Kiedy Rosja wyswobadza Syrię od ISIS, USA ratują ISIS przed Rosją, a zachodnie media wszystko to ignorują.

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/09/16/kiedy-rosja-wyswobadza-syrie-od-isis-usa-ratuja-isis-przed-rosja-a-zachodnie-media-wszystko-to-ignoruja/

Joe Quinn
Sott.net

We wrześniu 2015 r. ISIS panoszyło się po Syrii, od czterech lat zabijając ludność cywilną i niszcząc miasta i wsie. W owym czasie istniały uzasadnione obawy, że wkrótce Syryjska Arabska Armia zostanie pokonana przez ISIS i siły „rebelianckie”, a rząd Asada obalony. Było tak pomimo faktu, że koalicja skupiona wokół USA już od niemal roku „bombardowała ISIS”, czego dziwnym skutkiem było umacnianie się dżihadystów i powiększanie się kontrolowanych przez nich obszarów w Syrii i Iraku. Oczywiście teraz jest zupełnie jasne, że ta banda płatnych najemników, zwana ISIS, w ogóle była w stanie zagrozić Syrii wyłącznie dzięki potężnym środkom finansowym, zbrojeniu i szkoleniu dostarczanym przez USA i ich sprzymierzeńców znad Zatoki Perskiej.

Jednak od kiedy 30 września 2015 r. rozpoczęła się interwencja wojsk rosyjskich, liczebność ISIS i innych grup dżihadyjskich „rebeliantów” oraz kontrolowane przez nich terytorium zaczęły się gwałtownie kurczyć, pomimo ciągłego wsparcia dla ISIS i rebeliantów ze strony rządu USA. Po wyzwoleniu Aleppo przez siły rosyjskie pod koniec ubiegłego roku wojsko syryjskie, z rosyjskim wsparciem, odniosło następne zwycięstwa, łącznie z najnowszym, i być może ostatecznym, jakim było wyzwolenie w ubiegłym tygodniu syryjskiego miasta Dajr az-Zaur.

Być może to przeoczyliście, ale w ciągu ostatnich dwóch lat zachodnie media i zachodnie rządy konsekwentnie ignorowały, bądź wręcz krytykowały, sukcesy wojsk syryjskich, walczących pod osłoną rosyjskiego wsparcia z powietrza. Nie ma w tym oczywiście nic zaskakującego, jeśli wziąć pod uwagę, że ISIS to armia zastępcza USA i państw Zatoki Perskiej, z konkretnym zadaniem prowadzenia wojny przeciwko narodowi syryjskiemu, zniszczenia Syrii jako kraju i stworzenia jej od nowa według zachodniej wizji jako wasala Imperium. W tych nielicznych sytuacjach, kiedy skomentowanie osiągnięć syryjskich i rosyjskich wojsk było na rękę zachodniej prasie, cynicznie je potępiała jako „rosyjską agresję” albo „Asad zgładza własny naród”.

Wyzwolenie w tym tygodniu Dajr az-Zauru jest jednym z tego przykładów. Chociaż nie było konkretnych potępień, trudno będzie znaleźć nawet jedno doniesienie w amerykańskich mediach głównego nurtu na temat najnowszej wiadomości, że rosyjski atak powietrzny na podziemne centrum dowodzenia w pobliżu miasta zabił 40 członków ISIS, w tym czterech dowódców polowych. Wśród znanych zabitych bojowników znalazł się ścigany przez wiele krajów Abu-Mohammed al-Szimali, samozwańczy „emir Dajr az-Zauru”.

Al-Szimali, obywatel Iraku urodzony w Arabii Saudyjskiej (co za niespodzianka!) i były członek Al-Kaidy, w 2015 r. ślubował lojalność ISIS (w zamian za tłusty czek) i stał się znany z przemycania terrorystów do Syrii (w imieniu USA i Arabii Saudyjskiej). Ale dla podtrzymania tej farsy Al-Szimali został uznany za „priorytetowego ściganego” przez amerykański Departament Stanu, który w 2015 roku oferował kwotę 5 milionów dolarów za informacje, które doprowadziłyby do schwytania go. Kilka europejskich agencji wywiadowczych twierdziło również, że Al-Shimali był powiązany z paryskimi atakami w listopadzie 2015 roku. Moglibyście zatem pomyśleć, że po otrzymaniu informacji, że ten brutalny zabójca, odpowiedzialny za tak wiele rzezi w Syrii i Francji, został wyeliminowany z akcji, Departament Stanu USA i rząd francuski odłożą na bok swoją śmieszną antyrosyjska ideologię i publicznie pogratulują rosyjskim i syryjskim wojskom i rządom za to godne podziwu osiągnięcie. Mylilibyście się. Nie mają nic do powiedzenia; w rzeczywistości prawdopodobnie mają poważny problem z kontrolowaniem chęci krzyczenia, że cholerni mordercy zlikwidowali część ich ulubionych wtyczek.

 

Gulmurod Chalimow, człowiek Pentagonu w ISIS w Syrii albo w Rosji, czy gdziekolwiek się go umieści

 

Ale będą trzymali język za zębami i mają ku temu dobry powód – chodzi o to, żeby przypadkiem nie przyciągnęło uwagi nazwisko innego „dowódcy ISIS”, zabitego w tym samym obiekcie: to Gulmurod Chalimow, tadżycki i islamski dowódca wojskowy, który „uciekł do ISIS” w 2015 roku, po tym jak przeszedł kilkuletnie szkolenie w USA w ramach programu wsparcia antyterrorystycznego stworzonego przez Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego, komórkę Departamentu Stanu USA. Po „ucieczce” Chalimow powiedział, że planuje powrót do domu, żeby ustanowić szariat w swoim środkowoazjatyckim kraju i wybrać się na dżihad do Rosji. Co za zbieg okoliczności. Oczywiście dla Pentagonu i CIA wydanie miliardów dolarów z kieszeni podatników na szkolenie i zbrojenie dżihadystów nie jest niczym nowym.

Jest jeszcze jedna drobna kwestia – według anonimowego „źródła dyplomatycznego” co najmniej kilkunastu dowódców polowych ISIS, w tym dwóch „europejskiego pochodzenia”, zostało ewakuowanych z Dajr az-Zauru samolotem sił powietrznych USA pod koniec sierpnia, kiedy stało się jasne, że miasto przejdzie w ręce armii syryjskiej. Zazwyczaj sceptycznie oceniam informacje pochodzące od „anonimowych źródeł dyplomatycznych”, ale w tym wypadku to oświadczenie jest wiarygodne, wziąwszy pod uwagę to, co wiadomo o bezpośrednim wsparciu amerykańskim dla dżihadystów w Syrii. W czerwcu tego roku dowódca wojsk rosyjskich w Syrii, generał Siergiej Surowikin, powiedział, że bojownikom ISIS pozwolono opuścić dwie wsie położone na południowy zachód od Rakki i przemieścić się w stronę Palmyry. Surowikin powiedział, że koalicja USA, wraz z sojuszniczymi Kurdami, „są w zmowie z przywódcami ISIS, którzy poddają obszary znajdujące się pod ich kontrolą i przenoszą się do prowincji, w których operują syryjskie siły rządowe”.

Ale przypuszczam, że nie powinienem skarżyć się zbytnio lub zbyt dużo oczekiwać od psychopatycznych podżegaczy wojennych w Pentagonie i CIA, ich obrzydliwych przyjaciół w Arabii Saudyjskiej i zachodnich mediów, które są ramieniem propagandowym wszystkich trzech. Ich skromny plan zmiany reżimu w Syrii drogą lewej wojny domowej spalił na panewce dzięki rosyjskiemu wojsku pod naczelnym dowództwem Władimira Putina oraz nie lada wysiłków libańskiego Hezbollahu i irańskich milicji. Nic już nie może tego zmienić, nawet amerykański „plan b” wyrzeźbienia państwa kurdyjskiego w północnej Syrii.

Choć twórcy rzeczywistości w Waszyngtonie mogą pomyśleć, że sojusznicza kurdyjska enklawa w północnej Syrii i Iraku może zabezpieczyć dalsze amerykańskie „posiadanie na własność” Bliskiego Wschodu i zapobiec wzrostowi Rosji i Iranu jako dominujących potęg w regionie, jest to dosłownie i w przenośni marzenie ściętej głowy. Jeśli z Syrii i Iraku zostanie wykrojony Kurdystan, odbędzie się to tylko za zgodą Iranu, Turcji, Syrii i Iraku, które mają bardzo dobre powody (i skuteczne środki), aby nie dopuścicie do ustanowienia kurdyjskiego kraju. Zarówno sytuacja geopolityczna, jak i rzeczywistość geograficzna oznaczają zatem, że  w takiej sytuacji ​​oficjalne państwo kurdyjskie byłoby sprzymierzone z najbliższymi sąsiadami, a nie z imperialnymi podżegaczami i wpadającymi bez zapowiedzi obcinaczami głów.

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

Tłumaczenie: PRACowniA

Syria: Wielka ofensywa dziesiątkuje dżihadystów, wyzwala ogromne obszary.

W przeciągu ostatniego tygodnia Syryjska Armia Arabska i wspomagające ją grupy poczyniły wielkie postępy na kilku frontach jednocześnie. Ich skala jest bezprecedensowa, zwłaszcza w porównaniu z innymi kampaniami syryjskiej wojny, często żmudnymi i prowadzonymi ze zmiennym szczęściem – nigdy wcześniej, od początku wojny, syryjskie siły rządowe nie poczyniły tak wielkich postępów w tak krótkim czasie. Na dodatek należy wziąć pod uwagę, że tym razem skupiono się na eliminacji wyjątkowo groźnych przeciwników – dżihadystów tzw. Państwa Islamskiego oraz wyszkolonej przez siły specjalne Jordanii i państw zachodnich „umiarkowanej opozycji” (islamistów).

W czwartek (25.05) potężne natarcie syryjskich wojsk pancernych (na czele z doborową 4. Dywizją Pancerną) oraz wyszkolonego przez Rosjan V Korpusu Ochotniczego, przy wsparciu rosyjskich sił specjalnych, piechoty morskiej, artylerii i lotnictwa dosłownie zmiażdżyło siły tzw. Państwa Islamskiego na południe od Palmiry (Tadmor) w prowincji Homs (południowa Syria).

W ciągu 48 godzin na tym odcinku frontu wyzwolono ponad 3 tysiące km kwadratowych – co stanowi wynik niespotykany od początku wojny. Zaskoczeni skalą uderzenia dżihadyści wycofywali się w nieładzie. Pomimo zmasowanej skali natarcia (kilka tys. żołnierzy i kilkaset pojazdów), przyjętego planu błyskawicznego uderzenia oraz znacznej siły doświadczonego przeciwnika, dzięki odpowiedniej koordynacji różnych rodzajów broni dało się uniknąć większych strat. Zgrupowanie śmigłowców rosyjskich Mi-24P, Mi-35 i Mi-8AMTSZ torowało drogę armii syryjskiej, salwami niekierowanych rakiet 80 mm. Z kolei rosyjskie samoloty doszczętnie zniszczyły kolumnę kilkudziesięciu samochodów z kilkuset bojownikami ISIS próbującymi się wycofać z okrążenia. Zniszczenia dopełniły nowe samobieżne działa rosyjskie 152 mm MSTA-S, przechodzące właśnie swój chrzest bojowy w Syrii.

Również syryjskie siły lotnicze zanotowały spory sukces – w okolicy wsi Zaza (południowo-wschodniej Homs) zbombardowały ogromny konwój wojskowy ISIS, który zmierzał do stolicy „kalifatu” w Rakce; zniszczono ponad 35 pojazdów. Nagranie z operacji zostało już upublicznione przez syryjskie dowództwo – wyraźnie dumne z rezultatów. Zarówno oni, jak i dowództwo rosyjskiego lotnictwa deklarują, iż zrobią wszystko by nie pozwolić dżihadystom na wycofanie się do Rakki – największego bastionu ISIS w całej Syrii.

Obecnie wszystkie drogi z Damaszku do Palmiry są w rękach sił rządowych, co pozwoliło ponownie uruchomić krajowe autostrady M90, M53 i M45. Dżihadyści ISIS zostali wyparci z centralnej części prowincji Homs – ale na tym nie koniec sukcesów. Natarcie okazało zaskoczeniem także dla „umiarkowanych rebeliantów” ze wschodniej części  regionu Kalamun. Wcześniej zawarli oni zawieszenie broni z syryjskim rządem (nadal przestrzegane), myśląc zapewne, że po pewnym czasie zdołają się połączyć z postępującymi od południa siłami, szkolonymi przez siły specjalne USA, Jordanii i państw NATO. Jednak jak się okazało, obecnie to już nierealne – mało tego, ich kamraci stali się obecnie celem natarcia sił rządowych!

Trwają naloty na pozycje islamistów w mieście Daraa (stolicy muhafazy o tej samej nazwie), pozwalającego „rebeliantom” na kontrolowanie części granicy z Jordanią. Prawdopodobnie jest to swego rodzaju przygotowanie do natarcia sił lądowych – gdyż w okolicy kilkunastu km od miasta dyslokowano siły elitarnej 4. Dywizji Pancernej. Możliwe też, że wkrótce otrzymają oni wsparcie Gwardii Republikańskiej – która wcześniej towarzyszyła im w trakcie ofensywy w Qaboun i Barzeh, zakończonej kapitulacja islamistów i ewakuacją części z nich do Idlib. Równocześnie trwa natarcie na obszarach pustynnych w prowincji Sweida, wypierając stamtąd „umiarkowanych” islamistów – 24 maja siły rządowe, przy wsparciu libańskiego Hezbollahu i milicji irackich. Amerykańskie siły proxy zaczęły wycofywać się z terenów syryjskich w stronę Jordanu.

Podjęta przez przeciwnika próba kontrataku (piątek rano) w okolicy tamy Zuluf zakończyła się spektakularną klęską. Nie pomógł im także kontratak na pozycje syryjskiej armii w Al-Rahba – został on zatrzymany pomimo tego, że mieli przewagę i prowadzili równoczesne natarcie z dwóch przeciwnych stron. Wyposażenie dostarczone „rebeliantom” przez zachód jednak nie przechyliło szali zwycięstwa na ich stronę – tylko jednego dnia w toku walk stracili aż siedem dronów, zestrzelonych przez oddziały SAA oraz Syryjskiej Partii Socjal-Narodowej. W międzyczasie duże zgrupowanie sił rządowych przemieściło się obok związanych walką przeciwników, zajmując pozycje na wschodnim krańcu granicy syryjsko-jordańskiej. Czyżby chcieli odciąć kolejną grupę „rebeliantów”? Czas pokaże. W każdym razie wrażenie robi determinacja syryjskiego dowództwa i zwykłych żołnierzy – nie stracili bojowego zapału po amerykańskich prowokacjach i bombardowaniach ich konwojów wojskowych, co bardzo dobrze o nich świadczy. Kilkadziesiąt kilometrów dalej na wschód, w miejscu gdzie stykają się granice Syrii, Iraku i Jordanii, ważnym punktem do obsadzenia będzie obszar Al-Tanf /Al-Walid, czyli korytarz syryjsko-iracki. To właśnie tam widziano siły amerykańskie, brytyjskie, norweskie i jordańskie – operatorów wojsk specjalnych i towarzyszący im ciężki sprzęt (pojazdy opancerzone, czołgi). Jednak według pierwszych, niepotwierdzonych jeszcze doniesień siły zachodnie wycofały się z tego rejonu – chcąc zapewne uniknąć konfrontacji z syryjskimi siłami rządowymi. Która zapewne by wypadła bardzo słabo, także pod względem polityczno-wizerunkowym – bo trudno utrzymywać, że walczy się przeciwko dżihadystom, idąc na otwartą konfrontację z tymi siłami, które zwalczają ich najbardziej skutecznie.

Jeżeli doniesienia te okażą się prawdziwe, to rezultaty „syryjskiego Blitzkriegu” będą już zupełnie oszałamiające – dodatkowo oddalając groźbę inwazji na Syrię od południa.

W obliczu sukcesów sił rządowych, na południu Syrii zaktywizował swe działania także kolejny gracz – Izrael. Próbowano zestrzelić izraelskiego drona, którego atak kosztował życie trzech żołnierzy – niestety, pomimo pierwszych informacji, jakoby został on zestrzelony, trafiona maszyna doleciała jednak z powrotem na terytorium syjonistycznego tworu.

Dobrą analizę wydarzeń (w j. angielskim, wraz z mapami) ostatnich dni można znaleźć pod poniższym linkiem.

Ciekawie przedstawia się też sytuacja na północy kraju – tylko dzisiaj w prowincji Aleppo siły rządowe wyzwoliły od ISIS 14 miejscowości! Tym samym dziś w godzinach popołudniowych znalazły się one ok. 1,5 km od ostatniej twierdzy ISIS w prowincji Aleppo – miasta Maskanah, położonego nieopodal sztucznego jeziora Al-Assad. Obecnie trwa operacja okrążania miasta – dosłownie kilka godzin temu zdobyto stację kolejową i budynki mieszkalne, położone na jego obrzeżach. Oddziałom rządowym asystują zbrojni z miejscowego plemienia Al-Bakir. W dłuższej perspektywie kluczowe w tych działaniach „Tiger Forces” mają także nadzieję na przekroczenie granic prowincji Rakka, a zapewne także dołączenie do bitwy o samą „stolicę kalifatu”. Czas nagli, bo obecnie dżihadyści w okolicach Rakki mają coraz większe problemy z odpieraniem ofensywy Kurdów. Siły wierne rządowi w Damaszku muszą wziąć udział w operacji wyzwolenia miasta, by uchronić je od groźby zamienienia w protektorat amerykańsko-kurdyjski.

W prowincji Hama oraz sąsiadującej z nią Idlib panuje względny spokój – największy sukces jest taki, że siły rządowe zniszczyły ostatnio niewielki konwój ISIS, zabijając przy tym kilku dżihadystów. Poza tym zawieszenie broni – obowiązujące w ramach tzw. stref deeskalacyjnych między siłami rządowymi a „umiarkowanymi” islamistami – jest raczej przestrzegane. Co prawda niektórzy obserwatorzy wyrażają swoje wątpliwości co do tego, na ile dobre tudzież „moralne” jest pozostawianie licznych grup islamistów w spokoju – jednak ze względów taktycznych porozumienie bez wątpienia jest korzystne, pozwalając skupić działania syryjskich sił rządowych i sojuszników na najważniejszych frontach. Warto przypomnieć, że wynegocjowano je dzięki wielkiemu wsparciu rosyjskiej dyplomacji oraz kręgów wojskowych, przy wsparciu lokalnych liderów społecznych i duchownych (wszystkich wyznań). Wymagało to ogromnego nakładu pracy i koordynacji działań różnych grup – toteż nic dziwnego, iż obecnie różnym stronom bardzo zależy na utrzymaniu tego porozumienia. Stąd nie dziwi nawet fakt, że w ostatnich dniach z niezapowiedzianą wizytacją w Syrii pojawił się szef rosyjskiego sztabu gen. Gerasimow. Uczestniczył on w spotkaniach z przedstawicielami różnych stron konfliktu, będących również stronami porozumień – konkluzje płynące z jego wizyty są pozytywne.

Syryjscy wojskowi wraz z myśliwcami stopniowo wracają do bazy lotniczej Szajrat, na którą USA pod pretekstem przechowywania broni chemicznej przeprowadziło atak rakietowy – podawała telewizja NBC News, powołując się na anonimowych amerykańskich urzędników z Departamentu Obrony.

Siły rządowe mają też względny spokój na granicy syryjsko-libańskiej (region Arsal) – gdyż obecni tam dżihadyści ISIS i Hayat Tahrir Al-Sham (dawna al-Nusra) zaczęli walczyć między sobą. Po obu stronach jest kilkadziesiąt ofiar, niektórzy dżihadyści HTS zmuszeni byli szukać pomocy dla siebie i rannych kompanów u libańskiego Czerwonego Półksiężyca… jednocześnie oddając się w ręce libańskich sił bezpieczeństwa. Miejmy nadzieję, że otrzymają u nich dobrą „gościnę”.

Podsumowując, rozstrzygnięcia na licznych frontach są ostatnio nadzwyczaj pomyślne dla Syryjczyków o prorządowych poglądach. Zwycięstwa na froncie poprawiają nastroje społeczne – obecnie zdecydowana większość obywateli żywi nadzieje na lepszą przyszłość.

(oprac. M. Mazur)

za: http://xportal.pl/?p=29407

Fehim Taştekin: Syria zwycięży

Lebanese Shiite Muslim movements Hezbollah and Amal supporters protest in the southern town of Bint Jbeil on September 22, 2012, against a US-made film mocking Islam and cartoons of the Prophet Mohammed which were published in a French magazine. Lebanese Muslims, Sunnis and Shiites, took to the streets across the country this past week to vent their anger. AFP PHOTO/MAHMOUD ZAYYAT (Photo credit should read MAHMOUD ZAYYAT/AFP/GettyImages)

Podczas niedawnej podróży do Aleppo, które samozwańczy eksperci określają jako “miasto sunnickie” zatrzymałem się przy ulicznym straganie. Wypełniały go wpinki i plakietki z symbolami armii syryjskiej, flagami państwowymi, podobiznami prezydenta Asada i przywódcy Hezbollahu szejka Hasana Nasrallaha. Stoisko obijało ducha, który coraz mocniej czuć na terenach pozostających pod kontrolą władz.

Plakaty z podobizną szejka Nasrallaha to zwyczajny widok w Homs, zamieszkanym przez wielu szyitów, ale w Aleppo jego twarz obok plakatów z Asadem na pierwszy rzut oka jest trudna do zrozumienia. Oto „inna Syria”, ta o której nie mówią media. Obecność Hezbollahu na polach bitew od Kusajr do Kalamun sprawiła, że Nasrallah cieszy się dobrą reputacją przekraczającą granice podziałów wyznaniowych. Dowodem na to jest mój przewodnik, chrześcijanin z Homs, entuzjastycznie śpiewający piosenkę na cześć Nasrallaha, którą nasz kierowca – muzułmanin alawita – włączył w drodze z Homs do Tartus. Inny przykład widziałem w Bagdasz, słynnej lodziarni w zabytkowej dzielnicy Damaszku. Niegdyś na jej ścianach wisiały zdjęcia jej znanych gości, między innymi tureckiej pierwszej damy Emine Erdogan i króla Jordanii Abdullaha. Dziś pozostał tylko oprawiony w ramkę list od Nasrallaha z wyrazami podziękowania za wsparcie finansowe, jakiego przedsiębiorstwo udzieliło ruchowi oporu. Zapytany o powód usunięcia zdjęć znanych postaci właściciel odpowiedział: „Na tych ścianach nie ma miejsca na zdjęcia nikogo, kto niszczy ten kraj.”

Tymczasem najczęściej spotykane plakaty z podobizną prezydenta zawierają hasło “Jesteśmy z tobą.” Wcześniej takie wyrazy czci można było tłumaczyć, jako chęć uspokojenia policji politycznej, ale w czasie wojny potrzeba identyfikacji z przywódcą pogłębiła się.

Mimo krytyki władz, obywatele coraz bardziej demonstrują przywiązanie do “syryjskości” i potrzebę ocalenia państwa. Wydaje się, że dzięki temu udało się wyciszyć konflikty na tle wyznaniowym, które wybuchły po 2011 r. Podczas wcześniejszych wizyt w Syrii zauważyłem, że wiele osób krzywi się słysząc pytanie o przynależność wyznaniową. Wyczuwali złe intencje w pytaniu „Jesteś sunnitą czy alawitą?” i odpowiadali „Jestem Syryjczykiem”. Liczba takich ludzi wyraźnie wzrosła. Pytanie o wyznanie już wcześniej było tabu, jest jednak ważna różnica. Kiedyś powodowało ono irytację, dziś rodzi gniew.

Można by przedstawić tysiące powodów, dla których krytyka władz osłabła, a przywiązanie do syryjskości wzrosło. Głównym są historie ludzi napadanych, porywanych, torturowanych i zabijanych z powodu przynależności wyznaniowej. Jednym z nich był Kamal Bankasli, przedsiębiorca z Aleppo.

Kiedy rozmawialiśmy przy obiedzie, pokazał mi blizny na nogach i ramionach i opowiedział swoją historię. „Porwali mnie opozycjoniści. Zażądali miliona funtów syryjskich [5300 dolarów] okupu. Kiedy odmówiłem, torturowali mnie. Pocięli mi ręce nożami i złamali dwa palce u nóg. Ich przywódca duchowy powiedział, że mam zostać rozstrzelany. Kiedy mieli mnie zabić, interweniował ich lider. Powiedział, że wyrok został odwołany i popchnął w dół lufę broni, ale tamten już pociągnął za spust. Kula trafiła mnie w kolano zamiast w głowę. Okazało się, że przedyskutowali sprawę i uznali, że nie jestem ani z nimi, ani z władzą, więc jeśli mnie oszczędzą mogę im się kiedyś przydać. Zostawili mnie krwawiącego na cztery godziny, zanim przekazali mnie rodzinie.”

Jak w wypadku każdej wojny, także w Syrii składają się na nią dwie opowieści. Jedna dotyczy konsekwencji działań zbrojnych – tragicznych strat wśród cywili, zniszczeń i milionów cierpiących uchodźców. Jej dramat często zakrywa historię „innej Syrii”, o której słyszymy rzadko, ale która tłumaczy, dlaczego władze wciąż trzymają się mocno.

Zdjęcia “męczenników”, jakie widziałem na murach Damaszku, Aleppo, Homs, Tartus i Lataki ukazują straty wśród wszystkich społeczności. W Bab Tuma w Damaszku naprzeciw ściany z portretami poległych szyitów stoi ściana ze zdjęciami chrześcijan. Na ulicy Arman w Homs na wielkim billboardzie znajdują się zdjęcia 1300 ludzi zabitych w konflikcie – alawitów, sunnitów, szyitów i chrześcijan. W Latakii nekrolog poległego bojownika muzułmańskiego z cytatem z Koranu sąsiaduje ze zdjęciem chrześcijanina opatrzonego wersetem z Biblii. W Homs i Latakii muzułmanie i chrześcijanie mieszkają w mieszanych dzielnicach. Nie ma tam konfliktu kultur, odwiedzanie nawzajem swoich miejsc kultu czy wspólne obchodzenie świąt religijnych to częsta praktyka. Wyjątkowość syryjskiego społeczeństwa jest jego mocnym spoiwem.

Fantastyczne pomysły jakoby Asad miał zostać zmuszony do wycofania się na głównie alawickie wybrzeże i stworzenia tam alawickiego państewka budzą w Latakii jedynie śmiech. Latakia i Tartus stały się schronieniem dla tysięcy sunnitów z całego kraju. Spytałem gubernatora Tartus Safwana Abu Saadeha, jak miasto radzi sobie z napływem uchodźców. „Liczba mieszkańców, która wynosiła 900 tysięcy, uległa podwojeniu. Tartus to dzisiaj Syria w miniaturze. Przybyli ludzie z Rakka, Aleppo, Homs, Deir Ezzor i Idlib. Sami sunnici.”

Część miejsc zamieszkania dla uchodźców zapewniają władze, inni wynajmują domy za własne środki. Wielu znalazło pracę i utrzymuje rodziny. Nie licząc spadających od czasu do czasu rakiet, Latakia i Tartus zachowują swoją rozluźnioną atmosferę. Napór nowoprzybyłych nie jest odczuwalny na ulicach.

Na plażach Latakii dobrze widać, kim są nowoprzybyli, co pozwala odrzucić scenariusz „państwa alawickiego.” Wieczorem, plaża nieopodal palestyńskiego obozu Ramel al-Dżanubi, przypominała piknik. Całe rodziny z zadowoleniem zasiadały do kolacji. Dowiadując się, że jestem tureckim dziennikarzem, uchodźcy z Idlib i Aleppo – pobożni i konserwatywni sunnici – nie szczędzili słów krytyki pod adresem władz Turcji. Wbrew narracjom o konflikcie wyznaniowym, scena na plaży była jak radosny detal w ponurym pejzażu wojny.

Trudności gospodarcze są dla Syryjczyków problemem równie poważnym jak kwestie bezpieczeństwa. Sprzedawca warzyw z Latakii Abu Ahmed powiedział: „Pomidory i ogórki przywieźć trzeba z Homs i Hamy. Ciężarówka z Aleppo kosztowała kiedyś 5000 funtów [26 dolarów], dzisiaj nawet 100 tysięcy [530 dolarów]. Cena oleju napędowego wzrosła z 7 [0,4 dolara] do 140 funtów [0,74 dolara]. Koszty transportu wzrosły trzykrotnie, a sprzedaż spada.” Na targowiskach w Damaszku słychać to samo: płace od czterech lat są takie same, a ceny żywności potroiły się.

Rządowe próby opanowania sytuacji gospodarczej są godne podziwu. Władze dalej wypłacają pensje pracownikom sfery budżetowej, także tym na terenach kontrolowanych przez rebeliantów. Wywóz śmieci i inne usługi publiczne ciągle działają. Krótko mówiąc, państwo nie przestało funkcjonować. Co jeszcze ciekawsze, władze korzystają z pełni możliwości by dostarczyć zaopatrzenia w podstawowe produkty takie jak mąka i pszenica. Ziarno z prowincji Idlib, Rakka, Aleppo i Hasaka jest pod eskortą armii przewożone ciężarówkami przez niebezpieczne szlaki. Innymi słowy budzące strach struktury wywiadu stały się filarem państwa niezbędnym dla panowania nad kryzysem.

Problemem trapiącym Syryjczyków są niedobory wody i energii elektrycznej. Prąd i woda stały się bronią na terenach walk, szczególnie w Aleppo. Oto jak dyrektor wodociągów miejskich Mustafa Melhis opisuje sytuację: “Nasze zbiorniki wodne znajdują się 90 kilometrów od miasta w Hafsa, kontrolowanym przez IS. W maju zmniejszyli zaopatrzenie w wodę o połowę. Prosili o tabletki do sterylizacji wody, chociaż mają ich zapasy. Pod tym pretekstem odcięli wodę i wznowili dostawy dopiero po otrzymaniu tabletek. Przetrzymują naszych inżynierów, jako zakładników. Dalej płacimy im pensje. Drugi problem to dystrybucja wody. Woda pompowana przez IS płynie do stacji Suleiman Halabi i Bab al-Nairad w Aleppo. Oba tereny są pod kontrolą Frontu al-Nusra, który używa wody, jako broni by wysuwać żądania. W zamian za wodę domagają się na przykład prądu. Ponieważ atakują transformatory, powodują przerwy w dostawach. Kiedy zaczęliśmy generować prąd silnikami diesla, zaczęli domagać się prądu. Aby mogła działać przepompownia wody, chcieliśmy tam posłać generator dieslowski poprzez Czerwony Półksiężyc. Dodali nowy warunek – maszyna ma zapewniać prąd także dla nich. Zgodziliśmy się, ale i tak wyłączyli pompy. Teraz pompują tylko połowę wody. Możemy zapewnić wodę przez jeden dzień w tygodniu. Ludzie pracujący dla al-Nusry to nasi więzieni pracownicy, łącznie osiem osób. Trzymają ich w zamknięciu, każą pracować na czteroosobowych zmianach, zabraniają korzystać z telefonów. Wysyłamy też ekipy naprawcze. Ich nie ruszają, bo przywożą sprzęt.”

Gubernator Aleppo Mohammad Marwan Olabi zauważa: „Elektrownie znajdują się poza miastem. Terroryści kontrolują dwa obszary przez kute przebiegają linie zaopatrujące miasto. Atakują linie przesyłowe. Na północy mamy elektrownię, która znajduje się w rękach grup zbrojnych. Kiedy chcą przycisnąć Aleppo, odcinają prąd. A kiedy nie ma prądu, nie możemy także dostarczać wody.”

Mimo przeciągającej się wojny, społeczna i kulturowa struktura Syrii okazała się najsilniejszą zaporą przeciwko konfliktowi wyznaniowemu. Chociaż na początku zadano jej cios, wydaje się ona na nowo wzmacniać.

Źródło: Al Monitor
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Tytuł pochodzi od Redakcji.

http://xportal.pl/?p=22327

Przygotowana, sfinansowana i sprowokowana przez zachód wojna domowa w Syrii mająca na celu obalenie rządu Baszara al Assada i rozbicie Syrii na małe i słabe państewka wyznaniowe kontrolowane przez wahabickie monarchie Zatoki Perskiej oraz ich zachodnich promotorów jak widać przynosi skutki odwrotne od zamierzonych, naród syryjski w obliczu przedłużającego się wyniszczającego konfliktu wewnętrznego oraz zagrożenia zewnętrznego w postaci wciąż możliwej inwazji NATO zamiast się rozpadać coraz bardziej jednoczy się wokół władzy i Baszara al Assada co zwiększa szansę na zwycięstwo Syrii w tej wojnie.

przemex

USA ma rozpocząć inwazję na Syrię.

Polityka
Amerykanie nie zdają sobie sprawy z faktu, iż wybierani przez nich politycy nie tworzą polityki, która decyduje o losie ich narodu w kraju czy też na arenie geopolitycznej. Zamiast tego politykę tworzą finansowane przez korporacje think tanki: zespoły niewybieralnych decydentów na których nie mają wpływu wybory. Te grupy eksperckie produkują dokumenty, które z kolei stają się podstawą ustawodawstwa, podpisywanego masowo przez „ustawodawców”, jak również stają się podstawą tematów powtarzanych bez końca przez korporacyjne media.

Jeden z takich dokumentów programowych został niedawno wydany przez amerykański think-tank, Brookings Institution. Dokument zatytułowany “Deconstructing Syria: Towards a regionalized strategy for a confederal country.” („Dekonstrukcja Syrii: w kierunku zregionalizowanej strategii dla konfederacyjnego kraju.”) opisuje i wyznacza otwarty spisek podzielenia, zniszczenia, a następnie stopniowej okupacji suwerennego państwa tysiące mil od wybrzeży Ameryki co służy za przykład jak niebezpieczny i trwały jest nowoczesny imperializm nawet w 21 wieku.

Pretekstem jest ISIS: USA wpompowuje miliardy dolarów w nieistniejące „umiarkowane siły opozycyjne” w Syrii.
Dokument otwarcie przyznaje, że USA dostarczyło warte miliardy dolarów uzbrojenie i szkolenia dla bojowników wprowadzanych do tego wyniszczającego i coraz bardziej regionalnego konfliktu. Przyznaje również, że USA utrzymuje i powinno poszerzyć działalność w Jordanii i będącej członkiem NATO Turcji, aby zapewnić jeszcze więcej broni, środków pieniężnych i bojowników dla katastrofalnego konfliktu. Następnie opisuje powstanie tak zwanego „Islamskiego Państwa” (ISIS), ale nie uwzględnia skąd pojawiły się dla tej grupy środki, gotówka i broń. Dla czytelników powinno być oczywistym, że jeśli Stany Zjednoczone przekazały miliardy w gotówce, broni i szkoleniach na wielu frontach, rzekomym „umiarkowanym siłom”, które nie istnieją na polu bitwy, to sponsorują na większą skalę utworzenie i utrzymanie ISIS i dominującego frontu Al Nusra działającego pod al-Kaidą co zresztą przyznał Brookings Institution.

USA zakłada, że po tym jak zostanie zajęte terytorium i będą tam stacjonowały amerykańskie wojska, to syryjska armia nie ośmieli się atakować ze strachu, iż sprowokuje amerykańską odpowiedź wojskową przeciwko Damaszkowi. Jak podaje w dokumencie Brookings: W rzeczywistości, linie zasilające Isis prowadzą do stref operacyjnych USA w Turcji i Jordanii, ponieważ to właśnie ISIS i Al-Kaida były siłami które planowano wykorzystać jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu w 2011 roku, na czym oparta jest cała strategia, również w obecnym kroku kampanii.

Generałowie USA przyznają, że wykorzystują al-Kaidę/ISIS do walki z Assadem:

http://video.foxnews.com/v/video-embed.html?video_id=3760226769001&loc=prisonplanet.pl&ref=http%3A%2F%2Fwww.prisonplanet.pl%2Fpolityka%2Fusa_ma_rozpoczac%2Cp1636542928

Amerykańska inwazja na Syrię.
Po uzbrojeniu i finansowaniu armii terrorystów Al-Kaidy dosłowne w całym regionie, Stany Zjednoczone zamierzają obecnie wykorzystać powstały chaos, by uzasadnić to na co czekali od początku konfliktu, odkąd stało się jasne, że syryjski rząd nie skapituluje czy upadnie, tzn utworzenie stref buforowych nazywanych obecnie przez Brookings „bezpiecznymi strefami”.

Gdy takie strefy powstaną to będą zawierały amerykańskie siły zbrojne, dosłownie zajmujące terytoria Syrii zajęte przez amerykańskich pełnomocników w tym kurdyjskie grupy oraz bojowników Al-Kaidy na północy i zagraniczne bojówki terrorystyczne działające wzdłuż granicy syryjsko-jordańskiej na południu. Brookings nawet przyznaje, że wiele z tych stref będzie tworzonych przez ekstremistów, ale że „czystość ideologiczna” nie będzie „już tak dużą przeszkodą.”

„Pomysłem byłaby więc pomoc umiarkowanym elementom w zbudowaniu wiarygodnych bezpiecznych stref wewnątrz Syrii. Wtedy amerykańskie, tureckie, saudyjskie, jordańskie, brytyjskie i inne arabskie siły mogłyby udzielać wsparcia nie tylko z powietrza, ale i na ziemi poprzez obecność sił specjalnych. Podejście to może wykorzystać otwarty teren pustynny Syrii, który umożliwia tworzenie stref buforowych, które mogą być monitorowane na możliwe ataki wroga poprzez połączenie technologii, patroli i innych metod, które siły specjalne mogą pomóc lokalnym bojownikom stworzyć w Syrii.

Nawet jeśli Assad byłby na tyle głupi i naruszył te strefy, nawet jeśli w jakiś sposób zmusiłby do wycofania siły specjalne to prawdopodobnie w odwetowych uderzeniach sił zewnętrznych straciłby własne siły powietrzne pozbawiając swoje wojska jednego z nielicznych przewag nad ISIS. Tak więc jest mało prawdopodobnym aby to zrobił.”

W tej jednej instrukcji, Brookings przyznaje, że rząd Syrii nie jest zaangażowany w wojnę z własnym narodem, ale przeciwko ISIS. Oczywistym jest, że Brookings, politycy i inni stratedzy na Zachodzie wykorzystują zagrożenie ISIS w połączeniu z groźbą bezpośredniej interwencji wojskowej jako środek nacisku dla zajęcia Syrii w całości.

Inwazja może się powieść jednak nie dla amerykańskich najemników.
Cały program opiera się na zdolności Ameryki do przejęcia i utrzymania tych „stref”, a następnie połączenia ich w funkcjonujące siatki autonomicznych regionów. Podobne próby „budowania przez USA narodów” są obecnie widoczne w upadłym państwie Afryki Północnej tj. Libii, jak również w Iraku, Afganistanie, Somalii i wielu innych.

[…] Strategia ta może być z sukcesem zastosowana do zniszczenia Syrii. Nie może jednak zrealizować żadnych obietnic jakie USA przedłożyło dla uzyskania współpracy różnych graczy niezbędnych do osiągnięcia sukcesu.

Prawie na pewno istnieją środki jakie Syria, Iran i ich sojusznik Hezbollah, a także Rosja, Chiny i inne narody mogą wdrożyć w obliczu zagrożenia ze strony zachodniej hegemonii, zapewniając, że siły USA nie będą w stanie przejąć i utrzymać terytorium Syrii lub ostatecznie odnieść sukcesu w tej powolnej inwazji. Już dziś USA wykorzystało swoje hordy ISIS jako pretekst do działań militarnych wewnątrz terytorium Syrii, co zgodnie z przewidywaniami prowadzi do kolejnego etapu obecnej inwazji. Rozmieszczenie w Syrii sił pokojowych spoza NATO może ostatecznie zniweczyć plany Zachodu. Obecność Iranu, Libanu, Jemenu, Afganistanu i innych sił w Syrii, zwłaszcza w strefach brzegowych jakie USA próbuje stworzyć, może stworzyć perspektywę międzynarodowej konfrontacji na którą USA nie ma ani woli politycznej ani środków. Zdolność Syrii i jej sojuszników, aby stworzyć dostatecznie odstraszającą sytuację przeciwko agresji USA w Syrii, oraz odcięcie linii logistycznych, którymi USA wspiera ISIS i inne grupy terrorystyczne działające w Syrii i Iraku ostatecznie określą przetrwanie Syrii.

Tony Cartalucci, landdestroyer.blogspot.fr
USA
2015-06-28

Link do oryginalnego artykułu: LINK