Opowieść o dwóch powstaniach: ciasteczka i McCain dla ukraińskiego Majdanu, lodowata cisza z Waszyngtonu dla francuskich Żółtych Kamizelek

Robert Bridge
RT
13 grudnia 2018

Ten rażąco hipokrytyczny stosunek do francuskich protestujących ujawnia na wskroś wadliwy i stawiający sprawę na głowie zachodni aksjomat, brzmiący: „Wszystko, co działa na korzyść instytucji zachodnich i ich politycznej elity, automatycznie jest dobre dla demokracji”.

W przeciwieństwie do powstania na Ukrainie w 2014 roku, w które inwazyjnie wtrącali się amerykańscy politycy i dyplomaci, zachodnie poparcie dla protestów francuskich Żółtych Kamizelek wyraźnie zaginęło w akcji.

Podczas gdy ulice Paryża czwarty weekend z rzędu stoją w ogniu [a teraz już szesnasty i No Sign of Slowing Down – przyp.], a mrowie Żółtych Kamizelek walczy przeciwko francuskiemu rządowi, który, jak argumentują, jest coraz bardziej oderwany od trosk zwykłych obywateli, nie widać poparcia zachodnich stolic dla protestujących.

To trochę dziwne, skoro „Gilets Jaunes” nie tylko protestują przeciwko (odwołanym) planom Macrona podwyższenia akcyzy na paliwo, ale też opublikowały listę 42 postulatów, których wdrożenia oczekują. Obejmują one podniesienie minimalnego wynagrodzenia, emerytur i płac, a także powstrzymanie nielegalnej imigracji do kraju. Innymi słowy, nie mówimy tu o brutalnych anarchistach na francuskich ulicach, ale o zwykłych obywatelach. Do tej pory ruch cieszy się wysokim poparciem wśród Francuzów, jeden z sondaży pokazuje 72-procentową aprobatę dla protestujących.

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy mogą mieć problem z wyjaśnieniem swojej głuchoty w obliczu uzasadnionych trosk milionów francuskich obywateli. Ta lodowata cisza ujawni co najmniej ich podwójne standardy i jawną hipokryzję, ponieważ Zachód rzadko przepuszcza okazję do ingerencji w sprawy obcych państw – głównie na Bliskim Wschodzie – kiedy „demokracja” jest rzekomo zagrożona.

Tłumaczenie tłitu:  Porozumienie Paryskie nie sprawdza się zbyt dobrze w Paryżu. Protesty i zamieszki w całej Francji. Ludzie nie chcą płacić dużych sum pieniędzy, zwłaszcza krajom trzeciego świata (których rządy są kontrowersyjne), aby być może chronić środowisko. Skandują „Chcemy Trumpa!”. Kocham Francję.

Weźmy pod uwagę zupełnie odmienny stosunek Waszyngtonu do ukraińskiej rewolucji na Majdanie w 2014 roku, która obaliła rząd Wiktora Janukowycza dzięki jawnemu wsparciu Stanów Zjednoczonych oraz wielu wpływowych organizacji pozarządowych, działających w tym kraju. Janukowycz popełnił niewybaczalny błąd sądząc, że będzie mu wolno obrać niezależny kurs dla swego kraju, pomimo faktu, że od 1992 roku USA wydały ponad 5 miliardów dolarów na wsparcie „programów budowania demokracji” na Ukrainie.

Czy Kijów naprawdę myślał, że Waszyngton nie upomni się w końcu o coś w zamian za te wszystkie dolary, na przykład o prawo do decydowania, kto ostatecznie będzie rządził tym wschodnioeuropejskim krajem graniczącym z Rosją? I dokładnie tak się stało.

Gdy Janukowycz ogłosił, że Ukraina nie podpisze umowy stowarzyszeniowej z UE, obudził śpiącego pod jego stopami olbrzyma. Kilka tygodni po tym oświadczeniu, gdy jego kraj był coraz bardziej podzielony w tej kwestii, w centrum Kijowa pojawił się senator USA John McCain, który dorzucając suchych drew do tlącego się ognia, oznajmił podczas wiecu na Placu Niepodległości: „Ukraina ulepszy Europę, a Europa ulepszy Ukrainę … Ameryka jest z wami.”

Co mogło zmotywować Waszyngton do tak rażącej ingerencji w sprawy Ukrainy, natomiast ignorowania francuskich „Gilets Jaunes”, które rozprzestrzeniają się teraz po całej Francji protestując przeciwko neoliberalnej polityce prezydenta Emmanuela Macrona? Czy odpowiedź może mieć coś wspólnego z czymś tak banalnym jak pieniądze? Z pewnością wydaje się to być ważną częścią układanki.

W końcu w rozumieniu zachodnich urzędników odciągnięcie Kijowa od Rosji przyniosłoby pokaźne dywidendy zachodnim instytucjom pożyczkowym, takim jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który już wcześniej pożyczył Kijowowi miliardy dolarów na utrzymanie się na powierzchni. Zachód stanowczo sprzeciwił się opcji, żeby Rosja i Chiny zostały „pożyczkodawcami ostatniej szansy” – wszak to najbardziej upragniona przez świat zachodni finansowa i polityczna rola, może poza interwencjonizmem militarnym skierowanym przeciw suwerennym państwom.

Przenieśmy się do wydarzeń mających miejsce rok po tym, jak John McCain podburzał tłum podczas wieców w Kijowie, a Victoria Nuland rozdawała protestującym ciasteczka. Widzimy Ukrainę pod nowym przywództwem namaszczonego przez USA prezydenta Petra Poroszenki, który podpisał umowę pożyczki od MFW w wysokości 17,5 miliardów dolarów (11,5 miliardów funtów), wraz z bolesnymi środkami oszczędnościowymi nierozerwalnie towarzyszącymi torbom gotówki.

Obecnie we Francji nie ma takich zachęt finansowych, które przekonałyby stolice Zachodu do „zjednoczenia się w imię demokracji”, jak bezzwłocznie zrobiły w wypadku Ukrainy.

Ta rażąco hipokrytyczna postawa w stosunku do francuskich protestujących ujawnia na wskroś wadliwy i stawiający sprawę na głowie zachodni aksjomat: „Wszystko, co działa na korzyść zachodnich instytucji i ich elit politycznych, jest automatycznie dobre dla demokracji”. Nie wyklucza on niepokojów społecznych i rewolucji. Jeśli przemoc na ulicach przekłada się na wzmocnienie zachodnich instytucji, a zwłaszcza globalnych instytucji finansowych, działania te bez chwili namysłu zostaną nagrodzone zachodnim wsparciem.

Dzisiaj 40-letni Emmanuel Macron, były bankier inwestycyjny Rothschilda, a wśród rodaków znany jako „prezydent bogatych”, stoi w obliczu przedwczesnej śmierci politycznej, nie mniej niż Wiktor Janukowycz w 2014 roku.

I rzeczywiście, stwierdzenie, że popularność Macrona wśród Francuzów jest zrujnowana, byłoby łagodnym opisem sytuacji.

Pewien francuski magazyn anglojęzyczny podsumował jego sytuację następująco: Macron jest „od dawna znienawidzony przez ugrupowania skrajnie lewicowe z powodu swojej bankierskiej przeszłości … znienawidzony przez skrajną prawicę z powodu swoich proeuropejskich, globalistycznych przekonań, a teraz również znienawidzony przez wielu zwykłych Francuzów, uważających go za wyniosłego aroganta, obojętnego na ich problemy.”

Komentarz SOTT: Żółte kamizelki powstają przeciw neoliberalnemu królowi Macronowi.

Pomimo tego do tej pory nie pojawił się w stolicy Francji ani jeden zachodni polityk, który mobilizowałby protestujących i żądał ustąpienia Macrona, żaden amerykański dyplomata najwyższej rangi nie rozdawał ciastek francuskiej „hałastrze”, jak robiła to Victoria Nuland w Kijowie w szczytowym momencie ukraińskich napięć.

Nawiasem mówiąc, mając na uwadze ten tak jaskrawy obraz, absurdem wydają się zarzuty USA wobec Rosji o wtrącanie się w ich sprawy polityczne – i to bez cienia dowodu na poparcie tych twierdzeń. Ale zbaczam z tematu.

Żaden zachodni kraj nie potępił Macrona z jednego, prostego powodu: jego podporządkowania się neoliberalizmowi i ekstremalnej gospodarce wolnorynkowej, wyniszczającej francuską klasę średnią aż do granic wytrzymałości. Podwyżka cen paliwa była tylko przysłowiową kroplą, która przepełniła czarę goryczy wyborców.

Stwierdzenie, że wszystkie segmenty francuskiego społeczeństwa wciągnęły się w protesty, nie byłoby przesadą. Widzimy na przykład przerywanie zajęć w setkach francuskich szkół średnich, gdy uczniowie wychodzą na ulice protestować przeciwko niepopularnej reformie edukacyjnej Macrona. Do protestujących przyłączają się również emeryci, od kiedy Macron pouczył ich, by przestali „marudzić” na temat cięć wydatków socjalnych, jednocześnie obniżając podatki dla bogatych.

„Macron oferuje nam „cent balles et un Mars” (100 funtów i batonika Mars).”
Za każdym razem Emmanuel Macron dał ruchowi  #GiletsJaunes zbyt mało, zbyt późno. Unika JEDNEJ zasadniczej rzeczy, której żądają ludzie: opodatkowania nieprzyzwoicie bogatych.

Wyraźnie zachodni przywódcy nie mogą dopatrzyć się w Macronie niczego, co nie przypadłoby im do gustu. Ochoczo wprowadza bolesne reformy liberalne i dopiero zagrożony utraty władzy wycofuje się ze swojego programu politycznego. Chociaż zagubiony francuski prezydent, niczego w zasadzie nie kontrolujący, może sobie wyobrażać, że jest Napoleonem czasów nowożytnych, twardo postępującym ze swoimi poddanymi, żeby osiągnąć to czego chce, ostatecznie to francuska ulica zdecyduje o jego losie, a ten na chwilę obecną wygląda bardzo ponuro.

W nadchodzących tygodniach i miesiącach taka brutalna pobudka może czekać też wielu innych zachodnich przywódców neoliberalnych, którzy realizują swoją niepopularną politykę, nie bacząc na puls narodu.

Komentarz SOTT: Rzeczywiście – sygnały ostrzegawcze były widoczne już jakiś czas temu … Cykle historii: 2018 przynosi echa europejskich buntów nacjonalistycznych z 1848 roku.

A skoro mowa o zachodniej hipokryzji: Drogi Prezydencie Asad: Proszę uzbroić francuskich protestujących, żeby położyć kres brutalnym represjom Macrona.

@Robert_Bridge na Twitterze

~ * ~

Komentarz Pracowni: Dla uściślenia, podlinkowana w artykule lista 42 „żądań Żółtych Kamizelek” nie jest listą „oficjalną” ruchu i takowa nie istnieje. Ruch Żółtych Kamizelek nie jest zhierarchizowany i nie ma przywódców. Jedynym jak dotąd żądaniem było wycofanie planu podwyżki podatków paliwowych.

Ruch zgromadził cały szereg postulatów, jakie napływają od aktywistów i zwykłych ludzi, a najpopularniejsze z nich są publikowane i poddawane sondażowi. Bazowym postulatem ruchu jest stworzenie Zgromadzenia Obywatelskiego (z częstą rotacją członków), które byłoby oficjalnie uznanym pośrednikiem pomiędzy społeczeństwem i władzami, zastępując Zgromadzenie Narodowe (izbę niższą francuskiego parlamentu) bądź je uzupełniając. Przewiduje się znaczne zwiększenie udziału społeczeństwa w rządzeniu krajem, częstsze referenda i zdecydowane obcięcie wielu nieuzasadnionych przywilejów władzy.

Krótko mówiąc, francuskiemu społeczeństwu przeżarło się sobiepaństwo władz i domaga się respektowania jego głosu i prawdziwego udziału w zarządzaniu krajem. Francuska „klasa średnia” wykazuje się ogromną dozą zdrowego rozsądku, troski o własny kraj i, co bardzo ważne, odpowiedzialności.

A w międzyczasie… presja na ruch ze strony elit, walczących o swój własny byt, rośnie:

Oskarżenie Żółtych Kamizelek o stosowanie przemocy

Emmanuel Macron condemns all Yellow Vest protesters as responsible for violence
28 lutego 2019, za Express UK, skrót

Prezydent Macron ostrzegł Żółte Kamizelki, że udział w protestach automatycznie czyni ich współwinnymi wybuchów przemocy, wstrząsających Francją od 3 miesięcy. Dodał, że to, że żaden policjant nie zginął w rezultacie protestów, jest „cudem”, ale nie wspomniał o ofiarach śmiertelnych i utracie zdrowia wśród protestujących.

Władze obwiniają o przemoc sytuujących się na obrzeżach ruchu anarchistów, antykapitalistów oraz skrajne ugrupowania. Ale jak powiedział francuski polityk Nicolas Dupont-Aignan w wywiadzie dla telewizji Public Sénat, Macrona nie interesują przyczyny kryzysu i nie stara się znaleźć rozwiązania. Zamiast tego próbuje skłócić Francuzów między sobą.

Niedawno zatwierdzono kontrowersyjną ustawę przeciw rozruchom, dającą policji prawo zakazania udziału w demonstracjach obywatelom podejrzanym o stosowanie przemocy, bez potrzeby angażowania sądu. Niezastosowanie się do zakazu grozi sześcioma miesiącami więzienia i grzywną w wysokości 7500 euro. Nowe prawo wprowadza karę roku pozbawienia wolności i 15000 euro grzywny za zakrywanie twarzy podczas demonstracji oraz wzmacnia prawo do przeszukiwania protestujących. Ustawa ma wrócić do parlamentu 12 marca.

Głosy opozycji wyrażają wątpliwość, czy Francja nadal jest demokratyczna. Lewicowy przedstawiciel opozycji Eric Coquerel przypomina, że prawo do protestów leży u podstaw systemu demokratycznego, a Fabien Roussel z Francuskiej Partii Komunistycznej dodaje, że prawdziwa demokracja słucha swoich obywateli.

Jacline Mouraud, 51-letnia hipnoterapeutka której przypisuje się zapoczątkowanie powstania przeciwko rządowi, powiedziała, że to Macron jest winny robienia kryminalistów z prawdziwych protestujących oraz głuchoty na cierpienie i rozpacz Francuzów.

I próba wrobienia ich w antysemityzm:

Scapegoating Yellow Vests? Macron Moves to Outlaw Criticism of ‚Zionism’ as ‚Anti-Semitism Wave’ Hits France

19 lutego 2019, za The Local, Francja, skrót z uwzględnieniem komentarzy SOTT

Jak poinformowało francuskie regionalne biuro bezpieczeństwa, w dniu, w którym odbyły się ogólnokrajowe marsze przeciwko rosnącej liczbie ataków antysemickich, w alzackim Strasburgu na wschodzie Francji, w pobliżu granicy z Niemcami, na ponad 80 nagrobkach na cmentarzu żydowskim odkryto swastyki i znaki antysemickie. To najnowszy antysemicki incydent we Francji.

Jeden z namalowanych niebieskim spayem napisów brzmiał: „Elsassisches Schwarzen Wolfe” („Czarne Wilki Alzackie”) – jest to nazwa separatystycznej grupy, powiązanej z neonazistami w latach siedemdziesiątych. Warto zaznaczyć, że od czasu procesu i wyroku więzienia dla jej członków (1982), grupa nie wykazała śladów działalności.

Jak powiedział radiu RTL minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner, tuż przed wizytą przy pomniku Holocaustu w Paryżu prezydent Macron ma udać się na cmentarz, żeby zbadać zniszczenia.

To ciekawy zbieg okoliczności: Macron opuszcza Pałac Elizejski, by odwiedzić uszkodzone nagrobki dokładnie w dniu zaplanowanych przez rząd protestów przeciw Żółtym Kamizelkom z „antysemityzmem” jako motywem przewodnim. Zwolennik teorii spiskowych mógłby spekulować, że to proreżimowi agenci prowokatorzy zbezcześcili nagrobki.

To nie koniec dziwnych zbiegów okoliczności, pozwalających połączyć protesty społeczne z antysemityzmem:

      • Francis Kalifat z parasolowej grupy żydowskich organizacji we Francji CRIF (francuskie AIPAC i ADL w jednym) skomentował strasburski incydent, mówiąc, że ”jest on odpowiedzią na nasze wezwanie do narodowej pobudki z ubiegłego tygodnia”. Przyczyną wystosowania apelu była seria aktów antyżydowskiego wandalizmu i graffiti, odkrytych w Paryżu i jego okolicach w następnych dniach po protestach Kamizelek w poprzednią sobotę, 9 lutego.
        Chodzi o te wybryki: Więcej fałszywego antysemityzmu? Francuski rząd obwinia protestujące Żółte Kamizelki o „wzrost” liczby neonazistowskich graffiti na ulicach Paryża
      • W graffiti namalowanym na siedzibie francuskiego dziennika „Le Monde” użyto antysemickich motywów w odniesieniu do poprzedniej pracy Macrona jako bankiera inwestycyjnego Rothschilda.
      • Na bramie garażowej w centrum Paryża ktoś napisał po angielsku „Macron żydowska dziwka” , a na murze w północnej 18 dzielnicy pojawił się napis sprayem „żydowska świnia”.

Francuski establishment nie szczędził słów krytyki:

      • Lokalny poseł Sylvain Waserman powiedział, że usłyszawszy o wandalizmie był „zdegustowany” i „wściekły”.
      • Prefekt regionu, odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo, Jean-Luc Marx, potępił „najmocniej jak to możliwe ten straszny antysemicki czyn i przesyła pełne poparcie dla społeczności żydowskiej, którą ponownie wzięto sobie na cel”.

Jednak we Francji powszechnie wiadomo, że samych Żydów przyłapywno na popełnianiu „aktów antysemickich”, bez wątpienia po to, żeby Francuzi wyglądali na „antysemitów”…

Warto również zaznaczyć, że ataki antysemickie we Francji nasilały się jeszcze przed pojawieniem się ruchu Żółtych Kamizelek. W ubiegłym roku francuska policja odnotowała 74-procentowy wzrost zgłoszeń o przestępstwach przeciwko Żydom – w kraju zamieszkiwanym przez największą społeczność żydowską w Europie.

Uwieńczeniem dramaturgii tego dnia była „wielotysięczna” demonstracja w Paryżu zorganizowana przez główną partię lewicową Francji (czyli w praktyce impreza sponsorowana przez państwo), na której do Macrona i innych przedstawicieli establishmentu dołączyli byli prezydenci Francji Sarkozy i Hollande, by „bronić Żydów” (a tak naprawdę żeby zaatakować Żółte Kamizelki sugerując, że są nikczemnymi antysemitami).

Następnego dnia podczas spotkania ze wspomnianym wcześniej CRIF Macron zapowiedział wydanie dekretu ustawodawczego rozszerzającego definicję antysemityzmu o krytykę Izraela i syjonizmu

W hitlerowskich Niemczech nielegalne było krytykowanie nazizmu. W ZSRR nielegalne było krytykowanie komunizmu. To jedna z cech charakterystycznych totalitaryzmu. Niedługo nielegalne będzie krytykowanie Żydów, a w zakres odnośnej definicji wejdzie poważna krytyka rządu, jak w przypadku ruchu Żółtych Kamizelek.

Rząd Francji najwyraźniej nie jest świadomy rzeczywistego wpływu całej tej politycznej szopki na 75-85% populacji, która chce zmiany reżimu – takimi posunięciami wysyła społeczeństwu jednoznaczny sygnał, że „ta teoria spiskowa jest oparta na faktach – potężni Żydzi są waszymi panami”. To niebezpieczna gra; szukając pretekstu do usadzenia protestujących, niechcący wystawiają Żydów jako kozły ofiarne – a przewidywalne tego skutki są przerażające.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Tale of two uprisings: Ukraine’s Maidan got McCain and cookies while French Yellow Vests met with icy silence from Washington

za: https://pracownia4.wordpress.com/2019/03/08/opowiesc-o-dwoch-powstaniach-ciasteczka-i-mccain-dla-ukrainskiego-majdanu-lodowata-cisza-z-waszyngtonu-dla-francuskich-zoltych-kamizelek/

Produkowanie niezgody – nowa wojna kulturowa.

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/12/17/produkowanie-niezgody-nowa-wojna-kulturowa/

Chris Kanthan
Sott.net

Noam Chomsky jest znany z opisania produkowania zgody jako propagandowego narzędzia elit, służącego kontrolowaniu ludzi. Tymczasem równie skutecznym sposobem kontrolowania ludzi jest wytwarzanie niezgody. Ta strategia, określana też mianem „dziel i rządź”, zwykle ogranicza się do polityki zagranicznej, ale obecnie amerykańskie elity używają jej przeciwko amerykańskiemu narodowi. Neonaziści, alt-right, Antifa, niszczenie pomników i rzucanie się ludzi jeden na drugiego są oznakami podzielonego narodu, ogarniętego gorączką sztucznie wyprodukowanej „wojny kulturowej”. Podczas gdy klasa rządząca śmieje się z tego do rozpuku, klasy średnie i pracujące złapały tak zwaną społeczną chorobę autoimmunologiczną (Societal Autoimmune Disorder. S. A. D.). Gdzieś pomiędzy 2008 r. i chwilą obecną zostaliśmy sprytnie przekierowani z „Okupuj Wall Street” na „Okupujmy się nawzajem”.

W zjednoczonej Ameryce ludzie koncentrowaliby się na gospodarce stanowiącej  odwrotność Robin Hooda, która: zepchnęła 78% Amerykanów w życie od wypłaty do wypłaty i skazała ich na niemożliwe do udźwignięcia zadłużenie, trzymające w okowach studentów i cały naród; przyniosła złodziejstwo Wall Street, banksterów i Banku Rezerw Federalnych; niekończące się, maniakalne wojny, których domaga się kompleks wojskowo-przemysłowy; erozję swobód obywatelskich i prywatności; sztuczną żywność produkowaną z GMO i toksycznych związków chemicznych; wzrost zapadalności na różne chroniczne choroby i bezwzględny wzrost kosztów opieki zdrowotnej – żeby wymienić choćby część jej skutków.

Jednak spora część Amerykanów nie jest tego wszystkiego świadoma i jest zajęta wzajemnymi walkami, jeśli nie fizycznie, to w myślach i na platformach społecznościowych. Biali przeciwko czarnym, mężczyźni przeciw kobietom, heteroseksualni przeciwko gejom, obywatele przeciw imigrantom, chrześcijanie przeciw muzułmanom, prawica przeciw lewicy i tak dalej. Nie ma żadnej logicznej, dojrzałej dyskusji. Dwie grupy spotykają się, aby sprawdzić, kto potrafi głośniej krzyczeć i podlej wyzywać. Gdy policji uda się skutecznie je rozdzielić, tłumy znajdują zadowolenie w kakofonii nonsensów. Kiedy policja odchodzi, budzą się instynkty jaskiniowców i zaczynają się bijatyki. Co się stało z hasłem „miłość zwycięża nienawiść” (Love Trumps Hate)?

W Syrii, po wyzwoleniu któregoś z miast od dżihadystów, ktoś zauważył: „Syria była najbardziej świeckim, najprzytulniejszym i najlepiej funkcjonującym krajem świata arabskiego. Pytanie, czy ktoś jest muzułmaninem czy chrześcijaninem, było nie na miejscu. Tak było do marca 2011 r. Przez następny rok sunniccy ekstremiści zabijali szyitów i chrześcijan. Muzułmanie, którzy od pokoleń mieszkali po sąsiedzku z Jezydami i żyli z nimi w przyjaźni, zwrócili się przeciwko nim, kiedy szaleństwo ISIS zainfekowało ich dusze. Zniszczono kościoły, które stały od stuleci, zabito tysiące chrześcijan, a około miliona wypędzono z domów.

Wydaje się, że dla elit nie ma nic łatwiejszego, jak rozpalanie sekciarstwa i zwracanie jednej grupy przeciwko drugiej – tak samo 500 lat p.n.e., jak i w roku 2000, i bez względu na to, czy dotyczy to kraju trzeciego świata, czy któregoś z krajów rozwiniętych.

Wielokulturowość jest trudna, ale staje się znacznie trudniejszą, kiedy skłania się ludzi do skupiania się na różnicach, rozdrapywaniu starych ran, demonizowaniu całych grup i przyjmowaniu postawy ofiary. Wielu Amerykanów uwarunkowano tak, żeby mieli wyczuloną świadomość swojej rasy, płci, „tożsamości” itd. Ponadto aktywnie uczy się ludzi, że cudze opinie, słowa, wyrażenia, a nawet emocje mają wyzwalać u nich atak paniki albo złości.

Wybitnym postaciom z dziedziny duchowości i psychologii, od Buddy po ludzi nam współczesnych, zawdzięczamy zbiorową mądrość, która podpowiada, że jeśli chce się być szczęśliwym, należy nauczyć się ignorować opinie i osądy innych ludzi oraz to wszystko, czego nie jest się w stanie możesz zmienić, i – ogólnie rzecz biorąc – trywialne wydarzenia, z którymi stykamy się na porządku dziennym.

Tymczasem jednak, wbrew tym mądrościom, mamy nowe pokolenie inżynierów społecznych, którzy wmawiają ludziom, że mają być niezwykle czujni, nieustannie wypatrując wszelkich okazji, by mogli się obrazić – niewłaściwych słów, błędnych zwrotów i błędnych opinii wyrażonych niewłaściwym tonem.

Innym sposobem, w jaki elity budują niezgodę, jest akcentowanie wybiórczych statystyk i przypisywanie złych intencji, kryjących się za takim stanem rzeczy. Na przykład, jeśli tylko 20% informatyków stanowią kobiety, mówi się nam, że musi to być wynik seksizmu. Nie jesteśmy w stanie/ nie możemy stworzyć społeczeństwa, które ma doskonałą w proporcjach reprezentację we wszystkich zawodach dla wszystkich grup demograficznych. 98% mechaników samochodowych stanowią mężczyźni, a 94% pielęgniarek to kobiety. Czy to również zamierzamy „naprawić”? Jeśli radykalni lewicowcy przepchną swoje zdanie, będziemy zmuszeni. Tym, czego oni nie uznają, a może uznają, ale uparcie ignorują, jest fakt, że zmiany społeczne i kulturowe na szeroką skalę, jeśli w ogóle są na miejscu, muszą zachodzić w sposób naturalny. Społeczeństwo nie jest nieożywionym modelem matematycznym w komputerze, który można dowolnie usprawniać i „restartować”.

Każdy kraj i każda grupa etniczna ma swoją mroczną historię, w której silniejsi wykorzystywali grupy stosunkowo słabsze. Ale wiecie co? To się wciąż dzieje. Tyle tylko, że elitarni „inżynierowie społeczni” stosują dziś znacznie bardziej wyrafinowaną taktykę. Dewaluują walutę i mówią, że dostaliście podwyżkę. Karmią was trucizną, a następnie doprowadzają do bankructwa drogimi kuracjami, które jedynie wyciszają objawy. Niszczą Syrię i Libię i mówią wam, że to „wojny humanitarne”; zamieniają w gruz domy 20 milionów ludzi, przyjmują milion uchodźców i mówią wam o tym, jak bardzo współczujący jest system i że macie go szanować. Zniewalają ludzi długiem i środkami masowego przekazu i mówią, że niewolnictwo zostało wyeliminowane dawno temu.

Żeby odwrócić uwagę od udręki życia w systemie totalitarnym pod rządami oligarchów – tego 1%, będącego właścicielem połowy światowego bogactwa – wyczarowują sposoby na tworzenie wojny domowej, wskutek czego wojujemy ze sobą nawzajem zamiast z nimi.

Zaburzenia autoimmunologiczne zaczynają się wtedy, kiedy układ odpornościowy człowieka staje się niezwykle wrażliwy i atakuje ciała nieszkodliwe – powiedzmy pyłek kwiatowy. W niektórych wypadkach układ odpornościowy jest tak „paranoidalny”, że zaczyna niszczyć własne tkanki. W końcu całe ciało ogarnia stan zapalny. I tak samo jest ze społeczeństwem.

Elity wywołują w Ameryce S. A. D. – społeczną chorobę autoimmunologiczną.

Nie poddajmy się tej niebezpiecznej chorobie, którą w ostatecznym rozrachunku sami na siebie sprowadzamy. Nie dajmy się wmanipulować w walczenie ze sobą nawzajem. Poświęćmy trochę czasu dla siebie, wyłączmy na chwilę media głównego nurtu, wydostańmy się z bańki i wyciągnijmy rękę do sąsiada, kolegi, rodziny i przyjaciół. Ameryka jako kraj znajduje się na rozdrożu, a następne dziesięciolecie może przynieść bezprecedensowe zmiany i wyzwania. Jedyną drogą naprzód jest zebranie się razem, odłożenie na bok ideologii i podyskutowanie o problemach w sposób logiczny i konstruktywny oraz dokonanie syntezy podstaw dostatniej przyszłości. Jeśli nie podejmiemy tych wysiłków, w najlepszym razie w 2100 roku Amerykanie mogą zacząć domagać się zniszczenia pomników wzniesionych w 2017 roku. Zaś w najgorszym…. cóż, prawdopodobnie wolelibyście się nad tym nie zastanawiać, choć mogłoby to być bardzo przydatne.


Chris Kanthan
jest autorem nowej książki pt. Syria – War of Deception, która jest dostępna w wersji skondensowanej i dłuższej, bardziej szczegółowej. Chris mieszka w San Francisco Bay Area, odwiedził 35 krajów i pisze o problemach świata, polityce, ekonomii i zdrowiu. Napisał też książkę „Deconstructing Monsanto”. Jego konto na Twitterze to @GMOChannel

 

Tłumaczenie: PRACowniA

Zlikwidować podatek dochodowy?

Korwin-Mikke i Michalkiewicz wielokrotnie krytykowali podatek dochodowy (często słusznie), ale NIGDY nie zająknęli się w sprawie prawa do kreacji narodowego pieniądza nielegalnie przejętego przez prywatny kartel bankowy.

Protokół XII: Literatura i dziennikarstwo to dwa najważniejsze czynniki wychowawcze, dlatego też rząd nasz będzie właścicielem większości dzienników. Scentralizuje to wpływ szkodliwy prasy prywatnej, a zarazem stworzy olbrzymi wpływ na umysły. Jeżeli wydamy pozwolenie na 10 dzienników, to sami wytworzymy 30 i będziemy stale utrzymywać ten stosunek. Ogół nie powinien domyślać się tego, wydawane więc przez nas dzienniki będą z pozoru krańcowo przeciwnych kierunków i zdań, co wzbudzi do wydawnictw tych zaufanie i pociągnie do nich przeciwników naszych, nie domyślających się niczego. W ten sposób wpadną oni w nasze sidła i będą unieszkodliwieni. (…) Przeciwnicy nasi będą uważali ową rzekomą opozycję za zwolenników swych i otworzą przed nami karty.

 

Znalezione obrazy dla zapytania prasa amerykańska - zdjęcia

Dzienniki nasze będą przedstawiały kierunki najrozmaitsze: arystokratyczny, republikański, rewolucyjny, a nawet anarchistyczny, będą one posiadały sto rąk, z których każda będzie wyczuwała puls jakiegoś kierunku myśli społecznej. Kiedy puls zacznie bić w sposób przyspieszony, wówczas ręce te zwrócą opinię w kierunku celów naszych, bowiem osobnik podniecony traci rozsądek i łatwo poddaje się nakazom. Głupcy, którzy będą myśleli, że powtarzają zdanie dziennika, reprezentującego ich obóz powtarzać będą nasze myśli lub te, które będą dla nas pożądane. Wyobrażając sobie, że kroczą za organem partii swojej, będą szli za sztandarem, który my im wywiesimy.

Chcąc skierować odpowiednio do tego milicję gazetową, musimy całą sprawę zorganizować ze szczególną dbałością. Pod nazwą centralnego wydziału prasowego stworzymy zebrania literackie, na których agenci nasi będą niepostrzeżenie rzucali hasła i dawali sygnał. Sprzeciwiając się, zawsze powierzchownie, naszym poczynaniom, bez dotykania jednak ich istoty, organy nasze będą prowadziły polemikę bezwartościową z dziennikami urzędowymi jedynie w tym celu, aby dać nam przyczynę do wypowiedzenia się więcej szczegółowo, niż to mogliśmy uskutecznić w pierwiastkowych oświadczeniach urzędowych. Rzecz prosta, iż będzie to z pożytkiem dla nas.

Napaści na nas spowodują jeszcze i to, że poddani upewnią się co do zupełnej swobody gadania, nasi zaś agenci będą mieli podstawy do twierdzenia, że dzienniki występujące przeciwko nam, zajmują się czystą paplaniną, bowiem nie są zdolne znaleźć istotnych przyczyn do rzeczowego obalenia treści rozporządzeń naszych. (…)

Dzięki tym zarządzeniom będziemy w zakresie spraw politycznych, w miarę potrzeby pobudzali lub uspokajali umysły – przekonywali lub dezorientowali, przez drukowanie to prawdy, to znów kłamstw, to pewnych danych – to znów przeczenia im, odpowiednio do tego, czy przyjęto je dobrze, czy też źle. Zawsze jednak będziemy ostrożnie badali grunt, zanim uczynimy krok. Będziemy odnosili nad przeciwnikami naszymi pewne zwycięstwa, bowiem tamci nie będą rozporządzali organami prasy, w których mogliby wypowiedzieć się całkowicie, a to z powodu wymienionych wyżej zarządzeń przeciwko prasie.

Powyższy fragment Protokołów pochodzi najpóźniej z końca XIX wieku, stąd archaizmy w postaci „prasy” zamiast „mass-mediów”, „zebrań literackich” zamiast „demonstracji”, nie ma w nim mowy o Pejsbuku czy Twitterze. Mimo upływu czasu i zmiany okoliczności spowodowanej chociażby postępem technicznym, łatwo się zorientować, że dzisiaj prowadzona jest ta sama polityka. Dzisiejszy postęp techniczny, Internet, w tym YouTube, prowadzenie tej polityki tylko ułatwia.

Aleksander Jabłonowski – Zlikwidować podatek dochodowy!

https://www.youtube.com/watch?v=SG9QSFvm_vQ

0:34 – Podatek dochodowy wymyślono na okoliczność wojny z Meksykiem w 1909 roku. Jeśli jestem w błędzie, proszę wybaczyć.

0:47 – Podatek dochodowy jest nielegalny, sprzeczny z amerykańską Konstytucją.

2:11 – Akcja korwinowców: wystrzelić podatek PIT w kosmos – genialna! Bo co my z tymi pieniędzmi zrobimy? Będziemy inwestować. Tylko my naruszamy system, z czego będzie żył system?

2:27 – Pytanie do AJ: Jeżeli zlikwidujemy podatek dochodowy, to z czego utrzyma się tzw. państwo?

4.05 – Nie jestem ekonomistą, ale są ekonomiści, dopuśćmy ich do głosu, którzy to precyzyjnie wyliczą. Państwo może funkcjonować bez podatku dochodowego. Tylko system nie będzie funkcjonował, system chorego państwa.

4:35 – Kiedyś nie było podatku dochodowego (w Polsce), pamiętacie? W którym roku został wprowadzony podatek dochodowy, ten sławny PIT?

7:31 – Oczywiście jakieś podatku państwo musi mieć. Jakie państwo? Narodowe państwo!

9:45 – Likwidacja podatku dochodowego – TAK.

10:40 – Wręcz precz z podatkiem dochodowym – brawo! Akcja korwinowców – wystrzel PIT w kosmos – bardzo mi się podobała. Poparłem ją…

Znalezione obrazy dla zapytania aleksander jabłonowski

Aleksander Jabłonowski  zawodowo jest aktorem i nie zna szczegółów wprowadzania podatku od dochodów osobistych w Stanach Zjednoczonych, co otwarcie deklaruje. Większość szczegółów nie ma większego znaczenia, przytoczmy te istotne.

Podatek od dochodów osobistych wprowadzono w Stanach Zjednoczonych w 1913 roku. Najpierw konieczna była zmiana Konstytucji, która to Konstytucja pierwotnie zezwalała na pobór podatków federalnych jedynie proporcjonalnie do liczby ludności każdego stanu, co uniemożliwiało wprowadzenie federalnego podatku od dochodów, gdyż ludność różnych stanów osiąga różnej wysokości dochody. XVI poprawka do Konstytucji została uchwalona 13 lutego 1913 roku:  https://pl.wikipedia.org/wiki/16._poprawka_do_Konstytucji_Stan%C3%B3w_Zjednoczonych

Podatek dochodowy od dochodów osobistych wprowadzono w tym samym 1913 roku. Pierwotnie najwyższa stawka podatkowa, od dochodów od 500 tys. USD rocznie wynosiła 7%. Dochody poniżej 20 tys. USD rocznie podlegały podatkowi o stawce 1%, ang:  https://en.wikipedia.org/wiki/Revenue_Act_of_1913#Income_tax_table_for_individuals  Dzisiejsza wartość dolara amerykańskiego według parytetu siły nabywczej jest przynajmniej 20-krotnie niższa, w dzisiejszych realiach należy przyjąć, że dochody poniżej 400 tys. USD rocznie były wówczas obciążone jednoprocentowym podatkiem liniowym. Historia amerykańskich stawek podatku od dochodów osobistych jest przedstawiona na wykresie:  https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/8c/Historical_Marginal_Tax_Rate_for_Highest_and_Lowest_Income_Earners.jpg

Podatek był progresywny od samego początku i nie jest to negatywne zjawisko. Chyba w każdych warunkach społecznych największe dochody osiągają najwięksi lichwiarze, spekulanci i podobni złodzieje. Jerzy Waszyngton jeszcze przed wyborem na prezydenta był najbogatszym amerykańskim oligarchą, lichwiarzem, spekulantem na ukradzionej indiańskiej ziemi. Po wyborze na prezydenta mógł zwiększyć swoje dochody dzięki wykorzystaniu władzy politycznej w prywatnych interesach. Największe pieniądze zarabiają ludzie, którzy do własnych celów potrafią wykorzystać władzę polityczną czy administracyjną. Czy tacy ludzie, jeśli pozwala im się zatrzymać ukradzione społeczeństwu pieniądze, nie powinni płacić podatku według wyższej stawki? Progresywny podatek to nie jest kara za pracowitość – jak chcą „korwinowcy” i ich naiwni akolici, chyba że przez „pracowitość” rozumiemy oszustwo, kradzież i pospolitą hucpę.

Kontrowersja (eufemizm) dotycząca legalności amerykańskiego podatku dochodowego dotyczy XVI poprawki do Konstytucji z 13 lutego 1913 roku. Art. 5 Konstytucji nakazuje, aby każdą poprawkę do Konstytucji ratyfikowało przynajmniej 3/4 ogólnej liczby stanów, podobno procedura ta w odniesieniu do tej poprawki nie została dopełniona. Jeśli to zasadny argument, to ustawodawstwo bazujące na XVI poprawce z formalnego punktu widzenia nie ma mocy prawnej ,ang:  https://en.wikipedia.org/wiki/Tax_protester_Sixteenth_Amendment_arguments  Zwykle ten argument, bezskutecznie, podnosiły osoby kwestionujące legalność amerykańskiego podatku dochodowego od osób fizycznych.

W jakim celu został wprowadzony amerykański podatek dochodowy? To wiedza z zakresu politycznej eschatologii niedostępna w podręcznikach. Podatek dochodowy wprowadzono w Ameryce jako dodatkowe obciążenie fiskalne w celu zdobycia źródła na spłatę lichwy od długu publicznego. W latach 1907-13 była to niezwykle istotna kwestia z powodu ukrytych przed opinią publiczną prac nad nową architekturą monetarną Stanów Zjednoczonych. Historię tę ujawnia najpopularniejszy na świecie film dokumentalny „Władcy pieniędzy” (Money Masters) Billa Stilla:

https://www.youtube.com/watch?v=_gFGxy3f2qc

lub

https://www.youtube.com/watch?v=2Wn7Osxq6cQ

W tym samym 1913 roku, 22 grudnia, uchwalona została Ustawa o Rezerwie Federalnej  https://pl.wikipedia.org/wiki/Ustawa_o_Rezerwie_Federalnej  Ustawa ta przewidywała utworzenie trzeciego już w historii Stanów Zjednoczonych banku centralnego – Rezerwy Federalnej. Rezerwa Federalna to spółka akcyjna, której akcje mogą posiadać jedynie amerykańskie banki, proporcjonalnie do udziału w rynku. Rezerwa Federalna to po prostu administracyjne biuro tamtejszego kartelu bankowego.

Zadaniem Rezerwy Federalnej jest pożyczanie pieniędzy rządowi Stanów Zjednoczonych. Kiedy Departament Skarbu potrzebuje pieniędzy (potrzebuje ich ciągle), to emituje obligacje, w których deklaruje ich wartość nominalną, kupon (oprocentowanie) i termin wykupu. Rezerwa Federalna przyjmuje takie obligacje rządu federalnego i w zamian przelewa na konto Departamentu Skarbu odpowiednią ilość dolarów. Dolarów stworzonych przez Rezerwę Federalną na okoliczność nabycia owych obligacji całkowicie z niczego (ex nihilo). W ten sposób spełniają się słowa Pisma (Pwt 23:20-21,  http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=238
Nie będziesz żądał od brata swego odsetek z pieniędzy, z żywności ani odsetek z czegokolwiek, co się pożycza na procent. Od obcego możesz się domagać, ale od brata nie będziesz żądał odsetek, aby ci Pan, Bóg twój, błogosławił we wszystkim, do czego rękę przyłożysz w ziemi, którą idziesz posiąść. Pwt 15:6,   http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=225
Bo Pan, Bóg twój, pobłogosławił ci tak, jak ci to powiedział. Będziesz pożyczał wielu narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał; będziesz panował nad wielu narodami, a one nad tobą nie zapanują.

W realnym świecie rząd federalny może sprzedawać obligacje również bankom komercyjnym, a sama Rezerwa Federalna może kupować rządowe obligacje od innych posiadaczy, w tym od banków komercyjnych. Rezerwa Federalna tworzy pieniądze (dług) dla rządu federalnego, a prywatne banki, akcjonariusze Rezerwy Federalnej, tworzą pieniądze dla Amerykanów, również jako dług obciążony lichwą. Kredyt dla Amerykanów również jest tworzony z niczego, ex nihilo, dzięki mechanizmowi bankowej rezerwy cząstkowej, co również spełnia przywołane słowa Pisma.

Z powyższego wynika że pieniądze na funkcjonowanie rządu federalnego Stanów Zjednoczonych dostarcza Rezerwa Federalna, administracyjne biuro amerykańskiego kartelu bankowego. Pieniądze te są obciążone długiem oraz koniecznością zapłaty lichwy. Lichwę od długu federalnego finansuje podatek dochodowy od osób fizycznych, to dlatego obydwie ustawy, o podatku dochodowym, oraz o Rezerwie Federalnej, zostały uchwalone w 1913 roku.

W realnym świecie ten, kto dysponuje pieniędzmi, ma władzę. W anglosaskim kapitalizmie jest to władza absolutna. To ośrodki interesów stojące za amerykańskim kartelem bankowym decydują, na jakie cele amerykański rząd może wydawać pieniądze. Oczywiście rządowi dużo łatwiej zdobyć pieniądze na kolejną wojnę, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie niż na zasiłki dla ubogich, zwłaszcza dla ubogich „czarnuchów”. Ci, którzy tworzą pieniądze dla rządu federalnego, decydują o kierunkach jego polityki. Dokładnie o tym mówi drugi cytat z Pisma (Pwt 15:6).

Powyżej była mowa o sprzeczności z Konstytucją amerykańskiego ustawodawstwa o podatku dochodowym. Ustawa o Rezerwie Federalnej również łamie postanowienia Konstytucji. Art. 1.8.5. mówi: “Kongres ma prawo do emisji pieniądza (lub: bicia monety), ustalania jej wartości, ustalania wartości zagranicznej waluty oraz ustalania standardów miar i wag”.

Według Konstytucji emisja pieniądza to prerogatywa Kongresu. Oficjalna wykładnia mówi, że Kongres scedował to uprawnienie na Rezerwę Federalną. Taka operacja nie mogła mieć miejsca. Organ konstytucyjny, Kongres, nie ma prawa scedować swojego konstytucyjnego uprawnienia i obowiązku na inny podmiot, zwłaszcza na prywatną korporację. Podobnie amerykańscy wyborcy mogliby scedować prawo do wyboru np. prezydenta na Goldman Sachs czy Citibank. Faktycznie mechanizm wyborczy może nawet funkcjonować w ten sposób, jednak z formalnego punktu widzenia jest to ewidentne naruszenie prawa.

Od 1914 roku nikt (a przynajmniej tamtejszy Sąd Najwyższy) nie zauważył oczywistego naruszenia Konstytucji Stanów Zjednoczonych przez fundament amerykańskiego systemu monetarnego, Ustawę o Rezerwie Federalnej. Tak samo, od 1914 roku nikt nie zauważył, że amerykański podatek dochodowy od osób fizycznych może nie mieć podstaw prawnych. Obydwa „niedopatrzenia” funkcjonują w najlepsze z tych samych powodów, obydwa zostały wprowadzone w interesie amerykańskiego kartelu bankowego, organizacji sprawującej realną władzę w Stanach Zjednoczonych.

To właśnie ludzie kontrolujący kartel bankowy są właścicielami gazet, prasy i stacji telewizyjnych, kontrolują kongresmanów, senatorów i mają do dyspozycji prezydentów, którym pożyczyli czy podarowali pieniądze na kampanię wyborczą (przykład z życia, lista sponsorów Obamy i McCaina: http://www.motherjones.com/politics/2010/10/top-corporate-donors-in-2008-presidential-race/  Sędziowie sądu najwyższego czy każdego niższego są tylko sługusami oligarchów tworzących pieniądze z niczego. Żadna ustawa realizująca interesy tych oligarchów nie może być kwestionowana, dlatego nikt w Stanach Zjednoczonych nie ma odwagi kwestionować konstytucyjności przekazania prywatnemu kartelowi bankowemu prawa do tworzenia państwowego pieniądza. Wszelkie głosy sprzeciwu są skazane na przemilczenie.

W Polsce współczesny podatek dochodowy został wprowadzony w 1991 roku. Wcześniej również funkcjonował podatek dochodowy, jednak był dużo lepiej skonstruowany, niezauważalny dla zwykłego człowieka pracy. Pracodawcy płacili podatek od funduszu płac, nie było rocznych zeznań podatkowych i całego terroru i folkloru z nimi związanego. Podatek dochodowy w Polsce jest tak skonstruowany, że płacą go głównie ludzie biedni. Ludzie bogaci podatku nie płacą lub płacą według niższych stawek, częściowo dzięki licznym lukom kreowanym i tolerowanym przez centralną administrację skarbową. Przykładowo Mateusz Morawiecki, zarabiający miliony lichwiarz, płacił podatek w Polsce tylko od pensji wypłacanej w Polsce przez bank, podczas gdy większą część wynagrodzenia takich osób można było skonstruować jako nie-osobiste dochody za granicą (Szwajcaria, Luksemburg, itp.) nie podlegające polskiemu (i zwykle żadnemu) opodatkowaniu.

W Polsce nie kwestionowano konstytucyjności ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych jako takiej. Ustrój monetarny obowiązujący w Polsce, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, łamie postanowienia Konstytucji. Art. 227.1. mówi: „Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza”.

W Polsce, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, banki udzielające kredytów tworzą pieniądze z niczego dzięki mechanizmowi rezerwy cząstkowej. Banki tworzą pieniądze z niczego, podczas gdy Konstytucja emisję złotówek zastrzega jako wyłączną kompetencję NBP. Sprzeczna z Konstytucją jest Ustawa o Narodowym Banku Polskim, która rzekomo w wykonaniu Konstytucji, nadaje NBP uprawnienie jedynie do tworzenia „znaków pieniężnych” (art. 4 Ustawy) dyskretnie zapominając o tym, że olbrzymia większość pieniądza jest tworzona w postaci niematerialnej, faktycznie przez prywatny kartel bankowy. Konstytucja pochodzi z 1997 roku, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych żadnemu sędziemu w Polsce nie przyszło do dzisiaj do głowy kwestionowanie fundamentów mechanizmu kreacji pieniądza jako sprzecznych z Konstytucją.

Aleksander Jabłonowski z uznaniem wypowiada się o „korwinowcach” protestujących przeciwko PIT-owi. Wróćmy na chwilę do końca lat 1980-tych, kiedy to trzech żydowskich trefnisiów: Stefan Kisielewski (już na łonie Abrahama), Janusz Korwin-Mikke i Stanisław Michalkiewicz, założyli Unię Polityki Realnej. Trzej trefnisie zaczęli protestować przeciwko PIT-owi od początku. Wiele z ich argumentów było niewątpliwie zasadnych, podatek dochodowy obciążający głównie ludzi biednych to instrument państwowego terroru.

Trzej warszawscy trefnisie byli podłączeni, także finansowo, do zagranicznych sponsorów, na czele których stoją nowojorskie „fundacje dobroczynne”, na które to fundacje hojnie łożą lichwiarze i spekulanci z Wall Street i City of London. To właśnie sponsorzy z Wall Street i Londynu narzucają program kulturalny: kwestionowanie podatku dochodowego czy lobbowanie za podatkiem „liniowym” czy innymi ulgami podatkowymi dla najbogatszych. Powszechnie znany jest nowojorski „filantrop” George Soros, specjalizujący się w finansowaniu ruchów lewicowych i liberalnych. Januszowi Korwin-Mikke nieobce są pieniądze Sorosa, ale ruchy prawicowe i „wolnościowe” finansują mniej znani bracia Koch, oligarchowie działający w Ameryce w sektorze ropy naftowej. Tak właśnie funkcjonuje słynna dialektyka.

W latach 90-tych prowadzona była kampania propagandowa przeciwko podatkowi dochodowemu, a zwłaszcza przeciwko progresywnej skali podatkowej. Jej efektem w Polsce jest liniowa stawka podatku dochodowego od dochodów z działalności gospodarczej czy ze sprzedaży nieruchomości, liniowy lub prawie-liniowy podatek dochodowy w sowieckiej Pribałtyce czy w samej Rosji. Wówczas to w Stanach Zjednoczonych również drastycznie ograniczono progresję podatkową argumentując, że bogaci dysponując pieniędzmi zainwestują w nowe miejsca pracy. Z najnowszej historii wiemy już, że teza ta okazała się tylko czczym postulatem, lata 90-te to okres dynamicznego tworzenia różnic dochodowych oraz likwidacji amerykańskich miejsc pracy migrujących hurtowo do Chin Ludowych. Nowe miejsca pracy z zaoszczędzonych podatków jakoś nie powstały.

Korwin-Mikke i Michalkiewicz wielokrotnie krytykowali podatek dochodowy (często słusznie), ale NIGDY nie zająknęli się w sprawie prawa do kreacji narodowego pieniądza nielegalnie przejętego przez prywatny kartel bankowy. Przypomnijmy, w Stanach Zjednoczonych obie ustawy z 1913 roku, zarówno dotycząca opodatkowania dochodów osób fizycznych, jak i Ustawa o Rezerwie Federalnej, są sprzeczne z Konstytucją. W Polsce Ustawa o NBP (art. 4 daje NBP prawo tylko do tworzenia „znaków pieniężnych”) jest sprzeczna z Konstytucją (Konstytucja nadaje NBP prawo do emisji pieniądza).

DLACZEGO oni kwestionują tylko podatki?

Korwin-Mikke i Michalkiewicz reprezentują interesy swoich sponsorów, żydowskiej oligarchii finansowej, która ukradła państwu (odpowiednio Stanom Zjednoczonym i Polsce) prawo do tworzenia pieniądza. Zabranie państwu dochodów z podatku dochodowego czy każdego innego to dalsze osłabienie tej organizacji. Nie wszystkie państwa da się dostatecznie kontrolować, przykładem była Libia czy Irak, a ciągle jest Syria, Iran, Rosja czy Korea. Nawet Stany Zjednoczone nie są w pełni kontrolowalne, podobno Barack Hussein Obama podczas swojej ostatniej kadencji zignorował żądania żydowskiej oligarchii, dążącej do rozpoczęcia wojny z Iranem. Z punktu widzenia tych oligarchów im mniej dochodów dla państwa tym lepiej. Państwa „wolnego świata” są już zupełnie pozbawione władzy do tworzenia własnego pieniądza, teraz należy ograniczyć ich dochody. To dlatego trefnisie, funkcjonariusze przemysłu kulturalnego, mają rozkaz walczyć z podatkiem dochodowym.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że Aleksander Jabłonowski, wzorem koszernych poprzedników, będzie kwestionował podatki, a w kwestii zawłaszczenia prawa do kreacji złotówki przez prywatny kartel bankowy zachowa daleko idącą wstrzemięźliwość i znajdzie mnóstwo tematów zastępczych. Protokół XII w akcji.

Napisał: Mariusz B.

 

za:http://zygumntbalas.neon24.pl/post/139684,zlikwidowac-podatek-dochodowy-09-08-2017

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/08/09/zlikwidowac-podatek-dochodowy/

Grupa Bilderberg planuje zapaść finansową.

Polityka
Paul Joseph Watson, Prison Planet.com
USA
2016-06-12

Wraz z tym jak Grupa Bilderberg po raz drugi na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat planuje wywołanie załamania finansowego, oligarchowie już odpowiednio się przygotowują by zbić fortuny na następnym krachu gospodarczym.

Jak podaliśmy w 2006 roku, podczas spotkania Grupy Bilderberg w Ottawie, Kanada, amerykański delegat ujawnił, iż wtajemniczone osoby przygotowywały się na pęknięcie bańki na rynku nieruchomości i globalny krach.

Informacje te zostały opublikowane m.in. w filmie End Game:

W ciągu kolejnych dwóch lat na świecie rozegrał się dokładnie ten zaplanowany scenariusz, który zakończył się upadkiem Lehman Brothers i ogólnoświatową recesją.

Wraz z tym jak globalny obraz finansów zaczyna wyglądać coraz bardziej ponuro z obawami o rozszerzającą się panikę po załamaniu na chińskiej giełdzie, członkowie Grupy Bilderberg ponownie planują by skorzystać na upadku podczas gdy „prekariat,” ci, którzy żyją od wypłaty do wypłaty, będą najbardziej cierpieć.

Według weterana spotkań Grupy Bilderberg, byłego dziennikarza BBC Tonyego Goslinga, na tegorocznym spotkaniu w Dreźnie globaliści planują jak ponownie pozycjonować swoje aktywa by wykorzystać zawirowania na rynku.

„Jest jeszcze coś co się tutaj dzieje, iż ci ludzie kontrolują większość pieniędzy w świecie zachodnim… i patrzymy na możliwość ogromnego krachu gospodarczego”, powiedział Gosling, dodając, że nie ma wystarczających zasobów finansowych aby uratować upadające banki „więc może nastąpić katastrofalny krach”.

„Niektórzy ludzie, jak ci tutaj [Bilderberg], mogą obstawiać w jakim kierunku pójdzie rynek, opierając się na derywatach i temu podobnych rzeczach, i mogą zarobić dużo pieniędzy na krachu, mogą się pozbyć olbrzymich ilości zagrożonych aktywów. Więc z pewnością będą przyglądać się jak ewentualnie zarobić na  szalonej sytuacji mającej obecnie miejsce na świecie,” mówi Gosling.

Fuzja dużych korporacji stworzyła monopole, które ułatwią rządzącym kontrolować rynki, zwłaszcza w odniesieniu do żywności stwierdził Gosling dodając, że kartele są obecnie zdecydowane by zdusić konkurencję.

„Wiedzą, że poprzez kontrolowanie systemu finansowego mogą kontrolować wynik krachu, porzucając resztę ludzi,” stwierdził.

OGLĄDAJ DALEJ>>>

W ciągu ostatnich kilku miesięcy miliarder George Soros również wycofał się z handlu by przygotować się na skorzystanie z chaosu migracyjnego w Europie i głosowania Brexit- ewentualnego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Jak donosi gazeta Breitbart, George Soros, który był odpowiedzialny za upadek funta w 1992 roku, dosłownie obstawia upadek amerykańskiej giełdy.

Biorąc pod uwagę fakt, iż dziesięć lat temu Grupa Bilderberg omawiała załamanie gospodarcze zanim ono nastąpiło, nowe informacje co do nakreślania planów wykorzystania katastrofy finansowej powinny być brane poważnie pod uwagę przez wszystkich, którzy będą ofiarami kolejnego krachu na rynku.

Link do oryginalnego artykułu: LINK

Jak na Zachodzie liczą miliardy Putina.

Prezydent Rosji Władimir Putin

Kwestia majątku rosyjskiego prezydenta Władimira Putina nadal pobudza wyobraźnię zachodnich mediów. Mamy do czynienia z uporczywą próbą wplątania Putina w cokolwiek.

W ostatnim „sensacyjnym dossier panamskim” zachodnie media skupiły uwagę tylko na epizodach, związanych z Rosją. Tymczasem na liście znajduje się także Poroszenko, Cameron i  król saudyjski… Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, przecież trzeba wymyślić głośne nagłówki na temat otoczenia Putina — na kontach firm offshore znaleziono aż 2 mld dolarów!

Wygląda na to, że liczenie pieniędzy Putina stało się po prostu modne — w ten sposób można zdobyć przychylność elit politycznych a zarazem zwiększyć popularność periodyku.

Na początku ubiegłego roku światowymi mediami wstrząsnęła kolejna sensacja — majątek Putina wynosi 200 mld dolarów! W wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CNN poinformował o tym szef fundacji inwestycyjnej  Hermitage Capital Bill Browder. Wiadomość błyskawicznie rozniosła się pod nagłówkami, nawiązującymi do „miliardów Putina” jako faktu dokonanego. Chociaż sam autor sensacji, która przypominała fałszywkę, wypowiadał się o wiele ostrożniej.

„Uważam, że (majątek Putina) wynosi 200 mld dolarów. Po 14 latach u steru władzy i (biorąc pod uwagę) sumy, które zarobiło państwo oraz środki, które nie zostały wydane na szkoły, drogi, szpitale i tak dalej — te wszystkie pieniądze mają właścicieli i są przechowywane na kontach w szwajcarskich bankach, w formie akcji w funduszach hedgingowych zarządzanych przez Putina i jego kolegów” — zacytowało czasopismo Forbes słowa Browdera.

Ostrożność w wypowiedziach jest zrozumiała — przecież prawnik Browder z funduszu inwestycyjnego o wątpliwej renomie (który ukradł Rosji 512 mld rubli niezapłaconych podatków) dobrze wie, że za bezwarunkowe kłamstwo można stanąć przed sądem.

W wersji Browdera, rosyjskiemu prezydentowi można jedynie pogratulować — błyskawicznego zwiększenia majątku do bajecznej kwoty i honorowego tytułu najbogatszego człowieka na świecie. Wychodząc z tej wersji, udało mu się nawet nie podwoić, lecz „pięciokrotnie zwiększyć” swój kapitał w ciągu kilku miesięcy 2014 roku. Przecież wpływowa londyńska The Times, rzekomo abstrakcyjnie rozważając o tym, jakie straty może ponieść rosyjski przywódca, podała o wiele skromniejszą liczbę — 40 mld dolarów.

Fantazje zachodnich mediów odnośnie „putinowskiego majątku” zaskakują. Byłoby dobrze, gdyby się z góry umawiały między sobą, aby nie było takich wpadek!

W 2012 roku szwedzka Svenska Dagbladet pisała: „Majątek Władimira Putina wynosi co najmniej 300 mld dolarów”. Jednocześnie zresztą rozsądnie dodała, że „tak powiadają” i że „dokładna kwota nie jest znana”.

W styczniu 2015 roku Polska Times obniżyła prognozę: „Zdaniem opozycjonistów i niezależnych rosyjskich analityków majątek prezydenta wynosi 70 mld dolarów”.

Jeszcze nie wysechł atrament świeżej polskiej gazety, a Amerykanie już ujawnili całemu światu, że rosyjski przywódca znów „wzbogacił się”, mając tym razem 200 mld.

Najprawdopodobniej Putin incognito co weekend jeździ do Monte Carlo i przegrywa dosłownie wszystko. A następnie chyba wygrywa z powrotem — dziesiątki i setki miliardów, które przegrał wcześniej.

Mówiąc poważnie, wszystkie te fałszywki serwowane jako „oceny ekspertów”, nie są brane na poważnie nie tylko w Rosji, ale również przez poważne struktury na Zachodzie. Mimo chęci bolesnego ukłucia nikt nie chce wyjść na głupiego.

Gdyby dysponowali faktami, można nie wątpić, że od razu doszłoby do odpowiednich wycieków. Tym bardziej, że istniejąca wcześniej„tajemnica bankowa” na Zachodzie już prawie nie obowiązuje. „Transparentne” są nawet lokaty w słynącej z tego wcześniej Szwajcarii.

Gdzie wówczas Putin przechowuje swoje miliardy? Być może w rosyjskim Sberbanku? Wtedy wszystkie zasoby złota i dewiz Rosji byłyby o wiele większe niż oficjalne. Waszyngton natomiast będzie nadal główkował, dlaczego Rosja nie ulega sankcjom. Przecież nawet 200 mld dolarów — to dość duża suma, równa na przykład budżetowi Danii.

Zgodnie z opublikowanymi na stronie Kremla danymi, w 2014 roku dochody prezydenta Rosji Władimira Putina wyniosły 7 mln 654 tys. 42 rubla, co dwukrotnie przewyższyło wskaźnik z 2013 roku — 3 mln 672 rub. Jak i wcześniej, przywódca państwa posiada mieszkanie o powierzchni 77 m2 i działkę o powierzchni 1500 m2. Ponadto Putin korzysta z mieszkania o powierzchni 153,7 km2, miejsca w garażu o powierzchni 18 m2 i trzech samochodów: GAZ M-21. GAZ M-21R, WAZ Niwa oraz przyczepy samochodowej Skif. Deklaracje o dochodach w 2015 roku mają zostać opublikowane w kwietniu 2016 roku.

Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/swiat/20160405/2477012/Zachod-Putin-media.html#ixzz45SQnVpgl

Jak widać zachodnie „media” lubią rozprawiać o domniemanych majątkach Putina czy kogokolwiek innego kto im nie pasuje lub na których dobrym wizerunku im nie zależy a o majątkach politycznych marionetek zachodnich cicho sza lub niewiele. O majątkach zachodnich żydowskich oligarchów i ich pociotów to już tym bardziej morda w kubeł. Oni i wielkość ich majątków mają pozostać w cieniu, zero informacji Rockefellerach, Rotszyldach i innych banksterskich rodzinach. Czasem napomkną ku uciesze gawiedzi najwyżej o majątkach oligarchów „niższego szczebla” jak Bill Gates ale informacji, nawet zdawkowych czy nawet fantazji na temat banksterów ciężko się doszukać w zachodnim ścieku medialnym. Nikt do tej pory dokładnie nie oszacował wielkości majątków, zasięgu wpływów i władzy banksterów, po za  najwyżej grupą pasjonatów, amatorów, zapaleńców, niezależnych dziennikarzy, ekonomistów, itp., często spychanych przez główny ściek medialny w niebyt oraz nazywanych „wariatami” czy „teoretykami spiskowymi”. Ale za to jest dużo fantazji, spekulacji, dezinformacji, traktowanych jako prawdy objawione i wygłaszanych przez różnej maści „ekspertów” czy „analityków” na temat domniemanych majątków „krwawych dyktatorów” państw „totalitarnych” jak Kaddafi, Janukowycz czy Putin. W ostatniej „aferze” „panama papers” widać długą rękę zachodnich specsłużb oraz ich medialnych sługusów chcących uwalić Putina, ale zamiast zaszkodzenia Putinowi i Rosji,  jedyne co zdołali osiągnąć to sklecić  kolejną tanią sensację dla ubogich. 

przemex