Ofiary z ludzi u Słowian.

19989307_1500154600040735_566667639364876536_n

 

„Ofiara” – obraz z 1922 r. przedstawiający pogański obrzęd składania w darze bóstwu życia młodej kobiety. Z przekonaniem o takich praktykach namalował go Marian Wawrzeniecki – uchodzący za znawcę prastarych wierzeń. Współcześni oskarżali go też o lubowanie się w ukazywaniu okrucieństwa i szafowanie erotyką. Potężny idol kojarzy się z posągiem Światowida i kolosami z Wyspy Wielkanocnej.

 

Wczoraj na FB pojawił się ciekawy wpis na stronie Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie pobudził dużą dyskusję a to za sprawą malowidła Ofiara z 1922 namalowanego przez Mariana Wawrzenieckiego.

Autorzy strony nie poszli na łatwiznę i przedstawili obszerny przypis do swojego wpisu. Zapraszam do lektury.

—————————————————–

Cieszymy się, że nasz wpis (dość podchwytliwy) wywołał dyskusję. Tym bardziej, że inspiracją była sztuka! Przecież to jest jedna z jej ról – wzbudzanie emocji. Szkoda tylko, że czasami wzbudza tak skrajne emocje, a nie zawsze stanowi inspirację do poszukiwań wiedzy.

A jak to z tymi ofiarami wśród Słowian było? Tak jak napisaliśmy, niegdyś powszechnie twierdzono, że one były. Wynikało to raczej nie z badań naukowych, a z przekonania, że dla politeizmu fakt tak byłby rzeczą oczywistą. Dziś jednak pojawia się wiele głosów temu przeczących. Jednak rzadko w dyskusjach na ten temat (i nie tylko niestety) pojawiają się konkretne argumenty oparte na przesłankach źródłowych i ustaleniach badaczy stanowiących efekt krytycznej pracy ze źródłami.

Źródła pisane wspominają o tym, iż Słowianie składali ofiary z ludzi. Zapewne o takim obyczaju pisze autor bizantyńskiego podręcznika do strategii „Strategikonu” ze schyłku VI w. Wspomina on o tym, że kobiety Słowian południowych rzucają się na płonące stosy poległych wodzów i w ten sposób giną. Interpretowane jest to z reguły jako właśnie przykład ofiary z ludzi – były raczej do tego przymuszane.
Piszący w drugiej połowie X w. Leon Diakon w swoim dziele przy okazji opisu kolejnej wojny bizantyńsko-ruskiej wspomniał o tym, iż Rusini po jednej z bitew na wielkich stosach palili swoich poległych i starożytnym zwyczajem poświęcają jednocześnie jeńców – zarówno mężczyzn jak i kobiety. W innym miejscu wspomina o zwyczaju składania przez Słowian w ofierze noworodków oraz kurczaków, które topiono w Dunaju. Piszący w I poł. X w. perski podróżnik Ahmad ibn Rustah Isfahan wspomniał o tym, iż Słowianie wschodni mają w zwyczaju poświęcać kobiety. Również „Powieść minionych lat” pisze o istnieniu takiego obyczaju. Miał go kultywować nie kto inny jak Włodzimierz I Wielki – książę kijowski, który krótko potem przyjął jako pierwszy władca Kijowa chrzest. Źródło to wspomina także o poświęcaniu dziewic.

Dość sporo informacji o składaniu ofiar z ludzi wśród Słowian mamy w odniesieniu do plemion połabskich na przełomie X i XI w. Wspomina o tym Thietmar z Merseburga. W 990 r. Wieleci-Lucicy mieli, wg kronikarza, złożyć w ofierze dowódcę zdobytego wcześniej wspólnie z Czechami nieznanego z nazwy grodu). W innym miejscu swej kroniki wspomina on o tym, iż Obodrzyci składali ofiary z ludzi w Radogoszczy. Także inni ówcześni pisarze (m.in. Brunon z Kwerfurtu, Helmold z Bozowa) wspominają o takich praktykach. Najczęściej złożenie w ofierze odbywało się poprzez ścięcie głowy. Ofiarą był obcy, z reguły chrześcijanin, często misjonarz.

Oczywiście można zarzucić autorom tego rodzaju zapisek stronniczość. W większości przecież wywodzili się oni z kręgów kościelnych, więc celowo mogli fałszować obraz spokojnych Słowian. Takie stanowisko nie jest jednak do końca uzasadnione, ponieważ informacje o tym wywodzą się ze zbyt różnych środowisk i z różnych okresów. Zresztą, jak wskazaliśmy powyżej, przytaczają je nie tylko chrześcijanie.

Argumentów na potwierdzenie tezy o występowaniu obyczaju składania ofiar z ludzi dostarcza również archeologia. Jako takie uznaje się pochówki luźnych czaszek z wgnieceniami. Znamy je np. z Rugii z okolic dawnego ośrodka kultu słowiańskiego, Arkony. Być może ofiary przed śmiercią były ogłuszane, utaczano z nich krew i potem odcinano głowę. Krew jak się zdaje mogła mieć znaczenie dla innych symbolicznych rytuałów. Kolejnym dowodem są spotykane niekiedy na terenach Ukrainy czy Słowacji całe serie pochówków w kolistych jamach określanych niekiedy właśnie jako ofiarnicze. Najczęściej są to szkielety męskie, najczęściej o odmiennym etnosie. Być może archeologiczną pozostałością po tym obyczaju się niektóre znane szkielety ze śladami skrępowań.

Jak widać źródła wyraźnie wskazują na istnienie tego obyczaju wśród Słowian. Nie byłoby to zresztą niczym szczególnym w ówczesnych czasach i nie świadczyłoby to o żadnym ich „zdziczeniu” (jak ktoś to napisał w dyskusji). Tego rodzaju praktyki były normą wśród religii politeistycznych. Ofiary z ludzi składali niekiedy Grecy, o wiele częściej czynili to Rzymianie. Nawet celtyccy Druidzi składali ofiary z ludzi. Wyobrażacie sobie w takiej sytuacji dobrodusznego Panoramiksa z komiksów o Asterixie i Obelixie? Ofiary z ludzi znane były u Germanów, u Skandynawów, Prusów, wśród wielu ludów Europy. Zresztą nie tylko Europy! Wspomnijmy choćby o Majach (przecież jeszcze do niedawna uznawanych za wyjątkowo spokojnych i stroniących od tego typu praktyk), Aztekach i innych ludach prekolumbijskiej Ameryki. Azja też nie była wolna od tego typu rytuałów. Pamiętać jednak należy, że to co dziś wydaje się nam szokujące w tamtych czasach takowym nie było. Inny był system wierzeń, inna mentalność. Pojęcie humanitaryzmu, jakie znamy od oświecenia wówczas w ogóle nie było znane.

Jeśli więc komuś zaburzyliśmy sielankowy obraz naszych przodków to powtarzamy raz jeszcze – Słowianie nie byli w tym odosobnieni. Na podstawie źródeł można raczej wysunąć tezę, iż praktyki te mimo wszystko nie były wśród Słowian zbyt powszechne, a uciekano się do nich tylko w chwilach szczególnych.

Na specjalną uwagę zasługuje sam Marian Wawrzeniecki (1863-1943), twórca zaprezentowanego obrazu pt. „Ofiara”. Był on malarzem (uczniem samego Matejki), rysownikiem, archeologiem, religioznawcą, teoretykiem sztuki, członkiem współpracownikiem Komisji do Badań nad Historią Sztuki i Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie. Uchodził za specjalistę w zakresie słowiańszczyzny, przede wszystkim w zakresie dawnych wierzeń. Sam sygnował często swoje prace swarzycą – lewoskrętną swastyką, pradawnym symbolem przychylności bogów, szczęścia i zwycięstwa. Był członkiem grupy artystycznej zwanej Szczepem Rogatego Serca, której członkowie inspirowali się w swojej twórczości właśnie kulturą Słowian. Wprawdzie nie był członkiem Koła Czcicieli Światowida, założonej w 1921 grupy religijnej odwołującej się do wierzeń pogańskich, jednak zaliczyć go należy do grona jej zwolennikiem. Jak chcą niektórzy był zwolennikiem podnoszonej niekiedy w dwudziestoleciu międzywojennym kwestii przywrócenia publicznego obchodzenia niektórych obrzędów religii słowiańskiej. Dziś uznawany jest za jednego z prekursorów polskiego rodzimowierstwa słowiańskiego.


 

Podsumowując oraz przestrzegając z góry przed atakami. Należy pamiętać, że w wielu przypadkach to nie wiara jest winna jakimś zbrodniom, a sami ludzie. Fanatycy, nieuki często przez pryzmat wiary podejmowali decyzję w imię dobra innych i swojego. Nie ma jednoznacznych dowodów na to że słowianowierstwo składało ofiary z ludzi, a odłamów wiary dawnej było więcej, na wiele z nich wpływały inne wierzenia także pogańskie, ale także monoteistyczne, gdzie ofiary z ludzi i zwierząt były składane.

Należy także wziąć pod uwagę istnienie pogańskich sekt, wiarołomców którzy dostosowywali wiarę pod siebie, aby gromadzić władzę i bogactwo. Jest to zbyt ludzkie aby nie brać pod uwagę, szczególnie patrząc na chrześcijan.

Droga do prawdy to nie świeża asfaltowa droga, a stara droga z wieloma dziurami.

Nie traćcie wiary! Chwała Bogom! 🙂


 

Źródło:

https://www.facebook.com/v2.3/plugins/post.php?app_id=249643311490&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2Fr%2F0sTQzbapM8j.js%3Fversion%3D42%23cb%3Df1817cf02181b6%26domain%3Dslowianowierstwo.wordpress.com%26origin%3Dhttps%253A%252F%252Fslowianowierstwo.wordpress.com%252Ff3b9bec43cb82f2%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fmpppgniezno%2Fphotos%2Fa.156300191092856.34184.156298634426345%2F1500154600040735%2F%3Ftype%3D3%26theater&locale=en_US&sdk=joey&width=552

za: https://slowianowierstwo.wordpress.com/2017/07/16/ofiary-z-ludzi-u-slowian/

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

149 odpowiedzi na „Ofiary z ludzi u Słowian.

  1. Jurek pisze:

    Zaśmierdziało mi w tytule nadinterpretacją i zwykłą manipulacją .
    Co pisze zydopedia na temat autora obrazka:

    ” Czasy przedchrześcijańskie uważał za okres żywiołowej, samoistnej, nieskrępowanej i rdzennej kultury, a czasy późniejsze za okres kultury narzuconej represyjnie i niszczącej ciągłość cywilizacji polskiej. Krytykował zarówno kler katolicki, jak i Niemców za wytępienie w Polsce słowiańskiej rodzimości.”

    Obrazy Wawrzynieckiego nawiązujące tematem do „ofiary” są połączone z symbolami nowego państwa pod okupacją katolizmu a egzekucje na słowiańskich kobietach wykonywane są rozkazów nowych władców w purpurze. Żeby było widać o kogo chodzi, autor umiejscowił scenę wymuszenia na pogance nowej ideologii i kategorycznej odmowy, będącej zarazem zgodą na śmierć, na terenie gontyny już okupowanej przez biskupów . Ponadto słup opatrzono w godło nowego państwa.
    Oto ten obrazek:

    Obrazy te są zatem aktem oskarżenia katolizmu o zbrodnie ludobójstwa, a nie jak usiłują to wmówić autorzy, dokumentami na rzekome pogańskie obrzędy składania ofiar z ludzi.

    Polubienie

    • przemex pisze:

      Tekst umieściłem aby go przedyskutować. Co nie oznacza, że wierzę w często naciągane przez krystowiercow(i nie tylko) opowieści o składaniu ofiar przez pogan a konkretnie przez Słowian. Relacje z kronik obojętnie czy krystowierczych czy jakichś innych zawsze traktuję z przymrużeniem oka, nie wiadomo na ile są wiarygodne. A archeologia też jest nie lepsza, prawda jest taka, że skąd dany archeolog wie co wykopal? To niekoniecznie muszą być ofiary mordów rytualnych a coś zupełnie innego. Ale bywa, że naukowcy zamiast uczciwie nieraz przyznać, że nie za bardzo wiedzą co odkryli a ich interpretacja wykopaliska jest tylko jedną z możliwych, to na siłę dopasowują znalezisko do jakiejś swojej teorii, która na siłę forsuja niczym krystowiercy dogmaty.

      Polubienie

      • Polak-Słowianin pisze:

        Przemex,

        „Ale bywa, że naukowcy zamiast uczciwie nieraz przyznać, że nie za bardzo wiedzą co odkryli a ich interpretacja wykopaliska jest tylko jedną z możliwych, to na siłę dopasowują znalezisko do jakiejś swojej teorii, która na siłę forsuja niczym krystowiercy dogmaty.”

        Znalazłem artykuł, który kiedyś czytałem: Ofiary z ludzi we wspólnotach słowiańskich, cytuję:

        „Świadectwo łopaty (…) Grupa pochówków z całkowicie zachowanymi szkieletami jest charakterystyczna dla obszarów zajętych w VI w. przez tzw. prowincję praską. Należy jednak nadmienić, że na innych terenach odkryte zostały również formy pochówku składającego się z samych czaszek. Tego typu odkrycia dokonał między innymi Włodzimierz Szafrański w Płocku, gdzie z fragmentarycznie odkrytego uroczyska wydobyto czaszkę dwunastoletniej dziewczyny. Odkrycie to jest dowodem na to, że wspomniane w Powieści lat minionych poświęcenie dziewicy mogło być rzeczywiście praktykowanym w dawnych czasach rytuałem.”

        Ciekawe jest też zestawienie słów: „Dowód na mogło” a nie dowód, że np. było. Jeden z komentatorów „lesnyduch” podaje:

        „tezy profesora Szafrańskiego na temat domniemanego Płockiego uroczyska , zostały podważone. Uczony ten zbyt subiektywnie podszedł do tematu, ubarwiając mocno rzeczywistość. Owe znicze ofiarne okazały się XI wiecznymi jamami śmietniskowymi, rzekomy słup drewniany przedstawiający wizerunek bóstwa słowiańskiego w rzeczywistości był pozostałością po słupie wspierającym dach jakiegoś średniowiecznego budynku, kupa kamieni polnych została zinterpretowana jako ołtarz ofiarny a rozcieracz do ziaren został maczugą, rzekomym narzędziem zbrodni. W miejscu gdzie znaleziono czaszkę dziewczynki, funkcjonował cmentarz wraz z kościołem ( od XI wieku), nie były to jedyne szczątki ludzkie znalezione w tym miejscu. To tyle na temat tzw. dowodów archeologicznych :)”.

        Polubione przez 1 osoba

  2. borejkoblog pisze:

    Nawet gdyby zdarzały się ofiary z ludzi to fundamentem słowiańskiej duchowości nie była wiara w to, że konieczna jest ofiara z człowieka żeby zostać zbawionym, jak to jest w przypadku chrześcijaństwa. Co prawda teraz jest to tylko symboliczne, ale fundamentem chrześcijaństwa jest to, że bez ofiary z człowieka ani rusz. Ci, którzy zostali zamordowani w imię żydowskiego boga podczas siłowego nawracania, śmiało mogą zostać potraktowani jako ofiary złożone przed ołtarzem Jahwe.

    Polubienie

  3. Polak-Słowianin pisze:

    Byłoby to wręcz czymś szokującym, gdyby ludzie związani z Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie nie obrzucili błotem Słowian po całości – mimo, że nie ma jednoznacznych dowodów… Poprawność zobowiązuje.

    Polubienie

    • Andrzej Pucyn pisze:

      Hu…. nie poprawność . Mam pewne informacje że niebawem ceny paliwa pójdą mocno w górę podobnie piwa , wina i wódki oraz artykułów żywnościowych w rodzaju chleba , mleka , śmietany , kiełbasy itp .
      Woda cisowianka już podrożała z 1.40 na 2.00 pln za butelkę .
      Od 1 stycznia idą mocne podwyżki za prąd , gaz , wywóz śmieci itp.
      Te szabasgojskie kurwy , kurewki i kurwiątka mają kredyty do spłacenia i to duże , wille , BMW w garażach , dzieci w prywatnych szkołach .
      To jak bez robienia lodów pejsatym mogliby to wszystko mieć ?
      Znam te kurwy dokładnie na wylot bo sam kiedyś taki byłem obsługując parchatych w najlepszych restauracjach i wchodząc im w dupę gdy miałem półroczne praktyki w Krakowie po ukończeniu gastronomii i hotelarstwa w Londynie .

      Polubienie

      • Andrzej Pucyn pisze:

        Tu się jedynie liczy siano .Zapłać tym kurwom więcej niż dostają od parchatych zobaczysz jak będą tobie wchodzić w dupę bez wazeliny i jak będą wielbić Perunów .
        To jest tylko kwestia szmalu i nic więcej .

        Polubienie

      • patka pisze:

        Podwyżki idą i będą iść, paliwo to też kwestia czasu. Jeśli chodzi o cisowiankę to nawet mimo tej podwyżki i tak jest najtańszą wodą na rynku nadającą się do picia.

        Polubienie

        • przemex pisze:

          Mam tylko nadzieję, że ceny kobiet lekkich obyczajów nie pójdą zbytnio w górę, bo wielu będzie musiało przejść w tryb manualny. 😉

          Polubienie

          • Andrzej Pucyn pisze:

            Są jeszcze Ukrainki .Tu nie wychodzi tak drogo . Mój kumpel jakieś 5 lat temu się chwalił że super się zabawił z Ukrainką za jedyne 200 złotych także nie ma tragedii .Nie tylko Polki dobre są w te klocki konkurencja kwitnie i zawsze jakąś promocję czy coś tańszego da się złapać ha ha ha .
            Na marginesie .Nie tylko Polki mają fajne pipki i to wężykiem jak mawiał pejsatek Kobuszewski .

            Polubione przez 1 osoba

          • Andrzej Pucyn pisze:

            Apel do czytelników blogu przemexa .
            Tanie wody poniżej jednego zeta są także w Biedronce , Lidlu itp .
            Błagam was nie kupujcie tam nic .
            Jakieś dwa tygodnie temu kupiłem w Biedronce sok pomarańczowy taniutki w promocji kobita mnie wysłała po masło bo tam jest jeszcze najtańsze za kostkę 6 zeta .
            Wypiłem ten sok z Biedronki .Jakiej dostałem po nim sraczki myślałem że padnę .Większej niż Kiepski po zjedzeniu kwaszonych ogórków .
            Zdrowo się odżywiam więc musiał mi ten jebany sok z Biedronki na 100% zaszkodzić .
            APEL
            NIE KUPOWAĆ W TYCH GÓWNACH ŻADNEGO TOWARU .!!!!!!!!!!!!

            Polubienie

        • Andrzej Pucyn pisze:

          Słuchajcie drodzy państwo . Cisowianka jest wodą dobrą nawet pomimo tej podwyżki . Takie drzewo jest cis i stąd nazwa cisowianka .
          Innego rodzaju wodą jest Nałęczowianka która za butelkę kosztuje prawie 4 złote .To jest woda głębinowa z głębokich studni .
          Biznes nałęczowiankowy prowadzą pejsatki dlatego apeluję nie kupować tego gówna .
          Pamiętam jak w latach 90 kupili u mnie w mieście Fabrykę Ceramiki .Mojemu kumplowi zachciało się zapalić i jakaś kurwa gojowa go przeskarżyła i został tylko za to wywalony z roboty z tego pejsatego Bantustanu który powstał w 89 roku .
          Mam pewne info . Idą potężne podwyżki wody , gazu , energii , wywozu śmieci od 1 stycznia .

          Polubienie

          • przemex pisze:

            Nawet mnie nie strasz, bo mam już dość życia w tym kraju, mam głębokie przeczucie, że to się źle skończy…

            Polubienie

            • Andrzej Pucyn pisze:

              Przemex kolego nawet nie wiesz jak cię rozumiem .Sam się sobie dziwię że jeszcze nie wylądowałem w Tworkach na oddziale zamkniętym ale to pewnie dzięki lekturze twojego bloga bo to jest jakieś antidotum na głupiznę w tym kraju .
              Pozdrawiam .

              Polubienie

            • Andrzej Pucyn pisze:

              Wczoraj w parchatej TV pokazywali obcokrajowców między innymi Włochów , Greków i studentów obcokrajowców z polskich uczelni .Jeden z białoruskich studentów opowiadał jak mu się przecudnie żyje w Polsce a jaki tu dobrobyt i wspaniali ludzie .
              A WY WAS JAKIMŚ KUTASEM W TE DURNE PEJSATE ŁBY STRZELIĆ .
              Przemex proszę o wybaczenie za brzydkie wyrazy .

              Polubienie

            • przemex pisze:

              Przecudnie to tu się żyje tylko niektórym…

              Polubienie

  4. Andrzej Pucyn pisze:

    Nie na temat ale napiszę bo teoretycznie to są naczynia połączone .

    Wczoraj był mecz siatkówki Rosja – Niemcy. Rosja wygrała super i spotkanie palce lizać .
    Nie o tym jednak napiszę .
    Z przebiegu meczu . Gwizdy i buczenie Polaków gdy punkt zdobywali Rosjanie a brawa gdy punkty zdobywali Niemcy przy swoich serwisach .
    Wszyscy komentatorzy kibicowali Szkopom nawet gdy Rosjanin troszkę się zdenerwował i pod wpływem emocji rzucił mocniej butelką wody o boisko to zaraz były głosy że podły Rosjanin zrobił to specjalnie bo szukają dymu aby Niemcom odebrać koncentrację .
    ależ to żydostwo ogłupiło gojostwo przez te 30 lat .

    WY PODŁE SZABASGOJSKIE SŁOWIAŃSKIE SKATOLICZONE KURWY BIJECIE BRAWA NIEMCOM KTÓRYCH DZIADKOWIE WYMORDOWALI TYLE SŁOWIAN A PODCZAS MECZU GWIZDACIE NA ROSJAN KTÓRZY NAS WYZWOLILI I URATOWALI .
    SORRY PRZEMEX ALE CZŁOWIEK NA TĄ GŁUPIZNĘ JUŻ JEST BEZRADNY .

    Polubienie

    • przemex pisze:

      Wiem, słyszałem w radiu, jak komentatorzy komentowali ów mecz. Stwierdzili w pewnym momencie, że publiczność jest ewidentnie po stronie drużyny niemieckiej i bardziej dopinguje Niemcom. Cóż, to tylko sport, ale pewne nastroje panujące w społeczeństwie nieco oddaje…

      Polubienie

  5. borejkoblog pisze:

    Kilka refleksji na różne tematy zlane w jedno 😛

    Czytam na słowiańskich forach dyskusje na temat tego, który bóg jest starszy, który jest pierwotny i te wszystkie rozważania odbywają się z takiego poziomu, że bogowie to kowale, wojownicy z młotami, jeżdżą na koniach itd. I jedni mówią, że Swarożyc jest młodszy od Peruna, bo obróbka metali kowalstwo powstały później, a wcześniej to kamiennych młotów się używało itd. Tak czytam i mam wrażenie, że ludzie badając bogów gubią istotę rzeczy, że bogowie to nie ludzie, tylko energie, moce, które w ludzkich umysłach jawią się jako ludzie z ludzkimi atrybutami. Mówiąc o Swarożycu zapomina się o najistotniejszej rzeczy, że uosabiał Słońce. I czy trudno dojść do tego, że nie pojawił się nagle jako kowal, tylko w umysłach pojawił się jako kowal, kiedy pojawił się zawód kowala, a Słońce było wcześniej? Może był wcześniej jako Perun? Tylko zaraz ktoś powie: przecież Perun był od nieba i piorunów, a nie od Słońca, weź doczytaj chłopie zanim się wypowiesz. Tylko, że ja nie wiem jak można oddzielić niebo od Słońca, skoro jego błękit i inne barwy to światło słoneczne, które rozprasza się w górnych warstwach atmosfery. Trudno mi też uwierzyć, że nagle Swarożyc jako ktoś oddzielny zaczął wykuwać pioruny i że nie widziano związku pomiędzy burzami a Słońcem, że ono „wykuwa” te pioruny jeszcze zanim pierwszy kowal się pojawił.

    Jeszcze takie podziały jak to, że Swarożyc to bóg bierny, a Perun to aktywny wojownik. Dla mnie osobiście wyobrażenie siły podtrzymującej wszystko przy życiu jako kowala to coś bardzo aktywnego, ale aktywnym jest tylko wtedy kiedy to coś żyje w ludzkim sercu. Kiedy to żyje w ludzkim sercu to wtedy człowiek czuje, że „jest kowalem swojego losu”, że hartuje sam siebie, że każde uderzenie jego serca to jak uderzenie młota, które wzmacnia krew siłą ducha. Dlatego dla mnie siła podtrzymująca wszystko przy życiu to kowal. Taki obraz boga jest trudniejszy do zmanipulowania. Żydowski Jahwe powstał na bazie gromowładnych bóstw i został wypełniony charakterem egotycznych, zakompleksionych kapłanów. Łatwiej jest nastraszyć nagłym porażeniem z nieba niż nastraszyć kowalem, który w sposób ciągły pracuje nad doskonaleniem czegoś. Człowiek, który ma obraz kowala w umyśle zaczyna ten obraz brać sobie do serca i zaczyna się doskonalić, hartować w ogniu, który czuje w samym sobie. Wyobrażenie boga jako gromowładcy łatwiej przeobraża się w takie poczucie małości człowieka, zdanie się na łaskę lub niełaskę czegoś.

    Co do tego podziału na bogów starszych i młodszych, ważniejszych i mniej ważnych. Jeśli spojrzymy na Słońce to widzimy wielobarwne promienie i te promieniowanie jako całe spektrum barw jest konieczne do życia wszystkim. Każdą barwę i każdą długość fali możemy potraktować jako innego boga. Jedne organizmy bardziej bazują na jednej barwie, a inne na innej, ale promieniowanie jako całość jest jednym zjawiskiem i jest potrzebne wszystkim na równi. Otwarcie się bardziej na taką długość fali albo inną, to kwestia indywidualna, tak więc każdy ma swojego boga, który daje mu impuls do rozwoju. Najważniejsze jest to, by istniało całe spektrum, dlatego najważniejszym bogiem zawsze jest ten, który jest traktowany jako uosobienie źródła z którego te wszystkie barwy wychodzą. To jest energia i tu nikt się nie rodzi i nie umiera, a rodzenie się bogów, ich ojcowie i dzieci to jedynie porównania do czegoś co człowiek zna ze swojego ziemskiego życia. Mamy źródło światła jako „ojca”, ale „dzieci” nie są młodsze bo od początku jak tylko Słońce świeci, jego światło zawiera w sobie wszystkie pomniejsze składniki, poszczególne barwy. Mamy jednocześnie sytuacje gdzie dzieci tworzą ojca i ojciec rodzi dzieci. Weźmy teraz monoteizm. Porównanie bogów do wielobarwnego światła słonecznego jest chyba najlepszym przykładem żeby zrozumieć o co naprawdę chodzi z tymi bogami. W monoteizmie jest ciekawa rzecz. Kiedy mówi się o świetle boskim to zawsze mówi się o nim jako o świetle białym lub złotym. Przy czym to światło białe zawsze jest traktowane jako coś innego niż biel Słońca, która jest sumą wszystkich barw. Podkreśla się zawsze, że jest to „czysta boska biel”, że to światło nieznane, zupełnie innej natury niż to co poznaliśmy żyjąc w tym świecie. Mówi się, że to światło miłości, ale bardziej da się odczuć w tym hipnozę niż miłość. Kiedy ktoś mi mówi o „boskim świetle” w kontekście Jahwe to zawsze wyobrażam to sobie jako „światło w trybie martwym”, jako pewną anomalię, coś wypranego z barw życia. Monoteizm staje się tutaj jednocześnie monochromatyzmem. Miłość potrzebuje co najmniej dwóch. Miłość to fuzja co najmniej dwóch serc, nie ma czegoś takiego jak miłość sama w sobie, do nikogo. Ktoś może powiedzieć: ale bóg Jahwe kocha swoje stworzenie, więc świeci światłem miłości. Tylko, że to światło nie może być miłością, bo nie jest współtworzone przez rzekome stworzenie Jahwe, ale jest jedynie jego własną energią, jego własną miłością do samego siebie. Miłość jest wtedy kiedy współtworzy się coś razem, kiedy wszyscy współtworzący są równi. Dlatego próbując zamknąć ludzkie serca najpierw zatruwa się politeizm, by na końcu niewolę zwieńczyć monoteizmem, bogiem, który kocha jedynie samego siebie.

    Polubienie

    • przemex pisze:

      Spory rodzimowiercow o tym, który bóg jest ważniejszy, starszy czy mocniejszy walą z daleka krystowierczymi sporami o to, który dogmat jest bardziej prawdziwy i sluszniejszy. Wydaje mi się, że poniektórzy z nich nie wyszli jeszcze z poziomu umysłowego polakatolictwa. Dla Słowianina chyba nie ma znaczenia, który bóg jest ważniejszy w hierarchii, jak się go powinno postrzegać, jakie ma konkretnie atrybuty, jakie mieć powinien a jakich mieć nie powinien, itp. To są sprawy drugorzędne, a tak naprawdę indywidualne/osobiste/prywatne, kto i w jaki sposób postrzega/widzi tego czy innego boga. Nie musi koniecznie istnieć jakiś ściśle i dokładnie sprecyzowany panteon bogów, który każdy ma przyjąć bezwzględnie do wierzenia i nie wolno poza niego wychodzić. Slowianszczyna nie musi przypominać krystowierstwa.

      Polubienie

    • borejkoblog pisze:

      Dużo rozważam na temat tych wszystkich bogów, jak to jest że często najważniejszymi bogami są ci gromowładni i są traktowani jakby odrębni od tych słonecznych, chociaż logika podpowiada, że Słońce powinno być najważniejsze. Kiedyś zrównywałem wszystko ze sobą i spłycałem, że Jahwe, Zeus czy Perun to jedno i to samo, ale ostatnio czuje taki impuls żeby się w to zagłębić, bo chodzi tu o coś większego.

      Z gromowładnymi bogami jest tak, że trudno jest ich odczuć jako swoją głębszą jaźń, trudno jest wniknąć w samego siebie i poczuć swoją duszę niczym gwałtowną błyskawicę, która pojawia się i znika. Dusza zawsze jest przyrównywana do wiecznego płomienia, iskry, która trwa pomimo przemian ciała, co jest bliższe naturze Słońca, które jest przewidywalne w swoim codziennym wstawaniu, w swoich zachodach, w cyklach pór roku. Jest to płomień, który raz zapłonął i nie gaśnie i wszystko wokół niego się kręci i mamy pewność, że nie ma siły, która może go ugasić. Boga jako „władcę błyskawic” traktuję raczej jako Absolut nieupostaciowiony w żaden sposób, nieprzejawiony, a to dlatego że burza nie ma żadnego konkretnego źródła, pojawiając się na niebie przysłania ten skoncentrowany płomień Słońca, błyskawica nie daje żadnego przydatnego światła i ciepła, a jedynie pojawia się by wszyscy zamilkli i zatrzymali swoje umysły w miejscu. Błyskawica to jest jednorazowy cios dla umysłu, po którym zapala się płomień, który jedynie należy podtrzymać i to jest płomień naszej zamanifestowanej duszy. Dlatego traktuje Peruna (albo Jasze) i Swarożyca jako jednego boga, z czego zawsze podtrzymuje na stałe obraz tego drugiego. Jest taka tendencja żeby żeby z „gromowładcy” robić takiego boga w stylu Zeusa czy Jahwe, a to dlatego, że w samych sobie nie znajdziemy niczego podobnego do błyskawicy, a widzimy że jest takie potężne zjawisko na zewnątrz, wysoko na niebie i kapłani widząc, że jest to zjawisko budzące grozę, mogą to wykorzystać i zrobić z tego taki straszak, a samych siebie zrobić pośrednikami pomiędzy bojaźliwymi ludźmi a tym straszakiem. Tymczasem ci „gromowładni” bogowie mają charakter kapłanów, którzy ich wymyślili, a burza i błyskawice same w sobie nie mają w naturze żadnej kapryśności, agresji, pragnienia udowodnienia swojej wyższości, lecz są to zjawiska wskazujące na boskość nie mającą konkretnej postaci ani formy ani konkretnego miejsca rezydowania.

      Nie od dziś wiadomo, że historie biblijne zostały skopiowane od innych i odpowiednio przekręcone w interesie nazi-kapłanów. Zawsze szukałem duchowości w życiu, od dziecka, nie mając innej alternatywy, czytałem biblie (a to dla dzieci, a chwilę później „normalną”) i patrząc wstecz to zawsze przemawiały do mnie te historie, które zostały właśnie skopiowane od innych i które mają też odpowiednik w słowiańskiej kulturze. Nie ma chyba lepszego przykładu niż historia o Eliaszu, który zsyłał pioruny i deszcz, który żył gdzieś na pustkowiu żywiony przez ptaki. Samo imie, rozebrane na kawałki: El-iasz, a może El (kananejski bóg burzy) i .. Jasz – gromowładny bóg Polan? Ten el-JASZ rusza mnie też z tego względu, że mieszkam w okolicy gdzie naokoło jest albo Jasło, albo Jasienica, obok płynie rzeka Jasiołka itd.

      Zatrułem się kiedyś judejskim jadem wnikając w te historie i minęło trochę czasu zanim zrozumiałem przekręt z Jahwe.

      Już tak na luzie, to równolegle do poznawania historii biblijnych, oglądałem Dragon Balla. Jak to się stało, że wszyscy w Polsce oglądali to z wypiekami na twarzy, czemu tak to przemawiało do dzieci (i dorosłych)? Bo te walki to nie były nowe rzeczy. Kim są te postacie poniżej jak nie słowiańskim Perunem, Jaszą czy nordyckim Thorem oraz nazi-gadziną, która w kreskówce zawsze z pogardą odnosiła się do „podludzi” niczym biblijny Jahwe?

      Polubienie

      • borejkoblog pisze:

        Dalej o tym, skąd wyższość bogów gromowładnych nad słonecznymi. Chyba mnie olśniło. Wyobraźmy sobie przeogromne Słońce wobec którego planeta Ziemia jest tylko okruszkiem i to Słońce promieniuje i przechodząc przez warstwy atmosfery Ziemi tworzy tzw. sklepienie niebieskie. I na tym okruszku, głównym bogiem dla rożnych plemion jest gromowładca, który wydaje się być kimś innym niż Słońce. Z tym właśnie miałem problem, ale chyba zrozumiałem, że to nie jest takie głupie. Przede wszystkim gromowładca to nie pioruny ani burze same w sobie, tylko siła, która za nimi stoi. Jeśli Perun czy Świętowit ma być mocą, która stoi za niebem, piorunami, deszczami, to czy nie może chodzić o … grawitację? Co podtrzymuje atmosferę ziemi? Grawitacja. Co sprawia, że deszcz spada? Grawitacja. I jeśli chodzi tu o grawitację, to stawianie gromowładcy nad solarnym bogiem nabiera już sensu, bo przecież Słońce podlega prawu grawitacji. To, że ono jest takie ogromne, że wszystko kręci się wokół niego, to wszystko podtrzymuje ta sama siła, która podtrzymuje nasze ziemskie niebiosa i która powoduje opady deszczu. Słońce, w sensie jego promieniowanie, żar, ono „wykuwa” niczym kowal jego błękit, ale podtrzymuje je i kieruje zjawiskami na nim siła, która ukształtowała Słońce i cały kosmos. Skąd ta „wielotwarzowość” najważniejszego boga? Bo siła grawitacji oddziałuje z każdej strony. Skąd młot Thora, którego nikt nie może podnieść tylko on sam? Skąd pomysł, że tym ciężkim młotem tworzy on pioruny, poza takim najprostszym skojarzeniem, że jak młot przywali w ziemie to jest głośno? Poprzez Ziemię oraz Słońce oddziałuje siła grawitacji, która powoduje ruch tych wszystkich chmur, ich tworzenie i łączenie i następnie ciężar tego młota – symboliczne przedstawienie siły grawitacji, generuje błysk i grzmot. Idąc tym tropem widać dalej dziwne rzeczy, bo gromowładca utożsamiany był z Jowiszem. Dzisiaj naukowcy wiedzą, że Jowisz to planeta, która jest najcięższa ze wszystkich w układzie słonecznym, widzą też, że panują tam nieustanne burze. Jak to jest, że taką kropkę na niebie identyfikowano w starożytności z najważniejszym bogiem, albo dawano mu jako atrybut niewyobrażalnie ciężki młot poprzez który tworzy błyskawice?

        Grawitacja jako taka jest siłą obojętną, nie walczy z nikim, nie sprzyja ludziom, ale już Jowisz jako planeta, która aktywnie oddziałuje również i na naszą planetę, może być już traktowana jako strażnik, wojownik. Swoją siłą grawitacyjną ściąga na siebie wszystkie śmieci kosmiczne, tak, że uderzają na niego. W ten sposób można też wytłumaczyć stawianie Jowisza wyżej niż samo Słońce, bo Jowisz jest aktywnym, wojowniczym przejawem tej siły, która samo Słońce i cały układ słoneczny i kosmos trzyma w jednej kupie.

        Polubienie

    • Polak-Słowianin pisze:

      borejkoblog,

      „Czytam na słowiańskich forach dyskusje na temat tego, który bóg jest starszy, który jest pierwotny i te wszystkie rozważania odbywają się z takiego poziomu, że bogowie to …”

      Jeśli są to dyskusje z poziomu obecnie dostępnych źródeł to na ich podstawie zbuduje się tylko jakiś model tego jak przedstawiał się kult Słowian w odniesieniu do wybranych bóstw.

      „Tak czytam i mam wrażenie, że ludzie badając bogów gubią istotę rzeczy, że bogowie to nie ludzie, tylko energie, moce, które w ludzkich umysłach jawią się jako ludzie z ludzkimi atrybutami.”

      Jeśli twierdzisz to o bogach tylko z takiego mediewistycznego punktu widzenia to nie będę się czepiał.
      Bogowie to istoty o wiele potężniejsze od ludzi i w tym sensie nie są tymi zwykłymi ludźmi (nie czczono bogów jako takie zwykłe osoby). Ale ludzie to osoby i byli Słowianie, którzy czcili także Swaroga-osobę, więc ci którzy to robili nie czcili Swaroga–coś.
      Mediewista to historyk, a „Metoda pracy historyka polega na badaniu zjawisk minionych poprzez krytyczną interpretację ich pozostałości i świadectw (źródeł), w celu dotarcia do pewnych faktów, które ułożone chronologicznie przedstawiane są w postaci narracji.” (za Wiki).
      Jak badacz np. jakiś mediewista dojdzie do Swaroga-osoby skoro jedyne do czego może dotrzeć jako mediewista to tylko materialne świadectwa. Jeśli miałbym dowód, że mediewistyka to nauka o takiej prawdziwej prawdzie to musiałbym przyjąć, że Słowianie uosabiali Słońce, ale takiego dowodu nie ma i nie będzie. Zakładam więc, że ci Słowianie wiedzieli co robią i dlaczego to robią. Nie zakładam, że to byli tylko tacy ignoranci, którzy na pewno z „czegoś” zrobili osobę – nie należę do tych, którzy myśląc w ten sposób pośrednio mogą obrażać swoich słowiańskich Przodków.
      Poza tym nie wiemy czym tak naprawdę jest Słońce. Wiemy co na temat Słońca mówi współczesna nauka i jest to wiedza naukowa, jest to ok, ale i nauka nie wie czym tak naprawdę jest Słońce, bo to nie jest jakaś filozofia, która zajmuje się naturą bytu.

      Oczywiście nie miałem zamiaru Cię tu pouczać, uważam że Ty sam powinieneś swoim rozumem i wnętrzem wybrać z całej puli ten światopogląd najwłaściwszy.

      Polubienie

      • borejkoblog pisze:

        Tak, tylko że ci mediewiści nie dotrą nigdy do tego z jakich przeżyć ducha wyłoniły się te wyobrażenia bogów. Widzą posągi, rzeźby, obrazy, teksty i nikt nie wie jakie przeżycia doprowadziły do stworzenia takiej rzeźby. „Znawcy” mają taką tendencję żeby wszystko co pogańskie i niecywilizowane odczytywać w siermiężny sposób w stylu „ludzie wierzyli że Słońce to tarcza którą wykuł kowal – takie to ludzie byli, nie to co teraz”. Opisują to ludzie, którzy sami w żaden sposób nie szukają łączności z czymś większym, nie traktują sił natury jako boskich i badając pogańskie kultury widzą tylko zmaterializowany efekt czegoś, w co sami nigdy nie wniknęli. Odbiera się dawnym ludziom zdolność abstrakcyjnego myślenia, wrażliwości, wyobraźni i przypisują tę siermiężność, która jest właśnie cechą ludzi już „ucywilizowanych”. Piszę o bogach w taki sposób a nie inny dlatego, że na podstawie własnych przeżyć, zaczynam rozumieć dlaczego kształtuje się taki a nie inny obraz boga. Nie chcę ich traktować jako tylko poetycki opis, ale też nie chcę brać tego dosłownie i poszczególne obrazy bogów dla mnie są czymś, co nastraja odpowiednio, by sięgnąć za coś, co jest za tym obrazem. Odbieranie bogom realności, traktowanie tego jako poetycki opis, pozbawia słowiańszczyznę duszy, Traktowanie dosłowne to z kolei granie głupa.

        „Ale ludzie to osoby i byli Słowianie, którzy czcili także Swaroga-osobę, więc ci którzy to robili nie czcili Swaroga–coś.”

        Nie widzę problemu w tym, żeby połączyć jedno i drugie. Ja przykładowo, patrzę na Słońce, wiem że to promieniująca kula światła, która zapewnia życia i rozwój i chcąc wyrazić uczucie z tym związane, korzystam z tego co jest częścią mojego ludzkiego życia, korzystam z ludzkich odniesień, i obraz kowala-wojownika jest moim ulubionym. Myślę, że jest to zupełnie naturalna kolejność. To człowiek cywilizowany uważa osobowość za wszystko, że wszystko czym jest to „ja” gdzieś pomiędzy uszami i za oczami. Człowiek dziki żyje otoczony abstrakcją, widzi kulę światła jako kulę światła, a bogowie jako osoby są wtórni. Takie jest moje zdanie. Przecież to chrześcijanie wierzą, że bozia gdzieś tam siedzi na tronie i kontroluje deszcze, a święci zanoszą modlitwy przed ołtarz i z nieba słuchają co kto do nich mówi. Z tego poziomu „znawcy” badają pogańskie kultury. „Bo jak ludzie coś czcili, to czcili jak my, tylko mieli więcej bogów i było trochę dziwniej.”

        Polubienie

        • Polak-Słowianin pisze:

          borejkoblog,

          „Tak, tylko że ci mediewiści nie dotrą nigdy do tego z jakich przeżyć ducha wyłoniły się te wyobrażenia bogów. Widzą posągi, rzeźby, obrazy, teksty i nikt nie wie jakie przeżycia doprowadziły do stworzenia takiej rzeźby.”

          Nigdy nie twierdziłem, że jest inaczej a wręcz wprost napisałem: „Jak badacz np. jakiś mediewista dojdzie do Swaroga-osoby skoro jedyne do czego może dotrzeć jako mediewista to tylko materialne świadectwa.”
          Dlatego też nie wymagam od niego więcej niż może, bo rozumiem, że mediewistę jako historyka, obowiązuje „metoda pracy historyka”. Mediewista i nie-mediewista ma rozumieć, że mediewista tworzy model a nie przestawia nam tego jak to było naprawdę (po pierwsze, nie było go tam, a o dalszych aspektach już nie będę pisał, żeby nie komplikować) w innym przypadku staje się propagatorem swojej prywatnej wiary, przestaje być naukowcem, staje się jak to słusznie ująłeś „Znawcą”.

          „Piszę o bogach w taki sposób a nie inny dlatego, że na podstawie własnych przeżyć, zaczynam rozumieć dlaczego kształtuje się taki a nie inny obraz boga. Nie chcę ich traktować jako tylko poetycki opis, ale też nie chcę brać tego dosłownie i poszczególne obrazy bogów dla mnie są czymś, co nastraja odpowiednio, by sięgnąć za coś, co jest za tym obrazem. Odbieranie bogom realności, traktowanie tego jako poetycki opis, pozbawia słowiańszczyznę duszy, Traktowanie dosłowne to z kolei granie głupa.”

          Ależ ja nie chcę Ci tego odbierać, bo rozumiem tą zasadę, że każdy sam powinien wybrać. Prawdopodobnie doszło między nami do jakiegoś nieporozumienia, bo ja nie mam problemu z tym, że ktoś ma jakiś światopogląd, chodzi mi tylko o to, żeby nie przedstawiał czegoś co ewidentnie jest jego wiarą, jako udowodnionej wiedzy.

          „„Ale ludzie to osoby i byli Słowianie, którzy czcili także Swaroga-osobę, więc ci którzy to robili nie czcili Swaroga–coś.”

          Nie widzę problemu w tym, żeby połączyć jedno i drugie. Ja przykładowo, patrzę na Słońce, wiem że to promieniująca kula światła, która zapewnia życia i rozwój i chcąc wyrazić uczucie z tym związane, korzystam z tego co jest częścią mojego ludzkiego życia, korzystam z ludzkich odniesień, i obraz kowala-wojownika jest moim ulubionym. Myślę, że jest to zupełnie naturalna kolejność. …”.

          Tak, ale to nie znaczy, że wszyscy musimy połączyć jedno i drugie, co każe nam ktoś 🙂
          Możemy się szanować bez podzielania swoich światopoglądów.
          Ty wybierasz to, co Ty wolisz i co uważasz za realistyczne i ja tak samo.
          Może rzeczywistość jest taka, że nie ma ona sensu, ale sam sobie też nie mam zamiaru zaprzeczać – nie mam np. wątpliwości, że jestem. A to kim jestem i za kogo się uważam to już są dalsze kwestie.
          Kiedy ja patrzę na Słońce to wiem, że to co przedstawiają mi moje same zewnętrzne zmysły mogę (czy robię to) nazwać, opisać, jako promieniującą kulę światła.
          Przypuszczam, że ktoś inny niż ja zdaje sobie sprawę ze swojego własnego istnienia (chodzi mi o samo to poczucie istnienia a nie o utożsamianie się samoświadomości z już wypracowaną „osobowością”, ciałem). Dla mnie jest więc ktoś kto postrzega.
          To, że popieram pogaństwo słowiańskie, czy Słowiańszczyznę, nie znaczy, że popieram wszystko w tym pogaństwie, bo nie wszystko musi mieć w nim dla mnie sens. Akurat uznawanie przez Słowian istnienia osób ma dla mnie sens (bycie nie-osobą już nie), że o animizmie już nie wspomnę gdzie uznaje się też za osoby rośliny i zwierzęta (nie twierdzę, że każdy to robi).
          Myślę, że wystarczy już tej naszej wymiany na te tematy, po za tym ja nie jestem kimś kto chce Cię przekonać do swojego światopoglądu, czy kimś kto zajmuje się tu jakimś nawracaniem.

          Sława!

          Polubienie

          • borejkoblog pisze:

            Dla mnie też wszystko posiada swoją duszę, rośliny i zwierzęta, gwiazdy i planety i galaktyki. Z tym, że dla mnie „dusza” to nie jest to co człowiek zwie osobowością, bo to jest świat umysłu. Człowiek ma unikalny umysł, dlatego jego poczucie siebie jest unikalne w porównaniu z roślinami. Uznanie, że wszystko ma dusze prowadzi nieuchronnie do tego, że dusza przestaje być tylko takim poczuciem siebie, że „idę przez świat, ruszam ręką i ruszam nogą, decyduje gdzie iść albo nie iść”. To w monoteizmach zaczęto szukać duszy w umyśle co doprowadziło do pozbawienia tej duszy wszystkiego innego poza człowiekiem. Dusza dla mnie jest tym co podtrzymuje nasze bicie serca, oddech, krążenie krwi itd. Jej siedliskiem jest tzw. podświadomość. Umysł nie potrafi w żaden sposób zapanować nad tymi rzeczami. Gdyby człowiek miał pamiętać o oddechu, biciu serca, to nie mógłby iść przez świat.

            Tu jest może problem z definicją „osoby”. Jeśli „osobą” jest „coś indywidualnego w nas” to pasuje do tego moja wizja duszy, bo każdy ma swoje serce, swój oddech. „Osoba” w takim potocznym rozumowaniu to z kolei dla mnie jedynie myśli, tymczasowa rzecz, która rozpada się w chwili śmierci.

            Słońce, dla mnie, ma duszę i to jest jego indywidualna dusza, więc jest „osobą” według tej pierwszej definicji. Każda gwiazda i planeta jest osobną duszą, jest indywidualnością. Nie są osobami według ludzkiego pojmowania, bo nie mają ludzkich umysłów. Jeśli uznamy że bogowie to istoty potężniejsze od ludzi i mądrzejsze, a w swojej osobowości są podobne ludziom, to tak naprawdę nie są one powyżej świata ludzkiego, to są tacy „ludzie, tylko bardziej”.

            To, że sprowadzam bogów do świata energii nie znaczy, że są „czymś”. Przecież każda gwiazda świeci inaczej, jest indywidualną iskrą, będąc energią poza ludzkim wyobrażeniem. Te indywidualne energie istniały przed powstaniem człowieka, przed powstaniem ludzkiego umysłu. Jak mieliby istnieć ci wszyscy kowale, gromowładcy itp. przed powstaniem człowieka? Kto ich stworzył? Jak długo uczyli się sztuki kowalstwa? To jest interpretowanie wyższych energii przez ludzki umysł I naprawdę mam szacunek do dawnych Słowian i nigdy mi przez myśl nie przeszło, że ludzie dawniej rzeczywiście wierzyli w kowali, bogów na koniach ciągnących rydwan itp. Dlatego szukam w tym czegoś więcej.

            Sporo kiedyś czytałem książek Castanedy i był taki fragment gdzie meksykański szaman tłumaczy czym jest „Orzeł”, że jest to siła rządząca przeznaczeniem wszystkich ludzi. Mówił to wszystko na poważnie, ale później zapytany o Orła powiedział, że to po prostu sytuacja gdzie coś poza ludzkim wyobrażeniem mgliście przypomina coś znanego, a orły oprócz tego, że latają, to też srają. To samo tyczy się boskich koni i rydwanów, kowali (a jak sobie Swarożyc walnie w palec młotkiem to co będzie?). Dobrze, że te konie z boskich rydwanów ciągnących Słońce nie srają, bo by nas zabiło.

            Wszędzie tam gdzie ludzi zaczęto „cywilizować” zaczęto sprowadzać wszystko do osób, Dlatego, że jedynym celem cywilizacji jest służenie specyficznym, „elitarnym” osobom na jej szczycie. Boskość sprowadzono do kapryśnych osobowości żądnych władzy. Nie ma żadnej potrzeby by obywatele widzieli i czuli subtelniejsze energie. Bogowie stali się materialni i nabrali cech kapłanów, którzy zarządzali ich kultem. To co wcześniej było personifikacją pewnych przeżyć duszy, później stało się obiektem kultu samym w sobie i zostało przekręcone przez kapłanów. Najpierw zatruto politeizm, zrobiono z bogów egoistycznych zwyrodniali, a później to wszystko zostało pożarte przez ekstremum zwyrodnienia znane jako Jahwe. Już Zeus był takim jahwo-podobnym tworem chociaż nie ubrał on w szaty religijne zwykłego rasizmu, nie wybrał sobie Greków na naród wybrany (chociaż dla Greków nie-grecy byli barbarzyńcami).

            Polubienie

            • Polak-Słowianin pisze:

              borejkoblog,

              „Dla mnie też wszystko posiada swoją duszę, rośliny i zwierzęta, gwiazdy i planety i galaktyki.”

              Ale ja tego w taki sposób nie rozumiem, widzę, że wciąż się nie rozumiemy…
              Dany człowiek, roślina, zwierzę to dla mnie Duch-osoba, czyli ktoś kto akurat ma takie ciało, ale nie jest nim. Dlaczego? Bo ciało, coś to nie ktoś.

              „Z tym, że dla mnie „dusza” to nie jest to co człowiek zwie osobowością, bo to jest świat umysłu.”

              Tak samo dla mnie „Duch-osoba” posiada myśli oraz jakąś tam „osobowość”, umysł („jestem Janek, mam 20 lat, lubię pomidory”), ale nie jest tymi rzeczami.

              „Człowiek ma unikalny umysł, dlatego jego poczucie siebie jest unikalne w porównaniu z roślinami. Uznanie, że wszystko ma dusze prowadzi nieuchronnie do tego, że dusza przestaje być tylko takim poczuciem siebie, że „idę przez świat, ruszam ręką i ruszam nogą, decyduje gdzie iść albo nie iść”. To w monoteizmach zaczęto szukać duszy w umyśle co doprowadziło do pozbawienia tej duszy wszystkiego innego poza człowiekiem. Dusza dla mnie jest tym co podtrzymuje nasze bicie serca, oddech, krążenie krwi itd. Jej siedliskiem jest tzw. podświadomość. Umysł nie potrafi w żaden sposób zapanować nad tymi rzeczami. Gdyby człowiek miał pamiętać o oddechu, biciu serca, to nie mógłby iść przez świat.

              Tu jest może problem z definicją „osoby”. Jeśli „osobą” jest „coś indywidualnego w nas” to pasuje do tego moja wizja duszy, bo każdy ma swoje serce, swój oddech. „Osoba” w takim potocznym rozumowaniu to z kolei dla mnie jedynie myśli, tymczasowa rzecz, która rozpada się w chwili śmierci.”

              Ja nie patrzę na żadne tam monoteizmy, czy inne srizmy. Ja mam swój rozum i wnętrze. To ja osoba (Duch-osoba) zdaję sobie sprawę ze swojego własnego istnienia. I dlatego dla mnie to my (Duchy-osoby) doświadczamy własnego istnienia, czy obserwujemy swoje ciało, osobowość, umysł, czy myśli. To ja (Duch-osoba), czyli ktoś, obserwuję swoje ciało (coś). Jak coś, czyli coś co nie jest samoświadomością mogłoby w ogóle cokolwiek zaobserwować (nie ma obserwatora, a mimo to ten obserwator coś obserwuje – to nie logiczne).

              „Słońce, dla mnie, ma duszę i to jest jego indywidualna dusza, więc jest „osobą” według tej pierwszej definicji. Każda gwiazda i planeta jest osobną duszą, jest indywidualnością. Nie są osobami według ludzkiego pojmowania, bo nie mają ludzkich umysłów. Jeśli uznamy że bogowie to istoty potężniejsze od ludzi i mądrzejsze, a w swojej osobowości są podobne ludziom, to tak naprawdę nie są one powyżej świata ludzkiego, to są tacy „ludzie, tylko bardziej”.”

              Słońce, dla mnie (jako taki widzialny materialny obiekt) pochodzi od Ducha-osoby, czy stanowi jego manifestację. Dlatego ja staram się nie mówić, że Słońce ma duszę bo byłoby to według mnie mylące. Uznaję, że bogowie to osoby, ale nie osoby takie jak ludzie w tym sensie, że nie są tak jak oni ograniczeni.

              „To, że sprowadzam bogów do świata energii nie znaczy, że są „czymś”. Przecież każda gwiazda świeci inaczej, jest indywidualną iskrą, będąc energią poza ludzkim wyobrażeniem. Te indywidualne energie istniały przed powstaniem człowieka, przed powstaniem ludzkiego umysłu. Jak mieliby istnieć ci wszyscy kowale, gromowładcy itp. przed powstaniem człowieka? Kto ich stworzył? Jak długo uczyli się sztuki kowalstwa? To jest interpretowanie wyższych energii przez ludzki umysł I naprawdę mam szacunek do dawnych Słowian i nigdy mi przez myśl nie przeszło, że ludzie dawniej rzeczywiście wierzyli w kowali, bogów na koniach ciągnących rydwan itp.”

              A mi nigdy by przez myśl nie przeszło, że dawni Słowianie wierząc w bogów uważali ich za istoty będące na tym samym poziomie co oni sami (nie wspominając już też o poziomie cielesnym). Albo, że dawni Słowianie wierzyli, że bogowie są swoimi własnymi ciałami i czcili ciało boga jako osobę.

              Polubienie

            • borejkopl pisze:

              Tylko, że teraz jesteś taką osobą,a kiedyś byłeś inną, w innym życiu byłeś kobietą, a teraz mężczyzną, a dla mnie dusza to coś głębszego co pozostaje fundamentem dla tych wszystkich zmian.

              „Dany człowiek, roślina, zwierzę to dla mnie Duch-osoba, czyli ktoś kto akurat ma takie ciało, ale nie jest nim.”

              Dla mnie Duch też „ma takie ciało, ale nie jest nim” ale oprócz tego, że ma ciało, to używa też (tak jak ciała) osobowości-myśli do doświadczania świata poprzez indywidualne „ja” które decyduje „idę w prawo, idę w lewo, ruszam ręką, ruszam nogą”. Duch jako taki też jest czymś indywidualnym, to indywidualna iskra, płomień, ale ma głębszą naturę i pozostaje niezmienne pomimo zmiany osobowości z wcielenia na wcielenie.

              Trudno też oddzielić osobowość od ciała, bo człowiek w ciele kobiety zachowuje się jak kobieta, dziecko zachowuje się jak dziecko a starzec jak starzec. Dusza jest jednak cały czas ta sama, pozostaje bez zmian i doświadcza życia poprzez to ciało i rozwijające się „ja” będące umysłem, myślami.

              „Tak samo dla mnie „Duch-osoba” posiada myśli oraz jakąś tam „osobowość”, umysł („jestem Janek, mam 20 lat, lubię pomidory”), ale nie jest tymi rzeczami.”

              O właśnie, POSIADA myśli, ale nie jest tymi rzeczami. To już w sumie nie wiem w czym jest różnica poglądów. Może to kwestia formułowania myśli.

              Ja po prostu oddzielam indywidualnego Ducha – czegoś w nas, co sprawia, że oddychamy, że nasze serca biją od tego co uważamy za „Janka, co ma 20 lat i lubi pomidory”.

              Nie silę się na jakieś kombinowane teorie, to jest po prostu coś czego doświadczam. Każdy z nas, jeśli wniknie w siebie, doświadczy, że ma swój indywidualny oddech, bicie serca, że jest „coś” czym jesteśmy, co sprawia że oddychamy ale kiedy te umysłowe, świadome „ja”, ten przysłowiowy „Janek od pomidorów” spróbuje nad tym zapanować to nie jest w stanie. Janek wie jak ruszyć ręką i nogą ale nie wie jak mięśnie się kurczą, wie jak dotknąć czegoś ale nie wie jak pokierować impuls elektryczny do centrum układu nerwowego.

              Polubienie

            • borejkopl pisze:

              Może się czepiam po prostu, ale studiowałem intensywnie nie-dualistyczne wschodnie nauki i nabrałem taki nawyk traktowania swojej ziemskiej osobowości jako przedmiot doświadczenia, a nie podmiot doświadczający. To jest takie zrobienie „kroku wstecz” i spojrzenie na swoje działania jakby z pozycji osoby trzeciej, żeby nie utożsamiać swojej głębszej jaźni z myślami i emocjami. Mówienie o nieśmiertelnej duszy często jest podchwytywane przez te „ego”, które chciałoby istnieć wiecznie – a nie będzie. Umysłowe „Ja” próbuje się podczepić pod dusze żeby udać się w podróż ku niesmiertelności „na krzywy ryj”.

              Mówiłem wcześniej o „izmach” dlatego, że utożsamiając świat umysłu z Duszą monoteizmy doprowadziły do czegoś takiego, że roślina czy zwierze nie może mieć duszy. Roślina ma Dusze, ale przecież nie myśli sobie „o jakim ładnym dębem ja jestem, ale pogoda coś nie sprzyja, może się przejaśni”. Jest to zupełnie inny rodzaj świadomości. Nie myśli, nie jest „osobą”, ale oddycha, zapuszcza korzenie wgłąb serca Ziemi i żyje. I to co sprawia, że drzewo oddycha i rośnie, jest tym samym Duchem, który sprawia, że każdy człowiek z osobna oddycha i rośnie. Dusze nie są na „różnych poziomach ewolucyjnych”, wszystkie serca są równe ze sobą.

              Polubienie

            • borejkopl pisze:

              Jeśli ktoś ma np. psa w domu i go kocha, to może odczuć, że jest w sercu tego psa coś takiego, co jest równe człowiekowi, chociaż pies nie zrozumie działań ludzkiej osobowości swojego pana. Dlatego też nie kupuje popularnej koncepcji „ewolucji duszy”, że dusze najpierw są minerałami, później roślinami itd. i dochodzimy do „cudownego” tworu jakim jest człowiek. Dla mnie, dusze nie ewoluują, wszystkie są równe i nieograniczone, a jedynie wraz z rozwojem ciał i umysłów rozszerza się zakres doświadczania. Na pewnych poziomach następuje ewolucja, doskonalenie się, ale w tym samym czasie, równolegle do tego rozwijania się, każda jedna istota w głębi już jest na końcu tego, gdzie dąży najpierw jako roślina, dalej człowiek itd. Trudno opisać dokładnie o co mi chodzi. Uważam takie koncepcje „ewolucji duszy od roślin po ludzi i aniołów” za egocentryczne i nieżyciowe. To jak program komputerowy a nie coś co istnieje w naturze. Jeśli dusze zwierząt są wyżej niż roślin to czy komar ma więcej duszy niż dąb? Przy jednym takim pytaniu cała ta koncepcja się sypie. Pies czy taki dąb może przejawiać sobą więcej duszy niż człowiek, który żyje w swojej zmanipulowanej osobowości.

              Polubienie

  6. leliwa pisze:

    Witam Wszystkich
    borejkoblog ciekawie piszesz ale jakbyś mógł podać jakieś szczegóły , tzn. na jakich forach czytasz takie wiadomości ” który Bóg jest starszy” ? z góry dziękuję.
    Jestem Rodzimowiercą , Poganinem czy jak tam kto chce nazywać. Nigdy tego nie szukałem ale „zaczytując się ” w historię Słowian po prostu uświadomiłem to sobie, że nim jestem.
    Starając sobie uporządkować tę wiedzę i stworzyć – panteon Bogów Słowiańskich ….nie dało rady zrobić to na wzór choćby grecki , rzymski.
    Dopiero gdy gdy odrzuciłem tworzenie panteonu Bogów pod kątem ich nazewnictwa a konsolidując się siłach natury , przyrody, kosmosu, ziemi ….poczułem ulgę.
    Weda – to wiedza i wiara.
    Słońce – Swaróg-Swarożyc-Dadźbóg-Jaryło-Jarowit- Mitra- Chrystus (Hryz- złoty , słoneczny….Tuz – wojownik) światły – mądry mający wedę -wiedzę, wiarę .
    Perun , Piorun , Grom , Wulkan.
    Rod , Naród, Rodzina , Rodzeństwo, Narodziny, Przyroda.
    Na wschodzie Jaryło na zachodzie Jarowit.
    Zbyt rozległe były to ziemie i nazewnictwo było różne wśród ludów Słowian.
    Żyjmy zgodnie z naturą nie krzywdząc innych ludzi, każdy człowiek ma swoje miejsce na ziemi.
    Bogów jest tylu ilu ich wyznawców ….cokolwiek to znaczy.
    Sława Bogom , Sława Przodkom-Dziadom.

    Polubione przez 1 osoba

    • Polak-Słowianin pisze:

      Witaj Leliwa,

      Dla mnie ten termin „Chrystus”, oczywiście tak jak jest wpisany, nie bardzo tu pasuje (oznacza wysłannika żydo-biblijnego Jahwe), ale rozumiem że nie o takie znaczenie Ci chodziło.
      Koncepcji bogów w które wierzą dani wyznawcy może być naprawdę sporo 🙂
      Sława Bogom, Sława Przodkom-Dziadom.

      Polubienie

      • przemex pisze:

        Uważam, że niech każdy ma własną koncepcję, która mu najbardziej odpowiada. Nie musimy widzieć wszystkiego tak samo. 🙂

        Polubienie

        • Polak-Słowianin pisze:

          Przemex,

          Jasne, ale to nie znaczy, że będę popierał np. ubój rytualny. Wiem, że Ty nie taki sens tego miałeś na myśli, dlatego tu do Ciebie nie piję.
          Po prostu zwracam uwagę na fakt, że trudno zupełnie zachować neutralność, czy nie krytykować, jeśli dzieją się tego typu nonsensy (a polski episkopat tego broni, popiera to).

          Polubienie

    • borejkoblog pisze:

      Leliwa nie potrafię już odnaleźć tego wątku „który bóg jest starszy”, ale chyba wiele nie tracisz.

      Ja sam, jak widać, dopiero próbuję zebrać do kupy swoją wizję, dopiero niedawno odrzuciłem jahwizmy w jakiejkolwiek postaci i z perspektywy odżydzonej próbuję opisać inną koncepcję boskości. Na ten moment jeszcze dupa ze mnie, a nie Słowianin, ale czuje że idę w dobrym kierunku.

      Kolega powyżej zwrócił uwagę na „Chrystusa” jako rzekomo słonecznego i też rzuciło mi się to w oczy. Sam jeszcze niedawno byłem w takim stanie, że co prawda nie wierzyłem w biblijne głupoty i szukając innej duchowości pojąłem, że Ziemia i Słońce to coś więcej niż tylko materialne obiekty. Programy żydowskie są jednak tak głęboko wkręcone, że i tak próbowałem odczytać jakiś „głębszy sens” w naukach Jezusa. Jeśli ktoś chce na siłę wciskać Jezusa, to może .. pytanie tylko: po co? Zawsze jest tak, że jedynym powodem dla którego ktoś wypowiada słowo „Chrystus” jest to, że chce promować żydowskie brednie. Nawet jeśli niby już niby nie ma tej wiary, nawet jeśli chce wskazać na inną duchowość, to i tak „Chrystus” zawsze będzie jak ten nadjordański wirus. Ostatecznie wyleczyła mnie z tego słowiańszczyzna, a głównie blog Opolczyka. Obecnie przez gardło mi nie przejdzie słowo „Chrystus” obok takich imion jak Swarożyc, Dadźbóg albo Jaryło. Te imiona są nasiąknięte zupełnie inną energią, taką surową ale i szczerą i dobrą. Słowo „Chrystus” jest nasiąknięte jakąś energią hipnozy, jest skąpane we krwi tych, którzy umarli albo w jego imieniu, albo z powodu jego imienia, kiedy nie chciano go przyjąć.

      Często jest tak, że ludzie już niby nie wierzą, niby rozumieją manipulacje na świecie, niby nie są religijni i wtedy ktoś mówi „Chrystus” i nagle ta świadoma osoba upada na kolana i uznaje biblijnego obrzezanego włóczykija za boga i to przez duże B.

      Chrystus nigdy nie był, nie jest i nigdy już nie będzie istotą słoneczną, to już jest nazwa, która na zawsze pozostanie wypowiadana podczas wampirycznych, czarnych mszy, gdzie zjada się ludzkie ciało i pije krew.

      Antropozof Rudolf Steiner próbował zrobić z Chrystusa ucieleśnienie Słońca, obecnie w new-age też się to promuje. Podobno antropozofowie doszli do tego, że Steiner był reinkarnacją Tomasza z Akwinu. Steiner sam pisał o kościele katolickim jako niosącym „impuls chrystusowy” Próbował wznieść żydo-katolicki wirus na wyższe poziomy, tak żeby ludzie doświadczali światów pozazmysłowych jednocześnie nie pozbywając się programów żydo-chrześcijańskich. W ostateczności te doświadczenia pozacielesne sprowadzały się do tego, że spotykało się tam jakiegoś eterycznego obrzezanego astralnie Jezuska i słuchało się jego poleceń.

      Polubienie

      • Polak-Słowianin pisze:

        borejkoblog,

        „Tylko, że teraz jesteś taką osobą,a kiedyś byłeś inną, w innym życiu byłeś kobietą, a teraz mężczyzną, a dla mnie dusza to coś głębszego co pozostaje fundamentem dla tych wszystkich zmian.”

        Nie jestem ani teraz ani kiedyś, ale mogę tak myśleć. Nie wierzę w nieosobową duszę, tym bardziej, że za Ducha-osobę się uważam.

        „„Dany człowiek, roślina, zwierzę to dla mnie Duch-osoba, czyli ktoś kto akurat ma takie ciało, ale nie jest nim.”

        Dla mnie Duch też „ma takie ciało, ale nie jest nim” ale oprócz tego, że ma ciało, to używa też (tak jak ciała) osobowości-myśli do doświadczania świata poprzez indywidualne „ja” które decyduje „idę w prawo, idę w lewo, ruszam ręką, ruszam nogą”. Duch jako taki też jest czymś indywidualnym, to indywidualna iskra, płomień, ale ma głębszą naturę i pozostaje niezmienne pomimo zmiany osobowości z wcielenia na wcielenie.”.

        Uważam też, że Duch przejawia się poprzez to ciało, indywidualność dla mnie polega na własnym indywidualnym poczuciu samego siebie, ale nie „siebie” jako tej tymczasowej, obserwowanej osobowości.

        „Trudno też oddzielić osobowość od ciała, bo człowiek w ciele kobiety zachowuje się jak kobieta, dziecko zachowuje się jak dziecko a starzec jak starzec. Dusza jest jednak cały czas ta sama, pozostaje bez zmian i doświadcza życia poprzez to ciało i rozwijające się „ja” będące umysłem, myślami.”

        Nikt nie każe tak zupełnie oddzielać, natomiast nie należy być do tego nadmiernie przywiązanym i nie utożsamiać tej osobowości, czy ciała z prawdziwym jestestwem.

        „Może to kwestia formułowania myśli.”

        Całkiem możliwe 🙂
        No własnie dla mnie tego typu sformułowania u Ciebie: „czegoś w nas” itp, są czymś, co może wprowadzać w błąd, bo mi się to zaraz kojarzy z czymś, co uważam za błędne, z czymś takim, że np. niby to ja (czyli ciało, którym nie jestem) posiadam duszę (czyli osobę, którą jestem).

        Polubienie

        • borejkopl pisze:

          „Nie jestem ani teraz ani kiedyś, ale mogę tak myśleć. Nie wierzę w nieosobową duszę, tym bardziej, że za Ducha-osobę się uważam.”

          O właśnie po tym zdaniu już mam prawie 100% pewności, że chodzi o nieporozumienie wokół „osoby”. Dla mnie „osoba” to świat myśli i tak się tego czepiam żeby odkleić myśli od naszej prawdziwej indywidualnej duszy. Ludziom się wydaje, że będą żyć wiecznie, będąc utożsamionymi ze swoimi myślami. Będą żyć wiecznie jako swoje dusze, ale mylnie uważają dusze za swoje myśli. Uważam siebie za Ducha-osobę, czyli indywidualny płomień, który przenika moje ciało, sprawiając że serce bije. I ta indywidualna Dusza używa myśli z wcielenia na wcielenie i jest różnymi umysłami.

          Polubienie

        • borejkopl pisze:

          „No własnie dla mnie tego typu sformułowania u Ciebie: „czegoś w nas” itp, są czymś, co może wprowadzać w błąd, bo mi się to zaraz kojarzy z czymś, co uważam za błędne, z czymś takim, że np. niby to ja (czyli ciało, którym nie jestem) posiadam duszę (czyli osobę, którą jestem).”

          Niby tak ale „coś w nas” ma prowadzić tylko do tego, że poprzez samych siebie mamy dostęp do czegoś większego, a nie poprzez kierowanie swoich umysłów ku zwodniczym kapłanom. Z drugiej strony sformułowanie „coś w nas”, tak na upartego może prowadzić do tego, że ciało pochwyciło w jakiś sposób Ducha w sobie. W całym kontekście moich wypowiedzi, gdzie co chwilę powtarzam „coś w nas co sprawia, że nasze serca biją” nikt jednak nie może tak opacznie zrozumieć moich słów, bo jasno wskazuje, że Duch zasila funkcje życiowe ciała.

          Mówię o „czymś w nas” tak jakby to był gest położenia dłoni na sercu. Nasze ciała są czymś w rodzaju anten dla naszych duchów i nasze serca tworzą jakby portal do wymiaru naszego Ducha i przez serce Duch rozlewa się po całym ciele. Tak więc Duch nie jest „owinięty mięsem”, nie jest dosłownie, fizycznie „w sercu”, ale poprzez serce oddziałuje na ciało coś spoza ciała. Duch nie ma fizycznej lokalizacji w sercu, ale serce prowadzi do wymiaru Ducha, dlatego w uproszczeniu można powiedzieć, że „przebywa w sercu”.

          Polubienie

  7. Polak-Słowianin pisze:

    borejkoblog,

    „Uważam siebie za Ducha-osobę, czyli indywidualny płomień, który przenika moje ciało, sprawiając że serce bije. I ta indywidualna Dusza używa myśli z wcielenia na wcielenie i jest różnymi umysłami.”

    No jeśli tak, to wreszcie mamy zgodność 🙂
    Chociaż ja wolę mówić bez tego terminu „Dusza”.

    Polubienie

    • borejkopl pisze:

      Do tego wielkiej wagi nie przywiązuje, chociaż wolę słowo Duch, bo „duch” to jak „oddech”, a „oddech” to jak „od-duch” czyli „od ducha”, czyli to co sprawia, że istota oddycha. Dusza to bardziej od duszności, czyli utraty oddechu. „Duszpasterze” używają słowa „dusza” w kontekście człowieka, a „duch” w kontekście boga, „ducha świętego”, Element boskości zostaje oddzielony od człowieka i człowiek traci oddech, ma duszności od judejskiego jadu.

      Polubienie

  8. leliwa pisze:

    Odnośnie Chrystusa nie chodziło mi o postać opisaną w biblii lecz o sam wyraz.
    Nie pamiętam już gdzie ale spotkałem tłumaczenie jako : Chryz – złoty, słoneczny i Tuz- wojownik , nie jakiś podrzędny wojownik lecz bardzo ważny.
    Jest to o wiele starszy termin niż postać z biblii. Jeżeli tak jest to dla mnie Słonecznym Wojownikiem jest Swaróg.
    Co do religii objawionych to już dawno przestałem się nimi interesować a stosunek do nich mam bardzo negatywny.
    Być może tak jak piszecie niefortunne go tam umieściłem lecz nie miałem na myśli chrystusa z biblii ale to, jak ważne było (i jest) Słońce w wierzeniach.

    Polubienie

  9. przemex pisze:

    http://xportal.pl/?p=30081 Ronald Lasecki: Antyliberalny Przełom. Wyzwolenie Europy od cywilizacji zachodniej.

    Polubienie

    • borejkopl pisze:

      Dużo trafnych spostrzeżeń, zwłaszcza jeśli chodzi o krytykę zachodniego świata i tak po przeczytaniu pierwszych fragmentów miałem napisać, że super i w ogóle ale „im dalej w las tym więcej drzew” i nastąpiło zdziwienie kiedy po krytyce wyalienowanego żydowskiego boga jako „odtrutkę” podano „Chrystusa”, który ma unicestwić świat zachodni by wybudować „Nowe Jeruzalem”.

      Żydowski wirus jest jak karaluch, który przetrwa nuklearną wojnę. Myślę, że ten cały bajzel zachodniego świata jest celowo tak zaprojektowany by upadł pod ciężarem swojej własnej zgnilizny, tak żeby ludzie sami zapragnęli „Nowego Jeruzalem” po tym upadku. Ludzie zobaczą do czego prowadzi życie bez „boga” i wajcha zostanie przegięta w drugą stronę, ale na szczycie tego „bożego porządku” dalej będą ci, którzy obecnie patronują „bezbożnemu” światu.

      Nie mam problemu z ideą, że człowiek współtworzy coś na Ziemi z istotami wyższymi, bogami. Nie mam problemu z tym, żeby przyszedł KTOŚ, kto rozgromi cały ten bajzel. W różnych kulturach jest przedstawiana idea Zbawiciela, który przyjdzie kiedyś by unicestwić kłamstwo i zaprowadzić pokój na świecie. W hinduizmie to Kalkin, w buddyzmie bodajże Maitreya, Indianie też kogoś mieli. Chrześcijański Chrystus zawsze jednak był tylko kopią, wirusem umysłowym i nie powstanie nigdy pod tym imieniem żadna wspólnota wolnych ludzi. Chrystusa wymyslił Saul z Tarsu, który od początku łączył go z niewolnictwem, samego siebie nazywając „niewolnikiem Chrystusa”.

      Poza tym, mam trochę dość tych wszystkich intelektualistów, którzy są trafni w swoich ocenach, którzy tworzą jakieś ruchy itd. Do człowieka przemawia jedynie siła. Ja już tylko w siły natury wierzę, w trzęsienia ziemi, wulkany i rozbłyski słoneczne. Człowiek musi zostać postawiony w sytuacji: zmienisz nastawienie albo wypi…laj.

      Polubienie

      • borejkopl pisze:

        Nie mogę jakoś do końca ogarnąć tej wizji zawartej w powyższym tekście z linku. Takie to jakieś schizofreniczne. A może to moje „IQ 10”? Rozumiem, że zachodniemu światu z jego wadliwą ideą boga należy przeciwstawić coś na wzór pustynnych żydów ze ST? I że jakaś grupa ludzi wybranych przez Jahwe będzie z nim w bezpośrednim kontakcie i z karabinami skrzyżowanymi w symbol rzymskiej szubienicy walczyć należy ze zgniłym zachodem?

        Polubienie

        • Polak-Słowianin pisze:

          „Nie mogę jakoś do końca ogarnąć tej wizji zawartej w powyższym tekście z linku.”

          Wcale się nie dziwię, bo facet nieco przeintelektualizował treść, chyba styki mu już nie wytrzymują i odlatuje coraz bardziej.
          Dobra, to może coś dopowiem.
          Zauważyłeś jak cwaniaczek całkowicie pominął krystowierstwo w tym wszystkim?
          Z reguły krystowiercy przechwalą się dobrodziejstwami jakie spotkały Słowian i Polskę dzięki przyjęciu krystowierstwa i dzięki kk, wręcz sam „ich” bóg założył Polskę (autor nawet pisze, że „kieruje procesami historii” to tzw. „boska opatrzność”).
          I tu nagle kk nie ma już żadnego udziału w tym co się w ramach historii ludzkości dzieje/stało. Biorąc pod uwagę akcje i reakcję to ta „Cywilizacja zachodnia” była takim „biczem bożym” za to co kk i krystowiercy narobili. Nie muszę się chyba rozpisywać co spotkało Słowian, naszych Przodków ze strony kk i krystowierców. Karma – akcja i reakcja nie jest zawieszona, bo jacyś ludzie wierzą w Joszue. Sama deklaracja wiary w coś też nie wystarczy. Autor według mnie nie dostrzega takiego powiązania i chce powrotu do tej „tradycyjnej myśli chrześcijańskiej”, bo niby „Cywilizacja zachodnia” to wypaczyła i dlatego jest tak źle. W ogóle nie przyszło mu do głowy, że to krystowierczy przekaz ma również swój wpływ (to, czego nauczają, jak nauczają, na co pozwalają wyznawcom bez brania pod uwagę rezultatów. Nie ma u nich jakiejś refleksji, że to z naszym przekazem jest coś nie tak.

          Polubienie

          • borejkopl pisze:

            Zauważyłem. Pominął i to według zasady „najciemniej pod latarnią”. Pojechał po całości jeśli chodzi o fałszywą ideę boga zachodniego, po czym do porządku dziennego przeszedł do „Nowego Jeruzalem”, jakby ignorując fakt, że świat zachodni jest przesiąknięty neo-judaizmem. Niezłe cwaniaki są wśród tych „antyspiskowców”.

            Polubienie

            • przemex pisze:

              De fakto największą i najważniejszą siłą niszcząca w dziejach Slowianszczyzny było chrześcijaństwo. Gdyby nie tamten perfidnie nam zadany cios, mielibyśmy szansę wytworzyć na tyle konkurencyjny i silny ośrodek cywilizacyjny, że poradzilibysmy sobie bez większego problemu z większością problemów i zagrożeń, jak choćby inwazja zachodniej cywilizacji, zydo-kapitalizmu, syjonizmu czy globalizmu. Niestety zniszczenie psychiki Słowian przez nadjordanska zarazę umysłową i podziały religijne zaprzepascily tamtą szansę. Dla mnie inwazja chrześcijaństwa jest największą tragedią jaka do tej pory mogła nas spotkać.

              Polubienie

      • borejkopl pisze:

        Poza tym plemienny Jahwe był już dla żydów „transcendentny”. Zabraniano czynienia jego podobizn, oddzielano go od natury i to tam powstał podział na żydów i pogan, czyli tych co czczą oddzielnego stwórcę od stworzenia oraz tych, którzy czczą boga w naturze. Autor wydaje się nie zauważać, że to co opisuje to właśnie podział na żydów i pogan. Ten plemienny bóg stał się następnie bogiem Zachodu i to nie jest „tylko typowe dla zachodu”. To jest typowe dla judaizmu, którego chrześcijaństwo jest jednym z odłamów. Na Zachodzie te oddzielenie jedynie się pogłębiło, bo ten bóg po prostu nie istnieje i chcąc zachować wiarę w niego oddaliło się go w jakieś niesamowicie odległe rejony i zrobiło się z niego niemal bezosobowego. To jest ubóstwianie jego nieistnienia, stąd ta „dziura w bycie” co jest śmieszne w sumie.

        Polubienie

    • borejkopl pisze:

      Co do „powtórnego przyjścia” to polecam tekst:

      http://innemedium.pl/wiadomosc/odkrywanie-prawdy-5-kult-dziewic-slowianska-madonna-i-legendy-polskie

      Fragment:

      „Skoro już wiemy, że wszystko jest kłamstwem lub odwrotnością Prawdy, to łatwiej będzie zrozumieć następny arcyciekawy przekręt. No bo jak słyszę pierdoły i straszenie baranków Chrystami i ANTYchrystami, to pusty śmiech ogarnia nad ich chorymi produkcjami. A jak słyszę beeeczenie na temat wizji o tym, że ANTYkryst… już tu jest i lada moment się ujawni /ło matko – bo on już dawno się ujawnił/ i zacznie siać zamęt i spustoszenie… , to ręce opadają – do jakiego stopnia można stado ogłupić! A więc wyjaśnijmy raz na zawsze – jeśli terrorysta napada, zabija i czyni wszelki gwałt, – no to chyba jest ten ZŁY??!! Jeśli pojawia się ANTYterrorysta, odbija i uwalnia zakładników, spuszcza łomot i unieszkodliwia terrorystę – no to chyba ON jest ten DOBRY??!! No chyba, że czarownicy bardzo mocno barankom w główkach namącili, pomieszali im języki i ich znaczenie i tak wszystko zagmatwali by nikt się nie kapnął jak jest naprawdę! A więc można by rzec, że ten który ma nadejść by nas uwolnić czyli ANTY_kryst to ten dobry, natomiast obecny „kryst” joszu/j/a, który jest symbolem zbrodni i cierpienia, w imieniu którego dokonywano najpotworniejszych tortur i zbrodni, dla którego mordowano i dokonywano Holokaustów całych narodów i kontynentów – to ten zły?!

      Ale prawda jest jeszcze inna niż można by się spodziewać, bo parchate czosnkowe łapska tak namieszały, byśmy myśleli tak jak oni tego chcą, i by nikt tej strasznej PRAWDY nie odkrył. Na szczęście my już wiemy, że Chrysomallos, czyli Złotowłosy Chrisos, czyli Kristos, czyli mający KRYSZTAŁOWO czyste SERCE to jest Nasz Słowiański JASSA, JESZA itd. – czyli ten Prawdziwy Chrystus, który przyjdzie Nas wyzwolić i uwolnić od wszelkiej parchozarazy!!! Natomiast prawdziwy zwyrodniały ANTYchryst, czyli przeciwieństwo Naszego JASSy, czyli jeSZUJA, wcale nie musi przychodzić bo on jest tu od dawna – on jest od 2 tys. lat. Jest po to by z jego pomocą, w jego imieniu, z jego imieniem na ustach i dla jego zboczoności dokonywać Holokaustu i eksterminacji Słowian oraz innych niewygodnych nacji!!! … Ale po co te całe skomplikowane kombinacje? Czy ma jakiekolwiek znaczenie, czy się morduje w imię jakichś wymyślonych ickowych, czy mośkowych, albo joszu/j/o-wych czy innych Je_H/qj/OWAnych pustynnych matołków, – lub np. dla NATO-wskiego demoWOTANtA, albo jeszcze innego degenerata? Otóż odpowiedź brzmi – zdecydowanie tak, to ma znaczenie!

      Wspomniałem, że przygotowania i ustawki do mega-przekrętu trwają od tysięcy lat, mimo iż bardzo liczyli na „2012”, to na wszelki wypadek przygotowali plan awaryjny „ściema z izuskiem”. Po prostu będą próbowali przeprowadzić w krytycznym momencie ostateczny decydujący wielokrotnie sprawdzony mega przekręt na swojego obrzezanego izuska. Gdy przyjdzie ten PRAWDZIWY KRYST czyli NASZ Jasny i Złotowłosy JASSA, to czarne przekręty zakrzykną, że oto nadszedł ten straszny i od dawna zapowiadany antychryst, że jedyny ratunek to ofiarować siebie, swoją duszę, swoich bliskich i swoją ojczyznę dla obrzezanego joszu/j/a i jego koszernej matki! – By ustanowić ten oszukańczy duo-tandem /egregor/ knQrową i knQrem Polin_ski i Świata!!! No więc w czym problem? – Polega on na tym, że w całym wszechświecie obowiązuje zasada Wolnostojeństwa – czyli każda istota ma prawo decydować o swym losie /ale nie krzywdząc innych/! – I każdy musi tych praw przestrzegać!!! – A więc niechaj teraz znajdzie się MĄDRY i powie – cóż ma uczynić TEN, Który przyjdzie ratować i wyzwolić barany spod okupacji najeźdźców, gdy ci będą przed Nim spieprzać, beeeczeć i modłować do Joszu/j/a, jego matki, amena RA i wszelakich innych pustynnych demonów o ochronę i Ratunek przed tym Prawdziwym WYZWOLICIELEM??!! …Czyż można barany ratować na siłę, wbrew ich „WOLI”??? Czyż można uszczęśliwiać kogokolwiek wbrew jego woli dając mu wolność – jeśli on jej nie chce???

      Ale to jeszcze nie wszystko, bo chyba każdy słyszał o „ostatecznym zwiedzeniu”, o projekcie BLUE BEAM?

      I skoro tyle prawd udało się odkryć to „ostateczne” perfidne oszustwo i przekręt zaraz nam się ukaże w całej kRAsie! No bo zastanówmy się – wiele rzeczy i zagadek, które udało mi się rozwikłać i odkryć, to takie stRAszne tajemnice, że nikt lub pRAwie nikt o nich nie słyszał – tak bardzo były one ukrywane…! Dlaczego wobec tego „ostateczne Blu…Bla…Ble”, czyli tak stRAsznie Wielka Tajemnica Wiary Zboczonej jest tak bardzo promowana, reklamowana i zapodawana przy każdej dogodnej okazji??? Gdzie nie spojrzeć to natrafiamy na artykuły, na filmiki, filmy itp. na temat tego „strasznego” straszenia czyli Blue beam! A któż to finansuje tą promocję i co bardziej istotne, jaki cel temu przyświeca! To jest podobnie jak promocja „płaskiej ziemi” itp.! Krótko mówiąc to wszystko to wielki PIC na wodę SNIĘconą, czyli MEGA koszerny przekręt! No bo jeśli miałby przyjść ANTYkryst, to po co i co takiego mieliby wyświetlać padalce CERnowymi rzutnikami i hARpami na niebie??!! – No chyba, że wspominki o śNIĘtym Ja,Pa, cWAJu? Ale skoro ten faktyczny ANTY… czyli JoszuJ jest od dawna na ziemi, to tym bardziej – co matoły mogą barankom wyświetlić – czyżby Tego Prawdziwego Zbawiciela??!! – HA,HA,HA…- czy już rozumiecie? – A więc ten mega przekręt, czyli przedstawienie BLUE BEAM polegać będzie na tym, że go wcale nie będzie!

      No aleee… jak to nieee będzieee…/skoro wszyscy NATO czekali/? – Po prostu przekrętem nie będzie filmik na niebie…, tylko bardzo perfidny i bezczelny program /wirus trojan/ wgrany w barankowe główki! Otóż gdy nadejdzie ten prawdziwy ZBAWICIEL czyli JASSny PAN, czyli NASZ JASSA to nie potrzeba będzie wyświetlać żadnych obrzezanych filmików, bo to będzie jak najbardziej realne wydarzenie widoczne dla wszystkich na całej planecie, będzie to straszny pogrom i potężny wpier… dla wszystkich parchów, podJUDzAczy i wszelkich ich sługusów, również i wieprzy przy korytach itd. I wtedy to batmany odpalą i aktywują wiruso-program, który czekał w uśpieniu przez całe wieki! BATmany zakrzykną – to za wasze grzechy i winy rozpoczął się stRAszny RA_MAGedON, – jedyny RAtunek dla baRAnków to modlić się do /oszustów/ JoszuJa i Matki i prosić ich o ZwABIENIE, czyli z ufnością ofiarować w ich obmierzłe łapska swoje dusze, swój los i losy całej ludzkości!!! I o to właśnie tym przekrętom chodzi, i to właśnie będzie tym ostatnim i ostatecznym zwiedzeniem baranków!!!”

      Polubienie

    • przemex pisze:

      Podstepni krystowiercy, widząc kryzys skostnialej i zlaicyzowanej cywilizacji zachodniej, chcą odzyskać utracone pozycje starając się podrzucić niczego nieświadomym spoleczenstwom, kukulcze jajo wspakultury krzyża w nowym wydaniu, jako rzekome rozwiązanie obecnych problemów. Takie pozornie ciekawe teksty chrześcijańskich „intelektualistów” temu służą. Atakują w nich w bardziej lub mniej agresywny sposób poganstwo lub rozpowszechniaja kłamliwe teorie na jego temat, bo wiedzą, że prócz laickiej kultury zachodniej prawdziwym zagrożeniem dla wspakultury krzyża jest odradzajace się rodzimowierstwo. Rozpowszechnienie się idei rodzimej wśród mas społecznych spowoduje z czasem ograniczenie wpływu i zasięgu pacyfikujacego psychikę mas krystowierstwa, a ostatecznie jego eliminację. Jednocześnie odciagajac bezwładne masy od zaslepienia szmirą cywilizacji zachodniej. Krystowiercy o tym wiedzą, więc próbują się dystansowac od cywilizacji zachodniej(choć czasem kiedy to dla nich korzystne, ida z nią ręką w rękę), próbując jednocześnie przekonać, że prawdziwym poganstwem i kontynuatorem, spadkobiercą, starożytnej tradycji jest tak naprawdę chrześcijaństwo a nie współczesne, jak oni to określają „neopoganstwo”, które ma być według nich spaczeniem poganstwa.

      Polubienie

  10. Czarna Wołga pisze:

    Witam, bywam tu od czasu do czasu, a to mój pierwszy komentarz.
    Gdy za 2000 lat odgrzebią przykościelne cmentarze to też stwierdzą, że masowo składano ofiary z ludzi i obok świątyń ich zakopywano.
    To bóg ze świątyni w Jerozolimie lubował się w ofiarach całopalnych, nad miastem roztaczał się fetor palonych i zarzynanych zwierząt i maskującego kadzidła, lubił, gdy od czasu do czasu wyrżnięto na jego cześć jakich okoliczny lud. Słowianie nie zabijali zwierząt ot tak sobie, ani tym bardziej ludzi, a Bogom składali płody rolne, które żercy rozdawali okolicznej ludności i przybyszom. Jeżeli doszło do czyjejś pokazowej śmierci, to były to egzekucje za jakieś zbrodnie, a nie ofiary z ludzi. W naszej kulturze karano za b. poważne przestępstwa śmiercią, a nie za zbieranie chrustu w szabas, czy sypianie ze sobą. To, że jeden kupiec drugiemu coś na ucho i komuś, to nie znaczy, ze tak było, bo nie znając praw i obyczajów rożnie można było interpretować dane wydarzenia.
    Helmond pisze tak – ”Taką zaś wielką cześć mają Słowianie dla swych bogów, że obrębu świątyń nawet w czasie wojny krwią kalać nie pozwalają. Na przysięgę z trudnością się godzą w obawie, by przez krzywoprzysięstwo nie ściągnąć na siebie gniewu bogów… Słowianie… pomiędzy różnokształtnymi bogami, którym poświęcają pola, lasy, smutki swe i radości, wyznają także, że jest jeden Bóg, który w niebie innymi bogami rządzi… że inni wykonują tylko poruczone im obowiązki, że z jego krwi pochodzą i że każdy tym jest wyższy, im jest bliżej owego boga bogów.” – nie przelewano krwi ofiarnej dla słowiańskich Bogów, tu nie Judea czy Rzym, gdzie zakopywano Żywcem po klęskach wojennych.
    Nie ma ani jednej potwierdzonej relacji naocznego i wiarygodnego świadka o takich ofiarach. Kilka głupot np. o Wieletach napisał zagorzały krystowierca Thietmar, ale on tak nienawidził Słowian, że wymyślał wiele rzeczy, z resztą inni zachodni kronikarze podobnie. Ślady archeologiczne nie są w stanie potwierdzić składania ofiar, ale przeprowadzanie egzekucji już tak – wszystko zależny od interpretacji, ale tak to już jest z naukami historycznymi.
    To, że gdzieś, ktoś np. kupiec pojawił się na naszej ziemi i podczas uroczystości religijnych zobaczył jakieś zabójstwo to nie znaczy, że była to ofiara – mogła być to zwykła egzekucja jakiegoś bandyty, ale że nie znał języka czy zwyczajów, zinterpretował to po swojemu.
    Jeżeli czytasz źródła zwracaj uwagę kto to pisze i w jakim kontekście. Ówczesnym chrześcijanom wszystko kojarzyło się z ofiarami z ludzi (mieli to przecież w Bibli), więc tak interpretowali różne sytuacje, zapominając, że robią to samo ze swoimi przestępcami, ale w imię swojego prawa, bez zrozumienia cudzego. Badania nie potwierdzają składania ofiar na ziemiach polskich, są to tylko przypuszczenia.

    Polubione przez 1 osoba

  11. Polak-Słowianin pisze:

    Czarna Wołga,

    Witaj Przyjacielu (bądź Przyjaciółko) Słowiańszczyzny!

    Bardzo fajne uwagi.
    Wspomniałeś/aś o świątyni jerozolimskiej, właśnie to co tam wyprawiano świadczy o tym na jak prymitywnym poziomie stała/stoi ta religia, ich religijność. Warto zauważyć, że składanie w ofierze zwierząt było tam stałym i najważniejszym elementem kultu Izraela.
    U polskich Słowian (z ziem polskich) nie było czegoś takiego.

    Polubienie

  12. Jurek pisze:

    Hej ,
    kto czytał listy Kolumba z pierwszego okresu inwazji cywilizacji europy zachodniej tzn. tej rzymskiej, na Amerykę Południową, wie, że autor opisywał tubylców jako ludzi czystych, zorganizowanych, pozbawionych patologii w rozumieniu europejczyka. Gdy okazało się, że rzymaki dopuszczają się zbrodni ludobójstwa na Indianach z powodów biznesowych, dla gaszenia głosów protestów w Europie przedstawiano wersje o niesamowitym okrucieństwie Indian, patologi i tych nieszczęsnych ofiarach z ludzi. I weź tu człowieku jeden z drugim takie „Źródła” wiedzy i wyciągaj wnioski. Jeśli nakładą Ci do łba fałszywych danych, Twój wniosek nie może być prawdziwy ! Jedna fałszywa dana czyni obliczenia fałszywymi !

    Rzymacy – cywilizacja europejska – maja po prostu doświadczenie i tym pokonują ludzi głupich lub / i pozbawionych dostępu do informacji. Poza tym zobacz co oni piszą o dniu dzisiejszym ! Same półprawdy, nieprawdy, słowem gównoprawdy. Współczuje badaczom – jeśli tacy wogóle jeszcze będą – za 100 lat.

    Jakis tam kronikarz Czeski, oczywiście rzymacki, pisał 1000 lat temu ile to wojska cywilizacji europejskiej zgładziły dusz pogańskich , ile to nabrały kosztowności, ile to ziemi zagarnęli w imię Jezusa. Oczywiście nie był zastosowany wówczas trik na kanibali i pożeraczy serc współplemieńców. Numerek na Jezusa był wystarczającym i akceptowanym powodem by odebrać komuś życie, ograbić z dorobku pokoleń i pozbawić ziemi.

    Kanalie które rozpowszechniają pogląd jakoby Słowianie dokonywali mordów rytualnych, są zwykłymi ludzkimi śmieciami. Niezależnie czy to jest poganin czy żydokatolik.

    Jeśli kogo uraziłem tym tekstem, niech mnie pocałuje w de

    Polubienie

    • przemex pisze:

      Do tego zdaje się Mel Gibson(ten od Pasji), nakręcił film Apokalypto, gdzie to rzekomo Majowie składają ofiary z ludzi. Kto oglądał ten wie, wyrywanie serc na żywca i obcinanie głów, na ołtarzach na szczycie piramid. Podejrzewam, że udupil ten szit dla usprawiedliwienia krwawego podboju Ameryki przez Europejczyków.
      Byłoby pół biedy, bo to tylko film, gdyby nie fakt, że większość ludzi jest tepa i generalnie filmy hollywodzkie traktuje nieraz jako prawdę historyczną. Myślą że tak było rzeczywiście. Taki narzucony najpierw przez krystowierstwo a potem utrwalony przez zachodnią popkulture obraz poganstwa funkcjonuje w świadomości ludzi.

      Polubienie

      • Andrzej Pucyn pisze:

        Przemex Gibson to katolicka holywodzka cipa i nic poza tym . Kiedyś wyskoczył z produkcją filmu o Fatimie lecz potem doszedł do wniosku że w USA na tym nie zarobi i zrezygnował .
        Mnie najbardziej bawiło to jak katabasy go chwalili po zrobieniu pasji i niby jaki to wartościowy człowiek .
        Kiedyś obraził publicznie żydów w USA ci się mocno wkurwili wypierd… go z Hollywood i pozbawili jakiekolwiek roli w powstających w tym burdelu pejsatym filmach .
        Gdy tylko zaczął tracić popularność w USA i zaczęło mu brakować kaski na wygodne życie jego menago zainscenizował wiele spotkań gdzie Gibson przepraszał żydów na klęczkach.
        Podobnie było z opasłym jak prosiak Marlonem Brando który już po dwóch dniach błagał żydów o wybaczenie za niby swoje antysemickie wypowiedzi .
        To że Mel zrobił film Apokalypto czy to może dziwić? chyba nie .
        Przemex ile u nas katoli oglądało pasję . Pejsate media na każde święta ją powtarzają a goj ogląda i płaci abonament TV dla pejsatków wszak oni na luksusowe winko muszą u Sowy mieć nie ma bata ha ha ha .
        Wczoraj niejaki alija wraz z jakimś Pimpusiem Sadełko rzucił się na mnie że rydzykowych od ojczulka nazywam debilami ale że oni w ich mateczniku gdy się tam dopchałem i strażnik zamieścił mojego posta to wyzywali mnie od pedałów Putina , agentów , skurwysynów ruskich to jakoś dobrze wychowanemu kulturalnemu alij nie przeszkadzało .

        Tak sobie zażartuje i napiszę był ktoś wczoraj na miesiączkonicy ? . Palili tam wczoraj na tym spędzie jakąś trawkę? ha ha ha .
        Co za głupi naród .To się w pale nie mieści normalnie .

        Polubione przez 1 osoba

        • przemex pisze:

          Nie panikuj, to tylko Polska. 🙂

          Polubienie

        • borejkopl pisze:

          Warto jeszcze wspomnieć o „Indianie Dżonsie” granym przez żydowskiego aktora Harrisona Forda. Też promowany był w jednym z filmów obraz Indian wyrywających serca, składających je w ofierze demonom.

          Sama postać Indiany Jonesa inspirowana była prawdziwym odkrywcą o nazwisku Gene Savoy. Stworzył on swój prywatny kościół skupiony na kulcie Słońca, gdzie centralną praktyką był modny ostatnio „sun gazing” czyli po prostu patrzenie w Słońce. Promował Jezusa jako kogoś, kto nauczał ludzi jak odnaleźć połączenie ze Słońcem, sam kościół był zorganizowany na wzór kościoła katolickiego z tą różnicą, że czczono Słońce jako takie, a nie opłatek z krwi i ciała. Nie podoba mi się te wciskanie Jezusa na siłę, uważam to za przywiązanie się do wirusowych żydowskich idei. Ważne jest to, że Savoy zaczął interesować się duchowością skupioną na Słońcu przez swoje odkrycia w Ameryce, a nie przez jakieś tam biblijne przekazy.

          Tutaj prawdziwy Indiana Jones

          Polubienie

        • przemex pisze:

          Andrzej,

          Na miesiączki smoleńskie nie chodzę, takie spedy mnie nie interesują. Wolałbym juz wizytę w burdelu. 😉
          A Pasję też oglądałem. Raz jeden i ostatni. Katole się zachwycali, ale co taka krwawa rabanka kaszanka ma wspólnego z duchowością to nie wiem.

          Polubienie

        • Polak-Słowianin pisze:

          Andrzej Pucyn,

          „Wczoraj niejaki alija wraz z jakimś Pimpusiem Sadełko rzucił się na mnie że rydzykowych od ojczulka nazywam debilami”

          Jeśli debila nazwiesz debilem to przecież stwierdzisz fakt.

          Polubienie

      • borejkopl pisze:

        „Wyrywanie serca by złożyć je w ofierze bogom” mogło być po prostu rytuałem pogrzebowym dokonywanym na martwym już człowieku. Ludzie wierzyli, że serce jest siedliskiem Ducha i kiedy serce człowieka przestało bić, to znaczyło to, że duch uleciał w kierunku Słońca, ku temu samemu bogu który jest duchem Słońca, którego moc powoduje, że Słońce daje światło i ciepło. Jeśli tak było, to wyrywanie serca by „złożyć je w ofierze” Słońcu przestaje być krwawym rytuałem, a koncentruje się na niematerialnym aspekcie człowieka. To tak jakby kapłan chciał powiedzieć, podnosząc serce do góry „patrzcie, to tylko kawałek mięsa, który sam w sobie nic nie znaczy a to kim ten martwy człowiek jest, to coś więcej, to nieśmiertelny Duch, który ulatuje ku Słońcu”.

        Sposób w jaki mówi się o Aztekach czy innych Indianach przypomina opisy biblijnych Żydów. „Krwawy, nienasycony bóg wybiera swój naród wybrany, obiecuje im Meksyk jako ziemie obiecaną i każe mu składać krwawe ofiary”. Kto mógł to wymyślić? Chyba tylko katolicy, którzy wszystko co znają to żydowska mitologia. Jeśli wznoszenie serca ku górze jest interpretowane z marszu jako „składanie krwawej ofiary”, to wskazuje to tylko na zdegenerowanie samych interpretujących, którzy sami są zaangażowani w cotygodniowy rytuał jedzenia ciała i picia krwi swojego boga.

        Polubienie

        • borejkopl pisze:

          Z kolei mówienie o tym, że składanie serca w ofierze miało sprawić, że Słońce nie zgaśnie, może być wypaczoną interpretacją tego, że chodziło o wskazanie na Ducha, który zasila Słońce, tak jak ludzki Duch zasila jego serce. Inaczej mówiąc, kapłan wznosi serce ku górze wskazując na to, że bez ducha serce nie bije, a Słońce nie świeci.

          Polubienie

        • borejkopl pisze:

          W przypadku chrześcijaństwa mamy sytuację odwrotną, bo według jewangelii w wyniku złożenia Joszue w ofierze dla boga ojca „Słońce się zaćmiło”. W chrześcijaństwie konieczna była ofiara z żywego człowieka o konkretnym żydowskim rodowodzie. Jest to rytuał materialistyczny, skupiony na cielesności, odcięty od duchowego aspektu, który zasila wszystkie funkcje życiowe w ciele i całej przyrodzie – w tym Słońca. Odcinając się od Ducha odcina się od tego, co sprawia, ze Słońce świeci, dlatego tak to opisano w biblii, że Słońce zostało zaćmione.

          Polubienie

        • borejkopl pisze:

          To już tylko moja wyobraźnia ale wyobrażam sobie to co naukowcy nazywają „wybuchem supernovej” jako śmierć gwiazdy, gdzie tak jak w przypadku człowieka, jej serce przestaje bić, duch ulatuje na jeszcze wyższy poziom i ta gwiazda pozostawiona bez Ducha, który zasilał ją przez miliony lat zaczyna zapadać się sama w sobie i powstaje eksplozja. Naukowcy tłumaczą to jako zapadanie się gwiazdy w sobie na skutek „pozbawienia ciśnienia promieniowania”, ale ja to widzę jako fizyczną manifestację tego co odbyło się na duchowym poziomie, czyli opuszczenie ciała gwiazdy przez jej Ducha. Taka śmierć stanowi też impuls dla rozwoju nowych form życia, dla rozwoju nowych organizmów, które będą przeniknięte swoimi duchami doświadczającymi życia poprzez fizyczne organizmy i fizyczne zmysły.

          Polubienie

      • Polak-Słowianin pisze:

        Jurek,

        Hej!
        Dzięki za Twoje wpisy.

        „Kanalie które rozpowszechniają pogląd jakoby Słowianie dokonywali mordów rytualnych, są zwykłymi ludzkimi śmieciami. Niezależnie czy to jest poganin czy żydokatolik.”

        Trafiłeś w sedno, bo właśnie to sugerują mimo braku jednoznacznych dowodów – zdają sobie z tego braku, bo sami o tym piszą, lecz mimo to usiłują taki pogląd utrwalić innym.

        Przemex,

        „Dla mnie inwazja chrześcijaństwa jest największą tragedią jaka do tej pory mogła nas spotkać.”

        Ścierwa krystowiercze narzucały to mimo tego, że jest to sprzeczne z samym krystowierstwiem – na to nie mają usprawiedliwienia (nawet gdyby przyjąć, że Słowianie mieli do odebrania reakcje w postaci napaści tych drani). Ale i tak krystowiercy wybór mieli zachowany, bo to nie działa na zasadzie jakiegoś fatum, że oni musieli to zrobić Słowianom.

        Bezpardonowo zwalczali kult Słowian o większej skali. Wstrętne dzikusy, niczym pasożyty przejmowali miejsca mocy, które pierwotnie do nich nie należały i profanowali je przerabiając na wylęgarnie krystowierczej zarazy.
        A zarazy dlatego, ponieważ mieli oni wkręcone (na skutek tego przekazu), że tylko oni posiadają jedyną prawdziwą wiarę i boga, natomiast inni stoją niżej – wkręcali to później innym. Nie muszę Tobie ani Szanownym Czytelnikom tłumaczyć co taka mentalność powoduje, jaką nietolerancję, piętnowanie osoby za próbę odejścia.

        „Podejrzewam, że udupil ten szit dla usprawiedliwienia krwawego podboju Ameryki przez Europejczyków.”

        Jest wersja (nieznana powszechnie w republice bananowej zwanej dla niepoznaki III RP), że „dzielny” Francisco Pizarro wraz z dominikańskimi braciszkami ofiarowali Atahualpie (jego generałom żołnierzom) beczki z zatrutym winem. Dokonali okrutnego masowego ludobójstwa. Jest to dla mnie bardziej prawdopodobne niż ta „oficjalna” (konkwistadorska zresztą) wersja, że garstka tych ścierw ot tak sobie dorwała władcę Inków i dała radę tysiącom żołnierzy. Polskojęzyczne strony milczą na ten temat. Francuzi mieli to opublikować. Na google znalazłem tylko coś takiego: „According to *Blas Valera, the conquest of Peru had been illegal and had to be rolled back, since it was based on a criminal act: Pizarro’s poisoning of Atahualpa’s generals on the eve of the massacre of Cajamarca, November 16,1532.”.

        Polubienie

        • borejkopl pisze:

          „Ścierwa krystowiercze narzucały to mimo tego, że jest to sprzeczne z samym krystowierstwiem”

          Jeśli chodzi o „nie zabijaj” to oryginalnie te przykazanie miało znaczyć tylko tyle, żeby jeden żyd nie zabijał drugiego żyda. Kościół jest „nowym narodem wybranym”, Izraelem nr. 2 dlatego ta mentalność przeszła na nie-żydów. Grzechem jest zabijanie swoich, a nie zabijanie jakiś tam pogan, przecież to nawet nie ludzie. Aborygeni dopiero gdzieś w drugiej połowie XX wieku zostali skreśleni z listy fauny i flory i uznani za ludzi.

          Polubienie

          • Polak-Słowianin pisze:

            „Jeśli chodzi o „nie zabijaj” to oryginalnie te przykazanie miało znaczyć ”

            Kilka lat temu badałem sprawę tego przykazania. Kk ma swoje wyjaśnienie, że orginalne słowa użyte w Torze i w NT odnoszą się do nie mordowania ludzi, ale zostały przetłumaczone jako „nie zabijaj”. I tak jak napisałeś przerąbane ma każdy kogo oni uznają za ‚nie-ludzia’.
            Bo np. w dużej częsci szkół hinduizmu krowa uznawana jest za matkę człowieka (karmi nas mlecznymi wyrobami). Czujesz za jakich religijnych prymitywów i oszołomów muszą mieć oni wszystkich krystowierczych zjadaczy krów, którzy na dodatek utrzymują regularne rzeźnie wyłącznie dla smaku?
            Według tych hindusów to nie zabijanie krów objawił bóg (mięso tylko wtedy gdy nie ma innego wyjścia), krystowiercy żrą krowy i niby mogą to robić, bo też mają objawienie od boga.
            Wygląda na to, że w „trójcy” są jakieś rozbieżności, bo Jahwe w świątyni jerozolimskiej zezwalał na szlachtowanie byków i krów a Joszue już jakoś cienko, tylko rybki poza świątynią, no i wygląda na to, że sprzeciwił się Jahwe 😉
            Katole idą jednak twardo za Jahwe, ale zaraz… Joszue to jego wysłannik, więc Jahwe musiał jednak zmienić zdanie. Widać więc, że niższej kategorii są te żydo-krystowiercze pisma od tych „hinduskich”. Mimo, że zwierzę to nie bezpośrednio ‚ludź’ to jednak nie ma tam przyzwolenia na zabijanie zwierząt od tak sobie. Słowianie nie zabijali ot tak sobie zwierząt, był w tym i szacunek. Porównajmy to do współczesnych, rzekomo stojących religijnie „wyżej” krystowierców, nie-dzikusów. Później się dziwią, dlaczego jest tak źle – ten tzw. dobry krystowierca wcale nie jest taki dobry. Jest agresorem, szkodnikiem, w stosunku do Natury jak więc może rozwinąć z Nią właściwy kontakt.

            Polubienie

            • borejkopl pisze:

              W jahwizmach nic nigdy nie musi się dokładnie zgazać. Rybki czy krówki to liczniki a liczy się tylko stały mianownik, czyli zbiór pewnych przekonań na których opiera się każdy odłam jahwizmu. W tym stałym zestawie jest: człowiek jest zerem, bóg jest oddzielnym bytem o mentalności psychopaty, człowiek jest koroną stworzenia (jako zero wobec boga psychola, ale zawsze), istnieje „naród wybrany” (czy to jako Izrael czy jako kościół dowolnego odłamu). Licznik się zmienia bo umysły ludzkie szybko się nudzą i miotają się pomiędzy różnymi przeciwieństwami. Katolicyzm to 90% pogaństwa, z którego zrobiono wydmuszkę i wsadzono w nie powyżej wymienione idee. To nic, że katolicyzm to zamaskowane wielobóstwo, te wszystkie trójce i święci, ważne żeby był stały rdzeń obecny we wszystkich jahwizmach. A przeciwieństwa, herezje i odłamy, zawsze się przydają, bo trzeba napuszczać jednych na drugich by odwrócić uwagę od samych siebie, nawiązania kontaktu z własnym Duchem i Duchami Natury, Bogami.

              Znam te tłumaczenia, że chodzi o „nie mordowanie”, że Kananejczycy składali krwawe ofiary z dzieci itd. Parchy zawsze owijają wszystko w udawaną moralność ale żeby zrozumieć tą sprzeczność z „nie zabijaj” i zabijaniem wszystkiego i wszystkich dookoła, to wystarczy pójść po nitce do kłębka o jakie „nie zabijaj” chodzi i jak ci, którym dano te przykazanie rozumieją owe „nie zabijaj”.

              Izrael Szahak w książce „żydowskie dzieje i religia”:

              „W licznych przypadkach pojęciom takim jak „bliźni”, „przybysz” czy nawet „człowiek” nadaje się wyłącznie znaczenie szowinistyczne. Słynne: „Kochaj bliźniego swego(14) jak siebie samego” rozumiane jest przez judaizm klasyczny (i współczesną ortodoksję) jako nazkaz kochania swego bliźniego żyda, a nie żadnego innego.
              Podobne sformułowanie: „Nie będziesz szerzył oszczerstw między krewnymi, nie będziesz czyhał na życie bliźniego” (Księga Kapłańska 19,16) oznacza, że należy przyjść na pomoc, gdy życie innego żyda jest w niebezpieczeństwie. *
              W rozdziale V zobaczymy, że żydowi zabrania się w zasadzie ratowania życia gojowi, ponieważ„nie jest on twoim bliźnim”.
              Wielkoduszny nakaz oddania zbiorów z własnego pola i winnicy „ubogim i przybyszom”: „Nie będziesz ogałacał winnicy i nie będziesz zbierał tego, co spadło na zimię w winnicy. Zostawisz to dla ubogich i dla przybysza” (Ibid. 19,10) interpretowane jest jako odnoszące się wyłącznie do biednych żydów i tych, ludzi, którzy przeszli na judaizm. Prawa dotyczące traktowania zwłok zaczynają się od słów: „Podobnie będzie przez siedem dni nieczysty, kto w otwartym polu dotknie zabitego mieczem, zmarłego, kości ludzkich albo grobu”. Jednakże słowa te odnoszą się wyłącznie do zmarłego żyda, co znaczy, że tylk ciało żyda jest zarówno „nieczyste” jak i święte. (Księga Liczb 19,16).
              Opierając się na tej interpretacji, pobożni żydzi mają magiczny wręcz stosunek do żydowskich zwłok i żydowskich cmentarzy, i zarazem skrajnie lekceważący do cmentarzy i zwłok nieżydowskich. Stąd na terenie Izraela uległo kompletnemu zniszczeniu setki cmentarzy muzułmańskich (w jednym przypadku tylko dlatego, że potrzebna była parcela pod budowę telawiwskiego „Hiltona”).
              A trzeba było słyszeć lamenty, gdy decyzją władz jordańskich zniszczono cmentarz żydowski na Górze Oliwnej. Podobnych przykładów jest zbyt wiele, żeby je tu wszystkie przytaczać.”

              Polubienie

        • borejkopl pisze:

          Ja osobiście nie mam problemu z tym żeby być uznanym za faunę i florę, bo nie uważam człowieka za „koronę stworzenia”. Człowiek dla mnie jest elementem natury, zarówno cieleśnie jak i duchowo, bo natura naokoło też ma swojego ducha. Krystowiercy tylko nie mają ducha bo mają obrzezane (czyli znieczulone) serca i funkcjonują w jakimś matriksie umysłowym w oderwaniu od swojej wiecznej esencji. Stąd te poczucie wyjątkowości i rzeczywiście słusznie uważają się za wyjątkowych, bo jest to wyjątkowo głupie.

          Polubienie

  13. borejkopl pisze:

    Skoro pojawił się temat Indian to chciałbym dać do porównania fragmenty „Księgi Trajana” oraz „Reguły Naguala” którą meksykański szaman Juan Matus przekazał antropologowi Carlosowi Castanedzie. Oba te dzieła uznawane są przez wielu za falsyfikaty, zmyślone historie.

    „Moc, która rządzi przeznaczeniem wszystkich żyjących istot, nazywana jest Orłem, nie dlatego, by
    była orłem czy miała z nim coś wspólnego, lecz dlatego, że dla oczu widzącego ma kształt
    olbrzymiego, czarnego jak węgiel orła, stoi wyprostowana jak orzeł i sięga w górę nieskończenie
    wysoko.

    Gdy widzący wpatruje się w czerń, którą jest Orzeł, jego postać odkrywają cztery rozbłyski ognia.
    Pierwszy, podobny do błyskawicy, pozwala obserwatorowi dostrzec kontury Orła, który ma na ciele
    plamy bieli, przypominające orle pióra, i szpony. Drugi rozbłysk ukazuje podobną do orlich skrzydeł
    czerń – łopocząc, stwarza ona wiatr. Przy trzeciej błyskawicy obserwator widzi przenikliwe, nieludzkie
    oko.A czwarty i ostatni rozbłysk odkrywa przed nim poczynania Orła. ”

    Drugi:

    „Zanim powstał nasz świat istnieli tylko wszechmocni odwieczni pięciu czystych świateł a wszystko było harmonią. Gdy równowaga uległa zachwianiu odwieczni poczuli smutek i jeden z nich, pierwotny Swrożyc zapadł w sen na pniu świętego kosmicznego drzewa i wyśnił nasz świat.

    (…)

    Tedy wszystko co istnieje przenika Jessie, który jest życiem i siłą wszystkiego co istnieje, jest życiem każdego źdźbła trawy i duchem każdego kamyka, jemu oddajemy w ciszy cześć i skłaniamy się przed każdą cząstką stworzenia, pierwotnego ducha, mocy nie mającej formy a a manifestującej się w każdej formie, który jest zarazem czystym światłem Trójjasnego Peruna, Ojca Bogów, który jest mnogi a jedyny, który jest Pierwotnym Swraożycem (Płomieniem) ukazującym się na wiele sposobów (jako wielu Swrożyców różnych a zarazem jednakich).”

    Jeden tekst mówi o czterech rozbłyskach ognia, a drugi o pięciu czystych światłach. Może w tym pierwszym fragmencie piątym światłem jest owe „przenikliwe, nieludzkie oko”. Zgadza się rzecz, która nie ma prawa być wymyślona przez odległe od siebie kultury. Pierwszy rozbłysk ognia u Tolteków „podobny jest do błyskawicy”. U Słowian Perun jest „pierwotnym płomieniem”.

    Polubienie

    • borejkopl pisze:

      Chociaż przegapiłem do że wszystkie rozbłyski są porównywane do błyskawicy. To by z kolei pokrywało się z tym, że Perun „jest mnogi a jedyny”, że jest tym pierwotnym płomieniem, błyskawicą, ukazującym się na wiele sposobów.

      Polubienie

    • borejkopl pisze:

      Poza tym, cztery rozbłyski ognia (i cztery ramiona swastyki), czarny orzeł .. ktoś to sobie pożyczył.

      Polubienie

    • Polak-Słowianin pisze:

      „Skoro pojawił się temat Indian to chciałbym dać do porównania fragmenty „Księgi Trajana” oraz „Reguły Naguala” którą meksykański szaman Juan Matus przekazał antropologowi Carlosowi Castanedzie.”

      To wszytko (czyjeś księgi, wizje) ma wartość o tyle, o ile kieruje nas w taką dobrą stronę. Uważam, po prostu, że każdy sam powinien próbować nawiązać taki osobisty kontakt z bogiem/bogami inaczej opierać się będzie tylko na czyichś słowach. Jak tylko czyta to nic nie pozna, bo co mu bóg/bogowie powie/dzą jeśli on ignoruje te swoje próby nawiązania osobistego kontaktu.

      Polubienie

      • borejkopl pisze:

        Pisząc w Internecie naturalnie wszystko sprowadza się wszystko do tekstu, porównywania, wklejania, analizowania, wnioskowania. Doświadczeń się nie wklei. Nie potrzebne mi mentorstwo bo „tylko czytam” i takie oczywiste stwierdzenia.

        Polubienie

        • Polak-Słowianin pisze:

          No mam nadzieję, że nie potrzebne Ci takie mentorstwo.
          Ja nie będę spekulował co tam jacyś ludzie mieli na myśli, robił jakiegoś odtwórstwa (oczywiście nie piję tu do Ciebie, że to wszystko robisz).

          Polubienie

  14. borejkopl pisze:

    Varg Vikernes siedząc w więzieniu nagrał taką oto płytkę. Ta okładka i utwór przypominają mi nasz serial Janosik i ostatni odcinek jak księżulo udziela ślubu i zaraz po tym ginie na szubienicy. Zarówno na tej okładce jak i w Janosiku księżulo miał specyficzną, parchową urodę, wyrózniającą się na tle zbójów 😉

    Polubienie

  15. leliwa pisze:

    Wpis internauty na portalu ” Zmiany na Ziemi”
    Prośba – jeśli to możliwe o weryfikacje i poszerzenie informacji.

    autor: dziadek ze wsi (anonim) (2017-09-17 09:37)

    Ciekawa historia. (albo nowe działana psy-op)

    Hans Nilzer urodził się w 1849 roku w wielodzietnej rodzinie mieszczańskiej i był gorliwym katolikiem. Od dzieciństwa rodzice przygotowywali go do przyjęcia święceń, a sam chłopiec od najmłodszych lat chciał poświęcić się służbie Bogu. Miał wiele szczęścia: biskup zauważył jego zdolności i wysłał utalentowanego młodego człowieka na dwór papieski. Ponieważ Hans interesował się przede wszystkim historią Kościoła, został wysłany do pracy w archiwach Watykanu.

    12 kwietnia 1899 r. Dziś starszy archiwista pokazał mi kilka rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Oczywiście, sam też będę musiał milczeć na temat tego co zobaczyłem. Z podziwem patrzyłem na te półki, na których przechowywane są dokumenty odnoszące się do najwcześniejszych okresów naszego Kościoła. Pomyśleć tylko, że wszystkie te księgi są świadkami życia i czynów świętych apostołów, a być może i Zbawiciela! Moje zadanie na najbliższych kilka miesięcy — sprawdzić, uściślić i uzupełnić katalogi dotyczące tych spraw. Same katalogi umieszczone są we wnęce w ścianie zamaskowanej tak, że w życiu nie domyśliłbym się o ich istnieniu.

    28 kwietnia 1899 r. Pracuję po 16-17 godzin na dobę. Starszy bibliotekarz chwali mnie i z uśmiechem ostrzega, że w takim tempie w ciągu roku przejrzę wszystkie watykańskie zbiory. Problemy ze zdrowiem już dają o sobie znać — tu w podziemiach, utrzymuje się temperaturę i wilgotność optymalną dla ksiąg, ale niezbyt przyjazną dla człowieka. Jednak w końcu robię coś, co podoba się Panu! Tym nie mniej mój spowiednik namówił mnie na wychodzenie na powierzchnię co dwie godziny i przynajmniej na dziesięć minut.

    18 maja 1899 r. Nie mogę się nadziwić skarbom przechowywanym w tym miejscu. Tyle materiałów nieznanych nawet mnie, gorliwie studiującemu tę epokę! Dlaczego trzymają je w tajemnicy zamiast udostępnić teologom? Widocznie materialiści, socjaliści i oszczercy mogą przeinaczyć te teksty przynosząc straty nie do naprawienia naszej świętej sprawie. Tego oczywiście dopuścić nie można. A jednak …

    2 czerwca 1899. Przeczytałem szczegółowo teksty. Jest coś niezrozumiałego — dzieła heretyków w katalogu stoją obok prawdziwych dzieł ojców Kościoła! Zupełnie niemożliwe jest, że zostało to przypadkiem pomieszane. Na przykład życiorys Zbawiciela przypisany samemu apostołowi Pawłowi. Nie mieści się w żadnych ramach! Zwrócę się do starszego bibliotekarza.

    3 czerwca 1899 r. Starszy bibliotekarz wysłuchał mnie, z jakiegoś powodu zamyślił się, spojrzał na znaleziony przeze mnie tekst a potem po prostu poradził zostawić wszystko jak jest. Powiedział, że powinienem kontynuować pracę, a on wszystko wytłumaczy później.

    9 czerwca 1899 r. Długa rozmowa z głównym bibliotekarzem. Okazuje się, że większość tego co uważałem za apokryfy jest czystą prawdą! Oczywiście Ewangelia jest tekstem przekazanym przez Boga, a sam Pan (?) nakazał ukryć niektóre dokumenty aby nie mącić umysłów wierzącym. W końcu prostemu człowiekowi potrzeba prostej nauki jak to tylko jest możliwe, bez zbędnych szczegółów, istnienie rozbieżności przyczynia się tylko do podziałów. Apostołowie byli w sumie tylko ludźmi pomimo, że świętymi to każdy z nich mógł coś dodać od siebie, wymyślić lub po prostu nieprawidłowo zinterpretować, dlatego wiele tekstów nie stało się kanonicznymi i nie weszło do Nowego Testamentu. Tak wytłumaczył mi to starszy bibliotekarz. To wszystko brzmi rozsądnie i logicznie, ale coś mnie niepokoi.

    11 czerwca 1899 r. Mój spowiednik powiedział, że nie powinienem myśleć zbyt wiele o tym czego się dowiedziałem. W końcu jestem silny w mojej wierze, a ludzkie błędy nie powinny wpływać na wizerunek Zbawiciela. Uspokojony, kontynuowałem pracę.

    12 sierpnia 1899 r. Z każdym dniem mojej pracy piętrzą się dziwne fakty. Historia ewangeliczna jawi się całkowicie w nowym świetle. Zresztą nie dowierzam nikomu nawet swojemu pamiętnikowi.

    23 października 1899 r. Lepiej bym umarł dziś rano. Ponieważ w zbiorach mi powierzonych znalazłem wiele dokumentów, które mówią, że od początku do końca historia Zbawiciela jest wymyślona! Starszy bibliotekarz, do którego zwróciłem się o wytłumaczenie powiedział, że tu ukryta jest główna tajemnica: ludzie nie widzieli przybycia Zbawiciela i go nie rozpoznali. Wtedy Pan nauczył Pawła jak powinno się nieść wiarę ludziom, i ten zabrał się za to. Oczywiście do tego musiał skomponować z Bożą pomocą pewien mit, który przyciąga ludzi. Wszystko to jest logiczne ale z jakiegoś powodu czuję się nieswojo: czy podstawy naszej nauki są na tyle chwiejne i nietrwałe, że potrzebujemy jakiś mitów?

    15 stycznia 1900 roku. Postanowiłem zobaczyć, jakie inne sekrety skrywa biblioteka. Magazynów takich jak ten, w którym pracuję teraz istnieją setki. Ponieważ pracuję sam, mogę z pewnym ryzykiem, dostać się do reszty. To grzech, tym bardziej, że nie powiem o tym swojemu spowiednikowi. Ale przysięgam na imię Zbawiciela, że pomodlę się do niego!

    22 marca 1900 r. Starszy bibliotekarz zachorował i wreszcie mogłem dostać się do innych ukrytych pokoi. Obawiam się, że nie znam ich wszystkich. Te, które widziałem, wypełnione były najróżniejszymi księgami w nieznanych mi językach. Są wśród nich takie, które wyglądają bardzo dziwnie: płyty kamienne, 5 glinianych tablic, różnokolorowe nici splecione w oryginalne węzły. Widziałem chińskie hieroglify i arabską ligaturę. Nie znam wszystkich tych języków, znam tylko grecki, hebrajski, łacinę i aramejski.

    26 czerwca 1900 r. Od czasu do czasu kontynuuję swoje badania obawiając się, że ktoś mnie w końcu nakryje. Dzisiaj znalazłem grubą teczkę z raportami Fernanda Cortesa do papieża. Dziwne, nigdy nie wiedziałem, że Cortes był ściśle związany z Kościołem. Okazało się, że jego oddział na wpół składał się z duchownych i zakonników. Miałem wrażenie, że Cortes od początku doskonale wiedział dokąd i po co idzie, i celowo udał się do stolicy Azteków. Zresztą, Pan ma wiele cudów! Jednak dlaczego przemilczamy tak ogromną rolę naszego Kościoła?

    9 listopada 1900 r. Postanowiłem odstawić na bok dokumenty związane ze Średniowieczem. Moja praca w repozytorium jest prawie zakończona i wydaje się, że nie chcą mnie dalej dopuszczać do tajnych dokumentów. Widocznie moi przełożeni mieli podejrzenia, choć staram się nie przyciągać ich uwagi.

    28 grudnia 1900 r. Znalazłem bardzo ciekawy materiał dotyczący mojego okresu. Dokumenty napisany w klasycznym języku greckim, czytam i rozkoszuję się. Wydaje się, że jest to przekład z egipskiego, nie mogę zagwarantować, że tak jest dokładnie, ale jedno jest pewne: mowa jest tam o jakiejś tajnej organizacji, bardzo potężnej, która opiera się na autorytecie bogów i rządzi państwem.

    17 stycznia 1901 roku. To niesamowite! Tego po prostu być nie może! W tekście greckim znalazłem wyraźne wskazania, że ​​kapłani boga egipskiego Amona i pierwsi hierarchowie naszego świętego Kościoła należą do tego samego tajnego stowarzyszenia! Czy naprawdę takich ludzi wybrał Pan do niesienia ludziom światła swojej prawdy? Nie, nie, nie chcę w to wierzyć …

    22 lutego 1901 r. Moim zdaniem, starszy bibliotekarz coś podejrzewa. Czuję się śledzony, dlatego przerwałem pracę z tajnymi materiałami. I tak już zobaczyłem więcej niż powinienem. Okazuje się, że Dobra Nowina posłana przez Pana, była uzurpowana przez garstkę pogan, wykorzystujących ją do rządzenia światem. Jak Pan mógł to tolerować? Albo jest to kłamstwo? Jestem skołowany, nie wiem co o tym myśleć.

    4 kwietnia 1901 r. No cóż, dostęp do tajnych dokumentów został do końca przede mną zamknięty. Zapytałem starszego bibliotekarza o przyczyny. „Nie jesteś silny duchem, mój synu,” powiedział, „wzmocnij swoją wiarę a skarby naszej biblioteki otworzą się ponownie. Pamiętaj, że do wszystkiego co tu widzisz należy podchodzić z czystą, głęboką, niezmąconą wiarą”. Tak, ale wtedy okazuje się, że przechowujemy mnóstwo sfałszowanych dokumentów, wiele kłamstw i oszczerstw!

    11 czerwca 1901 r. Nie, to nie są fałszerstwa i kłamstwa. Mam dobrą pamięć, poza tym (niech Bóg mi wybaczy!) Zrobiłem wiele wypisów z dokumentów. Starannie je sprawdziłem i nie znalazłem żadnych błędów, ani jednej nieścisłości, która towarzyszyłaby fałszerstwu. I nie są bynajmniej przechowywane jak tanie i złośliwe oszczerstwa, ale ostrożnie i z pieczołowitością. Obawiam się, że nigdy nie będę już tą samą osobą z czystą duszą. Niech Bóg mi wybaczy!

    25 października 1901 r. Napisałem prośbę o udzielenie mi długiego urlopu w ojczyźnie. Moje zdrowie podupadało, ponadto pisałem już, że muszę w samotności oczyścić swoją duszę. Odpowiedzi jeszcze nie otrzymałem.

    17 listopada 1901 r. Prośbę przyjęto nie bez wahania. Za trzy miesiące mogę pojechać do domu. W ciągu tego czasu różnymi drogami wysyłam do Augsburga kopie znalezionych przeze mnie dokumentów. Oczywiście jest to sprzeczne z nauczaniem Pana … ale czy nie jest złe ich ukrywanie przed ludźmi? Starszy bibliotekarz wielokrotnie mi powtarzał, że nie powinienem nikomu mówić o tajemnicach, które widziałem w bibliotece. Uroczyście przysiągłem. Panie, nie pozwól mi też zostać krzywoprzysięzcą!

    12 stycznia 1902 r. Moje mieszkanie nawiedzili rabusie. Zabrali wszystkie pieniądze i dokumenty. Na szczęście wszystkie mniej lub bardziej wartościowe przedmioty potajemnie wysłałem już do Niemiec. Stolica apostolska hojnie zrekompensować mi koszty utraconych przedmiotów. Bardzo dziwna kradzież …

    18 lutego 1902 r. Wreszcie jadę do ojczyzny! Moi przełożeni odprowadzili mnie i życzyli mi szybkiego powrotu. Jest mało prawdopodobne, aby tak się stało …

    ciąg dalszy ale surowy z auto translatora:

    Tajemnica śmierci Hansa Nilsera

    Tak było i wszystko wyglądało logicznie, ale nie było łatwiej: nie było jasne, gdzie i czego szukać. Dlatego zdecydowałem się całkowicie przeanalizować wszystkie książki o źródłach chrześcijaństwa, mając nadzieję, że przypadkowo zaatakują wszelkie ślady, które doprowadziłyby mnie do ciekawych faktów (lub jakieś słodkie tupichok). W rezultacie dostałem książkę od niemieckiego profesora Gremera, napisaną w latach dwudziestych. [23] Jej autorka długo i długo mówiła o chrześcijaństwie, przy jednoczesnym zwróceniu uwagi na apostoła Pawła i wzmiankowaniu wersji, według której odgrywała decydującą rolę w rozwoju chrześcijaństwa. Ta wersja jest przypisana do pewnego lekarza teologii, Nilser.

    Zacząłem szukać śladów tego bardzo Nilser, moi niemieccy przyjaciele pomogli mi między innymi. Jednak nie znaleźliśmy żadnych odniesień do jego prac w dowolnych indeksach bibliograficznych. Jednakże, wraz z globalnym przeglądem wszystkich artykułów i publikacji o teologii, opublikowanych w pierwszej połowie XX wieku w Niemczech, odkryliśmy jednak dwie wzmianki o artykule Nilssera w miesięczniku chrześcijańskim w Augsburgu w 1905 roku.

    Wydawało mi się, że w końcu byłem na bramce. Jednak ten magazyn nie był tak łatwy do zdobycia; Została wydana w limitowanej edycji i jest przechowywana tylko w kilku wyspecjalizowanych bibliotekach. Możesz wyobrazić sobie moją radość, gdy dowiedziałem się jego pliku, w którym były numery do 1905 roku!

    I moje rozczarowanie: brakowało to lipca wydania numeru magazynu na 1905 roku, w którym opublikowano artykuł Nilssa. Wszystkie inne numery były na swoim miejscu. Dwie kolejne biblioteki w dokumentach z 1905 r. Brakuje tej samej liczby 7. Na moje pytania bibliotekarze wzruszali ramionami: plik był pierwotnie w tej formie i nie może dostarczyć żadnych innych informacji.

    Inny na moim miejscu długo poddawał się i przestał szukać, ale moje błędy tylko podzadorili. Postanowiłem pociągnąć za kolejny wątek – aby dowiedzieć się, kim był dr Nilser. Położyłem pewną ilość wysiłku, znalazłem odpowiedź na to pytanie.

    Hans Nilser urodził się w 1849 roku w dużej rodzinie rodziny mieszczańskiej i był gorliwym katolikiem. Od dzieciństwa rodzice przygotowują go do wzięcia godności, a sam chłopiec od dzieciństwa miał nadzieję poświęcić się służbie Bogu. Był bardzo szczęśliwy: biskup zauważył jego zdolności i wysłał utalentowanego młodego człowieka do sądu papieskiego. Ponieważ Hans interesował się przede wszystkim historią Kościoła, został wysłany do pracy w archiwach Watykanu.

    Istnieją legendy o tych magazynach książek i rękopisach. Mówią, że bardzo niewiele osób ma do nich dostęp, ale gdy otrzymali możliwość pracy z ich materiałami, można ujawnić niemal każdy sekret. Ale tylko ścisłe archiwistki i wybrany kontyngent osób bliskich Papieżowi mają okazję oddychać starym pyłem starożytnych książek i folii pergaminowych. Przygotowano prosty śmiertelnik.

    Więc Nilser stał się opiekunem unikalnego archiwum i służył w najbardziej zamkniętej zbiórce dokumentów świata … aż w 1902 r. Wrócił do swego rodzimego Augsburga. Powody powrotu do ojczyzny są nieznane, żył skromnie, próbując przyciągnąć jak najmniej uwagi. W lipcu 1905 r. Jego artykuł został opublikowany w miesięczniku chrześcijańskim w Augsburgu. We wrześniu zmarł w tajemniczych okolicznościach.

    Miałem tylko jeden sposób, aby wyjaśnić los zagadkowej zagadki czasopisma, która zniknęła z wszystkich bibliotek jednocześnie, i równie intrygujący artykuł Nilser – doprowadził do krewnych archiwisty Watykanu. Z pomocą Internetu i usług, które pomogą Ci w ciągu kilku minut znaleźć dowolną osobę na całym świecie (oczywiście, oczywiście, oficjalna rejestracja, a nie miejsce zamieszkania w chwili wystąpienia z prośbą), szybko ustaliłem współrzędne jego grand-siostrzenica – kobietę bardzo zaawansowaną lat, urodzonych po śmierci Hansa Nilsera.

    Nie zgodził się na mój pomysł, żeby ją odwiedzić, ale mimo to podporządkowała się perswazji, pochlebna, najwyraźniej, ze zwróceniem uwagi na pamięć jej krewnego. Spotkała mnie bardzo zimno i początkowo powiedziała mi, że bez jej potwierdzenia było oczywiste: Nilser urodził się … wykazał się zdolnością … stał się archiwistą w Watykanie … Jednak było oczywiste, że to nie wszystko, co ona wie o nim. I błagałam o spotkania z obrzędowymi partiami herbaty, próbując to zrobić, a potem podnieś klucz do serca starszej matki. Wreszcie lód pękł. W ostatnim, szóstym spotkaniu Frau Nilser wręczyła mi kilka fotokopii.

    – To jest artykuł, który go zabił – powiedziała. „Szukasz jej, prawda?”

    „Dziękuję bardzo, ale … dlaczego myślisz, że został zabity przez nią?”

    – Nie sądzę, wiem – odpowiedziała mocno. – Zabójca, który nigdy nie został znaleziony, nawet nie dotknął jego portfela. W ciągu dwóch miesięcy po jego śmierci mieliśmy trzy włamań z rzędu. Przez lata dodawano do nich jeszcze dwóch osób, dopóki nie przekonali się, że tu nic nie ma.

    – Powiedz mi, po krewnym nie było papierów?

    – Młody człowieku, było tu pięć włamań – powiedziała zmęczona starsza kobieta. – Wszystko w domu było odwrócone do góry nogami, ale nie mieliśmy jednego pieczęci. Policja nie znalazła nikogo. Czy uważasz, że istnieją jakieś dokumenty? Albo … czy są one źle ukryte?

    żródło: http://all.true-news.info/what-hides-behind-the-priests-of-the-vatican/

    Polubienie

  16. borejkopl pisze:

    Za namową, wklejam swój post z innego wątku:

    Perun i Swaróg. Ciąg dalszy moich rozważań z innego wątku. Gdzieś we mnie siedzi ten temat bogów gromowładnych i słonecznych, jak to jest że ci gromowładni są często ważniejsi i że są odrębnymi istotami od słonecznych. Wcześniej wysunąłem wniosek, że może gromowładni są ważniejsi, bo to gromowładztwo wskazuje na wyższą siłę uniwersalną, którą może być grawitacja, symbolizowana przez np. młot Thora, którego nikt nie może podnieść tylko on sam. Młot to też atrybut kowala Swaroga, tak więc to nie do końca pasuje wszystko. Wiedziałem, że chodzi o jakąś uniwersalną siłę, której podlega też Słońce, stąd wyższość gromowładców nad słonecznymi. Bardziej to pasuje do pola magnetycznego niż do grawitacji. Zawsze miałem problem z gromowładcami, bo chciałem przeżywać danego boga jako coś, co jest we mnie. Błyskawica pojawia się i znika, a ja szukałem tej stale obecnej Duszy, a Słońcu bliżej do tego niż błyskom i grzmotom. Nawet ta moja „grawitacja” niewiele zmienia, bo to ciągle nie jest rzeczywistość wewnątrz nas. Zrozumiałem, że to jest błędne i to się wzięło z tego tyrano-zeusowo-jahwistycznego prania mózgu. Robienie z gromowłądcy tyrana uniemożliwia spojrzenie w swoje serce i odnalezienia tam odpowiedzi, kim owy gromowładca jest. I kiedy ostatnio była u mnie w domu moja bratanica, to słuchała non stop jednej piosenki ze „smerfnych hitów” pt. „serce pik pik”. I tak słucham setny raz tego „pik pik” i w końcu pojaśniało mi, że te „pik” jest tego samego rodzaju co „perk” od którego mamy Peruna, a więc „tego, który uderza”. I tak myslę sobie: to ja głupi już lata temu czytałem teksty o tym, że serce swoim biciem albo pykaniem/pyrkaniem generuje najsilniejsze pole magnetyczne w organiźmie i ja nie mogę odnaleść czym jest Perun we mnie? I mamy Peruna w nas: bicie serca, pole magnetyczne, które trzyma nas w jednej całości, zasila też nasz mózg, który z wyglądu przypomina chmurę, a błyskawicą w tej chmurze jest myśl. Podobnie jak w skali większej mamy pole magnetyczne Ziemi stojące za burzami i błyskawicami, które są gwałtownymi zjawiskami – ale stoi za nimi coś stałego, co ma odpowiednik w samym człowieku. Podział na Peruna i Swaroga też staje się prostszy, jeśli uznamy bicie za Peruna, a żar serca i ciepło krwi za Swaroga. Jeden bóg przeplata się z drugim, jeden działa przez drugiego.

    W taki sposób pogodziłem się z Perunem i naprawiłem jego zeusowo-jahwistyczny wizerunek 🙂

    Smerfy też przypadkowe nie są, w końcu katole w swoim fanatyźmie atakowali te bajke bo promuje komunistyczne idee :D😀przecież wiadomo, że nie o żadną komunę chodzi tylko o to, że dzieciom prezentuje się społeczeńśtwo plemienne, żyjące w zgodzie z naturą. Występują tam takie postacie jak Matka Natura i Omnibus, który przypomina nordyckiego Odyna. Gargamel do Jacoba Rothschilda podobny jest 😛

    Mądry odcinek 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Tam jest taki tekst; „A co z tymi niebieskimi mrówami? Złapałeś je już? Wiesz ja… Przeczuwałam to! Beze mnie nic nie umiesz zrobić! Muszę sama znaleźć jakiś sposób, jakiś ich słaby punkt, którego Ty nie zauważyłeś. He he, ciekawe, smerfy nie potrzebują pieniędzy, dzielą się wszystkim równo. A ja jestem pewna, że choć jeden z tych karzełków ma w sercu choć odrobinę chciwości! Prawda?”
      Wymowne, kiedyś bajki zawierały w sobie jakiś przekaz, wiedzę, morał. Teraz strach telewizor włączać i bajkę dziecku pokazywać…

      Polubienie

      • Andrzej Pucyn pisze:

        Smerfy masowo były pokazywane w Polsce i w całej Europie w tym w Anglii jak byłem jednocześnie nawet na 4 kanałach a wtedy już dawno u nas pejsatki były przy władzy .
        Ta bajka jest znana szczególnie w USA gdzie za gadżety ze smerfami dostaje się potężną kasę w lombardach .
        Koszerni stracili nad czymś kontrolę ?.
        Moja córeczka właśnie teraz ogląda smerfy na kanale dla dzieci ABC .Swoją drogą smerfy najlepsze dla Pastuszki on kocha system komuny najbardziej no i tak kiedyś bronił krzyża że Świtoniem ha ha ha .

        Polubienie

        • Andrzej Pucyn pisze:

          W końcu Joszue był pierwszym komunistą .Czyż nie ?

          Polubienie

        • Andrzej Pucyn pisze:

          Przemexie nie przesadzajmy .Na zwykłej pejsatkowej antenie na pejsatym cyfrowym ABC nadają cały czas Reksia , miś Puchatek , Bolek i Lolek same bajki z okresu PRL .Teraz leci miś Uszatek .
          Także nie ma tragedii a gówna z Cartoon Network nie musimy pozwalać dzieciom oglądać .Chociaż zapejsaczeni zlikwidowali dobranockę po 89 roku .

          Polubienie

          • Andrzej Pucyn pisze:

            Podobnie na paczce dla dzieci z Polszmatu trzy kanały dla dzieci są super .Najgorsze kurestwo to amerykańckie kanały dla dzieci w stylu Cartoon Network .

            Polubienie

        • przemex pisze:

          Idea dzielenia się po równo wcale nie jest taka zła i nie ma nic wspólnego ze stalinizmem ubostwianym przez Pastuszke. Nie mam oporów przed używaniem słowa komunizm. Zresztą komunizmu na świecie nigdzie nie było w 100%. W większości przypadków to była władza elit partyjnych nad majątkiem narodowym. Czyli taki partyjny kapitalizm. Po przemianach ustrojowych najczęściej owe partyjne elity pozbywaly się już niepotrzebnej komunistycznej ideologicznej otoczki i rozkradaly majątek wespół zespół z zagranicznymi inwestorami w imię nowej neoliberalnej doktryny.
          Joszue komunistą? Powiedz to krystowiercom to Ci kark przetraca. Zresztą Joszue miał na przykład dość antyrodzinne poglądy, a czym jest rodzina jak nie rodzajem komuny? Jego komunizm był zatem dosyć względny.
          A odnośnie bajek. Jest różnica między oglądaniem dla oglądania a wyciaganiem jakiegoś moralu z bajki. To drugie jest dziś rzadkością.

          Polubienie

          • Andrzej Pucyn pisze:

            Przemex też nie mam nic przeciwko komunizmowi a odciąć Stalina od tego co mówi Pastuszka to on tam podaję dobrą definicję tego pojęcia.
            Po prostu uważam że z takimi zapejsaczonymi Słowianami nie ma żadnych szans aby zbudować choć namiastkę komuny .To jest niewykonalne Przemex .Popatrz się na swoich sąsiadów czy znajomych czy budynki gdzie na każdym masz po 5 zainstalowanych kamer .
            To w 100% towarzystw całkiem przerobione ze Słowian na żydów komuny w Polin juz ci nigdy nie zbuduje .

            Polubienie

            • Polak-Słowianin pisze:

              borejkopl,

              „W taki sposób pogodziłem się z Perunem i naprawiłem jego zeusowo-jahwistyczny wizerunek”

              Odczułem zadowolenie kiedy to przeczytałem, fajnie, że sobie to ułożyłeś.
              Sam uważam, że jesteśmy niejako zanurzeni w tym co nas otacza i w pewien sposób „połączeni” z innymi osobami (oczywiście nie tylko tych w ludzkich formach).
              Wcześniej przemknęło mi nawet przez głowę, czy Cię czymś nie uraziłem.

              Polubienie

    • borejkopl pisze:

      Jeszcze o Perunie. Trafiłem na tę stronę kiedyś:

      http://www.wykop.pl/ramka/2716397/symbole-ktore-slowianin-znac-powinien/

      Na dole mamy symbol Peruna, a pod artykułem komentarz z linkiem:

      Polubienie

  17. opolczykpl pisze:

    Witam po przerwie wszystkich przyjaciół.
    Na razie nadal za często nie będę się odzywał, ale w sprawie domniemanych ofiar z ludzi u Słowian milczeć nie mogę. Jak Wy wszyscy uważam te bzdury za wymysły krystowierczej propagandy.
    Choć nie neguję, że w niektórych kulturach pogańskich takie ofiary były składane. Tu jeszcze zaznaczę, że nie dostrzegam specjalnej różnicy między ofiarami składanymi bogom ekstra na ołtarzach, a ofiarami mordowanymi gdzie się da ku „chwale” bogów. Bo i ci mordowani byli i są w sumie również ofiarami bogów czy bożków w które wierzyli mordujący. I teraz policzmy, ilu ludzi zamordowano ku czci i chwale żydowskich bożków i bałwanów? Były to setki milionów ofiar „nieskończenie miłosiernego” Jahwe i jego domniemanego synalka.

    Co się tyczy Słowian – powiem tak. Jest rzeczą oczywistą, że składanie bogom ofiar (krwawych czy bezkrwawych) było obrzędem o wymiarze religijnym i odbywało się zawsze w wyznaczonych miejscach – w świątyniach lub innych wyznaczonych do tego celu świętych miejscach, przed posągami bogów. Także krystowiercy podczas ichnich guseł zwanych mszą św. składają na ołtarzach Jahwe ofiarę z „chleba i wina” przemienionych przez hehehe krystowiercze hokus pokus w „ciało i krew” Joszue. A judaiści w świątyni jerozolimskiej składali ich demonowi Jahwe np. ofiary całopalne ze zwierząt (Jahwe uwielbiał zapach krwi i smażonego mięsa). Adekwatnie Słowianie musieliby składać ofiary z ludzi w świątyniach – przed posągami bogów. A tymczasem Helmold w jednaj z jego kronik napisał:

    „Albowiem Słowianie okazują taką cześć swoim miejscom świętym, że obejścia świątyni nie pozwalają splamić nawet krwią wroga.”

    No i właśnie – jak mogli Słowianie składać ofiary z ludzi przed posągami bogów, skoro ich świętych miejsc nie mogli splamić nawet krwią wroga.

    Nie ma ani jednego niepodważalnego dowodu na składanie przez Słowian ofiar z ludzi. Z drugiej strony niech krystowiercy, zamiast szczuć na Słowian i pomawiać ich o krwawe ofiary z ludzi, choć raz uczciwie przyznają, ile to milionów ofiar ku chwale Jahwe i Joszue ma na sumieniu krystowierstwo. Bo nawet gdyby i faktycznie u Słowian tu i tam kogoś ukatrupiono ku czci Peruna, to ilość tych ofiar byłaby niewielkim ułamkiem promila ilości ofiar, których krew wylano ku chwale nadjordańskich bożków.

    Polubione przez 2 ludzi

    • przemex pisze:

      Opolczyk,

      Witaj po przerwie. Wiedziałem, że się odezwiesz. Mam też nadzieję, że od czasu do czasu zajrzysz. Brakuje tu Ciebie. 🙂

      Polubienie

    • Andrzej Pucyn pisze:

      Większa radość dla mnie że się trzymasz Andrzej niż pojawienie się twojego wpisu .Dziś mam urodziny także dzięki za taki prezent od ciebie .
      Trzymaj się chłopie . Wszyscy trzymamy za ciebie kciuki .

      Polubione przez 1 osoba

    • kanassatego pisze:

      Andrzej, witam. Cieszę się. Czytałem wcześniej Twój wpis na Blogu. Napiszę i prywatnie i tu, na Blogu Przemexa. Jeżeli palisz … nie pal! Jeżeli pijesz … nie pij.

      Polubienie

      • Andrzej Pucyn pisze:

        Kanassatego szkoda że nie posłuchałem twojej rady bo tak mi dziś dyńka pęka szok ale jak urodziny bez dobrej wódeczki . Coś musi być . Dobrze że żona w szpitalu cały ten tydzień bo bym miał taki opierdol że szok .
        Ponadto człowiek musi odreagować wódeczką .Tego Zygmunta nie znałem z sieci potem syn opolczyka same tragedie i jak jeszcze wczoraj przeczytałem że Szydło ma poparcie 54% Polaków a PIS 43% .Bez wódki w tym kraju nie da rady .Sami rozumiecie .Chyba zdechnę tak mnie dyńka boli .

        Polubienie

    • borejkopl pisze:

      Co do twojego tekstu o przemijaniu, nieograniczoności Ducha, jego prymatu nad materią i infantylnym oczekiwaniu „zmartwychwstania ciał” przez krystowierców. Zmartwychwstanie w wydaniu krystowierczym to zmyłka, która ma przysłonić fakt, że jest to kult śmierci, że to duchowe umieranie nazwane przez Szaula „obrzezaniem serca”. Samo oczekiwanie na powstanie ciał z martwych jest dowodem na duchową śmierć tych ludzi. Tym jest śmierć, to odcięcie od swojej wiecznej natury, od swojego Ducha, który ma siedzibę w sercu. Powstanie z martwych to uwolnienie z ograniczeń ciała, to świadomość że jest się czymś więcej. Dużo jest mówienia u krystowierców o nieśmiertelnej duszy, dużo myślenia i rozważania, potępiania materializmu ale wszystko to zmyłka, bo wiara ta odcina odczuwanie swojej wiecznej natury. Człowiek czuje swoją duszę tylko wtedy kiedy nie jest niewolnikiem, kiedy nie służy jakiemuś tyranowi. Przede wszystkim człowiek odczuwając swojego Ducha wie, że nie ma on początku i końca. U krystowierców dusza jest tworzona w pewnym momencie i dalej egzystuje w nieskończoność. Duch nie został stworzony, jest wydzieloną cząstką Wieczności.

      Z krystowierstwem jest tak, że jeśli dużo o czymś mówi (np. zmartwychwstanie), to mówi po to, by zatruć pewną ideę, coś co jest kluczowe. Dla Słowian i innych pogan, zmartwychwstanie było bardzo ważne. Najważniejszymi bogami byli gromowładcy i to nie dlatego, że „ludzie byli prymitywni, widzieli szalejące burze, bali się i zrobili z tego ciskającego gromami boga”. Burza albo błyskawica to znak budzenia się do życia przyrody, to walka o uwolnienie wody i Słońca. Słońce jako takie wiadomo, że zawsze jest, wiadomo że za wszystkim stoi, ale wiosenne i letnie burze to szczególny, życiodajny impuls, który sprawia, że „znowu czuje że żyję”. Im więcej w danej kulturze było „cywilizacji” tym bardziej ten burzowy bóg się degenerował (np. Zeus), bo burza i błyskawice to coś co burzy pewien sztywny porządek i wytrąca ludzi z hipnozy. Tam gdzie cywilizacji było mniej, tam gromowładczy bóg był przyjemniejszy. Jahwe powstał na bazie takiego burzowego boga i zdegenerował się pod wpływem kompleksów, powstałych przez to, że żydów ciągle ktoś podbijał i oni zaczęli marzyć o podbijaniu wszystkich cywilizacji. Dlatego teraz, paradoksalnie, nazywamy go „pustynnym demonem”, bo znieczula ludzkie dusze, paraliżuje swoją hipnozą.

      Obrzezany Joszue czczony jest jako wiszący na krzyżu i on miał niby powiedzieć „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”? Mam wrażenie, że to drwina z nas, że podsuwa nam się coś takiego by z nas szydzić, że ten który wisi na krzyżu to jest nasz prawdziwy bóg, budzący wszystkich do życia, którego pasożyty chciałyby widzieć w takim żałosnym i bezsilnym stanie. Daje się do jedzenia jego ciało i krew, by człowiek nie powstał z martwych i był tylko kawałkiem mięsa.

      Co do tego dlaczego ludzkie duchy tutaj inkarnują się i doświadczają ograniczonego życia. Myślę, że z jednej strony chodzi o to, co napisałeś, czyli żyjąc w ciele można zebrać doświadczenia, których w nieograniczonym świecie nie doświadczy się. Z drugiej strony uważam, że jest to też coś w rodzaju pułapki, którą nadzorują jakieś pasożyty i pilnują by ludzie ciągle tutaj odradzali się, żyjąc w zmanipulowanym świecie, karmiąc przez to pasożytnicze energie. Nie uważam, jak gnostycy, że świat materialny to twór demoniczny i że ta planeta to jakieś więzienie. Świat materialny jako coś oddzielonego od Ducha to iluzja, a wirus „Boga” w umyśle jest czymś w rodzaju filtru, który nakładany jest na rzeczywistość, przez co pozbawia się możliwości dostrzeżenia duchowej natury, która stoi za całym światem materialnym. „Bóg” ten siedzi w umysłach ludzi – na swoim tronie i tworzy iluzoryczny świat poprzez ludzi.

      Polubienie

      • Polak-Słowianin pisze:

        „Świat materialny jako coś oddzielonego od Ducha to iluzja”

        Ten fragment mi się bardzo podoba, że tak powiem.

        Polubienie

      • przemex pisze:

        Mam wrażenie, że to drwina z nas, że podsuwa nam się coś takiego by z nas szydzić, że ten który wisi na krzyżu to jest nasz prawdziwy bóg, budzący wszystkich do życia, którego pasożyty chciałyby widzieć w takim żałosnym i bezsilnym stanie.

        Taki obraz zmasakrowanego boga jakby wdrukowuje się ludziom w podświadomość plus coniedzielne powtarzanie, że każdy musi nosić swój krzyż. Efekty w postaci masy osobników wyglądających jak z krzyża zdjętych widzimy wokół siebie…

        Polubienie

  18. borejkopl pisze:

    Około pięciu lat temu na pejsbuku zadawałem się z taką grupą ludzi, którą łączyło to, że interesowali się alternatywną duchowością, nie tyle pogańśtwem i słowiańszczyzną, lecz takimi rzeczami jak tarot, astrologia, ezoteryka i takie tam. Wielu spośród członków tej grupy miało sny, które łączyły się jakoś ze sobą i zajmowaliśmy się tam interpretowaniem tych snów. Poznałem tam też pewną kobietę, która raz podczas rozmowy prywatnej ze mną napisała, że odczuwa jakieś prądy w lewej części głowy, mózgu i zaczęły jej się pojawiać wizje na jawie. Od tamtej pory wystarczyło jej odpowiednie skoncentrowanie, wyciszenie się, żeby zobaczyć coś, co wcześniej było możliwe tylko w snach. Poprosiłem żeby skoncentrowała się na mnie i żeby napisała co widzi. Zobaczyła dąb i mnie jako młodzieńca w białej szacie koło tego dębu. Chodziłem i powtarzałem ciągle jakiś wierszyk. Poprosiłem żeby go podyktowała i jego treść okazała się następująca:

    Trzy i cztery smoki
    Ojciec jednooki
    Matka gliniana
    Będzie zamiana

    Syn się zapodział
    Bo się przyodział
    Gdy się rozbierze
    Będzie przymierze

    Tamto posłanie
    Jak zmartwychwstanie
    Głazy przetoczy
    Otworzy oczy

    Nie masz już ciała
    Serce nie skała
    W tańcu pamiętaj
    Nuta jest święta

    Innym razem zobaczyła mnie jako Indianina, jak to określiła „z klanu wilka”, który podróżował samochodem. Skończyła się benzyna, Indianin poszedł coś posprawdzać w samochodzie, w końcu oparł się o niego i zasnął. We śnie zobaczył swojego dziadka bodajże i ścieżkę prowadzącą w górę. Zaczął iść w górę i zmienił się w węża.

    Jeszcze kolejnym razem zobaczyła pustynie. Na tej pustyni wielki kwiat róży i dwie piramidy zrobione z ognia. Patrzćc w niebo zobaczyła, że z fragmentów figur geometrycznych zaczynają tworzyć się kryształy w kształcie ośmiościanu. Wokół tej róży pojawiły się symbole 12 znaków zodiaku.

    I teraz właśnie, po paru latach, zaczynam sklejać to w jedną całość. Dąb – drzewo gromowe, Perunowe, „ojciec jednooki” – Odyn? Syn Odyna – Thor, gromowładca. W innych rejonach to był Jasza. I teraz kwestia węża:

    Polecam tekst o Jasiu:
    http://www.bogowiepolscy.net/jas-odnaleziony-4.html

    „Rzeczywiście, jeśli uwzględnić wierzenia południowosłowiańskie – gdzie kojarzony pozytywnie gromowładca zwany był nie Piorunem/Pierunem (czy też współcześnie Perunem) ale… Żmijem, to interpretacja taka staje się logiczna. Jak sugerują Joanna i Ryszard Tomiccy owo skojarzenie na Słowiańszczyźnie mogło być powszechne[8]. Jednak co począć z wyobrażeniem Żmija przedstawianym współcześnie jako zdecydowany przeciwnik boga Pioruna? Na taką koncepcję rzutować może późniejsze nałożenie narracji chrześcijańskiej gdzie obraz węża = zawsze zło. Tymczasem rozumienie symboliki zwierzęcej było w czasach pogańskich zupełnie inne. Nie kto inny jak sam gromowładny/niebiański Zeus uwodząc podziemną Persefonę przybiera postać węża. To samo czyni ojciec Thora, skandynawski Odyn, który pod postacią węża uwodzi przebywającą w jaskini olbrzymkę Gunnlöd. W tym konkretnie przypadku wąż nie jest więc uosobieniem absolutnego zła, ale w pierwszym rzędzie płodności. Wszystkie powyższe postacie (Zeus, Odyn i południowosłowiański Żmij) cechuje ponadto zmiennokształtność, która w odniesieniu do boga uranicznego pozostaje jedną z jego typowych właściwości. Oczywiście zestawienie to może sugerować również nieco inny wątek: przejęcie przez gromowego herosa mocy uprzednio pokonanego węża. Wtedy symbolicznym trofeum staje się np. złota korona zabrana w legendzie Wężowemu Królowi przez Jasia (zob. cz. 2 i 3) lub może je stanowić fizycznie ścięta głowa przeciwnika (por. głowa „starego Jaryły”).”

    Co do wizji pustyni, zodiaku, i składania w całość kryształu. Składanie w całość to analogia do składania w całość Ozyrysa, którego przyrodzenie – skojarzenie z wężem – zostało wyrzucone. Osiem ścian kryształu – przewrócona ósemka to symbol nieskończoności, przypominający zwiniętego węża. Ta wizja pokazuje, że coś z zodiaku zostało odrzucone, co jest bardzo ważne. Ale tutaj to posłużę się tym tekstem:

    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/odkrywanie-prawdy-2-obrzezany-system-12-stkowy-zmanipulowany-zodiak-rownik-galaktyczny

    Polubienie

    • borejkopl pisze:

      Dużo innych skojarzeń nasuwa się w związku z tymi wizjami. Historia o Indianinie i przemianie w węża przypomina mi historię Jima Morrisona, który opowiadał, że jako dziecko gdy podróżował samochodem z rodzicami był świadkiem wypadku z udziałem Indian. Opisywał to tak:

      „Pierwszy raz kiedy odkryłem śmierć… ja, moi rodzice, babcia i dziadek jechaliśmy przez pustynię o świcie. Ciężarówka pełna Indian uderzyła w jakiś inny samochód czy coś. W każdym bądź razie ci Indianie leżeli na drodze wykrwawiając się na śmierć. Byłem tylko dzieckiem, więc zostałem w samochodzie, kiedy mój ojciec i dziadek poszli sprawdzić co się stało. Nic nie widziałem, była tylko zabawna czerwona farba i ludzie leżący dookoła. Wiedziałem jednak, że coś się dzieje, mogłem odczuć wibracje ludzi dookoła mnie i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że oni wiedzą jeszcze mniej ode mnie. To był pierwszy raz, kiedy zaznałem strachu… i myślę, że w tym momencie dusze tych martwych Indian… może jeden czy dwóch z nich biegając w przerażeniu dookoła dostał się do mojej duszy. A ja byłem jak gąbka, gotowy aby ich przyjąć.”

      Krążą legendy, że talent muzyczny, poetycki, charyzma sceniczna, to wszystko zasługa „opętania” tym indiańskim duchem. Sam Morrison mówił o sobie „Król Jaszczur”. Swoją drogą Jim to skrót od James .. jeśli zabrać środek to mamy …Jaś.

      Jaki jest jeden z bardziej znanych utworów Doors? Riders On The Storm. Jasiek, gromowładny młody bóg, przychodzi z burzą.

      Analogicznie:

      „Ponad lasejkiem czarna chmurejka,
      ponad to chmurejko jasny miesiączejko.
      Nie jest to miesiączek, Jasio wojowniczek,
      wywojował sobie sto złotych jabłuszek.”

      – z lubelskiej kolędy życzącej,
      Słownik stereotypów i symboli ludowych,
      t. I, z. 3, 2012, str. 111.

      Polubione przez 1 osoba

    • borejkopl pisze:

      Tak jak czułem, że muszę się pogodzić z Perunem, tak dalej czuję, że muszę się pogodzić ze Żmijem. Wszędzie na świecie poza krystowierstwem wąż jest czymś pozytywnym, tylko pustynni koczownicy mają z wężem problem. Oczywiście, w innych kulturach też są złe węże, ale obok tych dobrych i jeden szczególny wąż zawsze był kojarzony dobrze. Myślę, że coś jest nie tak z tą narracją Perun kontra Żmij. Aborygeni mieli Tęczowego Węża (chociaż wikipedia też nim straszy, że to rywal Słońca, sugerując chyba że aborygeni czcili demona – logika podpowiada że tęcza to zjawisko związane ze Słońcem i ten wąż wznosi się w górę ku Słońcu ale co ja tam wiem), Indianie mieli Pierzastego Węża – Quetzalcoatla. W przypadku Słowian jest tak, że „specjaliści” nie są pewni nawet co do tego czy Swaróg i Swarożyc to to samo, czy ojciec i syn, a kiedy przychodzi do kwestii Żmija i Peruna to już pewność jest i to 100%, bo to coś co można połączyć z krystowierstwem. W przypadku Indian i Aborygenów zachowało się to, że Wąż jest dobry, bo te ludy miały nie tyle „nawrócić” się, co miały zostać zastąpione tymi, co już mieli wyprane mózgi. W przypadku Słowian chodziło nie tyle o stworzenie nowych państw przez imigrantów, tylko o zmuszenie Słowian do postępowania wbrew sobie, dlatego Wąż jako postać pozytywna gdzieś została przysłonięta przez krystowierczą narrację..W powyższych linkach jest więcej o tym, a ja dorzucę jeszcze coś.

      Hermes miał przydomek Trismegistos, czyli potrójnie ukoronowany. Perun miał przydomek Trójjasny. Atrybutem Hermesa był kaduceusz – laska ze splecionymi wężami. Znowu przesłanka za tym, żeby przestać traktować Żmija jako wroga Peruna.

      Kwestia Thora jako pogromcy złego węża. Wszyscy zakładają, że Thor był najpierw a Perun później. Zakładają, bo tak. Bo Słowianie to mają być gnojeni i mają być prymitywni, więc wszystko mają z zewnątrz. A co jeśli Thor jest zmanipulowanym Perunem/Jassą/Świętowwitem?

      A teraz dowalę. Dragon Ball, Ktoś puknie się w głowę i powie, jak ja kreskówkami mogę się posługiwać. Ludzie przedstawiają w formie kreskówek coś co siedzi w ich podświadomości. Zdumiewająca scena, gdzie mamy odpowiednika Peruna (Goku), Jahwe (Freezera) oraz … Żmija, który współpracuje z Perunem. Pustynny demon wypowiada życzenie do Węża, że chce żyć wiecznie. Wąż nie spełnia tego życzenia lecz życzenie Goku, żeby powstali z martwych wszyscy ci, których Freezer zabił i żeby ich teleportować w bezpieczne miejsce.

      Żmij, który wskrzesza, Asklepios wskrzeszający zmarłych, którego atrybutem był odpowiednik kaduceusza itd. itp..

      Polubienie

      • borejkopl pisze:

        Hermes Potrójnie Ukoronowany, Trójjasny Perun jednocześnie jako człowiek i jako pierzasty wąż

        Polubienie

      • borejkopl pisze:

        Czasami mam takie skojarzenia, które wydają się nie mieć sensu i to wydaje się być taką grą słów. W przypadku powyższej sceny z kreskówki to zauważyłem, że Japończycy angielskie słowo „ball” wypowiadają jako „boru” i sam tytuł wypowiadany jest jako „Doragon Boru”. Mnie to trochę śmieszy, bo mój pseudonim ze szkoły to właśnie Boru. I tu takie skojarzenie następuje bo Brian Boru to bohater Celtów, który walczył z Wikingami i odbijając Dublin spalił im drzewo Thora. Czyli tutaj Boru występowałby jako wężowy przeciwnik Thora, taki „Król Jaszczur”.

        Polubienie

        • borejkopl pisze:

          Ameryki też nie odkryje jeśli powiem, że Tęczowy Wąż to siedem czakr biegnących wzdłuż kręgosłupa + tzw. energia kundalini jako ten ósmy element, który przekracza tą matrixową siódemkę. I tu jest właśnie wąż pogrzebany, bo te wszystkie historie o złym, podziemnym wężu odzwierciedlają stan człowieka z uśpioną wężową mocą, a ten wąż ma nabrać skrzydeł i wzbić się ku górze, ma zostać ukoronowany w czakrze korony, która ma tysiąc płatków (stąd te historie o wielkim królu, który ma panować 1000 lat – to nie Adolf ani Joszue). Perun i Żmij przestają być antagonistami, a są przejawem jednej siły.

          Polubienie

  19. leliwa pisze:

    Temat stary jak kk ale myślę, że trzeba takie rzeczy pokazywać.

    Polubione przez 1 osoba

    • kanassatego pisze:

      Mianuję tego reportera do nagrody dziennikarskiej. Brawo! Jeszcze (może) Polska dziennikarska nie zginęła!

      Polubione przez 1 osoba

      • przemex pisze:

        Szokujące. Realia życia w Watypolsce. I miej tu dzieci w tym kraju. Zjebia im życie na starcie. A te stare baby i dziadki i ich tok myślenia i „argumentacja”… może ksiezulo pedofil powinien zmienić preferencje i zająć się nimi? To by zaraz inna śpiewka była.

        Polubione przez 1 osoba

        • Polak-Słowianin pisze:

          Te staruchy, jak widać, są już popierdolone w nieodwracalny sposób. Klechy nie dość, że zatruwają umysły dzieci żydogennymi, pokręconymi ideami, to jeszcze w wielu przypadkach krzywdzą je w taki ohydny sposób.

          Polubione przez 1 osoba

          • Andrzej Pucyn pisze:

            Polaku – Słowianinie te stare psity to głównie od spaślaka toruńskiego .To towarzystwo ma już tak zryte mózgi że ratunku żadnego .Ojczulek wykonał kawał dobrej roboty .
            Tylko naturalna śmierć bo rozumu ich tutaj na Ziemi już nie nauczysz .
            Kuba wątły choć to nie moja bajka ale w sprawie tych psit ojczulkowych ma sporo racji .

            Polubione przez 1 osoba

            • przemex pisze:

              A najgorzej żyć w takim środowisku. Jak nie będziesz krakał jak reszta bandy polakatolickiej to Cię zniszczą. Jak będziesz krakał jak oni, to i tak będzie chujowo.

              Polubienie

            • Andrzej Pucyn pisze:

              Przemexie odpowiem ci tak .U mnie w rodzinie katolik na katoliku ale to nie są takie pojeby jak na załączonym filmiku .
              Nawet moja babcia 92 lata słuchaczka pipy toruńskiej mnie nigdy nie namawiała do tego abym to słuchał i jak trzeba to jedzie po księżach jak po łysej kobyle a to za ruchanie na boku czy dzieci w innych miejscowościach .
              Ostatnio nawet nie dała katabasowi podczas wizyty ani grosza w kopercie .
              Może moja babcia to wyjątek ale coś się rusza do przodu i nawet katabasy obserwują te zjawiska z niepokojem .

              Polubienie

            • Andrzej Pucyn pisze:

              Ostatnio nawet darła mordę na katabasa że wyciągnął od niej stówkę na mszę za mojego dziadka .Wiecie panowie babka mówi ile ? a katabas co łaska ale ludzie najmniej dają 100 złotych to i babce było głupio to dała stówkę aby nie być gorsza .Taki psychologiczny myczek katabaski . gdy wróciła do domu to katabasowi się zdrowo oberwało od cwaniaczków i chytrusów co jeszcze 10 lat temu złego słowa by o nich nie powiedziała a teraz ładnie mu nawtykała czyli coś się rusza do przodu .Widzę to naprawdę panowie .

              Polubienie

            • Polak-Słowianin pisze:

              Andrzej, Przemek. Pamiętacie pewnie jak tamten chujek w artykule (o którym pisał Kaz), zarzucał neopoganom, że mają wynalezione rytuały.
              Możemy więc zauważyć iż krystowiercom nic po tym, że ich rytuały są niby takie trafione, bo mimo wszystko tak wielu z nich nadal pozostaje prymitywnymi świrami.

              Polubienie

            • przemex pisze:

              Obawiam się, że to właśnie dzięki tym rytuałom są takimi prymitywnymi świrami.
              Po za tym mówi się, że z ludzi starszych powinno się brać przykład. Z uwagi na ich doświadczenie życiowe, z racji wieku. No ale weź tu przykład z takiego czegoś, jak z tego filmiku. Nie dziwię się zatem, że wśród młodych katolictwo traci autorytet, a młodzież idzie za zachodnimi trendami. Bo i alternatywy nie widzą.
              Co do krytyki funkcjonariuszy aparatu koscielnego przez owieczki, owszem jest trochę lepiej niż kiedyś. Ale to tylko krytyka działań hierarchii kościelnej. I to nieraz powierzchowna. Na krytykę samej ideologii katolickiej nie są już w stanie w większości się zebrać. Antyklerykalizm to nie wszystko.

              Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Moja najlepsza rada dla każdego, kto chce wychować szczęśliwe, zdrowe na umyśle dziecko: trzymajcie ją czy też jego jak najdalej od kościoła. Dzieci są naiwne – ufają każdemu. Sama szkoła już wystarczy.

      Frank Zappa

      Polubione przez 1 osoba

  20. Andrzej Pucyn pisze:

    To jeszcze to jest cały hu…. Pamiętacie panowie sprawę słowików poznańskich ( chłopaki śpiewające ) .Tam ich opiekuna złapano na pedofilstwie .
    To rodzice tych dzieciaków wyszli i protestowali aby tego złamanego huja uwolnić bo niewinny a ich dzieci molestował i miano na niego dowody .
    Kurwa jego mać .W jakim ja tępym kraju żyję .

    Polubienie

  21. Andrzej Pucyn pisze:

    ależ mnie łeb napierd….

    Polubienie

  22. Andrzej Pucyn pisze:

    Ciekawe .Dziś jak pieją w żydomediach Kalkstein odwiedził Żydło na jej włościach .Ciekawe co podano na wyżerkę na pewno nie śmieciowe żarcie bo to jest dla gojów .
    Panowie wiecie gdzie pejsatki robią np w Warszawie zakupy ?
    Na specjalnych targach ze zdrową żywnością . Goj tam nie pójdzie bo nie wie że takie coś jest a po drugie ceny tam są cholernie wysokie ale żarcie najwyższy poziom .
    Wiadomo dlaczego teraz te kutasy tyle żyją .
    Gdy pracowałem w hotelu i w restauracji w Krakowie tak mi mówili znajomi z Warszawy .
    Protesty przeciw Żydło a ciągle słyszę jak to Polacy Żydło kochają .Według wczorajszych badań CBOS ( pytano Polaków na ulicy ) ponad 53 % Polaków kocha Żydło a PIS 43 % .
    Masz sianko masz i miłość .

    Polubienie

  23. Andrzej Pucyn pisze:

    Pewnie dawał na ranchu Żydło dla niej nowe dyspozycje .Nadmieniam że podobne spotkanie kilka dni temu było u tego Dudy .
    Kużwa w jakim kraju my żyjemy no Bantustan .

    Polubione przez 1 osoba

  24. Andrzej Pucyn pisze:

    Przemexie nie wiem czy pamiętasz ale o tych podwyżkach już pisałem .Chciałbym się mylić ale one będą faktem zwłaszcza po 1 stycznia .
    Masz rację Przemexie zaczyna brakować na pizzę i Milki dla dzieci ale jest jeszcze drugie ukryte dno .
    Chcą zebrać pieniądze dla 500 plus nowe dla emerytów i rencistów .Plany wdrożenia są tego zaawansowane .
    Chcą to wprowadzić przed wyborami za 2 lata .Taka druga łapówka .Według symulacji spin doktorów PIS mógłby liczyć przy poparciu dziadków na około 47 % poparcia za dwa lata .

    Polubienie

  25. leliwa pisze:

    Koniec lata początek jesieni, równonoc.
    Plony

    Sława Bogom Sława Przodkom

    Polubienie

    • Polak-Słowianin pisze:

      Dzięki Leliwa, Sława Bogom Sława Przodkom.
      Przemek, dlatego szanujemy ludzi starszych, ale nie bierzemy przykładu z ich jawnej ignorancji. Ideologi krystowierczej krytykować raczej nie będą, bo im pewnie, czy zwłaszcza gdy im pasuje.

      Polubienie

  26. borejkopl pisze:

    Około 7 lat temu byłem z taką dziewczyną, która nie była zbyt religijna, a nawet się nieco podśmiechiwała z chrześcijaństwa, co mi nie odpowiadało bo sam byłem na etapie zapoznawania się z nieświętym pismem. Ostatnio odezwałem się do niej i co się okazało? Pracuje w jakimś krakowskim wydawnictwie, pomaga wydawać książki o tematyce chrześcijańskiej, a sama stała się taką potulną owieczką chrystusową. I tak piszę do niej trochę, czy jej ten psychopata z biblii nie przeszkadza trochę, że naród wybrany, że rzeź na nie-żydach itd. a ona odpowiada standardowymi odpowiedziami, że kiedyś to ludzie mieli inną mentalność i blabla. Wkleję jedną ze swoich odpowiedzi:

    Tak, piszę ostro i obrażam tego „boga”, który jest głównym źródłem nieszczęść obecnego świata. Kapłani i wierzący będący pod ich wpływem, zwłaszcza ostatnio specjalizują się w robieniu z siebie ofiar, wskazują że obraża się ich wiarę, że prześladuje się ich. Jest to bezczelne, zwłaszcza w kontekście takich zjawisk jak „inwazja islamu”, która wywoływana jest przez działania wojenne chrześcijańskich krajów z USA na czele. Jesteś świetną apologetką i świetnie umiesz owijać wszystko w bawełne. „Natchnienie to jedno, ale sposób opisania ewoluuje” – rozumiem, że natchnienie do napisania rzezi na nieżydowskich narodach było od boga ale opisano to trochę zbyt brutalnie? Jeśli chodzi o sposób opisania, a nie o treść, to wiele to nie zmienia. Z twojej odpowiedzi wnioskuję, że brak miłosierdzia ci nie przeszkadza, bo dawniej trzeba było ludzi bardziej trzymać za mordę i to lepiej przemawiało. Ludzkie potrzeby były takie, żeby zrobić z siebie jakiś naród wybrany, innych uważać za podludzi, więc idealny bóg dostosował się do potrzeb? To chyba bóg powinien być impulsem do naprawy ludzkiego zachowania, a nie to bardziej nakręcać? Poza tym, takie „potrzeby” miał ten szczególny naród, bo nawet Zeus sobie greków nie wybrał i nie widzę powodu, dla którego w ogóle warto jest rozważać wersję duchowości opracowaną gdzieś nad rzeką Jordan. Piszę ostro, bo do owieczek nie dociera, że są ofiarami jakiegoś obcego wirusa. Szkoda, że dałaś się zarazić i szkoda, że ja miałem w tym swój udział.

    Nie rozumiem właśnie tego, że było natchnienie ale ludzie po swojemu wszystko opisali. To znaczy, że natchnienie było czymś innym, a to co ktoś napisał to coś innego? To znaczy, że historie o wybraniu spośród wszystkich narodów, o wyższości nad innymi, o wybijaniu w pień całych miast z kobietami i dziećmi to już ludzkie wypaczenie? Tylko że te historie są fundamentem chrześcijańśtwa, nie ma chrześcijańśtwa bez wybrania, bo kościół to „gałązka wszczepiona w oryginalne drzewo”. Kościół jest kontynuatorem, naturalną konsekwencją tego wszystkiego co jest w starym testamencie. Jeśli natchnienie było inne, to i Bóg jest inny, a ten opisany w biblii stanowi portret psychologiczny zakompleksionych kapłanów pragnących wszechwładzy. Dobrze wiesz, że nie ma tu miejsca na ewoluowanie pojmowania Boga, bo chrześcijaństwo ze wszystkimi swoimi odłamami stoi na czymś, co nie może się zmienić i nie może zostac obalone, a jeśli to zostanie odrzucone, to cała budowla runie nie mając fundamentów. Gadki o tym, że kiedyś do ludzi bardziej przemawiała przemoc, ale dziś już inaczej i lepiej rozumiemy Boga to owijanie w bawełne brutalnej prawdy, że to wszystko jest kultem żądnego krwi psychopaty. Jeśli natchnienie to było jedno, a to co zostało napisane to drugie, to w takim razie może były jakieś inne ludy, które natchnienie lepiej przyjęły? Biblijny bóg bazuje na powszechnym wyobrażeniu bóstwa gromowładnego, który był czczony wszędzie na świecie. Z tym, że ten biblijny został wypełniony charakterem zdegenerowanych kapłanów, rasistów i psychopatów. Może i u nas był taki bóg, którego natchnienie nasi przodkowie lepiej przyjęli i nie ubrali go w chore ideologie? Oczywiście, że był. Zwano go Perun, Jassa lub Świętowit i chociaż był on srogi i wzbudzał lęk, to był on postacią pozytywną czczoną radosnymi biesiadami, a nie poprzez jedzenie ciała i picia krwi jego synalka. Jego srogość i lęk przed nim brał się z podziwu wobec jego potęgi, a nie na uniżaniu się, wzbudzaniu w sobie poczucia grzechu. Tak samo jak człowiek może lękać się burzy i piorunów, ale nie jest to lęk przed psychopatą lecz ekscytazja. Te uczucia wobec prawdziwego Boga zostały zmanipulowane przez kapłanów i Jahwe jest ekstremalnym tego przykładem. Zeus był jakby stanem pośrednim pomiędzy bogiem prawdziwym a tym wypaczonym, z niego kapłani też zrobil straszak by oni sami czerpali z tego korzysci. Powiedz mi w takim razie, jeśli mieliśmy Peruna, który nie był rasistą, nie był psychopatą, był związany z radosnym kultem życia, to o jakim ewoluowaniu może być mowa, jeśli obala się kult tego pierwotnego boga i na jego miejsce wstawia się tego obrzezanego z pustyni? Jeśli jest tak jak to apologeci katoliccy twierdzą, że pojmowanie boga ewoluuje, to dlaczego warto było pozbywać się tego lepiej wyewoluowanego boga i cofnąć się do poziomu pustynnych koczowników bez napletków? Czemu nikt z kościoła nie powie: poganie bliżej byli prawdziwego natchnienia, stańmy się duchowo jak oni? Bo to byłoby samobójstwo. Ten bóg biblijny, chrześcijański, on może się przeobrażać, maskować, udawać baranka, ale jego charakter był i pozostanie taki sam, bo na tym te wszystkie jahwistyczne religie stoją. Trudno jest się pochwalić bogami słowiańskimi, pokazać jakiś tekst opisujący kim są. Słowianie mieli jedną książkę – Naturę. Biblia zrobiła z natury „martwą naturę”, przedmiot, a z człowieka „koronę stworzenia”. Chyba cierniową. Człowiek ma naturę podbijać, wykorzystywać, a nie być w jedności z jej duchem. To zaślepienie na fakt, że wszystkie zjawiska w przyrodzie, pogodowe, rośliny, zwierzęta przede wszystkim mają duchową naturę. Duch jest podłożem dla wszsytkich zjawisk naturalnych. Polecam taki tekst, który jedni uważają za falsyfikat, a inni za autentyk z ok 700 roku. Niezależnie od tego, przeniknięty jest on naszym prawdziwym, rdzennym duchem, a nie tym pustynnym znad Jordanu. http://drogadoniebios.blogspot.com/2015/12/ksiega-trajana-dobrogost.html

    Polubienie

  27. Andrzej Pucyn pisze:

    Borejko przyjacielu przecież ty hameryki nie odkrywasz .
    Nazywam rzeczy po imieniu i nazywam takich gojów moralnymi i finansowymi kurwami takimi na które możesz sobie pójść do jakiegoś pensjonatu do jakiego poszedł pewien gruba ryba Niemiec aby sobie poruchać . Zginął Niemiaszek ( gruba ryba ) ani widu ani słychu po nim .Jego zona wydzwania do Polski co się dzieję bo on zginął w tym dzikim kraju zwanym Polin .Wszyscy gliniarze postawieni na nogi szukają szukają po polach , lasach nic . Był jakiś mądry glina i zaczął przeszukiwać pensjonaty .Gliniarze wchodzą do jednego z nich a tam nagi Niemiec rucha parę zdrowych Słowianek jak nigdy nic i jeszcze z pretensją bo mu polscy gliniarze przeszkadzają .To nie koniec okazuje że ci gliniarze mówią super po niemiecku i zaraz dzwonią do Niemiec aby poinformować zonę Niemca że go znależli ufffffffffffff . No to sobie nie poruchał .Będzie protest .
    Myślisz że ja nie mogłem być taką kurwą i teraz żyć jak pączek w maśle za 15 tysięcy na miesiąc a nie być teraz bezrobotnym i czekać na robotę do 1 stycznia za 1800 pln na miesięcznie .
    Tylko widzisz .Codziennie się golę i nie chciałem mówić każdego dnia na swoją gębę sprzedajna kurwa .
    Rok temu spotkałem moją znajomą .Kiedyś wyśmiewała całe to krystowierstwo a teraz gdy ją spotkałem ma super fuchę i nie co tydzień a codziennie chodzi do kościółka i kocha Jezuska i Maryję .
    Wystarczyło że zaczepiłem o wyprawy krzyżowe a tam mi z tekstami że to było tak dawno i wtedy ludzie mieli inną mentalność inaczej myśleli i takie tam brednie .
    Po tych wszystkim zapytałem się ją Ewa dlaczego nie masz się odwagi przyznać że jesteś zwykłym kurwiszonem sprzedajnym tylko mi trujesz duperele . Poznaliśmy się dawno temu w Krakowie przynajmniej do mnie mogłabyś mieć odrobinę szacunku .
    Ta się rozpłakała wyciągnęła chusteczkę i zaczęła mi mówić a co miałam innego zrobić każdy chyba lubi wygodne życie .
    Zaproponowała mi przypomnienie sobie w łóżeczku naszych starych dobrych czasów ( oczywiście odmówiłem ) a na koniec dała mi wizytówkę z takimi słowami :
    ” Jak zmądrzejesz to się ze mną skontaktuj . „

    Polubienie

  28. leliwa pisze:

    Żydki i katole mają z czego czerpać wiedzę i sposób na życie.

    Polubione przez 1 osoba

    • kanassatego pisze:

      Kiedyś zmuszałem się do czytania żydowskich klechd, bo musiałem, jako redaktor „The American Rationalist” przytaczać niekończące się brednie i wulgarności biblijne. Ale teraz, czytanie dla mnie Biblii z reguły doprowadza mnie po kilku minutach do mdłości i obrzydzenia. Oczywiście są pewne wyjątki. Trudno, żeby ich nie było: w końcu w tej żydowskiej kolekcji ponad 60 różnych bajek napisanych przez różnych pisaków w rożnych językach, z konieczności znajdą się jakieś w miarę godne przeczytania fragmenty, jak np. Pieśń Salomona.

      Jak np. ten, warty forum Przemexa:

      „Piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak Tirsa, Powabna jak Jerozolima,
      A groźna jak wojsko zbrojne. Odwróć twe oczy,
      Bo one napełniają mnie lękiem. Jak piękna jesteś, jak wdzięczna w rozkoszy,
      Oblubienico moja! Twój wzrost równy jest palmie,
      A twoje piersi równe są winogronom. Pomyślałem: Wstąpię na palmę
      I sięgnę po jej gałęzie, A twoje piersi będą jak grona winnej latorośli,
      A oddech twoich nozdrzy będzie jak jabłko, A twoje podniebienie jak dobre wino,
      Które zwilża wargi i zęby oblubieńca”.

      No to sobie zwilżajcie „winem” wargi i zęby, Panowie, i przyjrzyjcie się jak tam te grona winnej latorośli się sprawują.

      Polubienie

  29. Andrzej Pucyn pisze:

    Wybacz kanasattego ale wolę takie coś . Piękne kobiety , facet z jajami żadne tam pieśni Salomona mniej lub bardziej udane pierdołki .

    Polubienie

  30. Andrzej Pucyn pisze:

    Wolę Hugh Hefner niż jakieś tam koszerne pierdolamento po paru rzymskich browarach .

    Polubienie

  31. Andrzej Pucyn pisze:

    A co przed napisaniem tego było wąchane? : maryśka czy hera ?
    ha ha ha .
    Dziś wypiję litrę wódki i KAZ dużo lepszy ci wierszyk spłodzę .Niebawem ukaże się u Przemexa .

    „Piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak Tirsa, Powabna jak Jerozolima,
    A groźna jak wojsko zbrojne. Odwróć twe oczy,
    Bo one napełniają mnie lękiem. Jak piękna jesteś, jak wdzięczna w rozkoszy,
    Oblubienico moja! Twój wzrost równy jest palmie,
    A twoje piersi równe są winogronom. Pomyślałem: Wstąpię na palmę
    I sięgnę po jej gałęzie, A twoje piersi będą jak grona winnej latorośli,
    A oddech twoich nozdrzy będzie jak jabłko, A twoje podniebienie jak dobre wino,
    Które zwilża wargi i zęby oblubieńca”.

    Polubione przez 1 osoba

    • Andrzej Pucyn pisze:

      O kużwa . Tu już duża porcja maryśki była wzięta ha ha ha .
      Ten fragment :
      Oblubienico moja! Twój wzrost równy jest palmie,
      A twoje piersi równe są winogronom. Pomyślałem: Wstąpię na palmę
      I sięgnę po jej gałęzie, A twoje piersi będą jak grona winnej latorośli,

      Polubienie

    • przemex pisze:

      Andrzej,
      Wiem, że nie jest Ci dostępna jakże cenna opcja edycji własnych komentarzy, ale w miarę możliwości postaraj się wrzucać jeden duży komentarz, zamiast kilku jeden pod drugim. Lepiej to będzie wyglądało i czytelniej. 🙂

      Polubienie

  32. Andrzej Pucyn pisze:

    OK . PRZEMEXIE ALE TO JEST WAZNE WIĘC JESZCZE BĘDĄ 2 KOMY .

    Polubienie

  33. Andrzej Pucyn pisze:

    Dobra jest wypiłem setkę wódki więc możemy zaczynać .
    ODA DO MOJEJ ZONY BEATKI .
    MOJA KOCHANA ŻONO TWOJE IMIĘ BRZMI JAK BURCZENIE BRZUCHA PO ZJEDZENIU KIEŁBASKI Z BIEDRONKI Z PROMOCJI PO 4.99 PLN ZA KG GDZIE GŁÓWNYMI SKŁADNIKAMI SĄ KURZE KOŚCI .TWOJA CUDNA FIGURA PRZYPOMINA PIĘKNĄ FIGURĘ POSŁANKI PAWŁOWICZ.
    O BOŻE ŻYDOWSKI TWOJE DWA CUDNE PIERSIĄTKA SĄ JAK DWA WSPANIAŁE POMARAŃCZE I PACHNĄ JAK POMARAŃCZE Z PROMOCJI W BIEDRONCE ORAZ JABŁUSZKA KTÓRE TAK SMAKOWAŁY NASZEJ BYŁEJ PREMIER .
    JESTEM TYLKO MAŁYM KRASNOLUDKIEM KTÓRY SIĘ WSPINA PRZY POMOCY DRABINY ABY POCZUĆ ICH MIĘKKOŚĆ , ZAPACH I SMAK . ŻONO BEATKO JAK PIESZCZĘ TWOJE PIERSI TO WYOBRAŻAM SOBIE PRZYPŁYWY I ODPŁYWY MORZA I CUDOWNĄ BRYZĘ KTÓRA MUSKA MOJE USTA .
    PO PROSTU JEST CUDOWNIE .
    GDY PIESZCZĘ TWOJE NOGI CZUJĘ POWIEW GAŁĘZI PIĘKNYCH DRZEW JESIENNYCH . PO PROSTU JEST CUDOWNIE . CAŁY SIĘ GOTUJĘ KIEDY DOTYKAM TWEGO PUNKTU G JEST WSPANIALE .GDY CIĘ CAŁUJĘ OD TWOICH UST WYCHODZI TAKI OGIEŃ JAK OD SMOKA WAWELSKIEGO .
    TAK MI DOBRZE ZARAZ OSZALEJĘ .

    MOZE TO BYĆ WYKORZYSTYWANE DO RELAKSACJI I MEDYTACJI . KOSZT TYLKO 5 ZŁOTY . HA HA HA .

    I POKŁAD FILMOWY DO ODY . KINGSAJZ DLA KAŻDEGO KRASNALA .

    Polubione przez 1 osoba

    • borejkopl pisze:

      Od czterdziestu lat pagórek twój jak Synaj suchy
      Gdzie nasz Mojżesz brat prowadził z Bogiem samym pogaduchy
      Zasiadam więc przed TV jak ten cielec złoty
      Odliczając dni stracone, byle tylko do soboty

      😉

      Polubione przez 1 osoba

      • borejkopl pisze:

        Patrzę tępym wzrokiem a me członki płoną
        Cudem do życia już nie wróci żony suche łono

        Polubienie

      • Andrzej Pucyn pisze:

        I oglądam sobie M jak miłość plus barwy szczęścia do tego jaka to melodia potem na TV Drzyzgę potem z kolei na Polszmacie trudne sprawy następnie nabieram się na gdakanie Jaworowicz i masonów potem sprawa dla reportera następnie oglądam lekarzy i szpital który tak cudnie wygląda tylko na filmie w koszernym na dobre i na złe potem oglądam na tv puls polski lombard gówno z Buczkowskim . No weż tu znajdż jeszcze potem ochotę na sex .

        Polubienie

  34. Polak-Słowianin pisze:

    Nawet nie mam biblii w domu, nie mówiąc już o czytaniu jej. Jeżeli przychodzi mi wypowiedzieć się na temat wierzeń judeo-krystowierczych w wersji katolickiej, to sprawdzam na ich na stronach apologetycznych, w jaką „wersję wydarzeń” i koncepcje oni wierzą (wraz z uzasadnieniem oraz dlaczego, jeśli podają jakieś biblijnymi cytaty, to tylko wtedy mam do czynienia z czymś, co można określić mianem czytania biblii).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s