Kaz Dziamka – Hołd Słowianom

Nagranie dla blogu „Przemex”

Utwór ten, „Stalowa woda”, skomponowany został przez legendarnego już gitarzystę polskiego Bohdana Kendelewicza i wykonany przez równie legendarny zespól Tajfuny. Niestety, Bohdan zmarł kilka lat temu.

Ten instrumentalny przebój zawsze kojarzył mi się z magicznym światem słowiańskiej kultury, z jej respektem dla dziewiczej natury, szczególnie z jej traktowaniem czystej wody w jeziorach i rzekach jako coś świętego, jako „sanctum”. Dla mnie dzikie, czyste jezioro w otoczeniu pierwotnych borów i gajów jest nieporównywalnie cenniejsze niż największe, najbardziej wystawne, kapiące złotem świątynie religijne: kościoły, katedry, meczety, synagogi.

Nie jestem zawodowym muzykiem, ale chciałbym bardzo skomponować utwór instrumentalny o Słowianach, tak magiczny jak ten, który skomponował Jerry Lordan o Apaczach.

Pozdrawiam z Kraju Apaczów, którzy byli ostatnimi wolnymi Amerykanami – podobnie jak Słowianie z wielu terenów obecnej Polski byli tysiąc lat temu ostatnimi wolnymi „Polakami”.

 

Piękny utwór, w zasadzie nie mam nic do dodania, mogę jedynie serdecznie podziękować za poświęcony czas i trud włożony w nagranie go specjalnie dla mojego blogu.

przemex

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

580 odpowiedzi na „Kaz Dziamka – Hołd Słowianom

  1. Andrzej Pucyn pisze:

    kaz i jak myslisz dostaną usmańce w dupę w Syrii ?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Andrzej Pucyn pisze:

    Polubienie

  3. andrzej pisze:

    Chronologia ludobójstwa w Kanadzie – część 1

    1850 – Narody pierwotne wschodniej Kanady zostały zdziesiątkowane przez ospę prawdziwą i inne choroby celowo wprowadzone przez Europejczyków do zaledwie dziesięciu procent swojego stanu sprzed kontaktami z nimi. Plemiona indiańskie na zachód od Wielkich Jezior pozostają w większości nietknięte przez tę plagę, z wyjątkiem zachodniego wybrzeża gdzie zaczynają osiedlać się Europejczycy.

    1857 – Ustawa o Stopniowej Cywilizacji, napisana, aby wyeliminować narody pierwotne poprzez „nadanie prawa wyborczego” i, w której tytuł do ziemi i pojęcie narodowości zostają zlikwidowane przechodzi przez legislaturę w Kanadzie Górnej

    1859 – Misje Rzymskokatolickie są ustanawiane w Mission w Kolumbii Brytyjskiej (B.C.) a w Okanagan przez biskupa oblata (osoba, która nie składa ślubów zakonnych tylko przyrzeczenie wytrwania – tłum.) Paula Durieu, który z pomocą jezuicką sporządza plan eksterminacji niechrześcijańskich wodzów Indian i zastąpienia ich liderami kontrolowanymi przez Kościół Katolicki. Ten „Plan Durieu” posłuży później jako model dla indiańskich szkół z internatem.

    1862-1863 – Poważna epidemia ospy prawdziwej wśród plemion indiańskich wewnętrznej B.C. jest zainicjowana przez anglikańskiego misjonarza (i przyszłego biskupa Norwich oraz członka Izby Lordów) wielebnego Johna Sheepshanksa, który zaszczepia setkom Indian tę chorobę. Sheepshanks działa na zlecenie rządu prowincjonalnego i handlującej futrami Kompanii Zatoki Hudsona, która sponsoruje pierwsze protestanckie misje wśród Indian. Ponad 90% lokalnych Indian Salish i Chilcotin – około 8000 lub więcej ludzi zginie w wyniku użycia tej broni biologicznej.

    1869-1870 – Nieudane powstanie Indian szczepu Metis (Metysi – potomkowie Indian i Europejczyków – tłum.) dorzecza Czerwonej Rzeki na równinach centralnych pod Louis Riel skłania nowo-ustanowiony rząd Kanady do ustanowienia swojej niepodległości „od morza do morza” poprzez narodowy system kolei i masową emigrację Europejczyków na ziemie Indian na zachodzie.

    1870 – Korona Anglii ustanawia system „rezerwy kleru”, w którym katolickie i anglikańskie misje dostają setki akrów ziemi ukradzionej rdzennym narodom, w szczególności w zachodniej Kanadzie.

    1873 – Zostaje utworzona Królewska Północno-zachodnia Policja Konna poprzedniczka dzisiejszej Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej (RCMP) jako narodowa, paramilitarna siła z absolutną jurysdykcją wzdłuż całej Kanady. Do tej mandatu wlicza się usunięcie wszystkich rdzennych mieszkańców do rezerwatów i wyczyszczenia pasa ziemi „wolnego od Indian” na 50 mil po obu stronach rozszerzającej się na zachód Kanadyjskiej Kolei Pacyficznej (CPR).

    1876 – Pod wypływem byłego premiera i prawnika CFR, Johna A. MacDonalda, Kanada przyjmuje Ustawę Indiańską, która redukuje wszystkich Indian i członków plemienia Metis do statusu nie-obywateli i osób pozostających pod opieką prawną państwa kanadyjskiego. Odtąd rdzenni mieszkańcy są uwięzieni w „rezerwowych obszarach”, odmówiony jest im status prawny czy prawa obywatelskie, nie mogą głosować, pozywać w sądach, posiadać własności czy prowadzić działań w swoim imieniu. Ich status jako osób pozostających pod opieką prawną pozostaje niezmieniony do dnia dzisiejszego.

    1886 – CFR jest ukończona, łącząc Kanadę od wybrzeża do wybrzeża i otwierając drzwi masowej imigracji europejskiej. Tego samego roku wszystkie tradycyjne ceremonie rdzennych mieszkańców na zachodnim wybrzeżu zostają zdelegalizowane, wliczając w to system potlatch i rdzenne języki.

    1889 – Ustanowiony zostaje federalny Departament Spraw Indiańskich. Indiańskie „szkoły przemysłowe” (?) zostają usankcjonowane przez rząd federalny, który we współpracy z kościołami katolickimi i protestanckimi wspólnie funduje i zakłada obozy internowania dla wszystkich dzieci rdzennych mieszkańców w całej Kanadzie.

    1891 – Pierwszy medyczny raport o masowych zgonach w tych szkołach spowodowanych przez szalejącą i nie leczoną gruźlicę zostaje wysłany rządowi federalnemu przez dr. George’a Ortona w Alberta. Raport Ortona zostaje zignorowany.

    1905 – Ponad setka indiańskich szkół z akademikiem działa w całej Kanadzie, dwie trzecie z nich jest prowadzona przez Kościół Rzymskokatolicki. Masowa europejska emigracja i broń biologiczna zredukowała rdzenne populacje na zachodzie do mniej niż pięciu procent stanu pierwotnego.

    1907 – Dr Peter Bryce, Główny Urzędnik Medyczny przeprowadza dla Departamentu Spraw Indiańskich (DIA) rządu federalnego inspekcję indiańskich szkół w całym kraju, aby zbadać warunki zdrowotne. Będący tego wynikiem raport Bryce’a dla asystenta nadinspektora DIA Duncana Campbella Scotta dokumentuje, że ponad połowa wszystkich dzieci w tych szkołach umiera na gruźlicę celowo rozpowszechnianą wśród nich przez pracowników. Bryce również twierdzi, że kościoły prowadzące te szkoły celowo ukrywają dowody i statystyki tych morderczych praktyk.

    15.11.1907 – Raport dr Bryce’a jest cytowany w „The Ottawa Citizen” i „The Montreal Gazette”.

    1908-1909 – Duncana Campbell Scott utajnia raport Bryce’a i odmawia działać na podstawie jego rekomendacji, do których wlicza się odsunięcie kościołów od prowadzenia szkół indiańskich. Bryce wydaje bardziej kompletny raport o ogromnych wskaźnikach śmierci w tych szkołach, podczas, gdy Scott zaczyna oszczerczą kampanię przeciwko Bryce’owi, która ostatecznie doprowadza do usunięcia go ze służby cywilnej.

    Listopad 1910 – Pomimo odkryć Bryce’a, Scott instytucjonalizuje kontrole kościelną nad indiańskimi szkołami przez kontrakt między rządem federalnym a kościołami: Katolickim, Anglikańskim, Prezbiteriańskim i Metodystycznym (dwa ostatnie są poprzednikami Zjednoczonego Kościoła Kanady). Kontrakt ten upoważnia te szkoły do istnienia i dostarcza rządowych środków oraz ochrony dla nich, wliczając w to użycie RCMP jak ramienia policyjnego dla tych szkół.

    Marzec 1919 –Pomimo rosnących wskaźników śmierci w indiańskich szkołach z akademikiem, pod naciskiem kościoła, D.C. Scott zakańcza wszystkie federalne inspekcje medyczne tych szkół likwidując urząd Głównego Inspektora Medycznego.

    Kwiecień 1920 – Prawo federalne sprawiające, że obowiązkiem prawnym dla dzieci indiańskich powyżej 7 roku życia w całej Kanadzie jest uwięzienie ich w szkołach indiańskich zostaje przegłosowane. Nie współpracującym rodzicom grozi więzienie i duża grzywna. Liczba śmierci z powodu gruźlicy wśród indiańskich mieszkańców potroi się w następnej dekadzie.

    Wiosna 1925 – Zjednoczony Kościół Kanady zostaje ustanowiony przez federalną Ustawę Parlamentu, aby „skanadyzować i schrystianizować… urodzonych za granicą i pogan”. Kościół ten jest wspartym finansowo ramieniem Korony Angielskiej i przejmuje wszystkie szkoły oraz ziemie ukradzioną rdzennym mieszkańcom będącą w posiadaniu kościołów metodystycznych i prezbiteriańskich.

    1927 – Jeden z przepisów Kolumbii Brytyjskiej pozbawia wszystkich Indian prawa do wynajęcia i konsultowania się z prawnikiem czy reprezentowania siebie przed sądem. To samo prawa czyni nielegalnym dla każdego prawnika przyjmowanie indiańskich klientów.

    1928 – Ustawa o Sterylizacji Seksualnej przechodzi przez legislaturę w Alberta, pozwalając na przymusową sterylizację każdego ucznia indiańskiej szkoły na mocy decyzji dyrektora, pracownika kościoła. Przynajmniej 2800 indiańskich mężczyzn i kobiet stanie się bezpłodnych przez to prawo.

    1929-1930 – Rząd Kanady wyrzeka się ochrony prawnej nad indiańskimi dziećmi w szkołach na rzecz wybranego przez kościół dyrektora.

    1933 – Identyczna Ustawa o Sterylizacji Seksualnej zostaje przegłosowana przez legislaturę Kolumbii Brytyjskiej. Trzy centra sterylizacji powstają w gęsto zaludnionych społecznościach rdzennych mieszkańców: w szpitalu R.W. Large w Bella Bella (Zjednoczony Kościół), w Indiańskim Szpitalu Nanaimo, i w Indiańskim Szpitalu Charles Camsell w Edmonton w Alberta (Zjednoczony Kościół). Tysiące Indian zostanie wysterylizowanych w tych placówkach do lat 1980.

    Luty 1934 – Próba likwidacji szkół z akademikiem przez rząd Kanady kończy się niepowodzeniem w wyniku oporu opinii publicznej wykreowanego przez hierarchów kościołów katolickich i protestanckich.

    Styczeń 1939 – Dzieci szczepu Cowichan zostają użyte w medycznych eksperymentach przeprowadzonych przez niemieckojęzycznych lekarzy w katolickiej szkole Kuper Island na Vancouver Island. W rezultacie umiera kilkanaście dzieci. RCMP tuszuje dochodzenie w sprawie tych śmierci a Montforts, niemiecki zakon katolicki prowadzący tę szkołę zostaje zastąpiony przez Oblatów.

    Tłumaczenie: JohnGaltSpeakin
    Źródła: johngaltspeakin.wordpress.com, itccs-polski.blogspot.com

    CIĄG DALSZY NASTĄPI

    Polubienie

  4. andrzej pisze:

    Kolonializm made in England – część 1

    Chyba nie ma nic gorszego jak odbieranie ludziom ich kraju, ubezwłasnowolnianie ich samych i zamienianie w niewolników.

    Żaden naród nie może tego ścierpieć, więc czasem przez wieki walczy o niepodległość, a gdy ją już sobie wywalczy okazuje się, że jego własny rząd go sprzedaje temu samemu lub innemu najeźdźcy. Ten drugi okres nazywamy neokolonializmem.

    W różnych encyklopediach można znaleźć różne definicje kolonializmu, ale są one encyklopedycznie „grzeczne”, oficjalne i naukowe, w związku z czym nie ukazują, czym kolonializm naprawdę jest. Choć patrząc na mapy świata z okresu międzywojennego, widzimy nagie fakty, to jednak trudno sobie zaiste wyobrazić, jak to się stało, że tak maleńki kraj europejski, jakim jest Anglia, potrafił sobie podporządkować olbrzymie obszary Afryki, Azji, obu Ameryk oraz Australię, Nową Zelandię i tysiące wysp na wszystkich morzach świata. Dość powiedzieć, że sama tylko Wielka Brytania do lat 20′ XX wieku posiadała lub kontrolowała ¼ obszaru planety wraz z jej liczną populacją, chwaląc się, że w Imperium Brytyjskim nigdy słońce nie zachodzi.

    Faktycznie do zakończenia drugiej wojny światowej w 1945 roku, poza Europą niewiele było krajów naprawdę niepodległych na świecie, ponieważ obok Anglii kolonie, dominia i protektoraty posiadały takie państwa europejskie jak Francja, Niemcy, Hiszpania, Portugalia, Holandia i Włochy.

    Kolonializm rodzi się z najohydniejszej ludzkiej cechy jaką jest chciwość wraz z jej licznymi pochodnymi, jak pazerność, zaborczość, nieuczciwość, zakłamanie, złodziejstwo, oszustwo, przekupstwo, krzywoprzysięstwo, zanik ludzkich uczuć itd. Na temat kolonializmu napisano wiele tomów, zaś w bibliotekach można znaleźć setki tysięcy książek w taki lub inny sposób nawiązujących do sytuacji ludzi w krajach kolonialnych. W wielu z nich można znaleźć fragmenty, które jeżą włosy na głowie i u co bardziej emocjonalnych czytelników wzbudzają chęć natychmiastowego odwetu.

    Muszę lojalnie przyznać, że czytając książkę Bruce Eldera pt. „Blood on the Wattle” o masakrach Aborygenów w Australii od 1788 do 1928 roku oraz „Maybe Tomorrow” Booriego Priora o traktowaniu ich do dziś, odczuwałem paraliżującą bezsilność, żal i oburzenie, a jednocześnie nie mogłem pojąć, jak może człowiek uważający się za „cywilizowanego” być tak prymitywnym barbarzyńcą i robić taką krzywdę bliźniemu. Ktoś tak „cywilizowany” jak Anglik — trzeba dodać.

    Dopóki mieszkałem w Polsce, moje pojęcie o Anglikach było bardzo mgliste i dokładnie zgadzało się z obrazem, jaki utarł się w świadomości większości Polaków. Anglika widzi się jako nobliwego blondyna z małym płowym wąsikiem, siedzącego o 5-tej po południu w klubie i popijającego herbatę. Taki Anglik jest również znany z powieści kryminalnych Conan Doyla, przedstawiających dwóch dystyngowanych dżentelmenów, Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. Wielu z nas pamięta również Beatlesów, miłych długowłosych chłopców z Liverpoolu.

    Czasami widziało się jakieś zdjęcia przedstawiające upozowaną grupę brytyjskich żołnierzy, zawsze w nieskazitelnie czystych mundurach oraz kolonialnych zdobywców ubranych na biało, zapiętych pod szyję, z białymi, korkowymi hełmami tropikalnymi na głowie. Trochę bardziej prawdziwy obraz przedstawił Janusz Meissner w swoich powieściach o polskich dywizjonach lotniczych w czasie drugiej wojny światowej, ale był to nadal obraz niepełny i daleki od rzeczywistości.

    Jeśli ten tekst przeczytają ci Polacy, którzy w takich lub innych okolicznościach zetknęli się z prawdziwymi Anglikami z racji chociażby wyjazdu na Wyspy Brytyjskie do pracy, wielu z nich przyzna mi prawdopodobnie rację, że Anglicy są narodem bardzo specyficznym i nie dziwota, że stać ich na różne rzeczy opisane w mojej książce.

    Zagarnięcie jednej czwartej świata odbyło się „ogniem i mieczem” w dosłownym tego słowa znaczeniu, chociaż w istocie miecz — który służy do walki wręcz i tym samym daje pewne szanse przeciwnikowi — został zastąpiony wielostrzałowym, szybkostrzelnym sztucerem, który przeciwnikowi uzbrojonemu w dzidę, kij, kamień lub łuk, nie daje żadnych szans.

    Po spektakularnych zwycięstwach brytyjskiej armii nad „dzikimi”, zawsze przychodziła kolej na niesamowity wyzysk miejscowej ludności zamienianej w niewolników i zapędzanej do niewolniczej pracy. Skolonizowane kraje były doszczętnie łupione ze wszystkiego co się dało załadować na statki i przetransportować do Anglii, aby karmić bezdenne paszczęki brytyjskich, powstających jak grzyby po deszczu fabryk. Podbite kraje uważano za własność brytyjskiej korony, zaś zagrabione surowce za własność angielskich biznesmenów.

    Encyklopedyczne definicje mówią, że kolonializm przysparzał bogactw metropoliom i powodował wzrost dobrobytu ich mieszkańców, co wygląda na bezczelną apoteozę kolonializmu pisaną przez ludzi, którzy sami niewiele widzieli, niewiele wiedzą, zaś ich definicje są jedynie kompilacjami tego co napisali inni.

    Prawda wygląda zupełnie inaczej. Kolonie brytyjskie wzbogacały brytyjskich kapitalistów oraz skarb królewski, który ściągał z nich lichwiarskie podatki, inspirując do jeszcze większej zaborczości i szukania następnych krajów bogatych w surowce. Brytyjskie społeczeństwo nie miało z kolonii żadnych korzyści, zaś po wprowadzeniu mechanizacji w pierwszej połowie XIX w, szumnie nazwanej „rewolucją przemysłową”, straciło również wiele miejsc pracy. Nawet jednak ci, którzy pracę mieli, przymierali głodem, ponieważ ceny rosły, a płace nadal stały w miejscu, niezależnie od bogacenia się właścicieli fabryk.

    Erę kolonialną zapoczątkowały wielkie odkrycia geograficzne, które tradycyjnie kojarzy się z początkiem europejskiego renesansu. Z podręczników historii wiemy co ten termin znaczy, jednakże musimy sobie zdawać sprawę, że kryje się pod nim nie tylko pojawienie się geniuszy sztuki i nauki, ale przede wszystkim bogacenie się klas średnich i wyższych niektórych europejskich społeczeństw. Niższe ich warstwy nadal nurzały się w mrokach średniowiecza, nadal istniał feudalizm, ciemnota i wyzysk. Niektóre co bardziej przedsiębiorcze jednostki klasy średniej przechodziły do wyższej klasy nie z racji swojego arystokratycznego urodzenia, lecz pod wpływem coraz bardziej pazernego gromadzenia dóbr materialnych. Tak było na przykład we Włoszech i Hiszpanii, które podniecone odkryciami nowych lądów zapoczątkowały podboje kolonialne. Jednak nadal prym wiedli Anglicy kolonizując znaczne obszary Ameryki Północnej.

    Ponowne odkrycie Ameryki przez Kolumba wzbudziło w podupadającej Hiszpanii żądzę złota, zaś każda kolejna wyprawa konkwistadorska tylko ją wzmacniała. Znaleziono na Ziemi krainy, gdzie naczynia kuchenne i inne przedmioty codziennego użytku były ze złota, co kolonizatorów utwierdzało w przekonaniu o prymitywizmie krajowców, którzy nie znali wartości tego kruszcu i lekkomyślnie marnotrawili to, co w Europie z szacunkiem i pietyzmem nosili na sobie najbogatsi.

    Jakie bestialstwo towarzyszyło odbieraniu tych bogactw pokojowo nastawionym krajowcom, ukazują liczne publikacje na temat masakr Azteków, Majów, Tolteków i Inków. Wszystkie chwyty były dozwolone i cel uświęcał środki — celem zaś było złoto, więcej złota i jeszcze więcej złota.

    Wkrótce się jednak przekonano, że złoto wcale nie jest najcenniejszym pierwiastkiem chemicznym, bo liczba jego nabywców ogranicza się do nielicznej grupy ludzi zamożnych. Wyrobem przedmiotów ze złota zajmowały się niewielkie warsztaty, a tymczasem z dekady na dekadę coraz szybciej powstawał wielki przemysł produkujący o wiele bardziej użyteczną i chodliwą masówkę, na której można zarobić o wiele więcej niż na złocie. Wraz z odkryciem licznych właściwości węgla, pełną parą ruszył przemysł wydobywczy, który dostarczał go do domów i fabryk. Odkrycie ropy naftowej zainspirowało olbrzymi boom przemysłu naftowego, który istnieje do dnia dzisiejszego i powoduje dalszą falę kolonializmu i międzynarodowych konfliktów zbrojnych. Spektakularne zburzenie Hiroszimy i Nagasaki oraz okres zimnej wojny, wywołały gorączkowe poszukiwania i eksploatację złóż uranu i innych pierwiastków radioaktywnych.

    Ostatnio oglądam serię filmów opartych na cyklu powieściowym Agaty Christie, pt. „Miss Marple”. Tytułowa postać to staruszka o genialnym umyśle, wyjątkowej spostrzegawczości, zdolności kojarzenia i analizowania faktów. Oczywiście rozwiązuje wszystkie zagadki kryminalne ku zazdrości lokalnego inspektora policji. Filmy kręcone są w pięknej scenerii angielskiego miasteczka, w starych zamkach i wiktoriańskich domach, zaś dla wielu aktorów są one okazją do zagrania ostatnich ról w życiu jako niesamowicie bogaci, starzy ludzie.

    Wyglądają tak, jak to sobie wyobrażamy w Polsce: płowy wąsik, elegancki garnitur, w domu antyki i kosztowne bibeloty, pielęgniarka, służba, kamerdyner i naturalnie szerokie znajomości wśród takich samych jak oni. Prawie każdy ma stopień co najmniej pułkownika, reszta zaś swoje majątki zdobyła lub odziedziczyła dzięki działalności kolonialnej swojej lub jakiegoś przodka.

    Oglądając te sympatyczne filmy jestem przekonany, że niewielu jest takich, którzy zadają pytanie, jaką to „działalność kolonialną” ma na sumieniu ten i ów z tych nobliwych dżentelmenów? Może jakiś jego przodek handlował niewolnikami? Może uczestniczył w indyjskich powstaniach narodowych i strzelał do Hindusów jak do dzikich kaczek? Może eksterminował australijskich Aborygenów, „zatrudniał” krajowców afrykańskich w „swoich” kopalniach?

    Jednak jest jedno pytanie, które jak bumerang ciągle powraca. Czy angielska królowa i cała reszta „royalty” (czyt. pasożytów), zdaje sobie przez chwilę sprawę, jak te bogactwa są przesiąknięte krwią, łzami i potem zniewolonych ludzi? Jak oni mogą spać w nocy i spokojnie umierać?

    Autorstwo: Piotr Listkiewicz
    Zdjęcie: hbieser (CC0)
    Źródło: pl.SputnikNews.com

    CIĄG DALSZY NASTĄPI

    Polubienie

  5. Andrzej Pucyn pisze:

    Polubienie

  6. Andrzej Pucyn pisze:

    KAZ i Andrzeja Szuberta proszę o mały kom.

    Polubienie

  7. andrzej pisze:

    Chronologia ludobójstwa w Kanadzie – część 2

    1947-1948: Kanadyjski dyplomata (i późniejszy premier) Leaster Person pomaga zdefiniować Konwencję ONZ o ludobójstwie na nowo tak, aby nie można było jej zastosować do kanadyjskich szkół indiańskich. Prawodawstwo pozwalające na jej zastosowanie na terenie Kanady jest zablokowane przez parlament Kanady.

    1946-1952: Setki nazistów i lekarzy SS dostaje obywatelstwo i zezwolenie na emigrację do Kanady w ramach operacji „Spinacz” i pracuje w indiańskich szpitalach oraz innych placówkach, wliczając w to Allan Memorial Institute w Montrealu dzięki wsparciu wojskowemu oraz CIA. Do ich badań wlicza się programy kontroli umysłu opartej na traumatycznych wydarzeniach, techniki sterylizacji oraz farmakologiczne testowanie leków na rdzennych dzieciach, sierotach oraz wielu innych.

    1956-1958: Ocaleni z jednego z takich programów w bazie Królewskich Kanadyjskich Sił Powietrznych Lincoln Park w Calgary w Alberta opisują lekarza z tatuażem SS z numerem na swoim ramieniu torturującego dzieci do śmierci, włączając w to dzieci indiańskie przyprowadzone przez oficerów RCMP z lokalnych rezerwatów i szkół rezydenckich. Podobne zbrodnie są opisywane przez ocalałych z programów w bazach wojskowych w Suffield w Alberta, Nanaimo w Kolumbii Brytyjskiej i w szpitalu psychiatrycznym Lakehead w Thunder Bay w Ontario.

    1962-19671: Tysiące indiańskich dzieci jest celowo ukradzionych ze swoich rodzin w ramach programu „kulka lat 60”(?) sponsorowanego przez rząd, w którym to niszczono rdzenne rodziny i kontynuowano kulturowe ludobójstwo znane z systemu szkół rezydenckich. Wiele dzieci umiera w domach zastępczych i indiańskich szpitalach gdzie są potajemnie wysyłane do przeprowadzania na nich eksperymentów a przyczyna ich śmierci jest ukrywana.

    1969: Minister Sspraw Indiańskich, Jean Chretien utrzymuje ludobójczą „asymilacyjną” politykę kulturalnego i prawnego wykończenia narodów rdzennych w federalnym „Białym Dokumencie” złożonym w Parlamencie

    1970: Powszechny opór Indian wobec „Białego Dokumentu” i rewolta rodziców indiańskich w katolickiej rezydenckiej szkole Bluequills w St. Paul’s w Alberta – gdzie ci rodzice biorą Przedstawiciel Rządowego wśród Indian za zakładnika i żądają usunięcia sióstr i księży ze szkoły – zmusza rząd do rozpoczęcia procesu przekazywania indiańskiej Edukacji lokalnym radom indiańskim.

    1972: Wyprzedzając koniec szkół rezydenckich, Departament Spraw Indiańskich nakazuje zniszczenie wszystkich akt personalnych Indian, wliczając w to akty własności. W wyniku tego, własność ziemi oraz genealogia niezliczonych rodzin indiańskich zostaje zniszczona, podważając roszczenia do indiańskiej ziemi.

    1975: Większość indiańskich szkół rezydenckich została zamknięta lub przekazana do zarządzania przez lokalne rady. Nie mniej jednak, wiele aktów wykorzystywania i zbrodni przeciwko dzieciom ma nadal miejsce, z rąk indiańskiego personelu.

    Lato 1978: Czerwona Siła, część Amerykańskiego Ruchu Indiańskiego (AIM) okupuje biura Departamentu Spraw Indiańskich w Vancouver i publikuje dokumentację sterylizacji w indiańskich szpitalach na Zachodnim Wybrzeżu. Czerwona Siła wzywa do abolicji Ustawy Indiańskiej, rezerwatów oraz marionetkowych rad indiańskich.

    1980: W odpowiedzi, rząd federalny ustanawia tak zwane „Zgromadzenie Pierwszych Narodów” (AFN) jako dotowane przez państwo, kolaborujące ciało składające się z samo-ustanowionych i niewybieralnych „liderów” z całej Kanady. AFN odmawia poparcia dla niepodległości narodów rdzennych czy jakichkolwiek wezwań do zbadania śmierci i zbrodni w szkołach indiańskich.

    Październik 1989: Nora Bernard, ocalona z rezydenckiej szkoły z New Brunswick zakłada pierwszą sprawę przeciwko Kościołowi Katolickiemu oraz rządowi Kanady za krzywdy, jakie poniosła w szkole. Nora zostanie zamordowana w grudniu 2007 r., tuż przed „przeprosinami” Kanady za indiański system szkół.

    1990: W odpowiedzi, kret Partii Liberalnej i rządu, „lider” Phil Fontaine z AFN prezentuje „młyniec”(?) nt. szkół indiańskich odnosząc się do „wykorzystywania” w szkołach jednocześnie unikając wspominania o poważniejszych zbrodniach.

    Wiosna 1993 – styczeń 1995: Naoczni świadkowie morderstw w szkole Alberni Zjednoczonego Kościoła mówią publicznie o śmieciach dzieci w tej szkole z ambony wielebnego Kevina Annetta w kościele St. Andrew Zjednoczonego Kościoła w Port Alberni w Kolumbii Brytyjskiej. Kiedy Annett podważa potajemny układ między jego kościołem, prowincjonalnym rządem i fundatorem kościoła MacMillan-Bloedel Ltd.( kanadyjska firma zajmująca się produkcją z drewna – tłum.) dotyczący ziemi ukradzionej od rdzennych mieszkańców, zostaje zwolniony bez podania powodu i w końcu wykluczony z kościoła bez przeprowadzenia odpowiedniego procesu.

    18.12.1995: Morderstwo indiańskich dzieci w szkole Alberni po raz pierwszy zostaje zrelacjonowane przez prasę podczas protestu zorganizowanego przez Kevina Annetta, w „The Vancouver Sun”. Naoczny świadek tego zdarzenia, Harriet Nahanee mówi reporterom, że widziała jak wielebny Alfred Caldwell kopie 14-letnią Maise Shaw na śmierć w 1946 r.

    20.12.1995: Kolejny świadek w indiańskich szkołach Kościoła Zjednoczonego upublicznia się: Archie Frank Ahousaht opisuje wielebnego Alfreda Caldwella bijącego dziecko, Alberta Gray’a na śmierć. RCMP odmawia wszcząć dochodzenie w którejkolwiek ze spraw.

    01.02.1996: Pierwsza sprawa zostaje założona przez ocalałych ze szkoły Alberni przeciw Zjednoczonemu Kościołowi i federalnemu rządowi.

    03.02.1996: Zjednoczony Kościół zaczyna wewnętrzną procedurę, aby usunąć na stałe wielebnego Kevina Annetta z duszpasterstwa, które jest jego środkiem utrzymania. Annett zostanie ostatecznie wykluczony w marcu 1997 r., w jedynie publicznym usunięciu z listy duchownych w historii kościoła, kosztem 250 000 $.

    1996-1998: Kevin Annett zaczyna dokumentować i upubliczniać setki zeznać świadków zbrodni w indiańskich szkołach, łącząc zeznania z pierwszej ręki z dokumentacją archiwalną z biblioteki Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej (UBC). Rozpoczyna doktorat na UBC, ale doznaje rozpadu rodziny, i traci dzieci w rozwodzie i walce o ich opiekę zainicjowanej i sfinansowanej przez prawników Zjednoczonego Kościoła.

    12-14.06.1998: Kevin Annett organizuje pierwszy niezależny Trybunał ds. kanadyjskich indiańskich szkół rezydenckich, pod auspicjami części struktury ONZ, IHRAAM (Międzynarodowe Stowarzyszenie na rzecz Praw Człowieka Mniejszości Amerykańskiej). Zebranie w Vancouver dokumentuje, że każdy akt zdefiniowany jako ludobójstwo przez konwencje ONZ z 1948 miał miejsce w kanadyjskich szkołach rezydenckich. Żaden z 34 kościołów i urzędników państwowych wezwanych do stawiennictwa przez IHRAAM nie przyszedł lub nie odpowiedział. Trybunał rekomenduje Wysokiemu Komisarzowi ONZ ds. Praw Człowieka, Mary Robinson rozpoczęcie pełnego śledztwa w sprawie kanadyjskich szkół rezydenckich, ale Robinson nie odpowiada.

    20.06.1998: „The Globe and Mail” jest jednym kanadyjskim medium relacjonującym o Trybunale IHRAAM.

    Jesień 1998: Urzędnik IHRAAM, Rudy James stwierdza, że Trybunał został zsabotowany od środka przez członków, Jima Cravena, Amy Tallio, Kelly White, Deana Willsona i innych opłacanych przez RCMP i rdzennych liderów powiązanych ze Zjednoczonym Kościołem. Sędziowie IHRAAM są uciszani, i tylko Kevin Annett oraz sędziowie Royce i Lydia White Calf wydają raporty o odkryciach Trybunału.

    Wrzesień 1998: Brenner z Najwyższego Sądu Sprawiedliwości BC wyrokuje, że Zjednoczony Kościół oraz rząd Kanady są jednakowo odpowiedzialni za krzywdy dokonane przez ich pracowników w rezydenckiej szkole Alberni. Decyzja Brennera wywołuje tysiące pozwów składanych przez ocalałych Indian przeciwko rządowi, Katolickiemu, Anglikańskiemu i Zjednoczonemu Kościołowi.

    27.10.1998: Po nagłych śmieciach dwóch Indian pozywających Zjednoczony Kościół, prawnicy kościoła przyznają, że ta druga była powiązana z rządem we wspólnym tuszowaniu zbrodni w szkole Alberni od przynajmniej lat 60 a urzędnicy i pracownicy kościoła porywali dzieci do szkoły. („The Vancouver Province”)

    Styczeń 1999: Trybunał IHRAAM i morderstwa w kanadyjskich szkołach rezydenckich są relacjonowane po raz pierwszy poza Kanadą na łamach brytyjskiego magazynu „The New Internationalist”. Relacja ze zbrodni i działalności Kevina Annetta w tym magazynie zostaje uciszona w tym samym roku przez groźby prawne prawników Zjednoczonego Kościoła. Zostaje rozpoczęta oczerniająca kampania przeciw Kevinowi Annettowi, pod kierownictwem urzędników Zjednoczonego Kościoła, Davida Iversona i Briana Thorpe’a oraz sierżanta Paula Willmsa i inspektora Petera Montague z oddziału „E” RCMP.

    Marzec 1999: W odpowiedzi do Trybunału IHRAAM i rosnącej ilości pozwów przez ocalałych, rząd kanadyjski ogłasza „Indiański Fundusz Gojący Rany” (AHF) o sumie 350 mln dolarów. Jednakże AHF nie pomaga ocalałym tylko faworyzowanym przez państwo lokalnym liderom i jest użyty jako fundusz uciszania. Odbiorcy środków muszą zgodzić się, że nigdy nie pozwą rządu czy kościołów. Ponad połowa sumy z tego funduszu jest pochłonięta przez koszty administracyjne.

    26.04.2000: Urzędnicy ze Służby Zdrowia Kanady potwierdzają, że ich departament wykonywał przymusowe medyczne i stomatologiczne eksperymenty na dzieciach w indiańskich szkołach rezydenckich w latach 40 i 50, wliczając w to celowe odmawianie dzieciom opieki stomatologicznej oraz kluczowego jedzenia i witamin. („The Vancouver Sun”)

    Tłumaczenie: JohnGaltSpeakin
    Źródła: johngaltspeakin.wordpress.com, itccs-polski.blogspot.com

    CIĄG DALSZY NASTĄPI

    Polubienie

  8. andrzej pisze:

    Kolonializm made in England – część 2

    Kolonializm to również handel niewolnikami. Wprawdzie w XV wieku był on w rękach Arabów, którzy odprowadzali niewolników do swoich sułtanatów na wschodzie Afryki i w Małej Azji, ale odbywało się to na stosunkowo niewielką skalę.

    Prawdziwy biznes zapoczątkowali dopiero Anglicy, którzy od XVII w. prowadzili go w podbitych krajach afrykańskich, niejednokrotnie wykorzystując i podsycając waśnie międzyplemienne. Kilkuosobowe grupy uzbrojonych po zęby białych rzezimieszków napadały na wioski, likwidowały tych, którzy stawiali opór, a resztę zakuwały w kajdany, prowadząc grupę jeńców do najbliższego punktu zbornego, po czym wyruszały na następne polowanie. Po zebraniu odpowiednio licznej grupy, inni biali odprowadzali ją do najbliższego portu, gdzie niewolników pakowano na żaglowce udające się do Ameryki Północnej i na Wyspy Karaibskie. Ten kto przeżył kilkutygodniową podróż na drugą stronę Atlantyku — nb. śmiertelność na statkach sięgała ponad 70%, głównie wśród dzieci — był sprzedawany na targu białym plantatorom bawełny i trzciny cukrowej. Anglicy przez trzy wieki parali się tym procederem, sprzedając w końcu biznes Arabom, którzy od tej pory łapali Murzynów i dostarczali do portów, zaś Anglicy zajmowali się nadal transportem i sprzedażą w kraju docelowym. W ten sposób Arabowie robili całą czarną robotę, zaś Anglicy w białych rękawiczkach resztę kokosowego biznesu.

    Jak się obecnie oblicza, z Afryki wywieziono ok. 100 milionów ludzi. Ilu dotarło do miejsca przeznaczenia — tego nikt dziś nie jest w stanie powiedzieć.

    Era kolonialna w Australii zaczęła się od momentu lądowania kapitana Cooka w kwietniu 1770 roku. Wprawdzie kapitan miał zapowiedziane, żeby liczył się z krajowcami, ale jak to bywa w przypadku zetknięcia się krańcowo odmiennych kultur, nie zrozumiano się, doszło do kłótni, a następnie do salwy z muszkietów, której odpowiedział deszcz oszczepów, kamieni i bumerangów. Kilku Aborygenów zraniono, reszcie udało się uciec. W styczniu 1788 roku kapitan Artur Phillip przywiózł do Australii pierwszy transport zesłańców i utworzył pierwszą kolonię karną w miejscu, gdzie obecnie jest Sydney. Rocznica zatknięcia przez niego brytyjskiej flagi 26 stycznia 1788 roku jest do dziś świętem narodowym Australii. Świętujemy moment rozpoczęcia masowej eksterminacji Aborygenów oraz rabunku i eksploatacji ich kraju. Doprawdy hipokryzja typowa dla Anglików.

    W 1839 roku do Australii przybył Paweł Edmund Strzelecki, z wykształcenia geolog i geograf, zaś z zamiłowania biolog i naturalista. Australia, Nowa Zelandia i Tasmania zawdzięczają mu pierwsze profesjonalne badania, które ujawniły istnienie złóż wielu minerałów, odkrycie wielu nieznanych do tamtej pory pożytecznych roślin oraz gatunków miejscowych zwierząt. Strzelecki znalazł również złoto i bogate rudy srebra, ale ówczesny gubernator australijski, Gibbs, skłonił naiwnego Polaka do zatajenia tego faktu bojąc się gorączki złota i konsekwencji z nią związanych. W kilkanaście lat później ktoś inny odkrył złoto, co mu przyniosło majątek i sławę — Strzelecki dostał dyplom i order.

    Już w 1770 roku uczeni przybyli na żaglowcu Cooka uznali, że nowoodkryty kraj doskonale nadaje się do brytyjskiego osadnictwa i kolonizacji. Ich raporty spowodowały fale osadników, które od końca XVIII wieku nieprzerwanie płynęły aż do pierwszych dekad XX wieku. Australia została początkowo podzielona na olbrzymie latyfundia nadawane szczodrze odkrywcom, a następnie kolonialnym dygnitarzom, które później były dzielone na mniejsze farmy. Jednocześnie dawano ziemię każdemu kto chciał i tyle ile chciał. Pod koniec XIX wieku w Australii nie było już ani piędzi, która nie należałaby do jakiegoś białego, poza terenami pustynnymi, których nikt nie chciał. Wszystkie te ziemie były wcześniej własnością Aborygenów i odbierane były brutalnie różnymi sposobami, w tym przy pomocy masakr grup plemiennych, trucia i zakażania śmiertelnymi chorobami.

    Kolonizacja jest bezpardonowym niszczeniem bez liczenia się z konsekwencjami dla skolonizowanego kraju. W Azji i Afryce nie byłoby dziś takiej nędzy i zacofania, gdyby te kraje pozostawiono samym sobie i pozwolono im na swoją własną politykę i gospodarkę. Istnieje wiele politycznych sposobów i można to osiągnąć, ale oczywiście trzeba chcieć. Tymczasem kraje rozwinięte wolą zagarniać zasoby krajów zacofanych, nie troszcząc się o to co będzie dalej.

    Tak zwany neokolonializm polega na tworzeniu w krajach zacofanych rewolucji, a następnie marionetkowych „demokratycznych” rządów totalnie podporządkowanych najeźdźcom, które oddają wszystko okupantowi za łapówki idące do jego własnej kieszeni. W ten sposób odbywa się „legalizacja” pospolitego rabunku, bo w takich przypadkach kolonizator dostaje „darowizny” od oddanego mu rządu lub kupuje za bezcen od kliki rządzącej, która kraj traktuje jak swoją własność. W obu przypadkach naród nie ma nic z tak pojmowanego „eksportu”, czyli jego sytuacja jest identyczna jak w przypadku zwyczajnego kolonializmu.

    W krajach neokolonialnych kolonizatorzy nie budują lokalnego przemysłu, lecz prowizoryczne blaszane szopy, do których przenoszone są biznesy z krajów rozwiniętych. Zachodni biznesmeni zaopatrują je w przechodzone maszyny i linie produkcyjne, ale nadal większość operacji produkcyjnych odbywa się ręcznie. W ten sposób powstają fabryki, w których pracują miejscowi ludzie za dniówkę w wysokości na ogół nie przekraczającą jednego dolara. Niektóre fabryki wytwarzają półprodukty, które następnie są montowane, wykańczane i pakowane systemem chałupniczym, gdzie dniówka jest jeszcze niższa, bo zatrudnione są głównie dzieci.

    Ten system bardzo skutecznie zabija gospodarkę krajów zachodnich, ale rządy zdominowane i będące na garnuszku wielkiego biznesu, zdają się tego nie zauważać. Na przykład w Australii przemysł coraz szybciej zanika, bo przenoszony jest do Indonezji, na Filipiny, do Korei, Wietnamu, Tajlandii i oczywiście do Chin. W konsekwencji Australia utraciła wiele miejsc pracy i wielu Australijczyków musiało się przekwalifikować lub przejść na bezrobocie. Z drugiej strony, ekstremalnie niskie płace w krajach, gdzie przenoszony jest przemysł, powodują, że ludność nadal żyje w biedzie, choć ma już co do garnka włożyć za pieniądze, które wydaje w supermarketach często należących do tych samych biznesmenów. Większość supermarketów należy do wielkich zachodnich korporacji, które sprowadzając tanie, tandetne towary, kładą na łopatki miejscowy drobny przemysł, rzemiosło i rolnictwo. To ostatnie zjawisko widzimy również w Polsce od początku lat 90′ XX w. do dzisiaj.

    I oczywiście w Australii. Na półkach mamy amerykańskie pomarańcze, cytryny, jabłka, a nawet banany, choć w różnych miejscach Australii są tysiące sadów, których gałęzie łamią się od owoców. W mojej okolicy są sady mango i avocado, ale na półkach leżą te same owoce sprowadzane 6 tys. km z Perth w Australii Zachodniej. Najważniejszy jest bowiem biznes i jeśli dealer ma możliwość kupić taniej, to kupuje, zaś za transport przecież i tak zapłaci klient. Dealer i sklepikarz nigdy nie mogą stracić. Dealerzy bardzo chętnie kupowaliby warzywa i owoce w Azji, ale australijskie przepisy są pod tym względem bardzo surowe i wszystko co przychodzi stamtąd jest przepuszczane przez komory gazowe lub napromieniowywane.

    W australijskich supermarketach nad wieloma towarami wiszą duże tabliczki mówiące, że ten produkt jest „z dumą produkowany w Australii przez australijską firmę”, gdy się jednak bliżej przyjrzeć tym mikroskopijnym literkom na dole etykiety, okazuje się, że faktycznie został przywieziony z Tajwanu lub wielkich Chin, Korei lub jakiegoś innego kraju azjatyckiego. Mówi nam to, że biznes jest wprawdzie własnością jakiegoś Australijczyka, ale jego zakład jest w którymś z tych krajów i tam odbywa się produkcja tego co jest właśnie na półce. I jest to na ogół produkt wprawdzie tani, ale supertandetny. Naturalnie australijski biznesmen płaci cła i podatki, ale ma wielkie zniżki — od strony Australii za to, że pomaga krajowi zacofanemu, zaś od strony tamtego kraju, bo przyczynia się tam do rozwoju przemysłu. Wszystko to oczywiście papierowa fikcja — natomiast krociowy zysk zachodniego biznesmena jest jak najbardziej realny.

    W ten sposób cywilizowane kraje rozwinięte „pomagają” krajom rozwijającym się. W przypadku zmiany koniunktury producent z dnia na dzień zwija biznes. Po prostu zostawia umyślnie zepsute maszyny i bezwartościową budę z falistej blachy, wsiada w samolot i wraca do kraju, gdzie dostaje wielkie odszkodowanie od firmy ubezpieczeniowej, w której biznes był ubezpieczony na wszystkie możliwe ewentualności. Tym, że załoga w tamtym kraju straciła pracę bez wypowiedzenia i finansowego zadośćuczynienia, nikt się nie przejmuje i pracownicy nie mają się komu poskarżyć, bo nawet jeśli istnieją związki zawodowe, są całkowicie zależne od lokalnych władz.

    Neokolonializm ukrywa się poza różnymi parawanami. Amerykański Drang nach Osten ma na celu zaprowadzenie „jedynego słusznego i prawdziwego modelu demokracji”. Tak piszą zachodnie masmedia. Amerykańskim podatnikom i wyborcom wmawia się, że „our boys” narażają życie, aby w podbitych i okupowanych krajach ustanowić sprawiedliwy ustrój, porządek, bezpieczeństwo publiczne, zapewnić edukację, zredukować biedę i wzbogacić naród oraz zlikwidować prymitywne wierzenia zastępując je „jedyną właściwą” religią chrześcijańską. Nie mówi się natomiast o niszczeniu odwiecznej kultury, na ogół bardzo surowych i skrupulatnie przestrzeganych zasad etyczno-moralnych oraz specyficznej obyczajowości, która budowała się przez tysiąclecia. Wprowadzanie przez okupantów rozwiązłej zachodniej moralności i liberalizacji dotąd istniejących praw jest nazywane wprowadzaniem wolności, lecz faktycznie jest to uwalnianie okupowanego społeczeństwa od wielowiekowych tradycji, od prastarej kultury i wierzeń, czyli zastępowanie czegoś sprawdzonego na przestrzeni tysiącleci czymś, co istnieje od zaledwie kilku stuleci i nie sprawdza się w praktyce do dziś — ba, od ponad 50 lat wkracza w fazę paranoi.

    Autorstwo: Piotr Listkiewicz
    Źródło: pl.SputnikNews.com

    CIĄG DALSZY NASTĄPI

    Polubienie

  9. canassatego pisze:

    Panie i Panowie, polecam na nowo mój długoletni już blog polsko-angielski „Adventures in Freedom”.

    https://www.facebook.com/Adventures-in-Freedom-114882491856342/

    Polubione przez 1 osoba

  10. canassatego pisze:

    Przemek: „Roszcze sobie pretensję do galaktyki Andromedy.”

    O nie, co to, to nie, Przemek! To ja już od ok. 20 lat „zaklepałem” sobie zieloną planetę w Mgławicy Andromeda i zmykam tam jak tylko umrę, albo jak „chłopaki naukofce” wymyślą, w tzw. międzyczasie, sposób na szybkie opuszczenie planety Ziemia i udanie się do MA z wielokrotną szybkością światła.

    Żaden krystowierca, muzułmanin, judaista i wszelki inny taki wyznawca antyhumanistycznych i antyekologicznych religii nie będzie miał wstępu na moja planetę.

    OK … a teraz wklejam ostatni list od Opolczyka o kolejnej farsie związanej z jego sprawa sądową:

    „Wczoraj (24.05.18) odbyło się kolejne, czwarte już posiedzenie wrocławskiej inkwizycji przeciwko mnie. Trwało dosłownie kilka minut. Najpierw sędzina mówiła coś o konieczności zmiany sali rozpraw, po chwili zmieniła zdanie, zakończyła posiedzenie inkwizycji i ogłosiła termin kolejnego posiedzenia – 19 lipca.

    Tak jak samo ślectfo sulistrowickie było farsą…

    https://opolczykpl.wordpress.com/2017/11/24/sleza-posag-swietowita-ryszard-staszak-i-farsa-sulistrowickiego-slectfa-rekapitulacja/

    ..tak i proces karny/inkwizycyjny przybiera jej wyraźne znamiona. Wyszedłbym jedynie na durnia, gdybym jeździł na wszystkie posiedzenia inkwizycji. Z Pforzheimu do Wrocławia mam 800 kilometrów. I jechałbym tylko po to, aby usłyszeć, że kolejna rozprawa odbędzie się za prawie dwa miesiące. Beze mnie – w takich farsach poważny człowiek nie bierze udziału…”

    Polubienie

    • canassatego pisze:

      „To, co zrobiły polskie władze to po prostu skandal. Prawa człowieka zostały złamane kilkukrotnie. Po pierwsze przymusowo rozdzielono matkę z niepełnoletnią córką, która nie ma w Polsce opiekuna prawnego. Co prawda mąż Jekateriny podjął już odpowiednie kroki, żeby mógł zostać opiekunem dziewczynki, ale takie sprawy mogą się długo ciągnąć.
      Oprócz tego Jekaterina została pozbawiona pracy i może ponieść z tego powodu straty finansowe. Jak najszybciej zwrócę się do Rady Europy i Komisarza Praw Człowieka z prośbą o zbadanie tej sprawy”. (J. Sutorminą z Izby Społecznej Rosji, Sputnik Polska)

      Welcome kurwa to Poland!!!

      Polubienie

  11. ssssssssssssssss pisze:

    Panowie jak się Rosjanki podobają .Cudne kobiety Słowianki

    Polubienie

  12. ssssssssssss pisze:

    No to chu… po calości
    julius 27 Maj 2018 o 3:59 PM
    IZRAELSKA ARMIA JUŻ W ROSJI

    1. Udział izraelskich służb specjalnych w strzelaniu do członków Rady Najwyższej w 1993 r.
    2. Izraelska firma ochroniarska GLS uzyskała kontrakty na setki milionów dolarów na ochronę Soczi 2014 i piłkarskich mistrzostw świata w 2018 roku. Ta sama agencja przygotowywała również gruzińskie siły specjalne do wojny w 2008 r.. Oto, co mówi raport: „Rosja zapłaci setki milionów dolarów Izraelowi za bezpieczeństwo”
    3. Warto zwrócić uwagę na to, kto kontroluje firmy ochroniarskie w Rosji. I tu pojawia się Mossad.
    4. Utworzenie Gwardii Narodowej podporządkowanej Putinowi (!!!), w którym uczestniczyli i są obecni także izraelscy specjaliści.
    5. Kompletne związanie interesów wojskowych obecnej władzy Rosji i Izraela.
    „Materiały amerykańskiej agencji wywiadowczej Stratfor zawierają informacje, że Rosja przekazała Izraelowi wojskowe kody systemów rakietowych typu tor-M1 dostarczanych do Iranu. Dzięki temu Izrael zyskuje cenną przewagę w przypadku ataku na państwo irańskie, z którym ma bardzo napięte stosunki ”
    6. Dostawa sprzętu wojskowego z Izraela do Rosji.
    7. To zabawne jak agenci CIA, MOSSAD, FSB, MI-6 serdecznie się witają a po wyproszeniu dziennikarzy za drzwi przystępują do omawiania wspólnych tajnych operacji.
    8. Wiece opozycji w Rosji rozpędzają siły specjalne Izraela. Omon jest posłuszny i pomaga im w tym.
    https://wowavostok.livejournal.com/11102364.html

    Polubienie

  13. grzanek pisze:

    Ależ z Ciebie pesymista, drogi przemexie 🙂 Brak Ci wiary w ludzi. Skoro taki prosty człowiek z ludu jest w stanie przeznaczyć (skromny co prawda, ale jednak) wolny czas na czynności bardziej pożyteczne niż chlanie piwska przed TV przy wznoszeniu okrzyków (raczej dzikich wrzasków) „Polska gola!”, to inni też.
    Może właśnie nadmiar wolnego czasu sprawi, że ludzie zaczną zastanawiać się nad bardziej produktywnymi czy kreatywnymi zajęciami. Póki co większość ludzi cierpi raczej na chroniczny niedostatek (autentycznie) wolnego czasu. Stąd wiele frustracji, chorób, przestępczości. Polecam jednak tego Bocheńskiego – wspaniały autor. Naprawdę warto sięgnąć po choćby te dwie wymienione wyżej pozycje.

    Polubienie

    • przemex pisze:

      No właśnie. Brak mi wiary w ludzi lub jest ona nikła. Ale to chyba dlatego, że tutaj ciężko o sensownych ludzi. Tu jeden drugiemu sra na łeb. W ogóle ludzie mnie męczą. Zbyt długi czas przebywania w większym towarzystwie to psychiczna katorga.

      A co do nadmiaru czasu wolnego. W sumie co mnie to obchodzi. To jest prywatna sprawa, jak kto ten czas wykorzystuje. Może jeb…ć nadgodziny u janusza biznesu, albo malować obrazy lub walić k… o przepraszam. Nie moja para kaloszy.

      A tak na samym końcu, to nie podszywaj się wężu pod grzanka.

      Polubienie

  14. waz sssssssssssssssssssssss pisze:

    co panowie o tym myslicie

    Polubienie

  15. canassatego pisze:

    Cześć Słowianie z najlepszego obecnie słowiańskiego blogu w Polsce i na świecie.

    Hał ar ju?

    Donoszę, że obroniłem tytuł seniora w turnieju tenisowym New Mexico Open w mojej kategorii wiekowej:

    https://tennislink.usta.com/Tournaments/TournamentHome/Tournament.aspx?T=215273#&&s=7Draws6

    Powiem jeszcze tak: jak gram z grzecznym chrześcijaninem to pozwalam mu ewentualnie wygrać jednego gema. Ale jak mam do czynienia z polakatolikiem, to nie ma żadnych wyjątków: facecik krystowierczy dostaje dwa obwarzanki (6:0, 6:0) i jest po meczu.

    Pozdrawia Was Kaźmir ze Świętego, Słowiańskiego Gaju Dębowego wyciętego w pień przez swołocz chrześcijańską. (Ale Gaj odrośnie i wróci. Wrócą też polscy Słowianie.)

    Polubienie

  16. canassatego pisze:

    Walka z niejakim Wiesławem Stusem, czyli moja walka z wiatrakiem:

    Stus: „Jaruzelski też walczył z kościołem, a jak umierał to wezwał księdza żeby się spowiadać, miał strach przed piekłem. Dlaczego żaden doktór mu nie pomógł się spowiadać. Ciekawe czy tak zwani poganie gdy będą przed śmiercią wybiorą czarną otchłań czy światłość, tylko będzie za późno. !!!!!!!!????????”

    Drogi Panie, Pan nie jest w stanie logicznie myśleć: ma Pan skatoliczony, czyli chory umysł.

    Nie chodzi tu o to, czy Jaruzelski czy ktokolwiek inny zmienił poglądy na łożu śmierci. Każdy się boi śmierci i czasami jest gotów uwierzyć w najgorszą brednię. To, że Jaruzelski (i miliony innych) podobno „nawróciło” się, nic absolutnie nie znaczy.

    Natomiast w tej dyskusji, chodzi mi głównie o to, że my polscy Słowianie mieliśmy własną religię, która kulturowo wcale nie ustępuje żadnej innej religii. Co więcej, jako nasza jest najlepiej dostosowana do naszej kulturowej tożsamości. Nam nie potrzebne są żadne inne religie, szczególnie tak niebezpieczna jak żydowskie chrześcijaństwo.

    Niech się Pan obudzi, drogi Panie. Jeszcze nie jest za późno.

    Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Polakatolicy zdaje się myślą, że każdy jest tak wystrachany, jak oni i w obliczu śmierci będzie błagał o łaskę jakiegoś „pana”, a w związku z tym uwierzy w każdą bzdurę, byle tylko być „zbawionym”.

      W ogóle to dawno już zauważyłem, że religia najbardziej oddziałuje na najsłabsze ogniwa społeczeństwa. Biedotę, ludzi słabych psychicznie, niewykształconych, wrażliwych, chorych, złamanych przez życie, dawniej na niewolników, chłopów pańszczyźnianych czy robotników. To jest baza dla religii. A w szczególności dla religii takich jak chrześcijaństwo. Większość wyznawców rekrutuje się z nizin społecznych. To między innymi dlatego tak trudno do nich dotrzeć z jakimikolwiek logicznymi argumentami. Tam rządzą emocje.

      A z kolei na czele tego stada stoi nieliczna klika „oświeconych”, którzy dobrze wiedzą, że to co oferują tym biedakom, to ściema i którzy dla kasy, władzy i zajebistego życia na cudzy koszt, narzucają stadu zasady, których sami nie przestrzegają.

      To dlatego w historii na przykład KRK, mamy tak duży rozdźwięk pomiędzy teorią i praktyką, gdzie na przestrzeni dziejów hierarchia kościelna opływała w dostatki, choć sprzedawała masom ideę ubóstwa, a ciemny ludek klepał biedę, z nadzieją na życie w raju.

      Tak naprawdę, to szkoda mi dużej części tych biedaków. Niejeden z nich ma popaprane życie i przeżywa niejeden dramat. Nie wiedzą, że to co się im sprzedaje jako rozwiązanie ich problemów, to tylko kolejna ściema.

      Polubione przez 1 osoba

  17. Andrzej Pucyn pisze:

    wcale nie jest pewne i nie ma dowodów ze Jaruzel sie nawrócił .mogli go wyspowiadać jak juz kontaktu ze swiatem nie miał a potem pierd… jednoczesnie owieczki strasząc zobaczcie nawet taki zbir sie wyspowiadał .
    typowa koszerna socjotechnika .

    Polubienie

    • canassatego pisze:

      „… wcale nie jest pewne i nie ma dowodów ze Jaruzel sie nawrócił”.

      Oczywiście, że nie mam dowodów, ale jak masz do czynienia z polakatolikiem to musisz się zniżyć do jego poziomu, jeżeli w ogóle jakakolwiek dyskusja jest możliwa, nawet jak nie ma sensu.

      W Polsce, jak piszesz, bardzo gorąco. U nas jeszcze bardziej wyższe temperatury, a poza tym piekielnie sucho. Wysycha w kilku miejscach rzeka Rio Grande, a coraz więcej kampingów i parków stanowych jest zamykanych. Rośnie też liczba pożarów, ale teraz to już norma w Nowym Meksyku i południowo-zachodnim USA.

      Polubione przez 1 osoba

  18. przemex pisze:

    https://pl.sputniknews.com/swiat/201806078111260-Sputnik-poganie-Cyryl-specnaz-sportowcy/

    Patriarcha Cyryl jest zaniepokojony szerzeniem się pogaństwa wśród funkcjonariuszy sił specjalnych.

    Pogańskie idee stają się popularne wśród sportowców i funkcjonariuszy sił specjalnych, co jest wynikiem zaniedbania Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w danej sferze — oświadczył patriarcha Cyryl.

    „Kiedy zaczęliśmy otrzymywać informację o tym, że wśród sportowców stają się dziś popularne pewne pogańskie poglądy, z początku potraktowaliśmy to jako coś dziwnego, absolutny wyjątek od reguły. A potem, po zebraniu dużej ilości informacji, zrozumieliśmy, że zarówno w środowisku sportowym, jak i wśród wojskowych, zwłaszcza tych, którzy pracują w sferze operacji specjalnych (gdzie istnieje ciągłe niebezpieczeństwo dla życia), stają się popularne wśród konkretnej części sportowców i wojskowych pogańskie idee, idee wynikające z pogańskiego stosunku do człowieka” — powiedział zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej na posiedzeniu patriarszej komisji ds. kultury fizycznej i sportu.
    Na to nie można patrzeć obojętnie — podkreślił patriarcha. Dlatego że sportowcy i uczestniczący w „niebezpiecznych dla życia operacjach wojskowych obrońcy Ojczyzny” „potrzebują duchownego wsparcia”. Ponadto jeśli będą „motywować się do działania pogańskim światopoglądem, pogańskim kultem”, „nic dobrego z tego nie wyniknie”.

    Patriarcha zauważył, że bezczynność Cerkwi prowadzi do tego, że propaganda zdrowego stylu życia „nierzadko przeradza się w odrodzenie pogańskich kultów, w tym pogańskiego stosunku do ludzkiego ciała”.

    Polubione przez 1 osoba

  19. canassatego pisze:

    Ciekawa dyskusja na Blogu Polskim Opolczyka na temat diety paleo.

    I w związku z ta dyskusja, mała osobista ciekawostka: ostatnio grałem mecz tenisowy (New Mexico Open) z amerykańskim lekarzem, który od kilku lat przeszedł na emeryturę. Powiedział mi, ze niedawno postanowił rozpocząć kampanię nawrócenia rodziny, znajomych i kogokolwiek, kto zechce posłuchać, na dietę mięsną. Założył portal BornToEatMeat, co oczywiście natychmiast przypomniało mi o znakomitej książce „Born to Run”, o czym mu powiedziałem. Mamy spotkać się na obiad. (Podarowałem mu kopię mojej książki „Adventures in Freedom”.)

    Mam zamiar skorzystać z jego wiedzy medycznej, bo o diecie paleo już wiem od dawna i staram się z niej maksymalnie skorzystać. Jakie będą wyniki? Jeszcze nie wiem, ale będę kontynuował mój eksperyment odszukania diety naszych (słowiańskich) przodków myśliwych i zbieraczy.

    Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Odnośnie tej dyskusji mogę powiedzieć, że jako ktoś komu kilof, łopata i widły są całe życie za pan brat, uważam że mięso(mimo że za nim nie przepadam) i tłuszcz zwierzęcy są niezbędne. Nie da się ciężko pracować bez mięsa.

      O zieleninie to sobie można żyć jak się siedzi przed komputerem w biurze i to też jeszcze nie bardzo.

      Inna sprawa, że dziś ludzie jedzą głównie mięso ze zwierząt hodowlanych(a potem wielokrotnie przetworzone), które w dużej mierze jest szkodliwe, z uwagi na sposób w jaki karmione są zwierzęta. Stąd wiele chorób.

      No ale o dziczyznę to dziś nie łatwo. Nie da się tak po prostu pójść do lasu i sobie upolować, bo różnie się to może skończyć. Nawet jak jakiś „dobroduszny” obywatel nie doniesie to jest w lasach coraz więcej kamer. Oficjalnie przeciwko złodziejom drewna czy wyrzucajacym śmieci do lasu. Ale wiadomo, jak wywiniesz jakiś inny numer też może być ciepło. Jeszcze za komuny sporo było „kłusowników”. Dziś to się już każdy boi. Chyba że się jest w kółku łowieckim i ma się pozwolenie na broń, ale to też nie jest prosta sprawa.

      Polubione przez 1 osoba

      • canassatego pisze:

        Tak jest. Tu co prawda można kupić mięso bizona, ale jest drogie. Jest też mięso jelenia, a prywatnie przez kontakty jest tez szansa na dzika. Można też polować na sarny, których jest tu ciągle pełno, bo dopiero niedawno wprowadzono wilki, które jak wiadomo regulują populacje saren i jeleni do możliwości ekologicznych terenu. Ale tych wilków jest ciągle bardzo mało i są tylko w południowej części Nowego Meksyku.

        Dziś wyjeżdżamy na 2-3 dni do północnej części Nowego Meksyku, nad małe jezioro Hopewell, położone w górach, żeby uciec przez coraz bardziej uciążliwą spiekotą w Albuquerque. Wczoraj było 36 stopni w cieniu, a wilgotność powietrza poniżej 10 procent. Wiele parków i kampingów jest już pozamykanych, bo w kilku miejscach szaleją pożary. Ostatni wybuchł na terenie rezerwatu Apaczy Mescalero. Teraz została nam tylko północna, górzysta cześć Nowego Meksyku i oczywiście Kolorado, chociaż tam też pala się lasy.

        Zgadzam się absolutnie z Toba, że ludzie którzy tylko siedzą przed komputerami dziwaczeją i próbują najbardziej dziwacznych diet, żeby uratować się przed fatalnymi skutkami wiecznego siedzenia na dupie.

        Polubione przez 1 osoba

        • przemex pisze:

          My już dawno nie jemy dziczyzny. Odkąd dziadka nie ma, nie ma kto za tym się uganiać a tak jak powiedziałem różnie konsekwencje temu mogą towarzyszyć w naszym kochanym kraju. Choć jakby się sprężył to po cichu może jakiegoś zająca by gdzieś łupnął. Tydzień temu byłbym niemal złapał takiego delikwenta na spaniu, gdybym tylko podszedł ciszej.

          Obecnie jemy tylko mięso wołowe i drób, ale z własnej hodowli. Tym się to różni od tego ze sklepu, że my wiemy czym ich karmimy. Nie ma podejrzanych pasz, chemii, antybiotyków, hormonów. Przez to jest to do zjedzenia. To ze sklepu lepiej z daleka omijać(choć tu czasem bywają wyjątki).

          Bez mięsa daleko bym nie zajechał. Czasem pracuję na granicy wytrzymałości fizycznej. A i do tego mam dość szybki metabolizm. Muszę zjeść coś treściwego, inaczej szybko byłbym głodny.

          Polubione przez 1 osoba

  20. canassatego pisze:

    Panowie, wróciłem z Lasu Dziewiczego, tzn. z północnego Nowego Meksyku. Zacząłem czytać ostatnie wypowiedzi na Blogu Przemexa i … zamarłem.

    Tam gdzie byliśmy z żoną to chyba inna planeta: piękny, zielony, szumiący las; śpiewające ptaki; sarny i jelenie pasące się na kwiecistych łąkach; tysiace bajecznie kolorowych, dzikich kwiatów. Poza wiatrem i śpiewem ptaków, absolutna cisza. Niebo nocą fantastycznie oblepione gwiazdami, bo z tamtego miejsca trzeba jechać dobrze ponad 100 km żeby dojechać do „syfilizacji” ze sztucznym światłem konglomeracji miejskich, które sprawia, że mieszkańcy miast nigdy nie mają okazji zobaczyć jak naprawdę świecą niezliczone gwiazdy i galaktyki w środowisku naturalnym.

    Taki bezmiar wszechświata: tajemniczy i niepoznawalny do końca.

    A my co tu robimy? Kłócimy się. Nawet na blogu słowiańskim, nawet w gronie słowiańskich Polaków.

    Zakładam, że powinienem zająć jakieś stanowisko w sprawie WPS, ataku rządu PIS-owskiego na Redaktorów WPS, wypowiedzi Andrzeja Pucyna o Przemku, itd.

    Może. Ale teraz nie mogę. Jestem ciągle pod wrażeniem magii Lasu Dziewiczego.

    Mogę tylko powiedzieć, że jestem zaszokowany tym, co przeczytałem dotychczas, w ciągu ostatniej godziny. Więcej nie jestem w stanie.

    Wrócę później.

    Polubienie

  21. canassatego pisze:

    Dumny Słowianin: (Link od Gorazda)

    Polubienie

    • canassatego pisze:

      A oto tekst tej piosenki, który przetłumaczyłem kilka lat temu dla Blogu Przemexa. Poniżej oryginalny rosyjski. Przepiękna ballada słowiańska. Tylko Słowianie wiedzą dlaczego taka piosenka, taki głos, taki tekst ściskają za gardło i trzeba jakość łzy powstrzymać.

      Arkona – “Tam za mgłami”

      Oj tak, tam, tak, tam za mgłami, tam za mgłami, panna warkocz plecie
      Tam za mgłami panna warkocz plecie, oj, tak plecie, tak przy tym mówi:
      „Gdzie Ty, mój ukochany, no gdzie Ty, mój narzeczony, gdzie tam w polu spotykasz zorzę
      Oj, tak zorzę, zorzę jasnowłosą, która mi opowiada mój los
      Która mi opowiada mój los, mój los nieszczęsny
      Och, oj, mój los, opowiada mi, że nie wróci, mój miły do mnie”
      Oj tak, w szerokim polu, oj tak, śnieg wiruje, tak, na pole pada, o tak na Surową-Matkę Ziemię

      Oj tak, z szerokiego pola, oj tak, nie wróci, oj tak, nie wróci, oj tak, tak, Twój ukochany
      „Jeśli nie wrócisz, jeśli się nie odnajdziesz, wiatrem po polach wyszepczę Ci
      Dłoń zaśnieżoną okryję delikatnie, ochronną pieśń w ślad za tym wykrzyczę
      Krocz drogą, krocz szeroką, płyń mgłami, zamień się w rosę
      Otul me serce i nocką Siostry-Księżyca, tak, ciemną, pójdę za Tobą.”
      Oj, w szerokim polu, oj, śnieg wiruje na pole pada, oj, i na surową Matkę-Ziemię
      Oj, w szerokim polu, oj, uśnie panna, oj, i nie wróci do swojego domu.

      Аркона – „Tам за tуманами”

      Oй, да–ли, там да-ли, tам за tуманами, tам за туманами, дева косу плетет
      Там за туманами, дева косу плетет, oй, да плетет, да, приговаривает:
      “Где ты, мой любый, да, где ты, мой суженый? Где-то во полюшке tы встречаешь зарю
      Ой да, зарю, да, зарю яровласую, что мне поведает, oй да, долю мою
      Что мне поведает, oй да, долю мою, oй да, долю мою горемычную
      Эх, ой, да долю мою, да, поведает мне, что не воротиться mилому ко мне.”
      Ой да, в широком поле, oй да, снег кружится, да, на поле ложится, oй да, на Мать-Сырую Землю
      Ой да, с широка поля, oй да, не воротиться, oй да, не воротиться, oй да, да, любому твоему
      “Коль не воротишься, kоль не отыщешься, bетром во полюшке я тебе прошепчу
      Дланью заснеженной, укрою нежно, я песнь обережную, да во след прокричу
      Ступай дорогою, cтупай широкою, плывя туманами, oбернись ты росой
      Окутай сердце мне, да при Сестре-Луне ночкой, да, темную я уйду за тобой.”
      Ой да, в широком поле, oй да, снег кружится, да, на поле ложится, oй да, на Мать-Сырую Землю,
      Oй да, в широком поле, oй да, уснет девица, oй да, не воротиться, oй да, к дому своему.

      Polubienie

  22. canassatego pisze:

    List otwarty to Słowiańskiego przyjaciela,

    Jestem w ciągłym dylemacie, co robić dalej z „tak dobrze rozpoczętym życiem”. Moja jankesowska droga dobiegła końca w 2010 i już wtedy liczyłem na powrót do Polski. Ale patologicznie polakatolicka i patologicznie rusofobiczna nowa Rzeczpospolita przeraża mnie tak samo jak jankesowski korporatyzm i wściekły amerykański antyintelektualizm.

    Jest to, przyjacielu, bardzo bolesny dylemat. Nie widzę już dla siebie żadnej przyszłości w obu tych krajach. Gdybym był młody, skorzystałbym z oferty Putina i kupiłbym sobie kawałek ziemi w dziewiczej ciągle Syberii i wyjechał stąd w pierony. W Rosji, nota bene, jest coraz więcej Słowian i z pewnością znalazłbym jakieś oparcie wśród społeczności słowiańskiej.

    A Rosja ciągle idzie w górę. Mistrzostwa świata w piłce nożnej bardzo dobrze przygotowane i jak na razie żadni faszyści ukraińscy i inni nie zdołali zakłócić przebiegu tej największej na świecie imprezy sportowej. Wszyscy chwalą gościnność rosyjską, a obecnie również piłkarzy rosyjskich, którzy popisali się wspaniałymi zagraniami, szczególnie Gołowin, i bramkami (szczegolnie Czeryszewa, którego drugi gol amerykański komentator określił jako „pure magic”, czysta magia).

    And so my friend, I need to sign off for now. It is what it is. If it gets worse, there is still hope: Colorado is offering a nice combo of dark chocolate, organic mint, and organic THC/CBD.

    Like Black Sabbath used to sing: “I love you, Sweet Leaf, though you cannot hear.”

    Pozdro,

    Kaźmir ze Świętego Słowiańskiego Gaju Dębowego wyciętego w pień przez chrześcijańskich barbarzyńców i swołocz polakatolicką.

    Polubione przez 1 osoba

  23. pucyn boanczyk pisze:

    KAZ DO POLIN NIE WRACAJ . NIE MA SENSU . TU JEST CHU… DUPA I KAMIENI KUPA . SIEDZ JUZ W TYCH USA ALBO ROSJA . STARY TAKI NIE JESTES . CHŁOP JAK DĄB JESTEŚ
    SZKODA IRANU . TAK PRZEPIERD… MECZ W OSTATNIEJ MINUCIE SAMOBÓJ . KUZWA MAĆ .
    NIE MA TO JAK PIWKO NA MECZYKU
    PANOWIE DZIS HIT OGLĄDAC
    HISZPANIA – PORTUGALIA
    CYMES!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    NIE MA JAJ . NAWET GOŁA BABA MNIE TAK NIE PODNIECI JAK TEN MECZYK . BEDZIE SIE DZIALO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Polubienie

  24. przemex pisze:

    Ja też mam dylemat. Nie wiem jak żyć w skatoliczonej, pełnej rusofobii i wszelkiej nienawiści Polsce. W dodatku zarażonej amerykańskim kapitalizmem korporacyjnym.

    Wykończyć się tutaj psychicznie i fizycznie, ciągnąc wegetacyjny tryb życia i nic tego nie mieć czy nawiać gdzie pieprz rośnie z nadzieją, że jakoś to będzie, ale będąc przeklęty przez otoczenie na wieki.

    Jak żyć Panie Prezesie Kaczyński?

    Odpowiedź: Krótko i szybko.

    Polubienie

    • pucyn boanczyk pisze:

      A co ty przemek w paprykarza się zamienił tylko wołasz nie do ryzego a Kalksteina
      bu bu ha ha ha
      A na poważnie . Tu się nic nie zmieni przez najbliższe lata .Nie ma pejcza . Są dwa wyjścia .Albo krakać jak wrony i starać się tu żyć na dobrym poziomie . Lizać dupę i mieć za to dobrą fuchę co ja odrzuciłem
      Albo wegetować .Innej opcji nie ma .
      Mozna jeszcze jak WPS – konfrontacja ale wtedy mamy najazd i odczytywanie listu albo się pokajasz przeprosić albo jedziemy z tych koksem dalej .
      ogólnie . Przemek ma rację .
      przejebane na całego !!!!!!!!!!!!
      ch… i koszernych kamieni kupa .
      A WIĘC WOŁAJMY WSZYSCY

      Polubienie

      • pucyn boanczyk pisze:

        PRZEMEK CZY TY MYSLISZ ŻE KOMUŚ W POLIN NA TOBIE ZALEŻY .
        DLA RODZINY JESTEŚ ŚWIR BO KRYTYKUJESZ JOSZUE I PASIBRZUCHÓW A TO JEST W POLIN ZAKAZANE .
        DLA WŁADZUNI JESTEŚ TYLKO KAWAŁKIEM GÓWNA TĘPYM LUDKIEM KTÓRY JAK SZYBKO ZDECHNIE TO SUPER BO DŁUGO ZUS NIE TRZEBA MU BĘDZIE PŁACIĆ .
        JEZELI SZYBCIEJ TO ZROZUMIEMY TYM LEPIEJ.

        Polubienie

  25. pucyn boanczyk pisze:

    WALDEK TO JEST JAKIŚ JEDNAK NIENORMALNY .
    WCZORAJ W JEDNYM FILMIKU GNOI PIENIADZ ABY ZARAZ ZA PIEĆ MINUT DZIEKOWAĆ ZUS ZE MU PLACI CO MIESIĄC PIENIĄZKI .
    NO KUZWA MAĆ JUZ TEGO CZLOWIEKA NIE IDZIE ZROZUMIEĆ .
    JAK KRYTYKUJESZ SIANKO TO PO CHU… CALUJESZ W DUPE ZUS ZE CI NA KONTO CO 30 DNI WYSYLA ZNIENAWIDZONY PIENIADZ
    WALDEK JUZ PIERD… OD RZECZY .

    Polubienie

  26. przemex pisze:

    https://wiernipolsce.wordpress.com/2018/06/09/bylo-do-przewidzenia/#comment-136445

    Świadomość polakatolika na jednym punkcie jest szczególnie załgana: na punkcie jego „umiłowania wolności”. Tym się nasz naród ma rzekomo wyróżniać wśród innych w społeczności europejskiej, gdzie o umiłowaniu wolności przez takich Niemców czy Anglików nic nie słychać. Polakatolik miłuje wolność. Tej jego prawdy nic nie podważy. I to, że długo płacił coroczny haracz chanowi tatarskiemu; wmówił sobie, że to nie haracz, nie, to słane po sąsiedzku upominki dla Jego Mości Chana i dla Jej Mości Chanowej; i to, że mimo tych „upominków”: „Przez dwieście lat z rzędu, co roku małe hordy tatarskie, po kilka tysięcy koni, łupiły ziemie polskie i świeciły pożogami w niebo – bo użycie ważniejsze było niż życie, bo pokolenia całe więcej ceniły zacisze własnego domu, niż przyszłość wspólnego państwa.”1)
    I to, że miłujący wolność naród bez większego oporu, prawie bez walki dał sobie nałożyć na szyję jarzmo niewoli, tę wolność utracił. I wreszcie ta arogancja Napoleona, który upominkowym rycerzom propugnaculi Christianitatis rzucił w twarz, że jeśli okażą się godni własnego państwa, to będą je mieli (z łaski tegoż Napoleona). Polakatolika umiłowanie wolności to nieprawda, którą czas już wreszcie nazwać czym jest: załganiem.
    http://toporzel.pl/teksty/wacyk4f.html

    Polubienie

  27. przemex pisze:

    julius
    17 czerwca 2018 o 3:10 PM

    Zakończmy anegdotą z galicyjskiego folkloru: „Pewien ksiądz, mówiąc kazanie w kościółku wiejskim, wzmiankował mimochodem, że Matka Boska była Żydówką. Uraziło to pobożnych słuchaczów. Zebrali się więc pod kościołem na naradę, a kiedy ksiądz wychodził po nabożeństwie, zaczepili go groźnie:
    – A co to ta jegomość gadał, że Najświętsza Panna była Żydówką. My ta nie pozwolimy na taką poniewierkę.
    – Ależ, moi kochani, ja tylko chciałem wypróbować waszą wiarę. Uspokójcie się. Najświętsza Panna nie była wcale Żydówką, ale tylko kasztelanką Łęczycką.”

    Ulicą idzie para wyrostków. Są czymś wyraźnie podnieceni, żywo gestykulują. Nagle z ust jednego pada zniecierpliwione „Jezus Maria!” Tego jezusmaria nie nauczyła chłopców PRL-owska szkoła. Czekało na nich w chwili ich urodzin w domu rodzicielskim. Tam, w polskim domu zagnieździło się to palestyństwo przed wiekami, przyniesione przez czarnych roznosicieli cudowności obcych naszemu krajowi. Bezmyślny, automatyczny odruch warunkowy trwa z pokolenia na pokolenie i wyskakuje przy lada okazji i wszędzie. To jezusmaria, świadczące o wiekowej tresurze bezmyślnego polakatolika, usłyszeć można z ust chirurga, policjanta, inżyniera, nie mówiąc już o naszych kobietach, wśród których taki automatyzm móżdżków jest codziennością.

    Polubione przez 1 osoba

  28. przemex pisze:

    Wężu kąsicielu,

    Powiedz Juliusowi, że się mu flaszka należy za ten koment powyżej.

    Polubienie

    • canassatego pisze:

      Tak, komentarz jest znakomity. Należy go rozpowszechnić we wszelkie możliwe sposoby. Dajcie Juliusowi znać (jak macie możliwość), że osobiście przywiozę mu prezent z Kraju Apaczów (jak wiadomo już, ostatnich wolnych Amerykanów).

      Polubienie

  29. sssssssssss pisze:

    WIELKIE BRAWA DLA MEKSYKU . KU NIEZADOWOLENIU DURNYCH DZIENNIKARZYN Z JUDEOPOLONII KREUJĄCYCH NIEMCÓW NA BOGÓW FUTBOLU TAKA SURPRISE !!!!!!!!!!!!!
    MAŁY MEKSYK SKOPAŁ NIEMCÓW .
    BRAWA MEKSYK . MEKSYK JEST WIELKI .
    I TAK SIĘ GRA !!!!!!!!!!!!!!
    JESZCZE PRZEGRANA Z BRAZYLIĄ I NIEMIASZKI GO HOME !!!!!!!!!!!!!
    CUDOWNIE
    A DZUENNIKARZYNY Z JUDEOPOLONII BĘDĄ BECZEĆ I ANALIZOWAĆ JAK TAKA WIELKA DRUŻYNA PRZEGRAŁA .
    ENGEL DO ANALIZY MARSZ W TVP SPORT I BECZEĆ
    BU BU HA HA HA .

    Polubienie

    • canassatego pisze:

      Zgoda. Nie ma to jak dokopać (dosłownie i przenośnie) naszym ekonomicznym okupantom i tradycyjnie śmiertelnym wrogom, szczególnie jak dokopania takiego dokonali Meksykanie i Indianie meksykańscy. A stare pryki niemieckie jak Mueller i Ozil wynocha na emeryturę. Dzięki Perunowi!

      Polubienie

      • przemex pisze:

        Zadruga” 1939r.: Źródła impasu sprawy żydowskiej
        o-polski-charakter-narodowy-zadrugaTekst z przedwojennej „Zadrugi” nie tylko rzuca światło na kwestię żydowską w Polsce, ale poruszaną problematyką obnaża powody nienawiści do „Zadrugi” czasopisma i narodowej organizacji, tak ze strony żydowskiej jak i ze strony zawodowych katolików, elementu antypolskiego i nieświadomych politycznie Polaków. Dzisiaj nienawiść do narodowej Polski przejawia się z jeszcze większą siłą. – D.Kosiur

        „ZADRUGA”
        Numer 16 (luty 1939)

        Źródła impasu sprawy żydowskiej
        Sprawa żydowska w Polsce należy do tych, o których wszyscy mówią i prasa wszelkich odcieni pisze. Wbrew usiłowaniom pewnych ugrupowań politycznych, pragnących monopolizować ją w swym ręku. Znak, że jest to sprawa żywa. Jest ona i wielce osobliwa. Wszyscy chcą jej rozwiązania i nie ma żadnego rozwiązania. Podobnie ma się tu rzecz, jak z etatyzmem: wszyscy życzą mu nagłej i niespodziewanej śmierci (prócz samych synekurzystów, oczywista) , a etatyzm… rozwija się.

        Od r. 1918 sprawa żydowska nie posunęła się ani o krok naprzód, tzn., że nacisk żydostwa w dziedzinie kulturalnej i gospodarczej trwa niezmiennie w tych samych rozmiarach, jeżeli nie w większych. Zważyć bowiem musimy, że w pierwszym dziesięcioleciu niepodległości przyjęliśmy przede wszystkim z Sowietów znaczne zastępy żydostwa. Tego nienaturalnego przybytku nie zrównoważył, ani pod względem liczbowym, ani jakościowym ubytek spowodowany emigracją do Palestyny.

        Sprawa żydowska w Polsce to cały splot zagadnień. W uwagach poniższych rozważymy jedno z nich.

        POCHÓD ŻYDÓW.

        Aż do wieku XVI trudno mówić o poważniejszej infiltracji żydów do Polski. Opinia o rzekomo masowym napływie Semitów za Kazimierza Wielkiego jest grubą przesadą. W rzeczywistości liczba żydów pod koniec panowania tego króla nie przekraczała 20-30 tysięcy.

        Juden_1881- Żydzi aszkenazyjscy XIX w.Mapa prezentuje liczebność mniejszości żydowskiej w XIXw. – kolor brunatny i czerwony: największa skupiska Żydów

        Gwałtowny przyrost tych „wybrańców bożych” w Polsce rozpoczyna się – rzecz tylko pozornie dziwna – ze wzrostem wpływów katolicyzmu i wraz z procesem katoliczenia narodowej duszy polskiej, tzn. z końcem XVI wieku.Przy tym zachodzi zjawisko znamienne: żywioł polski pod koniec XVI w. przestaje wzrastać, zachowując przez następne dwa wieki ten sam stan liczbowy (ok 11 milionów), gdy natomiast liczba żydostwa skacze w tym samym czasie ze 100.000 na około 1 milion.

        (W XVII w. życie gospodarcze w Polsce znajdowało się całkowicie w rękach Żydów. Nic, więc dziwnego, że chory organizm gospodarczy bronił się przed lichwą rekordowo szybką dewaluacją pieniądza. Od 1500 r. w ciągu 200 lat polski grosz zdewaluował się 17-krotnie. Na podst. „Zarys gospodarczych dziejów Polski” – prof. J. Rutkowski 1923 r. s. 221. Miało to swoje skutki polityczne. Jeszcze za życia Jana III Sobieskiego zniknęła prawie całkowicie zwycięska polska armia spod Wiednia, a w 1772 r. nastąpił I-wszy rozbiór Polski. – D.Kosiur)

        Trudno tu nie zauważyć pewnej paraleli. W tym samym bowiem czasie liczba klasztorów wzrosła z 80 w XVI wieku do 900 w czasie rozbiorów. Wychodzi na to, że jak gdyby między katolicyzmem a żydostwem istniały tajemnicze wewnętrzne związki, z powodu których judaizm, acz prześladowany, rozwija się pomyślnie. Do tej sprawy jeszcze powrócimy.

        Tu zwrócimy uwagę na fakt podnoszony przez niektórych historyków. Wbrew temu co się mówi o tolerancji polskiej, żywioł protestancki w miastach po zwycięstwie katolicyzmu za Zygmunta III był prześladowany za inicjatywą nie tyle królów i rządów, co zakrystii i konsystorzy kościelnych. Nie chcąc wiary narzucanej, ten to żywioł opuszczał Polskę, przenosząc się do krajów sąsiednich, w szczególności do Prus Wschodnich i Brandenburgii. Wyludniające się miasta okupowali Żydzi, nie napotykając na żadną niemal konkurencję ze strony ludności wiejskiej, której szlachta odebrała w tym czasie resztki wolności.

        Powstała politycznie do niepodległego życia Polska musiała podpisać traktat o mniejszościach (tzw. mały traktat wersalski z 28.06.1919r., narzucony krajom Europy środkowo-wschodniej – D.Kosiur). Traktat ten na odcinku, dotyczącym Żydów, był najlojalniej wykonywany nawet przez zawodowych i nieubłaganych antysemitów, za jakich chcieli uchodzić członkowie tzw. stronnictwa narodowego. Zresztą nie było go potrzeba. Konstytucja tak pierwsza jak druga stanęły w stosunku do Żydów na stanowisku liberalizmu dziewiętnastowiecznego, który wszystkich urodzonych na terytorium danego państwa osobników traktował jako pełnoprawnych jego obywateli.

        W praktyce Polska poszła dalej, niż to było konieczne ze względu na traktaty i konstytucję. W latach 1918-1923 napłynęła w granice Rzeczpospolitej masa Żydów, obliczana na 600.000 dusz(1, które rewolucja rosyjska wypchnęła z kraju ku zachodowi, tak że znaleźli się oni na terytorium Polski. W r. 1923 ówczesny rząd jednym pociągnięciem pióra nadał tej masie obywatelstwo polskie. W ten sposób Polska, już i bez tego dostatecznie przeżydzona, zajęła pod względem liczby Żydów pierwsze miejsce w świecie.

        Dzięki mentalności gospodarzy, o której niżej, „wybranemu narodowi” powodziło się u nas niezgorzej. Można powiedzieć, że na ogół lepiej niż tubylcom. W ich ręku znajdował się prawie cały handel i większość zakładów przemysłowych. Dziesięć procent mieszkańców Polski, Żydów, rozporządzało większym majątkiem niż pozostałe 90%. O jakichkolwiek numerus clausus’ach nie było mowy. Żydzi majoryzowali wolne zawody, jak wiadomo, najintratniejsze, wdzierając się jednocześnie w dziedzinę najczulszą, w dziedzinę kultury, przede wszystkim przez okupację słowa drukowanego.

        Wpływy ich w Polsce stały się tak wielkie, że na pewnym odcinku wytworzyły się stosunki, będące unicum na świecie: polski konsument mięsa utrzymywał gminy żydowskie. W biały dzień – że tak powiemy – arcysprytny naród Jehowy nakładał podatek na gospodarzy, u których zamieszkał. Co więcej, ze sztuczki tej, szalbierczej co do sposobu w jaki została przeprowadzona, a nieobywatelskiej, antykonstytucyjnej i antyhumanitarnej co do istoty, zrobili ci mistrzowie krętactwa „sprawę religijną”. Gdy na stole obrad Sejmu znalazł się ubój rytualny, zniesiony prawnie lub faktycznie we wszystkich państwach poza Polską, wszystkie organy prasy izraelskiej w kraju i za granicą rozpisywały się o „prześladowaniach religijnych” w Polsce. W tych warunkach można było mówić o okupacji Polski przez potomków Abrahama, o Judeo-Polonii.

        ZAŻYDZENIE BIOLOGICZNE.

        Atoli dopóki krew i duch narodu tubylczego nie zostaną tknięte przez Żydów, dopóty nie zachodzi niebezpieczeństwo jego zagłady, względnie degradacji do stanu kasty pariasów. Gdyby żydostwo pozostało w odosobnieniu getta, wspomniane niebezpieczeństwo byłoby grubo mniejsze. Kiedy jednak masa żydowska urasta do poważniejszych rozmiarów, następuje siłą rzeczy infiltracja Semitów w krew i ducha narodu tubylczego. W Polsce infiltracja ta dzięki warunkom szczególnie dla siebie pomyślnym przybrała rozmiary tak wielkie, że jej dalsze tolerowanie zaiste grozi śmiertelnym niebezpieczeństwem.

        Stoimy wobec nader bliskiej możliwości wykreślenia szczepu polskiego z liczby żyjących; na jego miejscu zagnieździłaby się wówczas mieszanka rasowa o przewadze pierwiastków pasożytniczo-nomadzkich. Właściwie w tej dziedzinie zaszły już fakty nie do odrobienia, a których dalsze skutki mogą być usunięte tylko za cenę bardzo radykalnych operacji.

        Co się stało? Zapyta czytelnik – mamy 3.500.000 Żydów, których możemy się pozbyć i 25 milionów Polaków, którzy powinni się obronić.

        Otóż w tym rzecz, że żadna z tych cyfr oficjalno-metrykalnych nie jest prawdziwa, i że zmieniają się one ciągle na korzyść Żydów. Zaszły bowiem już daleko idące procesy, komplikujące sprawę niepomiernie i rozwijające się w dodatku w dalszym ciągu. W nich tkwi klucz do odpowiedzi na pytanie, dlaczego sprawa żydowska w Polsce nie posuwa się istotnie na przód ku rozwiązaniu jedynie możliwemu do przyjęcia dla gospodarzy tego kraju.

        Pierwszym z tych procesów jest biologiczna infiltracja trwająca od trzech wieków z górą, przy czym tempo jej rośnie w stosunku geometrycznym. Okolicznością szczególnie sprzyjającą temu procesowi była polityka Kościoła Katolickiego stosowana wobec Żydów z dawien dawna do czasów dzisiejszych. Opierała się ona na zasadzie, której punktem wyjścia nie były względy rasowe, ani kulturalne, ale rytuał, więc element czysto zewnętrzny, nic nie zmieniający w danym osobniku. Zasada ta sprecyzowana przez Tomasza z Akwinu stanowiła, że Żydowin niechrzczony z powodu „zbrodni bogobójstwa” popełnionej przez jego przodków nie ma prawa być pełnym członkiem chrześcijańskiej społeczności, że mogą być stosowanie wobec niego ograniczenia, aż do odebrania wolności osobistej. Jeżeli natomiast Żydowin przyjął chrzest, to bez względu na to, czy to uczynił świadomie czy nieświadomie (chrzty dzieci), dobrowolnie czy z musu (groźba, motyw korzyści) wówczas wchodził automatycznie we wszystkie prawa członka społeczeństwa chrześcijańskiego o przez długi czas zwyczajnie także nabywał pełne prawo obywatelskie. Tę zasadę posunięto tak daleko, że gdy Żyd skazany za pospolite zbrodnie przyjmował chrzest, w wielu gminach na podstawie ustaw i zwyczajów darowywano mu karę całkowicie. Takie wypadki zachodziły w Polsce dość często. Wspomina o nich prof. M. Mieses w swej dwutomowej (tomy dalsze mają się niebawem ukazać) publikacji pt. „Polacy chrześcijanie pochodzenia żydowskiego” na stronie XVI, a Jeske-Choiński mówi, że ułaskawiania zbrodniarzy Żydów w nagrodę za przyjęcie chrztu zdarzało się jeszcze w II połowie XVIII wieku w Kamieńcu Podolskim.

        Neofitów żydowskich nieobarczonych zbrodnią dosięgnęła zwyczajnie w Polsce nagroda w postaci nobilitacji. W rozdziale XIX artykułu 7 statutu 3 litewskiego z r. 1588 (uważacie, jak się to wszystko zbiega ze zwycięstwem katolicyzmu!) czytamy: „Jeśliby Żyd który, albo Żydówka do wiary chrześcijańskiej przystąpili, tedy każda osoba i potomstwo ich za szlachcica poczytywani być mają”. Za Litwą utarł się i w Koronie zwyczaj, stosowany coraz częściej w miarę staczania w otchłań, że Żydowin porzucający Talmud i rabina otrzymywał ze chrztem herb i nazwisko szlacheckie. Był to interes – że tak powiemy – bardziej namacalny niż zbawienie wiekuiste, które mu przy tej okazji przyrzekano. Rzecz jasna, nobilitacja nie była darem jednostronnym. Żydowin ochrzczony i dopuszczony do herbu płacił grubym posagiem córki, wychodzącej za szlachcica, lub ciężką „pożyczką” bezzwrotną. Stąd dziś spotykamy rodziny o nazwiskach tak bardzo polskich, jak Matuszewscy, Grabowscy, Zbąscy, Łabędzcy, Dembowscy, Brzezińscy, Adamowscy, Majewscy, Wołowscy, Podoscy, Wierzchowscy, Zielińscy, Piaseccy, Niedzielscy itd., a jednak pochodzące z wychrzczonych i nobilitowanych Żydów… (patrz Mieses ibidem).

        Józefowicz np. toż to poczciwy Białorusin spod Mołodeczna, rzekłbyś. A to jest potomek Abrahama Ezofowicza, Żydowina z XVI wieku wielce sprytnego, który wypędzony z kraju wrócił do Polski innymi drzwiami, wziął chrzest, zmienił nazwiska na Józefowicza, przybrał herb Leliwa i zanim doczekał się szczęśliwości wiekuistej, został ministrem skarbu króla Aleksandra i wielkie nadanie we włościach otrzymał. Ten to Żyd sam jeden – jak twierdzi Forst-Battaglia cyt. U M. Miesesa ibidem – zażydził przez związki małżeńskie swej licznej progenitury całą arystokrację polską tak, że nie ma ani jednego arystokraty w Polsce , w którego żyłach nie płynęłaby krew żydowska. Dodajmy, że Forst-Battaglia jest specem od tego, co, gdzie, jak i kiedy działo się w arystokracji polskiej.

        Jak pisze Jeske-Choiński („Żydzi oświeceni” str. 42) ojcami chrzestnymi neofitów żydowskich były zwyczajnie znakomite rody, które później pomagały im w karierze.

        Nader pomyślne okoliczności sprawiały, że nawrócenia były coraz częstsze. Nie rozporządzamy wszystkimi danymi w świecie z wieku XVII i XVIII, ale i te które posiadamy, mówią, że masa żydowska w ciągu tych dwóch wieków odrzucała stale pewien procent neofitów, wsiąkających automatycznie w społeczeństwo polskie, w szczególności w warstwę szlachecką. Prof. Mieses we wspomnianym dziele podaje szereg wykazów, z których wynika, że w Warszawie w wieku XVIII „nawróciło się” 179 Żydów, w Nieszawie 2, w Kłodawie 5, w Łęczycy 17, we Włocławku 11, w Radomiu 21, w Kamieńcu Podolskim 6, prócz frankistów. Przeciętną podanych tu cyfr należy pomnożyć przez liczbę parafii, wynoszącą do 2000, a otrzymamy wówczas za jeden tylko wiek poważną sumę kilkudziesięciu tysięcy nawróconych Żydów.

        Na Litwie pracowały nad nawróceniem Żydów zakonnice zwane Mariawitkami, przyprowadzając do chrześcijaństwa 2000 Izraelitek. Tamże jeden tylko ksiądz Turczynowicz przyciągnął do kościoła 500 osób pochodzenia żydowskiego. O zebraniu wszystkich danych szczegółowych nie ma mowy, gdyż jak zaznacza M. Mieses, z którego te szczegóły wzięliśmy, wiele metryk zostało zniszczonych, by zatrzeć ślady żydowskiego pochodzenia osób, którym na tym zależało.

        Dotyczy to również osławionych frankistów, zwolenników Franka, jednego z niezliczonych mesjaszów tego narodu, lubującego się w wydawaniu na świat utalentowanych uszczęśliwiaczy Izraela i jego sympatyków. Frank, którego właściwe nazwisko opiewa Jankiew Lejbowicz, jak większość izraelskich mesjaszów był dziwną mieszaniną szczerości i kuglarstwa. Przybywszy do Polski z Bałkanów, stanął na czele dość licznej sekty Sabatianów, odrzucających Talmud i czczących miast jedynego Jehowy Trójcę, nic jednak nie mającą wspólnego z Trójcą chrześcijańską. Prawowierni Żydzi zarzucali im powszechnie nie tylko bałwochwalstwo ale i życie wielce rozwiązłe. Ówczesny biskup kamieniecki, Dembowski, w którego diecezji było główne gniazdo frankistów, miał niemałą ochotę zapalić dla nich stos pod pretekstem, że szerzą błędne nauki o Trójcy. Zanim jednak to uskutecznić zdołał, umarł. Frankiści znajdując się między młotem a kowadłem, naciskani przez nienawistnych rabinów żydowskich z jednej, a konsystorzy chrześcijańskich z drugiej strony, za poradą swego przywódcy poczęli przyjmować chrzest gromadnie. Frank, „Pan święty”, jak się nazywać kazał, wysiadłszy z poszóstnej karety otoczonej gwardzistami, asystował przy ceremonii we wspaniałym stroju tureckim. Działo się to we Lwowie. Chrzest Franka odbył się w stolicy z jeszcze większym przepychem, przy czym funkcję ojca chrzestnego pełnił król jegomość we własnej osobie.

        Sprawa Franków i ich masowy chrzest w Polsce wygląda podejrzanie, jak temu już daliśmy wyraz na łamach naszego pisma. Nie jest wykluczona akcja planowa mająca na celu pomnożenie owczarni katolickiej kosztem zaśmiecania rasowego narodu, który niestety po dziś dzień na ogół w tych sprawach nie orientuje się należycie. Nasze podejrzenia wypływają stąd, że losem frankistów zajęto się w Polsce kościelnej i laickiej niezwykle troskliwie. Masa ochrzczonych frankistów otrzymała polskie nazwiska i herby szlacheckie i bardzo szybko wsiąkała w warstwę szlachecką.

        Ilu było frankistów? Prof. Graetz w „Historii Żydów” mówi tylko o frankistach lwowskich i tylko o jednym wypadku masowego chrztu, w którym wzięło udział 1000 osób. Wiemy atoli z wykazów parafialnych, że frankiści chrzcili się w wielu innych miastach i że proces konwersji ciągnął się przez czas dłuższy. Z obliczeń M. Miesesa (ib. XXVI) wynika, że liczba nawróconych frankistów wynosiła ogółem mniej więcej 24 tysiące dusz (2.

        Reasumując, stwierdzić należy, że w ciągu ostatnich dwóch stuleci istnienia Rzeczpospolitej przedrozbiorowej wsiąkło łącznie z frankistami w społeczeństwo polskie, ściślej biorąc, w jego warstwę szlachecką kilkaset tysięcy Żydów. Obliczamy najoględniej.

        Z rozbiorami tempo tzw. nawróceń osłabło dość znacznie. Powodu nie trudno się domyślać. Za Polski niepodległej przejście na katolicyzm otwierało drogę do szczytowej warstwy narodu. W czasie rozbiorów uchodzenie za Polaka przestało być interesem.

        Natomiast z odzyskaniem niepodległości od razu wzmogły się wśród żydostwa sympatie do chrzcielnicy. Z chwilą pojawienia się ruchów nacjonalistycznych, aczkolwiek skastrowanych przez znane odstępstwo Dmowskiego do katolicyzmu w latach 1925-27, przechodzenie Żydów z synagogi do kościoła nabrało cech panicznej ucieczki z getta. Wprawdzie cyfra 700 tysięcy neofitów w ciągu pierwszego dwudziestolecia wskrzeszonej Rzeczpospolitej, podana ostatnio przez niektóre pisma, może się wydać przesadną, ale i najostrożniej licząc, dochodzimy do cyfr, które muszą zastanowić. Obliczeń nietrudno dokonać. Według Rocznika Statystycznego mamy w Polsce 7000 kościołów parafialnych, do których należy dodać okrągło biorąc, 1000 nieparafialnych. Odliczamy kościoły wiejskie jako nie wchodzące w rachubę z braku Żydów po wsiach. Pozostaje 5000 kościołów po miastach i miasteczkach, przepełnionych żydostwem. Każdy kościół ma „ambicję” nawrócenia choć paru Żydów rocznie. I prawie w każdej miejscowości większej jest ksiądz , będący specem od nawracania Żydów. Tu i ówdzie stają do tej działalności całe instytucje, np. Laski pod Warszawą (na miejscowym cmentarzu są pochowani m.in.: zbrodniarka L.Brystiger i solidarnościowy b. premier T.Mazowiecki – D.Kosiur) i Niepokalanów, który postawił sobie formalnie za cel”nawracanie masonów i Żydów”. Jeśli przyjmiemy, że każdemu pięciu tysięcy kościołów udaje się rocznie nałapać 5 żydowskich dusz (liczymy przeciętnie i jak widać bardzo skromnie) to w ciągu lat dwudziestu otrzymamy cyfrę pięciuset tysięcy, która w dodatku automatycznie wzrasta z roku na roku ze względu na przychodzące na świat potomstwo w nawróconych małżeństwach żydowskich. Tak dochodzimy do cyfry 700 tysięcy podanej przez prasę.

        Ostatnio jesteśmy świadkami neofityzmu masowego. Przybiera on takie rozmiary, że tu i ówdzie proboszczowie przystąpili do organizowania kursów neofickich. Nauki udziela jeden z księży, opłata wynosi kilkadziesiąt złotych za kurs. Tak oto Żydowin ochrzczony ucieka przed przykrościami nadciągającej burzy narodowej, kościół zyskuje wiernych, niebo kandydatów do zbawienia, proboszcze nowe źródła dochodów. A Polska, naród polski? Co się dzieje z narodem polskim w tym procesie, odbywającym się pod błogosławieństwem nienasyconych łapiduchów? Naród polski przeradza się nieznacznie, ale stale w dziwoląg niesłychany, do którego z pewnością nie przyznawaliby się nasi przodkowie z czasów Chrobrego.

        Na szczęście, jak dotychczas, to tylko jego wierzchnia warstwa. Bo na to trzeba zwrócić uwagę, że zarówno kilkaset tysięcy Żydów ochrzczonych przed rozbiorami, jak i obecne masy neofitów przelały swą posokę w tę samą warstwę ludności: przed rozbiorami szlachecką, po rozbiorach w inteligencką, przeważnie powstałą z pierwszej.

        Otrzymawszy tak silny zastrzyk krwi żydowskiej warstwa ta, zawsze nieliczna, staje się powoli grupą odrębną od substancji narodu, o cechach bardziej żydowskich niż słowiańskich. Tym się tłumaczy jej nieudolność, a może niechęć, w wielu może nieuświadomiona do rozwiązania sprawy żydowskiej w myśl najszerzej pojętych interesów narodu tubylczego. Chrystus powiedział: „Diabła nie wypędza się za pomocą Belzebuba”. Co na polskie znaczy, że kruk krukowi oka nie wykole.

        Tu tkwi też klucz dla wyjaśnienia szeregu zjawisk, zachodzących między tą warstwą, a resztą narodu, a raczej właściwym narodem polskim, którym – na skutek zażydzenia góry społecznej – są dziś właściwie chłopi i robotnicy z nich się wywodzący. Uderza w tym stosunku obcość: przeciętny inteligent nie rozumie chłopa i na odwrót. To co inteligent niesie lub narzuca chłopu, jest mu niezrozumiałe. Mimo wysiłków często obustronnych dwa te światy nie mogą znaleźć wspólnego języka. Mamy na myśli, oczywiście, ogół. Bywają jednostki wśród inteligencji, zwłaszcza bezpośrednio z chłopstwa pochodzące, które umieją znaleźć drogę do umysłu i serca wsi. Ale to tylko potwierdza nasze wywody. Po wtóre stosunek ten nabiera cech pewnej wrogości, która niewątpliwie tkwi samymi korzeniami w biologii, jakkolwiek nie jest sobie uświadamiana.

        ZAŻYDZENIE DUCHOWE.

        Powyższe nasze rozważanie stają w silniejszym oświetleniu, gdy uwzględnimy druga przyczynę impasu w sprawie żydowskiej, którą jest zażydzenie duchowe.

        Zwróćmy tu naprzód uwagę na zjawisko powszechne i stałe, które uchodzi oku badaczy wzajemnych stosunków chrześcijańsko-żydowskich: oto żydostwo w swojej infiltracji w świat, jakoby cień idzie krok w krok za chrześcijaństwem. Gdzie chrześcijaństwo upora się z dawniejszymi kultami i zwyczajami i stanie mocniejszą nogą, tam zjawia się żydostwo. (3 Gdy jeszcze zważymy, że poza chrześcijaństwem żydostwo mimo usiłowań nigdzie nie zdołało zapuścić trwalszych korzeni z wyjątkiem świata muzułmańsko-arabskiego, który rasowo i kulturalnie jest mu nawet bliskim, to wnioski ogólniejsze same się nasuwają: nieodstępność wzajemna chrześcijaństwa i żydostwa świadczy o wewnętrznych związkach między tymi dwoma światami. Ściśle mówiąc, jest to raczej jeden i ten sam świat. W tym świetle zatargi między żydostwem a chrześcijaństwem są raczej natury konkurencyjnej.

        Ale do wewnętrznych związków między żydostwem, a chrześcijaństwem nie potrzebujemy dochodzić aż tak daleką drogą. Mamy bowiem fakty. Mamy, że tak powiem – corpora delicti, których nie załatwi żadna kazuistyka wychowanków międzynarodowego Gregorianum. Mamy Stary Testament, tj. szereg ksiąg będących narodową literaturą żydowską i autorstwa niewątpliwie semickiego. Ten to Stary Testament wszedł wraz z nowym (rozmiarami mniejszym) do zbioru kanonicznego kościoła, czyli uważany jest przez kościół oficjalnie za natchniony, za dyktowany bezpośrednio przez Boga i powołany jako podstawa wierzeniowa. Jednocześnie ten sam Stary Testament za wyjątkiem „Pieśni nad Pieśniami”, która synagoga uznała za zwyczajny jurny romans ludzki, tę samą literalnie rolę odgrywa w judaizmie. Stąd jesteśmy w prawie mówić o duchowym pokrewieństwie chrześcijaństwa z judaizmem. Tym bardziej, że i reszta ksiąg kanonicznych kościoła, Nowy Testament, jest pochodzenia żydowskiego i na stary się powołuje. Tym bardziej wreszcie, że twórcy, propagatorzy i pierwsi teologowie chrześcijaństwa byli żydami i w tym charakterze wycisnąć musieli na chrześcijaństwie własne rasowe piętno.

        Ale zostańmy tylko przy Starym Testamencie. Księgi jego zaliczone zostały do świętych ksiąg katolicyzmu nie tylko w teorii. Miało to olbrzymie, decydujące znaczenie praktyczne. Z tym aktem bowiem księgi te wsiąkły w krew, w nerwy, w duszę kościoła. Ich teksty weszły jako część istotna w tzw. pacierze kapłańskie, we wszystkie nabożeństwa, nie wyłączając najważniejszego, mszy, we wszystkie bez wyjątku pisma oficjalnie aprobowanych ojców i doktorów kościoła, słowem w liturgię, w etykę, w teologię, w pastoralię, a stąd wsiąkały dzień w dzień w dusze wiernych, urabiając ich wierzenia i co najistotniejsze, ich światopogląd. Nawet Nowy Testament bez ksiąg Starego Testamentu straciłby grunt pod nogami. Nie ma żadnej przesady w twierdzeniu, że gdyby pewnego dnia usunąć Stary Testament z katolicyzmu nic by właściwie nie pozostało. P.E. Skiwski i p. J. Braun, którzy w swoim „antysemityzmie” powołują się na Tomasza z Akwinu, nie wiedzą zapewne o tym, że wszystkie dzieła tego pisarza są naszpikowane cytatami z narodowej literatury żydowskiej, że w wielu wypadkach główną jego podstawę dowodową Stary Testament. Jest bardzo niezręcznie powoływać się na Tomasza , gdy się chce być antysemitą. Jego profil duchowy (znane perypetie na tle erotycznym) ma cechy wybitnie semickie, zupełnie obce światu aryjskiemu. I z tego „duchowego Semity” robi się dzisiaj taran aryjskości, patrona antysemityzmu.

        Wobec prób zatuszowania związków wewnętrznych między chrześcijaństwem a żydostwem, podejmowanych na naszym gruncie w celu zatrzymania przy kościele mas skłonnych do narodowego odczuwania, musimy ciągle te notoryczne fakty przypominać. Ale tu są one nam potrzebne do tego, by wykazać, że chrystianizacja danego narodu pociąga za sobą nieubłaganie jego duchową judaizację. W mniejszym lub większym stopniu zależnie od natężenia procesów chrystianizacyjnych. Znaczy to, że rzeczy święte dla Żydów, stają się świętymi dla chrześcijan. Ideały chrześcijan utożsamiają się z żydowskimi.

        W Polsce dzięki szczególnie sprzyjającym warunkom w II połowie XVI i na początku XVII wieku ta chrystianizacja osiągnęła niebywale wielkie rezultaty. Tęgi kardynał Hozjusz, niezwykle sprytny dyplomata papieski Commendoni, prokościelna prokościelna polityka Stefana Batorego I Zygmunta III (który nadto był członkiem świeckiego zakonu Jezuitów), Jezuici, mrowie Jezuitów, umizgi szlachty do kościoła dla pozyskania go sobie w walce z tronem o władzę, takież umizgi tronu ku zakrystiom, by je zwrócić przeciwko szlachcie – wszystko to były okoliczności dla katolicyzmu tak pomyślne, że podobnych nie miał on w żadnym innym mocarstwie. Okoliczności te zostały znakomicie wykorzystane, czego wyrazem najdobitniejszym jest całkowita okupacja szkolnictwa przez Jezuitów, zmonopolizowanie wychowania narodu przez zakon najbardziej ze wszystkich międzynarodowy i rzecz znamienna – najbardziej zażydzony.Wojny kozacko-szwedzkie spowodowały znaczny upust krwi narodu i uczyniły go jeszcze mniej odpornym na ofensywę prowadzoną przez uczniów Ignacego Loyoli, który żałował, że nie jest Żydem…

        Chrystianizacjo-judeizacja polskiego społeczeństwa szła krokiem zdumiewająco szybkim. Posłuchajmy, co mówił w połowie XVIII wieku o nobilitacji Żydów przechrztów imć Rzewuski, jak usprawiedliwiał to na wielką skalę podjęte przelewanie posoki żydowskiej w naczynia słowiańskie: „Była przez jakiś czas konstytucja, ubezpieczająca szlachectwo każdemu Żydowi, przyjmującemu wiarę katolicką. Prawo pobożne, przeciwko któremu nie godziło się sarkać, gdyż zgodne było z gorliwością narodu chcącego wszelkimi środkami rozprzestrzeniać królestwo boże.” („Pamiętniki”).

        Tak wytresowali Rzewuskich Jezuici. Tak zabili w nich narodową godność i instynkt. Nauczyli ich, że prawo ma być pobożne, tj. kościołowi się wysługujące, nie narodowi. Że naród winien wszelkimi środkami rozprzestrzeniać nie swoje lecz „boże królestwo”, o którym wiemy, czym jest w praktyce. Odtąd już nas ta epidemia nie opuści. Mickiewicz strwoni siły i czas na wskrzeszanie mesjonizmu, idei genetycznie i organicznie żydowskiej, a tego opętania jedynym wynikiem będzie pogłębianie bierności w narodzie i zakłamanie generalne. Krasiński, który mówił o Mickiewiczu: ten „Żydek”, niesłusznie poniżając siebie, będzie arcychrześcijańskim poetą, plus catholique que le Pape, natomiast nic za nic narodowym, choć nie denary watykańskie, ale ziemia słowiańska i pot piastowskich kmiotków umożliwiały mu romanse i ciągłą peregrynację po świecie. Cieszkowski nie znajdzie innego tematu do swych prac, jak „Ojcze nasz” w czasie, gdy tego „Ojcze nasz” opiekun rzucał gromy potępienia powstańców polskich. A za nimi będzie kwasiła się i kwękała po chrześcijańsku cała plejada mniejszych orędowników interesów i ideałów niepolskich w każdym razie. Aż do Szczuckiej, naciągającej historię dla zrobienia miejsca swej tezie o konieczności poddawania prawosławnych w Polsce dekretom i mieszkom watykańskim. I aż to tych „nocy betlejemskich” i „pokojów dobrej woli” i tych miłości i sprawiedliwości, opiewanych nudnie i ckliwie na każde boże narodzenie prze prasę tzw. narodową, której ta narodowość nie przeszkadza, że jest przez Żydów kierowana.

        Jakże nie miało nastąpić duchowe zażydzenie. Chyba za cenę niechodzenia do szkół i kościołów, nieczytanie „narodowych wieszczów”! Ale jak można w Polsce nie chodzić do kościołów i nie czytać „narodowych wieszczów”!

        W tych warunkach względnie obronną ręką wychodzili analfabeci, chłopkowie, u których poza tym działały stare niewytępione doszczętnie wierzenia. Szlachcic a później inteligent przepadał w duchowym żydostwie. W szkole preparowano nam dzieje i literaturę ad usum delphini. W domu czytano wieszczów shebraizowanych. Inteligencja była atakowana ze wszystkich stron i jeżeli uciekała od deszczu, wpadała pod rynnę. Gdy więc inteligent zabawił się w laicyzm, mając dość wścibskiej, nudnej, chciwej zakrystii, to brali go w opiekę masoni, których ideały są kubek w kubek te same, co katolickie z tą tylko różnicą, że nie uznaje się tam kasty kapłańskiej, jako zawodowego rozdawcy łask bożych. Jeżeli zaś inteligent ominął szczęśliwie, czyhających nań „braci” z kielnią i młotkiem, to wpadał w objęcia radykałów z lewicy, budujących na Marksie, który jest również jednym z nielicznych mesjaszów żydowskich, tym razem nie powołujących się na dyktando Jehowy. I tu ideały są te same i z tego samego źródła i „sprawiedliwość”, „pokój”, „wolność”, „miłość” itp.

        ZAKOŃCZENIE.

        W ten sposób nasza wierzchnia warstwa zżydziała biologicznie i duchowo. Ze słowiaństwa pozostał język i bodajże nic więcej (czasem wąsy). I tej to warstwie przypadła rola odżydzenia Polski. Co za złośliwa ironia losu. To też nic dziwnego, że jakkolwiek się dużo krzyczy, Polska coraz więcej żydzieje – biologicznie i duchowo.

        Może wydamy się zbyt wielkimi pesymistami. Nie sądzimy jednak, patrząc na rzeczywistość. Prosimy zebrać kilkunastu inteligentów polskich, po jednym przedstawicielu z różnych zawodów i przedstawić mu sprawę. Odpowiedź będzie zdumiewająco jednolita, jakby wygłoszona pod jednym dyktandem, któremu oprzeć się nie sposób: – „ma pan rację. Wkrótce zostanie nam tylko język polski. I do niego zresztą już dobrali się Żydzi. Lecz nasze porachunki z nimi musimy załatwić kulturalnie. Nasza cywilizacja nasz charakter nie pozwala nam na barbarzyństwo”.

        Wszyscy tak odpowiedzą, bo wszyscy tkwią w tradycjach, w tradycjach, które z potomków rycerzy Chrobrego i Grunwaldu zrobiły duchowych eunuchów. A największą tragedią jest to, że owo eunuchostwo duchowe, zrodzone z minimalizmu propagowanego na ambonach, z „gorzkich żalów” i „godzinek”, z mdłego abstrakcyjnego humanizmu „braci” z kultu człowieka („Żyd jest także człowiekiem”), ze wzniosłości „nieśmiertelnych wieszczów”, owo – mówię – eunuchostwo duchowe uważa się nie za to, czym ono jest w istocie, nie za bierność, wegetację, małość, ale za szczyt człowieczeństwa. Non plus ultra.

        Czasy, jakie idą nic dobrego dla Żydów nie wróżą. To też Żydowie jakoby w przeczuciu nadciągającej burzy, ze sprytem sobie właściwym przedsiębiorą w obronie różnego rodzaju środki. Wspomnimy tylko o jednym, można powiedzieć aktualnym. Jak wiadomo prasa przez Żydów opanowana jest właściwie całkowicie. I tylko człek wielce naiwny dziwi się, gdy w redakcjach pism zwących się narodowymi (przez trzy r) spotyka Żydów niewątpliwych, a co już najmniej – niewątpliwych pół-żydów, dobrze zresztą czasem zakonspirowanych.

        A co oni tam robią? Oto właśnie co robią.

        Idzie o utrzymanie ruchu antysemickiego w granicach. Troszkę należy Ariom pofolgować. Ale nie tak dalece, żeby to zaszkodziło wybrańcom bożym, którzy niegdyś pasali kozy na wyżynach Engaddi.

        e8ca108d-ab16-4f44-8885-f05516a07add

        Rozumiemy, dlaczego tzw. ruch narodowy nic z miejsca w Polsce nie ruszył. I dlaczego na „Zadrugę” tak się ze wszech stron rzucono: i z katolickiej „Tęczy” i z Katolickiej Agencji Prasowej (Nowy Testament) i z „Wiadomości Literackich” (Stary Testament) i z proboszczowskiego „Głosu Narodu” i z „owieczkowego” „Dziennika Ludowego”, zewsząd padły na nas gromy i gromiki zgodne i wyśmiewki. Wiemy dlaczego. Bo „Zadruga” jedna nie pozwala utrzymać się w granicach, wytyczonych nad Tybrem (nie w Quirinale, ale niekoniecznie też w Watykanie, jest tam bowiem także Il Gesù i in Papa Nero), nad Sekwaną (loże kochanych „braci”), w Amsterdamie (ubikacje II międzynarodówki) i w Nowym Jorku (plutokracja żydowska). O prasie radykalnej (II międzynarodówka) nie ma co i mówić, ta się jawnie oddała na usługi Żydom.

        Ale, przyjaciele, mimo to kwestia żydowska będzie rozwiązana. Wiemy, gdzie są i jakie przeszkody istotne. Wiemy, jaki mamy cel przed sobą: Naród polski musi odnaleźć sam siebie. Garby, strupy i wrzody wyhodowane na jego ciele przez mejsonistów muszą zostać zoperowane. – Żydzi i ich adlatusy muszą opuścić Polskę albo zginąć.

        Ziemicki (właściwie: Ludwik Gościński)
        (1 Patrz ostatnią interpelację w sejmie grupy poznańskich posłów w sprawie cofnięcia obywatelstwa Żydom z Sowietów.
        (2 Szczegóły o Frankistach patrz, prof. Graetz, ibidem str. 177-185, tom 8.
        (3 Zaznaczyć tu należy, że początkowo działo się odwrotnie i żydostwo torowało drogę chrześcijaństwu.

        Polubione przez 1 osoba

  30. canassatego pisze:

    The masters of heavy rock that inspired the masters of death metal (like Amon Amarth). May they live forever in our dreams:

    Polubienie

  31. canassatego pisze:

    Kanada pachnąca nie tylko żywicą. Brawo Kanada!:

    http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-06-21/kanada-legalizuje-rekreacyjne-spozycie-marihuany-historyczna-ustawa-znosi-prohibicje/?ref=kafle_biznes

    Moje stare marzenie o przeprowadzce do Kanady zaczyna być coraz bardziej realistyczne i atrakcyjne.

    Pozdrawia Was
    Kaźmir ze Świętego Gaju Dębowego wyciętego w pień przez chrześcijańskich barbarzyńców.

    Polubione przez 1 osoba

    • Andrzej Pucyn pisze:

      KAZ w Kanadzie przy władzy 100% pejs . Na igrzyskach olimpijskich Obama razem z premierem Kanady pili winko po meczu hokejowym .
      Tam nawet takie same są kontenery które nie zostały opłacone przez własciciela i podczas licytacji coś na tym można zarobić .
      Gdzie byś nie pojechał .Pejs jest wszędzie .Może oprócz Korei i Kuby chociaż po śmierci Castro to diabeł go wie .
      Gdybyś miał taką możliwość pojechałbym spokojnie na Białoruś .Pomimo że tam media zapejsaczone jak w Polin to tam jeszcze ten Łukaszenko trzyma ich za mordy tylko jak długo jeszcze ?

      Polubienie

    • przemex pisze:

      Aż mi się ochota na skręta zrobiła.

      Polubienie

      • sssssssssssss pisze:

        Przemek chłopie czy ty oczadział .Na jakiego skręta .Ja bym na twoim miejscu ściany gryzł nie uprawiając sexu z kobietą a ty o jakimś skręcie . Chłopie ja jak tydzień sexu z zoną nie uprawiam czy dwa to głupieje .bu bu ha ha . Po co mi jakieś skręty ?

        Polubienie

        • sssssssssssss pisze:

          W każdym razie na katabasa bym się nie nadał zgłupiałbym no chyba że polsko – katolickiego bu bu ha ha ha .
          Jeszcze jak zobaczyłem te zdjęcia u opolczyka z Kupały to takie mnie chęciny na rypanko naszły że szkoda gadać .
          ZE MNIE TO JEDNAK PRAWDZIWY SŁOWIANIN .

          Polubienie

          • Andrzej pisze:

            Przemek nie obrazaj się .Tylko sobie jajca robiłem .Brak baby tez ma swoje zalety .Nikt ci nie pieprzy nad uchem a jak masz chcice to sobie jakąs panienkę lekkich obyczajów znajdziesz i szlus .

            Polubienie

          • canassatego pisze:

            Wszystko, co Bill mówi jest tzw. świętą prawdą. Są jeszcze fajni Amerykanie. We wtorek mam umówione spotkanie w Bernalillo na południe od Albuquerque, gdzie znajomy oprowadzi mnie po plantacji marihuany „leczniczej”.

            Żaden pierdolony jankesowski polityk (jak np. obecny anty-marihuanowy pierdzielek krystowierczy Jeff Sessions, tzw. Attorney General) nie jest już w stanie zatrzymać nieubłagalnego procesu legalizacji marihuany w USA. Oczywiście ta swołocz, którą Sessions reprezentuje, napsuje jeszcze wiele krwi, ale już nie ma powrotu do zamordyzmu, który męczył ludzkość (szczególnie Amerykanów) i nasza Planetę przez ponad pół wieku.

            A jak co, to teraz zawsze można wyjechać do wspanialej, żywicą i marihuaną pachnącej Kanady z dala od tej swołoczy.

            Polubienie

  32. Andrzej pisze:

    ha ha ha .

    Polubienie

  33. przemex pisze:

    http://xportal.pl/?p=33867
    Konrad Rękas: Hej, Słowianie!

    Hej, Słowianie?

    Problem polega na tym, że Polacy są tym jedynym narodem słowiańskim, który w najmniejszy nawet sposób nie identyfikuje się ze swoją słowiańskością, ani poprzez swoją słowiańskość. W każdym razie nie na trzeźwo.

    Gdyby zapytać przeciętnego Polaka: „kim jesteś?” – najpierw by oczywiście ze znaną i dość śmieszącą innych dumą zakrzyknął, że „Polakiem” („Eques Polonus sum!” – choćby przodkowie przez wieki tylko za pługiem chodzili), potem zapewne, że „katolikiem”, w dalszej kolejności niektórzy dodaliby określenie części kraju, z której pochodzą lub w której mieszkają, co któryś może wspomniałby, że jest jeszcze „Europejczykiem”. A ilu odpowiedziałoby: „jestem Słowianinem!”? Śmiem twierdzić, że bez podpowiedzi dokładnie 0 Polaków umiałoby o tym sobie przypomnieć – no chyba, że ankieta odbywałaby się na wczasach w Chorwacji czy Bułgarii, na mistrzostwach świata w Rosji albo pytający miałby ze sobą butelkę ukraińskiej wódki, względnie był śliczną Białorusinką.

    Słowianie od święta

    Polacy przypominają sobie o swojej słowiańskości dopiero i jedynie, gdy są wśród innych Słowian (najczęściej próbując się – nie bez powodzenia! – porozumieć ogólnosłowiańskim wolapikiem) i przeciwnie, żyjąc wśród zupełnie obcych, gdy szybko uczymy się, że jemy niemal to samo, pijemy prawie dokładnie to samo, upijamy się podobnie, wzruszają nas podobnie rzeczy i wkurzają podobne zachowania – a emocje objawiamy niemal identycznie. W takich przypadkach taka właśnie nieuświadomiona, oddolna, naturalna, może trochę prymitywna, ale szczera słowiańskość powraca ze wzmożoną siłą, wywracając wszelkie ideologiczne eksperymenty inżynierii społecznej i politycznej propagandy, przeskakując mury i łącząc pokolenia, zaskakując nawet współczesnych. Wielki sukces organizacyjny rosyjskich mistrzostw świata i modelowe wręcz współkibicowanie Polaków i Rosjan jest tego najdobitniejszym ostatnio przykładem.

    Słowianie w instytucjach

    Oczywiście też jednak, usiłując do melodii „Хеј, Слaвени” śpiewać własny hymn narodowy (Mazurka Dąbrowskiego), a także upierając się, że „Прощание славянки” to polska wojskowa piosenka o wierzbach płaczących – historycznie Polacy są tym właśnie narodem, który obok Rosjan (i wspólnot kozackich) najdłużej i najpełniej zachował tak liczne plemienne cechy Słowian, zamieniając je w elementy własnej organizacji politycznej narodu i ustroju państwa. Tyle tylko, że również i ta świadomość została w polskich umysłach skutecznie zatarta powszechnymi anachronizmami. I tak Polacy wolą wierzyć, że ich system demokracji szlacheckiej to wariacja na temat antycznej republiki albo nawet antycypacja współczesnej demokracji – a nie słowiański wiec, choćby ze swoją zasadą jednomyślności, tylko kilkaset lat później. Polacy już na przełomie XVI i XVII wieku potrafili wymyślić własną ideologię eurazjatycką – szlachecki sarmatyzm, mieszając go jednak w łacińskim, rzymskim, katolicko-kontrreformacyjnym sosie tak, by nie był tylko połączeniem ideału Słowianina oracza-wojownika, zmuszonego do nowej perspektywy geopolitycznej wraz z dotarciem do wschodnioeuropejskich stepów.

    Słowianie za murem

    Wiele chaosu w polskiej tożsamości przyniósł też mit łacińskości, wizja narodu bardziej zachodniego niż sam Zachód (choć przecież tak bardzo wobec niego zapóźnionego), który utrwalał się przez stulecia, nie pozwalając niekiedy na dostrzeganie najbliższego – nie tylko w sensie odległości – otoczenia. Nie trzeba dodawać, że mit ten (wciąż żywy wśród części polskiej prawicy i bardziej konserwatywnie nastawionej części społeczeństwa) współcześnie jest już zupełnym anachronizmem, taki Zachód, do którego chcieliby się odwoływać zwolennicy „Polski jako Przedmurza” – po prostu już nie istnieje. A wspólnota słowiańska tak, mimo wszelkich bieżących przeciwności i narzucanych z zewnątrz podziałów dając wręcz pewne sygnały odrodzenia.

    Niestety, nie tylko kwestie ideologiczne utrudniały zawsze Polsce pełne włączenie się w ten nurt. Przez wieki poważnym problemem okazywało się przyjęcie u samego zarania, przed tysiącem lat innego kierunku nadbudowy cywilizacyjnej – innego wyznania chrześcijańskiego, pozbawienie słowiańskiego alfabetu, nadmierne otwarcie na z natury swojej posługujący się wykorzenieniem Zachód, przed którym (to kolejny paradoks) Ruś ochronili Mongołowie, a część Słowian Południowych – Turcy. Pomimo tego jednak Polacy, funkcjonując na obszarach pogranicza Zachodu i Wschodu, z ogromnym źródłem swojego narodowego i kulturowego potencjału bijącym na Kresach – ziemiach Rusi Białej, Czerwonej i Czarnej, zachowali elementy stanowiące o ich słowiańskości – a więc i naturalnie wschodnim charakterze narodowym.

    A jednak – Słowianie!

    No dobrze, ale w takim razie co to znaczy dziś „Być Słowianinem” i czym jest, lub być może „Jedność Słowian”? Czy pojęcie to ma w ogóle jakiś sens, po wojnach kończących istnienie Jugosławii, po ludobójstwie dokonywanym przez banderowców na Ukrainie i w Donbasie? Wobec rusofobii narzucanej i wpajanej Polakom? Kiedy o słowiańskości słyszymy głównie wtedy, gdy współcześni Grecy (sami więcej mający wspólnego z mieszkańcami polskiego Mazowsza czy rosyjskiego Kazania, niż z Achillesem…) w szale podpowiadanej z zewnątrz nacjonalistycznej wściekłości „słowiańskim najeźdźcom z północy” odmawiają prawa do miana Macedończyków? A jednak…

    Jednak właśnie w takich momentach i w związku z naszym wspólnym doświadczeniem historycznym, nawet tak trudnym, jak doświadczenie okrutnych, bratobójczych wojen (które każde przecież rozpoznawał jako wojny domowe, gdy Chorwat strzelał do Serba, czy Ukrainiec do Polaka), a także mając świadomość, że to ludy słowiańskie były zwłaszcza w XX wieku poddane najbardziej okrutnemu eksperymentowi eugenicznemu na mega skalę, składając największą w dziejach ludzkości ofiarę zbrodni ludobójstwa i agresji zbrojnej (i wiedząc, że są na świecie siły gotowe to straszne dzieło kontynuować) – pojmując to wszystko, rozumiejąc lub nie, ale czując i pamiętając – Słowianie są i muszą być razem. Nie, nie jako postulat polityczny, nie jako jakiś odgórny projekt, jako odgrzewana ideologia czy koncept literacki – ale właśnie na poziomie… słowiańskim. Bo słowiańskość – oznacza przede wszystkim wspólnotowość.

    Siła słowiańskiej wspólnoty

    A to właśnie wspólnoty, solidaryzmu, zdolności do poświęcenia się dla większego dobra, zrozumienia swojej roli społecznej, ciągłości w historii – tego wszystkiego najbardziej nienawidzą i te wartości chcą zniszczyć ciągnący od wieków na ziemie Słowian, nieważne jakimi znakami zasłaniające się siły. Dopóki tę wspólnotę zachowamy w głębi naszych umysłów, w tym, co niekoniecznie na trzeźwo i serio, ale szczerze wszystkie nasze narody zgodnie nazywają „Słowiańską Duszą” – dopóty słowiańskość będzie nie tylko zjawiskiem stadionowo-biesiadnym, ale może okazać ostatnią niezależną siłą geopolityczną Eurazji. Nawet, jeśli Polacy, Słoweńcy czy Czesi będą się upierać, że są Słowianami tylko na dochodzone, a za to kilka nacji do słowiańskości zgłosi się z zewnątrz i na ochotnika. W końcu umówmy się – słowiańskość zawsze też oznaczała gościnność. Oczywiście, na naszych zasadach i z poszanowaniem naszych wartości.

    Konrad Rękas

    Oryginalna, rosyjska wersja powyższego tekstu – ukazała się na portalu https://novorosinform.org/

    Polubienie

  34. canassatego pisze:

    Cytat z Mirona jako pierwsza lekcja historii Polski:

    „Nie wiedzieliśmy nic o dominującym udziale masonerii światowej, w instalowaniu centrum żydowskiego dowodzenia właśnie w Polsce [zob. H.Rolicki „Zmierzch Izraela” rozdział 36 Żydzi a upadek Polskiz 1932 r.], a to chyba klucz do zrozumienia tej matni, w jakiej nasz kraj się znajduje od kilku już wieków, mając wciąż wokół siebie wrogów, tym gorzej, że działających z ukrycia. Z wrogiem zidentyfikowanym personalnie – można podjąć walkę i zwyciężyć, najgorsza jest walka z wrogiem, który unika pola walki, a napada nocą z nożem wymierzonym w plecy, w coraz to innym przebraniu i z coraz to innym transparentem w ręku”.

    Polubienie

  35. canassatego pisze:

    Witam.
    Samotny Byk (aka ja, Kaźmir ze Świętego Gaju Dębowego) gra specjalnie dla Was „Samotnego Byka”, wielki przebój z lat 60-tych, który zawiera oczywisty akcent hiszpański.

    Tę uroczą melodyjkę – w oryginale nazwaną The Lonely Bull (El Toro Solitario) – skomponował Sol Lake, a jej najbardziej popularną wersję nagrał amerykański jazzman Herb Albert i jego zespół The Tijuana Brass w 1962. Shadowsi, jak zwykle, nagrali swoją wersję rockową, też dość popularną. Venturesi oczywiście też.

    Miłych wspomnień i skojarzeń życzę:

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.