Produkowanie niezgody – nowa wojna kulturowa.

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/12/17/produkowanie-niezgody-nowa-wojna-kulturowa/

Chris Kanthan
Sott.net

Noam Chomsky jest znany z opisania produkowania zgody jako propagandowego narzędzia elit, służącego kontrolowaniu ludzi. Tymczasem równie skutecznym sposobem kontrolowania ludzi jest wytwarzanie niezgody. Ta strategia, określana też mianem „dziel i rządź”, zwykle ogranicza się do polityki zagranicznej, ale obecnie amerykańskie elity używają jej przeciwko amerykańskiemu narodowi. Neonaziści, alt-right, Antifa, niszczenie pomników i rzucanie się ludzi jeden na drugiego są oznakami podzielonego narodu, ogarniętego gorączką sztucznie wyprodukowanej „wojny kulturowej”. Podczas gdy klasa rządząca śmieje się z tego do rozpuku, klasy średnie i pracujące złapały tak zwaną społeczną chorobę autoimmunologiczną (Societal Autoimmune Disorder. S. A. D.). Gdzieś pomiędzy 2008 r. i chwilą obecną zostaliśmy sprytnie przekierowani z „Okupuj Wall Street” na „Okupujmy się nawzajem”.

W zjednoczonej Ameryce ludzie koncentrowaliby się na gospodarce stanowiącej  odwrotność Robin Hooda, która: zepchnęła 78% Amerykanów w życie od wypłaty do wypłaty i skazała ich na niemożliwe do udźwignięcia zadłużenie, trzymające w okowach studentów i cały naród; przyniosła złodziejstwo Wall Street, banksterów i Banku Rezerw Federalnych; niekończące się, maniakalne wojny, których domaga się kompleks wojskowo-przemysłowy; erozję swobód obywatelskich i prywatności; sztuczną żywność produkowaną z GMO i toksycznych związków chemicznych; wzrost zapadalności na różne chroniczne choroby i bezwzględny wzrost kosztów opieki zdrowotnej – żeby wymienić choćby część jej skutków.

Jednak spora część Amerykanów nie jest tego wszystkiego świadoma i jest zajęta wzajemnymi walkami, jeśli nie fizycznie, to w myślach i na platformach społecznościowych. Biali przeciwko czarnym, mężczyźni przeciw kobietom, heteroseksualni przeciwko gejom, obywatele przeciw imigrantom, chrześcijanie przeciw muzułmanom, prawica przeciw lewicy i tak dalej. Nie ma żadnej logicznej, dojrzałej dyskusji. Dwie grupy spotykają się, aby sprawdzić, kto potrafi głośniej krzyczeć i podlej wyzywać. Gdy policji uda się skutecznie je rozdzielić, tłumy znajdują zadowolenie w kakofonii nonsensów. Kiedy policja odchodzi, budzą się instynkty jaskiniowców i zaczynają się bijatyki. Co się stało z hasłem „miłość zwycięża nienawiść” (Love Trumps Hate)?

W Syrii, po wyzwoleniu któregoś z miast od dżihadystów, ktoś zauważył: „Syria była najbardziej świeckim, najprzytulniejszym i najlepiej funkcjonującym krajem świata arabskiego. Pytanie, czy ktoś jest muzułmaninem czy chrześcijaninem, było nie na miejscu. Tak było do marca 2011 r. Przez następny rok sunniccy ekstremiści zabijali szyitów i chrześcijan. Muzułmanie, którzy od pokoleń mieszkali po sąsiedzku z Jezydami i żyli z nimi w przyjaźni, zwrócili się przeciwko nim, kiedy szaleństwo ISIS zainfekowało ich dusze. Zniszczono kościoły, które stały od stuleci, zabito tysiące chrześcijan, a około miliona wypędzono z domów.

Wydaje się, że dla elit nie ma nic łatwiejszego, jak rozpalanie sekciarstwa i zwracanie jednej grupy przeciwko drugiej – tak samo 500 lat p.n.e., jak i w roku 2000, i bez względu na to, czy dotyczy to kraju trzeciego świata, czy któregoś z krajów rozwiniętych.

Wielokulturowość jest trudna, ale staje się znacznie trudniejszą, kiedy skłania się ludzi do skupiania się na różnicach, rozdrapywaniu starych ran, demonizowaniu całych grup i przyjmowaniu postawy ofiary. Wielu Amerykanów uwarunkowano tak, żeby mieli wyczuloną świadomość swojej rasy, płci, „tożsamości” itd. Ponadto aktywnie uczy się ludzi, że cudze opinie, słowa, wyrażenia, a nawet emocje mają wyzwalać u nich atak paniki albo złości.

Wybitnym postaciom z dziedziny duchowości i psychologii, od Buddy po ludzi nam współczesnych, zawdzięczamy zbiorową mądrość, która podpowiada, że jeśli chce się być szczęśliwym, należy nauczyć się ignorować opinie i osądy innych ludzi oraz to wszystko, czego nie jest się w stanie możesz zmienić, i – ogólnie rzecz biorąc – trywialne wydarzenia, z którymi stykamy się na porządku dziennym.

Tymczasem jednak, wbrew tym mądrościom, mamy nowe pokolenie inżynierów społecznych, którzy wmawiają ludziom, że mają być niezwykle czujni, nieustannie wypatrując wszelkich okazji, by mogli się obrazić – niewłaściwych słów, błędnych zwrotów i błędnych opinii wyrażonych niewłaściwym tonem.

Innym sposobem, w jaki elity budują niezgodę, jest akcentowanie wybiórczych statystyk i przypisywanie złych intencji, kryjących się za takim stanem rzeczy. Na przykład, jeśli tylko 20% informatyków stanowią kobiety, mówi się nam, że musi to być wynik seksizmu. Nie jesteśmy w stanie/ nie możemy stworzyć społeczeństwa, które ma doskonałą w proporcjach reprezentację we wszystkich zawodach dla wszystkich grup demograficznych. 98% mechaników samochodowych stanowią mężczyźni, a 94% pielęgniarek to kobiety. Czy to również zamierzamy „naprawić”? Jeśli radykalni lewicowcy przepchną swoje zdanie, będziemy zmuszeni. Tym, czego oni nie uznają, a może uznają, ale uparcie ignorują, jest fakt, że zmiany społeczne i kulturowe na szeroką skalę, jeśli w ogóle są na miejscu, muszą zachodzić w sposób naturalny. Społeczeństwo nie jest nieożywionym modelem matematycznym w komputerze, który można dowolnie usprawniać i „restartować”.

Każdy kraj i każda grupa etniczna ma swoją mroczną historię, w której silniejsi wykorzystywali grupy stosunkowo słabsze. Ale wiecie co? To się wciąż dzieje. Tyle tylko, że elitarni „inżynierowie społeczni” stosują dziś znacznie bardziej wyrafinowaną taktykę. Dewaluują walutę i mówią, że dostaliście podwyżkę. Karmią was trucizną, a następnie doprowadzają do bankructwa drogimi kuracjami, które jedynie wyciszają objawy. Niszczą Syrię i Libię i mówią wam, że to „wojny humanitarne”; zamieniają w gruz domy 20 milionów ludzi, przyjmują milion uchodźców i mówią wam o tym, jak bardzo współczujący jest system i że macie go szanować. Zniewalają ludzi długiem i środkami masowego przekazu i mówią, że niewolnictwo zostało wyeliminowane dawno temu.

Żeby odwrócić uwagę od udręki życia w systemie totalitarnym pod rządami oligarchów – tego 1%, będącego właścicielem połowy światowego bogactwa – wyczarowują sposoby na tworzenie wojny domowej, wskutek czego wojujemy ze sobą nawzajem zamiast z nimi.

Zaburzenia autoimmunologiczne zaczynają się wtedy, kiedy układ odpornościowy człowieka staje się niezwykle wrażliwy i atakuje ciała nieszkodliwe – powiedzmy pyłek kwiatowy. W niektórych wypadkach układ odpornościowy jest tak „paranoidalny”, że zaczyna niszczyć własne tkanki. W końcu całe ciało ogarnia stan zapalny. I tak samo jest ze społeczeństwem.

Elity wywołują w Ameryce S. A. D. – społeczną chorobę autoimmunologiczną.

Nie poddajmy się tej niebezpiecznej chorobie, którą w ostatecznym rozrachunku sami na siebie sprowadzamy. Nie dajmy się wmanipulować w walczenie ze sobą nawzajem. Poświęćmy trochę czasu dla siebie, wyłączmy na chwilę media głównego nurtu, wydostańmy się z bańki i wyciągnijmy rękę do sąsiada, kolegi, rodziny i przyjaciół. Ameryka jako kraj znajduje się na rozdrożu, a następne dziesięciolecie może przynieść bezprecedensowe zmiany i wyzwania. Jedyną drogą naprzód jest zebranie się razem, odłożenie na bok ideologii i podyskutowanie o problemach w sposób logiczny i konstruktywny oraz dokonanie syntezy podstaw dostatniej przyszłości. Jeśli nie podejmiemy tych wysiłków, w najlepszym razie w 2100 roku Amerykanie mogą zacząć domagać się zniszczenia pomników wzniesionych w 2017 roku. Zaś w najgorszym…. cóż, prawdopodobnie wolelibyście się nad tym nie zastanawiać, choć mogłoby to być bardzo przydatne.


Chris Kanthan
jest autorem nowej książki pt. Syria – War of Deception, która jest dostępna w wersji skondensowanej i dłuższej, bardziej szczegółowej. Chris mieszka w San Francisco Bay Area, odwiedził 35 krajów i pisze o problemach świata, polityce, ekonomii i zdrowiu. Napisał też książkę „Deconstructing Monsanto”. Jego konto na Twitterze to @GMOChannel

 

Tłumaczenie: PRACowniA

Hajże na Soplicę!!!!

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/11/19/hajze-na-soplice/

Herstoryk
18 listopada 2017

W narodowej epopei „Pan Tadeusz” klucznik Gerwazy, mający osobiste porachunki z rodem Sopliców, skutecznie podjudza sprytnymi półprawdami i kłamstwami niezadowoloną szlachtę, płonącą chęcią lania skóry Moskalom, do ataku na cel zastępczy, Sopliców właśnie.

Podatność na kierowanie gniewu i frustracji społecznych na dogodne kozły ofiarne nie jest oczywiście wyjątkową cechą Polaków, wydają się oni jednak – jak dowodzi historia – bardzo podatni na taką manipulację. I tak na przykład po Potopie Szwedzkim kozłami ofiarnymi stali się Arianie i protestanci/innowiercy, w II Rzeczpospolitej za bolączki winiono żydów, w PRLu amerykańskich agentów i „wrogów ludu”, teraz zaś przyszła kolej na islam, muzułmanów i imigrantów.

Epidemia!

Bezsensowna islamofobia i ksenofobia szerzą się dziś w całej Europie. Spróbuję zatem dokonać zwięzłej analizy źródeł tych nastrojów przy użyciu racjonalizmu, znajomości historii, perspektywy, doświadczenia i zdrowego rozsądku.

Wyjątkowo zadziwia nasilenie i gwałtowność tych nastrojów w Polsce, biorąc pod uwagę śladową obecność muzułmanów i uchodźców w kraju nad Wisłą. Pozostawię socjologom i psychologom orzeczenie, czy bierze się to z powszechnej ignorancji i braku kontaktów z ludźmi innych kultur i/lub kolorów skóry, czy z prymitywnego ludowego nacjonalizmu narodu poturbowanego przez historię, czy wreszcie ze strachu i niezadowolenia, szukających jakiegoś ujścia, czy, co jest najbardziej prawdopodobne, z toksycznej mieszanki wszystkich tych składników.

Czarne chmury

Cywilizacja zachodnia ma obecnie bardzo poważne fundamentalne problemy, grożące jej załamaniem i upadkiem.  Stoi w obliczu:

  • zachwiania zachodniej dominacji nad globem, z czego wynikają desperackie, absurdalne i skazane na porażkę wojny na Bliskim Wschodzie oraz agresywne, demonstracyjne potrząsanie szabelką na Dalekim Wschodzie;
  • postępującej i zaawansowanej degeneracji demokracji przedstawicielskiej, która wysługuje się dziś najbogatszym oraz wpływowym grupom nacisku reprezentującym wąskie interesy partykularne. Wiąże się z tym upadek zaufania społeczeństw do polityków, instytucji państwowych i naukowych oraz mediów;
  • ostrego i długotrwałego kryzysu ekonomii, gdzie „wzrost” opiera się na dodruku pustych walut, spekulacjach finansowych i rozbuchanym konsumeryzmie „na kredyt”. Skutki to ukryte i jawne bezrobocie, prekariat (zatrudnienie doraźne i na śmieciówkach), uwiąd i ubożenie klasy średniej, gigantyczne zyski dla mikroskopijnej grupy hiperbogaczy, drastyczne pogłębienie zróżnicowania społecznego oraz „tragedia dóbr wspólnych” czyli prywatyzacja wszystkich usług społecznych i majątku narodowego;
  • postępującego i narastającego zatrucia bezpośredniego otoczenia mieszkańców Zachodu i ich samych, przez wszechobecną w żywności i środowisku chemię – koktajl dziesiątków tysięcy słabo przetestowanych i kontrolowanych substancji. Ocenia się, że rocznie każdy mieszkaniec Europy, USA i Australii zjada z żywnością do 5 kg dodatków i „ulepszaczy”, że nie wspomnieć o środkach owadobójczych i ochrony roślin. Do tego dochodzą lotne związki organiczne z materiałów budowlanych, opakowań, artykułów pierwszej potrzeby, mebli i tkanin oraz gazy emitowane przez pojazdy mechaniczne. Można to wszystko bezpośrednio powiązać z epidemiami otyłości, alergii, cukrzycy, raków, autyzmu i zaburzeń psychicznych oraz drastycznym pogorszeniem płodności mężczyzn (ekstrapolując je w przyszłość, staną się bezpłodni w 2060 r.);
  • załamania klimatu, prawie na pewno spowodowanego przez emisję gazów cieplarnianych, objawiającego się destabilizacją pogody, gwałtownymi i niszczycielskimi zjawiskami atmosferycznymi i nagłymi przeskokami z jednej skrajności temperatury i/lub opadów w drugą;

Większość tych zagrożeń jest albo ignorowana przez polityków i media, albo traktowana wybiórczo i powierzchownie, bez naświetlania ich zakresu i powagi, albo wreszcie rozmyślnie zakłamywana. Wszystkie mają „pełzającą” naturę słabo widoczną dla koncentrujących się na życiu codziennym ludzi. Mimo to, podświadome poczucie zagrożenia wydaje się szerzyć w zachodnich społeczeństwach.

Strach i nienawiść – Fear and Loathing

Poczucie zagrożenia i bezsilności, niepewność i frustracja powodują narastanie niezadowolenia społecznego i nieufności wobec polityków, autorytetów i instytucji oraz szerzenie się teorii spiskowych. Brak nagłaśniania powyższych zagrożeń i otwartej uczciwej dyskusji na ich temat stwarza tymczasem politykom i oligarchii podatny grunt do manipulowania nastrojami społecznymi oraz pozwala na żerowanie na strachu i niezadowoleniu wyborców, poprzez przekierowywanie ich gniewu i agresji na dogodne kozły ofiarne. Przynosi to liczne korzyści polityczne. Po pierwsze, zrzuca winę na „Innych” i chroni oligarchiczne elity i idących na ich pasku polityków przed konsekwencjami ich decyzji i błędów. Po drugie pozwala działaczom politycznym na pozowanie na „Obrońców Ojczyzny” i „Patriotów”. Strach jest najsilniejszą ludzką emocją, a skutecznie nastraszone wyimaginowanym zagrożeniem społeczeństwo  entuzjastycznie łyka obietnice obrony i popiera pozerów, którzy je głoszą. Maksyma XVIII-wiecznego angielskiego literata i politologa, Samuela Johnsona, że „patriotyzm jest ostatnim schronieniem łajdaków”, jest uogólnieniem, zawiera jednak sporo prawdy. Karierę w polityce robią bowiem najczęściej oportunistyczni sojcopaci, którzy bez skrupułów grają na strachu, frustracji i psychologii tłumu, dla korzyści własnych i dla grup nacisku i poparcia.

Najlepszymi kandydatami na kozły ofiarne są zawsze ludzie z grup społecznych odróżniających się od większości społeczeństwa. Kolorem skóry, rysami, religią, ubiorem, obyczajami. Gatunek ludzki ma genetycznie zakodowaną nieufność do „obcych”, nie należących do rodziny/klanu/plemienia. Miało to być może ewolucyjne uzasadnienie we wczesnej fazie rozwoju ludzkości. W zglobalizowanym społeczeństwie przemysłowym jest jednak anachronizmem, podatnym na eksploatację i często prowadzącym do dramatów i tragedii.

Wzbudzenie i rozpowszechnienie strachu i nienawiści do wybranych kozłów ofiarnych jest szczególnie łatwe w czasach kryzysu i gwałtownych zmian społecznych. Tak było w Niemczech w latach 30-ch, gdy obolałe po klęsce w Wojnie  Światowej i dotknięte Wielką Depresją społeczeństwo skutecznie przekonano, że 0,75-procentowa żydowska mniejszość, prawie całkowicie zasymilowana, jest śmiertelnym zagrożeniem dla „Narodu” i „Niemieckości”. Dziś w podobny sposób straszy się imigrantami, a szczególnie muzułmanami. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że obawa przed islamem, imigrantami i nienawiść do nich są „tematem zastępczym”, świadomie propagowanym, manipulowanym i podsycanym przez rządzące elity i politycznych karierowiczów, żerujących na psychologii tłumów, na nieznajomości historii, na nieznajomości islamu i muzułmanów, na frustracjach wyborców i na „Syndromie/Efekcie Potwierdzenia”[1].

Odrobina historii

W tej fali strachu i nienawiści nie wie się, lub łatwo zapomina, że w latach 60-ch, podczas zachodnioeuropejskiej hossy gospodarczej i braku rąk do pracy, gastarbeiterzy z Turcji, Algierii czy Pakistanu byli często witani kwiatami i przemowami pochwalnymi. Nie wie się, lub łatwo zapomina, że bliskowschodni terroryzm zaczął się dopiero w 1973 roku, nie miał początkowo nic wspólnego z religią, a wszystko z konfliktem w Palestynie. Nie wie się, lub łatwo zapomina, że przez następne 20 lat był skierowany wyłącznie przeciw sponsorowanym przez Zachód domowym tyranom i skorumpowanym elitom w krajach muzułmańskich, uważanym za apostatów, a religii zaczął używać jako najlepszego lewara do zdobycia poparcia  tamtejszych społeczeństw.  Nie wie się, lub zapomina, że bezpośrednią przyczyną znalezienia się USA na celowniku bliskowschodnich terrorystów była Pierwsza Wojna w Zatoce w 1991 r., powstanie amerykańskich baz wojskowych w Arabii Saudyjskiej i okrutna, bezsensowna blokada ekonomiczna Iraku, która kosztowała milion ofiar głodu i chorób. Nie wie się, lub zapomina, że Europa znalazła się na celowniku bliskowschodnich terrorystów dopiero po napaści USA i ich europejskich satelitów na Irak w 2003 roku. Nie wie się, lub zapomina, że powódź uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki zaczęła się po rozbiciu Libii przez USA i ich wasali w 2011 r., co otwarło szlak przerzutu uchodźców i imigantów. Nie wie się, lub zapomina, że Zachód pod wodzą USA pośrednio wywołał wojnę domową w Syrii, próbując wykorzystać Arabską Wiosnę do usunięcia sprzymierzonego z Iranem Assada.

Przyczyny i metody manipulacji

Przełomowym momentem w manipulowaniu zachodnią opinią publiczną była wojna Jom Kippur w 1973 roku, która o mało nie skończyła się klęską Izraela. Jej bezpośrednimi skutkami było z jednej strony rozpoczęcie przez OWP (Organizacja Wyzwolenia Palestyny) kampanii terroru, w postaci porwań samolotów i ataku na żydowską reprezentację na Olimpiadzie w Monachium, a z drugiej – rozpoczęcie kampanii szkalowania OWP, Arabów i islamu przez zachodnie media, pod naciskiem i przy udziale syjonistycznych grup nacisku. Niezbędnym elementem każdego konfliktu jest wojenna propaganda, demonizująca przeciwnika. Nieuniknioną konsekwencją coraz głębszego grzęźnięcia Zachodu w bliskowschodnie wojny, ataki, rewolucje i zbrojne interwencje była intensyfikacja polityczno-medialnej kampanii propagandowej, mającej na celu przekonanie wyborców o zasadności i słuszności tego mieszania, poprzez szkalowanie islamu i muzułmanów. Była ona, i wciąż jest, entuzjastycznie popierana i wspomagana przez syjonistyczną diasporę żydowską, głównie w USA, demonizującą z początku Arabów, potem, po ataku 9/11 i napaściach na Afganistan i Irak – wszystkich muzułmanów, a wreszcie religię i kulturę islamu [2].

Dwa dziesięciolecia takiej wojny propagandowej ugruntowały i utrwaliły w społeczeństwach zachodnich  przekonanie o skłonności muzułmanów do przemocy i o ich okrucieństwie i krwiożerczości, rzekomo motywanych islamem i kulturą, choć zachodnie ofiary islamskich terrorystów to zaledwie tysiące, a islamskie ofiary zachodnich wojen i interwencji to miliony.

Podstawowe metody islamofobicznej propagandy to:

  • ukrywanie POLITYCZNYCH źródeł i motywów islamistycznego terroryzmu, poprzez koncentrowanie uwagi na wyznaniu oraz religijnych hasłach i sloganach terrorystów;
  • sensacjonalistyczne i wyjęte z kontekstu traktowanie wszystkich problemów społecznych powiązanych z islamem/imigracją;
  • sensacjonalistyczne nagłaśnianie każdej skrajnej wypowiedzi jakiegoś islamskiego oszołoma-kaznodziei, bez zwracania uwagi na jego rangę, wiedzę, czy popularność, z pominięciem podobnych bzdur głoszonych przez duchownych innych wyznań;
  • pełne, 24/7, nasycenie medialne informacjami o każdym, nawet trywialnym, wydarzeniu kryminalnym z udziałem muzułmanów/imigrantów oraz eksponowanie ataków terrorystycznych na Zachodzie, przy całkowitym niemal przemilczaniu innych incydentów kryminalnych i krwawych skutków zachodnich interwencji;
  • szerzenie półprawd i post-prawd/fałszywek przez media społeczne.

Zasiane w ten sposób uprzedzenia wyprodukowały w klimacie globalnego kryzysu finansowego i w połączeniu z nagłą nawałą uchodźców i imigrantów błędne koło samonakręcającej się epidemii irracjonalnego strachu, pogardy i nienawiści.

Błędne koło

Przytłaczająca większość ludzi jest silnie podatna na Syndrom/Efekt Potwierdzenia. Po uformowaniu jakiejś opinii, zwłaszcza związanej z silnymi emocjami jak np. strach czy wiara (religijna czy ideologiczna), prowadzi on do odruchowego odrzucania wszystkiego, co jej przeczy, oraz do równoczesnego bezkrytycznego wyławiania z potoku informacji wszystkiego, co ją potwierdza, bez względu na wartość i prawdziwość jednych i drugich doniesień.

Dwadzieścia pięć lat (od 1991 r.) wojennej, wysoce stronniczej i często islamofobicznej propagandy przez polityków i usługujących im korporacyjnych mediów głównego nurtu oraz propagatorów syjonizmu i „starcia cywilizacji” zbudowało potężny fundament uprzedzeń. Na nim powstała gigantyczna wirtualna internetowa Komora Echa, pełna coraz głośniejszych i bardziej skrajnych opinii i komentarzy „znawców” Koranu, „ekspertów” od historii chrześcijaństwa i islamu, „speców” od imigracji, integracji i kryminologii, których pewność siebie jest najczęściej odwrotnie proporcjonalna do prawdziwej wiedzy i ekspertyzy. Absurdalne brednie o „straconej Francji/Niemczech/Szwecji”, o „kalifacie niemieckim/francuskim/szwedzkim” o „zalaniu Europy”, o „poprawności politycznej nie pozwalającej na publikowanie prawdy o muzułmanach/imigrantach”, o „byczkach-gwałcicielach” o „muzułmanach wyłącznie terrorystach”, o „pasożytach na socjalu”, o „przestępczości imigrantów/muzułmanów”, o „religii pokoju”, o „strefach no-go” szerzą się wirusowo i są głośno, ochoczo i bezkrytycznie łykane i powtarzane. Wielu wyznawców (bo tylko tak można ich nazwać) tych nonsensów, jest gotowych wyjść na ulice, żeby manifestować swe fobie, a czasem nawet bronić „wartości” przez bicie „beżowych”.

Niezbędnik racjonalisty

Nie ulega wątpliwości, że imigranci, zwłaszcza z obcych kręgów kulturowych, zwłaszcza po traumie imigracji, często z dodatkiem wojny, od której uciekli, mogą mieć problemy z dopasowaniem się do nowych warunków, z integracją, zwłaszcza w klimacie nieufności, wrogości, strachu, dyskryminacji, zwłaszcza gdy czasy są ciężkie. Przestępczość i bezrobocie wśród nich są rzeczywiście wyższe niż wśród rodzimej populacji. Problemy te nie mają jednak żadnego związku z wyznaniem czy kolorem skóry i są powszechne i normalne dla imigrantów wszystkich ras i kultur. Dla Polaków w Austrii i Włoszech w 1981 r. Dla Wietnamczyków w Australii. Itp, itd. Biorąc to pod uwagę, racjonalnie myślący ludzie powinni w zetknięciu z powyższymi komentarzami i opiniami zadać sobie następujące zdrowo-rozsądkowe pytania:

  • Czy 8% muzułmanów we Francji, 5% w Anglii i Niemczech, 6% w Szwecji, z których, wg. wiarygodnych statystyk, tylko ok. 30% aktywnie praktykuje a 80% nieźle się zintegrowało, rzeczywiście grozi „straceniem” tych krajów, zaprowadzeniem tam „szariatu” czy ustanowieniem tam „kalifatu”, mimo niechęci reszty narodu i w konfrontacji ze zorganizowanym, sprawnym aparatem państwowo-policyjnym?
  • Czy ok. 5% muzułmanów w Unii Europejskiej rzeczywiście ją „zalewa”?
  • Czy nie podawanie przez policję imion i nazwisk aresztowanych sprawców wynika z „politycznej poprawności”, czy z wymagań prawa, nakazującego ich anonimowości do czasu potwierdzenia ich winy przez wyrok sądowy, bez względu na to, czy mają na imię Hans, Zbigniew, czy Ahmed?
  • Czy dysproporcja pomiędzy liczbą mężczyzn i kobiet wśród imigrantów jest „planowanym zalewem byczków”, czy wynika może z niechęci kobiet do wybierania się wraz z dziećmi w bardzo ryzykowną i niebezpieczną podróż, o ile nie są w naprawdę desperackiej sytuacji, i z preferencji do wysłania najpierw młodego zdrowego faceta dla utorowania drogi?
  • Z czego, jak nie z socjale, i gdzie, jak nie w najtańszych dzielnicach, wśród ludzi o niskim statusie społeczno-ekonomicznym, mają żyć przybysze, którzy nie znają języka, nie mogą legalnie pracować albo nie mogą zdobyć pracy przy wysokim bezrobociu?
  • Czy doniesienia medialne z sensacyjnymi nagłówkami o wykroczeniach i przestępstwach muzułmanów/imigrantów świadczą o ich wyjątkowej kryminalności, czy też są graniem pod publikę, bo takie sensacje są popularne wśród uprzedzonych odbiorców i zwiększają czytelnictwo/oglądalność, co przekłada się wprost na zyski z reklam?
  • Czy liczba gwałtów i rozbojów dokonywanych przez muzułmanów/imigrantów jest znacząco większa niż przestępczość rodzima i czy odróżnia się od przestępczości innych fal migracyjnych, jak np. Polaków w 1981 r.? Czy jest tylko o niej więcej hałasu, podsycającego ksenofobiczne uprzedzenia?
  • Czy nagłaśniane przez media głównego nurtu i społeczne ekstremalne i radykalne opinie, manifestacje i zachowania niektórych muzułmanów/imigrantów są reprezentacyjne dla całej ich społeczności, czy są tylko wyskokami marginesu oszołomów, publikowanymi z przyczyn propagandowych (patrz wyżej)?
  • Jak się mają ataki terrorystyczne i liczba ich ofiar, które są nagłaśniane do nasycenia, do prawie całkowicie przemilczanego zachodniego terroryzmu państwowego na Bliskim Wschodzie i jego ofiar cywilnych? I jak taka stronniczość oddziaływuje na nastawienie i opinie niektórych muzułmanów, łącznie z drugim i trzecim pokoleniem w Europie?
  • Jak wypada porównanie Biblii i pism ojców chrześcijańskich kościołów z Koranem i Hadisami i czy przypadkiem nie każda religia zawiera treści, które można interpretować jako zachętę do przemocy i używać w roli sztandarowych haseł działań i aktów politycznych?
  • Dlaczego islam szyderczo nazywany „religią pokoju” nagle i niespodziewanie pojawił się na ustach i sztandarach terrorystów dopiero 30 lat temu? Czy się wtedy zmienił, czy może jednak zrobił się tylko potrzebny do aktywności politycznej? No i wyznawcy której to religii wywołali 2 wojny światowe, w których z błogosławieństwem kleru po każdej stronie, zapewniającego, że „bóg jest z nami”, życie straciło 60 mln ludzi? I terroryzm IRA pod sztandarem katolickim oraz UDF pod protestanckim?

Racjonalnie myślący i trzymający się rzeczywistości ludzie dopiero po uczciwej i bezstronnej odpowiedzi na te pytania powinni formułować i głosić poinformowaną i racjonalną opinię na wrażliwy i potencjalnie wybuchowy temat.

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę naprawdę niebezpieczne zagrożenia dla zachodniej cywilizacji, wyliczone powyżej, demonizowanie pięciu procent muzułmanów w Europie i straszenie „islamizacją”, „kalifatem” i „przestępczością” jest rozmyślnym populistycznym biciem nacjonalistycznej piany, mającym na celu odwrócenie uwagi społeczeństw od prawdziwych problemów. Rządzące elity i sprzymierzone z nimi media dążą do uniknięcia za wszelką cenę zachwiania dotychczasowego porządku, który gwarantuje im władzę, gigantyczne zyski i bezkarność polityczną, a często i kryminalną. Obowiązkiem każdego zdrowo myślącego człowieka jest nie dać się zwariować, bo w przeszłości bardzo często prowadziło to do ludobójczych tragedii. Muzułmanie i imigranci to tacy sami ludzie jak wyznawcy każdej innej religii, reagujący podobnie na określone sytuacje polityczne i społeczne.

Demonizowanie, dyskryminacja i wrogość, przy równoczesnym oskarżaniu o niechęć do asymilacji są wzajemnie wykluczającym się logicznym nonsensem i samospełniającą się przepowiednią!

Szwedzkie post scriptum

Szwecja i wiązanie tamtejszej rzekomej epidemii gwałtów z imigrantami, a szczególnie muzułmanami, oraz rzekome strefy „no-go” w szwedzkich miastach są ulubionymi konikami islamofobów i ksenofobów, do znudzenia, bezkrytycznie powtarzanymi przy każdej okazji. Stały się wirusową legendą miejską, szerzoną i nagłaśnianą przez propagandystów mających silne związki z neokonserwatywną syjonistyczną alternatywną prawicą i/lub populistycznymi krzykaczami kręcącymi polityczne lody na straszeniu islamem i imigrantami.
Wiarygodne i obiektywne źródła nie potwierdzają żadnego z ww. mitów miejskich. „The Local”[3], opierając się na danych policyjnych potwierdza, że w szwedzkich miastach są strefy/dzielnice „specjalnej troski”, zamieszkane przez ludzi o niskim statusie ekonomiczno-społecznym, często właśnie imigrantów, gdzie przestępczość jest wyższa niż gdzie indziej i gdzie działają gangi oraz mniej formalne siatki przestępcze. Większość mieszkańców tych dzielnic prowadzi jednak normalne życie i czuje się względnie bezpiecznie. Wbrew bredniom o „no-go” obecność policji jest tam bardziej intensywna niż gdzie indziej, przy użyciu wzmocnionych patroli. Co więcej, ostra przemoc kryminalna w Szwecji maleje od lat 1990. choć wzrosło użycie broni palnej w porachunkach pomiędzy gangami.
Ogólnie rzecz biorąc, rzekome strefy „no-go” nie różnią się od wielu polskich „blokowisk”.

Epidemia gwałtów jest drugim mitem używanym do szerzenia populistycznej propagandy strachu. Opiera się on na rozmyślnym, dla celów propagandowych, zacieraniu różnicy pomiędzy „wykroczeniem/przestępstwem seksualnym”, a „gwałtem”. Szwecja ma najwyższą w Europie liczbę „PRZESTĘPSTW SEKSUALNYCH”, a nie gwałtów. Tylko i wyłącznie dlatego, że i „przestępstwo seksualne” i „gwałt” mają w szwedzkim prawie wyjątkowo szeroką definicję oraz nietypową metodę statystycznego liczenia tego typu wykroczeń . I tak, jeśli np. ktoś zgwałci kobietę 3 razy podczas jednego incydentu, jest to liczone jako 3 gwałty, a nie jeden. Jeśli ktoś w pracy rozmyślnie przez rok ocierał się 3 razy w ciągu tygodnia o koleżankę, będzie to wg. prawa liczone jako 156 PRZESTĘPSTW SEKSUALNYCH i taka właśnie liczba trafi do statystyk policyjnych i sądowych. Itp, itd.

Szwedzkie statyski PRZESTĘPSTW SEKSUALNYCH (nazywanych w propagandzie gwałtami) są silnie skorelowane NIE Z FALAMI IMIGRACJI, ale z KILKAKROTNYM W OSTATNICH DZIESIĘCIOLECIACH drastycznym zaostrzaniem prawa [4].

Źródła:

[1] Efekt potwierdzenia
[2] Ośmiornica podżegaczy nienawiści – część 1, część 2, część 3
[3] So… are they no-go zones? What you need to know about Sweden’s vulnerable areas
[4] Sweden’s rape crisis isn’t what it seems 

 

Ukraina, Syria, Niemcy, islamofobia…

blog polski

.

interview

.

Publikuję wywiad przeprowadzony przez Zygmunta Białasa ze mną. Wywiad był jego inicjatywą. Jako że poruszane były w nim sprawy aktualnej sytuacji politycznej w kilku regionach świata, dotyczące także i Polski, zdecydowałem się opublikować ten wywiad u siebie. Pierwotnie zostal on opublikowany na blogu Zygmunta Białasa w trzech częściach:
.
http://zygmuntbialas.blog.pl/2016/02/13/co-sie-dzieje-na-swiecie-13-02-2016/
http://zygmuntbialas.blog.pl/2016/02/15/co-sie-dzieje-w-europie-15-02-2016/
http://zygmuntbialas.blog.pl/2016/02/16/co-sie-dzieje-w-europie-16-02-2016/

Ja publikuję go w całości.

.

**************************************************************************

.

Zygmunt Białas:  Panie Andrzeju, czy Ukraina obroni się przed interwencją zachodu? Interwencją, która przyniosła wojnę domową, śmierć niewinnych ludzi i niewyobrażalne spustoszenie materialne i duchowe ukraińskiego ludu. Jak Pan sobie wyobraża ponowną stabilizację kraju nad Dnieprem?
.
Andrzej Szubert:  Panie Zygmuncie – powiem tak – najlepiej by było, aby Ukraińcy urządzili antymajdan, przepędzili juntę kijowską i zwrócili się w stronę Rosji. Przecież kulturowo, językowo i etnicznie Ukraińcy należą do ludów ruskich (Słowian wschodnich). Nawet to, że zachodnia część Ukrainy była pod zaborem austriackim, jej…

View original post 7 789 słów więcej

PEGIDA – czyli jak Gwiazda Dawida zapędza „patriotycznych Europejczyków” na fałszywe barykady „wojny z islamizacją”.

Avituv podczas przemarszu zwolenników PEGIDY we Frankfurcie nad Menem 26 stycznia 2015

Podczas ostatniego przemarszu zwolenników ruchu PEGIDA (Europejscy Patrioci Przeciwko Islamizacji Zachodu) we Frankfurcie nad Menem izraelski psycholog – dr Rotem Avituv(agent Mossadu? Bardzo prawdopodobne, według mnie niemal pewne. – przemex) wygłosił zatrważające przemówienie, przesiąknięte retoryką ery nazizmu. Owinięty niemiecką flagą oraz z widoczną w pobliżu powiewającą flagą Izraela, powiedział do wiwatującego tłumu:

„Staniemy ramię w ramię i zajmiemy się kwestią prawdziwych nazistów. Naziści są częścią mentalności islamu. Są wśród tych, którzy chcą sprzedać Niemcy za głosy […] wy jesteście prawdziwym duchem Niemiec, islam chce was przejąć i wydoić. Oni nie są Niemcami, oni was nie kochają. Oni kochają siebie. Od wielu lat patrzę na Niemcy […] nigdy nie wstydziliście się za siebie i nie chodzi nawet o przeszłość, wy i ja jesteśmy jednością, jesteśmy braćmi! Muzułmanie mówią, że jesteśmy islamofobami, tak! Jestem islamofobem, bo fobia to strach, a ja obawiam się morderstwa, obawiam się gwałtu, chcę, by Niemcy byli bezpieczni…Pieprzcie się, my jesteśmy silniejsi, my zwyciężymy!”

Ze strony linkedin dowiadujemy się, że Avituv jest psychologiem behawioralnym na prywatnym uniwersytecie Netanya Academic College w Izraelu i specjalizuje się w terapii behawioralno-poznawczej (CBT), w racjonalno-emotywnej terapii behawioralnej (REBT), w zaburzeniach lękowych, zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych (OCD) oraz w depresji.

Podczas przemarszu przemawiała również członkini PEGIDY, „odważna niemiecka kobieta” – Heidi Mund, o której rok temu zrobiło się głośno w światowych mediach, po tym jak udała się do niemieckiego kościoła, w którym odbywało się spotkanie modlitewne muzułmanów, i krzyknęła z balkonu „Tylko Jezus Chrystus jest panem Niemców. Przerywam to przekleństwo!”(ta wypowiedz również śmierdzi prowokacją, wygląda to na próbę zapędzenia fanatycznych chrześcijan do wojny z islamem, wojna religijna wisi w powietrzu – przemex.) Od tego czasu Mund jest wychwalana w ewangelikalnej stacji nadawczej Christian Broadcast Network, z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, gdzie widzowie są proszeni o modlitwy w jej intencji.

Manifestacja PEGIDY w Dreźnie 12 stycznia 2015

Związek PEGIDA został założony w październiku 2014 przez Lutza Bachmanna i od tego czasu organizuje cotygodniowe demonstracje przeciwko „islamizacji Zachodu”. Bachmann – mający za sobą kryminalną przeszłość w związku z 16 włamaniami, jazdą po pijanemu, handlowaniem kokainą i napaścią – został zmuszony do zrezygnowania z pozycji przywódcy PEGIDY, po tym jak w styczniu b.r. opublikował na swoim koncie Facebook poniższe zdjęcie opatrzone podpisem: “On znowu tu jest”.

Były przywódca PEGIDY – Lutz Bachmann

https://pracownia4.wordpress.com/2015/01/31/izraelski-psycholog-wyglasza-mowe-na-przemarszu-skrajnej-niemieckiej-prawicy-przeciwko-islamizacji/

Uzupełnienie:

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/01/12/pegida-legida/

Co robi izraelski dr – psycholog na manifestacji PEGIDY, z flagą Izraela w tle? Dla mnie nie ulega wątpliwości że chodzi o zapędzenie niczego nieświadomych Niemców na fałszywe barykady „walki z islamizacją”. Jest to próba podzielenia społeczeństwa niemieckiego na tych co mają kochać i tych co mają nienawidzić muzułmanów, czyli dziel i rządź, spolaryzować społeczeństwo na dwie grupy, maksymalnie zradykalizować na przykład po przez akty przemocy, zmyślone przez media, prawdziwe(rzeczywiście popełnione przez imigrantów, ale rozdmuchane) lub zaaranżowane oraz propagandę medialną, pro i anty imigrancką i napuścić na siebie. Myślę że za dużą częścią aktów przemocy, popełnionych rzekomo przez imigrantów, stoją raczej służby i wynajęci przez nich szpece od brudnej roboty. Czysta operacja Tajnych Armii NATO – Gladio, Wujek Sam macza w tym palce, chodzi moim zdaniem o wciągnięcie Niemiec w strefę kontrolowanego chaosu. Kto na tym najbardziej skorzysta wszyscy wiemy. A przy okazji skompromituje się tych Niemców i te organizacje niemieckie, które mają dobre pomysły i postulaty na wyrwanie Niemiec z orbity wpływów osi USA/NATO/Izrael i odwróci się ich uwagę od kolonialnej zależności względem banksterów.

 

przemex

PS. Żeby nie było niejasności, nie jestem ani zwolennikiem imigrantów i przyjmowania ich w nieograniczonej ilości i zapewniania im pomocy socjalnej kosztem miejscowych i tym bardziej ich nie wybielam, bo nikt święty nie jest. Ani zwolennikiem migracji jako takiej, każdy bowiem powinien mieć zapewnione warunki bytowe we własnym kraju, tam gdzie się urodził i wychował, na przyzwoitym poziomie, żeby nie musiał emigrować, a szczególnie tam gdzie go nie chcą, choć tak naprawdę wędrówki ludów zdarzały się często i zdarzać się będą zawsze z różnych powodów, tego nie unikniemy, od czasu do czasu bowiem dopływ „świeżego” materiału genetycznego jest nawet korzystny. Ale też nie jestem przeciwnikiem imigrantów, nie wojuję z nimi i wojować nie mam zamiaru, bo to będzie tylko na rękę banksterom. Uważam że mocarstwa zachodnie powinny przestać się mieszać w sprawy wewnętrzne krajów muzułmańskich, organizować operacje pod fałszywą flagą, rewolucje, wojny domowe, finansować terrorystów i ograbiać je z zasobów, wtedy będzie można odbudować te kraje i większość imigrantów islamskich odesłać z powrotem do ich krajów. A co aktów przemocy popełnionych przez imigrantów, to jaką kto ma pewność że media jakiekolwiek, obojętnie czy „lewackie” czy „prawackie”, mówią prawdę a nie zmyślają? Nie byliśmy przy wielu tych zdarzeniach osobiście a opieranie się na czyichś relacjach nie zawsze jest dobre, nie mówię że tych zajść nie było, ale sprawa jest na tyle podejrzana że sądzę że część z nich mogła być operacją pod fałszywą flagą, obliczoną na podniesienie temperatury, jeszcze inne mogły być zmyślone. I najważniejsze, nie jestem zwolennikiem islamu, dla mnie to religia odżydowska na równi z chrześcijaństwem i nie jest mi do niczego potrzebna, jeżeli już to bronię prawa zwykłych muzułmanów(nie fanatyków i radykałów) do przyzwoitego życia w pokoju i dostatku, we własnym kraju i koniec, obrona islamskiej ideologii mnie nie interesuje!
I jeszcze jedno, wcale nie podobają mi się hasła typu „Europa dla Europejczyków”, niech potomkowie białych kolonistów opuszczą pozostałe kontynenty, wtedy będą mogli sobie tak krzyczeć! Na razie brzmią jak hipokryci, nie dostrzegając tego co ich ojcowie i krewni wcześniej narobili na innych kontynentach niosąc innym „rasom”, „cywilizację”, „oświatę”, „boga”, i tym podobne bzdury do kwadratu!

przemex

Polska sprzeciwiła się żądaniom UE i USA – a raczej reżim w Warszawie odstawia cyrk na całą Europę.

Andrzej Duda

Prezydent Polski zatwierdził kontrowersyjne poprawki, uszczuplające pełnomocnictwa Trybunału Konstytucyjnego. Warszawę do rezygnacji z tego kroku namawiała Komisja Europejska i Parlament Europejski. Swoje niezadowolenie demonstrują również USA.

Z krytyką polskich władz wystąpiła Komisja Europejska oraz kilka frakcji Parlamentu Europejskiego. Sens tych wypowiedzi polegał na tym, że w Polsce podrywane są podstawy ustroju demokratycznego. Wiceprezydent Komisji Europejskiej Frans Timmermans skierował do szefa MSZ Polski Witolda Waszczykowskiego oraz ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry list z wezwaniem do nieodbierania niezależności sędziom Trybunału Konstytucyjnego.

Z ostrą krytyką wystąpił także szef MSZ Luksemburga, który przewodzi obecnie w Unii Europejskiej, Jean Asselborn. Rozwój wydarzeń w Warszawie przypomina mu „kurs reżimów dyktatorskich”. Wezwał Komisję Europejską do podania rządu RP do sądu na początku przyszłego roku i sprawdzenia akt tej sprawy. Jeśli rząd w  Warszawie nie skoryguje swojego kursu, to Unia Europejska powinna nałożyć na niego sankcje, uważa Asselborn – tylko ile warta jest krytyka reżimu w Warszawie ze strony banksterskich marionetek? Przecież to zwykła gra pozorów, gdzie zarówno „polskich” jak i „europejskich” polityków wpuszcza się maliny wojny o „demokrację”, „wolność słowa”, itp. A za kulisami tej „wojny” USA i ich właściciele z Wall Street i Londynu realizują ostatnie etapy podboju Europy – przemex.

Niezadowolenia z działań Warszawy nie ukrywają USA – to również śmiechu warta gra pozorów – przemex. Jak pisze Gazeta Wyborcza na podstawie znanych jej źródeł w amerykańskiej administracji, Barack Obama „odsuwa w czasie spotkanie z Andrzejem Dudą i daje do zrozumienia, że przeprowadzenie szczytu NATO w Warszawie w lipcu nie jest pewne”. Dyrektor Międzynarodowego Instytutu Państw Najnowszych, politolog Aleksiej Martynow nazywa to, co się dzieje, grą „lekko frondującego satelity i metropolii”. „Kiedy Polacy pozwalają sobie na nieco więcej niż zwykle, zza Oceanu ich się nieco strofuje, czyniąc wrażenie, że dzisiejsza polska władza nie jest proamerykańska, jak się o niej dziś mówi. To swojego rodzaju gra, która będzie pozwalać wewnątrz Polski pozycjonować PIS jako z lekka frondującą wobec Stanów Zjednoczonych partię” – powiedział Martynow dla gazety „Wzgliad”.

Nie oczekuje on zaostrzenia się polsko-amerykańskich stosunków, ale jest przekonany, że projekt konsolidacji władzy w rękach partii Kaczyńskiego został ustalony z Waszyngtonem – zgadza się, tak proamerykańska partia jak PiS, mająca powiązania ze środowiskami neokonów w USA niczego nie robi bez konsultacji ze swoimi mocodawcami z Waszyngtonu, Pentagonu i Wall Streetprzemex. „Inna sprawa, że dziś ta partia dla zachowania swojego image powinna stwarzać lekko frondujące wrażenie i ono jest pokazywane zgodnie z ustaleniami. Tym bardziej, że w USA w przyszłym roku władza się zmieni, dlatego jaki sens miałoby dla nich obściskiwanie się z Obamą?” – podsumowuje ekspert – również zgoda, wprowadzają kosmetyczne „zmiany”, które niczego dobrego Polakom raczej nie przyniosą, najwyżej skonsolidują władzę w rękach żydo-PiS-u i tradycyjnie podzielą społeczeństwo na zwolenników i przeciwników „demokracji” i „dyktatury” – przemex.

Politolog wyraził opinię, że wraz z konsolidacją władzy w jednych rękach, Polska nabrała charakteru poważnego gracza w regionie, stała się aktywniejsza w sprawie ukraińskiej, zajęła aktywne antyniemieckie stanowisko w stosunku do polityki migracyjnej kanclerz Angeli Merkel – i o to chodzi amerykańskim mocodawcom PiS-u, polityka prowadzona przez pisdzielców wpisuje się w amerykańską politykę w Europie dążącą do stworzenia agresywnego bloku państw w Europie Środkowej, gdzie Polska ma odgrywać jedną z najważniejszych ról, skierowanego głównie przeciw Rosji oraz Niemcom co prawda będącym kolonią USA, ale coraz mocniej powiązanym wspólnymi interesami gospodarczymi z Rosją, które to interesy coraz mocniej zagrażały pozycji gospodarczej i politycznej USA w samych Niemczech a co za tym idzie w całej Europie. Więc wywołano awanturę na Ukrainie aby zmusić UE do przyjęcia bezsensownych i szkodzących jej samej, sankcji gospodarczych wobec Rosji, prowadzącej rzekomo agresywną i imperialną politykę na Ukrainie, co miało storpedować rosnącą współpracę gospodarczą na linii Rosja-Niemcy-Francja-UE. A co z kolei ma utrzymać Europę Zachodnią w orbicie wpływów politycznych, gospodarczych i militarnych USA, próba narzucenia Europie szkodliwego porozumienia TTIP również wpisuje się w te plany. „Rządy” PiS-u są tu nie przypadkowe, konsolidacja władzy w ich rękach, proukraińskość, antyrosyjskość i pozorna antyunijność oraz antyniemieckość mają za zadanie wbić klin pomiędzy Rosję a Europę. Udzielenie kredytu Ukrainie jest nieprzypadkowe, w sumie tę „parę groszy” i tak nie zmieni katastrofalnej sytuacji gospodarczej Ukrainy ale pozwoli przedłużyć jej agonię przynajmniej do momentu w którym Ukraina będzie jeszcze potrzebna USA. Wojna domowa jeszcze się bowiem nie zakończyła, realizacja porozumień mińskich kuleje, a Ukropy zamiast się wycofywać z Donbasu, koncentrują siłę żywą i sprzęt, co prawda przestarzały ale jednak. Sądzę więc że w obliczu ostatecznego upadku Ukrainy szykuje się atak na Donbas(Polska ma najprawdopodobniej udzielić potrzebnego wsparcia), nie chodzi tu bynajmniej o zwycięstwo a o eskalację konfliktu i chaos, który w połączeniu z „kryzysem migracyjnym” pogrąży Europę a zarazem Polskę. – przemex. 

Z kolei ekspert oddziału europejskich badań politycznych IMEMO Rosyjskiej Akademii Nauk Konstantin Woronow widzi w tym, co się dzieje, niebezpieczną tendencję. Według jego słów, w zwycięstwie prawicowej koalicji i pojawieniu się związku prezydent – premier eksperci dostrzegli niebezpieczeństwo obrania przez Polskę bardziej pronacjonalistycznego kursu – to co prezentuje sobą PiS to żaden nacjonalizm, to karykatura nacjonalizmu, bo jak można łączyć nacjonalizm z kosmopolitycznym żydo-katolicyzmem, dodatkowo podlewając go rusofobią i wściekłym antykomunizmem. Jeżeli już PiS czymś jest, to najwyżej partią syjonistyczną, partią nacjonalistów i szowinistów żydowskich dążących do przekształcenia Polski w Judeopolonię – przemex.