Syjonistyczni zbrodniarze nie odpuszczają.

Kurdowie, czyli izraelski sposób na Iran

 

 

 

za: http://ram.neon24.pl/post/140359,kurdowie-czyli-izraelski-sposob-na-iran

„Być może nie jest przypadkiem, że 22 września w chińskiej bazie w Dżibuti – funkcjonującej od mniej niż 2 miesięcy – przeprowadzono ćwiczenia z użyciem prawdziwych pocisków…”

 

Po skończonej sprawie z ISIS’em – kolej na Kurdów. Wszystko po to by rozpocząć nową wojnę w interesie Syjonu

FINITO DAESH, SI PASSA AI CURDI PER INNESCARE LA NUOVA GUERRA PER SION
Maurizio Blondet     27 wrzesień 2017     tłum. RAM
 
 
Koniec Daesh’u zbliża się, ale przy pomocy referendum kurdyjskiego – dysponenci globalnego puczu przygotowują się do wywołania następnego konfliktu. Oczywiście na rzecz Izraela i jak wcześniej według planu Kivunim, czyli destabilizując kraje islamskie wzdłuż linii podziałów etniczno-religijnych.
Bliski Wschód absolutnie nie powinien zaznać spokoju. Netanyahu raduje się w związku z tym głośno, a Bernard Henry Lévy (algierski Żyd, żyjący we Francji) pospieszył by uściskać na miejscu swych dwóch przyjaciół – Masouda Barzani i jego syna Najerfane. Wspomnijmy, że o bezpieczeństwo obydwu Barzani dba Mossad, który kieruje także kurdyjskim wywiadem.
.
Bernard Henry Lévy 
 .
Masoud Barzani
Obecność Bernarda Henry Lévy u Kurdów jest złowieszcza, pomimo iż sama jego postać jest mało poważna. Lévy jest niezwykle znanym promotorem i propagandystą zachodnich „misji humanitarnych” realizowanych przy pomocy bombardowań, czystek etnicznych i masakr, również w stosunku do całkowicie teoretycznych wrogów Izraela.
Ex nouveau philosophe  i jak najprawdziwszy neocon – Bernard Henry Lévy spiskował z islamistami libijskimi, mającymi za cel obalenie Kadaffi’ego; był jednym z głównych zwolenników zniszczenia Libii a także jednym z autorów medialnego usprawiedliwienia tej decyzji. Przez wiele lat był także europejskim propagandystą kurdyjskich Peszmergów i ich bohaterskiego, „świeckiego i nowoczesnego”, a także separatystycznego wizerunku.
.
„Kurdyjski” Bernard Henry Lévy w wyprasowanej koszuli
 .
 
Powód tego wszystkiego jest oczywisty. Jak wyjaśnił Thierry Meyssan – izraelskie służby działają w Kurdystanie irackim już od lat ’60. Po upadku Saddama – i za aprobatą klanu Barzani – pojawił się tam Mossad, dbający o interesy Izraela. Frakcji kurdyjskiej – Izrael pomógł na sposób najbardziej mu właściwy, tj. realizacją wysiedleń oraz czystek etnicznych wobec innych mniejszości arabskich, takich jak Jazydzi i Turkmeni, przygotowując w ten sposób – z milczącą akceptacją USA i NATO – „zdumiewające” zwycięstwo podczas referendum.
Dziś Kurdowie są doceniani jak nigdy wcześniej – jako że ma to służyć osłabieniu szyickiego rządu w Bagdadzie i utrudnieniu mu funkcjonowania, choćby poprzez wywołanie wojny domowej kurdyjsko-irackiej.
.
Nieustraszony Bernard Henry Lévy i jego wyprasowana koszula
.
Obecnie, Netanyahu obiecał Masoudowi Barzani „pomoc” w zarządzaniu krajem w postaci „200 000 Izraelczyków”.
Zawarte jest to w tajnym porozumieniu, które zostało ujawnione prawdopodobnie przez tygodnik ukazujący się w Erbil’u – nazywający się – cóż za przypadek – „Israel-Kurd”.
Israel-Kurd  
200 000? Nie jest to jednak liczba tak absurdalna na jaką wygląda.
Jak pisze Sarah Abed, znawczyni historii i polityki Kurdów:
„Aspiracje na rzecz ‚Wielkiego Izraela’ w pełni pasują do kurdyjskiego planu majacego za cel ‚Wielki Kurdystan’. Projekt „Wielkiego Izraela”, opracowany przez Oded’a Yinon’a (autora „Planu Kivunim”) nakazuje wręcz by wkorzystać Kurdów na rzecz skrupulatniejszego poćwiartowania krajów sąsiednich, co przyczyniłoby sie do zrealizowania poszerzonej dominacji Izraela (…). Niedawne badania przeprowadzone na Uniwersytecie Żydowskim potwierdziły, że populacją genetycznie najbliżej spokrewnioną z Żydami mogą być Kurdowie”.
 
Podsumowując, Żydzi odkryli, że Kurdowie są prawie, że tak żydowscy jak oni sami, z czego wynika, że łączą ich więzy braterstwa.
.
Autopromocja i propaganda Peszmergów w Cannes, razem z wyprasowaną koszulą Bernarda Henry Lévy’ego 
 
Tak to Izrael znalazł w końcu – w pobliżu swych wrogów, którym poprzysiągł zniszczenie – obszerną enklawę bogatą w ropę naftową, która staje się jego własnością i z której można przygotować wojnę przeciwko Iranowi (znajdującemu się w bliskim jej sąsiedztwie), a także uruchomić stamtąd plan „B” – tj. awaryjny – w stosunku do Syrii, po tym jak Moskwa, Hezbollah i Teheran unieszkodliwiły plan „A”.
Odnośnie Iranu:

W irackiej miejscowości Kirkuk pojawiły się, a raczej zostały pokazane jednostki bojowe Kurdów irańskich, przybyłych tam z Iranu celowo – ubrane w kamuflaże natowskie, z amerykańską bronią (a nie kałasznikami), co stanowi oczywistą i arogancką pogróżkę w kierunku Teheranu. Z Iranu do Kirkuk przybyły tysiące Kurdów – rzekomo po to, by u boku Kurdów irackich „walczyć z Państwem Islamskim”.
Znalazła się tam także jednostka “Hoshabi al Khalil”, należąca do Kurdyjskiej Partii Wolności (PAK). Obecnie PAK deklaruje, że „gotowy jest na jakiekolwiek poświęcenia, by tylko uniemożliwić siłom wspieranym przez Iran odebranie terytoriów kontrolowanych przez Kurdów”. Wspomnianymi „siłami wspieranymi przez Iran” są jednostki powszechnej mobilizacji „Hashd al-Chaabi”, które walczyły z ISIS’em. Należą do nich iraccy bojownicy szyici, których punktem odniesienia jest Ali Al Sistani – naczelny imam szyicki Iraku oraz Irańczycy, wierni najwyższemu przywódcy Iranu – Ali Khamenei.
.
Kurdowie irańscy w Kirkuk’u – gotowi do walki z Iranem
 .
Uzbrojeni eksponenci Kurdyjskiej Partii Wolności (PAK) powiedzieli dziennikarzom zachodnim: „Ugrupowanie ‚Hashd al-Chaabi’ uważamy za terrorystyczne, sa gorsi od ISIS’u – uważamy ich za zagrożenie dla świata”. Przesada w stylu „zagrożenie dla świata” zdradza obecność Netanyahu z jego hiperbolami. Wiadomo zreszta od dawna, że PAK jest starym dziełem CIA i Mossadu razem. W latach ubiegłych – członków tej partii używano do infiltracji na teren Iranu, sabotaży i zbierania informacji. Obecnie zbroi sie ich i szkoli w celu bardziej ambitnym. Czyżby chodziło o niepodległościową walkę zbrojną na terytorium Iranu – wspomaganą obecnością 200 000 Izraelczyków?
Analityczka Sarah Abed pisze: „W styczniu 2012 gazeta Le Figaro opowiedziała, że agenci służb specjalnych werbowali i szkolili w tajnych obozach irackiego Kurdystanu dysydentów irańskich”.
Po czym dodaje: „Biorąc stronę Kurdów – Izrael zarabia dla siebie oczy i uszy otwarte na Iran, Irak i Syrię”. Pisze także: „Wszystkie kurdyjskie ugrupowania polityczne w regionie mają wieloletnie powiązania z Izraelem, co łączy się z poważnymi epizodami przemocy na tle etnicznym w stosunku do Arabów, Asyryjczyków i Turkmenów”.  Czystki etniczne tak „zhomogenizowały” obszar, że Kurdowie stali się większością.(…)
Thierry Meyssan potwierdza, że: „1 czerwca 2014 służby Arabii Saudyjskiej, USA, Izraela, Jordanii, autonomicznego Regionu Kurdystanu irackiego, Qataru, Wielkiej Brytanii i Turcji zorganizowały w Ammanie, w Jordanii spotkanie przygotowujące inwazję ISIS-u na Irak. Wiemy o istnieniu tegoż zebrania na podstawie dokumentu tureckiego, który natychmiast został opublikowany przez gazetę Özgür Gündem, z którą współpracowałem. Gazeta została zamknięta przez „sułtana”  Recep’a Tayyip’a Erdoğan’a”. (…)
Osobiście sądzę, że to, do czego dąży Izrael to duży konflikt z Iranem, co spowoduje, że moratorium jadrowe straci swą ważność, a Waszyngton zmuszony zostanie do następnego posunięcia na korzyść Syjonu, do czego jak zawsze przyłączy się Europa.
Być może nie jest przypadkiem, że 22 września wojskowi chińscy z bazy w Dżibuti – funkcjonującej od mniej niż 2 miesięcy – przeprowadzili ćwiczenia z użyciem prawdziwych pocisków.

Być może Pekin wie o czymś, o czym my nie wiemy, ale czego się domyślamy.

***
Amidst Universal Opposition to KRG Referendum, Israel Stands By Kurds
By aligning with the Kurds Israel gains eyes and ears in Iran, Iraq, and Syria
„Yinon Plan”
ODED YINON – CURRICULUM  VITAE
“Greater Israel”: The Zionist Plan for the Middle East – The Infamous „Oded Yinon Plan”
Study Finds Close Genetic Connection Between Jews, Kurds
To, co ukrywa referendum
Kurdistan: quello che il referendum nasconde
***
Kivunim, Gladio, ISIS − czyli terroryzm na obstalunek
Wybór tekstów, tłumaczenie i opracowanie: RAM
Rozpowszechnianie treści przetłumaczonych artykułów (z podaniem nick’a autora tłumaczeń) jest dozwolone wyłącznie na darmowych platformach elektronicznych. 

__________________________

__________________________

Żydowska międzynarodowa kreatura w 2014r., Bernard-Henri Lévy  w sprawie żydo-rebeli na Ukrainie:

– To będzie ukraiński plan Marshalla. To nasza odpowiedź na defetyzm niektórych Europejczyków, na twierdzenia, że Ukraina to studnia bez dna, (…)
W ten sposób otwieramy Ukrainie drzwi do Europy – dodawał Bernard-Henri Lévy, słynny francuski pisarz i filozof, od wielu miesięcy orędownik wsparcia dla Kijowa.

template_clip_image028aaa

Żydowski „filozof” z żydowskim prezydentem Poroszenką 2014r. i wśród rebeliantów w Darfurze, marzec 2007 r.

gwpvdbernard_henri_levy_2

Bernard-Henri Levy – doradca byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, podający się za filozofa aktywny syjonista, zwolennik Izraela – wraz z (Johnem) Christopherem Stevensem, który potem zostanie zabity w Bengazi jako ambasador USA. Na tejże fotografii widoczny jest także Sam Bacile (Nakoula Basseley Nakoula), producent skandalicznego filmu „Niewinność muzułmanów”.  Na zdjęciu po prawej młody syjonista Levy przemawia na zjeździe B’nai B’rith.

.
D.Kosiur
Reklamy

Kiedy Rosja wyswobadza Syrię od ISIS, USA ratują ISIS przed Rosją, a zachodnie media wszystko to ignorują.

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/09/16/kiedy-rosja-wyswobadza-syrie-od-isis-usa-ratuja-isis-przed-rosja-a-zachodnie-media-wszystko-to-ignoruja/

Joe Quinn
Sott.net

We wrześniu 2015 r. ISIS panoszyło się po Syrii, od czterech lat zabijając ludność cywilną i niszcząc miasta i wsie. W owym czasie istniały uzasadnione obawy, że wkrótce Syryjska Arabska Armia zostanie pokonana przez ISIS i siły „rebelianckie”, a rząd Asada obalony. Było tak pomimo faktu, że koalicja skupiona wokół USA już od niemal roku „bombardowała ISIS”, czego dziwnym skutkiem było umacnianie się dżihadystów i powiększanie się kontrolowanych przez nich obszarów w Syrii i Iraku. Oczywiście teraz jest zupełnie jasne, że ta banda płatnych najemników, zwana ISIS, w ogóle była w stanie zagrozić Syrii wyłącznie dzięki potężnym środkom finansowym, zbrojeniu i szkoleniu dostarczanym przez USA i ich sprzymierzeńców znad Zatoki Perskiej.

Jednak od kiedy 30 września 2015 r. rozpoczęła się interwencja wojsk rosyjskich, liczebność ISIS i innych grup dżihadyjskich „rebeliantów” oraz kontrolowane przez nich terytorium zaczęły się gwałtownie kurczyć, pomimo ciągłego wsparcia dla ISIS i rebeliantów ze strony rządu USA. Po wyzwoleniu Aleppo przez siły rosyjskie pod koniec ubiegłego roku wojsko syryjskie, z rosyjskim wsparciem, odniosło następne zwycięstwa, łącznie z najnowszym, i być może ostatecznym, jakim było wyzwolenie w ubiegłym tygodniu syryjskiego miasta Dajr az-Zaur.

Być może to przeoczyliście, ale w ciągu ostatnich dwóch lat zachodnie media i zachodnie rządy konsekwentnie ignorowały, bądź wręcz krytykowały, sukcesy wojsk syryjskich, walczących pod osłoną rosyjskiego wsparcia z powietrza. Nie ma w tym oczywiście nic zaskakującego, jeśli wziąć pod uwagę, że ISIS to armia zastępcza USA i państw Zatoki Perskiej, z konkretnym zadaniem prowadzenia wojny przeciwko narodowi syryjskiemu, zniszczenia Syrii jako kraju i stworzenia jej od nowa według zachodniej wizji jako wasala Imperium. W tych nielicznych sytuacjach, kiedy skomentowanie osiągnięć syryjskich i rosyjskich wojsk było na rękę zachodniej prasie, cynicznie je potępiała jako „rosyjską agresję” albo „Asad zgładza własny naród”.

Wyzwolenie w tym tygodniu Dajr az-Zauru jest jednym z tego przykładów. Chociaż nie było konkretnych potępień, trudno będzie znaleźć nawet jedno doniesienie w amerykańskich mediach głównego nurtu na temat najnowszej wiadomości, że rosyjski atak powietrzny na podziemne centrum dowodzenia w pobliżu miasta zabił 40 członków ISIS, w tym czterech dowódców polowych. Wśród znanych zabitych bojowników znalazł się ścigany przez wiele krajów Abu-Mohammed al-Szimali, samozwańczy „emir Dajr az-Zauru”.

Al-Szimali, obywatel Iraku urodzony w Arabii Saudyjskiej (co za niespodzianka!) i były członek Al-Kaidy, w 2015 r. ślubował lojalność ISIS (w zamian za tłusty czek) i stał się znany z przemycania terrorystów do Syrii (w imieniu USA i Arabii Saudyjskiej). Ale dla podtrzymania tej farsy Al-Szimali został uznany za „priorytetowego ściganego” przez amerykański Departament Stanu, który w 2015 roku oferował kwotę 5 milionów dolarów za informacje, które doprowadziłyby do schwytania go. Kilka europejskich agencji wywiadowczych twierdziło również, że Al-Shimali był powiązany z paryskimi atakami w listopadzie 2015 roku. Moglibyście zatem pomyśleć, że po otrzymaniu informacji, że ten brutalny zabójca, odpowiedzialny za tak wiele rzezi w Syrii i Francji, został wyeliminowany z akcji, Departament Stanu USA i rząd francuski odłożą na bok swoją śmieszną antyrosyjska ideologię i publicznie pogratulują rosyjskim i syryjskim wojskom i rządom za to godne podziwu osiągnięcie. Mylilibyście się. Nie mają nic do powiedzenia; w rzeczywistości prawdopodobnie mają poważny problem z kontrolowaniem chęci krzyczenia, że cholerni mordercy zlikwidowali część ich ulubionych wtyczek.

 

Gulmurod Chalimow, człowiek Pentagonu w ISIS w Syrii albo w Rosji, czy gdziekolwiek się go umieści

 

Ale będą trzymali język za zębami i mają ku temu dobry powód – chodzi o to, żeby przypadkiem nie przyciągnęło uwagi nazwisko innego „dowódcy ISIS”, zabitego w tym samym obiekcie: to Gulmurod Chalimow, tadżycki i islamski dowódca wojskowy, który „uciekł do ISIS” w 2015 roku, po tym jak przeszedł kilkuletnie szkolenie w USA w ramach programu wsparcia antyterrorystycznego stworzonego przez Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego, komórkę Departamentu Stanu USA. Po „ucieczce” Chalimow powiedział, że planuje powrót do domu, żeby ustanowić szariat w swoim środkowoazjatyckim kraju i wybrać się na dżihad do Rosji. Co za zbieg okoliczności. Oczywiście dla Pentagonu i CIA wydanie miliardów dolarów z kieszeni podatników na szkolenie i zbrojenie dżihadystów nie jest niczym nowym.

Jest jeszcze jedna drobna kwestia – według anonimowego „źródła dyplomatycznego” co najmniej kilkunastu dowódców polowych ISIS, w tym dwóch „europejskiego pochodzenia”, zostało ewakuowanych z Dajr az-Zauru samolotem sił powietrznych USA pod koniec sierpnia, kiedy stało się jasne, że miasto przejdzie w ręce armii syryjskiej. Zazwyczaj sceptycznie oceniam informacje pochodzące od „anonimowych źródeł dyplomatycznych”, ale w tym wypadku to oświadczenie jest wiarygodne, wziąwszy pod uwagę to, co wiadomo o bezpośrednim wsparciu amerykańskim dla dżihadystów w Syrii. W czerwcu tego roku dowódca wojsk rosyjskich w Syrii, generał Siergiej Surowikin, powiedział, że bojownikom ISIS pozwolono opuścić dwie wsie położone na południowy zachód od Rakki i przemieścić się w stronę Palmyry. Surowikin powiedział, że koalicja USA, wraz z sojuszniczymi Kurdami, „są w zmowie z przywódcami ISIS, którzy poddają obszary znajdujące się pod ich kontrolą i przenoszą się do prowincji, w których operują syryjskie siły rządowe”.

Ale przypuszczam, że nie powinienem skarżyć się zbytnio lub zbyt dużo oczekiwać od psychopatycznych podżegaczy wojennych w Pentagonie i CIA, ich obrzydliwych przyjaciół w Arabii Saudyjskiej i zachodnich mediów, które są ramieniem propagandowym wszystkich trzech. Ich skromny plan zmiany reżimu w Syrii drogą lewej wojny domowej spalił na panewce dzięki rosyjskiemu wojsku pod naczelnym dowództwem Władimira Putina oraz nie lada wysiłków libańskiego Hezbollahu i irańskich milicji. Nic już nie może tego zmienić, nawet amerykański „plan b” wyrzeźbienia państwa kurdyjskiego w północnej Syrii.

Choć twórcy rzeczywistości w Waszyngtonie mogą pomyśleć, że sojusznicza kurdyjska enklawa w północnej Syrii i Iraku może zabezpieczyć dalsze amerykańskie „posiadanie na własność” Bliskiego Wschodu i zapobiec wzrostowi Rosji i Iranu jako dominujących potęg w regionie, jest to dosłownie i w przenośni marzenie ściętej głowy. Jeśli z Syrii i Iraku zostanie wykrojony Kurdystan, odbędzie się to tylko za zgodą Iranu, Turcji, Syrii i Iraku, które mają bardzo dobre powody (i skuteczne środki), aby nie dopuścicie do ustanowienia kurdyjskiego kraju. Zarówno sytuacja geopolityczna, jak i rzeczywistość geograficzna oznaczają zatem, że  w takiej sytuacji ​​oficjalne państwo kurdyjskie byłoby sprzymierzone z najbliższymi sąsiadami, a nie z imperialnymi podżegaczami i wpadającymi bez zapowiedzi obcinaczami głów.

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

Tłumaczenie: PRACowniA

SENSACJA: Mateusz Piskorski chińskim szpiegiem

Jarosław Augustyniak

Prokuratura, po ponad roku od czasu uwiezienia Mateusza Piskorskiego, doszła do wniosku, że Piskorski jest nie tylko rosyjskim szpiegiem ale również chińskim. W piątek został doprowadzony do prokuratury i w obecności adwokatów, już oficjalnie, postawiono mu nowe zarzuty.

Rok temu, gdy Mateusza Piskorskiego zatrzymano, pisowska prokuratura podała prasie informację, że jest on podejrzewany o szpiegostwo na rzecz Rosji, Chin i Iraku.

Później Chiny i Irak już się w doniesieniach prasowych nie pojawiały. Jednak po roku, bezskutecznych prób fabrykowania dowodów i oskarżeń o szpiegostwo na rzecz Rosji, prokuratura postanowiła do tego wrócić.

Za miesiąc kolejna rozprawa o przedłużenie jego aresztowania. Aktu oskarżenia nie udało się nadal poszyć z tego co przesłała ABW i Ukraińska Służba Bezpieczeństwa. Strategia — zamknąć człowieka a potem coś się na niego znajdzie — nie wypaliła.

Ponieważ swego przeciwnika, partia PiS nie zamierza wypuścić na wolność, a i być może w jeszcze przez te partię nie przejętych do końca sądach, dotychczasowa argumentacja może nie wystarczyć, trzeba było wymyślić coś nowego co to aresztowanie będzie przynajmniej udawało, że uzasadnia.

Na ostatniej rozprawie, pisowska prokurator Anna Karlińska argumentowała jeszcze, że Mateusz Piskorski musi pozostać w odosobnieniu, ponieważ, jak to ujęła — „…niech sąd spojrzy jakie on ma poglądy!”.

Jakby tego było mało, dodała kolejny ARGUMENT OSTATECZNY: „przecież broni go na swojej stronie rosyjski portal Sputnik!”.

Jaki to miało wpływ na decyzje sądu? Trudno powiedzieć, ale każdy nie tylko normalny sędzia ale i zwykły człowiek powiedziałby, że to jakiś absurd i kompletna kompromitacja prokuratury. Trzeba się więc zabezpieczyć, bo wkurzone na PiS środowisko sędziowskie, zmianami, które władza mu szykuje, może się jej w końcu przeciwstawić. Z braku powodów do dalszego uwięzienia, sędzia postanowi tak jak powinien postanowić już na pierwszej rozprawie, wypuszczając Piskorskiego na wolność. Ten będzie wtedy mógł znów wyrażać publicznie swe poglądy, których ta władza się tak boi.

Nie rezygnując więc z „wątku rosyjskiego”, co do którego adwokaci zgodnie twierdzą, że kontynuowany już raczej nie będzie, ale i przyznać się do błędu, a tak naprawdę celowego przestępczego represyjnego działania, nie można, prokuratura zaczęła oficjalnie w miniony piątek, wątek chiński.

Mógłbyś drogi czytelniku pomyśleć, że może tym razem pisowska prokuratura ma jakieś mocniejsze dowody na jego szpiegowską działalność? A raczej — ma dla odmiany jakiekolwiek dowody!?

Otóż podstawą podejrzeń o chińską agenturalność Mateusza Piskorskiego jest jego poparcie jakie wyraził w jednym ze swoich publicystycznych tekstów dla idei powstania chińskiego „Nowego Jedwabnego Szlaku”.

Idea chińska, co oczywiste, wspiera chińskie interesy. Ale „Nowy Jedwabny Szlak”, który na wszelkie sposoby stara się storpedować PiS, z nami, czy bez nas, ale wtedy ze szkodą dla polskich interesów, gdy znajdziemy się na jego peryferiach, i tak powstanie.

My zostaniemy z ręka w nocniku w sojuszu z amerykańskim Imperium, zakupionym od niego za miliardy przestarzałym złomem i dwa razy droższym amerykańskim gazem transportowanym stateczkami z Ameryki. W naszym polskim interesie jest więc to, by nasz kraj stał się elementem tego Szlaku.

Niestety, nie jest to zgodne z interesem USA, które po realizacji tego projektu zostaną zwyczajnie gospodarczo wypchnięte z euroazjatyckiego kontynentu, bo jakby ten szlak nie poprowadzić to przez terytorium amerykańskie się nie da.

Powiedzą Państwo, że to trochę mało, by zarzucać komuś szpiegostwo? Też tak myślę. Może więc Piskorski został zwerbowany w Polsce przez chińskie służby i skłoniony do napisania tego tekstu? Tego w zarzutach nie było.

Zamiast tego, prokuratura zarzuciła mu, że… pojechał do Chin. Co oczywiście oznaczać musi, że tam został zwerbowany i niczego już udowadniać nie trzeba. Odradzam więc wycieczki do Chin, bo po powrocie można trafić do polskiego więzienia.

Co ciekawe, to właśnie w piątek w Warszawie gościliśmy delegację chińskich parlamentarzystów, a rozmowy dotyczyły pogłębienia współpracy handlowej i transportowej. A jak transportowej, to o czym rozmawiano jak nie o „Nowym Jedwabnym Szlaku”? Przedstawiając Piskorskiemu zarzuty szpiegostwa na rzecz Chin, właśnie w tym dniu, rząd chciał dać chyba sygnał Chinom, że rozmawiać może, ale współpracy żadnej nie oferuje krajowi, który ma u nas swoich agentów.

Czy to zapewni PiS-owi wystarczające argumenty na to, by niejako od nowa, bo nowe zarzuty, liczyć jego tymczasowe aresztowanie? By następnie już za rok, gdy nagle ABW i prokuratura, przypomną sobie, że rok temu zarzucały mu przecież służbę w interesach Iraku i zacząć wszystko od nowa?

Lada dzień pisowski prezydent podpisze uchwalona głosami posłów PiS ustawę o ustroju sądów powszechnych, która w pełni podporządkuje sądy partii rządzącej. To minister Ziobro po nowelizacji będzie mianował i odwoływał prezesów sądów. Odwołany prezes będzie się wprawdzie mógł odwołać do Krajowej Rady Sądownictwa, ale ustawę o niej PiS też zmienił. Zasiadać w niej będą teraz sami ludzie PiS. Czterech wybranych przez Sejm posłów PiS i dwóch senatorów PiS (bo przecież innych Sejm i Senat nie wybiorą), 15 sędziów wybranych przez posłów PiS spośród starannie przez PiS wyselekcjonowanych, minister Ziobro we własnej osobie, pisowski prezydent w osobie swego przedstawiciela, Prezes Sądu Najwyższego wybrany przez PiS, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego wybrany dla odmiany przez… PiS. Będą niezależni?

Skończy się więc udręka pani prokurator Karlińskiej, która by wykonać polityczne zamówienia PiS musi wymyślać przed sądem coraz większe, coraz bardziej obrażające inteligencję przeciętnego człowieka bzdury, by to zamówienie zrealizować.

Sędzia mający rozpatrywać kolejne jej żądania przedłużenia aresztu, dostanie teraz instrukcje od prezesa sądu (przypominam — mianowanego przez PiS). Na sali sądowej tylko mrugną do siebie z Karlińską okiem, bo grają przecież w jednej drużynie.

Dlatego jeśli za rok pojawi się choćby zarzut szpiegostwa na rzecz Krainy Muminków, sędzia klepnie aresztowanie, albo pożegna się z karierą, awansem i będzie musiał się zgodzić na przeniesienie na prowincję.

Ustawa wprowadza co prawda losowanie sędziów do konkretnych spraw, ale nie kto inny jak Ziobro (minister PiS), może ustalić kategorię spraw, w których losowania nie będzie, a do sprawy sędziego przydzieli posłuszny mu, bo mianowany przez niego prezes. Bądźmy pewni, że sprawy przeciwników politycznych proamerykańskiej partii PiS na pewno znajdą się w takiej kategorii.

Jak źle działają polskie sądy, wszyscy dobrze wiemy. Pod pozorem ich usprawnienia, które trafia w społeczne oczekiwania, PiS dokonuje zamachu na niezależność trzeciej władzy. Zapewne, przynajmniej na początku, Ziobro zwolni kilku prezesów spośród tych opieszałych, czy tych biorących za duże łapówki, a prywatne sprawy zwykłych ludzi ruszą z miejsca. Gawiedź będzie bić brawo i prosić o więcej. Jednak w tym samym czasie wiezienia zaczną się zapełniać opozycjonistami. Może nie więzienia, bo w więzieniach odbywa się wyroki po sądowych procesach, a tu chodzi o odosobnienie politycznych przeciwników.

Być może powstanie nowa Bereza Kartuska, która przed wojną była takim polskim obozem koncentracyjnym, w którym sanacja izolowała swych przeciwników? 

Piskorski jako balon próbny mający dać odpowiedź władzy jak na represje polityczne zareaguje społeczeństwo, sprawdził się.

Społeczeństwo milczy.

Milczały też prawie cały czas media. Nie tylko te reżimowe, ale i te tzw. niezależne.

Teraz Ziobro społeczeństwu rzuci na pozarcie kilku skompromitowanych prezesów, a o takich w Polsce nietrudno, nagłośnią to w reżimowych mediach i zyskają poklask. Bo robią porządek! Bo wprowadzają prawo i sprawiedliwość dla zwykłych ludzi!

Tak, na spokojnie, bez większych sprzeciwów rodzi się dyktatura.

Dyktatura sanacji czy dyktatura Hitlera nie powstawały pod lufami karabinów, nawet jeśli ta pierwsza powstała na skutek zamachu stanu. Obie miały społeczne poparcie i przyzwolenie. Jakoś je tworzono.

Po objęciu rządów w Niemczech przez NSDAP, zwykli ludzie w umęczonych Wielkim Kryzysem Niemczech szybko odczuli poprawę swej sytuacji życiowej. Hitler to nie tylko zbrodniarz jakiego znamy z historii. Hitler to na początku był całkiem dobry organizator życia gospodarczego. Podziwiany przez cały świat a następnie kopiowany w rozwiązaniach gospodarczych typu „New Deal” i natchnienie keynesowskiej ekonomii, szybko wyprowadził Niemcy na prostą. „Hitler dał im pracę i „pomoc zimową”.

Każda niemiecka rodzina żyjąca w niedostatku mogła liczyć na pomoc państwa w postaci regularnie dostarczanego do jej domu worka ziemniaków. PiS dał biednym 500 złotych. Może nie miał ziemniaków?

Niemcy kochali za to Hitlera, a polskie rodziny chwalą rząd Beaty Szydło. PiS doskonale te nastroje wyczuwa i potrafi cynicznie wykorzystać, by zrealizować swe hasło — cała władza w ręce PiS! Właśnie rzecz w tym, że w cieniu tych dobrych dla ludzi rzeczy, dzieją się inne, coraz bardziej mroczne, a historia tworzenia dyktatur ciągle się powtarza.

I choć opozycja milczy nadal w sprawie aresztowanego na podstawie zwykłych insynuacji Piskorskiego, to po aresztowaniach członków „Zmiany” do których już nawołuje publicznie np. Stanisław Janecki, były redaktor naczelny tygodnika „Wprost”, a dziś współpracownik pisowskich mediów „wSieci” i „wPolityce”, akolita partii rządzącej i rzecznik interesów amerykańskiego Imperium, dla niej też się w Berezie miejsce znajdzie.

To tylko kwestia czasu. Czasu, który swoją bezczynnością pozwolimy tej dyktaturze okrzepnąć.

P.S. Skarga Piskorskiego do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu przyjęta już 2 miesiące temu do rozpatrzenia, została odrzucona bez rozpoznania.

Nigdy wcześniej w swojej historii, przyjętej już skargi, Trybunał nie odrzucał bez merytorycznego rozpatrzenia. Nie wiadomo nadal na jakiej podstawie podjął taką decyzję i wycofał się z wcześniejszej. Czy interweniował rząd Szydło? Piskorski czeka na pisemne uzasadnienie tej decyzji.

Jarosław Augustyniak, polski publicysta, Warszawa

za: https://pl.sputniknews.com/polska/201707175895579-SENSACJA-Mateusz-Piskorski-chinskim-szpiegiem-Jaroslaw-Augustyniak/

Katar, Arabia Saudyjska, islamski terroryzm i angloamerykański establishment.

„Cudnie jest robić z wami interesy wojenne, wasza najwyższa głowoodrąbywaczość”

Joe Quinn
Sott.net

W ciągu ostatnich kilku dni „zbiegi okoliczności” i powiązania sypały się gęsto, jedno po drugim. W mrugnięcie oka można coś przeoczyć, więc polecam śledzenie codziennych analiz na Sott.net.

Najpierw mieliśmy atak terrorystyczny na moście w Londynie, zaledwie dwa tygodnie po bombie w Manchesterze i na tydzień przed być może najważniejszymi w tym pokoleniu brytyjskimi wyborami parlamentarnymi.

W ostatnich dniach niespodziewanie zafundowano nam groteskowy spektakl z „wystawieniem” Kataru jako sponsora dżihadyjskiego terroryzmu przez arcysponsora dżihadyjskiego terroryzmu. To zupełnie jakby McDonalds oskarżał Burger Kinga o sprzedawanie niezdrowej żywności, więc rzecz jasna za tą „sprzeczką” kryje się coś więcej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje (lub niż donoszą media). Oskarżenia rzucone przez Saudów zaledwie kilka dni po ataku terrorystycznym na londyńskim moście najwyraźniej miały na celu przekazanie przesłania: „Obwiniać Katar, a nie nas!”

Nie bez związku ze sprzeczką tych miłośników dżihadyjskiego terroryzmu jest długo już odkładany „drażliwy” raport brytyjskiego rządu w sprawie finansowania przez Saudów terroryzmu w Wlk. Brytanii. Ten raport jest oczywiście jeszcze bardziej „drażliwy”, jeśli wziąć pod uwagę zbliżające się wybory w Wielkiej Brytanii, w których rząd Konserwatystów [establishment] (który ma niezwykle bliskie relacje z saudyjskimi obcinaczami głów i bardzo lubi sprzedawać duże ilości broni) usiłuje uzyskać „mandat” Brytyjczyków na kolejnych pięć lat finansowanego przez Arabię terroryzmu na brytyjskiej ziemi, nie mówiąc już o Syrii, Libii, Iranie i wszędzie tam, gdzie masowe mordowanie cywilów może być z pożytkiem wykorzystane do geopolitycznych celów.

 

[Raport w sprawie finansowania terroryzmu: Nasilają się żądania opublikowania „tajnego” dokumentu MSW, „wskazującego na Arabię Saudyjską”]

Inną przypuszczalną motywacją dla saudyjskiej kampanii przyłożenia Katarowi jest fakt, że Katarczycy (największy na świecie eksporter skroplonego gazu ziemnego) zdecydowanie za bardzo angażują się ostatnio w realpolitik w odniesieniu do Iranu i Rosji.

Iran i Katar są właścicielami potężnych pól gazowych i naftowych Pars / North Dome w Zatoce Perskiej (zdecydowanie największych na świecie). Pod dnem Zatoki wciąż pozostają duże, niewykorzystane ilości ropy naftowej i gazu. Podczas gdy Katar eksportował swoje zasoby od połowy lat 90., Iran dopiero w zeszłym roku zawarł umowę z francuską firmą Total (oraz z chińskim CNPC i irańskim Petropars), żeby zwiększyć wydobycie w swojej części złoża.

Co ciekawe, Total (wraz z kilkoma innymi zachodnimi korporacjami energetycznymi) uczestniczy także w sektorze gazowym w Katarze. Problemem jest jednak współwłasnościowa natura tego pola. Podczas gdy oba kraje, Iran i Katar, mają granice morskie, definiujące co jest czyje, gaz w złożu nie uznaje granic, a ilość gazu do wydobycia przez każdego z właścicieli zależy od jego zdolności wydobywczych (gaz ma tendencję do przepływu do opróżnionych przestrzeni).

Od kiedy w 2015 r. zniesiono sankcje wobec Iranu, Irańczycy nadganiają katarską produkcję gazu. Zawarcie przez Katar umowy z Iranem na eksploatację ich wspólnego pola ma więc gospodarczy i logistyczny sens i wygląda na to, że tym właśnie się po cichu zajmują w ostatnich miesiącach. A co dodatkowo pogarsza sprawę, pod koniec ubiegłego roku Katar kupił 19,5% udziałów w rosyjskim gigancie energetycznym, spółce Rosnieft, za 10,2 miliarda euro, stając się drugim (po brytyjskim koncernie BP) zagranicznym udziałowcem, dopuszczonym do takiej transakcji.

Wszystko to razem wskrzesza widmo ewentualnego zmartwychwstania jakiejś wersji rurociągu Katar-Turcja, który miał przesyłać katarski gaz przez Arabię Saudyjską, Jordanię i Syrię do Turcji i dalej, do Europy. Kiedy pierwotny plan rurociągu został odrzucony przez Asada, w celu „ochrony interesów ich rosyjskiego sojusznika” (Rosja dominuje na rynku gazu w UE), Syria została uwikłana w „wojnę domową” (od dawna planowaną), napędzaną przez najemników wspieranych przez Katar i Saudich, z bezpośrednią pomocą zachodnich rządów.

Jednak w zeszłym roku chimeryczna rodzina królewska z Kataru chyba ostatecznie zaakceptowała, że Asad nigdzie się nie wybiera oraz że na Bliskim Wschodzie jest Rosja, i zamierza tam pozostać. Zatem tym, co może naprawdę przerażać Saudyjczyków i (ostatnio) ich zachodnich sojuszników, jest nie tylko perspektywa sojuszu Iranu, Syrii i Rosji na Bliskim Wschodzie, ale widmo sojuszu, który obejmie Katar i jego ogromne rezerwy gazu.

Może teraz łatwiej zrozumieć, dlaczego podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej Trump wezwał „wszystkie kraje mające sumienie do odizolowania Iranu” i dlaczego Saudyjczycy zrobili krok w tym kierunku, grożąc Katarczykom. Można również zrozumieć, dlaczego dzisiaj dżihadyści (bez wątpienia finansowani przez Saudów) zabili 12 osób w zamachu w Teheranie i dlaczego Irańczycy natychmiast obwinili za to Saudyjczyków. I, żeby dopełnić tę farsę, gdy Katarczycy odpowiedzieli na saudyjskie oskarżenia o „finansowanie terroryzmu” oświadczeniem, że zhakowano katarski kanał informacyjny i wprowadzono doń fałszywą historię, która łączyła katarską rodzinę królewską z Iranem, dla „głębokiego państwa” w USA pokusa była zbyt duża i przez swój oficjalny kanał propagandowy – CNN – pozwoliło „anonimowym źródłom” wyjawić, że za katarskim atakiem „hakerskim” stali Rosjanie.

Jak kilkukrotnie pisałem, terroryzm jest wykorzystywany jako fałszywy powód wojny, która w rzeczywistości jest toczona o to, kto będzie kontrolował zasoby naturalne Bliskiego Wschodu, a tym samym kto będzie „kontrolował świat”. Angloamerykański establishment już od dawna związał swój los z saudyjskimi obcinaczami głów, którzy siedzą na największych na świecie rezerwach ropy naftowej i rafineriach. Amerykańska siła militarna i saudyjska ropa pozwoliły Zachodowi zdobyć władzę absolutną na wiele dziesięcioleci. Ale ta era zdaje się szybko zbliżać ku końcowi.

Niestety, jest niewielka nadzieja, że „ekscepcjonalny” angloamerykański establishment i ich ścinający głowy ideologiczni bracia ustąpią z gracją. Bynajmniej, ich podejście wydaje się być podobne do tego, jakie cechowało wzorcowego, żądnego władzy tyrana, przewijającego się na kartach literatury przez całe stulecia – wiecie, tego kolesia, który w obliczu nieuniknionej utraty mocy i łaski decyduje mniej więcej tak: „jeśli ja nie mogę tego mieć, nikt tego mieć nie będzie!” Jak bardzo nieoryginalne to z ich strony.

Tłumaczenie: PRACowniA

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/06/11/katar-arabia-saudyjska-islamski-terroryzm-i-angloamerykanski-estabilshment/

Retoryka wojenna na temat Iranu i „zlecony przez Trumpa” atak w Jemenie: III wojna światowa wcale się nie zbliża – ta wojna toczy się TERAZ

© kokpit.aero -- Niepotwierdzone zdjęcie przedstawiające wrak przemiennopłata US MV-22 Osprey, który miał „twarde lądowanie” podczas „niespodziewanego nalotu na Al-Kaidę” w prowincji Al-Bajda, w środkowym Jemenie, 28 stycznia 2017

© kokpit.aero — Niepotwierdzone zdjęcie przedstawiające wrak przemiennopłata US MV-22 Osprey, który miał „twarde lądowanie” podczas „niespodziewanego nalotu na Al-Kaidę” w prowincji Al-Bajda, w środkowym Jemenie, 28 stycznia 2017

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/02/28/retoryka-wojenna-na-temat-iranu-i-zlecony-przez-trumpa-atak-w-jemenie-iii-wojna-swiatowa-wcale-sie-nie-zbliza-ta-wojna-toczy-sie-teraz/

Niall Bradley
Sott.net

Retoryka amerykańskiego rządu w stosunku do Iranu osiągnęła ostatnio poziom nienotowany od czasów administracji Busha, a powodem tego zdaje się być ciąg wydarzeń z ostatnich kilku tygodni, jakie miały miejsce w Jemenie i jego okolicach. Ataki USA z użyciem dronów i naloty na jemeńskie obiekty były przeprowadzane przed, w trakcie i po inauguracji Trumpa, ale uwagę amerykańskich mediów przyciągnął dopiero atak jednostki specjalnej USA (Navy Seals 6) w środkowym Jemenie 28 stycznia b.r.

Dwa dni po inauguracji Trumpa amerykańskie drony „zabiły w Jemenie pięciu przywódców Al-Kaidy”. Operacja odbyła się bez wiedzy Trumpa (a więc i bez jego zgody), ponieważ jego poprzednik uwolnił Pentagon od nadzoru wykonawczego w zakresie działań wojennych z wyłącznym użyciem dronów. Machina wojenna USA jest, w pewnym sensie, rozumna. Zazwyczaj działa bez oficjalnego przywództwa, decyzji czy udziału „cywilnego rządu”. To samo dotyczy wielu ataków dronowych, przeprowadzonych w „okupowanych przez ISIS Syrii i Iraku” w okresie przed inauguracją oraz w pierwszych dniach prezydentury Trumpa.

Tak więc chociaż większość ludzi może zakładać, że w okresie między usunięciem starej administracji i wprowadzeniem nowej wszystkie takie operacje byłyby wstrzymane, wcale tak się nie dzieje, co jest dość wyraźnym dowodem, że polityka zagraniczna USA funkcjonuje niezależnie od Białego Domu.

Nocny atak Navy Seals w środkowym Jemenie

Później jednak rozegrało się coś, co najwyraźniej angażowało Trumpa. W niedzielę 29 stycznia US Central Command (CENTCOM) opublikował nieprawdopodobną informację prasową, w której stwierdzano, że „28 stycznia w Jemenie, podczas nocnego nalotu na Al-Kaidę Półwyspu Arabskiego (AQAP), zginął jeden żołnierz amerykański, a czterech innych zostało rannych”. W operacji, jak podano, zabito szacunkowo „14 członków AQAP i zdobyto informacje, które mogą zapewnić wgląd w planowane przyszłe zamachy terrorystyczne”. Aha, i samolot przemiennopłatowy US MV-22 Osprey, wykorzystany w operacji, „miał twarde lądowanie”, więc musiał zostać „zniszczony na miejscu [przez samoloty marynarki wojennej USA]”.

© Unknown -- Zabita w nalocie: Nora al-Aliki, 8-letnia córka Anwara al-Aliki, amerykańskiego muzułmańskiego imama, który został zabity w Jemenie w amerykańskim ataku dronowym w 2011 roku

© Unknown — Zabita w nalocie: Nora al-Aliki, 8-letnia córka Anwara al-Aliki, amerykańskiego muzułmańskiego imama, który został zabity w Jemenie w amerykańskim ataku dronowym w 2011 roku

Naturalnie ten alarmujący rozwój wypadków sprowokował mnóstwo pytań, na które anonimowi urzędnicy amerykańskiego wywiadu z największą ochotą odpowiedzieli w kolejnych „przeciekach” do mediów. W tym momencie historia przedstawia się tak, że siły specjalne USA, w połączeniu z „siłami specjalnymi Zjednoczonych Emiratów Arabskich” (którym, nawiasem mówiąc, przywodzi niejaki Mike Hindmarsh, były szef australijskiego SAS), przeprowadziły przed świtem nalot na wieś Jakla, „znaną twierdzę AQAP” w prowincji Al-Bajda, w południowo-wschodnim Jemenie. Ich zadaniem było „zebranie jak najwięcej informacji wywiadowczych na temat AQAP w celu umożliwienia przyszłych rajdów i ataków przeciwko tamtejszej Al-Kaidzie”.

Lokalne źródła doniosły, że w operacji zginęło aż 57 osób, w tym osiem kobiet i ośmioro dzieci. Jednym z tych dzieci była podobno 8-letnia córka Anwara al-Aliki, „genialnego terrorysty i radykalnego islamskiego duchownego” (i obywatela Stanów Zjednoczonych), który zginął w ataku dronowym w Jemenie w 2011 roku za „wpływanie” na (spiskowanie z? „dżihadykalizację”?) 16-letniego syna bogatego nigeryjsko-brytyjskiego bankiera Farouka Abdulmutallaba, niesławnego „bieliźnianego zamachowca” [nieco późniejszy artykuł o Farouku przetłumaczony na Pracowni tutaj]. CENTCOM zadbał, aby podkreślić to powiązanie w swoim komunikacie prasowym, wskazując, że – poza owym dziwacznym incydentem na pokładzie samolotu z Amsterdamu do Detroit w Boże Narodzenie 2009 roku – AQAP jest również odpowiedzialny za „zamach podczas bostońskiego maratonu i atak na biura Charlie Hebdo w Paryżu”.

CENTCOM opublikował również nagranie filmowe, będące według niego „małą próbką informacji wywiadowczych, jakie pozyskano na miejscu”, to znaczy w „punkcie zbornym, centrum propagandy i węźle logistycznym siatki terrorystycznej AQAP”. Film „demonstruje sposób wytwarzania trójnadtlenku trójacetonu (triacetone triperoxide, TATP) – materiału wybuchowego, stosowanego w licznych atakach terrorystycznych, w tym w próbie ataku ’bucianego zamachowca’ z 2001 roku oraz w atakach w środkach transportu w Londynie w roku 2005”. Pentagon został jednak zmuszony zdjąć to wideo, gdy ktoś zwrócił uwagę, że ich „ważne informacje wywiadowcze” zostały szeroko rozpowszechnione 10 lat temu przez firmę wywiadowczą SITE Rity Katz, prywatną amerykańsko-izraelską firmę szpiegowską, która tak samo dużo zrobiła dla nagłaśniania „planów terrorystycznych” dżihadystów, co Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka dla demonizowania Baszara al-Asada.

© Unknown -- Prezydent Trump z córką Ivanką w drodze na pogrzeb Williama Owena z Navy Seal

© Unknown — Prezydent Trump z córką Ivanką w drodze na pogrzeb Williama Owena z Navy Seal

Wieś, o której mowa, według Baraa Shibana z brytyjskiej grupy Reprieve, zajmującej się prawami człowieka, już w grudniu 2013 r. została zaatakowana przez amerykańskie drony, które zabiły gości weselnych. Pan młody, który przeżył tamten atak, tym razem zginął wraz z synem i córką. Nora al-Aliki, córka „terrorystycznego geniusza”, (która być może, ale niekoniecznie, sama była obywatelką USA) według relacji jej dziadka Nassera al-Awlakiego wykrwawiła się na śmierć dwie godziny po otrzymaniu postrzału w szyję. On sam i inni ocalali mówią, że wieś wcale nie była „twierdzą AQAP”, a raczej wioską rodzinną szejków plemiennych, którzy w rzeczywistości walczą przeciw wspieranemu przez Saudów i USA rządowi Jemenu (obalonemu w wyniku zamachu stanu w styczniu 2015 roku rzez rządzący ruch kierowany przez Hutich, co przyspieszyło „saudyjską” interwencję, zmierzającą do „przywrócenia legalnego, demokratycznie wybranego rządu”– ironia, która całkowicie umyka autokratycznym władcom Zatoki Perskiej, przywołującym tę „słuszną sprawę”). Dziadek Awlaki powiedział, że „oficjalny” rząd (na wygnaniu w Arabii Saudyjskiej) za pośrednictwem swoich sił w Adenie dostarczał broń jemu i jego rodzinie do walki przeciwko Hutim.

 

© South Front

© South Front

 

Ci bojownicy nie tylko są doskonale uzbrojeni – NBC poinformowało o podejrzeniach, że ktoś dał im cynk o nalocie. Według Pentagonu zespół Sealsów spotkał się z ciężkim ostrzałem („strzelały do nas nawet kobiety”), a wychodząc z założenia, że to oni [bojownicy] sprawili przemiennopłatowi MV-22 Osprey „twarde lądowanie” (a nie „zniszczyły go na miejscu” samoloty marynarki USA), jest całkiem prawdopodobne, że zaatakowani mieli również pod dostatkiem ciężkiej broni.

Choć rzecznik Trumpa charakteryzuje operację jako „udaną”, anonimowi oficjele wywiadu USA za „niemal wszystko, co poszło źle”, obwiniają Trumpa, informując media, że „Trump zatwierdził swoją pierwszy tajną operację antyterrorystyczną bez wystarczających informacji wywiadowczych, wsparcia naziemnego czy odpowiednich przygotowań zabezpieczających”. W rezultacie misja skończyła się wylądowaniem w „umocnionej bazie Al-Kaidy, z dostępem chronionym przez zaminowany pas i czuwających snajperów oraz z większym niż się spodziewano kontyngentem uzbrojonych islamskich ekstremistów”. Dla dopełnienia tej paskudnej historii, ci sami oficjele twierdzą, że misja była planowana kilka miesięcy wcześniej, rozważana przez administrację Obamy, ale ostatecznie została odłożona do czasu inauguracji Trumpa „ze względów operacyjnych”.

© Naval Special Warfare Command/kpt. Jason Salata -- młodszy chorąży marynarki William 'Ryan' Owens zginął w Jemenie w nocnym nalocie, który najwyraźniej został schrzaniony ponad wszelkie pojęcie

© Naval Special Warfare Command/kpt. Jason Salata — młodszy chorąży marynarki William ‚Ryan’ Owens zginął w Jemenie w nocnym nalocie, który najwyraźniej został schrzaniony ponad wszelkie pojęcie

Amerykańskie społeczeństwo zostało nagle skonfrontowane z nową rzeczywistością – bezpośrednią obecnością amerykańskich żołnierzy w rejonie konfliktu w Jemenie, a Trump – którego kampania wyborcza bazowała między innymi na powstrzymaniu militarnych awantur za granicą – znalazł się z zakrwawionym nożem w ręce. Przypomina mi to, jak JFK radził sobie z historią z „Zatoką Świń” podczas swoich pierwszych kilku miesięcy prezydentury. Dla nas obecnie wydarzenie to zredukowało się do tego, że albo Kennedy nie wiedział, co kręciła CIA, albo też odkrył ich plan w ostatniej chwili i zablokował wsparcie powietrzne, konieczne dla powodzenia operacji. Jednak dzięki badaniom przedstawionym w książce Davida Talbota Devil’s Chessboard (Diabelska szachownica) mamy teraz dowody, że dyrektor CIA Allen Dulles nigdy nie chciał sukcesu operacji w Zatoce Świń. Sabotował ją od samego początku, ponieważ jego główną misją było „zwrócenie społeczności wywiadowczej przeciwko Kennedy’emu”, który, między innymi przewinami, groził zniweczeniem „ich” polityki zagranicznej.

W każdym razie za misję w Jemenie „odpowiedzialna” jest administracja Trumpa, choć nie możemy tego traktować dosłownie. Pentagon poważnie zabiega, żebyśmy uwierzyli, że po 8 latach prowadzenia przezeń okresowych nalotów powietrznych oraz ataków z użyciem pocisków manewrujących i dronów przeciwko jemeńskiej ludności cywilnej i powstańcom w supernowoczesnej wojnie toczonej w najbiedniejszym kraju Bliskiego Wschodu – kiedy przez cały ten czas ani razu (oficjalnie) nie ryzykowano życiem amerykańskich żołnierzy – nagle, zaledwie tydzień po objęciu prezydentury przez Trumpa, tenże Pentagon powierzył nadzór wykonawczy i planowanie operacyjne wyraźnie wariackiej misji „pozbierania twardych dysków” od „terrorystów AQAP”, ukrywających się w wiosce z trudem położonej na obszarze opanowanym przez lojalistów wspieranych przez Arabię Saudyjską… prezydentowi Donaldowi „Wschodzącej Gwieździe” Trumpowi. Mam poważne wątpliwości co do tego, że został on w pełni wprowadzony w szczegóły operacji, a następnie „dał jej zielone światło”. Nic lepiej nie ilustruje braku posiadania realnej władzy przez amerykańskich prezydentów – zwłaszcza w zakresie polityki zagranicznej – niż nieprzerwane (a w tym wypadku najwyraźniej bezmyślne) działania zbrojne prowadzone przez USA, NATO i monarchie Zatoki Perskiej w okresie przechodzenia od rządów Obamy do Trumpa.

Siła ognia Jemenu (Hutich)

© Unknown – Furgonetki z zamontowanymi działami, używane przez powstańców Huti przeciwko siłom walczącym pod przywództwem „Saudów”. Skąd oni je biorą?

© Unknown – Furgonetki z zamontowanymi działami, używane przez powstańców Huti przeciwko siłom walczącym pod przywództwem „Saudów”. Skąd oni je biorą?

Zmieńmy teraz obiektyw i spójrzmy na inne wydarzenia, rozgrywające się ostatnio w południowej części Półwyspu Arabskiego.

Dwa dni przed amerykańskim nalotem powstańcy Huti zestrzelili saudyjski śmigłowiec Apache w pobliżu miasta portowego Mokka nad Morzem Czerwonym, w południowo-zachodniej części kraju. W grudniu ub. roku inny arabski śmigłowiec Apache został zestrzelony przez Hutich, tym razem w południowej prowincji Arabii Saudyjskiej Nadżran. W rzeczywistości Huti przeprowadzili dziesiątki transgranicznych ataków na cele wojskowe zlokalizowane głębiej na terytorium Arabii Saudyjskiej, zwłaszcza od sierpnia ubiegłego roku. Większość z nich obejmowała ostrzał bliskiego zasięgu i walki o kontrolę nad miastami przygranicznymi i przyczółkami, ale Huti odpalali również rakiety balistyczne w saudyjskie bazy wojskowe. W ciągu zaledwie jednego skoordynowanego ataku na początku grudnia Huti równolegle zlikwidowali co najmniej 4 saudyjskie bazy wojskowe i centra dowodzenia na południu królestwa pociskami balistycznymi, a następnie intensywnym ostrzałem. Liczba saudyjskich ofiar nie jest znana, ale jest oczywiste, że ich siły dotkliwie to odczuły.

Zaledwie dwa dni temu pojawiły się doniesienia, że pocisk balistyczny wystrzelony z Jemenu skutecznie trafił w saudyjską bazę wojskową w Al-Mazahimiyah, 60km od Rijadu. AMN News podało, że w ataku użyto pocisków ziemia-ziemia, zwanych „Burkan-2”, będących „wariantem rosyjskiego pocisku Scud. Nie ma jak dotąd oświadczenia Saudyjczyków w tej sprawie, aczkolwiek okoliczni mieszkańcy pisali w mediach społecznościowych, że słyszeli wybuchy. Wczoraj irańska PressTV cytowała rzecznika Hutich, który potwierdził wystrzelenie rakiet i pokazał ich zdjęcia sprzed momentu odpalenia:

 

© Wojsko Jemenu (siły Hutich) via AMN News

© Wojsko Jemenu (siły Hutich) via AMN News

A to jest podobno klip z pociskami wystrzelonymi w stronę Rijadu:

 

 

Jeśli informacje zostaną potwierdzone, będzie to oznaczać istotną poprawę w stosunku do poprzednich prób wystrzelenia pocisków w Arabię Saudyjską przez Hutich. 27 października 2016 roku wystrzelili pocisk Burkan-1 w główne lotnisko w Dżuddzie – położonej bliżej Sany, stolicy Jemenu, niż Rijad – na saudyjskim wybrzeżu Morza Czerwonego. Wcześniej, 11 października, pocisk balistyczny mierzył w At-Ta’if, w pobliżu Mekki, gdzie znajduje się saudyjska baza sił powietrznych im. króla Fahda. Według Saudyjczyków oba ataki zostały udaremnione przez baterie systemów obrony przeciwrakietowej Patriot, dostarczonych przez USA.

© Unknown, archiwa – zdjęcie okrętów marynarki Iranu

© Unknown, archiwa – zdjęcie okrętów marynarki Iranu

10 października Pentagon poinformował, że dwa pociski zostały wystrzelone w okręt USS Mason, znajdujący się w pobliżu jemeńskiego wybrzeżu Morza Czerwonego, ale „wpadły do wody, zanim dotarły do statku”. Dwa dni później Pentagon stwierdził, że USS Mason i USS Ponce zostały zaatakowane rakietami przez Hutich i że statki wzięły udział w „wymianie ognia”. Huti – którzy za każdym razem, kiedy przeprowadzają ataki, wydają oświadczenia prasowe – zaprzeczyli wystrzeleniu rakiet w którykolwiek z tych statków, mówiąc, że nigdy nie strzelają do statków znajdujących się poza ich wodami terytorialnymi, i oskarżyli Amerykanów o wymyślenie tych historii, żeby uzasadnić interwencję w imieniu nieskutecznej „saudyjskiej koalicji”. Następnie USA „wzięły odwet”, odpalając pociski manewrujące Tomahawk z USS Nitze i niszcząc trzy instalacje radarowe Hutich. Co ciekawe, 13 października Iran wysłał flotę okrętów wojennych do Zatoki Adeńskiejw celu ochrony statków handlowych przed piractwem”, a Pentagon powiedział Fox News, że w tym czasie w okolicy przebywał chiński okręt i rosyjski statek szpiegowski”.

Mój kolega Joe Quinn pisał [na Pracowni tutaj], że podobno Huti wysadzili saudyjską fregatę klasy Al-Madina przy pomocy „samobójczych łódek załadowanych nawozem”, i to na otwartym morzu, 30 stycznia, czyli dwa dni po nalocie amerykańskich Sealsów. To nie był przypadek. Oczywiście jest to trudne do zweryfikowania – Saudyjczycy i ich sojusznicy mają naturalną tendencję do minimalizowania swoich strat, podobnie jak Huti mogą wyolbrzymiać swoje sukcesy – ale Huti twierdzą, że był to jedenasty statek saudyjskiej koalicji, jaki trafili w ciągu dwóch lat stawiania oporu saudyjskiemu natarciu. Takie ataki nie mogą odbyć się bez specyficznych instalacji radarowych, jakie USA podobno zabrały z powrotem do domu w październiku, więc albo USA nie dostały wszystkich instalacji, albo Huti są ponownie zaopatrywani w urządzenia o zaawansowanej technologii. Tym, co rozpoczęło powyższą sekwencję zdarzeń był udany atak rakietowy Hutich na wyprodukowany przez USA i pływający pod banderą Emiratów hybrydowy katamaran HSV-2 Swift, znowu w pobliżu czerwonomorskiego portu Mokka w cieśnienie Bab al-Mandab na początku października 2016 r. Podobno Huti całkowicie zniszczyli ten statek:

 

 

Zauważyliście, jaką technologię radarową mają? Użyty pocisk wygląda na „C-802, ulepszoną wersję eksportową chińskiego pocisku przeciwokrętowego Eagle Strike YJ-82”.

© Emirates News Agency – Wrak dostarczonego przez USA statku „ZEA”, zniszczonego w ataku rakietowym „Hutich” u jemeńskich wybrzeży Morza Czerwonego na początku października 2016 r.

© Emirates News Agency – Wrak dostarczonego przez USA statku „ZEA”, zniszczonego w ataku rakietowym „Hutich” u jemeńskich wybrzeży Morza Czerwonego na początku października 2016 r.

Ostatnio intensywne walki są toczone w południowo-zachodnim krańcu kraju, gdzie głównym celem dla obu stron jest kontrola nad cieśniną Bab al-Mandab. W ostatnich starciach Saudyjczycy ponieśli poważne straty. Irańska agencja Fars News donosi, że w ubiegłym tygodniu w regionie zostało zabitych około 450 „wspieranych przez Arabię Saudyjską bojowników”, w tym drugi w hierarchii dowodzenia dowódca polowy saudyjskiej koalicji (Saeed al-Samati al-Sabihi) oraz „wynajęci przez Saudyjczyków zagraniczni najemnicy, częściowo z krajów arabskich”. Huti twierdzą również, że zlikwidowali jeszcze inną kluczową instalację, na wyspie Zukar na Morzu Czerwonym – kolejnym pociskiem balistycznym – „zabijając co najmniej 80 saudyjskich i emirackich żołnierzy i oficerów”. [Lokalizacja wyspy Zukar jest zaznaczona na zamieszczonej wyżej mapce.] Przekazujące te informacje źródło wojskowe Hutich dodało, że saudyjskie centrum operacyjne dla operacji związanych z Bab el-Mandab „znajduje się w Erytrei i przebywają tam oficerowie i eksperci z Izraela, Arabii Saudyjskiej i ZEA”. Co ciekawe, informator zapytany o nalot amerykański w prowincji Al-Bajda w dniu 28 stycznia powiedział, że prawdopodobnie sygnalizuje on nową strategię USA dążenia do podziału kraju wzdłuż istniejących linii walk.

Mógłbym tak bez końca. Poszukajcie na Youtube „huti trafili arabskie czołgi” [ang: houthis hit saudi tanks], a dostaniecie dziesiątki filmów przedstawiających siły sojuszu Huti-Saleh niszczące czołgi Bradley i Abrams w całym Jemenie na przestrzeni mniej więcej ostatniego roku. Straty saudyjskiej koalicji w czołgach były tak ciężkie, że USA muszą wysłać im setki dodatkowych. W okresie swoich dwóch kadencji Obama nadzorował sprzedaż broni i sprzętu wojskowego dla Arabii Saudyjskiej na wartość 115 miliardów dolarów. Nie wiem, jaką część tej kwoty stanowi opłacanie najemników, ale wiadomo, że bliskowschodnie media rutynowo informowały o potężnej liczbie ofiar wśród tysięcy zagranicznych najemników Saudów. Według jednego z raportów w marcu ub. roku zabito ponad 4000 z nich. Niesławna prywatna amerykańska armia DynCorp podobno weszła do gry za 3 miliardy dolarów. Już w grudniu 2015 r. brytyjskie władze męczyły się, żeby wyjaśnić, dlaczego byli żołnierze brytyjscy, walczący teraz pod banderą ZEA, byli znajdowani martwi w Jemenie.

Imperium USA kontra sojusz euroazjatycki

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu wodnego po dwu stronach Półwyspu Arabskiego

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu wodnego po dwu stronach Półwyspu Arabskiego

Jak wyjaśnialiśmy w tym artykule, saudyjscy monarchowie i emirowie krajów Zatoki Perskiej nie mają własnych wojsk. Ich armie i broń są zachodnie (głównie amerykańskie) pod niemal każdym względem. Ich „wojska narodowe” są obsadzone żołnierzami, pilotami, zespołami wsparcia i wyższymi oficerami wywodzącymi się z szeregów armii USA, Wielkiej Brytanii, Australii i innych krajów zachodnich. Dzięki obsesji USA na punkcie „interoperacyjności” sprzedawanej broni, „saudyjskimi” operacjami mogą skutecznie zdalnie kierować amerykańscy, brytyjscy i izraelscy dowódcy, jednocześnie sprzedając to jako „saudyjską wojnę”. Nie jest saudyjska –  jest to całkowicie zachodnia wojna o kontrolowanie Jemenu, a tym samym jednego z kluczowych „wąskich gardeł” szlaku żeglugowego w handlu towarami i energią na naszej planecie – cieśniny Bab al-Mandab, która przez Morze Czerwone łączy Ocean Indyjski z Morzem Śródziemnym.

Ale to wszystko jest już dość dobrze znane – Stany Zjednoczone i ich sojusznicy niezbyt dobrze ukrywają swoje zaangażowanie w Jemenie. Nowością jest jednak to, co w tym konflikcie robi „strona przeciwna”. W tej wojnie nie chodzi oczywiście o „zwalczanie Al-Kaidy”, której obcinacze głów, jak wiemy – dzięki ujawnieniu machinacji w Syrii – pracują dla Arabii Saudyjskiej, Kataru, a w ostatecznym rozrachunku – dla zachodnich interesów. I nie chodzi oczywiście o „zwalczanie piratów”, jak niemal szyderczo twierdzili Irańczycy. Pomiędzy ich pociskami balistycznymi, wspomaganymi systemami radarowymi, transportowymi i wdrażania, przenośnymi systemami obrony powietrznej i przeciwczołgowej i furgonetkami doposażonymi w działa, a jak się wydaje niekończącymi się dostawami broni ręcznej, żeby z powodzeniem opierać się i pokonać przeważającą (do tej pory) siłę ognia skierowaną przeciw nim, stało się jasne, że ci dzielni Jemeńczycy, opierający się masowym bombardowaniom z powietrza, otrzymują poważne wsparcie z zagranicy.

© AP -- Listopad 2016 r., generałowie Pekinu i Teheranu podpisują umowę o współpracy w „przeprowadzeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych” i „stworzeniu zbiorowego ruchu w celu przeciwstawienia się zagrożeniu terroryzmem”. Jest to kod dla hasła „połączmy siły i przenieśmy globalną zastępczą ‘wojnę z terrorem’ do USA”.

© AP — Listopad 2016 r., generałowie Pekinu i Teheranu podpisują umowę o współpracy w „przeprowadzeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych” i „stworzeniu zbiorowego ruchu w celu przeciwstawienia się zagrożeniu terroryzmem”. Jest to kod dla hasła „połączmy siły i przenieśmy globalną zastępczą ‘wojnę z terrorem’ do USA”.

Z pierwotnej „koalicji Decisive Storm” krajów muzułmańskich, które poparły saudyjską inwazję na Jemen, wstrzymało się tylko jedno państwo Zatoki Perskiej: Oman, a jest on prawdopodobnie tym mułem, który przenosi większość broni rebeliantów w strefę wojenną. Ale sam Iran z Omanem nie byłyby w stanie zrobić tego bez protekcji sił na tyle dużych, by mogły trzymać w szachu moc wojskową USA. Myślę, że mamy tutaj „triumwirat” Moskwa-Pekin-Teheran, na pełnych obrotach przeciwstawiający się „zachodniemu imperium”.

Myślę, że budowniczowie imperium USA nie przewidywali tak długiego ciągnięcia się tej wojny, kiedy w styczniu 2015 r. dawali Saudyjczykom zielone światło do szybkiego zmuszenia Jemenu nalotami do uległości. W wyniku nieoczekiwanych sukcesów Hutich w Pentagonie i w Rijad szaleje paranoja. Na rządy USA i Wielkiej Brytanii spada sporo krytyki od obywateli za sprzedaż Saudyjczykom takich ilości broni (przy tak niewielkich  korzyściach), przymuszając je, by przynajmniej oficjalnie ograniczyły swoje zaangażowanie operacyjne. To w świetle ich dotkliwych porażek w Jemenie powinniśmy rozważać najnowszą retorykę wojny przeciwko Iranowi.

„Bombardować, bombardować Iran” (w Jemenie)

© Unknown – „To... to... to nie może się dziać naprawdę!”

© Unknown – „To… to… to nie może się dziać naprawdę!”

Doradca ds. Bezpieczeństwa Narodowego Michael Flynn – który, jak na ironię, był łojony przez amerykańskie media za bycie „rosyjskim agentem” do czasu inauguracji Trumpa – oddał pierwszą salwę, kiedy ogłosił, że Iran „otrzymał ostrzeżenie” za „testowanie rakiet balistycznych” na swoim własnym podwórku, co, jak powiedział, „naraziło na niebezpieczeństwo życie Amerykanów”. Ale to nie pociski balistyczne na irańskim podwórku go martwią – martwią go latające wszędzie pociski balistyczne Hutich; pociski, które są wyraźnie są dostarczane Hutim przez Rosję i Chiny za pośrednictwem Iranu. Flynn oskarżył również Iran za „przekazywanie broni i wspieranie terroryzmu”, wyraźnie odnosząc się do irańskiego wsparcia dla Hutich w Jemenie. Amerykańskie media – jak zawsze z pomocą jakiś anonimowych funkcjonariuszy wywiadu wojskowego, którzy „nie są uprawnieni do rozmawiania z mediami” – wypełniły resztę tej historii odwołaniami do rzekomych „ataków Hutich” na okręty USA w październiku, wykorzystanych przez USA do uzasadnienia bezpośredniej interwencji w imieniu swojego nieskutecznego pełnomocnika (Arabii Saudyjskiej). Ataki te prawdopodobnie nie miały miejsca, więc między wierszami USA mówią: „nasze saudyjskie siły zostały zaatakowane przez Iran, a to daje nam prawo do odwetu bezpośrednio przeciwko Iranowi”. Tyle tylko, że nie daje, i oni to wiedzą. Bardzo dobrze znają zasady gry, ponieważ sami je stworzyli. A poza tym, nie mogą z tym nic zrobić, bo wiedzą, że każdy potencjalny konflikt z Iranem bezwarunkowo, w taki czy inny sposób, zaangażuje Rosję i Chiny.

Druga salwa przyszła trzy dni później, kiedy nowy sekretarz wojny obrony USA James Mattis oświadczył, że Iran jest „największym na świecie sponsorem terroryzmu” – jasne,  pewnie nawet wszechczasów! Gdybyście, próbując zrozumieć, co Mattis miał na myśli, dysponowali tylko publiczną narracją o islamskim terroryzmie, Al-Kaidzie i ISIS, można by wam wybaczyć myślenie, że facet oszalał (lub po prostu zachował się odpowiednio do swojego przezwiska). No bo przecież Iran walczy przeciwko ISIS, al-Nusrze i wszystkim innym dżihadowskim armiom najemników w Syrii i Iraku. Ergo, Iran robi, co do niego należy, żeby zapobiec przyszłym atakom terrorystycznym na Zachodzie. Ale jeśli zrozumiecie, że Mattis nawiązywał do roli, jaką Iran odgrywa w używaniu Hutich do „sprawienia Saudyjczykom ich własnego Wietnamu”, jak to się mówi, to zrozumiecie też wagę deklaracji Mattisa. I wtedy też zrozumiecie, dlaczego następnie biadolił:

Ignorowanie tego [irańskiego przywiązania do terroryzmu”] nic dobrego nie przyniesie. Nie pomoże zbycie tego, a jednocześnie nie widzę żadnej potrzeby zwiększenia liczebności sił, jakie mamy obecnie na Bliskim Wschodzie. Zawsze możemy to zrobić, ale nie sądzę, żeby w tej chwili to było konieczne”.

© Unknown -- Hasan Rouhani, prezydent Iranu: „Ameryko, rozszyfrowaliśmy zasady twojej gry. Teraz nadszedł nasz czas”.

© Unknown — Hasan Rouhani, prezydent Iranu: „Ameryko, rozszyfrowaliśmy zasady twojej gry. Teraz nadszedł nasz czas”.

Mogą wypowiadać publicznie „mocne słowa”, jednocześnie dyskretnie podsyłając więcej pieniędzy, najemników i broni na Bliski Wschód, ale na tym koniec. W przeciwnym razie, jeśli „podejmą bezpośrednią walkę z Iranem w Jemenie”, sytuacja się odwróci i Jemen stanie się „Wietnamem” Ameryki. Kiedy bezpośrednio zaangażuje się siły USA w starcie z „przebranymi” siłami rosyjsko-chińsko-irańskimi, ryzyko natychmiast niesłychanie wzrośnie. Więc Trump podpisał się pod nowymi sankcjami przeciwko Iranowi, zaś Netanjahu pognał do Londynu z petycją do brytyjskiego rządu, by ten dołożył kolejne sankcje, wzywając wszystkie „odpowiedzialne kraje” do nałożenia kolejnych sankcji i wykorzystując swoją konferencję prasową z premier May do ostrzeżenia świata, że „Iran dąży do unicestwienia Izraela, dąży do podboju Bliskiego Wschodu, zagraża Europie, zagraża Zachodowi, zagraża światu”.

Jest już za późno dla Imperium na wywiązanie się z takich słownych pogróżek pod adresem Iranu. Trump może tweetować do późna w nocy, że Iran „igra z ogniem”, ale to nie zmienia faktu, że Iran ma teraz możliwości wojskowe, żeby zabezpieczyć się przed amerykańskim bombardowaniem. Na froncie finansowo-gospodarczym, dzięki cierpliwym posunięciom dyplomatycznym Iranu i jego sojuszników w ciągu ostatniej dekady, „irański układ jądrowy” (który oczywiście miał niewiele wspólnego z bronią nuklearną) został uzgodniony w ubiegłym roku. Ten dżin już wyszedł z butelki: już są zaplanowane potężne kontrakty handlowe i inwestycyjne między Iranem a korporacjami i rządami – zarówno za Wschodu, jak i Zachodu. Jeśli już, to Iran jest ośmielony ostrymi protestami w Waszyngtonie, Londynie i Tel Awiwie: jego reakcją było testowanie kolejnych pocisków i systemów radarowych oraz nałożenie sankcji na „osoby z USA sponsorujące terroryzm”.

Kubusiu (to do Jima M.), to III wojna światowa, ale inna niż się spodziewaliśmy

© Unknown – „System petrodolarowy” rozpada się

© Unknown – „System petrodolarowy” rozpada się

Kuchmistrze Pax Americana są zdesperowani. Cały ich system opiera się na petrodolarze i kontroli kurków ropy na Bliskim Wschodzie. Jeśli stracą Jemen, jest jak w banku, że Iran zastąpi Arabię Saudyjską jako nowy regionalny „zwycięzca”. Iran będzie wówczas w stanie pełnić dominującą rolę w obu głównych bramach szlaku żeglugowego w regionie – w cieśninach Bab al-Mandab i Ormuz. Następnie zastąpi Arabię Saudyjską w roli głównego bliskowschodniego dostawcy ropy naftowej i gazu, a tym samym odziedziczy pozycję „globalnego kurka energii”. Dom Saudów, którego rządy są zdefiniowane przez jego uzależnienie od Anglo-Amerykanów, prawdopodobnie będzie skończony. Izrael może pocałować na pożegnanie swoje państwo apartheidu, ponieważ jest zmuszony współpracować ze swoimi arabskimi sąsiadami na równych zasadach. A wszystko to razem oznacza przerwanie zachodniej hegemonii i kładzie kres trzem wiekom globalnej dominacji krajów anglosaskich.

Ale wybiegamy za daleko w przyszłość. Pozostaje wciąż wiele niewiadomych i sporo może się wydarzyć.

To, co obserwujemy w Jemenie – i w Syrii, i Iraku, i gdzie indziej – to stopniowe wypieranie USA z Bliskiego Wschodu, dzięki skoordynowanym posunięciom ze strony Rosji, Chin i Iranu. Wyobrażanie sobie „III wojny światowej” jako „wielkiego widowiska” rozgrywającego się pomiędzy wielkimi mocarstwami, które kończy się nuklearnym holokaustem, utrzymuje ludzi w strachu i „na boku” i odwraca ich uwagę od paskudnego biznesu dzielenia naturalnych (w tym ludzkich) zasobów planety, a także od codziennego horroru, jaki sprowadza to na miejsca takie jak Jemen, Libia i Syria. To nie wojna światowa, w której „zwycięzca bierze wszystko” – to wojna proxy z kalkulowanym ryzykiem. Kraje spoza Zachodu nauczyły się ukrytych (do niedawna) reguł gry i teraz stosują te zasady, żeby odwrócić sytuację na niekorzyść Imperium.

„III wojna światowa”, jaka rzeczywiście się toczy – i toczyła się od czasu 9/11 – to trwająca cywilizacyjna walka pomiędzy „Zachodem” i „całą resztą”.

Tłumaczenie: PRACowniA