Hajże na Soplicę!!!!

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/11/19/hajze-na-soplice/

Herstoryk
18 listopada 2017

W narodowej epopei „Pan Tadeusz” klucznik Gerwazy, mający osobiste porachunki z rodem Sopliców, skutecznie podjudza sprytnymi półprawdami i kłamstwami niezadowoloną szlachtę, płonącą chęcią lania skóry Moskalom, do ataku na cel zastępczy, Sopliców właśnie.

Podatność na kierowanie gniewu i frustracji społecznych na dogodne kozły ofiarne nie jest oczywiście wyjątkową cechą Polaków, wydają się oni jednak – jak dowodzi historia – bardzo podatni na taką manipulację. I tak na przykład po Potopie Szwedzkim kozłami ofiarnymi stali się Arianie i protestanci/innowiercy, w II Rzeczpospolitej za bolączki winiono żydów, w PRLu amerykańskich agentów i „wrogów ludu”, teraz zaś przyszła kolej na islam, muzułmanów i imigrantów.

Epidemia!

Bezsensowna islamofobia i ksenofobia szerzą się dziś w całej Europie. Spróbuję zatem dokonać zwięzłej analizy źródeł tych nastrojów przy użyciu racjonalizmu, znajomości historii, perspektywy, doświadczenia i zdrowego rozsądku.

Wyjątkowo zadziwia nasilenie i gwałtowność tych nastrojów w Polsce, biorąc pod uwagę śladową obecność muzułmanów i uchodźców w kraju nad Wisłą. Pozostawię socjologom i psychologom orzeczenie, czy bierze się to z powszechnej ignorancji i braku kontaktów z ludźmi innych kultur i/lub kolorów skóry, czy z prymitywnego ludowego nacjonalizmu narodu poturbowanego przez historię, czy wreszcie ze strachu i niezadowolenia, szukających jakiegoś ujścia, czy, co jest najbardziej prawdopodobne, z toksycznej mieszanki wszystkich tych składników.

Czarne chmury

Cywilizacja zachodnia ma obecnie bardzo poważne fundamentalne problemy, grożące jej załamaniem i upadkiem.  Stoi w obliczu:

  • zachwiania zachodniej dominacji nad globem, z czego wynikają desperackie, absurdalne i skazane na porażkę wojny na Bliskim Wschodzie oraz agresywne, demonstracyjne potrząsanie szabelką na Dalekim Wschodzie;
  • postępującej i zaawansowanej degeneracji demokracji przedstawicielskiej, która wysługuje się dziś najbogatszym oraz wpływowym grupom nacisku reprezentującym wąskie interesy partykularne. Wiąże się z tym upadek zaufania społeczeństw do polityków, instytucji państwowych i naukowych oraz mediów;
  • ostrego i długotrwałego kryzysu ekonomii, gdzie „wzrost” opiera się na dodruku pustych walut, spekulacjach finansowych i rozbuchanym konsumeryzmie „na kredyt”. Skutki to ukryte i jawne bezrobocie, prekariat (zatrudnienie doraźne i na śmieciówkach), uwiąd i ubożenie klasy średniej, gigantyczne zyski dla mikroskopijnej grupy hiperbogaczy, drastyczne pogłębienie zróżnicowania społecznego oraz „tragedia dóbr wspólnych” czyli prywatyzacja wszystkich usług społecznych i majątku narodowego;
  • postępującego i narastającego zatrucia bezpośredniego otoczenia mieszkańców Zachodu i ich samych, przez wszechobecną w żywności i środowisku chemię – koktajl dziesiątków tysięcy słabo przetestowanych i kontrolowanych substancji. Ocenia się, że rocznie każdy mieszkaniec Europy, USA i Australii zjada z żywnością do 5 kg dodatków i „ulepszaczy”, że nie wspomnieć o środkach owadobójczych i ochrony roślin. Do tego dochodzą lotne związki organiczne z materiałów budowlanych, opakowań, artykułów pierwszej potrzeby, mebli i tkanin oraz gazy emitowane przez pojazdy mechaniczne. Można to wszystko bezpośrednio powiązać z epidemiami otyłości, alergii, cukrzycy, raków, autyzmu i zaburzeń psychicznych oraz drastycznym pogorszeniem płodności mężczyzn (ekstrapolując je w przyszłość, staną się bezpłodni w 2060 r.);
  • załamania klimatu, prawie na pewno spowodowanego przez emisję gazów cieplarnianych, objawiającego się destabilizacją pogody, gwałtownymi i niszczycielskimi zjawiskami atmosferycznymi i nagłymi przeskokami z jednej skrajności temperatury i/lub opadów w drugą;

Większość tych zagrożeń jest albo ignorowana przez polityków i media, albo traktowana wybiórczo i powierzchownie, bez naświetlania ich zakresu i powagi, albo wreszcie rozmyślnie zakłamywana. Wszystkie mają „pełzającą” naturę słabo widoczną dla koncentrujących się na życiu codziennym ludzi. Mimo to, podświadome poczucie zagrożenia wydaje się szerzyć w zachodnich społeczeństwach.

Strach i nienawiść – Fear and Loathing

Poczucie zagrożenia i bezsilności, niepewność i frustracja powodują narastanie niezadowolenia społecznego i nieufności wobec polityków, autorytetów i instytucji oraz szerzenie się teorii spiskowych. Brak nagłaśniania powyższych zagrożeń i otwartej uczciwej dyskusji na ich temat stwarza tymczasem politykom i oligarchii podatny grunt do manipulowania nastrojami społecznymi oraz pozwala na żerowanie na strachu i niezadowoleniu wyborców, poprzez przekierowywanie ich gniewu i agresji na dogodne kozły ofiarne. Przynosi to liczne korzyści polityczne. Po pierwsze, zrzuca winę na „Innych” i chroni oligarchiczne elity i idących na ich pasku polityków przed konsekwencjami ich decyzji i błędów. Po drugie pozwala działaczom politycznym na pozowanie na „Obrońców Ojczyzny” i „Patriotów”. Strach jest najsilniejszą ludzką emocją, a skutecznie nastraszone wyimaginowanym zagrożeniem społeczeństwo  entuzjastycznie łyka obietnice obrony i popiera pozerów, którzy je głoszą. Maksyma XVIII-wiecznego angielskiego literata i politologa, Samuela Johnsona, że „patriotyzm jest ostatnim schronieniem łajdaków”, jest uogólnieniem, zawiera jednak sporo prawdy. Karierę w polityce robią bowiem najczęściej oportunistyczni sojcopaci, którzy bez skrupułów grają na strachu, frustracji i psychologii tłumu, dla korzyści własnych i dla grup nacisku i poparcia.

Najlepszymi kandydatami na kozły ofiarne są zawsze ludzie z grup społecznych odróżniających się od większości społeczeństwa. Kolorem skóry, rysami, religią, ubiorem, obyczajami. Gatunek ludzki ma genetycznie zakodowaną nieufność do „obcych”, nie należących do rodziny/klanu/plemienia. Miało to być może ewolucyjne uzasadnienie we wczesnej fazie rozwoju ludzkości. W zglobalizowanym społeczeństwie przemysłowym jest jednak anachronizmem, podatnym na eksploatację i często prowadzącym do dramatów i tragedii.

Wzbudzenie i rozpowszechnienie strachu i nienawiści do wybranych kozłów ofiarnych jest szczególnie łatwe w czasach kryzysu i gwałtownych zmian społecznych. Tak było w Niemczech w latach 30-ch, gdy obolałe po klęsce w Wojnie  Światowej i dotknięte Wielką Depresją społeczeństwo skutecznie przekonano, że 0,75-procentowa żydowska mniejszość, prawie całkowicie zasymilowana, jest śmiertelnym zagrożeniem dla „Narodu” i „Niemieckości”. Dziś w podobny sposób straszy się imigrantami, a szczególnie muzułmanami. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że obawa przed islamem, imigrantami i nienawiść do nich są „tematem zastępczym”, świadomie propagowanym, manipulowanym i podsycanym przez rządzące elity i politycznych karierowiczów, żerujących na psychologii tłumów, na nieznajomości historii, na nieznajomości islamu i muzułmanów, na frustracjach wyborców i na „Syndromie/Efekcie Potwierdzenia”[1].

Odrobina historii

W tej fali strachu i nienawiści nie wie się, lub łatwo zapomina, że w latach 60-ch, podczas zachodnioeuropejskiej hossy gospodarczej i braku rąk do pracy, gastarbeiterzy z Turcji, Algierii czy Pakistanu byli często witani kwiatami i przemowami pochwalnymi. Nie wie się, lub łatwo zapomina, że bliskowschodni terroryzm zaczął się dopiero w 1973 roku, nie miał początkowo nic wspólnego z religią, a wszystko z konfliktem w Palestynie. Nie wie się, lub łatwo zapomina, że przez następne 20 lat był skierowany wyłącznie przeciw sponsorowanym przez Zachód domowym tyranom i skorumpowanym elitom w krajach muzułmańskich, uważanym za apostatów, a religii zaczął używać jako najlepszego lewara do zdobycia poparcia  tamtejszych społeczeństw.  Nie wie się, lub zapomina, że bezpośrednią przyczyną znalezienia się USA na celowniku bliskowschodnich terrorystów była Pierwsza Wojna w Zatoce w 1991 r., powstanie amerykańskich baz wojskowych w Arabii Saudyjskiej i okrutna, bezsensowna blokada ekonomiczna Iraku, która kosztowała milion ofiar głodu i chorób. Nie wie się, lub zapomina, że Europa znalazła się na celowniku bliskowschodnich terrorystów dopiero po napaści USA i ich europejskich satelitów na Irak w 2003 roku. Nie wie się, lub zapomina, że powódź uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki zaczęła się po rozbiciu Libii przez USA i ich wasali w 2011 r., co otwarło szlak przerzutu uchodźców i imigantów. Nie wie się, lub zapomina, że Zachód pod wodzą USA pośrednio wywołał wojnę domową w Syrii, próbując wykorzystać Arabską Wiosnę do usunięcia sprzymierzonego z Iranem Assada.

Przyczyny i metody manipulacji

Przełomowym momentem w manipulowaniu zachodnią opinią publiczną była wojna Jom Kippur w 1973 roku, która o mało nie skończyła się klęską Izraela. Jej bezpośrednimi skutkami było z jednej strony rozpoczęcie przez OWP (Organizacja Wyzwolenia Palestyny) kampanii terroru, w postaci porwań samolotów i ataku na żydowską reprezentację na Olimpiadzie w Monachium, a z drugiej – rozpoczęcie kampanii szkalowania OWP, Arabów i islamu przez zachodnie media, pod naciskiem i przy udziale syjonistycznych grup nacisku. Niezbędnym elementem każdego konfliktu jest wojenna propaganda, demonizująca przeciwnika. Nieuniknioną konsekwencją coraz głębszego grzęźnięcia Zachodu w bliskowschodnie wojny, ataki, rewolucje i zbrojne interwencje była intensyfikacja polityczno-medialnej kampanii propagandowej, mającej na celu przekonanie wyborców o zasadności i słuszności tego mieszania, poprzez szkalowanie islamu i muzułmanów. Była ona, i wciąż jest, entuzjastycznie popierana i wspomagana przez syjonistyczną diasporę żydowską, głównie w USA, demonizującą z początku Arabów, potem, po ataku 9/11 i napaściach na Afganistan i Irak – wszystkich muzułmanów, a wreszcie religię i kulturę islamu [2].

Dwa dziesięciolecia takiej wojny propagandowej ugruntowały i utrwaliły w społeczeństwach zachodnich  przekonanie o skłonności muzułmanów do przemocy i o ich okrucieństwie i krwiożerczości, rzekomo motywanych islamem i kulturą, choć zachodnie ofiary islamskich terrorystów to zaledwie tysiące, a islamskie ofiary zachodnich wojen i interwencji to miliony.

Podstawowe metody islamofobicznej propagandy to:

  • ukrywanie POLITYCZNYCH źródeł i motywów islamistycznego terroryzmu, poprzez koncentrowanie uwagi na wyznaniu oraz religijnych hasłach i sloganach terrorystów;
  • sensacjonalistyczne i wyjęte z kontekstu traktowanie wszystkich problemów społecznych powiązanych z islamem/imigracją;
  • sensacjonalistyczne nagłaśnianie każdej skrajnej wypowiedzi jakiegoś islamskiego oszołoma-kaznodziei, bez zwracania uwagi na jego rangę, wiedzę, czy popularność, z pominięciem podobnych bzdur głoszonych przez duchownych innych wyznań;
  • pełne, 24/7, nasycenie medialne informacjami o każdym, nawet trywialnym, wydarzeniu kryminalnym z udziałem muzułmanów/imigrantów oraz eksponowanie ataków terrorystycznych na Zachodzie, przy całkowitym niemal przemilczaniu innych incydentów kryminalnych i krwawych skutków zachodnich interwencji;
  • szerzenie półprawd i post-prawd/fałszywek przez media społeczne.

Zasiane w ten sposób uprzedzenia wyprodukowały w klimacie globalnego kryzysu finansowego i w połączeniu z nagłą nawałą uchodźców i imigrantów błędne koło samonakręcającej się epidemii irracjonalnego strachu, pogardy i nienawiści.

Błędne koło

Przytłaczająca większość ludzi jest silnie podatna na Syndrom/Efekt Potwierdzenia. Po uformowaniu jakiejś opinii, zwłaszcza związanej z silnymi emocjami jak np. strach czy wiara (religijna czy ideologiczna), prowadzi on do odruchowego odrzucania wszystkiego, co jej przeczy, oraz do równoczesnego bezkrytycznego wyławiania z potoku informacji wszystkiego, co ją potwierdza, bez względu na wartość i prawdziwość jednych i drugich doniesień.

Dwadzieścia pięć lat (od 1991 r.) wojennej, wysoce stronniczej i często islamofobicznej propagandy przez polityków i usługujących im korporacyjnych mediów głównego nurtu oraz propagatorów syjonizmu i „starcia cywilizacji” zbudowało potężny fundament uprzedzeń. Na nim powstała gigantyczna wirtualna internetowa Komora Echa, pełna coraz głośniejszych i bardziej skrajnych opinii i komentarzy „znawców” Koranu, „ekspertów” od historii chrześcijaństwa i islamu, „speców” od imigracji, integracji i kryminologii, których pewność siebie jest najczęściej odwrotnie proporcjonalna do prawdziwej wiedzy i ekspertyzy. Absurdalne brednie o „straconej Francji/Niemczech/Szwecji”, o „kalifacie niemieckim/francuskim/szwedzkim” o „zalaniu Europy”, o „poprawności politycznej nie pozwalającej na publikowanie prawdy o muzułmanach/imigrantach”, o „byczkach-gwałcicielach” o „muzułmanach wyłącznie terrorystach”, o „pasożytach na socjalu”, o „przestępczości imigrantów/muzułmanów”, o „religii pokoju”, o „strefach no-go” szerzą się wirusowo i są głośno, ochoczo i bezkrytycznie łykane i powtarzane. Wielu wyznawców (bo tylko tak można ich nazwać) tych nonsensów, jest gotowych wyjść na ulice, żeby manifestować swe fobie, a czasem nawet bronić „wartości” przez bicie „beżowych”.

Niezbędnik racjonalisty

Nie ulega wątpliwości, że imigranci, zwłaszcza z obcych kręgów kulturowych, zwłaszcza po traumie imigracji, często z dodatkiem wojny, od której uciekli, mogą mieć problemy z dopasowaniem się do nowych warunków, z integracją, zwłaszcza w klimacie nieufności, wrogości, strachu, dyskryminacji, zwłaszcza gdy czasy są ciężkie. Przestępczość i bezrobocie wśród nich są rzeczywiście wyższe niż wśród rodzimej populacji. Problemy te nie mają jednak żadnego związku z wyznaniem czy kolorem skóry i są powszechne i normalne dla imigrantów wszystkich ras i kultur. Dla Polaków w Austrii i Włoszech w 1981 r. Dla Wietnamczyków w Australii. Itp, itd. Biorąc to pod uwagę, racjonalnie myślący ludzie powinni w zetknięciu z powyższymi komentarzami i opiniami zadać sobie następujące zdrowo-rozsądkowe pytania:

  • Czy 8% muzułmanów we Francji, 5% w Anglii i Niemczech, 6% w Szwecji, z których, wg. wiarygodnych statystyk, tylko ok. 30% aktywnie praktykuje a 80% nieźle się zintegrowało, rzeczywiście grozi „straceniem” tych krajów, zaprowadzeniem tam „szariatu” czy ustanowieniem tam „kalifatu”, mimo niechęci reszty narodu i w konfrontacji ze zorganizowanym, sprawnym aparatem państwowo-policyjnym?
  • Czy ok. 5% muzułmanów w Unii Europejskiej rzeczywiście ją „zalewa”?
  • Czy nie podawanie przez policję imion i nazwisk aresztowanych sprawców wynika z „politycznej poprawności”, czy z wymagań prawa, nakazującego ich anonimowości do czasu potwierdzenia ich winy przez wyrok sądowy, bez względu na to, czy mają na imię Hans, Zbigniew, czy Ahmed?
  • Czy dysproporcja pomiędzy liczbą mężczyzn i kobiet wśród imigrantów jest „planowanym zalewem byczków”, czy wynika może z niechęci kobiet do wybierania się wraz z dziećmi w bardzo ryzykowną i niebezpieczną podróż, o ile nie są w naprawdę desperackiej sytuacji, i z preferencji do wysłania najpierw młodego zdrowego faceta dla utorowania drogi?
  • Z czego, jak nie z socjale, i gdzie, jak nie w najtańszych dzielnicach, wśród ludzi o niskim statusie społeczno-ekonomicznym, mają żyć przybysze, którzy nie znają języka, nie mogą legalnie pracować albo nie mogą zdobyć pracy przy wysokim bezrobociu?
  • Czy doniesienia medialne z sensacyjnymi nagłówkami o wykroczeniach i przestępstwach muzułmanów/imigrantów świadczą o ich wyjątkowej kryminalności, czy też są graniem pod publikę, bo takie sensacje są popularne wśród uprzedzonych odbiorców i zwiększają czytelnictwo/oglądalność, co przekłada się wprost na zyski z reklam?
  • Czy liczba gwałtów i rozbojów dokonywanych przez muzułmanów/imigrantów jest znacząco większa niż przestępczość rodzima i czy odróżnia się od przestępczości innych fal migracyjnych, jak np. Polaków w 1981 r.? Czy jest tylko o niej więcej hałasu, podsycającego ksenofobiczne uprzedzenia?
  • Czy nagłaśniane przez media głównego nurtu i społeczne ekstremalne i radykalne opinie, manifestacje i zachowania niektórych muzułmanów/imigrantów są reprezentacyjne dla całej ich społeczności, czy są tylko wyskokami marginesu oszołomów, publikowanymi z przyczyn propagandowych (patrz wyżej)?
  • Jak się mają ataki terrorystyczne i liczba ich ofiar, które są nagłaśniane do nasycenia, do prawie całkowicie przemilczanego zachodniego terroryzmu państwowego na Bliskim Wschodzie i jego ofiar cywilnych? I jak taka stronniczość oddziaływuje na nastawienie i opinie niektórych muzułmanów, łącznie z drugim i trzecim pokoleniem w Europie?
  • Jak wypada porównanie Biblii i pism ojców chrześcijańskich kościołów z Koranem i Hadisami i czy przypadkiem nie każda religia zawiera treści, które można interpretować jako zachętę do przemocy i używać w roli sztandarowych haseł działań i aktów politycznych?
  • Dlaczego islam szyderczo nazywany „religią pokoju” nagle i niespodziewanie pojawił się na ustach i sztandarach terrorystów dopiero 30 lat temu? Czy się wtedy zmienił, czy może jednak zrobił się tylko potrzebny do aktywności politycznej? No i wyznawcy której to religii wywołali 2 wojny światowe, w których z błogosławieństwem kleru po każdej stronie, zapewniającego, że „bóg jest z nami”, życie straciło 60 mln ludzi? I terroryzm IRA pod sztandarem katolickim oraz UDF pod protestanckim?

Racjonalnie myślący i trzymający się rzeczywistości ludzie dopiero po uczciwej i bezstronnej odpowiedzi na te pytania powinni formułować i głosić poinformowaną i racjonalną opinię na wrażliwy i potencjalnie wybuchowy temat.

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę naprawdę niebezpieczne zagrożenia dla zachodniej cywilizacji, wyliczone powyżej, demonizowanie pięciu procent muzułmanów w Europie i straszenie „islamizacją”, „kalifatem” i „przestępczością” jest rozmyślnym populistycznym biciem nacjonalistycznej piany, mającym na celu odwrócenie uwagi społeczeństw od prawdziwych problemów. Rządzące elity i sprzymierzone z nimi media dążą do uniknięcia za wszelką cenę zachwiania dotychczasowego porządku, który gwarantuje im władzę, gigantyczne zyski i bezkarność polityczną, a często i kryminalną. Obowiązkiem każdego zdrowo myślącego człowieka jest nie dać się zwariować, bo w przeszłości bardzo często prowadziło to do ludobójczych tragedii. Muzułmanie i imigranci to tacy sami ludzie jak wyznawcy każdej innej religii, reagujący podobnie na określone sytuacje polityczne i społeczne.

Demonizowanie, dyskryminacja i wrogość, przy równoczesnym oskarżaniu o niechęć do asymilacji są wzajemnie wykluczającym się logicznym nonsensem i samospełniającą się przepowiednią!

Szwedzkie post scriptum

Szwecja i wiązanie tamtejszej rzekomej epidemii gwałtów z imigrantami, a szczególnie muzułmanami, oraz rzekome strefy „no-go” w szwedzkich miastach są ulubionymi konikami islamofobów i ksenofobów, do znudzenia, bezkrytycznie powtarzanymi przy każdej okazji. Stały się wirusową legendą miejską, szerzoną i nagłaśnianą przez propagandystów mających silne związki z neokonserwatywną syjonistyczną alternatywną prawicą i/lub populistycznymi krzykaczami kręcącymi polityczne lody na straszeniu islamem i imigrantami.
Wiarygodne i obiektywne źródła nie potwierdzają żadnego z ww. mitów miejskich. „The Local”[3], opierając się na danych policyjnych potwierdza, że w szwedzkich miastach są strefy/dzielnice „specjalnej troski”, zamieszkane przez ludzi o niskim statusie ekonomiczno-społecznym, często właśnie imigrantów, gdzie przestępczość jest wyższa niż gdzie indziej i gdzie działają gangi oraz mniej formalne siatki przestępcze. Większość mieszkańców tych dzielnic prowadzi jednak normalne życie i czuje się względnie bezpiecznie. Wbrew bredniom o „no-go” obecność policji jest tam bardziej intensywna niż gdzie indziej, przy użyciu wzmocnionych patroli. Co więcej, ostra przemoc kryminalna w Szwecji maleje od lat 1990. choć wzrosło użycie broni palnej w porachunkach pomiędzy gangami.
Ogólnie rzecz biorąc, rzekome strefy „no-go” nie różnią się od wielu polskich „blokowisk”.

Epidemia gwałtów jest drugim mitem używanym do szerzenia populistycznej propagandy strachu. Opiera się on na rozmyślnym, dla celów propagandowych, zacieraniu różnicy pomiędzy „wykroczeniem/przestępstwem seksualnym”, a „gwałtem”. Szwecja ma najwyższą w Europie liczbę „PRZESTĘPSTW SEKSUALNYCH”, a nie gwałtów. Tylko i wyłącznie dlatego, że i „przestępstwo seksualne” i „gwałt” mają w szwedzkim prawie wyjątkowo szeroką definicję oraz nietypową metodę statystycznego liczenia tego typu wykroczeń . I tak, jeśli np. ktoś zgwałci kobietę 3 razy podczas jednego incydentu, jest to liczone jako 3 gwałty, a nie jeden. Jeśli ktoś w pracy rozmyślnie przez rok ocierał się 3 razy w ciągu tygodnia o koleżankę, będzie to wg. prawa liczone jako 156 PRZESTĘPSTW SEKSUALNYCH i taka właśnie liczba trafi do statystyk policyjnych i sądowych. Itp, itd.

Szwedzkie statyski PRZESTĘPSTW SEKSUALNYCH (nazywanych w propagandzie gwałtami) są silnie skorelowane NIE Z FALAMI IMIGRACJI, ale z KILKAKROTNYM W OSTATNICH DZIESIĘCIOLECIACH drastycznym zaostrzaniem prawa [4].

Źródła:

[1] Efekt potwierdzenia
[2] Ośmiornica podżegaczy nienawiści – część 1, część 2, część 3
[3] So… are they no-go zones? What you need to know about Sweden’s vulnerable areas
[4] Sweden’s rape crisis isn’t what it seems 

 

Ukraina, Syria, Niemcy, islamofobia…

blog polski

.

interview

.

Publikuję wywiad przeprowadzony przez Zygmunta Białasa ze mną. Wywiad był jego inicjatywą. Jako że poruszane były w nim sprawy aktualnej sytuacji politycznej w kilku regionach świata, dotyczące także i Polski, zdecydowałem się opublikować ten wywiad u siebie. Pierwotnie zostal on opublikowany na blogu Zygmunta Białasa w trzech częściach:
.
http://zygmuntbialas.blog.pl/2016/02/13/co-sie-dzieje-na-swiecie-13-02-2016/
http://zygmuntbialas.blog.pl/2016/02/15/co-sie-dzieje-w-europie-15-02-2016/
http://zygmuntbialas.blog.pl/2016/02/16/co-sie-dzieje-w-europie-16-02-2016/

Ja publikuję go w całości.

.

**************************************************************************

.

Zygmunt Białas:  Panie Andrzeju, czy Ukraina obroni się przed interwencją zachodu? Interwencją, która przyniosła wojnę domową, śmierć niewinnych ludzi i niewyobrażalne spustoszenie materialne i duchowe ukraińskiego ludu. Jak Pan sobie wyobraża ponowną stabilizację kraju nad Dnieprem?
.
Andrzej Szubert:  Panie Zygmuncie – powiem tak – najlepiej by było, aby Ukraińcy urządzili antymajdan, przepędzili juntę kijowską i zwrócili się w stronę Rosji. Przecież kulturowo, językowo i etnicznie Ukraińcy należą do ludów ruskich (Słowian wschodnich). Nawet to, że zachodnia część Ukrainy była pod zaborem austriackim, jej…

View original post 7 789 słów więcej

Sylwester w Kolonii – przestępstwa seksualne i radykalizowanie się europejskiego społeczeństwa.

Harrison Koehli

Wszyscy słyszeliśmy, co się wydarzyło w Kolonii w noc sylwestrową. Grupa 1000 uchodźców rzekomo zrobiła zadymę na głównym placu miasta, pijąc, odpalając petardy w tłum, okradając ludzi i napastując seksualnie ponad 100 kobiet. Według kolońskiej policji zarejestrowano ponad 200 przypadków napaści seksualnych. Efektem tych zajść jest atmosfera strachu oraz gwałtowne reakcje w stosunku do władz – od lokalnej policji po przywódców Niemiec. Jest to „terroryzm seksualny” w najgorszym wydaniu, dowód, że niemiecki eksperyment z wielokulturowością oraz polityka witania z otwartymi ramionami uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej okazały się kompletnym fiaskiem. Relacje z wydarzeń i reakcje są jednoznaczne.

Ale czy takie przedstawianie sytuacji jest uzasadnione? Raczej nie. Nie mamy nawet jasnego obrazu, co się dokładnie stało w Kolonii w tamtą noc. Fakt, że wszystkie media są zgodne – w kraju, gdzie są one kontrolowane przez CIAwskazuje raczej na „operacyjny” i ukartowany charakter relacjonowania, a może nawet i samego zajścia.

Jak dotąd, na dostępnym nagraniu wideo z miejsca zajścia można zobaczyć spory tłum młodych ludzi (głównie mężczyzn) na placu, niektórzy wyraźnie popijają, kilku strzela petardami w niebo, a niektórzy – w tłum. Zasadniczo, duża grupa lub kilka mniejszych grup nastolatków i dwudziestoparolatków zachowuje się jak nastolatki i dwudziestoparolatki w większości zachodniego świata – nieodpowiedzialnie i „po prostu się zabawiając”. Na filmach nie widać serii ataków na tle seksualnym na kobiety w tej okolicy, dokonanych przez nieznaną liczbę tych młodych mężczyzn, co jednak z pewnością także miało miejsce. Według zeznań ofiar narzucały im się grupy młodych mężczyzn o wyglądzie przybyszów z Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej. Kobiety były obmacywane, niektóre z nich zostały obrabowane, a co najmniej jedna bądź dwie podobno zgwałcone.

 

 

Policja zidentyfikowała 32 podejrzanych, z czego 18 lub 19 ubiegało się ostatnio o azyl. Według innych doniesień podejrzani to dziewięciu Algierczyków, ośmiu Marokańczyków, pięciu Irańczyków, czterech Syryjczyków, trzech Niemców, jeden Serb i jeden Amerykanin.

Trudno się zorientować co do liczby osób rzeczywiście zaangażowanych w te incydenty; wśród podejrzanych niektórzy są prawdopodobnie niewinni, z kolei inni mogą z dużym prawdopodobieństwem pozostać niezidentyfikowani. Jednak obejrzane filmy i relacje, które przeczytałem, wskazują na to, że mężczyźni, którzy dopuścili się tych ataków, byli raczej częścią znacznie mniejszej grupy, liczącej być może 30-40 mężczyzn, jak opisała to jedna z ofiar. (Jeśli ktoś z naszych czytelników dysponuje informacjami wskazującymi na coś innego, mówiące inaczej, prosimy o notkę w komentarzach.) Ma to sens. Doniesienia medialne są go pozbawione.

Zastanówcie się. Czytając relacje ze źródeł tzw. głównego nurtu, można myśleć, że wszyscy mężczyźni – cały 1000 – na placu wzięli udział w napaści, ponieważ tak to przedstawia mainstream. Ale jak to ustalono? Mamy sobie wyobrazić, że każdy mężczyzna z tego tłumu bierze udział w zbiorowym ataku na 100-200 kobiet? Może się mylę, ale nie sądzę, żeby którakolwiek z kobiet coś takiego zgłosiła. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że kobiety zaatakowała jakaś mniejsza grupa dewiantów (powiedzmy 20-30), jak to opisują świadkowie.

Niezależnie od liczby sprawców, wydaje się, że napaści były, przynajmniej do pewnego stopnia, zaplanowane z wyprzedzeniem, szczególnie wziąwszy pod uwagę, że podobne ataki miały miejsce w Finlandii, Szwecji, Szwajcarii i Austrii. Z tego powodu niemiecki minister sprawiedliwości podejrzewał, że były one skoordynowane. Wygląda na to, że przynajmniej do zaplanowania zgromadzenia na miejskim placu wykorzystano media społecznościowe, choć nie ma żadnych oznak, że nawoływano tam do okradania i napastowania kobiet. Jeśli tak było, to użyto do tego innych platform, być może wśród mniejszej, wybranej grupy.

Od czasu ataków odbyły się demonstracje wzajemnie opozycyjnych grup – jedne opowiadały się po stronie uchodźców, inne przeciwko nim, a „nieznani sprawcy” atakowali przypadkowych uchodźców. Partia Merkel zaproponowała zaostrzenie przepisów w zakresie ubiegania się o azyl, a niektórzy politycy wzywają do deportacji.

Kryzys uchodźców umieszczony w kontekście

Zanim przejdę do reakcji społeczeństwa i mediów na te ataki, chciałbym szybko uporać się z kilkoma sprawami. Po pierwsze, kryzys uchodźców nie istniałby, gdyby UE nie pokłoniła się przed wolą USA i gdyby NATO pod kierownictwem USA (i Izraela) nie obrało sobie za cel zniszczenie jednego kraju po drugim na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Kaddafi, zanim jego kraj został zniszczony a on sam zlinczowany, ostrzegał przywódców UE, że do tego dojdzie – i miał rację. Nic z tego by się stało, gdyby USA, z tchórzliwym, uległym przyzwoleniem Europy, nie zniszczyły Bliskiego Wschodu.

Po drugie, kiedy już Turcja otworzyła wrota, a media wywierały naciski na opinię publiczną, kraje europejskie nie miały innego wyboru, jak tylko zaakceptować uchodźców. Z moralnych i praktycznych względów nie mogły po prostu zamknąć swoich granic i nie wpuścić nikogo. Co zrobić z milionami ludzi? Pytanie do krytyków niemieckiej polityki „otwartych drzwi”: jak miałaby wyglądać oparta na współczuciu i zdrowym rozsądku odpowiedź ze strony Europy na kryzys uchodźców? Nawet gdyby istniał przyzwoity i skuteczny sposób zawrócenia tej ogromnej liczby ludzi, nie przeszkodziłoby to w przedostaniu się elementów przestępczych lub terrorystycznych, gdyby chcieli się dostać do Europy. Wydaje mi się, że kraje europejskie zostały wmanewrowane w sytuację niemal niemożliwą do rozwiązania. Celowo.

Po trzecie, po prostu nie znamy demografii tej populacji uchodźców. Nie wiemy, skąd są (wielu ludzi z innych krajów używa podrobionych syryjskich dokumentów, ponieważ wydaje im się, że dzięki temu będą lepiej traktowani). Większość ucieka ze stref ogarniętych wojną, ale wielu z nich jest również uchodźcami ekonomicznymi (tzn. ich życie nie było szczególnie zagrożone, ale w Europie widzą szansę na poprawę swojej sytuacji finansowej). Bardzo niewielu z nich to prawdopodobnie „dżihadyści”.

Po czwarte, jak w każdej populacji, niewątpliwie znajdzie się tam element przestępczy. Skoro 1 na 100 osób jest klinicznym psychopatą (przy ostrożnych szacunkach), oznacza to, że ​​w zeszłym roku do Niemiec mogło przybyć ponad 10 tysięcy psychopatów. I to nie licząc zwykłych przestępców różnej maści. Dodajcie do tego wahabickich dżihadystów, którzy rozmyślnie zostali wysłani do Europy. Ale pamiętajcie też, że przy odsetku 1%, w Niemczech jest (średnio biorąc) aż 800 tysięcy niemieckich psychopatów.

Większość ludzi prawdopodobnie nie potrafi mieć na uwadze tych wszystkich elementów jednocześnie. Głupi ludzie dochodzą do głupich wniosków; zdarza się to również ludziom całkiem inteligentnym, zwłaszcza kiedy są manipulowani emocjonalnie. Tak więc istnienie nawet stosunkowo znikomej liczby wyrzutków społecznych, dżihadystów czy primadonn, domagających się specjalnych warunków, wystarcza, aby doprowadzić europejskich oszołomów do przyjęcia założenia, że wszyscy uchodźcy są gwałcicielami, terrorystami i chciwymi darmozjadami. (Ukłony dla Donalda Trumpa!) I dokładnie w taki sposób reaguje na nowe zagrożenie uchodźcami statystyczny europejski świr: faszyzmem i rasizmem. Wszystko zgodnie z planem. Andrew Korybko podsumował to następująco:

Wojny na Iraku, Libii i Syrii stworzyły poważny kryzys humanitarny, gdzie miliony ludzi zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów i do statusu zewnętrznego lub wewnętrznego uchodźcy. Pracując ręka w rękę z Turcją Erdogana, Stany Zjednoczone kusiły miliony Syryjczyków do opuszczenia swojego kraju i osiedlenia się na ziemiach północnego sąsiada tylko po to, żeby później zostali strategicznie „uwolnieni” i wypędzeni do Europy za pośrednictwem siatki powiązanych z agencjami wywiadowczymi handlarzy ludźmi i narkotykami.

Zgodnie z przewidywaniami Unia Europejska i tranzytowe państwa bałkańskie zostały zalane bezprecedensowym napływem ludzi, którzy byli strategicznie skierowani przeciwko nim, o co – należy przypomnieć – USA chodziło. Krajowe podziały polityczne i tożsamościowe, które ten fizyczny szturm zaostrzył, szybko rozwinęły się w przepaść pomiędzy spolaryzowanymi stanowiskami i w fizyczny aktywizm, kulminując w postaci z góry zadanej, niestabilnej mieszanki składników społecznych i potęgując zagrożenie kolorową rewolucją we wszystkich krajach północnej i zachodniej Europy (z podobnym ryzykiem objawiającym się obecnie na Bałkanach, zwłaszcza w Serbii i Macedonii).

Na polecenie i z odrobiną przewodnictwa te konkurencyjne czynniki krajowe (obóz pro-„uchodźczy”, obóz anty-„uchodźczy” oraz sami „uchodźcy”) mogą być wmanipulowane w czysto hobbesowski konflikt między sobą albo z rządem, stanowiąc utajone asymetryczne zagrożenie, które bez wątpienia będzie mocno trzymać wszystkich niezdecydowanych przywódców politycznych (czyli tych, którzy biorą pod uwagę pragmatyczne stosunki z Rosją i Chinami) pod wymuszonym społeczno-politycznym wpływem USA.

Kryzysem uchodźców manipulowano od samego początku z zamiarem doprowadzenia do dokładnie takiej reakcji. Grając na zacnym, choć być może nieco naiwnym uczuciu współczucia ludzi – tylko po to, żeby natychmiast zwrócić je przeciwko nim w postaci wyprodukowanego terroryzmu – rzeczywiste władze nie tylko pokazują, co sądzą o przyzwoitych ludziach, ale i używają ludzkiego współczucia do przekształcenia europejskiego społeczeństwa w rasistów, a ostatecznie – w faszystów. Taki był plan USA i jak na razie bardzo dobrze im idzie. Europejskie społeczeństwo jest dzielone w ramach procesu podbijania go przez nieludzką ideologię rządzących psychopatów.

Kto będzie zwycięzcą? Wygląda na to, że niektórzy (w tym zazwyczaj bystry Korybko) uważają, iż prawdziwe niebezpieczeństwo stanowią uchodźcy, że będą oni mieli „szariatujący” wpływ na społeczeństwa europejskie, tworząc w jego obrębie gniazda terroru, które następnie będą mogły być wykorzystane w podrobionych „kolorowych rewolucjach”, po których Europa będzie krzyczeć: „Allah Akbar!” Bardzo w to wątpię. Jacyś opętani dżihadyści mogą sobie tego życzyć, ale są oni jedynie narzędziem w rękach „wyższych władz”, potrzebnym do realizacji zgoła innego planu. Zanim Europę ogarnie „prawo szariatu”, nastąpi kolejny holocaust.

Bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz: kolorowa rewolucja zrodzi się naturalnie. Najlepszym sposobem, żeby zmienić kraj w faszystowski, jest zmanipulowanie jego narodu tak, żeby sam się tego dopominał. Wahabicka mniejszość to tylko środek, który doprowadzi do neonazistowskich masówek i ostatecznie do jakiejś formy obozów koncentracyjnych – początkowo do czasowego przetrzymywania uchodźców, potem obejmie urodzonych w Europie muzułmanów, a w końcu wszystkich dysydentów. A w międzyczasie osłabiona Europa, zajęta wewnętrzną polaryzacją i konfliktami, stanie się Europą całkowicie uległą.

Seksualny terroryzm, przestępstwo seksualne czy wymyślony kryzys?

Wracając do naszego wydarzenia (wydarzeń), odpowiedź była typowa: podsycenie ognia konfliktu rasowego. Peter Schwarz pisze na/ dla stronie World Socialist Web Site:

W każdym razie, zważywszy na brak opartego na faktach potwierdzenia tego, co w tej chwili jest zaledwie domniemaniem, zaciekła reakcja prasy da się wytłumaczyć wyłącznie w kategoriach politycznych. Partie polityczne i media rozpoczęły kampanię, która przez wiele lat była w Niemczech uważana za niemożliwą.

Około 70 lat po upadku Trzeciej Rzeszy media wykorzystują tego samego typu odrażające stereotypy rasowe, z otwartymi odwołaniami do paranoidalnych obsesji seksualnych, w jakich specjalizowali się naziści. Po raz kolejny bezczelne niemieckie media przywołują obrazy czystych nordyckich kobiet, na których żerują ciemnoskórzy Untermenschen (podludzie).

W sobotę magazyn Focus umieścił na okładce wizerunek nagiej kobiety, której ciało było pokryte czarnymi odciskami dłoni. W weekendowym wydaniu Süddeutsche Zeitung znalazł się wizerunek ciała białej kobiety z czarną ręką, chwytającą jej genitalia. Gazeta rozpowszechniała ten obraz również na Facebooku.

To jest w zasadzie to, czego chcą ludzie odpowiedzialni za powstanie tego kryzysu uchodźców. Obejrzyjcie na przykład te wywiady z mieszkańcami Kolonii:

 

 

Ludzie naprawdę nie mogą nic na to poradzić, nasze umysły są tak skonstruowane, że pracują w oparciu o dość automatyczne rozpoznawanie schematów i stereotypów. A jeśli o tym nie wiemy, bądź nie pamiętamy, i nie bierzemy tego pod uwagę przy aktywnym rozumowaniu, to naturalnie pozwalamy temu procesowi zachodzić nieświadomie. Wynik łatwo przewidzieć: ponieważ niektórzy osobnicy o wyglądzie charakterystycznym dla mieszkańców Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej napastowali seksualnie kobiety, możliwe, że następny tak samo wyglądający osobnik, jakiego zobaczysz, może być przestępcą seksualnym. To nonsens, ale jednocześnie w dużej mierze nieunikniona reakcja. Wystarczy spojrzeć na tę starszą kobietę na powyższym nagraniu. Wydaje się być przyzwoitą panią, ale po tych atakach automatycznie zastanawia się, czy następny spotkany mężczyzna, wyglądający na Araba, nie będzie gwałcicielem. Nie tylko większość uchodźców – o ile nie wszyscy – zostanie zaklasyfikowana do tego „typu”, tak będzie również z nie-uchodźcami, jak w przypadku tych dwóch czarnoskórych mężczyzn na wideo.

W rezultacie efektu domina, oczywiście, przedstawiciele ras innych niż biała będą w Europie dalej marginalizowani i dyskryminowani, co z kolei zwiększy prawdopodobieństwo, że ​​większa ich liczba będzie przejawiać czasem „antyspołeczne” zachowania. Jeśli ten proces będzie trwał dostatecznie długo, pierwotnie fałszywa charakterystyka nie-białych jako „niepożądanych” stanie się rzeczywistością.

Trudno jest uciec od takiego wewnętrznego szufladkowania. Spójrzmy, co Korybko napisał w artykule linkowanym powyżej:

Tylko jednostki, które przybyły do kraju motywowane chciwością czy ideologią, mogą kiedykolwiek pomyśleć o popełnieniu takiego przestępstwa, nie mówiąc już o uknuciu go wraz z około tysiącem szczwanych pomagierów.

Przede wszystkim, wciąż jeszcze nie ma dowodów, że cały tysiąc „wspólników” był w zmowie. I takie założenie jest śmieszne. Kultura gwałtu jest głęboko zakorzeniona w Niemczech, nie jest to zjawisko importowane:

Niemiecka kultura gwałtu jest głęboko zakorzeniona w naszej zbiorowej psychice. Napastowanie seksualne, a nawet gwałty, zdarzają się każdego roku na dużych imprezach, takich jak Oktoberfest (święto piwa). „Już sama tylko wyprawa do WC jest wyzwaniem: jeśli jesteś kobietą, masz jak w banku, że na odcinku 15 metrów zaliczysz ze trzy uściski od podpitych nieznajomych, dwa klapsy w tyłek, ktoś ci zadrze kieckę a ktoś inny celowo ochlapie ci piwem dekolt”, napisały w Süddeutsche Zeitung Karoline Beisel i Beate Wild w 2011 roku. Średnio każdego roku na Oktoberfest zgłaszanych jest 10 gwałtów. Szacunkowa liczba niezgłoszonych przypadków wynosi 200.

Badanie w zakresie warunków życia, bezpieczeństwa i stanu zdrowia kobiet w Niemczech z 2004 roku wykazało, że 13 procent niemieckich kobiet doświadczyło jakiejś przestępczej formy przemocy seksualnej. To skandal, że tylko 8 procent z tych kobiet złożyło skargę na policji. Jeśli uwzględni się wielokrotne skargi, liczba ta spada do 5 procent. Oznacza to, że 95 procent kobiet w Niemczech, które doznają przemocy seksualnej, nie zgłasza tego na policję. […]

Nikt nie zaprzecza, że wśród imigrantów lub wyznawców islamu znajdą się również winni popełnienia przestępstw seksualnych. Ale działać tak, jakby„zaprogramowała” ich do tego ich kultura, przy jednoczesnym usprawiedliwianiu na różne sposoby i bagatelizowaniu przestępstw popełnianych przez białych Niemców, zawsze będzie rasistowskim podżeganiem.

Najbardziej oczywistą konkluzją, jaka wynika z dyskusji na temat wydarzeń w Kolonii, jest jak na razie to, że Niemcy mają problem z seksizmem i problem z rasizmem. Oba są głęboko zakorzenione i nie były „zaimportowane”.

Musimy poczekać na wyniki dochodzenia. Jak dotąd, dwóch z aresztowanych to Marokańczycy (później zwolnieni). Podobnie jak a atakami w Paryżu, gdzie początkowe doniesienia medialne malowały sprawców jako syryjskich uchodźców (choć wszyscy zidentyfikowani podejrzani okazali się obywatelami europejskimi), coś podobnego jest możliwe i w tym przypadku. W tym momencie nie wiemy. Sprawcami mogli być urodzeni w Niemczech młodzi bezrobotni z różnych środowisk, którym zapłacono za określone działania i wypowiedzi. Zobaczcie relację tego uchodźca w Kolonii (ok. 3:30):

 

 

Jeśli to, co mówi, jest prawdą, wygląda na to, że jakaś mała grupa zainicjowała celowanie petardami w tłum. Niebezzasadne byłoby przypuszczenie, że zgromadzenie zostało zinfiltrowane, a może nawet było zorganizowane w celu infiltracji i wykorzystania, tak żeby działania nielicznych doprowadziły do zdemonizowania całej grupy, dodatkowo wzmacniając nastroje rasistowskie i kampanie o poparcie dla skrajnie prawicowych partii i neonazistowskich elementów niemieckiego społeczeństwa.

Reakcja policji również była niezrozumiała. Niemiecka policja doskonale wie, jak stłuc na kwaśnie jabłko demonstrantów, protestujących i dzikich lokatorów – robią to rutynowo. Jednak w tym przypadku ponoć trzymała się na uboczu, obserwowała rozwój wypadków i nie ingerowała. Nie wezwała również wsparcia, żeby poradzić sobie z sytuacją, którą uznała za niebezpieczną. Według relacji była to „decyzja polityczna”. Tak. Policja robi (albo ignoruje), co się jej każe. Jeśli nie postępuje zgodnie z normalną procedurą kontrolowania zamieszek, to dlatego, że tak chciał ktoś plasujący się wysoko w łańcuchu dowodzenia.

Istnieją już raporty, że niemiecka policja początkowo tuszowała zamieszanie / chaos/ zajście (i podobne oskarżenia pochodzących ze Szwecji). Jeden z niemieckich policjantów podobno powiedział dziennikarzom z Bild, że „organy ścigania nie mogą skutecznie walczyć z przestępstwami wśród uchodźców, bez narażenia się na oskarżenia o nadmierną przemoc lub rasizm, a jednocześnie umniejsza się znaczenie wielu niebezpiecznych incydentów lub utrzymuje je w tajemnicy, aby zachować pożądaną statystykę”:

Kiedy jednak trzeba skontrolować uchodźcę, policja nie może go aresztować, nawet na chwilę – powiedział oficer, powołując się na „polecenia/ rozkazy przełożonych”, zakazujących używania metod przymusu. „Nasza krajowa zasada brzmi: lepiej pozwolić mu uciec”.

Teraz zestawcie tę politykę na przykład z reakcją na ostatni antymuzułmański protest PEGIDY. Nie dalej jak wczoraj około 250 chuliganów, wyglądających na Niemców, zrobiło zadymę, niszcząc sklepy zagranicznych właścicieli, wykrzykując rasistowskie hasła i terroryzując kolorową ludność. Ponad 200 z nich członkowie LEGIDY, czyli lipskiej gałęzi PEGIDY – zostało aresztowanych przez policję. Gotowe do użycia armatki wodne czekały nieopodal. Nic takiego nie wyciągnięto na Sylwestra.

 

 

Co mogło być powodem takiej „demobilizacji”? Jeśli policja i politycy rzeczywiście ukrywają fakt udziału uchodźców w tych przestępstwach, ażeby zapobiec kształtowaniu się w społeczeństwie negatywnej opinii uchodźcach w ogólności, to nienajlepiej im to wychodzi. Albo są aż tak głupi, albo wchodzi w grę coś innego. Jeśli świadomie unika się aresztowania przestępców, prawdopodobnie jest ku temu powód. Być może ci przestępcy są opłacani przez kogoś posiadającego władzę i wpływy, kto postarał się, żeby nie zostali aresztowani. A może nie są aresztowani, ponieważ jakieś czynniki chcą, by pozostali na wolności, żeby mogli powtórzyć swoje wyczyny w celu dalszej destabilizacji Niemiec. Na chaosie z pewnością korzystają skrajnie prawicowe partie.

Pomyślcie o tym; jak trzeba być głupim, by nie zdawać sobie sprawy, że umożliwiając niewielkiemu segmentowi społeczeństwa zaangażowanie się w zachowania antyspołeczne, ponieważ nie chce się, żeby społeczeństwo wykształciło sobie negatywną opinię o tym segmencie, osiągnie się dokładnie odwrotny skutek? Wystarczy, że reszta społeczeństwa stanie się świadoma antyspołecznych zachowań tego małego segmentu i faktu, że pozwala się, by uszło mu to na sucho.

Niemcy i ich przywódcy stają przed prawdziwym dylematem. W tym samym położeniu jest Europa. Jej przywódcy mogą dalej po prostu naginać się do okoliczności, w którym to przypadku skrajna prawica będzie nadal zyskiwać popularność. Albo mogą przyjąć taktykę gestapo i nadzorować całą populację imigrantów bądź umieścić ich w obozach wbrew ich woli, jednak w tym przypadku wykonają robotę skrajnej prawicy, stając się nią. Jednak niezależnie od tego, czy taki scenariusz zrealizuje lewica czy prawica, będzie to spełnieniem marzeń patokracji.

W tym momencie niewiele można zrobić. Europa ma w zasadzie wybór między jednym typem faszyzmu i… innym typem faszyzmu. I w taki czy inny sposób będą go mieli. Niewiele mogli byli zrobić, by temu zapobiec, oczywiście z wyjątkiem odmowy stania się wasalami USA. Być może najlepszym teraz wyjściem dla europejskich przywódców jest po prostu kierowanie się zdrowym rozsądkiem. Uchodźcy nie przestaną nadciągać. (Według niemieckiego ministra do Europy dotarło dopiero 10% „fali” uchodźców. Oznacza to napływ dodatkowych 10 milionów w ciągu najbliższych lat.) Jeżeli są wśród nich przestępcy, należy traktować ich jak przestępców. Przeprowadzać dochodzenia, aresztować. Postarać się uzbroić ludzi w podstawową wiedzę psychologiczną. Tak jak występowanie kryminalistów w populacji Niemców nie oznacza, że wszyscy Niemcy są przestępcami, obecność przestępców wśród uchodźców nie znaczy, że wszyscy uchodźcy są przestępcami ani że powinni być traktowani jak przestępcy.

W zdecydowanej większości uchodźcy nie są fanatycznymi dżihadystami. Nawet w swoich krajach (takich jak Libia i Syria) tego typu oszołomy stanowią skąpą mniejszość – zupełnie tak samo, jak to jest w każdym kraju, w tym w Niemczech, które mają swoją własną odmianę fanatycznych opętańców. Choć niewątpliwie niebezpieczni, najprawdopodobniej są nieliczni. Jednak umysł tłumu jest, jaki jest, i wydarzenia oraz ich relacjonowanie w taki sposób jak ten sylwestrowy doprowadzi tylko do wrzucenia wszystkich muzułmanów do jednego worka. I o to właśnie chodzi. Muzułmanie są nowymi Żydami.

Europejczycy powinni rozumieć, co się naprawdę dzieje: jest to celowa próba umniejszenia wagi rzeczywistych potrzeb i aspiracji setek tysięcy uchodźców poprzez kojarzenie ich z patologiczną, przestępczą mniejszością. Jest to także celowa próba zneutralizowania europejskiej suwerenności i politycznej skuteczności poprzez tworzenie i eksploatowanie „sekciarstwa” (fanatyzmu religijnego) i konfliktów wewnętrznych. O ile ​​Europejczycy nie wezmą się w garść i nie nauczą się naprawdę myśleć, najbardziej ucierpią niewinni ludzie, albowiem większość jest niewinna.

Komentarz SOTT:

 

Harrison Koehli pochodzi z Edmonton. Ukończył studia muzyczne, jest redaktorem w wydawnictwie Red Pill Press, a jako wybitny znawca zagadnień z zakresu ponerologii brał udział w kilku północnoamerykańskich programach radiowych. Poza muzyką i książkami Harrison lubi delektować się tytoniem i boczkiem (często jednocześnie), a nie lubi telefonów komórkowych, warzyw i faszystów.

Tłumaczenie: PRACowniA

https://pracownia4.wordpress.com/2016/01/23/sylwester-w-kolonii-przestepstwa-seksualne-i-radykalizowanie-sie-europejskiego-spoleczenstwa/