Dlaczego nie warto głosować na PiS

Już za nieco ponad tydzień wybory parlamentarne. Nudnawa, pozbawiona kreatywności kampania wyborcza najwyraźniej nie zmotywuje Polaków do głosowania. W przeciwieństwie do kilku poprzednich elekcji, tym razem mamy do czynienia ze spektaklem, który nie budzi specjalnych emocji. Może społeczeństwo w coraz większym stopniu godzi się z tezą, że nie ma alternatywy dla obecnego ładu, a na dodatek politycy nad Wisłą mają – z przyczyn zarówno obiektywnych, jak i z uwagi na swą mentalność – bardzo ograniczone pole manewru, które redukuje do minimum możliwość zmiany rzeczywistości społeczno-gospodarczej?

W tej atmosferze wyborczej apatii warto jednak zastanowić się nad potencjalnymi niebezpieczeństwami czyhającymi na naiwnych, którzy za dobrą monetę przyjmą przedwyborcze deklaracje. Najmniejszym z tych niebezpieczeństw będzie skrajne rozczarowanie, największym – poczucie winy i współodpowiedzialności, że doprowadziło się do władzy w kraju ludzi tej władzy niegodnych.

Diagnozy państwa i społeczeństwa formułowane przez Prawo i Sprawiedliwość są często niezwykle trafne. Wprawdzie ich autor i najbardziej błyskotliwy przedstawiciel tej formacji Ludwik Dorn przeszedł do obozu symbolicznego przeciwnika, a intelektualna jałowość kadr PiS wywołuje przerażenie, jednak możemy domyślać się, że w głowie architekta całego projektu politycznego, Jarosława Kaczyńskiego, te przemyślenia i diagnozy są nadal obecne, choćby z uwagi na kwalifikacje umysłowe prezesa. Zgodzić się trzeba z tym, że transformacja systemowa od 1989 roku zrodziła cały szereg patologii, że w istocie potrzebna byłaby nie tyle sanacja, co zastąpienie systemu obecnego systemem nowym, nie tylko numerycznie, ale też jakościowo zmieniającym treść pojęcia „Rzeczpospolita”. Sensowne, choć w istocie będące jedynie gaszeniem pożaru nędzy i beznadziei, są też zapowiedzi uczestniczącego w kampanii PiS Andrzeja Dudy i kandydatki na szefową Rady Ministrów Beaty Szydło w zakresie polityki społecznej; dodatkowe środki na dziecko (chociaż to nie jest oczekiwane rozwiązanie systemowe, jakim byłaby możliwość wspólnego opodatkowania całych rodzin, wliczając do nich dzieci), czy cofnięcie podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat. Rozsądnie brzmią też zapowiedzi wprowdzenia podatku obrotowego i częściowej choćby redukcji skutków wycofania się państwa z gospodarki i sfery usług publicznych. Mają sens również zapowiedzi uregulowania rynku medialnego, choć mogą powstać obawy, że sprowadzą się one nie do zmian systemowych, lecz raczej roszad kadrowych. Hasło silnego i aktywnego państwa, któremu przywrócić należy autorytet brzmią ciekawie. Podobnie pozytywnie ocenić można tworzone przez PiS wyłomy w reżimie poprawności politycznej, choćby w sprawach kulturowych czy przy okazji problemu imigracji. Niepokoją jedynie awanturnicze pohukiwania w sferze polityki zagranicznej, przede wszystkim wschodniej, oraz – wynikające zapewne z wpływów neokonserwatyzmu w partii – prośby o stałe stacjonowanie obcych wojsk na terytorium Polski. Poza tym ostatnim akcentem, PiS proponuje jednak swoisty reformizm obecnego systemu neoliberalnego, utrzymany w duchu narodowo-konserwatywnym.

Są wszakże dwa empiryczne dowody na to, że ugrupowanie to nie jest wiarygodne i nie posiada zdolności do przeprowadzenia nawet tych skromnych reformistycznych zapowiedzi. Praktyka rządzenia partii Jarosława Kaczyńskiego z lat 2005-2007 wskazuje, że ugrupowanie to nie przykłada większej wagi do zmian innych niż kadrowe. Przypomnę, że podpisana przez prezesa PiS umowa koalicyjna z 2006 roku zawierała cały pakiet ustaw w sprawach społecznych i gospodarczych, które miały zmodyfikować oblicze Rzeczypospolitej w kierunku zadeklarowanej konstytucyjnie społecznej gospodarki rynkowej. Miała być zmiana ustawy o Narodowym Banku Polskim, ograniczenia dla hipermarketów czy podatek obrotowy zapobiegający wyprowadzaniu zysków z Polski. W zamian otrzymaliśmy Centralne Biuro Antykorupcyjne (niekiedy faktycznie skuteczne, ale częściej działające jak słoń w składzie porcelany) i likwidację polskiego wywiadu wojskowego. W dziedzinie polityki podatkowej to właśnie PiS ulżył najbogatszym, redukując najwyższą stawkę podatku PIT do 32%. Do dziś mam w szufladzie kopię wspomnianej umowy koalicyjnej z podpisem Jarosława Kaczyńskiego. To namacalny dowód na to, że PiS kłamie, a ich oszustwo wyborcze polega na udawanym reformizmie. Jest jeszcze drugi element, nie pozwalający wierzyć w przedwyborcze zapowiedzi Szydło i jej politycznego patrona. To skrajna niekompetencja i brak elementarnych kwalifikacji intelektualnych u polityków tego ugrupowania. Ten brak umiejętności niezdolność do dyskusji na tematy, które wymagają choćby ogólnego zorientowania w strukturach państwa, rzucał się w oczy od samego początku istnienia partii. Z biegiem lat niemal wszyscy politycy reprezentujący ponadprzeciętny potencjał umysłowy byli z tej formacji brutalnie wypychani. Dominować zaczął model PiSowskiego Dyzmy, tyle że znacznie mniej inteligentnego od przedwojennego literackiego pierwowzoru.

Dlatego apeluję do wszystkich tych, do których przemawia PiSowski reformizm – nie dajcie się oszukać po raz kolejny, sięgnijcie pamięcią kilka lat wstecz. I zaznaczam przy tym, że nie kierują mną alarmistyczne nastroje rozsiewane przez Jacka Żakowskiego i innych demoliberalnych publicystów straszących wizją PiSowskiego autorytaryzmu. Bardziej niż te zarzuty o tendencje autorytarne, od PiS odstręcza mnie właśnie ich impossybilizm (jakże trafne określenie Kaczyńskiego i Dorna), brak kompetencji, a nade wszystko skłonność do konfabulacji i oszustw.

http://mateuszpiskorski.blog.onet.pl/2015/10/16/dlaczego-nie-warto-glosowac-na-pis/

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Dlaczego nie warto głosować na PiS

  1. przemex pisze:

    http://xportal.pl/?p=23740 Polska: PiS chce ratować Unię
    Trzeba zrobić wszystko, by nie doszło do podziału Unii Europejskiej. Musimy walczyć, by Unia się konsolidowała i wzmacniała. Szukać takich kompromisów, które będą budowały jedność, a nie podziały. – oznajmiła z niezaprzeczalną szczerością Beata Szydło. Szefowa polskiego rządu skomentowała w ten sposób spotkanie przywódców ośmiu państw członkowskich UE przed szczytem Unia-Turcja poświęconym kryzysowi imigranckiemu. Władze tych krajów – Austrii, Belgii, Finlandii, Grecji, Holandii, Luksemburga, Niemiec i Szwecji – pieniądze na utrzymanie nielegalnych imigrantów chcą otrzymać z unijnych funduszy strukturalnych. Niepokój polityków PiS budzą również propozycje okrojenia strefy Schengen, które według nich mogłoby się okazać początkiem dekompozycji Unii Europejskiej.

    Źródło: forsal.pl

    Komentarz Redakcji: Biadolenie „Gazety Wyborczej” i jej medialnych odpowiedników na Zachodzie o „eurosceptycyzmie” PiS należy włożyć między bajki. PiS prędzej zgodzi się zaszkodzić Polsce, niż przystanie na choćby częściowy demontaż struktur czy kompetencji Unii Europejskiej. (A.D.)

    Domniemany eurosceptycyzm Pis-u to pic na wodę dla naiwnych, eurosceptycyzm pisdzielcom potrzebny jest na użytek wewnętrzny, dla zagospodarowania tej części elektoratu nastawionej negatywnie do UE. A rzeczywisty stosunek Pis-u do eurokołchozu widzieliśmy podczas przewrotu Majdanie na Ukrainie czy w momencie podpisywania Traktatu Lizbońskiego przez Lecha Kaczyńskiego.
    przemex

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s