Zbrojenia zamiast leczenia.

Za: https://odrodzenie.fr/2019/10/05/zbrojenia-zamiast-leczenia/

5 października 2019, Towarzysz Rafał

Służba zdrowia w Polsce znajduje się aktualnie w kryzysie i jest to fakt powszechnie znany. Ośmieszył się więc wicemarszałek sejmu Ryszard Terlecki mówiąc, że nasza służba zdrowia należy do najlepszych w Europie. Być może było to przejęzyczenie, ponieważ według danych należy do jednej z najgorszych.

Problemem jest przede wszystkim niedofinansowanie, mała liczba lekarzy oraz co z tego wynika zamykanie kolejnych oddziałów szpitalnych. Pacjenci odsyłani są z tego powodu do innego szpitala lub po zgłoszeniu się, przewożeni tam karetką pogotowia. Często są to znaczne odległości, a chodzi przecież o ratowanie życia ludzkiego gdzie liczy się każda minuta.

Polski rząd chlubi się tym, że posiada jeden z największych procentowo do PKB udział w wydatkach na zbrojenia. Pochwalił nas przy tym przywódca najbardziej imperialistycznego kraju – USA. Nasz kraj znajduje się w TOP 5 krajów NATO, jeżeli chodzi o finansowanie wojskowości.

Szacunkowe wydatki obronne państw NATO w 2018 r. liczone jako odsetek PKB i porównane z wydatkami z 2014 r.

Jako przykłady takiej inwestycji można wymienić ostatnio plany zakupu myśliwców F-35a, za które zapłacić mamy do 6,5 miliarda dolarów(1). Na dodatek w porównaniu z rokiem 2014 wydatki te ciągle wzrastają, a plany na przyszłość przewidują jeszcze większe wzrosty(2). Do 2026 roku ten wyścig zbrojeń może nas kosztować 165 mld złotych.

Część tych środków mogłaby być przeznaczona na ratowanie naszej służby zdrowia. Zostaną jednak przekazane nie polskim szpitalom, ale zachodnim militarystom, bo to z tych krajów pochodzą megakorporacje handlujące bronią po całym świecie. W przypadku wydatków przeznaczanych na służbę zdrowia w stosunku do PKB jesteśmy poniżej średniej unijnej, w wydatkach na zbrojenia się przodujemy. Rząd zresztą podsyca ciągle militarystyczną propagandę, młodzi ludzie z zadowoleniem ubierają się w odzież tzw. „patriotyczną” nawiązującą do terrorystów wyklętych czy sukcesów polskiego oręża.

Są momenty historii które należy odpowiednio uczcić, jednak należy pamiętać o tragedii wojny. Tutaj natomiast mamy do czynienia z kultem walki zbrojnej, zagrzewania do walki. Jednak czy byłoby to dobrze widziane przez NATO aby w Polsce istniały nastroje antywojenne? Kto wtedy chętnie szedłby bez zastanowienia się na kolejną operację „pokojową”?

Każdy Polak powinien się więc głęboko zastanowić, czy ważniejsze dla niego są wydatki zbrojne i klepanie po plecach przez zachodnich imperialistów, czy dbanie o swoje i innych życie. Bo dziś umiera się na polskim SOR albo czekając lata w kolejce do specjalisty, oraz zbroi się by posłać kolejnych by umierali na wojnie za nie nasze interesy.

(1) https://www.defence24.pl/polska-a-belgia-czyli-ile-beda-kosztowac-f-35-analiza

(2) https://www.rp.pl/Przemysl-Obronny/190229308-Harpia–supermysliwiec-na-czele-listy-wojskowych-zakupow.html+&cd=4&hl=pl&ct=clnk&gl=pl

 

Reklamy

5 najgorszych nawyków bogaczy.

 

Za: https://odrodzenie.fr/2019/09/30/5-najgorszych-nawykow-bogaczy/

30 września 2019,  Towarzysz Rafał

Ludzie bogaci są nam przedstawiani jako wzór do naśladowania. Każdy pracownik wierzący jeszcze w wolny rynek z nadzieją spogląda na to, że sam kiedyś będzie mógł być bogatym przedsiębiorcą. Dlatego też bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się filmy czy artykuły pt. „10 zasad ludzi sukcesu”, „Zbadaliśmy nawyki milionerów” i tym podobne. Zamiast rozpisywania się co myślę na temat takich treści (już jeden towarzysz dobrze ten temat podsumował), to postanowiłem, że uderzę w ten godny naśladowania dla wolnorynkowców wzór.

1. Omijanie podatków

Co rusz świat obiegają informacje dotyczące przedsiębiorstw, które notując gigantyczne obroty nie odprowadzają do budżetu państw w których działają żadnego podatku, albo minimalną ilość. Jednocześnie każdy z nas, zwykły, przeciętny zjadacz chleba za próbę uniknięcia zapłaty zostanie szybko ukarany a należność szybko odzyskana. Jeżeli już ktoś chce wziąć udział w takim procederze, to ukrywa ten fakt dla siebie i dopiero na skutek donosu lub kontroli skarbowej prawda wychodzi na jaw i ponosi się konsekwencje karne.

Podatki trafiają do budżetu by ten na przykład finansował opiekę zdrowotną, edukację czy świadczenia socjalne. Można by myśleć, że bogaci dzielą się swoimi wpływami aby dołożyć się do rozwoju społecznego. Jednak wedle danych to nie tak działa. Szarzy ludzie oddają część swoich dochodów aby sobie samemu finansować państwowe świadczenia. To tyle na temat „społecznej” gospodarki rynkowej, jako kapitalizmu z ludzką twarzą. W przypadku gigantów takich jak Facebook, Google, Starbucks, Amazon, Netflix, powszechna jest wiedza o tym, że mimo ogromnych przychodów odprowadzają bardzo małe ilości podatku, zamieszczają takie informacje w swoich sprawozdaniach finansowych. 60 największych amerykańskich firm nie zapłaciło w 2018 roku żadnego podatku w Stanach Zjednoczonych (1). Podobna sytuacja dotyczy również rynku europejskiego, jak i polskiego. Auchan, Tesco, Macro – te sieci handlowe działają w naszym kraju i osiągają gigantyczne przychody, jednak podatku unikają a w swoich sprawozdaniach finansowych notują straty (2). Sieć sklepów Biedronka zapłaciła w podatkach jedynie 1% swojego swoich obrotów.

Za tymi przedsiębiorstwami stoją konkretne osoby, które pobierają z tego wszystkiego zyski. To co nie wyląduje w państwowej kasie, powiększa zasoby właścicieli. Tych samych którzy potem będą udzielać wywiadu w magazynach ekonomicznych, aby odchylić rąbka tajemnicy na temat swojego sukcesu, sprzedając szaraczkom którzy na nich harują głodne kawałki o dążeniu do celu i chodzeniu na fitness, jako tajemnicy swoich powodzeń.

2. Niszczenie środowiska

Jeżeli chcesz w kapitalizmie dążyć do sukcesów, to nie możesz przejmować się środowiskiem. No chyba, że zmusi cię do tego państwo, ale jeżeli przymyka oko to drenuj ile wlezie! Posłuszne media i tak powiedzą, że główną winę za zanieczyszczenia ponosi zwykły człowiek który nie segreguje śmieci. Zanieczyszczenie wody, pozbawiona skrupułów wycinka lasów, zanieczyszczenia gruntów, nieodpowiednie składowanie niebezpiecznych substancji, smród i hałas pochodzący z zakładów. Ile z tego jest w stanie dokonać przeciętny obywatel?

Wypuszczanie zanieczyszczeń do rzek to temat w Polsce bardzo aktualny. Na przykład zatrucie rzeki Warty (3), Bobrzy (4), Białej (5), potoku Niedźwiedź (6). Sprawcy często pozostają niewykryci, a nawet jeśli zostaną to – jak w przypadku sieci Ikea – uzna się, że zanieczyszczenie nie było istotne.

Zanieczyszczenie środowiska w formie np. wyrzucania niebezpiecznych odpadów do lasu to również warty odnotowania nawyk ludzi „sukcesu”. Niedawno w gminie Łopuszno odkryto góry toksycznych odpadów (7), do lasu w Dziembowie ktoś wywiózł beczki w sumie na kilka tysięcy litrów, zawierające niebezpieczne substancje, zatruto las oraz wody gruntowe (8). Podobna sytuacja z beczkami zawierającymi chemikalia przydarzyła się pod Wadowicami (9).

Takie zachowanie jest całkowicie zrozumiałe dla kogoś kto liczy na większe zyski. Toksyczne odpady należy odpowiednio zutylizować a za to pobierana jest opłata. O ile łatwiej wlać toksyny do rzeki bądź zakopać w lesie? I o ile taniej, i ile więcej pieniędzy w kieszeni…

3. Przenoszenie produkcji do krajów Trzeciego Świata

Pogoń za zyskiem prowadzi przedsiębiorców do tego, aby swoją produkcje ciągle przenosić tam gdzie jest taniej. Tym sposobem wiele z nich przeniosło je do krajów trzeciego świata. Nie muszą się tam martwić przestrzeganiem prawa pracy, płacą minimalną czy bezpieczeństwem pracowników, ponieważ wiele z tych krajów nie ma uregulowań w tej kwestii, lub nie są one egzekwowane.

Przy produkcji odzieży Nike korzystano z pracy dzieci (10), podobne oskarżenia wysuwa się pod adresem Nestle (11), Mars (12). Ich tłumaczenia polegają ciągle na tym samym: nie kontrolujemy tego co dzieje się w tych fabrykach, albo to nie są nasze fabryki tylko podwykonawcy, my tylko kupujemy dobra przez nich wyrabiane. To kolejny nawyk który należy sobie wyrobić, jeżeli chce się na wolnym rynku odnieść sukces – tworzysz łańcuch podwykonawców, opłacasz ich, często jesteś ich jedynym klientem, ale w razie afery np. fatalnych warunków pracy, wykorzystywania dzieci czy niskich pensji wszelkie oskarżenia spadną na podwykonawców, a twoja marka pozostanie nienaruszona!

W 2013 roku zawaliła się fabryka w Bangladeszu, śmierć poniosło 1134 ludzi (13). Budynek nie był przystosowany do działalności produkcyjnej, bez zezwolenia dobudowano 3 kolejne piętra. Fabryka produkowała ubrania dla takich marek jak Gucci czy Prada. Żadnego z pracowników tej firmy nie byłoby nigdy stać na kupno takich ubrań, jak i pewnie wielu z nas. Trafiają na rynki zachodnie gdzie ubierają się w nie właśnie ludzie sukcesu.

4. Korumpowanie rządzących

Wolnorynkowcy często powołują się, że aktualnie panuje kapitalizm nieprawdziwy. Z ust niektórych publicystów można usłyszeć termin kapitalizm kompradorski, bądź po angielsku crony capitalism. Chodzi im o to że bogaci ludzie przekupują polityków, aby ci przymykali na coś oko, zapewniali interesy z państwem, wprowadzali odpowiednie ustawy i podobne. Dla nich jest to coś całkowicie nie do zaakceptowania i obiecują się z tym rozprawić. Jest to oczywiście niemożliwe, aby bogacze przestali korumpować rządzących. Bogaty przedsiębiorca posiada ogromne kwoty pieniędzy co daje mu tak samo wielką władzę. Naturalnie więc to wykorzystuje, zgodnie ze swoją zasadą powiększania zysków. Jest to nieodłączny element funkcjonowania kapitalizmu w historii i można się go pozbyć jedynie poprzez pozbycie się kapitalizmu.

Przykładem niech będzie Siemens. W 2008 roku wybuchł skandal, ponieważ koncern regularnie płacił łapówki politykom i urzędnikom, aby ci załatwiali mu intratne kontrakty na zamówienia publiczne (14). Nie trzeba jednak szukać tak daleko, ustawione przetargi publiczne mają miejsce również w Polsce, jak na przykład sprawa przetargu dotyczących wizyty papieża Benedykta XVI i remontu podziemi krakowskiego rynku (15).

Najwięcej traci na tym społeczeństwo bo to z ich podatków opłacone zostają firmy które biorą udział w tym przestępczym procederze. Wyżej już wspomniane zostało, kto rzeczywiście płaci podatki. Tak więc jest zysk na omijaniu podatków, a następnie jeszcze kradzież w postaci korumpowania urzędników państwowych.

5. Izolowanie się od społeczeństwa

Dobrze, więc na zakończenie kolejny nawyk człowieka majętnego to odizolowanie się od lokalnej społeczności. Najlepiej poprzez budowę wysokiego ogrodzenia lub wykupując wszystkie działki na około twojej posiadłości, jak zrobił to szef Facebooka Zuckerberg (16). Możesz też zamieszkać sam ze swoją rodziną na własnej wyspie, albo wybudować zamek pośrodku puszczy (17).

Nie powinieneś więc chodzić do lokalnego spożywczaka, jeździć tramwajami i autobusami czy ubierać się w sieciówkach. Wielkim wydarzeniem jest gdy jakiś bogacz czy ważna persona pojawi się w takim miejscu, od razu internet obiega zdjęcie zrobione przez zdziwionego klienta. Zresztą skąd może wynikać taka niechęć do życia pośród ludzi? Dlaczego tworzą się dzielnice bogatych, gdzie nie ujrzy się ani jednego biednego? Myślę, że odpowiedź jest prosta – całkowita pogarda wobec społeczeństwa, niechęć do kontaktowania się z nim, a jednocześnie życie jego kosztem i wyzyskiwanie go.

(1) https://www.cbsnews.com/news/2018-taxes-some-of-americas-biggest-companies-paid-little-to-no-federal-income-tax-last-year/

(2) https://www.tysol.pl/a35208-Te-sieci-handlowe-praktycznie-nie-placa-w-Polsce-podatku-dochodowego

(3) https://gloswielkopolski.pl/zatrucie-warty-prezes-duzej-spolki-bros-oskarzony-o-skazenie-rzeki-toksycznymi-substancjami/ar/13160336

(4) https://echodnia.eu/swietokrzyskie/woda-w-bobrzy-znow-brudna-i-smierdzaca-zdjecia/ar/c1-14269833

(5) https://www.wprost.pl/319938/ikea-zatrula-rzeke-ale-szkody-byly-nieznaczne-sledztwo-umorzone.html

(6) https://gazetakrakowska.pl/maszkienice-setki-martwych-ryb-w-potoku-niedzwiedz-czy-ktos-zatrul-wode-zobacz-zdjecia/ar/c8-14256081

(7) https://echodnia.eu/swietokrzyskie/niebezpieczne-odpady-w-lesie-w-gminie-lopuszno-policja-na-tropie-sprawcy/ar/c1-14112757

(8) https://gloswielkopolski.pl/pila-las-w-dziembowie-skazony-niebezpieczna-substancja-rolnik-zarzeka-sie-ze-pojemniki-mialy-byc-puste/ar/c1-14339481

(9) https://malopolskie.naszemiasto.pl/stanislaw-gorny-skladowisko-odpadow-w-lesie-pod-wadowicami/ar/c8-4618883

(10) http://mallenbaker.net/article/clear-reflection/nike-and-child-labour-how-it-went-from-laggard-to-leader

(11) https://www.confectionerynews.com/Article/2018/02/13/Nestle-sued-again-over-child-labor-in-cocoa-supply-chain

(12) https://www.washingtonpost.com/graphics/2019/business/hershey-nestle-mars-chocolate-child-labor-west-africa/?noredirect=on

(13) https://www.business-humanrights.org/en/sixth-anniversary-of-rana-plaza-factory-collapse-in-bangladesh

(14) https://theconversation.com/lessons-from-the-massive-siemens-corruption-scandal-one-decade-later-108694

(15) https://krakow.onet.pl/krakow-urzednicy-ustawiali-przetargi-chodzi-o-remont-podziemi-rynku-i-wizyte-papieza/j3t5fqn

(16) https://www.scmp.com/magazines/style/news-trends/article/3009010/why-mark-zuckerberg-buys-properties-surround-his-10

(17) https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/zamek-puszcza-notecka-spolka-d-j-t-,242,0,2410738.html

„Pracodawca” nie daje pracy.

 

Za: https://www.lewicanarodowa.pl/2019/04/pracodawca-zaklad-pracy.html?m=1

Jednym ze słów, które powinno zniknąć z powszechnego obiegu w obecnym znaczeniu, jest „pracodawca”. W obecnym znaczeniu jest ono sprzeczne z naukami ekonomicznymi. Kapitaliści lubią mówić, że coś dają ludziom: tworzą miejsca pracy, opłacają składki pracownikom, płacą podatki, dają pracę. Cóż za dobroczynność! A roszczeniowi ludzie jeszcze coś od nich chcą. Prawda jest inna i podmioty zatrudniające nie powinny być określane jako pracodawcy, bo pracy nie dają.

To pracownik daje pracę, jakkolwiek by tego nie określać. Mówimy przecież o „wykonywaniu pracy”. W ujęciu ekonomicznym pracownik daje (sprzedaje) swoją pracę, za którą otrzymuje należną płacę.
Praca jest jednym z czynników produkcji. Oznacza to, że przedsiębiorca musi ją nabyć i ponieść na nią nakłady, aby móc coś wyprodukować, sprzedać i zarobić. Podobnie jak musi nabyć środki produkcji czy półprodukty.

Praca jest niezbędna do działalności gospodarczej. Przedsiębiorca musi więc zatrudnić kogoś, aby podjąć działalność i móc zarabiać. To nie jest jakiś akt łaski, że „dał komuś pracę”. Jakby nie dał, to nie prowadziłby działalności gospodarczej. Podjęcie działalności gospodarczej jest z kolei wynikiem sytuacji w gospodarce, w której istnieje zapotrzebowanie na produkty i usługi, których wykonywania zamierza się podjąć przedsiębiorca. Twierdzenie więc, że kapitaliści „dają pracę” jest więc całkowicie nieprawdziwe, kapitaliści jedynie zatrudniają. Popyt na pracę jest pochodny od popytu w gospodarce na określone dobra i usługi.

Niestety błędne pojęcie pracodawcy zawędrowało aż do Kodeksu pracy. Utrwalało się ono przez dziesięciolecia, mimo że dawniej w słownikach występowało także prawdziwe znaczenie pracodawcy – pracownik lub robotnik. Prawdopodobnie do przyjęcia błędnego znaczenia doszło pod wpływem zwyczajów feudalnych. Dawniej pan przyjmując kogoś do pracy zapewniał mu schronienie i wyżywienie, stąd był określany mianem „chlebodawcy”. Stąd później przeobraziło się to w „pracodawcę”.

Do prawa pojęcie to zawędrowało już w okresie międzywojennym.

Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dn. 16 marca 1928 r. o umowie o pracę robotników (Dz. U. z 1928 nr 35 poz. 324).
Zwracam uwagę na absurdalność powyższego stwierdzenia: robotnik zostaje przyjęty do wykonywania pracy na rzecz dającego pracę.

W Polsce Ludowej niestety nie wyzbyto się błędnego określenia „pracodawcy”, choć zgodnie z Kodeksem pracy stroną umowy o pracę był zamiast niego „zakład pracy”, możliwie również „osoba fizyczna zatrudniająca pracowników”.

Ustawa z dn. 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (Dz. U. z 1974 r. nr 24 poz. 141)
Trudno powiedzieć, czy zrobiono to świadomie, ale w ten sposób wprowadzono do obiegu prawidłowe pojęcia. Stroną umowy nie był pracodawca, a przede wszystkim zakład pracy.
Niemniej nie wyeliminowano całkowicie z obiegu prawnego błędnego pojęcia pracodawcy, gdyż jeden z przepisów Kodeksu pracy a przez to i rozporządzenie wykonawcze na podstawie tego przepisu w dalszym ciągu twierdziły że pracodawcą może być osoba fizyczna, zatrudniająca np. w gospodarstwie domowym lub prywatnym gospodarstwie rolnym.

(Dz. U. z 1974 r. nr 45 poz. 272)

W 1996 roku przyjęto dużą zmianę Kodeksu pracy. Usunięto z niej różne odniesienia do socjalizmu, dopuszczono pracę w niedziele w placówkach handlowych i zakładach świadczących usługi dla ludności. Główną zmianą była jednak zamiana pojęcia „zakład pracy” na „pracodawca” i zrównanie wobec prawa dotychczasowych zakładów pracy i osób fizycznych zatrudniających pracowników.

Ustawa z dn. 2 lutego 1996 r. o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz o zmianie niektórych ustaw (Dz. U. z 1996 r. nr 24 poz. 110)

Tak oto prawo posługuje się nieprawidłowym pojęciem pracodawcy. Niemniej w języku potocznym i piśmiennictwie powinniśmy używać prawidłowych określeń: zakład pracy, osoba fizyczna zatrudniająca pracowników albo zatrudniciel.

„Balcerowicz, ty złodzieju!”

© AFP 2019 / Stringer

Jarosław Augustyniak

„Balcerowicz, ty złodzieju” to hasło, które od początku wprowadzania w życie planu Balcerowicza w latach 90. towarzyszyło każdemu strajkowi, manifestacji czy akcji protestacyjnej w Polsce.

Po trzydziestu latach, jakie minęły od wyborów z 1989 roku, które zapoczątkowały upadek realnego socjalizmu w Polsce, warto się przyjrzeć temu, co tak naprawdę zaważyło o dalszych losach naszego kraju i ma swoje konsekwencje po dziś dzień. Tym, co zmieniło całkowicie nasz kraj, nie były same wybory, do których żadna siła polityczna nie szła przecież z hasłem powrotu kapitalizmu, biedy i bezrobocia, ale tzw. „plan Balcerowicza”.

Tak naprawdę to plan Jeffreya Sachsa i D. Liptona, doradców Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Balcerowicz był raczej tylko jego wykonawcą pod dyktando MFW i Banku Światowego. Mowa o jego „terapii szokowej” dla Polski, podczas której pacjent, czyli polska gospodarka i społeczeństwo, mało co nie zmarł. Terapii, nad którą w rzekomo już w demokratycznym kraju nie odbyła się żadna dyskusja i została zastosowana w skrajnie niedemokratyczny sposób, bez pytania obywateli o zdanie.

Balcerowicz ciągle powraca do polskiej polityki w taki czy inny sposób. Ostatnimi laty występuje jako komentator i krytyk kolejnych rządów, którym zarzuca w ich działaniach oczywiście za mało liberalizacji i prywatyzacji. Jego poglądy na gospodarkę zatrzymały się w końcu lat 80. Gdy w coraz większej ilości miejsc na świecie krytykuje się i odrzuca neoliberalizm, on zdaje się w tych poglądach jeszcze bardziej utwierdzony.

Kilka dni temu w ramach obchodów trzydziestolecia „odzyskania wolności” na łamach Wyborczej odbyła się rozmowa między Leszkiem Balcerowiczem i Lechem Wałęsą. U obu panów nadal po tylu latach brak jakiejkolwiek refleksji i wątpliwości na temat tego, co zrobili, gdy mieli wpływ na nasze i naszego kraju życie.

O ile Wałęsa, który najczęściej nie ma pojęcia, o czym mówi, wtrącił coś o wysokich kosztach społecznych tych tzw. reform, to Balcerowicz, jak przystało na neoliberalnego zabetonowanego dogmatyka, nadal jest dumny ze swoich „dokonań”.

Przez jego plan Polska straciła ogromną szansę na stworzenie systemu społecznie sprawiedliwego, jaki dawał ówczesny stan własności, w której dominowała własność państwowa i spółdzielcza, a dziś jest krajem największych nierówności społecznych w Unii Europejskiej.

Grzegorz Kołodko, antagonista i krytyk Balcerowicza, powiedział kiedyś, że to nie była „terapia szokowa”, ale szok bez żadnej terapii. Z przerażeniem czyta się dziś wspomnienia Balcerowicza, jak ten plan, oparty od początku o błędne wskaźniki, wprowadzał.

Balcerowicz przeprowadzał operację bez żadnego znieczulenia. Otworzył skalpelem ciało pacjenta i nie bardzo wiedząc, co robi, wycinał poszczególne organy, a potem sprawdzał, czy pacjent jeszcze żyje. Postępował dokładnie tak samo jak ci lekarze ze starego dowcipu, którzy sprawdzali, jak na zdolnościach motorycznych odbije się amputacja poszczególnych kończyn muchy.

Po amputacji pierwszej nogi lekarze mówią do muchy: „Mucho, chodź!”. No i mucha ruszyła. Zapisali w zeszycie, że mucha całkiem nieźle sobie radzi z utratą jednej nogi. Tak też postępowali z kolejnymi kończynami. Gdy została jej już tylko jedna, to nadal jeszcze, choć z trudem, mucha po komendzie: „Chodź!” – dalej się przemieszczała.

Dopiero, gdy muchę pozbawiono ostatniej nogi, ta po usłyszeniu komendy: „Mucho, chodź!” – nie ruszyła się z miejsca. Komendę bez skutku powtórzono kilkukrotnie, a następnie w zeszycie zapisano: mucha po utracie ostatniej kończyny, straciła… słuch.

Balcerowicz, by sprawdzić działanie swego planu, na miejski targ wysyłał swoją współpracownice, by kupiła tam mendel jajek.

„Jaja staniały! Pamiętam ten moment, gdy o 8 rano pod koniec stycznia pani Teresa Hildebrandt, która obserwowała targowiska w Polsce, wpadła do mojego gabinetu rozpromieniona. W Lublinie na targu jaja staniały! Na ten komunikat czekałem z napięciem, bo dopiero wtedy mogłem odetchnąć z ulgą – inflacja się cofa, ceny zaczynają spadać dość wyraźnie, a to oznaczało, że plan zaczyna działać” – powiedział w rozmowie z Wyborczą.

„Z Jurkiem Koźmińskim wychodziliśmy z ministerstwa i odwiedzaliśmy okoliczne sklepy, żeby się przekonać, co się dzieje” – kontynuował Balcerowicz.

Plan Balcerowicza w krótkim czasie okazał się katastrofą dla gospodarki i społeczeństwa. Wiele osób, utytułowanych ekonomistów, takich jak Grzegorz Kołodko czy Tadeusz Kowalik, ostrzegało władze o konsekwencjach zbyt szybkich i radykalnych zmian. Inflacja była wysoka, ale w trzech ostatnich miesiącach 1989 roku znacznie się obniżała. O ile jeszcze w październiku było to ponad 50%, to w listopadzie spadła do 23%, a w grudniu do 18%.

Znikała już nadwyżka tzw. pieniądza „bez pokrycia”. Balcerowicz pozostawał na to ślepy i popełniał kolejne błędy w odczytywaniu i rozumieniu bardzo szybko zmieniającej się na lepsze sytuacji gospodarczej i nieumiejętnie przewidywał rozwój wypadków.

Profesor Tadeusz Kowalik nawet osobiście dostarczył do biur Mazowieckiego, Geremka i Balcerowicza, dokument przygotowany przed dwóch znanych ekonomistów, W. Herera oraz W. Sadowskiego pt. „Uwagi do programu dostosowawczego”. Twórcy dokumentu podkreślali m.in. bezzasadność proponowanych w programie środków drenażowych. Ostrzegali, że jednoczesne zastosowanie wszystkich środków spowoduje ogromny wzrost cen. Postulowali, by prognoza inflacji na styczeń 1990 roku była bardziej realistyczna, czyli wyższa. Ostro krytykowali rozmiar ograniczenia wydatków budżetowych i apelowali o zaniechanie pochopnych decyzji likwidacyjnych, które stworzą niepotrzebne i sztuczne bezrobocie.

Wszystko to od Balcerowicza odbijało się jak od ściany. Nie mogło to do niego trafić, bo Balcerowicz był i jest dogmatykiem cechującym się religijną niemal wiarą w ślepe siły tzw. niewidzialnej ręki wolnego rynku. Nie obchodziły go koszty jego terapii, a jedynie to, by zniszczyć to, co było wspólne i jak najszybciej wszystko prywatyzować na co naciskały też różne instytucje światowego kapitalizmu. Tak poważne zmiany planowano w ekspresowym tempie, bez żadnej dyskusji, bez żadnych wątpliwości, by społeczeństwo jak najpóźniej się zorientowało, co mu nowa „demokratyczna” władza zafundowała.

Ale Balcerowicz, niczym mały chłopczyk, który zbudował swój pierwszy latawiec, dobrze się bawił. W rozmowie z Wyborczą z nostalgią wspomina:

Powiem Panu, że ten pierwszy okres reform wspominam z dużą nostalgią. Byliśmy pionierami i w napięciu śledziliśmy, jakich kształtów nabiera gospodarka. To musiały być ciekawe i ekscytujące doświadczenia. Otworzyć pacjentowi klatkę piersiową i patrzeć jak serce mu bije.

Pełne otwarcie polskiej gospodarki na świat poprzez radykalne zmniejszenie barier celnych, masowy import tanich towarów, wwożonych praktycznie bez żadnych celnych i podatkowych ograniczeń skutkował drastycznym wzrostem stopy bezrobocia. Pod tym względem Polska była postrzegana jako drugie, zaraz po Hongkongu najbardziej leseferystyczne państwo świata. Pozbawiona ochrony państwa rodzima produkcja, nie była w stanie oprzeć się konkurencji z Zachodu.

Balcerowicz to dobrze wiedział i liczył zapewne na to, że państwowe zakłady przemysłowe zaczną upadać. Gdy to się nie działo, robił co mógł, by je dobić. Mimo formalnej równoprawności różnych form własności sektor państwowy często był przedmiotem celowych ataków, m.in. w postaci twardej polityki podatkowej („popiwek”). Firmy państwowe były w tym względzie dyskryminowane w porównaniu z przedsiębiorstwami prywatnymi. Jednostkom państwowym odmawiano także kredytów inwestycyjnych, niezależnie od ich kondycji finansowej.

Balcerowicz dobrze wiedział, że jego wymarzona i jedynie słuszna gospodarka prywatna nie powstanie z niczego. Dobrze wiedział, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, doprowadzając przedsiębiorstwa państwowe do upadku, by przejmować je za bezcen, czy też wprost przez uwłaszczenie się na tym co nasze, polskie, przez nową i starą nomenklaturę, która się dogadała.

Skutkiem planu Balcerowicza był dramatyczny spadek produkcji, spadek realnych płac i idąca za tym pauperyzacja większości społeczeństwa, oraz ogromny wzrost cen.

Plan Balcerowicza nie miał nic wspólnego z ustaleniami przy „okrągłym stole”. Porozumienia okrągłego stołu zawierały wiele ustaleń, które w ramach innej koncepcji transformacji byłyby istotne dla okresu przejściowego. Np. te dotyczące m.in. warunków życia obywateli, inflacji i dochodzenia do równowagi w gospodarce; ochrony pracy (polityki pełnego zatrudnienia), a także kwestii zadłużenia zagranicznego Polski. Z żadnego dokumentu, jaki powstał przy „okrągłym stole” nie wynikał zamiar przeprowadzenia w Polsce terapii wstrząsowej. Mowa była w nich o ewolucyjnych przemianach, wprowadzanych z troską o społeczeństwo.

Miała występować konstytucyjna zasada wielości równoprawnych form własności, uwolnienie większości cen, udział pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwem, a także rozwój spółdzielczości.

Nasi sąsiedzi, Czesi i Słowacy, nie poszli taką sama drogą wolnorynkowej religii i zmian kosztem zmarnowanego życia całego pokolenia. U siebie przeprowadzali zmiany ewolucyjnie. Ich społeczeństwa nie musiały zapłacić tak wysokich kosztów.

Do dziś w Czechach działają i dobrze prosperują choćby spółdzielnie rolnicze, które powstały na bazie tamtejszych PGR-ów. A trzeba przypomnieć, że rolnictwo indywidualne, odwrotnie niż w Polsce, tam nie było normą. U nas Balcerowicz z dnia na dzień zniszczył PGR-y nie dając ludziom nic w zamian. Do dziś na ich terenach mieszka najwięcej społecznie wykluczonych ludzi.

Rząd Mazowieckiego, który realizował plan Balcerowicza, prowadzonej przez siebie drastycznej polityki nie zamierzał też niczym znieczulać i nie proponował praktycznie żadnej polityki społecznej, która te drakońskie zmiany mogłaby jakoś równoważyć. Chyba, że za taką politykę uznać darmową zupę, którą bezrobotnym, bezdomnym i po prostu głodnym rozdawał ówczesny Minister Pracy, Jacek Kuroń?

Andrzej Lepper do śmierci niemal powtarzał – „Balcerowicz musi odejść”. Niestety on, niczym żywy trup, ciągle powraca.

za: https://pl.sputniknews.com/opinie/2019062010590199-leszek-balcerowicz-plan-ty-zlodzieju-strajk-polska-sputnik/

Dlaczego grozi nam wojna.

za: https://pl.sputniknews.com/blogs/201802037259833-sputnik-blog-dlaczego-grozi-nam-wojna/

Jest wiele powodów ekonomiczno-społecznych, przez które grozi nam wojna.

Kapitalizm kojarzymy głównie z rozwojem i innowacjami, a nowoczesne fabryki, zautomatyzowane linie produkcyjne, nadzór elektroniczny nad produkcją, zmechanizowane rolnictwo, sprzęty RTV i AGD, samochody, komputery, tablety, smartfony, to wszystko ma jednak drugie dno. Oto powody nierozerwalnie związane z kapitalizmem przez które grozi nam wojna:

1.Liczba ludności rosnąca w nieskończoność

Kapitalizm wymusza nieograniczony wzrost liczby ludności, ponieważ sprzyja to rozwojowi niemal każdej branży ekonomicznej, jak na przykład spożywczej, budowlanej, technologii informatycznych, farmaceutycznej. Im więcej ludności tym większy popyt, a co za tym idzie większa podaż, czyli produkcja i zyski. Liczba ludności jednak w nieskończoność rosnąć nie może, bo powierzchnia Ziemi jest ograniczona, nie tylko ludzie potrzebują przestrzeni do życia, ale i przemysł do produkcji[warto jeszcze wspomnieć o przyrodzie, gdzie będzie miejsce dla lasów, zwierząt, roślin, kiedy wszędzie będą stały fabryki i klity na kredyt, dla korporacyjnych konsumentów-niewolników, przemieszane górami śmieci i nielicznymi, odizolowanymi i ufortyfikowanymi dzielnicami, zamieszkanymi przez nielicznych bogaczy? – przemex]. Obecnie mamy przeludnienie, a liczba ludności dalej rośnie pomimo wysiłków niektórych państw jak Chin, które prowadziły politykę jednego dziecka, za co zresztą zachód niesłusznie zarzucał im łamanie praw człowieka.

2. Peak Oil (szczyt wydobycia ropy naftowej)

Czasy, gdzie wbijając szpadel odkrywało się pokaźne pola ropy naftowej należą już do przeszłości. Dziś panuje „moda” na ropę łupkową. Nie jest to niestety żaden postęp, a desperacja by zdobyć potrzebny niemal do wszystkiego surowiec. Z ropy naftowej produkuje się plastik, wyroby gumowe, asfalty, smary, oleje silnikowe, napędowe, benzynę itd. Widać jak na dłoni nowoczesny przemysł nowych technologii, przemysł samochodowy (ogumienie, drogi, panele wewnętrzne), służba zdrowia (rękawice, strzykawki, sprzęt medyczny).

Teoria Mariona Kinga Hubberta o nastaniu szczytu wydobycia, spadku odkryć nowych złóż, bo obecne odkrycia pokrywają jedynie miesiąc światowego zapotrzebowania, już się sprawdziła, peak oil przypadł na początkowe lata obecnego stulecia i to z przyczyn geologicznych, czyli braku zasobów. Polecam film anglojęzyczny na YouTube Oil Smoke and Mirrors, w którym między innymi były minister ochrony środowiska Wielkiej Brytanii przyznaje, że problem jest realny oraz mówi jak rozwiązały go Stany Zjednoczone, a mianowicie twierdzi, że USA postanowiły zagarnąć resztę zasobów dla siebie, rozpętując wojny na Bliskim Wschodzie.

3.Kryzys energetyczny

EROEI (energy return on energy invested, wskaźnik zwrotu energii wobec energii zainwestowanej do jej wytworzenia) ten współczynnik matematyczny obrazujący, że zysk energetyczny jest zależny od ilości energii jaka została zużyta podczas wytwarzania praktycznie obnaża brak alternatyw dla naturalnie występujących surowców. USA energetycznie zależą od ropy naftowej i są przez to jej największym światowym konsumentem. Energia jest potrzebna do pracy nowych technologii tak samo jak surowce, im więcej postępu, tym więcej energii jest potrzebne i tym więcej surowców, aby wszystko wytworzyć i aby wszystko działało poprawnie, wielbiciele teorii, że postęp rozwiąże problemy utkwili niestety w martwym punkcie.

Zamienniki dla ropy naftowej, która napędza maszyny rolnicze, samochody, samoloty, transport morski, są nie do wytworzenia na tak wielką skalę nawet, gdyby zastąpić silniki benzynowe na elektryczne to zasoby paliw jądrowych na świecie według ekspertów uległyby wyczerpaniu po 10 latach. Wodór produkowany z alg jako naturalna alternatywa ma według badań wskaźnik EROEI na poziomie 50% (potwierdzone badaniami Uniwersytetu Technicznego Federico Santa Maria), co oznacza, że aby uzyskać tyle wodoru tą metodą, która da 1 megawat energii trzeba zużyć 2 megawaty. Ale przecież są alternatywne źródła wiatr, pływy, energia słoneczna i owszem są, ale dławi je kryzys surowcowy o czym jest wspomniane poniżej.

4. Kryzys surowcowy (metale ziem rzadkich)

Metale ziem rzadkich stanowią podstawę produkcji alternatywnych źródeł energii, energii elektrowni atomowych oraz nowych technologii. Każda elektrownia wiatrowa, słoneczna, wodna czy nawet atomowa do wytwarzania prądu potrzebuje metali ziem rzadkich głównie magnesów neodymowych, holmowych, z samaru również robi się magnesy i pręty elektrowni jądrowych. Światłowody robi się z itrebu podobnie jak płyty ogniw słonecznych, lantan natomiast wykorzystuje się do produkcji baterii i akumulatorów. Rząd chiński już deklaruje, że 2/3 chińskich zasobów zostało wyeksploatowanych w zaledwie 25 lat, a pozostałe są kosztowne do wydobycia, co podnosi cenę surowców. Stany Zjednoczone obecnie w całości zależą od importu, a przecież bez metali ziem rzadkich samolotów, rakiet czy radarów się nie zrobi.

5. Upadki państw z przyczyn zadłużenia publicznego

Nie zadłużamy się u Marsa i u Jowisza, ale zadłużamy się u przyszłych pokoleń bo to one muszą spłacać nasze długi, zaciskać pasa i rezygnować z tego co było przeznaczone dla nich, bo my to zużyliśmy. Dług publiczny grozi bankructwem, a to z kolei paraliżem działania całego państwa. Buntami, strajkami, a nawet wojnami domowymi (więcej na ten temat w artykule „Od Lecha „pierwszego” do mieszka pustego, czyli „wolność” Polski w amerykańskim stylu”). Z długami ma problem cały zachodni świat od Stanów Zjednoczonych przez Unię Europejską po Australię.

6. Upadek systemu bankowego

Największy bank świata Deutsche Bank już od kilku lat generuje straty. Wartość spółki spadła już o grubo ponad połowę. Seria nietrafionych inwestycji jak w kontyngentowe konwertowalne obligacje znane pod nazwą kokos (ang. cocos), które są właściwie prawami do aktywów upadłych przedsiębiorstw zniszczyła płynność finansową Deutsche Banku. Miały „kokosy” w domyśle ratować upadłe banki, które w razie bankructwa od razu miały być wcielane do innych instytucji finansowych i ratowane tym samym przed upadkiem. Strategię „kokosu” wymyślił w 1990 roku prof. Robert melton, a odpowiedź na poprzedni kryzys bankowy właśnie taką formą ekonomiczną odłożyła tylko agonię całego systemu finansowego w czasie.

7. Problemy rolnictwa (próchnicza warstwa ziemi, wierzchnia warstwa ziemi i woda)

Na skutek bardzo intensywnego rolnictwa, nawożenia, modyfikacji genetycznych, szybszego czasu wzrostu, warstwa wierzchnia ziemi czyli próchnica, ta warstwa, w której zachodzi rozkład materii, i która zawiera wszelkie substancje odżywcze niezbędne roślinom, została zredukowana o połowę, a część obszarów rolniczych na skutek nadmiernej ekspozycji na substancje chemiczne i pestycydy została całkowicie wyjałowiona, zasolona i zmieniona w obszary pustynne. Woda w uprawach przeważnie pochodziła ze studni podziemnych, a te jak wiadomo napełniają się tysiące lat, a wyczerpaniu w celu nawadniania upraw ulegają w kilkadziesiąt lat, coraz więcej upraw musi przestawiać się na metody upraw w rejonach suchych ang. dryland farming.

8. Planowe postarzanie produktu

Nie, nie to nie jest teoria spiskowa dziejów, w encyklopediach widnieje jako ekonomiczna strategia producenta w celu maksymalizacji zysku, a dziś stosowana jest przez wszystkie największe koncerny. Według tej strategi w produktach specjalnie umieszcza się słabe podzespoły i montuje je tak, aby nie mogły zostać wymienione lub naprawione, zmuszając tym samym klienta do zakupu nowego produktu ponownie.

Nie oszukujmy się, wygrana kapitalizmu i polityki Stanów Zjednoczonych w zimnej wojnie jest przegraną ludzkości, a całość konsekwencji tego wydarzenia sprawia że jutra nie ma.