Podgórski: Czy grozi nam III Wojna Światowa?

Podgórski: Czy grozi nam III Wojna Światowa?

 

We wschodnim basenie Morza Śródziemnego następuje koncentracja amerykańskich i rosyjskich sił marynarki wojennej i lotnictwa. Analiza Krzysztofa Podgórskiego.

„Wyczerpały się rezerwy zaufania w relacjach rosyjsko-amerykańskich”  – szef niemieckiego MSZ  Frank Walter Steinmeier.

„Ryzyko konfrontacji militarnej jest poważne, największe od dekad”  – przewodniczący monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Wolfgang Ischinger.

„Ogólna sytuacja na dany moment jest, jak myślę, bardzo zła, możliwie, że najgorsza od 1973 roku (przyp. aut. – czyli od czasów wojny arabsko – izraelskiej  „Yom Kippur” ) – ambasador Rosji przy ONZ Witalij Czurkin.

Trzy cytaty z ostatnich dni obrazują rosnące napięcie i konfrontacyjny kurs polityki Moskwy i Waszyngtonu. Co jest źródłem tego sporu, gdzie ulokowane są „punkty zapalne” i co na naszych oczach robią siły zbrojne obu mocarstw?

Koniec supremacji imperium, początek świata wielobiegunowego?

Kluczem do zrozumienia źródeł kryzysu w relacjach Rosja – Waszyngton nie należy upatrywać w konkretnym wydarzeniu typu wojna w Syrii czy niekonstytucyjne przejęcie władzy przez ugrupowania proamerykańskie w Kijowie i związana z nim rebelia we Wschodniej Ukrainie oraz rosyjska aneksja Krymu.

Po upadku i rozpadzie ZSRR Stany Zjednoczone weszły w pozycję światowego hegemona. Świat bipolarny zamienił się w jednobiegunowy. „Światowy żandarm” określał standardy, prowadził interwencje i wojny, niektóre nawet bez mandatu ONZ (Irak, Afganistan, Jugosławia, Libia, Syria). Rosja, gospodarczy wrak i polityczny bankrut, staczała się w okresie groteskowej prezydentury mającego problemy alkoholowe Borysa Jelcyna na margines światowej polityki. Jednak po wyborze na prezydenta Rosji Władymira Putina ten upokorzony kolos zaczął się dźwigać. Ukrócenie samowoli oligarchów, odzyskanie kontroli państwa nad kluczowymi elementami gospodarki, hossa cenowa na surowce pozwoliły reformować kraj. Wdrożono rewolucyjną reformę armii oraz ambitny program zbrojeń, nastawiony na nowe technologie. Zwycięstwa  militarne w Czeczeni i w konflikcie  z Gruzją, przywróciły rosyjskiej armii poczucie własnej wartości i siły. Wraz ze wzrostem siły ekonomicznej i militarnej wzrosły polityczne ambicje Moskwy. Znajdując wsparcie ze strony Chin rosyjskie kierownictwo zaczęło forsować koncepcję „świata wielobiegunowego”. Świata ze znaczącą oczywiście rolą odrodzonej Rosji. Co oczywiste, dla rządzących USA elit, rosyjskie pomysły są nieakceptowalne.

W tych warunkach, USA i kraje zachodu otwarcie wsparły niekonstytucyjny przewrót państwowy w Kijowie, zwany II Majdanem. Wywołało to bezprecedensową reakcję Moskwy, która poczuła się śmiertelnie zagrożona ekspansją NATO  ku swym granicom. W tych warunkach Rosja dokonała, fakt że przy wielkim poparciu lokalnej ludności, sprzecznej z prawem międzynarodowym aneksji Krymu. Moskwa wykorzystując kazus Kosowa, gdzie kraje zachodu wyżej postawiły zasadę prawa międzynarodowego, o prawie do samostanowienia narodów, niż zasadę nienaruszalności granic, uznaje ten krok za uzasadniony i prawnie dopuszczalny.

Rosja ewidentnie wsparła też rebelię we Wschodniej Ukrainie, a wobec zagrożenia jej spacyfikowania przez armię ukraińską,  w sierpniu 2014, „urlopowicze”  z rosyjskiej armii rozbili pod Iłowajskiem znaczące siły ukraińskie. Rebelianci i „wschodni wiatr”,  wyszli na tyły tzw. batalionów ochotniczych sformowanych z bojówkarzy „Prawego Sektora” i neofaszystów z partii Svoboda, doprowadzając do klęski Ukraińców i zawarcia rozejmu.  Obowiązujący aktualnie rozejm tzw. Mińsk II, nie satysfakcjonuje nikogo. Na Donbas płynie zaopatrzenie i środki finansowe dla ludności z Rosji oraz uzbrojenie i „doradcy” do powstańczych armii. Z drugiej strony obywatele USA zostali członkami rządu ukraińskiego, oraz administracji, częściowo ją kontrolując. Przykładem spektakularnym jest Michaił Saakaszwili obywatel USA, były prezydent Gruzji, dziś Gubernator Odessy – kluczowego obszaru Ukrainy drugiego jej miasta pod względem wielkości i największego portu Morza Czarnego. Tu również z USA płynie uzbrojenie, „doradcy” i wsparcie finansowe. Różnica potencjałów Ukrainy i zbuntowanej części Donbasu są przeogromne. W ocenie specjalistów, rozwiązanie militarne ze strony Kijowa to tylko kwestia czasu. Najprawdopodobniejsza jest operacja na wzór chorwackiej ofensywy „Burza” („Olujia) przeprowadzonej w sierpniu 1995, w wyniku której, Chorwacja rozbiła samozwańczą Republikę Serbów w Krajinie.

Dla Rosjan, permanentna ekspansja NATO na wschód, wbrew, jak twierdzą, porozumieniom związanym ze zgodą ZSRR na zjednoczenie Niemiec, traktowana jest za śmiertelne niebezpieczeństwo. O ile wejście w skład Paktu Północnoatlantyckiego Polski, Czech, Słowacji, Bułgarii, Rumunii, Węgier było dla Moskwy bolesne, ale akceptowalne, o tyle przyjęcie Litwy, Łotwy , Estonii zapaliło na Kremlu „czerwone światło”. Zagrożenie wejściem do NATO Ukrainy to już wizja infrastruktury NATO i wojsk USA na wysokości Wiaźmy i Rostowa, to tylko kilkaset kilometrów od Moskwy. Żaden prezydent Rosji nie będzie przyglądał się temu bezczynnie. Tym bardziej, że nie jest prowadzony jakikolwiek dialog z Kremlem. Po prostu Moskwa ma przyjąć do wiadomości suwerenne decyzje innych państw, w tym o wstąpieniu do NATO. Rosja tę suwerenność i niezależność Kijowa podważa, uznając jej władze za marionetki Waszyngtonu, które uzyskały władzę w kraju w drodze niekonstytucyjnej. W drodze, zdaniem Rosjan,  inspirowanego i sfinansowanego z zagranicy przewrotu.

W tej sytuacji nie dziwi, że Rosja tworzy na pograniczu z Ukrainą, dotychczas mającym symboliczne znaczenie, potężne trzy zgrupowania wojskowe. Formuje 1 armię pancerną gwardii i nowe dywizje wokół Wiaźmy, Smoleńska  i Rostowa. To tu rosyjscy planiści wojskowi widzą zagrożenie dla swego kraju.

Po obu stronach „lont” się tli, a linia rozgraniczenia wojsk ukraińskich i samozwańczych republik – Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej permanentnie jest w ogniu, giną cywile i żołnierze. Sytuacja jest napięta i w każdej chwili, przy niekorzystnej konfiguracji przypadków, może zamienić się w pełnowymiarowy konflikt zbrojny. Za plecami powstańców jest Rosja, za plecami Ukrainy USA i NATO.

Pomimo tego napięcia, sytuacja w wyniku mediacji tzw. czwórki normandzkiej oraz rozejmu Mińsk II nadzorowanego przez OBWE wydaje się pod kontrolą. Częściową, ale kontrolą społeczności międzynarodowej, o czym o wojnie w Syrii powiedzieć się nie da.

Syryjska „beczka prochu”

Apogeum swego rodzaju amerykańskiego mesjanizmu politycznego była próba zaszczepienia zachodnich standardów politycznych i praw człowieka w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie. Przybrało to nazwę tzw. „Arabskiej  Wiosny”. Była to próba obalenia rządzących, świeckich, wielokroć skorumpowanych dyktatorów i wprowadzenia demokracji na wzór zachodni. Niestety, w warunkach demokratycznych władza zaczęła trafiać w ręce radykałów islamskich, co zdestabilizowało Tunezję, Maroko, Egipt i doprowadziło do powstania tzw. państw upadłych jak Libia, Syria czy Irak, w których władze centralne kontrolują tylko część terytorium. Zaczął się szerzyć terroryzm, a w kierunku Europy z ogarniętych wojnami krajów popłynęła rzeka uchodźców. W Libii obserwujemy całkowity rozpad tego kraju. W tych warunkach „do gry” przystąpiła Rosja. Prezydent Putin rozpoczął swoistą krucjatę w celu zabezpieczenia i przywrócenia status quo. Duże dostawy taniej broni ciężkiej wsparły rząd w Bagdadzie walczący z Państwem Islamskim. Setki czołgów T-72, śmigłowce szturmowe MI-28, samoloty szturmowe SU-25 czy rakietowe miotacze ognia TOS-1 „Buratino” dały Irakijczykom oręż do walki z wahabicką rebelią. To właśnie stąd wdzięczni Irakijczycy, mimo sojuszniczej współpracy z USA, swobodnie przepuszczają przez swoje terytorium samoloty wojskowe Rosji zmierzające do Syrii. Nie gorsze relacje nawiązała Rosja z Egiptem, gdzie wojskowa junta obaliła demokratycznie wybrane władze islamistów i toczy krwawe walki z islamistami na Synaju. Rosjanie wspierają Egipt wywiadowczo i uzbrojeniem, właśnie trwają na Półwyspie Synaj wspólne manewry wojsk powietrzno – desantowych Rosji i Egiptu. Rosjanie uzgadniają też odtworzenie do roku 2019 swojej bazy morskiej w Egipcie w Sidi Barrani.

Rosja dysponuje już bazą lotniczą w Syrii w Chmejmim. Dwa tygodnie temu Moskwa podjęła decyzję o przekształceniu dzierżawionego od Syryjczyków portu w Tartu z czasowego miejsca bazowania, na potężną bazę morską floty rosyjskiej na Morzu Śródziemnym. Rosyjska interwencja w Syrii rozpoczęta w roku 2015 diametralnie zmieniła przebieg wojny domowej, wspieranej z zewnątrz. Prezydent Asad, mając wsparcie rosyjskiego lotnictwa oraz wojsk Iranu powoli odzyskał przewagę i dziś sukcesywnie spycha tak dżihadystów z syryjskiej  Al-Kaidy (An-Nusra – dziś nazywająca się Dżabhat Fateh asz-Szam) jak i tzw. umiarkowaną opozycję sponsorowaną przez zachód na czele z USA oraz terrorystów z Daesz.

Trwa kluczowa bitwa tej wojny, bitwa o największe miasto – Allepo. Jeśli zbuntowane wschodnie dzielnice zdobędzie armia rządowa i jej sojusznicy z Iranu, Iraku, Libanu i Palestyny, to ostateczne zwycięstwo prezydenta  Baszara Asada będzie kwestią czasu. Miliardy dolarów płynące przez lata do syryjskiej zbrojnej opozycji z Jordanii, Arabii Saudyjskiej, Wielkiej Brytanii i USA „pójdą w błoto”. Opozycja mająca przejąć Syrię i jej pola naftowe i gazowe zostanie unicestwiona. Scenariusz libijski,  jaki zaplanowano dla Syrii w kilku stolicach, może się nie ziścić. Stąd też taka skala gróźb pod adresem Rosji płynąca z Londynu i Waszyngtonu. Rosjanie są jednak zdeterminowani, na kolejne groźby USA utworzenia „strefy zakazu lotów” czy przeprowadzenia nalotów na pozycje armii syryjskiej odpowiadają zwiększaniem swojej obecności wojskowej i przerzucaniem konkretnych typów uzbrojenia. Napięcie stale rośnie, porozumienie zawarte 9 września w Genewie wynegocjowane przez Siegieja Ławrowa i Johna Kerry’ego, zostało przez elity rządzące w USA uznane za niekorzystne dla interesów Stanów Zjednoczonych. 5 pakietów dokumentów stanowiących jego fundament, regulujących rozejm, zasady walki z Daesz i An-Nusra oraz „mapa drogowa” politycznego rozwiązania kryzysu syryjskiego w ocenie Waszyngtonu zbyt znacząco uwzględniały postulaty Rosji. Szczególny opór nastąpił ze strony wojskowych. Analitycy uznali umowę zawartą w Genewie za nieakceptowalną politykę kapitulancką na rzecz Putina i rządzonej przez niego Rosji. Sabotowanie porozumienia przez Pentagon i „pomyłkowe” zbombardowanie wojsk syryjskich w Deir Ez Zor, doprowadziły do spektakularnego zerwania dróg porozumienia Moskwy i Waszyngtonu w sprawie Syrii.

Spirala wzajemnych oskarżeń narasta, z USA i Wielkiej Brytanii płyną ostre słowa, mówiące o odpowiedzialności Rosji za zbombardowanie konwoju ONZ i zbrodnie wojenne dokonywane w Syrii. Berlin i Londyn głośno mówią o wprowadzeniu kolejnych sankcji gospodarczych i politycznych przeciwko Moskwie, w związku z jej, w ich ocenie,  niekonstruktywną i agresywną postawą w Syrii.

Na sugestie bombardowań czy ataków rakietami manewrującymi na Syryjczyków Rosjanie odpowiadają nie mniej stanowczo. Generał Igor Konaszenkow – rzecznik rosyjskiego MON sugeruje sztabowcom Pentagonu analizę możliwości bojowych rosyjskich systemów przeciwlotniczych rozmieszczonych w Syrii i niedwuznacznie mówi, że Rosjanie nie zostawią syryjskiego sojusznika w obliczu ataku na pastwę Amerykanów. Więcej, Moskwa kieruje ku Syrii potężną ilość okrętów.

rosyjska-flota-marsz-z-siewieromorska-do-tartu

Rosyjska flota płynie ku Syrii

Marynarka wojenna Rosji rozpoczęła gigantyczny manewr siłami czterech flot w wyniku czego, za około 20 dni we wschodnim basenie Morza Śródziemnego dojdzie do skoncentrowania potężnych sił nawodnych wspartych okrętami podwodnymi, pływających pod banderą św. Andrzeja. 15 października z bazy Floty Północnej w Siewieromorsku, znajdującej się opodal Murmańska na Półwyspie Kola wypłynął w kierunku Syrii zespół największych okrętów rosyjskiej marynarki, na czele z okrętem flagowym – lotniskowcem „Admirał floty radzieckiej Kuzniecow”, krążownikiem „Piotr Wielki”, dwoma fregatami  „Siewieromorsk” i „Wiceadmirał Kułakow” oraz okręty wsparcia i zabezpieczenia.

Warto się zatrzymać dłużej, aby zaprezentować potencjał tego, co płynie. „Admirał floty radzieckiej Kuzniecow” to jedyny rosyjski lotniskowiec. Na pokładzie okrętu bazuje grupa lotnicza w składzie 14 myśliwców SU-33, 12 samolotów wielozadaniowych MIG-29 KR oraz grupa śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych Ka-27/Ka-29  oraz debiutujące w tej roli, śmigłowce uderzeniowe Ka-52K „Aligator”. Okręt dysponuje też silnym uzbrojeniem przeciw okrętowym, w postaci 12 wyrzutni rakiet P-700 „Granit” dysponujących zasięgiem aż 650 km i przenoszących opcjonalnie głowicę przeciwpancerną o masie 750 kg lub głowicę jądrową o sile 500 KT. Rakiety P-700 „Granit” przeznaczone są do zwalczania dużych okrętów, głównie lotniskowców przeciwnika.

Krążownik „Piotr Wielki” to jednostka typu „Orłan” projekt 1144. Rosja posiada dwie jednostki tego typu, ale tylko jedną sprawną, „Admirał Nachimow” znajduje się w remoncie. Krążowniki projektu 1144 to największe okręty w tej klasie na Świecie, ich wyporność to 26 000 t, dla porównania amerykańskie krążowniki typu „Ticonderoga” to tylko 9000 t. Rosyjski kolos uzbrojony jest w 20 wyrzutni rakiet P-700 „Granit” do walki z okrętami. Dodatkowo ma 12 wyrzutni przeciwlotniczych pocisków dalekiego zasięgu S-300F i 2 wyrzutnie OSA-M, do walki z samolotami. Okręty podwodne i torpedy, rosyjski  krążownik może zwalczać dwoma wyrzutniami rakietowych wyrzutni bomb głębinowych RBU-1000  i dwoma RBU-12000 oraz 2 zestawami wyrzutni po pięć torped kalibru 533 mm. Dodatkowo „Piotr Wielki” ma także dwa działa 130 mm i 8 zestawów  3K87 „Kortik”  składających się z zautomatyzowanych działek 30 mm i rakiet krótkiego zasięgu, służących do zwalczania przeciwokrętowych  pocisków skrzydlatych. Okręt osiąga prędkość 31 węzłów dzięki dwom reaktorom jądrowym. Awaryjnie okręt wyposażony jest jeszcze 2 turbiny parowe. Załoga to 727 oficerów i marynarzy oraz 15 lotników, bo na krążowniku bazują 3 śmigłowce Ka-27 PŁ

Wielkim okrętom towarzyszą dwie fregaty , wg nomenklatury Rosjan  duże okręty zwalczania okrętów podwodnych projektu 1155. Na okrętach zainstalowano 2 poczwórne wyrzutnie rakiet przeciw okrętowych „Rastrub-B” o zasiegu 90 km i prędkości 290 m/s. Okręt w ramach wyposażenia do walki z okrętami podwodnymi posiada dwa poczwórne aparaty torpedowe kalibru 533 mm wyrzutnie bomb głębinowych RBU-600. Fregata projektu 1155 oprócz tego ma dwie pojedyncze armaty 100 mm AK-100, rakiety przeciwlotnicze i systemy zwalczania celów powietrznych w tym rakiet przeciw okrętowych „Kindżał”. „Siewieromorsk” i „Wiceadmirał Kułakow” to nie jedyne okręty, jakie eskortują zespół Floty Północnej idącej ku Syrii. Wraz z okrętami bojowymi płyną okręty zabezpieczenia, holowniki oceaniczne, tankowce.

14 października, cieśniny duńskie przeszły dwie korwety typu Stierieguszczij projektu  20380, należące do Floty Bałtyckiej i obrały kurs na Morze Północne. Korwety „Bojkij” i „Sojkij” to jedne z najnowocześniejszych rosyjskich okrętów. Zaprojektowane jako jednostki trudno wykrywalne dla radarów o futurystycznych kształtach,  wyposażone są w groźne rakiety przeciw okrętowe Ch-35. Dwa bloki po cztery wyrzutnie pocisków „Uran” (Ch-35U) mających zasięg 260 km, uzupełniają rakietowo artyleryjski system przeciwlotniczy „Kortik-M”, działo 100 mm A-190 i pierwszy raz zastosowany na świecie okrętowy system obrony przeciwtorpedowej „Pakiet NK”. Korwety dołączą prawdopodobnie do zespołu floty płynącego z Siewieromorska do Syrii.

Równolegle z Sewastopola, Flota Czarnomorska skierowała na Morze Śródziemne 3 okręty rakietowe w tym dwa bardzo nowoczesne  21631 typu „Bujan M” : „Zielonyj Doł” i „Sierpuchow”. Oba okręty wyposażone są m.in., w 8 wyrzutni zawierających opcjonalnie albo rakiety manewrujące 3M-54 „Kalibr” rażące cele lądowe w odległości do 2500 km , albo ultra nowoczesne rakiety  przeciw okrętowe  P-800 „Oniks” o zasięgu 500 km i prędkości 750 m/s.

W Tartu (Syria) bazuje zaś grupa okrętów w tym krążownik rakietowy „Wariag” typu „Moskwa”. Okręt jest wprawdzie starszy i mniejszy od „Piotra Wielkiego” , wyporność to „tylko”  12 000 t. Na pokładzie ma śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych, 10 wyrzutni torpedowych kalibru 533 mm oraz 16 przeciwokrętowych pocisków P-1000 „Wulkan” oraz 8 wyrzutni przeciwlotniczych pocisków rakietowych dalekiego zasiegu S-300 „Fort”. Okręt posiada systemy przeciwlotnicze „Kindżał” i  „Osa” oraz wyrzutnie bomb głębinowych do zwalczania okrętów podwodnych. Flota Czarnomorska dysponuje też na tym akwenie okrętami podwodnymi projektu 636 „Warszawianka” . Tajemnicą poliszynela, jest fakt, że grupie wypływającej z Siewieromorska towarzyszą w głębinach dwa lub jeden okręty podwodne nosiciele międzykontynentalnych rakiet z głowicami jądrowymi i tzw. podwodny okręt myśliwski o napędzie atomowym.

17 października z portu we Władywostoku ruszyły w kierunku Syrii dwa okręty. Rosyjska Flota Oceanu Spokojnego oddelegowała na Morze Śródziemne niszczyciel „Bystryj”  projektu 956 (oznaczenie NATO typ. Sovriemiennyj) oraz fregatę projektu  1155 „Admirał Trubic” (oznaczenie NATO fregata typ Udaloy). Niszczyciel „Bystryj”dysponuje dwoma podwójnymi działami 130 mm, śmigłowcem Ka-27, wyrzutniami bomb głębinowych oraz dwoma podwójnymi wyrzutniami torpedowymi kalibru 53 mm. Głowna broń niszczyciela to dwie poczwórne wyrzutnie rakiet przeciw okrętowych P-270 „Moskit” o zasięgu do 250 km i prędkości 470 m/s przenosząca głowicę bojową o masie 320 kg.

Warto pamiętać, że Rosjanie niedawno wyremontowali lotnisko na Krymie i przećwiczyli już tam tymczasowe bazowanie samolotów TU-22M3. Te strategiczne bombowce (rosyjska nomenklatura – nosiciele rakiet), osiągają dwukrotną prędkość dźwięku i przenoszą rakiety przeciw okrętowe Ch-22 „Raduga” o prędkości 4000 km/h i zasięgu 500 km. Tym samym samoloty TU-22M3 swobodnie kontrolują wschodni obszar Morza Śródziemnego od cieśniny Dardanele po  Adriatyk i wybrzeże  Włoch oraz Libii.

Tydzień temu „Syria Express” – czyli zespół okrętów desantowych zapewniających zaopatrzenie wojskom rosyjskim w Syrii, dostarczył do Tartu dwubateryjny dywizjon rakiet S-300 „Antiej 2500”. Ta najnowsza, głęboka modernizacja systemu rakiet przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-300 służy do odpierania zmasowanych ataków lotniczych i rakiet manewrujących, na dalekich i średnich podejściach. Dodatkowo wojska syryjskie otrzymały od Rosjan nowoczesne przeciwlotnicze systemy rakietowo-artyleryjskie bliskiego zasięgu „Pancyr-S1”. Każdy pojazd wyposażony w radar, 4 działka 30 mm i 12 rakiet o zasięgu 20 km.

W nieodległym od Tartu (rosyjskiej bazy morskiej) lotnisku Chmejmim, rozwinięty jest dywizjon rakiet dalekiego zasięgu S-400 Triumf i grupa lotnicza licząca ok 40 samolotów i śmigłowców. Bazują tu m.in. 4 najnowsze myśliwce rosyjskie SU-35, 4 SU-30MK, 6 uderzeniowych SU-34 i 12 bombowców taktycznych SU-24M2. W każdej chwili kontyngent lotniczy Rosjanie mogą zwiększyć.

Generalnie, za dwa tygodnie między Syrią, Cyprem i Dardanelami, Rosjanie będą mieli gigantyczne zgrupowanie okrętów wspieranych przez lotnictwo pokładowe i bazowane w Syrii oraz na Krymie. Wszystko działające pod „parasolem przeciwlotniczym” ultra nowoczesnych systemów przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-300 i S-400.

Oficjalne stanowisko Moskwy, że jest to rutynowa, planowana rotacja, zespołu okrętów na czele z krążownikiem „Wariag” wypełniającego zadania osłony morskiej rosyjskiego kontyngentu walczącego w Syrii, wydaje się mało przekonujące. Jakim więc  celom ma służyć koncentracja rosyjskiej  morskiej  potęgi u wybrzeży Syrii za 3 tygodnie, nie wiadomo.

100724-N-5684M-823 PACIFIC OCEAN (July 24, 2010) The aircraft carrier USS Ronald Reagan (CVN 76) transits the Pacific Ocean with ships assigned to Rim of the Pacific (RIMPAC) 2010 combined task force as part of a photo exercise north of Hawaii. RIMPAC, the worldÕs largest multinational maritime exercise is a biennial event which allows participating nations to work together to build trust and enhance partnerships needed to improve maritime security. (U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 3rd Class Dylan McCord/Released)

Po drugiej stronie, krążąc pomiędzy brzegami Grecji a Egiptu, operuje nie mniej potężna amerykańska 6 Flota. W jej składzie, oprócz krążowników typu „Ticonderoga” , niszczycieli oraz fregat,  od niedawna są aż dwa wielkie lotniskowce  US Navy o napędzie atomowym klasy Nimitz. Wyporność takiego kolosa to 72 000 ton, ma on długość 332 metrów, a szerokość pokładu 76 m. Bazuje na nim mieszane skrzydło lotnictwa  w składzie od 60-85 samolotów i śmigłowców. Zasadniczo są to myśliwce F/a-18 „Hornet”, samoloty  wielozadaniowe F/A 18 „Super Hornet” , samoloty wczesnego ostrzegania E-2 „Hawkeye”, samoloty walki elektronicznej EA-6 „Prowler”  oraz śmigłowce SH-60 „Sehawk”.

Dodatkowo u wybrzeży Libanu operuje okręt flagowy francuskiej marynarki wojennej  –  lotniskowiec o napędzie atomowym „Charles de Gaulle”, wraz okrętami wsparcia i eskorty. Jego grupa lotnicza to 30  wielozadaniowych samolotów myśliwskich Dassault Rafale  i pokładowych samolotów uderzeniowych Dassault Super Etendard, cztery samoloty AEW typu Grumman E-2C Hawkeye.

Na „potencjalnym placu boju” są i Brytyjczycy. Od 3 grudnia 2015 r. Wielka Brytania, po uzyskaniu przez rząd zgody Izby Gmin, rozpoczęła naloty na Państwo Islamskie w Syrii. Do nalotów skierowano samoloty uderzeniowe typu  „Tornado” IDS i operują one z brytyjskiej bazy lotniczej na Cyprze w Akrotiri. Ta duża brytyjska baza lotnicza, służy i innym samolotom krajów NATO, jednak leży idealnie  na północ od syryjskiego portu Tartu i znalazła się w zasięgu rosyjskich rakiet S-300 rozmieszczonych tam przed tygodniem. Pośrednio, „przypadkiem”  Rosjanie za pomocą S-300 w pełni kontrolują bazę Akrotiri. W sytuacji konfliktu, start jakiegokolwiek samolotu kończyłby się bowiem, prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością,  jego zestrzeleniem.

Warto pamiętać, że w składzie 6 Floty USA, wchodzą okręty innych państw NATO w tym polska fregata ORP „Tadeusz Kościuszko”.  Polski okręt to amerykańska fregata typu Oliver Hazard Perry z pojedynczą prowadnicą przeznaczoną do wystrzeliwania pocisków przeciwlotniczych Standard oraz przeciw okrętowych RGM-84 „Harpoon” o zasięgu 120 km. Amerykanie darowali nam ten okręt ale, tylko z dwoma rakietami RGM-84G „Harpon” i 9 rakietami przeciwlotniczymi.

Jak zatem widać, na relatywnie małym akwenie, w pierwszych dniach listopada, we wschodniej części Morza Śródziemnego, przypadkowo na finiszu wyborów prezydenckich w USA,  znajdą się dziesiątki okrętów i setki samolotów obu „warczących” na siebie Supermocarstw.

Towarzyszące od dwóch lat napięcie między obu krajami, owocujące szeregiem incydentów z udziałem samolotów i okrętów obu krajów,  nie wróżą temu spotkaniu nic dobrego.

Należy żywić nadzieję, że politycy i wojskowi obu stron, zamiast przeć do starcia, dojdą do tego samego wniosku co komputer „Joshua” wyposażony w sztuczną inteligencję w słynnym filmie science-fiction w  reżyserii Johna Badhama  pt. „Gry Wojenne”. Pamiętamy dramatyczną końcówkę, gdy świat stojący u progu wojny nuklearnej uratował młody człowiek.  Zatrzymał on zarządzający amerykańskimi wyrzutniami nuklearnymi i chcący je odpalić serwer grą w kółko i krzyżyk. Serwer nie mogąc wygrać sam ze sobą „zmęczył” się  i zresetował, po czym  przywitał  się ze swoim twórcą  profesorem Falkenem, wypowiadając słynne zdanie – „Dziwna gra. Jedynym zwycięskim ruchem jest nie grać.”

Ta puenta filmowa w roku 1983 była jawnym pacyfistycznym przesłaniem dla tkwiących w spirali zbrojeń i prących do III Wojny Światowej:  USA i ZSRR. Niestety ten apel jest znów aktualny

Krzysztof Podgórski “Dziennik Trybuna”

Desperacja Zachodu w Syrii ciągnie nas w kierunku wojny światowej.

Polityka

PrisonPlanet.pl
Polska
2016-02-15

 Po zaangażowaniu się rosyjskich sił powietrznych w Syrii jak również wsparcia ze strony Iranu, Iraku, Libanu, Kurdów i Chin dla Damaszku właściwie cały front rebeliantów reprezentowanych przez odłamy al-Kaidy i ISIS został złamany. Obecnie trwa bitwa o największe miasto w północnej Syrii- Aleppo, skąd rebelianci nie będą mieli gdzie się wycofać jak tylko na tereny Turcji, która od początku sponsorowanej przez NATO i USA oraz kraje Zatoki rewolty zarządzała oddziałami w Syrii. Cała czteroletnia operacja Zachodu destabilizacji Syrii może okazać się fiaskiem, chyba, że Zachód zdecyduje się na desperacji krok wtargnięcia do Syrii, ryzykując konfrontację z wyżej wymienionymi siłami wspierającymi Assada.

Jak podał London Telegraph w artykule “Rosja ostrzega przed „nową wojną światową”, zaczynającą się w Syrii.”: “W czwartek Rosja ostrzegła przed „nową wojną światową” rozpoczynającą się w Syrii po dramatycznym dniu, w którym państwa Zatoki zagroziły wysłaniem sił lądowych. Po upadku ostatniej rundy rozmów pokojowych ministrowie spraw zagranicznych i obrony wiodących państw wspierających różne frakcje w rozdartym wojną kraju spotkali się na osobnych spotkaniach w Monachium i Brukseli. Zarówno Rosja jak i Stany Zjednoczone zażądały zawieszenia broni w długotrwałej wojnie domowej, tak by walka mogła być skoncentrowana przeciwko Islamskiemu Państwu Iraku i Lewantu (ISIS), by każdy kraj realizował ją na własną rękę i na sprzecznych warunkach. Jednak kraje Zatoki Perskiej na czele z Arabią Saudyjską, wyszły z własną inicjatywą mówiąc, że są zdecydowani by wysłać wojska lądowe do kraju. Wspierane przez nich grupy rebeliantów zostały rozbite w pył przez rosyjskie naloty i zmuszone do odwrotu przez wspierających reżim irańskich żołnierzy.”

Następnego dnia gazeta London Independent w artykule “Arabia Saudyjska Wysyła żołnierzy i myśliwce do bazy wojskowej w Turcji przed interwencją przeciwko Isis w Syrii” podała, iż: “Arabia Saudyjska wysyła żołnierzy i myśliwce do Incirlik, Tureckiej bazy wojskowej przed ewentualną naziemną inwazją Syrii. W sobotnim oświadczeniu dla gazety Yeni Safak turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu potwierdził rozmieszczenie na dzień przed wejściem w życie tymczasowego zawieszenia broni.

„Arabia Saudyjska zadeklarowała determinację wobec Daesh (arabski termin dla ISIS), mówiąc, że jest gotowa do wysłania myśliwców i żołnierzy”, powiedział. „Na każdym spotkaniu koalicyjnym zawsze podkreślaliśmy potrzebę szerokiej strategii zorientowanej na walkę z grupą terrorystyczną Daesh. „Jeśli będziemy mieli taką strategię to Turcja i Arabia Saudyjska będą mogły uruchomić naziemną operację.””

Widać więc obecnie zarysowującą się desperację Arabii Saudyjskiej, głównego sponsora sił rebelianckich ISIS jak również Turcji, głównego menadżera konfliktu, który jak niedawno odkryto skupował wykradaną z terenów okupowanego Iraku i Syrii ropę od ISIS. Dodatkowym silnym motywatorem dla tych krajów jest wzrastające bardzo dynamicznie bezrobocie, sięgające jak podaje najnowszy raport z Davos tylko wśród osób młodych do 30%, nie wliczając w to reszty populacji.

Ranking bezrobocia wg. publikacji Forum Davos (ciemniejszy kolor- większe):

Tak więc Arabia Saudyjska, Katar, Jordania i w mniejszym stopniu Turcja ucieka przed tymi problemami w wojnę. Według tego samego raportu Turcja może stać się jednak niestabilnym państwem, a na pewno takim się stanie jeśli rozpocznie masową wojnę z Rosją, Chinami, Iranem, Libanem i Syrią w regionie.

Raport na temat trendów dotyczących Arabii Saudyjskiej:

Ranking utraty kontroli nad krajem, upadek rządów narodowych (ciemniejszy kolor- większe):

Sytuacja w regionie staje się więc coraz mniej przewidywalna co grozi globalną wojną i zaangażowaniem się w konflikt na Bliskim Wschodzie sił z całego świata. Oby pragmatyzm i tym razem zwyciężył studząc zapał Zachodu.

Kryzysy 2016 według raportu Davos:

za: http://www.prisonplanet.pl/polityka/desperacja_zachodu_w_syrii,p2131502665

Uzupełnienie:

http://www.prisonplanet.pl/polityka/desperackie_opcje_nato_w,p304860090

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/02/16/atak-na-syrie/

Rozejm czy wojna? Konflikt w Syrii areną wojny regionalnej?

Dotąd myślałem że to rok 2014 w związku z rebelią na Majdanie, przyłączeniem Krymu do Rosji i wojną domową na Ukrainie był najbardziej napiętym i nieprzewidywalnym rokiem w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat od rozpadu ZSRR i „zakończenia” zimnej wojny. Ale jak widać sytuacja na świecie potrafi zmieniać się dynamicznie, bywa nieprzewidywalna. Każdy następny rok jest gorszy od poprzedniego, dziś w związku desperacką polityką imperialistycznego i bandyckiego zachodu na Bliskim Wschodzie, stoimy u progu wojny światowej. Wyniszczające starcie największych potęg jest jak najbardziej realne. Lepiej by dla ludzkości było gdyby zapowiedzi interwencji zbrojnej państw Zatoki Perskiej i ich mocodawców z zachodu w Syrii były tylko „pokazem siły” i swego rodzaju wojną psychologiczną obliczoną na zastraszenie przeciwnika. Bo jeżeli nie to czekają nas dramatyczne wydarzenia. Desperacja zachodu jest wielka, zainwestowali miliardy dolarów w zorganizowanie bandyckiej rebelii w Syrii, szkolili, zbroili, finansowali, przerzucali najemników i terrorystów z innych krajów, teraz kilkuletnia, terrorystyczna kampania przeciwko Syrii a co za tym idzie plany zachodu związane z destabilizacją i podbojem Bliskiego Wschodu a co za tym idzie destabilizacji całego kontynentu euroazjatyckiego zaczynają się załamywać, głównie dzięki polityce Rosji, wspierającej legalne władze Syrii, co budzi wściekłość zachodu i może spowodować nieobliczalne w skutkach jego zachowanie. Przy czym nie liczyłbym na to że w razie wybuchu dużego konfliktu regionalnego na Bliskim Wschodzie Polska będzie bezpieczna, jako państwo, w którym do władzy doszło, w dużej mierze dzięki głupocie części społeczeństwa, najbardziej agresywnie nastawione względem Rosji, marzące o wyprowadzeniu wojsk NATO na Moskwę(po wrak Tupolewa  😉 ), ugrupowanie polityczne, starające się przekształcić Polskę, nawet bardziej niż ich poprzednicy, w państwo przyfrontowe, przedmurze natowskiego imperializmu, atakującego Rosję pod wyssanym z palca pretekstem. A zapowiedz szalonego ministra obrony narodowej, udziału Polski w „walce” z „państwem islamskim” po stronie agresora tylko ustawia Polskę jako stronę konfliktu zbrojnego, na którego raz że nas nie stać, to jeszcze jego skutki mogą się okazać dla nas tragiczne.  Tak czy siak jeżeli nie dojdzie do agresji zachodu i jego bliskowschodnich przydupasów, sługusów i najemników na suwerenną Syrię, to nie ma co się zbytnio łudzić dopiero co ledwo wynegocjowanym, jeszcze nie obowiązującym „rozejmem”, bowiem przykład Ukrainy pokazuje nam że „rozejm” można łatwo zerwać pod byle pretekstem żeby móc rozpocząć działania wojenne. Tak naprawdę to sam „rozejm” może stać się zarzewiem wojny, zachód Syrii nie odpuści, za głęboko ci psychopaci zabrnęli w bagno i nie mogą, nie chcą się wycofać, dodatkowo mają bardzo poważne problemy wewnętrzne, głównie gospodarcze i finansowe, od których uwagę chcieliby odwrócić konfliktem zbrojnym na dużą skalę, przy okazji którego zarobili by krocie na produkcji i sprzedaży broni oraz dalszym zadłużaniu państw biorących udział w konflikcie. A także pozbyli by się dużej części ludzkości w przypadku konfliktu atomowego i mieli by pretekst do wprowadzenia rządu światowego, na gruzach wielu państw,  którego celem było by „rozwiązanie” skutków globalnej wojny wywołanej prze nich samych oraz ukazanie się w roli zbawców ludzkości od skutków „nieodpowiedzialnej polityki” rządów państw narodowych. Tak czy siak całym sercem jestem po stronie legalnego rządu Syrii i władz rosyjskich oraz ich sojuszników i mam nadzieję że mimo wielu przeszkód czynionych im przez żydo-banksterskich psychopatów oraz anglo-amerykański establishment będący na ich usługach, uda im się rozwiązać konflikt w Syrii bez skutków ubocznych w postaci wojny światowej.

przemex

100 dni rosyjskiej operacji wojskowej w Syrii.

100 dni rosyjskiej operacji wojskowej w Syrii

100 dni rosyjskiej operacji wojskowej w Syrii – sytuacja na frontach.

Styczeń 13, 2016

 
Rosyjska interwencja lotnicza w Syrii stanowiła wielkie zaskoczenie dla obserwatorów międzynarodowych. Szczególnie dlatego, że nastąpiła w momencie w którym upadek prezydenta Asada i klęska armii syryjskiej wydawały się być przesądzone. Po 100 dniach intensywnych rosyjskich nalotów i zaangażowania militarnego, warto przeanalizować co one zmieniły na skomplikowanej mozaice frontów syryjskiej wojny domowej.
Front północny i tureckie wsparcie rebelii
Północne obszary Syrii w tym granicę z Turcją, kontrolował w dużej części syryjski odłam Al-Kaidy, organizacja o nazwie Al-Nusra. Ta grupa rebeliantów zapewniała dostawy ropy do Turcji, w zamian otrzymując duże partie uzbrojenia i materiałów wojennych. Oddziały Al.-Nusry składają się częściowo z tureckojęzycznej ludności – Turkmenów. Ich brygady wielokrotnie wspierało lotnictwo tureckie bombardując pozycje syryjskiej armii rządowej.
SU-30 SM, lotnisko Chmejmim:
Tzw. Dywizja Nadbrzeżna stacjonująca w górach północnej części prowincji Latakija, regularnie przejmowała przybywających z Turcji świetnie wyposażonych i wyszkolonych przez USA rebeliantów, mających być tzw. umiarkowaną opozycją. W rękach bojowników Al.-Nusra jest tak artyleria, jak i amerykańskie rakiety przeciwlotnicze „Stinger” oraz kierowane rakiety przeciwpancerne BGM-71 TOW o zasięgu 3 km. Od 13 listopada 2015 armia rządowa (specjalnie sformowany elitarny Korpus Szturmowy) wspierany przez milicje Narodowych Sił Obronnych (NDF) oraz rosyjskie lotnictwo prowadzi permanentną ofensywę w ciężkich warunkach górskich, mającą na celu odzyskanie kontroli nad granicą z Turcją.
Dotychczas odbito bojownikom terytorium o powierzchni 300 km kw. i ok. 60 wsi oraz małych miejscowości. Aktualnie wojska rządowe systematycznie zmierzają do okrążenia głównej twierdzy rebelianckiej regionu, górskiego miasteczka Salma. Z chwilą utraty Salmy, sytuacja Al.-Nusry w Latakiji została  przesądzona. Miasto zostało zdobyte przez siły rzadowe i NDF przy silnym wsparciu rosyjskiego lotnictwa. Natarciem tym kierowali rosyjscy oficerowie, w tym jeden w randze generała. Armia zgromadziła tu liczne siły w tym artylerię, wojska pancerne oraz rosyjskiej produkcji rakietowe miotacze ognia TOS-1 „Buratino” wystrzeliwujące pociski termobaryczne.
Reportaż z bazy Chmejmim:
Pomimo to, w górskich dolinach, amerykańskie rakiety TOW będące w rękach bojowników, dokonały spustoszenia wśród atakujących syryjskich czołgów i wozów pancernych, zatrzymując na wiele tygodni armię rządową. Pod wpływem spektakularnej klęski ostatnich rezerw pancernych armii syryjskiej, oraz za radą doradców rosyjskich, radykalnie zmieniono taktykę. Nim czołgi wjeżdżają w doliny, okoliczne góry zdobywa piechota przy wsparciu artylerii, w tym wymienionych wyżej miotaczy ognia „TOS-1” oraz rosyjskiego lotnictwa. Śmigłowce szturmowe MI-24P oraz samoloty szturmowe SU-25SM Rosjan, wręcz „wyrąbują” korytarze ataku, syryjskiej piechocie. Aby obezwładnić rebeliancką obronę przeciwpancerną, Rosjanie dostarczyli Syryjczykom czołgi T-90 wyposażone w system obrony „Sztora-1”.
 System czujników ostrzega o namierzaniu czołgu przez operatora rakiety kierowanej i kieruje w jego kierunku przód wieży. Czołg następnie przy pomocy emiterów podczerwieni wysyła fałszywy impuls, paraliżując system naprowadzania rakiety. System naprowadzania rakiety przeciwpancernej śledzi położenie pocisku śledząc gorący wylot silnika rakiety. Wobec powstania kilku źródeł, wyemitowanych przez system obrony „Sztora-1”, system naprowadzania rakiety przeciwpancernej nie potrafi odczytać właściwego położenia pocisku i traci nad nią kontrolę. Tym samym czołg jest bezpieczny i może ostrzelać wykrytego operatora i wyrzutnię. Pomimo to walki mają charakter przewlekły i ciężki dla obu stron.
Na zdjęciu samolot uderzeniowy TORNADO GR4:
Gdy front utknął, na wydawałoby się nie do zdobycia górskiej pozycji bojowników, Rosjanie wsparli sojusznika i skierowali do walki roboty . Armia rosyjska przerzuciła za pomocą lotnictwa transportowego do Syrii roboty bojowe “Platforma M” oraz “Argo” . Po raz pierwszy w historii wojen, zespół 10 robotów (6 “Platforma M” + 4 “Argo”) kierowane przez zautomatyzowany system dowodzenia “Andromeda-D” z wpiętymi w to bezpilotowymi samolotami krążącymi nad miejscem bitwy i wsparciem baterii dział samobieżnych 2S3 “Akacja” kalibru 152 mm przeprowadził szturm mocno ufortyfikowanej pozycji terrorystów na wzgórzu 754,5 w północnej Latakiji.
6 “Platforma M”
 Dotychczas niezdobyte fortyfikacje zostały zajęte w ciągu niespełna 20 minut. 74 terrorystów zginęło, kilkudziesięciu w panice uciekło. Straty żołnierzy syryjskich ograniczyły się do zaledwie 4 rannych. Cała operacja koordynowana była z centrum dowodzenia w Moskwie za pomocą łączy satelitarnych. W ostatnich dniach w Górach Turkmeńskich spadł śnieg znacznie utrudniając warunki maskowania bojownikom. Część przełęczy stało się nieprzejezdnych.
 Wykorzystując to Rosjanie przetransportowali śmigłowcami na tyły rebeliantów oddziały 103 brygady syryjskiej gwardii narodowej, która odniosła kilka spektakularnych sukcesów znacząco poszerzając obszar kontroli wojsk rządowych.
Wojna o ropę syryjską i zyski z jej handlu
Niewątpliwie militarne zaangażowanie Rosjan podcięło źródła finansowania rebelii, oraz naruszyło wielkie interesy wpływowych ludzi w regionie, co w efekcie doprowadziło do największego od lat napięcia na linii Rosja-Turcja (członek NATO). Dane satelitarne oraz rosyjskiego zwiadu lotniczego wyjawiły ogromną skalę przemysłowego przemytu ropy naftowej wydobywanej przez islamskich rebeliantów i dostarczanej na obszar Turcji, skąd tankowcami ma trafiać, wg Rosjan do rafinerii wielkich koncernów na terenie krajów UE. Na jednym z ujawnionych zdjęć pogranicza syryjsko-tureckiego zgromadzone jest na parkingach 11 000 cystern samochodowych. Lotnictwo rosyjskie przeprowadziło serię ataków bombowych i rakietowych tak na będące w rękach islamistów instalacje naftowe, jak i konwoje ciężarówek transportujących ropę.
 Sztab wojsk rosyjskich podał, że zniszczono przeszło 1500 specjalistycznych pojazdów niszcząc setki konwojów z ropą. Podczas bombardowania jednego z nich, nieopodal granicy, turecki F-16 zestrzelił rosyjski bombowiec SU-24M. Mimo kryzysu dyplomatycznego i gróźb Ankary, Rosjanie kontynuują naloty, a bezpieczeństwo bombowców zapewnia zwiększona eskorta myśliwców oraz niezwykle groźny przerzucony do Syrii zestaw przeciwlotniczy dalekiego zasięgu S-400 „Triumf”.
 Specjaliści szacują, że na skutek rosyjskich uderzeń lotniczych w obiekty przetwarzania i wydobywania ropy jak i w konwoje, dochody ISIS z handlu ropą spadły o ok. 40 %.
Aleppo bitwa o drugie największe miasto
Walka o drugie co do wielkości miasto Syrii przebiega w myśl hasła: każdy walczy z każdym. W mieście i wokół niego obecne są oddziały Kurdów, ISIS, Wolnej Armii Syryjskiej, Al.-Nusry oraz, kontrolujące większość obszaru miasta siły rządowe. Na wschodzie wojska rządowe odniosły sukces przebijając się do będącej prawie od 3 lat w oblężeniu bazy lotniczej Kuwejris. Aktualnie tocząc ciężkie walki z ISIS rozszerzany jest tam obszar kontrolowany przez armię syryjską. Kluczowym miejscem wydaje się jednak obszar na zachód od miasta. To tam, armia rządowa wsparta lokalnymi milicjami NDF oraz milicjami irackimi i afgańskimi przecięła autostradę M5, którą rebelianci i islamiści przemieszczali swoje siły z prowincji Idlib do prowincji Aleppo oraz transportowali zaopatrzenie pomiędzy obiema prowincjami.

Mapa Syrii z zaznaczoną mozaiką obszarów kontrolowanych przez poszczególnych “graczy”.

ISIS, Kurdowie wspierani przez USA ale i przez Rosję, Al.-Nusra (Al.-Kaida) wspierana przez Turcję, tzw. Wolna Armia Syrii wspierana przez USA i jego sojuszników (Katar, ZEA, Arabia Saudyjska), wojska rządowe wspierane przez Iran i Rosję.

Według źródeł prorządowych jednym z głównych celów operacji w południowym Aleppo, oprócz oczywiście zabezpieczenia południowych przedmieść tego największego syryjskiego miasta, ma być “wyrąbanie” sobie korytarza w głąb prowincji Idlib i dotarcie do zamieszkanych przez szyitów miast Kafraya i Fuah. Oba te miasteczka są oblężone przez islamistów od początku 2015 roku, tj. od czasu zimowej ofensywy sił antyrządowych, zdobycia przez nich miasta Idlib. W lutym 2015 islamiści z Armii Podboju praktycznie całkowicie opanowali prowincję . Na tym odcinku frontu licznie walczą „doradcy” irańscy z Korpusu Strażników Rewolucji. Stanowią oni również kadrę oficerską przerzuconych tu jako wsparcie kilku tysięcy bojowników szyickich milicji irackich. Ofensywa rządowa na tym obszarze doprowadziła do przełamania frontu i wyzwolenia kilkunastu miejscowości.
Damaszek – stolica w ogniu walk
Zasadniczo pomimo ciężkich walk oraz wsparcia rosyjskiego lotnictwa wojska rządowe nie odnotowały tu znaczących sukcesów. Rebelianci mający duże zasoby uzbrojenia tak zdobycznego na wojskach rządowych jak i nowoczesnej broni zachodniej, w tym przeciwpancernej, dostarczonej przez monarchie Zatoki Perskiej stawiają skuteczny opór. Walczące tu ugrupowania w tym tzw. Armii Islamskiej mają wsparcie Kataru , Arabii Saudyjskiej i ZEA. Armia Islamska, to trzecia siła militarna walcząca z armią rządową po ISIS i Al.-Nusra, ma pod bronią blisko 30 tys. świetnie wyszkolonych i dobrze uzbrojonych bojowników. Jednak 25 grudnia 2015 w wyniku nalotu rosyjskich bombowców SU-34, kierowaną laserowo bombą KAB-500, trafiono sztab. Zginęło tam kierownictwo ugrupowania w tym dowódca gen. Zaharan Alloush. Rządowa 102 brygada armii i 416 pułk gwardii republikańskiej prowadzą natarcie w tzw. wschodniej Ghucie (obszar wokół Damaszku) i w grudniu 2015 odbili rebeliantom rejon bazy śmigłowców oraz kilka osiedli. Generalnie walki w Damaszku mają charakter krwawy i przewlekły. Typowa bitwa miejska w gruzowiskach wysokiej zabudowy, gdzie obie strony zasadniczo się wykrwawiły.
Wsparcie lotnicze Rosjan pozwala jednak siłom rządowym systematycznie zmniejszać obszar kontrolowany przez rebeliantów. W centrum Syrii armia rządowa w ostatnich dniach odbiła z rąk rebeliantów i islamistów około 10-11 miejscowości w południowej części prowincji Hama. Zlikwidowana została większość “worka”, który ciągnął się wzdłuż rzeki Orontes od rebelianckiej enklawy w prowincji Homs, aż pod miasto Hama, stolice prowincji o tej samej nazwie. Rządowa ofensywa w tym rejonie była sporym zaskoczeniem dla islamistów jak i obserwatorów konfliktu. Jest to efekt rosyjskiej taktyki, polegającej na przerzucaniu sił syryjskich w różne miejsca i prowadzenia krótkich zaskakujących ataków. Pozwala to mającej przewagę logistyczną i transportową, działającej po liniach dośrodkowych, armii rządowej na wytwarzanie lokalnej przewagi w ludziach i sprzęcie co pozwala w efekcie na krótkotrwałe działania ofensywne do czasu konsolidacji frontu, przez przerzucone w miejsce ataku rezerwy rebeliantów.
Również w centrum, przy wsparciu rosyjskich śmigłowców szturmowych MI-24P, przerzuconych na jedno z syryjskich lotnisk opodal Homs, 67 brygada ze składu 18 dywizji pancernej, oraz milicje NDF i batalion ochotników z partii Bas, prowadzą jest natarcie w kierunku starożytnego miasta Palmira kontrolowanego przez terrorystów z ISIS. 7 stycznia 2016 atakujący dotarli do przedmieść miasta. Południe – kontrola granicy z Jordanią W pierwszych dniach stycznia 2016 roku, zaskakujący atak wojsk rządowych nastąpił w prowincji Dara na miasto Szejh Mishin. Te obszary kontroluje tzw. Wolna Armia Syryjska uznawana za „umiarkowaną opozycję” wpierana przez USA i kraje zachodu. Walki mają na celu odzyskanie przez wojska rządowe kontroli nad granicą z Jordanią, którędy szmuglowana jest ropa i broń. Tu również rosyjskie bombowce SU-24M celnymi uderzeniami lotniczymi w tym rakietami Ch-29Ł i bombami kierowanymi starają się wesprzeć natarcie Syryjczyków.
Sukhoi_Su-24M_Pichugin-1
 Generalnie jak widać, wielkich sukcesów armia syryjska pomimo dostaw nowego sprzętu z Rosji, wsparcia lotniczego jej grupy lotniczej z bazy w Chmejmim oraz uderzeń lotnictwa strategicznego, w ciągu ostatnich 100 dni nie odniosła. Warto jednak pamiętać że w momencie rosyjskiego zaangażowania wojska Asada kontrolowały tylko 16% terytorium kraju, fakt że najbardziej zurbanizowane i zaludnione. Po drugie, po 4 latach wojny domowej armia rządowa jest wykrwawiona, nowi potencjalni rekruci w dużej mierze jako uchodźcy są poza granicami, w tym w Europie. Żołnierze Sunnici nie chcą walczyć i często porzucają sprzęt podczas ataku bojowników ISIS, a Alawici i Chrześcijanie, tak już nieliczni, ale stanowiący najlepszy komponent żołnierski, w dużej mierze polegli w toku dotychczasowych walk. Po trzecie, mające nadejść wsparcie Iranu, żołnierze Korpusu Strażników Rewolucji okazało się, w stosunku do potrzeb, niewielkie. Aczkolwiek w imię sprawiedliwości trzeba oddać, że to tam gdzie nacierali Irańczycy (na zachodzie Aleppo), pod względem terenu siły rządowe odniosły znaczące sukcesy i odzyskano największy obszar. W ostatnich tygodniach na północy rozpoczęło się udane natarcie Kurdów, wspieranych przez lotnictwo USA. Kurdowie zdobyli strategicznie ważną zaporę Tishrin, utworzyli przyczółek i nacierają w głąb pozycji Państwa Islamskiego. Również w ostatnich dniach rozpoczęły się naloty lotnictwa USA i atak sił kurdyjskich wspieranych przez komandosów US Army, na północ od Allepo rozpoczyna się „wyścig” o kontrolę nad tym miastem, ale to już materiał na odrębny artykuł.

225386_457678150972737_474248622_n Krzysztof Podgórski “Dziennik Trybuna”

http://novorossia.today/100-dni-rosyjskiej-operacji-wojskowej-w-syrii/

Al-Asad: zachodnie kraje opłakują uchodźców jednym okiem, a drugim celują z karabinu.

Prezydent Syrii Baszar al-Asad

O walce z PI, perspektywach procesu politycznego w Syrii, problemie uchodźców oraz o możliwości swojej rezygnacji w wywiadzie dla rosyjskich mediów opowiedział prezydent Syrii Baszar al-Asad.

—  Na początku kryzysu żądano od Pana przeprowadzenia reform politycznych i przekształceń. Jak Pan się odniesie do tego, aby podzielić władzę i współpracować z grupami opozycyjnymi?

— W odniesieniu do podziału władzy, pierwotnie go zrealizowaliśmy z częścią opozycji, która zgodziła się na to. Kilka lat temu weszła ona w skład rządu. Pomimo faktu, że podział władzy jest regulowany przez Konstytucję i wybory, my postanowiliśmy podzielić władzę teraz, aby przedsięwziąć jakiś krok do przodu — nie koncentrując się na skuteczności takiej decyzji.

Jeżeli dziś zapytamy któregokolwiek Syryjczyka, czego on teraz chce, pierwszą odpowiedzią będzie — bezpieczeństwa i stabilność dla każdego. Dlatego my, jako siły polityczne zarówno wewnątrz rządu, jak i poza władzą, jesteśmy zobowiązani skonsolidować się. Po pierwsze, musimy zjednoczyć się przeciwko terroryzmowi. To jest oczywiste i logiczne. I to się stało: niektóre grupy wcześniej walczyły przeciwko syryjskiemu rządowi, a teraz po naszej stronie przeciwstawiają się terrorowi.

W tym kierunku zostały już podjęte pewne kroki, ale chciałbym skorzystać z naszego dzisiejszego spotkania, aby zaapelować do wszystkich sił o zjednoczenie się w walce z terroryzmem. Ponieważ to jest droga do osiągnięcia politycznych celów wyznaczonych przez Syryjczyków, poprzez dialog i proces polityczny.

—  Jak Pan ocenia perspektywy Moskwy-3 i Genewy-3? Czy będzie to korzystne dla Syrii w tej sytuacji?

— Znaczenie Moskwy-3 polega na tym, że jest to platforma przygotowawcza do Genewy-3. Międzynarodowe kosponsorowanie genewskiego spotkania nie było bezstronne, podczas gdy Rosja w tej kwestii jest bezstronna i kieruje się zasadami prawa międzynarodowego i rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ. Od Moskwy-3 wymaga się przezwyciężenia tych różnic między poszczególnymi syryjskimi siłami, a także aby przejść do Genewy-3 ze skonsolidowaną pozycją. To zapewni warunki do sukcesu Genewy-3.

—  Jest oczywiste, że po rozwiązaniu irańskiej kwestii jądrowej Teheran będzie odgrywać coraz bardziej aktywną rolę w sprawach regionu. Jak bardzo jest dla was ważne wsparcie Teheranu? Czy, na przykład, okazywana jest pomoc wojskowa, i jaka?

– Obecnie nie ma opracowanej irańskiej inicjatywy. Są wstępne koncepcje i zasady, które oparte są przede wszystkim na zasadzie suwerenności Syrii. Iran wspiera syryjskie państwo w polityce, w gospodarce i sferze wojskowej. W ramach wsparcia wojskowego rozumie się nie to, co​niektóre zachodnie media starają się przedstawić jako wysłanie do Syrii irańskich jednostek wojskowych — to nie jest prawdą. Teheran dostarcza nam sprzęt wojskowy. Oczywiście, odbywa się wymiana personelu wojskowego między Syrią i Iranem, ale wymiana ta miała miejsce zawsze.

—  Jak może Pan skomentować pośrednie współdziałanie Zachodu z takimi organizacjami terrorystycznymi, jak „Dżabhat an-Nusra” i innymi radykalnymi ugrupowaniami?

— W odniesieniu do współpracy Zachodu z „Dżabhat an-Nusra” to jest to wiarygodny fakt. Wszyscy wiemy, że „Dżabhat an-Nusra” i PI w broń, pieniądze i ochotników zaopatruje Turcja, która ma bliskie stosunki z Zachodem. Wzrost swojej potęgi w regionie zarówno „Dżabhat an-Nusra”, jak i PI zawdzięczają patronatowi Zachodu, który rozpatruje terroryzm jako as, który można czasami wyciągnąć z rękawa i wykorzystać. Obecnie oni chcą wykorzystać „Dżabhat an-Nusra” przeciwko PI być może z tego powodu, że PI w pewnej mierze wydostało się spod ich kontroli. Jednak to nie znaczy, że oni chcą zniszczyć PI. Gdyby chcieli, to mogliby to zrobić.

—  Skoro mówimy o partnerach regionalnych, z kim jesteście gotowi do współpracy w walce z terrorystami?

– Oczywiście współpracujemy z zaprzyjaźnionymi krajami, przede wszystkim z Rosją, Iranem. Z Irakiem, który tak samo jak my zmaga się z terroryzmem. Jeśli chodzi o inne kraje, to jesteśmy otwarci na współpracę z każdym z nich, jeśli istnieje poważne pragnienie walki z terroryzmem. Nie widzimy tego w przypadku tzw. antyterrorystycznej koalicji pod przywództwem Stanów Zjednoczonych. W rzeczywistości pomimo faktu, że ta koalicja rozpoczęła swoją operację, PI kontynuuje ekspansję.

—  Już od ponad roku międzynarodowa koalicja pod przywództwem USA dokonuje nalotów na terrorystów w Syrii. Przy czym oni działają w tych obszarach, w których lotnictwo Syrii dokonuje nalotów na pozycje PI. Czy istnieje bezpośrednia lub pośrednia koordynacja między Pańskim rządem a koalicją w wojnie z PI?

— Zdziwi się Pan, ale odpowiem: nie. Rozumiem, że to brzmi niezbyt prawdopodobne — walczymy, jeśli można się tak wyrazić, ze wspólnym wrogiem, dokonujemy nalotów na te same cele w tych samych miejscach bez jakiejkolwiek koordynacji i nie zderzamy się ze sobą nawzajem. To może wydawać się dziwne, ale taka jest prawda. Między rządami a siłami zbrojnymi Syrii i Stanów Zjednoczonych nie ma koordynacji ani kontaktów.

Oni nie mogą przyznać i zaakceptować faktu, że jesteśmy jedyną siłą, która walczy z PI „na ziemi”. Z ich punktu widzenia być może współpraca z syryjską armią byłaby przyznaniem naszej skuteczności w konfrontacji z PI. Niestety to stanowisko odzwierciedla krótkowzroczność i upór amerykańskiej administracji.

—  Mieszkał Pan na Zachodzie i przez jakiś czas obracał się Pan w kręgach zachodnich przywódców, którzy od samego początku kryzysu uparcie wspierają grupy zbrojne dążąc do obalenia Pana. Jakie będą Pańskie odczucia, jeśli będzie Pan musiał ponownie pracować z tymi samymi liderami i ponownie uścisnąć im rękę? Czy będzie Pan w stanie ponownie im zaufać?

– Po pierwsze, to nie są osobiste stosunki, a międzypaństwowe. Kiedy mówimy o relacjach między krajami, mówimy o pewnych mechanizmach, a nie zaufaniu. Zaufanie to kategoria osobista, na której nie można polegać w stosunkach politycznych między ludźmi. Nie można opierać losów dziesiątków lub nawet setek milionów ludzi na zaufaniu między dwojgiem ludzi. Powinien istnieć mechanizm. Gdy tak jest, można także mówić o zaufaniu. Innym zaufaniu, nie osobistym.

Po drugie, głównym zadaniem każdego polityka, rządu, premiera czy prezydenta jest praca dla dobra swojego narodu i kraju. Jeśli spotkanie czy uścisk dłoni z kimś wyjdzie na dobre syryjskiemu narodowi, muszę to zrobić, czy mi się to podoba czy nie.

—  Panie prezydencie, obecnie trwa ogromny napływ uchodźców — w znacznym stopniu uchodźców z Syrii — do Europy. Jak Pan rozważa potencjalnie tych ludzi, którzy są teraz zmuszeni do opuszczenia Syrii?

— Każdy człowiek, który opuszcza Syrię, to niewątpliwie strata dla kraju, bez względu na jego pozycję czy możliwości. Mówię o wszystkich obywatelach z wyjątkiem terrorystów. Więc dla nas ta migracja to wielka strata.

Jeśli wierzyć propagandzie zachodnich mediów, wszyscy oni uciekli od państwa syryjskiego, które ich prześladowało i zabijało. Przekazywano tak, jakby oni byli wrogami państwa. Jakie było zdziwienie Zachodu, kiedy większość z nich w dniu wyborów prezydenckich w Syrii udała się do urn, aby oddać swój głos na prezydenta. Tego samego, który rzekomo ich zabija. Był to poważny cios dla propagandystów.

Faktem jest to, że w rzeczywistości osoby te opuściły Syrię głównie ze względu na terrorystów i ze strachu przed śmiercią, ale także z uwagi na konsekwencje terroryzmu. W warunkach terroru i zniszczenia infrastruktury nie ma możliwości zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb. W rezultacie ludzie uciekają przed terroryzmem i szukają możliwości do zarabiania na życie w jakiejkolwiek innej części świata.

Kraje zachodnie opłakują uchodźców jednym okiem, a drugim celują z karabinu. Konieczne jest usunięcie przyczyn tego problemu. Jeśli Europejczycy są zaniepokojeni losem uchodźców, niech oni przestaną wspierać terrorystów. Takie jest nasze zdaniem w tej kwestii. Jest to sedno kwestii uchodźców.

—  Panie prezydencie, Pańscy przeciwnicy twierdzą, że w dalszym ciągu jednym z głównych warunków dla pokoju w kraju jest Pańskie odejście z życia politycznego i rezygnacja z funkcji prezydenta. Czy jest Pan gotów odejść, jeśli uzna to Pan za konieczne?

– Od samego początku kampania informacyjna Zachodu skupia się na tym, że cały problem tkwi tak naprawdę w prezydencie. Dlaczego? Ponieważ oni chcieli stworzyć wrażenie, że syryjski problem sprowadza się do jednej osoby. W związku z tym naturalną reakcją ludzi na tę propagandę było założenie, że jeśli cała kwestia tkwi w jednej osobie, on w żaden sposób nie może być ważniejszy od ojczyzny i powinien odejść, a wtedy wszystko będzie dobrze. Oni idą zgodnie z zasadą zmiany przywództwa, tzw. reżimów w Syrii, w Rosji i w innych krajach. Ponieważ Zachód nie akceptuje partnerów i suwerennych państw.

Prezydent dochodzi do władzy za zgodą narodu, poprzez wybory, a jeśli rezygnuje — to na wniosek narodu, a nie zgodnie z decyzją Stanów Zjednoczonych, Rady Bezpieczeństwa ONZ, konferencji w Genewie czy komunikatu w Genewie. Jeśli naród zechce, aby on został — prezydent zostaje, a w przeciwnym wypadku on powinien natychmiast odejść. Oto jest moje zasadnicze stanowisko w tej sprawie.

USA: Kulisy powstania Państwa Islamskiego

Homegrown-ISIS-Michael Flynn, emerytowany dyrektor Agencji Wywiadu Wojskowego (DIA), powiedział w wywiadzie dla Al Jazeery, że Stany Zjednoczone świadomie nie ingerowały w proces konsolidacji antyrządowych grup dżihadystów w Syrii, które w końcu przerodziły się w Państwo Islamskie. Gabinet Baracka Obamy był w pełni świadom zagrożenia, gdyż DIA jeszcze w w sierpniu 2012 roku przygotowała raport, w którym dokładnie przewidziała późniejszy przebieg wypadków na Bliskim Wschodzie.

 Dokument ten został niedawno odtajniony na mocy Freedom of Information Act (FOIA). Na jego łamach można przeczytać, że salafici, Bractwo Muzułmańskie i Al-Kaida w Iraku są głównymi siłami stojącymi za syryjską opozycją. Dokument przyznaje, że grupy te są aktywnie wspierane przez Zachód, państwa Zatoki Perskiej i Turcję. Autorzy tekstu prognozowali, że „jeśli sytuacja dalej będzie rozwijać się w obecnym kierunku, to istnieje prawdopodobieństwo powstania salafickiego państwa we wschodniej Syrii, co jest na rękę wspierającym opozycję mocarstwom, pragnącym izolacji syryjskiego rządu„. Raport przestrzega przed „straszliwymi konsekwencjami” realizacji tego scenariusza, gdyż umożliwi ona dźihadystom odzyskanie pozycji w Iraku poprzez zjednoczenie ugrupowań sunnickich radykałów na terytorium Bliskiego Wschodu przeciwko uznawanym za heretyków muzułmańskim mniejszościom.

 Jak słusznie przewidziano w raporcie, Państwo Islamskie Iraku (ISI) mogłoby również ogłosić powstanie bardziej uniwersalnego Państwa Islamskiego poprzez unię z innymi grupami terrorystycznymi w Iraku i Syrii, co stanowiłoby wielkie zagrożenie dla jedności państwa irackiego. Rzeczywiście wspomniane grupy połączyły się w Państwo Islamskie (dawniej ISIS/ISIL) i Front Al-Nusra, ugrupowanie bojowe lojalne wobec Al-Kaidy.

 Al Jazeera podkreśla, że generał Flynn jest najwyższym rangą pracownikiem amerykańskiego wywiadu, który przyznał, że Stany Zjednoczone i inne kraje, szczególnie Turcja i państwa Zatoki Perskiej, sponsorowały islamistycznych rebeliantów w celu obalenia prezydenta Baszara Assada. Na pytanie dziennikarza Al Jazeery, dlaczego Flynn nie próbował zatrzymać dostaw broni dla islamskich ekstremistów, były dyrektor DIA oświadczył, że nie leżało to w jego kompetencjach, które ograniczały się wyłącznie do dostarczania wiarygodnych informacji wywiadowczych.

 Gayana Chichakyan, reporterka Russia Today, zapytała Johna Kirby’ego z Departamentu Stanu, o treść odtajnionego memorandum DIA. W ramach odpowiedzi rzecznik tej instytucji, ignorując niewygodne pytanie, oświadczył, że całkowitą winę za powstanie Państwa Islamskiego ponosi syryjski przywódca Baszar Assad, który „nie był w stanie efektywnie rządzić swoim narodem„.

 (na podstawie rt.com opracował RS)

http://xportal.pl/?p=22063