Kaz Dziamka – Demokracja Irokezów a tak zwana „demokracja” amerykańska.

Mizernie wypada demokracja amerykańska w porównaniu z nowoczesnymi demokracjami. Według Indeksu Demokracji, opracowanego przez międzynarodową organizację The Economist Intelligence Unit, Stany Zjednoczone, zwane dogmatycznie w Ameryce „the greatest country in the world” (najwspanialszy kraj na świecie), plasują się dopiero na 21. miejscu. Indeks posługuje się pięcioma wskaźnikami demokratyczności: jakością procesu wyborczego, funkcjonalnością rządu, udziałem w procesie politycznym, kulturą polityczną i przywilejami obywatelskimi. Pod każdym względem demokracja amerykańska ustępuje – i to znacząco – demokracjom skandynawskim, które są obecnie najlepsze na świecie. Nie jest chyba zaskoczeniem fakt, że spośród pierwszych pięciu najlepszych demokracji, aż cztery to kraje skandynawskie. I to one, a nie USA, powinny być wzorem dla rozpowszechnienia idei demokratycznych na całym świecie, a szczególne w Polsce.1

Przy okazji, obecna III Rzeczpospolita Polska – skrajnie prokatolicka i proamerykańska i jednocześnie patologicznie rusofobiczna, ze swym ciągle skłóconym wewnętrznie rządem i parlamentem – w ogóle nie kwalifikuje się do tzw. pełnych demokracji, tzn. do listy czołowych 19 demokracji świata, którą to listę zamykają Urugwaj i Mauritius. Według Indeksu, polska „demokracja” zaliczana jest to tzw. „flawed democracies” (czyli do demokracji z wadami).

Równie niekorzystne, a nawet kompromitujące dla USA, jest skonfrontowanie amerykańskiego systemu politycznego z niektórymi tradycyjnymi demokracjami Indian amerykańskich, szczególnie z Konfederacją Irokezów, nazywaną też Ligą Sześciu Narodów, w ich ojczystym języku określaną jako Haudenosaunee, czyli „Ludzie Długiego Domu”.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Konfederacja Irokezów to najstarsza na świecie demokracja typu „uczestniczącego”. Na podstawie nowoczesnych badań historycznych (źródeł dokumentalnych, danych astronomicznych i ustnej tradycji Irokezów), można ustalić z dużym prawdopodobieństwem, że ratyfikacja całego zbioru praw Irokezów – którzy nie mieli co prawda języka pisanego, ale polegali skutecznie na wampumach i rzetelnie kontynuowanej tradycji słowa mówionego – miała miejsce w połowie 12. wieku. Równie imponujący jest fakt, że ta bezprecedensowa demokracja przetrwała do dzisiaj, mimo iż groziła jej całkowita zagłada z powodu rabunkowej i morderczej polityki amerykańskich chrześcijan, jak również wskutek rozdzielenia ziem i narodów irokeskich granicą amerykańsko-kanadyjską.

W jaskrawym przeciwieństwie do Konstytucji Irokezów – u których nie było niewolnictwa, a kobiety miały prawa na równi z mężczyznami (niesłychane w tamtych czasach) – konstytucja USA, ratyfikowana w 1787 r., akceptuje niewolnictwo i nie daje prawa głosu kobietom. Te dwie fatalne wady amerykańskiej demokracji zostały naprawione dopiero przez Trzynastą Poprawkę w 1865 r. (zniesienie niewolnictwa po krwawej wojnie domowej) i przez Dziewiętnastą Poprawkę w 1919 r. (przyznanie kobietom prawa do głosowania po długich, żmudnych, ponad sto lat trwających walkach amerykańskich sufrażystek, które, nota bene, zainspirowane były egalitarną pozycją kobiet irokeskich). Ale to bynajmniej nie jedyne krytyczne błędy demokracji amerykańskiej w porównaniu z Konfederacją Irokezów.

W swoim bogato udokumentowanym studium ewolucji demokracji w USA, Exemplar of Democracy (Ideał Demokracji), Donald A. Grinde Jr. i Bruce E. Johansen udowadniają ponad wszelką wątpliwość, że Benjamin Franklin, Thomas Jefferson, Thomas Paine i inni ojcowie państwa amerykańskiego mieli okazję skorzystać, i częściowo skorzystali, z imponującego dorobku demokratycznego Irokezów. Niestety, będąc w znacznej mierze rasistami, seksistami, pogardliwie nastawieni (z wyjątkiem Jeffersona) do demokracji bezpośredniej, ci biali założyciele USA zmarnowali unikalną okazję, by w pełni przeszczepić polityczny geniusz Sześciu Narodów Konfederacji Irokezów: Mohawków, Oneidów, Onandagów, Kajugów, Seneków i Tuscarorów.

W szczególności jedno prawo Konstytucji Irokezów zostało całkowicie i – jak się teraz okazuje –tragicznie zignorowane w Konstytucji USA i obecnie zapomniane. Chodzi tu o bardzo ważny przywilej matek klanowych Konfederacji, które miały prawo postawić w stan oskarżenia i usuwać z urzędu przestępczych przywódców politycznych, czyli sachemów. Cytując Grinde’a i Johansena: „Prawa, obowiązki i kwalifikacje sachemów były dokładnie określone, a matki klanowe mogły postawić w stan oskarżenia i usunąć sachema, który został uznany winnym za jakiekolwiek pogwałcenie reguł sprawowania urzędu, od nieuczęszczania na zebrania po morderstwo”.

Gdyby tylko „ojcowie konstytucji amerykańskiej” byli mniej uprzedzeni do tych, których zwykle określali „dzikusami”, i gdyby potraktowali na serio filozofię polityczną Indian amerykańskich, Stany Zjednoczone – a być może i inne państwa – byłyby dziś beneficjentami bardzo cennej lekcji politycznej, jaką uczy Konstytucja Irokezów. Obecnie, matki żołnierzy amerykańskich, poległych w licznych wojnach i niezliczonych akcjach militarnych, wywołanych przez obecnych i byłych „jastrzębi fotelowych” w Białym Domu, miałyby moralne i legalne prawo do postawienia w stan oskarżenia tych przestępczych „sachemów” z Białego Domu.

W przypadku największej zbrodni 21. wieku – ataku militarnego USA na Irak – prawo przejęte od Irokezów upoważniłoby np. Cindy Sheehan i tysiące innych amerykańskich matek, których dzieci zostały zabite lub ciężko ranne w Iraku, do natychmiastowego postawienia w stan oskarżenia George’a W. Busha i jego doradców. Z powodu poważnej wady obecnego systemu amerykańskiego, który daje prawo usunięcia przestępczego lub niekompetentnego prezydenta tylko Kongresowi, prawo Irokezów, zmodyfikowane dla takiego systemu, dałoby matkom amerykańskim prawo bezpośredniej apelacji do Sądu Najwyższego z pominięciem Kongresu.

W momencie usunięcia z urzędu, Bush i inni przestępcy wojenni, jak Dick Cheney i Donald Rumsfeld, oddani byliby natychmiast w ręce prokuratury i oskarżeni o zbrodnie nie tylko przeciwko narodowi amerykańskiemu, ale również przeciwko narodowi irackiemu i ludzkości w ogóle. W takim przypadku, nie mogliby skorzystać z prawa przywileju czy łaski. Proszę rozważyć skuteczność i przydatność takiej klauzuli prawnej w odniesieniu do innego przestępczego prezydenta USA, Richarda Nixona, który zamiast iść do więzienia, został ułaskawiony przez prezydenta Geralda Forda, co okazało się decyzją tragiczną w jej konsekwencjach. Po prostu, kryminaliści w Białym Domu wiedzą teraz, że mogą popełniać nawet ciężkie zbrodnie i zawsze liczyć na ułaskawienie przez przyszłych prezydentów, moralnie (tak jak oni) nieodpowiedzialnych w ramach niemoralnego systemu politycznego USA, obecnie niereformowalnego i stwarzającego coraz większe zagrożenie nie tyko dla Stanów Zjednoczonych, ale dla całego świata.

Geniusz polityczny Irokezów polega na tym, że dając tak specjalny przywilej polityczny matkom – które w kulturze Irokezów uhonorowane są mianem „Dawczyniami Życia na naszej Matce Ziemi” (Lifegivers of Our Mother Earth) – Irokezi rozwiązali krytyczny problem w polityce: ich metoda pozwala kontrolować, przez apolityczny osąd moralny, wieczną tendencję w polityce do nadużywania władzy, szczególnie wykonawczej. Kobiety irokeskie nie były oficjalnie częścią elit polityczno-militarnych i w związku z tym nie były pod presją ignorowania zasad moralnych dla doraźnych potrzeb politycznych. Nie członkowie Kongresu, nawet nie kobiety zajmujące się zawodowo polityką (jak Hillary Clinton czy Nancy Pelosi), ale właśnie zwykłe obywatelki, matki zabitych i rannych żołnierzy, powinny mieć ostatecznie prawo do postawienia w stan oskarżenia prezydenta i innych przywódców politycznych USA.

Wiadomo, że taki przywilej, jak każdy inny, może być nadużywany. Ale matka, której syn czy córka zginęła w bezsensownej i niemoralnej wojnie, powinna mieć konstytucyjne prawo do wszczęcia procesu karnego wobec tych, którzy odpowiedzialni są za tę wojnę.

Być może to niezwykle prawo demokracji Irokezów jest jedyną skuteczną metodą na kontrolę wykonawczej władzy politycznej w nowoczesnych demokracjach. To właśnie kobiety-matki, „Dawczynie Życia” – a nie zawodowi politycy – powinny być ostoją podstawowych zasad moralnych we wszystkich decyzjach politycznych dotyczących życia ludzkiego. I to właśnie matkom powinien być udzielony bardzo istotny przywilej polityczny kontrolowania i oskarżania przestępców politycznych.

Oczywiście, że jest rzeczą naiwną oczekiwać, iż amerykańska Godzilla militarno-korporacyjna, pożerająca obecnie ok. biliona (1000 miliardów) dolarów rocznie na zbrojenia, zgodzi się na to, aby być pod jakąkolwiek kontrolą matek żołnierzy amerykańskich.

Podstawowym celem Konfederacji Irokezów jest dążenie do pokoju. Podstawowym natomiast celem rządu USA jest wojna i ciągły szantaż militarny wobec tych krajów, które nie chcą poddać się amerykańskiej kontroli korporacyjnej i politycznej. Stąd nieustanne, trudne do zliczenia interwencje militarne USA na całym świecie. Stąd te gigantyczne, absurdalne wydatki na ciągle wzrastające zbrojenia i ciągłe zakładanie nowych baz wojskowych, gdzie tylko uda się wtargnąć amerykańskiej Godzilli. (Polska jest tego kolejnym przykładem, jednym z wielu.)

Tych baz jest obecnie ok. 1000 porozrzucanych na całym globie. Natomiast tych interwencji, często apokaliptycznie morderczych jak np. w Wietnamie czy Iraku, naliczono już co najmniej 70 od czasu tylko II Wojny Światowej.2  Według Jamesa Lucasa (Countercurrents.com), rządy USA od roku 1945 są odpowiedzialne za śmierć ponad 30 milionów ludzi. Około 10 razy więcej, czyli 300 milionów, zostało rannych, często w okrutny, brutalny sposób.

Obecnie tzw. kultura amerykańska jest przesycona militaryzmem, czego dowodem jest choćby aktualna militaryzacja amerykańskiej policji. W USA termin „pacyfista” stał się terminem pogardliwym. Nawet tak humanistyczno-pacyfistyczne organizacje amerykańskie jak Council for Secular Humanism nie mogą pozbyć się mniej lub bardziej ukrytej fascynacji dla amerykańskiego militaryzmu, który w USA przybrał miano nowej religii amerykańskiej.  Na ołtarzu amerykańskiego Boga Wojny, Amerykanie są gotowi poświęcić wszystko: swoje bogactwo materialne, swoją wolność intelektualną i cywilną, nawet swoje dzieci, które tak ochoczo wysyłają na front, gdziekolwiek on jest.

Sytuacja wydaje się być beznadziejna.

Amerykańscy psychopaci w zmilitaryzowanym rządzie USA, w absolutnej większości ludzie kompletnie pozbawieni sumienia i odpowiedzialności moralnej, ciągle planują kolejne wojny, głównie na Bliskim Wschodzie jak i również w Afryce i oczywiście w Europie Wschodniej. Największym jednak horrorem made in USA byłby atak nuklearny na Koreę Północną, który jest przygotowywany przez obecną ekipę rządzącą USA na czele z narcystycznym megalomanem Donaldem Trumpem. Najbliższym „kumplem” Trumpa jest nie kto inny tylko emerytowany generał elitarnego Korpusu Piechoty Morskiej US, James Mattis, nie bez powodu nazywany „Wściekłym Psem” (Mad Dog). To właśnie ten „Wściekły Pies” marzy o ataku na Iran, który to atak miałby równie katastrofalne konsekwencje dla pokoju na całym świecie jak atak na Koreę. I ten „Wściekły Pies”, wybrany przez Trumpa na Sekretarza Obrony, ma teraz olbrzymi wpływ na amerykańską politykę zagraniczną. Tak nisko upadła obecnie amerykańska „demokracja”.

W USA, o czym się z reguły nie mówi w mediach korporacyjnych, prawo do wypowiadania wojny ma tylko Kongres, co jest jasno sformułowane w Amerykańskiej Konstytucji. Artykuł Pierwszy mówi: „Congress shall have power to declare war”, czyli Kongres, nie Prezydent, ma prawo wypowiadać wojnę. Ale problem ten nigdy nie został dostatecznie rozwiązany w USA i dlatego często decyzję o podjęciu działań wojennych podejmuje w USA prezydent, a nie Kongres, jak to miało miejsce np. w bombardowaniu Jugosławii w 1999 (Clinton) czy w ataku rakietowym na Syrię (Trump) w tym roku. Łącznie doliczono się ponad 100 przypadków, kiedy amerykański prezydent prowadził działania wojenne bez oficjalnego zezwolenia Kongresu.

Jest to kolejny powód, dla którego amerykańską „demokrację” powinno się oceniać na podstawie faktów, a nie na podstawie wzniosłych frazesów w Amerykańskiej Konstytucji, Deklaracji Niepodległości i nieustannej propagandzie w amerykańskich mediach, obecnie kontrolowanych i cenzurowanych przez amerykański „establishment” korporacyjno-militarny, który nie ma nic wspólnego z demokracją.

To, że amerykański prezydent może teraz planować i rozkazywać atak militarny na inne kraje i, w istocie rzeczy, po prostu mordować tych, których uważa za „terrorystów” bez żadnego procesu sądowego, jest chyba najbardziej niebezpieczną wadą obecnej amerykańskiej demokracji. Stanowi ona teraz nie przykład nowoczesnej demokracji, a jej totalne zaprzeczenie. Amerykańska „demokracja” stała się teraz zagrożeniem dla wszystkich państw i mieszkańców naszej planety, skoro, dla przykładu, taki ewidentny prostak jak George W. Bush mógł samowładczo rozpocząć krwawą, barbarzyńską wojnę przeciwko Irakowi nawet w sytuacji, kiedy Irak nie stanowił żadnego zagrożenia dla USA. Ani wśród Irokezów, ani w wśród innych indiańskich konfederacji i demokracji (Kri, Czerokezi, Apacze) nie mogło być mowy, aby jedna osoba mogła popełniać tak potworne zbrodnie bez żadnej instytucjonalnej i moralnej odpowiedzialności.

Dlaczego więc ciągle się bezmyślnie powtarza te same puste frazesy o rzekomej wyższości tzw. amerykańskiej „demokracji” i traktuje Konfederację Irokezów jak mało znaczący anachronizm, albo się ją ignoruje i zapomina?

Retorycznym pytaniem jest również to, czy demokracja polska nie skorzystałaby z mądrości filozofii politycznej Irokezów. Nie skorzysta – i dlatego obecnie również żołnierze polscy na usługach Waszyngtonu i NATO giną i będą ginąć w nieustannych wojnach, nieustannie przygotowywanych przez opętanych rządzą władzy i zysków, zwyrodniałych sachemów w Białym Domu.

———————–

1 Obecnie 5 czołowych demokracji to: Norwegia, Islandia, Szwecja, Nowa Zelandia i Dania. W ciągu ostatnich 10 lat, USA spadły z 17. na 21. miejsce i nie należą już do grupy krajów z „pełną demokracją”, których jest obecnie tylko 19. Polska również spadła o kilka pozycji, z 46 (w 2007) na obecne, dalekie 52. miejsce. (Na „szczęście”, wyprzedzamy jeszcze Chorwację i Węgry, ale bardzo nieznacznie.)

2 Chodzi tu o większe operacje militarne kwalifikujące się na działania wojenne. Ale ilość rożnego typu mniejszych operacji wojskowych jest oczywiście o wiele wyższa. Według źródeł podanych przez Johna Stepplinga (który, nota bene, uczył przez kilka lat w Polskiej Szkole Filmowej w Łodzi), tylko w roku 2014, AFRICOM (amerykańska organizacja wojskowa, której celem jest kontrola Afryki) „spenetrowała” prawie każdy kraj afrykański, z wyjątkiem Zimbabwe i Erytrei. Trudno w to uwierzyć, ale w tym samym roku, USA przeprowadziły w Afryce ponad 600 operacji wojskowych. Niezależny amerykański magazyn The Intercept, ujawnił niedawno, że amerykańskie „specjalne oddziały” (Special Forces) są już obecne w ponad 30 krajach afrykańskich.

 

32 thoughts on “Kaz Dziamka – Demokracja Irokezów a tak zwana „demokracja” amerykańska.

  1. Póki banksteria rządzi w USA nie ma tam szans na jakąkolwiek zmianę. Tak samo zresztą jak w Polsce będącej pod przemożnym wpływem „czterech jeźdźców apokalipsy”, Waszyngtonu, Brukseli, Tel-Awiwu, Watykanu. Zmianie musi też ulec mentalność społeczeństwa ogarniętego apatią i marazmem, ogłupionego przez medialne ośrodki okupanta.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Powinienem dodać, że jako słowiański agnostyk (albo słowiański ateista, w zależności jak ten termin jest rozumiany) absolutnie nie uważam, aby alternatywnym gwarantem przestrzegania podstawowych zasad moralnych w decyzjach politycznych – jakim to gwarantem według Irokezów jest osąd moralny matek – miałaby być jakakolwiek organizacja religijna, a szczególnie Kościół Katolicki. Propozycja kontemplowania tego typu alternatywy jest dla mnie równie intelektualnie atrakcyjna, jak propozycja kontemplowania metod Inkwizycji, jako przydatnych dziś do szerzenia demokracji na świecie.

    Polubione przez 2 ludzi

    • Ostatnio się zastanawiałem nieco, nad tym kto miałby stanowić gwaranta przestrzegania zasad moralnych w polityce w dzisiejszych czasach. Organizacje religijne i ich przywódcy są skompromitowani z KRK na czele, nawet nie ma co ich brać pod uwagę. A kobiety? No jeżeli ktoś mi pod to podstawi na przykład organizacje feministyczne i jej gorliwe, a zarazem agresywne „bojowniczki”, wojujące nie wiadomo o co, bo i tak już mają wszystkiego w nadmiarze, a czasem nawet wysługujące się politykom, to ja wymiękam. Nie wiem jak wyglądało wychowanie kobiet u Irokezów czy innych plemion Indiańskich, ale jak nazwać babsko, które przy rozwodzie gra perfidnie własnymi dziećmi jak przedmiotem, tylko dla udowodnienia swojego widzimisię i wyciągnięcia dla siebie jak najwięcej? A sfeminizowane sądy takim przyklaskują, bo im się rzekomo należy, argumenty drugiej strony nawet nie są brane pod uwagę, nawet wtedy gdy są słuszne, bo obowiązuje dogmat, że matka jest ważniejsza, co ma się do rzeczywistości jak pięść do nosa. Matka potrafi równie skutecznie zniszczyć życie własnym dzieciom, co ojciec. Tak więc obawiam się że i nawet wtedy byłyby duże nadużycia, kobiety są łatwe w manipulowaniu i można je łatwo kupić. Wychodzi mi więc na to, że w kwestiach moralnego osądu działań polityków i tak jesteśmy zdani każdy na siebie. Nie ma na kogo liczyć, bo nie wiemy na podstawie jakich pobudek ktoś sądzi w ten czy inny sposób.

      Polubienie

      • Chodzi o „matki klanowe”. Wytłumaczę przy okazji na podstawie moich materiałów. Ale ta kwestia wymaga komentarza kogoś, kto jest Irokezem. Spróbuję skontaktować się z irokeskim dziennikarzem Doug’iem, z którym kiedyś współpracowałem.

        Oczywiście, że sam fakt, że ktoś jest kobietą nie powinien kwalifikować ją do tak ważnej funkcji.

        Polubienie

    • Ha, ha … niezłe. Chętnie postawiłbym autorowi (lub autorce) tego zdjęcia i tekstu niejedno piwo z dodatkiem konopi. A „Fajkę Pokoju” (Peace Pipe) nie tylko bym mu (lub jej) zaproponował, ale też zagrał. Brawo. Cieszy mnie ogromnie, że sa Polacy, ktorzy nie dali się nabrać na morderczy szwindel zwany amerykańską demokracją.

      Zanim jednak nagram sam „Fajkę pokoju”, proponuję jej wersję w nieśmiertelnym wykonaniu Shadowsów:

      Polubione przez 1 osoba

  3. „Podstawowym natomiast celem rządu USA jest wojna i ciągły szantaż militarny wobec tych krajów, które nie chcą poddać się amerykańskiej kontroli korporacyjnej i politycznej”;

    „Amerykańscy psychopaci w zmilitaryzowanym rządzie USA, w absolutnej większości ludzie kompletnie pozbawieni sumienia i odpowiedzialności moralnej, ciągle planują kolejne wojny…”

    „Na ołtarzu amerykańskiego Boga Wojny, Amerykanie są gotowi poświęcić wszystko: swoje bogactwo materialne, swoją wolność intelektualną i cywilną, nawet swoje dzieci, które tak ochoczo wysyłają na front, gdziekolwiek on jest”

    Widzimy więc jak na dłoni jaką cywilizację reprezentują ci ludzie: cywilizację bandytów i morderców – czyli widać na jakim bezwartościowym poziomie rozwoju cywilizacyjnego oni są (osiągnęli socjopatyczną świadomość i niszczą życie, Matkę Ziemię, Przyrodę). Rozwój technologiczny nie świadczy więc o wysokim poziomie rozwoju społeczeństwa.
    Dziękuję Kaz.

    Polubione przez 1 osoba

  4. https://www.pb.pl/rothschild-pieniadze-pochodzenia-zydowskiego-855299
    Ich nazwisko stało się synonimem bogactwa, bankierskiej fortuny i intryg. Jako pierwsi odkryli możliwość zarabiania na finansowaniu różnych stron tego samego konfliktu. Zmysł do zarabiania na wojnie sprawił jednak, że twórcy teorii spiskowych oskarżają Rothschildów o inspirację wszystkich konfliktów zbrojnych ostatnich dwustu lat.

    Pierwsze historyczne ślady rodziny Rothschildów historycy znaleźli we frankfurckim getcie żydowskim w 1530 roku, kiedy urodził się Izaak Elchanan Bacharach zum Hahn. Mieszkał w domu pod czerwonym szyldem (zum rothen Schild), który stał się jego przydomkiem służącym później za nazwisko. Z czasem stało się na tyle rozpoznawalne, że utrzymano je mimo późniejszych przeprowadzek.
    Mayer Amschel Rothschild (1744-1812), twórca potęgi rodziny

    Rothschildowie zajmowali się kupiectwem i operacjami finansowymi, głównie na dworze księcia Hesji. Nie byli jednak majętnymi ludźmi, skoro przez dziesiątki lat zamieszkiwali w gronie około trzydziestu osób ciemne, ciasne mieszkanie na piętrze kamienicy. Wielopokoleniowa rodzina w każdej generacji była również wielodzietna, co sprawiało trudności z utrzymaniem, zwłaszcza wobec konieczności zapewnienia znacznego posagu córkom, koniecznego przy aranżowaniu małżeństwa.

    Nic dziwnego, że twórca potęgi Rothschildów, Mayer Amchel, urodzony 23 lutego 1744 r. chciał jak najszybciej opuścić dom swego ojca, numizmatyka książęcego i nigdy już nie cierpieć ubóstwa. Prawdopodobnie dlatego zdecydował się porzucić szkołę talmudyczną i wyjechać do Hanoweru, kiedy jako trzynastolatek stał się dorosły w świetle prawa mojżeszowego. Tam zatrudnił się w domu bankowym Oppenheimerów, gdzie poznawał sekrety bardziej skomplikowanych operacji finansowych i handlu walutami. Wykazywał przy tym znaczne zdolności i zapewne pozostałby w banku swych zwierzchników, gdyby nie śmierć ojca i powrót do Frankfurtu w 1763 r.

    Po ojcu odziedziczył tytuł książęcego numizmatyka, ale była to godność przede wszystkim honorowa, nie przynosząca wielkich dochodów. Dopiero otrzymana w 1769 r. godność Hoffaktora, czyli uprzywilejowanego książęcego żydowskiego bankiera oznaczała początek prawdziwego biznesu. Jego wybitne zdolności interpersonalne zjednywały mu kolejnych członków rodziny książęcej, a głowa do interesu uzależniała ich od jego pożyczek jednocześnie zapewniając rozsądne oprocentowanie i poczucie bezpieczeństwa.

    Państwo heskie znane było w XVIII wieku z praktyki wynajmowania swej świetnie wyszkolonej i bitnej armii innym władcom. Księstwo posiadające 300 tysięcy mieszkańców miało pod bronią 40 tys żołnierzy. Najbardziej znany jest fakt wypożyczenia znakomicie wyposażonych i wyszkolonych wojsk heskich przez landgrafa Fryderyka II swemu siostrzeńcowi, królowi Wielkiej Brytanii Jerzemu III, by pomogły przywrócić do posłuszeństwa amerykańskie kolonie podczas amerykańskiej wojny o niepodległość. Londyn płacił nie tylko za najemników, ale również za tych, którzy pozostali w Ameryce martwi lub żywi (dezerterzy) – z tego tytułu do kasy księcia trafiło niemal pół miliona funtów.
    Wszystkie te pieniądze przechodziły przez dom bankowy Rothschildów, a wysokie zyski ugruntowały nestora rodu w przekonaniu, że wojna jest najlepszym czasem na zarabianie pieniędzy.

    W 1798 roku, kiedy wojska rewolucyjnej Francji stanowiły coraz większe zagrożenie dla Austrii i Cesarstwa, a na lidera koalicji wyrastała Wielka Brytania, do Londynu udał się trzeci syn z kolejnego pokolenia rodziny, Natan Mayer Rothschild. Otrzymany od ojca fundusz w wysokości dzisiejszych 2 milionów funtów miał posłużyć do rozwinięcia biznesu polegającego przede wszystkim na imporcie tkanin dla ekspediowanych armii. Oprócz tego stanowił kapitał żelazny niezbędny dla przetrwania na Wyspach rodziny coraz bardziej zagrożonej na Kontynencie.

    Założony przez Natana Mayera w londyńskim City bank radził sobie tak dobrze, że jego twórca został naturalizowany w Wielkiej Brytanii już w 1804 r., do czego przyczyniło się nie tylko zaopatrywanie armii, ale również finansowanie uzbrojenia i żołdu żołnierzy. Biznes okazał się na tyle lukratywny, że Mayer Amchel w 1810 r. zobowiązał synów do współpracy w ramach założonej spółki, która miała funkcjonować we wszystkich zaangażowanych w konflikt krajach. W 1811 r. najmłodszy syn trafił z tym zadaniem do Paryża, na rok przed śmiercią nestora rodu. W ten sposób Rothschildówie powiązali swe pieniądze z gwiazdą Napoleona będącego wówczas u szczytu swej potęgi, w przeddzień inwazji na Rosję.

    Znakomicie funkcjonujące przedsiębiorstwo oparte było nie tylko na umiejętnie udzielanych pożyczkach, ale również sprawnej siatce szpiegowskiej obejmującej wszystkie ważne ośrodki skonfliktowanej Europy. Prawdziwym majstersztykiem było działanie związane z przebiegiem bitwy pod Waterloo, od której uzależniona była przyszłość kontynentu. Dzięki wykorzystaniu agentów, gołębi pocztowych i szybkich żaglowców jako pierwsi dowiedzieli się o klęsce Napoleona i wykorzystali tę poufną informację do obniżki cen brytyjskich przedsiębiorstw, by wykupić następnie śmieciowe papiery i zarobić miliony funtów.

    Mayer Amchel zmarł 19 września 1812 roku we Frankfurcie. Jego pięciu synów, nazywanych „pięcioma strzałami” („Jak strzały w ręku wojownika, tak synowie za młodu zrodzeni”, Psalm 127) zgodnie współpracowało rozwijając największy dom bankowy ówczesnego świata: Salomon w Wiedniu, Amschel Mayer we Frankfurcie, Natan Mayer w Londynie, Calmann w Neapolu, a Jacob w Paryżu. Wkrótce wszyscy otrzymali tytuły arystokratyczne od władców, którym udzielali pożyczek. Od tej pory większość konfliktów, w które zaangażowane były europejskie państwa, finansowana była w części przez pieniądze bankierskiej familii. Rothschildowie stali się tak potężni, że stali się synonimem bogactwa a dla wielu również intryg, ponieważ oskarżano ich o podżeganie do wojen, będących okazją do pomnożenia majątku.
    © ℗

    Podpis: Marcin Dobrowolski

    Polubienie

  5. Dobra robota, Kaz! Bandycki USrael należy demaskować. Pamiętam jeszcze Twój artykuł pt: „Bój się USA”, chyba z 2003 roku. Już wtedy wykazałeś bandycki charakter USraela. Od tego czasu, jeśli coś się zmieniło, to tylko na gorsze – USrael stał się jeszcze większym bandytą. A tak w ogóle nazywanie systemu politycznego USraela demokracją to po prostu absurd. Sam wiesz, że panuje tam dyktatura zawoalowana „demokracją parlamentarną”. W której „Demokraci” i „Republikanie to płatne marionetki polityczne wielkiej finansjery, właścicieli korporacji.
    Od lat nazywam USrael światowym bandytą i terrorystą nr 1 i pewien jestem, że się nie mylę.
    Jeszcze odnośnie usraelskiej „demokracji” – w 2015 roku znalazłem na Sputniku artykuł, przy czytaniu którego o mało nie pękłem ze śmiechu. Otóż naukowcy (a raczej naókofcy) z „renomowanego” uniwersytetu Princeton odkryli nagle że:

    „USA nie mogą już dłużej uważać się za ideał demokracji dla całego świata, ponieważ same nie są już państwem demokratycznym. Do takiego nieoczekiwanego wniosku doszli naukowcy z amerykańskiego uniwersytetu. USA nie są już demokracją, ponieważ decyzje polityczne, podejmowane przez państwo, służą nie potrzebom obywateli, ale interesom niewielkiej grupy ludzi stanowiących tzw. elitę gospodarczą. Ten wniosek naukowców z Uniwersytetu Princeton niemiecka gazeta branżowa Deutsche Wirtschafts Nachrichten nazywa „szokującym”

    A przecież każdy, nawet jako tako rozgarnięty półanalfabeta widzi, że USrael to dyktatura i do tego bandycka, terroryzująca cały świat. Ale w USraelu trzeba być naókofcem Princeton aby to nagle odkryć. Natomiast w Niemczech trzeba być redaktorem gazety gospodarczej aby zostać tym „zaszokowany”.

    Jeszcze słówko o Rothschildzie, bo Przemex wrzucił o nich notkę. Znam taki cytat o nich:

    „Są także dysponentami ogromnych pieniędzy począwszy od Rothschildów „Królów Żydów”, którzy byli najbogatszą rodziną XIX wieku („W czasach króla Dawida wszyscy Żydzi mieli jednego króla, za to teraz wszyscy królowie [żeby pożyczać pieniądze] mają jednego Żyda”) zauważył zmarły młodo pisarz niemieckiego romantyzmu Wilhelm Hauff (1802-1827) czyniąc aluzję do Rothschildów. Powyższe dotyczyło nawet papieża: Grzegorz XVI (1765-1846) w dowód wdzięczności za subwencje udekorował barona Karla Mayera von Rothschilda (1788-1855) Orderem Zbawiciela. „Pieniądz jest bogiem naszych czasów, a Rothschild jest jego prorokiem” – twierdził sławny poeta niemiecki pochodzenia żydowskiego Heinrich Heine (1797-1856).”
    http://dylewski.com.pl/menu-boczne/iluzja-pieniadza/osobliwosc-zydowska-czesc-1/

    Zwróciliście uwagę na to – hehehe – herszt Watykanu odznaczył Rothschilda „Orderem Zbawiciela” – zbawiającego gojów z rozumu.

    Polubienie

    • Andrzej, ten Dylewski to polakatolik? Jeśli tak, to wychodzi na to, że musimy szczególnie starannie weryfikować treści podawane przez krystowierców.
      Nie wiem skąd on wziął info o tym orderze, bo ja w internecie znalazłem jedynie to, że ten „Order Zbawiciela” to odznaczenie greckie. Natomiast Wiki (anglojęzyczna) podaje, że Rothschild otrzymał „Święty Konstantyński Order Wojskowy Świętego Jerzego” podczas uroczystości z nowym papieżem Grzegorzem XVI.
      Sam dobrze wiesz jak to jest, zwłaszcza z tymi krystowierczymi narodofcami, z jednej strony „jadą” na żydów/Żydów a z drugiej przyjmują ich pisma i czczą żydowskich idoli – jak im się to wykazuje to wymyślają im inne nazwy, które mają świadczyć o tym, że żydzi/Żydzi nie są żydami/Żydami (do tego stopnia są odmóżdżeni).
      Jahwe to bóg żydów/Żydów, czczony w judaizmie i chrześcijaństwie, a Żydzi (Jehudim) to dosł. „chwalcy /Jahwe/” lub „czciciele /Jahwe/” (Wiki), no i przecież to nic nie szkodzi, że ktoś nie ma odpowiednich genów, wystarczy, że wyznaje Jahwe.
      Krystowiercy czczą Joszue („Joszue” jak wiemy oznacza, „Jahwe jest zbawieniem”), który czcił i uznawał Jahwe za swego ojca.

      Polubienie

      • Mirek, wiem, że Dylewski to krystowierca. Z tym orderem zbawiciela faktycznie dał plamę. I masz rację że krystowiercy jadą na żydów/Żydów a czczą żydowskich idoli i żydowskie „pisma święte”. O tym wiemy i demaskujemy to od lat. Ciekawi mnie, czy Dylewski zna artykuł Ravage, biografa Rithschildów, że krystowiercy to nieświadomi agenci tradycji żydowskiej. Pewnie by się obraził, gdyby go tak nazwać – nieświadomy agent tradycji żydowskiej. Krystowiercy jadą na starszych braci w wierze z zazdrości. Siebie uważają za nowy naród wybrany, krystowierców jest wielokrotnie więcej niż żydów/Żydów, a tymczasem tamci osiodłali krystowierczy zachód i rządzą nim. I to wścieka krystowierców, bo to oni chcieliby panować nad światem (jeden pasterz i jedna owczarnia).
        Niemniej należy przyznać, że żydowskie wpływy i ich dominację w różnych dziedzinach życia, ku wściekłości i zazrdości krystowierców chcących rządzić światem, Dylewski opisał w sumie jako tak rzetelnie.

        Polubienie

        • Andrzej,
          Tak, i przypominamy o tym, bo przypominać trzeba – w końcu druga strona, czyli omamiacze, też nie śpią.

          „Pewnie by się obraził, gdyby go tak nazwać – nieświadomy agent tradycji żydowskiej”

          W takim razie obraziłby się na prawdę, bo taka jest prawda o tym, jest jednym z nosicieli tradycji żydowskiej (zarówno używana terminologia i znaczenie słów są ściśle związane z tą tradycją – więc czy chce, czy nie, musi się jej trzymać i tym samym ją podtrzymuje oraz przekazuje dalej).

          „I to wścieka krystowierców, bo to oni chcieliby panować nad światem (jeden pasterz i jedna owczarnia)”

          Świetna uwaga, tego typu mentalność („(jeden pasterz” itd.) jest wciąż podtrzymywana i wpajana żydo-katolikom, czy innym krystowiercom a szczególnie mentalność typu: „My jesteśmy w posiadaniu pełni objawienia i tylko u nas można najpewniej uzyskać zbawienie”), to wszystko powoduje, że stają się oni naturalnymi opozycjonistami Słowiańszczyzny i jej obrzydzaczami – licho nie śpi.

          Polubienie

  6. Andrzej, to rzeczywiście przerażający absurd nazywać ciągle ten jankesowski zamordyzm korporacyjno-militarny “demokracją”. Wydawałoby się, że przynajmniej wykształceni czarni Amerykanie powinni wiedzieć jak anty-demokratyczne są USA. Ale wcale tak nie jest. Oto, co powiedział kilka tygodni temu, jeden z najbardziej znanych czarnych Amerykanów, niezły (nota bene) aktor Morgan Freeman:

    In the “Committee to Investigate Russia” video, Morgan Freeman said, “For 241 years, our democracy has been a shining example of what we can all aspire to.”

    Czyli ten kompletnie otumaniony facet, mimo że jego pradziadowie byli niewolnikami na plantacjach jankesowskich rasistów (gdzie przedwcześnie umierali z wycieńczenia i głodu), a jego prababki gwałcone były do woli i przy każdej okazji przez tych samych jankesowskich białych faszystów, twierdzi teraz, że „Ameryka była lśniącym przykładem demokracji przez ostatnie 241 lat”!

    Ktoś ma blogu RT, gdzie ukazało się to skandaliczne wideo nagrane przez Freemana, napisał po prostu tak:

    “Really? You’re a black man, how can you even say that? A descendant of slaves. What about the genocide of the indigenous population? An example of democracy to whom?”

    Czyli: “Naprawdę? Jesteś Afrykańczykiem, jak możesz nawet coś takiego powiedzieć. Potomek niewolników. A ludobójstwo Indian? I to ma być przykład demokracji dla kogo?”

    Polubione przez 1 osoba

    • No to się facet popisał. Przy okazji kolejny hollywoodzki aktor się skompromitował, szkoda.
      Choć patrząc z innej strony, to ja go nawet rozumiem. Dziś nie liczy się prawda, tylko forsa. Gdyby wywalił co mu w duszy gra, w owej „amerykańskiej demokracji”, pełnej „wolności słowa” i „szacunku” dla odmiennie myślących, mógłby być skończony on i jego kariera.

      Polubione przez 1 osoba

      • Polecam tę stronę z portalu RT, gdzie można zobaczyć Freemana w całym swym obecnym odrażającym wyglądzie jak ględzi bez sensu o amerykańskiej „demokracji”:

        https://www.rt.com/op-edge/404096-morgan-freeman-russia-war/

        Z pewnością zauważyliście już wymowny paradoks związany z jego nazwiskiem. Nazywa się „Freeman”, czyli „Wolny człowiek”. Niestety, Freeman nie jest wolnym człowiekiem. Ma ciągle mentalność niewolnika. A najgorsze to, że stał się naiwnym, brzydkim, starym głupcem. A jak wiadomo: nie ma takiego głupca jak stary głupiec.

        Polubienie

        • Mógł się już facet w ogóle nie wypowiadać, lepiej by zrobił gdyby milczał. Mentalność niewolniczą chyba się dziedziczy, z tego co widzę. Stary głupiec jest tym niebezpieczniejszy, że biorą z niego przykład młode pokolenia…

          Polubione przez 1 osoba

    • Kaz, Freeman to użyteczny idiota, aktor z awansu na fali poprawności politycznej. Gdyby nie to, mieszkałby w slumsie. Co do „demokracji” usraelskiej – ona od początku była chora, a raczej wcale jej nie było. Deklaracja niepodległości, wypowiedzenie posłuszeństwa królowi Anglii i prawa obywatelskie ogłoszone w związku z uzyskaniem niepodległości dotyczyły tylko białych najeźdźców/kolonizatorów. Nie obejmowały Indian i niewolników zwożonych z Afryki. Była to rasistowska „demokracja” białych na cudzej, zagrabionej Indianom ziemi.
      Co się tyczy „demokracji” krajów Skanndynawskich – jest tam lepiej niż w usraelu, ale demokracji tam też nie ma. Elity skandynawskie od dawna jeżdżą na zloty Bilderbergów nie informując o tym społeczeństwa. W agresji na Afganistan 2001 brały udział wszystkie kraje skandynawskie – Norwegia, Szwecja, Finlandia i Dania. W agresji na Irak bezpośrednio brała udział Dania, pozostałe skandynawy wspierały to logistycznie i finansowo. W bombardowaniu Libii 2011 bezpośredni udział brały myśliwce norweskie. Pozostałe wspierały bombardowania propagandowo jako słuszną walkę z „reżimem” Kaddafiego. I ani razu przy okazji tych działań nie przeprowadzono referendum i nie zapytano społeczeństwa – jakie jest jego zdanie.
      Mógłbym wiele o tym pisać. Gdy był szczyt klimatyczny w Kopenhadze, wprowadzono na jego czas zakaz demonstrowania przeciwko tej konferencji i surowe kary za łamanie zakazu. To jak to jest – w demokratycznym kraju zakazuje się społeczeństwu pokojowych demonstracji? W Norwegii zamataczono rzeczywiste powody, inspiratorów i służby wspierające/wspomagające Breivika (2011). Młodzież na wyspie, na którą dotarł, była lewicowa i przez dwa dni protestowała przeciwko postępowaniu władz Izraela wobec Palestyńczyków. Ponadto wielu świadków z wyspy stwierdziło, że Breivik nie był sam, że było co najmniej dwóch zamachowców z karabinami. Ponadto jakoś dziwnie monitoring przed siedzibą rządu norweskiego nie zarejestrował, kto rzeczywiście podstawił tam samochód załadowany materiałami wybuchowymi. Wyciszono fakt wybuchu w odstępie kilku minut drugiej bomby (widziałem to na nagraniu z komórki, które było nastąpnie wściekle kasowane w sieci). Na koniec cały zamach i śmierć ponad 70 osób zwalono wyłącznie na „nacjonalistę” Breivika.

      Tak więc owa „demokracja” skandynawska także ma swoje za uszami. Choć – powtarzam – w porównaniu do bezprawia usraela jest tam rzeczywiście lepiej.

      Polubienie

  7. To kraj zbudowany przez potomków rewolwerowców, więc co się dziwisz. Oni to lubią, abstrahując już od podejrzeń czy aby część z tych masakr, zamachów, strzelanin to nie robota specsłużb.
    Tak po za tym, w mojej wsi, gdyby rozdać broń trup ścielił by się niemniej gęsto niż w USA. 😉

    Polubienie

  8. Obiecałem napisać więcej o matkach klanowych Irokezów w związku z zapytaniem Przemexa o szczegóły i jego uzasadnionym sceptycyzmem co do mądrości politycznej wielu kobiet. Wiadomo, sam fakt, że ktoś jest kobietą, a nawet matką, nie powinien kwalifikować ja automatycznie do bardzo ważnej roli politycznej, jaką miały matki klanowe w Konfederacji Irokezów. (Osobiście byłbym przerażony gdyby np. Hillary Clinton miała taką władzę. Mam obawy, że nasza obecna polska Pani Premier również nie kwalifikuje się do tej roli.)

    Napisałem więc do Douga Georga-Kanentiio, znanego dziennikarza Irokezów. Odpisał mi bardzo szybko. Oto jego tekst i moje pod nim tłumaczenie:

    Doug George-Kanentiio: (Wersja oryginalna, którą Doug przesłał mi wczoraj)

    Qualifications for holding a clan mother position: mental stability, compassion, humility, membership in a clan, having a good marriage, honesty, patience, knowledge of the rituals and ceremonies which constitute Iroquois culture, political judgement, intellectual wisdom, strong familial relations. Clan mothers not only impeach but nominate all leadership. They help organize community events, wield great economic power as they oversee the distribution of communal resources, they can veto decisions made by the national council and sit as judges overseeing most instances of justice. Any activity which places human life at risk is within the authority of the clanmothers. They also decided which name shall be given to each individual and oversee formal naturalization of new citizens.

    A to moje tłumaczenie:

    Kwalifikacje wymagane dla utrzymania pozycji matki klanowej: stabilność umysłowa, pokora, członkostwo w klanie, dobre małżeństwo, uczciwość, cierpliwość, znajomość rytuałów i ceremonii kultury irokeskiej, [umiejętność] osądu politycznego, mądrość intelektualna, silne więzy rodzinne. Matki klanowe nie tylko mają prawo postawić w stan oskarżenia [impeachment], ale również nominują kandydatów na pozycje liderów. Pomagają one organizować imprezy kulturowe i mają dużą władzę ekonomiczną, ponieważ nadzorują dystrybucję zasobów komunalnych. Mogą one również zawetować decyzje powzięte przez radę narodową i jako sędziny mieć głos w większości spraw dotyczących sprawiedliwości społecznej. Jakakolwiek działalność, która stawia życie ludzkie w niebezpieczeństwie podlega autorytetowi matek klanowych. Decydowały też o tym, jakie imię będzie miał każdy obywatel [Konfederacji] i nadzorują formalny proces naturalizacji nowych obywateli.
    —————
    Nota biograficzna:

    Doug George-Kanentiio jest pisarzem, wykładowcą i Wice-Prezydentem Hiawatha, Instytutu Wiedzy Rodzimej (Hiawatha Institute for Indigenous Knowledge). Jego artykuły ukazują się Akwesasne Notes i Syracuse Herald Tribune. Doug reprezentuje naród Mohawk, który jest jednym z sześciu narodów Konfederacji Irokezów. Doug jest „głosem tego narodu”, o czym mówi podtytuł jego znanej książki, „Iroquois on Fire: a Voice from the Mohawk Nation”.

    Doug i ja współpracowaliśmy w latach 2010 – 2013, kiedy byłem redaktorem i wydawcą mojego magazynu Adventures in Freedom (Przygody z wolnością), gdzie Doug publikował artykuły i komentarze polityczno-kulturowe. Miałem okazję poznać osobiście jego i jego żonę, słynną piosenkarkę indiańską Joanne Shenandoah (z Oneidy, innego narodu Irokezów), podczas występu Joanne w Albuquerque w 2014 roku.

    Tu, na blogu Przemexa, umieściłem niedawno link do znakomitego utworu w wykonaniu Joanne Shenandoah, pt. „Grandmother Moon”. Polecam go znowu: warty jest wysłuchania raz jeszcze.

    Polubione przez 1 osoba

    • A to co innego. Czasem warto wyrazić wątpliwość. Dzięki za sprecyzowanie na czym polega funkcja matki klanowej i jakie wymagania musi spełniać. Podejrzewałem, że zapewne pierwszej lepszej kobiecie z brzegu nie powierzają takiego stanowiska, bo to zakończyłoby się katastrofą.

      Polubione przez 1 osoba

    • Instytucja Matek Klanowych u Irokezów była niezwykle mądra. Ale u innych plemion kobiety też nie były tylko „służebnicymi pańskimi”. U plemion Lakota/Dakota, gdy wódz zwoływał naradę plemiennej starszyzny, nigdy nie podejmowano decyzji od razu. Po omówieniu sprawy wódz przerywał naradę. Wojownicy rozchodzili się do własnych namiotów czy wigwamów aby sprawę przedyskutować z żonami. I dopiero następnego dnia spotykali się ponownie i w oparciu o opinie własne i żon podejmowali decyzję.

      Dodam, że u Słowian kobiety również nie były pozbawione głosu. Z mądrymi wiedźmami i ich zdaniem liczyli się wszyscy. I nigdy nie podejmowano działań, z którymi nie zgadzały się kobiety. Dotyczyło to zwłaszcza decyzji dotyczących życia wewnątrz wspólnoty.

      Polubienie

      • Tu jeszcze uzupełnienie – u Słowian decydujący wpływ miały matki, choć nie brały udziału w wiecach. Było to związane zarówno z kultem Matki Ziemi jak i kultem przodków – nie tylko „po mieczu” ale i „po kądzieli”. Nawet cieszący się najwyższym autorytetem członkowie starszyzny grodowej, rodowej czy plemiennej musieli się liczyć z tym, że jeśli powiedzą czy zrobią coś głupiego, to od własnych matego dostaną po głowie – i to dosłownie. Własne matki cieszyły się u Słowian rzeczywiście szacunkiem. I gdy mężczyźni uchwalili na wiecu coś głupiego, dostawali od rodzonych matek lanie, po czym zwoływali szybko kolejny wiec i zmieniali decyzę.

        Polubienie

  9. „Jakakolwiek działalność, która stawia życie ludzkie w niebezpieczeństwie podlega autorytetowi matek klanowych”

    Bardzo pięknie, bo jak ja to rozumiem, naprawdę cenią one wartość ludzkiego życia i nie jest to tylko na pokaz – w przypadku pseudo cywilizacji będzie odwrotnie i to właśnie widzimy: coraz więcej śmierci i cierpienia (i co gorsza, dodatkowo ma miejsce to, że szkodniki udają, czy mienią się dobroczyńcami). Oczywiście czym innym jest zabijanie rzeczywiście w obronie własnej a czym innym w „obronie” zarabiania w nieskończoność.
    Bardzo słusznie więc zauważyłeś Kaz, że „amerykańską „demokrację” powinno się oceniać na podstawie faktów, a nie na podstawie wzniosłych frazesów” (dodam tylko, że w ogóle cywilizację).

    Polubione przez 1 osoba

  10. Przedstawiam słowa Indianina z Narodu Lakhota, działacza AIM, który zbrojnie przeciwstawiał się zbirom z usa w 1973 pod Wounded Knee,

    Posłuchajcie od ok 6:30 minuty, Benek Franklin przepisał prawa Ligii Irokezów do swojej konstytucji i na tym właśnie Indiańskim prawie jest oparta. Jak wszystko w usa trochę jest nie przestrzegana i naginana. Lecz jej źródłem są rdzenne prawa Czerwonego Człowieka. usmani wszystko ukradną bądź przywłaszczą.

    7:28 jak widzicie konstytucja jest indiańskim prawem – i dlatego ją kocham – Russel Means

    Polubione przez 1 osoba

  11. Dobry post. Warto by tę wypowiedzieć słynnego indiańskiego aktywisty przetłumaczyć.

    Russell Means, jak wiadomo, już nie żyje (zmarł w 2012). Na początku lat 2000-tych, ja i moi studenci, którzy zapisali się na mój kurs „Introduction to Native American Studies” (który to kurs udało mi się jakoś przeforsować w korporacyjnym college’u CNM w Albuquerque), chcieliśmy go zaprosić na nasze zajęcia. Ale dyrekcja college’u nie zgodziła się na dofinansowanie, a nasze prywatne możliwości finansowe nie były wystarczające.

    Indian amerykańskich biali amerykańscy faszyści i rasiści okradli ze wszystkiego, nawet z ich politycznej mądrości. Dziś już mało kto w USA zdaje sobie sprawę, że to, co szczególnie cenne w Konstytucji Amerykańskiej (np. wolność osobista czy wolność słowa, a przede wszystkim koncepcja republiki federalnej) oparte jest na Konstytucji Irokezów.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.