzenia tam alawickiego państewka budzą w Latakii jedynie śmiech. Latakia i Tartus stały się schronieniem dla tysięcy sunnitów z całego kraju. Spytałem gubernatora Tartus Safwana Abu Saadeha, jak miasto radzi sobie z napływem uchodźców. „Liczba mieszkańców, która wynosiła 900 tysięcy, uległa podwojeniu. Tartus to dzisiaj Syria w miniaturze. Przybyli ludzie z Rakka, Aleppo, Homs, Deir Ezzor i Idlib. Sami sunnici.”

Część miejsc zamieszkania dla uchodźców zapewniają władze, inni wynajmują domy za własne środki. Wielu znalazło pracę i utrzymuje rodziny. Nie licząc spadających od czasu do czasu rakiet, Latakia i Tartus zachowują swoją rozluźnioną atmosferę. Napór nowoprzybyłych nie jest odczuwalny na ulicach.

Na plażach Latakii dobrze widać, kim są nowoprzybyli, co pozwala odrzucić scenariusz „państwa alawickiego.” Wieczorem, plaża nieopodal palestyńskiego obozu Ramel al-Dżanubi, przypominała piknik. Całe rodziny z zadowoleniem zasiadały do kolacji. Dowiadując się, że jestem tureckim dziennikarzem, uchodźcy z Idlib i Aleppo – pobożni i konserwatywni sunnici – nie szczędzili słów krytyki pod adresem władz Turcji. Wbrew narracjom o konflikcie wyznaniowym, scena na plaży była jak radosny detal w ponurym pejzażu wojny.

Trudności gospodarcze są dla Syryjczyków problemem równie poważnym jak kwestie bezpieczeństwa. Sprzedawca warzyw z Latakii Abu Ahmed powiedział: „Pomidory i ogórki przywieźć trzeba z Homs i Hamy. Ciężarówka z Aleppo kosztowała kiedyś 5000 funtów [26 dolarów], dzisiaj nawet 100 tysięcy [530 dolarów]. Cena oleju napędowego wzrosła z 7 [0,4 dolara] do 140 funtów [0,74 dolara]. Koszty transportu wzrosły trzykrotnie, a sprzedaż spada.” Na targowiskach w Damaszku słychać to samo: płace od czterech lat są takie same, a ceny żywności potroiły się.

Rządowe próby opanowania sytuacji gospodarczej są godne podziwu. Władze dalej wypłacają pensje pracownikom sfery budżetowej, także tym na terenach kontrolowanych przez rebeliantów. Wywóz śmieci i inne usługi publiczne ciągle działają. Krótko mówiąc, państwo nie przestało funkcjonować. Co jeszcze ciekawsze, władze korzystają z pełni możliwości by dostarczyć zaopatrzenia w podstawowe produkty takie jak mąka i pszenica. Ziarno z prowincji Idlib, Rakka, Aleppo i Hasaka jest pod eskortą armii przewożone ciężarówkami przez niebezpieczne szlaki. Innymi słowy budzące strach struktury wywiadu stały się filarem państwa niezbędnym dla panowania nad kryzysem.

Problemem trapiącym Syryjczyków są niedobory wody i energii elektrycznej. Prąd i woda stały się bronią na terenach walk, szczególnie w Aleppo. Oto jak dyrektor wodociągów miejskich Mustafa Melhis opisuje sytuację: “Nasze zbiorniki wodne znajdują się 90 kilometrów od miasta w Hafsa, kontrolowanym przez IS. W maju zmniejszyli zaopatrzenie w wodę o połowę. Prosili o tabletki do sterylizacji wody, chociaż mają ich zapasy. Pod tym pretekstem odcięli wodę i wznowili dostawy dopiero po otrzymaniu tabletek. Przetrzymują naszych inżynierów, jako zakładników. Dalej płacimy im pensje. Drugi problem to dystrybucja wody. Woda pompowana przez IS płynie do stacji Suleiman Halabi i Bab al-Nairad w Aleppo. Oba tereny są pod kontrolą Frontu al-Nusra, który używa wody, jako broni by wysuwać żądania. W zamian za wodę domagają się na przykład prądu. Ponieważ atakują transformatory, powodują przerwy w dostawach. Kiedy zaczęliśmy generować prąd silnikami diesla, zaczęli domagać się prądu. Aby mogła działać przepompownia wody, chcieliśmy tam posłać generator dieslowski poprzez Czerwony Półksiężyc. Dodali nowy warunek – maszyna ma zapewniać prąd także dla nich. Zgodziliśmy się, ale i tak wyłączyli pompy. Teraz pompują tylko połowę wody. Możemy zapewnić wodę przez jeden dzień w tygodniu. Ludzie pracujący dla al-Nusry to nasi więzieni pracownicy, łącznie osiem osób. Trzymają ich w zamknięciu, każą pracować na czteroosobowych zmianach, zabraniają korzystać z telefonów. Wysyłamy też ekipy naprawcze. Ich nie ruszają, bo przywożą sprzęt.”

Gubernator Aleppo Mohammad Marwan Olabi zauważa: „Elektrownie znajdują się poza miastem. Terroryści kontrolują dwa obszary przez kute przebiegają linie zaopatrujące miasto. Atakują linie przesyłowe. Na północy mamy elektrownię, która znajduje się w rękach grup zbrojnych. Kiedy chcą przycisnąć Aleppo, odcinają prąd. A kiedy nie ma prądu, nie możemy także dostarczać wody.”

Mimo przeciągającej się wojny, społeczna i kulturowa struktura Syrii okazała się najsilniejszą zaporą przeciwko konfliktowi wyznaniowemu. Chociaż na początku zadano jej cios, wydaje się ona na nowo wzmacniać.

Źródło: Al Monitor
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Tytuł pochodzi od Redakcji.

http://xportal.pl/?p=22327

Przygotowana, sfinansowana i sprowokowana przez zachód wojna domowa w Syrii mająca na celu obalenie rządu Baszara al Assada i rozbicie Syrii na małe i słabe państewka wyznaniowe kontrolowane przez wahabickie monarchie Zatoki Perskiej oraz ich zachodnich promotorów jak widać przynosi skutki odwrotne od zamierzonych, naród syryjski w obliczu przedłużającego się wyniszczającego konfliktu wewnętrznego oraz zagrożenia zewnętrznego w postaci wciąż możliwej inwazji NATO zamiast się rozpadać coraz bardziej jednoczy się wokół władzy i Baszara al Assada co zwiększa szansę na zwycięstwo Syrii w tej wojnie.

przemex

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s