Słowianie a krystowiercy – wiedza a ślepa wiara…

blog polski

.

.

Jeden ze znajomych podesłał mi poniższą wypowiedź o wiedzy Słowian. Jej autorem jest Krzysztof Majcher:
.
.
NIE BYŁO ŻADNEJ „WIARY” PRZODKÓW.
(Pojęcie „wiara” zostało sprowadzone na nasze ojczyste ziemie przez misjonarzy z judeo-rzymskiego kręgu „kulturowego”.)
ISTNIAŁA WIEDZA PRZODKÓW!
.
Prasłowianie (w tym Lechici) wiedzieli że:
.
– istnieje Swarog – bo go widzieli na niebie i czuli Jego ciepło. Nie musieli wierzyć w Jego istnienie, gdyż był bytem „namacalnym”.
.
– istnieje Perun – no po wielokroć słyszeli i oglądali przejawy Jego istnienia oraz ślady, jakie zostawił po sobie na dębach i w innych miejscach.
.
– istnieje Mokosz – bo każdego dnia stąpali po Niej, obserwując jak wydaje z siebie (rodzi) wszystko to, co jest życiem, albo jest potrzebne do życia.
.
– istnieje Pogoda – albowiem na codzień obserwowali Jej nieustanne, kobiece kaprysy.
.
– istnieje Łada – gdyż doświadczali nieustannie tego, jak kojąca może…

View original post 2 286 słów więcej

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

29 odpowiedzi na „Słowianie a krystowiercy – wiedza a ślepa wiara…

  1. przemex pisze:

    Dekalog nic nie dał z innego prostego powodu, wraz z chrześcijaństwem na nasze ziemie przybył feudalizm, który skupił majątek w rekach wąskiej a zarazem bogatej i wpływowej oraz uprzywilejowanej warstwy społeczeństwa a co za tym idzie spowodował rażące nierówności społeczne, a więc i biedę. Inna sprawa, że chrześcijaństwo jest w zasadzie kultem wszelkiego wstecznictwa, biedy, cierpienia, umartwiania się, kultu i adoracji śmierci. Razem złożone oba czynniki spowodowały, że ludzie mieli dwie opcje, albo pokornie cierpieć i skończyć marnie, albo kraść, kombinować, oszukiwać, czasem nawet zabić lub zgwalcic i jakoś starać się przetrwać. Za coś przecież żyć trzeba a nie na każdego działały krystowiercze baśnie o koniecznosci pokornego znoszenia biedy i cierpienia oraz straszenie piekłem i potępieniem w obliczu powiedzmy gromadki zabiedzonych dzieci do wyżywienia i walacej się chałupy na głowę.

    Polubione przez 1 osoba

  2. opolczykpl pisze:

    Starotestamentowy „dekalog” to nic innego jak skrócony religijno-świecki „kodeks karny”, bez podanych sankcji za łamanie zakazów i nakazów. Nie można go rozpatrywać w oderwaniu od tzw. „prawa mojżeszowego”, które rzekomo Jahwe podyktował Mojżeszowi równolegle do „dekalogu”. W owym „prawie” były już sankcje a i ono było bardziej szczegółowe. Zerżnięte było zresztą z Kodeksu Hammurabiego, niekiedy dosłownie. Bo w znacznie starszym „Kodeksie” znajdziemy zwroty z „prawa mojżeszowego”, np. „oko za oko”.
    Absurdem prawnym jest w dekalogu zakaz zabijania, gdyż w „prawie mojżeszowyn” tenże Jahwe, zakazujłący rzekomo zabijania nakazuje kary śmierci, a wiąc zabijanie za kilkanaście co najmniej „wykroczeń”. Po co więc zakazywać w dekalogu zabijania i nakazywaś je w jego rozszerzonym zapisie – „prawie mojżeszowym”. No i po co zakazywał Jahwe zabijania a następnie sam zapędzał do masowych ludobójstw? przecież to się kupy nie trzyma.
    A już inną sprawą jest to, że dekalog wymyślili autorzy żydo-biblii – elita Izraelitów – do ochrony własnych interesów. Podobnie było z prawem rzymskim czy kodeksem Hammurabiego. Wszędzie tam, gdzie następowało rozwarstwienie społeczne i pojawiły się elita i lud, rządzący i rządzeni, biedni i bogaci, wszędzie tam elita/bogaci/rządzący wymyślali prawa i kodeksy. Przy czym oni nadzorowali ich przestrzegania, oni byli sędziami i oni nadzorowali egzekucję prawa i wyroków. I wszystkie te prawa, kodeksy i dekalogi były instrumentem ochrony interesów, bogactwa i władzy elit.
    Z żydowskim dekalogiem było dokładnie tak samo. Służył kapłanom Jahwe do ucisku ludu i zabezpieczeniu własnego stanu posiadania. Taką samą rolę pełnił u krystowierców – służył zniewoleniu ludu.
    U Słowian podobny kodeks, dekalog, czy spisane prawo nie mogły się pojawić, bo były niepotrzebne. Słowianie byli ludem egalitarnym, nie było rządzących i rządzonych, ziemia, zbiory, upolowana zwierzyna były wspólną własnością, każda lokalna wspólnota dbała o los wszystkich jej członków, nie było biedaków obok bogaczy i przez to nikt nie kradł. I nikt prawem, kodeksem czy dekalogiem nie musiał zabezpieczać swoich interesów.

    Zastanawiam się, czy nie poświęcić kiedyś oddzielnego wpisu właśnie o roli i funkcji dekalogu, jako instrumentu zabezpieczającego elicie żydowskiej (kapłanom) ich interesów, bogactwa i majątków, a zwłasza ich władzy i dominacji nad zastraszonym „gniewem bożym” ludem.
    I chyba, jak tylko znajdę chwilę czasu, to zrobię to. Bo zbyt wiele bredni krąży w związku z żydo-dekalogiem.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Polak-Słowianin pisze:

    Kolejny znakomity tekst (takich tekstów nigdy za wiele). Z jakiej racji mamy przyjmować coś co zostało nam narzucone – nie uprzedza się wpierw o tym tylko z miejsca pierze mózgi a wiadomo, czym skorupka za młodu… (no i umocniło się pod względem materialnym).

    Krystowieczy degeneraci przyszli umoralniać Słowian, którzy pod wieloma względami stali od nich o wiele wyżej.

    Marek Krasnopolski wydaje się zapominać o tych rzeczach, albo bardziej nie pamiętać – w końcu srogo pracowali krystowiecy nad tym, żeby pamięć o naszej słowiańskiej przeszłości wykorzenić.
    Wmówili coś facetowi i przyjął to za swoje i dobre – wstyd, bo wychodziłoby wówczas na to, że to żydzi/Żydzi nam owe ‚dobro’ przynieśli.

    Lubię to

  4. przemex pisze:

    http://xportal.pl/?p=29767 Ukraina: Azow „modli się” do bałwanów

    Lubię to

  5. opolczykpl pisze:

    To zwykła skandaliczna prowokacja neobanderowskiej swołoczy. Stoi za tym cerkiew, która nie chce być wiązana ze zbrodniami tych bandytów ani w ogóle z banderyzmem, choć podczas wojny oddziały SS Galizien miały własnych kapelanów odprawiających swe gusła do bałwanów Jahwe i Joszue. A i do ludobójstwa na Wołyniu popychały OUN/UPA obok dowódców niekiedy i parchate duchowo popy. Przy okazji tej prowokacji dodatkowo cerkiew rzuci potwarz na ukraińskich pogan. Czerne popy nienawidzą pogaństwa i z ich podpuszczenia w Kijowie już dwa razy zniszczono posąg Peruna (2012 i 2013).

    A na dodatek mamy przykład ogłupienia żydo-katolickich adminów X-portalu. Posąg Peruna nazywają „bałwanem”. Obrażają naszych pradawnych bogów, a tymczasem sami modlą się do różnych żydowskich i żydogennych bałwanów – do Jahwe, Joszue, Miriam, zbitych desek, obrazków i figurek „świętych” i różnych makabrycznych „relikwii”.

    Tę prowokację należy nagłośnić. Zrobię to najpóźniej dzisiaj w nocy.

    Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Problem w tym, że to już zdaje się nie pierwsza taka akcja. Może tak być że to prowokacja, choć niektóre szowinistyczne i rasistowskie środowiska uważające się za nacjonalistyczne, systematycznie zasłaniają się poganstwem i go plugawia. Przykladem są choćby niektóre środowiska etnonacjonalistow rosyjskich, bo to się dzieje nie tylko na Ukrainie. Ja się od tego odcinam, slowianskosc nie ma nic wspólnego ze skrajnym nacjonalizmem, szowinizmem, rasizmem a wykorzystywanie jej przez bojowkarzy zbrodniczych organizacji uważam za szczyt bezczelności i chamstwa. Natomiast wykorzystywanie tego faktu przez bogobojnych krystowiercow do siania nienawiści wobec pogan, rozpowszechniania kłamstw na temat poganstwa i tym samym obrony swoich interesów uważam za jeszcze większe chamstwo i manipulację.

      Polubione przez 1 osoba

      • przemex pisze:

        https://opolczykpl.wordpress.com/2017/07/07/skandaliczna-prowokacja-neobanderowcow-plugawienie-dobrego-imienia-peruna-oraz-pogan-i-rodzimowiercow-w-wykonaniu-pulku-azow-prawdopodobnie-z-popami-za-kulisami/

        Redakcja Xportal
        5 lipca 2017 o 14:40

        „Napewni” kłanianie się bałwanom nie ma nic wspólnego z prawdziwym pogaństwem (!), a jest zwykłym tellurycznym i wsobnym zabobonem.

        Zgadzają się w tym zarówno tradycjonaliści chrześcijańscy (http://xportal.pl/?p=13276) jak i niechrześcijańscy (https://tradycjonalizm.net/juliusevola/przeciw.htm).

        Lubię to

        • przemex pisze:

          http://xportal.pl/?p=13276
          Adam Danek: Pogaństwo prawdziwe i fałszywe

          Wśród licznych w Polsce (w przeciwieństwie do rzeczywistej Prawicy) organizacji, środowisk i grupek pseudo-prawicowych występują i takie, które swą tożsamość intelektualną usiłują budować na tzw. neopogaństwie. Chcąc wskazać najistotniejszy – dla samych jego zwolenników – element tego ostatniego, należałoby niewątpliwie wymienić antychrześcijańskość, świadomą negację dziedzictwa dwóch tysiącleci religii Pańskiej. Neopoganie przedstawiają – i przeciwstawiają chrześcijaństwu – swoje poglądy jako powrót do tego, co istniało przed chrystianizacją, tj. do kultury pogańskiej. W neopogaństwie wyrażać się ma nawrót do tego, co obecne pierwotnie, pradawne, rdzenne, a nawet tradycyjne, i tym samym bunt przeciw temu, co późniejsze, nowo wymyślone, obce, narzucone – jak jego adherenci postrzegają chrześcijaństwo. Tymczasem w rzeczywistości wyobrażenia i twierdzenia składające się na neopogański humbug pozostają niezgodne z prawdą.

          Antyczne pogaństwo cechował kosmocentryzm. We wszechświecie dostrzegało ono przede wszystkim kosmos – porządek przenikający świat, który zarazem ten świat ustanawia (gr. kósmos = „porządek” = „świat”). Pogańska mądrość nakazywała człowiekowi odnalezienie owego porządku, rozpoznanie jego treści i poddanie się jego zasadom jak część całości – odznaczała się holizmem w pojmowaniu świata. Używając języka filozoficznego, pogańskiego ducha interesował w pierwszej kolejności istniejący w świecie ład przedmiotowy, niezależny od ludzkiej woli i nie stwarzany przez nią – obiektywny. Konserwatywny historyk idei prof. Marian Zdziechowski (1863-1938) określił z tego powodu grecką filozofię mianem „kontemplacji ładu we Wszechświecie”. Klasyczne pogaństwo cechował wręcz swoisty intelektualny i duchowy kult ładu w świecie, któremu można nadać nazwę kosmizmu. W świetle wymienionych cech nie dziwi fakt, iż na płaszczyźnie filozofii polityki Ksenofont, Platon, Arystoteles czy Plotyn reprezentowali surowy konserwatyzm.

          Porównane z tym, co wiadomo o prawdziwym, historycznym pogaństwie, neopogaństwo ujawnia zupełnie odmienny charakter. W swej istocie sprowadza się ono do oddawania przez człowieka czci samemu sobie, upostaciowionemu w przodkach, plemieniu i jego krwi czy też w bożkach, które z rozmysłem sam dla siebie tworzy. Miejsce kosmocentryzmu zajmuje w nim antropocentryzm, miejsce kosmizmu – egoizm (jednostkowy lub grupowy), miejsce obiektywizmu – subiektywizm, miejsce holizmu – partykularyzm i indywidualizm, miejsce ładu przedmiotowego – groteskowo rozdęta podmiotowość. Przez media głównego nurtu (i, w rezultacie, rzesze ich bezkrytycznych odbiorców) neopogaństwo bywa kojarzone z tzw. „skrajną prawicą” (cokolwiek się przez nią rozumie); w rzeczywistości, przeciwnie, jawi się na poziomie ideowo-politycznym jako raczej lewicowe, bliskie w gruncie rzeczy tzw. świeckiemu humanizmowi, a nawet ateizmowi. Wykazuje podobieństwo do ideologii demokratyzmu – przez wzgląd na zawartą w nich obu chęć ubóstwienia człowieka (elementu oddolnego w świecie). Ze swoją światopoglądową subiektywnością dobrze wreszcie wpasowuje się we właściwą obecnemu „duchowi czasu” anomię i anarchię religijną, przez ideologów postmodernizmu zwaną przemądrzale „religijnością bricolage’ową”, „religijnością koktajlową” bądź „religijnością patchworkową”.

          Wbrew pozorom – jakie usiłują stwarzać sami neopoganie – neopogaństwa nie łączy z klasycznym pogaństwem jego wrogość do religii Chrystusowej. Antychrześcijańskość starożytnych pogan wyrastała z odmiennego podłoża, niż w przypadku omawianego tutaj ruchu. Pogaństwo, zwłaszcza w pierwszych stuleciach po Chrystusie, atakowało chrześcijańską naukę nieraz w sposób brutalny i niewybredny, jak czynił to grecki myśliciel Celsus z Aleksandrii (wł. Kelsos, II wiek) w zaginionym dziele „Prawdziwe słowo”. Poganie zwracali się wszelako przeciw chrześcijaństwu z pobudek konserwatywnych, widząc w nowej religii zagrożenie dla panującego w ich świecie ładu, nie tylko na poziomie społeczno-politycznym, ale i metafizycznym; znamienne, że wspomniany Celsus postrzegał chrześcijaństwo zarazem jako ruch spiskowo-rewolucyjny niebezpieczny dla wewnętrznego porządku w imperium rzymskim, jako barbarzyński zabobon zagrażający dziedzictwu kultury hellenistycznej, jako chaotyczny splot różnorodnych i sprzecznych wierzeń przeciwstawny kosmosowi platońskich idei, a także jako zdegenerowaną duchowość opartą na nieczystych praktykach czarnoksięskich. Mimo obaw przed chrześcijaństwem, antyczna pogańska mądrość w toku własnego wewnętrznego rozwoju coraz bardziej zbliżała się do prawdziwego sacrum, ewoluując ku teizmowi, wiedzy o Bogu, poznaniu mistycznemu, etyce czystości i ascezie – co stało się szczególnie widoczne od czasów Plotyna (205-270), wielkiego odrodziciela platońskiej tradycji filozoficznej, i jego następców. W ten sposób pogaństwo nieświadomie przygotowywało swoje otwarcie na Objawienie. Ilustrują to dobrze dzieje szkoły neoplatońskiej, której specyfikę stanowiła quasi-dynastyczna ciągłość linii duchowych mistrzów, zwanych diadochami lub scholarchami. Uczeń Plotyna, Porfiriusz z Tyru (wł. Malchus, ok. 234-301/305), napisał traktat „Przeciw chrześcijanom”, choć zarazem on sam i jego uczeń Jamblich (242/245-326) rozwijali pogańską teologię mistyczną, odsłaniali świętą wiedzę ukrytą w mitach i zawartych w nich figurach, kreślili osobowy wzorzec „męża bożego” (theios anēr), uderzająco podobny do chrześcijańskiego świętego. Kontynuatorem ostatniego wielkiego sukcesora z tej szkoły duchowej, Proklosa (410/411-485), był zaś już neoplatonik Pseudo-Dionizy Areopagita (V-VI wiek), jeden z największych i najgłębszych myślicieli Kościoła (dodajmy – o niezwykle konserwatywnych w swym przesłaniu poglądach). Jedynym prawowitym dziedzicem prawdziwego pogaństwa jest chrześcijaństwo – o czym nauczał już Klemens z Aleksandrii (ok. 150-215), zaliczany w poczet Ojców Kościoła, ukazując przechowywaną w kulturze pogańskiej autentyczną mądrość jako wstęp i przygotowanie do Objawienia Starego i Nowego Testamentu. Neopogaństwo natomiast nie wyrasta nijak z owego starożytnego pnia. Jego geneza wiąże się raczej z czysto nowożytnym antyklerykalizmem i innymi prądami dechrystianizacyjnymi, a także z permisywizmem w sprawach moralności.

          Rekapitulując, neopogaństwo wykiełkowało nie z tego, co przedchrześcijańskie, a z tego, co post-chrześcijańskie. Jest przywiązane nie do tego, co pierwotne czy starożytne, a do tego, co nowoczesne. Stanowi nie naturalną duchowość, a sztuczną konstrukcję intelektu. I, na koniec, jeśli wykazuje do czegoś podobieństwo, to nie do klasycznego pogaństwa, a ewentualnie do równie, co ono, atomistycznej i zsubiektywizowanej pozostałości chrześcijaństwa, jaką jest nowoczesny protestantyzm (do którego zbliżają je również np. antyklerykalna wrogość do stanu duchownego i praktyczny permisywizm). Pogaństwo i chrześcijaństwo to jeden obóz, neopogaństwo i nowoczesny protestantyzm – drugi. Obóz Tradycji i obóz moderny.

          https://tradycjonalizm.net/juliusevola/przeciw.htm
          Przeciwko neopoganom

          Julius Evola

          Nieporozumienia nowego „pogaństwa”

          Stosownym jest, być może, wskazanie nieporozumień rozpowszechnionych w tej chwili w niektórych radykalnych kręgach wierzących w to, że rozwiązanie leży po stronie nowego pogaństwa. To nieporozumienie widoczne jest już w samym wykorzystaniu terminów takich jak „poganin” i „pogaństwo”. Ja sam, używając tych wyrażeń jako sloganów w książce, która została wydana we Włoszech w 1928, w Niemczech zaś w 1934, mam powód do szczerego żalu.

          Z pewnością słowo określające poganina – paganus, pojawia się u paru starożytnych, rzymskich pisarzy, takich jak Liwiusz, bez szczególnie negatywnego tonu. Lecz nie zmienia to faktu, iż wraz z nadejściem nowej wiary słowo paganus stało się wyrażeniem zdecydowanie pogardliwym, jak w przypadku jego wykorzystania przez wczesnochrześcijańską apologetykę. Wywodzi się ono z pagus, oznaczającego małe miasteczko lub wieś, zatem paganus odnosi się do chłopskiego sposobu myślenia: niekulturalnego, prymitywnego i przesądnego. W celu promowania i wychwalania nowej wiary, apologeci mieli zły zwyczaj wywyższania siebie poprzez oczernianie innych wiar. Często świadomie i systematycznie dyskredytowano oraz przeinaczano niemal wszystkie wcześniejsze tradycje, doktryny i religie, które łączone były pod generalizującym, pogardliwym określeniem „pogaństwa”. Aby osiągnąć swój cel, apologeci podjęli świadomy wysiłek, by naświetlić te aspekty religii i tradycji przedchrześcijańskich, którym brakowało wszelkiego normalnego lub pierwotnego charakteru, lecz które ewidentnie były formami upadłymi. To polemiczne postępowanie prowadziło w szczególności do nacechowania tego wszystkiego, co poprzedzało chrześcijaństwo – i w związku z tym niechrześcijańskiego – jako koniecznie antychrześcijańskiego.

          Należy więc stwierdzić, że „pogaństwo” jest, zasadniczo, tendencyjnym i sztucznym pojęciem, które z trudnością pokrywa się z historyczną rzeczywistością tego, czym przedchrześcijański świat był zawsze w swych normalnych przejawach, niezależnie od kilku dekadenckich elementów i aspektów wywodzących się ze zdegenerowanych pozostałości dawnych kultur.

          Gdy już to wyjaśniliśmy, dochodzimy do paradoksalnego wniosku: mianowicie, iż to wyimaginowane pogaństwo, które nigdy nie istniało, lecz zostało wymyślone przez chrześcijańskich apologetów, służy dziś za punkt wyjścia dla pewnych tzw. kręgów pogańskich i po raz pierwszy w historii grozi staniem się rzeczywistością.

          Jakie cechy mają dzisiejsze poglądy pogańskie, zgodnie z wiarą i deklaracjami ich własnych apologetów? Najważniejsze jest uwięzienie w naturze. Wszelka transcendencja jest kompletnie nieznana pogańskiej wizji życia: pogrążana jest ona w mieszaninie ducha i natury, w dwuznacznej jedności ciała i duszy. Za tą religią nie stoi nic, prócz przesądnej deifikacji naturalnych zjawisk lub plemiennych sił awansowanych do pozycji pomniejszych bóstw. Z tego wynika, po pierwsze, partykularyzm związany z „krwią” i „ziemią”. Następne jest odrzucenie wartości osobowości i wolności, oraz stan „niewinności” przynależny jedynie człowiekowi natury, jako jeszcze nieprzebudzonemu do jakiegokolwiek ponadnaturalnego powołania. Drugą stroną tej „niewinności” jest tylko brak zahamowań, „grzech” i przyjemność grzeszenia. W innych dziedzinach nie ma tu nic poza przesądem, lub czysto profańską kulturą materializmu i fatalizmu. To wszystko sprawia wrażenie, jakby dopiero nadejście chrześcijaństwa (ignorując pewnych prekursorów, którzy pominięci są jako nieistotni) umożliwiło przedostanie się światu ponadnaturalnej wolności, przepuszczając łaskę i osobowość, w przeciwieństwie do fatalistycznych i ograniczonych przez naturę wierzeń przypisywanych „pogaństwu”, przynosząc ze sobą katolicki ideał (w etymologicznym sensie uniwersalności) oraz zdrowy dualizm, który umożliwił podporządkowanie natury wyższemu prawu, „duchowi” zaś przezwyciężenie prawideł ciała, krwi i fałszywych bożków.

          Takie są główne cechy dominującego dziś rozumienia pogaństwa, tj. wszystkiego, co nie jest związane ze ściśle chrześcijańskim spojrzeniem na świat. Każdy, kto posiada bezpośrednią znajomość kulturowej i religijnej historii, choćby podstawową, dostrzec potrafi jak błędny i jednostronny jest ten pogląd. Zresztą, u samych ojców wczesnego Kościoła odnaleźć można często oznaki wyższego rozumienia symboli, doktryn i religii poprzednich kultur.

          Tym, co najbardziej wyróżniało przedchrześcijański świat, we wszystkich jego normalnych formach, nie było przesądne ubóstwienie natury, lecz jej symboliczne rozumienie, z racji czego (jak często podkreślałem) każde zjawisko i każde wydarzenie ukazywało się jako postrzegalne objawienie ponadzmysłowego świata. Pogańskie rozumienie świata i człowieka cechował w istocie święty symbolizm.

          Ponadto, pogański styl życia absolutnie nie był tym bezmyślnej „niewinności”, ani naturalnego oddania się namiętnościom, nawet jeśli pewne jego formy były wyraźnie zdegenerowane. Był on świadom zdrowego dualizmu, odzwierciedlonego w jego uniwersalnych, religijnych czy metafizycznych koncepcjach. Możemy tutaj przytoczyć przykład dualistycznej, wojowniczej religii starożytnych, irańskich aryjczyków, uprzednio już omówiony; hellenistycznego przeciwieństwa pomiędzy „dwoma naturami”, Światem i Zaświatami, nordyckiego – pomiędzy rasą Asów a zwykłymi istotami, czy też indoaryjskiego – pomiędzy sams’ra, „strumieniem form”, a m(o)kthi, „wyzwoleniem” i „doskonałością”.

          Na tej podstawie wszystkie wielkie, przedchrześcijańskie kultury łączyło dążenie do ponadnaturalnej wolności, tj. metafizycznej doskonałości osobowości i wszystkie one uznawały Misteria oraz inicjacje. Wykazywałem już, iż Misteria oznaczały często odzyskanie pierwotnego stanu duchowości solarnych, hyperborejskich ras, w oparciu o fundament tradycji i wiedzy skrywanych przez tajemnicę i wyłączność od zanieczyszczeń otoczenia będącego już w rozkładzie. Widzieliśmy również, iż na Wschodzie aryjska jakość wiązana była z „drugimi narodzinami”, osiąganymi przez inicjację. Jeśli zaś chodzi o „naturalną niewinność” i pogański kult ciała, jest to bajka niepoświadczona nawet wśród dzikusów, ponieważ mimo wewnętrznego braku zróżnicowania – wspomnianego uprzednio odnośnie ras „bliskich natury” – ludzie ci powstrzymują i ograniczają swoje życie przez niezliczone tabu, w sposób, który często jest surowszy niż moralność tzw. „pozytywnych religii”. Odnośnie zaś tego, co wydaje się dla powierzchownego spojrzenia być ucieleśnieniem prototypu takiej „niewinności”, mianowicie klasyczny ideał – nie był to kult ciała: nie należał on do tej strony dualizmu ciało-duch, lecz do strony przeciwnej. Jak już powiedziano, klasyczny ideał jest ideałem ducha, który jest tak dominujący, iż pod pewnymi sprzyjającymi duchowo warunkami kształtuje on ciało i duszę na swój własny obraz osiągając przez to doskonałą harmonię między wnętrzem a zewnętrznością.

          W końcu, wszędzie w „pogańskim” świecie odnaleźć można daleką od partykularyzmu aspirację, której właściwe było imperialne powołanie, cechujące wzrastającą fazę ras pochodnych nordyckiej. Powołanie to znajdowało często metafizyczne uzasadnienie i oczyszczenie, oraz jawiło się jako naturalna konsekwencja ekspansji starożytnego, sakralnego pojęcia państwa; także jako forma, w której zwycięska obecność „wyższego świata” i męska, olimpijska zasada szukała manifestacji w świecie „stawiania się”. Pod tym względem możemy przywołać starożytne, irańskie pojęcie Imperium oraz „Króla królów” z przynależną mu doktryną hvarenù („niebiańskiej chwały”, którą aryjscy władcy byli obdarzeni), oraz indoaryjską tradycję „Króla świata” lub cakravartó, aż ku ponownemu pojawieniu się tych znaczeń w „olimpijskich” założeniach rzymskiej idei Państwa i Imperium. Cesarstwo Rzymskie również miało swoje święte treści, błędnie rozumiane lub niedoceniane nie tylko przez chrześcijaństwo, ale także autorów „pozytywnej” historii. Nawet kult cesarza miał sens hierarchicznej jedności na szczycie panteonu, w skład którego wchodziły oddzielne, terytorialne i rodowe kulty należące do ludności nierzymskiej, respektowane tak długo, jak utrzymywały się w swych normalnych granicach. Ostatecznie, odnośnie „pogańskiej” jedności dwóch sił, duchowej i świeckiej, było to dalekie od znaczenia, jakoby były one zespolone. W rozumieniu „solarnej” rasy wyrażało to najwyższe prawa, które przypadać muszą duchowemu autorytetowi w centrum każdego normalnego państwa; tak więc było to czymś zupełnie różnym od emancypacji i „supremacji” państwa czysto świeckiego. Jeśli mielibyśmy dokonać podobnych poprawek w duchu prawdziwego obiektywizmu, możliwości byłyby przytłaczające.

          Dalsze nieporozumienia dotyczące „pogańskiego” światopoglądu

          Rozpatrzmy teraz prawdziwą możliwość przekroczenia pewnych aspektów chrześcijaństwa. Jedno musi być jednak całkiem jasne: łaciński termin transcendere znaczy dosłownie „zostawiać coś za sobą” podczas gdy człowiek wspina się w górę, nie zaś w dół! Warto powtórzyć, że głównym celem nie jest odrzucenie chrześcijaństwa: nie jest to kwestia okazania wobec niego tego samego niezrozumienia, jakie ono samo pokazało i w dużej mierze dalej pokazuje wobec starożytnego pogaństwa. Byłaby to raczej kwestia uzupełnienia chrześcijaństwa przez wyższe i starsze dziedzictwo, eliminując niektóre z jego aspektów i uwydatniając inne, ważniejsze, w których ta religia niekoniecznie zaprzecza uniwersalnym pojęciom przedchrześcijańskiej duchowości.

          Niestety, nie jest to droga obrana przez wspomniane przez nas, radykalne kręgi. Wygląda na to, że wielu z owych „neopogan” wpadło w pułapkę umyślnie na nich zastawioną, wspierając idee, które w mniejszym lub większym stopniu odpowiadają temu wymyślonemu, ograniczonemu przez naturę, partykularnemu „pogaństwu”, pozbawionemu światła i transcendencji, będącemu polemicznym tworem chrześcijańskiego niezrozumienia przedchrześcijańskiego świata opierającym się, w większości, na kilku rozproszonych pierwiastkach tego świata u jego schyłku i dekadencji. Nie dość tego – tego typu osoby uciekają się często do antykatolickiej polemiki, która – jakiekolwiek byłoby jej polityczne uzasadnienie – wyciąga i adoptuje stare komunały czysto nowożytnego, racjonalistycznego i oświeceniowego typu, dostatecznie wykorzystane przez liberalizm, demokrację i masonerię. Do pewnego stopnia odpowiadał temu przypadek H. S. Chamberlaina i powraca to znów w pewnym włoskim ruchu, próbującym połączyć myślenie rasowe z „idealistyczną” doktryną immanentności.

          W neopogaństwie istnieje ogólna, wyraźna tendencja do utworzenia nowego, przesądnego mistycyzmu, opartego na gloryfikacji immanentności, życia i natury, co jest w najostrzejszym kontraście z olimpijskim i heroicznym ideałem wielkich, aryjskich kultur przedchrześcijańskiej starożytności. Wskazywałoby to w istocie na zwrot ku stronie materialistycznej, żeńskiej i tellurycznej, jeśli nie wyczerpywałoby się w mglistym i dyletanckim filozofowaniu. Dla przykładu moglibyśmy zapytać, co dokładnie rozumiane jest przez ową „naturę”, tak bliską owym grupom? Łatwo wykazać, iż z pewnością nie jest to natura, której doświadczał i którą uznawał starożytny, tradycyjny człowiek, lecz racjonalny twór okresu francuskich encyklopedystów. To encyklopedyści, ze zdecydowanie wywrotowymi i rewolucyjnymi pobudkami, wytworzyli mit natury jako „dobrej”, mądrej i zdrowej, w przeciwieństwie do zgnilizny każdej ludzkiej „kultury”. Widzimy więc, że optymistyczny mit natury Rousseau i encyklopedystów maszeruje w tym samym szeregu, co „prawo naturalne”, uniwersalizm, liberalizm, humanitaryzm, oraz zaprzeczenie wszelkiej pozytywnej i zorganizowanej formy suwerenności. Ponadto, ów mit nie ma absolutnie żadnych podstaw w naturalnej historii. Każdy przyzwoity uczony ma świadomość tego, że nie ma miejsca dla „natury” w strukturze jego teorii, mających za swój przedmiot ustalenie czysto abstrakcyjnych równoważności i matematycznych powiązań. O ile w grę wchodzą badania biologiczne i genetyka, łatwo zrozumieć brak równowagi, który zajdzie w chwili, gdy ktoś uzna pewne prawa za ostateczne, podczas gdy mają one zastosowanie jedynie do częściowego aspektu rzeczywistości. To, co ludzie nazywają dziś „naturą” nie ma nic wspólnego ze jej znaczeniem dla tradycyjnego, solarnego człowieka, lub też z dotyczącą jej wiedzą, która dostępna była tym ludziom dzięki ich olimpijskiej i królewskiej pozycji. U orędowników nowego mistycyzmu nie ma nawet śladu czegokolwiek podobnego.

          Nieporozumienia mniej więcej tego samego rodzaju pojawiają się odnośnie myśli politycznej. Pogaństwo jest tutaj używane często jako synonim dla czysto ziemskiego – i mimo to wyłącznego – pojęcia suwerenności, które odwraca relacje do góry nogami. Widzieliśmy już, że w starożytnych państwach jedność dwóch sił oznaczała coś zupełnie innego. Dostarczała ona podstawę dla uduchowienia polityki, podczas gdy neopogaństwo skutkuje w rzeczywistości polityzacją duchowości i tym samym kroczy ponownie fałszywą ścieżką gallikanizmu i jakobinów. W przeciwieństwie do tego, starożytne pojęcie państwa i Imperium zawsze wykazywało związek z ideą olimpijską.

          Co powinniśmy myśleć o postawie, która traktuje żydostwo, Rzym, Kościół katolicki, masonerię i komunizm za mniej więcej jedno i to samo, tylko dlatego, że ich założenia różnią się od prostego myślenia ludu? Myślenie ludu wzdłuż tej linii grozi zagubieniem się w ciemności, gdzie wszelkie rozróżnienie nie jest już możliwe. To pokazuje, iż utracił on prawdziwe poczucie hierarchii wartości i że nie może ujść wyniszczającej alternatywie destruktywnego internacjonalizmu i nacjonalistycznego partykularyzmu, podczas gdy tradycyjne rozumienie Imperium jest nadrzędne wobec obu tych pojęć.

          Ograniczając się do prostego przykładu: katolicki dogmatyzm pełni w rzeczywistości użyteczną, prewencyjną rolę powstrzymując ziemski mistycyzm i temu podobne, oddolne erupcje od przekroczenia pewnej granicy; tworzy on silną tamę chroniącą obszar, gdzie panuje transcendentna wiedza oraz prawdziwie ponadnaturalne i ponadludzkie pierwiastki – lub przynajmniej gdzie powinny one panować. Można krytykować sposób, w jaki chrześcijaństwo pojmuje ową transcendencję i wiedzę, jednak nie można przechodzić na stronę „profańskiego” krytycyzmu, który chwytając się takiego czy innego polemicznego oręża fantazjuje nad rzekomą aryjską naturą doktryny immanentności, „naturalnej religii”, kultu „życia” etc., bez rzeczywistej utraty swojego poziomu: jednym słowem, nie osiągnie się przez to świata pierwotnych początków, lecz ów kontr-tradycji lub tellurycznych i prymitywnych sposobów życia. To, w rzeczywistości, byłby najlepszy sposób nawrócenia osób o najlepszych, „pogańskich” uzdolnieniach, na katolicyzm!

          Należy wystrzegać się upadku w nieporozumienia i błędy, o których wspomnieliśmy, które, zasadniczo, służą tylko obronie wspólnego wroga. Trzeba próbować rozwinąć w sobie zdolność umieszczenia się na takim poziomie, gdzie dydaktyczny zamęt nie może sięgnąć i gdzie cały dyletantyzm i arbitralna aktywność intelektualna są wykluczone; gdzie człowiek energicznie opiera się wszelkim wpływom dezorientujących, namiętnych żądz i agresywnej przyjemności w polemice; gdzie, w końcu i w gruncie rzeczy, nie liczy się nic poza ścisłą, kompletną i obiektywną znajomością ducha Pierwotnej Tradycji.

          (źródło: „Grundrisse”, 1942
          http://www.geocities.com/kshatriya_/archive.html
          tłumaczenie z ang. KS)

          Lubię to

          • przemex pisze:

            Widzę że Danek robi co może aby ratować krystowierstwo poprzez próbę wmówienia nam, że kontynuacją i uzupełnieniem starożytnego pogaństwa jest krystowierstwo mimo iż ówcześni poganie nie zostawiali suchej nitki na szerzącym się krystowiestwie i rozpaczliwie się przed nim bronili i słusznie. Przy czym traktuje starożytne pogańskie kultury z góry i bierze pod uwagę tylko te, z których pełnymi garściami czerpało krystowierstwo, czyli te najbardziej zdegenerowane i właśnie najbardziej nacechowane dekadentyzmem, materializmem, nawet oderwaniem od natury(związana z nabierającą rozmachu w imperium rzymskim i innych tego typu kulturach urbanizacją) „filozofowaniem”(czytaj: mędrkowaniem), a przede wszystkim niewolnictwem, imperializmem, biedą i wyzyskiem szerokich mas społecznych przez bogatsze warstwy społeczeństwa. Tymczasem pogaństwo różniło się wtedy dosyć znacznie, nieco inaczej wyglądało w pasie śródziemnomorskim a nieco inaczej jeszcze u Indian czy Słowian. A jeszcze inaczej wyglądało w miastach, gdzie faktycznie zaczynało z oczywistych względów przypominać późniejsze chrześcijaństwo. W miastach, które były siedzibą władzy politycznej i bogaczy też zaczynała powstawać kasta kapłanów-pasożytów-pośredników, układających się kastą rządzącą. Lepiej sytuacja przedstawiała się na wsiach gdzie ludzie mieli do czynienia z siłami natury codziennie, toteż one stawiały opór „nowej religii” najdłużej.

            Polubione przez 1 osoba

            • Polak-Słowianin pisze:

              Przemex,

              Bardzo fajne uwagi.
              Danek pisze coś o objawieniu, ale nie jest w stanie udowodnić, że objawienie starego i nowego testamentu rzeczywiście pochodzi od boga, bo udowodnić istnienia boga się nie da (brak możliwości bezpośredniego postrzeżenia przez nas jego własnego subiektywnego „ja”), więc jest to kwestia wiary w to u Danka.
              Dr Karlheinz Deschner w „Opus diaboli”:
              „Szczególnie w prowincjach wschodnich, gdzie chrześcijanie byli początkowo najliczniejsi, już pod koniec IV wieku niszczono coraz więcej świątyń, a podjudzane tłumy nierzadko masakrowały pogan.
              Nieomal zawsze działo się to pod przewodem biskupów czy opatów, przy czym najaktywniejsi byli mnisi, „świńskie czarne habity”, jak nazywali ich Grecy, wyglądali bowiem jak ludzie, lecz żyli jak świnie. Atakują oni świątynie — twierdził Libaniusz w napisanej w 389 roku, adresowanej do cesarza rozprawie Pro templis — „obładowani drewnem albo uzbrojeni w kamienie i miecze, czasem nawet bez tego, tylko z siłą rąk i nóg. Potem, tak jakby chodziło o dobro bezpańskie, zrywają dachy, burzą mury, roztrzaskują wizerunki bóstw, rozbijają ołtarze. Kapłanom pozostaje tylko wybór między milczeniem a śmiercią. Po zniszczeniu pierwszej świątyni spieszą ku drugiej i trzeciej, i gromadzą łupy, drwiąc z prawa”.”.

              Krystowiercy taką niszczącą postawę wykazywali nie tylko wobec przedstawicieli innych religii czy ich własności ale także wobec państwa i obowiązków wobec niego. Skoro życie jest dla nich marne, nie ma sensu, trzeba cierpieć a sprawy ziemskie pozostawić swojemu biegowi na rzecz „życia wiecznego”, kiedy nadejście mesjasza jest już bliskie nie miało dla nich sensu jakiekolwiek służenie państwu, dobru wspólnemu, rozwojowi. Trzeba było wszystko zniszczyć, odmówić służby wojskowej, pracy na roli, itp. Wszystko rzucano, oddawano oszczędności, majątki gminom krystowierczym, porzucano rodziny, itp., a do otoczenia odnoszono się wrogo. Właściwie ówczesnych chrześcijan postrzegano jako nienawistnych, agresywnych, tępych, wrogich wobec życia żyjących w ukryciu i spiskujących odludków. I słusznie widziano w nich zagrożenie dla ładu i przyszłości imperium. Szerzące się krystowiercze postawy wśród niewolników czy żołnierzy(z powodu niesprawiedliwej struktury społecznej w Imperium rzymskim) powodowały liczne bunty i demoralizację w armii. Osłabiona armia plus olbrzymia korupcja w imperium, walki wewnętrzne o władzę, itp., nie była w stanie bronić granic imperium, Rzym łatwo padł ofiarą agresji z zewnątrz i rabunkom „barbarzyńców”. Przy czym początkowo owi „barbarzyńcy” nie oszczędzali chrześcijan, potem jednak kiedy zauważyli ich głęboko kapitulancką postawę wycofania z życia, nie stawiania oporu, miłowania wrogą, nadstawiania drugiego policzka, zaczęli ich „chronić”. Nie stawianie oporu było na rękę „barbarzyńcom”, mogli „legalnie” przemierzać i zajmować ogromne połacie imperium. Z czasem krystowiercy podstępnie narzucili im chrześcijaństwo sprzedając w krystowierczym opakowaniu ideę kontynuacji „wielkiego” imperium rzymskiego. Zdobyli w ten sposób świetnego sojusznika i narzędzie do podboju Europy i rozprzestrzeniania dżumy.

              przemex

              Polubione przez 1 osoba

        • opolczykpl pisze:

          Uśmiałem się z tego. Zaślepieni krystowiercy/żydowiercy udają znawców „prawdziwego pogaństwa”.
          Pogaństwo pierwotne, naturalistyczne, faktycznie nie znało ani świątyń, ani posągów bogów. Pojawiły się one w miejskich, cywilizacyjnych kulturach pogańskich jakieś 5 tys. lat temu (Sumer, Egipt, Indie). Przejęły je późniejsze pogańskie kultury miejskie Grecji i Rzymu. Zastępowały wcześniejsze naturalistyczne święte górzy, źródełka, jeziora, gaje i drzewa. Sumeryjskie Zikkuraty przypominały nawet święte góry:

          Tak więc pogaństwo miejskie, cywilizacyjne znało – tu przyznam – nieco abstrakcyjny – kult posągów wyobrażających bogów 3 tysiące lat przed powstaniem krystowierstwa.

          Judaizm od „miejskich”, cywilizacyjnych pogan przejął instytucję świątyni (w Jerozolimie), choć odrzucił pogański zwyczaj – tworzenie posągów bogów. Jest to zakazane nawet w żydowskim dekalogu (jedyne przykazanie skasowane i odrzucone przez krystowierców: „Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg twój, Bóg zawistny, który dochodzę nieprawości ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a czynię miłosierdzie na wiele tysięcy miłującym mię i strzegącym przykazań moich”).
          Tego przykazania trzymają się także muzułmanie, choć i oni przejęli od judaizmu pogański zwyczaj budowy świątyń (meczetów).
          Krystowiercy natomiast przejęli od judaizmu i pogańskie (pogaństwo miejskie) świątynie (kościoły, bazyliki itp), a ponadto od pogan (miejskich) zwyczaj tworzenia posągów (i obrazów) wyobrażających ich żydowskiech bożków i bałwanów – głównie Joszue i Miriam.
          To modlenie się przed obrazami i figurami (rzeźbami) Miriam, Joszue, „świętych”, czy przed rzymską szubienicą (obojętnie czy z Joszue na niej czy bez niego) jest czysto pogańskie! Tyle że pochodzi nie od pogaństwa pierwotnego, naturalistycznego, a od pogaństwa miejskiego, cywilizacyjnego.

          Zaślepieni krystowiercy/żydowiercy udają znawców „prawdziwego pogaństwa”.

          A ja myślę, że ci ludzie są naprawdę bezczelni, żeby dyktować nam co jest „prawdziwym” a co rzekomo „nieprawdziwym” pogaństwem. Niech lepiej się zajmą spekulacjami na temat „prawdziwości” bądź „nieprawdziwości” poszczególnych odprysków nadjordańskiej dżumy a także „prawdziwości” samej dżumy bo o pogaństwie nie mają zielonego pojęcia.

          przemex

          Polubione przez 1 osoba

          • opolczykpl pisze:

            Kolejny bełkot Danka. Zbyt wiele nabredził, aby wszystko wypunktować.
            Pisze on o „antropocentyzmie” pogan. Jest to oczywista bzdura. Kult przodków był gwarantem ciągłości kultury, wiedzy tradycji od nich przejętej. Zresztą judaizm i krystowierstwo przejąły ten kult przodków w „przykazaniu” czcij ojca swgo i matkę swoją. Natomiast wyjątkowym antropcentryzmem jest właśnie judaizm i krystowierstwo. Wszak wg nich człowiek jest storzony na podobieństwo Elohim. Postawiony został nad Przyrodą i nad Ziemią, którą miał czynić sobie poddaną. Wg żydowskich religii tylko człowiek posiada „duszę” – zwierząta już nie. A świat został po to stworzony, aby na końcu Elohim stworzyli człowieka panującego nad światem i wszystkim pozostałym stworzeniem. Cały wszechświat tylko dlatego istnieje, aby na Ziemi żył człowiek. Dla niego jest Ziemia, Słońce, Księżyc i gwiazdy. I zwierząta. Ziemia poddana człowiekowi jest pępkiem wszechświata. A człowiek koroną stworzenia.
            Jedynym mankamentem tego antropocentryzmu jest to, że człowiek ma służyć demonowi Jahwe i być mu posłuszny, Ale ponadto cały świat jest jego i ma jemu służyć.

            Kto gdziekolwiek widzai bardziej megalomański i zwyrodniały antropocentryzm?

            A co się tyczy filozofów starożytnych – otóż oni z pogańską Wiedzą nie nieli nic wspólnego. Zamiast szukać zrozumienia i wiedzy w Naturze, ubzdurali sobie, że spekulacjami i dywagacjami filozoficznymi oderwanymi od rzeczywistości opisać i zrozumieć będą w stanie całą Rzeczywistość. Postawili na postumencie własny ułomny ograniczony rozumek ludzki. Ich spekulacje były kolejnym przykładem degeneracyjnego wpływu cywilizacji na człowieka. Kontynuatorami filozofów u krystowierców byli „teolodzy” i „ojcowie kościoła”, wymyślający bzdurne, infantylne i po prostu durne dogmaty i „prawdy wiary”.

            Polubione przez 1 osoba

            • przemex pisze:

              Tak naprawdę to od pogańskich kultur miejskich zaczęła się degeneracja naturalistycznego pogaństwa. Ludzie żyjący w tak dużych skupiskach ludzkich, kompletnie się nie znając najczęściej, wyizolowani w dużych kamiennych budowlach, przy całym systemie wodociągów, kanalizacji, gdzie żywność można było sobie zwyczajnie kupić, przestali dostrzegać działanie sił natury(bogów). W związku z tym kult bogów wyrażany w świątyniach i posągach(takich swoistych atrapach) zaczynał się robić co najmniej sztuczny i groteskowy a z czasem służący władzy. Skoro składano ofiary czy uczęszczano do świątyni a nie było „efektów”, więc zaczęto podważać samą istotę pogaństwa a także istnienie „bogów”. W ten sposób powstawała pustka, którą zaczęła zapełniać „filozofia” swoimi koncepcjami, które z kolei przejęli częściowo krystowiercy. Natura nie znosi próżni, więc w powstałą pustkę po degenerującym się pogaństwie cywilizowanym weszło krystowierstwo. Miasta padły w tej sytuacji najwcześniej.

              Polubione przez 1 osoba

            • Polak-Słowianin pisze:

              Opolczyk,

              Podoba mi się to co napisał Tacyt, trafnie ocenił sytuację (cytat na końcu).
              Krystowiercy przyjmują go za niepodważalny autorytet w kwestii takiego ‚historycznego’ istnienia Joszue, ale jednocześnie go odrzucają jeśli chodzi o ich sektę:

              „a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko, co potworne albo sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników (Annales, 15, 44).”.

              Lubię to

          • opolczykpl pisze:

            „Tak naprawdę to od pogańskich kultur miejskich zaczęła się degeneracja naturalistycznego pogaństwa”

            Dokładnie tak. Przy czym deneneracja ta wywołała efekt domina – kolejne cywilizacyjne twory (judaizm, krystowierstwo, islam (powstały w arabskich miastach), żydo-globalizm i żydo-kapitalizm doprowadziły do obecnej totalnej degeneracji i ogłupienia człowieka.
            Jak to się skończy – nietrudno przywidzieć.

            Lubię to

        • przemex pisze:

          Tak swoją drogą, przyglądam się teraz temu zdjęciu z Azowem „oddającym cześć Perunowi”. Posąg zakopany na szybko o czym świadczy luźna ziemia wokół, jakieś narzędzia oparte o niego(tak jakby nie zdążyli posprzątać), grupka wytatuowanych kolesi, w dodatku zwykłych bandytów, stojąca wokół i „modląca się” z rękami wzniesionymi do nieba jak ksiądz na „mszy świętej”, bardziej przypominająca profanację niż oddawanie hołdu. Ewidentnie, albo prowokacja mająca na celu ośmieszenie pogaństwa, albo zgryw zapewne pijanych neobanderowskich cweli, sprytnie wykorzystany przez krystowierców lub jedno i drugie.

          Lubię to

          • Polak-Słowianin pisze:

            Przemex,

            krystowiercy tylko się ośmieszają, według wpisów z tych portali, które zapodał Opolczyk w swoim tekście, oni już wiedzą (czyżby z objawienia?), że tamci tak na serio się modlą do Peruna (jako tacy świadomi wyznawcy, którzy wiedzą na czym polega autentyczna duchowość).

            Polubione przez 1 osoba

  6. Pingback: Skandaliczna prowokacja neobanderowców – plugawienie dobrego imienia Peruna oraz pogan i rodzimowierców w wykonaniu pułku Azow – prawdopodobnie z popami za kulisami… – blog polski

  7. Polak-Słowianin pisze:

    Opolczyk, Przemex,

    Zgadzam się.
    To sprzedajne, pokręcone ścierwa i dla własnej korzyści modliły by się nawet do kosza na śmieci.
    Tylko totalny kretyn da się nabrać na tę ich prowokację.
    Jak można w ogóle wierzyć, że Perun mógłby być przychylny tym zwyrodniałym bandytom – myślą, że jak ustawią pal z jakimś wizerunkiem to Perun będzie im błogosławił, to debile.

    Polubione przez 2 ludzi

  8. opolczykpl pisze:

    Przemex i Mirek,
    ja dopiero teraz do końca przeczytałem bełkocik Danka pt „Pogaństwo prawdziwe i fałszywe”. Na koniec aż podskoczyłem – patrzcie co ten tępogłowy demagog żydowierca napisał:

    „Pogaństwo i chrześcijaństwo to jeden obóz, neopogaństwo i nowoczesny protestantyzm – drugi. Obóz Tradycji i obóz moderny.”

    Kurde – jakim trzeba być przewrotnym, załganym i bezczelnym, aby pogaństwo i krystowierstwo wsadzać do jednego wora. Jak można mordercę i ofiarę stawiać w jednym obozie? To tak jakby szupaka i płotkę wpuścić do jednego akwarium.

    Jutro biorę wolne i ten bełkot i demagogię rozwalę na kawałki. To naprawdę bezszclność i skandal – pogaństwo bratać z wyssanym z palca idiotycznym żydowierstwm.

    A tak na marginesie – przynajmniej kilka komentarzy z x-portalu pod ich tekstem o Azowie i Perunie pewnie nie przypadło adminom żydowiercom do smaku:

    ” To wielkie zwycięstwo nad państwem żydowskim…” – powiedział „Mosze”, oficer pułku Azow. Haha, a jego zastępca to „Icek” i „Srul”. Popieprzona banda zbrodniarzy.”

    „Ciekawe: sługusy USraela, którzy za żydowskie dolary strzelali do swoich słowiańskich braci w Doniecku, teraz świętują zwycięstwo Słowian nad Żydami oddając przy tym cześć starosłowiańskiemu bogu. Wygląda na to, że za naszą wschodnią granicą absurd stał się jakimś nowym standardem.
    A co do „starej wiary” mnie samemu jest ona znacznie bliższa niż chrześcijaństwo i tym bardziej mierzi mnie to, że kalają ją psy USraela.”

    „Przecież pułk Azow, jest wyszkolony i sformowany przez Izrael, i to o mentalności czysto żydowskiej. A to że modlą się do boga Słowian Peruna, to czysta propaganda dla „gawiedzi”; robią za Słowian – co niektórzy być może uwierzą. I o to im chodzi. Ze Słowianami żydzi nie mają nic wspólnego, tak jak i elita rządząca w Polsce, która tylko afiszuje się polskością a robi wszystko dla potrzeb Izraela.”

    Jak widać – krystowiercza antypogańska propaganda katolików traci jej moc rażenia.

    Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Kropla drąży skałę, powoli społeczeństwo przeciera oczy w kwestii tego jak było i jest nadal oszukiwane w sprawie naszej pogańskiej tradycji, tożsamości i przeszłości, wymazanej z kart historii przez katolików.

      Lubię to

    • Polak-Słowianin pisze:

      Opolczyk,

      Andrzej, według mnie Danek włożył jedynie do tego swojego ‚płodu’ tylko takie dane żeby mu taka właśnie ‚konkluzja’ wyszła – to żadna sztuka, bo jakie dodamy dane, taki dostaniemy wynik. „Plan boży” zakładał np. zniszczenie Słowiańszczyzny? Tak wynika z bełkotu tego typu osobników, sami więc się obnażają w jakiego bożka-demona sami wierzą. Zwykły manipulator, być może jacyś naiwniacy nabiorą się na ten jego bełkocik.

      Polubione przez 1 osoba

      • przemex pisze:

        Danek sprytnie próbuje nam podciąć skrzydła, ale niech sobie nie myśli, że na głupich trafił.

        Lubię to

        • Polak-Słowianin pisze:

          Przemex,

          Nawet nie wiadomo, czy Danek zdaje sobie sprawę, że wyznaje światopogląd. Nie ma też jakiegoś państwowego obowiązku utrzymywania takiego światopoglądu jaki ma Danek.
          Pisze on: „świadomą negację dziedzictwa dwóch tysiącleci religii Pańskiej” – a to nie można posiadać takiego właśnie światopoglądu? Przecież krystowiercy, gdyby mogli, to zupełnie wymazaliby Słowiańszczyznę – stąd ta nasza negacja wynika (to nie oni są tu pokrzywdzoną ofiarą, choć lubią tak się przedstawiać), chcieliby zapewne (są tacy) bez przeszkód swój światopogląd religijny wpajać jako jedyny prawdziwy… Na to zgody być nie może.

          Polubione przez 1 osoba

  9. przemex pisze:

    Rozdział III Epidemia wspakultury w Polsce

    1. Geneza polskiej kultury

    Opisany w poprzednim rozdziale schemat powstawania perwersyjnej szczepionki na pniu kultury duchowej klasycznie przebiegał na terenie Słowiańszczyzny, a szczególnie w Polsce. Tak jak i wszędzie, do organów naturalistyczno-pogańskiej kultury Polski, kultury prymitywnej ale zdrowej, posiadającej wszelkie dane do rozkwitu w sprzyjających warunkach, podrzucone zostało kukułcze jajo wspakultury. Rozwinęło się ono zgodnie z cyklem choroby. Została więc wyżarta rodzima świadomość, a następnie rak wspakultury wygodnie zadomowił się, łapczywie wysysając żywotne soki, rosnąc do potwornych rozmiarów.
    Ażeby te kwestie zrozumieć, musimy w kilku zdaniach opisać, czym była rodzima kultura słowiańska przed ekspansją krzyża na jej tereny. Kultura pierwotnych Słowian, podobnie jak i wszystkich ludówćuropy przed chrześcijaństwem, była naturalistyczną. Znaczy to, że pierwiastkowe napięcie woli tworzycielskiej w psychice Słowianina, Greka, Celta, Germanina wyrażało się w atrybutach, o których już pisałem: w doznaniu jedności organicznej świata, ewolucji jego ku coraz wyższym formom; w widzeniu jaźni jako elementu tej rozwijającej się całości, w radosnej woli powinności w toku dokonywujących się przemian. Nie było tu jeszcze przedziału pomiędzy naturą a człowiekiem. Człowiek zwracał się do natury jako swego szerszego „ja” w sposób pozytywny i życzliwy, czuł się jej dzieckiem, a jednocześnie awangardą. Była to baza wyjściowa każdej kultury. Nowoczesna cywilizacja zachodnia z tej bazy rozpoczęła swój start. Kulturę naturalistyczną w tej fazie, o której mowa, znamionował jednak prymitywizm podstawowych narzędzi: nie wiedziano jeszcze, w jaki sposób uruchomić proces kulturym który był czymś wytęsknionym i oczekiwanym. Przełamanie pierwiastkowej bezradności zostało dokonane w starożytnej Grecji. Skutki tego przełomu nie zdążyły się upowszechnić w świecie ówczesnym, gdyż wcześniej powstały już epidemie wspakultury, które zalały cały nieomal świat ludzki. Spiętrzenie się humanizmu w kulturze naturalistycznej jest stanem bardzo wyczerpującym. Jest on oczekiwaniem na zapładniający wynalazek, który nie zawsze przychodzi w czas. To sprawia szczególną nieodporność naturalizmu na bakcyl wspakultury.
    Wspakultura potrafiła dokonać swej szczepionki na pniu cywilizacji antycznej. To zdecydowało o losie plemion germańskich, które w tym momencie historycznym weszły w orbitę rozkładającego się imperium rzymskiego. Czyż mogli w tych okolicznościach prymitywni, chociaż zdrowi Germanowie rozróżnić, co jest istotnym dorobkiem kultury, a co jest chorobą? Oczywiście, nie. A jednocześnie powstawała już nowa, znacznie rozszerzona koncepcja perwersyjnego instrumentalizmu wspakultury: spożytkować ramię germańskie do rozszerzenia winnic Pańskich w całym ówczesnym świecie. Było to ogromne rozszerzenie skali tego, co stanowiło układ perwersyjnej szczepionki na pniu ideomatrycy. Humanistyczny bodziec kultury, który tam został pozbawiony świadomości w każdej poszczególnej psychice ludzkiej, tu występuje już jako całość plemion germańskich; rolę modelu jako obiektywnej świadomości w poszczególnych organach ideomatrycy zajmuje idea świętego cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego, polegająca na upowszechnianiu „prawdy” w całejćuropie. Ślepy żywioł germański znajduje się w służbie wspakultury, i to stanowi zrąb ładu średniowiecza. Posiada on swoje historyczne zadania: a) zmontowanie ramienia wykonawczego cesarstwa, tj. scalenie żywiołu germańskiego, b) przeciwstawienie się ekspansji innych epidemii wspakulturowych (islam), c) wdrożenie ewangelii w życie szerokich mas, d) ufundowanie winnic Pańskich tam, gdzie krzyż jeszcze nie sięga. Dotyczy to Słowiańszczyzny zachodniej a więc i Polski. W obliczu tej sytuacji Słowiańszczyzna zachodnia miała następujące cztery drogi wyjścia: stanąć w obronie swej naturalistycznej kultury, co wymagało nowych koncepcji organizacyjno-państwowych, obalających pierwotny styl plemienny; stworzyć własny obrządek słowiarisko-chrześcijański i w oparciu oń przeciwstawić się światu zachodniemu; przyjąć chrześcijaństwo Rzymu, lecz nie poddać się Niemcom, a zmontować nowe „święte cesarstwo rzymskie narodu słowiańskiego”; i ostatecznie poddać się władzom świgtego cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego – papieżowi i cesarzowi. Oba ośrodki chciały z nas zrobić dobrych wspakulturowców: papiestwo łaknęło doskonałych bezdziejowców, ubogich na duchu, pokornych, płaczących, a cesarz germański chciał mieć takich za niewolników. Cele obu były więc zgodne. I to zaciążyło na nas straszliwie. Ogrom naszej klęski ogarnąć możemy, gdy uświadomimy sobie, że do dziś dzień czcimy ją jako błogosławieństwo i zwycięstwo.
    Tą drogą doszła nas choroba, która pod postacią indywidualizmu wegetacyjnego wyniszcza naszą żywotność. Chrystianizacja Polski nie odbywa się w sposób idylliczny, jak to nam przedstawiają, nasi bajhistorycy. Naród, czując straszliwe niebezpieczeństwo, bronił się rozpaczliwie. Raz po raz wybuchały powstania przeciwko znienawidzonej, niemieckiej w pojęciu ludu, wierze. O sile oporu może świadczyć to, co pod rokiem 1037 pisze w swej kronice piętnastowieczny Długosz: „W owym też czasie nie oszczędzano ani kościołów, ąni rzeczy świętych, ani sług Bożych; ręką bezbożną i świętokradzką łupiono najbogatsze i najznakomitsze świątynie, szarpano dobra kościelne, a na kapłanach pastwiono się wymyślaniem najrozmaitszych katowni. (…) Uradzili nadto niektórzy, aby wrócić do obrządków pogańskich i bałwochwalczych: zaczem bezprawie i niegodziwość zmieszały wszystkie rzeczy boskie i ludzkie;” („Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście”, t. I, Kraków 1867, s. 220).
    Gdy w końcu opór narodu, jak i gdzie indziej w Słowiańszczyźnie, został złamany, choroba rozpoczęła opanowywać duszę ludu.
    „Pod wpływem nowej wiary zmienił się niebawem wygląd kraju i tryb życia. W niesłychany dotąd sposób zaciążył kościół nad jednostką, swobodną w pogaństwie.” (Al. Brckner, „Cywilizacja i język”, Warszawa 1901, s. 36).
    Nie było to jeszcze dno upadku. Katolicyzm średniowieczny nie posiada środków władania duszami zbyt rozbudowanych. Poza tym nastąpił rychło rozkład ładu średniowiecznego. Pozwoliło to Polsce wydźwignąć się. Dopiero po reakcji katolickiej przeciwko burzy Reformacji rozwinął kościół ponownie olbrzymi aparat rządu dusz. Zwycięstwo reakcji katolickiej w XVI w. wyniszczyło te pierwiastki zdrowia, ktore ocalały z poprzedniej operacji, a które dzięki renesansowi i reformacji przychodziły do głosu. W pewnym momencie wydawało się, że wćuropie ustabilizują się trzy ogniska protestantyzmu: w Anglii, Niemczech i Polsce. Jakże inną drogą potoczyłaby się historia Europy środkowej! Niestety, w organizm społeczny nad Wisłą zastrzyknięto raka katolicyzmu. Wraz z innymi narodami, tak spreparowanymi, ulegliśmy głębokiemu uwiądowi.
    Zasady wspakultury stały się normą powszechną. Katolicyzm sięgnął do najtajniejszych drgnień psychiki indywidualnej. On to uformował to, co nazywamy polskim charakterem narodowym. Wykorzystano w tym celu wszelkie możliwości.
    „W drugiej połowie XVII w. pomiędzy reakcją katolicką szlachtą zawarty został milczący ale wymowny pakt: szlachta zaprzysięgła trzymać się do upadłego i bronić kościoła a kościół za to przyrzekł patrzeć przez szpary na pewne wybryki szlacheckie. W pakcie tym interesy kościoła postawiono wyżej niż dobro i los ojczyzny.” (Jan Karłowicz, „Próba charakterystyki szlachty polskiej”).
    Skutki musiały być takie jakie są.
    „Po wielkich wstrząśnieniach reformacji ogarnęła Polskę reakcja katolicka, której panowania żaden przez długie czasy nie zmącił rokosz. Duch teologiczny przeniknął wszystkie pory stosunków… Duchowieństwo niestrudzenie pracowało nad przystosowaniem społeczeństwa do celów kościelnych. Dzięki klerowi dostroił człowiek myśl swoją do akordu dogmatów, według komendy artykułów katechizmowych maszerował przez życie od kołyski do trumny.” (Władysław Smoleński, „Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII”, wyd. III, Warszawa 1949, s. 1).
    Taki był przebieg procesów historycznych, który doprowadził nas do dzisiejszego stanu . Problem ten dla nas nie nastręcza wątpliwości. To, co dzisiaj występuje w szatach polskości, jest produktem zgwałcenia naszej starej, pogańsko-naturalistycznej kultury słowiańskiej. Wdrążanie wspakultury krzyża w arterie narodu odbyło się w dwóch fazach: za Mieszka, i w czasie reakcji katolickiej w XVI i XVII wieku. Nasz rozwój, oparty na samorodnym kształtowaniu własnego oblicza duchowego, został przerwany w brutalny sposób.
    „Kultura chrześcijańsko-europejska przyszła do nas w chwili, kiedy nie było zorganizowanej jeszcze kultury polsko-słowiańskiej… Dawna kultura musiała zostać pokonana, a nowa odniosła nad nim całkowite zwycięstwo.
    Firmą, pod którą kultura występowała był kościół, działaczami – duchowieństwo, a narzędziem – ambona i szkoła.” (Ignacy Fik, „Rodowód społeczny literatury polskiej”, Kraków 1946, ss. 29-30).
    Nacisk kościoła był totalny. W myśl jego dalekosiężnych planów chciano w nas dokładnie wytrzebić wszelkie zdrożności. Niszczono naszą tradycję tak dokładnie i z taką pasją, że na niektórych terenach nie zachowały się nawet nazwy bogów pogańskich. W myśl uchwał Soboru Trydenckiego, zlikwidowano nawet imiona własne słowiańskie, na rzecz imion świętych katolickich.
    Tym nie mniej dziś, wnikając w wartości osobowości bohaterskiej, nieomylnie odczytujemy postawę wobec świata naszych przodków, nim zostali skażeni przez inwazję krzyża. Zwracamy się więc do tradycji, ale nie tradycji choroby. Wątek zerwany jest do nawiązania. Bliską nam postawę wobec życia i świata reprezentował ruch, wiążący się z postacią księcia, Masława. Do tej tradycji dziś się zwracamy. Oczywiście śmieszne jest odnawianie symboliki Swantewita, Swarożyca, itd. Kwestie bałwanów niech zostaną dla bałwanów. Chodzi o żywą więź tego samego stosunku do życia; a ta jest wspólna.

    Jan Stachniuk
    Droga rewolucji kulturowej w Polsce. Studium rekonstrukcji psychiki narodowej.

    Lubię to

  10. Kamil Kasprzak . pisze:

    Witam blog Przemexa .Mój debiut tutaj .
    Proszę panowie napisać wasze refleksje w kwestii już całkowicie upadłej naszej Ojczyzny która zwała się Polską a nazywa się dziś Polin ( słowa Dudy szabasgoja ) .
    Od kilku lat obserwuję wysyp kamerek .Ogromne ilości instaluję ich się na blokach mieszkalnych czy urzędach np urzedy miasta .W mieście gdzie mieszkam praktycznie jest po kilka kamerek na każdym bloku .Człowiek nie może przejść bez skrępowania bo ma wrażenia że obserwują go od stóp do głowy a taka obserwacja i podglądanie to jest typowa domena żydów .
    Kilka miesięcy temu gdy szedłem przez park popijająć wodę dopadło mnie dwóch strażników miejskich którzy jechali jakimś gazikiem myśląc że piję piwo . Idioci odpuścili gdy zobaczyli że to niegazowana woda Żywiec . To samo piwo pijesz spokojnie w towarzystwie dzieci w lecie pod parasolkami w lecie i jakoś sługusom syjonistycznym to nie przeszkadza .Panowie to jest jakaś masakra . W jakim kraju żyję ? .W PRL nikt nic nie kamerował człowiek czuł się nie podglądany a przestępstw było mniej . Czemu to ma służyć ? .Nie mogę juz przejść po mieście bez stresu że ktoś mnie podgląda . Wszędzie kamery .
    Rozmiawiam z ludzmi i oni wyrażają swoją radość że rządzą nimi żydzi bo to zdolny naród i tyle wycierpiał w czasie wojny .Gdy był w moim mieście Kaczyński całowano go po rękach . Było wielkie święto .Sprawdzano każdy smietnik czy aby jakieś bomby nie ma .Paranoja po prostu .
    Nam Słowianom zostały tylko rysy słowiańskie bo mentalonść juz mamy żydowską . Nas już nie ma .Żydzi przez te tysiąc lat zniszczyli nas całkowicie . Dziś jesteśmy tylko świnmi które im służą .
    Panowie wybaczcie ale jak to piszę to łzy mi z oczu ciekną .Wybaczie .
    Często czytałem pana Zygę tutaj .Moje spóznione kondolencje z powodu jego śmierci .To był nasz brat patriota wymierający gatunek który do końca nam pokazał jaką drogą panowie my Słowianie mamy iść .
    Wielka czesć i chwała dla niego .
    Daję piątkę Przemexowi , opolczykowi i Polakowi – Słowianinowi . To był mój taki jednorazowy wpis .Mieszkam w Białej Podlaskiej .
    opolczyk u ciebie w Niemczech też wszędzie kamery i inwigilacja .U nas Polacy to popierają nawet podglądanie jak srają .W Niemczech jak jest ?

    Lubię to

    • Polak-Słowianin pisze:

      Witaj Kamilu,

      W moim odczuciu, masz dość negatywne spojrzenie. Dla mnie liczy się nasza świadomość, bo warunki zewnętrzne są zmienne.

      „Nam Słowianom zostały tylko rysy słowiańskie bo mentalonść juz mamy żydowską . Nas już nie ma .Żydzi przez te tysiąc lat zniszczyli nas całkowicie . Dziś jesteśmy tylko świnmi które im służą ”

      Według mnie pomyliłeś tu świadomych Słowian z ludźmi, których ciała mają ‚odpowiednie’ DNA, lecz takimi świadomymi Słowianami nie są (nie należy błędnie stawiać ciała ponad świadomość). Dawni Słowianie żyli w lepszych warunkach, dzisiaj Słowianie mają o wiele gorsze, ale te kiepskie warunki nie będą trwać wiecznie, także głowa do góry.
      Zakładam, że Zyga przyjął Słowiańszczyznę na serio no i skoro trzymał się do końca to to jest to!
      Jeśli mogę Ci coś doradzić, to staraj się nie uogólniać na wszystkich Żydów. Tu nie chodzi zresztą o Żydów/żydów jako takich a o niewłaściwe i szkodliwe działanie danych osób z określoną świadomością, to że dana osoba ma ‚żydowskie’ ciało nie jest kwestią decydującą.
      Monitoring sam w sobie jest rzeczą neutralną, zależy tylko kto i do czego go wykorzystuje. Jak ktoś dzięki kamerom coś zyska to z reguły będzie to sobie chwalił. Nie znaczy, że ja to popieram, ja popieram odpowiednią świadomość i Słowiańszczyznę dzięki której można lepiej żyć. Słowianie nie potrzebowali monitoringu, banków, śmierdzących fabryk itp.

      Sława!

      Polubione przez 1 osoba

  11. Kamil Kasprzak . pisze:

    Mili panowie jeszcze jedna rzecz . Opolczyk może oglądał w Niemczech . Proszę o ocenę tego filmu bo podobno w Niemczech robi karierę i u nas wśród lemingowa też :
    Das Leben der Anderen12.07.2017 | 127 Min. | Verfügbar bis 20.07.2017 | Quelle: Bayerischer Rundfunk 2017NOCH 2 TAGE
    Fünf Jahre vor dem Fall der Mauer versucht der DDR-Staat, seinen Machtanspruch mit einem perfiden System aus Kontrolle und Überwachung zu sichern.

    http://www.ardmediathek.de/tv/Film-und-Serie/Das-Leben-der-Anderen/BR-Fernsehen/Video?bcastId=24787788&documentId=44369756

    Lubię to

    • opolczykpl pisze:

      Kamil

      Propagandowe ataki na NRD trwają w Niemczech (najpierw zachodnich a obecnie całych) od początku istnienia NRD. Przy czym obecnie są bardziej załgane i zakłamane niż wcześniej – bo NRD nie ma i nie może się bronić. Taka anty-NRD-owska propaganda to tutaj normalka, tyle że ja tego bełkotu nie słucham. Straszą Niemców NRD-owską „komuną”, aby nie byli przeciwko żydo-kapitalizmowi. Ale mimo tej nagonki partia „Die Linke”, będąca spadkobiercznią NRD-owskiej SED jest reprezentowana w 10 (na 16) Landtagach („parlamentach” tzw. krajów związkowych). Z tego 5 tych Landtagów jest w Niemczech zachodnich, a nie tylko na terenach byłej NRD. A w Landtagu Turyngii (byłej NRD) jest drugą co do wielkości frakcją w owym „parlamencie”. Natomiast w aktualnym „Bundestagu” (niemieckim knessejmie) są trzecią co do wielkości frakcją, posiadającą 64 mandaty. Tak więc mimo nagonki na NRD nadal spora grupa Niemców, zwłaszcza we wschodnich Landach, nie daje się tą propagandą przekonać do żydo-kapitalizmu i głosują na „komuchów”. Dodam, że nigdy nikt z tej partii nie jeździł na zloty Bilderbergów, a jej posłowie w Bundestagu byli (i pewnie nadal są) szpiclowani przez jedną z niemieckich bezpiek (Służbę Ochrony Konstytucji).
      http://www.spiegel.de/politik/deutschland/ueberwachungsaffaere-verfassungsschutz-bespitzelte-linke-schaerfer-als-gedacht-a-812060.html

      Było to tym bardziej skandaliczne, bo oficjalnie zgodnie z niby obowiązującą niemiecką ustawą zasadniczą (konstytucją), służby (bezpieka) kontrolowane i nadzorowane są przez parlamentarzystów. A tymczasem to one, bez wiedzy parlamentarzystów ich szpiclowały. Co ujawniło i zobrazowało farsę niemieckiej „demokracji parlamentarnej” i „praworządności”.

      I tak to wygląda w niemieckim jewrobaraku – agentura rządząca Niemcami szpicluje niewygodnych, niezwasalizowanych rzeczywiście lewicowych parlamentarzystów, a jej propaganda ryczy o szpiclowaniu w NRD. Czy to nie jest bezczelne załganie i metoda – łapaj złodzieja?

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s