Dlaczego grozi nam wojna.

za: https://pl.sputniknews.com/blogs/201802037259833-sputnik-blog-dlaczego-grozi-nam-wojna/

Jest wiele powodów ekonomiczno-społecznych, przez które grozi nam wojna.

Kapitalizm kojarzymy głównie z rozwojem i innowacjami, a nowoczesne fabryki, zautomatyzowane linie produkcyjne, nadzór elektroniczny nad produkcją, zmechanizowane rolnictwo, sprzęty RTV i AGD, samochody, komputery, tablety, smartfony, to wszystko ma jednak drugie dno. Oto powody nierozerwalnie związane z kapitalizmem przez które grozi nam wojna:

1.Liczba ludności rosnąca w nieskończoność

Kapitalizm wymusza nieograniczony wzrost liczby ludności, ponieważ sprzyja to rozwojowi niemal każdej branży ekonomicznej, jak na przykład spożywczej, budowlanej, technologii informatycznych, farmaceutycznej. Im więcej ludności tym większy popyt, a co za tym idzie większa podaż, czyli produkcja i zyski. Liczba ludności jednak w nieskończoność rosnąć nie może, bo powierzchnia Ziemi jest ograniczona, nie tylko ludzie potrzebują przestrzeni do życia, ale i przemysł do produkcji[warto jeszcze wspomnieć o przyrodzie, gdzie będzie miejsce dla lasów, zwierząt, roślin, kiedy wszędzie będą stały fabryki i klity na kredyt, dla korporacyjnych konsumentów-niewolników, przemieszane górami śmieci i nielicznymi, odizolowanymi i ufortyfikowanymi dzielnicami, zamieszkanymi przez nielicznych bogaczy? – przemex]. Obecnie mamy przeludnienie, a liczba ludności dalej rośnie pomimo wysiłków niektórych państw jak Chin, które prowadziły politykę jednego dziecka, za co zresztą zachód niesłusznie zarzucał im łamanie praw człowieka.

2. Peak Oil (szczyt wydobycia ropy naftowej)

Czasy, gdzie wbijając szpadel odkrywało się pokaźne pola ropy naftowej należą już do przeszłości. Dziś panuje „moda” na ropę łupkową. Nie jest to niestety żaden postęp, a desperacja by zdobyć potrzebny niemal do wszystkiego surowiec. Z ropy naftowej produkuje się plastik, wyroby gumowe, asfalty, smary, oleje silnikowe, napędowe, benzynę itd. Widać jak na dłoni nowoczesny przemysł nowych technologii, przemysł samochodowy (ogumienie, drogi, panele wewnętrzne), służba zdrowia (rękawice, strzykawki, sprzęt medyczny).

Teoria Mariona Kinga Hubberta o nastaniu szczytu wydobycia, spadku odkryć nowych złóż, bo obecne odkrycia pokrywają jedynie miesiąc światowego zapotrzebowania, już się sprawdziła, peak oil przypadł na początkowe lata obecnego stulecia i to z przyczyn geologicznych, czyli braku zasobów. Polecam film anglojęzyczny na YouTube Oil Smoke and Mirrors, w którym między innymi były minister ochrony środowiska Wielkiej Brytanii przyznaje, że problem jest realny oraz mówi jak rozwiązały go Stany Zjednoczone, a mianowicie twierdzi, że USA postanowiły zagarnąć resztę zasobów dla siebie, rozpętując wojny na Bliskim Wschodzie.

3.Kryzys energetyczny

EROEI (energy return on energy invested, wskaźnik zwrotu energii wobec energii zainwestowanej do jej wytworzenia) ten współczynnik matematyczny obrazujący, że zysk energetyczny jest zależny od ilości energii jaka została zużyta podczas wytwarzania praktycznie obnaża brak alternatyw dla naturalnie występujących surowców. USA energetycznie zależą od ropy naftowej i są przez to jej największym światowym konsumentem. Energia jest potrzebna do pracy nowych technologii tak samo jak surowce, im więcej postępu, tym więcej energii jest potrzebne i tym więcej surowców, aby wszystko wytworzyć i aby wszystko działało poprawnie, wielbiciele teorii, że postęp rozwiąże problemy utkwili niestety w martwym punkcie.

Zamienniki dla ropy naftowej, która napędza maszyny rolnicze, samochody, samoloty, transport morski, są nie do wytworzenia na tak wielką skalę nawet, gdyby zastąpić silniki benzynowe na elektryczne to zasoby paliw jądrowych na świecie według ekspertów uległyby wyczerpaniu po 10 latach. Wodór produkowany z alg jako naturalna alternatywa ma według badań wskaźnik EROEI na poziomie 50% (potwierdzone badaniami Uniwersytetu Technicznego Federico Santa Maria), co oznacza, że aby uzyskać tyle wodoru tą metodą, która da 1 megawat energii trzeba zużyć 2 megawaty. Ale przecież są alternatywne źródła wiatr, pływy, energia słoneczna i owszem są, ale dławi je kryzys surowcowy o czym jest wspomniane poniżej.

4. Kryzys surowcowy (metale ziem rzadkich)

Metale ziem rzadkich stanowią podstawę produkcji alternatywnych źródeł energii, energii elektrowni atomowych oraz nowych technologii. Każda elektrownia wiatrowa, słoneczna, wodna czy nawet atomowa do wytwarzania prądu potrzebuje metali ziem rzadkich głównie magnesów neodymowych, holmowych, z samaru również robi się magnesy i pręty elektrowni jądrowych. Światłowody robi się z itrebu podobnie jak płyty ogniw słonecznych, lantan natomiast wykorzystuje się do produkcji baterii i akumulatorów. Rząd chiński już deklaruje, że 2/3 chińskich zasobów zostało wyeksploatowanych w zaledwie 25 lat, a pozostałe są kosztowne do wydobycia, co podnosi cenę surowców. Stany Zjednoczone obecnie w całości zależą od importu, a przecież bez metali ziem rzadkich samolotów, rakiet czy radarów się nie zrobi.

5. Upadki państw z przyczyn zadłużenia publicznego

Nie zadłużamy się u Marsa i u Jowisza, ale zadłużamy się u przyszłych pokoleń bo to one muszą spłacać nasze długi, zaciskać pasa i rezygnować z tego co było przeznaczone dla nich, bo my to zużyliśmy. Dług publiczny grozi bankructwem, a to z kolei paraliżem działania całego państwa. Buntami, strajkami, a nawet wojnami domowymi (więcej na ten temat w artykule „Od Lecha „pierwszego” do mieszka pustego, czyli „wolność” Polski w amerykańskim stylu”). Z długami ma problem cały zachodni świat od Stanów Zjednoczonych przez Unię Europejską po Australię.

6. Upadek systemu bankowego

Największy bank świata Deutsche Bank już od kilku lat generuje straty. Wartość spółki spadła już o grubo ponad połowę. Seria nietrafionych inwestycji jak w kontyngentowe konwertowalne obligacje znane pod nazwą kokos (ang. cocos), które są właściwie prawami do aktywów upadłych przedsiębiorstw zniszczyła płynność finansową Deutsche Banku. Miały „kokosy” w domyśle ratować upadłe banki, które w razie bankructwa od razu miały być wcielane do innych instytucji finansowych i ratowane tym samym przed upadkiem. Strategię „kokosu” wymyślił w 1990 roku prof. Robert melton, a odpowiedź na poprzedni kryzys bankowy właśnie taką formą ekonomiczną odłożyła tylko agonię całego systemu finansowego w czasie.

7. Problemy rolnictwa (próchnicza warstwa ziemi, wierzchnia warstwa ziemi i woda)

Na skutek bardzo intensywnego rolnictwa, nawożenia, modyfikacji genetycznych, szybszego czasu wzrostu, warstwa wierzchnia ziemi czyli próchnica, ta warstwa, w której zachodzi rozkład materii, i która zawiera wszelkie substancje odżywcze niezbędne roślinom, została zredukowana o połowę, a część obszarów rolniczych na skutek nadmiernej ekspozycji na substancje chemiczne i pestycydy została całkowicie wyjałowiona, zasolona i zmieniona w obszary pustynne. Woda w uprawach przeważnie pochodziła ze studni podziemnych, a te jak wiadomo napełniają się tysiące lat, a wyczerpaniu w celu nawadniania upraw ulegają w kilkadziesiąt lat, coraz więcej upraw musi przestawiać się na metody upraw w rejonach suchych ang. dryland farming.

8. Planowe postarzanie produktu

Nie, nie to nie jest teoria spiskowa dziejów, w encyklopediach widnieje jako ekonomiczna strategia producenta w celu maksymalizacji zysku, a dziś stosowana jest przez wszystkie największe koncerny. Według tej strategi w produktach specjalnie umieszcza się słabe podzespoły i montuje je tak, aby nie mogły zostać wymienione lub naprawione, zmuszając tym samym klienta do zakupu nowego produktu ponownie.

Nie oszukujmy się, wygrana kapitalizmu i polityki Stanów Zjednoczonych w zimnej wojnie jest przegraną ludzkości, a całość konsekwencji tego wydarzenia sprawia że jutra nie ma.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „Dlaczego grozi nam wojna.

  1. kanassatego pisze:

    „Kapitalizm wymusza nieograniczony wzrost liczby ludności”.

    To nie kapitalizm, a raczej Kościół katolicki i judeo-chrześcijaństwo w ogóle wymusza nieograniczony wzrost liczby ludności.

    To nie kapitalizm, a Biblia mówi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”.

    Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Kiedy kapitalizm budowali i budują w większości judeochrześcijanie, w oparciu o nieżyciowe i szkodliwe bajki z „pisma świętego”, to ów system nie może być inny. A przecież systemy gospodarcze czy polityczne tworzą ludzie. Więc jaka jakość ludzi, taki system.

      Polubienie

  2. kanassatego pisze:

    „Nie, nie to nie jest teoria spiskowa dziejów, w encyklopediach widnieje jako ekonomiczna strategia producenta w celu maksymalizacji zysku, a dziś stosowana jest przez wszystkie największe koncerny. Według tej strategii w produktach specjalnie umieszcza się słabe podzespoły i montuje je tak, aby nie mogły zostać wymienione lub naprawione, zmuszając tym samym klienta do zakupu nowego produktu ponownie”.

    I tak i nie.

    Dla przykładu: 25 lat temu kupiliśmy pralkę Sanyo, znanej japońskiej firmy. Kupiliśmy ją, bo była tania, a wtedy z forsą było jeszcze u nas kiepsko. Ta pralka chodziła bez napraw przez 18 lat, aż nam się w końcu znudziła, a ponieważ była już za mała na nasze potrzeby, wiec po prostu postanowiliśmy kupić inna. (Która nota bene, chodzi już 8 lat bez napraw i bez żadnej obsługi, bo sama się oczyszcza.)

    Drugi przykład to Honda Civic VX, którą kupiłem w 1992 roku, bo już wtedy była fantastycznie ekonomiczna i osiągała 54 mil z galona!!! (Ponieważ jestem bardzo „zielony” i uważam dziką przyrodę ze nieporównywalnie bardziej wartościową niż najbardziej bogate kościoły, meczety, synagogi i inne takie idiotyczne budowle), więc postanowiłem zainwestować w ten rewolucyjnie ekologicznie mniej szkodliwy samochód. (Wtedy kosztował nie tak dużo, bo tylko ok. $10,000.)

    No i ta Honda jeździ i jeździ. Już przejechała prawie 200,000 km i ciągle stoi przed moim domem i nie mam absolutnie żadnego zamiaru jej sprzedawać, mimo że mam również Subaru Forester (kolejny niezniszczalny samochód).

    Jeszcze inny przykład: 20 lat temu kupiliśmy lodówkę amerykańskiej firmy GE. No i znowu to samo: chodziła i ciągle chodzi. Trochę zrobiła się głośna po tych 2 dekadach, ale funkcje swoja spełniała nienagannie. Ale ten hałas zaczął działać mi trochę na nerwy, szczególnie w nocy, i miałem chęć kilka razy ja zastrzelić. Pol roku temu postanowiliśmy kupić nowa, firmy Samsung bo jest rzeczywiście dużej klasy: cicha i świetnie zaprojektowana. Ale tamtej nie sprzedaliśmy: stoi w komórce i czeka na lato, kiedy przyda się do przechowywania dużej ilości owoców, które zbieramy w naszym ogródku.

    Autor tego artykułu zaczyna mnie coraz bardziej irytować i chyba będę musiał go opierdolić na Sputniku.

    Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Trzeba jednak brać poprawkę na to, że u nas jest Polska. Tu często trafiają produkty drugiej, trzeciej kategorii. Trzeba mieć trochę szczęścia i kasy, żeby coś sensownego kupić, co będzie służyło przez lata.

      Polubienie

      • Andrzej Pucyn pisze:

        Przemek tu jest chuj dupa i kamieni kupa .Tutaj te telewizory kurwa co spzredają Sony gdzie oni widzieli Japonię kurwy jebane gówno sprzedają za tysiąc zloty
        Japonczyki dobre moza było tylko kupic w pewexie za 500 usd . moj ojciec kupił i chodzil nam 20 lat .
        te pralki , lodówki , telewizory to jest chujnia co sprzedają w carefour .
        nawet te dekodery do cyfrowej tv kurwy jebane spzredają wadliwe bo jak telewizor chodzi to one się nagrzewają i sie psują .
        Kocham piwo panowie .Piwo the best a ten kraj i ludzie sa popierdoleni na maksa jasne czy nie ? ludzie debile na maxa chyba najgłupszy naród na globie .

        Polubienie

  3. Andrzej Pucyn pisze:

    najpyszniejsze piwo to żubr i harnaś .Pycha !!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Polubienie

  4. przemex pisze:

    http://szczesniak.pl/vzs

    Peak Oil is dead

    Największa witryna ruchu Peak Oil zostanie zamknięta. Strona The Oil Drum, który był od 8 lat najlepiej prowadzonym portalem informacyjno-publistycznym, skupiającym „zatroskanych kończącą się ropą”, zapowiedział, że z końcem lipca zamyka swoje podwoje. W ten sposób zakończył swój żywot ruch Peak Oil. Ruch, który wpisywał się świetnie w alarmistyczne trendy, tak szeroko rozprzestrzeniające się wśród publiczności i polityków (jedni się im poddawali (prezydent Carter i jego słynne „za 30 lat zabraknie ropy”), a niektórzy sprytnie wykorzystywali, wciskając nam drogą energię.

    Pisałem o tym wielokrotnie, (tutaj cały dział) będąc atakowanym przez wyznawców i trolli.

    Gdy zamieściłem wykres popularności hasła w wyszukiwarce Google’a, nie przypuszczałem, że aż tak to pójdzie na dno. Proszę zobaczyć, jak Peak Oil przegrał ze szczelinowaniem.

    Dzisiaj przychodzi czas na fakty. A faktem jest, że ta idea nie ma już siły nośnej. Nie da się jej wykorzystywać w żadnej soft power, ani smart power, do osiągania swoich celów. Trudno będzie zaczynać program rozwoju czystej energii od rytualnych „zapasy ropy kończą się…”.

    Podobny proces zachodzi z globalnym ociepleniem. W miary jak fakty zaczynają dominować nad „modelami komputerowymi”, wieszczącymi tragedię, z tego alarmistycznego prądu także schodzi powietrze. I jak tutaj przekonywać młodych, ideowych ludzi, żeby manifestowali przeciwko „złemu” biznesowi naftowemu czy węglowemu, a lobbowali za tą „dobrą”, ponoć „czystą” energią („Zielony lobbing”).

    Charakterystyczne, że Peak Oil, to była pewna obawa, troska („concern”). To nie był pewnik, udowodniony fakt naukowy. Raczej należał do zjawisk z zakresu psychologii społecznej. Jeśli ktoś czytał uważnie dokumenty dotyczące globalnego ocieplenia (czego nikomu nie życzę, ale sam czasami to robię), zauważyłby, że tam także za podstawę nie są brane fakty, są jedynie „concerns”. Te „obawy” przekładają się na dobre paliwo dla promocji („Strach jako podstawa energetycznego marketingu”) Dzisiaj, jak napisał dziennikarz BBC: „concerns about an approaching „peak” in oil production have been „moved to the back burner””. Schodzi z priorytetów, ale kiedyś może wrócić jako „front runner”.

    Takie podejście ułatwia wycofanie się z takiego projektu w razie czego. Gdy fakty już całkowicie nie będą pasować to hipotez, rozdymających te „obawy” (jak tutaj: „Ocieplenie klimatu zahamowane”). A że fakty nie pasują do globalnej hipotezy klimatycznej, opartej na komputerowych modelach, więc powoli, powoli…

    E, co pan, panie Szczęśniak, spokojnie, coś się wymyśli 🙂

    – – –
    Google trends chart thanks to MJ Perry’s blog

    Polubienie

  5. dziennikarzem to zostaje gość jak zaczyna wierzyć w bzdury, które pisze. Nie wie jednak, że te przedstawiane poglądy nie są jego własnymi.
    Sputnika od lat omijam łukiem, nie różni się on za bardzo od innych portali z wiadomościami. Kiedyś różnej maści nawiedzeni straszyli nas piekłem ale od 100 lat ludzie się nie dają i różni „mądrzy” wymyślili inne strachy na Lachy.

    takie mam skromne uwagi:

    1. W Chinach nie ma już polityki jednego dziecka, brakuje niewolników ale młodych ludzi po prostu nie stać na kolejne dziecko. Liczba ludności jest ograniczona do materii organicznej na naszej planecie. Nieskończoność to naprawdę dużo. I czy to przez Chińczykó ma być ta wojna? ???

    2. Ropa napędzała IIWŚ, Niemcom brakowała benzyny w ostatniej fazie wojny. Czołgi i samoloty stały i wykonywały manewry na wyraźny rozkaz. Teraz usa rozpętuje wojny o ropę, jak zniknie ropa znikną wojny.

    3. jak nie będzie innej masowej energii, to wojny skończą się bardzo szybko.

    4. brak surowców – to błyskawiczne zatrzymanie machiny wojennej. Nie potrzebujemy energii wiatrowej bo jest ona droższa i bardziej szkodliwa od węglowej ale propaganda jest inna. Siedziałem w branży. „Darmowa” energia to są w większości dotowane działania eko-terrorystyczne.

    5. Napoleon rzekł: do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: $, $ i $. Najlepiej niech wszystkie państwa upadną, bo one są obozami dla swoich narodów. Np. w Polsce „legalne organizacje przestępcze” kradną obywatelowi ok. 84% dochodów i jeszcze zadłużają jego dzieci. Gdy padną twory państwowe to zniknie zadłużenie wywołane przez władców tych państw.

    6. upadek złodziejskiego sys. lichwiarskiego – czekam !!!
    Ludzie przestaną używać pieniędzy i wrócą do gospodarki towarowej jaka była 10 000 lat temu, 100 000 lat temu i 1000 000 temu.

    7. rolnictwo, to kolejny sztuczny wymysł. Rolnicy przeważnie wywoływali konflikty z ludnością zbieracko-łowiecką. Może w końcu przestaną mi się ścierać zęby na mące i wypadać od cukru. Z upadkiem rolnictwa łączy się drastyczne zmniejszenie populacji ludzi.

    8. Koncerny robią wszytko z g.wnoliny. Także uzbrojenie. Maksymalnie za 50 lat cały złom wojskowy będzie do wyrzucenia. Nie będzie można trzymać w ryzach pozostałych przy życiu ludzi.

    Wojna jądrowa zrzuci niewolniczo-kapitalistyczny system. Tam gdzie trafią rakiety nic nie zostanie, większość pewnie zostanie przechwyconych. Nie tknięte zostaną regiony bez znaczenia strategicznego : część Afryki i Ameryki Południowej. Co najmniej 10% ludzi przeżyje. Zostaną olbrzymie ilości broni konwencjonalnej aby kolorowi ludzie wyrównali w końcu rachunki krzywd.

    Ci co przeżyją, najsilniejsi, najzdrowsi i umiejący żyć bardzo skromnie nie dadzą się tak łatwo zapędzić do przymusowej pracy bądź przestrzegania narzuconych praw. |I tego władcy świata się boją. Wojna zmiecie ich system. Małe szanse, że zabiją wszystkich ludzi. Ale władzy już nie odzyskają.

    —————-

    Jak wygląda życie Polaka w takim niby swoim kraju,
    pracuje od rana do wieczora i nic nie ma. Za to jego dzieci dostaną długi do spłacenia, nie wolno mi wziąć z lasu patyka nie mówiąc o ścięciu drzewa, nie wolno mi polować na zwierzęta. Muszę mieć pozwolenie jak chcę pracować lub wybudować dom dla rodziny. Żywność od rolnika, lub robiona w domu, nie może trafić do handlu za to trujące korpo śmieci zalegują na półkach, w szkole uczą się niepotrzebnych bzdur. Pranie mózgu dopełnia telewizja i politycy.

    Po wojnie nuklearnej nie będzie gorzej, gdyby mogło być gorzej to już by było…
    Twardy reset i powrót do korzeni…

    Polubienie

    • przemex pisze:

      Twardy reset i powrót do korzeni…

      Wtedy wszystko zacznie się od nowa… nie wierzę w bajki, że ludzkość czegoś się nauczy. Ludzie to gatunek irracjonalny. W ogóle nie za bardzo wierzę, że upadek cywilizacji rozwiąże jakiekolwiek problemy. To zbyt proste by było.

      Chyba, że Ziemia z jakiegoś powodu po prostu podzieli los Marsa i życie nie będzie tutaj możliwe…

      Polubienie

  6. Drogi Przemexie,
    ja Cię od lat podziwiam, szkoda tylko, że blog porusza tylko poważne tematy. Ale takie czasy.
    Ludzkość cywilizowana niczego się nie nauczy, nadzieja jest w tych biednych ludziach III-go świata oni ciągle żyją po staremu. Są wstanie podzielić się czymś.

    Od cywilizacji nie dostałem nic dobrego, zabrała mi i zniewoliła niemal całą rodzinę, nie mam nawet czystej wody do picia. Państwo pozbawiło mnie niemal wszystkich praw. Musiałem pracować 14 lat u zachodnich złodziei. Jeśli by mogło coś się zmienić to będę działał w tym kierunku.
    W czasie IIWŚ jeśli niewolnicy zbuntowaliby się w jakimś KL to by większość uciekła i przeżyła. Teraz jest wiele trudniej. Proporcje się odwróciły.

    Gdy bandyci w mundurach odpalą już te wszystkie swoje rakiety, skończy się paliwo i amunicja do czołgów i samolotów. Kiedy już zniszczą wszystkie miasta i przy okazji fabryki, szpitale i elektrownie to:

    Wówczas cywilizacja legnie pod ciosem prymitywnej broni…

    Polubienie

    • przemex pisze:

      Ja nie jestem człowiekiem żyjącym w przepychu. Zarabiam śmieszne pieniądze, ciągniemy siłą rozpędu gospodarstwo z czasów PRL. Walcze o przeżycie w tym kraju. Wiele rzeczy mnie wkurwia i chciałbym je zmienić, ale nia mam(przynajmniej na razie) takiej możliwości. Z cywilizacją jest tak, że coś nam dała, ale coś zabrała. Przyzwyczaiłem się już do tego, że w życiu nie ma nic za darmo.

      Jeżeli cywilizacja upadnie, a pewnie tak się stanie czy to na skutek wojny czy katastrofy naturalnej, życie nagle nie stanie się bezproblemowe. A niestety wiele osób tak myśli. Srogo się rozczarują. Żyjąc na wsi dobrze wiem ile wysiłku trzeba włożyć, żeby tutaj przetrwać, nawet w tych już „ucywilizowanych” warunkach. Na innych ludzi tu nie ma co liczyć, paradoksalnie ratuje technika. Jakoś nie wyobrażam sobie byłych mieszczuchów, adwokatów, prawników, maklerów giełdowych, bankierów, polityków zapierniczajacych w polu, hodujących bydło, zajmujących się zbieractwem czy polujących na dziką zwierzynę. Tym bardziej, że nawet ludzie wiejscy, wychowani na łonie natury w większości się do tego nie kwapią, a nawet nieraz nie nadają.

      Podejrzewam, że po powrocie do epoki kamienia łupanego ludzkość ponownie zacznie budować coś co będzie przypominało obecną cywilizację. Ponoć, jesli wierzyć „zatajanym” dowodom archeologicznym, istniały takie zaawansowane twory parokrotnie. Toteż wysnuwam wniosek, że to jest proces cykliczny. Ludzkość upada, powstaje, rozwija się, buduje cywilizację i znowu upada. Tym razem raczej wcale nie będzie inaczej. Chyba, że wyginiemy całkowicie jak dinozaury.

      W ogóle czasem zastanawiam się czy człowiek jest stąd. Mam wątpliwości czy tutaj wyewoluowaliśmy. Nie za bardzo tutaj pasujemy.

      Polubienie

      • przemex pisze:

        W ogóle uważam, że to nie cywilizacja jest problemem, a jej twórcy. Cywilizacja jest tylko dziełem. Trudno jest obarczać winą dzieło za jego niedoskonałość wynikającą z zamierzonego lub nie, niedbalstwa twórcy. Można go ocenić jako brzydkie, ale winny będzie jego niedorobiony twórca.
        Architekci tego systemu pomyśleli go tak by zgarnąć jak najwięcej władzy dla siebie. Tu nawet nie chodzi o bogactwo. Bo to tylko narzędzie, a o władzę samą w sobie. Możliwość bycia bogiem i decydowania o czyimś losie. Tego nie da się nazwać cywilizacją, bo to jest nadużycie. To system antydemokratyczny, totalitarny, nie cywilizowany, antyludzki, uniemożliwiający jakikolwiek rozwój. W cywilizowanym systemie nie powinno być takiej patologii.

        Polubienie

        • komentarz jak zwykle lepszy niż sam artykuł. Powrót do natury to by się mi podobał ale 99% Polaków zrobiłaby wszystko aby do tego nie dopuścić. Pamiętam rok. 1980. Nie tak dawno. Byłem dzieckiem i z rodzicami pływaliśmy po mazurach. Łowiłem ryby aby nakarmić rodzinę, wodę można było gdzieniegdzie pić z jeziora. Sklepy były czynne 2 godziny a później po sprzedaży wszystkiego były zamykane (jak w III-cim świecie). Aby coś mieć dwa jachty podpływały do siebie i wymieniały towar z towar. Bez gotówki. Spaliśmy tam gdzie chcieliśmy, przeważnie w trzcinkach. Nigdy w porcie. Matka zasypiała z nożem w ręku. Wieczorem ognisko. Drewno zbieraliśmy w lesie i nikt nas nie gonił. Innym razem podpłynęliśmy do opuszczonego sadu. Od wielu lat nikt nie dbał o te drzewa a owoce były wyśmienite. Ci co byli „bogatsi i bardziej cywilizowani” i mieli radyjko tranzystorowe byli chorzy. Bo to był gorący czas i dorośli bali się czy „Ruscy” wejdą czy nie wejdą. Słuchali głupot z RWE i tracili nerwy.

          Polubione przez 1 osoba

          • przemex pisze:

            Paradoksalnie to za wydawałoby się totalitarnej komuny było więcej wolności, swobody i bezpieczeństwa, niż za demokratycznej III RP. Lata osiemdziesiąte i czasy powojenne były dość zakręcone, ale to i tak jest nic w porównaniu do tego co funduje i co pewnie jeszcze zafunduje obywatelom obecna atrapa państwa. Ludzie byli nieco inni, bardziej kreatywni, dziś tylko ślęczenie przed pudłem, słuchanie pierdolenia polityków, smędzenia księży z ambony, a w przerwach zapierdol w korpo, odwiedziny w galerii i obowiązkowo foty na fejsa ze swojego zajebistego rzekomo życia.

            Polubienie

          • opolczykpl pisze:

            Tomek, ja pamiętam Mazury z pięknego tygodniowego rejsu jachtem „Feniks” w roku 1984. Mnie i żonę zaprosiŁ Gienek, G., kolega z obozu internowach, jeden z trzech współwłaścicieli jachtu. Start byl w Starych Sadach nad jeziorm Mikołajskim. Wioska była prawie pusta, bo większość mieszkańców wyjechała do Niemiec, Byly więc dzikie sady i mnóstwo owoców. Płynęliśmy jachtem na południe – jezioro Mikołajskie, potem Bełdany, Zajrzeliśmy na Śniardwy, Płynęlimy też na pagajach Krutynią pod prąd. Nocowaliśmy albo na jachcie, albo na dzikich brzegach, Wyglądało to tak – wieczorem lornetką szukaliśmy miejsca do przycumowania na brzegu, po czym tam płynęliśmy tam na nocleg. Jeśli dzikiego miejsca nie było, spaliśmy na jachcie. Dobrze pamiętam śluzę Guziczankę, przez którą przechodziliśmy dwa razy, Przez tydzień zrobiliśmyy dobre 200 kilometrów. Niekiedy płynęliśmy z wiatrem „na motyla”, z rozwiniętym „szkunerem”, częściej jednak halsami – pod wiatr. Raz złapała nas na środku jeziora gwałtowna burza i wichura.
            Na Mazurach wtedy była jeszcze rzeczywiście prawie dzika Przyroda.
            To był tydzień dziczy, bez sklepów i cywilizacji. Nigdy nie miałem w życiu piękniejszego tygodnia.
            Pamiętam jeszcze, że gdy odjeżdżając do domu staliśmyz żoną na peronie w Mikołajkach, oboje mieliśmy uczucie, że ziemia kołysze się nam pod nogami. Nie dziwię się więc marynarzom, którzy po długim rejsie chodzą chwiejnym krokiem, rozstawiając nogi, by nie upaść.

            Polubienie

            • To jest życie! Obecnie można jeszcze przypomnieć sobie młodość i dzieciństwo na jeziorach Białorusi. Tam jest taki PRL w najlepszym wydaniu. Dziękuję za wspomnienia, też przecierałem te szlaki. Niestety w 1984 mnie tam nie było. Nawet dzisiaj można pojechać na koniec Polski i spotkać wartościowych ludzi, otwartych i przyjacielskich. Czego i sobie i Wam życzę.

              Polubienie

  7. opolczykpl pisze:

    Autokorekta: na „motyla” płynęliśmyz rozwinirym spinakerem a nie „szkunerem”.

    Polubienie

  8. przemex pisze:

    http://xportal.pl/?p=33325 Europa: Sytuacja młodych coraz gorsza

    Jak stwierdza raport Caritas Europe pt. „Ubóstwo i wykluczenie wśród młodych ludzi”, europejska młodzież coraz bardziej zmaga się z problemami w usamodzielnieniu się i osiągnięciu godnego życia. Ponadto wedle badań obecne pokolenie młodzieży jest pierwszym po drugiej wojnie światowej, które znajduje się w gorszej sytuacji od poprzedniego. Patologie rynku pracy sprawiają, że młodzi mają dziś o wiele słabsze perspektywy, niż ich rodzice. Jak można przeczytać w raporcie: „Ostatnia dekada była szczególnie trudna dla młodych ludzi w Europie. W raporcie zostaje podkreślone, że po raz pierwszy od dekad młodsze pokolenia mają często mniejsze możliwości i znajdują się w gorszej sytuacji, niż ich rodzice, jako że coraz trudniej o pracę, wynagrodzenia są niższe, a warunki zatrudnienia coraz gorsze. Ponadto ubodzy i wykluczeni młodzi ludzie napotykają też trudności w dostępie do podstawowych praw, jak zabezpieczenie społeczne, zatrudnienie, mieszkanie i edukacja”.

    Zaobserwowano też pojawienie się nowej grupy społecznej – tzw. SINK – Single Income, No Kids (ang.), co oznacza, że jest coraz więcej bezdzietnych par zarabiających tyle, ile powinien wynosić dochód jednej osoby. W wielu krajach, niezależnie czy tzw. „starej” czy „nowej” Europy, wkraczający w dorosłość młodzi ludzie zmagają się z brakiem stałego zatrudnienia i sztucznie wywindowanymi cenami mieszkań. Autorzy raportu komentują ten stan w następujący sposób: „W opinii Caritas Europa, obecna sytuacja jest aktem międzypokoleniowej niesprawiedliwości. Wydaje się, że społeczeństwa europejskie porzuciły swoje zaangażowanie na rzecz spójności społecznej i lekceważą młodych ludzi„.

    Raport Caritas Europa stwierdza również, że bezrobocie wśród młodych Europejczyków jest rekordowo wysokie. Trudność w zdobyciu stałego dochodu sprawia, że uniezależnienie się od rodziców następuje w większości krajów Europy coraz później, co tylko pogłębia problemy społeczne i frustrację młodzieży pozbawionej możliwości usamodzielnienia się, gdyż np. wynajem lub zakup mieszkania bez pomocy rodziny jest prawie niemożliwy. Autorzy dokumentu alarmują też, że przez brak stałego zatrudnienia i wysokie ceny mieszkań rośnie zjawisko bezdomności wśród młodych, których rodzice nie są w stanie zapewnić im utrzymania.

    Położenie europejskiej młodzieży uosabia sytuacja młodego mieszkańca Portugalii: „Mam 25 lat i od 10 lat pracuję w niepewnych warunkach. Rozpoczynałem pracę z intencją pomocy mojej matce i możliwości kontynuowania studiów na uniwersytecie. Obecnie mam umowę zatrudnienia podpisaną z gminą, jednak to prawie to samo, co gdybym był bezrobotny. Zarabiam 419 EUR, mam na koncie ukończone trzy lata studiów, dziesiątki szkoleń, roczną emigrację poza granice kraju i 10 lat zmagań„.

    (na podst. ekai.pl oprac. M.G.)

    Komentarz Redakcji: Kapitaliści i wyzyskujący przedsiębiorcy mają na to zazwyczaj standardową odpowiedź – młodzież jest leniwa i nie chce się jej ciężko pracować i podobne temu komunały. Takie zarzuty i sposób myślenia, z jakiego wynikają, są nie tylko upokarzające, ale też bardzo szkodliwe, gdyż zrzucają odpowiedzialność z wyzyskiwaczy i czynników systemowych na pojedyncze osoby, dla których przeskoczenie warunków społeczno-ekonomicznych, w jakich się znalazły, jest po prostu niemożliwe z uwagi na to, że gra jest ustawiona przeciwko nim. Ponadto towarzyszy temu propagowane przez rozmaitych „poważnych biznesmenów” i „coachów” myślenie, że sukces zawodowy zależy wyłącznie od indywidualnej osoby, wykluczając przy tym wpływ otoczenia i systemu społeczno-gospodarczego, co sprawia, że ci, którym się nie powiodło, są traktowani jako moralnie gorsi, co wpędza ich w jeszcze większą frustrację oraz pogłębia wykluczenie i towarzyszące mu poczucie beznadziejności.

    Polubienie

  9. przemex pisze:

    https://www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://marucha.wordpress.com/2015/06/23/rok-w-piekle-pamietnik-z-bosni/amp/&ved=2ahUKEwjY0_6wl-bZAhVIyaQKHU_kBxEQFjAAegQIBxAB&usg=AOvVaw277ey9PoZ-qRosL3tCMfgf&ampcf=1

    Jestem z Bośni. Wiesz, w latach 1992 i 1995 tu było piekło. Przez rok mieszkałem i przetrwałem w mieście, gdzie 6000 osób żyło bez wody, prądu, benzyny, pomocy medycznej, obrony cywilnej, obsługi i dystrybucji wszelkiego rodzaju tradycyjnych usług, lub reguł prawa. Nasze miasto zablokowało wojsko i przez cały rok życie zamieniło się w koszmar. Nie mieliśmy armii, nie było policji. Mieliśmy tylko grupy zbrojne: uzbrojonych ludzi chroniących swoje domy i rodziny. Kiedy to wszystko się zaczęło niektórzy z nas byli lepiej przygotowani na przetrwanie, ale większość rodzin, sąsiadów miała wystarczającą ilość pożywienia zaledwie na kilka dni. Niektórzy mieli pistolety, mało kto miał AK-47, lub strzelby. Po miesiącu lub dwóch gangi rozpoczęły działalność niszcząc wszystko. Na przykład szpitale przekształcono w rzeźnie. Nie było policji. Około 80 procent pracowników szpitala zniknęło. Miałem szczęście. Moja rodzina była w tym czasie był dość duża (15 osób w dużym domu, sześć pistoletów, trzy AKS) i przetrwaliśmy (przynajmniej większość z nas). Amerykanie zrzucali paczki co 10 dni, aby pomóc w blokadzie miasta. To nigdy nie było dosyć. Niektórzy – bardzo niewielu – miało ogrody. To trwało trzy miesiące, już w pierwszym miesiącu rozprzestrzeniały się plotki o ludziach umierających z głodu i zimna.

    Usunęliśmy wszystkie drzwi, ramy okienne z opuszczonych domów, zerwaliśmy podłogi i spaliliśmy to wraz z meblami, aby uzyskać trochę ciepła. Wielu zmarło z powodu chorób, zwłaszcza z powodu braku wody (dwoje z mojej rodziny). Piliśmy najczęściej wodę deszczową, jedliśmy gołębie, a nawet szczury.

    Pieniądz szybko stał się bezwartościowy. Wróciliśmy do wymiany. Za puszkę z tuszonką [mięsem] można było mieć kobietę. (Trudno o tym mówić, ale to prawda.) Większość dziewczyn była sprzedawana przez zdesperowane matki za broń, amunicję, świece, zapalniczki, antybiotyki, benzynę, baterie i żywność.

    Walczyliśmy o te rzeczy jak zwierzęta. W takich sytuacjach liczyło się wszystko co można było wymienić. Mężczyźni stawali się potworami. To było obrzydliwe. Siła była w liczbach. Mężczyzna mieszkający sam zostawał zabity i okradziony- to było tylko kwestią czasu, nawet jeśli był uzbrojony. Dziś ja i moja rodzina jesteśmy dobrze przygotowani, jestem dobrze uzbrojony. Mam doświadczenie. To nie ma znaczenia, co się stanie: trzęsienie ziemi, wojna, tsunami, kosmici, terroryści, załamanie gospodarcze, powstanie. Ważne jest to, że coś się wydarzy.

    Oto moje doświadczenia: nie można przetrwać na własną rękę. Nie zatrzymuj się poza rodziną, przygotujcie się wspólnie, wybierzcie solidnych przyjaciół.

    Poniżej moje rady oparte są na rocznym doświadczeniu i przeżyciu!

    Jak bezpiecznie poruszać się w mieście.

    Miasto zostało podzielone na społeczności wzdłuż ulic. Nasza ulica (15 do 20 domów) miała patrole (pięciu uzbrojonych mężczyzn w każdym tygodniu) do odstraszania swym wyglądem gangów i naszych wrogów. Wszystkie wymiany towarów miały miejsce na ulicy. Około 5 km od centrum miasta była cała ulica do obrony, wszystko dobrze zorganizowane, ale tam w centrum było zbyt niebezpieczne z powodu snajperów. Można było także być okradzionym przez bandytów. Na ten plac ogólnej wymiany w mieście poszedłem tylko dwa razy, gdy potrzebowałem czegoś naprawdę rzadkiego (lista leków, głównie antybiotyków). Nikt nie używał samochodów w mieście: ulice były zablokowane przez wraki i porzucone samochody. Benzyna było bardzo droga. Jeśli już trzeba było gdzieś iść, robiło się to w nocy. Nigdy nie należało podróżować samotnie. Zawsze poruszaliśmy się w grupach, które były duże, co najmniej kilku mężczyzn. Wszyscy uzbrojeni, chodziło się w cieniu, poprzez ruiny, a nie wzdłuż otwartych ulic. Było wiele gangów- band od 10 do 15 silnych mężczyzn. Niektóre liczyły nawet 50 mężczyzn. Ale było też wielu normalnych ludzi, jak my, ojców i dziadków, którzy zabijali i rabowali. Nie było żadnych „dobrych” i „złych” ludzi. Większość z nich była gotowa na najgorsze, aby przetrwać i obronić rodziny.

    Co z drewnem? Twoje miasto, dom jest otoczony przez park, sad, lasy, dlaczego ludzie palą drzwi i meble?

    Wokoło miasta rosły drzewa. To było bardzo piękne miasto przed wojną – restauracje, kina, szkoły, a nawet lotnisko. Każde drzewo w mieście, w parku miejskim wycięto na opał w pierwszych dwóch miesiącach. Bez energii elektrycznej do gotowania i ciepła, trzeba było coś palić. Meble, drzwi, podłogi: drewno pali się szybko. Nie mieliśmy żadnych możliwości zaopatrzenia się z podmiejskich gospodarstw. Wróg był na przedmieściach. Byliśmy otoczeni. Nawet w samym mieście nigdy nie wiadomo, kto jest wrogiem w danym punkcie.

    Jaka wiedza była przydatna w tym okresie?

    Aby wyobrazić sobie nieco lepiej sytuację powinieneś wiedzieć, że to praktycznie powrót do epoki kamienia. Na przykład miałem pojemnik do gotowania gazu. Ale nie używałem go do wytwarzania ciepła. To byłoby zbyt drogie! Dołączone do niego dysze używałem do wypełnienia zapalniczek. Zapalniczki były cenne. Jeśli mężczyzna przyniósł pustą zapalniczkę mogłem ją wypełnić, a on dał mi za to puszkę z jedzeniem lub świeczkę. Byłem sanitariuszem. W tych warunkach, moja wiedza jest moim bogactwem. Bądź nowoczesny i wykwalifikowany. W takich warunkach ważna jest zdolność do ustalenia co jest cenniejsze niż złoto oraz artykuły, których z pewnością zabraknie, ale twoje umiejętności będą zawsze w cenie. Chcę powiedzieć tak: dowiedz się jak naprawiać rozmaite urządzenia, rzeczy, buty lub jak leczyć ludzi. Mój sąsiad na przykład wiedział jak robić lampy naftowe. On nigdy nie był głodny.

    Jeśli miałbyś trzy miesiące na przygotowanie się, co byś zrobił?

    Trzy miesiące? Uciekaj z kraju? (Żarty) Dziś wiem, że wszystko może nastąpić bardzo szybko. Mam zapas żywności, artykułów higienicznych, baterie. Tyle, by przetrwać przez sześć miesięcy. Mieszkam w bardzo bezpiecznej płaskiej okolicy i we własnym domu ze schronem, w wiosce 5 km od centrum. To mała wioska, większość ludzi jest tam dobrze przygotowanych- wojna nauczyła ich. Mam cztery karabiny i 2000 nabojów do każdego. Mam ogród i nauczyłem się ogrodnictwa. Ponadto mam dobry instynkt. Wiesz, kiedy wszyscy wokół ciebie informują cię, że wszystko będzie dobrze, ale ja wiem, że to wszystko może się zawalić, to mam siły do tego, co trzeba zrobić, aby chronić swoją rodzinę. Bo gdy wszystko upada musisz być gotowy do zrobienia „złych” rzeczy, aby utrzymać dzieci przy życiu i chronić swoją rodzinę. Przetrwać na własną rękę jest praktycznie niemożliwe. (Ja tak obecnie myślę po moich przeżyciach.) Nawet jak jesteś uzbrojony i gotowy na wszystko, jeśli jesteś sam- umrzesz. Widziałem to wiele razy. Dobrze przygotowane rodziny i grupy z wiedzą i umiejętnościami w różnych dziedzinach: to jest o wiele lepsze.

    Co należy przygotować, zmagazynować w domu?

    To zależy. Jeśli zamierzasz chronić się przed kradzieżą potrzebna jest broń i amunicja. Dużo amunicji. Jeśli nie- więcej żywności, środki higieny, baterie, akumulatory, małe elementy handlowe (noże, zapalniczki, krzesiwa, mydło). Ponadto alkohol takiego typu, który jest trwały. Najtańsza whisky to dobry produkt handlowy.

    Wiele osób zmarło z niedostatecznej higieny. Musisz mieć proste rzeczy w wielkich ilościach. Na przykład dużo worków na śmieci. I papier toaletowy.

    Jednorazowe naczynia i kubki. Musisz mieć tego dużo. Dlatego, że nie ma tego w ogóle. Jak dla mnie dostawa elementów higieny jest chyba ważniejsza niż jedzenie. Można zastrzelić gołębia. Można znaleźć rośliny do jedzenia. Nie można jednak znaleźć lub zdobyć środków dezynfekujących. Środki dezynfekujące, detergenty, wybielacze, mydła, rękawice, maski. Umiejętność udzielania pierwszej pomocy, przemywania ran i oparzeń to podstawowe umiejętności przetrwania. Być może znajdziesz lekarza i będziesz w stanie mu zapłacić, ale to przypadek. Nie licz na to. Naucz się stosować antybiotyki. Dobrze jest mieć ich zapas. Należy wybrać najprostszą broń. I nosić Glock 0,45. Podoba mi się ten pistolet, ale tutaj jest to rzadki okaz. Więc mam dwa pistolety TT. (Każdy ma takie i pasującą do nich amunicję.) Nie lubię kałaszników ale znowu ta sama historia: każdy je ma. Musisz posiadać drobne, niezauważalne przedmioty. Na przykład generator jest dobry, ale o wiele lepsze są zapalniczki (1000 sztuk). Generator będzie przyciągać uwagę, bo jest głośny, ale 1000 zapalniczek nie zajmuje dużo miejsca, są tanie i zawsze mogą być przedmiotem obrotu.

    Zwykle zbieram deszczówkę do czterech dużych beczek, a następnie gotuję ją. Była mała rzeka, ale jej woda bardzo szybko stała się bardzo brudna z pływającymi trupami. Ważne jest również, aby były pojemniki na wodę: beczki i wiadra

    Czy złoto i srebro przydatne?

    Tak. Osobiście sprzedałem dużo złota z domu dla amunicji. Czasami mieliśmy w naszych rękach pieniądze: dolary i marki niemieckie. Kupiliśmy za nie kilka rzeczy, ale to było rzadko i ceny były astronomiczne. Na przykład puszka mięsna kosztowała 30 do 40 dolarów. Lokalny pieniądz szybko stał bezwartościowy. Wszystko co potrzebne zamieniliśmy na zasadzie barteru.

    Czy sól była droga?

    Tak, ale kawa i papierosy były jeszcze droższe. Miałem dużo alkoholu i sprzedawałem bez problemu. Spożycie alkoholu wzrosło ponad 10 razy w stosunku do czasu pokoju. Być może dzisiaj jest bardziej przydatne utrzymanie zapasów papierosów, zapalniczek i baterii. One zajmują mniej miejsca. W tamtych czasach nie znałem zasad przetrwania. Nie mieliśmy czasu na przygotowanie – na kilka dni przed tym, jak się to stało politycy powtarzali w TV, że wszystko idzie zgodnie z planem i nie ma powodu, aby być zaniepokojonym. Gdy niebo spadło na nasze głowy, zrobiliśmy to, co mogliśmy.

    Czy trudno było kupić broń palną?

    Po wojnie mieliśmy broń w każdym domu. Policja skonfiskowała wiele broni na początku wojny, ale większość z nas ją ukrywała. Teraz mam licencję na jeden pistolet. Zgodnie z prawem to się nazywa tymczasowa kolekcja. Jeśli są zamieszki rząd będzie rekwirował całą zarejestrowaną broń. Nigdy nie zapominaj o tym. Wiesz, jest wielu ludzi, którzy mają jedną prawną broń, ale także nielegalne pistolety, jeśli ta legalna zostanie skonfiskowana. Jeśli masz dobre towary handlowe możesz być w stanie uzyskać broń w trudnej sytuacji. Ale pamiętaj – najtrudniejszy czas to pierwsze dni, a może i nie będziesz miał wystarczająco dużo czasu, aby znaleźć broń, aby chronić swoją rodzinę. A zostać rozbrojonym w czasie chaosu i paniki to jest zły pomysł. W moim przypadku był człowiek, który potrzebował akumulator do swojego radia. Miał strzelby. Wymieniłem akumulator za obie. Zdarza się, że zamieniasz amunicję za żywność, a kilka tygodni później żywność za amunicję. Niewiele osób wie, jak dużo i co trzymam w domu. Najważniejsze jest to, aby zachować tak wiele rzeczy, jak to możliwe pod względem przestrzeni i pieniędzy. W końcu zrozumiesz, co jest cenniejsze. Korekta: Będę zawsze najbardziej bronił wartości broni i amunicji. Drugie? może środki higieny i lekarstwa.

    Co z bezpieczeństwem?

    Nasza obrona była bardzo prymitywna. Powiem ponownie: nie byliśmy gotowi i wykorzystaliśmy to, co mogliśmy. Okna zostały zniszczone, a dachy w okropnym stanie po zamachach. Okna były zabarykadowane – niektóre przez worki z piaskiem, inne przez kamienie, zamurowane betonem. Wszelkie bramy były zabarykadowane albo przez wraki albo gruz i śmieci. Używano drabin, aby dostać się do domu przez małe lufciki w zabarykadowanych oknach. Mieliśmy kolegę na naszej ulicy, który całkowicie zabarykadował się w swoim domu. Wybił dziurę w ścianie tworząc przejście dla siebie w ruinach domu sąsiada -rodzaj tajnego wejścia Może to wydawać się dziwne, ale najbardziej chronione domy zostały splądrowane i zniszczone w pierwszej kolejności. W mojej dzielnicy miasta były piękne domy o betonowych ścianach z psami, alarmami i zakratowanymi oknami. Ludzie zaatakowali ich w pierwszej kolejności. Niektórzy przeżyli, inni nie. To wszystko zależy, jak wiele rąk i karabinów mieli w środku. Myślę, że obrona jest bardzo ważna, ale to musi być prowadzone dyskretnie. Jeśli jesteś w mieście i bandy przychodzą trzeba mieć proste, niekrzykliwe miejsce z dużą ilością broni i amunicji. Ile amunicji? Tyle ile to możliwe. Zrób swój dom tak nieatrakcyjny, jak możesz. Teraz jestem właścicielem stalowych drzwi, ale to tylko na pierwszą falę chaosu, po której – jak przejdzie – będę mógł opuścić miasto, by dołączyć do większej grupy ludzi – swoich przyjaciół i rodziny. Nie ma potrzeby mówić o szczegółach, ale zawsze mieliśmy doskonałą siłę ognia i ceglany mur po naszej stronie. Również stale patrolowaliśmy ulicę. Jakość organizacja jest najważniejsza w przypadku ataków gangów. Strzały było ciągle słychać w całym mieście w dzień i w nocy. Nasz obwód bronił się prymitywnie. Wszystkie wyjścia zostały zabarykadowane i miały małe szczeliny jak w średniowiecznych zamkach. Wewnątrz mieliśmy co najmniej pięciu członków rodziny gotowy do walki w każdej chwili i jednego mężczyznę na ulicy ukrytego w schronie. Byliśmy w domu w ciągu dnia, aby uniknąć ognia snajperskiego. Kto jest slaby od razu zginie. Następnie reszta walczy. W ciągu dnia ulice były praktycznie puste z powodu ognia snajperskiego. Obrona były nastawiona na walkę z bliskiego zasięgu. Wielu zginęło jeśli wyszli, aby na przykład zebrać informacje. Ważne jest, aby pamiętać, że nie ma informacji, nie ma radia, telewizji – tylko plotki i nic więcej. Nie było zorganizowanego wojska- każdy człowiek walczył. Nie mieliśmy wyboru. Każdy był uzbrojony, gotowy do obrony. Nie należy nosić wartościowych elementów w mieście, ktoś cię zamorduje i je zabierze. Powiem wam coś: jeśli “coś” rozpocznie się jutro, będę miał skromny wygląd. Będę wyglądać jak każdy inny. Zdesperowany, straszny. Może będę nawet krzyczeć i płakać. Bez ładnych ubrań. Należy je całkowicie wykluczyć. Nie, ja zostanę na boku dobrze uzbrojony, dobrze przygotowany, czekając i oceniając moje możliwości, z moim najlepszym przyjacielem i bratem. Jeśli ludzie myślą, że coś jest wartościowe, to przyjdą, aby to zabrać. To tylko kwestia czasu, ilości broni i rąk.

    Jak tam sytuacja z toaletą?

    Używaliśmy łopaty i skrawku ziemi w pobliżu domu. Czy to wydaje się “niehigieniczne”? I takie było. Myliśmy się tylko wodą deszczową, lub w rzece, ale przez większość czasu było to zbyt niebezpieczne. Nie mieliśmy papieru toaletowego, a jeśli mieliśmy w ogóle, to był na handel. To był „brudny” biznes. Pozwól mi dać ci radę: musisz mieć broń i amunicję jako pierwsze, wszystko inne jako drugie. Dosłownie wszystko! Wszystko zależy od miejsca i ile masz pieniędzy. Jeśli coś zapomnisz, zawsze znajdzie się ktoś, kto ma to na sprzedaż. Ale jeśli zapomnisz broni i amunicji, to dla Ciebie nie będzie dostępu do handlu. I nie sądzę, że duże rodziny oznaczają więcej ust do jedzenia. Wielkie rodziny oznaczają przede wszystkim więcej broni i siły .

    Jak ludzie traktują chorych i rannych?

    Większość obrażeń była od strzałów. Bez specjalisty i bez wyposażenia – jeśli ranny człowiek nie znalazł gdzieś lekarza miał tylko około 30 procent szans na przeżycie. To nie jest film. Ludzie umierali. Wielu zginęło od zakażenia ran powierzchniowych. Miałem oczywiście antybiotyki dla rodziny. Dość często ludzie umierali głupio: prosta biegunka zabije cię w ciągu kilku dni bez leku, z ograniczoną ilością wody. Było wielu chorób skóry i zatrucia żywności. Miejscowych ziół i czystego alkoholu wystarczyło na krótkotrwałe leczenie, ale były bezużyteczne w przypadku przewlekłych dolegliwości. Higiena jest bardzo ważna, jak również posiadanie tyle leków, jak to możliwe – zwłaszcza antybiotyków

    Polubione przez 1 osoba

    • przemex pisze:

      Widać że jak nie ma zorganizowanego państwa, armii, policji, bezpieki, to dotąd wydawałoby się normalni ludzie zamieniają się w potwornych bandytów. I tylko siła do nich przemawia.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.