Kuba Fidela Castro kontra Usrael – światowy bandyta i terrorysta nr 1…

comandante

za: https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/23/kuba-fidela-castro-kontra-usrael-swiatowy-bandyta-i-terrorysta-nr-1/

Fenomenem na skalę światową była i nadal jest Kuba Fidela Castro. Był i jest to jedyny kraj, w którym istniała i nadal istnieje usraelska baza wojskowa, a który przez cały okres od zwycięstwa rewolucji kubańskiej i przejęcia władzy przez Fidela Castro i jego towarzyszy walk był wyraźnie wrogi wobec Usraela. Wprawdzie ostatnimi laty na linii Hawana – Faszyngton nastąpiło pewne ocieplenie, ale Kuba nadal nie jest usraelskim wasalem.

Istnienie u samych wybrzeży Usraela, nieomal o rzut kamieniem niezależnej antyusraelskiej Kuby było największą prestiżową porażką i polityczno-militarnym blamażem dla światowego żandarma. Niestety przeróżnej maści gnidy publicystyczne próbują przy pomocy dezinformacji i pomówień ratować honor usraelskiego folwarku żydo-banksterów. Jednym z nich jest Henry Makow, który jego propagandowymi bredniami o Fidelu Castro zasłużył na dziennikarskiego anty-pulitzera. W poniższym linku jest jego haniebny bełkot o Fidelu Castro zatytułowany „Fidel Castro był agentem CIA„:

https://www.henrymakow.com/2015/05/Fidel-Castro-Worked-for-David-Rockefeller%20.html

Nie zamierzam tłumaczyć i demaskować całego tego bełkotu Makowa. Skupię się na kilku fragmentach, które przetłumaczył Easy Rider i wrzucił na stronie WPS w dyskusji ze mną:
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/01/17/manifestacja-przeciw-sprowadzeniu-us-army-do-polski/#comment-24930

Na czerwono będę cytował to co napisał/przetłumaczł Easy Rider, a inne cytaty będą na zielono.

„Tłumaczenie własne fragmentu wstępnego:„Coraz więcej dowodów na to, że komunizm jest totalną ściemą. Jego rolą jest zapobiec prawdziwym reformom i narzucić tyranię w dobrym opakowaniu.”

Jest to oczywista bzdurna propaganda. Komunizm nie był ściemą. Wprawdzie metody jego wcielania w Rosji przez żydowską zbiedniałą lumpen-inteligencję (i późniejszych jej krwawych naśladowców jak Mao czy czerwoni Kmerzy) zasługują na potępienie, niemniej komunizm był oczywistą alternatywą wobec banksterskiego kapitalizmu. W komunizmie banki miały być państwowe a nie prywatne, kreacja pieniądza była w gestii państwa a nie prywatnych bankierów, pieniądz nie był kreowany, jak w zachodnim, żydowskim prywatnym systemie bankowym jako dług, odsetki nie były lichwiarskie i zasilały budżet państwa a nie prywatne skarbce żydo-banksterskich klanów. Także gospodarka była państwowa a nie prywatna, a bezrobocie było wyrazem obcym.

„Fulgencio Batista, (kubański prezydent w latach 1953-59) był Kaddafim swoich czasów, tworząc niebezpieczny przykład ekonomii niezależnej od bankierów.”

Kompletna bzdura. Batista doszedł do władzy w wyniku puczu, czas jego rządów był okresem największego rozkwitu kasyn gry w Hawanie, których właścicielami była usraelska mafia. Kasyna te cieszyły się ogromną popularnością bogaczy południowo-wschodniego Usraela, zwłaszcza Florydy. Były bliżej niż Las Vegas, a koszta pobytu na Kubie (hotele, żywność) były o wiele niższe niż w usraelskim mieście grzechu. Były na Kubie za Batisty i plantacje trzciny cukrowej, tytoniu oraz fabryki znanych na całym świecie kubańskich cygar. Ale były one własnością prywatną najczęściej usraelskich właścicieli. Ludność miejscowa harowała w nich w katastrofalnych warunkach, była wyzyskiwana, nadal obecny był analfabetyzm i brak opieki medycznej. Na nią stać było tylko bogatszych Kubańczyków, gorliwie wysługujących się usraelskim właścicielom gospodarki jako poganiacze taniej kubańskiej siły roboczej, za co byli jak na kubańskie warunki hojnie wynagradzani. To dopiero właśnie Fidel Castro okazał się kubańskim Kaddafim (o tym później). Oczywiście, że Kuba nie posiadała ogromnych złóż ropy naftowej – głównego źródła bogactwa Libii, przez co jej osiągnięcia nie były aż tak widoczne, jak w Libii Kaddafiego tuż przed jej i Kaddafiego zamordowaniem przez bandycki zachód.

„Rewolucyjność” Fidela Castro była niczym innym, niż działaniem w charakterze wspólnika bankierów, przez usunięcie go (Batisty – przyp. ER) i doprowadzenie Kuby do nędzy i niewolnictwa, nie inaczej niż w przypadku innych, zainstalowanych przez USA faszystowskich dyktatorów.”

Kompletna bzdura i kłamstwo. Castro upaństwowił nie tylko gospodarkę, wywłaszczając wszystkich usraelskich właścicieli majątków i firm na Kubie, upaństwowił też banki, co było praktykowane we wszystkich krajach socjalistycznych. Za jego rządów pństwo przejęło kreację pieniądza odcinając banksterom źródło wcześniejszych ciągłych dochodów. A praktyczne niewolnictwo na Kubie istniało właśnie przed rewolucją kubańską, gdy ludność za grosze i ochłapy tyrała na plantacjach będących w obcych łapskach. Zacytuję w tym miejscu wiki, która – najczęściej załgana, antykomunistyczna, prozachodnia i prousraelska – tym razem jest względnie obiektywna:

„Przed 1959 oficjalny wskaźnik alfabetyzacji dla Kuby wahał się między 60-76%. W rezultacie rząd kubański na żądanie Guevary obwołał 1961 „rokiem edukacji” i zmobilizował ponad 100 tys. wolontariuszy „brygad czytania i pisania”[158], które były wysyłane do wsi do budowy szkół, szkolenia nowych nauczycieli oraz nauczania ubogich chłopów czytania i pisania. W wyniku kampanii 707 212 dorosłych nauczono czytać i pisać, podnosząc krajowy wskaźnik alfabetyzacji do 96%[159]. Dążono także do ustanowienia powszechnego dostępu do szkolnictwa wyższego[160]. Rozpoczęto też program budowy tanich mieszkań, powszechnego zatrudnienia dla wszystkich Kubańczyków i rozbudowano opiekę zdrowotną[161]. Kubański system edukacji zaoferował program studiów z pracy, z połową czasu spędzoną w szkole a drugą połowę w działalności produkcyjnej[162]. Ochrona zdrowia została upaństwowiona i rozszerzona, na całej wyspie otworzono szereg wiejskich i miejskich przychodni oferujących bezpłatną pomoc medyczną. Wdrożono powszechne szczepienia przeciwko chorobom wieku dziecięcego, śmiertelność niemowląt została drastycznie zmniejszona[163]. Trzecim aspektem programów społecznych była budowa infrastruktury; w ciągu pierwszych sześciu miesięcy rządów Castro, na całej wyspie wybudowano 600 mil dróg, a 300 mln dolarów wydano na systemy wodne i sanitarne[163]. Co miesiąc w przeciągu pierwszych lat administracji budowano ponad 800 nowych domów. Udało się zlikwidować bezrobocie i bezdomność, a dla dzieci otwarte zostały przedszkola i ośrodki opieki dziennej. Otworzono też szereg ośrodków dla osób niepełnosprawnych i starszych.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fidel_Castro#Wsparcie_ze_strony_Zwi.C4.85zku_Radzieckiego_i_reformy

Idiotyzmom Makowa o tym, jakoby Castro został „zainstalowany przez Usrael  jak inni faszystowscy dyktatorzy” zadają kłam ogromne ilości w międzyczasie odtajnionych dokumentów Top Secret z początku lat 60-tych XX wieku – dokumentów CIA, Pentagonu i Białego Domu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Inwazja_w_Zatoce_%C5%9Awi%C5%84
https://pl.wikipedia.org/wiki/Projekt_Kuba
https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Northwoods

Zaznaczyć w tym miejscu należy, że już prezydęt… „Eisenhower potajemnie upoważnił do obalenia rządu Castro. Prezydent zapewnił na ten cel budżet 13 mln dolarów i pozwolił na ten cel sprzymierzyć się z mafią która odniosła poważne straty na skutek zamknięcia mafijnych działalności na Kubie.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fidel_Castro#Konflikt_z_USA

„I jeszcze jeden z komentarzy tamże:

Zauważcie absurd: USA wydały miliardy i wysłały 500 000 wojska na koniec świata do Wietnamu aby „walczyć z komunizmem”, ale nie ruszyłyby palcem, aby walczyć z komunizmem na swoim podwórku.”

W Wietnamie szło przede wszystkim o obronę zagrożonego przez Wietkom i front ludowy marionetkowego prousraelskiego reżimu Wietnamu południowego. Wojna domowa pomiędzy Wietnamem północnym i południowym trwała już od lat. W sytuacji gdy oddziały Północy zaczęły odnosić coraz większe sukcesy militarne nad wspieranymi przez niezbyt liczny kontygent usraelicki siłami Południa i parły na Sajgon Usraelici sfabrykowali w zatoce Tonkin domniemany atak na usraelski okręt wojenny i oficjalnie przystąpili do wojny w obronie wasalskiego reżimu z Wietnamu południowego.

„Obecnie wszystko wskazuje na to, że cała zimna wojna była ustawką, której celem było zastraszenie ludzkości i historię tego okresu trzeba by napisać na nowo – tylko, czy ktoś tego dokona? Kuba jest właśnie najbardziej jaskrawym przykładem tego absurdu zimnej wojny – z jednej strony „Kuba była pod parasolem ZSRR”, ale jak to pogodzić z funkcjonowaniem tamże przez cały czas bazy USA w Guantanamo? Czy w tej sytuacji, wiarygodność planów operacji Northwoods czy cel inwazji w Zatoce Świń nie jawi się podobnie, jak w przypadku tych kilkuset „nieudanych” zamachów na Fidela Castro?”

Jest to stek bzdur. Z Guantanamo było tak – dzierżawę Guantanamo Bay podpisał Usrael z wcześniejszymi prousraelskimi władzami Kuby w roku 1903. Dzierżawa zawierała od 1938 roku klauzulę, że wymówienie jej możliwe jest tylko za zgodą obu stron – Kuby i Usraela. Władze socjalistycznej Kuby naciskały wielokrotnie na Usrael, aby dzierżawę zakończył, ale Usrael powoływał się na ową klauzulę i zgody na opuszczenie Guantanamo Bay nie wyrażał. W związku z czym…

„Fidel Castro zawsze uważał bazę za teren okupowany i nie przyjmował opłat za dzierżawę”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Naval_Station_Guantanamo_Bay

Na szczęście Fidel Castro, znając bandyckie metody Usraela, nigdy nie próbował odzyskać Guantanamo Bay zbrojnie. Miał pełną świadomość, ża bandyci usraelscy wykorzystaliby to do zbrojnej inwazji na Kubę. Potwierdzają to zresztą plany operacji Northwoods, do której nie doszło tylko dlatego, że odrzucił ją JFK. W tejże operacji Pentagon planował m.in:

1. Użyć prowokacji jako podstawy do interwencji wojskowej USA na Kubie. Wskazane jest także zainscenizować takie działania, aby przekonać Kubańczyków o nieuchronności inwazji. Możliwe incydenty pozwolą na szybką interwencję, jako odpowiedź na kubańskie działania.

2. Szereg dobrze skoordynowanych incydentów w Guantanamo jak i w okolicy, przeprowadzonych przez wrogie siły kubańskie.

a) Działania mające na celu uwiarygodnienie ataku (nie jest to porządek chronologiczny):

Rozpowszechnienie plotek (wielu). Użycie radia.
Lądowanie zaprzyjaźnionych Kubańczyków w mundurach „przez płot”, w celu przygotowania ataku na bazę.
Pochwycenie kubańskich (przyjaznych) sabotażystów wewnątrz bazy.
Zamieszki w pobliżu głównej bramy bazy (przyjaźni demonstranci)[13].
Wysadzenie amunicji wewnątrz bazy; rozniecenie pożarów.
Zniszczenie samolotu (sabotaż).
Przemyt amunicji do moździerzy z zewnątrz do bazy. Uszkodzenia niektórych instalacji.
Przechwycenie zespołów zamachowców przypływających od strony morza lub z okolic miasta Guantanamo.
Zatrzymanie oddziału szturmowego.
Sabotaż statku w porcie.
Zatopienie jednostki w pobliżu wejścia do portu. Inscenizacja pogrzebów ofiar.

b)Odpowiedzią USA byłyby zabezpieczenia dostaw wody i energii elektrycznej, zniszczenie artylerii, która zagraża bazie.

c)Następnie rozpoczęcie operacji wojskowych na dużą skalę.

3.Inscenizacja incydentu podobnego do tego z USS „Maine”:

a)Zniszczenie amerykańskiego statku w Zatoce Guantanamo, obwinienie Kuby.

b)Zniszczenie zdalnie sterowanego statku (bezzałogowego) na kubańskich wodach. Przyczyną takiego zdarzenia w pobliżu Hawany lub Santiago miałby być kubański atak z powietrza lub morza, albo obu naraz. Sama obecność kubańskich samolotów lub statków miałaby wystarczyć, aby dostarczyć dowodów na to, że statek zostałzniszczony przez stronę Kubańską. Bliskość do Hawany lub Santiago ma dodać wiarygodności incydentu.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Northwoods#Za.C5.82o.C5.BCenia_operacji

Tak więc Fidel Castro doskonale wiedział, dlaczego nigdy nie powinien atakaować bandyckiej usraelskiej bazy.

Na temat osiągnięć Kuby znalazłem taki oto raport UNICEF:

„Ortiz określił mianem „cudownej pracy”, dokonania państwa kubańskiego w dziedzinie ochrony praw dzieci po 1959 roku. Wśród osiągnięć szczególnie zasługujących na pochwałę wymieniono dobrą opiekę medyczną, o jakiej mogą tylko pomarzyć mieszkańcy innych krajów kontynentu, dzięki czemu wskaźnik umieralności niemowląt na Kubie jest jednym z najniższych na świecie. Inną dziedziną o której wspomina się w kontekście opieki nad dziećmi, jest wysoki poziom szkolnictwa, dzięki czemu wszystkie dzieci na Kubie zapisane są do szkół. Kuba jest także w światowej czołówce jeśli chodzi o dostęp do praw zapisanych w Konwencji Na temat Praw Dziecka ONZ. Jest to też jedyny kraj latynoski, gdzie nie występuje problem bezdomności wśród dzieci.
http://lewica.pl/?id=23746

Naturalnie, że z Kuby w czasch rządów Castro miały miejsce ucieczki Kubańczyków do Usraela. Dotyczyło to głównie wcześniejszych kubańskich poganiaczy „niewolników” wysługujących się usraelitom. Ich sytuacja rzeczywiście pogorszyła się po rewolucji kubańskiej i to oni wiali do Usraela napędzając tam antykubańską machinę propagandową. Każda udana ucieczka z Kuby była nagłaśniana. O powracających po cichu nikt nie pisał. A tacy też byli. Niejeden uciekinier lądował prędzej czy później w slumsach jako bezrobotny bez opieki zdrowotnej. I wtedy po cichutku przy pierwszej lepszej okazji wracał na Kubę. Początkowo władze Kuby utrudniały Kubańczykom chcącym opuścić Kubę wyjazdy na zawsze. Później restrykcyjne przepisy złagodzono, kto chciał Kubę opuszczał, ale dzięki temu już po upadku ZSRR na Kubie nie udało się wywołać kolorowej rewolucji. A to z tego właśnie względu, że niechętni władzom Kuby byli w komplecie za granicą.

Jest też oczywiste, że poziom życia na Kubie nie dorównywał poziomowi życia mieszkańcom lepszych dzielnic usraelskich miast. Ale był bez wątpienia wyższy od poziomu życia mieszkańców usraelskich slumsów (na zdjęciu poniżej widzimy slumsy Nowego Jorku).

slumsy-w-ny

Kubańczycy byli świadomi tego, że Kuba bogatym krajem nie jest, ale cenili przede wszystkim bezpieczeństwo socjalne, brak bezrobocia, darmową oświatę i państwową opiekę medyczną. Znali historię Kuby i los ogromych rzesz biedoty wyzyskiwanych przez usraelskich kapitalistów przed rewolucją i wracać do tego modelu nie chcieli. Wiedzieli też o milionach mieszkańców Usraela, którzy bez talonów żywnościowych zdychaliby z głodu. I którzy nie są ubezpieczeni. I o największej na świecie panującej tam przestępczości. Dlatego nie oczekiwali z wytęsknieniem na „wyzwolenie” ich przez usraelskich bandytów.

Jeszcze jedno spostrzeżenie nasuwa się w związku z Kubą. Zachodnia propaganda głosiła, że bez pomocy gospodarczej ZSRR Kuba nie byłaby w stanie funkcjonować. Kłam temu zadał okres po rozpadzie ZSRR, kiedy to sama Rosja w okresie jelcynowskiej smuty stała się bankrutem. Kuba nie upadła wtedy gospodarczo mimo nadal utrzymywanego wobec niej całkowitego embarga przez Usrael. Jak widać, gospodarka kubańska wcale taka niewydolna nie była.

Trudno jest dzisiaj ustalić, dlaczego Usrael nie zaatakował Kuby po upadku ZSRR. Taki atak zapewne ośmieszyłby go wobec całego świata  – „odważniaki” napadają na maleńką Kubę, ale dopiero wtedy, gdy ZSRR już nie ma. Zapewne w Faszyngtonie liczono na spontaniczny bunt na Kubie. Ale się przeliczono. A ponadto Usrael miał wtedy ważniejsze podboje i wojny na głowie – pierwszą wojną w Zatoce Perskiej, rozwaleniem Jugosławi, wspieraniem kolorowych rewolucji w byłych republikach radzieckich i wojny w Czeczenii, co miało doprowadzić do osłabienai a nawet upadku samej Rosji; a oprócz tego bombardowaniami i interwencjami w kilku krajach arabskich, afrykańskich i latynoamerykańskich oraz przygotowaniami do wieloletniej „rozwałki” świata muzułmańskiego zainicjowanej operacją obcej flagi z 11 września 2001 oraz kolejnymi okupacyjnymi wojnami (Afganistan, Irak. Libia. Syria). Obecnie w obliczu konfliktu z Rosją i Chinami sprawa Kuby zeszła tym bardziej na dalszy plan. Przy czym już po rezygnacji  z wszelkich funkcji przez Fidela Castro także i Usrael zmienił podejście do Kuby. Ponownie nawiązał (po 54 latach przerwy) stosunki dyplomatyczne z Hawaną i powoli małymi kroczkami łagodzi gospodarcze embargo. Być może zamierza podstępnie wkupić się w kubańską gospodarkę, choć podejrzewam, że zastosuje orwellowską metodę ministerstwa prawdy. A więc pewnego dnia Faszyngton wyda komunikat o podpisaniu kolejnej jakiej tam drobnej umowy z naszym odwiecznym przyjecielem i sojusznikiem Kubą. I na ten sygnał przepisane zostaną wszystkie podręczniki do nauki historii na zachodzie podając, że Kuba zawsze była sojusznikiem Usraela.

Na chwilę powrócę jeszcze do Makowa i jego bredni o tym, że to za Fidela Castro Kuba doprowadzona była do nędzy i niewolnictwa. Przypomnę tu dwóch legendarnych (nie tylko) na Kubie bokserów wagi ciężkiej. Byli to Teófilo Stevenson

i Félix Savón.

Obaj byli trzykrotnymi mistrzami olimpijskimi w wadze ciężkiej i wielokrotnymi mistrzami świata amatorów. Obu Usraelici kusili intratnymi kontraktami do przejścia na zawodowstwo. Obaj mogli zostać bokserskimi milionerami. A jednak obaj odrzucili wszystkie usraelskie oferty, pozostali na Kubie i walczyli dla Kuby i Fidela.

20160322201525563097u
.

51561330

Woleli kubańskie „niewolnictwo” niż usraelskie miliony.

Zgodnie z zachodnią załganą propagandą Fidel Castro był  znienawidzonym dyktatorem, który tylko strachem i terrorem utrzymywał ludność Kuby w posłuszeństwie. Kłam tej propagandzie zadali sami Kubańczycy, którzy milionami żegnali swojego Comandante.

pogrzeb-1
.

plaza-revolucion

Cubans gather at Havana's Plaza of the Revolution to bid farewell to Fidel
Kuba Fidela Castro była i jest największą prestiżową porażką i polityczno-militarnym blamażem dla światowego żandarma. Była większym blamażem niż paniczna ucieczka us banditos z Wietnamu, gdzie o mało gaci nie pogubili, tak spieprzali. U samych wybrzeży światowego bandyty, nieomal o rzut kamieniem, postała wroga mu, niezależna, niezłomna maleńka Kuba. I choć Usraelici żyły z siebie wyprówali, aby Fidela zlikwidować lub obalić – wszystkie ich wysiłki poszły na darmo. Fidel szydził z Usraela i ośmieszał go. I wszyscy o tym wiemy! No więc, aby poprawić sobie własny usraelski wizerunek i samopoczucie odwracją tacy jak Makow kota ogonem i wymyślają haniebne brednie: nie było zimnej wojny! To była ustawka. A Fidel to był nasz człowiek – agent CIA, marionetka żydo-banksterów. Usrael wszystko inscenizował i dlatego nie ma żadnej kubańskiej plamy na prestiżu i honorze światowego żandarma.

Tak się mataczy historię!

A Wielka mała Kuba, nadal pozostając krajem nie będącym wasalem usraela, nadal samym swym istnieniem szydzi ze światowego bandyty i terrorysty nr 1  – Usraela.

Brawo Kuba! Brawo Kubańczycy!

opolczyk

Nie ma się co dziwić wymysłom Makowa, komunistyczna a przede wszystkim wolna i niezależna od wpływów usraelickich Kuba, leżąca u samych wrót światowego żandarma, w dodatku mająca się miarę dobrze pomimo faktu upadku wspierającego ją ZSRR jest solą w oku jankeskich wielbicieli i propagatorów „wolnego rynku” i grabieżczego kapitalizmu, jest jawnym zaprzeczeniem bzdurnych teorii o „niewydolności” socjalizmu. W rzeczywistości liberalny żydokapitalizm jest dużo bardziej niewydolny niż nawet najbardziej zacofana wersja komunizmu. Są tacy którzy nawet przypisują braciom Castro czy Che Guevarze żydowskie pochodzenie, próbując zapewne zdyskredytować ich osiągnięcia, choć dla mnie osobiście nawet gdyby nimi byli nie ma to żadnego znaczenia. Daleko opluwaczy Kuby szukać nie trzeba, na naszym polskim podwórku niejaki Cejrowski, sami widziałem jak w jednym ze swoich programów „boso przez świat” mniej więcej stwierdził że jego noga nigdy postanie na terenie Kuby, zbytnio mu ona przypomina czasy stanu wojennego. Cóż, wielkiej straty Kubańczycy nie poniosą a i nikt nie potrzebuje tam katolickiego klauna(stypendysta fundacji Sorosa, oligarchy słynącego z obalania „niedemokratycznych reżimów”) wielbiącego pod niebiosa system żydokapitalistycznego wyzysku.

Odpowiedz na pytanie dlaczego będąc tak blisko swojego ciemiężcy Kuba miała szansę wyrwać się na niepodległość i ją utrzymać jest prawdopodobnie bardzo prosta. Jankescy bandyci byli zbyt zajęci po 1945 roku poszerzaniem swojej strefy wpływów(głównie kosztem rozpadających się ówczesnych europejskich imperiów kolonialnych po których schedę przejęły USA) w różnych częściach świata, budowaniem swojej gospodarczej, militarnej i politycznej dominacji oraz byli zbyt pewni swojej bezwzględnej dominacji w Ameryce Łacińskiej opartej o system bezwzględnych i krwawych prawicowych dyktatur stworzonych i na wszelkie możliwe sposoby wspieranych przez USA aby zobaczyć co u samych wybrzeży USA się kroi. Prawdopodobnie nie przypuszczali że garstka partyzantów będzie w stanie obalić wspierany przez nich reżim u ich własnych bram. Imperium to też nie jest takie silne i wszechwiedzące by przewidzieć każdy ruch przeciwnika i być dosłownie wszędzie, więc bracia Castro i ich wspólnicy wykorzystali jakby element zaskoczenia i już wtedy dające się USA we znaki zjawisko „rozciągnięcia imperium”. Zapewne niebagatelną rolę odegrała też pomoc społeczeństwa kubańskiego, szczególnie najbiedniejszych warstw, dotąd bezwzględnie wyzyskiwanych przez reżim Batisty oraz miejscowe i amerykańskie kolaborujące z nim elity.

Ewentualna agresja USA na Kubę po przejęciu władzy przez Castro mogłaby by być zabójcza dla Amerykanów. Raz że reakcja ZSRR była nie pewna, dwa; że jest to wyspa zamieszkana przez ludność co najmniej wrogo nastawioną do USA latami amerykańskiej okupacji i wpływów co poważnie utrudniłoby operację(mimo obecności bazy USA), trzy; skupienie uwagi ówczesnych USA na paru innych frontach, między innymi wspieraniu reżimu Wietnamu Południowego a także brak odpowiedniego, typowego dla jankesów pretekstu do inwazji. Więc prawdopodobnie nie było wystarczająco sił i środków do zorganizowania inwazji ani nawet porządnego zamachu na życie Fidela Castro dlatego musieli często powierzać brudną robotę nieudolnym mafiozom sami będąc zajęci czymś innym.

Sens obalenia jednego agenta CIA drugim jest żaden, w interesie amerykanów było jak najdłuższe utrzymanie się przy władzy Fulgencio Batisty lub kogoś jego pokroju. Jego rządy zapewniały im największe korzyści, nie tylko gospodarcze ale też polityczne i militarne, sprawowanie kontroli nad Kubą dawało USA pełną dominację nad basenem Morza Karaibskiego i Zatoki Meksykańskiej i zamykało dostęp do niej. Po za tym co to za agent CIA, który nacjonalizuje majątek amerykańskich korporacji czy odbiera lukratywne interesy amerykańskim mafiozom powiązanym z CIA i zawiązuje sojusz z państwem wrogim wobec swojego pracodawcy? 😉  Natomiast ewentualną operacją odzyskania terenu amerykańskiej bazy wojskowej w Guantanamo przez braci Castro wbiły by sobie władze Kuby nóż w plecy, raz że usraelska propaganda przerobiłaby Kubę w momencie na „niebezpiecznego agresora” którego trzeba zneutralizować a dwa miałaby doskonały pretekst do ewentualnej agresji na Kubę o który było im tak trudno. Inna sprawa czy taka operacja zakończyła by się sukcesem dla Kubańczyków biorąc pod uwagę ówczesne możliwości militarne USA. Więc tylko idiota próbowałby w takiej sytuacji odzyskać terytorium tej bazy metodami siłowymi. Kiedy USA szlag trafi co będzie oznaczało wycofanie się usraelickich wojsk z wielu krajów świata w tym także likwidację setek baz a tak zapewne w przyszłości się stanie, teren bazy w Gauntanamo Bay sam bez jednego wystrzału powróci do Kuby.

 

przemex

Reklamy

Rosja: „Bomba zegarowa” Lenina

lenin

Podczas poniedziałkowego wystąpienia w Stawropolu prezydent Władimir Putin poddał krytyce przywódcę rewolucji październikowej Władimira Lenina, oskarżając go o brutalne represje, doprowadzenie do porażki w wojnie z Niemcami i podłożenie pod fundamenty państwa rosyjskiego bomby zegarowej w postaci wytyczenia granic republik radzieckich wedle etnicznych kryteriów. Jednocześnie jednak zaznaczył, że nie ma planów usunięcia mumii wodza rewolucji ze znajdującego się na Placu Czerwonym mauzoleum.

 Przywódca Rosji przypomniał o zabójstwie carskiej rodziny i mordowaniu tysięcy księży. Wytknął mu również podminowanie rosyjskiego państwa poprzez promowanie zasady stanowienia narodów, która okazała się bombą z opóźnionym zapłonem, czego efektem jest między innymi wciąż tlący się konflikt w Donbasie, który przekazano Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej wyłącznie po to, by zwiększyć odsetek proletariuszy zamieszkujących jej terytorium. Zdaniem Putina stworzenie przez Lenina Związku Radzieckiego jako federacji państw, które miały prawo do secesji, doprowadziło do rozpadu imperium w 1991 roku.

Jednocześnie prezydent Rosji przyznał, że sam wierzył w komunizm podczas swojej służby w KGB, gdyż idea ta przypominała mu wizję biblijnego raju, jednak rzeczywistość daleko odbiegała od oficjalnie głoszonego ideału.
Wypowiedź Putina jest dość niezwykła, gdyż do tej pory rosyjski prezydent unikał komentarzy na temat bolesnych kart historii kraju, by nie tworzyć w ten sposób niepotrzebnych podziałów. O ile potępienie terroru z okresu rządów Józefa Stalina była częstym elementem wystąpień rosyjskiego przywódcy, o tyle Lenin pozostawał poza krytyką. Według obserwatorów sytuację zmieniła wojna w Donbasie, której praprzyczyną była właśnie polityka wodza rewolucji październikowej. Członkowie komunistycznej opozycji gwałtownie zareagowali na tę wypowiedź prorokując, że historia nie wybaczy Putinowi krytykowania Lenina.

(na podstawie rt.com i theguardian.com opracował RS)

http://xportal.pl/?p=24297

Adam Danek: Polska w bloku wschodnim.

hqdefault

Zewsząd można dziś usłyszeć, iż PRL nie była „wolną Polską”. Taka teza obowiązuje w Republice Okrągłego Stołu. „Wolna Polska” podobno istniała do 1939 r. i pojawiła się znowu dopiero w 1989 r. Co zatem rozciągało się między Odrą a Bugiem i między Karpatami a Bałtykiem podczas tego długiego interludium? Czy nie państwo polskie?

Najbardziej zacietrzewieni (a zarazem często najmłodsi) wyznawcy „antykomunizmu” odpowiadają: PRL nie była państwem polskim, tylko aparatem okupacyjnym. Ale w takim razie jakiego okupanta był to aparat? Sowietów nie, bo PRL nie stanowiła części państwa sowieckiego. Struktury państwowe PRL zorganizowali Polacy i Polacy też w niej rządzili. Nieprzejednani (w swoim mniemaniu) „antykomuniści” przekonują więc najwyraźniej, że w okresie PRL naród polski znajdował się pod okupacją… polską, czyli swoją własną, a twierdzenie, iż naród okupował się sam, brzmi dość absurdalnie. „Antykomuniści” odrzekną jednak: naród nie żył pod okupacją polską, tylko komunistów, bo to komuniści narzucili narodowi tę formę państwowości. Problem w tym, że każde państwo narzuca swoją władzę przymusem, powstaje własną mocą, a legitymizację czerpie jedynie z własnej woli, która sama jest dla siebie źródłem. Jeżeli zatem przyjmiemy, iż PRL była dla Polaków aparatem okupacyjnym w ręku części Polaków, bo rządzili nią komuniści, to równie dobrze możemy nazwać „aparatem okupacyjnym” każdą inną historyczną formę naszej państwowości (Polskę piastowską, jagiellońską, sarmacką, warszawsko-napoleońską, kongresową, marcowo-sejmokratyczną, sanacyjną, okrągłostołową) tylko dlatego, że nie podoba nam się ideologia czy postępowanie ówczesnych elit rządzących. Ale to wcale nie dowodzi, iż PRL nie była państwem polskim. Za państwo polskie uznawały ją ONZ i społeczność międzynarodowa, a także Stolica Apostolska i polski Kościół lokalny. Również sławetni emigranci londyńscy, nawet ci najmocniej dotknięci demencją, nie zaprzeczali, że PRL jest mimo wszystko państwem polskim, krytykując jedynie jego ustrój, system polityczny czy ideologię.

„Antykomuniści” z pozoru bardziej subtelni posiłkują się dziwacznym pojęciem „państwa agenturalnego”, chętnie stosowanym przez tzw. ekspertów PiS, jak Przemysław Żurawski vel Grajewski czy Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. Dziwacznym, bo agentem może być konkretna osoba, tymczasem oni sugerują, iż agentem było całe państwo. Według głosicieli tezy o „państwie agenturalnym” PRL formalnie posiadała atrybuty suwerennego państwa, ale w praktyce to się nie liczy, bo rządzona była przez agenturę, która odbierała polecenia z zagranicy, z Kremla. Na uwagę o braku dowodów agenturalnej współpracy peerelowskich polityków z sowieckimi służbami wywiadowczymi podczas pełnienia przez nich funkcji państwowych „antykomuniści” odkrzykują z irytacją: przecież każdy wie, że komuniści wypełniali rozkazy Kremla! Ale w takim razie jak mogą za „wolną Polskę”, czyli przeciwieństwo „państwa agenturalnego”, uznawać III Rzeczpospolitą, strukturalnie otwartą i podatną na polityczne wpływy zagranicy znacznie bardziej od PRL?

Prawda o ówczesnym położeniu Polski jest bardziej złożona, niż w czytankach z „Gazety Polskiej”. Nasze państwo tkwiło w układzie hegemonicznym, toteż musiało uzgadniać swoją politykę z polityką hegemona (ZSRS) oraz przyjąć wymagane przez niego wzorce ideologiczne i ustrojowe (podobnie, jak po 1989 r. przyjęło wzorce ustrojowe i ideologiczne narzucane w ramach hegemonicznego bloku zachodniego). Nie znaczy to jednak, iż w ogóle nie prowadziło swojej własnej polityki. Wiele zależało od pozycji, jaką wobec Kremla umiał wypracować sobie konkretny polityk PRL, jakie i z kim miał kontakty w Moskwie i w stolicach pozostałych „demokracji ludowych”. Nie zawsze sowieckie naciski okazywały się skuteczne. W niektórych kwestiach Kreml musiał szukać kompromisu z Warszawą lub przystawać na umowę „coś za coś”, a niekiedy natrafiał na jej zdecydowany opór. Swoją wymowę ma również fakt, że żadne istotne przetasowanie ekipy rządowej w PRL (1954, dwukrotnie 1956, 1968, 1970, 1980, 1981) nie zostało wcześniej postanowione w Moskwie. Każdy kolejny przywódca Polski z tamtych czasów musiał sobie od nowa ułożyć stosunki z Kremlem (i vice versa), a nie zastępował automatycznie poprzednika.

Tak naprawdę dywagacje o braku „wolnej Polski” w epoce PRL dają się sprowadzić do poglądu, iż w bloku wschodnim Polska była uciskana i wykorzystywana przez ZSRS. Szczególnie trwały okazał się mit, zgodnie z którym w naszym kraju utrzymywały się problemy z zaopatrzeniem w żywność i inne dobra konsumpcyjne, bo większość tego, co wyprodukowała polska gospodarka, przymusowo wysyłano do Związku Sowieckiego. „Antykomuniści”, gdy dzisiaj nadal to powtarzają, zapewne nie zdają sobie sprawy, że powielają twierdzenia… komunistycznych władz – i że te same problemy identycznie tłumaczono w ZSRS. Pułkownik Jerzy Bronisławski, wysoki oficer Służby Bezpieczeństwa i pierwszy w historii PRL rzecznik prasowy MSW, opisując w swoich pamiętnikach służbowe pobyty w Związku Sowieckim, odnotował na marginesie: „Denerwujące były powtarzane też przez media komunikaty, jakoby ludzie radzieccy mogli żyć dostatniej, gdyby nie musieli pomagać bratnim narodom. Tym samym karmiła polskie społeczeństwo nasza propaganda, że mielibyśmy nad Wisłą kraj mlekiem i miodem płynący, gdyby nie lichwiarski eksport towarów na Wschód, a prawda leżała przecież gdzieś pośrodku, tylko kto ją miał wytłumaczyć?” Było to nader wygodne wyjaśnienie na użytek propagandy wewnętrznej. To władze PRL umiejętnie podszeptywały społeczeństwu, iż półki w sklepach są puste, bo wszystko zabierają ruscy, a nie z powodu nieracjonalnego systemu zarządzania gospodarką, który nawet w granicach modelu ekonomicznego obowiązującego w bloku wschodnim mógł funkcjonować nieco inaczej i efektywniej, jak miało to miejsce na Węgrzech, w Czechosłowacji czy zwłaszcza w NRD. Nawiasem mówiąc, sam fakt posługiwania się przez władze PRL propagandą przedstawiającą społeczeństwu Związek Sowiecki w negatywnym świetle świadczy, że wcale nie miały do Moskwy tak wiernopoddańczego stosunku, jak wyobrażają sobie „antykomuniści”.

W potocznym obiegu do rangi symbolu domniemanej eksploatacji Polski przez ZSRS urósł rubel transferowy. Na jego temat opowiada się, iż Związek Sowiecki za importowane z PRL towary płacił stronie polskiej wymyśloną przez siebie fikcyjną walutą, właśnie owym rublem transferowym, za który nic nie dało się kupić – czyli wywoził, co chciał bez płacenia, zwyczajnie nas okradał. Wyobrażenia te nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Rubel transferowy nigdy nie stanowił jednostki płatniczej (waluty), tylko jednostkę miary wartości wymiany towarowej między państwami RWPG – przyjętą czysto konwencjonalnie, czyli sztucznie. Ale system wymiany rozliczanej w rublach transferowych wcale nie był jednostronnie niekorzystny dla PRL. Zapewniał jej na przykład stałe dostawy surowców energetycznych z ZSRS po cenie znacznie niższej od tej na rynkach pozablokowych. Oznacza to, że Związek Sowiecki świadomie dopłacał do ropy i gazu eksportowanych do Polski. Była to cena, jaką strona sowiecka płaciła za trwanie PRL w strukturach bloku wschodniego. Gdy po „okrągłym stole” pojawiła się perspektywa dojścia do władzy w Warszawie orientacji prozachodniej i wypadnięcia Polski z bloku, stanowisko Kremla szybko uległo zmianie. Rzadko się pamięta, iż podczas wizyty polskiej delegacji rządowej na czele z premierem Mazowieckim w Moskwie w listopadzie 1989 r. to Rosjanie – a nie Polacy – nalegali na jak najszybsze przejście na rozliczenia w dolarach, ponieważ to dla nich dotychczasowe warunki wymiany były finansowo nieopłacalne.

To kieruje nas ku kluczowej kwestii: pozycji PRL w bloku wschodnim. Według krytyków Polski „Ludowej”, zarówno tych urzędowych, jak i tych hobbystycznych, była to pozycja państwa okupowanego, względnie pozycja pomiatanego sługi. Tymczasem w najważniejszym i bodaj najobszerniejszym polskim opracowaniu z zakresu geopolityki akademickiej opublikowanym po 1989 r. o PRL pisze się jako o „drugim co do znaczenia państwie obozu”. Autorem tych słów jest Leszek Moczulski* – antykomunista autentyczny (bo trudno traktować poważnie „antykomunizm” dziennikarzy urodzonych w latach osiemdziesiątych albo ulicznych aktywistów urodzonych w latach dziewięćdziesiątych), więziony w minionej epoce za działalność opozycyjną, który zarzucał „Solidarności” za mały radykalizm i nazwał PZPR „Płatnymi Zdrajcami, Pachołkami Rosji”. A przy tym naukowiec zbyt rzetelny i inteligentny, by przykrawać rzeczywistość do własnych uprzedzeń.

Skoro Polska w bloku wschodnim grała drugie skrzypce zaraz po Związku Sowieckim, to znaczy, że tak silnej pozycji na arenie międzynarodowej nie zajmowała od czasów bloku napoleońskiego (1807-1813), w którym była najważniejszym sojusznikiem militarnym cesarza Francuzów. W okresie międzywojennym, wbrew sanacyjnej propagandzie głoszącej na użytek wewnętrzny tezę o mocarstwowości Rzeczypospolitej, niepodległa Polska pozostawała bowiem jednym z mniej wpływowych państw nie tylko Europy, ale nawet regionu ABC, wyprzedzanym pod tym względem przez Czechosłowację, a być może również przez Rumunię i Austrię. Obecnie, po nieprzemyślanej akcesji do NATO i Unii Europejskiej, państwo polskie jest dyplomatycznym popychadłem – ratlerkiem, którego Zachód szczuje do jazgotania na Rosję, po czym negocjuje z nią za plecami Warszawy i w kluczowych momentach nie zaprasza jej nawet do wspólnego stołu rokowań. Niegdysiejsza pozycja Polski w bloku wschodnim nie jest więc żadnym powodem do wstydu. Przeciwnie, była ona historycznym i politycznym kapitałem, lekkomyślnie roztrwonionym potem przez polityków z pokolenia „okrągłego stołu”.

Adam Danek

http://xportal.pl/?p=19339

LOS w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej – czyli kolejny gniot zaślepionych antykomunizmem dezinformatorów

LOS w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej

29 czerwca Zarząd Główny Ligi Obrony Suwerenności wystosował Oświadczenie w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej. Dokument jest wyrazem sprzeciwu Władz Naczelnych LOS wobec propagowania w Polsce symboli komunistycznych, związanych z poprzednim ustrojem. Z treścią Oświadczenia mogą się Państwo zapoznać poniżej lub w zakładce „Oświadczenia”, umiejscowionej w górnym menu na naszej stronie.

O Ś W I A D C Z E N I E
w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej.

Pomimo upadku komunizmu w wielu polskich miejscowościach wciąż stoją pomniki osobników bezpośrednio zaangażowanych w budowę i utrwalanie tego zbrodniczego i totalitarnego systemu, który przez pół wieku zniewalał Naród Polski. Zbrodniarze i zdrajcy patronują ulicom, a nawet szkołom, które powinny przecież wychowywać młodzież w duchu patriotyzmu i umiłowania Ojczyzny, a nade wszystko przekazywać jej prawdę o naszej historii. Brak pełnej dekomunizacji jest problemem, z którym nasz kraj jeszcze się nie uporał.

Grzechem pierworodnym III Rzeczypospolitej była umowa „okrągłostołowa” i wynikająca z niej „gruba kreska”. Nierozliczenie renegatów zaangażowanych w budowę systemu komunistycznego w Polsce spowodowało, że żyją oni w dostatku, w przeciwieństwie do ich ofiar, które często wegetują na granicy ubóstwa, czy wręcz skrajnej nędzy. Uwłaszczenie się na majątku narodowym przez nomenklaturę komunistyczną dokonało się poprzez rabunkową prywatyzację przy aprobacie koncesjonowanej opozycji. W obecnej sytuacji odwrócenie zaistniałego stanu rzeczy wydaje się być trudne, gdyż spadkobiercy komunistycznych zbrodniarzy zajmują często wysokie pozycje w świecie polityki, mass mediów i biznesu. Przywodzi to na myśl analogię do sposobu działania struktur mafijnych, w których pierwszy z rodu inwestując nieuczciwie zdobyte środki w legalne interesy zapewnia byt swoim potomkom. Możliwy jest jednak demontaż pomników, czy zmiana nazw szkół i ulic, którym patronują osobnicy o komunistycznym rodowodzie. Byłoby to minimalnym aktem sprawiedliwości i zadośćuczynienia wobec tych, którzy cierpieli i umierali za wolną Polskę.

Stosowne działania powinny być podjęte już 25 lat temu, gdy komuniści pozornie oddawali władzę ludziom o rodowodzie solidarnościowym. Jednak nigdy nie jest za późno na dochodzenie sprawiedliwości. Dlatego z uwagą przyglądamy się senackiemu projektowi ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej z dnia 20 czerwca 2013 r. Ustawa, która ma wręcz fundamentalne znaczenie dla najnowszej historii Polski, trafiła już dawno do rąk ówczesnej marszałek Sejmu Ewy Kopacz, lecz po raz pierwszy była czytana w odpowiednich komisjach dopiero w listopadzie 2014 r. Takie zachowanie posłów można uznać za skandaliczne, bowiem do dnia dzisiejszego nie podjęli oni praktycznie żadnych działań mających wprowadzić ją w życie.

O potrzebie natychmiastowej dekomunizacji przestrzeni publicznej świadczą setki wątpliwej wartości pomników przypominających o sowieckim najeździe oraz okupacji Polski. Według Instytutu Pamięci Narodowej takich reliktów z czasów PRL-u jest w naszym kraju blisko tysiąc. Tymczasem od wielu lat mamy do czynienia z próbami pomniejszania zbrodniczej działalności komunistów w Polsce. Ich godna potępienia przeszłość jest jednak niepodważalna i nie powinna być gloryfikowana. Dlatego odpowiednia ustawa pomogłaby raz na zawsze rozstrzygnąć nieuzasadnione spory historyczne.

Liga Obrony Suwerenności wyraża zdecydowany sprzeciw wobec propagowania w Polsce symboli komunistycznych. Obecność w przestrzeni publicznej nazw ulic, budowli i pomników gloryfikujących sowieckich agresorów i ich agentów jest wyrazem braku szacunku władz państwowych dla ofiar komunistycznych represji. Stawia ponadto katów Narodu Polskiego w pozytywnym świetle w oczach młodego pokolenia Polaków, utrwalając w nich historyczne kłamstwa o rzekomym polsko-sowieckim „braterstwie” i „wyzwoleniu” Polski przez Armię Czerwoną. Dlatego domagamy się od decydentów III Rzeczypospolitej podjęcia niezwłocznych działań mających na celu usunięcie z polskiej przestrzeni publicznej wszelkich śladów dawnego, zbrodniczego systemu. Działanie takie będzie wyrazem historycznej sprawiedliwości, która należy się wszystkim Polakom.

Gdańsk, dn. 29 czerwca 2015 r.

Przewodniczący
Ligi Obrony Suwerenności
Wojciech Podjacki

http://lospolski.pl/?p=4300

Po pierwsze gdzie autor tego „oświadczenia” widzi propagowanie komunistycznej symboliki w przestrzeni publicznej? Te parę pomników Armii Czerwonej które nie mogą się obstać pod naporem oszalałych z nienawiści rusofobów podpuszczanych przez żydo-reżim rządzący Polską? A czemu autor nic nie wspomni na temat wszechobecnej w urzędach, szkołach itp., symboliki katolickiej pomimo rzekomego rozdziału kościoła od państwa? Dlaczego mamy nie tolerować „symboliki komunistycznej” w przestrzeni publicznej a przymykać oko na symbolikę jednej z najbardziej zbrodniczej i  totalitarnej instytucji i religii w historii świata? Bo rzekomo to religia „naszych ojców”?

I gdzie  autor widzi te rzekome zbrodnie „komunistyczne”, jeżeli już coś to były to zbrodnie żydowskich funkcjonariuszy infiltrujących aparat UB czy NKWD i z tego powodu należy mówić o zbrodniach żydo-komuny czy żydo-bolszewii a nie o „zbrodniach komunistycznych” czy „zbrodniarzach komunistycznych” bo te pojęcia są zbyt ogólnikowe i nie wiele mówią na temat rzeczywistych sprawców tamtych zbrodni, odwracają uwagę od samych sprawców oraz starają się ukazać socjalizm czy komunizm w celowo złym świetle. Oczywiście komunizm miał swoje wady takie jak państwowy ateizm czy niepotrzebne i właściwie szkodliwe zwalczanie wszelkiej własności prywatnej czy prywatnych inicjatyw gospodarczych ale główne założenia komunizmu czyli upaństwowienie banków i środków produkcji są jak najbardziej słuszne bo choćby odbierają lichwiarzom możliwość ograbiania całych narodów za pomocą lichwy czy uniemożliwiają wykorzystywanie pracowników na masową skalę przez chciwych kapitalistów oraz masową grabież do prywatnej kieszeni wypracowanego przez robotników zysku.

Po za tym nie było czegoś takiego jak „komuniści pozornie oddawali władzę ludziom o rodowodzie solidarnościowym”, to nie beznarodowi „komuniści” oddawali władzę solidaruchom lecz żydostwo zasłaniające się dla niepoznaki „komunizmem” a penetrujące aparat władzy PRL przy błogosławieństwie Kościoła Katolickiego oraz poparciu międzynarodowej żydowskiej finansjery(banksterów) i ich doradców dogadało się z zorientowanym liberalnie, prozachodnio i prokapitalistycznie żydostwem z obozu „Solidarności” w sprawie przyszłego podziału władzy w kraju tym samym eliminując Polaków z przestrzeni politycznej, medialnej, kulturalnej, gospodarczej itp., zapewniając sobie tym samym władzę i dominację w Polsce na kolejne dziesięciolecia.

Nie było również czego takiego jak „uwłaszczenie się na majątku narodowym przez nomenklaturę komunistyczną”, to kolejne sformułowanie wymyślone przez samych żydów a mające na celu odwrócenie uwagi od faktu że to nie żadna komunistyczna czy partyjna nomenklatura została uwłaszczona na majątku narodowym a miejscowe elity żydowskie oraz zachodnie banki i korporacje będące głównie w rękach żydowskich lub rękach usłużnych wobec żydów szabesgojów.

Kolejna sprawa to czepianie się przez autora pomników Armii Czerwonej jest nie na miejscu, gdyby nie poświęcenie żołnierzy radzieckich to autora tegoż tekstu nie byłoby nawet na świecie i nie miałby kto napisać tych bzdur. „Sowieckie represje” to też gruba przesada, po pierwsze to nie były represje sowieckie a żydo-bolszewickie, termin „Sowieci” wymyśliła i kolportowała zachodnia propaganda dla celów odwrócenia uwagi od w dużej mierze żydowskiego sprawstwa tych zbrodni a liczba ofiar tych represji jest dużo mniejsza niż liczba ofiar okupacji żydo-nazistowskiej. Żydo-stalinizm nigdy też nie planował tak jak żydo-nazizm eliminacji całych narodów a jedynie ich wasalizację w ramach Związku Radzieckiego lub jako państwa satelickie.No i wolę braterstwo polsko – sowieckie gdzie PRL było drugim w hierarchii ważności państwem po ZSRR niż obecne „polsko-amerykańskie” gdzie Polska odgrywa jedynie rolę rezerwuaru taniej siły roboczej, śmietniska Europy, źródła zasobów naturalnych, źródła taniego mięsa armatniego i chłopca na posyłki.

I na koniec cała ta „dekomunizacja” to zawracanie dupy ludziom sprawami nieistotnymi, drugorzędnymi, drugoplanowymi, III RP nie ma bowiem wiele wspólnego z PRL i w żadnym wypadku nie jest komunistyczna lub rządzona prze domniemanych kumuchów. III RP trzeba nacjonalizacji banków, środków produkcji, usunięcia z aparatu państwa agentów zachodnich specsłużb, fundacji pozarządowych, korporacji, banków czy wystąpienia Polski z NATO oraz UE a nie żadnej „dekomunizacji”.

przemex

Dodatki:

link do dyskusji na ten temat: https://piotrbein.wordpress.com/2015/07/01/los-to-kompletni-i-skonczeni-idioci/