Jak USA stworzyły machinę biurokratyczną PsyOps i zabagniły świat.

© Krypt3ia

 

Robert Parry
Consortium News
25 marca 2017

Niedawno odtajnione dokumenty z Biblioteki Prezydenckiej Reagana pomagają zrozumieć, w jaki sposób rząd Stanów Zjednoczonych budował struktury swoich wyrafinowanych operacji psychologicznych, które w ciągu ostatnich trzydziestu lat stworzyły alternatywną rzeczywistość zarówno dla ludności w krajach docelowych, jak i dla obywateli amerykańskich. Struktury, które rozszerzyły wpływy USA za granicą i uciszyły sprzeciwy w kraju.

Dokumenty te ujawniają proces tworzenia biurokracji PsyOps pod kierownictwem Waltera Raymonda Juniora, starszego specjalisty ds. tajnych operacji CIA, który został przydzielony do personelu Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC) za prezydentury Reagana z zadaniem zwiększenia roli propagandy i PsyOpów w osłabianiu amerykańskich przeciwników na całym świecie i zapewnienia sobie w kraju wystarczającego poparcia społecznego dla polityki zagranicznej USA.

Raymond, którego porównywano do bohatera powieści Johna LeCarré’go, chętnie pozostającego w cieniu, spędził lata w Białym Domu Reagana jako zakulisowy mistrz marionetek, starając się nie przyciągać uwagi publicznej, a nawet – jak się wydaje – unikając robienia mu zdjęć. Wśród dziesiątek tysięcy fotografii z posiedzeń w Białym Domu znalazłem tylko kilka pokazujących Raymonda – przeważnie w grupie ludzi, częściowo przesłoniętego przez innych urzędników.

Ale Raymond najwyraźniej rozumiał swoje prawdziwe znaczenie. W aktach NSC znalazłem nagryzmolony schemat organizacyjny, na którym umieszczony na szczycie Raymond trzyma coś na kształt krzyżaka, używanego przez lalkarzy do poruszania podwieszonymi pod nim marionetkami. Choć nie sposób dowiedzieć się, co dokładnie miał na myśli autor tych bazgrołów, rysunek odpowiada rzeczywistości: Raymond jako operator za kurtyną, kontrolujący różne międzyagencyjne siły zadaniowe, odpowiedzialne za wdrażanie różnych strategii propagandowych i PsyOpowych.

© Biblioteka Prezydencka Reagana — Walter Raymond Jr., specjalista CIA ds. propagandy i dezinformacji, który nadzorował w NSC reaganowskie projekty „zarządzania percepcją” i PsyOps, częściowo zasłonięty przez prezydenta Reagana, siedzi obok doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Johna Poindextera

Do lat osiemdziesiątych PsyOps zazwyczaj uważano za wojskową technikę osłabiania siły woli wroga poprzez szerzenie kłamstw, wprowadzanie zamieszania i sianie terroru. Klasycznym tego przypadkiem była operacja gen. Edwarda Lansdale’a – uważanego za ojca nowoczesnych PsyOpów – który upuścił krew z martwego filipińskiego buntownika w taki sposób, aby zabobonni towarzysze zmarłego myśleli, że padł on ofiarą polowania jakiejś istoty na kształt wampira. Z kolei w Wietnamie grupa PsyOps Lansdale’a dostarczała zmyślone, potworne przepowiednie astrologiczne na temat losu przywódców Wietnamu Północnego i Wietnamczyków.

Zasadniczo idea PsyOps polegała na graniu na słabościach kulturowych populacji docelowej, aby łatwiej było nią manipulować i ją kontrolować. Ale wyzwania, przed jakimi w latach osiemdziesiątych stanęła administracja Reagana, doprowadziły ją do wniosku, że potrzebne są również pokojowe PsyOps i że pula docelowych populacji powinna objąć też społeczeństwo amerykańskie.

Administracja Reagana miała obsesję na punkcie problemów, pozostałych po ujawnieniu kłamstw rządu na temat wojny w Wietnamie, i rewelacji dotyczących nadużyć CIA w latach siedemdziesiątych, zarówno w obalaniu demokratycznie wybranych rządów, jak i w szpiegowaniu amerykańskich dysydentów. Ten tak zwany „syndrom wietnamski” wyraził się w głębokim sceptycyzmie zwykłych obywateli amerykańskich, a także dziennikarzy i polityków, kiedy prezydent Reagan próbował im sprzedać swoje plany interwencji w wojnach domowych, trwających wówczas w Ameryce Środkowej, Afryce i w innych rejonach świata.

Podczas gdy Reagan w Ameryce Środkowej widział „radziecki przyczółek”, wielu Amerykanom kojarzyła się ona przede wszystkim z tamtejszymi brutalnymi oligarchami i ich krwawymi siłami zbrojnymi, mordującymi kapłanów, zakonnice, aktywistów od praw pracowniczych, studentów, chłopów i ludność tubylczą. Reagan i jego doradcy zdali sobie sprawę, że muszą odwrócić te poglądy, jeśli chcą mieć nadzieję na zapewnienie sobie długotrwałego finansowania wojsk Salwadoru, Gwatemali i Hondurasu, a także cywilnych sił rebelianckich (Contras) w Nikaragui, będących zorganizowanymi przez CIA siłami paramilitarnymi, grasującymi w rządzonej przez lewicę Nikaragui.

Priorytetem stało się więc zmienienie opinii publicznej w celu zdobycia poparcia dla operacji wojskowych Reagana w Ameryce Środkowej, zarówno ze strony wspomnianych krajów docelowych, jak i Amerykanów.

„Totalność PsyOps”

Jak pisał pułkownik Alfred R. Paddock Jr. we wpływowym dokumencie z listopada 1983 roku, zatytułowanym „Military Psychological Operations and US Strategy” (Wojskowe operacje psychologiczne i strategia USA),

„planowane wykorzystanie komunikacji w celu wpłynięcia na postawę lub zachowanie, jeśli ma być prawidłowo stosowane, powinno poprzedzać wszystkie działania siłowe, towarzyszyć im i trwać po ich zakończeniu. Innymi słowy, operacje psychologiczne to jeden z systemów uzbrojenia, który ma do odegrania ważną rolę w czasie pokoju, przez cały czas trwania konfliktu i w okresie trwania następstw konfliktu”.

Paddock kontynuował:

„Wojskowe operacje psychologiczne są ważną częścią „totalności PsyOps”, zarówno w czasie pokoju, jak i podczas wojny. […] Program operacji psychologicznych powinien stanowić integralny element naszej polityki i programów bezpieczeństwa narodowego. Dla zapewnienie niezbędnego mechanizmu koordynacyjnego przy opracowywaniu spójnej, ogólnoświatowej strategii w zakresie operacji psychologicznych bardzo potrzebna jest ciągłość stałej międzyagencyjnej rady zarządu lub komitetu”.

Niektóre z niedawno upublicznionych odręcznych notatek Raymonda skupiają się na Salwadorze i wdrożeniu tam „ogólnokrajowych multimedialnych PsyOpów”, rozpowszechnianych na masowych zgromadzeniach i przez media elektroniczne. „Radio + TV również przenosiły wiadomości PsyOps”, napisał Raymond. Chociaż wężykowaty charakter pisma Raymonda często trudno jest odszyfrować, wyraźnie daje się zauważyć, że programy PsyOp były wymierzone także w Honduras, Gwatemalę i Peru.

© Biblioteka Prezydencka Reagana – 26 stycznia 1981, prezydent Ronald Reagan prowadzi zebranie na temat terroryzmu. Uczestniczą m.in.: doradca ds. bezpieczeństwa Richard Allen, sekretarz stanu Alexander Haig, sekretarz obrony Caspar Weinberger i główny doradca polityczny Białego Domu Edwin Meese.

Jeden z odtajnionych „ściśle tajnych” dokumentów w aktach Raymonda – z 4 lutego 1985 r., od sekretarza obrony (1981-87) Caspara Weinbergera – wzywał do pełnego wdrożenia Dyrektywy Decyzyjnej Bezpieczeństwa Narodowego nr 130, podpisanej 6 marca 1984 r., która autoryzowała pokojowe PsyOps, rozszerzając PsyOps poza ich tradycyjne granice aktywnych działań wojskowych na sytuacje pokojowe, które mogłyby być uznane przez rząd USA za potencjalne zagrożenie dla interesów narodowych.

„To zatwierdzenie [zaleceń Weinbergera] może stanowić impuls do odbudowy niezbędnych zdolności strategicznych, skupić uwagę na operacjach psychologicznych jako instrumencie krajowym – nie tylko wojskowym – i zapewnić pełną koordynację działań psychologicznych z dyplomacją publiczną i innymi międzynarodowymi działaniami informacyjnymi” – czytamy w dokumencie Weinbergera.

To poszerzone zaangażowanie w PsyOps doprowadziło do utworzenia Komitetu ds. Operacji Psychologicznych (POC), któremu miał przewodniczyć przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Narodowego Reagana wraz z wicesekretarzem Pentagonu (DoD) oraz przedstawicielami agencji Wywiadu Centralnego, Departamentu Stanu i Agencji Informacyjnej Stanów Zjednoczonych (USIA).

Według „tajnego” uzupełnienia notatki, dodanego 25 marca 1986 r. przez pułkownika Paddocka, zwolennika PsyOps, który został dyrektorem  Armii USA ds. operacji psychologicznych:

„Grupa ta [POC] będzie odpowiedzialna za planowanie, koordynowanie i wdrażanie działań związanych z operacjami psychologicznymi w ramach wspierania polityki i interesów Stanów Zjednoczonych w zakresie bezpieczeństwa narodowego.

Komitet ten będzie stanowić międzyagencyjne centrum koordynacyjne szczegółowego planowania awaryjnego w zakresie zarządzania zasobami informacyjnymi w czasie wojny, a także w trakcie przechodzenia od stanu pokoju do wojny. POC będzie dążyć do tego, aby w okresie wojny lub w czasie kryzysów (które można zdefiniować jako okresy ostrego napięcia, pociągającego za sobą zagrożenie dla życia obywateli amerykańskich lub nieuchronność wojny między USA a innymi krajami), międzynarodowe elementy informacyjne Stanów Zjednoczonych były gotowe do uruchomienia specjalnych procedur zmierzających do zapewnienia spójności polityki oraz – ze strony grupy docelowej – reagowania na czas i szybkiej informacji zwrotnej”.

Nabieranie kształtu

Formalny kształt nadała Komitetowi POC „tajna” notatka doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Reagana, Johna Poindextera, z 31 lipca 1986 r. W dniu 2 września 1986 r. zapowiedziano pierwsze zebranie Komitetu, a jednym z punktów planu był temat Ameryki Środkowej i kwestia „jak inne agencje POC mogą wesprzeć i uzupełnić programy DoD w Salwadorze, Gwatemali, Hondurasie, na Kostaryce i w Panamie”. Komitetowi POC zlecono także „opracowanie krajowych wytycznych PsyOps”, w tym „sformułowanie i wdrożenie krajowego programu PsyOps”.

Według „tajnej” notatki zastępcy sekretarza obrony Craiga Aldermana Jr. Raymond został współprzewodniczącym POC wraz z pracownikiem kadrowym CIA Vincentem Cannistraro, który w tamtym okresie był zastępcą dyrektora ds. programów wywiadowczych, obaj reprezentujący NSC. Notatka ta zawierała też informację, że na przyszłych zebraniach Komitet POC zostanie poinformowany o projektach PsyOps na Filipinach i w Nikaragui, przy czym ten drugi projekt nosił kryptonim „Niagara Falls”. Notatka odwoływała się również do jakiegoś „projektu Touchstone”, ale nie jest jasne, którego rejonu dotyczył ten program PsyOp.

© Biblioteka Prezydencka Reagana – Ówczesny wiceprezydent George H. W. Bush z dyrektorem CIA Williamem Caseyem w Białym Domu, 11 lutego 1981.

W innej „tajnej” notatce, z 1 października 1986 r. współautorstwa Raymonda, zreferowano pierwsze zebranie POC, które odbyło się 10 września 1986 r., i zauważono, że „na każdym spotkaniu Komitet skoncentruje się na wybranym obszarze działań (np. Ameryce Środkowej, Afganistanie, Filipinach).”

Drugie spotkanie POC odbyło się 24 października 1986 r. i koncentrowało się na Filipinach, jak wynika z notatki z 4 listopada 1986 r., również współautorstwa Raymonda. „Kolejnym krokiem będzie wysłanie do ambasady [na Filipinach] dokładnie opracowanego wstępnego planu PsyOps, w celu uzyskania ich komentarza” – czytamy w notatce. Plan ten „w dużej mierze koncentrował się na szeregu działań obywatelskich, wspierających ogólny wysiłek na rzecz opanowania rebelii„, dodano w uzupełnieniu. „Istnieje uzasadniona obawa co do delikatnej natury wszelkich programów PsyOp, zważywszy na aktualną sytuację polityczną na Filipinach”.

Wcześniej tego samego (1986) roku na Filipinach toczyła się tak zwana „rewolucja siły ludu” (ang. People Power Revolution), która doprowadziła do obalenia wieloletniego dyktatora Ferdinanda Marcosa, a administracja Reagana, która zbyt późno wycofała swoje poparcie dla Marcosa, próbowała ustabilizować sytuację polityczną, żeby zapobiec zdobyciu przewagi przez elementy populistyczne.

Jednak główne zainteresowanie administracji Reagana wciąż powracało do Ameryki Środkowej, w tym do projektu „Niagara Falls” – programu PsyOps, wymierzonego w Nikaraguę. W „tajnej” notatce Pentagonu z 20 listopada 1986 r. zastępca podsekretarza obrony Alderman zarysował pracę Czwartej Grupy ds. operacji psychologicznych w ramach tego planu PsyOps, która miała „pomóc doprowadzić do demokratyzacji Nikaragui”, przez co administracja Reagana rozumiała „zmianę reżimu”. Dokładne szczegóły projektu „Niagara Falls” nie znalazły się w odtajnionych dokumentach, ale wybór kryptonimu sugeruje kaskadę PsyOpów.

Pewne dokumenty z teczki NSC Raymonda rzuciły światło na to, kim byli inni kluczowi gracze operacyjni w programach propagandowych i PsyOps. Na przykład w niedatowanych notatkach, dotyczących prób wywarcia wpływu na Międzynarodówkę Socjalistyczną, w tym zabezpieczenia poparcia dla amerykańskiej polityki zagranicznej ze strony europejskich partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych, Raymond wymienia działania „Ledeena, Gershmana”, odnosząc się do neokonserwatywnego działacza Michaela Ledeena oraz Carla Gershmana, kolejnego neokona, który od 1983 roku jest prezydentem Narodowego Funduszu na rzecz Demokracji (National Endowment for Democracy, NED), think-tanku finansowanego przez rząd USA.

Chociaż technicznie rzecz biorąc, NED jest niezależny od rządu Stanów Zjednoczonych, znaczna część jego finansowania (obecnie około 100 milionów dolarów rocznie) pochodzi od Kongresu. Dokumenty z archiwów Reagana wskazują również jasno, że NED został stworzony z myślą o przejęciu niektórych tajnych działań politycznych i propagandowych CIA, które w latach siedemdziesiątych zdobyły sobie złą sławę. Wcześniej opublikowane dokumenty z akt Raymonda odnotowują naciski dyrektora CIA Williama Caseya na stworzenia NED oraz liczne porady i wskazówki Raymonda, człowieka skrupulatnie wyselekcjonowanego przez Caseya do NSC, udzielane Gershmanowi. [Zobacz Consortiumnews.com: „Ukryta ręka CIA w grupach działających na rzecz demokracji”.]

Kolejną postacią w konstelacji środków propagandowych Raymonda był potentat medialny Rupert Murdoch, postrzegany jako kluczowy sprzymierzeniec polityczny prezydenta Reagana i cenne źródło finansowania dla prywatnych grup, które koordynowały działania propagandowe Białego Domu. [Zobacz Consortiumnews.com: „Rupert Murdoch: rekrut propagandy” (gdzie dowiadujemy się m.in., jak w 1983 r. Murdoch zaoferował wspomóc w swoich gazetach strategię propagandową administracji Reagana, zmierzającą do rozmieszczenia w Europie pocisków atomowych średniego zasięgu dzięki demonizacji radzieckiego zagrożenia – przyp.)]

W liście do Raymonda z 1 listopada 1985 r. Charles R. Tanguy z „Komitetu na rzecz Wspólnoty Demokracji – USA” poprosił o interwencję w sprawie zapewnienia finansowania od Murdocha dla tejże grupy: „Bylibyśmy wdzięczni … gdybyś znalazł czas na telefon do pana Murdocha i zachęcenie go, żeby dał nam pozytywną odpowiedź”.

Inny dokument, zatytułowany „Projekt Uwydatnianie prawdy”, opisuje, jak wydano by 24 miliony dolarów na modernizację infrastruktury telekomunikacyjnej, aby uzbroić „Projekt Prawda w możliwości techniczne, które zapewnią najbardziej wydajne i produktywne wsparcie medialne dla najważniejszych inicjatyw politycznych USA, takich jak Demokracja Polityczna”. Projekt Prawda był nazwą parasolową dla operacji propagandowych administracji Reagana. Na użytek świata zewnętrznego program uznano za „dyplomację publiczną”, ale wtajemniczeni członkowie administracji nazywali to „zarządzaniem percepcją”. [Zobacz Consortiumnews.com „Zwycięstwo zarządzania percepcją„]

Wczesne lata

Pierwotnie priorytetem „projektu Prawda” było oczyszczenie wizerunku sił bezpieczeństwa Gwatemali i Salwadoru, a także partyzantki contras w Nikaragui, dowodzonej przez oficerów Gwardii Narodowej obalonego dyktatora Anastasio Somozy Debayle. Zespół Reagana wiedział, że aby zapewnić stałe finansowanie wojskowe dla tych okrytych złą sławą sił, musi zlikwidować negatywną opinię o nich i jakoś zdobyć poparcie Amerykanów.

Początkowo skoncentrowano się na wyłowieniu amerykańskich dziennikarzy, którzy ujawniali fakty podkopujące pożądany wizerunek. W ramach tego przedsięwzięcia administracja napiętnowała korespondenta New York Times Raymonda Bonnera za ujawnienie salwadorskiej masakry około 800 mężczyzn, kobiet i dzieci w wiosce El Mozote w północno-wschodnim Salwadorze w grudniu 1981 roku. Do ataku na Bonniera dołączyły  Accuracy in Media [organizacja non-profit, nadzorująca rzetelność mediów] i konserwatywne organizacje informacyjne, na przykład strona redakcyjna Wall Street Journal, i Bonnier wkrótce został wyrzucony z pracy. Jednak tego typu akcje były w dużej mierze doraźne i niezorganizowane.

© Biblioteka Prezydencka Reagana — Spotkanie prezydenta Ronalda Reagana z gwatemalskim dyktatorem Efrainem Rios Monttem, oskarżonym później o ludobójstwo rdzennej ludności w górzystym regionie Gwatemali

Dyrektor CIA Casey, z czasów, kiedy w jego życiu krzyżowały się powiązane światy biznesu i wywiadu, posiadał ważne kontakty, pomocne w stworzeniu bardziej usystematyzowanej sieci propagandowej. Casey dostrzegał wartość wykorzystywania grup, takich jak Freedom House, znanych ze wspierania „praw człowieka”.

Jeden z dokumentów z Biblioteki Reagana ujawnia, jak starszy urzędnik Freedom House Leo Cherne uzgadniał z Caseyem szkic opisu sytuacji politycznej w Salwadorze, obiecując, że Freedom House naniesie „poprawki i zmiany” – a nawet wyśle redaktora na konsultację z tym, kogo Casey przydzieli do sprawdzenia tego tekstu.

W liście „Drogi Billu” z 24 czerwca 1981 r., Cherne, który był przewodniczącym komisji wykonawczej Freedom House, napisał:

„Dołączam egzemplarz maszynopisu Bruce’a McColma, specjalisty Freedom House ds. Ameryki Środkowej i Karaibów. To o przygotowanie w trybie pilnym tego właśnie tekstu o Salwadorze prosiłem, dlatego jest on dość surowy. Wspomniałeś, że w celu zapewnienia precyzji fakty mogą być skrupulatnie sprawdzone przez ludzi z rządu, co byłoby bardzo pomocne. …

Jeśli pojawią się jakieś pytania, dotyczące maszynopisu McColm’a, sugerowałbym, żeby ten, kto będzie nad nim pracował, skontaktował się z Richardem Salzmannem z Instytutu Badawczego [organizacji, w której Cherne był dyrektorem wykonawczym]. To redaktor naczelny Instytutu i przewodniczący Komitetu Freedom House ds. Salwadoru. Salzmann dopilnuje, żeby poprawki i zmiany dotarły do Rity Freedman, która będzie z nim współpracować. Jeśli w którymś momencie osoba zajmująca się tym opracowaniem będzie potrzebowała bezpośredniego kontaktu z Salzmannem, będzie on dla niej dostępny”.

W 1982 r. Casey zbierał już także potężnych prawicowych ideologów, aby wspomogli projekt „Zarządzanie postrzeganiem” zarówno pieniędzmi, jak i swoimi środkami masowego przekazu.

Richard Mellon Scaife był dziedzicem fortuny bankowej, naftowej i aluminium, który finansował wiele prawicowych fundacji rodzinnych – takich jak Fundacja Sary Scaife czy Fundacja Carthage – będących dobroczyńcami finansowymi na rzecz prawicowych dziennikarzy i think-tanków. Scaife wydawał również Tribune Review w Pittsburghu, w Pensylwanii.

W 1982 r., kiedy Raymond, z 30-letnim stażem w tajnych służbach CIA, został przeniesiony do NSC, zaczęto dopracowywać bardziej kompleksową operację „dyplomacji publicznej”, jak wynika z nieopublikowanego rozdziału raportu z kongresowego śledztwa w sprawie afery Iran-Contra, który został przemilczany w zamian za podpisy trzech umiarkowanych senatorów republikańskich pod końcowym raportem w celu nadania śledztwu wrażenia  dwustronności.

[„Ten ‘utracony rozdział’ skandalu Iran-Contra opisuje, jak administracja Ronalda Reagana wykorzystała taktykę CIA na gruncie krajowym w celu doprowadzenia do zmiany postrzegania świata przez Amerykanów”. – Robert Parry, Iran-Contra’s ‚Lost Chapter’, czerwiec 2008- przyp.]

Choć nazwisko Raymonda nie pojawia się na pierwszych stronach rozdziału, prawdopodobnie dlatego, że niektóre informacje pochodziły z utajnionych źródeł, występuje ono w dalszej części, a wcześniejsze cytaty odpowiadają znanej roli Raymonda. Zgodnie z końcowym szkicem raportu urzędnik CIA, który został zatrudniony w kadrach w NSC, wcześniej, w latach 1978-1982, pracował jako dyrektor personelu tajnych działań w CIA i był „specjalistą ds. propagandy i dezinformacji”.

„Urzędnik CIA [Raymond] omówił transfer z [dyrektorem CIA] Caseyem i doradcą NSC Williamem Clarkiem, w ramach którego zostanie przesunięty do NSC jako następca [Donalda] Gregga [jako koordynator operacji wywiadowczych, w czerwcu 1982] i otrzymał zgodę na zajęcie się, niezależnie od swoich obowiązków wywiadowczych, przygotowaniem programu dyplomacji publicznej” – czytamy w rozdziale. Gregg był kolejnym wyższym urzędnikiem CIA, który został przydzielony do NSC, zanim został doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego wiceprezydenta George’a H. W Busha.

„Dokumenty uzyskane przez Komisje Specjalne [Iran-Contra] wskazują, że na początku 1983 roku dyrektor personelu wywiadowczego z NSC [Raymond] z powodzeniem zalecił utworzenie międzyrządowej sieci, która promowałaby i zarządzała planem dyplomacji publicznej, stworzonym w celu promowania polityki administracji Reagana w kraju i za granicą”.

Wojna idei

Podczas składania zeznania na temat Iran-Contra Raymond wyjaśnił potrzebę istnienia swojej struktury propagandowej, mówiąc: „Z praktycznego punktu widzenia nie byliśmy dobrze skonfigurowani, żeby zająć się wojną idei”. [War of ideas na Wikipedii, ang.]

© Biblioteka Prezydencka Reagana — 18 stycznia 1983, prezydent Reagan spotyka się w Gabinecie Owalnym z wydawcą Rupertem Murdochem, dyrektorem Agencji Informacyjnej USA Charlesem Wickiem oraz prawnikami Royem Cohnem i Thomasem Bolanem

Jednym z powodów tego mankamentu było to, że prawo federalne zakazywało używania pieniędzy podatników na krajową propagandę czy lobbing oddolny (ang. grassroots lobbying) w celu wywierania nacisku na członków Kongresu. Oczywiście każdy prezydent i jego zespół mieli do dyspozycji ogromne środki, żeby przedstawić swoje argumenty publicznie, ale zgodnie z tradycją i obowiązującym prawem musieli ograniczać się do przemówień, oświadczeń i osobistego przekonywania poszczególnych ustawodawców. Jednak prezydent Reagan uważał, że na przeszkodzie bardziej agresywnej polityki stał „syndrom wietnamski”, powszechny wśród obywateli USA.

Obok rządowej organizacji Raymonda istniały też zewnętrzne grupy, bardzo chętne do współpracy i zarobienia pieniędzy. Na wsparcie finansowe polowali Cherne i jego towarzysze z Freedom House.

W liście do Raymonda z 9 sierpnia 1982 r. dyrektor wykonawczy Freedom House Leonard R. Sussman napisał: „Leo Cherne poprosił mnie o wysłanie tych egzemplarzy naszego czasopisma Freedom Appeals. Prawdopodobnie już ci powiedział, że musieliśmy zredukować ten projekt, aby sprostać rzeczywistości finansowej. [Ten niezależny magazyn został połączony z Freedom At Issue]… Oczywiście chcemy ponownie rozbudować ten projekt, jak tylko znajdą się fundusze, o ile się znajdą. Produkty tego projektu pojawiają się w gazetach, czasopismach, książkach i w programach nadawanych w kraju i za granicą. To znaczący, niepowtarzalny kanał komunikacji” – czyli dokładnie to, na czym skupiała się praca Raymonda.

W dniu 4 listopada 1982, po przeniesieniu z CIA do NSC, ale wciąż jako oficer CIA, Raymond napisał do doradcy NSC, Clarka, o „Inicjatywie demokratycznej i programach informacyjnych”, stwierdzając:

„Bill Casey poprosił mnie o przekazanie następującej myśli o twoim spotkaniu z [prawicowym miliarderem] Dickem Scaifem, Davem Abshirem [wówczas członkiem rady doradczej prezydenta ds. wywiadu zagranicznego], i innymi. Casey zjadł dziś z nimi lunch i omówił potrzebę zwrócenia się, w ogólnym sensie, w stronę wspierania naszych przyjaciół na całym świecie.

Rozumie on przez to zarówno „budowanie demokracji”… jak i pomaganie w ożywieniu międzynarodowych programów medialnych. DCI [dyrektor Wywiadu Centralnego, Casey] jest także zainteresowany umocnieniem się publicznych organizacji informacyjnych w Stanach Zjednoczonych, takich jak Freedom House. … Kluczowym elementem układanki jest dołożenie wszelkich starań, aby pozyskać prywatne fundusze na wygenerowanie impetu. Z rozmowy Caseya ze Scaifem i innymi wynika, że byliby oni bardzo chętni do współpracy. … Zauważ, że Biały Dom jest zainteresowany prywatnym wsparciem dla Inicjatywy Demokratycznej”.

Znaczenie faktu, że CIA i Biały Dom potajemnie organizowały prywatne fundusze, polegało na tym, że te rzekomo niezależne głosy wzmocniłyby następnie i potwierdziły argumenty polityki zagranicznej rządowej administracji wśród opinii publicznej, która przyjęłaby, że poparcie to opierało się na słuszności stanowiska Białego Domu, a nie na przepływie pieniędzy z ręki do ręki. Tak jak sprzedawcy lewego panaceum podstawiają w tłumie swoich ludzi, aby rozbudzić entuzjazm dla eliksiru, tak i propagandziści administracji Reagana rozsypywali po Waszyngtonie dobrze opłaconych „prywatnych” ludzi, aby powtarzali „motywy” propagandy Białego Domu.

Rola CIA w tych inicjatywach była ukryta, ale do dostrzeżenia tuż pod powierzchnią. Notatka z 2 grudnia 1982 roku, skierowana do „Buda” – odniesienie do wyższego urzędnika NSC Roberta „Buda” McFarlane’a – przedstawia apel Raymonda o krótkie spotkanie:

„Kiedy [Raymond] wrócił z Langley [siedziba główna CIA], miał proponowany szkic listu … w sprawie 100 mln dolarów na proj[ekt] demok[racji]”.

Podczas gdy Casey pociągał za sznurki w tym projekcie, [tenże] dyrektor CIA polecił urzędnikom Białego Domu, aby ukryli rękę CIA: „Oczywiście my tutaj [w CIA] nie powinniśmy afiszować się udziałem w rozwoju takiej organizacji ani sprawiać wrażenia sponsora czy rzecznika” – napisał Casey w niedatowanym liście do ówczesnego doradcy Białego Domu, Edwina Meesego III, kiedy jednocześnie nawoływał do utworzenia „Narodowego Funduszu”.

Jednak na powstanie Narodowego Funduszu na Rzecz Demokracji (NED), z setkami milionów dolarów od rządu USA, trzeba było poczekać jeszcze kilka miesięcy. W międzyczasie administracja Reagana musiała zmobilizować prywatnych darczyńców, aby przyspieszyć sprawę propagandy.

„Opracujemy scenariusz uzyskiwania prywatnych środków finansowych” – napisał doradca NSC, Clark, do Reagana w notatce z 13 stycznia 1983 r., dodając, że dyrektor Agencji Informacyjnej Stanów Zjednoczonych „Charlie Wick zaoferował przejęcie kierownictwa. Być może zwrócimy się do Ciebie o spotkanie się z grupą potencjalnych darczyńców.”

Pomimo sukcesu Caseya i Raymonda w rekrutowaniu bogatych konserwatystów do prywatnego finansowania operacji propagandowych, Raymond martwił się, że udział CIA w tym procederze może doprowadzić do wybuchu skandalu. Dlatego też w kwietniu 1983 roku Raymond oficjalnie wystąpił z CIA, żeby – jak powiedział – „nie było żadnych wątpliwości co do czystości”. Jednak nadal robił w stosunku do społeczeństwa USA to, co robiłby oficer CIA, kierujący operacją propagandową we wrogim obcym kraju.

Raymonda martwiła też kwestia legalności bieżącej roli Caseya. W jednej z notatek wyznał, że zdecydowanie należy „przestać informować [Caseya] na bieżąco o wszystkim”, ale Casey nigdy się nie wycofał, a Raymond nadal (nawet jeszcze w 1986 roku) wysyłał do starego szefa raporty o postępach. [Casey zrezygnował ze stanowiska w CIA w styczniu 1987 r., po operacji raka mózgu, zmarł kilka miesięcy później. Pierwszy atak choroby nastąpił w grudniu 1986 r., w przeddzień zaplanowanej wizyty w Kongresie w celu złożenia zeznań w sprawie Iran-Contra. Więcej szczegółów o karierze i chorobie Caseya w NYT– przyp.]

To „coś, co budziło szerokie katolickie zainteresowanie [Caseya]”, rzucił Raymond podczas składania zeznań w sprawie Iran-Contra. Po czym jako usprawiedliwienie dodał, że Casey podjął się tej wyraźnie nielegalnej ingerencji w politykę wewnętrzną „nie tyle jako człowiek z CIA, ale jako doradca prezydenta”.

Propaganda w czasie pokoju

Tymczasem Reagan zaczął formować formalną władzę dla tej bezprecedensowej biurokracji propagandowej na czas pokoju. W dniu 14 stycznia 1983 r. Reagan podpisał Dyrektywę Decyzyjną Bezpieczeństwa Narodowego nr 77 (ang. National Security Decision Directive 77, NSDD-77), zatytułowaną „Zarządzanie dyplomacją publiczną w odniesieniu do bezpieczeństwa narodowego”. W NSDD-77 Reagan uznał za konieczne „wzmocnienie organizacji, planowania i koordynacji różnych aspektów dyplomacji publicznej rządu Stanów Zjednoczonych”.

© Reagan Presidential Library — Spotkanie prezydenta Reagana z Charlesem Wickiem 7 marca 1986 roku w Gabinecie Owalnym. Rownież obecni: Stephen Rhinesmith, Don Regan, John Poindexter, George Bush, Jack i Walter Raymond Matlock (siedzi obok Regana po lewej stronie na zdjęciu).

Reagan zlecił utworzenie specjalnej grupy planistycznej w obrębie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, która miałaby kierować kampaniami tej „dyplomacji publicznej”. Na czele grupy miał stanąć Walter Raymond, a jedną z jej głównych placówek byłby nowy Urząd ds. Dyplomacji Publicznej dla Ameryki Łacińskiej, który mieściłby się w Departamencie Stanu, ale był pod kontrolą NSC. (Jednym z dyrektorów Biura Dyplomacji Publicznej dla Ameryki Łacińskiej był neokonserwatysta Robert Kagan, który później, w 1998 roku, został współzałożycielem think-tanku Projekt dla Nowego Amerykańskiego Stulecia (PNAC), a po paru latach stał się głównym promotorem inwazji prezydenta George’a W. Busha na Irak w 2003 roku).

20 maja 1983 roku Raymond wspomniał w notatce, że pozyskano 400 000 dolarów od prywatnych darczyńców, przyprowadzonych do Pokoju Dowodzenia (Situation Room) w Białym Domu przez dyrektora Agencji Informacyjnej USA, Charlesa Wicka. Według tej notatki pieniądze zostały rozdzielone między kilka organizacji, w tym Freedom House i Accuracy in Media – prawicową organizację atakującą media.

Kiedy pisałem o tej notatce w mojej książce z 1992 roku pt. Fooling America (Nabierając Amerykę), Freedom House zaprzeczył, jakoby otrzymywał jakiekolwiek pieniądze z Białego Domu czy współpracował z jakąkolwiek kampanią propagandową CIA / NSC. W jednym z listów Sussman z Freedom House nazwał Raymonda „źródłem z drugiej ręki” i upierał się, że „organizacja nie potrzebowała żadnych specjalnych funduszy, aby zająć stanowisko … w jakichkolwiek sprawach dotyczących polityki zagranicznej”.

Ale niewiele sensu miałoby okłamywanie przełożonego przez Raymonda w wewnętrznej notatce. I jest jasne, że Freedom House odgrywał kluczową rolę w knowaniach administracji Reagana, mających na celu udzielenie pomocy grupom wspierającym jej politykę w stosunku do Ameryki Środkowej, a w szczególności zorganizowanej przez CIA wojnie partyzantki (Contras) przeciwko lewicowemu rządowi sandinistowskiemu w Nikaragui. Dodatkowo opublikowane później dokumenty Białego Domu ujawniły, że Freedom House rzeczywiście zabiegał o fundusze.

W dniu 15 września 1984 r. Bruce McColm – pisząc z ramienia Ośrodka Studiów Karaibskich i Środkowoamerykańskich przy organizacji Freedom House – wysłał do Raymonda „krótką propozycję Projektu Nikaragua 1984-85 – inicjatywy Ośrodka. Projekt ten łączy elementy ustnej historii z publikacją Dokumentów nikaraguańskich” – książki, która zdyskredytowałaby ideologię i praktyki sandinistów.

„Utrzymanie części związanej z historią ustną zwiększa koszty całkowite; ale wstępne rozmowy z twórcami filmu nasunęły mi pomysł, że można by stworzyć dokument w stylu ‘Mauvaise conduite’ (Niewłaściwe zachowanie), opierający się na tych materiałach – napisał McColm, odnosząc się do filmu z roku 1984, który stanowił zjadliwą krytykę Kuby Fidela Castro. –Taki film musiałby być dziełem szanowanego reżysera latynoamerykańskiego lub europejskiego. Amerykańskie filmy o Ameryce Środkowej są po prostu zbyt konfliktowe ideologicznie i słabe pod względem artystycznym”.

Trzystronicowy list McColma, próbującego zainteresować Raymonda sfinansowaniem projektu, czyta się jak książkę lub propozycję scenariusza filmowego:

„Dokumenty nikaraguańskie będą także swobodnie dostępne dla zwykłych czytelników, dziennikarzy, opiniotwórców, pracowników uczelni i tym podobnych. Książka ta byłaby dość szeroko rozpowszechniona w tych sektorach i jestem pewien, że będzie bardzo użyteczna. Już teraz stanowi coś w rodzaju samizdatu Freedom House, ponieważ od dwóch lat rozprowadzałem te dokumenty wśród dziennikarzy, od kiedy otrzymałem je od niezadowolonych Nikaraguańczyków”.

McColm zaproponował spotkanie twarzą w twarz z Raymondem w Waszyngtonie i załączył 6-stronnicowy wniosek o grant, zabiegając o 134100 dolarów. Zgodnie z wnioskiem projekt obejmowałby

„bezpłatną dystrybucję wśród członków Kongresu i kluczowych urzędników państwowych, dystrybucję próbnych wydruków jeszcze przed publikacją dla uzyskania maksymalnej promocji i terminowych recenzji w gazetach oraz w czasopismach z rubryką bieżących wydarzeń, konferencje prasowe w siedzibie Freedom House w Nowym Jorku, a także w Narodowym Klubie Prasowym w Waszyngtonie. Rozesłanie komentarzy do ponad 100 gazet …, dystrybucję hiszpańskojęzycznej wersji przez organizacje latynoskie w Stanach Zjednoczonych i w Ameryce Łacińskiej, organizację europejskiej dystrybucji poprzez kontakty Freedom House”.

Dokumenty, które znalazłem w bibliotece Reagana, nie wskazywały, co się później stało z tą konkretną propozycją. McColm nie odpowiedział na e-mail z prośbą o komentarz na temat planu dotyczącego Dokumentów nikaraguańskich czy wcześniejszego listu od Cherne’a (który zmarł w 1999 roku) do Caseya o zredagowaniu maszynopisu McComba. Freedom House rzeczywiście wyłonił się jako czołowy krytyk rządu sandinistów w Nikaragui i stał się głównym odbiorcą pieniędzy od finansowanego przez USA Narodowego Funduszu dla Demokracji, który został założony w 1983 roku pod patronatem projektu Caseya-Raymonda.

Dokumenty udostępnione w ostatniej kolejności – odtajnione w latach 2013-2017 – pokazują, jak wcześniejsze wysiłki Caseya i Raymonda splotły się z utworzeniem w 1986 roku formalnej biurokracji PsyOps, również będącej pod kontrolą operacji NSC Raymonda. Połączenie programów propagandowych z PsyOp uwypukliło wypracowane przez rząd Stanów Zjednoczonych ponad trzydzieści lat temu potężne możliwości podstawiania stronniczych, zniekształconych lub fałszywych wiadomości. (Casey zmarł w 1987 r., Raymond w 2003.)

W ciągu tych kilku dziesięcioleci, mimo że Biały Dom przechodził z rąk Republikanów do Demokratów i z powrotem, impet nadany przez Williama Caseya i Waltera Raymonda zapewnił nieprzerwaną realizację tych strategii „zarządzania postrzeganiem / PsyOps”. W ostatnich latach nazewnictwo uległo zmianie, ustępując sympatyczniejszym eufemizmom, takim jak „inteligentna siła oddziaływania” [smart power, Joseph Nye] i „komunikacja strategiczna”. Ale idea jest wciąż taka sama: w jaki sposób wykorzystać propagandę, żeby sprzedać politykę rządu USA za granicą – i w kraju.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Creating an alternate reality with a psyops ‚bureaucracy’: How the U.S. swamped the world

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/05/07/jak-usa-stworzyly-machine-biurokratyczna-psyops-i-zabagnily-swiat/

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 27 komentarzy

Pomagasz Piskorskiemu? Oczekuj wizyty ABW….

Przeraża poziom stosowanej inwigilacji społeczeństwa przez tajne służby. Bo jeśli tylko w rozmowie telefonicznej pada nazwisko Piskorskiego, a chwilę po tym zjawią się u rozmówcy pracownicy ABW, to żyjemy już chyba w państwie policyjnym.

Za kilka dni kończy się okres, trwającego już 12 miesięcy, tymczasowego aresztowania Mateusza Piskorskiego. Wiemy już, że prowadząca sprawę prokurator otrzymała od swoich zwierzchników, z całkowicie kontrolowanej przez partię rządzącą Prokuratury Krajowej, zgodę na przedłużenie prowadzenia śledztwa w tej sprawie.

W związku z tym, na najbliższej rozprawie, z całą pewnością będzie żądać od sądu dalszego przedłużenia aresztowania Piskorskiego. Rozprawa ma się odbyć 11 maja, prawdopodobnie w sądzie apelacyjnym.

Polskie prawo, wysoce niedoskonałe w tym względzie i krytykowane przez różne międzynarodowe instytucje przewiduje, że po 12 miesiącach aresztowania wniosek o jego przedłużenie musi złożyć już prokurator nadrzędny nad dotychczas występującą Anną Karlińską, do sądu wyższej instancji. Jeśli i tym razem sąd automatycznie uzna „racje” prokuratury, jak to od lat dzieje się w Polsce nagminnie, czy też zrobi to pod politycznym naciskiem, co jest normą w państwie PiS, sprawa wkroczy już w patologiczne obszary mrocznego polskiego wymiaru „sprawiedliwości”.

I tu już w Polsce zaczyna się istny horror. Po pierwszym rocznym okresie aresztowania w polskim prawie nie ma już praktycznie żadnych ograniczeń długości tymczasowego aresztowania, bo wystarczy, że prokurator powoła się na „szczególną zawiłość sprawy”, a ta pozostaje kwestią uznania i widzimisię sądu, i to wystarczy.

„Rekordziści” byli wiezieni w areszcie nawet do 8 lat. Marek Dochnal był przetrzymywany w areszcie śledczym bez postawienia zarzutów 3,5 roku. Na kilkadziesiąt tysięcy wniosków prokuratury o zastosowanie aresztu polskie sądy uwzględniają aż 90% z nich. 20% osadzonych w areszcie przebywa w nim  ponad 2 lata.

Państwo Polskie, my podatnicy, za to bezprawie wymiaru sprawiedliwości płacimy rocznie po kilkanaście milionów złotych odszkodowań, które niesłusznie aresztowanym zasądza Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu. Na polskie sądy oczywiście nie ma co liczyć. Tu ręka rękę myje i mamy do czynienia ze środowiskową „solidarnością” organów ścigania, prokuratury i sądów. Kolejna decyzja sądu na rękę pisowskiej prokuraturze, otwiera jednak w końcu drogę do Strasburga. Skarga na Polskie Państwo już tam od dawna leży i czeka na rozpatrzenie.

Chcesz pomóc? Licz się z utratą pracy!

Mając na uwadze te fakty i duże prawdopodobieństwo, że sąd znów przedłuży aresztowanie, adwokaci, przyjaciele i współpracownicy Piskorskiego, zbierają od jakiegoś czasu podpisy pod poręczeniami, by w ten sposób zastąpić areszt, który jest najcięższym środkiem zapobiegawczym, i który co do zasady powinien być stosowany wyjątkowo i bardzo ostrożnie. Niech się ta cała „sprawa” toczy dalej, ale niech i Piskorski bierze w niej udział z wolnej stopy.

Zbieranie podpisów wśród zwykłych ludzi szło całkiem dobrze. Pomysłodawcy zbierania podpisów słusznie jednak doszli do wniosku, że dobrze by było, gdyby wśród poręczycieli znalazły się jakieś osobistości, jacyś utytułowani ludzie ze świata kultury i nauki. W tym celu inicjatorzy skontaktowali się telefonicznie z uczelnią (Wyższa Szkoła Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki), na której wykładał Mateusz Piskorski. Otrzymali stamtąd obietnicę złożenia podpisu pod tym dokumentem przez rektora i innych pracowników uczelni. Kilka dni później jednak poręczenia odmówili. Otóż wkrótce po telefonicznej rozmowie przyszło na uczelnię wezwanie na przesłuchanie do ABW. Po tym przesłuchaniu, na którym nie wiadomo jakich gróźb i szantaży użyto, uczelnia wycofała się z poręczenia za Piskorskiego. Ostatnio straciła też budynek, w którym miała swoją siedzibę. Zburzono budynek „Uniwersalu” wraz z „Rotundą” i po szkole, w której Piskorski pracował, nie pozostał kamień na kamieniu. Czy ma to związek ze sprawą? Kto wie? Tu jest IV RP, a zemsta PiS nie zna granic logiki ani przyzwoitości.

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku profesora Jerzego Sielskiego, który przed laty był promotorem pracy doktorskiej Piskorskiego. Ten również początkowo bardzo zdecydowanie potwierdził swoją gotowość do poręczenia. Jednak kilka dni później, mocno przestraszony przeprosił, że jednak tego podpisu złożyć nie może. Jego również, zaraz po telefonicznej rozmowie, odwiedzili smutni panowie z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W tym samym czasie, jego szkoła, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, gdzie wykłada politologię, zawiesiła  jego profesurę. Oczywiście nikt tego nie podał za powód zawieszenia, tylko po prostu zawieszenia się zdarzają w naszym kraju tak samo jak seryjni samobójcy.

Takich przypadków było zapewne więcej. Niestety nie o wszystkich się dowiemy. Strach o utratę możliwości zarobkowania ma paraliżującą siłę przekonywania. Przeraża też poziom stosowanej inwigilacji społeczeństwa przez tajne służby. Bo jeśli tylko w rozmowie telefonicznej pada nazwisko Piskorskiego, a chwilę po tym zjawią się u rozmówcy pracownicy ABW, to żyjemy już chyba w państwie policyjnym? Zastanawiać może też fakt, czy to sąd tak niefrasobliwie na prawo i lewo wydaje służbom zgodę na podsłuchiwanie rozmów obywateli, czy też służby te to już państwo w państwie i podsłuchują kogo chcą i kiedy chcą?

Piskorski ma się lepiej

Na pobicie Piskorskiego przez funkcjonariusza ABW, została złożona skarga. Skarga ma już status zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Piskorski czuje się lepiej, lekarz udzielił mu niezbędnej pomocy, ale nadal narzeka na ból pleców, które szczególnie ucierpiały podczas brutalnej próby przewrócenia go na ziemię przez funkcjonariusza ABW, który bił Piskorskiego przy głośnych protestach służby więziennej, przeciw stosowaniu zupełnie nieuzasadnionej przemocy. Miejmy nadzieję, że odpowie za swoje czyny. Nie teraz, to może, gdy PiS przeminie?

Ze strony służb można się spodziewać dalszych bezprawnych działań, także tych zagrażających zdrowiu i życiu aresztowanego. Materiały, które gromadzi Rzecznik Praw Obywatelskich czy Helsińska Fundacja Praw Człowieka od dawna pokazują rozmiary degeneracji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ludzi więzi się do czasu, gdy przyznają się do bycia wielbłądem i dobrowolnie poddadzą się karzę. Często stosuje się wobec nich szantaż, i groźby. Groźba odebrania dzieci i oddania ich do domu dziecka, na niewielu nie zrobi wrażenia. A takie przypadki już były. Ostatnio, tygodnik „Polityka” przedstawił nawet raport o stosowaniu tortur na polskich komisariatach, które określił jako „polską codzienność”.

Autor: Jarosław Augustyniak  07.05.2017

za: https://pl.sputniknews.com/polska/201705075407663-Piskorski-wizyta-ABW/

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , | 5 komentarzy

Pieronie, czyli nasze święte góry pogańskich bogów.

 

Wyobrażenie Peruna, boga burzy i błyskawic. Możliwe, że oddawano mu cześć także na Śląsku ©Wikipedia/M. Priesniakow

Przed wiekami mieszkańcy Śląska i Zagłębia często oddawali cześć bogom na szczytach gór i wzgórz. Ślady wierzeń 
tamtych dni przetrwały w zapiskach kronikarzy i w ludowej tradycji, bywają też odkrywane przez archeologów.

Pierwsze dni po
wiosennej równonocy to dobry czas, by zastanowić się, co też wiemy o przedchrześcijańskich wierzeniach naszych przodków. Nawet jeśli nasza wiedza jest tu dalece niepełna, ba – szczątkowa, gdyż upływ stuleci zrobił swoje. Tym bardziej że przez te wieki, jakie minęły od czasu chrystianizacji, kapłani nowej wiary zrobili wiele, by zniszczyć, zohydzić, a przynajmniej skrzętnie zamaskować relikty dawnej.

Nie wiemy więc dziś dokładnie, jakim to bóstwom oddawano cześć na praśląskiej górze Ślęży. Bo co do tego, że oddawano, nie ma najmniejszej wątpliwości. Historycy domniemują wręcz, że to słynną śląską górę miał na myśli rzymski historyk Tacyt, pisząc w swym dziele „Germania” o świętym gaju plemienia Nahanarwalów.

Dużo, dużo później, już w średniowieczu, istnienie sanktuarium na Ślęży zaświadczył kronikarz Thietmar z Merseburga: „Owa góra wielkiej doznawała czci u wszystkich mieszkańców z powodu swego ogromu oraz przeznaczenia, jako że odprawiano na niej przeklęte pogańskie obrzędy”. Do naszych czasów przetrwali w masywie Ślęży milczący świadkowie jego tajemniczej przeszłości: niezwykłe kamienne posągi. Co lub kogo miały wyobrażać? Nie wiemy. Ale ich twórców dopatrywać się można w Celtach. Dla rzeźb ze Ślęży znaleziono analogie – daleko, daleko, na Półwyspie Iberyjskim. Zaś posągi to nie wszystko – tak na samej Ślęży, Sobótką też zwanej, jak i na innych wierzchołkach masywu, Raduni i Wieżycy, znajdują się pozostałości kamiennych obwałowań. Czyżby otaczały one dawne miejsca kultu? Nazwa Radunia sama z siebie jest interesująca – gdyż wiadomo, że na dawnej, pogańskiej Rusi istniało święto zwane Radunica. Obchodzono je wiosną i poświęcone było pamięci zmarłych. Ciekawe, że na bliższym nam Śląsku (pradawna Ślęża to Dolny Śląsk, który wichry historii jak na razie rozdzieliły z Górnym) napotkamy nazwy Raduń i Radunia. To wsie na północno-zachodnich kresach województwa śląskiego, dwadzieścia parę kilometrów od Tarnowskich Gór.

Zaś na Górnym Śląsku, na Śląsku Cieszyńskim, w Zagłębiu Dąbrowskim i na Jurze napotkamy też inne święte góry tych, co żyli na tych ziemiach przed nami. Jedno z tych miejsc to góra Łubianki. Słyszeliście Państwo o takiej? Zapewne nie – kto o niej wie, może być dumny ze swego lokalnego patriotyzmu lub opanowania regionalnej geografii. Osada Łubianki to obecnie przysiółek Myszkowic w powiecie będzińskim, zaś wznosząca się nad nim góra o tej samej nazwie (zwana też po prostu Łubianką) to ni mniej, ni więcej, tylko najwyższe wzniesienie we wschodniej części Wyżyny Śląskiej! Doskonała więc lokalizacja dla ośrodka kultu. I jak głosi lokalne podanie, spisane w latach 20. czy na początku lat 30. ubiegłego wieku przez Mariana Kantora-Mirskiego, faktycznie znajdowała się tam przed wiekami pogańska świątynia. Spalić ją miał pewien rycerz – desperat, przypłaciwszy zresztą swój czyn życiem. Dziś w drzemiących u stóp świętej góry Łubiankach, gdzie czas wydaje się stać w miejscu, ale starzy ludzie odchodzą jak wszędzie, nikt już chyba nie pamięta tej legendy. Chwała więc znanemu badaczowi historii Zagłębia, który później zginął w hitlerowskim obozie koncentracyjnym, za to, co zdążył utrwalić na piśmie…

Jakiemu jednak pogańskiemu bóstwu oddawano cześć na górze Łubianki? Tego niestety nie wiemy. W lepszej jednak sytuacji jesteśmy w przypadku Lędzin, nad którymi góruje słynny Klimont. To wyniosłe, dominujące w okolicy wzgórze, którego wierzchołek zajmuje obecnie kościół pod wezwaniem świętego Klemensa (skądinąd budzący interesujące skojarzenia z dziedziny pierwocin chrześcijaństwa na Śląsku) nosi jeszcze inną nazwę: Piorunowa Górka. Tę zaś można bezpośrednio odnosić do Peruna, boga burz i błyskawic, jednego z najważniejszych, najpotężniejszych bóstw w wierzeniach dawnych Słowian. Do jego imienia może również nawiązywać nazwa pobliskiego przecież Lędzinom Bierunia. O Perunie to zapewne pisał historyk Prokop z Cezarei w VI wieku: „Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne”. Można się też spotkać z hipotezą, że słowiański Perun to nie kto inny, jak sławny germański Thor, Donarem też zwany, którego kult dotarł na Ruś – skąd zapewne rozprzestrzenił się dalej – wraz z wikingami, Waregami tam zwanymi. Czy w sanktuarium na Piorunowej Górce naprawdę znajdowały się dwa posągi? Jeżeli tak, to jeden z nich podobny mógł być do drewnianego wyobrażenia Peruna z Kijowa. Średniowieczna ruska „Powieść minionych lat” opisuje go „z głową srebrną i wąsem złotym”. Kim był drugi? Czyżby to występujący w mitologii Słowian Porenut, w imieniu którego znawcy tematu doszukują się słowa Pioruniec lub Piorunic, a mający być synem Peruna? Ale chodzić też mogło o jeszcze jedną, trzecią postać gromowładnego boga – o zbrojnego Rujewita. Jednak to oczywiście tylko przypuszczenia, zwłaszcza że tradycja wie swoje i mówi, że owym drugim bóstwem był Radegast. Niezbitym natomiast faktem jest, że głęboko zakorzenione, niegdyś wyjątkowo ciężkie przekleństwa, utożsamiane wręcz ze Ślązakami i śląskością, jak „Pieronie!”, „O pierona!” czy „Jeronie, pieronie!”, w oczywisty sposób nawiązują do imienia dawnego, piorunowego boga.

Góra Świętej Doroty w Będzinie-Grodźcu, popularnie Dorotką zwana, jest kolejnym wyniosłym wzgórzem Wyżyny Śląskiej, co do którego z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że istniał ongiś nad nim pogański ośrodek kultu. Tak przynajmniej głosi dość już rozpowszechniona tradycja. Badania archeologiczne jak do tej pory nie potwierdziły tego faktu. Ale też mu nie zaprzeczyły. Nie przeprowadzono ich wciąż w najważniejszym miejscu, czyli w stojącym na szczycie kościele pod wezwaniem Świętej Doroty. Tymczasem właśnie wykopaliska na terenie tej świątyni mogłyby przynieść najciekawsze, by nie rzec sensacyjne rezultaty. Sam kościół św. Doroty jest stosunkowo młody, może się pochwalić „zaledwie” XVII-wieczną metryką. Ale nie można wykluczyć, że jego poprzedniczką była starsza, średniowieczna jeszcze świątynia. Tę zaś mogła poprzedzać domniemana świątynia przedchrześcijańska, której śladów odnalezienie byłoby liczącym się archeologicznym odkryciem, podobnie jak było nim odkrycie reliktów pogańskiego chramu pod katedrą we Wrocławiu.

I jeszcze coś: otóż w samej nazwie Dorotka, podobnie jak i w innej nazwie tej góry – Tabor, również już za chrześcijańskich czasów nadanej, pobrzmiewać się zdaje imię boga Thora. Chrześcijańskie nazwy mogły celowo nawiązywać do pogańskich, podobnie jak daty wprowadzanych chrześcijańskich świąt nieraz wiązano ze świętami obchodzonymi przez wyznawców dawnych wierzeń. Papież Grzegorz I Wielki na przełomie VI i VII wieku po Chrystusie nakazał stawiać chrześcijańskie kościoły, a przynajmniej kaplice, w miejscach, gdzie wcześniej czcili swe bóstwa poganie.

Natomiast komu innemu niźli bogu piorunów oddawano cześć na jurajskim wzgórzu nad Żarkami, którego wierzchołek wieńczą dziś ruiny kościółka św. Stanisława. I w te okolice dotarł przed laty niestrudzony Kantor-Mirski. Zwrócił uwagę m.in. na to, że nazwa Żarki bywa wywodzona od żarów, jak określano drewniane stosy, na których palono niegdyś zmarłych, a gdzieś między Jaworznikiem a Łutowcem odnalazł tajemniczy posąg kamienny, tak zwaną babę. Rzeczone zaś wzniesienie opisał wielce sugestywnie: „Gdy staniesz na tem wzgórzu obok ruin, to w poszumach wichru, który tu stale wyprawia swe nieokreślone harce, zda ci się, że słyszysz pogrzebne licedranie pogańskich płaczek, pląsających koło mar, że słyszysz gwar tryzn na pogrzebach wojów, że dochodzi cię przeraźliwy jęk duszonych wdów, przebijanych oblubienic nieboszczyków. Przerażony tą mową wichru, szczególnie gdy o wieczorze znajdziesz się samotnie na wzgórzu, tulisz się do murów kościółka i uspokaja cię szum inny, co płynie od starej lipy”.

Być może autorska wrażliwość faktycznie pomogła odgadnąć naturę sił nadprzyrodzonych, którym oddawano cześć w tym miejscu. Dość oczywistą podpowiedź stanowi tu bowiem sama nazwa wzgórza. Zowie się ono Laskowiec. To powszechne wśród Słowian imię demona lasów. Laskowiec miał się ukazywać ludziom w postaci zwierzęcej, na przykład wilka czy puchacza, ale i jako zawirowanie wiatru, przy czym miał też wyć i rżeć, śmiać się i śpiewać. Niczym wiatr na wyniosłym jurajskim wzgórzu…

Nawiasem mówiąc, na Jurze mamy więcej miejsc, które być może przechowały w swoich nazwach pamięć o dawnych wierzeniach – jak Lelów, który bywa kojarzony z rzekomymi bliźniaczymi bóstwami Lelum i Polelum, czy też Góra Żmijów tuż koło Kroczyc, nieodparcie przywodząca na myśl słowiańskiego Żmija.

Mają też kultowe góry nasze Beskidy. Oto koło Bielska-Białej, na szczycie Palenica ponad doliną Wapienicy, istnieje zagadkowy kamienny krąg otoczony fosą. Odkrył go przed laty prof. Jerzy Szydłowski. Oku tego wytrawnego archeologa nie umknęło pokrewieństwo, ewidentnie łączące obiekt na Palenicy z sanktuariami na Ślęży i Łysej Górze.

Zaledwie kilka kilometrów od Palenicy, pomiędzy Klimczokiem a Błatnią, znajduje się nie mniej tajemnicza góra Stołów. Natkniemy się tam nie tylko na cały kompleks kamiennych kopców, ale i pionowy, kamienny blok zwany „Jackiem”, na którym wyryto nierozszyfrowane jak dotąd znaki. Jeden z nich to ukośny krzyż X – znak występujący także na głazach góry Ślęży.

autor: Tomasz Borówka 25 marca 2017

za: http://www.dziennikzachodni.pl/serwisy/historia/a/pieronie-czyli-nasze-swiete-gory-poganskich-bogow,11919339/

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , | 3 komentarze

Pierwsze lokalne referendum w sprawie GMO.

za: https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/05/04/pierwsze-lokalne-referendum-w-sprawie-gmo/

My, mieszkańcy gminy Świdwin, zdecydowaliśmy się być inicjatorem lokalnego referendum sprzeciwiającego się uprawie lub hodowli GMO. Jesteśmy świadomi zagrożeń wypływających z GMO, dlatego pragniemy zapewnić ochronę nam, naszym dzieciom i przyszłym pokoleniom.

Referendum zostało zgłoszone i od dzisiaj rozpoczynamy zbiórkę podpisów od mieszkańców uprawnionych do głosowania w naszej gminie. Pozostawieni bez wyboru, zdecydowaliśmy się zapoczątkować działania – prareferendum, którego wynikiem będzie program przekazywany innym zainteresowanym gminom na terenie całej Polski.

Źródło: Zachodniopomorski Oddział Stowarzyszenia EKOLAND

Wyjaśniając nowe pojęcie – prareferendum – ma ono określać pierwsze i wzorcowe referendum w ogólnokrajowym procesie referendum kroczącego. Musimy zrobić referenda lokalne, ponieważ władza centralna (a przecież to ponoć nasi przedstawiciele) albo uniemożliwia przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego, albo tworzy na chybcika referenda, które mają się odbyć tak, by nie było wymaganej frekwencji. I do tego potrzebne jest nam prareferendum, które tworzy wzór do powielenia dla innych chętnych do zrobienia referendum u siebie w gminie. Stąd pytanie referendalne, którego treść jest uniwersalna i może być łatwo powielona w każdej gminie. Gdy wszystkie gminy zadadzą to pytanie:

Czy zgadzasz się, by GMO było uprawiane lub hodowane w naszej gminie?

– niech któryś mądry lub lepiej przemądrzały prawnik odpowie na pytanie: Czy wypowiedział się cały Naród? Zwracając się zatem do gminy Świdwin, zwracamy się w istocie do całego Narodu Polskiego, bo liczymy, że inne gminy w całej Polsce podejmą się u siebie organizacji swoich referendów dokładnie z tym samym pytaniem co nasze prareferendum. To warunek sukcesu, by Naród miał prawo wypowiedzieć swoje zdanie, skoro jest władzą zwierzchnią, czyli Suwerenem w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej.

za: http://www.bezatomu.pl/01_05_2017.html

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Ostatni poganie Europy. W tej krainie wyznawcy tradycyjnych kultów przetrwali tysiąclecia, aż do dzisiaj.

Mari_Native_Faith_symbol-340x340.jpg

za: https://slowianowierstwo.wordpress.com/2017/04/14/ostatni-poganie-europy-w-tej-krainie-wyznawcy-tradycyjnych-kultow-przetrwali-tysiaclecia-az-do-dzisiaj/

Źródło artykułu: ciekawostkihistoryczne.pl

Rodzimowierstwo przeżywa bezprecedensowy renesans. Niewiele jest jednak miejsc, w których wiara przodków przetrwała. A nie tylko – została po czasie, w wątpliwy zresztą sposób, zrekonstruowana. Zdaniem wielu specjalistów ta społeczność to ostatni taki przykład.

O mieszkańcach Mari El, małej autonomicznej republiki na wschodnim krańcu europejskiej części Federacji Rosyjskiej, mówi się, że są ostatnimi autentycznymi poganami w Europie. Według ankiety przeprowadzonej w 2012 roku do wyznawania rodzimej religii przyznaje się 6% ludności krainy. Procent może niezbyt imponujący – ale imponuje na pewno to, że wierzenia Maryjczyków, zwanych dawniej także Czeremisami, pozostały od tysiącleci praktycznie nienaruszone. Miejscowi wciąż modlą się w świętych gajach, wzywają na pomoc Kugu Jumo – Wielkiego Boga i składają jemu i innym bóstwom ofiary ze zwierząt, produktów zbożowych, a także miodu, piwa i wódki.

Biorę do ręki miseczkę z rozgotowanym jęczmieniem. Wsuwam palcami do ust miękką, ciepłą od spodu maź i jem. W myślach wypowiadam źródlane słowa, słowa dziękczynne, ogólną modlitwę. Najpierw modlę się do Osz Kugu Jumo, potem do Ketše Avy, Matki Słońce, następnie do Tlze Avy, Matki Księżyc, Vyd Avy, Matki Wody, nosicieli słów i do wszystkich ziemskich białych bogów, których pamiętam.
Jednocześnie powoli rozgniatam bezzębnymi dziąsłami grudki rozgotowanego jęczmienia. Ważne, aby zjeść wszystko, co się przyniosło. Niczego nie wolno zostawić, aby nikt się nie dowiedział, kto przyniósł dary.
Modlitwa Elny ze wsi Ławra opublikowana w książce Ćma, Katja Kettu

Mari_karts.jpg
Wierzenia Maryjczyków oparły się wpływom tak chrześcijaństwa, jak i komunizmu. Na zdjęciu maryjscy kapłani około 1930 roku (źródło: domena publiczna).

Pięćset lat w ukryciu

Jakim cudem Maryjczycy oparli się chrystianizacji, która objęła przecież całą Europę? Częściowo, jak podkreśla badający ich historię profesor Ksenofont Sanukov, zawdzięczają to relatywnemu odosobnieniu Mari El. Ale dla tego niewielkiego narodu wiara stała się też jednym z głównych symboli własnej tożsamości. Opór przeciw chrześcijaństwu był jednocześnie oporem przeciw rosyjskiemu zwierzchnictwu, które Czeremisi, wcześniej praktycznie niezależni (choć płacili trybut Tatarom), musieli uznać już w połowie XVI wieku.

Trzeba zresztą przyznać, że akcja chrystianizacyjna, prowadzona przez Rosjan, nigdy nie była szczególnie intensywna. Rodzima wiara w Mari El nie była tępiona ogniem i mieczem, jak na ziemiach Prusów, gdzie krucjatom przeciwko poganom towarzyszyły jeszcze na dodatek akcje kolonizacyjne i przesiedleńcze. Rosjanie przekonywali do przyjęcia chrztu raczej za pomocą… ulg podatkowych.

Prawo chrześcijan do niepłacenia podatków powodowało konwersje „taktyczne”. I pozorne, nawet jeśli pod koniec XIX wieku do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego należało już prawie trzy czwarte Maryjczyków. Odbębniali oni po prostu cotygodniową mszę, a modlić się „naprawdę” chodzili nadal do lasów.  Jeśli przestaniemy chodzić do lasów, cały lud zginie – mówili.

Ze swojej strony wysiłki, by nawrócić upartych mieszkańców nadwołżańskiej republiki, podejmowało także prawosławne duchowieństwo. Odmawiano modlitwy na sposób pogański. Próbowano też identyfikować chrześcijańskie postacie z maryjskimi bożkami i siłami nadprzyrodzonymi. Wszystko na nic.

Tak Czeremisi przechowali się do wieku XX. To on przyniósł małemu narodowi największe straty kulturalne. W latach 30. bolszewicy zlikwidowali praktycznie całe pokolenie maryjskiej inteligencji. Był to dla narodowej tożsamości i kultury ogromny cios. Podtrzymywana przez lud religia także zresztą ucierpiała. Podczas wielkiej wojny ojczyźnianej Rosjanie wycięli na opał dęby i jarzębiny w nowym, należącym do wsi gaju ofiarnym – relacjonuje Elna.
Wyznawcy Kugu Jumo postąpili więc, jak wszyscy pozostali wierzący, zwalczani na równi przez komunistów. Zeszli do podziemia i czekali na lepsze czasy. Powrócili, gdy tylko za rządów Gorbaczowa prześladowania ustały.

Вид_с_дороги._Сзади_река_Малая_Кокшага-600x450.jpg
Maryjscy rodzimowiercy modlą się głównie wśród drzew, w świętych gajach. Na zdjęciu las dębowy niedaleko stolicy republiki, Joszkar-Oły (zdj. Badanovalexandr, lic. CC BY-SA 4.0).

Starzy i nowi poganie

Co jednak najbardziej zaskakujące, lata 90. przyniosły nie tylko odrodzenie rodzimej religii Mari El, lecz także… rozkwit wierzeń pogańskich tak na Starym Kontynencie, jak i w Ameryce Północnej. Maryjczycy może są jedynymi, u których rodzima wiara zachowała ciągłość od stuleci. Ale na pewno nie są w Europie odosobnieni.

Badacz współczesnych pogan, Michael F. Strmiska, podaje, że w 2001 roku ilość wyznawców religii Wicca, druidów i pogan w samych Stanach Zjednoczonych szacowano na ponad 300 tysięcy.  Pogaństwo jest tam uznawane za jedną z najszybciej rosnących w siłę religii. Dla Europy podobnych statystyk póki co brakuje, ale nie ma wątpliwości, że przedstawiciele poszczególnych grup są coraz bardziej widoczni.

Niektórzy neopoganie opierają się na nurtach uniwersalistycznych. Są to na przykład sięgający do najróżniejszych starożytnych inspiracji wiccanie, poganie wskrzeszający czarownictwo, druidzi czy szamani. Inni natomiast możliwie wiernie rekonstruują wierzenia przedchrześcijańskie z terenów, które zamieszkują.

Do nich należą także polscy rodzimowiercy, tu i ówdzie pojawiający się już od czasów romantyzmu, ale swój rozkwit przeżywający mniej więcej od lat 90. XX wieku. Niezależnie jednak od tego, czy są zorientowani lokalnie, czy globalnie, wszyscy podkreślają swoje zakorzenienie w tradycji i kulturowym dziedzictwie. Tak piszą o sobie na przykład członkowie Międzynarodowej Federacji Pogańskiej:

Pogaństwo to duchowość, która sięga korzeniami starożytnych religii natury z całego świata. Zasadniczo zakorzenione jest w starych religiach europejskich, chociaż niektórzy wyznawcy cenią też rdzenne wierzenia innych krajów. Podobną wiarę w świętość wszystkich rzeczy można znaleźć na całym świecie.

Poganie uważają ją za swoje dziedzictwo, zachowując wierzenia i wartości swoich przodków w formie dostosowanej do wymogów współczesnego życia. Celebrują świętość przyrody, czcząc boskość we wszystkim; wielkiego, niepoznawalnego ducha przenikającego wszechświat, ten widzialny i ten niewidzialny.

1280px-Hellen_ritual_2-600x450.jpg
W ostatnich dekadach odradza się zainteresowanie wierzeniami przedchrześcijańskimi. Odżyła też… religia starożytnej Grecji. Na zdjęciu jeden z helleńskich rytuałów, rok 2007 (zdj. YSEE, lic. CC BY 2.0).

Maryjczycy w centrum uwagi

Nic dziwnego, że na tle tego pogańskiego odrodzenia o „autentycznych” poganach, czyli Maryjczykach, stało się szczególnie głośno. Dowodem wzmożonego zainteresowania zapomnianym dotąd narodem jest między innymi film „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków” w reżyserii Alexeya Fedorchenki. Komediodramat rosyjskiego twórcy został nawet w 2013 roku nagrodzony Grand Prix na wrocławskim festiwalu Nowe Horyzonty.

Galina Shkalina, badaczka mentalności i światopoglądu maryjskiego, zauważa, że pojawia się przy tym tendencja do idealizacji wierzeń Czeremisów. Religię, tak jak i ich sposób życia, przedstawia się nie tylko jako „prawdziwe” i „oryginalne”, ale także jako pokojowe, bezkonfliktowe i zgodne z naturą. Tymczasem prawda jest taka, że także rodzime wierzenia Mari El w ciągu setek lat ewoluowały. Obecne ożywienie oznacza zaś nie tylko kontynuację tego, co było. Mieszczą się w nim także maryjscy artyści, którzy rozwijają tak zwany „etnofuturyzm”.

Skąd ten nacisk na autentyczność? Odrodzenie wierzeń pogańskich, a wraz z nim zainteresowanie nieco ponad półmilionową grupą Maryjczyków, to jedna z prób znalezienia przez Europejczyków własnej tożsamości w świecie, w którym dotychczasowe pewniki zaczynają się chwiać.

Neopoganie, niezależnie od tego, czy sięgają po tradycje kosmopolityczne, czy nacjonalistyczne, szukają swoich korzeni. Jest to dla nich, jak wyjaśnia antropolożka Kathryn Rountree, część projektu tożsamościowego i wyrażania wartości, część tworzenia dla siebie pozytywnej, dającej siłę tożsamości w świecie takim, jak go rozumieją i doświadczają.

Europejczyków, pochłoniętych wynajdywaniem dla siebie coraz to nowych tradycji, mieszkańcy Mari El najbardziej fascynują z jednego powodu. Maryjczycy niczego wynajdywać nie muszą.

 

kugu-jumo.jpg
Pewne elementy wierzeń maryjskich pozostają niezmienne od tysiącleci. Ilustracja przedstawia współczesne wyobrażenie najwyższego boga mitologii Czeremisów, Kugu Jumo, z maryjskim mężczyzną (rys. Нуриев Рустам, źródło: domena publiczna).

Bibliografia:

  1. Katja Kettu, Ćma, Świat Książki 2017.
  2. Międzynarodowa Federacja Pogańska, Czym jest pogaństwo?, PaganFederation.org.]
  3. Wojciech Górecki, Dzieci Boga Kugu Jumo, „Tygiel Kultury” nr 7-9 (67-69) 2001.
  4. Thomas A. Sebeok, Frances J. Ingemann, Studies in Cheremis: The Supernatural, Wenner-Gren Foundation for Anthropological Research Inc. 1956.
  5. Ksenofont Sanukov, Stalinist Terror in the Mari Republic: The Attack on ‚Finno-Ugrian Bourgeois Nationalism’, „The Slavonic and East European Review”, t. 74, nr 4 (1996).
  6. Marceli Kosman, Zmierzch Perkuna, czyli ostatni poganie nad Bałtykiem, Książka i Wiedza 1981.
  7. Handbook of Contemporary Paganism, ed. Murphy Pizza, James R. Lewis, Brill 2009.
  8. Cosmopolitanism, Nationalism and Modern Paganism, ed. Kathryn Rountree, Palgrave Macmillan 2017.
  9. Modern Paganism in World Cultures. Comparative Perspectives, ed. Michael F. Strmiska, ABC Clio 2005.
  10. Johanna Laakso, Review: Mari und Mordwinen im heutigen Russland: Sprache, Kultur, Identität, „Anthropological Linguistics”, t. 49, nr 2 (2007).

Źródło artykułu: ciekawostkihistoryczne.pl

Autor: 24.03.2017 | Autor:

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | 2 komentarze

Armagedon dla katolikopolaków czyli gadzinówka Zionzeitung GW promuje Słowiańszczyznę… – blog polski

. . . Nigdy bym się nie spodziewał, że w sukurs w promowaniu Słowiańszczyzny przyjdzie nam gadzinówka Szechtera. I że ja będę jej artykuły publikował u mnie. I że będę z nich się cieszył. A jednak.…

Źródło: Armagedon dla katolikopolaków czyli gadzinówka Zionzeitung GW promuje Słowiańszczyznę… – blog polski

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , | 91 komentarzy

Bandyta z ABW skatował Mateusza Piskorskiego…

za: https://opolczykpl.wordpress.com/2017/04/26/bandyta-z-abw-skatowal-mateusza-piskorskiego/

Wiem, że to nic nie da, ale tylko w taki sposób mogę wyrzucić z siebie bezsilny gniew.

Bandyta z ABW skatował mającego ręce skute kajdankami Mateusza Piskorskiego.

Bandycki okupancie Polski – kiedyś się z tobą i twoimi siepaczami policzymy!!!

Ostro i zdecydowanie potępiam bezprawne i bezpodstawne więzienie od prawie roku Mateusza Piskorskiego. Jeszcze ostrzej potępiam i protestuję przeciko bandyckiemu katowaniu go i to w sytuacji, gdy był skuty kajdankami, nie mógł się więc nawet przed bandytą z ABW bronić ani zasłaniać przed jego ciosami i kopniakami. Tego bandytę z ABW należy postawić przed Trybunałem Ludowym. A także tych, którzy Mateusza Piskorskiego uwięzili i bezprawnie trzymają od prawie roku w więzieniu. Przede wszystkim zaś przed Trybunałem Ludowym należy postawić ich politycznych mocodawców!

Bandyci zapłacicie za to!

A teraz już na spokojnie – poniższa informacja pochodzi z portalu Sputnik:

„W Warszawie 25 kwietnia 2017 roku, podczas przewożenia więzionego od roku w areszcie wydobywczym Mateusza Piskorskiego do prokuratury, jeden z funkcjonariuszy ABW pobił go dotkliwie.

Do zdarzenia doszło podczas zakładania Piskorskiemu kajdanek.

Młody funkcjonariusz ABW, z nowego pisowskiego naboru, z tych co to „nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”, wyglądający i zachowujący się jak „prawdziwy patriota”, pobił go ponieważ ten zwrócił mu uwagę, że ma lekarskie pisemne zalecenia, by kajdanki zakładano mu z przodu, gdy funkcjonariusz ABW uparł się, by skuć mu ręce na plecach.

Doszło do szarpaniny, a już po skuciu Piskorski otrzymał kilka uderzeń pałką i kilka kopniaków gdy ten powalił go na ziemię.

Po przyjeździe do prokuratury, oczekujący tam prawnicy natychmiast wezwali pomoc medyczną.

Lekarz sporządził obdukcję, w której obrażenia ciała uznał za znaczne.

Więzić człowieka, bez żadnych dowodów winy, to chyba jednak w nowej Polsce nie wystarcza, by go upodlić za inne poglądy polityczne.

Bezsilność spowodowana niemożliwością spreparowania aktu oskarżenia, po roku więzienia człowieka bez żadnych dowodów jego winy, rodzi wśród funkcjonariuszy agresję.

Obraz tych służb dopełnia fakt, że niekompetencja i niskie moralne kwalifikacje to zdaje się w pisowskiej Polsce, mocne punkty w CV kandydatów do tych mrocznych służb.

Adwokaci piszą w tej chwili skargę do sądu na nieuzasadniona przemoc zastosowaną wobec ich klienta.

Tomasz Kurski, polski publicysta, Warszawa”

Za: https://pl.sputniknews.com/polska/201704265337999-Mateusz-Piskorski-zostal-dotkliwie-pobity/

PiSrael pokazuje już jawnie i bez żenady swą bandycką mordę. Mimo to miliony idiotów uważają go nadal za partię patryjotów. A jest to zwykła agentura okupanta Polski, stosująca coraz bardziej bandyckie metody.

Nadejdzie jednak dzień zapłaty.

Sędziemi wówczas będziem MY.

opolczyk

PS.

Piramida bandytów…
Nikogo nie powinien zdziwić fakt, że przełożonym bandyty z ABW jest prof. dr hab. Piotr Pogonowski, z PiSraelskiego nadania szef ABW, absolwent wydziałów Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

 


Zawodowo od 2000 roku związany był z KUL-em.  W latach 2005 – 2010 był kierownikiem katedry prawa cywilnego KUL. Od 2014 roku jest członkiem rady programowej PiSraela. Wcześniej był też dyrektorem gabinetu szefa CBA, Mariusza Kamińskiego, ułaskawionego przez Dódę Obłudę kryminalisty.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/11/22/doda-obluda-czyli-praworzadnosc-i-sprawiedliwosc-po-pisowsku/

Przeszedł więc profesjonalne przeszkolenie – i na KULu, i w CBA pod okiem krymynalisty Kamińskiego, i w radzie programowj PiSraela.

Wizja Wielkiej Katolickiej Polski pod pałkami ABW przybiera coraz bardziej realne kształty…

 

 


 

Właściwie to brak słów aby to skomentować, wyłazi z PiSraelickich sługusów międzynarodowego żydowskiego kapitału, bandycka i totalitarna morda.

przemex

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , | 42 komentarze

Kaz Dziamka – Hołd Słowianom

Nagranie dla blogu „Przemex”

Utwór ten, „Stalowa woda”, skomponowany został przez legendarnego już gitarzystę polskiego Bohdana Kendelewicza i wykonany przez równie legendarny zespól Tajfuny. Niestety, Bohdan zmarł kilka lat temu.

Ten instrumentalny przebój zawsze kojarzył mi się z magicznym światem słowiańskiej kultury, z jej respektem dla dziewiczej natury, szczególnie z jej traktowaniem czystej wody w jeziorach i rzekach jako coś świętego, jako „sanctum”. Dla mnie dzikie, czyste jezioro w otoczeniu pierwotnych borów i gajów jest nieporównywalnie cenniejsze niż największe, najbardziej wystawne, kapiące złotem świątynie religijne: kościoły, katedry, meczety, synagogi.

Nie jestem zawodowym muzykiem, ale chciałbym bardzo skomponować utwór instrumentalny o Słowianach, tak magiczny jak ten, który skomponował Jerry Lordan o Apaczach.

Pozdrawiam z Kraju Apaczów, którzy byli ostatnimi wolnymi Amerykanami – podobnie jak Słowianie z wielu terenów obecnej Polski byli tysiąc lat temu ostatnimi wolnymi „Polakami”.

 

Piękny utwór, w zasadzie nie mam nic do dodania, mogę jedynie serdecznie podziękować za poświęcony czas i trud włożony w nagranie go specjalnie dla mojego blogu.

przemex

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , | 149 komentarzy

Porozmawiajmy o Korei.

za:https://pracownia4.wordpress.com/2017/04/14/porozmawiajmy-o-korei/

Caleb Maupin
New Eastern Outlook
3 maja 2016

Często, kiedy ktoś po raz pierwszy spotyka mnie albo poznaje moje poglądy polityczne, pyta, czy popieram Koreę Północną. Zawsze odpowiadam tak samo: „Nie, nie popieram Korei Północnej. Popieram całą Korę”.

Wśród przeciętnych Amerykanów, a nawet wśród wielu z tych, którzy mają się za aktywistów i lewicowców, panuje spora dezorientacja, jeśli chodzi o Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną (KRLD) i jej historię. Za każdym razem, kiedy następuje eskalacja napięć na Półwyspie Koreańskim, poziom niezrozumienia jakby się podwyższa. Amerykańskie media nie podejmują prób edukacji społeczeństwa i wytłumaczenia, dlaczego Korea jest podzielona – a często wręcz wypaczają informacje bądź rażąco kłamią.

Dlaczego Korea jest podzielona?

Przed II wojną światową Półwysep Koreański był okupowany przez Japonię, która dopuszczała się tam przerażających zbrodni. Koreanki były zmuszane przez japońskie wojsko do niewolnictwa seksualnego.

Kiedy w marcu 1919 roku pacyfistycznie nastawieni chrześcijanie w Korei zaczęli protestować przeciwko Japonii, zabito ponad 7 tys. z nich. Na pokojowy akt społecznego nieposłuszeństwa wojsko japońskie odpowiedziało podpaleniem losowo wybranych szkół i skazało setki niewinnych dzieci, które nie miały nic wspólnego z protestami, na śmierć w ogniu. Japończycy uwięzili i poddali torturom dziesiątki tysięcy Koreańczyków – wystarczył cień podejrzenia o powiązania z pacyfistycznym antyjapońskim ruchem protestacyjnym.

Kiedy pokojowe próby nie powiodły się, Koreańczycy chwycili za broń i zwrócili się przeciwko japońskiemu okupantowi. W latach 20. i 30. ubiegłego wieku Kim Ir Sen i kilku innych przeszli polityczne i wojskowe przeszkolenie przeprowadzone przez Związek Radziecki. Partie komunistyczne chińska i koreańska często blisko ze sobą współpracowały. Uzbrojeni koreańscy i chińscy komuniści, kiedy walczyli o swoje podstawowe prawa przeciwko japońskim okupantom, otrzymali od ZSRR broń i fundusze.

Kiedy w 1945 roku skończyła się II wojna światowa, północna część Półwyspu Koreańskiego została wyzwolona przez wojska radzieckie. Południowa część Półwyspu dość szybko znalazła się pod okupacją wojsk amerykańskich. W północnej części kraju główne partie ruchu oporu wobec Japonii – w tym komuniści, socjaldemokraci, rewolucjoniści ludowi, chrześcijanie i wiele innych – połączyły się w 1948 roku w Partię Pracy Korei (PPK).

Po zakończeniu wojny w Korei panowało powszechne przekonanie, że odbędą się powszechne wybory, w ramach których każda partia polityczna, z bardzo popularną PPK włącznie, będzie mogła uczestniczyć w stworzeniu nowej konstytucji.

Jednak na południowej części Półwyspu została ustanowiona dyktatura wojskowa. Władzę przejął Li Syng Man (Syngman Rhee) [który w okresie 1905-1945, z kilkuletnią przerwą, mieszkał i studiował w USA] i brutalnie zdusił całą opozycję. Dyktatura Li Syng Mana była otwarcie wspierana przez Stany Zjednoczone, m.in. przy wykorzystaniu przysłanych w tym celu tysięcy amerykańskich żołnierzy.

Kiedy aktywiści – demokraci i działający na rzecz pracowników – mieszkający na wyspie Czedżu powstali przeciwko Li Syng Manowi, domagając się obiecanych im pod koniec wojny wolnych wyborów, siły Syng Mana, z pomocą amerykańskiego wojska, wspólnie dokonały rzezi tysięcy niewinnych cywilów. W odpowiedzi na powstanie zabito 30 tysięcy ludzi – mniej więcej co dziesiątego mieszkańca wyspy.

W reakcji na amerykańską okupację wojskową południowej części Korei, anulowanie wolnych wyborów i rzeź niewinnej ludności cywilnej przez wojsko amerykańskie, Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna, stworzona na północnej części półwyspu, wysłała na południe wojsko w nadziei na zjednoczenie kraju i pozbycie się wojsk USA.

Odpowiedź na próbę ponownego zjednoczenia kraju przyszła w postaci makabrycznej „akcji policyjnej” ONZ, lepiej znanej pod nazwą wojna koreańska. USA zbombardowały w północnej części Półwyspu każdy budynek, który miał więcej niż jedną kondygnację. W celu wywołania masowych powodzi na terenach cywilnych zbombardowane zostały zapory wodne. Zabito 3-4 miliony Koreańczyków.

W 1953 roku ogłoszono rozejm, ale Stany Zjednoczone, wbrew wcześniejszej umowie, nigdy nie podpisały traktatu pokojowego. Formalnie wojna koreańska nigdy się nie zakończyła, a USA nawet nie uznały rządu KRLD za legalny [wciąż uznają rząd Korei Południowej za jedyny legalny rząd koreański].

„Demokracja” w Korei Południowej?

Od 1945 roku południowa część Półwyspu Koreańskiego była przez większość czasu rządzona przez zatwardziałych dyktatorów wojskowych. Li Syng Man i Park Chung-hee nawet nie stwarzali pozorów bycia demokratami. Byli brutalnymi, represyjnymi wojskowymi autokratami, w pełni wspieranymi przez Stany Zjednoczone. Od zakończenia II wojny światowej w południowej Korei przebywały dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy, często wykorzystywanych do brutalnego zduszania demokratycznych buntów przeciwko dyktaturze Li Syng Mana i Parka.

W 1980 roku, po serii buntów studenckich, protestów robotników i innych przejawów eskalacji napięć wśród społeczeństwa, Korea zmieniła kurs w stronę mniej opresyjnego rządu. Jednak nawet dzisiaj rządu w południowej Korei nie można uważać za wzór obrońcy „praw człowieka”.

Zjednoczona Partia Postępu (ZPP), jedyna rzeczywiście opozycyjna partia w południowej Korei, została siłą rozłamana przez rząd w 2013 roku.  Pięciu kandydatom z ZPP, którzy wygrali miejsca w parlamencie, nie pozwolono pełnić funkcji. Deputowany z ZPP Lee Seok-ki został skazany na 12 lat więzienia. Wyrok opierał się na zapisie dźwiękowym rozmowy na temat możliwych opcji w hipotetycznej sytuacji wybuchu wojny pomiędzy USA i KRLD.

W 2012 roku młody Koreańczyk Park Jung-geun został skazany na 10 miesięcy więzienia za zwykłe zacytowanie na Twitterze oficjalnej informacji podanej przez media KRLD. Park dodał sarkastyczne, antykomunistyczne komentarze i w oczywisty sposób nie był zwolennikiem swoich rodaków z północy. A mimo to trafił do więzienia.

Ustawodawstwo dotyczące bezpieczeństwa narodowego w południowej części Półwyspu narusza wszelkie „prawa człowieka” i „swobodę wypowiedzi”. W południowej Korei wszelkie wypowiedzi wspierające KRLD, a nawet te ogólnikowo pozytywnie odnoszące się do marksizmu albo socjalizmu, są bardzo poważnym przestępstwem. Koreańczycy żyją w strachu – boją się otwarcie mówić o historii swojego kraju, nieprzerwanej obecności amerykańskich żołnierzy czy nawet o powszechnie dyskutowanych koncepcjach politycznych, takich jak walka klasowa. Powiedzenie czegokolwiek o rodakach z północy, co w jakikolwiek sposób da się zinterpretować jako pozytywne, może zgodnie z koreańskim prawem oznaczać więzienie albo tortury.

Obecnie prezydentem „Republiki Korei” w południowej części kraju jest Park Geun-hye, córka wspomnianego wcześniej dyktatora wojskowego Parka Chung-hee, który jest odpowiedzialny nie tylko za śmierć dziesiątek tysięcy niewinnych ludzi, ale też rutynowo stosował tortury, odpowiedzialność zbiorową i takież kary, odwet na członkach rodzin i inne skrajne pogwałcenia praw człowieka.

Park Guen-hye nie próbuje zdystansować się od ojca ani od jego autokratycznych praktyk i dobrze udokumentowanych zbrodni przeciwko ludzkości. Zamach stanu ojca, kiedy ten przemocą usunął legalnie wybrany rząd i ustanowił brutalną dyktaturę, przedstawia jako „rewolucję w celu ocalenia kraju” od komunizmu.

Pomimo tak paskudnego ucisku, media USA rutynowo nazywają „Republikę Korei” na południu „demokratyczną”.

Warunki na północy

W latach 60., 70., a nawet wczesnych 80. ubiegłego wieku KRLD, w północnej części kraju, miała bardzo silną gospodarkę.

Oczywiście ten fakt był automatycznie odrzucany przez przeciętnego Amerykanina jako oburzająca propaganda, ale jest on potwierdzony przez BBC.

Artykuł na stronie internetowej BBC obwieszcza:

„W pewnym okresie centralnie planowana gospodarka dobrze działała – rzeczywiście, w początkowych latach po utworzeniu po wojnie Korei Północnej rezultaty były znakomite.

Po zakończeniu dewastującej wojny koreańskiej (1950-53) masowa mobilizacja społeczeństwa, wraz z radzieckim i chińskim wsparciem technicznym i pomocą finansową, spowodowały wzrost gospodarczy z rocznym współczynnikiem sięgającym 20, a nawet 30 procent.

Jeszcze w latach 70. Korea Południowa bladła w cieniu ‘cudu gospodarczego’ po północnej stronie granicy”.

Kryzys niedożywienia w KRLD w latach 90. był rezultatem rozpadu ZSRR. Obszary rolne Korei w całości znajdują się na południu Półwyspu, natomiast jego północna część  to głównie obszary górskie. Bez ropy ze Związku Radzieckiego funkcjonowanie rolnictwa w KRLD było bardzo utrudnione. Sankcje nałożone przez USA niemal uniemożliwiły KRLD wymianę towarów na rynkach zagranicznych, czego rezultatem był głód.

Klęskę głodu w latach 90. Koreańczycy nazywają „ciężkim marszem”, a winą zań obarczają Stany Zjednoczone i nałożoną przez nie blokadę ekonomiczną i wojskową. Sytuacja w północnej części Półwyspu w latach 90. była bardzo zła i każdy inny rząd prawdopodobnie by upadł pod taką presją. [W zależności od źródła liczba ofiar głodu szacowana jest na kilkaset tysięcy do miliona, często też można spotkać liczbę 3,5 miliona bądź większą. Interesujące dane na ten temat przytacza Piotr Badura – przyp.]

Stopniowo KRLD zdołała się podnieść po tych dramatycznych latach. Obecnie Korea Północna prowadzi wymianę handlową z Rosją, Iranem, Wenezuelą, Chinami i innymi krajami. Gospodarka rolna KRLD została zreorganizowana i kraj jest obecnie w stanie inwestować w budownictwo, w tym mieszkaniowe, oraz w infrastrukturę dla społeczeństwa.

Wydatki na obronę pozostają wysokim priorytetem i prawie każdy pełnoletni Koreańczyk jest w jakiś sposób zaangażowany w wojsko. Ci, którzy krytykują z tego powodu KRLD, zapominają, że ten kraj jest zupełnie dosłownie w stanie wojny z USA. Wzdłuż jego granicy rozmieszczone są dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy. Wojsko USA rutynowo ćwiczy zrzucanie bomby atomowej na KRLD, a generał armii USA Douglas MacArthur publicznie groził zrobieniem tego podczas wojny koreańskiej.

Koreańczycy na północy generalnie czują, że proliferacja broni jądrowej znacznie zwiększyła bezpieczeństwo ich kraju. Teraz, kiedy KRLD ma bombę atomową, jest mniej prawdopodobne, że USA ją zaatakują albo dokonają inwazji i przeprowadzą „zmianę reżimu”, o której często mówią. [KRLD wycofała się (eng.) z traktatu o nierozprzestrzenianiu broni atomowej w styczniu 2003 roku. I tutaj, też po ang.]

Krytyka KRLD pod kątem „praw człowieka” często zupełnie ignoruje kontekst i historię Korei. W wojnie koreańskiej zginęły ok. 3-4 miliony Koreańczyków i jak dotąd nie został podpisany żaden traktat pokojowy. W latach 90. spora liczba Koreańczyków zmarła z niedożywienia narzuconego krajowi przez USA. Naród KRLD dosłownie walczy o życie z dobrze uzbrojonym i najsilniejszym rządem na świecie. Dzięki Stanom Zjednoczonym już straciły życie miliony ludzi w Korei.

Nie można oczekiwać, by jakikolwiek kraj, otoczony i stojący przed tak skrajnym zagrożeniem, był wolnym, otwartym społeczeństwem, z debatami i dyskusją. KRLD jest państwem zamkniętym, znajdującym się w stanie wojny, walczącym o przetrwanie. Nikt rozsądny nie będzie twierdził, że jest rajem na ziemi albo idealnym modelem cywilizacji. W skrajnie nieprzyjaznej sytuacji KRLD trwa – głównie dzięki politycznemu geniuszowi koreańskiej Partii Pracy i jej umiejętności zmobilizowania społeczeństwa i utrzymania jego lojalności.

Amerykańskie media często przedstawiają przywództwo KRLD jako prymitywnych nacjonalistów albo zwolenników supremacji. Ci, którzy dają się złapać na to, że – jak głoszą amerykańskie media – KRLD jest w jakiś sposób „rasistowska”, powinni zwrócić uwagę na fakt, że kraj ten często solidaryzuje się z uciskanymi narodami.

W latach 70. KRLD wspierała w USA Czarne Pantery. Przyszła z pomocą Palestyńczykom. Wspierała także naród Zimbabwe, kiedy walczył przeciwko Imperium Brytyjskiemu i państwu apartheidu i osadników, zwanemu „Rodezja”. KRLD wspierała naród Angoli w walce przeciwko portugalskiemu kolonializmowi. Udzieliła nawet wsparcia wojskowego Nelsonowi Mandeli i Afrykańskiemu Kongresowi Narodowemu, kiedy USA przedstawiały ich jako „terrorystów”.[KRLD potępiła również ostatni atak lotniczy USA na Syrię, nazywając go „niewybaczalnym”.]

Antyazjatycki rasizm i propaganda wojenna

Nienawiść do KRLD zdaje się być niemal kompulsywna w USA, gdzie media rutynowo powtarzają oburzające i zupełnie bezpodstawne oskarżenia pod adresem tego kraju.

Według amerykańskich mediów Koreankom nie wolno jeździć rowerami. To twierdzenie jest bardzo łatwo obalić. Co więcej, Koreanki nie tylko jeżdżą rowerami, ale zdobyły też złote medale w dyscyplinach olimpijskich, takich jak strzelanie do tarczy i podnoszenie ciężarów.

Amerykańskie media bez zająknienia powtarzają, jakoby na północnokoreańskim urzędniku wysokiego szczebla wykonano egzekucję, „rzucając go na pożarcie dzikim psom”. Jak wykazano, źródłem tej odrażającej historii jest satyryczna publikacja w Chinach, która nigdy nie próbowała stwarzać wrażenia prawdziwej.

Hollywood masowo produkuje filmy w stylu „Czerwonego świtu”, „Olimpu w ogniu”  czy „Wywiadu ze słońcem narodu”, mające demonizować KRLD, dehumanizować jej społeczeństwo i psychicznie przygotowywać amerykańską publiczność na wojnę. Ilość i skala skrajnych przekłamań i fałszowania wszystkiego, co wiąże się z sytuacją na Półwyspie Koreańskim, powinny szokować i niepokoić każdego rozsądnego człowieka.

Wielu Amerykanów pochodzenia azjatyckiego mówi, że sposób, w jaki KRLD jest przedstawiana w amerykańskich mediach, powinien być postrzegany jako obraźliwy nie tylko w stosunku do Koreańczyków, ale i wszystkich Azjatów. Anty(północno)koreańska hollywoodzka produkcja „Wywiad ze słońcem narodu”, która wywołała międzynarodowe napięcia, zawierała szydzenie białych aktorów z koreańskiego akcentu. Film również wyraźnie przedstawiał koreańskie kobiety – które wiele wycierpiały będąc zmuszane przez Japończyków do seksualne niewolnictwa i gwałcone przez amerykańskich żołnierzy podczas wojny koreańskiej – jako nic ponad narzędzia do zaspakajania potrzeb seksualnych białych mężczyzn, rzucających w dodatku chamskie komentarze na temat ich ciała. Wyszydzanie akcentu, stylu ubrań i innych rzeczy odnoszących się do KRLD wpasowuje się w przestarzałą koncepcję „azjatyckiego despotyzmu”. Swego czasu mniej więcej w ten właśnie sposób prasa USA i zachodniej Europy przedstawiała chińskich, wietnamskich i nawet rosyjskich przywódców. [KRLD miała do tego filmu jeszcze poważniejsze zastrzeżenia, zarzucając producentom, że promują w nim terroryzm i zamordowanie przywódcy suwerennego kraju, i złożyła skargę w ONZ.]

Kryjące się w podtekście tych oszczerstw i szyderstw przesłanie jest takie, że ludzie azjatyckiego pochodzenia to prymitywni barbarzyńcy, którzy w naturalny sposób pożądają autokracji i potrzebują białych, którzy by ich na siłę „cywilizowali” i uczyli o „demokracji”. Podczas gdy skrajne demonizowanie przywódców KRLD jest najbardziej rażącym przykładem, stara rasistowska karykatura „azjatyckich despotów” i „mongoloidalnych tyranów” stopniowo znów zyskuje na popularności, tym razem w odniesieniu do Xi Jinpinga w Chinach i Władimira Putina w Rosji.

Przez ostatnie 50 lat KRLD nawoływała do pokojowego zjednoczenia Półwyspu Koreańskiego. Przywódcy Partii Pracy Korei proszą teraz jedynie o to, co do czego zgodzono się po zakończeniu II wojny światowej. Chcą ogólnonarodowych wyborów, w których będzie mogła wziąć udział każda partia, łącznie z komunistyczną. Chcą też, żeby amerykańskie wojska opuściły ich kraj.

Nie są to ani radykalne, ani wygórowane oczekiwania. Wniosek KRLD zasadniczo brzmi: „Pozwólcie Koreańczykom rządzić Koreą”. Nie ma w tym żadnego „ekstremizmu”, „szaleństwa” czy „niepoczytalności”.

Koreańczycy są ludźmi — tak jak Amerykanie, zachodni Europejczycy, Rosjanie, Irańczycy, Chińczycy i inni. Jednak są narodem, który został prawie na stulecie podzielony, zdegradowany i poddany niezwykłemu upokorzeniu przez obce mocarstwa.

Naród Półwyspu Koreańskiego, tak na północy, jak i na południu, zasługuje na nasze wsparcie i szacunek, a nie na dalszą demonizację i szyderstwa. Używanie przez amerykańskie media tak daleko idących kłamstw i rasizmu w przedstawianiu sytuacji na Półwyspie Koreańskim powinno spotkać się z globalnym oburzeniem.

——–
Caleb Maupin jest analitykiem politycznym i aktywistą mieszkającym w Nowym Jorku. Studiował nauki polityczne w Baldwin-Wallace College i był zaangażowany w ruch Occupy Wall Street. Pisze głównie dla magazynu internetowego „New Eastern Outlook”.

Tłumaczenie: PRACowniA

 

Komentarze Pracowni

Wokół Półwyspu Koreańskiego robi się coraz bardziej gorąco. Wygląda na to, że „doktryna powstrzymywania” znalazła kolejnego adresata – Chiny. USA/Pentagon / „głębokie państwo” w USA starają się otoczyć Chiny swoimi bazami i bronią atomową, tak jak otoczyły Rosję. Jednym z etapów jest umieszczenie THAAD i broni atomowej w Korei Południowej. Garść linków:

Zygmunt Białas – Co się dzieje w Korei Północnej (wrzesień 2016)

Trochę więcej historii: Zrozumieć Koreę Północną

Sputnik:

Trump wysłał „armadę” na Półwysep Koreański; obszerniej: RT (eng.)

Jak Trump zamierza powstrzymywać Koreę Północną?

Not Our Fault: North Korea Says Washington to Blame for Escalating Tensions

According to South Korea’s Yonhap News Agency, the North Korean statement said, „By relentlessly bringing in a number of strategic nuclear assets to the Korean Peninsula, the US is gravely threatening the peace and safety, and driving the situation to the brink of a nuclear war.” Regarding the strike in Syria, they said „the US. is carrying out military strikes and menacing acts against a sovereign state while calling for peace through strength.”

Who is mad about THAAD? And Why?

The THAAD missile system being erected in a contract with Lockheed-Martin, in cold war terms, is a „strike enabling system.” Once the system is completed, the US and South Korean forces that are already in the Peninsula are free to launch an attack on North Korea, China, or Russia. The THAAD system, modeled after Israel’s Iron Dome, would prevent retaliation strikes aimed at disabling the attackers. THAAD enables the US and South Korea to begin striking countries in the region, while shielding themselves from any response. Furthermore, THAAD includes a radar system that will closely monitor regional activity, not only in North Korea, but also in northern China.

Historia rozmieszczania THAAD na defence24.pl

No i hit miesiąca: NBC News, 7 kwietnia. Fragmenty:

„Wielu czołowych urzędników wywiadowczych i wojskowych poinformowało NBC News, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego przedstawiła prezydentowi Trumpowi opcje reagowania na program nuklearny Korei Północnej – w tym rozmieszczenie amerykańskich pocisków nuklearnych w Korei Południowej lub zabicie dyktatora Kim Jong-una. […]

Pierwszym i najbardziej kontrowersyjnym rozwojem działań jest rozmieszczenie broni nuklearnej w Korei Południowej. Stany Zjednoczone 25 lat temu wycofały z Korei Południowej całą broń jądrową. Przywrócenie bomb – prawdopodobnie do bazy sił powietrznych Osan Air Base, mniej niż 50 mil na południe od stolicy Seulu, oznaczałoby pierwsze zagraniczne rozmieszczenie broni jądrowej od końca zimnej wojny, co byłoby niewątpliwie prowokacyjnym ruchem.” (ten fragment tłumaczenia za prisonplanet.pl)

I dalej, za NBC:

Inną opcją jest namierzenie i zabicie Kim Dzon Una i innych wyższych przywódców kraju, w tym decydujących o pociskach rakietowych i  broni atomowej. Jednak, według byłego ambasadora USA w RK Marka Lipperta przyjęcie takiego podejścia ma swoje złe strony… Dyskusje o zmianie reżimu i dekapitacji… często wywołują zaniepokojenie Chińczyków i w efekcie podjęcie przez nich kroków w przeciwnym kierunku niż ten, do którego chcielibyśmy ich przymusić.

Według Stavridisa, byłego dowódcy NATO, „dekapitacja jest zawsze kuszącą strategią … jednak należy sobie zadać pytanie, co się stanie następnego dnia”.

Trzecia opcja to tajna operacja, infiltrowanie Korei Północnej przez siły specjalne USA i Korei Południowej w celu sabotażu albo zlikwidowania kluczowej infrastruktury – na przykład wysadzenia mostów. CIA w rozmowie z NBC powiedziała [oczywiście], że nie zapewni ‘żadnego doradztwa’ dla takiej opcji.

Zdumiewające, że coś takiego pojawiło się w massmediach. Rzecz jasna było to tylko przedstawienie opcji (do odrzucenia, może) w celu uzyskania zgody na opcję, o którą naprawdę chodzi. Ciekawe, czy wczorajsze zrzucenie monstrualnej bomby na Afganistan ma z tym coś wspólnego?

I na koniec: W grudniu ub. roku dwaj amerykańscy żołnierze, stacjonujący w Korei Południowej, zostali złapani na przeszmuglowaniu z Kalifornii 4 kg metamfetaminy w opakowaniach płatków śniadaniowych. Wartość narkotyku oszacowano na 12 milionów dolarów. Korea Pd. nie jest szczególnie zadowolona z istnienia tego procederu. Przejęta dawka wystarczyłaby na zaspokojenie nałogu (lub rozpoczęcie brania) dla 130 tys. osób. Jeden z żołnierzy został właśnie postawiony w stan oskarżenia. O tym polskie media milczą. Można się za to naczytać, jak to w Korei Północnej produkuje się metamfetaminę na masową skalę – a to jako środek na odchudzanie dla tłuściochów, a to na zlikwidowanie uczucia głodu dla masowo niedożywionych obywateli… A uzależnione są 2/3 mieszkańców KRLD. Tylko 2/3?

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | 7 komentarzy

Bandyto, terrorysto, ultrasyjonisto Trampku – łapska precz od Syrii !!!

za:https://opolczykpl.wordpress.com/2017/04/07/bandyto-terrorysto-ultrasyjonisto-trampku-lapska-precz-od-syrii/

Bandyta, terrorysta, „Adolf” z Białego Domu, ultrasyjonista Trampek zaatakował rakietami Tomahawk bazę lotniczą wojsk syryjskich. W wyniku ataku śmierć poniosło czterech żołnierzy syryjskich i dziewięciu cywili, w tym czworo dzieci. Atak był końcówką zorganizowanej przez CIA prowokacji – wyposażyła ona terrorystów walczących z legalnym rządem Syrii w broń chemiczną, terroryści dokonali ataku chemicznego na ludność, załgane zachodnie żydo-media i marionetki polityczne winę zwaliły na rząd Baszszara al-Asada dając bandycie terroryście Trampkowi pretekst do ataku na bazę lotniczą wojsk rządowych. Tym samym Adolf  Trampek bez osłony pokazał, po czyjej stronie stoi w wojnie w Syrii. Zaatakowane Tomahawkami lotnisko było niezwykle ważną bazą, z której wojska rządowe walczyły z tworem CIA – państwem islamskim.
https://pl.sputniknews.com/swiat/201704075199595-gubernator-Homs-baza-lotnicza-Szajrat/
https://pracownia4.wordpress.com/2014/09/20/ukryte-pochodzenie-isis/

Bandyta terrorysta Adolf Trampek mimo retoryki o wojnie usraela z terrorem broni twór CIA – terrorystyczne państwo islamskie przed rozgromieniem go przez wojska rządowe Syrii. Postępując tak działa przede wszystkim w interesach Izraela. Władze Syrii nie uznają izraelskiej aneksji wzgórz Golan, nie uznanej także przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Izrael jednak ignoruje ONZ,  ma w nosie prawo międzynarodowe i światową opinię publiczną mając wsparcie takich swoich wasali jak Trampek, Obama czy Bushowie.

Prawo międzynarodowe całkowicie lekceważy także bandyta terrorysta ultrasyjonista Trampek. Miał ochotę zbombardować lotnisko suwerennego państwa i rozkazał zrobić to usraelskiej soldatesce. Aż strach pomyśleć, że ten bandyta już zapowiedział podobne kroki przeciwko Korei Północnej.
http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/546505,donald-trump-usa-grozi-korea-polnocna-samodzielne-dzialania-chiny.html

Nim minęło pierwszych 100 dni jego kadencji, Adolf Trump okazał się zwykłym terrorystą, bandytą i podżegaczem wojennym. I choć w przeciwieństwie do „antysemity” Hitlera jest ultrasyjonistą, jest takim samym zbrodniczym psychopatą jak wódz III Rzeszy. Bliski Wschód jest od powstanie państwa Izrael beczką prochu. A psychopata Trampek atakując wspieraną przez Rosję i Iran Syrię po prostu podpala lont.

Inna rzecz – „antysemita” Hitler podobnie jak Trampek wspierał Izrael:

http://dariuszratajczak.blogspot.de/2009/01/jak-adolf-izrael-budowa.html

https://opolczykpl.wordpress.com/2016/11/07/donald-trump-patriota-usraelski-nadzieja-dla-wolnego-od-lichwy-usraela-i-swiata-czy-syjonistyczny-trampek/

Bandyta terrorysta Trampek tym jednym rozkazem złamał kilka obietnic przedwyborczych. Obiecywał poprawę stosunków z Rosją, co niniejszym uniemożliwił. Obiecywał, że za jego kadencji usrael nie wda się w żadną nową wojnę. A tymczasem zaatakował na obcym terytorium wojska suwerennego państwa i grozi krokami przeciwko Korei Płn. Obiecywał, że dbać będzie o interesy prostych usraelitów, a dba o interesy komplesu zbrojeniowo-militarnego. Atak na Syrię kosztował podatnika blisko 60 milionów dolców (cena Tomahawka waha się w granicach jednego miliona od sztuki). Koncerny zbrojeniowe zacierać mogą ich kosmate łapska.

Co jest w tym wszytkim najgorsze – ten debil psychol psychopata rzeczywiście może jego szaleńczymi posunięciami rozpętać wojnę na znacze większą skalę niż tylko wojna w Syrii, a wasalskie marionetki polityczne żydo-zachodu (od Merkel po Kalksteina) gorliwie poparły ten akt międzynarodowego bandytyzmu i terroryzmu. Nie wróży to dobrze pokojowi na świecie. Te żydo-banksterskie marionetki gotowe są wspierać militarnie agresje i inwazje bandyckiego usraela, żydo-banksterskiego światowego żandarma i kastetu do bicia niepokornych.

Nad światem rzeczywiście zawisła groźba wybuchu wojny. I to za sprawą jednego debila psychopaty z komiczną grzywką zakrywającą jego łysiejącą łepetynę. Władze Syrii wiedzą, że jeśli odpowiedzą na ten bandycki atak i zaatakują usraelskie okręty pływające wzdłuż wybrzeży Syrii, to mogą narazić się na jeszcze bardziej agresywne ataki terrorystyczne usraelskich bandytów. Także władze Rosji wiedzą, że zdecydowana militarna reakcja Rosji przeciwko okrętom usraelskim terroryzującym Syrię może wymknąć się spod kontroli. A rozmieszczenie szczelnej obrony antyrakietowej wzdłuż całego syryjskiego wybrzeża w tak zniszczonym wojną kraju wcale nie jest łatwe. Tym bardziej, że Tomahawki latają tuż nad ziemią i wykrycie ich wystarczająco szybko przy pomocy standardowego radaru, aby móc je zniszczyć, jest niemożliwe.

Rosja ma więc poważny dylemat, spowodowany bandytyzmem szalonego Trampka. I nie wiem, jak sobie z tym poradzi. Mam jednak nadzieję i wierzę w to, że Syrii i jej władz nie zostawi bez pomocy i wsparcia. Na nic nie zda się terroryzm i bandytyzm debila psychopaty z Białego Domu. Szkoda tylko ofiar jego bandytyzmu. I szkoda użytecznych idiotów, którzy na niego głosowali. Kolejny raz dali się oszukać. Ciekawi mnie też, czy ci wszyscy idioci, także w Polsce, gardłujący za Trampkiem, rzekomo antysystemowym, wreszcie obudzili się z amoku.

A przy okazji wyszła jeszcze sprawa „celności” Tomahawków. Okrzyczane jako cudowna broń do „chirurgicznych” operacji militarnych, niektóre z nich nie potrafiły trafić w duże lotnisko wojskowe niszcząc obiekty cywilne poza lotniskiem. I stąd ofiary cywilne. Tak wygląda precyzja usraelskiej techniki rakietowej.

Bandycki usrael, światowy terrorysta nr 1, kolejny raz pokazał swoją bandycką mordę.

Na pochybel ultrasyjoniście Trampkowi i bandyckiemu usraelowi. O ileż bezpieczniejszy będzie świat, gdy pod ciężarem niewypłacalnego długu ten światowy bandyta i terorysta padnie na pysk i szczeznie. Czego światu, Polsce i sobie gorąco życzę.

 

opolczyk

PS

Zdaniem rosyjskich wojskowych w oparciu o dane kontroli powietrznej tylko 23 z wystrzelonych 59 Tomahawków doleciało do lotniska a Syrii. Nie wiadomo, gdzie zapodziała się reszta:

https://pl.sputniknews.com/swiat/201704075202116-do-syryjskiej-bazy-dolecialy-tylko23-tomahawki/

Jak widać celność  tej „cudownej” usraelskiej broni to mniej niż 40 %. Początkowo dziwiłem się, że bandyci wystrzelili aż tyle Tomahawków. Teraz już wiem – dlaczego. Chcieli mieć gwarancję, że choć z dwadzieścia doleci do celu.

O ile na początku miałem jakąś mimo wszystko cichą nadzieję(choć mój tradycyjny realizm nie pozwala mi na posiadanie żadnych złudzeń w wielu kwestiach), że będzie choć trochę lepiej i bezpieczniej po dojściu do władzy Trumpka, o tyle teraz nie mam żadnych już złudzeń co do jego osoby. Jest nie lepszy od reszty kliki psychopatów, a tworzenie wokół niego otoczki rzekomej „antysystemowości” to tylko sprytna przykrywka mająca oszukać naiwnych szukających nadziei w nowym prezydęcie USA…

Tak po za tym niedawno WPS wysłało list do Trumpka, oby w ramach odpowiedzi zwrotnej nie otrzymali za niedługo Tomahawka(taki rodzaj siekiery) w plecy… 😉

przemex

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | 53 komentarze