Antek Minister MON „patryjotą” roku im Kazimierza Renegata Odszczepieńca, nazwanego „odnowicielem”…

antoni-macierewicz

za: https://opolczykpl.wordpress.com/2016/10/24/antek-minister-mon-patryjota-roku-im-kazimierza-renegata-odszczepienca-nazwanego-odnowicielem/

Kiedy zdrajcę i renegata przedstawia się jako symbol i wzorzec patriotyzmu nie można milczeć!

.

„Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz otrzymał w sobotę w Krakowie Nagrodę im. Kazimierza Odnowiciela „Patriota Roku 2016”. „To wielki przywilej móc służyć swojej Ojczyźnie, niepodległej Polsce” – powiedział szef MON. Wręczenie nagrody – przyznanej po raz pierwszy przez środowiska związane z krakowskim wydawnictwem Biały Kruk – odbyło się podczas gali w Operze Krakowskiej.”
http://fakty.interia.pl/galerie/kraj/zdjecie,iId,2172381,iAId,217935
.
Właściwie zareagował na to płk Adam Mazguła pytając – jakiego kraju patriotą jest Antek Minister MON?
http://natemat.pl/192963,pulkownik-ktory-sluzyl-w-iraku-zadaje-jedno-wazne-pytanie-macierewiczowi-ktorego-panstwa-jest-pan-patriota
.
W całej tej historii haniebne jest nie tylko to, że agentowi Izraela i Usraela przyznano nagrodę patrioty roku. Jeszcze bardziej fundamentalnie haniebne jest to, że tytuł ten wiązany jest z postacią Kazimierza, renegata i odszczepieńca, obcego agenta, nazwanego przez katolicką propagandę „odnowicielem”. Kazimierz był synem Mieszka II i Niemki Rychezy. Oddany do klasztoru przez ojca nie był przywidywany na następcę tronu. Mieszko II następcą wyznaczył pierworodnego syna Bolesława z „nieoficjalnego” związku z nieznaną z imienia prostą Słowianką, związku bez okadzenia go przez klechę przed ołtarzem, którego nie chciał uznać i Chrobry, chcąc Mieszka wydać za Niemkę spokrewnioną z cesarzem. Należałoby więc spytać – co takiego Kazimierz Odszczepieniec „odnowił”?
.
No właśnie – czego był „odnowicielem?
.
Zanim Kazimierz jako cesarski lennik doszedł siłowo z poparciem Niemców do władzy, państwo Piastów nie było lennem niemieckiego cesarstwa. Było państwem samodzielnym od cesarstwa i walczącym wielokrotnie już z cesarstwem o swą samodzielność. Choć niestety równolegle  było najpóźniej od czasów Chrobrego prowincją kościelną papiestwa. I niestety uznawało tę zwierzchność. Mieszko I, jakkolwiek nie przyjął chrztu
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/18/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemany-chrzest-polski/
.
to jednak ściągnął do kraju kler i otoczył go opieką. Nie jest też prawdą, że jego domniemany, wyssany z palca chrzest jego był konicznością:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/04/15/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemana-koniecznosc-chrztu-mieszka-i/
.
Cesarstwo było wtedy nadal jeszcze słabe, cesarze przez długie dziesięciolecia walczyli z wewnętrzną opozycją i buntami antycesarskimi i dlatego w sojuszu z pogańskimi Słowianami Połabskimi Mieszko rozniósłby cesarstwo w pył. Do takiego sojuszu nie mogło jednak dojść przede wszystkim z powodu przychylności Mieszka wobec rzymskiej szubienicy oraz dlatego, że najpóźniej od Mieszka Piastowie odrzucili słowiańską tradycję – władzę wieców i prawo odwołania wybranego wcześniej przez wiec kniazia. Mieszko był żądny władzy absolutnej oraz dynastycznej. Poparcia szukał w wynoszonych ponad lud możnowładcach – często obcych przyblędach – jak ród Awdańców. Chrobry umocnił zapędy dynastyczne Piastów, przywileje dla możnowładców, ale przede wszystkim wpływy kleru. To za jego panowania jego kraj stał się kościelną prowincją, w której wpływy polityczne kleru i jego bogactwo rosły z roku na rok. Po śmierci Mieszka II Lamberta pod rządami Bolesława II nazwanego „Zapomnianym” (w rzeczywistości wymazanym przez propagandę kk z naszej historii) państwo piastowskie nadal będąc niezależne od cesarstwa zerwało papieskie kajdany, a kler został wypędzony lub wybity. Przyznali to nawet jahwistyczni kronikarze:
.
„Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…”
Kronika ruska Nestora
.
„Przeciw biskupom i kapłanom bożym rozpo­częli bunt i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali”
Kronika Galla Anonima
.
Na czele buntu stał król Bolesław II, wymazany przez żydo-katolicką propagandę z naszej historii. Dowodów jego istnienia jest wystarczająco dużo:
.
– Zapis w roczniku kapituły krakowskiej z roku 1038 informował o śmierci króla Bolesława. Chrobry jak wiemy zmarł w 1025 roku. Następny (pomijając „Zapomnianego”) Bolesław – Szczodry/Śmiały – zmarł w 1081 lub 1082. Tak więc zapis z rocznika kapituły krakowskiej z 1038 roku może odnosić się tylko i wyłącznie do Bolesława II „Zapomnianego”.
.
– Rocznik małopolski nazwał Bolesław Krzywoustego Bolesławem IV. Ale gdyby nie było Bolesława Zapomnianego, nazwany byłby w tymże roczniku Bolesławem III. Tak się go wprawdzie numeruje obecnie – ale tylko dlatego, że wymazano w międzyczasie z historii Bolesława II. I w ten sposób Bolesław IV Krzywousty stał się Bolesławem III Krzywoustym.
.
– Kronika Wielkopolska o Bolesławie II „Zapommnianym” podała, że „Z przyczyny jego (rzekomych – przyp. as) niegodziwości miał zostać wymazany ze spisu królów i książąt polskich i skazany na damnatio memoriae, czyli wieczne zapomnienie.” Krytycy tej kroniki, „historycy” służący załganej propagandzie kk podważają jej wiarygodność na dwa sposoby.
.
1) Twierdzą, że jest to źródło b. późne, bo napisane dwa i pół wieku po śmierci Bolesława II i przez to niewiarygodne. Ale przecież historyk Tadeusz Wojciechowski wykazał, że kronika ta była pisana na podstawie innych, starszych, choć zaginionych źródeł.
.
2) Twierdzą, że data śmierci Mieszka II jest w tej kronice mylna („pomyłka” o jeden rok). Tyle, że tak naprawdę nie wiadomo, czy to rzeczywiście jest pomyłka. Daty śmierci Szczodrego, żyjącego pół wieku później do dzisiaj historycy nie są pewni i dlatego podają rok 1081 lub 1082. Tak więc i data śmierci Mieszka II może nie być całkowicie pewna. A mimo to, na podstawie takiej błachostki jak domniemana pomyłka o rok w dacie śmierci Mieszka II, podważają oni logiczny zapis kroniki wielkopolskiej przyznającej wymazanie Bolesława II z naszej historii.
.
Istnieją poszlaki, że Bolesław II nie tylko zlikwidował instytucję kk w jego państwie, ale że przywrócił wiece oraz ukrócił czy wręcz zlikwidował przywileje garstki możnowładców służących wcześniej gorliwie poprzednim piastowskim władcom. Mówiąc najkrócej przywrócił wcześniejszy, słowiański, pogański system społeczny. Opór stawiali mu (głównie niemiecki) kler i garstka tracących przywileje możnowładców czujących poparcie papiestwa, cesarstwa i Rychezy mieszkającej wówczas w Niemczech (ona liczyła na koronę dla syna – mnicha Kazimierza). Przez kraj przelała się wyniszczająca wojna domowa. Gdy „reakcja” pogańska bliska była zwycięstwa, nieoczekiwanie zmarł Bolesław. Z dużym prawdopodobieństwem został zamordowany przez siepaczy nasłanych przez Rychezę. Pozbawiony przywództwa lud w wyniszczonym wojną domową kraju nie był w stanie oprzeć się najazdowi Czechów, spuszczonych ze smyczy przez papiestwo i cesarstwo. A gdy ci złupili i jeszcze bardziej wyniszczyli kraj – od zachodu wkroczył do niego na czele 500 ciężkozbrojnych niemieckich wojów Kazimierz. W kraju poparły go pochowane w rodowych grodach rody możnowładców, odzyskujących dzięki niemu wpływy i przywileje – zwłaszcza przywileje łupienia przeróżnymi daninami i powinnościami poddanych. Kazimierz przyciągnął też ze sobą niedobitki kleru, które uszły wcześniej za granicę.
.
No i właśnie – co „odnowił” Kazimierz? Nie odnowił państwa, bo ono istniało, tyle że było zniszczone i pozbawione zamordowanego prawowitego króla. Z wcześniej niezależnego od cesarstwa państwa uczynił cesarskie lenno. Władzę wszak objął „z łaski cesarza” jako cesarski lennik i wasal. Jedyne co „odnowił” to przywileje możnowładców. Nawet instytucji kk nie „odnowił”, bo jej już nie było wcale. Ją siłą ponownie narzucił, przykuwając jego lenne państwo łańcuchem i do kościelnej kruchty. Po podbiciu kraju bezwzględnie zaczęto za jego zgodą, pod nadzorem kleru, mordować pogańskich kapłanów, żerców, wiedźmy i najaktywniejszych uczestników antykościelnego zrywu. I za tę „zasługę” kk nadał mu przydomek „odnowiciel”. Choć był zdrajcą i renegatem, pachołkiem cesarstwa i jako mnich agentem papiestwa. Był jak Mieszko i Chrobry zdrajcą Ducha Słowiańszczyzny, a dodatkowo jeszcze, jak napisałem w poprzednim zdaniu – był cesarskim pachołkiem i agentem papiestwa.
.
I imieniem takiego renegata i zdrajcy nadaje się w III Rzydopospolitej agentowi Izraela i Usraela miano „patryjoty” roku. Choć w sumie ten „patron” do Singera pasuje. Tamten na czele 500 ciężkozbrojnych wojów niemieckich pod cesarskim patronatem i z błogosławieństwem papiestwa pacyfikował kraj i dobijał resztki pogańskiego buntu. Singer sprowadzić chce do Polski usraelskie żołdactwo, które dzięki ustawie 1066 też będzie miało – do tego „legalnie” – możliwość ewentualnej pacyfikacji Polaków stawiających się zdychającemu współczesnemu „cesarzowi” żydo-zachodu. Wart Pac Pałaca – żydowski agent otrzymał „nagrodę” imienia renegata zdrajcy pół-Niemca – „odnowiciela”.
.
Rację miał płk Mazguła – tytuł patrioty roku zapewne Singerowi przysługuje, bo nikt tak jak on nie szczuje nas na Rosję. Tyle że nie patrioty polskiego. Natomiast imieniem agenta papiestwa i Niemiec – „odnowiciela” – można by co najwyżej nadawać tytuł „katolika roku służącego obcym, niepolskim interesom”. Wiązanie patriotyzmu z postacią renegata „odnowiciela” to obrzydliwa katolicka manipulacja, prowokacja i niewyobrażalna brednia. Dokąd dojdzie Polska, jeśli obcych agentów, zdrajców i renegatów stawiać będziemy za symbol i synonim patriotyzmu? Dość już kk i jego załgana propaganda naszkodziły Polsce..

opolczyk

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/10/24/antek-minister-mon-patryjota-roku-im-kazimierza-renegata-odszczepienca-nazwanego-odnowicielem/

Właściwie nie ma tu czego komentować, tytuł patryjoty(patryjoty narodu żydowskiego) roku im. Kazimierza zdrajcy „odnowiciela”(patryjoty narodu niemieckiego i nowego narodu wybranego) za wysługiwanie się obcym interesom przysługuje mu bez wątpienia. Po za tym smutne jest że Polacy mają takich „bohaterów narodowych” i co gorsza kompletnie na ich temat nie mają zielonego pojęcia. Jacy więc „bohaterowie narodowi” taki naród i taka jego przyszłość…

przemex

Demaskowanie katolickiej mitologii – domniemany „chrzest Polski”.

chrzest_polski_1

Zaprowadzenie_chrzescijanstwa_965_Matejko

 

1517638517za: https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/18/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemany-chrzest-polski/

Tak przedstawia żydo-katolicka mitologia „chrzest” Mieszka w sztuce.

Kilkakrotnie już wspominałem o wyssanym z palca rzekomym „chrzcie” Mieszka I w roku 966, ale zawsze na marginesie innych spraw. A ten żydo-katolicki mit, a raczej odrynarne kłamstwo zasługuje na samodzielny tekst. A więc, do dzieła…

Kłamstwo domniemanego chrztu Mieszka ma wymiar podwójny – oszukuje się Polaków wmawiając im ten wyssany z palca „fakt”, a dodatkowo propaganda żydłacka głosi, że od owego wyssanego z palca „chrztu” Mieszka Polska  była krajem chrześcijańskim, a jej mieszkańcy byli przykładnymi, gorliwymi i głęboko wierzącymi katolikami. Jeszcze innym dodatkowym kłamstwem propagandowym jest nazywanie domniemanego „chrztu” Mieszka „chrztem Polski”. Bo nawet, gdyby ten „chrzest” Mieszka miał rzeczywiście miejsce – co jest żydłackim kłamstwem – to oznaczałby on „chrzest” władcy, a nie całego jego państwa. W czasach Mieszka nie istniała jeszcze zasada cuius regio, eius religio i „chrzest” jakiegokolwiek władcy nie oznaczał, że całe jego państwo „zostało ochrzczone” i z dnia na dzień stało się żydo-chrześcijańskie.

Zacznijmy od samego domniemanego „chrztu”…

A więc w owych czasach, gdy buldożer jahwizmu miażdżył kolejne kraje, pogańskim władcom przyjmującym żydo-chrześcijaństwo, bądź mocno zasłużonym w jego promocję i umacnianie, po śmierci nadawano przydomek „wielki” lub „święty” i kanonizowano ich w tym celu. Tak było np. z ruskim Włodzimierzem I Wielkim, świętym katolickim i prawosławnym.

A Mieszko, który rzekomo się „ochrzcił”, w nagrodę nie został ani „wielkim” ani „świętym”.

Nadmienić należy, że w tamtych czasach „chrzest” jakiegokolwiek pogańskiego władcy był dla żydo-katolickiej propagandy niezwykle ważnym wydarzeniem. Na taką „uroczystość” zjeżdżali się wysłannicy sąsiednich skatoliczonych krajów, duchowieństwo i co najmniej jeden biskup z orszakiem sług i kleru. „Chrztu” w takim przypadku udzielał biskup a nie zwykły klecha. „Chrzest” odnotowywany był w annałach z dokładnym opisem „ceremonii”. Były tam zawsze takie szczegóły jak data, miejsce,  kto chrzcił i jakie imię „ochrzczony” przyjmował podczas „ceremonii”. Upiększane to było zazwyczaj opisem wyssanych z palca cudów towarzyszących temu –  z punktu widzenia nadjordańskiej dżumy – wiekopomnemu wydarzeniu. A także opisywane były czyny świeżo „ochrzczonego” – burzenie pogańskich świątyń. żalenie posągów pogańskich bogów i masowe „chrzczenie” poddanych. Natomiast w przypadku Mieszka nie znamy ani daty, ani miejsca chrztu, ani kto Mieszka „obmywał” wodą (której pies nie chce, wąż nawet nie pije – Słowacki) tzw. „święconą”.

Kronikarze-bajkopisarze późniejsi podawali wprawdzie przeróżne daty, nie wymieniając miejsca „chrztu”, ale daty te są właśnie różne. Np 7 marca 965. Często wręcz podaje się tylko rok domniemanego „chrztu” – od 965 do 967. Najczęściej w różnych pracach pada data 14 kwietnia 966.

„…najczęściej podawaną datą jest 14 kwietnia 966 r.”

Ale tę datę, jak podaje wiki w innym miejscu, tylko przyjmuje się:

„Powszechnie przyjmuje się, że chrzest Mieszka odbył się w 966 r.”

Tyle że „przyjmuje się” nie oznacza, że tak rzeczywiście było.

Ciekawe, że żyjący czasowo najbliżej tych wydarzeń Thietmar nie wymienia daty, miejsca i innych szczegółów dotyczących domniemanego „chrztu”, sugerując przy tym w oparciu o plotki trzyletni czasowy „rozrzut” tego wydarzenia:

„Umyślnie postępowała ona przez jakiś czas zdrożnie, aby później móc długo działać dobrze. Kiedy mianowicie po zawarciu wspomnianego małżeństwa nadszedł okres wielkiego postu i Dobrawa starała się złożyć Bogu dobrowolną ofiarę przez wstrzymywanie się od jedzenia mięsa i umartwianie swego ciała, jej małżonek namawiał j ą słodkimi obietnicami do złamania postanowienia. Ona zaś zgodziła się na to w tym celu, by z kolei móc tym łatwiej zyskać u niego posłuch w innych sprawach. Jedni twierdzą, iż jadła ona mięso w okresie jednego wielkiego postu, inni zaś, że w trzech takich okresach.

Dowiedziałeś się przed chwilą, czytelniku, ojej przewinie, zważ teraz, jaki owoc wydała jej zbożna intencja. Pracowała więc nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego.”

Tak więc już w czasach współczesnego Mieszkowi Thietmara nie wiedziano, kiedy tak naprawdę miał się rzekomo odbyć ów mitologiczny wiekopomny „chrzest”. Jeśli prawdą byłaby wersja plotki, jakoby Dobrawa musiała łamać trzy kolejne tzw. „wielkie posty”, aby „nawrócić” Mieszka, to „chrzest” jego musiałby mieć miejsce trzy lata po ślubie, który odbył się prawdopodobnie w 965 roku.

Daty „chrztu”, ani innych jego szczegółów nie podaje też Gall Anomim opierając się na uproszczonej propagandowej wersji plotek o zasłudze Dobrawy:

„Mieszko objąwszy księstwo zaczął dawać dowody zdolności umysłu i sił cielesnych i coraz częściej napastować ludy (sąsiednie) dookoła. Dotychczas jednak w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał. W końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dobrawa. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on (na to) przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem (dostojników) świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli, a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła.”

Najbardziej zmitologizowaną wersję „chrztu” Mieszka podaje żydłacki fałszerz historii Długosz (podaję za Dobrogostem):

ROK PAŃSKI 965. MIECZYSŁAW KSIĄŻĘ POLSKI POJMUJE DĄBRÓWKĘ CÓRKĘ KSIĄŻĘCIA CZESKIEGO ZA ŻONĘ, I PORZUCIWSZY BAŁWANY POGAŃSKIE, WIARĘ CHRZEŚCIAŃSKĄ WRAZ Z CAŁYM NARODEM PRZYJMUJE.

Za przestrogą więc chrześciańskich wyznawców i zakonników Mieczysław porzucił siedm nałożnic, połączonych z nim miłością cielesną, aby pieszczota powabów niewieścich nie utrzymywała go w ślepym nałogu bałwochwalstwa. Rozłączywszy się z niemi, wyprawił dziewosłębów do Bolesława książęcia Czeskiego, rodzonego brata i zabójcy Ś. Wacława, prosząc o córkę jego Dąbrówkę, którą jako jedyną i prawą małżonko zaślubić postanowił. Książę Czeski odpowiedział, że nie pogardzi tak dostojnym i znakomitym zięciem, byle tylko porzucił błędy pogańskie, a przyjął zakon świętej chrześciańskiej wiary; inaczej nie zezwoli na związek małżeński swojej córki z książęciem pogańskim, bałwochwalcą. Dąbrówka księżniczka dała podobną z swej strony odpowiedź posłom i swatom Mieczysława, którzy ją w małżeństwo zapraszali: że nie przystało chrześciance zaślubiać poganina; jeżeli jednak Mieczysław książę Polski odstąpi plugawej czci bałwanów, i przyjąwszy chrzest nowym się żywotem odrodzi, nie odmówi mu wtedy swojej ręki. Gdy posłowie do Polski z takiem wrócili oświadczeniem, książę Mieczysław zwoławszy starszyznę i wielmoże, w licznem ich zebraniu naradzał się, coby mu czynić wypadało. Różnili się w zdaniach panowie: postanowiono więc odłożyć rzecz do dnia następnego. Aliści tej zaraz nocy Bóg opatrzny, ulitowawszy się nad nędza i ślepotą, narodu Polskiego, natchnął we śnie Mieczysława książęcia i większą część jego radców surową przestrogą, i zaleceniem, aby podanej sposobności nie zaniedbywali, a wiedzieć chcieli, się przez przyjęcie nowej wiary państwo ich w czasy potomne wielką pomyślnością zakwitnie. Takiem objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa. A gdy liczne poselstwa słane do Czech obiecywały i upowniającem stwierdzały zaręczeniem, że dla osiągnięcia związków małżeńskich nie tylko sam książę, ale i wszystek naród Polski, poznawszy dokładnie zasady wiary chrześciańskiej, chrzest przyjmie, Bolesław książę Czeski zezwolił na żądane śluby, i przyrzekł oddać w małżeństwo rzeczonemu Mieczysławowi książęciu Polskiemu córkę swoję Dąbrówkę, zacną i pełną, najpiękniejszych przymiotów dziewicę, z posagiem i oprawą godną obudwu, wydającego i pojmującego małżonkę. Było zaś wielu między panami i starszyzną królestwa, którzy mocno się temu opierali, nie zezwalając na przyjęcie wiary chrześciańskiej. Jedni utrzymywali, że to nowe chrześcian wyznanie para się przesądem i zabobonem; drudzy, że trudnem byłoby wypełnienie jego zakonu; inni, iż to nie rzecz, wyrzekając się ojczystych podań, swobodne karki poddawać jarzmu nowej i nieznanej dotąd powagi. Te jednak, i wiele innych przeciwności, Bóg miłosierny, który królów obdarza radą zdrową, ulitowawszy się nad niedołęztwem i długą Polaków ślepotą, snadno uchylić raczył, natchnął ich duchem zgody i skłonił do przyjęcia wiary chrześciańskiej, aby przez jej odrzucenie u Czechów i innych narodów nie stali się celem pogardy. Posłowie książęcia Polskiego Mieczysława, w licznem towarzystwie panów i szlachty Czeskiej, sprowadzili do stolicy Gniezna z wielką czcią i okazałością dziewicę Dąbrówkę, a z nią bogate wiano i wyprawę rzadkiej ozdoby, przyzwoitą takiemu zamęściu, godną teścia i zięcia. Książę Mieczysław, panowie Polscy i wszystkie stany wyszły na jej spotkanie i witały ją z niezwykłą wspaniałością i wystawą. Znakomite niewiasty i panny Polskie dla jej uczczenia, z rozkazu książęcia, zgromadziły się w Gnieznie, przystrojone w klejnoty, złoto, srebro i inne ozdoby. Po kilku dniach, książę Mieczysław, wyuczywszy się główniejszych zasad i obrządków prawej wiary od mnichów i pustelników, których w tym celu umyślnie był sprowadził, wraz z panami, szlachtą i celniejszymi mieszkańcami miast Polskich, wyrzeka się ciemnoty dawnych błędów, a przyjmuje zakon zbawienny prawej wiary Chrystusa; pierwszy krok nawrócenia swego od przesądów pogaństwa do światła wiary uświęca znamieniem oczyszczającej łaski, i w Gnieznie chrzest przyjmuje. A tak obmyty z grzechów w świętym zdroju odrodzenia, wodą chrztu zgładziwszy zmazę występków i pogaństwa, od zabobonnej czci bałwanów zwrócił się do poznania prawdziwego Boga, czystej i pobożnej wiary. Za jej światłem, wyższem od światła przyrodzonego rozumu, którym go także hojnie Bóg obdarzył, za oświecającą łaską Ducha Ś. przeobleczony w szatę niewinności, żywot świeży i młodzieńczy, odrodził się z wody i ducha, a porzuciwszy dawne imię Mieszka nazwał się Mieczysławem. Wraz i siostra jego rodzona, dziewica, przeżegnana znamieniem wiary świętej, została chrześcijanką i przybrała imię Adelaidy. Tegoż dnia, przyjąwszy Sakrament chrztu, książę Mieczysław wziął poświęcenie innego Sakramentu, zaślubiając dziewicę Dąbrówkę obrządkięm chrześciańskim: ku czemu zaprosiwszy książąt sąsiednich, obchodził gody weselne w Gnieznie z wielką wspaniałością przez dni kilka (…).”

U  Długosza mamy więc najpierw „chrzest”, a potem ślub. Tyle że on pisał tę bajkę prawie pół tysiąclecia po domniemanym „fakcie”.

Jeszcze więcej zgadywanek i niepewności jest w sprawie miejsca domniemanego „chrztu” Mieszka. Jak podaje wiki w grę wchodzi kilka różnych miast w kilku państwach:

„Obecnie zakłada się, iż Mieszko I przyjął chrzest na terenie swojego państwa w Poznaniu, na Ostrowie Lednickim lub w Gnieźnie; w dwóch pierwszych miejscach znaleziono bowiem baptysteria datowane na II poł. X wieku. Część historyków sądzi jednak, że mogło się to stać na terenie Niemiec (wielu uczonych wskazywało na Ratyzbonę), Czech bądź też w samym Rzymie.”

A przecież – i tu zacytuję fragment książki „Król apostata” A. Zielińskiego:

“Do dzisiaj nie wiadomo również gdzie i kiedy Mieszko I został ochrzczony. Nie udało się nikomu odnaleźć nigdzie jego dokumentu chrzestnego (metryki), nie wiadomo, zatem, jakie na chrzcie otrzymał imię. Nie znamy także imion jego rodziców chrzestnych, a przecież musieli to być odpowiednio wysocy dostojnicy kościelni lub państwowi. Pozostaje także do dzisiaj nierozwiązaną zagadką, dlaczego pozostał w naszej historiografii przy wcześniejszym, pogańskim (?) imieniu Mieszko, przez długosza wprawdzie zmienionym na Mieczysław, ale przecież żadnego świętego o tym imieniu w Europie nie było. Trudno zatem założyć, iż książę ten przyjął na swoim chrzcie imię tak zdecydowanie wówczas nawiązujące do bałwochwalczych czasów.”

Trudno odmówić logiki temu wywodowi. Jeśli „chrzest” Mieszka miałby rzeczywiście miejsce, brałoby w nim udział wielu gości – dostojników świeckich i kościelnych. I zapewne „ceremonia” byłaby szczegółowo opisana przez naocznych świadków z datą, miejscem i biskupem udzielającym „chrztu”. Treść opisu „chrztu” byłaby znana co najmniej w Polsce, cesarstwie i Rzymie. No i chyba u rodziny żonki – w Czechach. I nie byłoby możliwości, aby wszystkie one zostały zniszczone. A do dzisaj – czyli ponad tysiąc lat po tym mitologicznym „chrzcie” nadal nic o nim poza bajkami, plotkami i zgaduj zgadulą nie wiemy. Mimo to nachalna żydłacka propaganda podaje jako pewnik, że Mieszko został ochrzczony w roku 966.

Najważniejszym jednak dowodem na fikcję „chrztu Mieszka” znajdziemy na zniszczonym w roku 1790 sarkofagu jego syna Bolesława Chrobrego. W epitafium na owym sarkofagu znajdowało się takie zdanie:

„Perfido patre tu es, sed credula matre

http://www.mediewistyka.pl/Chrobry.pdf

Mówiło ono, że Chrobry zrodzony jest z „perfidnego” ojca i „wierzącej” matki. Jak wiemy, u żydłactwa określenie „wierzący/wierząca” jest jednoznaczne – wyznawca jahwizmu. Natomiast „perfidny” oznacza (wtedy i dzisiaj) mniej więcej to samo – wyrachowany, zdradliwy, przewrotny. Czymże sobie więc Mieszko I, ojciec Chrobrego, zasłużył na taki nie przynoszący chluby chrześcijańskiemu „ochrzczonemu”  władcy epitet? Można by spekulować, że Mieszko ochrzcił się, ale nadal żył „po pogańsku”. Jednakże kronikarze „ochrzczonym” władcom (ale i hierarchom kościoła) nie jedną zbrodnię, występek czy świństwo wybaczali i puszczali w niepamięć. W podzięce i z wdzięczności za ich „zasługi” dla nadjordańskiej dżumy. Ale Mieszkowi nie podarowano jakichś ważnych „win” i na sarkofagu syna nazwano go perfidnym. Wytłumaczeniem może być tylko jedno – Mieszko obiecał Dobrawie, że się ochrzci po ślubie z nią, obietnicy nie dotrzymał i do końca życia pozostał poganinem. I stąd przymiotnik – perfidny.

I dlatego, ponieważ nie było tego wyssanego z palca „chrztu”, nie są znane jego data, miejsce, imię „chrzczącego” i inne szczegóły dotyczące tego „wiekopomnego” dla żydłactwa wydarzenia.

Całą tę historyjkę wyssano w komplecie z palca. I miliony owieczek w nią wierzą. Ale nie tylko owieczki dały nabrać się na to żydo-katolickie propagandowe oszustwo. Także wielu „niewierzących” uparcie trzyma się daty 966 jako daty „chrztu Polski”.

Ciekawe też, dlaczego nie zabezpieczono sarkofagu wielkiego chrześcijańskiego władcy – Chrobrego – przed zniszczeniem. Aż takie trudne to nie było. A jednak pozwolono na jego unicestwienie:

„Anonimowy utwór, określany jako Epitafium Bolesława Chrobrego był umieszczony na gotyckim sarkofagu władcy w nawie głównej katedry poznańskiej. Grobowiec ten po połowie XVIII wieku (pomiędzy 1755 – 1766) przeniesiono do kaplicy bocznej, gdzie – w wyniku katastrofy budowlanej – w 1790 roku uległ zniszczeniu. Tumba Bolesława Chrobrego znana jest z nielicznych świadectw ikonograficznych natomiast umieszczony na niej napis doczekał się wielu odpisów.

Ostatnio ich korpus powiększył się o kolejny przekaz, odkryty we włoskim kodeksie z I połowy XV wieku przechowywanym w Huntington Library (San Marino; Kalifornia), w którym z foliału 206 usunięto tekst, wpisując w jego miejsce wiersz sławiący Piusa II. Jednakże niestarannie wykonana razura pozwala odczytać pierwotny zapis, będący najstarszym z zachowanych odpisów.”
http://www.mediewistyka.pl/Chrobry.pdf

Tak więc treść epitafium przeszkadzała żydłakom i na sarkofagu Chrobrego, i we włoskim kodeksie. Bo przedstawiała rzekomo zasłużonego „chrztem” dla żydo-katolicyzmu Mieszka jako „perfidnego ojca”, przeciwstawiając go „wierzącej matce”! A taki obraz nie za bardzo pasował żydłakom w ich propagandzie Polski od Mieszka (i dzięki niemu) gorliwie katolickiej. i stąd pozwolono na dojście do „katastrofy budowlanej” nie wynosząc wcześniej sarkofagu w niezagrożone katastrofą miejsce.O tym, że chrzest władcy nie jest jednoznaczny z chrztem jego państwa już wspomniałem. W tym żydłackim guśle „obmywa” się tzw. „święconą wodą” (której pies nie chce, wąż nawet nie pije) ofiarę z wyssanego przez oszustów teologów „grzechu pierworodnego” nadając ofiarze „chrztu” imię. Kraju natomiast się nie „chrzci”. Nie „zmazuje” się z niego „grzechu pierworodnego” parszywą wodą nadając mu „chrześcijańskie” imię.

„Chrztu Polski” nie było nigdy.

Takoż nie było chrztu Mieszka I.

W tym miejscu wkleję jeszcze obszerne fragmenty komentarza Vindexa z innego wątku w tej właśnie sprawie:

„Jeśli chodzi natomiast o Mieszka i jego domniemany chrzest to świetna analiza tej kwestii znajduje się w książce Andrzeja Zielińskiego “Król apostata”. Jest to praca o królu Bolesławie Zapomnianym, ale jeden z rozdziałów odpowiada na pytanie, które postawiłeś wcześniej: “Dlaczego Mieszko I nie został świętym?”. Ale nie tylko. Autor zadaje w nim szereg niewygodnych dla jahwistów pytań, które dotychczas były albo pomijane, albo udzielano na nie wymijających odpowiedzi. Jest tam także próba odpowiedzi na pytanie gdzie i kiedy był chrzest? (Książkę nawiasem mówiąc serdecznie polecam)

Po pierwsze – rzeczywiście zastanawiające jest to dlaczego Kościół nie wyniósł na ołtarz de facto najważniejszej dla nich postaci, która według oficjalnych zapisów kronikarskich, ochrzciła siebie i wprowadziła jahwizm do Polski. Można powiedzieć, że kanonizacja tych pogańskich władców, którzy przyjęli judeochrześcijaństwo i którzy zdecydowali się wprowadzić tą religię w swoim państwie, była wręcz żelazną zasadą panującą w ówczesnym Kościele. Tak było z królem czeskim Waclawem, księciem Włodzimierzem z Rusi królem Węgier Waikiem- Stefanem, Erykiem w Danii, czy z anglosaskim władcą Ethelbertem. A Mieszko nic. Ani “Święty” ani nawet “Wielki”.

Dlaczego pominięto Mieszka? Jego synowi Bolesławowi byłoby to bardzo na rękę. Wyniesiony na ołtarze ojciec byłby mu niezwykle pomocny w ugruntowaniu jego władzy. Dziwne, że Bolesław nawet nie zabiegał o kanonizację ojca, choć niezwykle gorliwie zabiegał o wyniesienie na ołtarze biskupa Vojtecha- Adalberta, tzw. “Pięciu Braci Męczennikow”, biskupa Radima Gaudentiusa, czy nawet niemieckiego misjonarza Brunona z Kwerfurtu.
Mieszko nie został świętym raczej nie dlatego, że “swoim zwyczajem siedmiu żon używał”. Chrzest przecież i tak zmywał wszelkie poprzednie “grzechy”. Poza tym wielu świętych świetoszkami nie było, mało tego, wielu z nich cudzołożyło, mordowało, ale nie stanowiło to żadnej przeszkody w wyniesieniu ich na ołtarze. I to nie była tylko domena “mroków średniowiecza”. Jeszcze nie tak dawno watykański kundel Wojtyła wynosił na ołtarze takich zbrodniarzy jak morderca Indian Józef Anchieta czy Alojzy Stepinac. Cóż – jaka religia tacy święci. Ale wracając do Mieszka…

Autor książki, Zieliński, podaje następujące wyjaśnienie- Mieszko nie został kanonizowany, ponieważ judeochrześcijaństwo nie było zupełnie nieznaną religią.Wiadomo przecież, że już wcześniej przybywali tam “misjonarze” w poszukiwaniu owieczek. Już wcześniej budowano tam śwątynie Jahwe, niewiele, ale niektóre datuje się przed 966 r.. Nie ulega wątpliwości, że jedną z żon Mieszka, duńska księżniczka Geira, była chrześcijanką. Co prawda 99 % Lechitów pozostawało nadal przy swoich rodzimych wierzeniach, ale nie było tak, że o jahwizmie na ziemiach polskich przed Mieszkiem nikt nie słyszał. Moim zdaniem nie jest to zbyt dobre wyjaśnienie, ponieważ w innych krajach poddanych żydowskiemu jarzmu, była podobna sytuacja. Czy na Ruś nie przybywali wcześniej kaznodzieje, albo na Węgry? Raczej trudno znaleźć kraj w którym jahwizm wyskoczył jak filip z konopii. Moim skromnym zdaniem sprawa “dlaczego Mieszko nie został świętym?” jest wciąż otwarta.

Po drugie -data i miejsce chrztu. Weźmy najpierw datę roczną. Podaję, się rok 966, ale jest to przecież data umowna. Wikipedia w haśle “Mieszko I” bezradnie podaje ” daty wahają się 965-967; 966 przekonująco ustalił Tadeusz Wojciechowski/”
Gall Anonim, o ile dobrze pamiętam, nie podaje żadnej daty, Długosz natomiast podaje – 5 marca 965 ( cytuję za Naruszewiczem “Historya narodu polskiego”, dla pewności należałoby sprawdzić bezpośrednio u Długosza). Tymczasem “oficjalna wersja historii” mówi, że ( za wikipedią) “najczęściej podawaną datą jest 14 kwietnia 966 r., ponieważ zgodnie z ówczesnym zwyczajem ceremonia odbywała się w Wielką Sobotę” http://pl.wikipedia.org/wiki/Chrzest_Polski
Więc albo jest to robienie z ludzi idiotów, albo rzeczywiście nie ma zgody co do daty chrztu Mieszka. Naruszewicz, choć jahwistyczny doktryner i obecnie już mocno przestarzały, idiotą nie był. Raczej nie pomylił się o cały rok w tak ważnej dla niego dacie.
Inny ówczesny mu historyk Jan Albertrandy podaje w “Dziejach Królestwa Polskiego” pod datą 965 ” Mieczysław ochrzczony […], a to dnia 7 marca”. Czyli teraz z 5 marca zmieniło się na 7 marca. Nie chcę mi się dalej cytować, ale chciałbym zauważyć jedno. Historycy polscy z końca XVIII i XIX wieku nie mieli pojęcia o dokładnej dacie chrztu Mieszka i podawali na chybił trafił. Przeciwko dacie 14 kwietnia przemawia logika. Miała to być wielka sobota. Wielka sobota to dla jahwistów czas głębokiego żalu i zadumy nad śmiercią Joszue, i nie można było wtedy odbywać żadnych ślubów, chrztów czy pogrzebów.
Czyli podsumowując- brak logicznej przesłanki żeby uznać 14 kwietnia za datę dzienną, a data roczna jest przypuszczalna a nie rzeczywista. W przypadku miejsca chrztu- tu chyba nawet przebąknięcia w źródłach nie ma. Po prostu nic. Historycy spierają się o to czy o tamto miasto. Zawsze można argumentować, że co prawda nie ma zgody co do daty i miejsca, ale jest zgoda co do samego faktu, że Mieszko przyjął chrzest.
Zacytuję na koniec Zielińskiego:
“Do dzisiaj nie wiadomo również gdzie i kiedy Mieszko I został ochrzczony. Nie udało się nikomu odnaleźć nigdzie jego dokumentu chrzestnego (metryki), nie wiadomo, zatem, jakie na chrzcie otrzymał imię. Nie znamy także imion jego rodziców chrzestnych, a przecież musieli to być odpowiednio wysocy dostojnicy kościelni lub państwowi. Pozostaje także do dzisiaj nierozwiązaną zagadką, dlaczego pozostał w naszej historiografii przy wcześniejszym, pogańskim (?) imieniu Mieszko, przez długosza wprawdzie zmienionym na Mieczysław, ale przecież żadnego świętego o tym imieniu w Europie nie było. Trudno zatem założyć, iż książę ten przyjął na swoim chrzcie imię tak zdecydowanie wówczas nawiązujące do bałwochwalczych czasów”

Ja osobiście w kwestii chrztu Mieszka pozostaję agnostykiem. Trudno powiedzieć czy był czy nie. Na pewno nie jest to “oczywista oczywistość” jak wmawiają nam szkolne podręczniki. Argumenty przeciwne, jak choćby brak dokładnej daty i miejsca chrztu, czy absencja imienia z chrztu Mieszka są silne i warte dalszych badań.

Zgadzam się z Tobą, że Kościół tworzy własną wersję historii, którą potem nam serwują w szkołach. Vide przykład naszego króla Bolesława Zapomnianego, którego obecnie traktuję się jako “legendę” czy “wymysł kronikarzy”. Tymczasem w XIX w. dla najwybitniejszych polskich historyków, jak Wojciechowski, Balzer, Szajnocha, Lewicki czy Zakrzewski fakt istnienia Bolesława II był bezsporny. Ale, jak stwierdza Oswald Balzer, autor wydanego w 1895 r. w Krakowie pomnikowego dzieła „Genealogia Piastów”, który postaci Bolesława poświęcił wielostronicowy wywód, „dopiero Wojciechowski ma zasługę, że istnienie jego udowodnił w sposób nie pozostawiający żadnej prawie wątpliwości”.

Pytanie- dlaczego dzisiaj obecnie się zaprzecza jego istnieniu? Moim zdaniem jest to wina patałacha Wyrozumskiego, który w swojej czterotomowej “Historii Polski” wyraził wątpliwość w istnienie Bolesława. Wyrozumski cieszący się opinią “wybitnego historyka” natychmiast stał się autorytetem dla wszelkiej maści historyków-nieudaczników, którzy jak małpy zaczęli po nim powtarzać jego opinię odnośnie Bolesława. I tak powstał w historii trend, który panuje do dziś – uważanie Bolesława za postać wymyśloną. Możemy mieć tylko nadzieję, że ten fałszywy i niezwykle krzywdzący dla historii trend szybko minie i historycy zaczną opierać swoje zdania na źródłach a nie na wyssanych z palca opiniach Wyrozumskiego.”

Tyle komentarz Vindexa. Szczególnie istotne i słuszne jest spostrzeżenie:

„Dlaczego pominięto Mieszka? Jego synowi Bolesławowi byłoby to bardzo na rękę. Wyniesiony na ołtarze ojciec byłby mu niezwykle pomocny w ugruntowaniu jego władzy. Dziwne, że Bolesław nawet nie zabiegał o kanonizację ojca, choć niezwykle gorliwie zabiegał o wyniesienie na ołtarze biskupa Vojtecha- Adalberta, tzw. “Pięciu Braci Męczennikow”, biskupa Radima Gaudentiusa, czy nawet niemieckiego misjonarza Brunona z Kwerfurtu.
Mieszko nie został świętym raczej nie dlatego, że “swoim zwyczajem siedmiu żon używał”. Chrzest przecież i tak zmywał wszelkie poprzednie “grzechy”. Poza tym wielu świętych świetoszkami nie było, mało tego, wielu z nich cudzołożyło, mordowało, ale nie stanowiło to żadnej przeszkody w wyniesieniu ich na ołtarze. I to nie była tylko domena “mroków średniowiecza”. Jeszcze nie tak dawno watykański kundel Wojtyła wynosił na ołtarze takich zbrodniarzy jak morderca Indian Józef Anchieta czy Alojzy Stepinac. Cóż – jaka religia tacy święci.

Natomiast myli się A. Zieliński, autor „Króla apostaty”, dopatrując się braku kanonizacji Mieszka w tym, że żydłacki zabobon via Konstantynopol zagościł na ziemiach polskich przed Mieszkiem. Otóż na Rusi już babka Włodzimierza I Wielkiego świętego – Olga –  też była święta. Jej syn Światosław pozostał poganinem. A jej wnuk Włodzimierz zdradził Słowiańszczyznę i za to żydłactwo go kanonizowało i nazwało „wielkim”. Choć dżuma na Rusi znana była wcześniej. A taki Stefan I święty ochrzczony został z woli rodziców jako dzieciak. Kanonizowano go za gorliwe dalsze katoliczenie jego kraju.

A Mieszko, choć rzekomo „ochrzcił” się i pomógł w „nawróceniu” poddanych ani nie jest „wielkim” ani „świętym”.

„… iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego. I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone. Ich pierwszy biskup Jordan ciężką miał z nimi pracę, zanim, niezmordowany w wysiłkach nakłonił ich słowem i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej. I cieszył się wspomniany mąż i szlachetna jego żona z ich legalnego już związku, a wraz z nimi radowali się wszyscy ich poddani, iż z Chrystusem zawarli małżeństwo.” (Thietmar)

Kolejnym i związanym z wyssanym z palca „chrztem” Mieszka kłamstwem żydo-katolickiej propagandy jest to, że rzekomo od daty owego „chrztu” Polacy są przykładnymi i gorliwymi katolikami. Pisałem o tym już wielokrotnie. Tutaj jedynie skrótowo przypomnę:

– już w czasach Chrobrego dochodziło do antykatolickich wystąpień,

– w czasach jego wnuka Bolesława II „Zapomnianego” cały lud pod wodzą Bolesława powrócił do pogaństwa. Po śmierci Bolesława II kraj został za karę spacyfikowany połączonymi siłami czesko-rusko-niemieckimi,

Polska wolna od jahwizu

– w zapiskach kościelnych na przestrzeni wszystkich wieków pojawiają się liczne notatki o nadal utrzymującym się pogaństwie. Jeszcze pod koniec XVIII wieku  zdarzały się w Rzeczypospolitej całe wsie w komplecie pogańskie.

– pogaństwo było potępiane przez synody biskupie, herszta Watykanu (bulla papieska z XIII wieku) i przez kler z ambon,

– jeszcze w XVII wieku próbowano pogańskie Topienie Marzynny/Mareny zastąpić zrzucaniem kukieł Judasza z kościelnych wież. Podstęp nie udał się. Lud wolał pogański obrzęd i przy nim pozostał.

– Noc Kupały również przetrwała tysiącletni okres jej tępienia i katoliczenia. Jeszcze w XX wieku na Opolszczyźnie odnotowano prawdziwie pogańskie obrzędy tego słowiańskiego święta:

„Paweł Jasienica podał, że ostatni zarejestrowany przypadek prawdziwie pogańskiego świętowania kupały miał miejsce w 1937 r. na Opolszczyźnie.”

Dzisiaj zarówno obrzędy witania wiosny jak i Kupalnocka przeżywają prawdziwy renesans. Co wprawia jahwistów we wściekłość.

Zanim jahwistom udało się wykorzenić słowiańską wiarę i kulturę znajeźli się ludzie zainteresowani jej badaniem i kultywowaniem. W XIX wieku Adam Czarnocki odnalazł na polskiej wsi żywe pogańskie tradycje i słowiańską wiarę:

„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”

Podał też trafną diagnozę niszczycielskich szkodliwych wpływów dżumy na losy Polski:

„Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi.”

Ciekawostką jest także wprowadzenie w roku 1668 kary śmierci za odstępstwo od katolicyzmu. Otóż gdyby żydłacka propaganda była choć jako tako prawdziwa, to Polacy – według niej gorliwi od 966 roku katolicy – nie porzucaliby żydo-katolickiej „świętej wiary ich ojców”. A oni to robili – na fali reformacji szlachta nieomal masowo przechodziła na luteranizm czy kalwinizm. Co pokazuje, jak słabiutko żydo-katolicyzm zakorzeniony był w XVI wieku w powierzchownie skatoliczonej szlachcie. Co zresztą ostatecznie zaowocowało wprowadzeniem kary śmierci za odejście od dżumy.

Tacy to byli gorliwi ci „polscy” katolicy.

Katolickich fanatyków było w skali całej ludności u schyłku Rzeczypospolitej ledwo garstka – kilka procent. A większość mieszkańców, zwłaszczy ludność wsi była pogańska z nieznacznymi naleciałościami żydłactwa. To dopiero końcówka zaborów, II RP i PRL przyczyniły się do skatoliczenia dużej części Polaków. W czasach PRL z przyczyn politycznych – wrogość do socrealizmu owocowała dziwnymi i podejrzanymi „nawróceniami”. Choć tak naprawdę większość z katolikopolaków jest katolikami „niedzielnymi” i od wielkiego żydłackiego święta. Ponadto ich siły topnieją, nasze – słowiańskie – rosną.

Rzeczypospolita upadła drążona wznieconą przez kontrreformację dwuwiekową pełzającą wojną domową katolicy kontra „reszta świata”. Garstka katolików postanowiła skatoliczyć niekatolicką zdecydowaną większość mieszkańców oraz pragnęła zdobyć supremację dla ich watykańskiego odprysku nadjordańskiej dżumy w Rzeczypospolitej. Gdy tę supremacją osiągnęli, Rzeczypospolita wycieńczona i skłócona katolicką pełzającą wojną domową upadła.

Najwyższy czas odrzucić te obce gusła i zabobony czyniące z Polaków duchowych Żydów.Pora powrócić do naszej przedżydłackiej, słowiańskiej tożsamości. Pora obudować słowiańską cywilizację i jej wartości – szacunek wobec Matki Ziemi, szacunek wobec własnych bogów, przywiązanie do własnej kultury i tradycji, solidarność wspólnotową i wspólną troskę o dobro całej wspólnoty. Bez uprzywilejowanych elit i chciwego kleru.

.

slavic_rod

Bądźmy Słowianami. A nie wyznawcami żydowskich idoli i ideologii.

Odbudujmy słowiańską tożsamość i rozbudźmy w nas Ducha Słowiańszczyzny.

mitologia1

opolczyk

Uzupełnienie:

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/04/17/chrzest-polski-miecz-przezwany-krzyzem-nie-przestaje-byc-mieczem/

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/04/12/chrystianizacja-polski-czy-zniewolenie-zydowska-religia/

Dobry tekst opolczyka, przypominam go z okazji, ostatniej, 1050-tej „rocznicy” domniemanego „chrztu Polski”, rzekomo ważnym dla Polaków wydarzeniem, a w rzeczywistości ważnym jedynie dla elity katabasów i grupy fanatycznych jahwistów, zainstalowanych na ziemiach słowiańskich tysiąc lat temu a chcących nadal żerować na Polsce i Polakach i związanego z tym medialnego amoku jaki ma obecnie miejsce. Trudno cokolwiek dodać do tego, osobiście uważam że „chrystianizacja” Polski i szerzej Słowiańszczyzny, w tym arcyszkodliwy podział na prawosławnych i katolików, czyli tak naprawdę bezwzględne katoliczenie, odmóżdżanie, wyniszczanie, rozbijanie i skłócanie Słowian, niszczenie ich prastarej kultury, zabytków, zagrabianie świętych miejsc, czynienie z milionów Słowian duchowych żydów, parafialnych owieczek do bezwzględnego dojenia i strzyżenia a z Słowiańszczyzny siedliska żydowskiej zarazy toczącej ją do dziś, z którą to zarazą wciąż nie umiemy sobie poradzić, to jedna z największych katastrof w dziejach Słowian. Mam nadzieję że kiedyś pozbędziemy się zarówno nadjordańskiej psychozy jak i zarazy syjonizmu z naszych ziem. A fanatycznych jahwistów i ich pejsatych „starszych braci w wierze”, odeślemy tam gdzie ich „święta ziemia”, czyli nad Jordan!

przemex

 

Globalna religia: Franciszek stwierdza, że wszystkie główne religie łączą się z tym samym bogiem – czy aby na pewno?

Kultura
Michael Snyder, endoftheamericandream.com
USA
2016-01-11

Nowy film, który został właśnie opublikowany przez papieża Franciszka niezwykle jasno wyraża jego przekonanie, że wszystkie główne religie są różnymi ścieżkami do tego samego Boga.

Mówi On, że podczas gdy ludzie z różnych światowych religii mogą „szukać Boga lub spotykać Boga na różne sposoby” to ważne jest aby pamiętać, że „wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi”. Jest to najnowszy przykład pokazujący, że papież całkowicie porzucił fakt, iż relacja z Bogiem jest dostępna tylko przez Jezusa Chrystusa. W czasie swego pontyfikatu wciąż buduje podwaliny pod nadchodzącą jedną globalną religię, a jednak mało kto zdaje się być tym poruszony.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o nowym filmie byłem w szoku. Myślałem, że to żart. Ale prawda jest taka, że film ten jest bardzo realny. Oto co napisała Katolicka Agencja Prasowa:
“We wtorek został opublikowany pierwszy w historii komunikat wideo z miesięczną intencją modlitewną Papieża podkreślający znaczenie dialogu między religiami i wspólnymi elementami wierzeń, takie jak postać Boga i miłość. „Wielu ma różne zdanie, czuje inaczej, szukając Boga lub spotykając Boga na różne sposoby. W tym tłumie, w tych religiach, jest tylko jedna pewność jaką mamy we wszystkich: że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga,” Franciszek powiedział w swoim komunikacie wydanym w uroczystość Objawienia Pańskiego 6 stycznia.”

W tym filmie mówcą nie jest tylko Franciszek. W rzeczywistości, jedna z sekcji filmu zawiera liderów różnych światowych religii wyrażających wiarę w ich bóstwo. Poniższy tekst pochodzi z artykułu Christian News Network opisującego ten nowy film:

“Następnie film pokazuje ludzi z różnych religii świata deklarujących wiarę w ich bóstwo.

„Mam zaufanie do Buddy,” mówi kobieta lama.
„Wierzę w Boga”, stwierdza rabin.
„Wierzę w Jezusa Chrystusa”, stwierdza kapłan.
„Wierzę w Boga”, deklaruje islamski przywódca.”

Czy już jesteś w szoku?

Papież tymi słowy powtarza doktrynę New Age skodyfikowaną na drugim Kongresie Watykańskim:

OGLĄDAJ DALEJ>>>

Papież zamyka film apelem do ludzi wszystkich religii, aby rozmawiali ze sobą i pracowali ze sobą. Poniżej znajduje się informacja z Katolickiej Agencji Informacyjnej:
“Później Papież stwierdza, że wszyscy, niezależnie od profesji zakonnej, są dziećmi Bożymi, a przywódcy odmiennych religii wypowiadają wspólną wiarę w miłość. Franciszek zamyka film wyrażając nadzieję, że widzowie upowszechnią jego prośbę modlitewną na ten miesiąc: że upowszechni się szczery dialog wśród mężczyzn i kobiet z różnych wyznań dając owoce pokoju i sprawiedliwości. Wierzę w moje modlitwy.”

Jeśli jeszcze nie widziałeś tego filmu to warto poświęcić mu kilka minut.




Link do oryginalnego artykułu: LINK

Od dłuższego czasu słyszę jakoby to wszyscy ludzie na ziemi modlili się do tego samego boga, obojętnie czy są chrześcijanami, muzułmanami, żydami, buddystami, hinduistami czy nawet poganami, kiedyś bym się z tym nawet zgodził, w sumie brzmi słusznie, ale tylko z pozoru. Owszem, łączą się z tym samym bogiem ale tylko religie odżydowskie, natomiast porównanie biblijnego, żydowskiego, mściwego, zazdrosnego, chciwego, pustynnego bóstwa, propagującego rasizm i czystki etniczne do choćby bogów słowiańskich jest już nadużyciem.
   ” Jest to najnowszy przykład pokazujący, że papież całkowicie porzucił fakt, iż relacja z Bogiem jest dostępna tylko przez Jezusa Chrystusa” po pierwsze kochani chrześcijanie, co wy macie do gadania w kwestii „wiary”? Czyż papież nie jest namiestnikiem boga i jego najwyższym przedstawicielem na ziemi? Czyż nie ma tytułu nieomylnego w kwestiach „wiary”? Jeżeli chrześcijanin kwestionuje jego wolę, to tak jakby kwestionował wolę samego boga! A ponoć się go boicie jak ognia piekielnego a jednak macie czelność posiadać własne zdanie?! Staliście się bardziej papiescy niż sam papież i chcecie go bezczelnie pouczać, rządzić mu po pod nos owcza, barania i parafialna hołoto?! Czy wyście na głowę upadli?! Nie wiem, ale śmierdzi mi to herezją na kilometr! Czeka was łoże madejowe…  Eh, dobierze się diabełek wam do dupy, dobierze, ale nie martwcie się, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, będziecie mogli piec choćby, pyszne ciasta i pierniczki, bez użycia piekarnika…   😉
  Po drugie, już na poważnie, nie będę się rozwodził zbytnio nad Joszue, ale jeżeli się urodził naprawdę i żył w Palestynie, to wcale żadnym bogiem nie był, nie miał wcale więcej boskości w sobie niż ludzie żyjący w jego czasie a także ludzie żyjący obecnie, nawet ludzie źli posiadają cząstkę boga w sobie, wbrew temu co wydawać się może niektórym. Bogiem stał się dopiero gdy najpierw żydzi a potem sami chrześcijanie postanowili wykorzystać religię do osiągnięcia politycznych celów.
  Po trzecie, każdy ma prawo wierzyć w takiego Boga czy Bogów w jakich zechce, ma prawo wyobrażać sobie ich tak jak chce i kontaktować się z nimi w sposób jaki chce i żadni fanatycy religijni nie mają prawa narzucać nikomu swojego widzimisię. Bo nie macie żadnego monopolu na Boga, ani na moralność i wartości, które nie są waszą własnością, ani nawet waszym pomysłem, ani na prawdę, a tym bardziej na duchowość.
  Po czwarte, sprawa jednej światowej religii, władza banksterów opierać ma się na wielu filarach, jednym z nich ma być globalna religia i tu nie rozumiem paniki chrześcijan, czego oni się tak czepiają? Przecież chrześcijaństwo ma wybitnie kosmopolityczne cechy, to religia globalizująca(jeden pasterz, jedna owczarnia), starająca się zatrzeć różnice pomiędzy narodami, na rzecz przynależności do wspólnoty religijnej, przy jednoczesnym eliminowaniu, niszczeniu miejscowych kultur, tradycji, zagrabianiu tego co pozostało i przeinaczaniu. Więc w czym problem? Wasze kochane chrześcijaństwo zostanie wciągnięte w globalny system religijny, wprawdzie będzie miało nową, „zieloną”, „ekologiczną” maskę, będziecie mieli nieco gorszy status, niż wasi starsi bracia w wierze, ale czym się martwicie? Wasza ukochana religia zostanie zachowana w takiej czy innej formie, powiadacie że będzie to inna forma od tej „oryginalnej”?  A czy w ogóle było prawdziwe i oryginalne chrześcijaństwo kiedykolwiek w dziejach? Nie, bo odmian jego były i są setki i nawet tysiące, każde uważa się za oryginalne, prawdziwe i jedyne w swoim rodzaju, a każde z nich jest gorsze i bardziej fanatyczne od całej reszty. A chyba że jesteście chciwi, zawistni, nietolerancyjni i nie chcecie się dzielić władzą z waszymi starszymi braćmi w wierze, ale czy to nie przeczy podstawom doktrynalnym chrześcijaństwa? Czy chciwość, zawiść, żądza władzy, nietolerancja to czasem nie grzech? O ile dobrze się orientuje to powinniście się nie tylko podzielić władzą ale także oddać ostatnie portki na dupie, a także nadstawiać tą dupę do bezustannego kopania i bez szemrania! Posłuszeństwo władzy i autorytetom moralnym to podstawa! Bo każda władza, według was, pochodzi od boga! 😉
  
I pozdrawiam was kochani chrześcijanie, może się wam wydawać że was nienawidzę, że was niszczę i na was poluję, że jestem wobec was agresywny, ale to nieprawda, ja was naprawdę kocham, ma z was i waszych dylematów moralno-teologicznych tyle uciechy że w głowie się po prostu nie mieści! 😉
Wasz ukochany przemex!
PS
Żeby nie było niedomówień, jeżeli jakiś chrześcijanin szczerze walczy z globalizmem czy syjonizmem, to nie mam nic przeciwko, ale wasze kochane pomysły zwalczania globalizmu żydowskiego globalizmem chrześcijańskim są delikatnie mówiąc kiepskie, tak samo jak nawoływania do powrotu zachodu do „wartości i korzeni” chrześcijańskich, poprzez powrót do państwa wyznaniowego, więc zachowajcie je dla siebie.
Z gorącymi pozdrowieniami, przemex!

Aborygeni polscy a misja dziejowa Watykanu…

WIERNI POLSCE SUWERENNEJ

armia_obwoluta_robocza.inddrękoma niechińskiego duchowieństwa i aparatu urzędniczego realizowana.

Kury gdaczą, świnie kwiczą na ołtarzu jajca liczą” –  „Krótka rozprawa między trzema osobami: Panem, Wójtem i Plebanem” – Mikołaj Rej, XVI wiek

View original post 3 980 słów więcej