Kiedy Rosja wyswobadza Syrię od ISIS, USA ratują ISIS przed Rosją, a zachodnie media wszystko to ignorują.

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/09/16/kiedy-rosja-wyswobadza-syrie-od-isis-usa-ratuja-isis-przed-rosja-a-zachodnie-media-wszystko-to-ignoruja/

Joe Quinn
Sott.net

We wrześniu 2015 r. ISIS panoszyło się po Syrii, od czterech lat zabijając ludność cywilną i niszcząc miasta i wsie. W owym czasie istniały uzasadnione obawy, że wkrótce Syryjska Arabska Armia zostanie pokonana przez ISIS i siły „rebelianckie”, a rząd Asada obalony. Było tak pomimo faktu, że koalicja skupiona wokół USA już od niemal roku „bombardowała ISIS”, czego dziwnym skutkiem było umacnianie się dżihadystów i powiększanie się kontrolowanych przez nich obszarów w Syrii i Iraku. Oczywiście teraz jest zupełnie jasne, że ta banda płatnych najemników, zwana ISIS, w ogóle była w stanie zagrozić Syrii wyłącznie dzięki potężnym środkom finansowym, zbrojeniu i szkoleniu dostarczanym przez USA i ich sprzymierzeńców znad Zatoki Perskiej.

Jednak od kiedy 30 września 2015 r. rozpoczęła się interwencja wojsk rosyjskich, liczebność ISIS i innych grup dżihadyjskich „rebeliantów” oraz kontrolowane przez nich terytorium zaczęły się gwałtownie kurczyć, pomimo ciągłego wsparcia dla ISIS i rebeliantów ze strony rządu USA. Po wyzwoleniu Aleppo przez siły rosyjskie pod koniec ubiegłego roku wojsko syryjskie, z rosyjskim wsparciem, odniosło następne zwycięstwa, łącznie z najnowszym, i być może ostatecznym, jakim było wyzwolenie w ubiegłym tygodniu syryjskiego miasta Dajr az-Zaur.

Być może to przeoczyliście, ale w ciągu ostatnich dwóch lat zachodnie media i zachodnie rządy konsekwentnie ignorowały, bądź wręcz krytykowały, sukcesy wojsk syryjskich, walczących pod osłoną rosyjskiego wsparcia z powietrza. Nie ma w tym oczywiście nic zaskakującego, jeśli wziąć pod uwagę, że ISIS to armia zastępcza USA i państw Zatoki Perskiej, z konkretnym zadaniem prowadzenia wojny przeciwko narodowi syryjskiemu, zniszczenia Syrii jako kraju i stworzenia jej od nowa według zachodniej wizji jako wasala Imperium. W tych nielicznych sytuacjach, kiedy skomentowanie osiągnięć syryjskich i rosyjskich wojsk było na rękę zachodniej prasie, cynicznie je potępiała jako „rosyjską agresję” albo „Asad zgładza własny naród”.

Wyzwolenie w tym tygodniu Dajr az-Zauru jest jednym z tego przykładów. Chociaż nie było konkretnych potępień, trudno będzie znaleźć nawet jedno doniesienie w amerykańskich mediach głównego nurtu na temat najnowszej wiadomości, że rosyjski atak powietrzny na podziemne centrum dowodzenia w pobliżu miasta zabił 40 członków ISIS, w tym czterech dowódców polowych. Wśród znanych zabitych bojowników znalazł się ścigany przez wiele krajów Abu-Mohammed al-Szimali, samozwańczy „emir Dajr az-Zauru”.

Al-Szimali, obywatel Iraku urodzony w Arabii Saudyjskiej (co za niespodzianka!) i były członek Al-Kaidy, w 2015 r. ślubował lojalność ISIS (w zamian za tłusty czek) i stał się znany z przemycania terrorystów do Syrii (w imieniu USA i Arabii Saudyjskiej). Ale dla podtrzymania tej farsy Al-Szimali został uznany za „priorytetowego ściganego” przez amerykański Departament Stanu, który w 2015 roku oferował kwotę 5 milionów dolarów za informacje, które doprowadziłyby do schwytania go. Kilka europejskich agencji wywiadowczych twierdziło również, że Al-Shimali był powiązany z paryskimi atakami w listopadzie 2015 roku. Moglibyście zatem pomyśleć, że po otrzymaniu informacji, że ten brutalny zabójca, odpowiedzialny za tak wiele rzezi w Syrii i Francji, został wyeliminowany z akcji, Departament Stanu USA i rząd francuski odłożą na bok swoją śmieszną antyrosyjska ideologię i publicznie pogratulują rosyjskim i syryjskim wojskom i rządom za to godne podziwu osiągnięcie. Mylilibyście się. Nie mają nic do powiedzenia; w rzeczywistości prawdopodobnie mają poważny problem z kontrolowaniem chęci krzyczenia, że cholerni mordercy zlikwidowali część ich ulubionych wtyczek.

 

Gulmurod Chalimow, człowiek Pentagonu w ISIS w Syrii albo w Rosji, czy gdziekolwiek się go umieści

 

Ale będą trzymali język za zębami i mają ku temu dobry powód – chodzi o to, żeby przypadkiem nie przyciągnęło uwagi nazwisko innego „dowódcy ISIS”, zabitego w tym samym obiekcie: to Gulmurod Chalimow, tadżycki i islamski dowódca wojskowy, który „uciekł do ISIS” w 2015 roku, po tym jak przeszedł kilkuletnie szkolenie w USA w ramach programu wsparcia antyterrorystycznego stworzonego przez Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego, komórkę Departamentu Stanu USA. Po „ucieczce” Chalimow powiedział, że planuje powrót do domu, żeby ustanowić szariat w swoim środkowoazjatyckim kraju i wybrać się na dżihad do Rosji. Co za zbieg okoliczności. Oczywiście dla Pentagonu i CIA wydanie miliardów dolarów z kieszeni podatników na szkolenie i zbrojenie dżihadystów nie jest niczym nowym.

Jest jeszcze jedna drobna kwestia – według anonimowego „źródła dyplomatycznego” co najmniej kilkunastu dowódców polowych ISIS, w tym dwóch „europejskiego pochodzenia”, zostało ewakuowanych z Dajr az-Zauru samolotem sił powietrznych USA pod koniec sierpnia, kiedy stało się jasne, że miasto przejdzie w ręce armii syryjskiej. Zazwyczaj sceptycznie oceniam informacje pochodzące od „anonimowych źródeł dyplomatycznych”, ale w tym wypadku to oświadczenie jest wiarygodne, wziąwszy pod uwagę to, co wiadomo o bezpośrednim wsparciu amerykańskim dla dżihadystów w Syrii. W czerwcu tego roku dowódca wojsk rosyjskich w Syrii, generał Siergiej Surowikin, powiedział, że bojownikom ISIS pozwolono opuścić dwie wsie położone na południowy zachód od Rakki i przemieścić się w stronę Palmyry. Surowikin powiedział, że koalicja USA, wraz z sojuszniczymi Kurdami, „są w zmowie z przywódcami ISIS, którzy poddają obszary znajdujące się pod ich kontrolą i przenoszą się do prowincji, w których operują syryjskie siły rządowe”.

Ale przypuszczam, że nie powinienem skarżyć się zbytnio lub zbyt dużo oczekiwać od psychopatycznych podżegaczy wojennych w Pentagonie i CIA, ich obrzydliwych przyjaciół w Arabii Saudyjskiej i zachodnich mediów, które są ramieniem propagandowym wszystkich trzech. Ich skromny plan zmiany reżimu w Syrii drogą lewej wojny domowej spalił na panewce dzięki rosyjskiemu wojsku pod naczelnym dowództwem Władimira Putina oraz nie lada wysiłków libańskiego Hezbollahu i irańskich milicji. Nic już nie może tego zmienić, nawet amerykański „plan b” wyrzeźbienia państwa kurdyjskiego w północnej Syrii.

Choć twórcy rzeczywistości w Waszyngtonie mogą pomyśleć, że sojusznicza kurdyjska enklawa w północnej Syrii i Iraku może zabezpieczyć dalsze amerykańskie „posiadanie na własność” Bliskiego Wschodu i zapobiec wzrostowi Rosji i Iranu jako dominujących potęg w regionie, jest to dosłownie i w przenośni marzenie ściętej głowy. Jeśli z Syrii i Iraku zostanie wykrojony Kurdystan, odbędzie się to tylko za zgodą Iranu, Turcji, Syrii i Iraku, które mają bardzo dobre powody (i skuteczne środki), aby nie dopuścicie do ustanowienia kurdyjskiego kraju. Zarówno sytuacja geopolityczna, jak i rzeczywistość geograficzna oznaczają zatem, że  w takiej sytuacji ​​oficjalne państwo kurdyjskie byłoby sprzymierzone z najbliższymi sąsiadami, a nie z imperialnymi podżegaczami i wpadającymi bez zapowiedzi obcinaczami głów.

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

Tłumaczenie: PRACowniA

Reklamy

12 thoughts on “Kiedy Rosja wyswobadza Syrię od ISIS, USA ratują ISIS przed Rosją, a zachodnie media wszystko to ignorują.

  1. https://pl.sputniknews.com/swiat/201709166286440-Syria-pomoc-zycie/

    Wyzwolone na początku września Dajr az-Zaur stopniowo wraca do normalnego życia po zdjęciu blokady: w mieście na północnym wschodzie Syrii na razie są problemy z dostawami wody i elektryczności, ale infrastruktura zaczyna być powoli odbudowywana.

    „Nasze dzieci trzy lata nie widziały owoców i czystej wody pitnej, wielu ludzi głodowało. W ostatnich dniach otrzymaliśmy wiele pomocy od rządu syryjskiego i naszych rosyjskich przyjaciół: lekarstwa, wodę, żywność, paliwo” – powiedział dziennikarzom gubernator prowincji Dajr az-Zaur Muhammad Ibrahim Samra.

    W ostatnich dniach do Dajr az-Zaur z Damaszku przywieziono wyposażenie dla piekarni i mieszkańcy miasta znów zobaczyli świeże wypieki, które zniknęły w mieście wraz z przyjściem terrorystów z Państwa Islamskiego.

    Żywność jest teraz dostarczana samochodami, choć jeszcze niedawno rosyjscy żołnierze musieli zrzucać pomoc humanitarną z samolotów.

    Do szpitala miejskiego wciąż jeszcze napływają ranni, ponieważ pojedyncze grupy terrorystów prowadzą walki w okolicach miasta. Tzw. „droga życia” łącząca Dajr az-Zaur z lotniskiem nadal jest pod obstrzałem.

    [video src="https://video.img.ria.ru/Out/Flv/20170913/2017_09_13_KebabisbackSPLITria_xazoki1a.3ll.mp4" /]

    „Jesteśmy wdzięczni Rosji. Po tym, jak miasto zostało wyzwolone, pojawiły się lekarstwa, bandaże, a co ważniejsze, bardziej doświadczeni koledzy, którzy umieją doradzić” – powiedział lekarz ze szpitala miejskiego Baszar Assaf. Według innego lekarza, Asera Ibrahima, w tej chwili szpitalom brakuje anestezjologów i chirurgów. „Będziemy radzi przyjąć pomoc wojskowych lekarzy” – dodał.

    Polubienie

  2. The Greanville Post (amerykański odpowiednik blogu Przemexa w zakresie krytyki imperialistycznej polityki USA i nie tylko), skierował się z prośbą do czytelników o przekazanie życzliwym znajomym i organizacjom następujących życzeń w związku z wielkimi sukcesami Armii Syryjskiej i Rosjan w Syrii. Co też niniejszym czynię:

    “Time to uncork that champagne, folks…and toast one of the most heroic armies in modern history, the Syrian Arab Army. Drink to the health and sovereign freedom of the Syrian people who have paid a horrendous price in their struggle against the malignant forces injected into their nation by Western imperialism.”

    The Greanville Post:
    http://www.greanvillepost.com/2017/09/14/historic-footage-showing-moment-the-1st-saa-tank-broke-the-3-year-isis-siege-on-deir-ezzor/

    Brawo!

    Polubione przez 1 osoba

  3. http://www.defence24.pl/302587,rosyjski-bog-wojny-rosnie-w-sile

    Rosyjski „bóg wojny” rośnie w siłę.

    Dowódca rosyjskich wojsk rakietowych i artylerii generał Matwiejewski stwierdził: „do 2021 r. będzie sformowanych pewna ilość nowych jednostek i oddziałów wojsk rakietowych i artylerii” (WRiA). Oznacza to, że Moskwa nie tylko nie przerwie, ale być może wręcz przyśpieszy proces rozbudowy zdolności tego rodzaju sił, które uczestniczyły w walkach na Ukrainie. Zaplanowano, że w składzie WRiA znajdą się trzy typy mobilnych brygad: artyleryjskie, niekierowanych systemów rakietowych oraz rakiet operacyjnych – pisze w analizie dla Defence24.pl Marcin Gawęda.

    Wiele wskazuje na to, że potencjał rosyjskiej artylerii nie wzrośnie w ciągu kilku kolejnych lat jedynie w sensie ilościowym, ale także jakościowym. Przy tym nie chodzi tylko o nowy, czy zmodernizowany sprzęt, ale także o inne elementy wpływające na potencjał (efektywność) artylerii. Szczególną rolę odgrywają tutaj lepsze wyszkolenie, doskonalenie taktyki, czy optymalizowanie struktury pododdziałów artylerii.

    Wśród czynników wpływających na zwiększenie potencjał wojsk rakietowych i artylerii SZ FR można wymienić np.:

    – intensywne szkolenia nowego typu prowadzone w centrum w Mulino w specjalności dowódcy środka ogniowego (Msta-B, Msta-S, Akacja, Grad). Młodzi specjaliści szkolą się w systemie kilkumiesięcznym, m.in. na symulacjach (trenażery) generujących różne warunki pogodowe oraz terenowe;

    – rosnącą ilość wszelkiego typu strzelań poligonowych zarówno pojedynczych środków ogniowych, jaki w składzie baterii, czy dywizjonu w ramach których trenowane są także nawyki marszu bojowego, zajmowania i maskowania pozycji oraz szybkiej zmiany pozycji ogniowej. Przykładowo w Południowym OW w 2015 r. przeprowadzono 180 taktycznych ćwiczeń i rozchodowano 30 tys. pocisków i min. W porównaniu z rokiem poprzednim „intensywność przygotowania bojowego” wzrosła o 20%;

    – stawianie nieprzygotowanych wcześniej zadań bojowych w ramach niezapowiedzianych sprawdzianów gotowości bojowej oraz zróżnicowanie ocen stawianych po ćwiczeniach;

    – ćwiczenie różnego rodzaju zadań ogniowych wieloma pododdziałami naraz (z podziałem zadań ogniowych na środki lufowe i rakietowe) z naciskiem na działania w nocy, w nieznanym terenie;

    – efektywność ognia zwiększona poprzez współdziałanie ze środkami bezpilotowymi (np. stosowanymi do tego celu Orłan-10, Granat-4 czy Grusza), które prowadzą rozpoznanie, korygują ogień i oceniają skuteczność ostrzału;

    – wprowadzanie do służby zmodernizowanych systemów artyleryjskich, zautomatyzowanych systemów dowodzenia (tzw. ASU), czy radarów artyleryjskich;

    – używanie w trakcie ćwiczeń amunicji kierowanej, np. pocisków Krasnopol;

    Wszystko to wskazuje na dążenie do istotnego zwiększenia zdolności bojowej istniejących jednostek poprzez skokowe podwyższenie poziomu wyszkolenia i zgrania jednostek. Rosyjska artyleria była wykorzystywana w trakcie konfliktu na Ukrainie, przyczyniając się do znacznych strat wojsk rządowych. Na uwagę zasługuje m.in. używanie nowoczesnych środków walki (bezzałogowce, amunicja precyzyjna), ale też intensywność i zróżnicowanie szkolenia. Można zaryzykować tezę, że jest to wzorowanie się na wcześniejszych założeniach Sojuszu Północnoatlantyckiego.

    Jednocześnie ze zwiększeniem intensywności szkolenia trwa modernizacja techniczna rosyjskich jednostek artylerii. Należy tutaj wspomnieć choćby o systemach rakietowych, jak Tornado-S o zasięgu 120 km (wdrażany jako następca BM-30 Smiercz), czy stanowiący głęboką modernizację systemu BM-21 Grad Tornado-G. Modyfikowane są również istniejące środki ogniowe, jak choćby haubice 2S19 Msta (do standardu Msta-SM), choćby przez wdrażanie cyfrowych systemów kierowania ogniem.

    Charakterystyczny dla rosyjskich wojsk rakietowych i artylerii jest nie tylko potencjał ilościowy (duża liczba środków ogniowych: systemów lufowych, rakietowych, moździerzy etc.), ale także istnienie rozbudowanych związków taktycznych na szczeblu armii czy okręgu (tzw. rezerwa Naczelnego Dowództwa). Jednostki te dysponujące na ogół kalibrem cięższym niż występujący na szczeblu brygady zmechanizowanej czy pancernej (122 i wiodący 152 mm) pełnią rolę odwodu wyższego szczebla przydzielanego – tradycyjnie – do wykonania konkretnych zadań bojowych.

    Oznacza to, że i tak już silne pododdziały artylerii rosyjskich brygad mogą otrzymywać dodatkowe wsparcie, zwłaszcza jeśli działają na głównych kierunkach. Zwraca także uwagę fakt, że często ćwiczy się, także pociskami kierowanymi, strzelania do imitatorów celów opancerzonych w ruchu. W takiej sytuacji można się spodziewać np. masowego użycia amunicji kasetowej czy precyzyjnej przeciwko pododdziałom zmechanizowanym.

    Przykładowo w Zachodnim OW do jednostek wsparcia należeć będą np. 79 Brygada Rakietowymi Artylerii (12 9A52 Smiercz 300 mm), 18 Samodzielny Dywizjon Moździerzy (8 2S4 Tiulpan 240 mm) i 19 Samodzielny Dywizjon Artylerii (12 2S7 Pion 203 mm).

    Są to jednostki do dyspozycji na szczeblu okręgu, poza nimi brygadami artylerii dysponują także dowództwa poszczególnych armii. O ile 1 Armia Pancerna nie ma organicznych związków artylerii, o tyle 6 Armia i 20 Armia (ogólnowojskowe) tegoż ZOW mają w składzie organiczne brygady artylerii. Wedle ostrożnych szacunków może to być łącznie nawet 1,7 tys. środków artyleryjskich i rakietowych w samym tylko Zachodnim OW (ponad 600 systemów samobieżnych, 700 ciągnionych, 100 moździerzy, 300 systemów rakiet polowych (z tego 1/3 Uragan i Smiercz) oraz kilkadziesiąt wyrzutni rakiet taktyczno-operacyjnych (Toczka-U i Iskander).

    Warto jeszcze dodać, że szkolenia WRiA wyższego szczebla – legendowane standardowo jako działania przeciwko „nielegalnym formacjom zbrojnym” – są ćwiczonym elementem działań bojowych na dużą skalę. Przykładowo w połowie grudnia 2015 r. jednostki i oddziały ze składu ZOW przeprowadzały ćwiczenia w ramach tzw. operacji specjalnej.

    Na pierwszym etapie strzelań ogniowych zadanie wykonywały pododdziały uzbrojone w systemy Msta-S i Grad, których zadaniem było wspieranie własnych jednostek uczestniczących w blokowaniu i atakowaniu nielegalnych formacji zbrojnych (tzw. NWF). Następnie zadanie ogniowe polegało na stawianiu zagrody ogniowej na drogach przypuszczalnego odwrotu zablokowanych formacji przeciwnika, po czym systemy rakietowe Grad i Uragan prowadziły zmasowany ostrzał podchodzących rezerw przeciwnika.

    W trakcie ćwiczeń zwracano uwagę na manewr ogniem, którego elementem było np. doskonalenie współdziałania ogniowego między pododdziałami. Uwagę zwraca nie tylko skala działań, ale także ich charakter – środki ogniowe urzutowane były głęboko, z wykorzystaniem zróżnicowanego zasięgu środków ogniowych (w tym ciężkich, rakietowych systemów 220 mm), oraz środków bezzałogowych.

    Nawet jeśli „zwiększenie zasobów” rosyjskich wojsk rakietowych i artylerii będzie w dużej mierze mieć charakter retoryczny, to na pewno w najbliższym czasie możemy spodziewać się dalszego wzrostu efektywności tego rodzaju wojsk. Poza tworzeniem nowych brygad zmechanizowanych, gdzie występują organiczne dywizjony artylerii, można oczekiwać formowania nowych jednostek wyższego szczebla. Trudno jednak powiedzieć, czy w perspektywie kilku lat, wiodącym kierunkiem będzie jedynie modernizowanie sprzętu, czy też wprowadzanie, na większą skalę, zupełnie nowego, jak np. armatohaubice Koalicja-SW.

    Marcin Gawęda

    Polubienie

  4. https://pl.sputniknews.com/opinie/201709256345475-sputnik-usa-syria/

    Rosyjscy wojskowi opublikowali zdjęcia lotnicze rejonów dyslokacji terrorystów Państwa Islamskiego na północ od miasta Dajr az-Zaur w Syrii. Na kadrach widać wyraźnie sprzęt oddziałów sił specjalnych USA.

    „Na zdjęciach lotniczych, wykonanych w okresie od 8 do 12 września 2017 roku w rejonach dyslokacji odziałów zbrojnych Państwa Islamskiego, widać dużo amerykańskich samochodów pancernych typu Hummer, należących do Specnazu USA” — głosi komunikat, opublikowany na Facebooku Ministerstwa Obrony Rosji.
    Rosyjski resort podkreślił również, że amerykańskie siły specjalne rozmieszczają swoich żołnierzy w bazach, gdzie wcześniej stacjonowali terroryści Państwa Islamskiego, przy czym wokół tych obiektów nie ma żadnych śladów szturmu, walk z ekstremistami czy nalotów koalicji międzynarodowej. „Może to świadczyć tylko o tym, że amerykańscy wojskowi czują się całkowicie bezpiecznie w rejonach, kontrolowanych przez terrorystów” — zaznaczyło Ministerstwo Obrony Rosji.

    Dyrektor Centrum Badań Wojskowo-Politycznych przy Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), politolog Alieksiej Podbieriozkin uważa, że Rosja przedstawiła niezbite dowody na to, że Specnaz USA pełni rolę instruktora terrorystów w Syrii.

    „Stany Zjednoczone zaczęły szczególnie aktywnie tworzyć oddziały w Syrii nie tylko przy pomocy CIA, ale także przy pomocy wywiadu wojskowego i sił specjalnych. Zresztą liczebność amerykańskiego specnazu w ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrosła z 30 tys. do 75.tys. osób. Są to właśnie instruktorzy terrorystów, którzy nie walczą, a zajmują się szkoleniem tych band i ich wyposażeniem. Dlatego amerykańscy wojskowi mogą spokojnie przejść przez każde terytorium, które jest kontrolowane przez Państwo Islamskie. Przedstawiliśmy na to dowody. Sądzę jednak, że nie będzie żadnej reakcji. Wszyscy uznają, że to nie prawda i znajdują się tam ludzie, którzy pomagają opozycji” — uważa Alieksiej Podbieriozkin.

    https://pl.sputniknews.com/swiat/201709246337309-Sputnik-Rosyjskie-MO-publikuje-zdjecia-amerykanskiego-sprzetu-u-PI/

    Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało zdjęcia z terenów na północ od Dajr az-Zaur.
    Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało zdjęcia z rejonów dyslokacji terrorystów z ugrupowania Państwo Islamskie na północ od Dajr az-Zaur, na których widać sprzęt amerykańskich służb specjalnych.

    ​Według informacji rosyjskiego MO, kontrolowane przez USA oddziały „syryjskich sił demokratycznych” przy wsparciu amerykańskich sił specjalnych bez przeszkód przemieszczają się przez pozycje bojowe Państwa Islamskiego wzdłuż lewego brzegu rzeki Eufrat w kierunku Dajr az-Zaur.

    Bombowiec Tu-160 Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji wystrzeliwuje pociski manewrujące nad Morzem Śródziemnym na obiekty PI (zakazane w Rosji) w Syrii

    — Przy pomocy zdjęć lotniczych, wykonanych w okresie od 8 do 12 września 2017 roku w rejonach dyslokacji uzbrojonych oddziałów PI, udokumentowano dużą liczbę merykańskich pojazdów wojskowych typu „Hammer”, znajdujących się w uzbrojeniu służb specjalnych USA — głosi komunikat rosyjskiego MO opublikowany na Facebooku.
    W Ministerstwie Obrony zaznaczono, że na zdjęciach wyraźnie widać, że służby specjalne USA ulokowały się w punktach, w których wcześniej stacjonowali terroryści z PI. Przy tym wokół tych punktów nie widać żadncyh śladów szturmu, walki z terrorystami, śladów po uderzeniach lotniczych itp.

    — Mimo, że punkty amerykańskich ooddziałów znajdują się w rejonach obecnej dyslokacji oddziałów Państwa Islamskiego, nie ma tam żadnych oznak oranizacji ochrony bojowej. Może to wskazywać na to, że wszyscy znajdujący się tam wojskowi USA czują się w rejonach utrzymywanych przez terrorystów całkowici bezpiecznie — głosi komunikat rosyjskiego ministerstwa.

    Obecnie dolina rzeki Eufrat jest jedynym dużym regionem, częściowo kontrolowanym przez Państwo Islamskie. W ciągu kilku ostatnich tygodni syryjska armia przy wsparciu sił rosyjskich zdoała osiągnąć znaczących sukcesów w wyzwalaniu tego terytorium spod kontroli terrorystów.

    Polubienie

  5. https://konserwatyzm.pl/pietka-kabaret-prowincjonalny/

    Kabaret prowincjonalny

    7 października 2017 Konserwatyzm.pl

    Na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, który wyjątkowo odbył się w połowie września, wystąpił Jan Pietrzak z koncertem pod wymownym tytułem „Z PRL do Polski”. Podczas tego koncertu poruszył szereg tematów od Kuronia i Michnika przez bitwę warszawską i powstanie warszawskie po współczesność. Stwierdził m.in., że „Polacy walczyli zawsze o wolność waszą i naszą. W przeciwieństwie do Rosjan, którzy zawsze walczyli o zniewolenie innych narodów. Zawsze!”. Odniósł się również do ćwiczeń Zapad-2017: „Kiedy my sobie tutaj świętujemy 16 i 17 września, na wschodniej granicy oni przeprowadzają manewry, zbiry. ZBiR – Związek Białorusi i Rosji – to są manewry, żeby przeprowadzić napaść na Polskę”[1].

    Rozpętywanie histerii w związku z białorusko-rosyjskimi manewrami Zapad-2017 osiągnęło szczyt w połowie września i wystąpienie Pietrzaka w Opolu wpisywało się tutaj w trend ogólny, tzn. taki, w którym wszyscy spadkobiercy etosu solidarnościowego – na co dzień śmiertelnie ze sobą skłóceni – mówili jednym głosem. Niczym zwierzęta w Boże Narodzenie. „Gazeta Polska Codziennie” dała 14 września tytuł na pierwszej stronie: „Putin szykuje inwazję na Polskę”[2]. A w tle zdjęcie rosyjskich czołgów T-14 podczas defilady na placu Czerwonym w Moskwie. Wtórował jej z przeciwnego bieguna politycznego portal tvn24.pl cytując czeskiego gen. Petra Pavela (szefa Komitetu Wojskowego NATO), wedle którego manewry Zapad-2017 „mogą być postrzegane jako przygotowanie do wielkiej wojny”[3]. A w telewizji TVN wystąpił niezawodny w takich sytuacjach pan Paweł Kowal, który stwierdził m.in., że społeczeństwo rosyjskie żyje „w cieniu wojny”, a „od stu lat Rosjanie z kimś walczą”, podczas gdy „społeczeństwa Zachodu żyją w pokoju”[4].

    Identycznie wypowiedziała się 17 września 2015 roku na wiecu klubów „Gazety Polskiej” pod ambasadą Rosji ukraińska nacjonalistka Natalia Panczenko, która stwierdziła, że podobno „nie było roku”, żeby Rosja na kogoś nie napadła[5].

    Z kolei Polska Agencja Prasowa zacytowała pana Romualda Szeremietiewa, który przewidywał, że w następstwie ćwiczeń Zapad-2017 dojdzie do okupacji Białorusi przez Rosję oraz interwencji rosyjskiej na Litwie, Łotwie i Estonii[6].

    Media te nie informują swoich odbiorców o kilku podstawowych faktach. Po pierwsze o tym, że manewrów Zapad nigdy by nie było, gdyby USA nie złamały w stosunku do Rosji ustaleń podjętych podczas konferencji 2 plus 4 w 1990 roku oraz zobowiązań wynikających z układu Rosja-NATO z 27 maja 1997 roku (tzw. układ paryski). Ustalenia te mówiły o tym, że NATO nie rozszerzy swojej infrastruktury wojskowej poza Łabę oraz, że nie będzie rozmieszczać broni jądrowej na terytorium nowych członków. Tymczasem infrastruktura wojskowa NATO nie tylko przekroczyła Łabę, ale weszła głęboko do Europy Środkowej i Południowej, w tym na tereny byłego ZSRR. Członkami NATO zostały: Czechy, Polska, Węgry (1999 r.), Bułgaria, Estonia, Litwa, Łotwa, Rumunia, Słowacja, Słowenia (2004 r.), Albania, Chorwacja (2009 r.) i Czarnogóra (2017 r.). USA ze swoimi wpływami politycznymi wdarły się daleko w głąb obszaru poradzieckiego, organizując „kolorowe rewolucje” na Ukrainie (2004 i 2014 r.) i Białorusi (2006 i 2010 r., nieudane) oraz w Gruzji (2003 r.) i Kirgistanie (2015 r.). Za prowokację wobec Rosji należy uznać nieoficjalną zapowiedź przyjęcia do NATO Ukrainy i Gruzji.

    Złamane też zostało zobowiązanie do nierozmieszczania na terytorium nowych członków broni jądrowej, ponieważ w Polsce i Rumunii instaluje się bazy z wyrzutniami pocisków antybalistycznych SM-3. Wyrzutnie te mogą jednak posłużyć także do odpalania pocisków z głowicami jądrowymi. A z Polski i Rumunii takie rakiety mają do Rosji cztery minuty lotu. Za mało, by zostać zniszczone przez obronę antyrakietową.

    Po drugie, media polskie nie informują swoich odbiorców, że Rosja nie prowadzi polityki imperialnej – o co jest nieustannie w tych mediach oskarżana – a aneksja Krymu była działaniem defensywnym. Rosja nie mogła dopuścić do tego, żeby po przewrocie na Ukrainie w 2014 roku została usunięta z Krymu baza Floty Czarnomorskiej i zastąpiła ją baza NATO. Byłaby to dla Rosji polityczna klęska. Przyznał to otwarcie Sephen F. Cohen – emerytowany profesor historii uniwersytetów Princeton i New York. W wywiadzie dla magazynu internetowego „Slate” stwierdził on, że gdyby Krym znalazł się pod kontrolą NATO, Putin musiałby albo ustąpić, albo zdecydować się na wojnę światową oraz, że obecna „zimna wojna” jest jeszcze bardziej niebezpieczna niż poprzednia. Fragmenty tego wywiadu przedrukował tygodnik „Przegląd”[7].

    Po trzecie, do polskiej opinii publicznej nie dociera, że w tym samym czasie, gdy na Białorusi odbywały się ćwiczenia Zapad-2017, NATO zorganizowało ćwiczenia Aurora-17 na Bałtyku i Rapid Trident-2017 na Ukrainie, a w czerwcu odbyły się w Polsce manewry NATO Dragon-17, większe niż manewry Zapad. Jeśli zatem ktoś tutaj przygotowuje się do „wielkiej wojny”, to niekoniecznie są to Białoruś i Rosja.

    Histeria antyrosyjska przypomina typową wojnę psychologiczną, która – jak wiadomo – jest częścią wojny rzeczywistej. Nakręcanie histerii przed ćwiczeniami Zapad-2017 rozpoczęło się już dwa tygodnie wcześniej. Prym w tych działaniach wiodła bynajmniej nie „Gazeta Polska”, ale tygodnik „Warszawska Gazeta”. Na czasopismo to zwróciłem uwagę już jakiś czas temu. Uderzył mnie jego niezwykle agresywny język, płytkość intelektualna, skrajne oceny i kreowanie obrazu rzeczywistości odległego nawet od rzeczywistości równoległej. „Warszawska Gazeta” nie tylko gloryfikuje jak nikt w Polsce tzw. „żołnierzy wyklętych”, ale po prostu zrzesza trzecie pokolenie „żołnierzy wyklętych”, którzy nadal niezłomnie walczą z komuną i Związkiem Sowieckim, chociaż komuny i Związku Sowieckiego od ponad ćwierć wieku już nie ma.

    „Warszawska Gazeta” ukazuje się w nakładzie 100 tys. egzemplarzy, a jaj redaktorem naczelnym jest Piotr P. Bachusrki – Polak z USA. Określa się jako „pismo narodowe”, tzn. niby endeckie, politycznie zagospodarowujące tę część „narodowców”, którzy identyfikują się z tzw. Marszem Niepodległości (Ruch Narodowy, Młodzież Wszechpolska, ONR). Faktycznie „Warszawska Gazeta” – na której łamach bywają m.in. tacy politycy PiS jak Ryszard Czarnecki, Jarosław Gowin, Patryk Jaki, Zbigniew Kuźmiuk, Ryszard Legutko, Krystyna Pawłowicz, Janusz Wojciechowski i Anna Zalewska – jest pismem PiS-owskim, o wiele bardziej skrajnym od „Gazety Polskiej”. Jej publicystyka trafia do ludzi o nieskomplikowanym systemie myślenia i najogólniej sprowadza się do wyjaśniania wszelkich zawiłości świata poprzez konkluzję, że wszystkiemu winna jest m.in. Rosja.

    Na łamach „Warszawskiej Gazety” również nie mogło zabraknąć tematyki rosyjskiej w kontekście zbliżających się ćwiczeń Zapad-2017. W numerze z 2 września na pierwszej stronie wielkimi literami krzyczał tytuł: „Polskie służby specjalne w pełnej gotowości. Czy Rosjanie wkroczą?”. Tytuł odsyłał do dwóch artykułów. Autorem pierwszego, pt. „Polska na celowniku Putina”, jest Robert Cheda – były oficer operacyjny i analityk Agencji Wywiadu. Obecnie ekspert od Rosji i Białorusi w Fundacji im. K. Pułaskiego, a także współpracownik portali Fronda.pl i Wirtualna Polska oraz takich pism jak „Polityka”, „Sprawy Polityczne” i „Uważam Rze Historia”. Natomiast drugi artykuł, pt. „Czy Rosjanie wkroczą 17 września?”, napisał dr Leszek Pietrzak – były pracownik IPN oraz były funkcjonariusz UOP i Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Obecnie publicysta Radia Maryja i redaktor naczelny miesięcznika „Służby Specjalne”. A zatem drżyjcie ludkowie, bo Ruscy są tuż, tuż i zaraz tu będą.

    Ekspert Robert Cheda zaczyna swój artykuł tak: „Zamiast rozważać mniejsze lub większe prawdopodobieństwo scenariusza wojny z Rosją, pora przyjąć do wiadomości, że wszelkie okoliczności prowadzące do nieszczęścia już istnieją. Zegar tyka i odlicza czas, bo to nie państwa bałtyckie czy Białoruś, tylko Polska jest wymarzonym łupem Moskwy”. Potem – jak u Hitchcocka – napięcie cały czas rośnie. Dowiadujemy się zatem, że „Kreml zagnał Rosję w rozwojową pułapkę i aby przeżyć, musi eskalować sytuację międzynarodową”. Dlatego „prawdopodobnym wariantem przetrwania kremlowskich elit może być kolejne uderzenie hybrydowe”.

    Jak będzie wyglądało? „Włączmy wyobraźnie – pisze Cheda – i przenieśmy się w 2021 r. Zima tego roku jest wyjątkowo chłodna, a to powoduje, że rośnie zapotrzebowanie na rosyjski gaz oraz ropę naftową”. Sytuacja jednak się komplikuje, ponieważ „anomalne w swojej sile sztormy na Bałtyku niszczą gazociąg North Stream”. Wówczas „Warszawa kategorycznie odrzuca projekt rozbudowy gazociągu jamalskiego, żądając na dodatek zmian własnościowych, które oznaczają faktyczną nacjonalizację już działającego gazociągu. Jakiekolwiek złagodzenie stanowiska nasze MSZ warunkuje zwrotem szczątków prezydenckiego samolotu oraz zmianą rosyjskiej polityki historycznej. (…) Za Warszawą podąża Kijów, który żąda zwrotu Krymu i powrotu pełnej jurysdykcji nad Donbasem. W takiej sytuacji Kreml wydaje rozkaz rozpoczęcia wojny hybrydowej”.

    Coś jest na rzeczy, ponieważ podczas wrześniowej wizyty w Waszyngtonie minister Waszczykowski zapowiedział, że po 2022 roku Polska całkowicie odetnie dostawy gazu z Rosji. „Taka jest wola polityczna” – oświadczył[8]. Czyja? Waszyngtonu, to oczywiste. Polska – która najpierw zrezygnowała z zysków, jakie mógł przynieść tranzyt gazu rosyjskiego – teraz będzie kupować wielokrotnie droższy gaz amerykański. Takie są skutki „uniezależnienia się od Rosji” i uzależnienia się od USA. „Pokazujemy nasze zdolności mobilizacyjne regionu, aby przekonać prezydenta Trumpa do siebie” – stwierdził Waszczykowski, zachęcając amerykańskie koncerny, by otworzyły w Polsce „centra operacyjne”. Jeśli zatem ktoś tutaj wszczyna „wojnę gazową”, to znowu rodzi się pytanie – czy na pewno Rosja?

    Jak będzie zdaniem Chedy wyglądać przewidywana przez niego „wojna hybrydowa”? Najpierw Moskwa zwróci się do „Unii pierwszej prędkości z apelem o wymuszenie na Polsce zgody na budowę eksterytorialnego gazociągu pod wspólnym zarządem europejsko-rosyjskim”. Ale po co? Przecież istnieje polska nitka gazociągu jamalskiego, o której zresztą Cheda wspomniał. Jego zdaniem zatem Rosja napadnie na Polskę po to, żeby zbudować na jej terytorium gazociąg do Europy Zachodniej. Od razu rodzi się wątpliwość, czy byłoby to na pewno działanie na szkodę Polski. Nie da się nie zauważyć, że taki wielki międzynarodowy gazociąg byłby pierwszą poważną inwestycją gospodarczą w Polsce od 1989 roku. Wszystkie bowiem inwestycje kapitału zachodniego, które zostały poczynione w ostatnim ćwierćwieczu, albo nie miały większego znaczenia gospodarczego albo zmierzały do deindustrializacji Polski.

    „Jednocześnie Moskwa – pisze dalej Cheda – organizuje prowokację wyczerpującą kryteria casus belli. Do Polski przedostają się bojówkarze organizacji Nocne Wilki, dowodzeni przez kadrowych oficerów wywiadu wojskowego”. Kreml uruchamia też swoją agenturę w państwach zachodnich, w tym żyjących tam Rosjan, którzy przyjeżdżają do Warszawy i innych miast Polski, gdzie urządzają protesty „pod hasłem obrony godności czerwonoarmistów, których miejsca pamięci przez ostatnie lata Polska likwiduje”. W tym czasie Nocne Wilki wysadzają w powietrze pomniki Józefa Piłsudskiego i Jana Pawła II. Wtedy oburzeni Polacy zwracają się przeciwko Rosjanom przebywającym w Polsce – padają zabici i ranni. Polska zostaje na wniosek Rosji potępiona przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Potem do akcji wkraczają wojska rosyjskie Zachodniego Okręgu Wojskowego. Polska zostaje sparaliżowana atakiem cybernetycznym i punktowymi atakami rakietowymi. Część polskich F-16 ulega zniszczeniu, a reszta jest uziemiona z powodu „braku systemu obrony przeciwrakietowej”. Flota Bałtycka przy pomocy rakiet Kalibr niszczy gazoport im. Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu, a „jeden z plutonów OT, skoncentrowanych w okolicach Gołdapi, zostaje zmasakrowany przez zielone ludziki, czyli specnaz rosyjskiego wywiadu wojskowego”. Mamy więc jeszcze jakiś nowy Katyń.

    W konsekwencji Polska zostaje pokonana w ciągu 48 godzin i przyjmuje rosyjskie ultimatum: wyraża zgodę na „eksterytorialny korytarz gazowy i naftowy, chroniony przez rosyjskie bazy wojskowe” oraz rezygnuje z członkostwa w NATO i UE. Mało tego – musi jeszcze „przystąpić do anty-NATO, czyli organizacji kolektywnego bezpieczeństwa ODKB oraz złożyć akces do Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej” [9]. W sumie, kto wie czy nie byłoby to bardziej korzystne od przynależności do UE „drugiej prędkości”?

    Takie rzeczy wypisuje były analityk wywiadu. Nie ma wątpliwości, że pochodzący z zaciągu, który zastąpił zlikwidowane WSI. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że pan Cheda nie ma wątpliwości, iż NATO nie przyjdzie Polsce z pomocą, nie chcąc ryzykować wojny jądrowej. Otwarcie pisze, że sojusznicy z NATO ulegną „szantażowi militarnemu, składając okup w postaci Polski”. W ogóle w tym swoim scenariuszu rosyjskiej agresji nie wspomina jak zachowa się słynna szpica NATO, stacjonująca od stycznia 2017 roku w Polsce i państwach bałtyckich. Jakby jej wcale nie było. A może nie ma?

    W podobnym duchu jest też utrzymany artykuł dr. Leszka Pietrzaka, który już w tytule straszy, że 17 września 2017 roku wkroczy agresor ze Wschodu[10]. Zdaniem autora nie można wykluczyć, że jakaś jednostka armii rosyjskiej, biorąca udział w ćwiczeniach Zapad-2017, wedrze się do Polski właśnie 17 września i to bynajmniej nie po to, by przyłączyć się do obchodów 78. rocznicy „agresji sowieckiej na Polskę”. Dlatego – jak ustalił dr Pietrzak – „od kilku tygodni nasze służby specjalne są postawione w stan podwyższonej gotowości”. W SKW, SWW, AW, a nawet w CBA wstrzymano wszystkie urlopy i wprowadzono „specjalne całodobowe dyżury”. „Nasze służby wojskowe są przekonane, że może wydarzyć się coś szczególnego” – straszył 2 września czytelników „Warszawskiej Gazety” dr Pietrzak. Ale 17 września 2017 roku minął i nic się nie wydarzyło.

    Dr Pietrzak twierdzi, że jeśli Rosjanie „zechcą, to ich armia może bez problemu wkroczyć na polskie terytorium i nie zdąży nam pomóc w obronie ani NATO, ani amerykańska armia”. Jak to? Szpica stacjonująca w Legnicy, Powidzu i Żaganiu nie zdąży pomóc? To po co był ten cały teatr ze szpicą? A co z bazą rakietową w Redzikowie? Według red. Stanisława Michalkiewicza samo jej istnienie ma podobno spowodować, że Amerykanie natychmiast przystąpią do obrony Polski. A tu tak po prostu nie zdążą pomóc. „Zabrała gościa woda. Na dno poszedł jak kłoda. Na wieki się pogrążył, bo ratownik nie zdążył” – śpiewał w PRL pewien przebojowy wówczas muzyk.

    Wychodząc z tezy, że nie zdążą pomóc dr Pietrzak proponuje, by „wymóc wreszcie na NATO przesunięcie znacznie większej części sił i instalacji wojskowych paktu do Polski”. Chodzi mu o to, żeby uwolnić Niemcy od wojsk amerykańskich i przesunąć je w całości do wschodniej Polski. Uwolnienie się od wojsk amerykańskich – które od 1945 roku stacjonują w zachodnich Niemczech – jest od dawna cichym celem polityki niemieckiej. Analityk „Warszawskiej Gazety” proponuje więc nic innego jak zrealizować ten cel polityki niemieckiej. W imię obrony niepodległości Polski przed Rosją oczywiście.

    Polska prawica, która podjęła się roli podwykonawcy polityki amerykańskiej w Europie Środkowo-Wschodniej, pogrąża się w oparach coraz bardziej skrajnej rusofobii oraz głęboko tkwi mentalnie w XIX wieku, przygotowując kolejne powstanie narodowe przeciw Rosji, a ostatnio także przeciw Niemcom. To nie jest polityka, tylko kabaret prowincjonalny.

    Bohdan Piętka

    [1] „Opole 2017. Jan Pietrzak ostro popłynął. To nie była zwykła laurka dla PiS. Słowa o Moskwie i opozycji padły naprawdę”, http://www.plotek.pl, 17.09.2017.

    [2] „Gazeta Polska Codziennie” z 14.09.2017.

    [3] „Przedstawiciel NATO o manewrach Zapad-2017: mogą być przygotowaniem do wojny”, http://www.tvn24.pl, 17.09.2017.

    [4] „Manewry wojskowe Zapad-2017”, wypowiedź Pawła Kowala na antenie TVN z 17.09.2017.

    [5] B. Piętka, „Jak «niepodległościowcy» 17 września z banderowcami uczcili”, strona internetowa „Myśli Polskiej”, http://www.mysl-polska.pl, 21.09.2015.

    [6] „Szeremietiew o Zapad-2017: wojsko ćwiczy po to, aby prowadzić wojnę”, http://www.wiadomosci.wp.pl, 17.09.2017.

    [7] „Krym-śpiący pies”, „Przegląd” nr 36 (922), 4-10.09.2017, s. 42-43.

    [8] „Szef MSZ: Polska chciałaby za 5 lat całkowicie odciąć dostawy gazu z Rosji”, http://www.kresy.pl, 22.09.2017.

    [9] R. Cheda, „Polska na celowniku Putina”, „Warszawska Gazeta” nr 35 (533), 1-7 września 2017 r., s. 16-17.

    [10] L. Pietrzak, „Czy Rosjanie wkroczą 17 września?”, „Warszawska Gazeta” nr 35 (533), 1-7 września 2017 r., s. 30.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.