Obsesyjna antyrosyjska propaganda Anne Applebaum nie znajduje już słuchaczy, ale królicza nora sięga dużo głębiej.

Anne Applebaum, członkini CFR*, chałturzystka medialna, fanatyczna rusofobka, posiadaczka podwójnego obywatelstwa – polskiego i amerykańskiego – i żona byłego ministra spraw zagranicznych Polski, Radosława Sikorskiego

Daniel Mcadams
Ron Paul Institute
8 maja 2017

Neokonserwatystka Anne Applebaum nigdy jeszcze nie widziała łóżka, spod którego nie zerkałby zły Rosjanin. Ponad ćwierć wieku po zakończeniu Zimnej Wojny nadal nie może pozbyć się histerycznego uczucia, że „idą Rosjanie, idą Rosjanie!” U Applebaum, od krzykliwych wypocin do wrzaskliwej tyrady, wszystko jest – jak u całej reszty neokonów – na jedno kopyto: rząd USA musi przeznaczyć więcej pieniędzy na zażegnanie zagrożenia miesiąca. Zazwyczaj jest nim Rosja lub Putin. Ale mogą to być również Chiny, Iran, Asad, Kaddafi, Saddam, itd.

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że Applebaum naprawdę wierzy, że Putin chce zniszczyć nasze instytucje demokratyczne, ale jest też bardziej prozaiczne wytłumaczenie jej niekończącej się obsesji: nagłaśnianie i rozdmuchiwanie „ogromnych zagrożeń” bardzo się opłaca.

Rzeczywiście, według obowiązkowego dla członków polskiego rządu oświadczenia majątkowego (jej mąż był polskim ministrem obrony i ministrem spraw zagranicznych, zanim został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska w atmosferze hańby po skandalu podsłuchowym), Applebaum, obłowiła się jak bandzior, a nie jak skromna dziennikarka i think-tankerka.

Jak napisałem, kiedy wybuchł skandal z jej udziałem:

Co interesujące, Applebaum domaga się jawności od wszystkich poza sobą samą. Z ostatnio złożonego oświadczenia majątkowego jej męża wynika, że jej dochody znacząco wzrosły z 20 000 dolarów w 2011 roku do ponad 800 000 dolarów w 2013 roku. Nie podano żadnego wyjaśnienia tego ogromnego napływu środków pieniężnych, aczkolwiek kilka przedsięwzięć, w których ma swój udział, ma powiązania z CIA i organizacjami spokrewnionymi z Narodową Fundacją na rzecz Demokracji (NED)**. Czy Applebaum może być jednym z tych dobrze płatnych propagandystów, na których sama tak agresywnie narzeka?

Ten felieton Applebaum w Washington Post jest na temat… zgadliście: zagrożeń płynących z rosyjskiej dezinformacji! Oto streszczenie najnowszego dzieła propagandowego Zimna Wojna 2.0 firmy Applebaum, które ukazało się w ten weekend:

1) Media głównego nurtu dostały w kość. Dotychczasowy model biznesowy już nie działa. Dostępnych jest zbyt wiele jest nowych źródeł informacji, co utrudnia ludziom ocenę prawdziwości tego, co czytają.

Mój komentarz: Rzeczywiście, amerykańskie media głównego nurtu już nie kontrolują tego, co widzimy, czytamy i myślimy. Applebaum nie może znieść, że istnieją strony internetowe, kwestionujące centralny neokonserwatywny paradygmat polityki zagranicznej. Nie cierpi organizacji takich jak Instytut Rona Paula na Rzecz Pokoju i Dobrobytu (posunęła się nawet do zablokowania nas na Twitterze!).

Tęskni za dniami, kiedy w sprzedaży dostępny był tylko Washington Post lub, do wyboru, New York Times, a czytelnicy nie mieli możliwości dotarcia do przeciwstawnych opinii.  Innymi słowy, Anne Applebaum tęskni za monochromatycznymi mediami w stylu sowieckim, udając przy tym, że tak bardzo nimi gardzi.

2) W wyniku utraty monopolu na kształtowanie opinii na temat polityki zagranicznej przez media głównego nurtu, takie jak Washington Post, pisze Applebaum, „autorytarne reżimy, pod przywództwem Rosji i tuż za nią Chin, zaczęły intensywnie inwestować w produkcję rozwiązań alternatywnych”.

Mój komentarz: Applebaum mówi tutaj, że to z naszej winy Rosjanie nadciągają, ponieważ kiedy tylko Internet oraz alternatywne serwisy informacyjne i analityczne zaczęły oferować punkt widzenia, różniący się od opinii Applebaum i jej neokonserwatystów, ułatwialiśmy zadanie Rosjanom, ignorując Washington Post i zwracając się w stronę alternatyw. Gdybyśmy tylko zachowywali naszą wiarę w neokonserwatywny światopogląd, Rosjanie raczej nie próbowaliby nami zawładnąć.

3) Ta nowa zimna wojna jest jeszcze gorsza od starej! W przeciwieństwie do starej zimnej wojny, jak pisze Applebaum, tym razem „Rosja nie dąży do promowania się, ale raczej do podważenia instytucji Zachodu, często wykorzystując w tym celu rozbieżne komunikaty”.

Mój komentarz: Anne Applebaum nie podaje żadnych dowodów, ani nawet wskazówek, na uzasadnienie swojej tezy. Ale mówi, że pozwalając na zabranie głosu źródłom przeciwstawnym do paradygmatów polityki zagranicznej Washington Post i neokonserwatystów, media finansowane przez Rosję, takie jak RT, starają się „zdezorientować” zachodnich słuchaczy i czytelników. Applebaum nie chce, żebyśmy byli „zdezorientowani” przez komunikaty sprzeczne z neokonserwatywnym poglądem na temat imperium USA i jego niekończących się wojen ze sztucznie stworzonymi wrogami. Bylibyśmy znacznie mniej „zdezorientowani”, gdybyśmy tylko wszyscy czytali Anne Applebaum i przestali kwestionować neokonserwatystów!

4) Nie martwcie się, podejmuje się działania przeciwko takiemu zasiewaniu „dezorientacji”.

Applebaum pisze:

Niektóre kraje powoli to sobie uświadamiają, szczególnie te, które zostały najciężej doświadczone. Inwazja, okupacja i rozczłonkowanie Ukrainy w 2014 roku były poprzedzone wysoce skutecznym atakiem propagandowym, który wywołał zamieszanie na obszarach rosyjskojęzycznych i zaślepił zarówno Ukraińców, jak i mieszkańców Zachodu w ich oglądzie rzeczywistej sytuacji. W odpowiedzi na to organizacje ukraińskie, takie jak StopFake, zaczęły demaskować i wyśmiewać rosyjską propagandę.

Mój komentarz: Applebaum nie precyzuje, jak dokładnie wyglądał ten „atak propagandowy”. Czy było nim upublicznienie nagrania rozmowy Asystentki Sekretarza Stanu Wiktorii Nuland, planującej obalenie demokratycznie wybranego rządu w Kijowie? Cóż, zdaniem Applebaum przynajmniej teraz w całej Europie zupełnie spontanicznie wyrastają szlachetne, niezależne organizacje pozarządowe, żeby przeciwdziałać temu rosyjskiemu atakowi propagandowemu!

Jest tylko jeden problem: organizacja StopFake, którą zachwala, nie jest ukraińską organizacją oddolną, jak mielibyśmy myśleć. W rzeczywistości jest to sterowana, sztuczna organizacja George’a Sorosa, finansowana przez jego Międzynarodową Fundację Odrodzenia [wspomnianą tutaj – przyp.]. Innymi słowy, „StopFake” jest fake.

5) W rzeczywistości, jeśli chodzi o finanse, Anne Applebaum umie zadbać o swoje interesy i wie, kto jej daje zarobić. Jak zauważa Washington Post w notce o autorach artykułu: „Anne Applebaum, felietonistka Post, i Edward Lucas, długoletni redaktor tygodnika The Economist, uruchamiają w tym tygodniu inicjatywę antydezinformacyjną  „Information Warfare Initiative” amerykańskiego think-tanku The Center for European Policy Analysis CEPA (Centrum Analiz Polityki Europejskiej , gdzie pełnią oni funkcje, odpowiednio, stałego współpracownika (Senior Adjunct Fellow) i wiceprezesa (Senior Vice President).” [co do Applebaum, może tylko pełniła]

Mój komentarz: Kto finansuje (mieszczące się w Waszyngtonie) Center for European Policy Analysis (Centrum Analiz Polityki Europejskiej)? Departament Obrony Stanów Zjednoczonych i garść amerykańskich kontrahentów zbrojeniowych!

Z ich własnej strony internetowej:

Niedawnymi darczyńcami dla CEPA są między innymi:

Bell Helicopter [śmigłowce; należy do Textrona]
Boeing [branża zbrojeniowa, lotnictwo]
Chevron Corporation [branża energetyczna i paliwowa]
FireEye [bezpieczeństwo informatyczne]
Lockheed Martin Corporation [koncern zbrojeniowy]
New Vista Partners [Don Lothrop, obecnie branża nieruchomości i demokracji w Rumunii]
Raytheon Company [branża zbrojeniowa, zob. Raytheon i PISM]
Sikorsky Aircraft [od 2015 r. własność Lockheed Martin, wraz z PZL Mielec]
Textron Systems [zbrojeniówka, drony, bezpieczeństwo i In.]
East Tennessee Foundation [pojawia się wśród partnerów U.S.-Central Europe Strategy Forum, obok PISM i niektórych podmiotów z niniejszej listy]
The Hirsch Family Foundation
The Hungarian Initiatives Foundation
Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki
The Poses Family Foundation
The Smith Richardson Foundation [wspiera m.in. projekty demokratyzacji obcych krajów, a następnie ich odbudowy]
Amerykański Departament Obrony

Na powyższej liście znajduje się jedna lub dwie niespodzianki. Węgierski rząd Viktora Orbana jest dość ostrożny, jeśli chodzi o przyjęcie podejścia neokonserwatywów, zgodnie z którym wszelki opór wobec masowych napływów uchodźców z Bliskiego Wschodu jest oznaką niewybaczalnej ksenofobii, a Rosji i Putinowi należy się opierać za wszelką cenę. Opozycja Orbana na Węgrzech jest wręcz wściekła, że nie potępia on, przykładem neokonserwatystów, Rosji. Dlaczego więc Hungarian Initiatives Foundation (Fundacja Inicjatyw Węgierskich), finansowana przez rząd węgierski, wspiera neokonserwatywną inicjatywę Anne Applebaum demonizowania Rosji? Dobre pytanie. Może zwolennicy Fideszu zechcą zapytać swój rząd, dlaczego pieniądze z ich podatków wydawane są na tak bezwartościową, antyFideszową sprawę.

6) I jeszcze raz o finansowaniu, gdzie docieramy do sedna problemu z Anne Applebaum: rząd Stanów Zjednoczonych nie wydaje wystarczająco dużo pieniędzy na tworzenie własnej propagandy, aby przeciwdziałać propagandzie rosyjskiej. Rosjanie przewyższają nas pod względem wydatków i przechytrzają!

Applebaum pisze:

Nie ma współczesnego odpowiednika Amerykańskiej Agencji Informacyjnej, organizacji zajmującej się radzeniem sobie z radziecką propagandą i dezinformacją podczas Zimnej Wojny. Chociaż przeznaczono pewne dodatkowe fundusze na finansowanie wspieranych przez USA zagranicznych mediów, takich jak Radio Wolna Europa / Radio Wolność, nie mogą one jednak stanowić kompletnej odpowiedzi.

Mój komentarz: Ale to wcale nie jest prawdą. Pomysł, że rząd Stanów Zjednoczonych skąpi grosza na propagandę, podczas gdy Rosjanie idą na całość ze swoimi fałszywymi wiadomościami, nie znajduje poparcia w tych złośliwych drobiazgach, zwanych faktami. W rzeczywistości w 2016 roku rząd rosyjski wydał na RT około 300 milionów dolarów. Proszę to porównać z amerykańskim ramieniem propagandowym, radą nadzorczą nadawców radiowych i telewizyjnych (Broadcasting Board of Governors), której budżet na rok 2017wyniósł 777,8 miliona dolarów, czyli ponad dwuipółkrotnie więcej niż budżet RT.

Co więcej, Kongres w swoim doraźnym pakiecie ustaw budżetowych właśnie zgodził się na przeznaczeniekolejnych 100 milionów dolarów na „przeciwdziałanie rosyjskim wpływom”. Przewyższamy ich pod względem wydatków w stosunku 3 do 1. Dlaczego więc wciąż „przegrywamy”?

Anne Applebaum to zgorzkniała neokonserwatystka. Jest wściekła, że ludzie przestali już czytać Washington Post jako autorytatywny głos polityki zagranicznej USA. Najwyraźniej na ostrzeganiu nas przed nadciągającymi Rosjanami zbiła porządną fortunę, ale chce jeszcze więcej. Washington Post ma ją za eksperta, ale Amerykanie, jak sama się skarży, nie są zainteresowani jej zużytymi fantazjami. Siedzi zagrzebana po uszy w think-tankach finansowanych przez sektor przemysłu obronnego i wypełnia polecenia swoich panów i władców. Każdy inteligentny amerykański czytelnik powinien wyśmiać ją jako propagandystkę, którą w istocie jest.

Z rosyjską „propagandą” jest podobnie jak ze wszystkim innym w tym rogu obfitości szczęśliwie nam dostępnych dóbr konsumpcyjnych. Powinniśmy czytać wszystko, co się da, mając się równocześnie na baczności. Nie ma jednego w pełni miarodajnego, bezstronnego źródła informacji. To wiemy. Ale wiemy też, że teraz, kiedy neokonserwatywni dróżnicy, tacy jak Anne Applebaum, zostali pokonani na rynku poglądów, jesteśmy w stanie myśleć bardziej samodzielnie.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Anne Applebaum throws conniption fit because American people no longer buy into her obsessive anti-Russia propaganda

* CFR – Council on Foreign Relations (amerykański think-tank, Wiki pl, skromnie); Radosław Sikorski jest członkiem jej europejskiego odpowiednika, Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, ECFR, utworzonego z pomocą m.in. Open Society Foundations

** Podlinkowany artykuł jest wart uważnego przeczytania. Interesujące kółko wzajemnych powiązań. Rzeczywiście potrzeba silnej wiary i dużego samozaparcia, żeby nie zwątpić w niezależność decyzji podejmowanych przez ówczesnego ministra.

Komentarz Pracowni: Na polskim podwórku CEPA to polsko-amerykańska grupa lobbingowa w przebraniu. Bliskie związki osobowe i ideologiczne pomiędzy CEPA i PISM (organizacją oficjalnie finansowaną z kieszeni polskich podatników, mniej oficjalnie przez koncerny zainteresowane kontraktami), i innymi, nie polskimi podmiotami zdają się pasować do definicji V kolumny (i to bynajmniej nie rosyjskiej!). Poniżej linki do wybranych artykułów, ot, żeby mieć je zebrane w jednym miejscu i pod ręką:

Po polsku

Linkowany już w przypisie Polityka zagraniczna na sprzedaż, 13.09.2015

„Polski Instytut Spraw Międzynarodowych [PISM] – państwowa i w założeniu jedna z najważniejszych instytucji analitycznych i doradczych rządu – przyjmował setki tysięcy złotych od firm zainteresowanych robieniem interesów w Polsce i wyrażał stanowiska zgodne z ich oczekiwaniami”.

PISM i Fundacja Dyplomacji Publicznej: Dyplomatyczny folwark, 21.08.2015

Cykl artykułów na portalu mGospodarka, w kontekście kontaktów zbrojeniowych, chronologicznie:
22.10.2015 BEZBRONNA POLSKA: komu się opłaca wciskanie złomu Siłom Zbrojnym RP?
7.11.2015 BEZBRONNA POLSKA: Siły Zbrojne RP na tarczy – odsłaniamy kulisy przeciwlotniczego przetargu stulecia
12.11.2015 BEZBRONNA POLSKA: Sikorski, Zaborowski i inni ludzie CEPA na celowniku rządu PiS

W tym ostatnim czytamy:

– Znam sprawę – stwierdził Witold Waszczykowski, zapytany o komentarz do artykułu, w którym odsłoniliśmy kulisy przeciwlotniczego przetargu stulecia. – To się nadaje na audyt, a nie wykluczam, że i dla prokuratora – dodał stanowczym tonem nowy szef polskiej dyplomacji w rządzie Beaty Szydło, który za chwilę zostanie zaprzysiężony.

27.11.2015 Amerykańska firma Raytheon, producent rakiet Patriot proponuje rozmowy ws. zastrzeżeń szefa MON Antoniego Macierewicza
28.11.2015 BEZBRONNA POLSKA: 47 mld złotych za „Patrioty” czyli PO tarczy antyrakietowej

Co zrobiono w tej sprawie?

Najpierw, jak podaje portal wGospodarce (26.02.2016),

„doszło do twardego resetu relacji polskiej strony z takimi organizacjami, jak CEPA czy GLOBESEC, których Raytheon używał w Polsce do lobbowania na rzecz zakupu systemu Patriot. W zeszłym tygodniu w MSZ, prawdopodobnie w ramach tych działań wymieniono dyrektora Biura do spraw szczytu NATO. Był nim Tomasz Chłoń, były dyrektor sekretariatu ministra za czasów Radosława Sikorskiego, a potem ambasador na Słowacji (zaangażowany tam w działalność GOLBESEC – think tanku finansowanego przez Raytheon).

Jednak później MSZ zatwierdziło grant dla CEPA:

„Posłów PiS najbardziej zaskoczył Waszczykowski, któremu zarzucali, że nie zrobił porządku w swym resorcie, że jest reprezentantem „korporacji dyplomatów”, że ma słabość do ludzi Radosława Sikorskiego i że polską dyplomację w ponad rok od wygranych wyborów tworzą w dużej mierze ludzie, których lojalności nie możemy być pewni.  […] spory grant z Funduszu Wyszehradzkiego dostał, za zgodą polskiego MSZ, amerykański think-tank Center for European Policy Analysis” (CEPA)Warszawska Gazeta, 01.03.2017

Exposé min. Waszczykowskiego (styczeń 2016), dalsze negocjacje z Raytheonem i dziwna wizyta amerykańskiej delegacji (marzec 2016) .

W lutym b.r. minister Waszczykowski spotkał się z dyrektorem CEPA Wessem Mitchellem, wyrażając „nadzieję  na aktywne zaangażowanie CEPA” w proces „wdrażania decyzji szczytu NATO w Warszawie”.

W marcu MSZ próbował wcisnąć Jacka Saryusz-Wolskiego, byłego wiceszefa Rady PISM (od lutego 2014 do końcówki 2015 r.), członka Rady Fundacji Centrum Europejskie Natolin, wymieniającej wśród swoich partnerów CEPA, na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej.

Wygląda więc na to, że zajęto się problemem z kontraktem zbrojeniowym, ale jakoś nie słychać o żadnym śledztwie czy walce z tą V kolumną.

Zupełnie na marginesie, dla potomnych, obszerna biografia Radosława Sikorskiego (m.in. nieco inaczej przedstawiająca ów zagadkowy szczegół z wpisu na polskiej Wikipedii, jakoby Sikorski w wieku 25 lat był „doradcą” Ruperta Murdocha).

O CEPIE pisał też Balcerac.

I znacznie szersza perspektywa, j. ang.:

Cykl artykułów na stronie DANCES WITH BEARS, chronologicznie:

05.11.2014 Anne Applebaum Is Not A War Profiteer, But Her Husband Reveals That She Was Paid More Than $800,000 In 2013 – And That Was Before The Shooting Started In Ukraine (Applebaum, Sikorski,  Legatum Institute, Cristina Odone i Edward Lucas, CIA i Alexander Herzen Foundation, Paweł Chodorkowski, Ukraina)
06.11.2014 EDWARD LUCAS GETS HIS REWARD, AND HIS SAY (Lucas-Sikorski, spór o Bene Merito)
02.02.2015 The Think-Tank That Blasts From The Past – The Case Of Case, Cronies Against Self-Sacrifice In Europe  (CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, CASE Ukraine, Jonathan Hay i CIA, Marek Dąbrowski – były wiceminster finansów, małż. Balcerowicz, broń USA na Ukranie, Wojciech Paczyński i Ośrodek Studiów Wschodnich OSW, think-tanki Wiktora Pinczuka, Władimir Mau)
21.07.2015 Radexit And Appoplexit – Radoslaw Sikorski And Anne Applebaum Are Booted Out Of Poland (Applebaum, Sikorski, afera taśmowa i cisza lub kłamstwa na ten temat w zachodnich mediach)
22.09.2015 Sikkie & Sakkie, Bim & Bom – Radoslaw Sikorski And Mikheil Saakashvili Make A Clown Show, But The Money Is No Joke (Sikorski, Poroszenko, Saakaszwili, PISM, CEPA, Marcin Zaborowski, Raytheon, Gregory Maniatis, Migration Policy Institute – finansowany m.in. przez Dept Stanu USA i Sorosa, Alex Rondos i wątek grecki)
06.07.2016 Radoslaw Sikorski Sees The Light In Eastern Ukraine – Why He Dumped Kiev For Washington (Sikorski porzuca Poroszenkę i spotyka się z Condoleezzą Rice, plus trochę spekulacji z CEPA w tle)

Mark Amens, Neocons 2.0: The problem with Peter Pomerantsev, 17.05.2015 – o trzecim pionku na tej szachownicy, Peterze Pomerantsevie (CEPA, Information Warfare Initiative, Legatum): polityczni technolodzy z Richardem Dresnerem na czele i wirtualna rzeczywistość: od „wygranych” wyborów Jelcyna, przez Billa Brondera do paskudnych interesów Omidyara i Legatum w Indiach; Legatum i bracia Chandler, Michael Weiss; NED, Freedom House; Ben Judah

O Pomerantsevie, Weissie i Legatum na stronie The Nation: Neo-McCarthyism and the US Media, 19.05.2015

I na koniec We The People, Prop Or Not: A False Flag of The Establishment, 5.12.2016 – CEPA Infowar Project, Janusz Bugajski (NED, CSIS), o CSIS, AEI, PNAC i Bilderberg Goup

PS/ Strona inicjatywy IWI z naprawdę żałosną chałturą, udającą korygowanie dezinformacji: infowar.cepa.org

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/05/20/obsesyjna-antyrosyjska-propaganda-anne-applebaum-nie-znajduje-juz-sluchaczy-ale-krolicza-nora-siega-duzo-glebiej/

Reklamy

Jak USA stworzyły machinę biurokratyczną PsyOps i zabagniły świat.

© Krypt3ia

 

Robert Parry
Consortium News
25 marca 2017

Niedawno odtajnione dokumenty z Biblioteki Prezydenckiej Reagana pomagają zrozumieć, w jaki sposób rząd Stanów Zjednoczonych budował struktury swoich wyrafinowanych operacji psychologicznych, które w ciągu ostatnich trzydziestu lat stworzyły alternatywną rzeczywistość zarówno dla ludności w krajach docelowych, jak i dla obywateli amerykańskich. Struktury, które rozszerzyły wpływy USA za granicą i uciszyły sprzeciwy w kraju.

Dokumenty te ujawniają proces tworzenia biurokracji PsyOps pod kierownictwem Waltera Raymonda Juniora, starszego specjalisty ds. tajnych operacji CIA, który został przydzielony do personelu Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC) za prezydentury Reagana z zadaniem zwiększenia roli propagandy i PsyOpów w osłabianiu amerykańskich przeciwników na całym świecie i zapewnienia sobie w kraju wystarczającego poparcia społecznego dla polityki zagranicznej USA.

Raymond, którego porównywano do bohatera powieści Johna LeCarré’go, chętnie pozostającego w cieniu, spędził lata w Białym Domu Reagana jako zakulisowy mistrz marionetek, starając się nie przyciągać uwagi publicznej, a nawet – jak się wydaje – unikając robienia mu zdjęć. Wśród dziesiątek tysięcy fotografii z posiedzeń w Białym Domu znalazłem tylko kilka pokazujących Raymonda – przeważnie w grupie ludzi, częściowo przesłoniętego przez innych urzędników.

Ale Raymond najwyraźniej rozumiał swoje prawdziwe znaczenie. W aktach NSC znalazłem nagryzmolony schemat organizacyjny, na którym umieszczony na szczycie Raymond trzyma coś na kształt krzyżaka, używanego przez lalkarzy do poruszania podwieszonymi pod nim marionetkami. Choć nie sposób dowiedzieć się, co dokładnie miał na myśli autor tych bazgrołów, rysunek odpowiada rzeczywistości: Raymond jako operator za kurtyną, kontrolujący różne międzyagencyjne siły zadaniowe, odpowiedzialne za wdrażanie różnych strategii propagandowych i PsyOpowych.

© Biblioteka Prezydencka Reagana — Walter Raymond Jr., specjalista CIA ds. propagandy i dezinformacji, który nadzorował w NSC reaganowskie projekty „zarządzania percepcją” i PsyOps, częściowo zasłonięty przez prezydenta Reagana, siedzi obok doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Johna Poindextera

Do lat osiemdziesiątych PsyOps zazwyczaj uważano za wojskową technikę osłabiania siły woli wroga poprzez szerzenie kłamstw, wprowadzanie zamieszania i sianie terroru. Klasycznym tego przypadkiem była operacja gen. Edwarda Lansdale’a – uważanego za ojca nowoczesnych PsyOpów – który upuścił krew z martwego filipińskiego buntownika w taki sposób, aby zabobonni towarzysze zmarłego myśleli, że padł on ofiarą polowania jakiejś istoty na kształt wampira. Z kolei w Wietnamie grupa PsyOps Lansdale’a dostarczała zmyślone, potworne przepowiednie astrologiczne na temat losu przywódców Wietnamu Północnego i Wietnamczyków.

Zasadniczo idea PsyOps polegała na graniu na słabościach kulturowych populacji docelowej, aby łatwiej było nią manipulować i ją kontrolować. Ale wyzwania, przed jakimi w latach osiemdziesiątych stanęła administracja Reagana, doprowadziły ją do wniosku, że potrzebne są również pokojowe PsyOps i że pula docelowych populacji powinna objąć też społeczeństwo amerykańskie.

Administracja Reagana miała obsesję na punkcie problemów, pozostałych po ujawnieniu kłamstw rządu na temat wojny w Wietnamie, i rewelacji dotyczących nadużyć CIA w latach siedemdziesiątych, zarówno w obalaniu demokratycznie wybranych rządów, jak i w szpiegowaniu amerykańskich dysydentów. Ten tak zwany „syndrom wietnamski” wyraził się w głębokim sceptycyzmie zwykłych obywateli amerykańskich, a także dziennikarzy i polityków, kiedy prezydent Reagan próbował im sprzedać swoje plany interwencji w wojnach domowych, trwających wówczas w Ameryce Środkowej, Afryce i w innych rejonach świata.

Podczas gdy Reagan w Ameryce Środkowej widział „radziecki przyczółek”, wielu Amerykanom kojarzyła się ona przede wszystkim z tamtejszymi brutalnymi oligarchami i ich krwawymi siłami zbrojnymi, mordującymi kapłanów, zakonnice, aktywistów od praw pracowniczych, studentów, chłopów i ludność tubylczą. Reagan i jego doradcy zdali sobie sprawę, że muszą odwrócić te poglądy, jeśli chcą mieć nadzieję na zapewnienie sobie długotrwałego finansowania wojsk Salwadoru, Gwatemali i Hondurasu, a także cywilnych sił rebelianckich (Contras) w Nikaragui, będących zorganizowanymi przez CIA siłami paramilitarnymi, grasującymi w rządzonej przez lewicę Nikaragui.

Priorytetem stało się więc zmienienie opinii publicznej w celu zdobycia poparcia dla operacji wojskowych Reagana w Ameryce Środkowej, zarówno ze strony wspomnianych krajów docelowych, jak i Amerykanów.

„Totalność PsyOps”

Jak pisał pułkownik Alfred R. Paddock Jr. we wpływowym dokumencie z listopada 1983 roku, zatytułowanym „Military Psychological Operations and US Strategy” (Wojskowe operacje psychologiczne i strategia USA),

„planowane wykorzystanie komunikacji w celu wpłynięcia na postawę lub zachowanie, jeśli ma być prawidłowo stosowane, powinno poprzedzać wszystkie działania siłowe, towarzyszyć im i trwać po ich zakończeniu. Innymi słowy, operacje psychologiczne to jeden z systemów uzbrojenia, który ma do odegrania ważną rolę w czasie pokoju, przez cały czas trwania konfliktu i w okresie trwania następstw konfliktu”.

Paddock kontynuował:

„Wojskowe operacje psychologiczne są ważną częścią „totalności PsyOps”, zarówno w czasie pokoju, jak i podczas wojny. […] Program operacji psychologicznych powinien stanowić integralny element naszej polityki i programów bezpieczeństwa narodowego. Dla zapewnienie niezbędnego mechanizmu koordynacyjnego przy opracowywaniu spójnej, ogólnoświatowej strategii w zakresie operacji psychologicznych bardzo potrzebna jest ciągłość stałej międzyagencyjnej rady zarządu lub komitetu”.

Niektóre z niedawno upublicznionych odręcznych notatek Raymonda skupiają się na Salwadorze i wdrożeniu tam „ogólnokrajowych multimedialnych PsyOpów”, rozpowszechnianych na masowych zgromadzeniach i przez media elektroniczne. „Radio + TV również przenosiły wiadomości PsyOps”, napisał Raymond. Chociaż wężykowaty charakter pisma Raymonda często trudno jest odszyfrować, wyraźnie daje się zauważyć, że programy PsyOp były wymierzone także w Honduras, Gwatemalę i Peru.

© Biblioteka Prezydencka Reagana – 26 stycznia 1981, prezydent Ronald Reagan prowadzi zebranie na temat terroryzmu. Uczestniczą m.in.: doradca ds. bezpieczeństwa Richard Allen, sekretarz stanu Alexander Haig, sekretarz obrony Caspar Weinberger i główny doradca polityczny Białego Domu Edwin Meese.

Jeden z odtajnionych „ściśle tajnych” dokumentów w aktach Raymonda – z 4 lutego 1985 r., od sekretarza obrony (1981-87) Caspara Weinbergera – wzywał do pełnego wdrożenia Dyrektywy Decyzyjnej Bezpieczeństwa Narodowego nr 130, podpisanej 6 marca 1984 r., która autoryzowała pokojowe PsyOps, rozszerzając PsyOps poza ich tradycyjne granice aktywnych działań wojskowych na sytuacje pokojowe, które mogłyby być uznane przez rząd USA za potencjalne zagrożenie dla interesów narodowych.

„To zatwierdzenie [zaleceń Weinbergera] może stanowić impuls do odbudowy niezbędnych zdolności strategicznych, skupić uwagę na operacjach psychologicznych jako instrumencie krajowym – nie tylko wojskowym – i zapewnić pełną koordynację działań psychologicznych z dyplomacją publiczną i innymi międzynarodowymi działaniami informacyjnymi” – czytamy w dokumencie Weinbergera.

To poszerzone zaangażowanie w PsyOps doprowadziło do utworzenia Komitetu ds. Operacji Psychologicznych (POC), któremu miał przewodniczyć przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Narodowego Reagana wraz z wicesekretarzem Pentagonu (DoD) oraz przedstawicielami agencji Wywiadu Centralnego, Departamentu Stanu i Agencji Informacyjnej Stanów Zjednoczonych (USIA).

Według „tajnego” uzupełnienia notatki, dodanego 25 marca 1986 r. przez pułkownika Paddocka, zwolennika PsyOps, który został dyrektorem  Armii USA ds. operacji psychologicznych:

„Grupa ta [POC] będzie odpowiedzialna za planowanie, koordynowanie i wdrażanie działań związanych z operacjami psychologicznymi w ramach wspierania polityki i interesów Stanów Zjednoczonych w zakresie bezpieczeństwa narodowego.

Komitet ten będzie stanowić międzyagencyjne centrum koordynacyjne szczegółowego planowania awaryjnego w zakresie zarządzania zasobami informacyjnymi w czasie wojny, a także w trakcie przechodzenia od stanu pokoju do wojny. POC będzie dążyć do tego, aby w okresie wojny lub w czasie kryzysów (które można zdefiniować jako okresy ostrego napięcia, pociągającego za sobą zagrożenie dla życia obywateli amerykańskich lub nieuchronność wojny między USA a innymi krajami), międzynarodowe elementy informacyjne Stanów Zjednoczonych były gotowe do uruchomienia specjalnych procedur zmierzających do zapewnienia spójności polityki oraz – ze strony grupy docelowej – reagowania na czas i szybkiej informacji zwrotnej”.

Nabieranie kształtu

Formalny kształt nadała Komitetowi POC „tajna” notatka doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Reagana, Johna Poindextera, z 31 lipca 1986 r. W dniu 2 września 1986 r. zapowiedziano pierwsze zebranie Komitetu, a jednym z punktów planu był temat Ameryki Środkowej i kwestia „jak inne agencje POC mogą wesprzeć i uzupełnić programy DoD w Salwadorze, Gwatemali, Hondurasie, na Kostaryce i w Panamie”. Komitetowi POC zlecono także „opracowanie krajowych wytycznych PsyOps”, w tym „sformułowanie i wdrożenie krajowego programu PsyOps”.

Według „tajnej” notatki zastępcy sekretarza obrony Craiga Aldermana Jr. Raymond został współprzewodniczącym POC wraz z pracownikiem kadrowym CIA Vincentem Cannistraro, który w tamtym okresie był zastępcą dyrektora ds. programów wywiadowczych, obaj reprezentujący NSC. Notatka ta zawierała też informację, że na przyszłych zebraniach Komitet POC zostanie poinformowany o projektach PsyOps na Filipinach i w Nikaragui, przy czym ten drugi projekt nosił kryptonim „Niagara Falls”. Notatka odwoływała się również do jakiegoś „projektu Touchstone”, ale nie jest jasne, którego rejonu dotyczył ten program PsyOp.

© Biblioteka Prezydencka Reagana – Ówczesny wiceprezydent George H. W. Bush z dyrektorem CIA Williamem Caseyem w Białym Domu, 11 lutego 1981.

W innej „tajnej” notatce, z 1 października 1986 r. współautorstwa Raymonda, zreferowano pierwsze zebranie POC, które odbyło się 10 września 1986 r., i zauważono, że „na każdym spotkaniu Komitet skoncentruje się na wybranym obszarze działań (np. Ameryce Środkowej, Afganistanie, Filipinach).”

Drugie spotkanie POC odbyło się 24 października 1986 r. i koncentrowało się na Filipinach, jak wynika z notatki z 4 listopada 1986 r., również współautorstwa Raymonda. „Kolejnym krokiem będzie wysłanie do ambasady [na Filipinach] dokładnie opracowanego wstępnego planu PsyOps, w celu uzyskania ich komentarza” – czytamy w notatce. Plan ten „w dużej mierze koncentrował się na szeregu działań obywatelskich, wspierających ogólny wysiłek na rzecz opanowania rebelii„, dodano w uzupełnieniu. „Istnieje uzasadniona obawa co do delikatnej natury wszelkich programów PsyOp, zważywszy na aktualną sytuację polityczną na Filipinach”.

Wcześniej tego samego (1986) roku na Filipinach toczyła się tak zwana „rewolucja siły ludu” (ang. People Power Revolution), która doprowadziła do obalenia wieloletniego dyktatora Ferdinanda Marcosa, a administracja Reagana, która zbyt późno wycofała swoje poparcie dla Marcosa, próbowała ustabilizować sytuację polityczną, żeby zapobiec zdobyciu przewagi przez elementy populistyczne.

Jednak główne zainteresowanie administracji Reagana wciąż powracało do Ameryki Środkowej, w tym do projektu „Niagara Falls” – programu PsyOps, wymierzonego w Nikaraguę. W „tajnej” notatce Pentagonu z 20 listopada 1986 r. zastępca podsekretarza obrony Alderman zarysował pracę Czwartej Grupy ds. operacji psychologicznych w ramach tego planu PsyOps, która miała „pomóc doprowadzić do demokratyzacji Nikaragui”, przez co administracja Reagana rozumiała „zmianę reżimu”. Dokładne szczegóły projektu „Niagara Falls” nie znalazły się w odtajnionych dokumentach, ale wybór kryptonimu sugeruje kaskadę PsyOpów.

Pewne dokumenty z teczki NSC Raymonda rzuciły światło na to, kim byli inni kluczowi gracze operacyjni w programach propagandowych i PsyOps. Na przykład w niedatowanych notatkach, dotyczących prób wywarcia wpływu na Międzynarodówkę Socjalistyczną, w tym zabezpieczenia poparcia dla amerykańskiej polityki zagranicznej ze strony europejskich partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych, Raymond wymienia działania „Ledeena, Gershmana”, odnosząc się do neokonserwatywnego działacza Michaela Ledeena oraz Carla Gershmana, kolejnego neokona, który od 1983 roku jest prezydentem Narodowego Funduszu na rzecz Demokracji (National Endowment for Democracy, NED), think-tanku finansowanego przez rząd USA.

Chociaż technicznie rzecz biorąc, NED jest niezależny od rządu Stanów Zjednoczonych, znaczna część jego finansowania (obecnie około 100 milionów dolarów rocznie) pochodzi od Kongresu. Dokumenty z archiwów Reagana wskazują również jasno, że NED został stworzony z myślą o przejęciu niektórych tajnych działań politycznych i propagandowych CIA, które w latach siedemdziesiątych zdobyły sobie złą sławę. Wcześniej opublikowane dokumenty z akt Raymonda odnotowują naciski dyrektora CIA Williama Caseya na stworzenia NED oraz liczne porady i wskazówki Raymonda, człowieka skrupulatnie wyselekcjonowanego przez Caseya do NSC, udzielane Gershmanowi. [Zobacz Consortiumnews.com: „Ukryta ręka CIA w grupach działających na rzecz demokracji”.]

Kolejną postacią w konstelacji środków propagandowych Raymonda był potentat medialny Rupert Murdoch, postrzegany jako kluczowy sprzymierzeniec polityczny prezydenta Reagana i cenne źródło finansowania dla prywatnych grup, które koordynowały działania propagandowe Białego Domu. [Zobacz Consortiumnews.com: „Rupert Murdoch: rekrut propagandy” (gdzie dowiadujemy się m.in., jak w 1983 r. Murdoch zaoferował wspomóc w swoich gazetach strategię propagandową administracji Reagana, zmierzającą do rozmieszczenia w Europie pocisków atomowych średniego zasięgu dzięki demonizacji radzieckiego zagrożenia – przyp.)]

W liście do Raymonda z 1 listopada 1985 r. Charles R. Tanguy z „Komitetu na rzecz Wspólnoty Demokracji – USA” poprosił o interwencję w sprawie zapewnienia finansowania od Murdocha dla tejże grupy: „Bylibyśmy wdzięczni … gdybyś znalazł czas na telefon do pana Murdocha i zachęcenie go, żeby dał nam pozytywną odpowiedź”.

Inny dokument, zatytułowany „Projekt Uwydatnianie prawdy”, opisuje, jak wydano by 24 miliony dolarów na modernizację infrastruktury telekomunikacyjnej, aby uzbroić „Projekt Prawda w możliwości techniczne, które zapewnią najbardziej wydajne i produktywne wsparcie medialne dla najważniejszych inicjatyw politycznych USA, takich jak Demokracja Polityczna”. Projekt Prawda był nazwą parasolową dla operacji propagandowych administracji Reagana. Na użytek świata zewnętrznego program uznano za „dyplomację publiczną”, ale wtajemniczeni członkowie administracji nazywali to „zarządzaniem percepcją”. [Zobacz Consortiumnews.com „Zwycięstwo zarządzania percepcją„]

Wczesne lata

Pierwotnie priorytetem „projektu Prawda” było oczyszczenie wizerunku sił bezpieczeństwa Gwatemali i Salwadoru, a także partyzantki contras w Nikaragui, dowodzonej przez oficerów Gwardii Narodowej obalonego dyktatora Anastasio Somozy Debayle. Zespół Reagana wiedział, że aby zapewnić stałe finansowanie wojskowe dla tych okrytych złą sławą sił, musi zlikwidować negatywną opinię o nich i jakoś zdobyć poparcie Amerykanów.

Początkowo skoncentrowano się na wyłowieniu amerykańskich dziennikarzy, którzy ujawniali fakty podkopujące pożądany wizerunek. W ramach tego przedsięwzięcia administracja napiętnowała korespondenta New York Times Raymonda Bonnera za ujawnienie salwadorskiej masakry około 800 mężczyzn, kobiet i dzieci w wiosce El Mozote w północno-wschodnim Salwadorze w grudniu 1981 roku. Do ataku na Bonniera dołączyły  Accuracy in Media [organizacja non-profit, nadzorująca rzetelność mediów] i konserwatywne organizacje informacyjne, na przykład strona redakcyjna Wall Street Journal, i Bonnier wkrótce został wyrzucony z pracy. Jednak tego typu akcje były w dużej mierze doraźne i niezorganizowane.

© Biblioteka Prezydencka Reagana — Spotkanie prezydenta Ronalda Reagana z gwatemalskim dyktatorem Efrainem Rios Monttem, oskarżonym później o ludobójstwo rdzennej ludności w górzystym regionie Gwatemali

Dyrektor CIA Casey, z czasów, kiedy w jego życiu krzyżowały się powiązane światy biznesu i wywiadu, posiadał ważne kontakty, pomocne w stworzeniu bardziej usystematyzowanej sieci propagandowej. Casey dostrzegał wartość wykorzystywania grup, takich jak Freedom House, znanych ze wspierania „praw człowieka”.

Jeden z dokumentów z Biblioteki Reagana ujawnia, jak starszy urzędnik Freedom House Leo Cherne uzgadniał z Caseyem szkic opisu sytuacji politycznej w Salwadorze, obiecując, że Freedom House naniesie „poprawki i zmiany” – a nawet wyśle redaktora na konsultację z tym, kogo Casey przydzieli do sprawdzenia tego tekstu.

W liście „Drogi Billu” z 24 czerwca 1981 r., Cherne, który był przewodniczącym komisji wykonawczej Freedom House, napisał:

„Dołączam egzemplarz maszynopisu Bruce’a McColma, specjalisty Freedom House ds. Ameryki Środkowej i Karaibów. To o przygotowanie w trybie pilnym tego właśnie tekstu o Salwadorze prosiłem, dlatego jest on dość surowy. Wspomniałeś, że w celu zapewnienia precyzji fakty mogą być skrupulatnie sprawdzone przez ludzi z rządu, co byłoby bardzo pomocne. …

Jeśli pojawią się jakieś pytania, dotyczące maszynopisu McColm’a, sugerowałbym, żeby ten, kto będzie nad nim pracował, skontaktował się z Richardem Salzmannem z Instytutu Badawczego [organizacji, w której Cherne był dyrektorem wykonawczym]. To redaktor naczelny Instytutu i przewodniczący Komitetu Freedom House ds. Salwadoru. Salzmann dopilnuje, żeby poprawki i zmiany dotarły do Rity Freedman, która będzie z nim współpracować. Jeśli w którymś momencie osoba zajmująca się tym opracowaniem będzie potrzebowała bezpośredniego kontaktu z Salzmannem, będzie on dla niej dostępny”.

W 1982 r. Casey zbierał już także potężnych prawicowych ideologów, aby wspomogli projekt „Zarządzanie postrzeganiem” zarówno pieniędzmi, jak i swoimi środkami masowego przekazu.

Richard Mellon Scaife był dziedzicem fortuny bankowej, naftowej i aluminium, który finansował wiele prawicowych fundacji rodzinnych – takich jak Fundacja Sary Scaife czy Fundacja Carthage – będących dobroczyńcami finansowymi na rzecz prawicowych dziennikarzy i think-tanków. Scaife wydawał również Tribune Review w Pittsburghu, w Pensylwanii.

W 1982 r., kiedy Raymond, z 30-letnim stażem w tajnych służbach CIA, został przeniesiony do NSC, zaczęto dopracowywać bardziej kompleksową operację „dyplomacji publicznej”, jak wynika z nieopublikowanego rozdziału raportu z kongresowego śledztwa w sprawie afery Iran-Contra, który został przemilczany w zamian za podpisy trzech umiarkowanych senatorów republikańskich pod końcowym raportem w celu nadania śledztwu wrażenia  dwustronności.

[„Ten ‘utracony rozdział’ skandalu Iran-Contra opisuje, jak administracja Ronalda Reagana wykorzystała taktykę CIA na gruncie krajowym w celu doprowadzenia do zmiany postrzegania świata przez Amerykanów”. – Robert Parry, Iran-Contra’s ‚Lost Chapter’, czerwiec 2008- przyp.]

Choć nazwisko Raymonda nie pojawia się na pierwszych stronach rozdziału, prawdopodobnie dlatego, że niektóre informacje pochodziły z utajnionych źródeł, występuje ono w dalszej części, a wcześniejsze cytaty odpowiadają znanej roli Raymonda. Zgodnie z końcowym szkicem raportu urzędnik CIA, który został zatrudniony w kadrach w NSC, wcześniej, w latach 1978-1982, pracował jako dyrektor personelu tajnych działań w CIA i był „specjalistą ds. propagandy i dezinformacji”.

„Urzędnik CIA [Raymond] omówił transfer z [dyrektorem CIA] Caseyem i doradcą NSC Williamem Clarkiem, w ramach którego zostanie przesunięty do NSC jako następca [Donalda] Gregga [jako koordynator operacji wywiadowczych, w czerwcu 1982] i otrzymał zgodę na zajęcie się, niezależnie od swoich obowiązków wywiadowczych, przygotowaniem programu dyplomacji publicznej” – czytamy w rozdziale. Gregg był kolejnym wyższym urzędnikiem CIA, który został przydzielony do NSC, zanim został doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego wiceprezydenta George’a H. W Busha.

„Dokumenty uzyskane przez Komisje Specjalne [Iran-Contra] wskazują, że na początku 1983 roku dyrektor personelu wywiadowczego z NSC [Raymond] z powodzeniem zalecił utworzenie międzyrządowej sieci, która promowałaby i zarządzała planem dyplomacji publicznej, stworzonym w celu promowania polityki administracji Reagana w kraju i za granicą”.

Wojna idei

Podczas składania zeznania na temat Iran-Contra Raymond wyjaśnił potrzebę istnienia swojej struktury propagandowej, mówiąc: „Z praktycznego punktu widzenia nie byliśmy dobrze skonfigurowani, żeby zająć się wojną idei”. [War of ideas na Wikipedii, ang.]

© Biblioteka Prezydencka Reagana — 18 stycznia 1983, prezydent Reagan spotyka się w Gabinecie Owalnym z wydawcą Rupertem Murdochem, dyrektorem Agencji Informacyjnej USA Charlesem Wickiem oraz prawnikami Royem Cohnem i Thomasem Bolanem

Jednym z powodów tego mankamentu było to, że prawo federalne zakazywało używania pieniędzy podatników na krajową propagandę czy lobbing oddolny (ang. grassroots lobbying) w celu wywierania nacisku na członków Kongresu. Oczywiście każdy prezydent i jego zespół mieli do dyspozycji ogromne środki, żeby przedstawić swoje argumenty publicznie, ale zgodnie z tradycją i obowiązującym prawem musieli ograniczać się do przemówień, oświadczeń i osobistego przekonywania poszczególnych ustawodawców. Jednak prezydent Reagan uważał, że na przeszkodzie bardziej agresywnej polityki stał „syndrom wietnamski”, powszechny wśród obywateli USA.

Obok rządowej organizacji Raymonda istniały też zewnętrzne grupy, bardzo chętne do współpracy i zarobienia pieniędzy. Na wsparcie finansowe polowali Cherne i jego towarzysze z Freedom House.

W liście do Raymonda z 9 sierpnia 1982 r. dyrektor wykonawczy Freedom House Leonard R. Sussman napisał: „Leo Cherne poprosił mnie o wysłanie tych egzemplarzy naszego czasopisma Freedom Appeals. Prawdopodobnie już ci powiedział, że musieliśmy zredukować ten projekt, aby sprostać rzeczywistości finansowej. [Ten niezależny magazyn został połączony z Freedom At Issue]… Oczywiście chcemy ponownie rozbudować ten projekt, jak tylko znajdą się fundusze, o ile się znajdą. Produkty tego projektu pojawiają się w gazetach, czasopismach, książkach i w programach nadawanych w kraju i za granicą. To znaczący, niepowtarzalny kanał komunikacji” – czyli dokładnie to, na czym skupiała się praca Raymonda.

W dniu 4 listopada 1982, po przeniesieniu z CIA do NSC, ale wciąż jako oficer CIA, Raymond napisał do doradcy NSC, Clarka, o „Inicjatywie demokratycznej i programach informacyjnych”, stwierdzając:

„Bill Casey poprosił mnie o przekazanie następującej myśli o twoim spotkaniu z [prawicowym miliarderem] Dickem Scaifem, Davem Abshirem [wówczas członkiem rady doradczej prezydenta ds. wywiadu zagranicznego], i innymi. Casey zjadł dziś z nimi lunch i omówił potrzebę zwrócenia się, w ogólnym sensie, w stronę wspierania naszych przyjaciół na całym świecie.

Rozumie on przez to zarówno „budowanie demokracji”… jak i pomaganie w ożywieniu międzynarodowych programów medialnych. DCI [dyrektor Wywiadu Centralnego, Casey] jest także zainteresowany umocnieniem się publicznych organizacji informacyjnych w Stanach Zjednoczonych, takich jak Freedom House. … Kluczowym elementem układanki jest dołożenie wszelkich starań, aby pozyskać prywatne fundusze na wygenerowanie impetu. Z rozmowy Caseya ze Scaifem i innymi wynika, że byliby oni bardzo chętni do współpracy. … Zauważ, że Biały Dom jest zainteresowany prywatnym wsparciem dla Inicjatywy Demokratycznej”.

Znaczenie faktu, że CIA i Biały Dom potajemnie organizowały prywatne fundusze, polegało na tym, że te rzekomo niezależne głosy wzmocniłyby następnie i potwierdziły argumenty polityki zagranicznej rządowej administracji wśród opinii publicznej, która przyjęłaby, że poparcie to opierało się na słuszności stanowiska Białego Domu, a nie na przepływie pieniędzy z ręki do ręki. Tak jak sprzedawcy lewego panaceum podstawiają w tłumie swoich ludzi, aby rozbudzić entuzjazm dla eliksiru, tak i propagandziści administracji Reagana rozsypywali po Waszyngtonie dobrze opłaconych „prywatnych” ludzi, aby powtarzali „motywy” propagandy Białego Domu.

Rola CIA w tych inicjatywach była ukryta, ale do dostrzeżenia tuż pod powierzchnią. Notatka z 2 grudnia 1982 roku, skierowana do „Buda” – odniesienie do wyższego urzędnika NSC Roberta „Buda” McFarlane’a – przedstawia apel Raymonda o krótkie spotkanie:

„Kiedy [Raymond] wrócił z Langley [siedziba główna CIA], miał proponowany szkic listu … w sprawie 100 mln dolarów na proj[ekt] demok[racji]”.

Podczas gdy Casey pociągał za sznurki w tym projekcie, [tenże] dyrektor CIA polecił urzędnikom Białego Domu, aby ukryli rękę CIA: „Oczywiście my tutaj [w CIA] nie powinniśmy afiszować się udziałem w rozwoju takiej organizacji ani sprawiać wrażenia sponsora czy rzecznika” – napisał Casey w niedatowanym liście do ówczesnego doradcy Białego Domu, Edwina Meesego III, kiedy jednocześnie nawoływał do utworzenia „Narodowego Funduszu”.

Jednak na powstanie Narodowego Funduszu na Rzecz Demokracji (NED), z setkami milionów dolarów od rządu USA, trzeba było poczekać jeszcze kilka miesięcy. W międzyczasie administracja Reagana musiała zmobilizować prywatnych darczyńców, aby przyspieszyć sprawę propagandy.

„Opracujemy scenariusz uzyskiwania prywatnych środków finansowych” – napisał doradca NSC, Clark, do Reagana w notatce z 13 stycznia 1983 r., dodając, że dyrektor Agencji Informacyjnej Stanów Zjednoczonych „Charlie Wick zaoferował przejęcie kierownictwa. Być może zwrócimy się do Ciebie o spotkanie się z grupą potencjalnych darczyńców.”

Pomimo sukcesu Caseya i Raymonda w rekrutowaniu bogatych konserwatystów do prywatnego finansowania operacji propagandowych, Raymond martwił się, że udział CIA w tym procederze może doprowadzić do wybuchu skandalu. Dlatego też w kwietniu 1983 roku Raymond oficjalnie wystąpił z CIA, żeby – jak powiedział – „nie było żadnych wątpliwości co do czystości”. Jednak nadal robił w stosunku do społeczeństwa USA to, co robiłby oficer CIA, kierujący operacją propagandową we wrogim obcym kraju.

Raymonda martwiła też kwestia legalności bieżącej roli Caseya. W jednej z notatek wyznał, że zdecydowanie należy „przestać informować [Caseya] na bieżąco o wszystkim”, ale Casey nigdy się nie wycofał, a Raymond nadal (nawet jeszcze w 1986 roku) wysyłał do starego szefa raporty o postępach. [Casey zrezygnował ze stanowiska w CIA w styczniu 1987 r., po operacji raka mózgu, zmarł kilka miesięcy później. Pierwszy atak choroby nastąpił w grudniu 1986 r., w przeddzień zaplanowanej wizyty w Kongresie w celu złożenia zeznań w sprawie Iran-Contra. Więcej szczegółów o karierze i chorobie Caseya w NYT– przyp.]

To „coś, co budziło szerokie katolickie zainteresowanie [Caseya]”, rzucił Raymond podczas składania zeznań w sprawie Iran-Contra. Po czym jako usprawiedliwienie dodał, że Casey podjął się tej wyraźnie nielegalnej ingerencji w politykę wewnętrzną „nie tyle jako człowiek z CIA, ale jako doradca prezydenta”.

Propaganda w czasie pokoju

Tymczasem Reagan zaczął formować formalną władzę dla tej bezprecedensowej biurokracji propagandowej na czas pokoju. W dniu 14 stycznia 1983 r. Reagan podpisał Dyrektywę Decyzyjną Bezpieczeństwa Narodowego nr 77 (ang. National Security Decision Directive 77, NSDD-77), zatytułowaną „Zarządzanie dyplomacją publiczną w odniesieniu do bezpieczeństwa narodowego”. W NSDD-77 Reagan uznał za konieczne „wzmocnienie organizacji, planowania i koordynacji różnych aspektów dyplomacji publicznej rządu Stanów Zjednoczonych”.

© Reagan Presidential Library — Spotkanie prezydenta Reagana z Charlesem Wickiem 7 marca 1986 roku w Gabinecie Owalnym. Rownież obecni: Stephen Rhinesmith, Don Regan, John Poindexter, George Bush, Jack i Walter Raymond Matlock (siedzi obok Regana po lewej stronie na zdjęciu).

Reagan zlecił utworzenie specjalnej grupy planistycznej w obrębie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, która miałaby kierować kampaniami tej „dyplomacji publicznej”. Na czele grupy miał stanąć Walter Raymond, a jedną z jej głównych placówek byłby nowy Urząd ds. Dyplomacji Publicznej dla Ameryki Łacińskiej, który mieściłby się w Departamencie Stanu, ale był pod kontrolą NSC. (Jednym z dyrektorów Biura Dyplomacji Publicznej dla Ameryki Łacińskiej był neokonserwatysta Robert Kagan, który później, w 1998 roku, został współzałożycielem think-tanku Projekt dla Nowego Amerykańskiego Stulecia (PNAC), a po paru latach stał się głównym promotorem inwazji prezydenta George’a W. Busha na Irak w 2003 roku).

20 maja 1983 roku Raymond wspomniał w notatce, że pozyskano 400 000 dolarów od prywatnych darczyńców, przyprowadzonych do Pokoju Dowodzenia (Situation Room) w Białym Domu przez dyrektora Agencji Informacyjnej USA, Charlesa Wicka. Według tej notatki pieniądze zostały rozdzielone między kilka organizacji, w tym Freedom House i Accuracy in Media – prawicową organizację atakującą media.

Kiedy pisałem o tej notatce w mojej książce z 1992 roku pt. Fooling America (Nabierając Amerykę), Freedom House zaprzeczył, jakoby otrzymywał jakiekolwiek pieniądze z Białego Domu czy współpracował z jakąkolwiek kampanią propagandową CIA / NSC. W jednym z listów Sussman z Freedom House nazwał Raymonda „źródłem z drugiej ręki” i upierał się, że „organizacja nie potrzebowała żadnych specjalnych funduszy, aby zająć stanowisko … w jakichkolwiek sprawach dotyczących polityki zagranicznej”.

Ale niewiele sensu miałoby okłamywanie przełożonego przez Raymonda w wewnętrznej notatce. I jest jasne, że Freedom House odgrywał kluczową rolę w knowaniach administracji Reagana, mających na celu udzielenie pomocy grupom wspierającym jej politykę w stosunku do Ameryki Środkowej, a w szczególności zorganizowanej przez CIA wojnie partyzantki (Contras) przeciwko lewicowemu rządowi sandinistowskiemu w Nikaragui. Dodatkowo opublikowane później dokumenty Białego Domu ujawniły, że Freedom House rzeczywiście zabiegał o fundusze.

W dniu 15 września 1984 r. Bruce McColm – pisząc z ramienia Ośrodka Studiów Karaibskich i Środkowoamerykańskich przy organizacji Freedom House – wysłał do Raymonda „krótką propozycję Projektu Nikaragua 1984-85 – inicjatywy Ośrodka. Projekt ten łączy elementy ustnej historii z publikacją Dokumentów nikaraguańskich” – książki, która zdyskredytowałaby ideologię i praktyki sandinistów.

„Utrzymanie części związanej z historią ustną zwiększa koszty całkowite; ale wstępne rozmowy z twórcami filmu nasunęły mi pomysł, że można by stworzyć dokument w stylu ‘Mauvaise conduite’ (Niewłaściwe zachowanie), opierający się na tych materiałach – napisał McColm, odnosząc się do filmu z roku 1984, który stanowił zjadliwą krytykę Kuby Fidela Castro. –Taki film musiałby być dziełem szanowanego reżysera latynoamerykańskiego lub europejskiego. Amerykańskie filmy o Ameryce Środkowej są po prostu zbyt konfliktowe ideologicznie i słabe pod względem artystycznym”.

Trzystronicowy list McColma, próbującego zainteresować Raymonda sfinansowaniem projektu, czyta się jak książkę lub propozycję scenariusza filmowego:

„Dokumenty nikaraguańskie będą także swobodnie dostępne dla zwykłych czytelników, dziennikarzy, opiniotwórców, pracowników uczelni i tym podobnych. Książka ta byłaby dość szeroko rozpowszechniona w tych sektorach i jestem pewien, że będzie bardzo użyteczna. Już teraz stanowi coś w rodzaju samizdatu Freedom House, ponieważ od dwóch lat rozprowadzałem te dokumenty wśród dziennikarzy, od kiedy otrzymałem je od niezadowolonych Nikaraguańczyków”.

McColm zaproponował spotkanie twarzą w twarz z Raymondem w Waszyngtonie i załączył 6-stronnicowy wniosek o grant, zabiegając o 134100 dolarów. Zgodnie z wnioskiem projekt obejmowałby

„bezpłatną dystrybucję wśród członków Kongresu i kluczowych urzędników państwowych, dystrybucję próbnych wydruków jeszcze przed publikacją dla uzyskania maksymalnej promocji i terminowych recenzji w gazetach oraz w czasopismach z rubryką bieżących wydarzeń, konferencje prasowe w siedzibie Freedom House w Nowym Jorku, a także w Narodowym Klubie Prasowym w Waszyngtonie. Rozesłanie komentarzy do ponad 100 gazet …, dystrybucję hiszpańskojęzycznej wersji przez organizacje latynoskie w Stanach Zjednoczonych i w Ameryce Łacińskiej, organizację europejskiej dystrybucji poprzez kontakty Freedom House”.

Dokumenty, które znalazłem w bibliotece Reagana, nie wskazywały, co się później stało z tą konkretną propozycją. McColm nie odpowiedział na e-mail z prośbą o komentarz na temat planu dotyczącego Dokumentów nikaraguańskich czy wcześniejszego listu od Cherne’a (który zmarł w 1999 roku) do Caseya o zredagowaniu maszynopisu McComba. Freedom House rzeczywiście wyłonił się jako czołowy krytyk rządu sandinistów w Nikaragui i stał się głównym odbiorcą pieniędzy od finansowanego przez USA Narodowego Funduszu dla Demokracji, który został założony w 1983 roku pod patronatem projektu Caseya-Raymonda.

Dokumenty udostępnione w ostatniej kolejności – odtajnione w latach 2013-2017 – pokazują, jak wcześniejsze wysiłki Caseya i Raymonda splotły się z utworzeniem w 1986 roku formalnej biurokracji PsyOps, również będącej pod kontrolą operacji NSC Raymonda. Połączenie programów propagandowych z PsyOp uwypukliło wypracowane przez rząd Stanów Zjednoczonych ponad trzydzieści lat temu potężne możliwości podstawiania stronniczych, zniekształconych lub fałszywych wiadomości. (Casey zmarł w 1987 r., Raymond w 2003.)

W ciągu tych kilku dziesięcioleci, mimo że Biały Dom przechodził z rąk Republikanów do Demokratów i z powrotem, impet nadany przez Williama Caseya i Waltera Raymonda zapewnił nieprzerwaną realizację tych strategii „zarządzania postrzeganiem / PsyOps”. W ostatnich latach nazewnictwo uległo zmianie, ustępując sympatyczniejszym eufemizmom, takim jak „inteligentna siła oddziaływania” [smart power, Joseph Nye] i „komunikacja strategiczna”. Ale idea jest wciąż taka sama: w jaki sposób wykorzystać propagandę, żeby sprzedać politykę rządu USA za granicą – i w kraju.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Creating an alternate reality with a psyops ‚bureaucracy’: How the U.S. swamped the world

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/05/07/jak-usa-stworzyly-machine-biurokratyczna-psyops-i-zabagnily-swiat/

Jak na Zachodzie liczą miliardy Putina.

Prezydent Rosji Władimir Putin

Kwestia majątku rosyjskiego prezydenta Władimira Putina nadal pobudza wyobraźnię zachodnich mediów. Mamy do czynienia z uporczywą próbą wplątania Putina w cokolwiek.

W ostatnim „sensacyjnym dossier panamskim” zachodnie media skupiły uwagę tylko na epizodach, związanych z Rosją. Tymczasem na liście znajduje się także Poroszenko, Cameron i  król saudyjski… Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, przecież trzeba wymyślić głośne nagłówki na temat otoczenia Putina — na kontach firm offshore znaleziono aż 2 mld dolarów!

Wygląda na to, że liczenie pieniędzy Putina stało się po prostu modne — w ten sposób można zdobyć przychylność elit politycznych a zarazem zwiększyć popularność periodyku.

Na początku ubiegłego roku światowymi mediami wstrząsnęła kolejna sensacja — majątek Putina wynosi 200 mld dolarów! W wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CNN poinformował o tym szef fundacji inwestycyjnej  Hermitage Capital Bill Browder. Wiadomość błyskawicznie rozniosła się pod nagłówkami, nawiązującymi do „miliardów Putina” jako faktu dokonanego. Chociaż sam autor sensacji, która przypominała fałszywkę, wypowiadał się o wiele ostrożniej.

„Uważam, że (majątek Putina) wynosi 200 mld dolarów. Po 14 latach u steru władzy i (biorąc pod uwagę) sumy, które zarobiło państwo oraz środki, które nie zostały wydane na szkoły, drogi, szpitale i tak dalej — te wszystkie pieniądze mają właścicieli i są przechowywane na kontach w szwajcarskich bankach, w formie akcji w funduszach hedgingowych zarządzanych przez Putina i jego kolegów” — zacytowało czasopismo Forbes słowa Browdera.

Ostrożność w wypowiedziach jest zrozumiała — przecież prawnik Browder z funduszu inwestycyjnego o wątpliwej renomie (który ukradł Rosji 512 mld rubli niezapłaconych podatków) dobrze wie, że za bezwarunkowe kłamstwo można stanąć przed sądem.

W wersji Browdera, rosyjskiemu prezydentowi można jedynie pogratulować — błyskawicznego zwiększenia majątku do bajecznej kwoty i honorowego tytułu najbogatszego człowieka na świecie. Wychodząc z tej wersji, udało mu się nawet nie podwoić, lecz „pięciokrotnie zwiększyć” swój kapitał w ciągu kilku miesięcy 2014 roku. Przecież wpływowa londyńska The Times, rzekomo abstrakcyjnie rozważając o tym, jakie straty może ponieść rosyjski przywódca, podała o wiele skromniejszą liczbę — 40 mld dolarów.

Fantazje zachodnich mediów odnośnie „putinowskiego majątku” zaskakują. Byłoby dobrze, gdyby się z góry umawiały między sobą, aby nie było takich wpadek!

W 2012 roku szwedzka Svenska Dagbladet pisała: „Majątek Władimira Putina wynosi co najmniej 300 mld dolarów”. Jednocześnie zresztą rozsądnie dodała, że „tak powiadają” i że „dokładna kwota nie jest znana”.

W styczniu 2015 roku Polska Times obniżyła prognozę: „Zdaniem opozycjonistów i niezależnych rosyjskich analityków majątek prezydenta wynosi 70 mld dolarów”.

Jeszcze nie wysechł atrament świeżej polskiej gazety, a Amerykanie już ujawnili całemu światu, że rosyjski przywódca znów „wzbogacił się”, mając tym razem 200 mld.

Najprawdopodobniej Putin incognito co weekend jeździ do Monte Carlo i przegrywa dosłownie wszystko. A następnie chyba wygrywa z powrotem — dziesiątki i setki miliardów, które przegrał wcześniej.

Mówiąc poważnie, wszystkie te fałszywki serwowane jako „oceny ekspertów”, nie są brane na poważnie nie tylko w Rosji, ale również przez poważne struktury na Zachodzie. Mimo chęci bolesnego ukłucia nikt nie chce wyjść na głupiego.

Gdyby dysponowali faktami, można nie wątpić, że od razu doszłoby do odpowiednich wycieków. Tym bardziej, że istniejąca wcześniej„tajemnica bankowa” na Zachodzie już prawie nie obowiązuje. „Transparentne” są nawet lokaty w słynącej z tego wcześniej Szwajcarii.

Gdzie wówczas Putin przechowuje swoje miliardy? Być może w rosyjskim Sberbanku? Wtedy wszystkie zasoby złota i dewiz Rosji byłyby o wiele większe niż oficjalne. Waszyngton natomiast będzie nadal główkował, dlaczego Rosja nie ulega sankcjom. Przecież nawet 200 mld dolarów — to dość duża suma, równa na przykład budżetowi Danii.

Zgodnie z opublikowanymi na stronie Kremla danymi, w 2014 roku dochody prezydenta Rosji Władimira Putina wyniosły 7 mln 654 tys. 42 rubla, co dwukrotnie przewyższyło wskaźnik z 2013 roku — 3 mln 672 rub. Jak i wcześniej, przywódca państwa posiada mieszkanie o powierzchni 77 m2 i działkę o powierzchni 1500 m2. Ponadto Putin korzysta z mieszkania o powierzchni 153,7 km2, miejsca w garażu o powierzchni 18 m2 i trzech samochodów: GAZ M-21. GAZ M-21R, WAZ Niwa oraz przyczepy samochodowej Skif. Deklaracje o dochodach w 2015 roku mają zostać opublikowane w kwietniu 2016 roku.

Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/swiat/20160405/2477012/Zachod-Putin-media.html#ixzz45SQnVpgl

Jak widać zachodnie „media” lubią rozprawiać o domniemanych majątkach Putina czy kogokolwiek innego kto im nie pasuje lub na których dobrym wizerunku im nie zależy a o majątkach politycznych marionetek zachodnich cicho sza lub niewiele. O majątkach zachodnich żydowskich oligarchów i ich pociotów to już tym bardziej morda w kubeł. Oni i wielkość ich majątków mają pozostać w cieniu, zero informacji Rockefellerach, Rotszyldach i innych banksterskich rodzinach. Czasem napomkną ku uciesze gawiedzi najwyżej o majątkach oligarchów „niższego szczebla” jak Bill Gates ale informacji, nawet zdawkowych czy nawet fantazji na temat banksterów ciężko się doszukać w zachodnim ścieku medialnym. Nikt do tej pory dokładnie nie oszacował wielkości majątków, zasięgu wpływów i władzy banksterów, po za  najwyżej grupą pasjonatów, amatorów, zapaleńców, niezależnych dziennikarzy, ekonomistów, itp., często spychanych przez główny ściek medialny w niebyt oraz nazywanych „wariatami” czy „teoretykami spiskowymi”. Ale za to jest dużo fantazji, spekulacji, dezinformacji, traktowanych jako prawdy objawione i wygłaszanych przez różnej maści „ekspertów” czy „analityków” na temat domniemanych majątków „krwawych dyktatorów” państw „totalitarnych” jak Kaddafi, Janukowycz czy Putin. W ostatniej „aferze” „panama papers” widać długą rękę zachodnich specsłużb oraz ich medialnych sługusów chcących uwalić Putina, ale zamiast zaszkodzenia Putinowi i Rosji,  jedyne co zdołali osiągnąć to sklecić  kolejną tanią sensację dla ubogich. 

przemex

Klincewicz: rusofobia została podniesiona w Polsce do rangi polityki państwowej – czyli antyrosyjska propaganda w mediach.

Minister kultury Rosji Władimir Medinski

Rusofobia została podniesiona w Polsce do rangi polityki państwowej i producent Marek Czunkiewicz został zwolniony za to, że nie dopasował się do tej polityki – powiedział wiceprzewodniczący Komisji Obrony Rady Federacji Franz Klincewicz.

Telewizja Polska zwolniła z pracy Marka Czunkiewicza, producenta z Telewizyjnej Agencji Informacyjnej.  Czunkiewicz po środowym wywiadzie Marii Przełomiec z ministrem kultury Rosji Władimirem Medinskim, wysłał pismo z przeprosinami do rosyjskiego Ministerstwa Kultury. Medinski odwiedził Polskę w Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Podczas wywiadu Marii Przełomiec wielokrotnie przerywała ministrowi, nie pozwalała mu do końca odpowiedzieć na pytania i ostro przerwała rozmowę, gdy zeszła ona na temat Armii Czerwonej.

— Z wielkim żalem stwierdzam, że rusofobia w Polsce została podniesiona do rangi polityki państwa. Producent, który przeprosił rosyjskiego ministra kultury za zachowanie dziennikarki w trakcie wywiadu, został zwolniony właśnie za to, że nie dopasował się do ogólnej logiki zachowania, którą polskie władze starają się narzucić społeczeństwu – powiedział Klincewicz.

Rosyjski polityk dodał, że „dla normalnej reakcji normalnego człowieka na chamstwo nie ma już miejsca w polskim społeczeństwie, jeśli nie zgadza się ona z polityką państwa” – Nasuwa się pytanie: Panowie, jak coś takiego da się połączyć z Panów wrodzoną kulturą? – zastanawia Klincewicz.

Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/polityka/20160130/1956780/polska-rusofobia.html#ixzz3ykTeJSzm

http://pl.sputniknews.com/polska/20160130/1955767/czunkiewicz-polska-rosja-medinskij.html

http://pl.sputniknews.com/swiat/20160129/1948612/TVP-Czunkiewicz-przeprasza-wywiad-Przelomiec-Miedinski.html

http://pl.sputniknews.com/opinie/20160128/1943960/Wladimir-Medinski-TVP-Info-Holocaust-Tu-154.html

Oto przykład „wolności mediów” za rządów PiS-u, po to „zreformowali” media i obsadzili swoimi miernymi, biernymi ale wiernymi żeby gnoić i zamykać usta każdemu kto śmie mieć inne zdanie, nawet jeżeli jest to przedstawiciel rządu obcego państwa oraz zwalniać i niszczyć każdego kto śmie przeciw temu protestować. Oto do jakiego stopnia upadło dziennikarstwo i media w Polsce(czytaj: Judeopolonii), obojętnie czy są to „prawicowe”, „lewicowe” czy „publiczne” media.

Tutaj popis „niezależnego dziennikarstwa” w wydaniu pisowskim w TV Republika:

Bez komentarza…

przemex

PS1

http://www.sdp.pl/international/12347,polscy-dziennikarze-nie-powinni-odwiedzac-krymu-na-zaproszenie-agresora,1453898044

Stanowisko Zarządu Głównego

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

27 stycznia 2016 r.

 W związku z informacjami rozpowszechnianymi przez rosyjskie media o rzekomej wizycie polskich dziennikarzy na Krymie Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przypomina, że polscy dziennikarze nie powinni brać udziału w wyjazdach na Krym organizowanych przez Rosję i według naszych informacji nie biorą. Polski rząd nie uznaje aneksji Krymu, a polscy dziennikarze nie powinni odwiedzać Krymu na zaproszenie agresora.

Rosyjska telewizja na Krymie informując o wizycie polskich dziennikarzy nie wymieniała ani jednego nazwiska ani nazwy redakcji, co może świadczyć o tym, że uczestnikami tej wizyty nie byli dziennikarze, lecz funkcjonariusze rosyjskiego aparatu propagandowego.

Zarząd Główny

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/01/29/polscy-dziennikarze-nie-powinni-odwiedzac-krymu-wps-o-stanowisku-zg-sdp/

   Bo dziennikarzami według dziennikurewskich prostytutek z SDP, wysługujących się reżimowi w Warszawie, mogą być tylko sługusy światowego agresora, żandarma, kastetu do bicia narodów, USA/NATO, tylko tacy „dziennikarze” mogą być zapraszani i nagradzani, tylko oni są „obiektywni” i „prawdomówni”, wszyscy inni to „funkcjonariusze rosyjskiego aparatu propagandowego”.

   I kto tu kurwa jest agresorem, się pytam sprostytuowanych dziennikurew? Rosja powiadacie? Czy to Rosja przygotowała, sfinansowała, wspomogła i przeprowadziła żydo-banderowski przewrót na jewrozasrajdanie, doprowadzając tym samym Ukrainę do chaosu, anarchii, destabilizacji, ostatecznej grabieży majątku narodowego, poprzez już nie tylko „ukraińskich” oligarchów, powiązanych z finansjerą z zachodu ale także zachodnie korporacje, banki i międzynarodowe instytucje finansowe, pogłębiając tym samym i tak dużą biedę i nędzę szerokich mas społecznych oraz pacyfikacji własnego narodu rękami reżimu w Kijowie i wojny domowej? Nie, bando matołów, agresorem jest oś USA/UE/NATO, stojąca za nimi globalna finansjera(Soros między innymi) oraz reszta przydupasów europejskich, podżegaczy wojennych, finansujących, wspierających „ukraińską opozycję”, wesoło podskakujących i podśpiewujących(jak polityczny żulik Kukiz) banderosraczom na srajdanie, w tym pomagierzy i chłopcy na posyłki z Polski(także polskie dziennikurestwo), ze szczególnym uwzględnieniem tego małego kurdupla, obecnie rzeczywiście sprawującego władzę w Polsce(niedawno jeszcze bardziej wesołego baraku UE a teraz bardziej smutnego 51 stanu USA, nie wiem co gorsze) i wydającego dyspozycje niczym rzymski cesarz Kaligula w pierwszym wieku naszej ery.

   I jaka „aneksja Krymu” wy sprostytuowane cymbały? Tam nie było żadnej „aneksji”, Rosjanie podjęli przy przytłaczającej większości i ogromnej frekwencji(o takiej frekwencji w waszych cyrkach i farsach wyborczych możecie sobie tylko pomarzyć), decyzję o niepodległości i przyłączeniu się do Rosji. Ale dla was i waszych promotorów z Brukseli, Waszyngtonu(Faszyngtonu), Pentagonu, Berlina, Londynu to nie ma znaczenia, bo to było „pod lufami rosyjskich karabinów”.  Tylko ciekawi mnie czy „spełniający demokratyczne standardy” reżim w Kijowie pozwoliłby Rosjanom podjąć rzeczywiście wolny wybór? Biorąc pod uwagę to co zrobili z Donbasem jestem pewien że nie.  Lufy karabinów były konieczne aby zapewnić bezpieczeństwo głosującym od strony „miłujących demokrację i prawa człowieka” neonazistowskich band i sił reżimu w Kijowie.

  Po za tym dla zachodu tylko te referenda i wybory są wiążące, ważne, legalne i demokratyczne, które uwzględniają, zabezpieczają i umacniają dominację i interesy imperialistycznego zachodu, wszystkie inne wybory są „nielegalne” i „sfałszowane”, według imperialistycznej, agresywnej, globalistycznej logiki zbrodniczego zachodu. Bo jeżeli podejmujesz wybór niezgodny z wolą imperatorów z Wall Street i Londyn City oraz ich politycznych marionetek, sługusów, lizydupów i lachociągów, to jest już po tobie, zostaniesz „humanitarnie” zbombardowany lub zafundują ci „demokrację” w wyniku „oddolnej rewolucji”, „buntu społecznego”, przeprowadzonego rękami band najemników i terrorystów przerzuconych z zagranicy, jak w Syrii czy Libii.

   I dlaczego szanowne prostytutki yntelektualne nie protestują przeciwko licznym agresjom i bandyckim wojnom, rebeliom, rewolucjom, zamachom stanu, organizowanym, finansowanym, przeprowadzanym przez oś USA/NATO/Wlk.Brytania/Francja/Izrael na całym świecie, w wyniku których zabito dziesiątki milionów ludzi się pytam? Tylko widzą „agresję” tam gdzie jej nie ma?

przemex

PS2

Ministerstwo Kultury Rosji proponuje Polakom pomnik w Borodino

Ministerstwo Kultury Rosji zaproponowało Polsce postawienie pomnika dzielnym Polakom w Borodino – powiedział minister kultury Rosji Władimir Medinski w programie „Wiadomości w sobotę”.

— Powiedziałem polskim kolegom: pod Borodino (Polacy – przyp. red.) walczyli w naszej armii, jak  i w armii Napoleona. Zbudujmy pomnik w Borodino polskim żołnierzom, jak walecznym Francuzom – powiedział rosyjski minister.

Medinski podkreślił, że każdego roku w Rosji obchodzona jest rocznica bitwy pod Borodino ze złożeniem kwiatów pod pomnikiem Francuzów. – Zróbmy tak. Nie trzeba pysznić się zwycięstwami nad sobą. Pomyślmy o przyszłości – podkreślił.

I jak to jest że Rosjanie, pomimo niechęci a często nienawiści ze strony Polski, a raczej reżimu w Warszawie, chcą Polakom budować pomniki, nawet tym walczącym po stronie agresora, jakim była Francja napoleońska, rządzona prze korsykańskiego kurdupla, który zdemolował pół Europy, a Polacy, a raczej odmóżdżone i podpuszczane przez agenturę syjonistycznego okupanta, polactfo najlepiej nie tylko zburzyło by wszelkie pomniki Armii Czerwonej czy zdemolowało by cmentarze ale także zatarło by wszelkie ślady rosyjskiej obecności na ziemiach Polskich a najchętniej urządziło by jeszcze polowanie na „ruskich”?

 
przemex

Sylwester w Kolonii – przestępstwa seksualne i radykalizowanie się europejskiego społeczeństwa.

Harrison Koehli

Wszyscy słyszeliśmy, co się wydarzyło w Kolonii w noc sylwestrową. Grupa 1000 uchodźców rzekomo zrobiła zadymę na głównym placu miasta, pijąc, odpalając petardy w tłum, okradając ludzi i napastując seksualnie ponad 100 kobiet. Według kolońskiej policji zarejestrowano ponad 200 przypadków napaści seksualnych. Efektem tych zajść jest atmosfera strachu oraz gwałtowne reakcje w stosunku do władz – od lokalnej policji po przywódców Niemiec. Jest to „terroryzm seksualny” w najgorszym wydaniu, dowód, że niemiecki eksperyment z wielokulturowością oraz polityka witania z otwartymi ramionami uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej okazały się kompletnym fiaskiem. Relacje z wydarzeń i reakcje są jednoznaczne.

Ale czy takie przedstawianie sytuacji jest uzasadnione? Raczej nie. Nie mamy nawet jasnego obrazu, co się dokładnie stało w Kolonii w tamtą noc. Fakt, że wszystkie media są zgodne – w kraju, gdzie są one kontrolowane przez CIAwskazuje raczej na „operacyjny” i ukartowany charakter relacjonowania, a może nawet i samego zajścia.

Jak dotąd, na dostępnym nagraniu wideo z miejsca zajścia można zobaczyć spory tłum młodych ludzi (głównie mężczyzn) na placu, niektórzy wyraźnie popijają, kilku strzela petardami w niebo, a niektórzy – w tłum. Zasadniczo, duża grupa lub kilka mniejszych grup nastolatków i dwudziestoparolatków zachowuje się jak nastolatki i dwudziestoparolatki w większości zachodniego świata – nieodpowiedzialnie i „po prostu się zabawiając”. Na filmach nie widać serii ataków na tle seksualnym na kobiety w tej okolicy, dokonanych przez nieznaną liczbę tych młodych mężczyzn, co jednak z pewnością także miało miejsce. Według zeznań ofiar narzucały im się grupy młodych mężczyzn o wyglądzie przybyszów z Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej. Kobiety były obmacywane, niektóre z nich zostały obrabowane, a co najmniej jedna bądź dwie podobno zgwałcone.

 

 

Policja zidentyfikowała 32 podejrzanych, z czego 18 lub 19 ubiegało się ostatnio o azyl. Według innych doniesień podejrzani to dziewięciu Algierczyków, ośmiu Marokańczyków, pięciu Irańczyków, czterech Syryjczyków, trzech Niemców, jeden Serb i jeden Amerykanin.

Trudno się zorientować co do liczby osób rzeczywiście zaangażowanych w te incydenty; wśród podejrzanych niektórzy są prawdopodobnie niewinni, z kolei inni mogą z dużym prawdopodobieństwem pozostać niezidentyfikowani. Jednak obejrzane filmy i relacje, które przeczytałem, wskazują na to, że mężczyźni, którzy dopuścili się tych ataków, byli raczej częścią znacznie mniejszej grupy, liczącej być może 30-40 mężczyzn, jak opisała to jedna z ofiar. (Jeśli ktoś z naszych czytelników dysponuje informacjami wskazującymi na coś innego, mówiące inaczej, prosimy o notkę w komentarzach.) Ma to sens. Doniesienia medialne są go pozbawione.

Zastanówcie się. Czytając relacje ze źródeł tzw. głównego nurtu, można myśleć, że wszyscy mężczyźni – cały 1000 – na placu wzięli udział w napaści, ponieważ tak to przedstawia mainstream. Ale jak to ustalono? Mamy sobie wyobrazić, że każdy mężczyzna z tego tłumu bierze udział w zbiorowym ataku na 100-200 kobiet? Może się mylę, ale nie sądzę, żeby którakolwiek z kobiet coś takiego zgłosiła. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że kobiety zaatakowała jakaś mniejsza grupa dewiantów (powiedzmy 20-30), jak to opisują świadkowie.

Niezależnie od liczby sprawców, wydaje się, że napaści były, przynajmniej do pewnego stopnia, zaplanowane z wyprzedzeniem, szczególnie wziąwszy pod uwagę, że podobne ataki miały miejsce w Finlandii, Szwecji, Szwajcarii i Austrii. Z tego powodu niemiecki minister sprawiedliwości podejrzewał, że były one skoordynowane. Wygląda na to, że przynajmniej do zaplanowania zgromadzenia na miejskim placu wykorzystano media społecznościowe, choć nie ma żadnych oznak, że nawoływano tam do okradania i napastowania kobiet. Jeśli tak było, to użyto do tego innych platform, być może wśród mniejszej, wybranej grupy.

Od czasu ataków odbyły się demonstracje wzajemnie opozycyjnych grup – jedne opowiadały się po stronie uchodźców, inne przeciwko nim, a „nieznani sprawcy” atakowali przypadkowych uchodźców. Partia Merkel zaproponowała zaostrzenie przepisów w zakresie ubiegania się o azyl, a niektórzy politycy wzywają do deportacji.

Kryzys uchodźców umieszczony w kontekście

Zanim przejdę do reakcji społeczeństwa i mediów na te ataki, chciałbym szybko uporać się z kilkoma sprawami. Po pierwsze, kryzys uchodźców nie istniałby, gdyby UE nie pokłoniła się przed wolą USA i gdyby NATO pod kierownictwem USA (i Izraela) nie obrało sobie za cel zniszczenie jednego kraju po drugim na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Kaddafi, zanim jego kraj został zniszczony a on sam zlinczowany, ostrzegał przywódców UE, że do tego dojdzie – i miał rację. Nic z tego by się stało, gdyby USA, z tchórzliwym, uległym przyzwoleniem Europy, nie zniszczyły Bliskiego Wschodu.

Po drugie, kiedy już Turcja otworzyła wrota, a media wywierały naciski na opinię publiczną, kraje europejskie nie miały innego wyboru, jak tylko zaakceptować uchodźców. Z moralnych i praktycznych względów nie mogły po prostu zamknąć swoich granic i nie wpuścić nikogo. Co zrobić z milionami ludzi? Pytanie do krytyków niemieckiej polityki „otwartych drzwi”: jak miałaby wyglądać oparta na współczuciu i zdrowym rozsądku odpowiedź ze strony Europy na kryzys uchodźców? Nawet gdyby istniał przyzwoity i skuteczny sposób zawrócenia tej ogromnej liczby ludzi, nie przeszkodziłoby to w przedostaniu się elementów przestępczych lub terrorystycznych, gdyby chcieli się dostać do Europy. Wydaje mi się, że kraje europejskie zostały wmanewrowane w sytuację niemal niemożliwą do rozwiązania. Celowo.

Po trzecie, po prostu nie znamy demografii tej populacji uchodźców. Nie wiemy, skąd są (wielu ludzi z innych krajów używa podrobionych syryjskich dokumentów, ponieważ wydaje im się, że dzięki temu będą lepiej traktowani). Większość ucieka ze stref ogarniętych wojną, ale wielu z nich jest również uchodźcami ekonomicznymi (tzn. ich życie nie było szczególnie zagrożone, ale w Europie widzą szansę na poprawę swojej sytuacji finansowej). Bardzo niewielu z nich to prawdopodobnie „dżihadyści”.

Po czwarte, jak w każdej populacji, niewątpliwie znajdzie się tam element przestępczy. Skoro 1 na 100 osób jest klinicznym psychopatą (przy ostrożnych szacunkach), oznacza to, że ​​w zeszłym roku do Niemiec mogło przybyć ponad 10 tysięcy psychopatów. I to nie licząc zwykłych przestępców różnej maści. Dodajcie do tego wahabickich dżihadystów, którzy rozmyślnie zostali wysłani do Europy. Ale pamiętajcie też, że przy odsetku 1%, w Niemczech jest (średnio biorąc) aż 800 tysięcy niemieckich psychopatów.

Większość ludzi prawdopodobnie nie potrafi mieć na uwadze tych wszystkich elementów jednocześnie. Głupi ludzie dochodzą do głupich wniosków; zdarza się to również ludziom całkiem inteligentnym, zwłaszcza kiedy są manipulowani emocjonalnie. Tak więc istnienie nawet stosunkowo znikomej liczby wyrzutków społecznych, dżihadystów czy primadonn, domagających się specjalnych warunków, wystarcza, aby doprowadzić europejskich oszołomów do przyjęcia założenia, że wszyscy uchodźcy są gwałcicielami, terrorystami i chciwymi darmozjadami. (Ukłony dla Donalda Trumpa!) I dokładnie w taki sposób reaguje na nowe zagrożenie uchodźcami statystyczny europejski świr: faszyzmem i rasizmem. Wszystko zgodnie z planem. Andrew Korybko podsumował to następująco:

Wojny na Iraku, Libii i Syrii stworzyły poważny kryzys humanitarny, gdzie miliony ludzi zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów i do statusu zewnętrznego lub wewnętrznego uchodźcy. Pracując ręka w rękę z Turcją Erdogana, Stany Zjednoczone kusiły miliony Syryjczyków do opuszczenia swojego kraju i osiedlenia się na ziemiach północnego sąsiada tylko po to, żeby później zostali strategicznie „uwolnieni” i wypędzeni do Europy za pośrednictwem siatki powiązanych z agencjami wywiadowczymi handlarzy ludźmi i narkotykami.

Zgodnie z przewidywaniami Unia Europejska i tranzytowe państwa bałkańskie zostały zalane bezprecedensowym napływem ludzi, którzy byli strategicznie skierowani przeciwko nim, o co – należy przypomnieć – USA chodziło. Krajowe podziały polityczne i tożsamościowe, które ten fizyczny szturm zaostrzył, szybko rozwinęły się w przepaść pomiędzy spolaryzowanymi stanowiskami i w fizyczny aktywizm, kulminując w postaci z góry zadanej, niestabilnej mieszanki składników społecznych i potęgując zagrożenie kolorową rewolucją we wszystkich krajach północnej i zachodniej Europy (z podobnym ryzykiem objawiającym się obecnie na Bałkanach, zwłaszcza w Serbii i Macedonii).

Na polecenie i z odrobiną przewodnictwa te konkurencyjne czynniki krajowe (obóz pro-„uchodźczy”, obóz anty-„uchodźczy” oraz sami „uchodźcy”) mogą być wmanipulowane w czysto hobbesowski konflikt między sobą albo z rządem, stanowiąc utajone asymetryczne zagrożenie, które bez wątpienia będzie mocno trzymać wszystkich niezdecydowanych przywódców politycznych (czyli tych, którzy biorą pod uwagę pragmatyczne stosunki z Rosją i Chinami) pod wymuszonym społeczno-politycznym wpływem USA.

Kryzysem uchodźców manipulowano od samego początku z zamiarem doprowadzenia do dokładnie takiej reakcji. Grając na zacnym, choć być może nieco naiwnym uczuciu współczucia ludzi – tylko po to, żeby natychmiast zwrócić je przeciwko nim w postaci wyprodukowanego terroryzmu – rzeczywiste władze nie tylko pokazują, co sądzą o przyzwoitych ludziach, ale i używają ludzkiego współczucia do przekształcenia europejskiego społeczeństwa w rasistów, a ostatecznie – w faszystów. Taki był plan USA i jak na razie bardzo dobrze im idzie. Europejskie społeczeństwo jest dzielone w ramach procesu podbijania go przez nieludzką ideologię rządzących psychopatów.

Kto będzie zwycięzcą? Wygląda na to, że niektórzy (w tym zazwyczaj bystry Korybko) uważają, iż prawdziwe niebezpieczeństwo stanowią uchodźcy, że będą oni mieli „szariatujący” wpływ na społeczeństwa europejskie, tworząc w jego obrębie gniazda terroru, które następnie będą mogły być wykorzystane w podrobionych „kolorowych rewolucjach”, po których Europa będzie krzyczeć: „Allah Akbar!” Bardzo w to wątpię. Jacyś opętani dżihadyści mogą sobie tego życzyć, ale są oni jedynie narzędziem w rękach „wyższych władz”, potrzebnym do realizacji zgoła innego planu. Zanim Europę ogarnie „prawo szariatu”, nastąpi kolejny holocaust.

Bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz: kolorowa rewolucja zrodzi się naturalnie. Najlepszym sposobem, żeby zmienić kraj w faszystowski, jest zmanipulowanie jego narodu tak, żeby sam się tego dopominał. Wahabicka mniejszość to tylko środek, który doprowadzi do neonazistowskich masówek i ostatecznie do jakiejś formy obozów koncentracyjnych – początkowo do czasowego przetrzymywania uchodźców, potem obejmie urodzonych w Europie muzułmanów, a w końcu wszystkich dysydentów. A w międzyczasie osłabiona Europa, zajęta wewnętrzną polaryzacją i konfliktami, stanie się Europą całkowicie uległą.

Seksualny terroryzm, przestępstwo seksualne czy wymyślony kryzys?

Wracając do naszego wydarzenia (wydarzeń), odpowiedź była typowa: podsycenie ognia konfliktu rasowego. Peter Schwarz pisze na/ dla stronie World Socialist Web Site:

W każdym razie, zważywszy na brak opartego na faktach potwierdzenia tego, co w tej chwili jest zaledwie domniemaniem, zaciekła reakcja prasy da się wytłumaczyć wyłącznie w kategoriach politycznych. Partie polityczne i media rozpoczęły kampanię, która przez wiele lat była w Niemczech uważana za niemożliwą.

Około 70 lat po upadku Trzeciej Rzeszy media wykorzystują tego samego typu odrażające stereotypy rasowe, z otwartymi odwołaniami do paranoidalnych obsesji seksualnych, w jakich specjalizowali się naziści. Po raz kolejny bezczelne niemieckie media przywołują obrazy czystych nordyckich kobiet, na których żerują ciemnoskórzy Untermenschen (podludzie).

W sobotę magazyn Focus umieścił na okładce wizerunek nagiej kobiety, której ciało było pokryte czarnymi odciskami dłoni. W weekendowym wydaniu Süddeutsche Zeitung znalazł się wizerunek ciała białej kobiety z czarną ręką, chwytającą jej genitalia. Gazeta rozpowszechniała ten obraz również na Facebooku.

To jest w zasadzie to, czego chcą ludzie odpowiedzialni za powstanie tego kryzysu uchodźców. Obejrzyjcie na przykład te wywiady z mieszkańcami Kolonii:

 

 

Ludzie naprawdę nie mogą nic na to poradzić, nasze umysły są tak skonstruowane, że pracują w oparciu o dość automatyczne rozpoznawanie schematów i stereotypów. A jeśli o tym nie wiemy, bądź nie pamiętamy, i nie bierzemy tego pod uwagę przy aktywnym rozumowaniu, to naturalnie pozwalamy temu procesowi zachodzić nieświadomie. Wynik łatwo przewidzieć: ponieważ niektórzy osobnicy o wyglądzie charakterystycznym dla mieszkańców Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej napastowali seksualnie kobiety, możliwe, że następny tak samo wyglądający osobnik, jakiego zobaczysz, może być przestępcą seksualnym. To nonsens, ale jednocześnie w dużej mierze nieunikniona reakcja. Wystarczy spojrzeć na tę starszą kobietę na powyższym nagraniu. Wydaje się być przyzwoitą panią, ale po tych atakach automatycznie zastanawia się, czy następny spotkany mężczyzna, wyglądający na Araba, nie będzie gwałcicielem. Nie tylko większość uchodźców – o ile nie wszyscy – zostanie zaklasyfikowana do tego „typu”, tak będzie również z nie-uchodźcami, jak w przypadku tych dwóch czarnoskórych mężczyzn na wideo.

W rezultacie efektu domina, oczywiście, przedstawiciele ras innych niż biała będą w Europie dalej marginalizowani i dyskryminowani, co z kolei zwiększy prawdopodobieństwo, że ​​większa ich liczba będzie przejawiać czasem „antyspołeczne” zachowania. Jeśli ten proces będzie trwał dostatecznie długo, pierwotnie fałszywa charakterystyka nie-białych jako „niepożądanych” stanie się rzeczywistością.

Trudno jest uciec od takiego wewnętrznego szufladkowania. Spójrzmy, co Korybko napisał w artykule linkowanym powyżej:

Tylko jednostki, które przybyły do kraju motywowane chciwością czy ideologią, mogą kiedykolwiek pomyśleć o popełnieniu takiego przestępstwa, nie mówiąc już o uknuciu go wraz z około tysiącem szczwanych pomagierów.

Przede wszystkim, wciąż jeszcze nie ma dowodów, że cały tysiąc „wspólników” był w zmowie. I takie założenie jest śmieszne. Kultura gwałtu jest głęboko zakorzeniona w Niemczech, nie jest to zjawisko importowane:

Niemiecka kultura gwałtu jest głęboko zakorzeniona w naszej zbiorowej psychice. Napastowanie seksualne, a nawet gwałty, zdarzają się każdego roku na dużych imprezach, takich jak Oktoberfest (święto piwa). „Już sama tylko wyprawa do WC jest wyzwaniem: jeśli jesteś kobietą, masz jak w banku, że na odcinku 15 metrów zaliczysz ze trzy uściski od podpitych nieznajomych, dwa klapsy w tyłek, ktoś ci zadrze kieckę a ktoś inny celowo ochlapie ci piwem dekolt”, napisały w Süddeutsche Zeitung Karoline Beisel i Beate Wild w 2011 roku. Średnio każdego roku na Oktoberfest zgłaszanych jest 10 gwałtów. Szacunkowa liczba niezgłoszonych przypadków wynosi 200.

Badanie w zakresie warunków życia, bezpieczeństwa i stanu zdrowia kobiet w Niemczech z 2004 roku wykazało, że 13 procent niemieckich kobiet doświadczyło jakiejś przestępczej formy przemocy seksualnej. To skandal, że tylko 8 procent z tych kobiet złożyło skargę na policji. Jeśli uwzględni się wielokrotne skargi, liczba ta spada do 5 procent. Oznacza to, że 95 procent kobiet w Niemczech, które doznają przemocy seksualnej, nie zgłasza tego na policję. […]

Nikt nie zaprzecza, że wśród imigrantów lub wyznawców islamu znajdą się również winni popełnienia przestępstw seksualnych. Ale działać tak, jakby„zaprogramowała” ich do tego ich kultura, przy jednoczesnym usprawiedliwianiu na różne sposoby i bagatelizowaniu przestępstw popełnianych przez białych Niemców, zawsze będzie rasistowskim podżeganiem.

Najbardziej oczywistą konkluzją, jaka wynika z dyskusji na temat wydarzeń w Kolonii, jest jak na razie to, że Niemcy mają problem z seksizmem i problem z rasizmem. Oba są głęboko zakorzenione i nie były „zaimportowane”.

Musimy poczekać na wyniki dochodzenia. Jak dotąd, dwóch z aresztowanych to Marokańczycy (później zwolnieni). Podobnie jak a atakami w Paryżu, gdzie początkowe doniesienia medialne malowały sprawców jako syryjskich uchodźców (choć wszyscy zidentyfikowani podejrzani okazali się obywatelami europejskimi), coś podobnego jest możliwe i w tym przypadku. W tym momencie nie wiemy. Sprawcami mogli być urodzeni w Niemczech młodzi bezrobotni z różnych środowisk, którym zapłacono za określone działania i wypowiedzi. Zobaczcie relację tego uchodźca w Kolonii (ok. 3:30):

 

 

Jeśli to, co mówi, jest prawdą, wygląda na to, że jakaś mała grupa zainicjowała celowanie petardami w tłum. Niebezzasadne byłoby przypuszczenie, że zgromadzenie zostało zinfiltrowane, a może nawet było zorganizowane w celu infiltracji i wykorzystania, tak żeby działania nielicznych doprowadziły do zdemonizowania całej grupy, dodatkowo wzmacniając nastroje rasistowskie i kampanie o poparcie dla skrajnie prawicowych partii i neonazistowskich elementów niemieckiego społeczeństwa.

Reakcja policji również była niezrozumiała. Niemiecka policja doskonale wie, jak stłuc na kwaśnie jabłko demonstrantów, protestujących i dzikich lokatorów – robią to rutynowo. Jednak w tym przypadku ponoć trzymała się na uboczu, obserwowała rozwój wypadków i nie ingerowała. Nie wezwała również wsparcia, żeby poradzić sobie z sytuacją, którą uznała za niebezpieczną. Według relacji była to „decyzja polityczna”. Tak. Policja robi (albo ignoruje), co się jej każe. Jeśli nie postępuje zgodnie z normalną procedurą kontrolowania zamieszek, to dlatego, że tak chciał ktoś plasujący się wysoko w łańcuchu dowodzenia.

Istnieją już raporty, że niemiecka policja początkowo tuszowała zamieszanie / chaos/ zajście (i podobne oskarżenia pochodzących ze Szwecji). Jeden z niemieckich policjantów podobno powiedział dziennikarzom z Bild, że „organy ścigania nie mogą skutecznie walczyć z przestępstwami wśród uchodźców, bez narażenia się na oskarżenia o nadmierną przemoc lub rasizm, a jednocześnie umniejsza się znaczenie wielu niebezpiecznych incydentów lub utrzymuje je w tajemnicy, aby zachować pożądaną statystykę”:

Kiedy jednak trzeba skontrolować uchodźcę, policja nie może go aresztować, nawet na chwilę – powiedział oficer, powołując się na „polecenia/ rozkazy przełożonych”, zakazujących używania metod przymusu. „Nasza krajowa zasada brzmi: lepiej pozwolić mu uciec”.

Teraz zestawcie tę politykę na przykład z reakcją na ostatni antymuzułmański protest PEGIDY. Nie dalej jak wczoraj około 250 chuliganów, wyglądających na Niemców, zrobiło zadymę, niszcząc sklepy zagranicznych właścicieli, wykrzykując rasistowskie hasła i terroryzując kolorową ludność. Ponad 200 z nich członkowie LEGIDY, czyli lipskiej gałęzi PEGIDY – zostało aresztowanych przez policję. Gotowe do użycia armatki wodne czekały nieopodal. Nic takiego nie wyciągnięto na Sylwestra.

 

 

Co mogło być powodem takiej „demobilizacji”? Jeśli policja i politycy rzeczywiście ukrywają fakt udziału uchodźców w tych przestępstwach, ażeby zapobiec kształtowaniu się w społeczeństwie negatywnej opinii uchodźcach w ogólności, to nienajlepiej im to wychodzi. Albo są aż tak głupi, albo wchodzi w grę coś innego. Jeśli świadomie unika się aresztowania przestępców, prawdopodobnie jest ku temu powód. Być może ci przestępcy są opłacani przez kogoś posiadającego władzę i wpływy, kto postarał się, żeby nie zostali aresztowani. A może nie są aresztowani, ponieważ jakieś czynniki chcą, by pozostali na wolności, żeby mogli powtórzyć swoje wyczyny w celu dalszej destabilizacji Niemiec. Na chaosie z pewnością korzystają skrajnie prawicowe partie.

Pomyślcie o tym; jak trzeba być głupim, by nie zdawać sobie sprawy, że umożliwiając niewielkiemu segmentowi społeczeństwa zaangażowanie się w zachowania antyspołeczne, ponieważ nie chce się, żeby społeczeństwo wykształciło sobie negatywną opinię o tym segmencie, osiągnie się dokładnie odwrotny skutek? Wystarczy, że reszta społeczeństwa stanie się świadoma antyspołecznych zachowań tego małego segmentu i faktu, że pozwala się, by uszło mu to na sucho.

Niemcy i ich przywódcy stają przed prawdziwym dylematem. W tym samym położeniu jest Europa. Jej przywódcy mogą dalej po prostu naginać się do okoliczności, w którym to przypadku skrajna prawica będzie nadal zyskiwać popularność. Albo mogą przyjąć taktykę gestapo i nadzorować całą populację imigrantów bądź umieścić ich w obozach wbrew ich woli, jednak w tym przypadku wykonają robotę skrajnej prawicy, stając się nią. Jednak niezależnie od tego, czy taki scenariusz zrealizuje lewica czy prawica, będzie to spełnieniem marzeń patokracji.

W tym momencie niewiele można zrobić. Europa ma w zasadzie wybór między jednym typem faszyzmu i… innym typem faszyzmu. I w taki czy inny sposób będą go mieli. Niewiele mogli byli zrobić, by temu zapobiec, oczywiście z wyjątkiem odmowy stania się wasalami USA. Być może najlepszym teraz wyjściem dla europejskich przywódców jest po prostu kierowanie się zdrowym rozsądkiem. Uchodźcy nie przestaną nadciągać. (Według niemieckiego ministra do Europy dotarło dopiero 10% „fali” uchodźców. Oznacza to napływ dodatkowych 10 milionów w ciągu najbliższych lat.) Jeżeli są wśród nich przestępcy, należy traktować ich jak przestępców. Przeprowadzać dochodzenia, aresztować. Postarać się uzbroić ludzi w podstawową wiedzę psychologiczną. Tak jak występowanie kryminalistów w populacji Niemców nie oznacza, że wszyscy Niemcy są przestępcami, obecność przestępców wśród uchodźców nie znaczy, że wszyscy uchodźcy są przestępcami ani że powinni być traktowani jak przestępcy.

W zdecydowanej większości uchodźcy nie są fanatycznymi dżihadystami. Nawet w swoich krajach (takich jak Libia i Syria) tego typu oszołomy stanowią skąpą mniejszość – zupełnie tak samo, jak to jest w każdym kraju, w tym w Niemczech, które mają swoją własną odmianę fanatycznych opętańców. Choć niewątpliwie niebezpieczni, najprawdopodobniej są nieliczni. Jednak umysł tłumu jest, jaki jest, i wydarzenia oraz ich relacjonowanie w taki sposób jak ten sylwestrowy doprowadzi tylko do wrzucenia wszystkich muzułmanów do jednego worka. I o to właśnie chodzi. Muzułmanie są nowymi Żydami.

Europejczycy powinni rozumieć, co się naprawdę dzieje: jest to celowa próba umniejszenia wagi rzeczywistych potrzeb i aspiracji setek tysięcy uchodźców poprzez kojarzenie ich z patologiczną, przestępczą mniejszością. Jest to także celowa próba zneutralizowania europejskiej suwerenności i politycznej skuteczności poprzez tworzenie i eksploatowanie „sekciarstwa” (fanatyzmu religijnego) i konfliktów wewnętrznych. O ile ​​Europejczycy nie wezmą się w garść i nie nauczą się naprawdę myśleć, najbardziej ucierpią niewinni ludzie, albowiem większość jest niewinna.

Komentarz SOTT:

 

Harrison Koehli pochodzi z Edmonton. Ukończył studia muzyczne, jest redaktorem w wydawnictwie Red Pill Press, a jako wybitny znawca zagadnień z zakresu ponerologii brał udział w kilku północnoamerykańskich programach radiowych. Poza muzyką i książkami Harrison lubi delektować się tytoniem i boczkiem (często jednocześnie), a nie lubi telefonów komórkowych, warzyw i faszystów.

Tłumaczenie: PRACowniA

https://pracownia4.wordpress.com/2016/01/23/sylwester-w-kolonii-przestepstwa-seksualne-i-radykalizowanie-sie-europejskiego-spoleczenstwa/