Produkowanie niezgody – nowa wojna kulturowa.

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/12/17/produkowanie-niezgody-nowa-wojna-kulturowa/

Chris Kanthan
Sott.net

Noam Chomsky jest znany z opisania produkowania zgody jako propagandowego narzędzia elit, służącego kontrolowaniu ludzi. Tymczasem równie skutecznym sposobem kontrolowania ludzi jest wytwarzanie niezgody. Ta strategia, określana też mianem „dziel i rządź”, zwykle ogranicza się do polityki zagranicznej, ale obecnie amerykańskie elity używają jej przeciwko amerykańskiemu narodowi. Neonaziści, alt-right, Antifa, niszczenie pomników i rzucanie się ludzi jeden na drugiego są oznakami podzielonego narodu, ogarniętego gorączką sztucznie wyprodukowanej „wojny kulturowej”. Podczas gdy klasa rządząca śmieje się z tego do rozpuku, klasy średnie i pracujące złapały tak zwaną społeczną chorobę autoimmunologiczną (Societal Autoimmune Disorder. S. A. D.). Gdzieś pomiędzy 2008 r. i chwilą obecną zostaliśmy sprytnie przekierowani z „Okupuj Wall Street” na „Okupujmy się nawzajem”.

W zjednoczonej Ameryce ludzie koncentrowaliby się na gospodarce stanowiącej  odwrotność Robin Hooda, która: zepchnęła 78% Amerykanów w życie od wypłaty do wypłaty i skazała ich na niemożliwe do udźwignięcia zadłużenie, trzymające w okowach studentów i cały naród; przyniosła złodziejstwo Wall Street, banksterów i Banku Rezerw Federalnych; niekończące się, maniakalne wojny, których domaga się kompleks wojskowo-przemysłowy; erozję swobód obywatelskich i prywatności; sztuczną żywność produkowaną z GMO i toksycznych związków chemicznych; wzrost zapadalności na różne chroniczne choroby i bezwzględny wzrost kosztów opieki zdrowotnej – żeby wymienić choćby część jej skutków.

Jednak spora część Amerykanów nie jest tego wszystkiego świadoma i jest zajęta wzajemnymi walkami, jeśli nie fizycznie, to w myślach i na platformach społecznościowych. Biali przeciwko czarnym, mężczyźni przeciw kobietom, heteroseksualni przeciwko gejom, obywatele przeciw imigrantom, chrześcijanie przeciw muzułmanom, prawica przeciw lewicy i tak dalej. Nie ma żadnej logicznej, dojrzałej dyskusji. Dwie grupy spotykają się, aby sprawdzić, kto potrafi głośniej krzyczeć i podlej wyzywać. Gdy policji uda się skutecznie je rozdzielić, tłumy znajdują zadowolenie w kakofonii nonsensów. Kiedy policja odchodzi, budzą się instynkty jaskiniowców i zaczynają się bijatyki. Co się stało z hasłem „miłość zwycięża nienawiść” (Love Trumps Hate)?

W Syrii, po wyzwoleniu któregoś z miast od dżihadystów, ktoś zauważył: „Syria była najbardziej świeckim, najprzytulniejszym i najlepiej funkcjonującym krajem świata arabskiego. Pytanie, czy ktoś jest muzułmaninem czy chrześcijaninem, było nie na miejscu. Tak było do marca 2011 r. Przez następny rok sunniccy ekstremiści zabijali szyitów i chrześcijan. Muzułmanie, którzy od pokoleń mieszkali po sąsiedzku z Jezydami i żyli z nimi w przyjaźni, zwrócili się przeciwko nim, kiedy szaleństwo ISIS zainfekowało ich dusze. Zniszczono kościoły, które stały od stuleci, zabito tysiące chrześcijan, a około miliona wypędzono z domów.

Wydaje się, że dla elit nie ma nic łatwiejszego, jak rozpalanie sekciarstwa i zwracanie jednej grupy przeciwko drugiej – tak samo 500 lat p.n.e., jak i w roku 2000, i bez względu na to, czy dotyczy to kraju trzeciego świata, czy któregoś z krajów rozwiniętych.

Wielokulturowość jest trudna, ale staje się znacznie trudniejszą, kiedy skłania się ludzi do skupiania się na różnicach, rozdrapywaniu starych ran, demonizowaniu całych grup i przyjmowaniu postawy ofiary. Wielu Amerykanów uwarunkowano tak, żeby mieli wyczuloną świadomość swojej rasy, płci, „tożsamości” itd. Ponadto aktywnie uczy się ludzi, że cudze opinie, słowa, wyrażenia, a nawet emocje mają wyzwalać u nich atak paniki albo złości.

Wybitnym postaciom z dziedziny duchowości i psychologii, od Buddy po ludzi nam współczesnych, zawdzięczamy zbiorową mądrość, która podpowiada, że jeśli chce się być szczęśliwym, należy nauczyć się ignorować opinie i osądy innych ludzi oraz to wszystko, czego nie jest się w stanie możesz zmienić, i – ogólnie rzecz biorąc – trywialne wydarzenia, z którymi stykamy się na porządku dziennym.

Tymczasem jednak, wbrew tym mądrościom, mamy nowe pokolenie inżynierów społecznych, którzy wmawiają ludziom, że mają być niezwykle czujni, nieustannie wypatrując wszelkich okazji, by mogli się obrazić – niewłaściwych słów, błędnych zwrotów i błędnych opinii wyrażonych niewłaściwym tonem.

Innym sposobem, w jaki elity budują niezgodę, jest akcentowanie wybiórczych statystyk i przypisywanie złych intencji, kryjących się za takim stanem rzeczy. Na przykład, jeśli tylko 20% informatyków stanowią kobiety, mówi się nam, że musi to być wynik seksizmu. Nie jesteśmy w stanie/ nie możemy stworzyć społeczeństwa, które ma doskonałą w proporcjach reprezentację we wszystkich zawodach dla wszystkich grup demograficznych. 98% mechaników samochodowych stanowią mężczyźni, a 94% pielęgniarek to kobiety. Czy to również zamierzamy „naprawić”? Jeśli radykalni lewicowcy przepchną swoje zdanie, będziemy zmuszeni. Tym, czego oni nie uznają, a może uznają, ale uparcie ignorują, jest fakt, że zmiany społeczne i kulturowe na szeroką skalę, jeśli w ogóle są na miejscu, muszą zachodzić w sposób naturalny. Społeczeństwo nie jest nieożywionym modelem matematycznym w komputerze, który można dowolnie usprawniać i „restartować”.

Każdy kraj i każda grupa etniczna ma swoją mroczną historię, w której silniejsi wykorzystywali grupy stosunkowo słabsze. Ale wiecie co? To się wciąż dzieje. Tyle tylko, że elitarni „inżynierowie społeczni” stosują dziś znacznie bardziej wyrafinowaną taktykę. Dewaluują walutę i mówią, że dostaliście podwyżkę. Karmią was trucizną, a następnie doprowadzają do bankructwa drogimi kuracjami, które jedynie wyciszają objawy. Niszczą Syrię i Libię i mówią wam, że to „wojny humanitarne”; zamieniają w gruz domy 20 milionów ludzi, przyjmują milion uchodźców i mówią wam o tym, jak bardzo współczujący jest system i że macie go szanować. Zniewalają ludzi długiem i środkami masowego przekazu i mówią, że niewolnictwo zostało wyeliminowane dawno temu.

Żeby odwrócić uwagę od udręki życia w systemie totalitarnym pod rządami oligarchów – tego 1%, będącego właścicielem połowy światowego bogactwa – wyczarowują sposoby na tworzenie wojny domowej, wskutek czego wojujemy ze sobą nawzajem zamiast z nimi.

Zaburzenia autoimmunologiczne zaczynają się wtedy, kiedy układ odpornościowy człowieka staje się niezwykle wrażliwy i atakuje ciała nieszkodliwe – powiedzmy pyłek kwiatowy. W niektórych wypadkach układ odpornościowy jest tak „paranoidalny”, że zaczyna niszczyć własne tkanki. W końcu całe ciało ogarnia stan zapalny. I tak samo jest ze społeczeństwem.

Elity wywołują w Ameryce S. A. D. – społeczną chorobę autoimmunologiczną.

Nie poddajmy się tej niebezpiecznej chorobie, którą w ostatecznym rozrachunku sami na siebie sprowadzamy. Nie dajmy się wmanipulować w walczenie ze sobą nawzajem. Poświęćmy trochę czasu dla siebie, wyłączmy na chwilę media głównego nurtu, wydostańmy się z bańki i wyciągnijmy rękę do sąsiada, kolegi, rodziny i przyjaciół. Ameryka jako kraj znajduje się na rozdrożu, a następne dziesięciolecie może przynieść bezprecedensowe zmiany i wyzwania. Jedyną drogą naprzód jest zebranie się razem, odłożenie na bok ideologii i podyskutowanie o problemach w sposób logiczny i konstruktywny oraz dokonanie syntezy podstaw dostatniej przyszłości. Jeśli nie podejmiemy tych wysiłków, w najlepszym razie w 2100 roku Amerykanie mogą zacząć domagać się zniszczenia pomników wzniesionych w 2017 roku. Zaś w najgorszym…. cóż, prawdopodobnie wolelibyście się nad tym nie zastanawiać, choć mogłoby to być bardzo przydatne.


Chris Kanthan
jest autorem nowej książki pt. Syria – War of Deception, która jest dostępna w wersji skondensowanej i dłuższej, bardziej szczegółowej. Chris mieszka w San Francisco Bay Area, odwiedził 35 krajów i pisze o problemach świata, polityce, ekonomii i zdrowiu. Napisał też książkę „Deconstructing Monsanto”. Jego konto na Twitterze to @GMOChannel

 

Tłumaczenie: PRACowniA

Sylwester w Kolonii – przestępstwa seksualne i radykalizowanie się europejskiego społeczeństwa.

Harrison Koehli

Wszyscy słyszeliśmy, co się wydarzyło w Kolonii w noc sylwestrową. Grupa 1000 uchodźców rzekomo zrobiła zadymę na głównym placu miasta, pijąc, odpalając petardy w tłum, okradając ludzi i napastując seksualnie ponad 100 kobiet. Według kolońskiej policji zarejestrowano ponad 200 przypadków napaści seksualnych. Efektem tych zajść jest atmosfera strachu oraz gwałtowne reakcje w stosunku do władz – od lokalnej policji po przywódców Niemiec. Jest to „terroryzm seksualny” w najgorszym wydaniu, dowód, że niemiecki eksperyment z wielokulturowością oraz polityka witania z otwartymi ramionami uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej okazały się kompletnym fiaskiem. Relacje z wydarzeń i reakcje są jednoznaczne.

Ale czy takie przedstawianie sytuacji jest uzasadnione? Raczej nie. Nie mamy nawet jasnego obrazu, co się dokładnie stało w Kolonii w tamtą noc. Fakt, że wszystkie media są zgodne – w kraju, gdzie są one kontrolowane przez CIAwskazuje raczej na „operacyjny” i ukartowany charakter relacjonowania, a może nawet i samego zajścia.

Jak dotąd, na dostępnym nagraniu wideo z miejsca zajścia można zobaczyć spory tłum młodych ludzi (głównie mężczyzn) na placu, niektórzy wyraźnie popijają, kilku strzela petardami w niebo, a niektórzy – w tłum. Zasadniczo, duża grupa lub kilka mniejszych grup nastolatków i dwudziestoparolatków zachowuje się jak nastolatki i dwudziestoparolatki w większości zachodniego świata – nieodpowiedzialnie i „po prostu się zabawiając”. Na filmach nie widać serii ataków na tle seksualnym na kobiety w tej okolicy, dokonanych przez nieznaną liczbę tych młodych mężczyzn, co jednak z pewnością także miało miejsce. Według zeznań ofiar narzucały im się grupy młodych mężczyzn o wyglądzie przybyszów z Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej. Kobiety były obmacywane, niektóre z nich zostały obrabowane, a co najmniej jedna bądź dwie podobno zgwałcone.

 

 

Policja zidentyfikowała 32 podejrzanych, z czego 18 lub 19 ubiegało się ostatnio o azyl. Według innych doniesień podejrzani to dziewięciu Algierczyków, ośmiu Marokańczyków, pięciu Irańczyków, czterech Syryjczyków, trzech Niemców, jeden Serb i jeden Amerykanin.

Trudno się zorientować co do liczby osób rzeczywiście zaangażowanych w te incydenty; wśród podejrzanych niektórzy są prawdopodobnie niewinni, z kolei inni mogą z dużym prawdopodobieństwem pozostać niezidentyfikowani. Jednak obejrzane filmy i relacje, które przeczytałem, wskazują na to, że mężczyźni, którzy dopuścili się tych ataków, byli raczej częścią znacznie mniejszej grupy, liczącej być może 30-40 mężczyzn, jak opisała to jedna z ofiar. (Jeśli ktoś z naszych czytelników dysponuje informacjami wskazującymi na coś innego, mówiące inaczej, prosimy o notkę w komentarzach.) Ma to sens. Doniesienia medialne są go pozbawione.

Zastanówcie się. Czytając relacje ze źródeł tzw. głównego nurtu, można myśleć, że wszyscy mężczyźni – cały 1000 – na placu wzięli udział w napaści, ponieważ tak to przedstawia mainstream. Ale jak to ustalono? Mamy sobie wyobrazić, że każdy mężczyzna z tego tłumu bierze udział w zbiorowym ataku na 100-200 kobiet? Może się mylę, ale nie sądzę, żeby którakolwiek z kobiet coś takiego zgłosiła. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że kobiety zaatakowała jakaś mniejsza grupa dewiantów (powiedzmy 20-30), jak to opisują świadkowie.

Niezależnie od liczby sprawców, wydaje się, że napaści były, przynajmniej do pewnego stopnia, zaplanowane z wyprzedzeniem, szczególnie wziąwszy pod uwagę, że podobne ataki miały miejsce w Finlandii, Szwecji, Szwajcarii i Austrii. Z tego powodu niemiecki minister sprawiedliwości podejrzewał, że były one skoordynowane. Wygląda na to, że przynajmniej do zaplanowania zgromadzenia na miejskim placu wykorzystano media społecznościowe, choć nie ma żadnych oznak, że nawoływano tam do okradania i napastowania kobiet. Jeśli tak było, to użyto do tego innych platform, być może wśród mniejszej, wybranej grupy.

Od czasu ataków odbyły się demonstracje wzajemnie opozycyjnych grup – jedne opowiadały się po stronie uchodźców, inne przeciwko nim, a „nieznani sprawcy” atakowali przypadkowych uchodźców. Partia Merkel zaproponowała zaostrzenie przepisów w zakresie ubiegania się o azyl, a niektórzy politycy wzywają do deportacji.

Kryzys uchodźców umieszczony w kontekście

Zanim przejdę do reakcji społeczeństwa i mediów na te ataki, chciałbym szybko uporać się z kilkoma sprawami. Po pierwsze, kryzys uchodźców nie istniałby, gdyby UE nie pokłoniła się przed wolą USA i gdyby NATO pod kierownictwem USA (i Izraela) nie obrało sobie za cel zniszczenie jednego kraju po drugim na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Kaddafi, zanim jego kraj został zniszczony a on sam zlinczowany, ostrzegał przywódców UE, że do tego dojdzie – i miał rację. Nic z tego by się stało, gdyby USA, z tchórzliwym, uległym przyzwoleniem Europy, nie zniszczyły Bliskiego Wschodu.

Po drugie, kiedy już Turcja otworzyła wrota, a media wywierały naciski na opinię publiczną, kraje europejskie nie miały innego wyboru, jak tylko zaakceptować uchodźców. Z moralnych i praktycznych względów nie mogły po prostu zamknąć swoich granic i nie wpuścić nikogo. Co zrobić z milionami ludzi? Pytanie do krytyków niemieckiej polityki „otwartych drzwi”: jak miałaby wyglądać oparta na współczuciu i zdrowym rozsądku odpowiedź ze strony Europy na kryzys uchodźców? Nawet gdyby istniał przyzwoity i skuteczny sposób zawrócenia tej ogromnej liczby ludzi, nie przeszkodziłoby to w przedostaniu się elementów przestępczych lub terrorystycznych, gdyby chcieli się dostać do Europy. Wydaje mi się, że kraje europejskie zostały wmanewrowane w sytuację niemal niemożliwą do rozwiązania. Celowo.

Po trzecie, po prostu nie znamy demografii tej populacji uchodźców. Nie wiemy, skąd są (wielu ludzi z innych krajów używa podrobionych syryjskich dokumentów, ponieważ wydaje im się, że dzięki temu będą lepiej traktowani). Większość ucieka ze stref ogarniętych wojną, ale wielu z nich jest również uchodźcami ekonomicznymi (tzn. ich życie nie było szczególnie zagrożone, ale w Europie widzą szansę na poprawę swojej sytuacji finansowej). Bardzo niewielu z nich to prawdopodobnie „dżihadyści”.

Po czwarte, jak w każdej populacji, niewątpliwie znajdzie się tam element przestępczy. Skoro 1 na 100 osób jest klinicznym psychopatą (przy ostrożnych szacunkach), oznacza to, że ​​w zeszłym roku do Niemiec mogło przybyć ponad 10 tysięcy psychopatów. I to nie licząc zwykłych przestępców różnej maści. Dodajcie do tego wahabickich dżihadystów, którzy rozmyślnie zostali wysłani do Europy. Ale pamiętajcie też, że przy odsetku 1%, w Niemczech jest (średnio biorąc) aż 800 tysięcy niemieckich psychopatów.

Większość ludzi prawdopodobnie nie potrafi mieć na uwadze tych wszystkich elementów jednocześnie. Głupi ludzie dochodzą do głupich wniosków; zdarza się to również ludziom całkiem inteligentnym, zwłaszcza kiedy są manipulowani emocjonalnie. Tak więc istnienie nawet stosunkowo znikomej liczby wyrzutków społecznych, dżihadystów czy primadonn, domagających się specjalnych warunków, wystarcza, aby doprowadzić europejskich oszołomów do przyjęcia założenia, że wszyscy uchodźcy są gwałcicielami, terrorystami i chciwymi darmozjadami. (Ukłony dla Donalda Trumpa!) I dokładnie w taki sposób reaguje na nowe zagrożenie uchodźcami statystyczny europejski świr: faszyzmem i rasizmem. Wszystko zgodnie z planem. Andrew Korybko podsumował to następująco:

Wojny na Iraku, Libii i Syrii stworzyły poważny kryzys humanitarny, gdzie miliony ludzi zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów i do statusu zewnętrznego lub wewnętrznego uchodźcy. Pracując ręka w rękę z Turcją Erdogana, Stany Zjednoczone kusiły miliony Syryjczyków do opuszczenia swojego kraju i osiedlenia się na ziemiach północnego sąsiada tylko po to, żeby później zostali strategicznie „uwolnieni” i wypędzeni do Europy za pośrednictwem siatki powiązanych z agencjami wywiadowczymi handlarzy ludźmi i narkotykami.

Zgodnie z przewidywaniami Unia Europejska i tranzytowe państwa bałkańskie zostały zalane bezprecedensowym napływem ludzi, którzy byli strategicznie skierowani przeciwko nim, o co – należy przypomnieć – USA chodziło. Krajowe podziały polityczne i tożsamościowe, które ten fizyczny szturm zaostrzył, szybko rozwinęły się w przepaść pomiędzy spolaryzowanymi stanowiskami i w fizyczny aktywizm, kulminując w postaci z góry zadanej, niestabilnej mieszanki składników społecznych i potęgując zagrożenie kolorową rewolucją we wszystkich krajach północnej i zachodniej Europy (z podobnym ryzykiem objawiającym się obecnie na Bałkanach, zwłaszcza w Serbii i Macedonii).

Na polecenie i z odrobiną przewodnictwa te konkurencyjne czynniki krajowe (obóz pro-„uchodźczy”, obóz anty-„uchodźczy” oraz sami „uchodźcy”) mogą być wmanipulowane w czysto hobbesowski konflikt między sobą albo z rządem, stanowiąc utajone asymetryczne zagrożenie, które bez wątpienia będzie mocno trzymać wszystkich niezdecydowanych przywódców politycznych (czyli tych, którzy biorą pod uwagę pragmatyczne stosunki z Rosją i Chinami) pod wymuszonym społeczno-politycznym wpływem USA.

Kryzysem uchodźców manipulowano od samego początku z zamiarem doprowadzenia do dokładnie takiej reakcji. Grając na zacnym, choć być może nieco naiwnym uczuciu współczucia ludzi – tylko po to, żeby natychmiast zwrócić je przeciwko nim w postaci wyprodukowanego terroryzmu – rzeczywiste władze nie tylko pokazują, co sądzą o przyzwoitych ludziach, ale i używają ludzkiego współczucia do przekształcenia europejskiego społeczeństwa w rasistów, a ostatecznie – w faszystów. Taki był plan USA i jak na razie bardzo dobrze im idzie. Europejskie społeczeństwo jest dzielone w ramach procesu podbijania go przez nieludzką ideologię rządzących psychopatów.

Kto będzie zwycięzcą? Wygląda na to, że niektórzy (w tym zazwyczaj bystry Korybko) uważają, iż prawdziwe niebezpieczeństwo stanowią uchodźcy, że będą oni mieli „szariatujący” wpływ na społeczeństwa europejskie, tworząc w jego obrębie gniazda terroru, które następnie będą mogły być wykorzystane w podrobionych „kolorowych rewolucjach”, po których Europa będzie krzyczeć: „Allah Akbar!” Bardzo w to wątpię. Jacyś opętani dżihadyści mogą sobie tego życzyć, ale są oni jedynie narzędziem w rękach „wyższych władz”, potrzebnym do realizacji zgoła innego planu. Zanim Europę ogarnie „prawo szariatu”, nastąpi kolejny holocaust.

Bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz: kolorowa rewolucja zrodzi się naturalnie. Najlepszym sposobem, żeby zmienić kraj w faszystowski, jest zmanipulowanie jego narodu tak, żeby sam się tego dopominał. Wahabicka mniejszość to tylko środek, który doprowadzi do neonazistowskich masówek i ostatecznie do jakiejś formy obozów koncentracyjnych – początkowo do czasowego przetrzymywania uchodźców, potem obejmie urodzonych w Europie muzułmanów, a w końcu wszystkich dysydentów. A w międzyczasie osłabiona Europa, zajęta wewnętrzną polaryzacją i konfliktami, stanie się Europą całkowicie uległą.

Seksualny terroryzm, przestępstwo seksualne czy wymyślony kryzys?

Wracając do naszego wydarzenia (wydarzeń), odpowiedź była typowa: podsycenie ognia konfliktu rasowego. Peter Schwarz pisze na/ dla stronie World Socialist Web Site:

W każdym razie, zważywszy na brak opartego na faktach potwierdzenia tego, co w tej chwili jest zaledwie domniemaniem, zaciekła reakcja prasy da się wytłumaczyć wyłącznie w kategoriach politycznych. Partie polityczne i media rozpoczęły kampanię, która przez wiele lat była w Niemczech uważana za niemożliwą.

Około 70 lat po upadku Trzeciej Rzeszy media wykorzystują tego samego typu odrażające stereotypy rasowe, z otwartymi odwołaniami do paranoidalnych obsesji seksualnych, w jakich specjalizowali się naziści. Po raz kolejny bezczelne niemieckie media przywołują obrazy czystych nordyckich kobiet, na których żerują ciemnoskórzy Untermenschen (podludzie).

W sobotę magazyn Focus umieścił na okładce wizerunek nagiej kobiety, której ciało było pokryte czarnymi odciskami dłoni. W weekendowym wydaniu Süddeutsche Zeitung znalazł się wizerunek ciała białej kobiety z czarną ręką, chwytającą jej genitalia. Gazeta rozpowszechniała ten obraz również na Facebooku.

To jest w zasadzie to, czego chcą ludzie odpowiedzialni za powstanie tego kryzysu uchodźców. Obejrzyjcie na przykład te wywiady z mieszkańcami Kolonii:

 

 

Ludzie naprawdę nie mogą nic na to poradzić, nasze umysły są tak skonstruowane, że pracują w oparciu o dość automatyczne rozpoznawanie schematów i stereotypów. A jeśli o tym nie wiemy, bądź nie pamiętamy, i nie bierzemy tego pod uwagę przy aktywnym rozumowaniu, to naturalnie pozwalamy temu procesowi zachodzić nieświadomie. Wynik łatwo przewidzieć: ponieważ niektórzy osobnicy o wyglądzie charakterystycznym dla mieszkańców Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej napastowali seksualnie kobiety, możliwe, że następny tak samo wyglądający osobnik, jakiego zobaczysz, może być przestępcą seksualnym. To nonsens, ale jednocześnie w dużej mierze nieunikniona reakcja. Wystarczy spojrzeć na tę starszą kobietę na powyższym nagraniu. Wydaje się być przyzwoitą panią, ale po tych atakach automatycznie zastanawia się, czy następny spotkany mężczyzna, wyglądający na Araba, nie będzie gwałcicielem. Nie tylko większość uchodźców – o ile nie wszyscy – zostanie zaklasyfikowana do tego „typu”, tak będzie również z nie-uchodźcami, jak w przypadku tych dwóch czarnoskórych mężczyzn na wideo.

W rezultacie efektu domina, oczywiście, przedstawiciele ras innych niż biała będą w Europie dalej marginalizowani i dyskryminowani, co z kolei zwiększy prawdopodobieństwo, że ​​większa ich liczba będzie przejawiać czasem „antyspołeczne” zachowania. Jeśli ten proces będzie trwał dostatecznie długo, pierwotnie fałszywa charakterystyka nie-białych jako „niepożądanych” stanie się rzeczywistością.

Trudno jest uciec od takiego wewnętrznego szufladkowania. Spójrzmy, co Korybko napisał w artykule linkowanym powyżej:

Tylko jednostki, które przybyły do kraju motywowane chciwością czy ideologią, mogą kiedykolwiek pomyśleć o popełnieniu takiego przestępstwa, nie mówiąc już o uknuciu go wraz z około tysiącem szczwanych pomagierów.

Przede wszystkim, wciąż jeszcze nie ma dowodów, że cały tysiąc „wspólników” był w zmowie. I takie założenie jest śmieszne. Kultura gwałtu jest głęboko zakorzeniona w Niemczech, nie jest to zjawisko importowane:

Niemiecka kultura gwałtu jest głęboko zakorzeniona w naszej zbiorowej psychice. Napastowanie seksualne, a nawet gwałty, zdarzają się każdego roku na dużych imprezach, takich jak Oktoberfest (święto piwa). „Już sama tylko wyprawa do WC jest wyzwaniem: jeśli jesteś kobietą, masz jak w banku, że na odcinku 15 metrów zaliczysz ze trzy uściski od podpitych nieznajomych, dwa klapsy w tyłek, ktoś ci zadrze kieckę a ktoś inny celowo ochlapie ci piwem dekolt”, napisały w Süddeutsche Zeitung Karoline Beisel i Beate Wild w 2011 roku. Średnio każdego roku na Oktoberfest zgłaszanych jest 10 gwałtów. Szacunkowa liczba niezgłoszonych przypadków wynosi 200.

Badanie w zakresie warunków życia, bezpieczeństwa i stanu zdrowia kobiet w Niemczech z 2004 roku wykazało, że 13 procent niemieckich kobiet doświadczyło jakiejś przestępczej formy przemocy seksualnej. To skandal, że tylko 8 procent z tych kobiet złożyło skargę na policji. Jeśli uwzględni się wielokrotne skargi, liczba ta spada do 5 procent. Oznacza to, że 95 procent kobiet w Niemczech, które doznają przemocy seksualnej, nie zgłasza tego na policję. […]

Nikt nie zaprzecza, że wśród imigrantów lub wyznawców islamu znajdą się również winni popełnienia przestępstw seksualnych. Ale działać tak, jakby„zaprogramowała” ich do tego ich kultura, przy jednoczesnym usprawiedliwianiu na różne sposoby i bagatelizowaniu przestępstw popełnianych przez białych Niemców, zawsze będzie rasistowskim podżeganiem.

Najbardziej oczywistą konkluzją, jaka wynika z dyskusji na temat wydarzeń w Kolonii, jest jak na razie to, że Niemcy mają problem z seksizmem i problem z rasizmem. Oba są głęboko zakorzenione i nie były „zaimportowane”.

Musimy poczekać na wyniki dochodzenia. Jak dotąd, dwóch z aresztowanych to Marokańczycy (później zwolnieni). Podobnie jak a atakami w Paryżu, gdzie początkowe doniesienia medialne malowały sprawców jako syryjskich uchodźców (choć wszyscy zidentyfikowani podejrzani okazali się obywatelami europejskimi), coś podobnego jest możliwe i w tym przypadku. W tym momencie nie wiemy. Sprawcami mogli być urodzeni w Niemczech młodzi bezrobotni z różnych środowisk, którym zapłacono za określone działania i wypowiedzi. Zobaczcie relację tego uchodźca w Kolonii (ok. 3:30):

 

 

Jeśli to, co mówi, jest prawdą, wygląda na to, że jakaś mała grupa zainicjowała celowanie petardami w tłum. Niebezzasadne byłoby przypuszczenie, że zgromadzenie zostało zinfiltrowane, a może nawet było zorganizowane w celu infiltracji i wykorzystania, tak żeby działania nielicznych doprowadziły do zdemonizowania całej grupy, dodatkowo wzmacniając nastroje rasistowskie i kampanie o poparcie dla skrajnie prawicowych partii i neonazistowskich elementów niemieckiego społeczeństwa.

Reakcja policji również była niezrozumiała. Niemiecka policja doskonale wie, jak stłuc na kwaśnie jabłko demonstrantów, protestujących i dzikich lokatorów – robią to rutynowo. Jednak w tym przypadku ponoć trzymała się na uboczu, obserwowała rozwój wypadków i nie ingerowała. Nie wezwała również wsparcia, żeby poradzić sobie z sytuacją, którą uznała za niebezpieczną. Według relacji była to „decyzja polityczna”. Tak. Policja robi (albo ignoruje), co się jej każe. Jeśli nie postępuje zgodnie z normalną procedurą kontrolowania zamieszek, to dlatego, że tak chciał ktoś plasujący się wysoko w łańcuchu dowodzenia.

Istnieją już raporty, że niemiecka policja początkowo tuszowała zamieszanie / chaos/ zajście (i podobne oskarżenia pochodzących ze Szwecji). Jeden z niemieckich policjantów podobno powiedział dziennikarzom z Bild, że „organy ścigania nie mogą skutecznie walczyć z przestępstwami wśród uchodźców, bez narażenia się na oskarżenia o nadmierną przemoc lub rasizm, a jednocześnie umniejsza się znaczenie wielu niebezpiecznych incydentów lub utrzymuje je w tajemnicy, aby zachować pożądaną statystykę”:

Kiedy jednak trzeba skontrolować uchodźcę, policja nie może go aresztować, nawet na chwilę – powiedział oficer, powołując się na „polecenia/ rozkazy przełożonych”, zakazujących używania metod przymusu. „Nasza krajowa zasada brzmi: lepiej pozwolić mu uciec”.

Teraz zestawcie tę politykę na przykład z reakcją na ostatni antymuzułmański protest PEGIDY. Nie dalej jak wczoraj około 250 chuliganów, wyglądających na Niemców, zrobiło zadymę, niszcząc sklepy zagranicznych właścicieli, wykrzykując rasistowskie hasła i terroryzując kolorową ludność. Ponad 200 z nich członkowie LEGIDY, czyli lipskiej gałęzi PEGIDY – zostało aresztowanych przez policję. Gotowe do użycia armatki wodne czekały nieopodal. Nic takiego nie wyciągnięto na Sylwestra.

 

 

Co mogło być powodem takiej „demobilizacji”? Jeśli policja i politycy rzeczywiście ukrywają fakt udziału uchodźców w tych przestępstwach, ażeby zapobiec kształtowaniu się w społeczeństwie negatywnej opinii uchodźcach w ogólności, to nienajlepiej im to wychodzi. Albo są aż tak głupi, albo wchodzi w grę coś innego. Jeśli świadomie unika się aresztowania przestępców, prawdopodobnie jest ku temu powód. Być może ci przestępcy są opłacani przez kogoś posiadającego władzę i wpływy, kto postarał się, żeby nie zostali aresztowani. A może nie są aresztowani, ponieważ jakieś czynniki chcą, by pozostali na wolności, żeby mogli powtórzyć swoje wyczyny w celu dalszej destabilizacji Niemiec. Na chaosie z pewnością korzystają skrajnie prawicowe partie.

Pomyślcie o tym; jak trzeba być głupim, by nie zdawać sobie sprawy, że umożliwiając niewielkiemu segmentowi społeczeństwa zaangażowanie się w zachowania antyspołeczne, ponieważ nie chce się, żeby społeczeństwo wykształciło sobie negatywną opinię o tym segmencie, osiągnie się dokładnie odwrotny skutek? Wystarczy, że reszta społeczeństwa stanie się świadoma antyspołecznych zachowań tego małego segmentu i faktu, że pozwala się, by uszło mu to na sucho.

Niemcy i ich przywódcy stają przed prawdziwym dylematem. W tym samym położeniu jest Europa. Jej przywódcy mogą dalej po prostu naginać się do okoliczności, w którym to przypadku skrajna prawica będzie nadal zyskiwać popularność. Albo mogą przyjąć taktykę gestapo i nadzorować całą populację imigrantów bądź umieścić ich w obozach wbrew ich woli, jednak w tym przypadku wykonają robotę skrajnej prawicy, stając się nią. Jednak niezależnie od tego, czy taki scenariusz zrealizuje lewica czy prawica, będzie to spełnieniem marzeń patokracji.

W tym momencie niewiele można zrobić. Europa ma w zasadzie wybór między jednym typem faszyzmu i… innym typem faszyzmu. I w taki czy inny sposób będą go mieli. Niewiele mogli byli zrobić, by temu zapobiec, oczywiście z wyjątkiem odmowy stania się wasalami USA. Być może najlepszym teraz wyjściem dla europejskich przywódców jest po prostu kierowanie się zdrowym rozsądkiem. Uchodźcy nie przestaną nadciągać. (Według niemieckiego ministra do Europy dotarło dopiero 10% „fali” uchodźców. Oznacza to napływ dodatkowych 10 milionów w ciągu najbliższych lat.) Jeżeli są wśród nich przestępcy, należy traktować ich jak przestępców. Przeprowadzać dochodzenia, aresztować. Postarać się uzbroić ludzi w podstawową wiedzę psychologiczną. Tak jak występowanie kryminalistów w populacji Niemców nie oznacza, że wszyscy Niemcy są przestępcami, obecność przestępców wśród uchodźców nie znaczy, że wszyscy uchodźcy są przestępcami ani że powinni być traktowani jak przestępcy.

W zdecydowanej większości uchodźcy nie są fanatycznymi dżihadystami. Nawet w swoich krajach (takich jak Libia i Syria) tego typu oszołomy stanowią skąpą mniejszość – zupełnie tak samo, jak to jest w każdym kraju, w tym w Niemczech, które mają swoją własną odmianę fanatycznych opętańców. Choć niewątpliwie niebezpieczni, najprawdopodobniej są nieliczni. Jednak umysł tłumu jest, jaki jest, i wydarzenia oraz ich relacjonowanie w taki sposób jak ten sylwestrowy doprowadzi tylko do wrzucenia wszystkich muzułmanów do jednego worka. I o to właśnie chodzi. Muzułmanie są nowymi Żydami.

Europejczycy powinni rozumieć, co się naprawdę dzieje: jest to celowa próba umniejszenia wagi rzeczywistych potrzeb i aspiracji setek tysięcy uchodźców poprzez kojarzenie ich z patologiczną, przestępczą mniejszością. Jest to także celowa próba zneutralizowania europejskiej suwerenności i politycznej skuteczności poprzez tworzenie i eksploatowanie „sekciarstwa” (fanatyzmu religijnego) i konfliktów wewnętrznych. O ile ​​Europejczycy nie wezmą się w garść i nie nauczą się naprawdę myśleć, najbardziej ucierpią niewinni ludzie, albowiem większość jest niewinna.

Komentarz SOTT:

 

Harrison Koehli pochodzi z Edmonton. Ukończył studia muzyczne, jest redaktorem w wydawnictwie Red Pill Press, a jako wybitny znawca zagadnień z zakresu ponerologii brał udział w kilku północnoamerykańskich programach radiowych. Poza muzyką i książkami Harrison lubi delektować się tytoniem i boczkiem (często jednocześnie), a nie lubi telefonów komórkowych, warzyw i faszystów.

Tłumaczenie: PRACowniA

https://pracownia4.wordpress.com/2016/01/23/sylwester-w-kolonii-przestepstwa-seksualne-i-radykalizowanie-sie-europejskiego-spoleczenstwa/

Al-Asad: zachodnie kraje opłakują uchodźców jednym okiem, a drugim celują z karabinu.

Prezydent Syrii Baszar al-Asad

O walce z PI, perspektywach procesu politycznego w Syrii, problemie uchodźców oraz o możliwości swojej rezygnacji w wywiadzie dla rosyjskich mediów opowiedział prezydent Syrii Baszar al-Asad.

—  Na początku kryzysu żądano od Pana przeprowadzenia reform politycznych i przekształceń. Jak Pan się odniesie do tego, aby podzielić władzę i współpracować z grupami opozycyjnymi?

— W odniesieniu do podziału władzy, pierwotnie go zrealizowaliśmy z częścią opozycji, która zgodziła się na to. Kilka lat temu weszła ona w skład rządu. Pomimo faktu, że podział władzy jest regulowany przez Konstytucję i wybory, my postanowiliśmy podzielić władzę teraz, aby przedsięwziąć jakiś krok do przodu — nie koncentrując się na skuteczności takiej decyzji.

Jeżeli dziś zapytamy któregokolwiek Syryjczyka, czego on teraz chce, pierwszą odpowiedzią będzie — bezpieczeństwa i stabilność dla każdego. Dlatego my, jako siły polityczne zarówno wewnątrz rządu, jak i poza władzą, jesteśmy zobowiązani skonsolidować się. Po pierwsze, musimy zjednoczyć się przeciwko terroryzmowi. To jest oczywiste i logiczne. I to się stało: niektóre grupy wcześniej walczyły przeciwko syryjskiemu rządowi, a teraz po naszej stronie przeciwstawiają się terrorowi.

W tym kierunku zostały już podjęte pewne kroki, ale chciałbym skorzystać z naszego dzisiejszego spotkania, aby zaapelować do wszystkich sił o zjednoczenie się w walce z terroryzmem. Ponieważ to jest droga do osiągnięcia politycznych celów wyznaczonych przez Syryjczyków, poprzez dialog i proces polityczny.

—  Jak Pan ocenia perspektywy Moskwy-3 i Genewy-3? Czy będzie to korzystne dla Syrii w tej sytuacji?

— Znaczenie Moskwy-3 polega na tym, że jest to platforma przygotowawcza do Genewy-3. Międzynarodowe kosponsorowanie genewskiego spotkania nie było bezstronne, podczas gdy Rosja w tej kwestii jest bezstronna i kieruje się zasadami prawa międzynarodowego i rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ. Od Moskwy-3 wymaga się przezwyciężenia tych różnic między poszczególnymi syryjskimi siłami, a także aby przejść do Genewy-3 ze skonsolidowaną pozycją. To zapewni warunki do sukcesu Genewy-3.

—  Jest oczywiste, że po rozwiązaniu irańskiej kwestii jądrowej Teheran będzie odgrywać coraz bardziej aktywną rolę w sprawach regionu. Jak bardzo jest dla was ważne wsparcie Teheranu? Czy, na przykład, okazywana jest pomoc wojskowa, i jaka?

– Obecnie nie ma opracowanej irańskiej inicjatywy. Są wstępne koncepcje i zasady, które oparte są przede wszystkim na zasadzie suwerenności Syrii. Iran wspiera syryjskie państwo w polityce, w gospodarce i sferze wojskowej. W ramach wsparcia wojskowego rozumie się nie to, co​niektóre zachodnie media starają się przedstawić jako wysłanie do Syrii irańskich jednostek wojskowych — to nie jest prawdą. Teheran dostarcza nam sprzęt wojskowy. Oczywiście, odbywa się wymiana personelu wojskowego między Syrią i Iranem, ale wymiana ta miała miejsce zawsze.

—  Jak może Pan skomentować pośrednie współdziałanie Zachodu z takimi organizacjami terrorystycznymi, jak „Dżabhat an-Nusra” i innymi radykalnymi ugrupowaniami?

— W odniesieniu do współpracy Zachodu z „Dżabhat an-Nusra” to jest to wiarygodny fakt. Wszyscy wiemy, że „Dżabhat an-Nusra” i PI w broń, pieniądze i ochotników zaopatruje Turcja, która ma bliskie stosunki z Zachodem. Wzrost swojej potęgi w regionie zarówno „Dżabhat an-Nusra”, jak i PI zawdzięczają patronatowi Zachodu, który rozpatruje terroryzm jako as, który można czasami wyciągnąć z rękawa i wykorzystać. Obecnie oni chcą wykorzystać „Dżabhat an-Nusra” przeciwko PI być może z tego powodu, że PI w pewnej mierze wydostało się spod ich kontroli. Jednak to nie znaczy, że oni chcą zniszczyć PI. Gdyby chcieli, to mogliby to zrobić.

—  Skoro mówimy o partnerach regionalnych, z kim jesteście gotowi do współpracy w walce z terrorystami?

– Oczywiście współpracujemy z zaprzyjaźnionymi krajami, przede wszystkim z Rosją, Iranem. Z Irakiem, który tak samo jak my zmaga się z terroryzmem. Jeśli chodzi o inne kraje, to jesteśmy otwarci na współpracę z każdym z nich, jeśli istnieje poważne pragnienie walki z terroryzmem. Nie widzimy tego w przypadku tzw. antyterrorystycznej koalicji pod przywództwem Stanów Zjednoczonych. W rzeczywistości pomimo faktu, że ta koalicja rozpoczęła swoją operację, PI kontynuuje ekspansję.

—  Już od ponad roku międzynarodowa koalicja pod przywództwem USA dokonuje nalotów na terrorystów w Syrii. Przy czym oni działają w tych obszarach, w których lotnictwo Syrii dokonuje nalotów na pozycje PI. Czy istnieje bezpośrednia lub pośrednia koordynacja między Pańskim rządem a koalicją w wojnie z PI?

— Zdziwi się Pan, ale odpowiem: nie. Rozumiem, że to brzmi niezbyt prawdopodobne — walczymy, jeśli można się tak wyrazić, ze wspólnym wrogiem, dokonujemy nalotów na te same cele w tych samych miejscach bez jakiejkolwiek koordynacji i nie zderzamy się ze sobą nawzajem. To może wydawać się dziwne, ale taka jest prawda. Między rządami a siłami zbrojnymi Syrii i Stanów Zjednoczonych nie ma koordynacji ani kontaktów.

Oni nie mogą przyznać i zaakceptować faktu, że jesteśmy jedyną siłą, która walczy z PI „na ziemi”. Z ich punktu widzenia być może współpraca z syryjską armią byłaby przyznaniem naszej skuteczności w konfrontacji z PI. Niestety to stanowisko odzwierciedla krótkowzroczność i upór amerykańskiej administracji.

—  Mieszkał Pan na Zachodzie i przez jakiś czas obracał się Pan w kręgach zachodnich przywódców, którzy od samego początku kryzysu uparcie wspierają grupy zbrojne dążąc do obalenia Pana. Jakie będą Pańskie odczucia, jeśli będzie Pan musiał ponownie pracować z tymi samymi liderami i ponownie uścisnąć im rękę? Czy będzie Pan w stanie ponownie im zaufać?

– Po pierwsze, to nie są osobiste stosunki, a międzypaństwowe. Kiedy mówimy o relacjach między krajami, mówimy o pewnych mechanizmach, a nie zaufaniu. Zaufanie to kategoria osobista, na której nie można polegać w stosunkach politycznych między ludźmi. Nie można opierać losów dziesiątków lub nawet setek milionów ludzi na zaufaniu między dwojgiem ludzi. Powinien istnieć mechanizm. Gdy tak jest, można także mówić o zaufaniu. Innym zaufaniu, nie osobistym.

Po drugie, głównym zadaniem każdego polityka, rządu, premiera czy prezydenta jest praca dla dobra swojego narodu i kraju. Jeśli spotkanie czy uścisk dłoni z kimś wyjdzie na dobre syryjskiemu narodowi, muszę to zrobić, czy mi się to podoba czy nie.

—  Panie prezydencie, obecnie trwa ogromny napływ uchodźców — w znacznym stopniu uchodźców z Syrii — do Europy. Jak Pan rozważa potencjalnie tych ludzi, którzy są teraz zmuszeni do opuszczenia Syrii?

— Każdy człowiek, który opuszcza Syrię, to niewątpliwie strata dla kraju, bez względu na jego pozycję czy możliwości. Mówię o wszystkich obywatelach z wyjątkiem terrorystów. Więc dla nas ta migracja to wielka strata.

Jeśli wierzyć propagandzie zachodnich mediów, wszyscy oni uciekli od państwa syryjskiego, które ich prześladowało i zabijało. Przekazywano tak, jakby oni byli wrogami państwa. Jakie było zdziwienie Zachodu, kiedy większość z nich w dniu wyborów prezydenckich w Syrii udała się do urn, aby oddać swój głos na prezydenta. Tego samego, który rzekomo ich zabija. Był to poważny cios dla propagandystów.

Faktem jest to, że w rzeczywistości osoby te opuściły Syrię głównie ze względu na terrorystów i ze strachu przed śmiercią, ale także z uwagi na konsekwencje terroryzmu. W warunkach terroru i zniszczenia infrastruktury nie ma możliwości zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb. W rezultacie ludzie uciekają przed terroryzmem i szukają możliwości do zarabiania na życie w jakiejkolwiek innej części świata.

Kraje zachodnie opłakują uchodźców jednym okiem, a drugim celują z karabinu. Konieczne jest usunięcie przyczyn tego problemu. Jeśli Europejczycy są zaniepokojeni losem uchodźców, niech oni przestaną wspierać terrorystów. Takie jest nasze zdaniem w tej kwestii. Jest to sedno kwestii uchodźców.

—  Panie prezydencie, Pańscy przeciwnicy twierdzą, że w dalszym ciągu jednym z głównych warunków dla pokoju w kraju jest Pańskie odejście z życia politycznego i rezygnacja z funkcji prezydenta. Czy jest Pan gotów odejść, jeśli uzna to Pan za konieczne?

– Od samego początku kampania informacyjna Zachodu skupia się na tym, że cały problem tkwi tak naprawdę w prezydencie. Dlaczego? Ponieważ oni chcieli stworzyć wrażenie, że syryjski problem sprowadza się do jednej osoby. W związku z tym naturalną reakcją ludzi na tę propagandę było założenie, że jeśli cała kwestia tkwi w jednej osobie, on w żaden sposób nie może być ważniejszy od ojczyzny i powinien odejść, a wtedy wszystko będzie dobrze. Oni idą zgodnie z zasadą zmiany przywództwa, tzw. reżimów w Syrii, w Rosji i w innych krajach. Ponieważ Zachód nie akceptuje partnerów i suwerennych państw.

Prezydent dochodzi do władzy za zgodą narodu, poprzez wybory, a jeśli rezygnuje — to na wniosek narodu, a nie zgodnie z decyzją Stanów Zjednoczonych, Rady Bezpieczeństwa ONZ, konferencji w Genewie czy komunikatu w Genewie. Jeśli naród zechce, aby on został — prezydent zostaje, a w przeciwnym wypadku on powinien natychmiast odejść. Oto jest moje zasadnicze stanowisko w tej sprawie.

Minister spraw zagranicznych Rosji: USA zna pozycje ISIS w Syrii ale odmawia ich zbombardowania.

Polityka
Kurt Nimmo
, Prison Planet.com
USA
2015-09-15

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powiedział w niedzielę, że cel Stanów Zjednoczonych w Syrii jest odmienny od publicznie deklarowanego. Powiedział też, że koalicja kierowana przez USA zna pozycje ISIS w kraju i ich nie atakuje.

Ławrow powiedział w kanale pierwszym, który jest największym kanałem telewizyjnym w Federacji Rosyjskiej, że analiza operacji lotniczych w Syrii „tworzy dziwne wrażenie” gdzie zamiast walki z ISIS „coś innego interesuje koalicję.” Dodał, że koalicja rzekomo walcząca z ISIS ma „informacje, gdzie dokładnie” znajdują się pozycje armii terrorystycznych w Syrii i Iraku, ale „nie dają zgody na ich atakowanie.”

W sierpniu analitycy wywiadu stwierdzili, że Pentagon nie atakuje około 60 obozów szkoleniowych Islamskiego Państwa uznanych za kluczowe w przejmowaniu i utrzymaniu terytorium przez ISIS.

Według Billa Gertza z Free Beacon
urzędnicy stwierdzili, że obozy te są poza zasięgiem ze względu na „obawy o dodatkowe ofiary.” „Jeśli znamy lokalizację tych obozów, a prezydent chce zniszczyć ISIS, to dlaczego te obozy nadal funkcjonują?” zapytał jeden z urzędników.

Absurdalność amerykańskiej postawy w sprawie narażenia na potencjalne szkody innych ludzi jest zdumiewająca.

Badanie przeprowadzone przez Stanford Law School oraz School of Law na Uniwersytecie Nowojorskim, stwierdziło wprost, że liczba zabitych islamskich terrorystów jako procent ogółu ofiar w amerykańskich atakach samolotami bezzałogowymi wynosi 2 proc. Reszta to cywile.

Co więcej, tak zwane ofiary lub przypadkowe uszkodzenia służyły za taktykę dla USA w wojnie w Iraku. „Śmierć wielu cywilów w Iraku w czasie wojny w Zatoce Perskiej ze względu na brak energii elektrycznej w szpitalach, co było wynikiem zniszczenia niemal wszystkich irackich elektrowni przez ataki sił powietrznych, były ocenione przez Irak jako nieproporcjonalne efekty uboczne,” zauważa, Horst Fischer.

Bombardowanie ISIS stoi w sprzeczności z ostatecznym celem w Syrii.
Stany Zjednoczone i ich sojusznicy nie atakują skutecznie ISIS, ale w rzeczywistości, jak twierdzi wielu Irakijczyków w dalszym ciągu zaopatrują tą grupę, ponieważ eliminacja grupy terrorystycznej byłaby sprzeczna z ostatecznym celem w Syrii: obaleniem rządów al-Assada i bałkanizacji kraju.

Cel ten został wyjaśniony w dokumencie stworzonym przez Brookings Institute, który jest finansowany przez Fundację Forda. Dokument zatytułowany “Deconstructing Syria: Towards a regionalized strategy for a confederal country.” („Dekonstrukcja Syrii: w kierunku zregionalizowanej strategii dla konfederacyjnego kraju.”) autorstwa Michaela E. O’Hanlona, stwierdza, że „jedynym realnym krokiem naprzód może być plan, który w efekcie zdekonstruuje Syriꔄstworzy z czasem grupy bardziej realnych stref bezpieczeństwa i rządów w Syrii,” które to obszary „nigdy już nie będą zmuszone do działania pod rządami Assada ani ISIS”.

Zarówno tak zwani „centro” Demokraci jak i ich koledzy neokonserwatyści wspierają podkopywanie Syrii i są odpowiedzialni za obecny kryzys humanitarny zagrażający Europie.

Stany Zjednoczone konsekwentnie wspierają syryjskich „rebeliantów”, z których wszyscy są obecnie radykalnymi, wahabickimi dżihadystami. Obejmuje to ISIS i al-Nusre, z których to pierwsza została stworzona z Al-Kaidy w Iraku, a druga z rodzimych syryjskich mudżahedinów. Departament Stanu oczywiście potępia obydwie grupy jako grupy terrorystyczne, jednocześnie potajemnie wspierając je w ramach wysiłków zmierzających do osłabienia al-Assada.

Czym jest al-kaida/ISIS:

Ławrow jedynie zarysował rzeczywistą sytuację w Syrii. Rosjanie jednak zdają sobie sprawę z faktu, że bombardowania ISIS są farsą i chwytem propagandowym i rozumieją prawdziwy cel operacji w Syrii, który obejmuje usunięcie rosyjskiej obecności z regionu.

Link do oryginalnego artykułu: LINK

Od dawna jest wiadome że prawdziwym celem USA/NATO jest nie „państwo islamskie” lecz rząd Baszara al-Assada, walka z państwem islamskim jest tylko przykrywką dla bombardowania pozycji armii syryjskiej, bombardowania ludności syryjskiej dla osłabienia ducha walki Syryjczyków, zmuszenia ich do emigracji, zajęcia jak największych obszarów Syrii przez wojska NATO i „rebeliantów” oraz dezintegracji Syrii.
przemex

Kryzys uchodźców, czy działania służb?

Polityka

List Otwarty do PT Księży Proboszczów.

Definicja “Prania mózgu” – Oxford English Dictionary:
“Planowe, dokonywane czasami przy użyciu siły, usunięcie z umysłu
człowieka trwałych przekonań, zwłaszcza dotyczących polityki, w celu
zastąpienia ich innymi poglądami.
Proces ten można uznać za rodzaj przymusowego nawrócenia, jest stosowany
przez różne państwa wobec dysydentów politycznych.”

„Jest to równoznaczne z dążeniem do stworzenia rasy niewolników, którzy
w przeciwieństwie do niewolników starożytnych, nigdy nie wszczynaliby
buntów i zawsze posłusznie spełniali rozkazy jak owady podążające za
instynktami”. Edward Hunter

W drugiej dekadzie XXI wieku „nagle wystąpiła” nawała różnego rodzaju emigrantów na Europę. Kilka istotnych faktów odróżniały ją od normalnej emigracji zarobkowej. Po pierwsze, akcja była doskonale zorganizowana i tzw. przemytnicy dysponowali sprzętem typu wojskowego. Jak przedstawiają to niektóre zdjęcia, posiadali nawet statki desantowe, nie wspominając o dużych pontonach kewlarowych. Niemożliwe, aby taki sprzęt dostał się w ręce przypadkowych osobników, bez wiedzy i zgody wojska, czyli służb wywiadu i kontrwywiadu.

Ta „emigracja” zaczęła się w 2011 roku w czasie tzw. Arabskiej Wiosny. Przypomnę, że Arabska Wiosna był to szereg rebelii, najczęściej młodych ludzi, w państwach na północnym brzegu Afryki. Jak się okazało, większość była przygotowana przez tajne służby USA I NATO. Najpierw wystąpiły zamieszki w Egipcie, a potem przewrót w Libii z zamordowaniem warstwy rządzącej. Libia podzielona została na małe obszary, zarządzane przez lokalnych kacyków. Można znaleźć zdjęcia pokazujące stopień zniszczenia nie tylko całej struktury fizycznej na przykład Tripolisu, ale również struktury społecznej. O konieczności podziału państw na małe obszary pisałem już kilkakrotnie.

Przypomnę, w Libii za minionych już czasów Kadafiego, nauka w szkołach była bezpłatna. Możecie kochani rodzice porównać to do obecnej sytuacji w POlsce. Ile kosztuje tzw. wyprawka do bezpłatnej szkoły? I nie ma żadnego uzasadnienia coroczna zmiana podręczników, wprowadzana tylko i wyłącznie w celu opodatkowania społeczeństwa. Wystarczy sprawdzić, kto drukuje te podręczniki. Leczenie w Libii było bezpłatne, a jak ktoś wymagał leczenia specjalistycznego za granicą, to państwo pokrywało nie tylko koszty leczenia, ale i transportu. Nie wspomnę o całym socjalu na dziecko, mieszkanie, paliwie za grosze, itd.

W 2014 roku liczba emigrantów do Europy wzrosła do 626 000 ludzi, czyli podwoiła się w okresie 3 lat. Nie jest to nic wielkiego, ponieważ w 1992 roku, kiedy to Unia miała tylko 15 państw, liczba emigrantów wyniosła 672 000. [liczebność mieszkańców Unii w owym czasie to 380 milionów]. Tak więc te 626 000 na obecne 508 milionów to nie jest specjalna rewelacja. Jeżeli popatrzymy na przekrój narodowościowy, to najwięcej było w 2014/2015 Syryjczyków, około 20%. Afgańczycy stanowili koło 7%, a Irakijczycy około 3%. Czyli wbrew temu, co prasa podaje, uciekinierzy z krajów, w których toczyła się wojna, stanowili tylko 30% całości. Należy podkreślić, że liczba Syryjczyków uległa zwiększeniu po rozpoczęciu przez USA na wiosnę bombardowań Syrii.

Przypomnę.
Syria nie zgadzała się na budowę rurociągu przez swoje terytorium do Morza Śródziemnego. W tej sytuacji nagle, przy pomocy CIA, powstało Islamskie Państwo dokładnie na terenach, na których biegł rurociąg. Ot, taka ochrona rurociągu. Prasa podawała masę zdjęć, na których w nowiutkich Toyotach, z zamocowanymi karabinami maszynowymi, jeździli „bojownicy islamscy”, szkoleni m.in. w USA. Wiadomo, że kilkaset samochodów z Japonii do tego Islamskiego państewka nie przyfrunęło. I Toyota nie sprzedała takiej ilości nieistniejącemu podmiotowi.

Początkowo te oddziały najemników robiły za rzekomą opozycję, która chciała obalić legalnie wybranego prezydenta. Jak się okazało, najemnicy, którzy tworzyli te grupy, nie znaleźli większego poparcia wśród ludności i musieli stworzyć własne „państwo” w celu wypełnienia zadań, do jakich zostali powołani. Działania tych band najemników charakteryzowały się użyciem broni chemicznej na spokojne wsie, czy wybuchami epidemii polio na terenach swojej działalności.

To powstałe państewko islamskie zaczęło się w jakiś sposób wymykać spod kontroli, na przykład poprzez mordowanie dziennikarzy i ludności cywilnej, niszczenie masowe zabytków w Palmirze, czy Allepo. Stąd ludność miejscowa zaczęła uciekać.

Sprawa niszczenia zabytków wydaje się mieć inny szerszy cel. Już przed laty, gdy Amerykanie stworzyli Talibów, także to ugrupowanie zniszczyło, poprzez wysadzenie, najstarszy zabytek – Świątyni Buddy w Afganistanie. To niszczenie zabytków jest generalnie sprzeczne z filozofią takich band. Niszczenie zabytków ma znaczenie filozoficzne, a nie materialne. Zniszczenie starej świątyni nie mieści się w ramach działań takich band. Wydaje się, że takie działania, a podobnie jest obecnie w Syrii, gdzie zniszczono świątynie w Palmirze, zostało zaprogramowane przez kogoś innego, znacznie bardziej wykształconego. Po okupacji Iraku cała masa zabytków z Muzeów w Bagdadzie znalazła się na giełdach we Frankfurcie i USA. Jedynymi środkami transportu w owym czasie, samolotami, dysponowała Armia USA. A niszczenie zabytków można uznać za wymazywanie śladów historii. Wiadomo, że na takie zamazane karty historii można po kilku latach wpisać co się chce. Usłużnych „intelektualistów” mamy przecież na pęczki. Przypomnę co się działo po 1939 roku w sowieckim Lwowie, ile to spośród nich poszło na współpracę z sowietami.

Po pierwsze, zdziwienie budzi fakt, że uciekinierzy to w 80% młodzi mężczyźni w wieku 18 – 40 lat, posiadający paszporty syryjskie z odpowiednim wpisem, zezwalającym na przekraczanie granicy. Proszę zauważyć, że ci rzekomi uciekinierzy spokojnie przedostawali się przez granicę turecką, grecką, czy bułgarską i dopiero na granicy Węgierskiej zaczynał się problem? Po drugie, koszt takiej wyprawy prasa zagraniczna określał początkowo na 12 000 euro, potem 10 000 euro, a ostatnio podobno cena spadła do 2000 euro. Kto z biednych, bezrobotnych uciekinierów, posiada taką kasę w gotówce? Przecież kredytu nie dostał w banku na taki cel! W Polsce osoby pracujące posiadają oszczędności rzędu kilkuset złotych, a nie kilkudziesięciu tysięcy. 5 milionów rencistów i emerytów [odliczając służby] utrzymuje się średnio za około 1300 zł. A bezrobocie przekracza 10% i będzie się w okresie zimowym powiększało.

To jest jeden szlak uciekinierski. Spod bomb amerykańskich. Drugi szlak uciekinierski jest z Afryki Centralnej do Libii i potem do Włoch. I znowu dużo niejasności. Jak Murzyni, z Centralnej Afryki, spokojnie kilka tysięcy kilometrów, wędrują przez pustynię? Kto zapewnia całą logistykę? Skąd taki Murzyn ma wiedzieć, gdzie znajduje się ta łódź, która go przewiezie do raju? Nie zapominajmy, że w Centralnej Afryce porządku pilnuje Legia Cudzoziemska, czyli Francuzi. To właśnie tam przeprowadzano eksperymenty przed 3 laty ze szczepionką, po podaniu której ponad 120 osób zostało sparaliżowanych tylko z jednej wsi.

Czyli emigranci, jako zjawisko, ulegli spowolnieniu w latach 1992 – 2006, aby ponownie nasilić się. Komu na tym może zależeć? Jeżeli jakiekolwiek przedsiębiorstwo ma funkcjonować i być konkurencyjne, to musi obniżać koszty. Najlepszym, najprostszym sposobem obniżenia kosztów jest zmniejszenie wynagrodzenia robotnikom. Widzimy to w Polsce. Obecni mieszkańcy Ukrainy masowo dezerterują z przymusowego poboru do armii. Dezerterzy uciekają albo do Rosji albo to POlski. W województwie pomorskim stanowią już sporą część robotników sezonowych. Na przykład w budownictwie średnio godzina pracy to 12 -20 złotych, w zależności od wieku, stażu, rodzaju pracy itd. Robotnicy ukraińscy zadawalają się wynagrodzeniem rzędu 6 – 10 zł. Że może to być właśnie główny powód emigracji, wskazuje zainteresowanie Prezesa Niemieckiej Federacji Przemysłowej Ulricha Grillo, który oczekuje, że do Niemiec przybędzie 800 000 dodatkowych pracowników zagranicznych. Jak na razie, to właśnie Niemcy są głównym państwem w Unii, stwarzającym opór przed jakimiś wspólnymi sankcjami przeciw emigrantom. U. Grill powiedział w Dreźnie: „Z powodu naszego rozwoju demograficznego jesteśmy w trudnej sytuacji, możemy mieć dobrobyt i wzrost gospodarczy przez imigrację”.

Okazało się także, że większość paszportów jest fałszywych i drukowanych w Katarze, a rozprowadzanych przez bandy dzihadystów. Katar jest całkowicie kontrolowany przez USA. Jak to ujawnił przeciek z austriackich służb wywiadowczych, emigracja syryjskich uchodźców do Europy została zorganizowana przez USA. Oczywiście do chwili obecnej Departament Stanu tego nie potwierdził. Przypomnę jednakże, że p. Nuland z Rządu USA oficjalnie potwierdziła, że snajperzy i siły na Majdanie były przygotowywane przez USA kosztem 5 miliardów dolarów. Pan Soros dodatkowo przyznał się, że władował w „Ukrainę” 20 miliardów dolarów na fundusz rozwoju demokracji. W Polsce ta rolę pełni Fundacja Batorego.

Kolejna sprawa, która budzi zdziwienie, to fakt, publikacji jakiegoś jednego zdjęcia rzekomego chłopca tureckiego, we wszystkich gazetach w Europie plus telewizja. Takie przełożenie na prasę mogą mieć tylko służby specjalne NATO. Nie należy zapominać, że budżet wojskowy USA to 675 miliardów dolarów, a łącznie z budżetem NATO, to ponad bilion dolarów. Na coś tak olbrzymie pieniądze trzeba wydać.

Przypomnę dla porównania, że budżet Rosji, którą nas tak straszą, to tylko 62 miliardy dolarów, czyli 15 razy mniej. To, że cała akcja dezinformacyjna z rzekomymi uciekinierami jest sfingowana świadczy właśnie to zdjęcie. Możemy to prześledzić na podstawie analizy zdjęcia przedstawiającego rzekomego chłopca syryjskiego leżącego martwego na plaży tureckiej, a przy nim stoi jakiś ratownik. Problem polega na tym, że rzekome zwłoki leża prostopadle do fali a powinny leżeć równolegle. Poza tym jak się powiększy zdjęcie to widać na plaży ludzi w strojach kąpielowych zupełnie nie interesujących się tym, co robią tzw. ratownicy. Nie wspominając już o tym, że rzekomy ratownik chodzi po plaży z aparatem fotograficznym, a nie z torbą ratowniczą.

Ten rzekomy policjant także stoi nad ……… jak przysłowiowy palant. Jak twierdzi w wywiadzie, został wezwany do topielca, a ani torby ratowniczej, ani nawet noszy nie ma. To w jakim celu on tam przyszedł? Poza tym, dwa różne zdjęcia pokazują w zupełnie innym otoczeniu rzekome znalezienie zwłok.

Jest to zupełnie niezrozumiała sytuacja. Leży dziecko i nikt nie chce podejść, a rzekomi strażnicy także stoją dziwnie obojętni, nie wskazując specjalnego zapału na podniesienie, udzielenie pomocy itd. Obecnie natomiast w mediach masowej dezinformacji pełno wywiadów z tym „ratownikiem”.

Tak źle spreparowane zdjęcie, podobnie jak smoleńskie, czy katastrofy malezyjskiego samolotu na Ukrainie, są bezpośrednim dowodem obniżania poziomu służb. Takich fuch to nawet komuniści nie odstawiali. Według danych opublikowanych w NYT, czy Guardianie, CIA utworzyła w Turcji i Jordanii szereg różnych ośrodków do szkolenia grup wojskowych. Podobne ośrodki powstały w Teksasie. Tak wyszkoleni najemnicy byli przerzucani do Syrii, rozpoczynali ofensywę przeciwko Irakowi. Zakup broni finansuje głównie Arabia Saudyjska i Katar. W Turcji NATO ma ponad dwadzieścia baz lotniczych, wywiadu elektronicznego i morskich noszących nazwę LABDCOM, Centralne dowództwo wojsk lądowych NATO zostało przeniesione do Smyrny, skąd kieruje się akcjami przeciwko Syrii i Irakowi.

W Jordanii CIA prowadzi dwuletni program szkoleniowy dla rebeliantów. Odziały tych najemników czasami działają pod nazwa Al Kaidy w Syrii. Oddziały te stwarzają dodatkowe fale uciekinierów wielkodusznie przyjmowanych w Turcji i Jordanii. Dodam tylko, że po 4 latach wojny w Syrii ocenia się liczbę zamordowanych na ponad 240 000.

Dr Jerzy Jaśkowski
Polska
2015-09-11

Dr Jerzy Jaśkowski SFMRM    Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl