Kaz Dziamka – Demokracja Irokezów a tak zwana „demokracja” amerykańska.

Mizernie wypada demokracja amerykańska w porównaniu z nowoczesnymi demokracjami. Według Indeksu Demokracji, opracowanego przez międzynarodową organizację The Economist Intelligence Unit, Stany Zjednoczone, zwane dogmatycznie w Ameryce „the greatest country in the world” (najwspanialszy kraj na świecie), plasują się dopiero na 21. miejscu. Indeks posługuje się pięcioma wskaźnikami demokratyczności: jakością procesu wyborczego, funkcjonalnością rządu, udziałem w procesie politycznym, kulturą polityczną i przywilejami obywatelskimi. Pod każdym względem demokracja amerykańska ustępuje – i to znacząco – demokracjom skandynawskim, które są obecnie najlepsze na świecie. Nie jest chyba zaskoczeniem fakt, że spośród pierwszych pięciu najlepszych demokracji, aż cztery to kraje skandynawskie. I to one, a nie USA, powinny być wzorem dla rozpowszechnienia idei demokratycznych na całym świecie, a szczególne w Polsce.1

Przy okazji, obecna III Rzeczpospolita Polska – skrajnie prokatolicka i proamerykańska i jednocześnie patologicznie rusofobiczna, ze swym ciągle skłóconym wewnętrznie rządem i parlamentem – w ogóle nie kwalifikuje się do tzw. pełnych demokracji, tzn. do listy czołowych 19 demokracji świata, którą to listę zamykają Urugwaj i Mauritius. Według Indeksu, polska „demokracja” zaliczana jest to tzw. „flawed democracies” (czyli do demokracji z wadami).

Równie niekorzystne, a nawet kompromitujące dla USA, jest skonfrontowanie amerykańskiego systemu politycznego z niektórymi tradycyjnymi demokracjami Indian amerykańskich, szczególnie z Konfederacją Irokezów, nazywaną też Ligą Sześciu Narodów, w ich ojczystym języku określaną jako Haudenosaunee, czyli „Ludzie Długiego Domu”.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Konfederacja Irokezów to najstarsza na świecie demokracja typu „uczestniczącego”. Na podstawie nowoczesnych badań historycznych (źródeł dokumentalnych, danych astronomicznych i ustnej tradycji Irokezów), można ustalić z dużym prawdopodobieństwem, że ratyfikacja całego zbioru praw Irokezów – którzy nie mieli co prawda języka pisanego, ale polegali skutecznie na wampumach i rzetelnie kontynuowanej tradycji słowa mówionego – miała miejsce w połowie 12. wieku. Równie imponujący jest fakt, że ta bezprecedensowa demokracja przetrwała do dzisiaj, mimo iż groziła jej całkowita zagłada z powodu rabunkowej i morderczej polityki amerykańskich chrześcijan, jak również wskutek rozdzielenia ziem i narodów irokeskich granicą amerykańsko-kanadyjską.

W jaskrawym przeciwieństwie do Konstytucji Irokezów – u których nie było niewolnictwa, a kobiety miały prawa na równi z mężczyznami (niesłychane w tamtych czasach) – konstytucja USA, ratyfikowana w 1787 r., akceptuje niewolnictwo i nie daje prawa głosu kobietom. Te dwie fatalne wady amerykańskiej demokracji zostały naprawione dopiero przez Trzynastą Poprawkę w 1865 r. (zniesienie niewolnictwa po krwawej wojnie domowej) i przez Dziewiętnastą Poprawkę w 1919 r. (przyznanie kobietom prawa do głosowania po długich, żmudnych, ponad sto lat trwających walkach amerykańskich sufrażystek, które, nota bene, zainspirowane były egalitarną pozycją kobiet irokeskich). Ale to bynajmniej nie jedyne krytyczne błędy demokracji amerykańskiej w porównaniu z Konfederacją Irokezów.

W swoim bogato udokumentowanym studium ewolucji demokracji w USA, Exemplar of Democracy (Ideał Demokracji), Donald A. Grinde Jr. i Bruce E. Johansen udowadniają ponad wszelką wątpliwość, że Benjamin Franklin, Thomas Jefferson, Thomas Paine i inni ojcowie państwa amerykańskiego mieli okazję skorzystać, i częściowo skorzystali, z imponującego dorobku demokratycznego Irokezów. Niestety, będąc w znacznej mierze rasistami, seksistami, pogardliwie nastawieni (z wyjątkiem Jeffersona) do demokracji bezpośredniej, ci biali założyciele USA zmarnowali unikalną okazję, by w pełni przeszczepić polityczny geniusz Sześciu Narodów Konfederacji Irokezów: Mohawków, Oneidów, Onandagów, Kajugów, Seneków i Tuscarorów.

W szczególności jedno prawo Konstytucji Irokezów zostało całkowicie i – jak się teraz okazuje –tragicznie zignorowane w Konstytucji USA i obecnie zapomniane. Chodzi tu o bardzo ważny przywilej matek klanowych Konfederacji, które miały prawo postawić w stan oskarżenia i usuwać z urzędu przestępczych przywódców politycznych, czyli sachemów. Cytując Grinde’a i Johansena: „Prawa, obowiązki i kwalifikacje sachemów były dokładnie określone, a matki klanowe mogły postawić w stan oskarżenia i usunąć sachema, który został uznany winnym za jakiekolwiek pogwałcenie reguł sprawowania urzędu, od nieuczęszczania na zebrania po morderstwo”.

Gdyby tylko „ojcowie konstytucji amerykańskiej” byli mniej uprzedzeni do tych, których zwykle określali „dzikusami”, i gdyby potraktowali na serio filozofię polityczną Indian amerykańskich, Stany Zjednoczone – a być może i inne państwa – byłyby dziś beneficjentami bardzo cennej lekcji politycznej, jaką uczy Konstytucja Irokezów. Obecnie, matki żołnierzy amerykańskich, poległych w licznych wojnach i niezliczonych akcjach militarnych, wywołanych przez obecnych i byłych „jastrzębi fotelowych” w Białym Domu, miałyby moralne i legalne prawo do postawienia w stan oskarżenia tych przestępczych „sachemów” z Białego Domu.

W przypadku największej zbrodni 21. wieku – ataku militarnego USA na Irak – prawo przejęte od Irokezów upoważniłoby np. Cindy Sheehan i tysiące innych amerykańskich matek, których dzieci zostały zabite lub ciężko ranne w Iraku, do natychmiastowego postawienia w stan oskarżenia George’a W. Busha i jego doradców. Z powodu poważnej wady obecnego systemu amerykańskiego, który daje prawo usunięcia przestępczego lub niekompetentnego prezydenta tylko Kongresowi, prawo Irokezów, zmodyfikowane dla takiego systemu, dałoby matkom amerykańskim prawo bezpośredniej apelacji do Sądu Najwyższego z pominięciem Kongresu.

W momencie usunięcia z urzędu, Bush i inni przestępcy wojenni, jak Dick Cheney i Donald Rumsfeld, oddani byliby natychmiast w ręce prokuratury i oskarżeni o zbrodnie nie tylko przeciwko narodowi amerykańskiemu, ale również przeciwko narodowi irackiemu i ludzkości w ogóle. W takim przypadku, nie mogliby skorzystać z prawa przywileju czy łaski. Proszę rozważyć skuteczność i przydatność takiej klauzuli prawnej w odniesieniu do innego przestępczego prezydenta USA, Richarda Nixona, który zamiast iść do więzienia, został ułaskawiony przez prezydenta Geralda Forda, co okazało się decyzją tragiczną w jej konsekwencjach. Po prostu, kryminaliści w Białym Domu wiedzą teraz, że mogą popełniać nawet ciężkie zbrodnie i zawsze liczyć na ułaskawienie przez przyszłych prezydentów, moralnie (tak jak oni) nieodpowiedzialnych w ramach niemoralnego systemu politycznego USA, obecnie niereformowalnego i stwarzającego coraz większe zagrożenie nie tyko dla Stanów Zjednoczonych, ale dla całego świata.

Geniusz polityczny Irokezów polega na tym, że dając tak specjalny przywilej polityczny matkom – które w kulturze Irokezów uhonorowane są mianem „Dawczyniami Życia na naszej Matce Ziemi” (Lifegivers of Our Mother Earth) – Irokezi rozwiązali krytyczny problem w polityce: ich metoda pozwala kontrolować, przez apolityczny osąd moralny, wieczną tendencję w polityce do nadużywania władzy, szczególnie wykonawczej. Kobiety irokeskie nie były oficjalnie częścią elit polityczno-militarnych i w związku z tym nie były pod presją ignorowania zasad moralnych dla doraźnych potrzeb politycznych. Nie członkowie Kongresu, nawet nie kobiety zajmujące się zawodowo polityką (jak Hillary Clinton czy Nancy Pelosi), ale właśnie zwykłe obywatelki, matki zabitych i rannych żołnierzy, powinny mieć ostatecznie prawo do postawienia w stan oskarżenia prezydenta i innych przywódców politycznych USA.

Wiadomo, że taki przywilej, jak każdy inny, może być nadużywany. Ale matka, której syn czy córka zginęła w bezsensownej i niemoralnej wojnie, powinna mieć konstytucyjne prawo do wszczęcia procesu karnego wobec tych, którzy odpowiedzialni są za tę wojnę.

Być może to niezwykle prawo demokracji Irokezów jest jedyną skuteczną metodą na kontrolę wykonawczej władzy politycznej w nowoczesnych demokracjach. To właśnie kobiety-matki, „Dawczynie Życia” – a nie zawodowi politycy – powinny być ostoją podstawowych zasad moralnych we wszystkich decyzjach politycznych dotyczących życia ludzkiego. I to właśnie matkom powinien być udzielony bardzo istotny przywilej polityczny kontrolowania i oskarżania przestępców politycznych.

Oczywiście, że jest rzeczą naiwną oczekiwać, iż amerykańska Godzilla militarno-korporacyjna, pożerająca obecnie ok. biliona (1000 miliardów) dolarów rocznie na zbrojenia, zgodzi się na to, aby być pod jakąkolwiek kontrolą matek żołnierzy amerykańskich.

Podstawowym celem Konfederacji Irokezów jest dążenie do pokoju. Podstawowym natomiast celem rządu USA jest wojna i ciągły szantaż militarny wobec tych krajów, które nie chcą poddać się amerykańskiej kontroli korporacyjnej i politycznej. Stąd nieustanne, trudne do zliczenia interwencje militarne USA na całym świecie. Stąd te gigantyczne, absurdalne wydatki na ciągle wzrastające zbrojenia i ciągłe zakładanie nowych baz wojskowych, gdzie tylko uda się wtargnąć amerykańskiej Godzilli. (Polska jest tego kolejnym przykładem, jednym z wielu.)

Tych baz jest obecnie ok. 1000 porozrzucanych na całym globie. Natomiast tych interwencji, często apokaliptycznie morderczych jak np. w Wietnamie czy Iraku, naliczono już co najmniej 70 od czasu tylko II Wojny Światowej.2  Według Jamesa Lucasa (Countercurrents.com), rządy USA od roku 1945 są odpowiedzialne za śmierć ponad 30 milionów ludzi. Około 10 razy więcej, czyli 300 milionów, zostało rannych, często w okrutny, brutalny sposób.

Obecnie tzw. kultura amerykańska jest przesycona militaryzmem, czego dowodem jest choćby aktualna militaryzacja amerykańskiej policji. W USA termin „pacyfista” stał się terminem pogardliwym. Nawet tak humanistyczno-pacyfistyczne organizacje amerykańskie jak Council for Secular Humanism nie mogą pozbyć się mniej lub bardziej ukrytej fascynacji dla amerykańskiego militaryzmu, który w USA przybrał miano nowej religii amerykańskiej.  Na ołtarzu amerykańskiego Boga Wojny, Amerykanie są gotowi poświęcić wszystko: swoje bogactwo materialne, swoją wolność intelektualną i cywilną, nawet swoje dzieci, które tak ochoczo wysyłają na front, gdziekolwiek on jest.

Sytuacja wydaje się być beznadziejna.

Amerykańscy psychopaci w zmilitaryzowanym rządzie USA, w absolutnej większości ludzie kompletnie pozbawieni sumienia i odpowiedzialności moralnej, ciągle planują kolejne wojny, głównie na Bliskim Wschodzie jak i również w Afryce i oczywiście w Europie Wschodniej. Największym jednak horrorem made in USA byłby atak nuklearny na Koreę Północną, który jest przygotowywany przez obecną ekipę rządzącą USA na czele z narcystycznym megalomanem Donaldem Trumpem. Najbliższym „kumplem” Trumpa jest nie kto inny tylko emerytowany generał elitarnego Korpusu Piechoty Morskiej US, James Mattis, nie bez powodu nazywany „Wściekłym Psem” (Mad Dog). To właśnie ten „Wściekły Pies” marzy o ataku na Iran, który to atak miałby równie katastrofalne konsekwencje dla pokoju na całym świecie jak atak na Koreę. I ten „Wściekły Pies”, wybrany przez Trumpa na Sekretarza Obrony, ma teraz olbrzymi wpływ na amerykańską politykę zagraniczną. Tak nisko upadła obecnie amerykańska „demokracja”.

W USA, o czym się z reguły nie mówi w mediach korporacyjnych, prawo do wypowiadania wojny ma tylko Kongres, co jest jasno sformułowane w Amerykańskiej Konstytucji. Artykuł Pierwszy mówi: „Congress shall have power to declare war”, czyli Kongres, nie Prezydent, ma prawo wypowiadać wojnę. Ale problem ten nigdy nie został dostatecznie rozwiązany w USA i dlatego często decyzję o podjęciu działań wojennych podejmuje w USA prezydent, a nie Kongres, jak to miało miejsce np. w bombardowaniu Jugosławii w 1999 (Clinton) czy w ataku rakietowym na Syrię (Trump) w tym roku. Łącznie doliczono się ponad 100 przypadków, kiedy amerykański prezydent prowadził działania wojenne bez oficjalnego zezwolenia Kongresu.

Jest to kolejny powód, dla którego amerykańską „demokrację” powinno się oceniać na podstawie faktów, a nie na podstawie wzniosłych frazesów w Amerykańskiej Konstytucji, Deklaracji Niepodległości i nieustannej propagandzie w amerykańskich mediach, obecnie kontrolowanych i cenzurowanych przez amerykański „establishment” korporacyjno-militarny, który nie ma nic wspólnego z demokracją.

To, że amerykański prezydent może teraz planować i rozkazywać atak militarny na inne kraje i, w istocie rzeczy, po prostu mordować tych, których uważa za „terrorystów” bez żadnego procesu sądowego, jest chyba najbardziej niebezpieczną wadą obecnej amerykańskiej demokracji. Stanowi ona teraz nie przykład nowoczesnej demokracji, a jej totalne zaprzeczenie. Amerykańska „demokracja” stała się teraz zagrożeniem dla wszystkich państw i mieszkańców naszej planety, skoro, dla przykładu, taki ewidentny prostak jak George W. Bush mógł samowładczo rozpocząć krwawą, barbarzyńską wojnę przeciwko Irakowi nawet w sytuacji, kiedy Irak nie stanowił żadnego zagrożenia dla USA. Ani wśród Irokezów, ani w wśród innych indiańskich konfederacji i demokracji (Kri, Czerokezi, Apacze) nie mogło być mowy, aby jedna osoba mogła popełniać tak potworne zbrodnie bez żadnej instytucjonalnej i moralnej odpowiedzialności.

Dlaczego więc ciągle się bezmyślnie powtarza te same puste frazesy o rzekomej wyższości tzw. amerykańskiej „demokracji” i traktuje Konfederację Irokezów jak mało znaczący anachronizm, albo się ją ignoruje i zapomina?

Retorycznym pytaniem jest również to, czy demokracja polska nie skorzystałaby z mądrości filozofii politycznej Irokezów. Nie skorzysta – i dlatego obecnie również żołnierze polscy na usługach Waszyngtonu i NATO giną i będą ginąć w nieustannych wojnach, nieustannie przygotowywanych przez opętanych rządzą władzy i zysków, zwyrodniałych sachemów w Białym Domu.

———————–

1 Obecnie 5 czołowych demokracji to: Norwegia, Islandia, Szwecja, Nowa Zelandia i Dania. W ciągu ostatnich 10 lat, USA spadły z 17. na 21. miejsce i nie należą już do grupy krajów z „pełną demokracją”, których jest obecnie tylko 19. Polska również spadła o kilka pozycji, z 46 (w 2007) na obecne, dalekie 52. miejsce. (Na „szczęście”, wyprzedzamy jeszcze Chorwację i Węgry, ale bardzo nieznacznie.)

2 Chodzi tu o większe operacje militarne kwalifikujące się na działania wojenne. Ale ilość rożnego typu mniejszych operacji wojskowych jest oczywiście o wiele wyższa. Według źródeł podanych przez Johna Stepplinga (który, nota bene, uczył przez kilka lat w Polskiej Szkole Filmowej w Łodzi), tylko w roku 2014, AFRICOM (amerykańska organizacja wojskowa, której celem jest kontrola Afryki) „spenetrowała” prawie każdy kraj afrykański, z wyjątkiem Zimbabwe i Erytrei. Trudno w to uwierzyć, ale w tym samym roku, USA przeprowadziły w Afryce ponad 600 operacji wojskowych. Niezależny amerykański magazyn The Intercept, ujawnił niedawno, że amerykańskie „specjalne oddziały” (Special Forces) są już obecne w ponad 30 krajach afrykańskich.

 

Reklamy

USA kontra rosyjskie biesy – historia amerykańskich interwencji.

za:https://pracownia4.wordpress.com/2017/03/13/usa-kontra-rosyjskie-biesy-historia-amerykanskich-interwencji/

Tytułem wstępu:

Stany Zjednoczone i ruski diabeł: 1917-2017 (fragment)
8 marca 2017
William Blum

Konserwatyści mieli ogromny problem z odpowiedzią prezydenta Trumpa na nazwanie Władimira Putina „zabójcą” przez prowadzącego Fox News Billa O’Reilly. Trump zripostował: „Jest wielu zabójców. My mamy wielu zabójców. Myśli pan, że nasz kraj jest taki niewinny?”

Niemal robiło się człowiekowi żal O’Reilly’ego, kiedy ten próbował pozbierać się po takim bluźnierstwie. Żadna gwiazda amerykańskiego medialnego establishmentu nie usłyszała dotąd czegoś podobnego z ust amerykańskiego prezydenta.

Senator John McCain w Kongresie, odnosząc się do Putina, zjechał próby zarysowania „moralnej równorzędności pomiędzy tym rzeźnikiem i zbirem, i pułkownikiem KGB, a Stanami Zjednoczonymi Ameryki”.

No tak, niesławne KGB. Czy można powiedzieć coś dobrego o człowieku związanym z taką organizacją? Nie podobałoby się nam, gdyby jakiś prezydent USA miał podobną przeszłość. Chwileczkę, prezydent USA był nie tylko jakimś tam „pułkownikiem” CIA – był jej dyrektorem! Mowa oczywiście o George’u Herbercie Walkerze Bushu. A skoro jesteśmy przy rzeźni i rozboju – ilu Amerykanów pamięta bombardowanie i inwazję w Panamie w grudniu 1989 roku, przeprowadzone przez tegoż p. Busha?

Spróbuj temu dorównać, Władimirze!


Dumni Amerykanie, tacy jak O’Reilly i McCain, do spółki z wieloma kongresmanami, nie mogą przełknąć tej „moralnej równorzędności”. Kto by śmiał porównywać morale (fuj!) Rosji, nawet w jej obecnej niekomunistycznej postaci, z tym wybranym przez Boga, wyjątkowym krajem?

Notabene, owa komunistyczna forma miała swój początek oczywiście w rewolucji październikowej w 1917 roku. Latem 1918 roku w tym rodzącym się właśnie nowym państwie, przyszłym ZSRR, można było znaleźć około 13 tys. amerykańskich żołnierzy. Dwa lata i tysiące ofiar później amerykańscy żołnierze wyjechali, przegrawszy swoją misję „zduszenia w zarodku” tego bolszewickiego państwa, jak uroczo ujął to Winston Churchill.

Od tamtego czasu polityka zagraniczna USA nie była dużo szlachetniejsza. Myślę, drodzy studenci, że czas, bym jeszcze raz przedstawił bardzo krótkie podsumowanie historii:

Od zakończenia II wojny światowej USA:

  • Próbowały obalić zagranicą ponad 50 rządów, w większości demokratycznie wybranych.
  • Zrzucały bomby na ludzi w ponad 30 krajach.
  • Próbowały zamordować ponad 50 przywódców innych państw.
  • Starały się stłumić populistyczne bądź nacjonalistyczne ruchy w 20 krajach.
  • Rażąco ingerowały w demokratyczne wybory w co najmniej 30 krajach.
  • Choć nie jest łatwo przedstawić to w liczbach, wiodły prym w świecie tortur – nie tylko tortur dokonywanych bezpośrednio przez Amerykanów na obcokrajowcach, ale i w dostarczaniu narzędzi do tortur, podręczników, list ludzi, którzy mieli być poddani torturom, oraz osobistym doradztwie prowadzonym przez amerykańskich instruktorów.

Jakim sposobem Stany Zjednoczone mają odwagę moralizować pod adresem Rosji? Takim samym, jakim mają czelność określać Putina mianem „zabójcy”, „rzeźnika”, „zbira”. Tymczasem trudno byłoby wskazać jakiegoś znanego światu zabójcę, rzeźnika czy zbira – nie wspominając o dyktatorze, masowym mordercy czy używającym tortur okrutniku – z ostatnich 75 lat, który nie byłby bliskim sprzymierzeńcem Waszyngtonu.

 

Strach, że któregoś dnia komunizm może zawładnąć większością świata, nie pozwala nam dostrzec faktu, że zrobił to już antykomunizm.
– Michael Parenti, „The Anti-Communist Impulse”, zacytowany przez Williama Bluma we wstępie do jego książki „Killing Hope: U.S. Military and CIA Interventions Since World War II”

 

William Blum: Krótka historia interwencji amerykańskich od 1945 do 1999 roku

Silnik amerykańskiej polityki międzynarodowej został uruchomiony nie po to, by poświęcać się jakiejkolwiek moralności, ale raczej po to, by z konieczności służyć innym dyrektywom, których zarys wygląda następująco:

1) Sprawienie, aby świat stał się bezpiecznym miejscem dla działania amerykańskich korporacji;

2) Poprawienie bilansu księgowego firm krajowych, które podpisały kontrakty obronne i wspaniałomyślnie wspierają członków kongresu;

3) Zapobieżenie pojawieniu się jakiegokolwiek społeczeństwa, które mogłoby stać się udanym przykładem modelu alternatywnego w stosunku do kapitalizmu;

4) Rozszerzenie politycznej i ekonomicznej dominacji na tak wielkim obszarze, jak to tylko możliwe, jak przystało na „wielkie mocarstwo”.

Tak się wyraża postulowana krucjata moralna przeciwko temu, co sami oziębli wojownicy oraz cały naród amerykański nazwali diabelskim Międzynarodowym Komunistycznym Spiskiem, który w rzeczywistości nigdy nie istniał, niezależnie od swoich ewentualnych kontaktów z diabłem.

Stany Zjednoczone przeprowadziły w tym czasie zakrojone na szeroką skalę interwencje w ponad 70 państwach. Oto kilka wybranych.

Chiny, 1945-49: Wkroczenie w chwili trwania wojny domowej, poparcie Chang Kai-sheka przeciwko komunistom, choć ci drudzy w czasie zakończonej właśnie wojny światowej byli o wiele bliższym sojusznikiem Ameryki. USA posłużyły się żołnierzami pokonanej Japonii, którzy walczyli po ich stronie. Komuniści zmusili Changa do ucieczki na Tajwan w 1949 roku.

Włochy, 1947-48: Wykorzystując podręcznikowe chwyty USA wtrąciły się w wybory, aby zapobiec legalnemu i uczciwemu dojściu do władzy Partii Komunistycznej. Wypaczenie demokracji zostało dokonane w imię „ocalenie demokracji” we Włoszech. Komuniści przegrali. Prze kolejnych kilka dziesięcioleci CIA wraz z korporacjami amerykańskimi bez końca wtrącały się w wybory we Włoszech, wydając setki milionów dolarów i potężną maszynerię psychologiczną, aby powstrzymać widmo, które nawiedzało Europę.

Grecja, 1947-49: Interwencja w czasie trwania wojny domowej. Poparcie neofaszystów przeciwko greckiej lewicy, która w czasie 2 wojny światowej odważnie stawiała czoło nazistom. Neofaszyści wygrali i ustanowili okrutny i brutalny reżym, dla którego CIA utworzyła nowy wewnętrzny urząd bezpieczeństwa, KYP. Niedługo potem KYP przeprowadzała wszędzie profesjonalne akcje policyjne, z systematycznie stosowanymi torturami włącznie.

Filipiny, 1945-53: Wojska amerykańskie walczą z siłami lewicowymi (Huk), mimo że w tym samym czasie Hukowie starają się wyprzeć ze swojego kraju japońskich najeźdźców. Po tej wojnie USA w dalszym ciągu walczyło z Hukami, w końcu ich pokonując i wynosząc na urzędy prezydenckie swoje marionetki, czego zwieńczeniem było powołanie dyktatora Ferdinanda Marcosa.

Korea Południowa, 1945-53: Po 2 wojnie światowej Stany Zjednoczone stłumiły ludowe siły postępowe wspierając konserwatystów, którzy współpracowali z Japonią. Doprowadziło to do długiego okresu korupcji, prowokacji i nie mających nic wspólnego z demokracją brutalnych rządów.

Europa Wschodnia 1948-1956: Dyrektor CIA Allen Dulles rozmyślnie podsycał paranoję we wschodnim bloku, przyczyniając się do tysięcy aresztowań, czystek, sądów i zabójstw dokonywanych przez komunistyczne reżimy.

Związek Radziecki, lata 1940-70: Zimnowojenne kampanie szpiegostwa, propagandy i sabotażu, wspieranie ruchów oporu wobec ZSRR.

Albania, 1949-53: USA i Wielka Brytania bez powodzenia próbują obalić rządy komunistyczne i zainstalować nowe, pro-zachodnie, składające się głównie z monarchistów i tych, którzy kolaborowali z włoskimi faszystami i nazistami.

Niemcy, lata 50-te: CIA przygotowała zakrojoną na szeroką skalę kampanię sabotażu, terroryzmu, nieuczciwych chwytów i wojny psychologicznej przeciwko Niemcom Wschodnim. Był to jeden z czynników, który doprowadził do powstania Muru Berlińskiego w 1961 roku.

Iran, 1953: Premier Mossadegh został obalony na skutek operacji przeprowadzonej wspólnie przez USA i Wielką Brytanię. Mossadegh został wybrany na swoje stanowisko przez zdecydowaną większość parlamentu, ale popełnił krytyczny błąd, stając na czele akcji mającej na celu znacjonalizowanie brytyjskiej kompanii naftowej, jedynej firmy naftowej działającej w Iranie. Zamach stanu przywrócił absolutną władzę dla Szacha i rozpoczął okres 25 lat represji i tortur, dzięki czemu przemysł naftowy został oddany w ręce obcych właścicieli w następujących proporcjach: Wielka Brytania i USA otrzymały po 40 procent, inne państwa – 20 procent.

Gwatemala, od roku 1953 do lat 90-tych: Zamach stanu przygotowany przez CIA obalił wybrany na drodze demokratycznej postępowy rząd Jacobo Arbenza, rozpoczynając 40 lat działania szwadronów śmierci, tortur, uprowadzeń, masowych egzekucji i niewyobrażalnego okrucieństwa, które łącznie przyniosły ponad 100.000 ofiar – bez wątpienia jeden z najbardziej nieludzkich rozdziałów w historii 20 wieku. Arbenz znacjonalizował firmę amerykańską, United Fruit Company, która miała bardzo bliskie związki z amerykańską elitą rządzącą [zob. tutaj]. Jako usprawiedliwienie tego zamachu Waszyngton ogłosił, że Gwatemala znalazła się o krok od stania się poddanym sowieckim, podczas gdy tak naprawdę Rosjanie przejawiali niewielkie zainteresowanie państwem, z którym nie utrzymywało nawet stosunków dyplomatycznych. Prawdziwym problemem w oczach Waszyngtonu, oprócz United Fruits, było niebezpieczeństwo rozszerzenia się gwatemalskiej socjaldemokracji na inne państwa Ameryki Łacińskiej.

Bliski Wschód, 1956-58: Doktryna Eisenhowera utrzymywała, że Stany Zjednoczone „są przygotowane na użycie broni aby wspierać” jakiekolwiek państwo na Bliskim Wschodzie „proszące o takie wsparcie przeciwko zbrojnej agresji ze strony jakiegokolwiek państwa kontrolowanego przez międzynarodowy komunizm”. W przełożeniu na angielski oznaczało to, że nikomu nie wolno dominować lub mieć znaczący wpływ na Bliskim Wschodzie z jego polami naftowymi, poza Stanami Zjednoczonymi, i że ktokolwiek tylko spróbuje tego dokonać, natychmiast zostanie okrzyknięty komunistą. Posługując się taką polityką USA dwukrotnie próbowały obalić rząd syryjski, przeprowadziły kilka akcji pokazowych na Morzu Śródziemnym, aby zastraszyć ruchy niechętne rządom wspieranym przez USA w Jordanii i Libanie, wysłały 14.000 żołnierzy do Libanu i spiskowały w celu obalenia lub zamordowania w Egipcie Nassera z jego kłopotliwym blisko-wschodnim nacjonalizmem.

Indonezja, 1957-58: Sukarno, tak jak Nasser, był tego typu przywódcą z Trzeciego Świata, którego Stany Zjednoczone nie mogły znieść. Zdecydowanie obrał politykę neutralności podczas zimnej wojny, podróżując do Związku Radzieckiego i Chin (do Białego Domu oczywiście też). Znacjonalizował wiele holenderskich prywatnych przedsiębiorstw, które należały wcześniej do kolonizatora. Ponadto odmówił rozprawienia się z Komunistyczną Partią Indonezji, która w prawy i pokojowy sposób zdobywała zdumiewające poparcie w społeczeństwie. Taka polityka z pewnością mogła zainspirować innych przywódców Trzeciego Świata. To właśnie wtedy CIA zaczęła szastać pieniędzmi, odpowiednio ustawiając wybory, stworzyła plan zamordowania Sukarno, próbowała wplątać go w wymyśloną aferę z filmem pornograficznym, w końcu połączyła siły z opozycyjnymi oficerami wojskowymi i wywołała otwartą wojnę przeciwko rządowi. Sukarno i tak przetrwał.

Gujana Brytyjska/Gujana, 1953-64: Przez 11 lat dwie z najstarszych demokracji na świecie, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, robiły wszystko, aby nie dopuścić demokratycznie wybranego przywódcy do zajęcia swojego stanowiska. Cheddi Jagan był kolejnym liderem z Trzeciego Świata, który próbował pozostać neutralny i niezależny. Był wybrany trzy razy. Mimo swej lewicowości – większej niż w przypadku Sukarno czy Arbenza – urząd przez niego sprawowany nie miał na celu wywołania rewolucji. Jednak był kimś, na kogo trzeba było zwrócić uwagę, ponieważ w nim wyrażał się największy lęk Waszyngtonu: budowanie społeczeństwa, które mogłoby stać się przykładem udanej alternatywy w stosunku do modelu kapitalistycznego. Posługując się całym arsenałem sztuczek i taktyki – od otwartych ataków i dezinformacji do terroryzmu i brytyjskiego legalizmu – USA i UK w końcu sprawiły, że Jagan przegrał w 1964 roku. John F. Kennedy wydał swoim agentom bezpośredni rozkaz, tak jak prawdopodobnie poprzednio Eisenhower.

Jeden z krajów, którym najlepiej się powodziło w regionie, Gujana w czasie rządów Jagana, do lat 80-tych stał się najbiedniejszy. Jego głównym „towarem” importowym byli ludzie.

Irak, 1958-63: Wieloletnia kampania przeciwko nacjonalistycznemu, ale w żadnym razie radykalnemu przywódcy, generałowi Abd al-Karim Kasimowi po tym, jak obalił monarchię i ustanowił republikę. USA i Turcja przygotowały plan inwazji, jednak porzuciły go na rzecz zbrojenia Kurdów, jak również prób zamachu na premiera. Kasim pomógł założyć OPEC i stworzył znacjonalizowaną kompanię naftową. Ostatecznie został obalony w wyniku puczu przeprowadzonego przez Partię Baas i rozstrzelany. Pucz, wspierany przez USA i Wielką Brytanię, doprowadził też do ściślejszej kontroli partii komunistycznej i zabicia tysięcy jej członków na podstawie list przekazanych przez CIA. Stany Zjednoczone ponownie wsparły Kurdów w latach 1972-5 – nie, nie po to, żeby uzyskali autonomię, ale w celu zajęcia czymś irackiej armii, żeby przypadkiem nie obaliła Szacha Iranu.

Wietnam, 1950-73: Cała historia rozpoczęła się od opowiedzenia się za Francją, wcześniejszym kolonizatorem i państwem, które współpracowało z Japonią przeciwko Ho Chi Minowi i tym, którzy go popierali i blisko współpracowali z aliantami i podziwiali mocno Amerykę. Ho Chi Min był mimo wszystko pewnego rodzaju komunistą. Napisał masę listów do prezydenta Trumana i Departamentu Stanu, prosząc o pomoc Ameryki w zdobyciu przez Wietnam niepodległości, wyzwoleniu się od Francji i znalezieniu pokojowej drogi do rozwoju Wietnamu. Wszystkie jego prośby zostały zignorowane. Tylko dlatego, że był on pewnego rodzaju komunistą. Ho Chi Min opracował nową wietnamską deklarację niepodległości na wzór amerykańskiej; zaczynała się od słów: „Wszyscy ludzie zostali stworzeni jako równi. Stwórca wspiera ich w…”. Ale w Waszyngtonie to nie miało żadnego znaczenia. Ho Chi Min był pewnego rodzaju komunistą.

Dwadzieścia trzy lata i ponad milion zabitych; w końcu Stany Zjednoczone wycofały swoje siły z Wietnamu. Większość ludzi uważa, że USA przegrały wojnę. Ale przez zniszczenie w pień Wietnamu oraz zatrucie ziemi Waszyngton osiągnął tak naprawdę swój główny cel: zapobiegł temu, co mogło się stać powstaniem właściwej opcji rozwoju dla Azji. Przecież Ho Chi Min był pewnego rodzaju komunistą.

Kambodża, 1955-73: Książę Sihanouk, jeszcze jeden lider, któremu nie spieszyło się do zostania kolejnym klientem Stanów Zjednoczonych. Po wielu latach wrogości w stosunku do jego rządów, która przejawiała się między innymi w przygotowaniu planu jego zgładzenia oraz potępianych utajnionych bombardowaniach dywanowych w latach 1969-70 przeprowadzonych przez Nixona i Kissingera, Waszyngton w końcu obalił Sihanouka w wyniku zamachu stanu w 1970 roku. To wystarczyło, by zachęcić siły Pol Pota i jego Czerwonych Khmerów do wkroczenia. Pięć lat później przejęli władzę. Ale pierwsze lata bombardowań amerykańskich sprawiły, że tradycyjna gospodarka Kambodży przestała istnieć. Stara Kambodża została na zawsze zniszczona.

Co niewiarygodne, Czerwoni Khmerzy mieli wywołać w swoim kraju jeszcze większe spustoszenie. Jak na ironię, Stany Zjednoczone wspierały Pol Pota, militarnie i dyplomatycznie, po tym jak zostały pokonane w Wietnamie.

Kongo/Zair, 1960-65: W czerwcu 1960 Patrice Lumumba został pierwszym premierem Kongo po uzyskaniu niepodległości od Belgii. Ale Belgia zatrzymała dla siebie olbrzymie bogactwa naturalne w prowincji Katanga, administracja Eisenhowera była również związana finansowo z tymi minerałami, a Lumumba, w czasie Dnia Niepodległości, przed tłumem zagranicznych dygnitarzy wzywał do gospodarczego, jak i politycznego wyzwolenia swojego narodu i przytoczył listę niesprawiedliwości, których zaznali jego obywatele ze strony białych zarządców państwa. Ten skromny człowiek był z pewnością „komunistą”. Jego dni były najpewniej policzone.

Dwanaście dni później Katanga odłączyła się, we wrześniu Lumumba został zdymisjonowany przez prezydenta pod naciskami Stanów Zjednoczonych, a w styczniu 1961 roku został zamordowany za natychmiastowym poleceniem Dwighta Eisenhowera. Nadeszły lata wojny domowej i chaosu, i dojścia do władzy Mobutu Sese Seko, człowieka nie nieznanego CIA. Mobutu przyszedł i rządził w swoim kraju przez ponad 30 lat, opierając się na korupcji i okrucieństwie, które wstrząsnęły nawet ludzi z CIA. Ludzie Zairu żyli w stanie totalnego ubóstwa, pomimo bogatych złóż dóbr naturalnych. Mobutu stał się multimiliarderem.

Brazylia, 1961-64: Prezydent Joao Goulart był zwykłym przestępcą: obrał kurs nastawiony na niezależność w polityce międzynarodowej, wznawiając stosunki z państwami komunistycznymi i przeciwstawiając się sankcjom przeciwnko Kubie; jego administracja uchwaliła prawo ograniczające kapitał, który firmy międzynarodowe mogły przekazywać za granicę; przedsiębiorstwo ITT zostało znacjonalizowane; promował też reformy ekonomiczne i społeczne. I minister sprawiedliwości Robert Kennedy niepokoił się, że Goulart pozwala „komunistom” zajmować posady w agencjach rządowych. Ale człowiek ten nie był radykałem. Był milionerem, posiadaczem ziemskim i katolikiem, który na szyi nosił medalik z Marią Dziewicą. Jednak to nie wystarczyło, by go ocalić. W 1964 roku został obalony w wojskowym zamachu stanu, w którym Amerykanie odegrali znaczącą, półoficjalną rolę. Komentarz Waszyngtonu brzmiał – tak, to przykre, że w Brazylii obalono demokrację…., ale przynajmniej kraj został ocalony od komunizmu.

W ciągu następnych 15 lat ustanowiono wszystkie formy militarnej dyktatury, które poznała i pokochała Ameryka Łacińska: zamknięto kongres, opozycja polityczna została ograniczona praktycznie do zera, zawieszono ściganie zbrodni na tle politycznym, krytyka prezydenta została prawnie zabroniona, związki zawodowe przejęli rządowi agenci, nasilające się protesty spotykały się z policyjnym i wojskowym ostrzałem, domy rolników palono, gnębiono księży… uprowadzenia, szwadrony śmierci, masowa ilość bezlitosnych tortur… rząd ochrzcił swój program „moralną rehabilitacją” Brazylii.

Waszyngton był bardzo zadowolony. Brazylia zerwała stosunki z Kubą i stała się jednym z najbardziej wiernych sojuszników Stanów Zjednoczonych w Ameryce Łacińskiej.

Republika Dominikany, 1963-66: W lutym 1963 Juan Bosch zaczął sprawować urząd jako pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Republiki Dominikany od 1924 roku. W końcu pojawił się liberalny antykomunista Johna F. Kennedy’ego, aby odeprzeć oskarżenia, że USA wspierają tylko dyktatury wojskowe. Rząd Boscha miał być „przykładową demokracją”, która mogłaby stawić czoło Fidelowi Castro. Zanim tylko zajął swój urząd, był wspaniale przyjmowany w Waszyngtonie.

Bosch wierzył w to, co robi. Wezwał do reformy rolnej, budowy tanich domów, skromnej nacjonalizacji biznesu, aby zagraniczni inwestorzy nie starali się eksploatować za bardzo jego kraju, i innych programów, które sprawiały, że polityka wszystkich liberalnych przywódców Trzeciego Świata była zatroskana zmianą społeczną. Podobnie na serio traktował on rzeczy znane jako swobody polityczne. Komuniści, lub ci ochrzczeni w ten sposób, nie mogli być prześladowani dopóki rzeczywiście nie złamali prawa.

Wielu urzędników administracji amerykańskiej i kongresmani wyrażali swoje niezadowolenie co do planów Boscha i co do jego stanowiska głoszącego niezależność od Stanów Zjednoczonych. Reforma rolna i nacjonalizacja dla Waszyngtonu od zawsze były wrażliwymi tematami, określającymi rzeczy, którymi posługuje się „pełzający socjalizm”. Kilka redakcji pism amerykańskich próbowało zarzucić na Boscha jakąś przynętę.

We wrześniu wojsko wyszło na ulice. Boscha nie było wtedy w kraju. Stany Zjednoczone, które były w stanie stłumić jakikolwiek przewrót wojskowy w Ameryce Łacińskiej nie kiwnęły palcem.

Dziewiętnaście miesięcy później rozgorzała rewolta, która miała na celu oddać z powrotem władzę przebywającemu za granicą Boschowi. Stany Zjednoczone wysłały 23.000 żołnierzy, aby ją stłumili.

Kuba, od 1959 do dzisiaj [tzn. do 1999 r.]: Fidel Castro doszedł do władzy na początku 1959 roku. 10 marca 1959 roku zebrała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego USA, rozważając między innymi możliwość sprawienia, aby „inny rząd doszedł do władzy na Kubie”. Potem nastąpił okres 40 lat terrorystycznych ataków, bombardowania, otwartych inwazji militarnych, sankcji, embargo, izolowania, zamachów… Kuba przeprowadziła Niewybaczalną Rewolucję, bardzo poważne zagrożenie ze względu na „dobry przykład” dla całej Ameryki Łacińskiej.

Najsmutniejszą częścią tej opowieści jest fakt, że świat nigdy się nie dowie, jakiego rodzaju społeczeństwo zbudowałaby Kuba, gdyby pozostawiono ją w spokoju, a nie pod ciągłym ogniem i ustawicznymi groźbami inwazji, gdyby umożliwiono jej znieść ścisłą kontrolę wewnętrzną. Idealizm, wizja, talent, internacjonalizm – wszystko tam mieliśmy. Ale już nigdy się nie dowiemy. I właśnie o to chodziło.

Indonezja, 1965: Złożony łańcuch zdarzeń, prawdopodobnie z zamiarem przeprowadzenia zamachu stanu włącznie, a także kontr-zamachu i kontr-kontr-zamachu – wszędzie tam Amerykanie odcisnęli swoje piętno. W rezultacie odsunięto od władzy Sukarno i zastąpiono go władzami wojskowymi, którym przewodził generał Suharto. Zaraz potem rozpoczęły się masakry – komunistów, tych, którzy sympatyzowali z komunizmem, domniemanych komunistów oraz domniemanych sympatyków komunizmu – i nikogo więcej. Zostały one określone przez New York Times jako „jedna z najdzikszych rzezi w nowoczesnej historii polityki„. Liczba ofiar w ciągu kilku lat osiągnęła pół miliona, choć inne źródła mówią o milionie i więcej.

Później się dowiedziano, że amerykańska ambasada stworzyła listy działaczy „komunistycznych”, od najwyżej usadowionych prominentów, po kadry na wsiach, jakieś 50.000 nazwisk, i przekazała je armii, która następnie rozpoczęła polowania na te osoby i mordowała je. Amerykanie następnie mieli weryfikować te listy i zestawiać je z osobami zabitymi lub aresztowanymi. „To była wielka pomoc dla armii. Prawdopodobnie zabili oni mnóstwo ludzi, a ja prawdopodobnie mam mnóstwo krwi na swoich rękach”, powiedział jeden dyplomata amerykański. „Ale nie należy tego wszystkiego potępiać. Są chwile, gdy trzeba mocno uderzyć”.

Chile, 1964-73: Salvador Allende był dla imperialisty waszyngtońskiego najgorszym z możliwych scenariuszem. Imperialista ten był sobie w stanie wyobrazić tylko jedną rzecz gorszą od marksisty przy władzy – marksista przy władzy, który został wybrany, który przestrzegał konstytucję i stał się niesamowicie popularny. Potrząsnęło to samymi fundamentami, na których osadzona była wieża antykomunizmu: doktryna, boleśnie kultywowana przez dekady, że „komuniści” mogą zdobyć władzę tylko dzięki przemocy i podstępom, że mogą utrzymać się przy niej jedynie przez terroryzowanie i robienie ludziom papki z mózgów.

Po dokonaniu sabotażu wyborczych zamierzeń Allende w 1964 roku, i niepowodzeniach w 1970, pomimo szczerych wysiłków, CIA oraz reszta amerykańskiej maszynerii polityki zagranicznej nie zrezygnowała z żadnych środków w swoich próbach zdestabilizowania rządu Allende przez kolejne trzy lata, zwracając szczególną uwagę, aby wytworzyć wrogość militarną. W końcu we wrześniu 1973 roku wojsko obaliło rząd, Allende zginął w czasie tych działań.

W końcu dokonano zamknięcia państwa na świat zewnętrzny na tydzień, w czasie którego czołgi przetaczały się przez ulice, a żołnierze wyłamywali drzwi; stadiony rozbrzmiewały od dźwięków egzekucji, a ciała walały się po ulicach i pływały w rzekach; uruchomiono miejsca tortur; wywrotowe książki wrzucono w płomienie; żołnierze zdzierali z kobiet spodnie, krzycząc „w Chile kobiety noszą spódnice!”; biedni wrócili do swojego stanu naturalnego; a panowie świata w Waszyngtonie i w salach międzynarodowych instytucji finansowych otworzyli swoje książeczki czekowe. W końcu – ponad 3.000 osób zostało rozstrzelanych, tysiące torturowano, tysiące zaginęły.

Grecja, 1964-74: Wojskowy zamach stanu miał miejsce w kwietniu 1967 roku, dokładnie dwa dni przed rozpoczęciem narodowej kampanii wyborczej, która na sto procent miała przywrócić na stanowisko premiera weterana – przywódcę liberalnego – George Papandreou. Papandreou został wybrany w lutym 1964 roku zdecydowaną większością głosów, pierwszą w całej historii nowożytnej Grecji. Natychmiast rozpoczęto, z udanym skutkiem, dokonywać różnych machinacji, aby podważyć jego pozycję – była to połączona akcja Trybunału Królewskiego, generałów greckiego oraz amerykańskiego wojska i CIA, które stacjonowały w Grecji. Przewrót z 1967 roku został poprzedzony zwyczajowymi w takich okolicznościach stanem wojennym, cenzurą, aresztowaniami, biciem, torturami i mordem – z liczbą ofiar sięgającą 8.000 w pierwszym miesiącu. Towarzyszyła temu równie tradycyjna deklaracja, że wszystko to uczyniono, by ochronić naród przed „przejęciem przez komunistów”. Nadwerężające system i wywrotowe wpływy na życie Greków miały zostać wyeliminowane. Należały do nich spódniczki mini, długie włosy oraz obce czasopisma; uczęszczanie przez dzieci do kościoła miało być obowiązkowe.

Jednak to tortury okazały się wręcz nieusuwalnym znamieniem siedmioletniego greckiego piekła. James Becket, prawnik amerykański wysłany do Grecji przez Amnesty International napisał w grudniu 1969 roku, że „najbardziej ostrożne oceny mogą wskazać na nie mniej niż dwa tysiące” ludzi torturowanych, zwykle w najokrutniejszy sposób, przeważnie za pomocą urządzeń dostarczonych przez Stany Zjednoczone.

Becket doniósł, co następuje:

Setki więźniów wysłuchało krótkiej przemowy inspektora Basila Lambrou, który siedzi za biurkiem z czerwono-biało-niebieskim symbolem ściśniętych dłoni pomocy amerykańskiej. Próbuje uświadomić więźniów o całkowitej daremności oporu. „Jesteście śmieszni, jeśli myślicie, że możecie cokolwiek zrobić. Świat jest podzielony na dwie części. Z jednej strony są komuniści, a z drugiej – wolny świat. Rosjanie i Amerykanie – i nic poza tym. A kim my jesteśmy? Amerykanami. Za mną stoi rząd, za rządem NATO, za NATO, USA. Nie możecie nas pokonać. Jesteśmy Amerykanami”.

George Papandreou nie był żadnym radykałem. Był typem liberalnego antykomunisty. Ale jego synowi, Andreasowi, prawowitemu następcy, choć tylko trochę bardziej na lewo od swojego ojca, nie była obca myśl, aby wyciągnąć Grecję z zimnej wojny; protestował przeciwko pozostaniu w NATO, lub przynajmniej w roli satelity Stanów Zjednoczonych.

Wschodni Timor, od 1975 do dzisiaj [1999]: W grudniu 1975 roku Indonezja najechała na Wschodni Timor, który leży na wschodnim krańcu archipelagu indonezyjskiego, i który ogłosił swoją niezależność po tym, jak Portugalia zaniechała swojej kontroli nad tym terytorium. Inwazja rozpoczęła się dzień po tym, jak prezydent USA Gerald Ford oraz sekretarz stanu Henry Kissinger wyjechali z Indonezji po przekazaniu Suharto zgody na użycie broni amerykańskiej, która, według prawa amerykańskiego, nie może zostać wykorzystana w celach innych niż obronne. Indonezja była dla Waszyngtonu najbardziej wartościowym narzędziem w Azji Południowo-Wschodniej.

Amnesty International obliczył, że do roku 1989, żołnierze indonezyjscy, w ramach realizacji celu zajęcia Wschodniego Timoru, zabili 200.000 ludzi z ludności liczącej od 600.000 do 700.000. Stany Zjednoczone konsekwentnie wspierały żądania Indonezji w stosunku do Timoru Wschodniego (przeciwnie do polityki ONZ i UE), i bagatelizowały rozmiary rzezi, jednocześnie dostarczając Indonezji całego sprzętu militarnego oraz szkolenia, aby udało się pomyślnie przeprowadzić akcję do końca.

Nikaragua, 1978-89: Kiedy sandiniści obalili dyktaturę Somozy w 1978 roku, dla Waszyngtonu było jasne, że mogą się oni stać niebezpieczną bestią – „kolejną Kubą”. Pod rządami prezydenta Cartera próby przeprowadzenia sabotażu rewolucji przybrały dyplomatyczne i ekonomiczne formy. Administracja Reagana wybrała przemoc. Przez osiem długich lat ludność Nikaragui znajdowała się pod atakiem ze strony armii będącej pełnomocnikiem Waszyngtonu, Contras, stworzonej przez wściekłych członków Straży Narodowej Somozy oraz innych pomocników dyktatora. To była wojna na całego, z ostatecznym celem zniweczenia społecznych i ekonomicznych programów rządowych, z paleniem szkół i szpitali, gwałtami, torturami, minowaniem portów, bombardowaniem i ostrzeliwaniem. Robili to „żołnierze wolności” Ronalda Reagana. W Nikaragui nie będzie rewolucji.

Grenada, 1979-84: Co mogłoby skłonić najpotężniejsze państwo na świecie do najazdu na kraj liczący 110 tysięcy ludności? Maurice Bishop i jego następcy zdobyli władzę po przewrocie w 1979 roku i choć ich rzeczywista polityka nie była tak rewolucyjna jak Castry, Waszyngton znowu wpadł w panikę, że pojawi się „następna Kuba”, zwłaszcza że publiczne wystąpienia przywódców Grenady spotykały się z generalnym entuzjazmem.

Amerykańska taktyka destabilizacji przeciwko rządowi Bishopa zaczęła się zaraz po przewrocie i trwała aż do 1983 roku. Składały się na nią liczne akty dezinformowania i brudnych gierek. Inwazja amerykańska w październiku 1983 spotkała się z minimalnym oporem, choć po stronie USA poległo lub zostało zranionych 135 osób; było też około 400 ofiar po stronie Grenady oraz 84 Kubańczyków, głównie robotników budowlanych. W imię czego, co ludzki rozum może pojąć, zginęli ci ludzie? – to nie zostało ujawnione.

Pod koniec 1984 roku przeprowadzono wątpliwe wybory, w których zwyciężył człowiek wspierany przez administrację Reagana. Rok później organizacja praw człowieka, Rada do Spraw Półkuli, przedstawiła raport, w którym stwierdzono, że nowe siły policyjne Grenady przeszkolone przez USA oraz siły anty-rebelianckie zasłynęły z brutalności, bezpodstawnych aresztowań i nadużyć władzy, i zniweczyły wysiłki mające na celu wspieranie praw obywatelskich.

W kwietniu 1989 roku rząd opublikował listę ponad 80 książek, których import został zakazany. Cztery miesiące później premier rozwiązał parlament ze względu na groźbę wotum nieufności, które miało być rezultatem przeciwstawienia się temu, co krytycy premiera nazwali „rozwijającym się stylem autorytarnym”.

Libia, 1981-89: Libia nie zgodziła się na pełnienie funkcji właściwego państwa klienckiego Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie. Przywódca państwa, Muamar el-Kadafi nie przestrzegał reguł. Musiał zostać ukarany. Samoloty amerykańskie zestrzeliły dwa samoloty libijskie na obszarze, który Libia uważała za swoją przestrzeń lotniczą. USA zrzuciły też na kraj bomby, zabijając co najmniej 40 osób, między innymi córkę Kadafiego. Pojawiły się też inne próby zgładzenia tego człowieka, operacje mające na celu jego obalenie, potężna kampania dezinformująca, sankcje ekonomiczne oraz oskarżenie Libii za jej domniemaną rolę w zbombardowaniu samolotu Pan Am 103, bez przedstawienia wystarczających dowodów.

Panama, 1989: Szaleni „bombiarze” Waszyngtonu znowu zaatakowali. Grudzień 1989 roku, potężny wybuch w osiedlu w Panama City, 15.000 ludzi pozostaje bez dachu nad głową. W wyniku kilkudniowego ataku naziemnego przeciwko siłom panamskim jakieś 500 osób zostaje zamordowanych (według oficjalnych danych – podanych przez USA i zainstalowany przez Amerykę nowy rząd); inne źródła, z nie mniejszą ilością dowodów, twierdzi, że zginęło 3.000 osób, jakieś 3.000 zostało też rannych. Poległo dwudziestu trzech Amerykanów, 324 poniosło rany.

Pytanie reportera: „Dlaczego tak naprawdę warto było posyłać ludzi na pewną śmierć? Aby dostać Noriegę?”

George Bush: „Każde ludzkie życie jest cenne, ale mimo to muszę odpowiedzieć – tak, to było tego warte”.

Manuel Noriega był sojusznikiem Ameryki i jej informatorem przez całe lata, dopóki jego użyteczność się nie zużyła. Ale dostanie go nie było jedynym motywem ataku. Bush chciał przekazać jasne posłanie do narodu Nikaragui, która planowała wybory dwa tygodnie później, że to może spotkać również i ich, jeśli ponownie wybiorą sandinistów. Bush pragnął także napiąć mięśnie, aby pokazać Kongresowi, że potrzebne są duże siły wojskowe gotowe do walki, nawet po niedawnym zniknięciu „zagrożenia sowieckiego”. Oficjalne wyjaśnienie mówiło, że Noriega jest wmieszany w handel narkotykami, co Waszyngton wiedział już od czterech lat, a jednak wcześniej wcale mu to nie przeszkadzało.

Irak, lata 90-te: Nieustające bombardowania przez ponad 40 dni i nocy przeciwko jednemu z najbardziej rozwiniętych narodów na Bliskim Wschodzie, które zniszczyły jego starożytno-nowoczesną stolicę; na ludność Iraku spadło 177 milionów funtów bomb – najbardziej skoncentrowany powietrzny mord w historii świata; broń ze zubożonym uranem pali ludzi, wywołuje raka; rozwalanie magazynów broni chemicznej i biologicznej oraz urządzeń naftowych; zatruwanie atmosfery do poziomu, który prawdopodobnie nigdzie wcześniej nie był spotykany; umyślne grzebanie żywcem żołnierzy; zniszczenie infrastruktury ze strasznymi konsekwencjami dla zdrowia; sankcje trwające do dzisiaj, jeszcze bardziej pogarszając sytuację zdrowotną; na razie umarło w następstwie wszystkich tych działań około miliona dzieci i jeszcze więcej dorosłych.

Irak był najsilniejszym pod względem militarnym państwem arabskim. To mogła być ich zbrodnia. Noam Chomsky napisał: „Główną, dominującą doktryną USA w polityce zagranicznej od 1940 roku było to, że potężne, nie mające swojego odpowiednika, zasoby energetyczne w rejonie Zatoki będą stopniowo zajmowane przez Stany Zjednoczone i ich klientów i, przede wszystkim, żeby żadna niezależna siła w tamtym rejonie nie została dopuszczona do tego, aby mieć jakiś znaczny wpływ na zarządzanie produkcją ropy naftowej i jej cenę.”

Afganistan, 1979-92: Wszyscy wiedzą o nieprawdopodobnych represjach kobiet w Afganistanie ze strony fundamentalistów islamskich, nawet przed Talibami. Ale kto z nas wie, że w późnych latach 70-tych i w większości 80-tych Afganistan miał rząd przekonany, że musi wprowadzić niesamowicie zacofany naród w 20 wiek, łącznie z zagwarantowaniem praw kobietom? Stało się jednak tak, że Stany Zjednoczone wydały miliony dolarów na prowadzenie okrutnej wojny przeciwko rządowi tylko dlatego, że był on wspierany przez Związek Sowiecki. Wcześniej działania CIA znacznie zwiększyły prawdopodobieństwo interwencji rosyjskiej, co się dokładnie stało. W końcu Stany Zjednoczone zwyciężyły, a kobiety i reszta Afgańczyków przegrała. Ponad milion ludzi zginęło, trzy miliony zostało kalekami; pięć milionów uchodźców – w sumie jakaś połowa populacji to ofiary tej wojny.

Salwador, 1980-92: Dysydenci z Salwadoru próbowali działać w ramach systemu. Ale dzięki wsparciu ze strony USA rząd to uniemożliwił, posługując się cały czas oszustwami wyborczymi i mordując setki przeciwników i strajkujących. W 1980 roku przeciwnicy polityczni chwycili za broń. Rozpoczęła się wojna domowa.

Oficjalnie obecność USA w Salwadorze była ograniczona do nadzorowania. Tak naprawdę wojsko i personel CIA działały w regularny sposób, bardzo aktywnie. Około 20 Amerykanów zostało zabitych lub zranionych w wypadkach helikopterów lub samolotów, podczas dokonywania lotów rozpoznawczych czy innych misji nad terenami walki, są też wiarygodne dowody na rolę USA w walkach naziemnych. Wojna oficjalnie zakończyła się w 1992 roku. 75.000 cywilów poniosło śmierć, a skarb USA stopniał około 6 miliardów dolarów. Pokrzyżowano plany wprowadzenia znaczących reform społecznych. Garstka bogaczy w dalszym ciągu włada państwem, biedni zostali tam, gdzie ich miejsce, a dysydenci wciąż muszą się obawiać prawicowych szwadronów śmierci.

Haiti, 1987-94: Rodzina dyktatora Duvaliera była wspierana przez USA przez 30 lat, następnie przeciwstawiła się reformatorskiemu księdzu, Jean-Bertrandzie Aristidzie. W międzyczasie CIA pracowało skrycie ze szwadronami śmierci, oprawcami i handlarzami narkotyków. W takich okolicznościach Biały Dom Clintona znalazł się w niezręcznej sytuacji i musiał udawać – z powodu całej swojej retoryki na temat demokracji – że wspiera w Haiti powrót do władzy Aristidy po tym, jak został jej pozbawiony w wyniku przewrotu wojskowego z 1991 roku. Po opóźnieniu jego ponownego mianowania na ponad dwa lata, Waszyngton w końcu musiał sprawić, żeby jego wojska oddały mu z powrotem jego urząd, ale dopiero po zobowiązaniu księdza, że nie będzie zajmował się biednymi ze cenę bogactwa warstw uprzywilejowanych, i że będzie się mocno trzymał ekonomii wolnorynkowej. Oznaczało to, że Haiti w dalszym ciągu pozostanie „halą montażową” na półkuli zachodniej, z robotnikami otrzymującymi wręcz głodowe pensje.

Jugosławia, 1999: Stany Zjednoczone pragną sprawić, aby dzięki ich bombom kraj ten wrócił do swojego przed-industrialnego stanu. Chciałyby, żeby świat uwierzył, że interwencja ta była motywowana jedynie „humanitarnymi” względami. Może powyższa historia interwencji amerykańskich pozwoli zadecydować nam, jak bardzo można ufać tego typu deklaracjom.

~* ~

Afganistan, od 2001 do dzisiaj: Inwazja i okupacja kraju po 9/11.

Wenezuela, 2001-4: Operacje zmierzające do pozbycia się Chaveza.

Irak, od 2003 do dzisiaj: Inwazja i okupacja.

Haiti 2004: Prezydent Aristide zmuszony przez Amerykanów do ustapienia, ponieważ nie popierał globalizacji i wolnego rynku.

Dokładniejsze informacje o okresie powojennym oraz po roku 2001 można znaleźć w książce Williama Bluma pt. „Rogue State: A Guide to the World’s Only Superpower”

 

Źródło przekładu Listy: Mariusz Turowski, Wrocław, 10.07.2000 [poza kilkoma drobnymi uzupełnieniami, również na podstawie książki Williama Bluma]; przypuszczalne źródło oryg.: A Brief History of U.S. Interventions: 1945 to the Present
Tłumaczenie wstępnego fragmentu, drobnych uzupełnień i końcówki: PRACowniA

Syria. Monachium. Dyplomatyczny przełom – czy aby na pewno?

Konflikt w SyriiPodstawowe porozumienie w sprawie zawieszenia broni było głównym rezultatem posiedzenia Międzynarodowej Grupy Wsparcia Syrii.

Przy czym zawieszenie broni nie będzie miało zastosowania do grup uznawanych za terrorystyczne, takich jak Daesh i Dżabhat an-Nusra. Ponadto uczestnicy spotkania zobowiązali się do współpracy z Moskwą, w tym także w kwestii wojskowej i humanitarnej.

Dopiero wpół do pierwszej w nocy Międzynarodowa Grupa Wsparcia Syrii wreszcie mogła uzgodnić tekstu komunikatu końcowego. Kilka minut później Siergiej Ławrow, John Kerry i specjalny wysłannik ONZ ds. Syrii Staffan de Mistura przekazali ważną nowinę: w Monachium udało się wynegocjować ewentualne terminy zaprzestania działań wojennych w Syrii.

Kwestiami rozejmu będzie teraz zajmować się specjalna grupa robocza wojskowych i dyplomatów pod przewodnictwem Rosji i Stanów Zjednoczonych. Następnie powinny zostać wznowione rozmowy w Genewie między syryjskimi władzami i opozycją. Jednakże, jak uważa Ławrow, aktualna lista zaproszonych opozycjonistów musi zostać rozszerzona.

Jak wcześniej informowano Ankara w rzeczywistości zablokowała udział w negocjacjach przywódcy kurdyjskiej partii „Sojusz Demokratyczny”. O Turcji i jej roli w syryjskim konflikcie szef rosyjskiego MSZ mówił oddzielnie, gdy była mowa o ofensywie armii al-Asada w rejonie Aleppo. Wszystkie grupy terrorystyczne, które tam działają, według Ławrowa, są zaopatrywane tą samą trasą z jednego punktu na terytorium Turcji. Jest to bezpośrednie pogwałcenie rezolucji ONZ, która zakazuje wszelkich dostaw broni terrorystom. Jednak Amerykanie tego jak gdyby nie widzą, za to aktywnie krytykują działania syryjskiej armii.

„Na temat Aleppo. John powiedział, że niepokoją go, jak to ujął, ostatnie agresywne działania rządu. Ale atak na tych, którzy podbili twoją ziemię, jest niezbędny, tym bardziej, że dokonały tego przede wszystkim Dżabhat an-Nusra, Dżajsz al-Islam i Ahrar asz-Szam, — powiedział Siergiej Ławrow. W tych warunkach cierpią obywatele. Nie tylko z powodu działań wojennych, ludziom brakuje podstawowych rzeczy: żywności, leków. W przeddzień mieszkańcy prowincji Latakia już otrzymali pomoc humanitarną z Rosji.

O nowych porozumieniach szczegółowo opowiedział amerykański sekretarz stanu.

„Zgodziliśmy się, aby przyspieszyć i zwiększyć dostawy pomocy humanitarnej. Decyzja ta niezwłocznie wchodzi w życie, już w tym tygodniu. W pierwszej kolejności w obszarach, gdzie jest najpoważniejsza sytuacja, gdzie ludzie najbardziej cierpią”, — podkreślił John Kerry.

Już w piątek w Genewie rozpoczyna pracę kolejna specjalna grupa robocza. Ona zajmie się pomocą humanitarną. Ona będzie składać sprawozdanie z prac raz w tygodniu.

W Monachium w końcu podjęto decyzję o nawiązaniu bezpośrednich kontaktów między wojskowymi koalicji, na czele której stoi USA, i dowództwem Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji. Kto wie, być może po tym, jak wojskowi zaczną się komunikować ze sobą, mogą ustać także zarzuty o to, że Rosja bombarduje złych terrorystów.

„Musimy zrozumieć, że mamy wspólnego wroga i wszystkie zatroskania o swój wizerunek przed kolejnymi wyborami lub po prostu ze względu na jakiekolwiek wewnątrzpolityczne wydarzenia w kraju, należy odłożyć na bok. I nie zajmować geopolitycznymi grami, a rozwiązywaniem problemu, który stał się prawdziwie egzystencjalny dla ludzkiej cywilizacji”, — powiedział Siergiej Ławrow.

Walka z tak zwanym „Państwem Islamskim”, ustanowienie pokoju w Syrii, kryzys migracyjny — wszystkie te kwestie będą nadal omawiane w stolicy Bawarii, gdzie rozpocznie się Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa. Rosję będzie na niej reprezentować nie tylko Siergiej Ławrow, ale także szef rosyjskiego rządu Dmitrij Miedwiediew.

Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/swiat/20160212/2058606/syria-monachium-lawrow-kerry.html#ixzz3zybhXac3

Ławrow: Rosja czeka na reakcję USA na propozycję ustanowienia rozejmu w Syrii

W Monachium osiągnięto porozumienie o wstrzymaniu działań zbrojnych w Syrii

Wygląda na to że oś USA/NATO wobec perspektywy całkowitej klęski w wojnie zastępczej w Syrii, stara się zachować wszelkimi dostępnymi metodami, twarz i to co udało im się zdobyć/osiągnąć w Syrii w wyniku terrorystycznej rebelii zorganizowanej, wspomaganej, sponsorowanej przez siebie. Nie posądzał bym zachodu o zatroskanie katastrofą humanitarną w Syrii, jest to raczej gra, obliczona na zachowanie wizerunku zachodu, jako tego „zatroskanego” o los cywilów, dlatego zgodzili się na „rozejm”, „rozszerzenie pomocy humanitarnej” czy „współpracę wojskowych”.  Jednocześnie wraz kolejnymi sukcesami armii syryjskiej i sił sojuszniczych, trwa wściekła kampania oskarżania „reżimu Assada” i sojuszniczej wobec niego Rosji o „zbrodnie” w Syrii, co ma na celu odwrócenie uwagi od prawdziwych sprawców i przyczyn syryjskiej tragedii, czyli osi USA/NATO/Izrael/Wlk.Brytania/Francja i ich wywrotowej polityki względem Syrii a także, jak już wyżej wspomniałem, zachowanie wizerunku dobrego Wuja Sama. Doceniam dyplomatyczne działania ale przyznam szczerze że ten cały „rozejm”, jeżeli w ogóle wejdzie w życie w jakimkolwiek stopniu, najprawdopodobniej będzie wyglądał jak na Ukrainie, gdzie systematycznie jest łamany przez siły kijowskiego reżimu, zachód tak czy siak nie odpuści, jego siły najemnicze i terrorystyczne, w które wpakował tyle pracy i kasy długo nie pozostaną na smyczy. Bo co to będzie za „rozejm”, kiedy tak naprawdę tam nie ma z kim rozmawiać, nie wiadomo dokładnie kto tam jest opozycją rzeczywistą i niezależną a kto terrorystami i najemnikami, tam w grę wchodzi już tylko siła militarna, wszelkie „rozmowy między syryjskie” i „rozejmy” to w dużej mierze fikcja.

przemex

Henry Kissinger i zbrodnie przeciwko ludzkości 1965-1977 – czyli zbrodnicza polityka Imperium w czasie zimnej wojny.

Znalezione obrazy dla zapytania kissinger

 Z końcem stycznia 2015 roku przez polskie media bocznym torem przetoczyła się wiadomość o incydencie jaki wywiązał się podczas przesłuchań przed senacką Komisją Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy senatorowie zaprosili nestorów amerykańskiej polityki, takich jak Madelaine Albright i Henry Kissinger, a wcześniej Zbigniewa Brzezińskiego i Brenta Showcrofta, aby radzić się ich w sprawie „globalnych wyzwań dla Amerykańskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego”. Przesłuchaniu Herny’ego Kissingera przewodniczył John McCain. Planowany przebieg posiedzenia przerwało pojawienie się aktywistów z organizacji Code Pink. Antywojenni działacze trzymając w ręce transparent wznosili okrzyki „Aresztujcie Henry’ego Kissingera”. Obok nie reagującego na wydarzenia Kissingera zawisły symboliczne kajdanki.

KLIKNIJ I OBEJRZYJ NAGRANIE Z OBYWATELSKIEJ PRÓBY ARESZTOWANIA HENRY’EGO KISSINGERA

https://www.youtube.com/watch?v=yP9In2fNs84&feature=youtu.be

Jakkolwiek wieloletni doradca i dyrektor ds. bezpieczeństwa narodowego czterech kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych (1964-1977) siedział spokojnie, zdając się nieporuszony obywatelskim wystąpieniem skierowanym przeciwko swojej osobie, do głośnej reakcji poczuł się zobligowany John McCain. Senator oskarżany o odegranie w ostatnim czasie zakulisowej roli w destabilizacji Syrii i umocnieniu quasi-islamistycznych bojówek znanych pod akronimem ISIL (ISIS) [1], teraz pełen moralnego oburzenia, zrugał aktywistów Code Pink: „Jestem członkiem tej komisji od wielu lat i nigdy nie widziałem czegoś tak haniebnego, skandalicznego i podłego jak ta demonstracja – przemówił – albo się zamkniecie, albo będę musiał was aresztować”. Swoje ostrzeżenie zakończył obraźliwym rozkazem: „wynoście się stąd, szumowiny!”. Później w wydanym przez siebie oświadczeniu McCain tłumaczył, że demonstranci fizycznie zagrozili Kissingerowi, „a żaden amerykański obywatel zeznający przez Kongresem Stanów Zjednoczonych nie powinien być poddany takiemu traktowaniu, zwłaszcza zaś 91-letni były sekretarz stanu, który służył naszemu narodowi z honorem i wyróżnieniem” [2].

Incydent wzbudził zainteresowanie redakcji stacji telewizyjnej TVN, która pokazała go w okrojonym wymiarze w wieczornym wydaniu „Faktów”. Nie powiedziano nic o motywach kryjących się za akcją Code Pink, podkreślono tylko temperamentną reakcję Johna McCaina, co też zilustrowano wizualnym wycinkiem z posiedzenia komisji. Po zakończeniu materiału telewidzom objawił się kadr studia, w którym z wyraźnym uśmiechem siedziała prowadząca program, Justyna Pochanke , gotująca się do zapowiedzi kolejnej wiadomości. Wybiórcze przedstawienie problemu przez redakcją „Faktów” TVN nie dziwi. Redaktorzy informacyjni tej stacji już jakiś czas temu wzięli na siebie misję tworzenia złotej legendy sprawiedliwych polityków anglosaskich, którzy „uchronili świat przed widmem komunizmu”. Niedawny długometrażowy film dokumentalny o Zbigniewie Brzezińskim autorstwa Anny Kolendy-Zaleskiej jest częścią tego swoiście pojmowanego „kronikarstwa trudnych czasów”  [3]. W nieco szerszym kontekście o wydarzeniach przed senacką Komisją Sił Zbrojnych USA można było przeczytać w serwisach Wirtualnej Polski, Onetu, Interii, gazety Wprost oraz Greenpoint [4]. Zarzuty stawiane przez aktywistów z Code Pink zostały jednak ledwie tam wypunktowane. Czytelnik zyskiwał mimo wszystko drobny trop naprowadzający; mógł dowiedzieć się, że aresztowania obywatelskiego Henry’ego Kissingera chciano dokonać za „współudział w bombardowaniu Wietnamu, Kambodży i Laosu; obaleniu rządu Salvadora Allende w Chile i inwazji Indonezji na Timor Wschodni”.

Ile osób spośród tych, które po raz pierwszy zostały postawione przed widmem zarzutów wobec Kissingera sprawdziły czy jest w nich jakaś podstawa ugruntowana w faktach, czyli w tym co istotnie działo się na świecie w latach 1965-1977, a więc w czasach gdy Kissinger pełnił kluczowe decyzje doradcze i rządowe w amerykańskiej administracji? Analiza poszczególnych zarzutów jest konieczna jako, że pokolenia teraźniejsze i przyszłe, wobec dezawuowania aksjologicznej, propedeutycznej i intelektualnie stymulującej funkcji historii, mogą coraz częściej uczyć się o niej z krótkich streszczeń i regułek. Jeżeli się tak stanie, to wówczas w dytyrambie opisującym życie i dokonania Henry’ego Kissingera przeczytają, że w 1973 roku otrzymał on Pokojową Nagrodę Nobla za „zakończenie wojny” w Wietnamie, dowiedzą się również że w roku 1997 z rąk prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego wręczono mu Nagrodę Orderu Zasłużonych dla Rzeczpospolitej. Będzie to kształcenie nakierowane na doktrynerskie upowszechnianie opinii o wybitności Kissingera; ci sami odbiorcy nie usłyszą o ofiarach autoryzowanych przez niego wojen i zalecanej przezeń polityki.

Dokonanie takiej analizy – takiego wpisu udostępnionego do wglądu publicznego – jest konieczne, zważywszy na to, że Henry Kissinger wciąż wpisywany jest w ważne funkcje i wydarzenia publiczne. Były sekretarz stanu cieszy się również niegasnącym zaufaniem partyjnych polityków III RP. Zapraszany jest do pałacu prezydenckiego za kadencji Bronisława Komorowskiego [5]; jego rady ceni sobie również Radosław Sikorski, który spotyka się z nim regularnie i spija nektar jego rad niczym uczeń z ust mistrza antycznej szkoły [6]. Ludzie ci pretendują do najwyższych urzędów państwowych lub już je pełnią. Zasysają bezkrytycznie doktrynę realizmu politycznego, na którego twórcę promuje się Kissingera, a robiąc to narażają nas na ryzyko stania się obiektami gry politycznej lub też na to, że jako przedstawiciele RP uczynią przedmiotem takiej gry innych. Z punktu widzenia tych innych zrobią to w naszym imieniu.

Wynosząc kogoś do rangi autorytetu, człowieka, od którego warto czerpać pozytywny przykład, naprzód należy upewnić się czy aby człowiek ten swoim postępowaniem, drogą którą osiągał swe cele, nie zaprzeczył pokładanej w nim nadziei i przypisywanym mu zaletom. Nie można być rzetelnym ojcem jeżeli unicestwiało się dzieci. W myśl tej zasady nie wolno ignorować zarzutów i wątpliwości dobiegających z Francji, Szwajcarii, Timoru Wschodniego, z ulic amerykańskich miast, z niemieckich uczelni, z Chile czy Urugwaju. Z miejsc tych, ze stosu dowodów kompletowanych przez dziennikarzy śledczych dobiega nas wołanie: „Zbadajcie, to co robił Henry Kissinger, mamy uzasadnione prawo twierdzić, że jest on współodpowiedzialny za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, a w dużej części przynajmniej za ich autoryzację”. Temu też poświęcone jest pismo, które właśnie czytacie.

PRZEWRÓT W INDONEZJI ROKU 1965 I UDZIAŁ HENRY’EGO KISSINGERA W LOBBINGU NA RZECZ PRZEJĘCIA PRZEZ AMERYKAŃSKI SEKTOR GÓRNICZY JEDNYCH Z NAJWIĘKSZYCH ZASOBÓW ZŁOTA I MIEDZI NA ŚWIECIE

W 1965 roku w Indonezji doszło do jednego z najkrwawszych przewrotów w historii Ziemi po II wojnie światowej. Wydarzenia, które pochłonęły życie co najmniej kilkuset tysięcy ludzi (od 250 tys. do 1,5 mln) w zasadzie pozbawiły władzy Ahmeda Sukarno oddając jej ster w ręce armii, a przede wszystkim dyktatora Hadji Mohameda Suharto. Pretekstem do zamachu stała się śmierć sześciu indonezyjskich generałów, którą propagandowo ukazano jako próbę przewrotu ze strony Komunistycznej Partii Indonezji (PKI). Zmiana systemu odbyła się kosztem życia dziesiątek tysięcy działaczy oraz aktywistów komunistycznych i lewicowych, a także setek tysięcy mieszkańców prowincji pozbawionych prawa do ziemi a kojarzonych z bazą elektorską „lewicy”. Mordowano wreszcie na potęgę Chińczyków, nie mających często nic wspólnego z systemem politycznym funkcjonującym wówczas w kraju Środka, a mieszkających w Chinach od pokoleń.

Na wydarzenia w Indonezji przychylnym okiem spoglądał establishment rządowy w Stanach Zjednoczonych. W Wietnamie rozpoczynała się właśnie wojna, w której administracja prezydenta Lyndona Johnsona wystąpiła przeciwko komunistycznej północy, toteż równoległa czystka polityczna na PKI w Indonezji i szerzej – dokonujące się tam ludobójstwo – łatwo można było przedstawić jako front przeciw „czerwonemu zagrożeniu”. Tłumaczenie było mało wiarygodne, bo stojący na czele państwa Ahmed Sukarno był akurat typowym nacjonalistą, więzionym w latach 1940. przez holenderską administrację kolonialną. Starał się on godzić przeciwstawne prądy, tam natomiast gdzie siły odśrodkowe dawały o sobie znać, wybijając się na niezależność, sięgał po środki opresji. W 1948 roku Sukarno poparł stłumienie popieranego przez PKI ruchu zwolenników reformy rolnej w regionie Madiun. Zlikwidowano wtedy kierownictwo partyjne i aresztował 36 tysięcy ludzi. Sukrano nie wahał się więc stosować ciężkich środków w celu osiągania swych zamierzeń, a jak widać na przykładzie Madiun, z grubsza pokrywało się to również z życzeniami amerykańskiej administracji [7]. Ta ostatnia marzyła jednak o kimś z cięższą ręką. Ahmed Sukarno był nacjonalistą w starym stylu kierowanym ideologią „racji stanu”. Postrzegając Indonezję z Jawą jako wyspą macierzystą za główny punkt odniesienia, nie wahał się nawiązywać relacji z krajami owładniętymi różnymi systemami ideologicznymi. Dla amerykańskich dyplomatów i służb specjalnych szczególnie do nie przełknięcia było zbliżenie z rządem Chin i Związku Radzieckiego. To co dla Sukarno było działaniem racjonalnym nakierowanym na ułożenie sobie stosunków z najpotężniejszym z najbliższych sąsiadów, dla planistów w Waszyngtonie okazało się niebezpiecznym przechyleniem indonezyjskiej burty w lewą stronę.

Kolejne amerykańskie administracje dostrzegały nadzieję na odwrócenie tego trendu w działających na terenie Indonezji organizacjach prawicowych i w twardogłowych wojskowych, spośród których wielu kształciło się na zagranicznych uczelniach. Armia okazała się wyjątkowo przydatna dla zachowania integralności terytorialnej Indonezji, co bardziej ambitni wojskowi czuli się niemniej niedowartościowani i nie do reprezentowani w politycznym koktajlu Sukarno. Mimo to polityczno-ideologiczne kręgi w Stanach Zjednoczonych powątpiewały w to czy byli oni zdolni do surowości jakich od nich oczekiwano. Guy Pauker powiązany zarówno z RAND Corporation, jak i CIA, w 1962 roku w publikacji sygnowanej pieczęcią Uniwersytetu w Princeton zachęcał wysoko postawionych w indonezyjskim wojsku funkcjonariuszy „by wzięli na siebie pełną odpowiedzialność za własny kraj i spełnili misję polegającą na nagłym uderzeniu, aby wymieść do czysta własny dom” [8]. Aluzyjna sugestia Paukera okaże się jasna jeżeli uświadomimy sobie, iż dwa lata później w wewnętrznym biuletynie RAND Corporation ubolewał on, że „politycznym grupom wspieranym przez USA prawdopodobnie brakuje bezwzględności, która nazistom umożliwiła zlikwidowanie Komunistycznej Partii Niemiec” [9]. Obawy te okazały się przesadzone gdy rok później rozpoczęła się rzeź trwająca na przestrzeni lat 1965-1966. Administracja Stanów Zjednoczonych zdawała sobie z niej doskonale sprawę, agenci CIA obecni w Indonezji przyglądali się jej z bliska, a nawet dostarczali siepaczom nazwiska osób związanych z komunistyczną opozycją – w praktyce oznaczało to zaoczny wyrok śmierci. Wpływu amerykańskiej administracji na te wydarzenia nie da się dokładnie odtworzyć, ponieważ gro akt z okresu poprzedzającego wrzesień 1965 roku pozostaje utajonych na wyraźne życzenie CIA. Nie jest jednak tajemnicą, że rozprawę z PKI i masowe egzekucje ludności cywilnej w Indonezji przyjęto w amerykańskim Kongresie z akceptacją i niebawem rozpoczęto zakrojony na szeroką skalę program dofinansowania i dozbrojenia indonezyjskiej armii [10].

Chociaż masakry stały się parawanem do wprowadzenia w Indonezji systemu dyktatorskiego wraz z narzędziami tłumienia wszelkiej opozycji i zacieśniania wolności słowa, już w listopadzie 1966 roku prezydent Johnson chcąc uczynić pomost między Wietnamem a Indonezją w przemówieniu skierowanym do amerykańskich wojskowych sugerował, że dzielna postawa armii USA w Indochinach sprawiła, że „100 milionów ludzi w Indonezji cieszy się dziś z wolności w stopniu, nie znanym im wczoraj” [11]. Słowa „starego, poczciwego Lyndona” zabrzmiały tu jak parafraza propagandowego artykułu zamieszczonego pół roku wcześniej na łamach „US News and World Report” gdzie również donoszono, że „Indonezyjczycy mogą dziś swobodnie dyskutować, nie obawiając się potępienia i uwięzienia” [12]. Krew ponad 500 tysięcy ludzi i uwięzienie z pobudek politycznych kolejnego 750 tys. – 1 mln, musiały być pominięte przez tę propagandę, jeśli zimnowojenny dualizm „dobra i zła” miał być podtrzymany.

W roku 1965 Henry Kissinger nie pełnił jeszcze tak eksponowanej roli w amerykańskiej administracji, jak będzie to robił później, za czasów Richarda Nixona, ale już wtedy był ważnym doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego. Nie miał on decydującego wpływu na to, co robił wówczas Johnson i podległe mu służby, ale wydaje się, że w tamtym czasie nie zgłaszał żadnych poważniejszych zastrzeżeń do zbrodni lat 1965-1966, które wyniosły Suharto do władzy – wprost przeciwnie, konsekwentne poparcie dla generała u władzy w następnych latach, wyraźnie wskazują, że był on już wtedy dla Kissingera czarnym koniem, na którego również i on postawił. Jego zakleszczenie się w tej opcji wynikało z jednoznacznych symulacji geopolitycznych. Kissinger bez wątpienia zgodziłby się ze zdaniem wygłoszonym w 1948 roku przez George’a Kennana: „Indonezja jest kotwicą w łańcuchu wysp rozciągających się od Hokkaido po Sumatrę, którą powinniśmy przekształcić w polityczno-gospodarczą siłę stanowiącą przeciwwagę dla komunizmu” [13]. Budowa i utrzymanie zimnowojennej konwencji wymagały od strategów geopolitycznych trzymania się wyznaczonych punktów nawet za cenę dyrektywy aprobowanej później przez Ronalda Reagana: „Nie ważne, że to drań, ważne, że to mój drań”. Makiawelizm ten nie był również obcy samemu Kissingerowi.

Poparcie ze strony amerykańskiej administracji dla Suharto i twardogłowych, szkolonych na amerykańskich uczelniach generałów, nie wynikało tylko z czynnika ideologicznego – równie ważnym był czynnik gospodarczy. Indonezja i okalające ją wody były pełne niewykorzystanych zasobów naturalnych, często jeszcze nie eksploatowanych. Drewno, nikiel, złoto, miedź, boksyt, mangan i gaz ziemny rozbudzały niezdrowe emocje i konkurencję. Przewidywano, że surowce Indonezji mogłyby stać się doskonałym zapleczem dla Japonii, która miała stanowić mocny filar nowego amerykańskiego porządku. Gdy w roku 1967 zwołano konwencję w Genewie, sponsorowaną przez Time-Life Corporation, stało się jednak jasne, że amerykańscy lobbyści będą chcieli zapewnić sobie najbardziej lukratywne kontrakty.

Tak więc gdy zgliszcza zniszczonych domów dopalały się, a krew setek tysięcy pomordowanych wołała do świata o sprawiedliwość, przy jednym stole szwajcarskiego stołu usiedli przedstawiciele reżimu Suharto i międzynarodowego biznesu. Byli wśród nich reprezentanci czołowych marek: General Motors, Imperial Chemical Industries, Leyland British, British-American Tobacco, American Express, Siemens, Freeport McMoran, Goodyear, International Paper Corporation, US Steel, Alcoa, Philips, Shell, Bechtel oraz goście z Francji i Japonii [14]. W imieniu nowego indonezyjskiego rządu do rozmów przystąpiła tzw. „mafia z Berkley”, swoją nazwę zawdzięczająca temu, iż jej zespół negocjacyjny tworzyli ludzie kształceni na zachodnich uczelniach. W świetle tego jakimi metodami ludzie ci doszli do władzy i czemu zawdzięczali swoje stanowisko określenie te może uchodzić za delikatne. Przewodniczący zgromadzenia w Genewie, potentat paliwowy David Rockefeller nie zawahał się przed tym, by odmalować ich w najcieplejszych barwach. Przekonywał zgromadzonych, że mają przed sobą „czołowy zespół gospodarczy Indonezji” [15]. Jak nie trudno przewidzieć, zasoby naturalne Indonezji zostały rozparcelowane między przybyłych interesariuszy.

Amerykańska administracja z wyprzedzeniem trzymała już jednak rękę na pulsie na złożach dla niej najatrakcyjniejszych. Takimi były złoża Ertsberg, odkryte w 1933 roku, a do tamtej pory nietknięte. Leżały one w prowincji położonej najbardziej na wschód,  zwanej przez Indonezyjczyków Irianem Zachodnim. Obszar ten położony w zachodniej części Nowej Gwinei, zamieszkany był od dziesiątek tysięcy lat przez ludność papuaską i melanezyjską, reprezentującą odmienną kulturę niż bliżsi wschodnioazjatyckiemu profilowi Jawajczycy. Tracący status państwa kolonialnego Holendrzy, uznając ten fakt, sprzyjali przygotowaniom do utworzenia w tej domenie niepodległego państwa – Papui Zachodniej. W nacjonalistycznej propagandzie, której lubił bielić się już Sukarno, Papuę Zachodnią ukazywano jako naturalną część Holenderskich Indii Wschodnich, której wyzwolenie leży w gestii nowego niepodległego państwa z metropolią w Dżakarcie [16]. Wyzwolenie te polegało na militarnym wkroczeniu do Papui Zachodniej i anektowaniu terytorium wraz z jej zasobami w skład państwa indonezyjskiego. Nie liczono się z aspiracjami Zachodnich Papuasów do utworzenia własnego państwa, nie uznawano też integralności i niezależności plemion żyjących w nowogwinejskim interiorze. W roku 1962 indonezyjskie wojsko wkroczyło do Papui Zachodniej i już nigdy jej nie opuściło; aneksję zatwierdziła amerykańska administracja, która sporne terytorium określała mianem „dziesiątek tysięcy mil zamieszkanej przez kanibalów” [17]. Odczłowieczanie melanezyjskiej ludności przybrało konkretne liczby. Zdaniem pierwszego administratora Papui, Eliezera Bonaya, tylko w latach 1962-1969 z rąk indonezyjskiego wojska zginęło 30 tysięcy Papuasów. Głośne „Wyzwolenie Irianu Zachodniego” było w rzeczywistości wolności tej pozbawianiem [17].

Dla interesariuszy zgromadzonych w listopadzie 1967 roku na trzydniowej konferencji w Genewie włączenie Papui Zachodniej do tortu indonezyjskich zasobów dodawało tylko atrakcyjności i splendoru całemu wydarzeniu. Dzięki wsparciu jakie ich rodzima administracja udzieliła „transformacji z lat 1965-67” w kierunku Nowego Ładu Suharto, amerykańskie firmy były szczególnie uprzywilejowane w jego konsumpcji. Przemysł górniczy marzył przede wszystkim o potężnych zasobach złota i miedzi ukrytych pod Ertsberg. Przyszłość pokaże zresztą, że złota nie brakowało również w jej pobliżu.

Już w czerwcu 1966 roku przedstawiciele amerykańskiego przedsiębiorstwa Freeport Minerals Company (później po fuzji Freeport Mc Moran) zostali zaproszeni do Dżakarty w celu ustalenia szczegółów umowy otwierającej im dostęp do złotonośnej żyły. Politycznym opiekunem zabiegów Freeportu był Henry Kissinger, który na długie lata stanie się protektorem przedsiębiorstwa, a później nawet jego pracownikiem [19]. Dzięki temu firma była już zwyciężczynią na długo zanim w Genewie odbyło się wielostronne spotkanie. Ostateczna umowa między indonezyjskim rządem a Freeport McMoran została podpisana w kwietniu 1967 roku. Przedsiębiorstwo na długie lata stało się dzierżawcą złóż Ertsberg i było pierwszym w kolejce gdy w pobliskim Grasberg odkryto jeszcze bardziej okazałe zasoby.

Henry’emu Kissingerowi i jego protegowanym nie przeszkadzało, że w tym samym czasie w Papui Zachodniej prowadzono pacyfikację niepokornych grup ludności negujących indonezyjską dominację. Lobbysta Kissinger nie zwrócił również zupełnie uwagi na to, że ziemie te położone na południu pacyfikowanego terytorium, należały do ludu Amungme, który żyjąc tu od pokoleń, był teraz masowo wywłaszczany. Aby połączyć wybrzeże z docelowym miejscem eksploatacji położonym 100 km w głąb lądu wynajęto korporację Bechtel. Pierwsze eksmisje Amungme ruszyły w 1968 roku, proces ten gwałtownie przyśpieszył po 1970 roku. Przedstawiciele Freeport McMoran by zjednać sobie miejscowych mieszkańców mamili ich fałszywą wizją podziału korzyści. Wywłaszczenia i niszczenie świętych miejsc trwały przez następne lata, a miejscowi mieszkańcy nie odnosili żadnych korzyści  [20]. W 1977 roku Amungme oraz pięć innych plemion włączyło się w zbiorowe wystąpienia przeciw indonezyjskiej dominacji jakie wybuchły w różnych regionach Papui Zachodniej. Na niszczenie nieruchomości należących do Freeport McMoran indonezyjska armia odpowiedziała brutalnie: lufami karabinów i bombardowaniami wsi. Masakra urządzona w obszarze, którym działało Freeport pochłonęła wówczas od 900 do 1800 ofiar. Represje były ciężkie.  Między 1979 a 1986 rokiem, Freeport McMoran współpracowało z  indonezyjskim wojskiem w programie przenoszenia Amungme z ich górskiej ojczyzny na nizinne obszary Timiki. Eksmisje z początku lat 1980-tych przyniosły wysoką śmiertelność wśród przesiedleńców. Najczęstszym powodem zgonów była malaria. Ocenia się, że w tym czasie w rezultacie eksmisji zmarło nawet 20% dzieci ze społeczności objętych wysiedleniami. Wielu Amungme nie zaakceptowało tego stanu rzeczy, ludzie szukali drogi do domu i powracali na ziemie przodków.

Lata funkcjonowania odkrywkowych kopalni w regionie przyniosły miejscowym społecznościom poważne straty gospodarcze, kulturowe, a także środowiskowe. Wydobycie prowadzono bez poszanowania dla zdrowia i bezpieczeństwa żywnościowego lokalnej ludności. Doniesienia o szkodach jakie miała przysparzać kopalnia Freeport McMoran, środowisku i tysiącom rdzennych mieszkańców w Papui Zachodniej, zostały poważnie potraktowane przez Overseas Private Investment Corporation (OPIC), amerykańską agencję rządową, która wspiera rozwój krajowego sektora biznesowego na rynkach wschodzących. OPIC wspomagało rozwój kopalni Freeport poprzez udzielenie polisy ubezpieczeniowej dla przedsięwzięcia na łączną sumę 100 milionów dolarów. Był to więc ważny zwornik bezpieczeństwa dla zakusów Freeport McMoran na ziemiach Amungsy. W październiku 1995 roku OPIC wręcz zadeklarowało, że cofa gwarancje udzielane Freeport McMoran [21].

Wtedy przedstawiciele Freeport McMoran, spanikowani, zwrócili się do ludzi którzy przybliżyli im niegdyś kopalniane niebo, załatwiając korzystne licencje w Papui. Dla ratowania interesu spółki zwrócono się do Henry Kissingera, zasłużonego lobbysty i pracownika firmy. W wysiłek oczyszczania wizerunku Freeportu włączył się równolegle James Woolsey, były dyrektor CIA. Zaangażowanie Kissingera w obronę firmy było częścią „wzajemnego wyświadczania sobie usług”. Według Los Angeles Times, Henry Kissinger i jego firma konsultingowa w 1994 roku otrzymali od Freeport McMoran 600 tysięcy dolarów [22]. By zadośćuczynić karuzeli wzajemnych zobowiązań Kissinger zwracał się do Departamentu Stanu z prośbą o cofnięcie decyzji, straszył innych klientów OPIC, że wkrótce cięcia dotkną również ich. W końcu sięgnął po czarne zagrywki, namawiał rząd USA aby ukrócił finansowanie organizacji ekologicznej, która przyczyniła się do wyniesienia na światło dzienne nieścisłości wokół działalności Freeportu w Indonezji. Stosunek do wywłaszczeń i środowiskowej destrukcji życia wokół kopalni Freeport McMoran były znamienne dla jego osobowości. W swojej książce Kissinger dezawuował wiele problemów, które zaczynały nurtować opinię publiczną w jego czasach. Ochronę środowiska, kwestię wymiany kulturowej i naukowej, a także proliferację wymieniał w gamie problemów drugorzędnych nazywanych przez niego problemami „new age” [23]. Kissingera najwyraźniej nie ruszało również to, że w latach 1994-1995, w obszarze funkcjonowania kopalni z rąk indonezyjskiej armii zginęło 37 ludzi – ci sami żołnierze w zamian za ochronę byli opłacani z budżetu amerykańskiej firmy [24]

ROLA HENRY’EGO KISSINGERA W ANEKSJI TIMORU WSCHODNIEGO PRZEZ INDONEZYJSKIEGO DYKTATORA SUHARTO ORAZ W AUTORYZOWANIU DOKONANYCH TAM WKRÓTCE ZBRODNI WOJENNYCH

Rewolucja goździków w Portugalii zniosła panujący w tym kraju system dyktatorski; nowy obóz rządowy zapowiedział likwidację portugalskiego systemu kolonialnego, który Salazar i jego kontynuatorzy próbowali utrzymać wszelkimi środkami. Oznaczało to zakończenie działań zbrojnych w prowincjach zamorskich takich jak Mozambik i Angola oraz umożliwienie społeczeństwom z południowej Afryki wkroczenie na drogę pełnej dekolonizacji. W Timorze Wschodnim zwanym również Timorem Portugalskim, położonym na południe od Sulawesi (Celebes) i na wschód od Jawy, działań zbrojnych przeciw dominacji portugalskiej nie prowadzono, ale po jasnej deklaracji nowej, portugalskiej administracji wyniesionej do władzy przez rewolucję goździków, również i tu pojawiały się silne dążenia niepodległościowe. Timorczycy nie otrzymali stosownego wsparcia ze strony krajów Organizacji Narodów Zjednoczonych, zamiast tego w 1975 roku, podobnie jak dziesięć lat wcześniej Papua Zachodnia, doświadczyli brutalnej inwazji indonezyjskiej armii, która dokonywała po drodze zbrodni wojennych noszących wszelkie znamiona ludobójstwa.

W przeciwieństwie do roszczeń zgłaszanych wobec Papui Zachodniej, inwazji na Timor Wschodni nie można było zaprezentować jako „wyzwalania ziem, które cierpiały pod wspólnym niderlandzkim jarzmem”. Timor był kolonią portugalską więc Suharto musiał posiadać silne wsparcie od swoich sojuszników by drakońskie środki jakich użyje nie spotkały się z reakcją pacyfikującą jego zapędy. Wsparcie takie rzeczywiście otrzymał, a kluczową rolę odegrała w nim amerykańska administracja, która 10 lat wcześniej poparła krwawy przewrót, który wyniósł go do władzy. Dzień przed inwazją na Timor Wschodni, prezydent USA Gerald Ford i ówczesny sekretarz stanu Henry Kissinger osobiście pofatygowali się do Dżakarty, gdzie wyrazili zgodę na wkroczenie indonezyjskiej armii do krainy o której zapomni niebawem cały świat. Szczegóły tego zakulisowego porozumienia z racji swojego utajenia nadal nie są kompletne; 25 lat po zajęciu Timoru Wschodniego przez indonezyjskie wojsko do obiegu publicznego trafiły jednak dokumenty pozwalające odtworzyć bezpośrednie zaangażowanie w ten projekt samego Henry’ego Kissingera [25].

Spór o udział w tych wydarzeniach przedstawicieli Stanów Zjednoczonych toczył się już wcześniej. Na skutek stosunkowo niedużej liczby dowodów orędownicy amerykańskiej przemyślności – na podobieństwo dobrego przewodu sądowego – mogli zawieszać odpowiedź po środku. Było oczywistym, że prezydent Gerald Ford i jego sekretarz stanu, Henry Kissinger byli w Dżakarcie 6 grudnia 1975 roku, czyli jak wspomnieliśmy, dzień przed tym jak indonezyjska armia dokonała jednoczesnej inwazji z powietrza, ziemi i z morza. Naukowcy i dziennikarze zastanawiali się czy podczas tej zbiegającej się w czasie wizyty Ford i Kissinger nie dali „zielonego światła”, które umożliwiło reżimowi wdrożenie gwałtownego rozwiązania. Jak zauważył Christopher Hitchens, Kissinger w napisanym przez siebie trzytomowym pamiętniku zarzekał się, że inwazja na Timor Wschodni była dla niego zaskoczeniem, a on sam ledwie wiedział o istnieniu kwestii timorskiej. Dla Hitchensa było oczywiste, że kłamie –  prawdziwy obraz tego zakłamania upubliczniony został jednak dopiero wraz z ujawnieniem tajnego telegramu sygnowanego pieczęcią Departamentu Stanu [26].

Dokument podany do wiadomości przez Narodowe Archiwum Bezpieczeństwa na George Washington University, zawiera dosłowny zapis rozmowy między Suharto, Fordem i Kissingerem odbytej w przeddzień inwazji na Timor Wschodni. Wynika z niej jasno, że Suharto zwrócił się bezpośrednio do swoich amerykańskich sojuszników o zgodę na inwazję; pragnął upewnić się czy aby nie straci przychylności swych politycznych przyjaciół. „Chcemy abyście zrozumieli, że konieczne jest podjęcie szybkich i zdecydowanych działań” – apelował do rozumu swych rozmówców Suharto. Gerald Ford odpowiedział ze skinieniem: „Chcemy zrozumieć i nie będziemy naciskali na was w tej sprawie. Rozumiemy wasze problemy i intencje”. Kissinger był jeszcze bardziej stanowczy, ale jako kreator publicznych wydarzeń starał się zrobić wszystko, aby amerykańska administracja nie była łączona z tym co niebawem nastąpiło. „Ważnym jest, aby cokolwiek zrobicie, udało się to zrobić szybko” – instruował dyktatora podkreślając, że wyrażając tę zgodę administracja USA chce zachować możliwość wpływu na światowe reakcje. „Prezydent [Gerald Ford) będzie z powrotem [w USA] o godzinie drugiej po południu czasu indonezyjskiego. Rozumiemy problem i konieczność szybkiego działania, ale chcę tylko powiedzieć, że byłoby lepiej, gdyby zostało zrobione to po powrocie” – mówił do Suharto Kissinger dając mu jasno do zrozumienia, aby indonezyjskie służby były trzymane w ryzach dopóki amerykański prezydent nie wyląduje na „amerykańskiej ziemi” [27].

Henry Kissinger doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zajęcie Timoru Wschodniego odbędzie się przy użyciu siły, a strona atakowana będzie stawiała opór karabinom najeźdźcy. W trakcie rozmowy z Suharto zapytał czy spodziewa się on „długiej wojny partyzanckiej”. Despota odpowiedział, że „prawdopodobnie dojdzie do małej wojny partyzanckiej” – wobec swych partnerów był całkowicie szczery – nie mógł jednocześnie wskazać jak długo potrwają spodziewane starcia, choć wiedział, że Ford i Kissinger życzyliby sobie aneksji błyskawicznej. Kissinger nie zdradzał obaw o to kto i w jaki sposób zginie podczas inwazji, miał za to wątpliwości czy zastosowanie broni wyprodukowanej w USA do ataku na Timor Wschodni, będzie narażone na kontrolę  publiczną. W takiej sytuacji mogłoby to wywołać nieprzychylne reakcje w Ameryce, a wtedy „nie będzie najmniejszych szans na rozmowy prowadzone w nieautoryzowany sposób” [28].

Prawo o pomocy międzynarodowej obowiązujące w Stanach Zjednoczonych zakazywało dostarczania ciężkiego uzbrojenia za wyjątkiem samoobrony. Zakaz ten wisiał nad głową Kissingera, zwłaszcza, że 90% broni użytej podczas ataku na Timor Wschodni było pochodzenia amerykańskiego. By rozwiać wątpliwości w późniejszym spotkaniu odbytym 18 grudnia 1975 roku w Departamencie Stanu, Kissinger zwracał swoim współpracownikom uwagę na niejednoznaczność tego zapisu. Twierdząc, że „to zależy jak to interpretować, czy operacja jest w obronie własnej lub obcej” zdawał się sugerować, że armia indonezyjska broni się przed Timorczykami bądź wkracza na ich terytorium celem świadczenia im usług z zakresu bezpieczeństwa. Politykę kłamstwa – okłamywania swojego społeczeństwa i całego świata – prowadzono zresztą w tej sprawie konsekwentnie. Podczas gdy rząd USA ogłaszał, że zawieszenie pomocy wojskowej dla Indonezji nastąpiło w grudniu 1975 roku, świadczenia w tym zakresie prowadzono konsekwentnie do czerwca 1976 roku. Co więcej, Departament Stanu proponował zwiększenie pomocy wojskowej dla Suharto i przy aprobacie Kongresu USA niemal ją podwojono [29].

Hadji Mohammed Suharto okazał się słownym sojusznikiem. Jako lojalny plenipotent amerykańskich administracji wykonał instrukcje Kissingera, zezwalając na inwazję na Timor Wschodni 16 godzin po tym jak prezydencka delegacja opuściła Indonezję. Gdy Henry Kissinger wraz z Geraldem Fordem polecieli następnie na Hawaje jeden z reporterów poprosił prezydenta o jego komentarz do inwazji na Timor Wschodni. Ford w odpowiedzi tylko się uśmiechnął odrzekając: „Porozmawiamy o tym później”. Publiczne tłumaczenia Kissingera z tego okresu też były w najlepszym razie wymijające. Dziennikarze mogli jedynie usłyszeć konwencjonalne wypowiedzi. Sekretarz prasowy, Ron Nessen odczytał specyficzne, powielane w takich sytuacjach oświadczenie: „Stany Zjednoczone zawsze są zaniepokojone użyciem przemocy. Prezydent ma nadzieję, że konflikt może zostać rozwiązany pokojowo” [30]. Jak było w rzeczywistości najlepiej obrazują jednak wewnętrzne rozmowy prowadzone w gnieździe amerykańskiej administracji. Już w dniu 8 października 1975 roku doskonale poinformowany o zakulisowych działaniach indonezyjskiego wywiadu, członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA, Philip Habib powiedział uczestnikom spotkania, że „wygląda na to, że Indonezyjczycy rozpoczęli atak na Timor Wschodni”. Kissinger w swym komentarzu dał jasno do zrozumienia Habibowi, że nie są to problemy, które powinny zaprzątać jego myśli: „Zakładam, że  naprawdę zamierzacie zamknąć usta na ten temat” [31].

Polityka milczenia i kontroli wiadomości docierających z Timoru Wschodniego była kluczową i zatwierdzoną przez Kissingera linią postępowania. Timor Wschodni w myśl prawa międzynarodowego wciąż był wtedy jeszcze kolonią portugalską, a amerykański sekretarz stanu doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że kolonia kraju NATO nie może być zaatakowana. Łamiąc przymierza i zasady, którego jego kraj był stroną, autoryzował zajęcie terytorium, które w najbliższym okresie zostałoby najpewniej poddane dekolonizacji i uzyskało by niepodległość. Daniel Moynihan, który realizował się w życiu między innymi jako amerykański senator, w okresie inwazji na Timor Wschodni pełnił rolę ambasadora w Timorze Wschodnim z ramienia ONZ. Mieszkańcy Timoru mieli niestety nieszczęście, iż był on jednocześnie kukiełką administracji kraju, z którego pochodził. Po latach zdobywając się na szczere wyznanie Moynihan „szczycił się we własnych pamiętnikach, że zdołał zapobiec jakiejkolwiek zdecydowanej reakcji międzynarodowej przeciw tej agresji i związanej z nią masakrze”. Moynihan pisał: „Stany Zjednoczone życzyły sobie, by sprawy przybrały taki właśnie obrót i postępowały tak, by do tego doprowadzić. Departament Stanu pragnął, aby Organizacja Narodów Zjednoczonych okazała się całkowicie nieskuteczna, bez względu na stosowane przez nią środki. Takie mi powierzono zadanie i sprostałem mu z niemałym sukcesem” [32].

Symbolem inwazji na Timor Wschodni stali się indonezyjscy spadochroniarze, którzy już 7 grudnia 1975 roku, pierwszego dnia operacji, zawiśli nad Dilli, stolicą regionu. Brutalność oddziałów pacyfikujących Timor sięgała ostateczności. Ludzie byli wywlekani z domów i rozstrzeliwani na ulicach. Gwałty i egzekucje były na porządku dziennym. 500 chińskich sklepikarzy zabito już pierwszego dnia. W jednej tylko spośród licznych egzekucji wyłapano i rozstrzelano kilkudziesięciu ludzi, w tym także australijskiego dziennikarza. Metody stosowane przez indonezyjskie siły bezpieczeństwa by stłumić opór rdzennych mieszkańców na Timorze Wschodnim obejmowały zbiorowe gwałty kobiet przetrzymywanych w miejscach odosobnienia i poddawanych długotrwałym torturom seksualnym. Aktywiści z Code Pink, którzy zostali oskarżeni przez Johna McCaina o zastraszanie Henry’ego Kissingera podczas jego przesłuchań przed komisją senacką, w komentarzu do postawionych im zarzutów przypomnieli jak wyglądało „zastraszanie” mieszkańców Timoru Wschodniego. Przesłuchiwane i więzione timorskie kobiety umieszczano w zbiornikach wodnych, zanurzano głowę w wodzie po czym dokonywano gwałtu. Posługiwano się wężami aby zaszczepić głęboki strach podczas tortur: okaleczano narządy płciowe, przypalano żeńskie genitalia i sutki przy użyciu papierosów [33]. „Kobiety były często gwałcone na oczach pozostałych członków rodziny, zmuszane do poślubiania indonezyjskich żołnierzy, poddawane torturom przy pomocy elektrowstrząsów, napastowane seksualnie, a czasem siłą sterylizowane, aby obniżyć populację Timoru [34].

Adam Malik, minister spraw zagranicznych Indonezji który pełnił swą funkcję w czasie gdy rozgrywały się te tragiczne zdarzenia, przyznał później, że tylko w okresie pierwszych osiemnastu miesięcy okupacji Timoru Wschodniego zginęło od 50000 do 80000 timorskich cywilów [ 35]. Daniel Moynihan był całkowicie świadomy biegu spraw które wtedy tuszował jako pełnomocnik ONZ; pisał, że w ciągu kilku zaledwie tygodni zginęło około 60000 osób. Zdawał sobie sprawę jak wielka to była rzeź. Straty zadane tylko w początkowej fazie pacyfikacji Timoru ocenił na 10% całej populacji Timoru, dodając, że jest to „proporcja przypominająca straty ludzkie poniesione przez ZSSR podczas drugiej wojny światowej” [36]. Liczba ofiar wśród Timorczyków w odniesieniu do ćwierćwiecza indonezyjskiej okupacji jest szacowana na od 116 tys. do 250 tys. osób, przy czym najpowszechniejszą średnią pozostaje ok. 200 tys. ludzi. Oznacza to, że w rezultacie masakr, chorób i głodu śmierć poniosło od 1/4 do 1/3 populacji zamieszkującej ten region w 1975 roku.

W trakcie cyklu wykładów promujących jego książkę „Dyplomacja”, Henry Kissinger został zapytany przez naocznych świadków wydarzeń w Timorze Wschodnim o jego zaangażowanie w kwestię indonezyjskiej inwazji z 1975 roku. Do konfrontacji doszło 11 sierpnia 1995 roku. Poniżej prezentujemy uproszczony zapis zarejestrowanego wówczas dialogu [37]:

CONSTANCIO PINTO: Jestem Timorczykiem. Nazywam się Constancio Pinto. W związku z inwazją zabito 200000 mieszkańców Timoru. O ile wiem, dr Kissinger był w Indonezji przed inwazją na Timor Wschodni. Stany Zjednoczone właściwie obsługiwały Indonezję w Timorze Wschodnim. Chciałbym wiedzieć, co robił Pan w tamtym czasie.

HENRY KISSINGER: Co ja robiłem w tym czasie? Większość ludzi, która nie zajmuje się rządzeniem nie rozumie, że bycie na wysokim urzędzie jest jednym z najbardziej przytłaczających doświadczeń. Kiedy jesteś w globalnej polityce i posiadasz globalną moc, jest wiele problemów. W tamtym czasie na porządku dziennym była kwestia Angoli, a my właśnie zostaliśmy wypędzeni z Wietnamu, prowadziliśmy negocjacje na Bliskim Wschodzie. Byliśmy wówczas w podróży do Chin. Być może, niestety, nie myśleliśmy wtedy o Timorze. Nasz pobyt w Indonezji był wówczas przypadkowy ponieważ pierwotnie mieliśmy zaplanowaną pięciodniową wizytę w Chinach. W tamtym czasie Mao był jednak bardzo chory, więc skróciliśmy naszą wizytę w Chinach. Nigdy nie omawialiśmy kwestii Timoru, gdy byliśmy w Indonezji. Na lotnisku, gdy wyjeżdżaliśmy, Indonezyjczycy powiedzieli nam, że mają zamiar zająć portugalską kolonię Timor. Dla nas nie wydawało się to bardzo ważnym wydarzeniem, ponieważ Hindusi zajęli portugalską kolonię Goa dziesięć lat wcześniej, dla nas wyglądało to jak inny proces dekolonizacji. Nikt nie miał zielonego pojęcia o tym, co wydarzyło się potem. A nastąpiła tam potem ludzka tragedia. Ludność Timoru Wschodniego stawiła opór, ale nie wiem, czy  dane o ofiarach są prawidłowe. Nikt nigdy nie słyszał ponownie o Goa po tym jak zajęły je Indie, a dla nas Timor, gdy spoglądaliśmy na mapę, był małą wyspą na ogromnym archipelagu, której część była portugalska. Nie mieliśmy powodu by poruszać ten problem, Portugalczycy powinni tam być.

ALLAN NAIRN: Panie Kissinger, mam na imię Allan Nairn. Jestem dziennikarzem ze Stanów Zjednoczonych. Jestem jednym z tych Amerykanów, którzy przeżyli masakrę w Timorze Wschodnim w dniu 12 listopada 1991 roku. W jej trakcie indonezyjscy żołnierze uzbrojeni w amerykańskie karabiny M-16 zastrzelili przed katolickim cmentarzem Santa Cruz co najmniej 271 cywilów z Timoru, którzy zebrali się tam w akcie żałoby i pokojowego protestu [by pożegnać zamordowanego opozycjonistę]. Pan teraz po prostu powiedział,, że podczas spotkania z Suharto, po południu 6 grudnia 1975 roku, nie było dyskusji o Timorze dopóki nie pojawił się na lotnisku. Cóż, mam tutaj oficjalny zapis rozmowy. Został on odtworzony na podstawie Freedom of Information Act, więc całego tekstu nie ma. Z tego fragmentu wynika, że w rzeczywistości omówiliście z Suharto zbliżającą się inwazję na Timor, co zostało też potwierdzone przez samego prezydenta Forda podczas rozmowy którą z nim odbyłem. Prezydent Ford powiedział mi, że w rzeczywistości omówiliście nadchodzącą inwazję na Timor i że USA dały..

HENRY KISSINGER: Kto? Ja czy on?

ALLAN NAIRN: Ty i prezydent Ford razem wyraziliście zgodę na inwazję na Timor Wschodni. Jest tutaj jeszcze inna wewnętrzna notatka Departamentu Stanu, którą mam tu wydrukowaną w obszernym fragmencie i mogę ją dać każdemu z publiczności jeśli wyrazi takie zainteresowanie. Jest to notatka z 18 grudnia 1975 roku ze spotkania w Departamencie Stanu. Odbyło się one po powrocie z tej podróży, w jego trakcie miałeś pretensje do swojego personelu za to, że umieścił na papierze stwierdzenie radcy prawnego w Departamencie Stanu, Pana Leigha, że indonezyjska inwazja była nielegalna i niezgodna z prawem międzynarodowym, że traktat został naruszony ponieważ amerykańska broń została wykorzystana w tym celu. Moje pytanie, panie Kissinger, jest dwojakie. Po pierwsze czy wesprzesz pełne odtajnienie tej notatki, dzięki czemu zobaczymy, co dokładnie prezydent Ford powiedział Suharto? Po drugie, czy wesprzesz zwołanie Międzynarodowego Trybunału Karnego pod nadzorem ONZ odnośnie Timoru Wschodniego i zgodzisz się przestrzegać jego wyroku odnośnie własnego postępowania?

HENRY KISSINGER: Tego rodzaju komentarze są jednym z powodów, dla których prowadzenie polityki zagranicznej staje się prawie niemożliwe w tych warunkach. Oto człowiek, który ma jedną obsesję, ma jeden problem, zbiera kilka dokumentów, a ty nie wiesz co jest w tych dokumentach… Timor nie był istotnym problemem amerykańskiej polityki. Jeżeli Suharto podniósł ten temat, jeśli Ford powiedział coś, co zabrzmiało zachęcająco, nie było to istotnym problemem amerykańskiej polityki zagranicznej. Problem przejęcia Timoru przez Indonezyjczyków wydawał się nam być problemem antykolonialnym, nie mieliśmy absolutnie żadnego powodu, by w tamtym czasie poświęcać temu ogromną uwagę. Po drugie trzeba postrzegać te wydarzenia w kontekście okresu w jakim miały miejsce. Wietnam właśnie upadł. Nikt nie wiedział jaki byłby efekt domina. Był to kraj z populacją 160 milionów ludzi, kluczowy kraj w Azji Południowo-Wschodniej. Nie szukaliśmy kłopotów z Indonezją.

AMY GOODMAN: Doktorze Kissinger, powiedział pan, że Stany Zjednoczone wygrały wszystko, co chciały w czasie zimnej wojny. Chciałabym wrócić do kwestii Indonezji i zadać pytanie odnośnie bieżącej sytuacji w Timorze Wschodnim. Biorąc pod uwagę to, co działo się w ciągu ostatnich dwudziestu lat, 200 tysięcy ludzi zabitych według Amnesty International, według Asia Watch, nawet zgodnie z danymi indonezyjskiego wojska. Czy widzisz to jako sukces Stanów Zjednoczonych?

HENRY KISSINGER: Nie, ale nie sądzę, że to polityka amerykańska. Nie możemy być, nie jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się w każdym miejscu na świecie. [oklaski publiczności]

BOMBARDOWANIA LAOSU, KAMBODŻY I WIETNAMU W LATACH 1968-1975. NAPALM, CZYNNIK POMARAŃCZOWY I TRAGEDIA LUDNOŚCI CYWILNEJ

Jesienią 1968 roku Richard Nixon oraz jego wysłannicy i podwładni zdecydowali się na sabotaż negocjacji pokojowych prowadzonych w Paryżu w sprawie Wietnamu. Wybrane środki były proste: zapewniono przywódców Wietnamu Południowego, że nowy republikański rząd USA który wyłoni się po najbliższych wyborach zapewni im lepszą ofertę niż aktualna jeszcze administracja demokratyczna. Za forpocztę posłużyła Anna Chennault, Amerykanka mająca bardzo dobre stosunki w Sajgonie. Ruch Nixona był szachowy: jednocześnie załamywał rozmowy pokojowe i strategię wyborczą wiceprezydenta Huberta Humphreya, który liczył na schedę po prezydencie Lyndonie Johnsonie. Południowowietnamska junta wycofała się z rozmów w przeddzień wyborów w Stanach Zjednoczonych, niszcząc inicjatywę pokojową, na której demokraci oparli swoją kampanię wyborczą. Cztery lata później administracja Nixona próbowała zawrzeć z Wietnamem Północnym pokój na tych samych warunkach, które leżały na stole podczas negocjacji w Paryżu [38]. W trakcie tych czterech lat zwłoki życie straciło około 20000 Amerykanów i bliżej nieznana liczba mieszkańców Wietnamu, Kambodży i Laosu.  Wpływ tych czterech lat na społeczeństwo Indochin był fatalny, najbardziej wyraźnym beneficjentem tajnej akcji, a następnie masakry, był natomiast Henry Kissinger, który nie wiedzieć czemu, otrzymał w 1973 roku Pokojową Nagrodę Nobla.

Do najbardziej zaskoczonych tą promocją Kissingera przez całe życie należał, zmarły we wrześniu 2014 roku w Budapeszcie, Fred Branfman. W 1969 roku Branfman był młodym pracownikiem amerykańskich służb pomocowych w Laosie, jak się mu wtedy wydawało, nie dotkniętym wojną. Pewnego dnia Branfman postanowił udać się do starożytnej pagody w stolicy Laosu, Wientian. Zamiast duchowego uniesienia spotkał tam jednak rzesze uchodźców, którzy opowiadali historie, napawające go wpierw zdziwieniem, a następnie wielkim przerażeniem [39]. Uciekinierzy relacjonowali, że zbiegli z równiny położonej na północy kraju, ponieważ amerykańskie bomby obracały w popiół całe wioski, zabijając tysiące laotańskich cywilów. Po pierwszym spotkaniu w świątyni Branfman przeprowadził wywiady z ponad 1000 osób osadzonych w obozach dla uchodźców. Z ich opowieści wyłaniał się zawsze ten sam scenariusz mówiący o zniszczonych domach i zadanej śmierci, które za każdym razem przynosiły amerykańskie bomby i amunicja. 30-letnia matka powiedziała wówczas Branfmanowi, że „w tym czasie ich życie stało się życiem zwierząt, próbujących rozpaczliwie uciec od myśliwych. Nasze życie zostało zawierzone Buddzie. Bez względu na to, co się działo, modliłam się do Pana, aby uratował nasze życie” [40].

Po latach Fred Branfman wciąż wspominał  ten sam obrazek: „Bolesnym doświadczeniem było słuchanie, jak porządni ludzie opisywali eksterminację czczonych babć, spalonych żywcem przez napalm na ich oczach, widzieć jak płakali wspominając widok ukochanej, trzyletniej córki podziurawionej przez bomby przeciwpiechotne lub gdy mówili o matce lub ojcu pochowanych żywcem przez 500-funtową bombę. A ci uciekinierzy byli szczęściarzami. Mimo szoku, uciekli i żyli. Najbardziej nieznośnym aspektem tych wywiadów była świadomość tego, że Nixon i Kissinger nadal bombardowali miliony innych niewinnych chłopów z Indochin spośród których, choć niektórzy jeszcze żyli, zostaną zamordowani w ciągu kolejnych dni lub tygodni” [41].

Richard Nixon i Henry Kissinger, chociaż byli zmuszeni przez opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych do wycofania amerykańskich wojsk lądowych z Wietnamu, to starając się wesprzeć lokalne reżimy i „uratować amerykańską twarz” postanowili poszerzyć masowe bombardowania Indochin. Wcześniejsza administracja USA z Lyndonem Johnsonem, Clarkiem Cliffordem i Robertem McNamarą na czele zrzuciła na Indochiny 2,74 mln ton bomb. Za czasów Kissingera i Nixona, a po nim Forda, ta liczba znacznie wzrosła i osiągnęła poziom 3,98 mln ton bomb [42]. Było to następstwem między innymi zintensyfikowania nalotów na Laos i rozszerzenia ich na Kambodżę. Bombardowania prowadzone przez administrację Stanów Zjednoczonych wtedy gdy Henry Kissinger odgrywał w niej kluczową rolę wyniosła niemal dwukrotność tonażu bomb, które spadły na wszystkie kraje Europy i całego Pacyfiku w czasie II wojny światowej. Johnson prowadził wojnę w Indochinach przez pięć lat, Kissinger i Nixon zaś przez sześć i pół roku nadzorowali najbardziej zmasowane wtedy bombardowania celów cywilnych w historii. „Założę się, że będziemy mieli tam więcej samolotów w ciągu jednego dnia niż Johnson miał w ciągu miesiąca” – raportował Kissinger ówczesnemu prezydentowi USA [43].

Kissinger kontynuował politykę masowych bombardowań, której rezultatem były rozliczne zgony i okaleczenia nawet wtedy kiedy żaden rozsądny cel wojskowy nie mógł być już osiągnięty. Działając jako niezależny badacz, Fred Branfman przeanalizował nagrania amerykańskich pilotów pełniących służbę na misjach bombowych w Kambodży na początku lat 70-tych. Wynikało z nich, że w żadnym momencie, ani przed, ani w trakcie nalotów, obsługujący maszyny mężczyźni nie wiedzieli czy bomby trafią w cele cywilne. Żadne środki ostrożności nie zostały podjęte w celu ochrony ludności cywilnej – dowodził później na łamach New York Timesa, Sydney Schanberg [44].

Strategia nalotów z powietrza obejmowała niszczenie celów infrastrukturalnych, ludzkich oraz destrukcję szaty przyrodniczej, która stanowiła dodatkowy atut wietnamskich partyzantów. Zrzucano więc bomby, napalm, chemiczne defolianty i pestycydy, w tym Agent Orange, który przyczynił się do powstawania wad wrodzonych u kolejnego pokolenia indochińskich dzieci, a także do destrukcji środowiska znacznych obszarów Wietnamu, Laosu i Kambodży. Jest ironią losu, że w tamtym samym czasie jednym z dyrektorów Boehringer, produkującego Agent Orange był Richard von Weitzsacker, który w mundurze III Rzeszy walczył pięć lat na froncie podczas II Wojny Światowej, by następnie zabiegać o anulowanie norymberskiej kary dla swojego ojca, ambasadora III Rzeszy w Watykanie. Ani dokonania z lat 1940. ani zaangażowanie w produkcję Agent Orange nie przeszkodziły mu w zostaniu później prezydentem Niemiec (1976-1986), podobnie jak rola w Wietnamie i Timorze Wschodnim nie załamała kariery Kissingera.

Ciężkie samoloty B-52 zrzucały bomby na pola ryżowe, stada bawołów oraz wsie, szczególnie wzdłuż rzeki Mekong. Bezustanne bombardowania prowadzono w Kambodży przeciwko społeczności chłopskiej, nie zaopatrzonej ani w siły powietrzne ani obronę naziemną. Badania fińskiego rządu wskazują, że 600000 ludzi zginęło w tej pierwszej fazie, zanim jeszcze zaczęła się jatka Pol Pota, a kolejne 200000 zostało skazanych na los uchodźców. Michael Vickerey liczbę ofiar śmiertelnych określa na 500000.  Sumaryczny bilans dla Laosu i Kambodży jest określany często na odpowiednio 360000 i 600000 ofiar [45]. Oczywiście, nie brakuje bardziej umiarkowanych badań, które np. liczbę ofiar pięcioletniej wojny domowej w Kambodży (1970-1975) szacują na 150000-300000 ofiar przy czym ilość zgonów spowodowanych przez amerykańskie bombardowania miała by wynieść od 40000 do 150000 ofiar.

Rozszerzenie bombardowań na Kambodżę odbyło się całkowicie nielegalnie ponieważ kraj ten oficjalnie pozostawał neutralny. Dowództwo amerykańskie od dawna podejrzewało, że tereny przygraniczne służą za główny przyczółek północnowietnamskim partyzantom, którzy nie niepokojeni stworzyli tam sobie bazę główną. Prezydent Nixon doskonale wiedział, że nie otrzyma pozwolenia od Kongresu USA na objęcie neutralnej Kambodży strefą bombardowań. Dlatego operację rozpoczęto w całkowitej tajemnicy przed amerykańskim społeczeństwem i wbrew prawu. Od marca 1969 roku do kwietnia 1970 roku bombowce B-52 przeprowadziły 3630 tajnych nalotów na Kambodżę i zrzuciły ponad 110 tysięcy ton bomb [46]. Amerykańscy dziennikarze, do których docierały wiadomości o bombardowaniach w odległych regionach Kambodży byli zapewniani przez służby Pentagonu, że naloty są prowadzone przy granicy, ale po stronie wietnamskiej. Kłamstwo te podtrzymywano latami, a wyszło one na jaw w pełnej krasie dopiero po aferze Watergate. Podobnie rzecz miała się w przypadku bombardowań Laosu. Kiedy prowadzone od stycznia 1969 roku do marca 1970 roku bombardowania zniszczyły Równinę Jars, Departament Stanu na którego czele stał Kissinger zaprzeczał jakoby prowadzono w tym czasie bombardowania Laosu, kiedy zaś upubliczniono raporty o uchodźcach, Kissinger i jego przedstawiciele nadal kłamali, tym razem zaprzeczając, że bombardowali cele cywilne.

Efekt bombardowań prowadzonych przez Nixona i Kissingera w Kambodży często umniejsza się na skutek dojścia tam niebawem do władzy Czerwonych Khmerów, którzy pod rządami Pol Pota przeprowadzili prawdziwą eksterminację na łonie własnego społeczeństwa. Konsekwencje wcześniejszej kampanii, na pierwszy rzut oka, stały się nieodróżnialne od systematycznego ludobójstwa prowadzonego od 1975 roku przez ludzi Pol Pota. Prawda jednak jest taka, że już przedtem amerykańska administracja dewastowała nalotami Kambodżę, a wpływ tych ataków z powietrza mógł się pośrednio przyczynić do natężenia brutalnych środków jakie stosowali Czerwoni Khmerzy, wówczas gdy osiągnęli już dominującą pozycję w Kambodży. John Pilger kreśli wręcz paralele między genezą potęgi jaką osiągnęli Czerwoni Khmerzy w latach 1970. i quasi-religijnymi bojówkami ISIS  które w drugiej dekadzie XXI wieku zajęły pokaźne obszary Iraku i Syrii [47]. Obie strony zaczynały jako ugrupowania przypominającą niewielką „sektę” by zyskać status i zwolenników dzięki wplątaniu obszarów ich działalności w wynaturzoną strefę permanentnego konfliktu określanego przez tony spadających amerykańskich bomb.

Według samego Pol Pota początkowo jego oddziały tworzyło „5000 słabo uzbrojonych partyzantów niepewnych pod względem strategii, taktyki, lojalności i przywódcy”. Kissinger i Nixon rozpoczynając tajną operację bombardowania Kambodży pod kryptonimem „Menu” zasiali strach w sercach tamtejszych mieszkańców. Dziesiątki tysięcy ofiar śmiertelnych i uchodźców prowadziło do zachwiania struktury społecznej i przetasowania układu sił. Były przedstawiciel Czerwonych Khmerów relacjonował, że przeżywszy „sztywni i oniemiali błądzili trzy, cztery dni. Przerażeni na wpół szaleni ludzie nie mogli uwierzyć w to, co im mówiono. To spowodowało poparcie ludności dla Czerwonych Khmerów”. Gdy amerykańskie bomby kończyły swoje dzieło Czerwoni Khmerzy posiadali już w swych szeregach 200000 ludzi. Komisja śledcza fińskiego rządu całą kampanię bombardowań określiła wręcz jako początek ludobójstwa trwającego w tym kraju przez dziesięć kolejnych lat [48].

Chociaż objętościowo wykracza to poza ramy czasowe, w których Kissinger pełnił jeszcze najwyższe funkcje w rządzie, warto przyjrzeć się jak reagowała amerykańska administracja na wydarzenia dokonujące się w Kambodży. Nie ona ostatecznie stłumiła i zakończyła sukcesywne zbrodnie dokonywane przez Pol Pota. Kres panowaniu Czerwonych Khmerów położyła inwazja wojsk wietnamskich i to właśnie administracja z Hanoi rozpoczęła denuncjowanie eksterminacyjnej polityki Pol Pota otwierając natychmiast „Muzeum Ludobójstwa” w Tuol Sleng, jednym z głównych miejsc represji w Demokratycznej Kampuczy [49].

Zastanawiająca jest natomiast w tym przypadku postawa administracji amerykańskiej, która dotąd potępiając Pol Pota, po jego obaleniu przez wojska wietnamskie rozpoczęła po cichu wspieranie Khmerów zmuszonych do defensywy; a robiła to w ramach strategii „krwawienia Wietnamu”. Ponownie dało tu o sobie znać, twardogłowe, geopolityczne myślenie rodem z Kennana czy Kissingera, które nakazywało amerykańskiemu establishmentowi widzieć jako strategicznie przeciwne, wszystko to co zdawało się być przeciwstawną flanką zimnowojennego rozdania. Od 1979 do 1991 roku kolejne amerykańskie administracje popierały pośrednio Czerwonych Khmerów, a następnie elementy koalicji partyzanckiej walczące z rządem zainstalowanym w Phnom Penh. W ramach tego sojuszu do oddziałów Pol Pota trafiło około 85 mln dolarów USD pomocy. Jak to się odbywało? W tamtym czasie bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych były już Chiny. Jak przyznał doradca prezydenta Jimmy’ego Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego, Zbigniew Brzeziński, amerykańska administracja zachęcała autorytarny rząd Chin do wspierania Pol Pota: „Pol Pot był obrzydliwy, nie mogliśmy go wspierać, ale mogły robić to Chiny” [50].

ZABÓJSTWO SALVADORA ALLENDE I PRZEWRÓT WOJSKOWY W CHILE. HENRY KISSINGER, TAJNE AKCJE CIA I OPERACJA CONDOR

Historia racjonalizacji przewrotu wojskowego w Chile w roku 1973 i wyklutego z tej politycznej akcji, postaci wieloletniego dyktatora Augusto Pinocheta, mają długą historię. Były w Polsce koła polityczne, publicyści i działacze, tacy jak Michał Kamiński, Marek Jurek i Tomasz Wołek, którzy w podzięce za ten akt oraz wszystkie dokonania „poczciwego Augusto” jeździli i wręczali mu ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej [51]. Można mieć oczywiście określone sympatie gospodarcze, zachwycać się pewnymi modelami i teoriami ekonomicznymi – owa fascynacja nie może jednak zakrywać zbrodni i uniewinniać ich autorów. W rezultacie przewrotu i prześladowań opozycji z rąk wojskowego reżimu uosabianego przez Pinocheta zginęło około 3000 ludzi, a kolejne tysiące przepadło bez wieści. Dziesiątki tysięcy było bitych i torturowanych. Wyrywanie paznokci, rażenie prądem, a także gwałty przy wykorzystaniu specjalnie szkolonych w tym celu psów to metody jakimi posłużyli się chilijscy armiści by zdławić demokratyczne, lewicowe i komunistyczne środowiska, mogące być zapleczem dla zwolenników dopiero co zgładzonego Allenie [52].

Pinochet doszedł do władzy dzięki wsparciu CIA, a spisek w tym celu uknuty zawiązany został za wiedzą sekretarza stanu USA Henry’ego Kissingera. Salvador Allende objął urząd prezydencki w rezultacie – przewidzianego w demokracjach przedstawicielskich –  personalnego plebiscytu wyborczego. W odróżnieniu od Pinocheta swoją funkcję sprawował więc całkowicie legalnie. Kilka miesięcy przed tym zanim Allende został prezydentem Kissinger wypowiedział słynne zdanie, które rzuca światło na jego osobisty stosunek do demokracji: „Nie rozumiem, dlaczego musimy stać i patrzeć jak kraj trafia w ręce komunisty z powodu nieodpowiedzialności jego narodu” [53]. Sentencja ta opublikowana między innymi w Newsweeku stała się wyprzedzającym wezwaniem do działania i jako takowe możemy je postrzegać mając świadomość tego, co nastąpiło później.

Aby zamach na życie niepożądanej opcji obejmującej ster rządów w obcym kraju mógł się w ogóle powieść, wcześniej należało zrobić wszystko aby usunąć zapory mogące stanąć na drodze do tego celu. Należało wyeliminować nie tylko lewicujące kadry ale i służbistów patrzących nieprzychylnym okiem na pomysły uwolnienia armii od jej konstytucyjnego porządku, po czym przeobrażenie ją w juntę rządzącą. Osobnikiem takim był inżynier i generał Rene Schneider, komendant główny chilijskiej armii. Według Senatu USA, CIA „zdecydowała się wspierać jego zabójstwo, aby oczyścić drogę do zamachu stanu” [54].

Po latach prawnicy zajmujący się rozliczeniem ery Pinocheta w Chile wnieśli skargę przeciwko Kissingerowi za jego udział w programie tajnych represji politycznych znanych jako Operacja Condor. Operacja ta obejmowała skoordynowaną współpracę z „prawicowymi dyktaturami wojskowymi w Argentynie, Boliwii, Brazylii, Chile, Paragwaju i Urugwaju” w celu porwania i fizycznego wyeliminowania tysięcy przeciwników politycznych. Współpracę tę prowadzono na przestrzeni lat 1970. za wiedzą i przy wsparciu prezydenckich administracji Nixona i Forda. Oczywiście, zaangażowanie Kissingera w ten program jego zwolennicy próbowali usprawiedliwiać stanem nadzwyczajnym jakim była zimna wojna; trudno jednak znaleźć obiektywne uzasadnienie dla punktowych porwań, tortur oraz morderstw działaczy i aktywistów politycznych, czasami tylko dlatego, że uosabiali oni dążenia do innego modelu polityczno-ekonomicznego. Proceder ten prowadzono w warunkach zupełnej tajności ze świadomością jego kryminalnego kontekstu i nieprawomyślności stosowanych metod.

Operacja Condor stała się sekretnym programem transgranicznych zabójstw, porwań, tortur i zastraszeń prowadzonych przez skoordynowane siły tajnej policji, w które zaangażowane były reżimy Pinocheta w Chile, Stroessnera w Paragwaju i Videli w Argentynie. Ta internacjonalistyczna siatka służb specjalnych wynajmująca płatnych morderców odpowiedzialna była za śmierć generała i dysydenta Carlosa Pratsa i jego żony zabitych w Buenos Aires, egzekucję boliwijskiego generała Juana Jose Torresa, okaleczenie chrześcijańsko-demokratycznego chilijskiego senatora Bernardo Leightona we Włoszech, a nawet zdetonowanie bomby w centrum Waszyngtonu w 1976 roku  w rezultacie którego to zamachu zginęli były minister spraw zagranicznych Chile, Orlando Letelier i jego asystentka [55]. Za zgładzeniem Leteliera przy wykorzystaniu metod terrorystycznych stał szef tajnych służb wojskowych Chile, Manuel Contreras, który otrzymał przynajmniej jednorazową transzę wsparcia finansowego od CIA. FBI z kolei wspomagała Pinocheta w pochwyceniu Jorge Isaaca Fuentesa de Alarchona, zatrzymanego i torturowanego w Paragwaju; nie będzie chyba zaskoczeniem jeśli dopowiemy, że następnie przekazano go tajnej chilijskiej policji spod pieczy której nagle w dziwnych okolicznościach „znikł” [56].

Do rzeczywistego obalenia rządu Allende doszło podczas krwawego zamachu stanu 11 września 1973 roku, podczas gdy jednocześnie Henry Kissinger przechodził przed amerykańskim senatem proces ostatecznego zatwierdzenia na stanowisku sekretarza stanu. Zapewniał on wówczas Komisję Spraw Zagranicznych – świadomie mijając się z prawdą – że rząd Stanów Zjednoczonych nie odegrał żadnej roli w siłowym obaleniu lewicowego prezydenta i ciężkich represjach politycznych, jakie przetoczyły się wówczas przez Chile. Kissinger był na bieżąco informowany o tym w jaki sposób jego polityczni sojusznicy w Santiago rozprawiają się z niepożądanym elementem politycznym. Notatka sporządzona 16 listopada 1973 roku przez asystenta sekretarza stanu Jacka B. Kubischa dostarcza wiadomości o pierwszych dziewiętnastu dniach rządów junty Pinocheta. Liczba egzekucji w tym okresie wyniosła 320, a sam autor notatki podkreśla, że jest ona sporządzana dla nowego sekretarza stanu [57].

Z odtajnionych dokumentów, które pojawiły się na internetowej stronie Narodowego Archiwum Bezpieczeństwa USA wynika, że zarówno Nixon, Kissinger oraz dyrektor CIA Richard Helms zjednoczyli siły aby do zamachu na rząd Allende rzeczywiście doszło. Kissinger i Alexander Haig wypracowali nawet jego szczegóły, opisane w notatce z 15 października 1970 roku. „To jest twarda i konsekwentna polityka, aby Allende został obalony przez zamach stanu” – napisał zastępca dyrektora CIA Thomas Karamessines, który koordynował operację – Jesteśmy gotowi nadal generować maksymalne ciśnienie w kierunku tego celu, z wykorzystaniem wszelkich odpowiednich zasobów. Konieczne jest, aby działania te realizowane były w podziemiu i bezpiecznie” [58]. Zaangażowanie tego triumwiratu jest również wyraźne na odtajnionych taśmach, na których słychać rozmowę do złudzenia przypominającą planowanie zamachu. Kissinger ostrzega w niej, że reformatorski model demokracji Allende „może być podstępny”. W rozmowę włącza się Richard Helms, który deklaruje: „Nie pozwolimy Chile pójść na marne. Jestem z wami”. Kissinger zresztą potem dziękował Pinochetowi zgłaszając pełen wdzięczności adres i zapewniając go, że wykonał dla Zachodu wielkie usługi.

NIEPODLEGŁOŚĆ BANGLADESZU. RZEŹ MIESZKAŃCÓW Z RĄK PAKISTAŃSKIEJ ARMII I KONSEKWENTNE POPARCIE HENRY’EGO KISSINGERA DLA PAKISTANU ZACHODNIEGO

W rezultacie podziału subkontynentu indyjskiego i wyłonienia się nowego pokolonialnego ładu na arenę dziejów wstąpiło niekombatybilne państwo pakistańskie podzielone na Pakistan Zachodni, właściwą część późniejszego Pakistanu oraz Pakistan Wschodni, czyli późniejszy Bangladesz. Granice obu Pakistanów leżały od siebie w odległości 1600 km. Spoiną obu rozległych krain geograficznych miała być, w zamierzeniu, wspólnota religijna reprezentowana przez Islam. Już w latach 1950. zarysowały się jednak między nimi znaczne różnice przejawiające się w politycznej i językowej dyskryminacji Pakistanu Wschodniego. W 1962 roku przy wsparciu inżynierów  z USA i sponsoringu Banku Światowego na terenie wzgórz Chittagong Hill Tracts położonych na terenie Pakistanu Wschodniego zbudowano elektrownię wodną Kaptai. Inwestycja spowodowała wysiedlenie osiemnastu tysięcy rodzin i zalanie 40% ziemi użytkowej tego terenu. Marne rekompensaty otrzymał jedynie co czwarty mieszkaniec Chittagong. Zachwianie gospodarki regionu zmusiło do opuszczenia Chittagong 60 tysięcy ludzi spośród których 40 tysięcy osiedliło się w Indiach, a kolejne 20 tysięcy w Birmie. „Taka polityka rządu w Karaczi spowodowała nie tylko migracje ludności, ale również głębokie poczucie krzywdy wśród mieszkańców Pakistanu Wschodniego” [59].

W 1966 roku lider Ligi Ludowej z Pakistanu Wschodniego, szejk Mujibur Rahman ogłosił sześciopunktowy program polityczno-ekonomiczny dla Pakistanu, który zakładał daleko idącą federalizację obu Pakistanów. W gestii centralnej administracji miały znajdować się obronność i stosunki międzynarodowe, osobne dla obu Pakistanów miały być waluty oraz obowiązujące systemy podatkowe. W 1969 roku po zrzeknięciu się steru władzy w Pakistanie przez Muhammada Ayuba Khana, za jego rekomendacją została ona scedowana na ręce generała Yahyi Khana. 12 listopada 1970 roku na niedługo przed zaplanowanymi na grudzień wyborami na Pakistan Wschodni uderzył cyklon Bhola; klęska pochłonęła życie od 250000 do 500000 ludzi! Była to przerażająca katastrofa. Nowy pakistański prezydent Yahyha Khan, nie zrozumiawszy powagi sytuacji, przybył w tym czasie do Dhaki z wątpliwym moralnie wsparciem. Znajdując się pod wpływem alkoholu wygłosił publiczne przemówienie; zachowanie głowy państwa uznano za skandaliczne i pozbawione szacunku wobec mieszkańców Pakistanu Wschodniego. Wypuszczony w tym czasie z więzienia szejk Rahman „potępił zachowanie prezydenta, nawołując do uwolnienia się spod rządów feudalnych interesów Pakistanu Zachodniego” [60].

Wybory które odbyły się 7 grudnia 1970 roku dały zdecydowane zwycięstwo w Pakistanie Wschodnim Lidze Ludowej Rahmaniego (167 z 169 mandatów), w Pakistanie Zachodnim rządy objął zaś Ali Bhutto. Rahman posiadający silne poparcie społeczności bengalskiej upominał się o realizacje sześciopunktowego planu z 1966 roku. Odpowiedzią na te nawoływania była postępująca militaryzacja Pakistanu Wschodniego, którego reakcją na nową formę zastraszenia był strajk generalny. Gdy 23 marca 1971 roku w Pakistanie Wschodnim zamiast Dnia Republiki obchodzono niepokornie Dzień Oporu, Yahya Khan i Bhutto opowiadający się za utrzymaniem dominującej roli Pakistanu Zachodniego kontrolującego administrację centralną – czyli tak jak dotychczas – postanowili zastosować ciężkie represje [61].

W nocy 25 marca 1971 r. wojska Pakistanu Zachodniego przypuściły atak na Pakistan Wschodni. Akcja wyeliminowania opozycji  prowadzona pod kryptonimem „Szperacz” zakładała wyeliminowanie opozycji w ciągu miesiąca. Zlekceważono suwerennościowe dążenia Bengalczyków, którzy pod wpływem zagrożenia ogłosili niepodległość Bangladeszu i mimo skrajnie nierównych sił stawili opór. Zachodniopakistańskie wojsko wkroczyło do pacyfikowanego regionu stosując strategię ciężkich zbrodni przeciwko ludzkości. Zanim rozpoczęto właściwą fazę operacji postarano się o wydalenie zagranicznych dziennikarzy, aby ciężar mających nastąpić egzekucji przelał się na zewnątrz jak najwęższym strumieniem informacji. Byli jednak odważni reporterzy, tacy jak Anthony Mascarenhas, którzy mimo zagrożeń relacjonowali przebieg operacji, o której można było niebawem przeczytać na łamach London Times i Sunday Times [62].

Gwałty, morderstwa, rozczłonkowywanie ofiar i zabójstwa dzieci wykorzystywano jako świadome metody represji i zastraszania. Co najmniej 10000 cywilów zmasakrowano w ciągu pierwszych trzech dni operacji, a w ciągu tygodnia od jej rozpoczęcia połowa mieszkańców Dhaki uciekła ze stolicy, na której ulicach leżały „piętrzące się ciała zastrzelonych” [63]. Egzekucje studentów i mężczyzn zdolnych do służby wojskowej były prowadzone bez rozróżnienia na cywilów i wojskowych. Szacuje się, że w trakcie operacji zgwałcono 400000 bengalskich kobiet [64]! Szczególną brutalność okazywano wobec obywateli hinduskiego pochodzenia. 10 milionów uchodźców skierowało się w stronę granicy z Indiami. Reakcja indyjskiego rządu po początkowych wahaniach była ponadprzeciętna. Dla uciekających ludzi otworzono granicę i zorganizowano obozy dla uchodźców. Napływ tak wielkiej rzeszy cierpiących zachwiał gospodarką Indii i zagroził wybuchem epidemii cholery. By udźwignąć koszty pomocy humanitarnej, która pochłaniała nawet 1 mln USD dziennie, indyjski rząd podwyższył podatki własnym obywatelom [65]. Premier Indii, Indira Gandhi starała się zainteresować opinię światową losem uchodźców. Na skutek panującej obojętności zdecydowała się na polityczne wsparcie bengalskiej opozycji, która znalazła schronienie i pełne wsparcie w Indiach.

Rząd Stanów Zjednoczonych, z Nixonem i Kissingerem na czele zamiast skupić się na prawdziwej wymowie sytuacji – uwięzieni w starych schematach – umiejscawiali wydarzenia w Bangladeszu i poparcie premier Gandhi dla ruchu narodowowyzwoleńczego, z geopolityczną rozgrywką, zwłaszcza, że rząd indyjski, któremu mogło zależeć na osłabieniu Pakistanu, znajdował się w dobrych stosunkach ze Związkiem Radzieckim. Pakistańskie władze uosabiane przez Khana, w tym samym czasie nawiązały ciepłą komitywę z tandemem Kissinger-Nixon. Khan stał się pośrednikiem w zbliżeniu między administracjami z Chin i USA – chcąc podtrzymać ten kanał uczyniono z Pakistanu ważnego odbiorcę amerykańskiej pomocy wojskowej. Bengalczyków mordowano więc przy wykorzystaniu amerykańskiej broni, podobnie jak cztery lata później uczyni to Suharto w Timorze Wschodnim. Interwencja zachodniopakistańskiego wojska w Pakistanie Wschodnim stanowiła zaprzeczenie demokratycznych wyborów – lider opozycji szejk Rahman został pochwycony już 26 marca; pacyfikacja wyzwoliła również ludobójcze praktyki i doprowadziła do bardzo poważnego kryzysu międzynarodowego. Kissinger i jego prezydencki promotor, Richard Nixon w imię obranej strategii woleli jednak udawać, że nie wiedzą co się dzieje. By nie zniechęcać do siebie autorytarnego rządu w Chinach, będącego w doskonałych stosunkach z Khanem, postanowili zlekceważyć masowe zagrożenie dla ludzkiego życia.

Ogrom dokonywanych zbrodni niepokoił amerykańskich dyplomatów, którzy przyglądali się krwawiącemu Bangladeszowi z bliska. Nota protestacyjna datowana na 6 kwietnia 1971 roku a skreślona w konsulacie Stanów Zjednoczonych w Pakistanie Wschodnim była próbą wypowiedzenia współudziału rządu Stanów Zjednoczonych w trwającym ludobójstwie. Arche Kent Blood, starszy konsul USA w Dhace, w relacji dostarczonej zarówno do Departamentu Stanu USA i Rady Bezpieczeństwa Narodowego opisał zasadzkę przygotowaną przez pakistańskich żołnierzy, którzy podpalili żeński internat przy uniwersytecie, a następnie  zaczaili się przy wyjściach na uciekające z pożaru ofiary, nie po to by je aresztować lub zastraszyć, ale by mordować je seriami z karabinów maszynowych [66]. Korpus dyplomatyczny w Dhace był głęboko zaniepokojony. W dokumencie, który przeszedł do historii jako „telegram krwi”, podpisanym przez Archera i blisko trzydziestu członków korpusu pisali oni, że działania amerykańskiego rządu w sprawie Pakistanu Wschodniego są dowodem na to, co wielu określi mianem upadku moralnego. Zamiast interweniować, choćby moralnie, uznano, że jest to czysto wewnętrzną sprawą suwerennego państwa jakim jest Pakistan [67].

Do zajęcia jednoznacznego stanowiska wezwał również Kenneth Keating, Ambasador USA w Indiach, obserwujący wydarzenia z New Delhi. Ufał on, że przyjęcie określonego, pryncypialnego stanowiska wobec autorów tej agresji  leży w najwyższym interesie Stanów Zjednoczonych. Keating, który wcześniej był senatorem z Nowego Jorku używał bardzo jasnych, sugestywnych zaleceń wzywając waszyngtońską administracje do wyrażenia „natychmiastowego, publicznego i widocznego ubolewania z powodu niniejszej brutalności”. Pisał, że jest to „najważniejsze działanie, które należy teraz podjąć”, a należy to uczynić jak dodawał „przed nieuniknionym i nieuchronnym ujawnieniem tej strasznej prawdy” [68].

Nixon i Kissinger całkowicie zlekceważyli apele swoich dyplomatów. Jedyna dynamika jaką okazali wobec nadchodzących ponagleń to wyciągnięcie personalnych konsekwencji wobec „nieprawomyślnych urzędników”. Archera Blooda natychmiast odwołano z jego stanowiska, a ambasador Keating został opisany przez Kissingera z pogardą jako osoba „przejęta przez Hindusów”. Pod koniec kwietnia 1971 roku, gdy spirala masowego mordu sięgnęła zenitu, Kissinger wysłał wiadomość do prezydenta Yahya Khana, dziękując mu za jego „delikatność i takt”. W tym samym czasie Khan przysłużył się właśnie kolejnemu zbliżeniu między rządem Chin a administracją Nixona. Winston Lord, zastępca Kissingera w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego podkreślał, że prowadzona polityka była częścią racjonalnego planu opracowanego na wyższych szczeblach amerykańskiej administracji. „Musieliśmy wykazać Chinom, że byliśmy niezawodnym partnerem. Musieliśmy pokazać Chinom, że szanujemy wspólnego przyjaciela. Po dwóch dekadach wojujących animozji z Chińską Republiką Ludową, samo wsparcie dla Pakistanu w krwawej wojnie domowej miało wykazać” niezawodność amerykańskiego rządu – argumentował bliski współpracownik Kissingera [69].

W czerwcowym exposé Yahya Khan oskarżył indyjski rząd o współpracę z bengalskimi separatystami. W lipcu 1971 roku Henry Kissinger wpisując się w ten scenariusz złożył wizytę w Dehli i ostrzegł, że jeżeli Indie zdobędą się na interwencję w Pakistanie Wschodnim, to Amerykanie wesprą Pakistan [70]. Prosto z Indii Kissinger z polecenia Nixona udał się do Islamabadu, by później odbyć sekretną misję do Pekinu, przygotowaną wcześniej przez Yahyę Khana i Alli Bhutto. Khan cieszył się absolutnym zaufaniem Nixona i Kissingera. Ten pierwszy nazywał go „całkowicie rozsądnym i przyzwoitym człowiekiem”, a Kissinger przyrównał Khana nawet do Abrahama Lincolna [71]. By na bieżąco wspierać politykę Khana w Bangladeszu i wzmocnić go przed rysującym się coraz wyraźniej konfliktem z Indiami, regularnie wysyłali do Pakistanu amerykańską broń. A robili to nawet wówczas gdy amerykańscy senatorowie domagali się zaprzestania udzielania pomocy Pakistanowi. 14 września senacka komisja uchwaliła rezolucję o jej wstrzymaniu. Mimo to Nixon i Kissinger potajemnie i konsekwentnie kontynuowali dozbrajanie. Gdy 8 listopada Stany Zjednoczone ogłosiły przerwanie dostaw sprzętu wojskowego dla sojusznika z Islamabadu embargo było pokątnie łamane poprzez dostarczanie broni za pośrednictwem Jordanii i Iranu rządzonego przez proamerykańskiego szacha [72[.

Zupełnie odmienny stosunek obaj panowie przejawiali wobec Indii i indyjskiego przywództwa. Nixon wyznał kiedyś, że „Brytyjczycy wyszli z Indii za szybko”. W prywatnych rozmowach, które wyciekły dzięki nagraniom ujawnionym dopiero później, mówił do Kissingera o Hindusach jako o ludziach „przebiegłych, śliskich i zdradliwych” w przeciwieństwie do „prostych Pakistańczyków” [73]. Rząd Indii drażnił ich od dawna wykazując neutralność wobec zimnowojennych okopów wybudowanych po II wojnie światowej,. W bieżącej sprawie roku 1971 szczególnie irytowała ich postać Indiry Ghandi. Indyjska premier wzywała do uszanowania wyników wyborów w Pakistanie z grudnia 1970 roku i do zaprzestania akcji militarnych wobec ludności bengalskiej. Rząd w Islamabadzie, na przekór, twierdził, że 10 milionów ludzi, które zbiegło w stronę granicy z Indiami nie miało nic wspólnego z polityką prowadzoną na wschodzie przez Pakistan Zachodni.

W październiku i listopadzie problem Bangladeszu poddano pod obrady Zgromadzenia Generalnego ONZ. 27 października na forum ONZ przemawiał minister spraw zagranicznych Indii, Sardar Swaran Singh. Omówił on gruntownie wszystko, co wydarzyło się od czasu wkroczenia pakistańskich wojsk do Bangladeszu, opisał położenie bengalskich uchodźców w Indiach. Przemówienie jego przerywali przedstawiciele Pakistanu i Arabii Saudyjskiej, a podczas głosowania wolnościowe dążenia mieszkańców Bangladeszu poparły zaledwie 3 spośród 114 krajów biorących w nim udział, w tym Indie i Bhutan. Wykorzystując brak zrozumienia dla sprawy delegacje z Pakistanu i Stanów Zjednoczonych argumentowały, że Indie natychmiast powinny wycofać swoją pomoc. Nie załamując rąk premier Indii odbyła międzynarodową podróż by szukać wsparcia, a obozy dla uchodźców w Indiach odwiedzili obserwatorzy, w tym Wysoki Komisarz ONZ ds. uchodźców książę Sadruddin Agi Khana [74].

W listopadzie 1971 roku Indira Gandhi dotarła do Stanów Zjednoczonych, perspektywą spotkania z nią nie byli zachwyceni, ani Nixon, ani Kissinger. Tuż przed rozmowami ucięli sobie pogawędkę w Gabinecie Owalnym. Nixon narzekał, że „Stany Zjednoczone dały większą pomoc humanitarną Indiom niż reszta świata razem wzięta”, zastanawiał się dlaczego nie ma z ich strony żadnych ustępstw w sprawie Bangladeszu; Kissinger odpowiedział: „Bo te dranie rozegrały z nami absolutnie brutalną grę”. Gdy Indira Gandhi nie znajdując zrozumienia w USA zwróciła się o pomoc do Związku Radzieckiego Nixon, który jej nie znosił, nazwał indyjską premier „starą wiedźmą” a Kissinger przytaknąwszy prezydentowi dodał, że „Hindusi to dranie’ [75].

Przed końcem 1971 roku pakistańskie dowództwo nie wytrzymało i zaatakowało indyjskie pozycje; główna faza uderzenia nastąpiła 3 grudnia kiedy pakistańskie lotnictwo zbombardowało osiem baz lotniczych należących do Indii. Między obiema stronami konfliktu wybuchła wówczas wojna, która przeszła do historii pod nazwą „Wojny Czternastodniowej”. Zakończyła się ona klęską wojsk pakistańskich i ostatecznym wyzwoleniem Bangladeszu. W trakcie jej trwania Kissinger gorączkowo naciskał na Nixona, aby ten wzmocnił pakistańską obronę, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że stanowiłoby to jawne naruszenie amerykańskiego prawa. Według różnych szacunków w trakcie trwającej niespełna pół roku pacyfikacji Bangladeszu i wojny czternastodniowej zginęło od 200000 do 580000 ludzi.

DLACZEGO HENRY KISSINGER NIGDY NIE STANĄŁ PRZED SĄDEM?

Autor książki „The Trial of Henry Kissinger”, Christopher Hitchens zastanawiał się jak to możliwe, że Kissinger odpowiedzialny za autoryzację wielu porwań i zbrodni przeciwko ludzkości nigdy nie stanął przed sądem. Nigdy nie był ścigany za naruszenie norm prawa, etyki czy cywilizacji we własnym kraju. Wieloletni sekretarz stanu i członek rady bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych nigdy osobiście nie naciskał na spust pistoletów; nie siedział też w kabinach samolotów zrzucających bomby. To jednak polityczne przyzwolenie jego, a także Richarda Nixona lub Geralda Forda – uwiarygodniane przez pomoc wojskową – ułatwiło i przedłużyło tragedię ludności  Bangladeszu i Timoru Wschodniego w latach 1970. Technokratyczne i pośrednie zaangażowanie w poszczególne przypadki naruszeń praw człowieka z całą pewnością utrudniłoby wykazanie tej winy przed sądami powszechnymi; znając współczesne normy postępowań sądowych, pozwy mogłyby być proceduralnie oddalane ze względu na poszlakowość dowodów winy. Zdaniem Freda Branfmana wyjątkiem od tej reguły mógłby być przypadek bombardowania Indochin, gdzie administracja amerykańska, łamiąc prawo własnego kraju, osobiście prowadziła niszczące i nie rzadko tajne bombardowania Kambodży i Laosu [76]. W tym ostatnim przypadku sprawstwo miało więc charakter bezpośredni, a Kissinger i Nixon byli ostatnim ogniwem trzymającym w ręku ster decyzyjny.

Panująca w Stanach Zjednoczonych nie pisana zasada o nie lustrowaniu swoich poprzedników politycznych sprawia, że każda grupa której wygasa mandat na kształtowanie polityki amerykańskiego rządu, może czuć się całkowicie bezpieczna. To właśnie dlatego Kissinger nigdy nie był ścigany za postawę wobec Wietnamu i Timoru Wschodniego. Z tego samego tytułu Ronald Reagan nigdy nie poniósł konsekwencji za finansowanie brygad śmierci w Ameryce Środkowej, George Bush nie był pytany o nadużycia podczas interwencji w Panamie’1989, a George W. Bush spędza spokojnie polityczną emeryturę zaocznie rozgrzeszony za sfingowanie powodów interwencji w Iraku i jej konsekwencji. Z tego samego tytułu Barack Obama nie odpowie najpewniej nigdy za cywilne ofiary „wojny dronów” w Jemenie, Afganistanie i Pakistanie.

Zasada chroniąca polityków wysokiego szczebla w przypadku szczególnie negatywnych konsekwencji ich politycznych działań na arenie międzynarodowej rozszerzana jest na amerykańskich żołnierzy, którzy w przypadku popełnienia zbrodni w trakcie działań wojennych za granicami kraju nie są poddawani pod osąd miejscowej jurysprudencji. Amerykańska administracja nie respektuje też orzecznictwa w sprawie własnych obywateli ze strony Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze. Przypadki podjęcia postępowań karnych wobec amerykańskich żołnierzy ze strony właściwych organów w USA na przestrzeni lat 2001-2014 są nieliczne zważywszy na liczbę „pomyłek” zaistniałych w trakcie interwencji i wojen w Iraku i Afganistanie. Fatalne normy w tym zakresie sięgają już lat 1960. I 1970. kiedy amerykańską polityką dyrygował Kissinger. Sztandarową pozostaje tu sprawa Masakry w My Lai, podczas wojny wietnamskiej, kiedy żołnierze amerykańskiej kompanii Charlie z zimną krwią zamordowali 500 wietnamskich cywilów w wiosce nie stawiającej żadnego siłowego oporu. Dowódca oddziału porucznik William Calley osobiście zamordował około 60 ludzi. Jako jedyny z całego oddziału został w 1971 roku skazany na dożywocie, ale co ciekawe, już w 1974 roku po wielu apelacjach wyszedł na wolność [77].

W przeciwieństwie do przychylnej bierności w zakresie ścigania jego czynów w Stanach Zjednoczonych, Henry Kissinger nie może liczyć na tą samą bezwolność w innych krajach naszego globu. Są państwa, których granic Kissinger prewencyjnie nie przekracza, gdyż ma świadomość, że jego osoba mogłaby przykuć niepożądane zainteresowanie wymiaru sprawiedliwości. Do bardziej znamiennych przypadków należy zawiadomienie jakie Kissinger otrzymał gdy bawił w paryskim hotelu Ritz w 2001 roku. Francuska policja wręczyła mu wówczas wezwanie do sądu, gdzie miał zeznawać w sprawie zaginięcia pięciu Francuzów, którzy przepadli w Ameryce Południowej za czasów dyktatury Pinocheta. Kissinger pamiętając, że trzy lata wcześniej w Londynie aresztowany został jego polityczny sojusznik Augusto Pinochet, postanowił nie ryzykować, spakował się i uciekł z Francji [78].

PODSUMOWANIE

Historie i bilans ofiar przedstawiony w tej pracy są tragiczne; nie będzie przesadą jeżeli powiemy, że krew ofiar polityki Henry’ego Kissingera nie wsiąkła jeszcze w ziemię i woła do nas o sprawiedliwość. Z drugiej strony, na przekór spisanym wyżej faktom, nie zabraknie głosów, które oskarżą nas o przedwczesny osąd i zaczną wywód próbujący zracjonalizować wydarzenia z lat 1965-1977. Zwolennicy Kissingera, jego polityki, dokonań i ogólnego postrzegania rzeczywistości, wobec przywołanych zarzutów wysuną dwa podstawowe kontrargumenty. Pierwszy z nich związany będzie z jego ciężkimi doświadczeniami z lat młodzieńczych, drugi z rzekomym wymogiem działania w warunkach wyższej konieczności.

Henry Kissinger urodził się w rodzinie niemieckich Żydów i spędził młodość w Niemczech. Heinz, bo takie imię początkowo nosił, miał zaledwie 9 lat kiedy Adolf Hitler doszedł do władzy i rozpoczął wdrażanie systemu totalitarnego nad Łabą i Renem. Granice swojej pierwszej ojczyzny mały Kissinger opuścił w wieku 16 lat, na krótko przed Kryształową Nocą i wraz z rodziną osiadł w Stanach Zjednoczonych. Przyszły sekretarz stanu był później „wychowawcą klasy w Harlemie, troszczył się o żonę i dzieci, wreszcie cieszył się szacunkiem wielu przyzwoitych ludzi” [79]. Krytykę i oskarżenia o łamanie praw człowieka oraz odpowiedzialność za śmierć co najmniej setek tysięcy ludzi jego zwolennicy tłumaczą często antysemityzmem. Wszelkie oskarżenia kierowane pod adresem Kissingera, według nich, mają drugoplanowe znaczenie, służąc w rzeczywistości za parawan, skrywający cel nadrzędny jego oponentów: napiętnowanie Kissingera za jego żydowskie korzenie [80]. Dodatkowo poświęca się mu proporcjonalnie zbyt dużą ilość czasu, a przecież Stany Zjednoczone w czasie zimnej wojny posiadały innych równie skrytobójczych sekretarzy stanu. John  Foster Dulles, ważna postać w rządzie Eisenhowera, aranżował liczne przewroty i nosił w sobie przekonanie, że „USA powinny narzucić światu Pax Americana, a na opornych trzymać w pogotowiu bombę wodorową” [81]. Zdaniem obrońców Kissingera, lewa ręka Nixona i Forda ze swoją racjonalną doktryną „równoważenia sił” mógłby uchodzić przy nim za baranka.

Ukazywanie semickiego pochodzenia Kissingera jako przyczyny jego krytyki – w obliczu chłodno zestawionych faktów dotyczących zbrodni i zakulisowych rozmów towarzyszących wydarzeniom w Timorze Wschodnim, w Bangladeszu czy w Wietnamie – jest zwyczajnym wybiegiem. Próbą zastąpienia merytoryki personalnym pretekstem, który miałby organizować przeciw niemu zwykłych nienawistników. Fred Branfman kreśląc sylwetkę psychologiczną Kissingera uważa niemniej, że przeanalizowanie doświadczeń  z lat młodzieńczych jest niezwykle ważne dla zrozumienia jego osobowości i motywów działania. „Można się tylko domyślać jak wiele urazów i szkód psychicznych doznał” – pisał Branfman [82]. Jeżeli weźmiemy je pod uwagę stanie się dla nas „całkowicie zrozumiałym, dlaczego zacznie on w przyszłości rozwijać cyniczny pogląd na świat i poświęci się zdobywaniu i posiadaniu władzy pozbawionej moralnych lub etycznych wątpliwości” [83]. Gdy Kissinger jako młody chłopak uciekał z Niemiec towarzyszyło mu poczucie wstydu i porażki, przedłużenie konfliktu w Wietnamie i jego eskalacja które osobiście popierał i nadzorował, były próbą uniknięcia tego samego odium porażki, dążeniem do zachowania „amerykańskiej twarzy”.

Wymóg działania w stanie wyższej konieczności, który miałby tłumaczyć postępowanie Kissingera, odwołuje się do geopolitycznego starcia „dwóch antagonistycznych sił” podczas Zimnej Wojny. Amerykańscy politycy musieli wygrywać małe wojny chwytając się wszelkich dostępnych sposobów, aby zachowując przynajmniej równowagę sił, nie przegrać głównego starcia. Lokalne eskalacje i wojny służyły zachowaniu globalnej równowagi i sprawiedliwości.

Doktryna realizmu politycznego została sformowana po II wojnie światowej, a kładzeniu podwalin pod nią i jej rozwojowi przysłużyły się Fundacje Forda, Carnegie, Rockefellera, OSS (prekursor CIA) i Rada Stosunków Międzynarodowych. ‘Na renomowanych uczelniach studenci uczyli się traktowania ludzi pod względem ich przydatności lub zagrożenia dla nas” – ocenia znaczenie tej doktryny dla rozwoju amerykańskiej myśli politycznej John Pilger [84]. Do głównych założeń realizmu politycznego należy prymat państwa jako podmiotu w stosunkach międzynarodowych, ograniczona rola moralności w relacjach między państwami oraz siła militarna jako główny wymiernik siły państwa. Realizm zakłada także, że każdy kraj uważa swój interes narodowy za najważniejszy [85].

„Ja go nazywam guru szkoły realistycznej” – mówi o Kissingerze Roman Kuźniar, profesor i doradca prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. „U mnie należy do takiej wielkiej trójcy: Brzeziński, Huntington i Kissinger. Ten ostatni jest osobą wyjątkową, napisał biblię szkoły realistycznej” – dodaje Kuźniar [86]. Kissinger wyróżnił się na łonie powojennych realistów swoim obniżonym zaufaniem do moralności, czym odbiegał od innych amerykańskich przedstawicieli tego nurtu. Historycznymi ideałami przykładem których się kierował uczynił Bismarcka, Metternicha  i Castlereagha, doktoryzował się nawet za pośrednictwem pracy odwołującej się do tych postaci. Kissinger krytykował innych amerykańskich teoretyków za ich moralizm przedkładając nad niego polityczny pragmatyzm. Uważał, że Stany Zjednoczone nie są wszechmocne, dlatego powinny nauczyć się osiągania własnych celów bez ingerowania w strukturę wartości swych partnerów. Za przykład stawiał znanego ze słabości do darwinizmu społecznego Theodore’a Roosvelta – on jako pierwszy prezydent odrzucił zdecydowanie izolacjonizm w polityce międzynarodowej, dostrzegając, że Stany Zjednoczone mają w świecie realne cele [87].

Po przeniesieniu tych zasad na siatkę zimnowojennych interesów oplatających świat, przynosiły one w wykonaniu Kissingera druzgoczące skutki. Chcąc dokonać zbliżenia z rządem Chin, administracja Nixona nawiązała bliskie relacje z pakistańskim establishmentem tolerując wszystkie jego nadużycia. Zasada nieingerencji w strukturę wartości sojuszników objawiła się w postaci milczącej zgody na zbrodnie przeciwko ludzkości dokonywane przez pakistańską armię w 1971 roku w rodzącym się w bólach Bangladeszu. Osiąganie pragmatycznych celów w Indochinach uzasadniało z kolei przeprowadzenie nielegalnej i niekonstytucyjnej akcji bombardowania Kambodży, w całkowitej tajemnicy przed amerykańskim społeczeństwem. Tłumaczyło używanie napalmu i czynnika pomarańczowego rujnującego zdrowie i życie Wietnamczyków.

Fałsz i nieszczerość w oczach Kissingera stały się usprawiedliwionymi fortelami znajdującymi się w dostępnym repertuarze zachowań pragmatycznego dyplomaty. Kiedy dziennikarz Jack Anderson publicznie zarzucił mu, że kłamie, odpowiedział: „Dyplomata, który nie kłamie, to tak jak mąż, który zawodzi w noc poślubną” [88]. Fred Branfman twierdził, że tym co „najbardziej uderza u Kissingera jest jego amoralna niemoralność, pustka nie jest zła w jego myśleniu” [89]. Po zakończeniu wojny wietnamskiej, były sekretarz obrony w administracji Johnsona, Robert McNamara dokonał rozliczenia z interwencją w Indochinach i poczuł się współodpowiedzialny za popełnione wówczas błędy. Dziennikarz PBS Steve Talbot przeprowadził później wywiad z Kissingerem nawiązując do tej samorefleksji. „Powiedziałem mu o przeprowadzonym właśnie wywiadzie z Robertem McNamarą w Waszyngtonie. To zwróciło jego uwagę” – relacjonował Talbot. Zatrzymał dziennikarza i zaczął wykonywać niezwykłe gesty. Kissinger zaczął płakać, ale nie były to prawdziwe łzy. Przed oczami Talbota Kissinger symulował żal wydając dźwięki „Boohoo, boohoo” i pocierając oczy. „On wciąż bije się w piersi, prawda? Wciąż czuje się winny.” – komentował z ironią [90]. Jego postawę doskonale odzwierciedla fragment jednego z wielu przemówień jakie wygłosił w latach 1975-1976. Odwołując się wtedy do narodowej dumy Kissinger powiedział wtedy, że jego celem jest „skończenie z samobiczowaniem, które wyrządza tak wiele szkód zdolności naszego kraju do prowadzenia skutecznej polityki zagranicznej” [91].

Henry Kissinger do dnia dzisiejszego, jako sędziwy mężczyzna, który przekroczył dziewięćdziesiąty rok życia przedstawiany jest przez główne środki przekazu jako mąż stanu, honorowany jest na wszystkich politycznych salonach. Po zakończeniu kariery politycznej w najwyższych rządowych jednostkach kontynuował swoje działania na poziomie doradztwa biznesowego i politycznego, interweniując w szeregu spraw, jak choćby obrona Freeport McMoran przed odpowiedzialnością za łamanie praw człowieka i niszczenie środowiska w Papui Zachodniej. Własne usługi doradcze serwował na różnych szerokościach geograficznych, od Belgradu do Pekinu [92]  Jego porady na których zarabiał nie bagatela po 30000 dolarów, są rozchwytywane przez biznesmenów, naukowców i polityków. Konsorcjalne gazety w całych Stanach Zjednoczonych, od Los Angeles Timesa po Washington Post zawsze chętnie udostępniały mu kolumny swoich numerów. Honory oddają mu również polscy publicyści. Leszek Nowak na łamach „Uważam Rze” chwali zarówno Richarda Nixona, jak i jego sekretarza stanu. „Dziedzictwo Nixona to nie tylko Watergate i bombardowanie Kambodży oraz obrazy cierpiących, wietnamskich dzieci. To bogata lekcja skutecznej polityki i trzeźwego patrzenia na świat. Nixon nie miał kompleksów. Był twardym graczem politycznym… Skuteczny mąż stanu, zgodnie z przytoczoną sentencją Kissingera, zachowuje elementy wyboru przed presją okoliczności” – komplementuje Nowak [93]. Jak dodaje ten sam publicysta Nixon to wzór „dla wszystkich, którzy klasycznie pojmują sztukę uprawiania polityki, jako nade wszystko rozumnego dążenia do realizacji dobra wspólnego”.

Dobro wspólne opisywane przez Leszka Nowaka nie obejmowało licznych ofiar jego polityki liczonych sumarycznie już nie w setkach tysięcy, a w milionach. Kissinger, który zdawał sobie sprawę ze wszystkich nadużyć popełnionych za jego czasów bronił się mówiąc, że „nikt nie może powiedzieć, ze służył w administracji, która nie popełniała błędów”. Jak zauważa Branfman „jego nielegalne i niekonstytucyjne działania miały konsekwencje w świecie rzeczywistym: zrujnowały życie milionów niewinnych ludzi w Indochinach, za pośrednictwem nowej formy: tajnej, zautomatyzowanej i amoralnej wojny, która w wykonaniu rządów USA, nawiedza świat aż do dzisiaj” [94]. Popierana i aprobowana przez niego Operacja Kondor, obejmująca porwania, tortury i morderstwa przeciwników politycznych w odległych krajach Ameryki Łacińskiej stała się jedną z głównych wykładni pod zastosowanie tej samej strategii podczas „walki z terroryzmem”, ogłoszonej po zamachach na WTC i Pentagon w 2001 roku.

Tym co niewątpliwie przetrwało z jego myśli i co nadal osobiście unosi go na wodzie, to koncepcja potęgi jako miernika możliwości obrony i realizacji własnego interesu narodowego. Samowolne wyłączenie się administracji Stanów Zjednoczonych spoza prawnej i moralnej kontroli swoich partnerów np. przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze, spowodowane jest ich pozycją w istniejącym ładzie międzynarodowym. Umożliwia to naruszanie niekwestionowanej zasady głoszącej, że nawet najpotężniejsi nie mogą znajdować się ponad prawem. A ponad nim mogli działać i realizować swoje interesy ludzie tacy jak Henry Kissinger, George W. Bush, Barack Obama czy Ronald Reagan. Proceder ten niweluje znaczenie i legitymizację wszelkich oskarżeń i postępowań o zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości, rezerwując je dla „przegranych” oraz drobnych despotów rządzących w „krajach peryferyjnych”. Dużemu, bez względu jakich nie dopuściłby się przewinień, nie dzieje się krzywda. Prawo ozdobione szarfą podwójnych standardów szybko zatraca swoje znaczenie i funkcję linii granicznej której przekraczać nie można, prowadząc do kompromitacji teoretycznych zasad Zachodu, które miały promieniować na cały świat.

Henry Kissinger uważał te zasady za zbędny balast rozpraszający pragmatycznego polityka realizującego interes narodowy. Dzisiaj na oficjalnych panelach dyskusyjnych Kissinger bywa już mniej nieprzejednany, zdarza się mu powiedzieć, że moralność choć nie dominuje to zawsze odgrywa jakąś rolę w polityce. W obliczu niechęci do autorefleksji trudno zresztą nie postrzegać tych słów jako cynizmu pisanego w myśl przysłowia „dla każdego coś dobrego”. Na skraju życia kiedy zrobiło się już wszystko i przyklasnęło wszystkim przewrotnym metodom, warto być łagodnym. Właściwsze kissingerowskiemu sposobowi wartościowania jest jego uwielbienie dla Bismarcka, człowieka który prowokacyjnie wywołał wojnę francusko-pruską w roku 1971 i który nie wahał się ostrzeliwać z artylerii Sedanu godząc się na straty w ludności cywilnej.

Podwójna moralność Kissingera i zbrodnie wojenne, w tym zbrodnie przeciwko ludzkości, za który jest współodpowiedzialny, lub które osobiście autoryzował, nie szkodzą jego wizerunkowi rozsławianemu w głównych środkach przekazu. Po wyróżnieniu z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego wysoką nagrodą państwową, Henry Kissinger jest również honorowany w Polsce, drzwi dla jego osoby stoją szeroko otwarte w Belwederze i na ulicy Wiejskiej. Tymczasem Fred Branfman odnosząc się bardziej do Stanów Zjednoczonych pisał, że „tylko naród znajdujący się w stanie głębokiego upadku, duchowego i psychicznego, może honorować człowieka z taką krwią na rękach jak Kissinger” [95]. Amerykanie [kolejne amerykańskie administracje], konstatował ten sam autor, nadal nie chcą wziąć odpowiedzialności za ofiary do śmierci których się przyczynili oraz nie starają się zadośćuczynić tym, którzy doświadczyli „ich brutalności”. Aktywiści z organizacji Code Pink, która próbowała dokonać obywatelskiego aresztowania Henry’ego Kissingera w swoim oświadczeniu napisała, że nieżyjący już Christopher Hitchens byłby „zbulwersowany postawą senatora McCaina”, tak uległego wobec byłego sekretarza stanu” [96]. To właśnie Hitchens, jeden z autorów analiz poświęconych nadużyciom Kissingera napisał, że każdy przyzwoity człowiek powinien zamykać przed Kissingerem drzwi i poddawać go publicznemu „ostracyzmowi i wykluczeniu”. „Nigdy więcej kolacji na jego cześć, nigdy więcej szacunku dla jego absurdalnych publicznych wystąpień, zdjęć z uśmiechającymi się hostessami i gwiazdami, nigdy więcej zabiegania o jego bezwartościowe opinie przez sykofanckich redaktorów i producentów” – apelował Hitchens [97].

Autorstwo: Damian Żuchowski
Dla: WolneMedia.net

Opublikowano: 05.06.2015

PRZYPISY:

[1] Thierry Meyssan, „John McCain, dyrygent arabskiej wiosny i Kalif”, http://www.voltairenet.org/article185104.html.

[2] „Get Out of Here, You Low-Life Scum: McCain Slams Kissinger Protesters”, https://www.youtube.com/watch?v=9KFunQSQfKs.

[3] Mowa tu o filmie „Strateg” z 2013 roku.

[4] „Senator John McCain do demonstrantów: wynoście się stąd, szumowiny!”, http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Senator-John-McCain-do-demonstrantow-wynoscie-sie-stad-szumowiny,wid,17222605,wiadomosc.html. „McCain: Wynoście się stąd, podłe szumowiny!”, http://fakty.interia.pl/swiat/news-mccain-wynoscie-sie-stad-podle-szumowiny,nId,1599794.

[5] „Spotkanie prezydenta z Henrym Kissingerem”, http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,2251,spotkanie-prezydenta-z-henrym-kissingerem.html.

[6] „Debata: Radosław Sikorski i Henry Kissinger o Europie”, https://www.youtube.com/watch?v=dtPEejeTivM. „Minister Radosław Sikorski i Henry Kissinger debatowali o Europie”, http://www.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/fotogaleria_i_multimedia/debata_radoslaw_sikorski_i_henry_kissinger. „Sikorski w USA: musimy zapewnić etyczne zasady globalnej gospodarki”, http://www.rp.pl/artykul/1158713.html.

[7] Noam Chomsky, „Rok 501. Podbój trwa”, PWN, Warszawa-Poznań 1999, s. 184.

[8] Tamże, s. 185.

[9] Tamże, s. 185-186.

[10] Tamże, s. 187.

[11] Tamże, s. 191.

[12] Tamże, s. 193.

[13] Tamże, s. 183-184.

[14] John Pilger, „Globalisation In Indonesia: Spoili of a Massacre”, „Guardian Weekend”, 2001, http://inminds.co.uk/globalisation-in-indonesia.html. Damian Żuchowski, „Freeport McMoran – Kopalnia Śmierci, Kopalnia Zapomnienia”, część II, 2011, https://krewpapuasow.wordpress.com/2011/08/21/freeport-mcmoran-%E2%80%93-kopalnia-smierci-kopalnia-zapomnienia-czesc-ii/.

[15] Tamże.

[16] Łukasz Bonczol, „Zrozumieć Indonezję. Nowy Ład generała Suharto”, Dialog, Warszawa 2012, s. 80.

[17] Damian Żuchowski, „Dramat Papui Zachodniej a Polska”, 2010, https://krewpapuasow.wordpress.com/2010/11/19/61/.

[18] John Pilger, „Zachodnia Papua – cicha wojna przeciwko bezbronnym”, 2006, http://wolnemedia.net/polityka/zachodnia-papua-cicha-wojna-przeciwko-bezbronnym/.

[19] Rekonstrukcja zaangażowania Henry’ego Kissingera w inwestycje Freeportu McMoran w Papui Zachodniej została tu odtworzona na podstawie głębszej analizy poczynionej przeze mnie w części II artykułu „Freeport McMoran – Kopalnia Śmierci, Kopalnia Zapomnienia” z 2011 r., https://krewpapuasow.wordpress.com/2011/08/21/freeport-mcmoran-%E2%80%93-kopalnia-smierci-kopalnia-zapomnienia-czesc-ii/.

[20] Titus Natkime, „A Journey of a Struggle to Look For Justice…”, http://titusnatkime.blogspot.com/2009/09/titus-natkime-sh_08.html.

[21] Andreas Harsono, „Kissinger Firm Loses Insurance After Indonesian Killings”, http://www.monitor.net/monitor/11-14-95/kissinger.html.

[22] Jim Mann, „Washington May Face Rights Test in U.S. Firm’s Indonesian Operations”, http://articles.latimes.com/1995-10-30/news/mn-62908_1_irian-jaya/.

[23] Fred Branfman, „Henry Kissinger: Elightened Statesman or Odious Schlumpf?”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/Statesman_OdiousSchlumpf.html.

[24] Pratap Chatterjee, „The Mining Menace of Freeport-McMoRan”, „The Multinational Monitor”, 1996, http://www.etan.org/news/kissinger/themine.htm.

[25] „Embassy Jakarta Telegram 1579 to Secretary State, 6 December 1975 [Text of Ford-Kissinger-Suharto Discussion]”, Secret/Nodis, http://nsarchive.gwu.edu/NSAEBB/NSAEBB62/doc4.pdf.

[26] Christopher Hitchens, „Kissinger’s Green Light to Suharto”, http://www.thenation.com/article/kissingers-green-light-suharto.

[27] Tamże.

[28] „Ford, Kissinger and the Indonesian Invasion”, 1975, http://nsarchive.gwu.edu/NSAEBB/NSAEBB62/.

[29] „Indonesian invasion of East Timor”, http://en.wikipedia.org/wiki/Indonesian_invasion_of_East_Timor.

[30] Christopher Hitchens, „The Case Against Henry Kissinger, Part Two, Crimes against humanity”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/CaseAgainst2_Hitchens.html.

[31] „The Secretary’s Staff Meeting”, Wednesday, Oct. 8, 1975, http://nsarchive.gwu.edu/NSAEBB/NSAEBB174/428.pdf.

[32] Noam Chomsky, „Rok 501. Podbój trwa”, PWN, Warszawa-Poznań 1999, s. 201.

[33] Medea Benjamin, „Who’s the “Low Life Scum:” Kissinger or CODEPINK?”, http://www.codepink.org/lowlifescum.

[34] Janice Anderson, Anne Williams, Vivian Head, „Rzezie, masakry i zbrodnie wojenne. Od starożytności do współczesności”, Bellona, s. 253.

[35] Christopher Hitchens, „Kissinger’s Green Light to Suharto”, http://www.thenation.com/article/kissingers-green-light-suharto.

[36] Noam Chomsky, „Rok 501. Podbój trwa”, PWN, Warszawa-Poznań 1999, s. 201.

[37] Pełny przebieg tego dialogu można znaleźć w. Christopher Hitchens, „The Case Against Henry Kissinger, Part Two, Crimes against humanity”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/CaseAgainst2_Hitchens.html.

[38] Michael Cohen, „Richard Nixon at 100: not just criminal, but treasonous too”, http://www.theguardian.com/commentisfree/2013/jan/10/richard-nixon-100-criminal-traitor. Martin Kettle, „New Study: Nixon Wrecked Early Peace In Vietnam”, http://www.commondreams.org/headlines/080900-01.htm. Ken Hughes, „LBJ Thought Nixon Committed Treason to Win the 1968 Election”, http://historynewsnetwork.org/article/146770.

[39] „Vietnam War Era Journalist and Activist Fred Branfman Dies at 72”, http://beforeitsnews.com/alternative/2014/10/vietnam-war-era-journalist-and-activist-fred-branfman-dies-at-72-3046234.html.

[40] Fred Branfman, „America Keeps Honoring One of Its Worst Mass Murderers: Henry Kissinger”, http://www.alternet.org/news-amp-politics/america-keeps-honoring-one-its-worst-mass-murderers-henry-kissinger.

[41] Fred Branfman, „Henry Kissinger: Enlightened Statesman or Odious Schlumpf?”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/Statesman_OdiousSchlumpf.html.

[42] Tamże.

[43] Fred Branfman, „America Keeps Honoring One of Its Worst Mass Murderers: Henry Kissinger”, http://www.alternet.org/news-amp-politics/america-keeps-honoring-one-its-worst-mass-murderers-henry-kissinger.

[44] Peter Tatchell, „Why Milosevic, but not Kissinger?”, http://www.theguardian.com/world/2002/apr/25/milosevictrial.petertatchell.

[45] Edward S. Herman, „Pol Pot And Kissinger. On war criminality and impunity”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/PolPotKissinger_Herman.html.

[46] Mariusz Zawadzki, „Brudne sprawki Ameryki”, http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132750,15500554,Brudne_sprawki_Ameryki.html.

[47] John Pilger, „From Pol Pot to ISIS: Anything that flies on everything that moves”, http://johnpilger.com/articles/from-pol-pot-to-isis-anything-that-flies-on-everything-that-moves.

[48] Edward S. Herman, „Pol Pot And Kissinger. On war criminality and impunity”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/PolPotKissinger_Herman.html.

[49] Bernard Bruneteau, „Wiek Ludobójstwa”, Oficyna Wydawnicza „Mówią Wieki”, s. 133.

[50] Jack Colhoun, „On the Side of Pol Pot: U.S. Supports Khmer Rouge”, http://www.thirdworldtraveler.com/US_ThirdWorld/US_PolPot.html.

[51] Łukasz Pałka, „Podzielił naród – Augusto Pinochet był jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci XX wieku”, http://wroclaw.naszemiasto.pl/archiwum/podzielil-narod-augusto-pinochet-byl-jedna-z-najbardziej,1346686,art,t,id,tm.html.

[52] Robinson Rojas, „The Chilean Armed Forces: training dogs to rape political prisoners”, http://www.rrojasdatabank.info/crime2.htm.

[53] Amy Goodman, „Ask Kissinger About Pinochet”, http://www.democracynow.org/blog/2006/12/14/ask_kissinger_about_pinochet_http_seattlepinwsourcecom_opinion_295792_amy14html.

[54] Christopher Hitchens, „The Case Against Henry Kissinger, Part Two, Crimes against humanity”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/CaseAgainst2_Hitchens.html.

[55] J. Patrice McSherry, „Operation Condor: Deciphering the U.S. Role”, https://www.globalpolicy.org/component/content/article/168/28173.html.

[56] Christopher Hitchens, „The Case Against Henry Kissinger, Part Two, Crimes against humanity”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/CaseAgainst2_Hitchens.html.

[57] Tamże.

[58] Greg Guma, „Name That Criminal”, http://www.thirdworldtraveler.com/International_War_Crimes/Kissinger_Pinochet%20.html.

[59] Danuta Treder-Dziedziul, „Geneza powstania państwa Bangladesz” w. Colloquium Wydział Nauk Humanistycznych i Społecznych Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni 2011, tom 3, s. 62.

[60] Tamże, s. 63.

[61] Tamże, s. 64.

[62] Anthony Mashcarenhas, „Genocide”, http://www.docstrangelove.com/uploads/1971/foreign/19710613_tst_genocide_front_page.pdf.

[63] Christopher Hitchens, „The Trial of Henry Kissinger”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/Bangladesh_TOHK.html. Danuta Treder-Dziedziul, „Geneza powstania państwa Bangladesz”, s. 64.

[64] Tamże.

[65] Danuta Treder-Dziedziul, „Geneza powstania państwa Bangladesz”, s. 65.

[66] Christopher Hitchens, „The Trial of Henry Kissinger”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/Bangladesh_TOHK.html.

[67] „Support of International Communities. The Blood Telegram”, http://www.defencebd.com/2011/02/support-of-international-communities.html.

[68] Christopher Hitchens, „The Case Against Henry Kissinger, Part Two, Crimes against humanity”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/CaseAgainst2_Hitchens.html.

[69] Tamże.

[70] Danuta Treder-Dziedziul, „Geneza powstania państwa Bangladesz”, s. 65.

[71] Mihir Bose, „Nixon, Kissinger and a Forgotten Genocide”, http://www.historytoday.com/blog/2014/10/nixon-kissinger-and-forgotten-genocide.

[72] Tamże.

[73] Dexter Filkins, „Collateral Damage „The Blood Telegram by Gary J. Bass”, http://www.nytimes.com/2013/09/29/books/review/the-blood-telegram-by-gary-j-bass.html.

[74] Danuta Treder-Dziedziul, „Geneza powstania państwa Bangladesz”, s. 67.

[75] Neil Sheehan, „The Blood Telegram: Nixon, Kissinger, and a Forgotten Genocide by Gary J. Bass”, http://www.washingtonpost.com/opinions/the-blood-telegram-nixon-kissinger-and-a-forgotten-genocide-by-gary-j-bass/2013/10/04/aa475130-1fc9-11e3-b7d1-7153ad47b549_story.html.

[76] Fred Branfman, „Henry Kissinger: Enlightened Statesman or Odious Schlumpf?”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/Statesman_OdiousSchlumpf.html.

[77] Janice Anderson, Anne Williams, Vivian Head, „Rzezie, masakry i zbrodnie wojenne. Od starożytności do współczesności”, Bellona, s. 229-231. Seymour M. Hersh, „The Scene of the Crime. A reporter’s journey to My Lai and the secrets of the past”, http://www.newyorker.com/magazine/2015/03/30/the-scene-of-the-crime. „Najstraszniejsza zbrodnia Amerykanów”, http://www.makbet.pl/artykul/723/najstraszniej-sza-zbrodnia-amerykanow. „Masakra w My Lai – 40. rocznica zbrodni”, http://www.wykop.pl/ramka/1462619/haniebny-dzien-us-army-masakra-w-my-lai/, https://www.youtube.com/watch?v=fBVoo94dyyg.

[78] Bruce Broomhall, „Criminal Justice on a Global Scale”, http://www.nytimes.com/2001/06/13/opinion/13BROO.html. Mariusz Zawadzki, „Brudne sprawki Ameryki”, http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132750,15500554,Brudne_sprawki_Ameryki.html.

[79] ] Fred Branfman, „Henry Kissinger: Enlightened Statesman or Odious Schlumpf?”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/Statesman_OdiousSchlumpf.html.

[80] Niall Ferguson, „Rewolucja realisty”, http://www.newsweek.pl/rewolucja-realisty,44161,1,1.html.

[81] John Foster Dulles aranżował i popierał m.in. przewroty w Iranie (1953) i Gwatemali (1954). Cytat pochodzi z: Stanisław Grodzki, „Autokraci, technokraci, demokraci”, Książka i Wiedza, Warszawa 1979, s. 216.

[82] Fred Branfman, „America Keeps Honoring One of Its Worst Mass Murderers: Henry Kissinger”, http://www.alternet.org/news-amp-politics/america-keeps-honoring-one-its-worst-mass-murderers-henry-kissinger.

[83] Tamże.

[84] John Pilger, „In an age of realists and vigilantes, there is cause for optimism”, http://johnpilger.com/articles/in-an-age-of-realists-and-vigilantes-there-is-cause-for-optimism.

[85] Michał Wąsowski, „Debata Radosław Sikorski – Henry Kissinger. Kim jest jeden z najbardziej wpływowych polityków świata?”, http://natemat.pl/20821,debata-radoslaw-sikorski-henry-kissinger-kim-jest-jeden-z-najbardziej-wplywowych-politykow-swiata.

[86] Tamże.

[87] Maciej Nowotka, Marcin Nowotka, „Idealizm Woodrowa Wilsona a realizm Theodora Roosevelta”, http://www.psz.pl/124-polityka/maciej-nowotka-marcin-nowotka-idealizm-woodrowa-wilsona-a-realizm-theodora-roosevelta. Oliwia Tańska, „Henry Kissinger”, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5641.

[88] Stanisław Grodzki, „Autokraci, technokraci, demokraci”, Książka i Wiedza, Warszawa 1979, s. 216.

[89] Fred Branfman, „Henry Kissinger: Enlightened Statesman or Odious Schlumpf?”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/Statesman_OdiousSchlumpf.html.

[90] Fred Branfman, „America Keeps Honoring One of Its Worst Mass Murderers: Henry Kissinger”, http://www.alternet.org/news-amp-politics/america-keeps-honoring-one-its-worst-mass-murderers-henry-kissinger.

[91] Niall Ferguson, „Rewolucja realisty”, http://www.newsweek.pl/rewolucja-realisty,44161,1,1.html.

[92] Po masakrze na placu Tiananmen w 1989 roku Kissinger zalecał mało energiczną reakcję społeczności międzynarodowej na ten wielotysięczny mord polityczny, patrz. Christopher Hitchens, „The Case Against Henry Kissinger, Part Two, Crimes against humanity”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/CaseAgainst2_Hitchens.html.

[93] Leszek Nowak, „Richard Nixon amoralny mąż stanu?”, http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/1067793.html//4, http://www.gandalf.com.pl/files/products/text/331816.pdf, http://www.rp.pl/artykul/1067793.html.

[94] Fred Branfman, „America Keeps Honoring One of Its Worst Mass Murderers: Henry Kissinger”, http://www.alternet.org/news-amp-politics/america-keeps-honoring-one-its-worst-mass-murderers-henry-kissinger.

[95] Fred Branfman, „Henry Kissinger: Enlightened Statesman or Odious Schlumpf?”, http://www.thirdworldtraveler.com/Kissinger/Statesman_OdiousSchlumpf.html.

[96] Medea Benjamin, „Who’s the Low Life Scum: Kissinger or CODEPINK?”, http://www.codepink.org/lowlifescum.

[97] Tamże.

http://wolnemedia.net/historia/henry-kissinger-i-zbrodnie-przeciwko-ludzkosci-1965-1977/

Islamski holocaust: Wojny prowadzone przez Zachód zabiły co najmniej 4 miliony Muzułmanów.

Szok i przerażenie… i śmierć, dużo śmierci

„Reprezentowaną przez nas postawę moralną obnaża kompletny brak zainteresowania ofiarami naszych zbrodni i odmowa dochodzenia prawdy na ich temat. Faktycznie zakazujemy prowadzenia dochodzeń. Nasze zbrodnie przeciwko słabszym uznajemy za tak normalne, jak powietrze, którym oddychamy. Ponosimy za nie odpowiedzialność jako podatnicy, obywatele zachodnich społeczeństw, w których możemy wywierać wpływ na prowadzoną politykę. Ponosimy również winę za to, że nie zadbaliśmy o wypłatę odszkodowań; że udzielamy schronienia i zapewniamy nietykalność sprawcom; że pozwalamy, aby straszliwe fakty zostały zapomniane. Nasze mordercze czyny mogą być usprawiedliwione jedynie przy heglowskim założeniu, iż mieszkańcy Afryki i Azji są ‚tylko rzeczami,’ a ich życie ‚nie ma żadnej wartości’ – postawa zgodna z praktyką, co nie uchodzi uwadze ofiar, które mogą wyciągnąć własne wnioski o ‚moralnej ortodoksji Zachodu.’” Noam Chomsky

„Gdyby dziennikarze wykonali swoją pracę, gdyby zakwestionowali i prześwietlili propagandę zamiast ją wzmacniać, setki tysięcy irackich mężczyzn, kobiet i dzieci prawdopodobnie żyłyby nadal; miliony nie uciekłyby ze swoich domów; możliwe, że nie doszłoby do wybuchu sekciarskiej wojny między sunnitami i szyitami, a niesławne Państwo Islamskie nie miałoby okazji zaistnieć. Nawet teraz – chociaż miliony ludzi wyległy na ulice na znak protestu – większa część opinii publicznej krajów zachodnich ma niewielkie pojęcie o skali zbrodni popełnionych przez nasze rządy w Iraku. Jeszcze mniej osób zdaje sobie sprawę, że 12 lat przed inwazją (z 2003 roku) włodarze USA i Wielkiej Brytanii wprawili w ruch holokaust odmawiając ludności cywilnej Iraku podstawowych środków do życia.” John Pilger

Nafeez Ahmed
Ofiary bez wartości
8 kwietnia 2015

W kwietniu organizacja Lekarze na rzecz Odpowiedzialności Społecznej (Physicians for Social Responsibility – PRS) z Waszyngtonu opublikowała wyniki przełomowego badania, które zawiera konkluzję, iż od ataków z 11 września 2001 liczba ofiar pierwszej dekady „wojny z terroryzmem” wyniosła co najmniej 1.3 miliona, choć może być równa 2 milionom.

97-stronicowy raport nagrodzonej Noblem grupy jest pierwszym, w którym zestawiono całkowitą liczbę cywilów zabitych podczas dowodzonych przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię interwencji antyterrorystycznych w Iraku, Afganistanie i Pakistanie.

Dokument PSR został sporządzony przez interdyscyplinarny zespół czołowych ekspertów w dziedzinie zdrowia publicznego, w tym dr Roberta Goulda, dyrektora świadczeń zewnętrznych i edukacji pracowników służby zdrowia w Centrum Medycznym Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, oraz profesora Tima Takaro z Wydziału Nauk Medycznych Uniwersytetu Simona Frasera.

Anglojęzyczne media niemal całkowicie go zignorowały, mimo że był to bezprecedensowy, podjęty przez jedną z wiodących światowych organizacji zdrowia publicznego wysiłek, aby w oparciu o solidną podstawę naukową określić liczbę śmiertelnych ofiar „wojny z terroryzmem.”

Uwaga luki

Dr Hans von Sponeck, były asystent sekretarza generalnego ONZ, opisał sprawozdanie PSR jako „znaczący wkład w zmniejszanie różnic między wiarygodnymi szacunkami wojennych ofiar, zwłaszcza wśród ludności cywilnej Iraku, Afganistanu i Pakistanu, i tendencyjnymi, zmanipulowanymi, a nawet sfałszowanymi bilansami.”

Raport dokonuje przeglądu wcześniejszych kalkulacji liczby ofiar „wojny z terroryzmem.” Jest bardzo krytyczny wobec wyniku, który media nurtu głównego uznają za autorytatywny i cytują najczęściej; chodzi o Liczbę Zabitych w Iraku (Iraq Body Count – IBC) szacowaną na 110.000. Wyprowadzono ją z zestawienia medialnych doniesień o zabójstwach cywilów; raport PSR zidentyfikował poważne braki i problemy metodologiczne tego podejścia.

Od rozpoczęcia wojny w mieście An-Nadżaf pochowano 40.000 ludzi, tymczasem IBC odnotowała w tym samym okresie tylko 1.354 zgony. Przykład ten pokazuje, jak ogromna istnieje różnica między ustaleniami IBC i rzeczywistą liczbą zabitych – w tym przypadku ponad 30-krotna.

Takie rozbieżności charakteryzują całą bazę danych IBC. W pewnym okresie roku 2005 IBC zarejestrowała tylko trzy naloty, podczas gdy ich ilość w badanym sezonie faktycznie wzrosła z 25 do 120. Raz jeszcze mamy do czynienia z 40-krotną różnicą.

Według PSR studium dziennika medycznego Lancet, które do roku 2006 zliczyło 655.000 irackich ofiar (co dzięki ekstrapolacji daje ponad milion zabitych do dnia dzisiejszego), było najwyraźniej o wiele bardziej dokładne niż rezultat IBC. W istocie raport potwierdza zgodność epidemiologów co do rzetelności analizy Lancetu.

Pomimo garści zasadnych zarzutów metodologia statystyczna, jaką zastosował dziennik to uniwersalny standard określania ilości zgonów w strefach konfliktów, wykorzystywany przez agencje międzynarodowe i rządy.

Upolityczniona negacja

PSR zweryfikowała metodologię i sposoby konstruowania innych badań, które podały mniejszą liczbę ofiar śmiertelnych – jak chociażby pracy zamieszczonej na łamach Journal of Medicine z New England – i które cechował szereg poważnych ograniczeń.

Wymieniona analiza pominęła obszary ogarnięte najcięższymi walkami i przemocą, czyli Bagdad, Al-Anbar i Niniwę, dokonując regionalnej ekstrapolacji w oparciu o błędne dane IBC. Nałożyła również „motywowane politycznie obostrzenia” na gromadzenie i przeglądanie danych – wywiady zostały przeprowadzone przez irackie Ministerstwo Zdrowia, które było „całkowicie zależne od okupanta” i pod presją USA odmówiło ujawnienia informacji o zarejestrowanych zgonach.

W szczególności PSR sformułowała ocenę zarzutów Michaela Spageta, Johna Slobody i innych, którzy zakwestionowali metody zbierania danych przez Lancet uznając je za potencjalnie fałszywe. PSR wykryła, że wszystkie te twierdzenia były błędne.

Kilka „uzasadnionych zarzutów,” konkluduje PSR, „nie podważa wyników badań Lancetu jako całości. Liczby te nadal są najlepszymi dostępnymi szacunkami.” Rezultaty Lancetu potwierdzają również dane z nowej analizy PLoS Medicine identyfikującej co najmniej 500.000 spowodowanych przez wojnę zgonów Irakijczyków. W ujęciu ogólnym PSR wnioskuje, iż najbardziej prawdopodobna liczba cywilów zabitych w Iraku od 2003 roku do chwili obecnej wynosi około 1 miliona.

Ponadto badanie PSR dodaje co najmniej 220.000 i 80.000 Afgańczyków i Pakistańczyków zmarłych bezpośrednio lub pośrednio wskutek amerykańskiej wojny: „zachowawczy” szacunek łączny to 1.3 miliona. Rzeczywista liczba „może z łatwością przekraczać 2 miliony.”

Jednakże nawet studium PSR cierpi na ograniczenia. Po pierwsze, od 11 września 2001 „wojna z terrorem” nie była niczym nowym, lecz jedynie przedłużeniem dotychczasowej polityki interwencyjnej w Iraku i Afganistanie.

Po drugie, ogromne ubytki w zbiorze danych z Afganistanu oznaczały, iż analiza PSR najpewniej zaniżyła skalę tamtejszego zabijania.

Irak

TAL AFAR, IRAQ - JANUARY 18: Samar Hassan, 5, screams after her parents were killed by U.S. Soldiers with the 25th Infantry Division in a shooting January 18, 2005 in Tal Afar, Iraq. The troops fired on the Hassan family car when it unwittingly approached them during a dusk patrol in the tense northern Iraqi town. Parents Hussein and Camila Hassan were killed instantly, and a son Racan, 11, was seriously wounded in the abdomen. Racan, paralyzed from the waist down, was treated later in the U.S. (Photo by Chris Hondros/Getty Images)Wojna w Iraku nie rozpoczęła się w 2003 roku, ale w 1991 podczas pierwszej Wojny w Zatoce Perskiej, po której ONZ nałożyła na kraj sankcje.

W swoim wczesnym badaniu PSR autorka Beth Daponte, ówczesny demograf rządowego Biura Spisu Ludności USA (Census Bureau), ustaliła, że liczba zgonów spowodowanych przez bezpośrednie i pośrednie konsekwencje pierwszej Wojny w Zatoce wyniosła około 200.000, głównie wśród ludności cywilnej. Tymczasem publikacja jej wewnętrznego dochodzenia rządowego została powstrzymana.

Po wycofaniu sił dowodzonych przez USA wojna w Iraku trwała nadal w formie gospodarczej za sprawą narzuconego przez Stany Zjednoczone i Wielka Brytanię reżimu sankcji ONZ – za pretekst posłużyło pozbawienie Saddama Husajna materiałów do produkcji broni masowego rażenia. Zgodnie z tym rozumowaniem do artykułów zakazanych zaliczono bardzo długą listę środków niezbędnych w codziennym życiu.

Bezsporne dane ONZ pokazują, iż wskutek brutalnych sankcji Zachodu zmarło 1.7 miliona irackich cywilów, połowę z nich stanowiły dzieci.

Masowa śmierć była najwyraźniej zamierzona. Wśród zabronionych przez sankcje ONZ pozycji znalazły się chemikalia i urządzenia umożliwiające funkcjonowanie systemu uzdatniania wody w Iraku. Tajny dokument Agencji Wywiadu Obronnego USA (Defence Intelligence Agency – DIA) odkryty przez profesora Thomasa Nagy ze Szkoły Biznesu przy Uniwersytecie George’a Washingtona był – w jego słowach – „wstępnym planem ludobójstwa wymierzonego w społeczeństwo Iraku.”

W swojej pracy napisanej dla Stowarzyszenia Badaczy Ludobójstwa przy Uniwersytecie Manitoba profesor Nagy wyjaśnił, że dokument DIA zawierał „szczegóły w pełni praktycznej metody ‚doszczętnego zrujnowania systemu uzdatniania wody’ całego narodu” w ciągu dziesięciu lat. Polityka sankcji miała stworzyć „warunki sprzyjające rozprzestrzenianiu się chorób, w tym epidemii na dużą skalę,” tym samym „likwidując znaczną część populacji Iraku.”

Oznacza to, że tylko w samym Iraku wojna prowadzona przez USA od 1991 do 2003 pozbawiła życia 1.9 miliona osób; następnie od 2003 roku uśmierciła około 1 milion ludzi: w sumie na przestrzeni dwóch dekad zginęły prawie 3 miliony Irakijczyków.

Afganistan

Ofiary ataku NATOSzacowana przez PSR łączna liczba ofiar w Afganistanie również może być bardzo zachowawcza. Sześć miesięcy po bombardowaniach w 2001 roku Jonathan Steele z Guardiana wykazał, iż w bezpośredni sposób zabiły 1300-8000 Afgańczyków, podczas gdy pośrednie skutki wojny doprowadziły do możliwej do uniknięcia śmierci 50.000 osób.

W swojej książce Body Count: Global Avoidable Mortality Since 1950 (2007) (Liczba ofiar: Globalna śmiertelność, jakiej można było uniknąć od 1950) profesor Gideon Polya zastosował metodologię Guardiana wobec danych rocznej śmiertelności Wydziału Populacji ONZ, aby obliczyć miarodajną ilość zgonów wykraczających poza normę. Polya, emerytowany biochemik z Uniwersytetu La Trobe w Melbourne, formułuje wniosek, że możliwe do uniknięcia afgańskie przypadki śmiertelne, za które od 2001 roku odpowiada wojna i wywołane okupacją ubóstwo, zamykają się w liczbie 3 milionów ludzi, z czego około 900 tysięcy to dzieci poniżej piątego roku życia.

Chociaż wyniki badań profesora Polii nie zostały opublikowane w piśmie akademickim, jego badanie z 2007 zarekomendowała w swojej recenzji na łamach czasopisma Routledge, Socjalizm i demokracja Jacqueline Carrigan, socjolog z Uniwersytetu Stanu Kalifornia, opisując je jako „bogatą w dane charakterystykę globalnej sytuacji śmiertelności.”

Podobnie jak w Iraku interwencja USA w Afganistanie rozpoczęła się na długo przed zamachem z 11 września 2001 w formie tajnego militarnego, logistycznego i finansowego wsparcia, którego udzielano talibom od 1992 roku. Ta amerykańska pomoc była siłą napędową krwawego talibskiego podboju blisko 90 procent terytorium Afganistanu.

W raporcie National Academy of Sciences pt. Przymusowa migracja i śmiertelność z 2001 roku czołowy epidemiolog Steven Hansch, dyrektor Relief International, odnotował, iż łączna umieralność dodatkowa w Afganistanie wywołana pośrednim wpływem wojny w latach 90-tych minionego stulecia oscyluje między 200.000 i 2 milionami ludzi. Związek Radziecki również odegrał swoją rolę torując drogę tej tragedii poprzez destrukcję cywilnej infrastruktury.

Ogółem ustalenia te wskazują, że całkowita liczba Afgańczyków zabitych bezpośrednio i pośrednio przez interwencję USA od początku lat dziewięćdziesiątych może sięgać aż 3-5 milionów.

Nieświadomość

Zgodnie z poddanym tu analizie zbiorem danych suma wszystkich ofiar interwencji Zachodu w Iraku i Afganistanie od 1990 roku – uśmierconych bezpośrednio i w wyniku długoterminowego wpływu wojennej deprywacji – to około 4 miliony (2 miliony w Iraku w latach 1991-2003 oraz 2 miliony podczas „wojny z terroryzmem”), a jeśli wliczymy wyższe szacunki zgonów dodatkowych w Afganistanie, może być na poziomie 6-8 milionów osób.

Niewykluczone, że wynik ten jest zawyżony, ale nigdy takiej pewności nie uzyskamy. Zgodnie z wytycznymi swojej polityki siły zbrojne Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii odmawiają kontrolowania na bieżąco liczby cywilów zabitych podczas swoich działań wojennych – są oni pozbawioną znaczenia niedogodnością.

Ze względu na poważne luki w danych z Iraku, niemal całkowity brak rejestrów w Afganistanie oraz obojętność zachodnich rządów na cierpienie i śmierć ludności cywilnej faktyczna skala utraty życia jest dosłownie niemożliwa do sprecyzowania.

Pod nieobecność jakiejkolwiek szansy na jej potwierdzenie przedstawione dane pozostają wiarygodnymi szacunkami, które bazują na wykorzystaniu najlepszych dostępnych dowodów w ramach standardowej metodologii statystycznej. Mimo braku szczegółów dają one wyobrażenie o rozmiarach zniszczenia.

Tę masową śmierć usprawiedliwia się w kontekście walki z tyranią i terroryzmem. Jednak dzięki milczeniu popularnych mediów, większość ludzi nie ma pojęcia o prawdziwej skali długiej kampanii terroru prowadzonej w ich imieniu przez amerykańską i brytyjską tyranię w Iraku i Afganistanie.

***

W swoim wyczerpującym dochodzeniu pt. O tym, jak Pentagon ukrywa zabitych Nafeez Ahmed ujawnia, że wspomniana „antywojenna grupa obserwatorów o nazwie Liczba Zabitych w Iraku (Iraq Body Count – IBC) powiązana jest z establishmentem polityki zagranicznej Zachodu. Kluczowi doradcy i badacze IBC otrzymują bezpośrednie i pośrednie finansowanie od propagandowych agencji rządu USA oraz kontrahentów Pentagonu. Uczeni pracujący dla IBC nie tylko systematycznie zaniżają liczbę ofiar śmiertelnych w Iraku, ale czynią to uciekając się do ataków na standardowe procedury naukowe. Ponadto promują narracje konfliktu, które służą brutalnym reżimom-klientom USA i wspierają NATO-wskie doktryny zwalczania rewolucji. Stosują również wyrafinowane techniki manipulacji statystycznej wybielające współudział Stanów Zjednoczonych w przemocy, jaka ogarnęła Afganistan i Kolumbię.”

Tłumaczenie: exignorant

Artykuł na SOTT.net: Islamic Holocaust: Western wars have killed AT LEAST 4 million Muslims since 1990

Komentarz SOTT.net:

Kiedy rozszerzy się zakres analizy na wszystkie zachodnie interwencje w świecie muzułmańskim, liczba ofiar jeszcze bardziej rośnie.

Podsumowując powyższe ustalenia… górna granica ilości ofiar śmiertelnych w Afganistanie i Pakistanie (od 1991), mających w taki czy inny sposób związek z Zachodem, to 5 milionów, a ostrożne szacunki zgonów wynikających z zachodniej interwencji w Iraku (od 1991 roku) to 3 miliony (z górną granicą na poziomie 4 milionów).

Następnie należy do tego dodać ofiary śmiertelne (dotychczasowej) wojny zastępczej przeciwko Syrii, których ilość wynosi co najmniej 100 tysięcy. Liczba ofiar blitzkriegu NATO w Libii (po którym przyszła rozpętana przez CIA wojna domowa) oficjalnie wynosi 40 tysięcy, ale niezależna komisja ustalania faktów stwierdziła, że ​​jest to 660 tysięcy zabitych.

Były też ataki na mniejszą skalę i okupacja Libanu i Palestyny, inwazje i okupacje Mali i innych państw środkowoafrykańskich, wojny z użyciem dronów i wojny zastępcze w Jemenie i Somalii – każda z nich przyniosła od kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy ofiar.

W sumie, mamy prawdopodobnie do czynienia z około 10 milionami zabitych od 1991 roku w całym „świecie muzułmańskim” (od Afryki Północnej po Afganistan) – albo zamordowanych bezpośrednio, albo pozbawionych życia w konsekwencji interwencji wojskowej – przez machinę wojenną Imperium.

Jeśli to nie jest holokaust, to co nim jest?

(tłum: PRACowniA)

Komentarz Pracowni:

Czytelnicy, którzy radzą sobie z j. angielskim, znajdą dobre uzupełnienie tematu w poniższych artykułach:

Study: U.S. regime has killed 20-30 million people since World War Two (Badanie: Od zakończenia II wojny światowej reżim USA zabił 20-30 milionów ludzi – ze szczegółowym zestawieniem)

The „War On Terror” Is A $6 Trillion Racket, With $1 Trillion In Interest Alone, Exceeding The Total Cost Of World War II („Wojna z terroryzmem” to awantura za 6 bilionów dolarów, w tym 1 bilion samych odsetek, i przewyższa całkowity koszt II wojny światowej. Artykuł jest z 2011 roku, więc ten koszt znacząco od tamtego czasu wzrósł.)

https://pracownia4.wordpress.com/2015/10/01/islamski-holocaust-wojny-prowadzone-przez-zachod-zabily-co-najmniej-4-miliony-muzulmanow/