Fenomen Stalina

 

Jacenty Siewierski

 

F E N O M E N    S T A L I N A

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Warszawa, sierpień 2019

 

Stalin jest fascynującym przywódcą politycznym, o czym świadczy jego miejsce w historii XX w., rola w kształtowaniu oblicza ZSRR i powojennego świata, a nade wszystko ogromna ilość publikacji na jego temat, wspomnień, opracowań wydarzeń historycznych z jego większym bądź mniejszym udziałem. Autor piszący niniejsze zrezygnował z próby porównania Stalina i innych autokratów w ostatnim stuleciu w zakresie ich obecności powiedzmy w biografiach politycznych, ponieważ przewaga pierwszego jest miażdżąca i to nie tylko w literaturze rosyjskiej. Właściwie każdego roku ukazuje się kilka-kilkanaście prac o Stalinie, w tym przynajmniej jedna biografia o objętości ok. pół tysiąca stron. Można sądzić, że już wszystko o nim napisano, nawet po otwarciu zasobnych na jego temat archiwów radzieckich, a jednak wysiłek autorsko-produkcyjny trwa nadal. Nie można tego nieustającego wysiłku wytłumaczyć inaczej niż fascynującą osobowością i wpływem politycznym wąsatego despoty.

Stalin jest bez wątpienia jednym z najokrutniejszych przywódców wszechczasów. Nie jest przesadne powiedzenie, że z zapamiętaniem unicestwiał własny (choć z wyboru) naród. Według ustaleń Czarnej księgi komunizmu radziecki eksperyment pochłonął życie przynajmniej 20 milionów ludzi (z czego 11 mln zmarło wskutek głodu) oraz trudną do ustalenia liczbę ofiar deportacji, zesłań, pracy w łagrach. Wszystkie ofiary stalinizmu wzięte razem przekraczają liczbę rosyjskich ofiar wojny z Hitlerem, w której ze względu na zaciekłość i konflikt ideologiczny ginęła ponadstandardowa ilość żołnierzy, zresztą z obu stron. Zdecydowaną większość wszystkich ofiar stalinizmu stanowili Rosjanie.

A jednak właśnie Rosjanie szanują nieżyjącego już od kilkudziesięciu lat ojca narodu, jak sam lubił się prezentować. Czy to wynik jakiegoś defektu narodowego?; historycznego?; psychologicznego masochizmu, w którym ofiara wielbi kata? W rozważaniach poniższych twierdzi się, że postawy Rosjan wobec Stalina są w pełni racjonalne, a ramami tej racjonalności są historia i kultura Rosji, w tym kultura polityczna, która nakazuje szacunek i posłuszeństwo dla władzy państwowej, zwłaszcza despotycznej władzy państwowej i to władzy, która „strąca głowy bojarów”. Można stwierdzić, że w opinii Rosjan władza zasługuje na szacunek wprowadzając porządek i niszcząc korupcję, a demokratyczny werdykt liczy się już nie tak mocno. Najbardziej demokratyczne rządy w okresie po-radzieckim (Gorbaczow, Jelcyn) zaznaczyły się najwyższym stopniem „rozkradania” majątku narodowego. W kontraście do tego czasu epoka Stalina odznaczała się siłą państwa i najniższą w ostatnim stuleciu korupcją aparatu państwowego. Liczba ofiar ludzkich przemian stalinowskich jest nieporównywalnie wyższa w porównaniu z jakimikolwiek okresami historii rosyjskiej. Nie jest to jednak czynnik rozstrzygający w obecnej i dawniejszej mentalności Rosjan. Dlatego Stalin jest wciąż żywy w rosyjskiej pamięci i ta pamięć będzie jeszcze rosła bez względu na wyniki bieżącej polityki rosyjskiej.

Poza pamięcią we własnym narodzie Stalin wyróżnia się najwyraźniej w bardzo licznej plejadzie dyktatorów czy autokratów różnych kontynentów XX i XXI w., zwłaszcza od dyktatorów o skłonnościach zbrodniczych, jakim był sam, odbiorem w opinii publicznej. Dyktatorzy czy autokraci są zwykle przeklęci przez własne narody. Stalin był chwalony przez Rosjan, wybrany przez siebie naród, za życia i po śmierci. Nie ma większego sensu twierdzić, że uwielbienie było wyłącznie reakcją na strach, jaki wzbudzał. Strach był obecny i sam Stalin przyznawał, że stosuje taką metodę uznając ją za najlepszą, ale są liczne dowody na to to, że przynajmniej rosyjska ludność z nieukrywanym entuzjazmem przyjmowała jego „uliczne” i podobnie publiczne formy „uobecniania się”.

Na Stalina nie było żadnego rzeczywistego zamachu na jego życie. Były „inscenizacje zamachowe” (m. in. organizowane przez szefów policji politycznej, Jagodę czy Berię) i bardzo liczne ślady zamachów w dokumentach sądowych epoki inspirowane najczęściej przez samego Stalina, który, jak można sądzić, sam typował sobie zamachowców, ale prawdziwego zamachu mającego na celu pozbawienie dyktatora życia nie było.

Stalin nie był „teatralny”. Nie wzbudzał zachwytu gestykulacją, zmianą natężenia głosu, okrzykami, jak to jest udokumentowane u Hitlera. W porównaniu z przywódcą nazistowskim uosabiał „siłę spokoju”. Rozmaici autorzy „żywotów równoległych” powinni te różnice uwzględniać w większym stopniu niż to przyznają.

 

  1. Stalin w opinii współczesnych Rosjan

Stalin jest wysoko oceniany przez Rosjan. Według ostatnich badań niezależnego ośrodka badań opinii publicznej Centrum Lewady z marca 2019 r. ponad połowa Rosjan pozytywnie ocenia Stalina. 70 proc. Rosjan uważa jego rolę w całej historii Rosji za dodatnią, wobec 19 proc. tych, którzy oceniają ją jako ujemną. Jest to najwyższy poziom w ciągu ostatnich 20 lat badań tego renomowanego ośrodka rosyjskiego. Centrum Lewady ocenia postawy Rosjan wobec Stalina jako „nową normę społeczną” jako że nie są one już od dawna zdominowane przez zwolenników rosyjskiej partii komunistycznej i nie są nadmiernie zależne od wieku. We wszystkich grupach wiekowych pozytywne oceny Stalina przeważają nad ocenami negatywnymi.

Od 2000 r. stopniowo rosną pozytywne oceny Stalina w społeczeństwie rosyjskim. Jest on obecnie uważany za rosyjskiego bohatera wszechczasów, najwybitniejszą postać w historii kraju. Można prorokować, że pozytywne oceny Stalina będą w nadchodzącej przyszłości przyrastać w tempie odchodzącej w przeszłość epoki Stalina, zacierania się pamięci po jego ofiarach. Zgodnie z wynikami badań Centrum Lewady wizerunkowi Stalina w opinii Rosjan wcale nie przeszkadzają popełnione przezeń zbrodnie. Niemal połowa respondentów (46%) uznaje je za uzasadnione „wspaniałymi celami i rezultatami” epoki stalinowskiej.

Nie należy sądzić, że rosnący „kult Stalina” w społeczeństwie rosyjskim jest konsekwencją rosnących wpływów politycznych komunistów, tzn. Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPFR). Wprost przeciwnie, poparcie dla KPFR Ziuganowa wyraźnie spada w wyborach lat 1995-2016, gdy popularność Stalina w podobnym okresie wzrastała, jakkolwiek KPFR jest nadal drugą siłą polityczną w Rosji.

Ocena Stalina w opinii rosyjskiej wyraźnie uwolniła się od gorsetu komunistycznego. Autokrata przestał już dawno być chwalony wyłącznie przez kręgi komunistyczne, a stał się ośrodkiem tożsamości historycznej Rosjan bez względu na reprezentowane przez nich siły polityczne na rosyjskiej scenie. Stalin uosabia historyczny los Rosjan; co do tego jest coraz mniej wątpliwości. I to jest może najbardziej zaskakująca, ale też najistotniejsza przemiana w mentalności rosyjskiej. Stalin coraz częściej trafia nawet do panteonu Cerkwi Prawosławnej.

Co się takiego stało i dlaczego tak się stało, że Stalin nie jest już wyłącznie utożsamiany z przeszłością komunistyczną, a bardziej utożsamiany jest z rosyjskością, Wielką Rusią, słowianofilstwem, a także z imperialnym eurazjatyzmem. W poza-rosyjskich i często anty-rosyjskich kręgach i środowiskach niezbędne staje się zrozumienie potrzeby „patriotycznej” wykładni historii, dumy z osiągnięć narodu tragicznie doświadczonego przez historię. Doświadczenie tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (określenie stworzone i wprowadzone przez samego Stalina) stworzyło w mentalności Rosjan wizerunek dobrotliwego, kochającego naród autokraty gotowego do najwyższych poświęceń, także własnych, dla ocalenia tego wielkiego kraju.

Zwycięstwo w II wojnie światowej to najważniejszy, choć nie jedyny atut Stalina w narracji historycznej przyjętej przez reprezentantów rosyjskiej pamięci i tożsamości historycznej. Pozostałe atuty Stalina w pamięci Rosjan to uporczywa budowa potęgi państwa, która zaowocowała zwycięstwem w wojnie z Niemcami, a stała się fundamentem pozycji Rosji tuż po II wojnie światowej. Poprzez gospodarczą modernizację i kolektywizację rolnictwa Stalin zmienił kształt ustrojowy Rosji i strukturę społeczną tego kraju. Jak sam mawiał, zmienił bazę ekonomiczną i społeczną Rosji. Od 1945 r. Rosja, a ściślej ZSRR, uchodzi za drugie mocarstwo świata. Kwestie ustrojowe (komunizm-kapitalizm, demokracja-despotyzm, internacjonalistyczna federacja-nacjonalizm Wielkorusów) schodzą na plan dalszy. Stalin okazał się skutecznym konstruktorem państwa znaczącego w świecie po okresie bolszewickiego bezhołowia.

Z powyższych powodów rosyjska opinia publiczna przyjmuje Stalina jako wcielenie ducha rosyjskiego pomimo jego związków (nigdy nie zerwanych) z komunizmem i tradycją internacjonalistyczną. Związki te nie muszą zresztą przeszkadzać w uczynieniu Stalina wcieleniem tradycji rosyjskiej i wielkoruskiej, w której cele ekspansjonistyczne i militarne były zawsze czynne. Stalin powraca zarówno jako bożyszcze komunizmu, gdyż wszak w jego epoce kondycja komunizmu była najlepsza po czym nastąpiły procesy gnilne, ale też powraca jako kreator potęgi rosyjskiej. Umieszcza się go w panteonie narodowym obok Kołczaka, Denikina, Judenicza czy Wrangla, dowódców Białej Rosji, których zwalczał. W rosyjskiej pamięci kończą się domowe waśnie we wspólnej tradycji patriotyzmu państwowego.

Stalin sam rozpoczął proces godzenia obu tradycji rosyjskiej historii, komunistycznej i narodowej jeszcze przed wojną. Po części zrzucał „dorobek” Lenina i bolszewików, aby przywracać starsze tradycje carskie. Już w 1935 r. przywrócił stopnie oficerskie, epolety na mundurach, korpus oficerów skasowane w ramach walki z „kastowością” w armii, zrehabilitował niektóre militarne tradycje carskie, symbole i ordery. Reaktywował nawet Patriarchat (Cerkiew) zniesiony przez Piotra Wielkiego i na powrót wprowadził w armii kapelanów. Przy okazji przekształcenia OGPU w NKWD przywrócił niektóre oznaki i symbole żandarmerii carskiej. Tuż po wojnie wymienił komisariaty ludowe na tradycyjne ministerstwa. W napisanej na emigracji proroczej książce konserwatywnego pisarza Wasilija Szulgina Rok 1920 zapisany został scenariusz wypadków: po Leninie i Trockim, którzy jako zrośnięci z rewolucją nie będą w stanie pozbyć się dziedzictwa bolszewickiego przyjdzie ktoś większy od nich z prawdziwie bolszewicką energią i nacjonalistycznymi przekonaniami. Stalin w zupełności może uchodzić za męża opatrznościowego wyczekiwanego przez środowiska emigracyjne Białej Rosji.

Z drugiej strony Stalin zakorzenił tradycję komunistyczną na rodzimym rosyjskim gruncie, aby była ona strawna w Rosji dzisiejszej. Jeśli komunizm ma uchodzić za przeciwieństwo kapitalizmu, cokolwiek te dwa pojęcia mają znaczyć, to Rosja nie stała się uosobieniem tego drugiego nigdy, ani w ustroju państwa, ani w gospodarce. W epoce carskiej kapitalizm był obecny w miastach i fabrykach, choć niekoniecznie w nich dominował. Na wsi elementy socjalistyczne czy raczej komunistyczne, w każdym razie wspólnotowe były o wiele bardziej obecne niż kapitalistyczne. W kształtującej się od XIX w. mentalności Rosjan przejawiała się tradycja wspólnotowa (socjalistyczna i komunistyczna) powiązana z tradycją despotyczną. Liberalizm był nurtem słabo zakorzenionym. Przewrót bolszewicki zaszczepił Rosjanom pewne elementy komunizmu wojującego raczej sprzecznego z naturą ich myślenia. Stalin eliminował niektóre z nich, a komunizm osadzał w tradycji rosyjskiej.

Stalin ugruntował w społeczeństwie rosyjskim silną i wcześniej potęgę zbiorowości, przewagę wspólnoty nad jednostką. Indywidualizm był w Rosji  niszczony w niezgodzie z tendencjami występującymi w krajach zachodnich w imię dobra ogółu i kolektywu ponad jednostką. To także nieodmienna wartość rosyjskiego sposobu życia. Wreszcie Stalin nie pozwalał w budowanym państwie na rozkwit demoralizacji i praktyk korupcyjnych, zwłaszcza wśród wysokich rangą urzędników państwowych. Tego rodzaju praktyki były natychmiastowo urywane wyrokiem ostatecznym.

 

  1. Cechy charakteru; szacunek dla tradycji

Stalin był bez wątpienia, jak go Lenin w końcu swojego życia odmalował, brutalem, prostakiem, grubianinem i chciwym władzy zawistnikiem. Wszystkie te niepochlebne cechy późniejszy kremlowski despota umiał nadzwyczaj umiejętnie maskować. Potrafił się pokazać jako człowiek ujmujący i w pełni humanitarny.

W swojej biografii Stalina Montefiore przytacza wystarczającą liczbę świadectw jego związku małżeńskiego, z których wynika obraz oddanej sobie pary małżonków. Bez trudu potrafił być w innych okolicznościach gburem wobec Nadieżdy Alliłujewej, czym doprowadził ją w końcu do dramatycznego samobójstwa. Przeprowadzając w 1934 r. wywiad ze Stalinem brytyjski pisarz Herbert George Wells zanotował swoją opinię o radzieckim przywódcy: nigdy nie spotkałem bardziej sprawiedliwego, szczerego i uczciwego człowieka. W podobnym duchu wypowiadali się uczestnicy spotkań Wielkiej Trójki, Churchill i Roosevelt. W tych rozmowach Stalin stawiał rosyjskie interesy bardzo ostro i bezpardonowo, ale ani razu nie stracił panowania nad sobą. Zasłużył tym sobie na przydomek Wujaszka Joe, którego jednak szczerze nie cierpiał. Bywało też, że Stalin panowanie nad sobą tracił, jak w rozmowie z Krupską jeszcze za życia Lenina, co mogło wtedy podciąć jego dobrze się zapowiadającą partyjną karierę.

Życie ludzkie nie jest, jak wiadomo zdeterminowane, a w każdym razie nie jest zdeterminowane w konkretnych decyzjach podejmowanych przez jednostkę, co oznacza, że każdy człowiek ma mniejszy lub większy wpływ na własny los. Stalin nie musiał zostać przywódcą państwa, co nam zaoszczędziłoby niekończących się dyskusji, był czy nie był paranoikiem. Mógł pozostać w szkole cerkiewnej i ostatecznie zostać popem, jak życzyła sobie jego matka. Mógł kontynuować swoją pracę w obserwatorium astronomicznym w Tbilisi bądź aktywność w napadach na banki Kaukazu. Z ostatniego powodu Stalin regularnie wpadał w ręce sprawiedliwości. Za swoją działalność aż siedem razy był skazywany i zamykany, skąd sześć razy udawało mu się uciec. Dopiero ostatnia najcięższa zsyłka ze Swierdłowem i Kamieniewem w Kraju Turuchańskim zdawała się odbierać mu nadzieję na ucieczkę. Bardzo mocno to przeżywał podejrzewając nawet tow. Iljicza, że go w trudnościach opuścił tak, jak kompana Romana Malinowskiego, bolszewickiego deputowanego do carskiej Dumy i agenta ochrany. Nie ma dowodów na współpracę Stalina z ochraną, są jednak poszlaki.

Biorąc pod uwagę rozmiary „zbrodni zza biurka” i niewątpliwą skłonność Stalina raczej do przesady w skazywaniu byleby uniknąć ryzyka, że ktoś winny uniknie sprawiedliwości (lepiej przesadzić niż nie doszacować) dość łatwo doszukiwać się można najgorszych cech psychologicznych u autokratów zbrodniczych (Lenin, Stalin, Hitler, Mussolini, Mao itp.), jak paranoja, psychopatia, zespoły urojeniowe. Takie wyjaśnienia w odniesieniu do Stalina  pojawiają się w biografiach nieustannie, choć niewiele one wnoszą choćby z powodu ich tautologicznej natury: ponieważ nieustannie ludzi podejrzewał o akty wrogie, to był paranoikiem. A z drugiej strony, ponieważ był paranoikiem to nieustannie ludzi podejrzewał (o szpiegostwo, sabotaż, wrogość wobec władzy radzieckiej itp.). Ewidentne jest, że paranoja dodana do charakteru Stalina nie wyjaśnia niczego, a tę jednostkę chorobową eksploatuje się w licznych biografiach nadmiernie.

Był człowiekiem do przesady skromnym i niewielkich wymagań  materialnych, bliskich ascezie. Nachalne korzystanie z przywilejów partii władzy zwalczał energicznie. W okresie wielkiej czystki zmasakrował partię dostrzegając w niej m. in. nadmierną skłonność do otaczania się blichtrem i luksusem. Jednym z powodów, choć z pewnością nie najważniejszym, odsunięcia marszałka Żukowa po wojnie była zachłanność na zdobyczne „trofea” niemieckie.

Dla partii, a w większym jeszcze stopniu dla kierowania państwem poświęcił życie i szczęście rodzinne. Członkowie szerokiej rodziny Stalina, ludzie z nim spokrewnieni, stanowili ważną część jego ofiar. W taki sposób stał się człowiekiem samotnym, a samotność redukował przez liczne i nadmierne kontakty z najbliższymi współpracownikami w pełni odeń zależnymi i czującymi się nieustannie zagrożonymi.

O ludziach miał Stalin wyobrażenie mroczne wychodząc z założenia, że przeważają osobnicy źli, wrogo usposobieni, nie rozumiejący rzeczywistości i jej przemian. Te kategorie moralne stosował zarówno wobec jednostek, jak i całych    klas. Nie wierzę, jak mówił, w szlachetność burżuazji. O chłopstwie, zwłaszcza rosyjskim chłopstwie, wypowiadał się jeszcze gorzej. Klasowe charakterystyki  ludzi były naturalnie typowe w środowisku przywódców komunistycznych, choć specjalnego uzasadnienia one nie miały. Wśród tych przywódców Stalin był mistrzem w politycznym wykorzystywaniu owych charakterystyk kończących się często wyrokiem, w którego ustaleniu lubił mieć swój udział, choć akurat udziału mieć nie powinien. Jest przy tym znamienne, że twórca systemu drobiazgowej kontroli nad ludźmi łącznie z uniwersalnym szpiclostwem i donosicielstwem, tłumaczy niemieckiemu pisarzowi Emilowi Ludwigowi w 1931 r., że jego decyzja przyłączenia się do socjalistów i bolszewików zapadła dopiero w seminarium duchownym, które opuścił w proteście przeciw szpiclowaniu i rewizji dusz.

W spojrzeniu na jednostkę ludzką czy człowieka w ogólności Stalin ujawniał pomysły własne odbiegające najwyraźniej od poglądów przeważających w partii bolszewickiej. Dowodzono tam, choć niezupełnie szczerze, że człowiek jest z natury dobry, a cechę tę najlepiej wyrabia się w toku właściwego, tzn. komunistycznego wychowania. To dowodzenie było Stalinowi najzupełniej obce, choć deklaracje w tym stylu padały i z jego ust. Własne ujęcie człowieka wywodził z powszechnie przyjętego w szkole marksistowskiej materializmu dialektycznego. Dla większości marksistów, w tym bolszewików nie były jednak zupełnie jasne związki analiz społecznych z materializmem filozoficznym. Właśnie ten aspekt był dla Stalina najzupełniej oczywisty i pozwalał mu traktować ludzi wyłącznie jako wielkości fizyczne z pominięciem sfery psychiczno-emocjonalnej, choć znowu nie stronił od deklaracji w stylu człowiek jest podstawowym celem socjalizmu. Humanizm czy humanitaryzm był odległy od jego postrzegania świata. Ile waży całe państwo i czy jednostka jest w stanie jego nacisk wytrzymać to z grubsza problemy, które zaprzątały jego głowę. Na propozycje samych nadzorców łagrów, aby wydajnym więźniom skracać czas pobytu zareagował gniewnie: …doprowadzicie do tego, że w obozach pozostaną same obiboki. Ludzi uczciwej i wydajnej pracy należy dobrze karmić i w inny sposób wynagradzać, ale nie zwalniać i trzymać jako wzory dla innych. To samo i to w większym stopniu tyczyło się wybitnych specjalistów, konstruktorów i naukowców, których należało karmić ciastkami, pozbawić szkoleń z zakresu marksizmu-leninizmu, ale nie zwalniać przedwcześnie. Liczą się tylko względy przedmiotowe i utylitarne. Po Stalinie nastał okres pompatycznego humanizmu socjalistycznego, nijak związanego z ówczesną rzeczywistością i praktyką.

W okresie tuż po Październiku 1917 r. członkowie partii bolszewickiej byli pogrążeni w kłótniach, intrygach, wzajemnym szkalowaniu się, pomimo świeżo zdobytej władzy i niezbędności jej umacniania. Stalin w tym towarzystwie był w kontaktach bezpośrednich uosobieniem umiarkowania, skłonnym do kompromisu, choć już wtedy, jak wspomina Bażanow, zbierał poufnie materiały na współtowarzyszy wykorzystując do tego celu ówczesne zdobycze technik łączności. W każdym razie w zażartych walkach partyjnych po śmierci Lenina np. pomysł aresztowania Trockiego pochodził nie od niego, tylko od Zinowiewa. Stalin był przy tym człowiekiem pamiętliwym, o czym zarówno Zinowiew, jak mnóstwo różnych ludzi w Rosji miało się boleśnie przekonać.

Podkreślić wypada niezmordowaną pracowitość, systematyczność i zmysł organizacyjny Stalina. Powierzenie mu w 1922 r. stanowiska sekretarza generalnego partii spowodowało z pewnością jego wyróżnioną i nadzwyczajną pozycję w partii i państwie, ale o to stanowisko nie zabiegał, a Lenin powierzył mu je po odmowie jego przyjęcia przez ważniejszych, zdawało się, towarzyszy partyjnych. W każdym razie na stanowisku sekretarza generalnego Stalin nieustannie i umiejętnie rozszerzał granice swojej wyłącznej władzy. Lenin cenił u niego brak tak niecierpianych przezeń „skłonności inteligenckich”. Tą chorobą dotknięta była cała wierchuszka partii w otoczeniu Lenina. Prostota i praktycyzm charakteru Stalina, fakt, że w decyzjach praktycznych względy doktrynerskie się u niego nie liczyły, zdawały się go wynosić na szczyty władzy i autorytetu jeszcze przed osiągnięciem tych szczytów w okresie, kiedy Stalin był pod własnym zawistnym wrażeniem talentu oratorskiego Trockiego czy teoretycznego szlifu Bucharina.

Będąc człowiekiem do przesady praktycznym i rzeczowym Stalin realizował też niezaspokojone ambicje teoretyczne. Jako dyktator-teoretyk odznaczał się również „prostotą myśli”, co w tym wypadku niekoniecznie uznawane jest za walor teoretyczny. Interesujące jest jednak, że w okresie triumfującego „kultu jednostki” to nie rzeczywiste dokonania organizatorskie   wodza, a właśnie wątpliwe dokonania teoretyczne były opiewane jako genialne czy nadludzkie tak w kwestiach filozofii materializmu, dialektyki, narodowości, języka, ekonomii socjalizmu czy historii partii. Brak jednak bezpośrednich dowodów na sterowanie tymi procesami przez samego Stalina.

Stalin nie protestował, kiedy go ubóstwiano, nie przeciwstawiał się „rozbudowie kultu jednostki”, a i zapewne ją inspirował. Był jednak daleki od wiary w komplementy serwowane przez pochlebców, o których miał nieodmiennie złe zdanie, czemu dawał wyraz w gremiach partyjnych. Nie likwidował pochlebców, ale też nie miał do nich zaufania.

Stalin modernizował Rosję i był wyznawcą filozofii racjonalistycznej łącznie z jej atakiem na religię, ale w głębi duszy pozostał tradycjonalistą, człowiekiem przekonanym, że przeszłe doświadczenia i przyzwyczajenia dostarczają nam najlepszych wskazówek, co powinniśmy czynić w różnych przejawach naszego życia. Przyjął postawę analogiczną do postawy japońskiego cesarza Meiji, który dogłębnie zmienił swój kraj, ale do Pałacu Cesarskiego elektryczności nie wprowadził. Stalin ulegał gustom tradycyjnym w sztuce, literaturze, teatrze czy architekturze, nowości i nurty awangardowe potępiał. Odrzucał rewolucyjne eksperymenty w  rodzaju zniesienia pieniądza, nowej edukacji, eksperymenty egalitarne w armii, w gospodarce rozstał się z „moralną mobilizacją” pracowników zastępującą dyscyplinę. Także w stylu ubioru pozostał tradycjonalistą, rzadko rozstawał się ze znoszonymi półwojskowymi ubiorami i  obuwiem, często sypiał w ubraniu. Sławne przyjęcia w Kuncewie (zastolja) urządzał w sposób tradycyjny i w wyłącznie męskim gronie.

Stalin stanowczo dążył do umocnienia tradycyjnej roli kobiet jako gospodyń domowych, choć nie przeciwstawiał się ich wykorzystaniu w fabrykach czy kołchozach, zwłaszcza w okresie wojny z Niemcami. Polityczne i społeczne kariery kobiet wywoływały w nim niesmak. Bodaj najwyżej w strukturze stalinowskiej wspięły się Dora Chazan (Andrejewa) jako komisarz aprowizacji oraz Polina Żemczużyna (Mołotowa) jako wice-komisarz przemysłu lekkiego i  ‘’monopolistka´ kosmetyków radzieckich. Aleksandra Kołłontaj była wcześniej radzieckim komisarzem ds. społecznych, a następnie ambasadorem w Skandynawii, ale nie były to decyzje Stalina. Był on zdecydowanym przeciwnikiem misji kobiet czy bolszewickiego hasła o zrównaniu płci. Prawie wszystkie wysokie stanowiska w ZSRR poczynając od politbiura były obsadzane przez mężczyzn.

We własną misję i to w odniesieniu do całego kraju Stalin święcie wierzył, o czym niżej. Był przekonany, jak widać słusznie, że naród przyjmie tę misję jako własną. W 1943 r. miał powiedzieć,  jak pisze E. Duraczyński, iż jest przekonany, że na jego mogiłę wysypią stosy śmieci, jednakże bez wątpienia rozwieje je wiatr historii.

 

  1. Cel i wizja Stalina

Tuż po Rewolucji Rosyjskiej (Lutowej) Stalin wraz z Kamieniewem wyruszył z miejsca zsyłki do zrewoltowanego Piotrogrodu, aby zaznaczyć swój udział w obaleniu caratu i przeciwstawieniu się polityce Rządu Tymczasowego, który ogłosił pierwsze w historii Rosji reformy demokratyczne. Wraz ze swoim współtowarzyszem podróży nie zamierzali obalać pierwszego rządu liberalnego, a jedynie walczyć o „klasowe interesy proletariatu” w ramach stworzonych przez ten rząd. Późniejsze przybycie do Piotrogrodu Lenina z towarzyszami ze Szwajcarii i Trockiego z Ameryki zmieniło ich podejście do problemu rewolucji w Rosji. Stalin przyjął z pokorą reprymendę otrzymaną od Lenina za powstrzymanie się od dążenia do wywołania rewolucji proletariackiej i nauczył się, jak stwierdza E. Radziński, w każdej sytuacji dostosowywać swoją opinię do stanowiska wodza.

Po przejęciu władzy przez bolszewików Stalin był zapewne zaskoczony wprowadzanymi wówczas rozmaitymi eksperymentami ustrojowymi. Społeczeństwo bezklasowe, likwidacja pieniądza, głęboko wdzierająca się w życie społeczne równość (wynagrodzenia zrównane niezależnie od rodzaju pracy, stanowiska i pozycji), eliminacja rang w armii i stopni oceniających pracę uczniów w szkołach, wiara w całkiem nowy świat, w którym stare, tradycyjne instytucje: państwo, armia, rodzina, naród, szkoła będą obumierać. Ta wiara udzielała się cudzoziemcom bawiącym wówczas w Rosji w niemniejszym stopniu niż samym Rosjanom. Zdawało się, że rodzi się jutrzenka wspaniałej przyszłości, trwają dni wstrząsające światem. Stalinowi obca była zupełnie ta egzaltacja, a panegiryk Johna Reeda na cześć Rewolucji stanowczo odrzucił już choćby z powodu nietaktu autora pomijającego całkowicie rolę Stalina w procesie rewolucyjnym przy obfitym powoływaniu się na Lenina i Trockiego.

W tamtych latach przełomu rewolucyjnego Stalin raczej wsłuchiwał się w różne opinie niż sam je wygłaszał. Jeśli już musiał sformułować własne stanowisko, było ono nieodmiennie umiarkowane świadczące o ostrożności i zdrowym rozsądku. Tak dobrze znany później brutalny autokrata był raczej tworem partii i systemu niż cech osobistych, choćby ukrytych przed innymi. Gdy tylko stał się autokratą nie liczącym się z pozostałymi wysokimi aparatczykami cofał stopniowo większość innowacji wprowadzonych nagle w wyniku przełomu rewolucyjnego, w tym wszelkie awangardowe dokonania sztuki czy idee wolnej miłości głoszonej wtedy donośnie przez Aleksandrę Kołłontaj i upowszechnianej dzięki jej wpływom politycznym w podręcznikach szkolnych. Do ukrócenia rozkwitłej wówczas swobody seksualnej wykorzystał tzw. sprawę czubarowską, proces sądowy z 1926 r. o gwałt zbiorowy na studentce zakończony siedmiu wyrokami śmierci i 20 wyrokami długoletniego więzienia. Właśnie wtedy Stalin rozpoczął gwałtowną kampanię prasową przeciw swobodzie obyczajowej, a w okresie wielkiej czystki likwidował (z opóźnieniem, ale i pamięcią) jej głosicieli z początków rewolucji. Sama Kołłontaj uniknęła wyroku będąc na służbie dyplomatycznej w Skandynawii, zmarła w Moskwie równo rok przed śmiercią Stalina.

Odrzucając stanowczo euforię rewolucyjną lat pierwszych Stalin gorączkowo poszukiwał czegoś, co stanowiłoby istotę przemian w Rosji i co dałoby się potraktować jako podstawę i wytyczną w aktywności nowej władzy. Niekończące się spory ustrojowe o komunizm – kapitalizm (NEP), eksport rewolucji – budowa socjalizmu w jednym kraju, demokracja rad – dyktatura proletariatu (partii), forsowna industrializacja – stopniowy rozwój, kolektywizacja – indywidualne rolnictwo i podobne postanowił rozstrzygnąć w zgodzie z własnym gustem, a decyzję nieodwołalnie ogłosić partii i narodowi. Od tego czasu (koniec lat 20-stych) zdecydowana jest industrializacja i modernizacja gospodarki, kolektywizacja rolnictwa, socjalistyczne budownictwo w państwie bez awantur międzynarodowych o eksport rewolucji z ZSRR.

Ponad tymi zsumowanymi decyzjami na płaszczyźnie politycznej i ekonomicznej formującymi wizję Stalina rozpościera się podstawowy cel jego dążeń sformułowany już na pierwszej konferencji pracowników przemysłu w lutym 1931 roku: Zapytują czasem, czy nie można nieco zwolnić tempa, nieco powstrzymać ruchu. Nie, nie można, towarzysze! Nie można zwalniać tempa!… Zwolnić tempo — znaczy to pozostać w tyle. A ci, co pozostają w tyle, są bici. Ale my nie chcemy być bici. Nie, nie chcemy! Historia dawnej Rosji sprowadzała się między innymi do tego, że bito ją nieustannie za zacofanie. Bili ją chanowie mongolscy. Bili bekowie tureccy. Bili feudałowie szwedzcy. Bili jaśnie panowie polsko-litewscy. Bili kapitaliści angielsko-francuscy. Bili baronowie japońscy. Bili wszyscy — za zacofanie… Pozostaliśmy w tyle za przodującymi krajami o 50—100 lat. Musimy przebiec tę odległość w ciągu 10 lat. Albo tego dokonamy, albo zostaniemy zgnieceni… Musimy najwyżej w ciągu 10 lat przebiec tę odległość, o jaką pozostaliśmy w tyle za przodującymi krajami kapitalistycznymi. Mamy po temu wszelkie «obiektywne» możliwości. Brak jedynie umiejętności należytego wykorzystania tych możliwości. A to zależy od nas. Tylko od nas! Czas już, abyśmy się nauczyli wykorzystywać te możliwości. Bolszewicy muszą opanować technikę. Czas już, by bolszewicy sami stali się specjalistami. Technika w okresie rekonstrukcji decyduje o wszystkim» (Stalin, Zagadnienia leninizmu, «Książka», Warszawa 1947 r., str. 306-308).

Oto skrótowo przedstawiona na tej konferencji historia Rosji, bitej przez stulecia przez sąsiadów i wiodące mocarstwa europejskie i zadania stojące przed krajem. Naturalnie, jest to rosyjski punkt widzenia. Można mu przeciwstawić dobrze uzasadniony pogląd, że i w czasach carskich Rosja biła bez litości swoich sąsiadów. Nie dziwi, że Stalin mający na celu potęgę państwa, ten aspekt pomija. Jest dlań ważna wola, żeby od czasu sformułowania tego strategicznego celu, Rosja przestała być bita, żeby mogła narzucać swoją wolę innym. To polityka imperialna, za którą nowy czerwony imperator w pełni się opowiada.

Przytoczona deklaracja znamionuje stosunkowo wczesne (1931 r.) zepchnięcie ideałów komunizmu na rzecz potęgi państwa. Cel najważniejszy to potęga Rosji (właśnie Rosji, a nie ZSRR). Gdyby komunizm rosyjski (internacjonalistyczny) okazał się niesprawny w budowie tej potęgi, to należałoby sam komunizm odrzucić i Stalin bez wahania by to zrobił, skoro nie ujawnił żadnych skrupułów w eliminacji samych komunistów, współtowarzyszy Lenina. Rzecz w tym, że skonstruowany przez Stalina komunizm (państwowy przemysł i kołchozowe rolnictwo) świetnie nadawał się do umocnienia potęgi państwa. Był zatem Stalin rosyjskim nacjonalistą (despotą) i komunistą zarazem, ale pierwsza postawa uzasadniała i była warunkiem drugiej. Zbudowanie potężnego przemysłu, skolektywizowanie rolnictwa i doprowadzenie  społeczeństwa do stanu całkowitej uległości to środki państwa w jego rozumieniu. W ogniu czystek lat 1936-38 wegetująca na emigracji Biała Rosja mająca przedwczesne nadzieje związane z polityką Stalina i lecącymi głowami  znienawidzonych przez nią współtowarzyszy Lenina nie brała pod uwagę skuteczności komunizmu. Stalin nie zamierzał z tej skuteczności rezygnować. W ogóle cała jego aktywność polityczna podporządkowana była skuteczności (w sensie machiawelicznym) i w tym okazywał się mistrzem.

Celem, jaki stawiał sobie Stalin była zatem potężna Rosja i poszerzenie jej potęgi. Budowa komunizmu w mieście i na wsi wynikała z celu państwowego, nie była celem samoistnym. Podobnie cechą rosyjskiej świadomości politycznej jest wielkość państwa, pomyślność obywateli liczy się w mniejszym stopniu. Jest to oczywiście świadomość imperialna. Władca może być srogi, ale dokonania w budowie i poszerzaniu państwa srogość tę usprawiedliwiają. W opracowaniach o Stalinie często stawia się problem, przed jakim miał stać despota w obliczu wojny: jak zachowają się zwykli Rosjanie świeżo dotknięci serią terroru i represji. Prawdopodobnie jednak Stalin wolny był od tak sformułowanego dylematu. Wydaje się, że znał bardzo dobrze Rosjan i wiedział, że opowiadają się oni po stronie władcy, a nie jego ofiar, skłonni uwierzyć we wszelkie stawiane im zarzuty. Owszem, na Ukrainie było inaczej i tego też należało się spodziewać w związku z przeszłą polonizacją ziem ruskich na tym obszarze.

Stalin umocnił państwo i rozszerzył je do granic nigdy w przeszłości nieznanych. Po wojnie znajduje się w bardzo wąskim gronie ludzi decydujących o losach świata. Do takiego grona nie należał żaden z carów rosyjskich. Bardziej znane ofiary Stalina, jak zwłaszcza Trocki, wyparowały z pamięci Rosjan rychło. Trocki już po wygnaniu go z ZSRR był i jest nadal lepiej kojarzony we Francji czy Meksyku niż w Rosji. Stalin na głowie stawał, aby różne nielubiane przez siebie grupy połączyć z trockistami, których już po 1934 r. było bardzo niewielu. Udawało mu się to wskutek stosowania „metod stalinowskich”, ale niekiedy oskarżani dopiero w śledztwie dowiadywali o kimś takim, jak Trocki. Ten niegdyś drugi po Leninie przywódca rewolucji stał się ośrodkiem kontrrewolucji, żeby można było oskarżać wrogów o powiązania z nim.

 

   3.1 Kolektywizacja

Pod koniec lat 20tych XX w. Stalin przystąpił do realizacji swojego przyszłego państwa, potężnego mocarstwa powiązanego z komunistyczną utopią ekonomiczną. Chłopstwo w kołchozach, jeden plan, jeden bank i on na szczycie. Dopóki żyjemy w kraju drobnochłopskim, jak oznajmiał na plenum KC WKP(b) w styczniu 1933 r., kapitalizm ma w Rosji trwalszą podstawę ekonomiczną niż komunizm.

Uzasadniając kolektywizację, która przez niektórych przywódców partii uważana była za plan awanturniczy, Stalin (według Bucharina) powoływał się na rozwój kapitalizmu na Zachodzie kosztem kolonii. Nie mamy kolonii, dlatego rozwój musi pochodzić z wewnętrznej eksploatacji wsi. Eksport zboża miał finansować wielkie inwestycje w przemyśle, aby przekształcić ten wielki kraj w przemysłowo-rolniczy. O rozmiarach przeobrażenia dają pojęcie choćby suche liczby. W chwili startu programu kolektywizacji ponad 80% ludności Rosji uprawiała ziemię i żyła na wsi. W imię wizji eliminacji całej klasy „brodatych chłopów” (mużików) symbolizujących całą przeszłość Rosji Stalin zdecydował tę  ludność przeprowadzić do kołchozów, wspólnych gospodarstw tworzonych, choć bez efektów nawet ideologicznych, już za Lenina. Stalin miał przeciwko sobie prawie całe ówczesne społeczeństwo. A jednak tę wojnę z własnym społeczeństwem wygrał i mógł przejść „z marszu” do rozprawy z głównymi organami państwa: partią, policją polityczną i armią.

Powaga starcia z chłopstwem sprawiła, że Stalin swoich najważniejszych saratników (przez saratników rozumie się najbliższych i uprzywilejowanych współpracowników Stalina, którzy jednak w odróżnieniu od palatynów z typowych systemów władzy mogli być z dnia na dzień unicestwieni) wysłał na wieś, by tam rekwirowali zboże. Sam zresztą też się udał na syberyjską prowincję. Ale zastosowane nadzwyczajne środki mogły przynieść rezultaty w warunkach sprzyjających okoliczności historycznych takich, jak zwłaszcza specyficzna i utrzymująca się przez wieki rosyjska struktura agrarna, nieznana nigdzie w Europie poza Rosją, ale też w samej Rosji na obszarach wcielonych do niej w przeszłości, jak większa część Ukrainy czy Kaukaz, co w rezultacie przesądziło o odmiennym przebiegu kolektywizacji na obu tych obszarach.

Lwia część rolniczej ludności Rosji była zorganizowana w tzw. obszczinach, gromadach, które formalnie i faktycznie były właścicielami i posiadaczami ziemi. Chłopi (mężczyźni) mieli tylko wyznaczane co 12 lat działki do uprawy (nadieł). Obszczina jako swoiście rosyjski typ struktury agrarnej była w XIX w. wielbiona przez słowianofilów, a następnie przez narodników. Ci ostatni uczynili z niej potencjalną dźwignię przewrotu społecznego w kierunku komunistycznym. Zadanie wydawało się proste, wystarczy obalić carski system rządów, a dla 80-90% mieszkańców pozostanie gotowa budowla komunistyczna złożona z obszczin, wspólnego systemu uprawy ziemi. W odróżnieniu od rozwiniętej Europy w zapóźnionej Rosji istniał stary relikt wspólnoty komunistycznej. Z tak sformułowanym problemem zwróciła się narodnicka aktywistka Wiera Zasulicz do samego Karola Marksa. Wtedy też Marks z Engelsem w przedmowie do rosyjskiego wydania Manifestu Komunistycznego (1882) w odpowiedzi danej  Zasulicz przyznali chłopskiemu komunizmowi w Rosji potencjał przemiany w kierunku nowego ustroju, „…gdyby rewolucja rosyjska stała się sygnałem rewolucji robotniczej na zachodzie tak, że obydwie by się wzajemnie uzupełniły…” Dodany był też inny warunek, a mianowicie, że obszczina zachowa swój pierwotny kształt aż do czasu ewentualnego wybuchu rewolucji w Rosji.

To właśnie stało się problematyczne. Wprawdzie reforma rolno-uwłaszczeniowa (ustawa z 19-go lutego 1861 r.) nie naruszyła fundamentów obszcziny, to jednak rząd Stołypina ustanowiony przez cara po nieudanej rewolucji 1905-1907 r. energicznie realizował kapitalistyczną przebudowę rolnictwa rosyjskiego. Na półtora roku przed wybuchem I wojny wydzielono ze struktury wspólnej 2,5 mln gospodarstw indywidualnych, co stanowiło ok. 12% planowanych do utworzenia. Dekret Lenina o indywidualnej własności ziemi był kolejnym ciosem w obszczinę, choć bolszewikom powinno zależeć raczej na jej restytucji. Późniejsze, z lat 1918-1920, próby powrotu do tej instytucji, a częściej jeszcze, próby tworzenia nowych, jak kombiedy, komuny, artele i kołchozy kończyły się fiaskiem.

Starcie Stalina z ogromną masą chłopstwa to jego pierwsza wojna ze społeczeństwem, bądź, jak sam twierdził, z elementami kontrrewolucyjnymi, z „kułactwem” (wg materiałów statystycznych w 1926 r. tylko 7,6% gospodarstw rolnych korzystało z pracy najemnej) i tę wojnę ku zaskoczeniu nawet współtowarzyszy do niedawna wchodzących do najwyższych gremiów władzy, wygrał. Pokazał przy tym swoją silną i zdecydowaną wolę przeobrażania kraju nie tylko wbrew „elementom kontrrewolucyjnym”, ale także w niezgodzie z zapatrywaniami powszechnymi w partii. Nawet przeświadczenie, że niektóre kołchozy przynoszą deficyty nie zmieniło jego nastawienia. Wszak niektóre zakłady fabryczne również produkują straty, z czego nie wynika konieczność zwinięcia tych zakładów.

W 1930 r. wyszły na jaw dwa idące w przeciwnych kierunkach trendy w procesie kolektywizacji. Zaznaczył się powrót do uprzednio opuszczonych kołchozów głównie na obszarach rdzennie rosyjskich lub spontaniczne tworzenie kołchozów także przez tzw. chłopów-średniaków. To złamało opór opozycji partyjnej wobec Stalina, wtedy jeszcze dość silnej. Z drugiej strony wyszły na jaw liczne błędy w prowadzeniu przez władze lokalne kolektywizacji wynikające z nadmiernego optymizmu co do programu i upojenia sukcesami. Stalin zabrał głos w artykule Zawrót głowy od sukcesów opublikowanym w Prawdzie z 2 marca 1930 r. z zapowiedzią ukarania winnych i nowych aktów rządowych.

Od początku kolektywizacja przebiegała odmiennie niż w Rosji na obszarach Ukrainy i Kaukazu, gdzie nie istniała tradycja obszcziny. Aby złamać większy niż gdziekolwiek opór chłopstwa Stalin doprowadził na tych obszarach do sztucznego głodu poczynając od 1932 r. To był dramat. Tak naprawdę Stalin okazał się zbrodniarzem w latach 1932-1933, kiedy z ponurą obojętnością potraktował los tych populacji, które w ogóle nie były zaangażowane w politykę i które chciały tylko w spokoju żyć na własnym terenie. Pod tym względem działania Stalina wobec partii bolszewickiej, aparatu NKWD i Armii Czerwonej (bardzo ważnym organom państwa) przyjmują inną kwalifikację moralną. Kułak, choćby i chciwiec, nie dopuszczał zbrodni wobec bliźnich, co można zarzucić Zinowiewowi, Tuchaczewskiemu czy wielu innym ofiarom Wielkiej Czystki. Ale ten proces Wielkiej Czystki był ewidentnie skojarzony z procesem kolektywizacji.

 

  • Forsowna industrializacja i modernizacja gospodarki

Industrializacja kraju to podstawowy cel stalinowskiego planu gospodarczego. Kolektywizacja miała wyłącznie służyć dostarczeniu finansowych podstaw industrializacji, choć także zapewnieniu kontroli nad wytwórczością rolną i, kiełkującej wtedy właśnie kontroli nad bezwolnym społeczeństwem z jego wyobrażeniami, wrażliwością i spontaniczną, niezależną od władz, oceną sytuacji kraju. We wszystkich tych działaniach odniósł Stalin niezaprzeczalny sukces dzięki metodom zaczerpniętym z wzorów wschodnich despocji, jak zwłaszcza organizacja pracy niewolniczej dla państwa i ogromne, przygniatające zwykłego człowieka inwestycje.

Stalin poddał plan modernizacji kraju drobiazgowej analizie, co stanowiło warunek sukcesu a przy tym nadawało zadaniu osobiste piętno Stalina. Nie ukrywał przy tym rozmiaru ofiar, których poniesienie będzie niezbędne dla osiągnięcia celu. Przemysł ciężki, uznał, wymaga poważnych subsydiów państwowych i jeśli ich nie znajdziemy, to zginęliśmy jako państwo cywilizowane, nie mówię już, jako socjalistyczne. Uznał, że w Anglii, Niemczech, Ameryce zbudowano przemysł ciężki za pomocą wielkich pożyczek, bądź za pomocą ograbienia innych krajów czyli w sposób zamknięty dla Rosji czy ZSRR. Modernizacja mogła się dokonać tylko wewnętrznymi siłami kraju bez lichwiarskich kredytów z zewnątrz. Stalin odrzucił zamysł odłożenia części środków przeznaczonych na urządzenia techniczne dla przemysłu ciężkiego na import surowców przemysłu lekkiego, jak bawełna, wełna, kauczuk, skóra itd. Przy takim rozwiązaniu kraj pozbawiłby się nowoczesnych środków obrony niezbędnych dla zapewnienia niezależności państwa. Deficyt dóbr powszechnego użytku stwarzał pewne problemy, niemniej cele niezależności gospodarczej i militarnej okazywały się ważniejsze. Tak sformułowane zadania modernizacji Stalin zaprezentował gremiom kierowniczym przemysłu i uzyskał dla nich aprobatę.

Industrializacja (spóźniona według Stalina o 50-100 lat) miała przynieść potęgę zacofanemu krajowi, który w krótkim czasie zaroił się wytwórniami przemysłowymi, kanałami, tunelami, liniami kolejowymi, sieciami elektroenergetycznymi i inną infrastrukturą. Jeszcze w latach 1920-1921 Lenin nakreślił niezwykle dlań ważny i ambitny plan elektryfikacji kraju, z którego się nie wywiązał. Dopiero plan gospodarczy tzw. „pięciolecia“ stał się potężną próbą ujęcia celów rozwoju gospodarczego we wszystkich dziedzinach. Plan pięcioletni wywoływał olbrzymi entuzjazm w narodzie kierowanym zasadą „dogonimy i przegonimy świat kapitalistyczny“. Przy tym Stalin odrzucił bolszewickie eksperymenty i nadzieje na przeobrażenie psychiki człowieka pracy wracając do wyklętych uprzednio kapitalistycznych metod wyciskania wydajności.

W przeciągu dwóch pierwszych „pięciolatek” produkcja przemysłowa, wówczas najważniejsza pozycja PKB, wzrosła sześciokrotnie, w tym produkcja energii elektrycznej ośmiokrotnie, węgla kamiennego czterokrotnie, ropy naftowej pięciokrotnie, stali pięciokrotnie. Niektóre wyroby, jak choćby aluminium były w Rosji dopiero od tego czasu produkowane. Stalin dążył do osiągnięcia skoku przemysłowego w ciągu 10 lat, i tego dokonał. Do tego skoku wykorzystał setki tysięcy więźniów. Wykorzystani też zostali specjaliści sprowadzani z Zachodu, którzy po 1935 r. też często zostawali więźniami. ZSRR stał się, choć z ogromnymi kosztami, państwem przemysłowo-rolniczym zdolnym do pokonania wroga w przyszłej wojnie. Na XVIII zjeździe WKP(b) w marcu 1939 r. Stalin zapewniał, że w ciągu kolejnych 10-15 lat ZSRR prześcignie świat kapitalistyczny w produkcji przemysłowej na głowę ludności. To zapewnienie było dopiero pierwszym z całej serii radzieckich buńczucznych oświadczeń o doganianiu i zdystansowaniu Ameryki i kapitalizmu. Tylko oświadczeniu Stalina z 1939 r. można przypisać powagę, później podobne enuncjacje rodzą rozbawienie, o czym niżej przy okazji porównania epok stalinowskiej i poststalinowskiej.

Dwa zdarzenia następujące po sobie; „pięciolatki” i wojna z Niemcami, miały wówczas ogromne psychologiczne znaczenie dla kształtowania mentalności rosyjskiej. Pierwsza „pięciolatka” nałożyła się czasowo na wielką depresję w gospodarce kapitalistycznej. Największy sukces ekonomiczny komunizmu zbiegł się w czasie z największym załamaniem kapitalizmu, jakby sama Opatrzność o tym decydowała. Literatura ekonomiczna, nie tylko radziecka, a przede wszystkim właśnie zachodnia wyciągała stąd wnioski o przewadze komunizmu (socjalizmu) nad kapitalizmem. Wnioski, które utrzymywały się jeszcze bardzo długo po Stalinie, choć okazały się dość szybko „prawdą sezonową”.

Wzmocniona przez nowy radziecki przemysł Armia Czerwona nadspodziewanie dobrze poradziła sobie w wojnie z Niemcami (Hitler przedwcześnie uwierzył w swój sukces: Wystarczy kopnąć w drzwi, a cała ta przegniła konstrukcja runie). Wprawdzie Armia Czerwona została wzmocniona dostawami amerykańskimi w ramach Lend-Lease Act, lecz uczestniczące w walkach siły pancerne i lotnictwo prawie w całości opierały się na produktach rodzimych, pomoc amerykańska to przede wszystkim ciężarówki, zestawy szynowe, leki i produkty żywnościowe, też oczywiście ważne w działaniach bojowych. W okresie wojny Rosjanie pokazali, że przynajmniej na kontynencie europejskim ich wysiłek był rozstrzygający dla losów wojny. Ustępstwa Zachodu wobec Rosjan w okresie wojny spowodowane były w największej mierze ofiarami ludzkimi w wojnie. Dla Anglosasów najważniejsza była jak najniższa liczba strat ludzkich; od tego zależał polityczny los przywódców w reżimach demokratycznych. Dla Stalina raczej przeciwnie; im więcej zginie tym lepiej (ludiej u nas mnogo) mimo  formułowanego nacisku na otworzenie frontu zachodniego. Cele Trójki się w tym aspekcie zbiegały i nie dziwi, że przywódcy zachodni gotowi byli płacić wysoką cenę. W działaniach militarnych podobnie, jak w gospodarce przed wojną objawiała się „wyższość komunizmu nad kapitalizmem”.

Stalinowska industrializacja była jednym z pierwszych przykładów przyspieszonej modernizacji zacofanego kraju w świecie. Wcześniejszym była wspaniale przeprowadzona modernizacja Meiji w Japonii i raczej kiepsko modernizacja młodoturecka w Turcji. Po Stalinie podobne inicjatywy mają już miejsce w wielu różnych krajach, jak Korea Płd., Tajwan, Singapur, Iran, Egipt, Indie, Chiny itp. Wspólną cechą tych prób były rządy autorytarne (anty-demokratyczne) i jakaś postać silnej ideologii nacjonalistycznej bądź komunistycznej usprawiedliwiającej wyrzeczenia ludności w przebiegu modernizacji. Z wymienionych krajów tylko w Chinach (1958-1976), które powtarzały eksperyment stalinowski ze znacznie gorszym rezultatem, wystąpiły masowe zbrodnie polityczne, w pozostałych krajach miały miejsce tylko rozliczne nieprawości, które ostatecznie prowadziły w wielu wypadkach do sukcesu gospodarczego i demokracji politycznej jako konsekwencji, a nie warunku modernizacyjnych przemian. Przede wszystkim są to kraje „konfucjańskie”; Korea, Tajwan, Singapur, a po wielu latach także Chiny. To, co je odróżnia od Rosji to odmienna kultura polityczna. Stalin nie mógł liczyć na spontaniczne współdziałanie (bez przymusu) własnego społeczeństwa. Ale oczywiście dalekosiężny sukces gospodarczy Korei czy Tajwanu (Rep. Chińska), które wystartowały z serią reform w latach 60tych XX w. budzi szacunek. Stalinowski wysiłek w Rosji został następnie zmarnotrawiony w latach 60-80tych XX w. przez rządy po-stalinowskie.

 

  • Geneza wielkiej czystki

Trudności w ocenie dokonań Stalina biorą się w poważnej części stąd, czy jego niewątpliwa wielkość na rosyjskiej scenie politycznej pochodziła z autentycznych zdolności politycznych lokujących go ponad bolszewickim przywództwem partyjnym czy raczej z reakcji obronnych podjętych przeciw temu przywództwu. Albo inaczej: na bardzo ważnym XVII Zjeździe WKP(b) określanym w literaturze jako Zjazd Zwycięzców (po dokonaniach kolektywizacji i pierwszej pięciolatki) Stalin nabrał uzasadnionego przekonania, że stare kadry partyjne nie pozwolą mu stworzyć jego wielkiego celu – potęgi Rosji poprzez ustanowienie jednomyślnej i posłusznej partii traktowanej jako narzędzie. Bardzo ważne narzędzie w budowie Wielkiej Rosji, ale tylko narzędzie.

Na Zjeździe ujawniła się („ujawniła” się w wyborach tajnych, gdy ok. 300 delegatów na zjazd skreśliło Stalina) opozycja przeciw przywódcy, który miał wszelkie powody rozważać nastawienia współtowarzyszy partyjnych. W 1934 r. zakończona już była kolektywizacja, była realizowana druga pięciolatka po bezprecedensowym sukcesie pierwszej i naraz na zjeździe ujawnia się grupa malkontentów (1/7 delegatów na zjazd), która nie była w stanie zniweczyć przywództwa Stalina, była jednak w stanie rozpocząć proces stopniowego usuwania Stalina z kluczowych pozycji władzy poprzez tworzenie i mnożenie rozmaitych platform i frakcji w WKP(b). Nie brakowało przeciwników kolektywizacji, którzy w następstwie sukcesów program ten poparli. Nie brakowało również „nieprzejednanych”, którzy, co zrozumiałe, nie akceptowali kosztów programu i liczby ofiar. Dyktator obawiał się skierowanej przeciw sobie koalicji „nieprzejednanych”, która mogła pozbawić go władzy i po pewnym czasie doprowadzić przed sąd, zmuszając do przyznania się do wszystkich możliwych zbrodni. Taka jest zazwyczaj dynamika procesów politycznych niezależnie od ustroju politycznego. I tak właśnie jako nieszczere i dwulicowe pochlebstwa ocenia Stalin wystąpienia na zjeździe takich polityków, jak Zinowiew, Kamieniew, Rykow, Tomski czy Bucharin reprezentujących dwa przeciwne sobie dotąd obozy partii bolszewickiej.

W połowie 1935 r. stało się jasne, że Stalin ma zamiar zmienić bazę swojej władzy poprzez wyeliminowanie starej czołówki bolszewickiej. Stwierdzał oficjalnie, że zbyt dużo mówi się u nas o zasługach przywódców Października, którym przypisuje się wszystkie „nasze” osiągnięcia. I dodawał, że jest to oczywiście nieprawdziwe i niesłuszne. Brzmiało to już złowieszczo.

W zgodzie ze znanym sobie sposobem postępowania Stalin postanowił uprzedzić działania domniemanej opozycji poprzez natychmiastową reakcję (zabójstwo Kirowa i związane z nim „śledztwa”) i drobiazgowe zaplanowanie działań dalszych (wielki terror lat 1936-1938). Z pewnością jego przedsięwzięcia były niewspółmierne do skali ewentualnego zagrożenia, były jednak skuteczne, a Stalin osiągnął zamierzone cele. Wielka czystka to było uderzenie w trzy najważniejsze filary władzy: partię, armię i policję. Jeżeli Stalinowi udało się pokonać wszystkie trzy naraz, co z perspektywy dzisiejszej wydaje się zupełnie nieprawdopodobne (wyobraźmy sobie, że prezydent Putin wydaje wojnę równocześnie własnej partii, FSB i Siłom Zbrojnym FR z barbarzyńskimi wyrokami śmierci i że może wszystkie trzy kampanie wygrać), to sugeruje ogromną siłę osobistej charyzmy ponad państwowymi instytucjami, które same w sobie posiadały niezmierną moc. To pierwsza z tajemnic ówczesnych czystek: nadnaturalna przewaga charyzmatycznego przywódcy nad organami władzy instytucjonalnej. Wystarczy przypomnieć, że czystki w armii objęły ok. 40 tys. wyższych oficerów, z których połowa została rozstrzelana, a nie znalazły się żadne dowody (poza osobistymi zawiściami Stalina) na uprzednie kiełkowanie jakiegoś spisku w armii i w trakcie czystek nie uformował się choćby spontaniczny opór w tej korporacyjnej organizacji, która zwykle nie godzi się na nadmierne wtrącanie się czynników zewnętrznych. Ściśle rzecz ujmując, znalazły się dowody na spisek spreparowane za granicą, które wzbudziły nawet nadmierne zainteresowanie Stalina.

Nie tylko przewaga przywódcy nad instytucjami i całymi zbiorowościami jest w tym okresie interesująca i domagająca się wyjaśnień. Trzy inne grupy zagadnień dalekie są od jasności:

  1. W jakim celu Stalin uruchomił tę masową rzeź wykwalifikowanych kadr? Bo, że rzeź ta osłabiała państwo wydaje się niewątpliwe. Wydaje się, że ogniska ewentualnego buntu mógł Stalin uśmierzać bez masowych rzezi.
  2. Dlaczego w sytuacji zagrożenia dla niemal wszystkich nie ujawnił się społeczny, zbiorowy (w odróżnieniu od indywidualnego) opór przeciw bezprecedensowym akcjom sił bezpieczeństwa?
  3. Jak jest możliwe, że właśnie wtedy Stalin umocnił kontrolę nad społeczeństwem, kult własnej osoby i uzyskiwał nadzwyczajne poparcie zachodnich intelektualistów?

Poniżej zarysowane próby odpowiedzi na te pytania pomijają liczne i pojemne na te tematy dyskusje w przeszłości. Wydaje się, że Stalin stawiał sobie następujące główne cele swojej akcji (A):

– Zapobieżenie konsolidacji partyjnej warstwy uprzywilejowanej (w późniejszym języku określanej jako nomenklatura partyjno-państwowa) nie dopuszczając jej do przekształcenia się w nową klasę wyzyskiwaczy. Stalin obserwował od początku przewrotu bolszewickiego skłonności dygnitarzy partii do zawłaszczania (nie)należnych przywilejów w nowym ustroju, czemu towarzyszył pasożytniczy stosunek do władzy rozumianej jako kapitał i przywilej, a nie służba publiczna przy wzrastającym zepsuciu i niekompetencji. Tej tendencji brutalnie się przeciwstawił i taka była geneza wielkiej czystki. W gruncie rzeczy przez hekatombę lat 30tych Stalin ustalił, że wyłącznie on sam może być oficjalnie uznany za podmiot woli ponad partią (i państwem, społeczeństwem), a reszta struktury partii ma się tej woli podporządkować. Osobista skromność Stalina (asceza) była przy takim rozwiązaniu gwarancją, że „rozpasanie nomenklatury partyjnej” nie odbędzie się kosztem społeczeństwa. Późniejsze zmiany w epoce Chruszczowa wyeliminowały ten element „jedynego najwyższego sędziego” osądzającego uprzywilejowaną mniejszość i postawiły kierownictwo partii poza wszelką kontrolą. Za Stalina partia, a zwłaszcza jej władze funkcjonowały w cieniu bata, który w każdym momencie mógł być uruchomiony. Tego bata, kontroli nad partią, po Stalinie już nie było i rozpoczęła się faza spadkowa w rozwoju komunizmu.

– Fluktuacja kadr (cyrkulacja elit) wydaje się niewielkim zmartwieniem władców w państwie komunistycznym. Zwalnia się po prostu zajmujących wysokie stanowiska i wyznacza ich następców. Jednak praktyki i procedury wykształciły się, co zrozumiałe, po pewnym czasie. A ponadto ówczesne zmiany np. w armii (redukcja znaczenia kawalerii na rzecz sił pancernych, innowacje takie, jak desanty powietrzne itp.) obejmowały procesy szybkie w czasie i wymagały masowych i natychmiastowych zmian personalnych. Stalinowskie rozwiązanie pomijające czynniki ludzkie i zdecydowanie likwidujące ludzi było jednym z wielu możliwych sposobów rozwiązania problemu wymiany kadr i pewnie nie najrozsądniejszym, ale też mało ryzykownym, jeśli nie wystąpi opór i przeciwdziałanie zainteresowanych, co przecież nie nastąpiło. W bezpiece zmiana szefa (Jagoda, Jeżow) powodowała wymianę kadr na stosunkowo niskich nawet stanowiskach. W ogromnej większości zwalniani ludzie byli likwidowani i chyba element ryzyka przy pozostawieniu ich przy życiu był najistotniejszy.

– Strach. Czystki, wielki terror budziły przemożny strach we wszystkich warstwach ludności i wszystkich organach państwa. Stalin uznał wzbudzenie w społeczeństwie, a zwłaszcza w organach władzy, strachu za czynnik pozytywny przywiązujący raczej jednostkę do władzy (i Stalina jako symbolu władzy) niż czynnik obezwładniający jednostkę i jej działania. I tu się nie pomylił. Nawet przekonania najbardziej przychylne władzy mogą ulec zmianie i jest to zależne od woli jednostki, a wolę tę trudno kontrolować. Natomiast strach jest zawsze zależny od władzy, która strach wzbudza. Jeżeli natężenie strachu nie ulega redukcji, to sytuacja społeczna jest przewidywalna.

Wyjaśnienie nieobecności oporu wobec represji i dokonującego ich rozbudowanego aparatu jest o wiele trudniejsze niż zrekonstruowanie motywacji władcy do ich stosowania. To jest jedna z nierozwiązanych zagadek tamtego czasu. Warto zwrócić uwagę, że od kolektywizacji, kiedy opór się jeszcze pojawiał w dość licznych ogniskach buntu, upłynęło zaledwie sześć-siedem lat. A przecież obiektem represji byli nie rozproszeni i zupełnie bezbronni chłopi, lecz resorty dobrze zorganizowane i sprawnie dowodzone, jak armia czy policja, a  partia miała się składać z ludzi o jakoby nadzwyczajnej odwadze. Do rzadkości już należało nawet, jak pisze Sołżenicyn i wspomina wielu innych pisarzy tego okresu, skorzystanie z nadarzającej się możliwości ucieczki. I do tego jeszcze  mało spotykanym było nieobciążanie innych w toku dochodzenia i śledztwa. Do chlubnych wyjątków należał Mortemian Riutin, stary bolszewik-nauczyciel, który wsławił się założeniem antystalinowskiej platformy w partii, wzywającej do obalenia dyktatora. Poddany nieludzkim torturom zachował się przyzwoicie w przeciwieństwie do wielu najwyżej ustawionych towarzyszy. I wreszcie, wiele ofiar rozstawało się z życiem z okrzykiem na cześć Stalina na ustach. W tym gąszczu działań i motywacji jednostek w sytuacji zagrożenia nie widać lepszego wyjaśnienia niż wyniesienie w świadomości indywidualnej Stalina ponad zwykłą egzystencję ludzką w kierunku bytu ponadludzkiego, nieomal boskiego demiurga i zarazem „pozbawienie go wiedzy” o dokonujących się procesach. Typowe w tej epoce było przekonanie o niewiedzy autokraty (…gdyby Stalin o tym wiedział…?), zerwaniu się NKWD „ze smyczy” i jej pozaprawnych działaniach. Była w tym  niekonsekwencja słowa i czynu: jeśli policja działała samowolnie i nielegalnie, to opór wobec niej winien być postrzegany jako usprawiedliwiony, tymczasem opór na ogół nie występował. Stalin zajął w umysłowości zwykłych Rosjan miejsce Boga w bardziej fideistycznych przeszłych dziejach. Bóg wzbudzał strach w sercach ludzkich, ale był uwielbiany i ludzie byli gotowi umrzeć dla chwały bożej. Podobnie było w epoce Stalina. Przekonanie, że tylko strach motywował działania jednostek było w tamtej epoce psychologicznie fałszywe.

 

  • Kontrola nad umysłami

W wyniku przemian lat 30tych XX w. (kolektywizacja, modernizacja, czystki i terror) Stalin został wyniesiony wysoko ponad społeczeństwo i z tego wyniesienia postanowił skorzystać. Kolejny zespół jego działań wobec społeczeństwa odsyła do umiejętności magicznych mających oczarować masy. I to przedsięwzięcie mu się udało. Korzystając ze stworzonej w jego czasach infrastruktury elektroenergetycznej Stalin oplótł wielki kraj siecią przekaźników, głośników (kołchoźników) nadających z Moskwy wyłącznie prawomyślne treści i kin emitujących obrazy zatwierdzane osobiście przez dyktatora i także zawierające treści wychowawczo-propagandowe. W okresie postępującej kolektywizacji i konfliktów na wsi przekaz filmowy był tak wyrazisty, że widzowie (ludzie prości) byli często skłonni weń uwierzyć w większym stopniu niż w rzeczywisty obraz wsi oglądany na własne oczy. Żołnierze Armii Czerwonej wprowadzani oddziałami do kin na rozkaz mogli się przekonać, w jaki sposób wrogowie władzy radzieckiej wspięli się na najwyższe pozycje dowódcze w armii.

Z obecnej perspektywy i po doświadczeniach epoki po-stalinowskiej może się to wydać działaniem zarówno pompatycznym, jak próżnym. Należy jednak pamiętać, że było to w początkach masowego oddziaływania agit-propu, a najwyższy reżyser spektakli dbał o to, żeby ich przekaz nie rozmijał się z potencjalnym odbiorem, co po Stalinie wcale nie było regułą. Stalin był wybitnym twórcą masowej wyobraźni tworzącym postawy jednostek. To było oddziaływanie na masy, kołchoźników, żołnierzy, robotników przemysłowych, których należało urabiać w kierunku akceptacji celów i założeń partii, na której czele stał sam Stalin. Już wtedy nie było tak ważne, że miała to być partia komunistyczna, choć na ogół tę nazwę eksploatowano. Partia to był przede wszystkim jej wódz. Ten nie uchylał się nigdy od odpowiedzialności za nią. Stalin doprowadził do powstania setek „wsi potiomkinowskich”, a właściwie całą Rosję przekształcił w jedną „wieś potiomkinowską” z ogromnymi plakatami, posągami, pomnikami jako symbolami nowej wiary.

Naród wielbił Stalina i to nie tylko ze strachu. Aleksander Zinowiew, radziecki dysydent i twórca pojęcia homo sovieticus, chyba najlepiej odmalował psychospołeczne tło stalinizmu i wiarę zwykłych ludzi w Rosji w Stalina. Miliony ludzi w tej epoce (1924-1953) brało udział w społecznym awansie z samych dołów społecznych na wyższe pozycje na skalę nieznaną nie tylko w dotychczasowej historii Rosji, ale i świata. Ameryka była wcześniej krajem ludzi-uczestników karier od pucybuta do milionera, ale Rosja stalinowska przekroczyła ten mit, skolektywizowała amerykański mit indywidualistyczny. Kraj, w którym syn szewca mógł stać się generalissimusem, otwierał przed milionami widoki awansu nigdy wcześniej nieoglądane. Podobnie głębokie zmiany następowały na wsi rosyjskiej. Zupełnie nowi chłopi-kołchoźnicy zostali pozbawieni balastu obszarników, kupców, lichwiarzy, choć byli nadal wykorzystywani przez państwo. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że już po upadku ZSRR nie wystąpił społeczny pęd ku opuszczaniu kołchozów. Stalinowski awans społeczny na masową skalę dokonałby się być może i bez Stalina, choć nie jest to pewne; zaraz po śmierci Stalina drożność kanałów awansu stopniowo wysychała. Ale nawet przy założeniu, że masowy awans społeczny mógł się dokonywać bez Stalina, to jednak w świadomości uczestników tego procesu ich jednostkowy awans był nierozdzielnie spleciony z ówczesnym przywódcą. Sukcesor Stalina, Chruszczow, zawdzięczał swoje nadspodziewane wyniesienie osobistej woli Stalina i jego żony. Miliony ludzi w ZSRR miało powody do wyrażania wdzięczności przywódcy ZSRR wyniesionemu wysoko ponad wszystkich ludzi w ZSRR.

Do opanowania umysłów inteligencji służyła literatura i teatr i Stalin nie zaniedbał również tych obszarów oddziaływania. Przed nim twórcy cieszyli się swobodą nawet z pewnym poszanowaniem dla nurtów antyradzieckich. Sami twórcy jednak w większości odrzucali nurty przeciwstawiające się władzy radzieckiej i zmierzali do wypracowania „kanonu radzieckości” w literaturze i sztuce pośród kierunków takich, jak awangarda czy futuryzm. Taka była geneza realizmu socjalistycznego skwapliwie przyjętego przez Stalina. Od tego czasu socrealizm mógł służyć jako maczuga ideologiczna w walce ze wszystkim, czego Stalin nie akceptował. W każdym razie elita twórcza Rosji przyczyniła się pośród różnych środowisk i warstw w największym stopniu do wyniesienia Stalina ponad naród. Naturalnie nie brakowało w niej oponentów i prześladowanych ofiar.

I przede wszystkim, stalinizm był nie tylko systemem politycznym. Był także mentalnością i sposobem życia Rosjan. Wtedy właśnie rozkwitły widowiska masowe, festyny, organizowane akademie, pieśni o charakterze patriotycznym, a wszystko to dla sławienia radości życia. I pomyśleć; wokół terror grożący śmiercią, a zwykli ludzie tryskają radością życia. Właśnie wtedy, w okresie terroru Stalin błysnął jedną ze swoich życiowych mądrości: życie stało się lepsze, życie stało się weselsze.

 

  1. Podstawy i styl przywództwa

Stalin był politykiem zasługującym na miano wybitnego męża stanu, tytuł osiągalny w Rosji przez niewielu przed nim i po nim, jeśli przez kogokolwiek w ogóle. Jak mówił w Izbie Lordów w 1959 r. na okoliczność osiemdziesięciolecia urodzin Stalina (już po jego śmierci jubilata i po rewelacjach Chruszczowa) sir Winston Churchill Stalin był …człowiekiem niezwykłej energii, erudycji i niezłomnej woli, surowym, szorstkim, bezlitosnym w czynach i w rozmowie …. Emanowała z niego tak olbrzymia siła, iż wydawał się niepowtarzalny pośród przywódców wszystkich czasów i narodów … Znamionowała go głęboka, pozbawiona wszelkiej paniki, logiczna mądrość. Był niedościgłym mistrzem odnajdywania wyjścia z najbardziej nawet beznadziejnej sytuacji … Był największym, niemającym sobie równych na świecie dyktatorem …. Zastał Rosję z sochą, zostawił ją zaś wyposażoną w broń atomową. Cokolwiek by o nim powiedzieć, historia i narody o takich nie zapominają. (za: E. Duraczyński, Stalin. Twórca i dyktator supermocarstwa. wyd. Bellona, Pułtusk 2012)

Churchill podkreśla w przytoczonym fragmencie najistotniejsze, jak się zdaje, cechy Stalina jako człowieka i polityka. Nie można wątpić, że w czasie wygłaszania tej opinii rozporządzał o jubilacie wszelką dostępną wówczas wiedzą. „Największy na świecie dyktator” nie będzie jednak ze względu na swoje zasługi zapomniany, zwłaszcza w Rosji. I w tym się brytyjski polityk nie pomylił.

 

  • Przywództwo charyzmatyczne

Stalin nie był twórcą, jak wcześniej zaznaczono, despotycznej władzy partii. Jego cechy osobowe nie stanowiły zgoła podstawy takiej władzy. Twórcą systemu władzy z wyróżnioną i niepodważalną pozycją partii komunistycznej był Lenin. Partia leninowska miała przypominać dobrze zorganizowaną sektę, w której słowo wodza-proroka jest przyjmowane, jak głos z nieba, któremu nie wolno się przeciwstawiać. Nawet, jeśli głos ten nakłania do czegoś niespodziewanego i nienaturalnego, jak np. zbiorowe samobójstwo na wezwanie proroka znane z praktyki niektórych sekt. Tę cechę przywództwa określa się od czasów M. Webera mianem przywództwa charyzmatycznego, a sam grecki termin charisma (dar) zaczerpnięty z teologii oznaczał wyjątkowe, nieosiągalne dla innych atrybuty i cechy, predestynujące ich posiadacza do przywództwa wspólnotom spojonym silną wiarą. Wierzy się, że przywódca ma misję do wypełnienia, a zwolennicy spontanicznie uznają jego wyjątkowe atrybuty i sprzyjają jego misji także z pogwałceniem obowiązujących norm prawa, jeśli autorytet przywódcy tego wymaga.

Lenin stworzył taki system w rosyjskiej partii bolszewików. Jednakże w opinii Stalina z późniejszego czasu charyzma Lenina była niewystarczająca, skoro nie zawsze oddziaływał siłą swojego autorytetu, a musiał wchodzić w „upokarzające” spory we własnej partii, jak na X Zjeździe RKP(b) wokół NEP. Stalin postanowił ten system usprawnić i wyeliminować samą możliwość wystąpienia przeciw kierownictwu partii czyli sobie. I istotnie, od lat 30-tych otwarte krytyki kierownictwa partyjnego już nie mają miejsca. Od tego czasu Stalin skupił pełnię władzy, a jego charyzma została uznana powszechnie i bez zastrzeżeń. Ale Stalin tylko „udoskonalił” dzieło Lenina, W innej sprawie jego udział był znacznie większy i przewyższający osiągnięcia Lenina. Rewolucja stalinowska swoimi osiągnięciami od początku lat 30-tych zdecydowanie dystansowała leninowską rewolucję bolszewicką (1917-1924).

 

  • Rządy osobiste

Niczym nieograniczona charyzma Stalina pozwalała mu na sprawowanie niczym nieograniczonych rządów osobistych. Nawet w okresie najwyższego uznanego autorytetu Lenina jego władza nad partią i narodem nie przekraczała granic, jakie przekraczała już w okresie stalinowskim. Nigdy w historii dotychczasowej, ani tym bardziej później wola jednego człowieka nie znaczyła tak wiele w różnych szczegółach życia państwa, narodu i nawet w życiu poszczególnych ludzi. Chodzi nie tylko o zatwierdzanie planów gospodarczych, szczegółów zarządzania kołchozami, kampanii przeciw „sabotażystom” w konkretnym zakładzie czy kołchozie. Obszar spraw poza-gospodarczych czy poza-politycznych pozostawał także pod czujnym okiem Gospodarza, jak lubił się z aprobatą określać.

Stalin rezerwował sobie prawo dopuszczania dzieł literackich, sztuk teatralnych, dzieł filmowych, także tytułów prasowych do swojej wyłącznej dyspozycji. To niepojęte, jak przy tylu obowiązkach państwowych znajdował czas na tak indywidualne decyzje. Chruszczow starający się naśladować Stalina w tej „decyzyjnej” dziedzinie w pierwszym okresie swojej działalności nie podołał zadaniu już przy pierwszej decyzji odnoszącej się do Sołżenicyna Jeden dzień w życiu Iwana Denisowicza. I biurokracja partyjna odsunęła go od tych „obowiązków”, w których okazał „brak wyczucia”.

Żaden dyktator nie działa sam. Jest to siłą rzeczy władza zależna od współpracowników, palatynów, doradców czy, jak w czasach Stalina mówiono i pisano, od saratników. Każdy z nich miał powierzony sektor swojej wyłącznej władzy (naturalnie z „inspirującym” udziałem Stalina). W okresach mobilizacji władzy dla wykonania specjalnych zadań, jak np. kolektywizacja, saratnicy byli posyłani w przydzielone przez Stalina regiony do kierowania skomplikowanymi problemami na miejscu łącznie z egzekucjami. Od tych zadań nie uchylał się również Stalin. Zaufany współpracownik Stalina uczestniczył we władzy i jej przywilejach, ale jego los całkowicie zależał od autokraty. Mógł wieczorem uczestniczyć na przyjęciu w Kuncewie, by rano dnia następnego znaleźć się na Łubiance, jak podkreślał w swoich wspomnieniach Chruszczow. Jednak całkiem spora grupa współpracowników Stalina przeszła z nim całą drogę od rewolucji aż do śmierci wodza. Należeli do niej Mołotow, Mikojan, Woroszyłow, Kaganowicz, Kalinin. Wszyscy współpracownicy Stalina byli osobiście wybrani, nominowani i naznaczeni przez Stalina.

Stalin popełnił znaczną ilość dobrze znanych i potwierdzonych gaf i błędów, niekiedy błędów zagrażających przetrwaniu kraju, jak nadmierne zaufanie do Hitlera (niezmiernie rzadkie u niego) w przededniu i na początku wojny, ale też zasłużył się w różnych okresach nieprawdopodobnymi sukcesami zarówno wewnątrz kraju, jak w polityce zagranicznej. We wszystkich tych wypadkach podstawowe były jego własne decyzje, współpracownicy nie mieli żadnego udziału w tych decyzjach i właściwie nie dorastali do poziomu, z którego decyzje te zapadały.

W najbardziej uproszczonym, ale też niedalekim od prawdy, schemacie historia Rosji za czasów radzieckich ukazuje dwie fazy. Pierwsza to absolutne, totalne rządy jednostki, której całkowicie podporządkowują się wszyscy z najwyższymi dostojnikami włącznie. W tej fazie jedynowładca w pełni kontroluje wszelkich funkcjonariuszy. Druga faza to autonomia najwyższych dostojników (kolektywne kierownictwo), którzy znajdują liczne drogi i powody umacniania własnych interesów i dochodzenia do nich, a podobny wzór przekazują niższym funkcjonariuszom. Społeczeństwo jako ogół więcej traci w tej drugiej fazie „interesów grupowych”.

Nadludzkie nieomal wyniesienie Stalina ponad najbliższych współpracowników i cały naród sugerowały zwykłym ludziom przeświadczenie, że Stalin to nie tyle konkretny człowiek, co pewna siła tkwiąca w państwie i społeczeństwie. Sam Stalin wykazywał podatność na tę sugestię, czy raczej tworzył ją. W swoich przemówieniach stosował często ten zabieg mówiąc o Stalinie, jak gdyby nie mówił o sobie, a o sile (energii), która jego wolę determinuje.

 

  • Inspiracje historią Rosji

Konstruując własne zasady sprawowania władzy Stalin nie korzystał z zasobów ideologii komunistycznej. Po Leninie odziedziczył charyzmę będąc wytworem systemu, choć nie jego ideologii. Nie poszukiwał wskazówek w marksizmie czy w ideach komunistycznych, jak ma traktować podległych sobie obywateli czy poddanych. W tym względzie bardziej dlań użyteczna była historia ustrojów, zwłaszcza historia ustroju Rosji, z której chętnie korzystał.

Rosja jest przesiąknięta dziedzictwem samodzierżawia, w którym ludzie mają służyć władcy, a nie władca ludziom. Władca jest pomazańcem bożym trzymającym w swoich rękach życie i śmierć poddanych. Władzy nie trzeba uzasadniać, jako pochodząca od Boga ma źródła transcendentne. Pomimo osobistej niewiary w Boga Stalin wykorzystywał to uzasadnienie z powodów socjotechnicznych.

W galerii dawnych despotów Rosji car Iwan IV Groźny był wyróżnioną postacią Stalina do tego stopnia, że wzorował się na jego dokonaniach, jak stworzenie opriczniny czy usuwanie się z życia publicznego na jakiś czas celem wypróbowania poddanych. Uważał się za kontynuatora dzieła Iwana Groźnego stanowiącego ucieleśnienie władzy jednego człowieka (autokraty) przeciw uprzywilejowanym bojarom. Sądził przy tym, że nieskrępowany religijnym poczuciem winy Iwana przeprowadzi dzieło przemian Rosji w sposób o wiele skuteczniejszy. Stalin trzymał w uścisku aparat partyjny w interesie narodu. Nie było już nad nim żadnej kontroli. Jak za Iwana IV.

 

  1. Zbrodnia i przemoc jako narzędzia procesów historycznych i przemian ustrojowych

W wywiadzie udzielonym H. G. Wellsowi zwraca Stalin uwagę na wagę władzy, którą posiadać musi ktoś, kto chce zmieniać „postać świata”. Ludzie o najlepszych zamiarach nie zmienią niczego, jeśli nie posiądą władzy. Z drugiej strony żaden stary porządek nie jest nigdy tak do cna przegniły, że zawali się sam. Porządek to nie drzewo zwalające się na ziemię w wyniku przegnicia. Może trwać długo nawet, jeśli nie nastąpią czynne akty, jeśli nie zostanie dobity przez ludzi ambitnych dążących do władzy według wzoru danego przez Pareto w teorii cyrkulacji elit. Nie wiadomo, czy Stalin znał dzieło włoskiego socjologa, miał jednak zbliżone intuicje.

W tymże wywiadzie Stalin odwołuje się do ulubionej przez siebie analogii z Cromwellem dobijającym przegniły stary porządek w Anglii XVII w. Analogia jest uzasadniona, jeśli wziąć pod uwagę, że Cromwell modernizował Anglię tak, jak Stalin Rosję. Co prawda dystans czasowy wynosi w tym wypadku 300 lat, ale problemy do rozwiązania na tej olbrzymiej przestrzeni czasowej w obu krajach pozostały podobne. W międzyczasie, 150 lat przed Stalinem również podobne problemy postawiła rewolucja we Francji. Analogia jest równie uzasadniona liczbą ofiar (koszty ludzkie) przemiany. Stalin jest pospolicie i słusznie uważany za jednego z największych zbrodniarzy w historii świata. Ale Cromwell niewiele mu ustępuje; zależy, jak liczyć. Według wyliczeń historyków brytyjskich kampania Cromwella w Irlandii (wówczas 1,5 mln mieszkańców) pochłonęła 20-30% populacji tego kraju w okresie kilku lat. Takiego odsetka ofiar w społeczeństwie rosyjskim czy ukraińskim nie imputują Stalinowi nawet najwyżej w górę idące wyliczenia. W XVIII w. naród irlandzki wszedł pozbawiony zupełnie warstwy posiadaczy.

I wreszcie, Cromwell jest w brytyjskim społeczeństwie szanowany jako wybitna postać historyczna. Zajmuje on 10. pozycję w rankingu najwybitniejszych Brytyjczyków wszechczasów ogłoszonym przed paru laty przez BBC. Jest to podstawa do mniemań, że pozycja Stalina w społeczeństwie rosyjskim będzie w przyszłości wzrastać w miarę zacierania pamięci o ofiarach zbrodni Stalina. Któż dziś pamięta o zbrodniach Cromwella czy Robespierre’a, ludzi, którzy w opinii ich narodów, zmienili ich kształt społeczny i gospodarczy.

 

  1. W oczach Zachodu

Od początków przewrotu bolszewickiego pojawiało się w Rosji wielu zafascynowanych entuzjastów zachodnich spodziewających się nieomal nadnaturalnych zdarzeń i unieruchomienia dotychczasowych procesów historycznych. Jest interesujące, że faza rewolucji liberalno-demokratycznej z rządami Lwowa i Kiereńskiego nie angażowała nawet drobnej części takiego entuzjazmu, choć instytucje demokratyczne w kraju takim, jak Rosja były nadspodziewane.

Formująca się wówczas zachodnia lewica przeciwstawna socjalistom i socjaldemokratom, a gromadząca poza masami robotniczymi głównie literatów i artystów jako proroków nowych idei uznała bez ogródek, że ta oszałamiająca bolszewicka przemiana ustrojowa nie obędzie się bez ofiar ludzkich i z góry takie ofiary usprawiedliwiała powołując się na słowa Lenina, że rewolucja bez plutonów egzekucyjnych nie zasługuje nawet na miano rewolucji. Do śmierci Lenina rewolucja i wojna domowa pochłonęła życie przynajmniej miliona ludzi, a żadnego ze swoich formułowanych celów nie osiągnęła. Liczba ofiar w imię ideowych fantazji i jej niewymuszona akceptacja daje jakieś pojęcie o charakterze natury ludzkiej. Można w długich debatach utrzymywać nieredukowalną wartość życia ludzkiego, ale po pojawieniu się jakiegoś szczytnego, choć niesprawdzalnego, celu wychodzi na jaw rzeczywiste dążenie aktorów działań. Ofiary procesu rewolucyjnego wcale zwolennikom rewolucji nie przeszkadzały i nie mąciły ich spokoju także i później włączając w to wydarzenia rewolucyjne w Azji i Ameryce Łac.

Zawzięta walka wysoko lokowanych w strukturze władzy bolszewików i ich stronnictw po śmierci wodza wyniosła Stalina na czoło przemian, by po kilku latach przejść w nową stalinowską fazę rewolucji z wygaszeniem sporów wewnętrznych i znacznie ewidentniejszymi efektami gospodarczymi i politycznymi. Lewica zachodnia bezboleśnie przeniosła na Stalina źródło komunistycznego autorytetu i tak było przynajmniej do czasu tajnego referatu Chruszczowa z 1956 r. W tym czasie nie stawiano sobie w ogóle egzystencjalnych pytań o milionowe ofiary i o sprawców tych ofiar.

Z perspektywy czasu niepojęta jest niekłamana akceptacja dokonań Stalina i to niekoniecznie przez reprezentantów lewicy komunistycznej takich, jak, procesy moskiewskie czy głód na Ukrainie i Kaukazie. Delegowani do Moskwy na procesy przeciwników Stalina brytyjscy prawnicy i dziennikarze stwierdzali, że procedury sądowe są stosowane wcale nie gorzej, a pod wielu względami lepiej niż na Wyspach. Amerykański dziennikarz NYT Walter Duranty odebrał nagrodę Pulitzera w 1932 r. za serię reportaży o  ZSRR wychwalających postępy komunizmu, w których pisał, że wszelkie opowieści o wielkim głodzie na Ukrainie są przesadą lub złośliwą propagandą. „Humanitarne” zapatrywania lewicy i jej „szacunek dla życia ludzkiego” zgodnie z oczekiwaniami Stalina najlepiej wyrażał później Sartre: Władza rewolucyjna musi się pozbyć pewnej grupy ludzi, którzy jej zagrażają, a ja nie widzę innego środka niż ich zgładzenie. Z więzienia zawsze można wyjść. Takie świadectwa z Zachodu można mnożyć.

Stalin był rad. Orientował się, że w każdej sytuacji może liczyć na zachodnich „użytecznych idiotów”. Już w latach 20tych XX w. tworzyły się towarzystwa przyjaciół Rosji Sowieckiej z niesłychaną ilością intelektualistów, głośnych nazwisk ówczesnych. Elity literatury i sztuki wzniosły się w kolejnej dekadzie na szczyty lizusostwa i wazeliniarstwa wobec Związku Radzieckiego nieosiągalnego wcześniej i później. Stalin nie krył nawet swojej wzgardy wobec tego towarzystwa. A poza tymi elitami istniały przecież jeszcze partie polityczne, szczególnie komunistyczne, media ówczesne i, co najważniejsze, środowiska robotnicze i pracowników najemnych. W sumie można po II wojnie, w szczycie wpływów komunistycznych, liczyć na kilkanaście-kilkadziesiąt milionów zwolenników Stalina na Zachodzie. Samo zjawisko polityczne, nieskrywana sympatia dla przywódcy obcego państwa ze sztandarami, portretami, cytowanymi myślami częstymi wówczas zwłaszcza we Włoszech i we Francji, jest zjawiskiem nowym na zachodniej scenie politycznej. To też zasługa Stalina. W swoich bardzo przemyślanych kalkulacjach postanowił on odwieść Francuską Partię Komunistyczną od przejęcia władzy we Francji po wyborach z 1945 r. Komuniści naturalnie się posłuchali; kto śmiałby postąpić w niezgodzie z decyzją Stalina. A i nie przychodziło aktorom ówczesnych wydarzeń wejrzeć w motywacje niekwestionowanego wodza. Może poszanowanie rozstrzygnięć jałtańskich (podział Europy) było w tym wypadku kluczowe?

Do śmierci Stalina, a właściwie do potępienia despoty przez Chruszczowa, byłego saratnika i współuczestnika systemu zbrodni stalinowskich, autorytet wodza-despoty był niezachwiany zarówno w Rosji, jak poza nią. Rozróżnienie jest o tyle istotne, że poza Rosją nie funkcjonował przecież strach jako źródło autorytetu, rzekomo nieprzezwyciężalny w samej Rosji (jak gdyby okrzyki… za rodinu, za Stalinu … w obliczu śmierci były wznoszone ze strachu). W każdym razie żaden strach nie zniewalał np. włoskiego fornala czy francuskiego robotnika do popierania obcego przywódcy proletariatu światowego, ale nadzieje na przyszłość, a przede wszystkim ideologiczna wiara i charyzma tego przywódcy.

W związku z powyższym dziwi reakcja pro-stalinowskiego świata zachodniego na referat Chruszczowa. Tłumaczyli sobie, że prawdę przed nimi skrywano, że niczego nie wiedzieli … Jak łatwo mogą ginąć miliony bez wiedzy ludzi w świecie zewnętrznym? Z drugiej strony dowodzono: przecież prasa donosiła; prasa burżuazyjna? Ale trockiści? Ci nie są elementem propagandy burżuazyjnej. To wszystko niewarte rozważania. Ogólnie filo-stalinowcy wszystko wiedzieli, szczegółów naturalnie nie znali. Dziesięć lat po referacie Chruszczowa Mao-Tse-Tung w Chinach rozpoczął Wielką Rewolucję Kulturalną (wypadło ok. 20 lat od Rewolucji Chińskiej podobnie, jak stalinowska Wielka Czystka 20 lat po Rewolucji Październikowej). W chińskich procesach, w odróżnieniu od radzieckich, zaangażowany był ogół społeczeństwa, a nie tylko wyspecjalizowane, profesjonalne siły policyjne znające różnicę między postępowaniem jawnym i tajnym. W okresie rewolucji kulturalnej w Chinach (1966-1968) zginęło więcej ofiar niż w okresie Stalina, i to na oczach tłumów. W tamtym czasie Nowa Lewica, odróżniona od starej lewicy popierającej Stalina, nie mogła już tłumaczyć, że niczego widziała, niczego nie wiedziała, niczego wcześniej nie wywąchała. Wszystko było, jak na dłoni, i chodziło o poparcie komunistów chińskich. Nie szkodzi, że z milionami niewinnych ofiar.

W tym miejscu zastanawiamy się jednak wyłącznie nad fenomenem Stalina. Jak to, może ktoś zapytać, ma być wcieleniem zła, gdy jeszcze przed dwoma-czterema laty był geniuszem w tym i owym? To niepojęte; miał miliony  zwolenników, a później ani jednego obrońcy? To natura systemu komunistycznego, który, o dziwo, okazał się silniejszy niż Stalin. Żaden obrońca na Zachodzie nie poważył się głośno na obronę jego dobrego imienia. W takiej sytuacji szanowany przeciwnik, twórca zachodniej propagandy o „żelaznej kurtynie” Winston Churchill poważył się na obronę nieżyjącego już i potępionego dyktatora mimo, że nie miał w tej obronie żadnego interesu własnego i brytyjskiego.

 

  1. Epoka stalinowska <> epoka po-stalinowska

Stalin zmarł w marcu 1953 r. Żałoba była ogólnonarodowa i trwała kilka dni. Głos zabrał wówczas także zwierzchnik Cerkwi Prawosławnej Aleksy I, patriarcha Moskwy i Wszechrusi. W posłaniu skierowanym na ręce rządu radzieckiego wyraził żal z powodu zgonu wielkiego budowniczego narodowego szczęścia … Rosyjska Cerkiew Prawosławna nigdy nie zapomni Jego życzliwego stosunku do jej potrzeb … O prześladowaniach Cerkwi za Stalina patriarcha nie wspomniał.

Stalin rządził imperium prawie 30 lat (1924-1953). Jego kilku następców rządziło łącznie 37 lat (1953-1991), po czym imperium odmiany radzieckiej zakończyło swój żywot. Po-stalinowska faza ZSRR trwała na podstawach stworzonych przez Stalina (system jednopartyjny, scentralizowana gospodarka, prześladowania ludzi uznanych za wrogów) z jednym wyjątkiem masowych egzekucji zarówno wrogów, jak wysoko postawionych funkcjonariuszy partyjnych i państwowych. Naturalnie Stalin po swojej śmierci nie ponosi odpowiedzialności za przejęcie przez następców jego innowacji ustrojowych.

Dla Chruszczowa nie do przyjęcia było rozstrzeliwanie uczciwych, pryncypialnych komunistów, choć o rzeczywiście niewinnych ofiarach kolektywizacji wspominał jako wrogach władzy radzieckiej przeznaczonych do unicestwienia, w czym zresztą sam uczestniczył. Praktyki wprowadzone za Chruszczowa (uwolnienie funkcjonariuszy partyjnych spod kontroli przywódcy) przetrwały jego epokę i doprowadziły w późnym ZSRR do całkowitej  samowoli różnej rangi kacyków partyjnych, „uczciwych i pryncypialnych komunistów”. Szczyty korupcji aparatu partyjno-państwowego nastąpiły w ZSRR za Breżniewa, by doprowadzić w efekcie już po Breżniewie do zupełnego rozkradania majątku narodowego i utworzenia nieusuwalnej warstwy oligarchicznych właścicieli. Za Stalina państwo było wolne od pospolitej w Rosji hydry korupcji. Ale też pewne cechy stalinowskiego systemu rządzenia były nie do utrzymania bez obecności Stalina i jego ugruntowanego autorytetu. Dla następców śmierć Stalina tworzyła poczucie bezpieczeństwa pozbawione już choćby skinienia jego „nieomylnego palca”.

Stalin położył największe zasługi w rozbudowie do monstrualnych rozmiarów aparatu rządzenia państwem. Jednocześnie był żywotnie zainteresowany ograniczeniem przywilejów tego aparatu („wąskiej grupy trzymającej władzę”) do niezbędnego minimum, aby rozdęte nadmiernie przywileje nie zniszczyły celu, jakie przyświecał przewrotowi z 1917 r., tzn. budowie państwa sprawiedliwości społecznej. Autokrata dążył do takiego usytuowania aparatu rządzącego, aby jego przewaga polityczna i gospodarcza nad społeczeństwem nie doprowadziła do uformowania się nieusuwalnej, a zapewne i dziedzicznej wąskiej warstwy rządzącej złożonej z tegoż aparatu i porzucenia przez nią służby publicznej dla społeczeństwa. Nie miał lepszego pomysłu, jak brutalne rozstrzeliwania funkcjonariuszy aparatu i pozbawienie ich poczucia elementarnego bezpieczeństwa. W sytuacji zagrożenia utratą życia człowiek stara się nie ulegać wielkim i drobnym nawet pokusom.

Po Stalinie dokonywał się zrazu powolny, później przyspieszony, w każdym razie systematyczny proces emancypacji aparatu partyjno-państwowego połączony niekiedy z uwłaszczeniem, a zawsze z rozkładem komunistycznego wyznania wiary traktowanego już ze znacznie mniejszą powagą w porównaniu z epoką stalinowską. Szybko próchniały podstawy państwa sprawiedliwości społecznej.

Stalin stworzył podstawy gospodarczej potęgi ZSRR i Rosji i w jego czasach państwo to było zdolne do konkurowania ze światowymi potentatami w gospodarce. Tylko w epoce stalinowskiej sukcesy gospodarcze i militarne czyniły otwartym pytanie, który z systemów, socjalizm czy kapitalizm jest bardziej sprawny i efektywny. W końcu epoki Stalina rozpoczęto produkcję broni jądrowej i przygotowano infrastrukturę dla lotów kosmicznych. Kosmos zaliczył sobie Chruszczow jako swój sukces, ponieważ podbój przestrzeni kosmicznej (1957) rozpoczął się za jego władzy. Olśniony wcześniejszymi sukcesami gospodarki radzieckiej Chruszczow ogłosił (1961) w duchu stalinowskim, że Związek Radziecki prześcignie gospodarczo Stany Zjednoczone w 1980 r. Jak na ironię od tego właśnie roku rozpoczął się proces rozkładu trwający przez dekadę i zakończony rozwiązaniem ZSRR. System bez Stalina bądź kogoś z podobnym autorytetem był zupełnie niesprawny. Olbrzymi za Stalina eksport zboża w celu kupowania zachodniej technologii, w latach 80tych XX w. został zamieniony na import kilkudziesięciu milionów ton zboża rocznie. Gospodarka jako całość wegetowała.

Prawda o radzieckiej zadyszce przeciskała się z trudem nawet do zachodnich środowisk ekonomicznych i sowietologicznych. Jeszcze w latach 1928-1970 ZSRR ustępował we wzroście gospodarczym tylko Japonii z rocznym wzrostem 5,6% według ustaleń Angusa Madisona. Ten autor przyjmuje dla 1950 r. PKB per capita na poziomie 2834 USD w ZSRR i 1873 USD w Japonii. Rosja była bogatsza od Japonii w połowie wieku. Kto pamięta ten czas? W jednym z najpopularniejszych podręczników ekonomii na świecie P. A. Samuelson i W. P. Nordhaus nie mieli wątpliwości, że gospodarka radziecka prześcignie amerykańską, przesuwali jednak datę tego „historycznego wydarzenia” w kolejnych wydaniach podręcznika. Epoka po-stalinowska zmarnotrawiła jednak dzieło epoki stalinowskiej i prowadziła prostą drogą, by użyć słów Z. Brzezińskiego, do „wielkiego bankructwa”.

Na arenie międzynarodowej Stalina wiąże się, i słusznie, z narodzinami zimnej wojny. Jeśli się jednak z uwagą przyjrzeć najbardziej zapalnym punktom tej wojny w obu wydzielonych epokach, to przekonamy się, że świat za Stalina był bez porównania bardziej bezpieczny niż po Stalinie mimo tzw. pokojowego współistnienia i innych propagandowych frazesów. Wojna koreańska zagrażała na początku lat 50tych XX w. pokojowi światowemu, ale Stalin celowo nie zaangażował w nią pełni swoich sił i popierał Kim Ir Sena w celu wykrwawienia Amerykanów a nie w celu zjednoczenia Korei pod władzą komunistów. Rozpoczął blokadę Berlina, ale nie posunął się zbyt daleko, by uniemożliwić amerykańskie przedsięwzięcie „mostu powietrznego”. Podobny konflikt w Berlinie w 1961 r. i budowa muru doprowadziły nieomal do wojny gorącej. Stalin dążył do usunięcia Tity w Jugosławii, ale nie interweniował w tym kraju militarnie zadowalając się słownymi inwektywami. Zabronił komunistom francuskim wejścia do władzy w 1945-46 r. Ani razu świat nie stanął na krawędzi wojny w powojennym okresie rządów Stalina.

A takie napięcia miały miejsce po śmierci Stalina. Poza kryzysem berlińskim był kryzys w Zatoce Świń, interwencje militarne w Niemczech Wsch., na Węgrzech, w Czechosłowacji, groźby wobec Polski, wojny per procura Kubańczyków w Afryce i wreszcie wtargnięcie Armii Czerwonej do Afganistanu.

 

  1. Konkluzje

Na zakończenie podkreślić wypada ustalenia niewątpliwe, z którymi dyskutować niepodobna:

  • Stalin był jednym z najwybitniejszych przywódców politycznych XX w., w każdym razie przywódcą, z którym świat po II wojnie musiał się liczyć.
  • Stalin zbudował podstawy potęgi Rosji ze zdolnością do konkurencji gospodarczej i militarnej z Zachodem. Te podstawy zostały przez jego następców roztrwonione.
  • Pozycja Stalina w świecie została zbudowana dzięki skutecznie prowadzonej przez Armię Czerwoną wojnie z Wehrmachtem i Niemcami. Niekwestionowane przywództwo Stalina w tej wojnie miało niewątpliwy wpływ na jej przebieg i rezultat ostateczny.
  • Styl przywództwa Stalina opierał się na okrucieństwie i despotyzmie porównywalnym z tradycjami mongolskimi. Na nowo ukształtował Rosję przy niepoliczalnej liczbie ofiar ludzkich.
  • Stalin narzucił Rosji komunizm w swojej interpretacji podzielanej następnie przez większość Rosjan. Odrzucił te aspekty doktryny głoszonej latami przez bolszewików, a wzywające do „wyzwolenia ludów spod wszelkiego ucisku”. Uznał za rozsądne ograniczenie aspiracji do jednego kraju dodając doń inne państwa, jeśli pozwoli na to sytuacja międzynarodowa i pozycja ZSRR.
  • Na arenie międzynarodowej nie był Stalin przywódcą nieobliczalnym i awanturniczym. Państwo przezeń kierowane uzyskało w wyniku działań wojennych i w pertraktacjach z aliantami zachodnimi tyle, ile Stalin zamierzał uzyskać i nie uruchamiał apetytów na kolejne zdobycze, co mu nieustannie wytykano.

Wypisane powyżej stwierdzenia są, jak można sądzić, akceptowalne dla wszystkich interesujących się osobą Stalina i jej miejscem w historii, zarówno przez Rosjan, jak też przez nie-Rosjan. Różnice w sposobie postrzegania tej postaci sprowadzają się do oceny tego, co w stwierdzeniach powyższych jest zawarte. Wydaje się oczywiste, że rosyjski punkt widzenia będzie bardzo odmienny od spojrzenia nie-rosyjskiego, zwłaszcza od przedstawicieli byłych krajów satelickich, którzy nie posiadają żadnych powodów dla ożywiania swojej pamięci o Stalinie.

Rosjanie, a przynajmniej ich większość, o Stalinie pamiętają przy różnych okazjach i jubileuszach. Choć sami tworzą najliczniejszą populację represjonowaną przez Stalina, to jednak wyrażając wdzięczność tyranowi, dają świadectwo zmysłu historycznego i zrozumienia specyficznie rosyjskiej (nie komunistycznej) misji i kultury politycznej Rosji. Trzeba powiedzieć, mają do tego prawo. Oczywiście powszechność takiej postawy w społeczeństwie rosyjskim wyklucza jakkolwiek rozumiane rozliczenia z przeszłością, czy to jako dekomunizacja, czy destalinizacja, czy jeszcze inaczej. Przy tym Rosjanie, gdyby zaszła taka potrzeba, mogą się odwołać do swojej konsekwencji. Wielbili Stalina za życia i długo po jego śmierci owładnięci poczuciem jego wielkości podczas gdy np. zachodnie elity intelektualne zmieniły nastawienia w krótkim przeciągu czasu na głos  dobiegający z Moskwy. Więc, kto ma tu zaburzone postrzeganie rzeczywistości?

 

Kuba Fidela Castro kontra Usrael – światowy bandyta i terrorysta nr 1…

comandante

za: https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/23/kuba-fidela-castro-kontra-usrael-swiatowy-bandyta-i-terrorysta-nr-1/

Fenomenem na skalę światową była i nadal jest Kuba Fidela Castro. Był i jest to jedyny kraj, w którym istniała i nadal istnieje usraelska baza wojskowa, a który przez cały okres od zwycięstwa rewolucji kubańskiej i przejęcia władzy przez Fidela Castro i jego towarzyszy walk był wyraźnie wrogi wobec Usraela. Wprawdzie ostatnimi laty na linii Hawana – Faszyngton nastąpiło pewne ocieplenie, ale Kuba nadal nie jest usraelskim wasalem.

Istnienie u samych wybrzeży Usraela, nieomal o rzut kamieniem niezależnej antyusraelskiej Kuby było największą prestiżową porażką i polityczno-militarnym blamażem dla światowego żandarma. Niestety przeróżnej maści gnidy publicystyczne próbują przy pomocy dezinformacji i pomówień ratować honor usraelskiego folwarku żydo-banksterów. Jednym z nich jest Henry Makow, który jego propagandowymi bredniami o Fidelu Castro zasłużył na dziennikarskiego anty-pulitzera. W poniższym linku jest jego haniebny bełkot o Fidelu Castro zatytułowany „Fidel Castro był agentem CIA„:

https://www.henrymakow.com/2015/05/Fidel-Castro-Worked-for-David-Rockefeller%20.html

Nie zamierzam tłumaczyć i demaskować całego tego bełkotu Makowa. Skupię się na kilku fragmentach, które przetłumaczył Easy Rider i wrzucił na stronie WPS w dyskusji ze mną:
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/01/17/manifestacja-przeciw-sprowadzeniu-us-army-do-polski/#comment-24930

Na czerwono będę cytował to co napisał/przetłumaczł Easy Rider, a inne cytaty będą na zielono.

„Tłumaczenie własne fragmentu wstępnego:„Coraz więcej dowodów na to, że komunizm jest totalną ściemą. Jego rolą jest zapobiec prawdziwym reformom i narzucić tyranię w dobrym opakowaniu.”

Jest to oczywista bzdurna propaganda. Komunizm nie był ściemą. Wprawdzie metody jego wcielania w Rosji przez żydowską zbiedniałą lumpen-inteligencję (i późniejszych jej krwawych naśladowców jak Mao czy czerwoni Kmerzy) zasługują na potępienie, niemniej komunizm był oczywistą alternatywą wobec banksterskiego kapitalizmu. W komunizmie banki miały być państwowe a nie prywatne, kreacja pieniądza była w gestii państwa a nie prywatnych bankierów, pieniądz nie był kreowany, jak w zachodnim, żydowskim prywatnym systemie bankowym jako dług, odsetki nie były lichwiarskie i zasilały budżet państwa a nie prywatne skarbce żydo-banksterskich klanów. Także gospodarka była państwowa a nie prywatna, a bezrobocie było wyrazem obcym.

„Fulgencio Batista, (kubański prezydent w latach 1953-59) był Kaddafim swoich czasów, tworząc niebezpieczny przykład ekonomii niezależnej od bankierów.”

Kompletna bzdura. Batista doszedł do władzy w wyniku puczu, czas jego rządów był okresem największego rozkwitu kasyn gry w Hawanie, których właścicielami była usraelska mafia. Kasyna te cieszyły się ogromną popularnością bogaczy południowo-wschodniego Usraela, zwłaszcza Florydy. Były bliżej niż Las Vegas, a koszta pobytu na Kubie (hotele, żywność) były o wiele niższe niż w usraelskim mieście grzechu. Były na Kubie za Batisty i plantacje trzciny cukrowej, tytoniu oraz fabryki znanych na całym świecie kubańskich cygar. Ale były one własnością prywatną najczęściej usraelskich właścicieli. Ludność miejscowa harowała w nich w katastrofalnych warunkach, była wyzyskiwana, nadal obecny był analfabetyzm i brak opieki medycznej. Na nią stać było tylko bogatszych Kubańczyków, gorliwie wysługujących się usraelskim właścicielom gospodarki jako poganiacze taniej kubańskiej siły roboczej, za co byli jak na kubańskie warunki hojnie wynagradzani. To dopiero właśnie Fidel Castro okazał się kubańskim Kaddafim (o tym później). Oczywiście, że Kuba nie posiadała ogromnych złóż ropy naftowej – głównego źródła bogactwa Libii, przez co jej osiągnięcia nie były aż tak widoczne, jak w Libii Kaddafiego tuż przed jej i Kaddafiego zamordowaniem przez bandycki zachód.

„Rewolucyjność” Fidela Castro była niczym innym, niż działaniem w charakterze wspólnika bankierów, przez usunięcie go (Batisty – przyp. ER) i doprowadzenie Kuby do nędzy i niewolnictwa, nie inaczej niż w przypadku innych, zainstalowanych przez USA faszystowskich dyktatorów.”

Kompletna bzdura i kłamstwo. Castro upaństwowił nie tylko gospodarkę, wywłaszczając wszystkich usraelskich właścicieli majątków i firm na Kubie, upaństwowił też banki, co było praktykowane we wszystkich krajach socjalistycznych. Za jego rządów pństwo przejęło kreację pieniądza odcinając banksterom źródło wcześniejszych ciągłych dochodów. A praktyczne niewolnictwo na Kubie istniało właśnie przed rewolucją kubańską, gdy ludność za grosze i ochłapy tyrała na plantacjach będących w obcych łapskach. Zacytuję w tym miejscu wiki, która – najczęściej załgana, antykomunistyczna, prozachodnia i prousraelska – tym razem jest względnie obiektywna:

„Przed 1959 oficjalny wskaźnik alfabetyzacji dla Kuby wahał się między 60-76%. W rezultacie rząd kubański na żądanie Guevary obwołał 1961 „rokiem edukacji” i zmobilizował ponad 100 tys. wolontariuszy „brygad czytania i pisania”[158], które były wysyłane do wsi do budowy szkół, szkolenia nowych nauczycieli oraz nauczania ubogich chłopów czytania i pisania. W wyniku kampanii 707 212 dorosłych nauczono czytać i pisać, podnosząc krajowy wskaźnik alfabetyzacji do 96%[159]. Dążono także do ustanowienia powszechnego dostępu do szkolnictwa wyższego[160]. Rozpoczęto też program budowy tanich mieszkań, powszechnego zatrudnienia dla wszystkich Kubańczyków i rozbudowano opiekę zdrowotną[161]. Kubański system edukacji zaoferował program studiów z pracy, z połową czasu spędzoną w szkole a drugą połowę w działalności produkcyjnej[162]. Ochrona zdrowia została upaństwowiona i rozszerzona, na całej wyspie otworzono szereg wiejskich i miejskich przychodni oferujących bezpłatną pomoc medyczną. Wdrożono powszechne szczepienia przeciwko chorobom wieku dziecięcego, śmiertelność niemowląt została drastycznie zmniejszona[163]. Trzecim aspektem programów społecznych była budowa infrastruktury; w ciągu pierwszych sześciu miesięcy rządów Castro, na całej wyspie wybudowano 600 mil dróg, a 300 mln dolarów wydano na systemy wodne i sanitarne[163]. Co miesiąc w przeciągu pierwszych lat administracji budowano ponad 800 nowych domów. Udało się zlikwidować bezrobocie i bezdomność, a dla dzieci otwarte zostały przedszkola i ośrodki opieki dziennej. Otworzono też szereg ośrodków dla osób niepełnosprawnych i starszych.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fidel_Castro#Wsparcie_ze_strony_Zwi.C4.85zku_Radzieckiego_i_reformy

Idiotyzmom Makowa o tym, jakoby Castro został „zainstalowany przez Usrael  jak inni faszystowscy dyktatorzy” zadają kłam ogromne ilości w międzyczasie odtajnionych dokumentów Top Secret z początku lat 60-tych XX wieku – dokumentów CIA, Pentagonu i Białego Domu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Inwazja_w_Zatoce_%C5%9Awi%C5%84
https://pl.wikipedia.org/wiki/Projekt_Kuba
https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Northwoods

Zaznaczyć w tym miejscu należy, że już prezydęt… „Eisenhower potajemnie upoważnił do obalenia rządu Castro. Prezydent zapewnił na ten cel budżet 13 mln dolarów i pozwolił na ten cel sprzymierzyć się z mafią która odniosła poważne straty na skutek zamknięcia mafijnych działalności na Kubie.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fidel_Castro#Konflikt_z_USA

„I jeszcze jeden z komentarzy tamże:

Zauważcie absurd: USA wydały miliardy i wysłały 500 000 wojska na koniec świata do Wietnamu aby „walczyć z komunizmem”, ale nie ruszyłyby palcem, aby walczyć z komunizmem na swoim podwórku.”

W Wietnamie szło przede wszystkim o obronę zagrożonego przez Wietkom i front ludowy marionetkowego prousraelskiego reżimu Wietnamu południowego. Wojna domowa pomiędzy Wietnamem północnym i południowym trwała już od lat. W sytuacji gdy oddziały Północy zaczęły odnosić coraz większe sukcesy militarne nad wspieranymi przez niezbyt liczny kontygent usraelicki siłami Południa i parły na Sajgon Usraelici sfabrykowali w zatoce Tonkin domniemany atak na usraelski okręt wojenny i oficjalnie przystąpili do wojny w obronie wasalskiego reżimu z Wietnamu południowego.

„Obecnie wszystko wskazuje na to, że cała zimna wojna była ustawką, której celem było zastraszenie ludzkości i historię tego okresu trzeba by napisać na nowo – tylko, czy ktoś tego dokona? Kuba jest właśnie najbardziej jaskrawym przykładem tego absurdu zimnej wojny – z jednej strony „Kuba była pod parasolem ZSRR”, ale jak to pogodzić z funkcjonowaniem tamże przez cały czas bazy USA w Guantanamo? Czy w tej sytuacji, wiarygodność planów operacji Northwoods czy cel inwazji w Zatoce Świń nie jawi się podobnie, jak w przypadku tych kilkuset „nieudanych” zamachów na Fidela Castro?”

Jest to stek bzdur. Z Guantanamo było tak – dzierżawę Guantanamo Bay podpisał Usrael z wcześniejszymi prousraelskimi władzami Kuby w roku 1903. Dzierżawa zawierała od 1938 roku klauzulę, że wymówienie jej możliwe jest tylko za zgodą obu stron – Kuby i Usraela. Władze socjalistycznej Kuby naciskały wielokrotnie na Usrael, aby dzierżawę zakończył, ale Usrael powoływał się na ową klauzulę i zgody na opuszczenie Guantanamo Bay nie wyrażał. W związku z czym…

„Fidel Castro zawsze uważał bazę za teren okupowany i nie przyjmował opłat za dzierżawę”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Naval_Station_Guantanamo_Bay

Na szczęście Fidel Castro, znając bandyckie metody Usraela, nigdy nie próbował odzyskać Guantanamo Bay zbrojnie. Miał pełną świadomość, ża bandyci usraelscy wykorzystaliby to do zbrojnej inwazji na Kubę. Potwierdzają to zresztą plany operacji Northwoods, do której nie doszło tylko dlatego, że odrzucił ją JFK. W tejże operacji Pentagon planował m.in:

1. Użyć prowokacji jako podstawy do interwencji wojskowej USA na Kubie. Wskazane jest także zainscenizować takie działania, aby przekonać Kubańczyków o nieuchronności inwazji. Możliwe incydenty pozwolą na szybką interwencję, jako odpowiedź na kubańskie działania.

2. Szereg dobrze skoordynowanych incydentów w Guantanamo jak i w okolicy, przeprowadzonych przez wrogie siły kubańskie.

a) Działania mające na celu uwiarygodnienie ataku (nie jest to porządek chronologiczny):

Rozpowszechnienie plotek (wielu). Użycie radia.
Lądowanie zaprzyjaźnionych Kubańczyków w mundurach „przez płot”, w celu przygotowania ataku na bazę.
Pochwycenie kubańskich (przyjaznych) sabotażystów wewnątrz bazy.
Zamieszki w pobliżu głównej bramy bazy (przyjaźni demonstranci)[13].
Wysadzenie amunicji wewnątrz bazy; rozniecenie pożarów.
Zniszczenie samolotu (sabotaż).
Przemyt amunicji do moździerzy z zewnątrz do bazy. Uszkodzenia niektórych instalacji.
Przechwycenie zespołów zamachowców przypływających od strony morza lub z okolic miasta Guantanamo.
Zatrzymanie oddziału szturmowego.
Sabotaż statku w porcie.
Zatopienie jednostki w pobliżu wejścia do portu. Inscenizacja pogrzebów ofiar.

b)Odpowiedzią USA byłyby zabezpieczenia dostaw wody i energii elektrycznej, zniszczenie artylerii, która zagraża bazie.

c)Następnie rozpoczęcie operacji wojskowych na dużą skalę.

3.Inscenizacja incydentu podobnego do tego z USS „Maine”:

a)Zniszczenie amerykańskiego statku w Zatoce Guantanamo, obwinienie Kuby.

b)Zniszczenie zdalnie sterowanego statku (bezzałogowego) na kubańskich wodach. Przyczyną takiego zdarzenia w pobliżu Hawany lub Santiago miałby być kubański atak z powietrza lub morza, albo obu naraz. Sama obecność kubańskich samolotów lub statków miałaby wystarczyć, aby dostarczyć dowodów na to, że statek zostałzniszczony przez stronę Kubańską. Bliskość do Hawany lub Santiago ma dodać wiarygodności incydentu.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Northwoods#Za.C5.82o.C5.BCenia_operacji

Tak więc Fidel Castro doskonale wiedział, dlaczego nigdy nie powinien atakaować bandyckiej usraelskiej bazy.

Na temat osiągnięć Kuby znalazłem taki oto raport UNICEF:

„Ortiz określił mianem „cudownej pracy”, dokonania państwa kubańskiego w dziedzinie ochrony praw dzieci po 1959 roku. Wśród osiągnięć szczególnie zasługujących na pochwałę wymieniono dobrą opiekę medyczną, o jakiej mogą tylko pomarzyć mieszkańcy innych krajów kontynentu, dzięki czemu wskaźnik umieralności niemowląt na Kubie jest jednym z najniższych na świecie. Inną dziedziną o której wspomina się w kontekście opieki nad dziećmi, jest wysoki poziom szkolnictwa, dzięki czemu wszystkie dzieci na Kubie zapisane są do szkół. Kuba jest także w światowej czołówce jeśli chodzi o dostęp do praw zapisanych w Konwencji Na temat Praw Dziecka ONZ. Jest to też jedyny kraj latynoski, gdzie nie występuje problem bezdomności wśród dzieci.
http://lewica.pl/?id=23746

Naturalnie, że z Kuby w czasch rządów Castro miały miejsce ucieczki Kubańczyków do Usraela. Dotyczyło to głównie wcześniejszych kubańskich poganiaczy „niewolników” wysługujących się usraelitom. Ich sytuacja rzeczywiście pogorszyła się po rewolucji kubańskiej i to oni wiali do Usraela napędzając tam antykubańską machinę propagandową. Każda udana ucieczka z Kuby była nagłaśniana. O powracających po cichu nikt nie pisał. A tacy też byli. Niejeden uciekinier lądował prędzej czy później w slumsach jako bezrobotny bez opieki zdrowotnej. I wtedy po cichutku przy pierwszej lepszej okazji wracał na Kubę. Początkowo władze Kuby utrudniały Kubańczykom chcącym opuścić Kubę wyjazdy na zawsze. Później restrykcyjne przepisy złagodzono, kto chciał Kubę opuszczał, ale dzięki temu już po upadku ZSRR na Kubie nie udało się wywołać kolorowej rewolucji. A to z tego właśnie względu, że niechętni władzom Kuby byli w komplecie za granicą.

Jest też oczywiste, że poziom życia na Kubie nie dorównywał poziomowi życia mieszkańcom lepszych dzielnic usraelskich miast. Ale był bez wątpienia wyższy od poziomu życia mieszkańców usraelskich slumsów (na zdjęciu poniżej widzimy slumsy Nowego Jorku).

slumsy-w-ny

Kubańczycy byli świadomi tego, że Kuba bogatym krajem nie jest, ale cenili przede wszystkim bezpieczeństwo socjalne, brak bezrobocia, darmową oświatę i państwową opiekę medyczną. Znali historię Kuby i los ogromych rzesz biedoty wyzyskiwanych przez usraelskich kapitalistów przed rewolucją i wracać do tego modelu nie chcieli. Wiedzieli też o milionach mieszkańców Usraela, którzy bez talonów żywnościowych zdychaliby z głodu. I którzy nie są ubezpieczeni. I o największej na świecie panującej tam przestępczości. Dlatego nie oczekiwali z wytęsknieniem na „wyzwolenie” ich przez usraelskich bandytów.

Jeszcze jedno spostrzeżenie nasuwa się w związku z Kubą. Zachodnia propaganda głosiła, że bez pomocy gospodarczej ZSRR Kuba nie byłaby w stanie funkcjonować. Kłam temu zadał okres po rozpadzie ZSRR, kiedy to sama Rosja w okresie jelcynowskiej smuty stała się bankrutem. Kuba nie upadła wtedy gospodarczo mimo nadal utrzymywanego wobec niej całkowitego embarga przez Usrael. Jak widać, gospodarka kubańska wcale taka niewydolna nie była.

Trudno jest dzisiaj ustalić, dlaczego Usrael nie zaatakował Kuby po upadku ZSRR. Taki atak zapewne ośmieszyłby go wobec całego świata  – „odważniaki” napadają na maleńką Kubę, ale dopiero wtedy, gdy ZSRR już nie ma. Zapewne w Faszyngtonie liczono na spontaniczny bunt na Kubie. Ale się przeliczono. A ponadto Usrael miał wtedy ważniejsze podboje i wojny na głowie – pierwszą wojną w Zatoce Perskiej, rozwaleniem Jugosławi, wspieraniem kolorowych rewolucji w byłych republikach radzieckich i wojny w Czeczenii, co miało doprowadzić do osłabienai a nawet upadku samej Rosji; a oprócz tego bombardowaniami i interwencjami w kilku krajach arabskich, afrykańskich i latynoamerykańskich oraz przygotowaniami do wieloletniej „rozwałki” świata muzułmańskiego zainicjowanej operacją obcej flagi z 11 września 2001 oraz kolejnymi okupacyjnymi wojnami (Afganistan, Irak. Libia. Syria). Obecnie w obliczu konfliktu z Rosją i Chinami sprawa Kuby zeszła tym bardziej na dalszy plan. Przy czym już po rezygnacji  z wszelkich funkcji przez Fidela Castro także i Usrael zmienił podejście do Kuby. Ponownie nawiązał (po 54 latach przerwy) stosunki dyplomatyczne z Hawaną i powoli małymi kroczkami łagodzi gospodarcze embargo. Być może zamierza podstępnie wkupić się w kubańską gospodarkę, choć podejrzewam, że zastosuje orwellowską metodę ministerstwa prawdy. A więc pewnego dnia Faszyngton wyda komunikat o podpisaniu kolejnej jakiej tam drobnej umowy z naszym odwiecznym przyjecielem i sojusznikiem Kubą. I na ten sygnał przepisane zostaną wszystkie podręczniki do nauki historii na zachodzie podając, że Kuba zawsze była sojusznikiem Usraela.

Na chwilę powrócę jeszcze do Makowa i jego bredni o tym, że to za Fidela Castro Kuba doprowadzona była do nędzy i niewolnictwa. Przypomnę tu dwóch legendarnych (nie tylko) na Kubie bokserów wagi ciężkiej. Byli to Teófilo Stevenson

i Félix Savón.

Obaj byli trzykrotnymi mistrzami olimpijskimi w wadze ciężkiej i wielokrotnymi mistrzami świata amatorów. Obu Usraelici kusili intratnymi kontraktami do przejścia na zawodowstwo. Obaj mogli zostać bokserskimi milionerami. A jednak obaj odrzucili wszystkie usraelskie oferty, pozostali na Kubie i walczyli dla Kuby i Fidela.

20160322201525563097u
.

51561330

Woleli kubańskie „niewolnictwo” niż usraelskie miliony.

Zgodnie z zachodnią załganą propagandą Fidel Castro był  znienawidzonym dyktatorem, który tylko strachem i terrorem utrzymywał ludność Kuby w posłuszeństwie. Kłam tej propagandzie zadali sami Kubańczycy, którzy milionami żegnali swojego Comandante.

pogrzeb-1
.

plaza-revolucion

Cubans gather at Havana's Plaza of the Revolution to bid farewell to Fidel
Kuba Fidela Castro była i jest największą prestiżową porażką i polityczno-militarnym blamażem dla światowego żandarma. Była większym blamażem niż paniczna ucieczka us banditos z Wietnamu, gdzie o mało gaci nie pogubili, tak spieprzali. U samych wybrzeży światowego bandyty, nieomal o rzut kamieniem, postała wroga mu, niezależna, niezłomna maleńka Kuba. I choć Usraelici żyły z siebie wyprówali, aby Fidela zlikwidować lub obalić – wszystkie ich wysiłki poszły na darmo. Fidel szydził z Usraela i ośmieszał go. I wszyscy o tym wiemy! No więc, aby poprawić sobie własny usraelski wizerunek i samopoczucie odwracją tacy jak Makow kota ogonem i wymyślają haniebne brednie: nie było zimnej wojny! To była ustawka. A Fidel to był nasz człowiek – agent CIA, marionetka żydo-banksterów. Usrael wszystko inscenizował i dlatego nie ma żadnej kubańskiej plamy na prestiżu i honorze światowego żandarma.

Tak się mataczy historię!

A Wielka mała Kuba, nadal pozostając krajem nie będącym wasalem usraela, nadal samym swym istnieniem szydzi ze światowego bandyty i terrorysty nr 1  – Usraela.

Brawo Kuba! Brawo Kubańczycy!

opolczyk

Nie ma się co dziwić wymysłom Makowa, komunistyczna a przede wszystkim wolna i niezależna od wpływów usraelickich Kuba, leżąca u samych wrót światowego żandarma, w dodatku mająca się miarę dobrze pomimo faktu upadku wspierającego ją ZSRR jest solą w oku jankeskich wielbicieli i propagatorów „wolnego rynku” i grabieżczego kapitalizmu, jest jawnym zaprzeczeniem bzdurnych teorii o „niewydolności” socjalizmu. W rzeczywistości liberalny żydokapitalizm jest dużo bardziej niewydolny niż nawet najbardziej zacofana wersja komunizmu. Są tacy którzy nawet przypisują braciom Castro czy Che Guevarze żydowskie pochodzenie, próbując zapewne zdyskredytować ich osiągnięcia, choć dla mnie osobiście nawet gdyby nimi byli nie ma to żadnego znaczenia. Daleko opluwaczy Kuby szukać nie trzeba, na naszym polskim podwórku niejaki Cejrowski, sami widziałem jak w jednym ze swoich programów „boso przez świat” mniej więcej stwierdził że jego noga nigdy postanie na terenie Kuby, zbytnio mu ona przypomina czasy stanu wojennego. Cóż, wielkiej straty Kubańczycy nie poniosą a i nikt nie potrzebuje tam katolickiego klauna(stypendysta fundacji Sorosa, oligarchy słynącego z obalania „niedemokratycznych reżimów”) wielbiącego pod niebiosa system żydokapitalistycznego wyzysku.

Odpowiedz na pytanie dlaczego będąc tak blisko swojego ciemiężcy Kuba miała szansę wyrwać się na niepodległość i ją utrzymać jest prawdopodobnie bardzo prosta. Jankescy bandyci byli zbyt zajęci po 1945 roku poszerzaniem swojej strefy wpływów(głównie kosztem rozpadających się ówczesnych europejskich imperiów kolonialnych po których schedę przejęły USA) w różnych częściach świata, budowaniem swojej gospodarczej, militarnej i politycznej dominacji oraz byli zbyt pewni swojej bezwzględnej dominacji w Ameryce Łacińskiej opartej o system bezwzględnych i krwawych prawicowych dyktatur stworzonych i na wszelkie możliwe sposoby wspieranych przez USA aby zobaczyć co u samych wybrzeży USA się kroi. Prawdopodobnie nie przypuszczali że garstka partyzantów będzie w stanie obalić wspierany przez nich reżim u ich własnych bram. Imperium to też nie jest takie silne i wszechwiedzące by przewidzieć każdy ruch przeciwnika i być dosłownie wszędzie, więc bracia Castro i ich wspólnicy wykorzystali jakby element zaskoczenia i już wtedy dające się USA we znaki zjawisko „rozciągnięcia imperium”. Zapewne niebagatelną rolę odegrała też pomoc społeczeństwa kubańskiego, szczególnie najbiedniejszych warstw, dotąd bezwzględnie wyzyskiwanych przez reżim Batisty oraz miejscowe i amerykańskie kolaborujące z nim elity.

Ewentualna agresja USA na Kubę po przejęciu władzy przez Castro mogłaby by być zabójcza dla Amerykanów. Raz że reakcja ZSRR była nie pewna, dwa; że jest to wyspa zamieszkana przez ludność co najmniej wrogo nastawioną do USA latami amerykańskiej okupacji i wpływów co poważnie utrudniłoby operację(mimo obecności bazy USA), trzy; skupienie uwagi ówczesnych USA na paru innych frontach, między innymi wspieraniu reżimu Wietnamu Południowego a także brak odpowiedniego, typowego dla jankesów pretekstu do inwazji. Więc prawdopodobnie nie było wystarczająco sił i środków do zorganizowania inwazji ani nawet porządnego zamachu na życie Fidela Castro dlatego musieli często powierzać brudną robotę nieudolnym mafiozom sami będąc zajęci czymś innym.

Sens obalenia jednego agenta CIA drugim jest żaden, w interesie amerykanów było jak najdłuższe utrzymanie się przy władzy Fulgencio Batisty lub kogoś jego pokroju. Jego rządy zapewniały im największe korzyści, nie tylko gospodarcze ale też polityczne i militarne, sprawowanie kontroli nad Kubą dawało USA pełną dominację nad basenem Morza Karaibskiego i Zatoki Meksykańskiej i zamykało dostęp do niej. Po za tym co to za agent CIA, który nacjonalizuje majątek amerykańskich korporacji czy odbiera lukratywne interesy amerykańskim mafiozom powiązanym z CIA i zawiązuje sojusz z państwem wrogim wobec swojego pracodawcy? 😉  Natomiast ewentualną operacją odzyskania terenu amerykańskiej bazy wojskowej w Guantanamo przez braci Castro wbiły by sobie władze Kuby nóż w plecy, raz że usraelska propaganda przerobiłaby Kubę w momencie na „niebezpiecznego agresora” którego trzeba zneutralizować a dwa miałaby doskonały pretekst do ewentualnej agresji na Kubę o który było im tak trudno. Inna sprawa czy taka operacja zakończyła by się sukcesem dla Kubańczyków biorąc pod uwagę ówczesne możliwości militarne USA. Więc tylko idiota próbowałby w takiej sytuacji odzyskać terytorium tej bazy metodami siłowymi. Kiedy USA szlag trafi co będzie oznaczało wycofanie się usraelickich wojsk z wielu krajów świata w tym także likwidację setek baz a tak zapewne w przyszłości się stanie, teren bazy w Gauntanamo Bay sam bez jednego wystrzału powróci do Kuby.

 

przemex

Rosja: „Bomba zegarowa” Lenina

lenin

Podczas poniedziałkowego wystąpienia w Stawropolu prezydent Władimir Putin poddał krytyce przywódcę rewolucji październikowej Władimira Lenina, oskarżając go o brutalne represje, doprowadzenie do porażki w wojnie z Niemcami i podłożenie pod fundamenty państwa rosyjskiego bomby zegarowej w postaci wytyczenia granic republik radzieckich wedle etnicznych kryteriów. Jednocześnie jednak zaznaczył, że nie ma planów usunięcia mumii wodza rewolucji ze znajdującego się na Placu Czerwonym mauzoleum.

 Przywódca Rosji przypomniał o zabójstwie carskiej rodziny i mordowaniu tysięcy księży. Wytknął mu również podminowanie rosyjskiego państwa poprzez promowanie zasady stanowienia narodów, która okazała się bombą z opóźnionym zapłonem, czego efektem jest między innymi wciąż tlący się konflikt w Donbasie, który przekazano Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej wyłącznie po to, by zwiększyć odsetek proletariuszy zamieszkujących jej terytorium. Zdaniem Putina stworzenie przez Lenina Związku Radzieckiego jako federacji państw, które miały prawo do secesji, doprowadziło do rozpadu imperium w 1991 roku.

Jednocześnie prezydent Rosji przyznał, że sam wierzył w komunizm podczas swojej służby w KGB, gdyż idea ta przypominała mu wizję biblijnego raju, jednak rzeczywistość daleko odbiegała od oficjalnie głoszonego ideału.
Wypowiedź Putina jest dość niezwykła, gdyż do tej pory rosyjski prezydent unikał komentarzy na temat bolesnych kart historii kraju, by nie tworzyć w ten sposób niepotrzebnych podziałów. O ile potępienie terroru z okresu rządów Józefa Stalina była częstym elementem wystąpień rosyjskiego przywódcy, o tyle Lenin pozostawał poza krytyką. Według obserwatorów sytuację zmieniła wojna w Donbasie, której praprzyczyną była właśnie polityka wodza rewolucji październikowej. Członkowie komunistycznej opozycji gwałtownie zareagowali na tę wypowiedź prorokując, że historia nie wybaczy Putinowi krytykowania Lenina.

(na podstawie rt.com i theguardian.com opracował RS)

http://xportal.pl/?p=24297

Adam Danek: Polska w bloku wschodnim.

hqdefault

Zewsząd można dziś usłyszeć, iż PRL nie była „wolną Polską”. Taka teza obowiązuje w Republice Okrągłego Stołu. „Wolna Polska” podobno istniała do 1939 r. i pojawiła się znowu dopiero w 1989 r. Co zatem rozciągało się między Odrą a Bugiem i między Karpatami a Bałtykiem podczas tego długiego interludium? Czy nie państwo polskie?

Najbardziej zacietrzewieni (a zarazem często najmłodsi) wyznawcy „antykomunizmu” odpowiadają: PRL nie była państwem polskim, tylko aparatem okupacyjnym. Ale w takim razie jakiego okupanta był to aparat? Sowietów nie, bo PRL nie stanowiła części państwa sowieckiego. Struktury państwowe PRL zorganizowali Polacy i Polacy też w niej rządzili. Nieprzejednani (w swoim mniemaniu) „antykomuniści” przekonują więc najwyraźniej, że w okresie PRL naród polski znajdował się pod okupacją… polską, czyli swoją własną, a twierdzenie, iż naród okupował się sam, brzmi dość absurdalnie. „Antykomuniści” odrzekną jednak: naród nie żył pod okupacją polską, tylko komunistów, bo to komuniści narzucili narodowi tę formę państwowości. Problem w tym, że każde państwo narzuca swoją władzę przymusem, powstaje własną mocą, a legitymizację czerpie jedynie z własnej woli, która sama jest dla siebie źródłem. Jeżeli zatem przyjmiemy, iż PRL była dla Polaków aparatem okupacyjnym w ręku części Polaków, bo rządzili nią komuniści, to równie dobrze możemy nazwać „aparatem okupacyjnym” każdą inną historyczną formę naszej państwowości (Polskę piastowską, jagiellońską, sarmacką, warszawsko-napoleońską, kongresową, marcowo-sejmokratyczną, sanacyjną, okrągłostołową) tylko dlatego, że nie podoba nam się ideologia czy postępowanie ówczesnych elit rządzących. Ale to wcale nie dowodzi, iż PRL nie była państwem polskim. Za państwo polskie uznawały ją ONZ i społeczność międzynarodowa, a także Stolica Apostolska i polski Kościół lokalny. Również sławetni emigranci londyńscy, nawet ci najmocniej dotknięci demencją, nie zaprzeczali, że PRL jest mimo wszystko państwem polskim, krytykując jedynie jego ustrój, system polityczny czy ideologię.

„Antykomuniści” z pozoru bardziej subtelni posiłkują się dziwacznym pojęciem „państwa agenturalnego”, chętnie stosowanym przez tzw. ekspertów PiS, jak Przemysław Żurawski vel Grajewski czy Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. Dziwacznym, bo agentem może być konkretna osoba, tymczasem oni sugerują, iż agentem było całe państwo. Według głosicieli tezy o „państwie agenturalnym” PRL formalnie posiadała atrybuty suwerennego państwa, ale w praktyce to się nie liczy, bo rządzona była przez agenturę, która odbierała polecenia z zagranicy, z Kremla. Na uwagę o braku dowodów agenturalnej współpracy peerelowskich polityków z sowieckimi służbami wywiadowczymi podczas pełnienia przez nich funkcji państwowych „antykomuniści” odkrzykują z irytacją: przecież każdy wie, że komuniści wypełniali rozkazy Kremla! Ale w takim razie jak mogą za „wolną Polskę”, czyli przeciwieństwo „państwa agenturalnego”, uznawać III Rzeczpospolitą, strukturalnie otwartą i podatną na polityczne wpływy zagranicy znacznie bardziej od PRL?

Prawda o ówczesnym położeniu Polski jest bardziej złożona, niż w czytankach z „Gazety Polskiej”. Nasze państwo tkwiło w układzie hegemonicznym, toteż musiało uzgadniać swoją politykę z polityką hegemona (ZSRS) oraz przyjąć wymagane przez niego wzorce ideologiczne i ustrojowe (podobnie, jak po 1989 r. przyjęło wzorce ustrojowe i ideologiczne narzucane w ramach hegemonicznego bloku zachodniego). Nie znaczy to jednak, iż w ogóle nie prowadziło swojej własnej polityki. Wiele zależało od pozycji, jaką wobec Kremla umiał wypracować sobie konkretny polityk PRL, jakie i z kim miał kontakty w Moskwie i w stolicach pozostałych „demokracji ludowych”. Nie zawsze sowieckie naciski okazywały się skuteczne. W niektórych kwestiach Kreml musiał szukać kompromisu z Warszawą lub przystawać na umowę „coś za coś”, a niekiedy natrafiał na jej zdecydowany opór. Swoją wymowę ma również fakt, że żadne istotne przetasowanie ekipy rządowej w PRL (1954, dwukrotnie 1956, 1968, 1970, 1980, 1981) nie zostało wcześniej postanowione w Moskwie. Każdy kolejny przywódca Polski z tamtych czasów musiał sobie od nowa ułożyć stosunki z Kremlem (i vice versa), a nie zastępował automatycznie poprzednika.

Tak naprawdę dywagacje o braku „wolnej Polski” w epoce PRL dają się sprowadzić do poglądu, iż w bloku wschodnim Polska była uciskana i wykorzystywana przez ZSRS. Szczególnie trwały okazał się mit, zgodnie z którym w naszym kraju utrzymywały się problemy z zaopatrzeniem w żywność i inne dobra konsumpcyjne, bo większość tego, co wyprodukowała polska gospodarka, przymusowo wysyłano do Związku Sowieckiego. „Antykomuniści”, gdy dzisiaj nadal to powtarzają, zapewne nie zdają sobie sprawy, że powielają twierdzenia… komunistycznych władz – i że te same problemy identycznie tłumaczono w ZSRS. Pułkownik Jerzy Bronisławski, wysoki oficer Służby Bezpieczeństwa i pierwszy w historii PRL rzecznik prasowy MSW, opisując w swoich pamiętnikach służbowe pobyty w Związku Sowieckim, odnotował na marginesie: „Denerwujące były powtarzane też przez media komunikaty, jakoby ludzie radzieccy mogli żyć dostatniej, gdyby nie musieli pomagać bratnim narodom. Tym samym karmiła polskie społeczeństwo nasza propaganda, że mielibyśmy nad Wisłą kraj mlekiem i miodem płynący, gdyby nie lichwiarski eksport towarów na Wschód, a prawda leżała przecież gdzieś pośrodku, tylko kto ją miał wytłumaczyć?” Było to nader wygodne wyjaśnienie na użytek propagandy wewnętrznej. To władze PRL umiejętnie podszeptywały społeczeństwu, iż półki w sklepach są puste, bo wszystko zabierają ruscy, a nie z powodu nieracjonalnego systemu zarządzania gospodarką, który nawet w granicach modelu ekonomicznego obowiązującego w bloku wschodnim mógł funkcjonować nieco inaczej i efektywniej, jak miało to miejsce na Węgrzech, w Czechosłowacji czy zwłaszcza w NRD. Nawiasem mówiąc, sam fakt posługiwania się przez władze PRL propagandą przedstawiającą społeczeństwu Związek Sowiecki w negatywnym świetle świadczy, że wcale nie miały do Moskwy tak wiernopoddańczego stosunku, jak wyobrażają sobie „antykomuniści”.

W potocznym obiegu do rangi symbolu domniemanej eksploatacji Polski przez ZSRS urósł rubel transferowy. Na jego temat opowiada się, iż Związek Sowiecki za importowane z PRL towary płacił stronie polskiej wymyśloną przez siebie fikcyjną walutą, właśnie owym rublem transferowym, za który nic nie dało się kupić – czyli wywoził, co chciał bez płacenia, zwyczajnie nas okradał. Wyobrażenia te nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Rubel transferowy nigdy nie stanowił jednostki płatniczej (waluty), tylko jednostkę miary wartości wymiany towarowej między państwami RWPG – przyjętą czysto konwencjonalnie, czyli sztucznie. Ale system wymiany rozliczanej w rublach transferowych wcale nie był jednostronnie niekorzystny dla PRL. Zapewniał jej na przykład stałe dostawy surowców energetycznych z ZSRS po cenie znacznie niższej od tej na rynkach pozablokowych. Oznacza to, że Związek Sowiecki świadomie dopłacał do ropy i gazu eksportowanych do Polski. Była to cena, jaką strona sowiecka płaciła za trwanie PRL w strukturach bloku wschodniego. Gdy po „okrągłym stole” pojawiła się perspektywa dojścia do władzy w Warszawie orientacji prozachodniej i wypadnięcia Polski z bloku, stanowisko Kremla szybko uległo zmianie. Rzadko się pamięta, iż podczas wizyty polskiej delegacji rządowej na czele z premierem Mazowieckim w Moskwie w listopadzie 1989 r. to Rosjanie – a nie Polacy – nalegali na jak najszybsze przejście na rozliczenia w dolarach, ponieważ to dla nich dotychczasowe warunki wymiany były finansowo nieopłacalne.

To kieruje nas ku kluczowej kwestii: pozycji PRL w bloku wschodnim. Według krytyków Polski „Ludowej”, zarówno tych urzędowych, jak i tych hobbystycznych, była to pozycja państwa okupowanego, względnie pozycja pomiatanego sługi. Tymczasem w najważniejszym i bodaj najobszerniejszym polskim opracowaniu z zakresu geopolityki akademickiej opublikowanym po 1989 r. o PRL pisze się jako o „drugim co do znaczenia państwie obozu”. Autorem tych słów jest Leszek Moczulski* – antykomunista autentyczny (bo trudno traktować poważnie „antykomunizm” dziennikarzy urodzonych w latach osiemdziesiątych albo ulicznych aktywistów urodzonych w latach dziewięćdziesiątych), więziony w minionej epoce za działalność opozycyjną, który zarzucał „Solidarności” za mały radykalizm i nazwał PZPR „Płatnymi Zdrajcami, Pachołkami Rosji”. A przy tym naukowiec zbyt rzetelny i inteligentny, by przykrawać rzeczywistość do własnych uprzedzeń.

Skoro Polska w bloku wschodnim grała drugie skrzypce zaraz po Związku Sowieckim, to znaczy, że tak silnej pozycji na arenie międzynarodowej nie zajmowała od czasów bloku napoleońskiego (1807-1813), w którym była najważniejszym sojusznikiem militarnym cesarza Francuzów. W okresie międzywojennym, wbrew sanacyjnej propagandzie głoszącej na użytek wewnętrzny tezę o mocarstwowości Rzeczypospolitej, niepodległa Polska pozostawała bowiem jednym z mniej wpływowych państw nie tylko Europy, ale nawet regionu ABC, wyprzedzanym pod tym względem przez Czechosłowację, a być może również przez Rumunię i Austrię. Obecnie, po nieprzemyślanej akcesji do NATO i Unii Europejskiej, państwo polskie jest dyplomatycznym popychadłem – ratlerkiem, którego Zachód szczuje do jazgotania na Rosję, po czym negocjuje z nią za plecami Warszawy i w kluczowych momentach nie zaprasza jej nawet do wspólnego stołu rokowań. Niegdysiejsza pozycja Polski w bloku wschodnim nie jest więc żadnym powodem do wstydu. Przeciwnie, była ona historycznym i politycznym kapitałem, lekkomyślnie roztrwonionym potem przez polityków z pokolenia „okrągłego stołu”.

Adam Danek

http://xportal.pl/?p=19339

LOS w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej – czyli kolejny gniot zaślepionych antykomunizmem dezinformatorów

LOS w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej

29 czerwca Zarząd Główny Ligi Obrony Suwerenności wystosował Oświadczenie w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej. Dokument jest wyrazem sprzeciwu Władz Naczelnych LOS wobec propagowania w Polsce symboli komunistycznych, związanych z poprzednim ustrojem. Z treścią Oświadczenia mogą się Państwo zapoznać poniżej lub w zakładce „Oświadczenia”, umiejscowionej w górnym menu na naszej stronie.

O Ś W I A D C Z E N I E
w sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej.

Pomimo upadku komunizmu w wielu polskich miejscowościach wciąż stoją pomniki osobników bezpośrednio zaangażowanych w budowę i utrwalanie tego zbrodniczego i totalitarnego systemu, który przez pół wieku zniewalał Naród Polski. Zbrodniarze i zdrajcy patronują ulicom, a nawet szkołom, które powinny przecież wychowywać młodzież w duchu patriotyzmu i umiłowania Ojczyzny, a nade wszystko przekazywać jej prawdę o naszej historii. Brak pełnej dekomunizacji jest problemem, z którym nasz kraj jeszcze się nie uporał.

Grzechem pierworodnym III Rzeczypospolitej była umowa „okrągłostołowa” i wynikająca z niej „gruba kreska”. Nierozliczenie renegatów zaangażowanych w budowę systemu komunistycznego w Polsce spowodowało, że żyją oni w dostatku, w przeciwieństwie do ich ofiar, które często wegetują na granicy ubóstwa, czy wręcz skrajnej nędzy. Uwłaszczenie się na majątku narodowym przez nomenklaturę komunistyczną dokonało się poprzez rabunkową prywatyzację przy aprobacie koncesjonowanej opozycji. W obecnej sytuacji odwrócenie zaistniałego stanu rzeczy wydaje się być trudne, gdyż spadkobiercy komunistycznych zbrodniarzy zajmują często wysokie pozycje w świecie polityki, mass mediów i biznesu. Przywodzi to na myśl analogię do sposobu działania struktur mafijnych, w których pierwszy z rodu inwestując nieuczciwie zdobyte środki w legalne interesy zapewnia byt swoim potomkom. Możliwy jest jednak demontaż pomników, czy zmiana nazw szkół i ulic, którym patronują osobnicy o komunistycznym rodowodzie. Byłoby to minimalnym aktem sprawiedliwości i zadośćuczynienia wobec tych, którzy cierpieli i umierali za wolną Polskę.

Stosowne działania powinny być podjęte już 25 lat temu, gdy komuniści pozornie oddawali władzę ludziom o rodowodzie solidarnościowym. Jednak nigdy nie jest za późno na dochodzenie sprawiedliwości. Dlatego z uwagą przyglądamy się senackiemu projektowi ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej z dnia 20 czerwca 2013 r. Ustawa, która ma wręcz fundamentalne znaczenie dla najnowszej historii Polski, trafiła już dawno do rąk ówczesnej marszałek Sejmu Ewy Kopacz, lecz po raz pierwszy była czytana w odpowiednich komisjach dopiero w listopadzie 2014 r. Takie zachowanie posłów można uznać za skandaliczne, bowiem do dnia dzisiejszego nie podjęli oni praktycznie żadnych działań mających wprowadzić ją w życie.

O potrzebie natychmiastowej dekomunizacji przestrzeni publicznej świadczą setki wątpliwej wartości pomników przypominających o sowieckim najeździe oraz okupacji Polski. Według Instytutu Pamięci Narodowej takich reliktów z czasów PRL-u jest w naszym kraju blisko tysiąc. Tymczasem od wielu lat mamy do czynienia z próbami pomniejszania zbrodniczej działalności komunistów w Polsce. Ich godna potępienia przeszłość jest jednak niepodważalna i nie powinna być gloryfikowana. Dlatego odpowiednia ustawa pomogłaby raz na zawsze rozstrzygnąć nieuzasadnione spory historyczne.

Liga Obrony Suwerenności wyraża zdecydowany sprzeciw wobec propagowania w Polsce symboli komunistycznych. Obecność w przestrzeni publicznej nazw ulic, budowli i pomników gloryfikujących sowieckich agresorów i ich agentów jest wyrazem braku szacunku władz państwowych dla ofiar komunistycznych represji. Stawia ponadto katów Narodu Polskiego w pozytywnym świetle w oczach młodego pokolenia Polaków, utrwalając w nich historyczne kłamstwa o rzekomym polsko-sowieckim „braterstwie” i „wyzwoleniu” Polski przez Armię Czerwoną. Dlatego domagamy się od decydentów III Rzeczypospolitej podjęcia niezwłocznych działań mających na celu usunięcie z polskiej przestrzeni publicznej wszelkich śladów dawnego, zbrodniczego systemu. Działanie takie będzie wyrazem historycznej sprawiedliwości, która należy się wszystkim Polakom.

Gdańsk, dn. 29 czerwca 2015 r.

Przewodniczący
Ligi Obrony Suwerenności
Wojciech Podjacki

http://lospolski.pl/?p=4300

Po pierwsze gdzie autor tego „oświadczenia” widzi propagowanie komunistycznej symboliki w przestrzeni publicznej? Te parę pomników Armii Czerwonej które nie mogą się obstać pod naporem oszalałych z nienawiści rusofobów podpuszczanych przez żydo-reżim rządzący Polską? A czemu autor nic nie wspomni na temat wszechobecnej w urzędach, szkołach itp., symboliki katolickiej pomimo rzekomego rozdziału kościoła od państwa? Dlaczego mamy nie tolerować „symboliki komunistycznej” w przestrzeni publicznej a przymykać oko na symbolikę jednej z najbardziej zbrodniczej i  totalitarnej instytucji i religii w historii świata? Bo rzekomo to religia „naszych ojców”?

I gdzie  autor widzi te rzekome zbrodnie „komunistyczne”, jeżeli już coś to były to zbrodnie żydowskich funkcjonariuszy infiltrujących aparat UB czy NKWD i z tego powodu należy mówić o zbrodniach żydo-komuny czy żydo-bolszewii a nie o „zbrodniach komunistycznych” czy „zbrodniarzach komunistycznych” bo te pojęcia są zbyt ogólnikowe i nie wiele mówią na temat rzeczywistych sprawców tamtych zbrodni, odwracają uwagę od samych sprawców oraz starają się ukazać socjalizm czy komunizm w celowo złym świetle. Oczywiście komunizm miał swoje wady takie jak państwowy ateizm czy niepotrzebne i właściwie szkodliwe zwalczanie wszelkiej własności prywatnej czy prywatnych inicjatyw gospodarczych ale główne założenia komunizmu czyli upaństwowienie banków i środków produkcji są jak najbardziej słuszne bo choćby odbierają lichwiarzom możliwość ograbiania całych narodów za pomocą lichwy czy uniemożliwiają wykorzystywanie pracowników na masową skalę przez chciwych kapitalistów oraz masową grabież do prywatnej kieszeni wypracowanego przez robotników zysku.

Po za tym nie było czegoś takiego jak „komuniści pozornie oddawali władzę ludziom o rodowodzie solidarnościowym”, to nie beznarodowi „komuniści” oddawali władzę solidaruchom lecz żydostwo zasłaniające się dla niepoznaki „komunizmem” a penetrujące aparat władzy PRL przy błogosławieństwie Kościoła Katolickiego oraz poparciu międzynarodowej żydowskiej finansjery(banksterów) i ich doradców dogadało się z zorientowanym liberalnie, prozachodnio i prokapitalistycznie żydostwem z obozu „Solidarności” w sprawie przyszłego podziału władzy w kraju tym samym eliminując Polaków z przestrzeni politycznej, medialnej, kulturalnej, gospodarczej itp., zapewniając sobie tym samym władzę i dominację w Polsce na kolejne dziesięciolecia.

Nie było również czego takiego jak „uwłaszczenie się na majątku narodowym przez nomenklaturę komunistyczną”, to kolejne sformułowanie wymyślone przez samych żydów a mające na celu odwrócenie uwagi od faktu że to nie żadna komunistyczna czy partyjna nomenklatura została uwłaszczona na majątku narodowym a miejscowe elity żydowskie oraz zachodnie banki i korporacje będące głównie w rękach żydowskich lub rękach usłużnych wobec żydów szabesgojów.

Kolejna sprawa to czepianie się przez autora pomników Armii Czerwonej jest nie na miejscu, gdyby nie poświęcenie żołnierzy radzieckich to autora tegoż tekstu nie byłoby nawet na świecie i nie miałby kto napisać tych bzdur. „Sowieckie represje” to też gruba przesada, po pierwsze to nie były represje sowieckie a żydo-bolszewickie, termin „Sowieci” wymyśliła i kolportowała zachodnia propaganda dla celów odwrócenia uwagi od w dużej mierze żydowskiego sprawstwa tych zbrodni a liczba ofiar tych represji jest dużo mniejsza niż liczba ofiar okupacji żydo-nazistowskiej. Żydo-stalinizm nigdy też nie planował tak jak żydo-nazizm eliminacji całych narodów a jedynie ich wasalizację w ramach Związku Radzieckiego lub jako państwa satelickie.No i wolę braterstwo polsko – sowieckie gdzie PRL było drugim w hierarchii ważności państwem po ZSRR niż obecne „polsko-amerykańskie” gdzie Polska odgrywa jedynie rolę rezerwuaru taniej siły roboczej, śmietniska Europy, źródła zasobów naturalnych, źródła taniego mięsa armatniego i chłopca na posyłki.

I na koniec cała ta „dekomunizacja” to zawracanie dupy ludziom sprawami nieistotnymi, drugorzędnymi, drugoplanowymi, III RP nie ma bowiem wiele wspólnego z PRL i w żadnym wypadku nie jest komunistyczna lub rządzona prze domniemanych kumuchów. III RP trzeba nacjonalizacji banków, środków produkcji, usunięcia z aparatu państwa agentów zachodnich specsłużb, fundacji pozarządowych, korporacji, banków czy wystąpienia Polski z NATO oraz UE a nie żadnej „dekomunizacji”.

przemex

Dodatki:

link do dyskusji na ten temat: https://piotrbein.wordpress.com/2015/07/01/los-to-kompletni-i-skonczeni-idioci/