Przekleństwo wyklętych.

Polska

Mateusz Piskorski

Kult tzw. żołnierzy wyklętych przestaje już być kwestią politycznych debat i dyskusji, a staje się częścią oficjalnej ideologii państwowej współczesnej Polski.

 Trudne historyczne wybory i — delikatnie mówiąc — kontrowersyjne działania leśnych ludzi po II wojnie światowej strzelających do swoich rodaków nie są też problemem dociekań badaczy — historyków i politologów.

Wszelka dyskusja kończy się tam, gdzie zaczyna się dogmat, a w tym przypadku to dogmat stanowiący wyróżnik oficjalnej ideologii Warszawy. Jakie są konsekwencje polityki historycznej opartej na apoteozie działań zbrojnych przeciwko Polsce Ludowej? Różnorodne i przejawiają się one w bardzo różnych sferach życia publicznego.

Czasem trudno zrozumieć, jak w stosunkowo krótkim okresie czasu doszło do przekształcenia się podziemnej i antysystemowej narracji historycznej w ideologię mainstreamu. Winę za to w największym stopniu ponosi emanacja opcji lewicowej i postkomunistycznej na polskiej scenie politycznej — dogorywający dziś poza parlamentem Sojusz Lewicy Demokratycznej. Zakompleksiona i pełna przekonania o własnej niższości socjaldemokracja zaraz po pierwszych sukcesach wyborczych (wybory parlamentarne w 1993 i 2001 roku, wybory prezydenckie w 1995 i 2000 roku) uznała, że musi się stosować do żądania publicystki „Gazety Wyborczej” Ewy Milewicz, która zwracała się wprost do jej działaczy z legendarnym hasłem „wam mniej wolno„.

Podkuliwszy pod siebie ogon, tzw. lewica ustąpiła całkowicie pola w sferze polityki historycznej (nawiasem mówiąc, nie tylko) niszowej antykomunistycznej prawicy, która ochoczo wzięła się za pisanie najnowszej historii Polski na nowo. Nie chodziło przy tym o to, że nikt im tego nie zabraniał (a jakże, wolność słowa), lecz bardziej o to, iż lewica, mając wszystkie dostępne w Polsce instrumenty medialne, polityczne i oświatowe nie podjęła najmizerniejszej nawet próby pokazania polskiej historii najnowszej w zdecydowanie innym świetle.

Zamiast to uczynić, poddała się całkowicie narracji skrajnej antykomunistycznej prawicy, a nawet w pewnych punktach zaczęła tą obcą sobie narrację powielać (vide Leszek Miller zabiegający skutecznie o rehabilitację Ryszarda Kuklińskiego). Kult tzw. żołnierzy wyklętych, łącznie ze zgodą na nadanie członkom formacji zbrojnych po II wojnie światowej takiej właśnie nazwy, rozpostarł się zatem błyskawicznie od wyrażającej milczącą zgodę nań lewicy, przez centroprawicę (politycy Platformy Obywatelskiej propagowali go z równym zapałem, jak dziś czyni to Prawo i Sprawiedliwość), aż po skrajną prawicę. Przeszedł błyskawiczną drogę rozwoju od rewizjonistycznej bibuły do poziomu kultury masowej, w której uosobienie wulgarnego kiczu w popkulturze niejaka Doda pieje peany na cześć „antykomunistów” ramię w ramię z prezydentem Dudą. Interpretacja historii a la Duda & Doda, jak nietrudno się domyśleć, nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek refleksją i minimalną choćby próbą pochylenia się nad skomplikowanymi momentami najnowszej historii Polski.

Kuriozalność całej tej sytuacji pogłębia fakt, iż chwałę „wyklętych” głoszą oni bezapelacyjnie i do końca. Nie ma zatem znaczenia, czym dany „wyklęty” się wsławił; może być nawet mordercą kobiet i dzieci, jak  uczczony ostatnio marszem w Hajnówce Romuald Rajs ps. „Bury”. Prezydent Andrzej Duda wycofał swój patronat nad sabatem poświęconym tej ponurej postaci wyłącznie z uwagi na skrajnie nacjonalistyczne środowiska, które stały za jego organizacją. Czcicielom „wyklętych” nie przeszkadzają historyczne fakty i wiedza o dokonanych przez wielu z nich mrożących krew w żyłach zbrodniach. Tym gorzej dla faktów — zdają się mówić. „Wyklętym” ma być każdy, kto strzelał do powojennej ludowej władzy, niezależnie od tego, czy przy okazji nie mordował, gwałcił i torturował, przede wszystkim swoich własnych rodaków.

Zadziwia też ewidentna sprzeczność politycznych tradycji, na które powołują się wyznawcy kultu „wyklętych”, z ich obecną narracją historyczną. Narodowcy z jednej strony nieustannie nawiązują do myśli i dorobku twórcy narodowej demokracji Romana Dmowskiego, by z drugiej wychwalać oderwane od prezentowanego przezeń realizmu politycznego marzenia o III wojnie światowej, która miała rzekomo wybuchnąć zaraz po II i stanowić uzasadnienie kontynuowania działań zbrojnych na wyzwolonych spod okupacji III Rzeszy terenach Rzeczypospolitej. Jarosław Kaczyński powtarza, jak istotne jest silne i sprawne państwo, a z drugiej jego partia, ministrowie i prezydent apoteozują działania terrorystyczne prowadzone przez anarchiczne, często bandyckie podziemie. Centryści z PO mówią o rozwiązywaniu sporów drogą ewolucyjną, a wychwalają pod niebiosa oddziały rozstrzeliwujące rzeczywistych i wyimaginowanych komunistów — „wrogów narodu”. W oparach standardów nowej polityki historycznej znalazła się nawet rzekomo twarda opozycja pod patronatem „Gazety Wyborczej” — partia Razem odmawia uczczenia pamięci polskich uczestników hiszpańskiej wojny domowej, do którego doszło mimo to w Warszawie w dniu święta „wyklętych”.

Trudno dziś powiedzieć, na ile zmasowana kampania fałszowania powojennych lat historii Polski, przyniesie długotrwałe efekty. Wygląda na to, że większość społeczeństwa nowy mit odrzuci, lub będzie wobec niego obojętna. Słowa i okolicznościowe deklaracje Dody, Dudy i pomniejszych wyznawców mitu „wyklętych” będą miały wszakże bieżące konsekwencje. Pierwszą z nich może stać się mentalne opuszczenie przez Polskę obozu zwycięzców II wojny światowej i zestawienie jej z państwami gloryfikującymi działalność kolaborancką. Dobrym tego przykładem w kulturze masowej jest przekaz popularnych powieści kryminalnych Marka Krajewskiego. Bohater jego książek, przedwojenny policjant ze Lwowa, po wojnie strzela do polskich i radzieckich żołnierzy wespół z oddziałami zbrodniczej UPA. Ukraińscy nacjonaliści stają się zatem w tej interpretacji sojusznikami szlachetnych „wyklętych”, a banderowskie zbrodnie idą w niepamięć w obliczu wspólnego wroga. Międzynarodowe następstwa takiego akcentowania tragicznych elementów powojennych polskich dziejów są oczywiste: dalsze pogorszenie relacji z Rosją, której tożsamość oparta jest na heroicznej walce z hitlerowskimi Niemcami, czy Białorusią, której obywatele już dziś nie kryją niesmaku wobec faktu uczczenia w Hajnówce autora czystek etnicznych na Podlasiu, wspomnianego „Burego”.

Skutkiem wewnętrznym, o ile Polacy rzeczywiście emocjonalnie zaangażują się pod wpływem propagandy w kult „wyklętych”, będzie natomiast przekonanie o tym, że bunt przeciwko władzy państwowej może przybierać radykalne i agresywne formy. W przypadku pogorszenia się sytuacji społeczno-gospodarczej radykałowie stwierdzić mogą przecież, iż czasy wymagają, by do przedstawicieli władz strzelać, jak robili to ich „wyklęci” idole. Mit żołnierzy wyklętych jest zatem przekleństwem polskiej polityki. Stanowi gloryfikowanie działań co najmniej nieprzemyślanych, a czasem wręcz terrorystycznych. Czas pokaże, czy kiedyś pojawi się szansa na rzetelną, naukową, historyczną analizę wszystkich zjawisk pierwszych lat powojennej Polski.

Uzupełnienie:
Reklamy

ISIS i neonaziści: Czy jest jakaś różnica?

Kultura
Zdaje się, że tym razem Ukraina definitywnie wkracza już na drogę ‘demokracji’.  Świadczyć o tym może deklaracja Petra Poroszenki w której Prezydent Ukrainy zapowiedział, że doprowadzi do uchwalenia przepisów, które zakażą maskowania się w czasie cywilnych zgromadzeń. Innym surrealistycznym już posunięciem świadczącym o tym, że Ukraina zmierza bardziej w kierunku kreskówki Walta Disneja jest wprowadzenie umundurowania policji w Kijowie rodem z amerykańskiego Filmu Akademia Policyjna. Jak powiedział Poroszenko do nowoubranych policjantów Jesteście żywym świadectwem fundamentalnych zmian w naszym kraju.

Może być to ‘poważny cios’ w tych którzy lubują się w grupowym noszeniu masek i w krzewieniu ‘konkretnych reform społecznych’. Patrz neonaziści z batalionów ochotniczych na Ukrainie i ISIS. Oznaką ‘demokratycznych zmian’ w Kijowskim rządzie może być też zwolnienie z funkcji szefa  Security Service of Ukraine Valentyna Nalivaychenko. Jak twierdzi polityczny analityk Simon Uralov Poroszenko wszelkimi siłami chce zlikwidować władzę ochotniczych batalionów na Ukrainie. Choć zdaniem Uralova może mu się to nie udać.

Oni (ochotnicze bataliony) po prostu wycofają się z Donbasu i pójdą w głąb dawnej Ukrainy. Na ich podstawie będzie powstawać Euro-ISIS – masa psycho zabójców z rasistowskimi poglądami. Ten proces będzie koordynowany przez samego obywatela USA – Nalivaychenkę. Do tego nie trzeba nawet aby znajdował się on na terenie dawnej Ukrainy – stwierdził Uralov.

To, że Pororszenko trochę za późno wziął się za likwidowanie ochotniczych batalionów i wprowadzania iluzji państwowości niech świadczy marsz który odbył się w Kijowie 3 lipca. W którym to Prawy Sektor domagał się przerwania zawieszenia broni w Donbasie.  Jak widać demilitaryzacja neonazistowskich i banderowskich batalionów może się okazać nieco kłopotliwa dla miliardera.

Jakiś czas temu agencja Regnum informowała, że po stronie Kijowskiej walczyła Samantha Lewthwait, Brytyjka znana jako biała wdowa, poszukiwana listem gończym przez Interpol. Lewthwait miała walczyć w szeregach ukraińskiego batalionu Ajdar. Samantha Lewthwait przeszła na islam w wieku 17 lat. W lipcu w 2005 roku jej mąż wysadził bombę w Londynie. Zginęło wtedy 26 osób. Brytyjka uciekła z kraju, by w 2011 pojawić się w Afryce. Podejrzewa się, że to ona stoi za zamachem na centrum handlowe Westgate w Nairobi, gdzie zginęło co najmniej 67 osób, a 170 zostało rannych.

Innym przykładem Islamskiego fundamentalizmu na Ukrainie jest zastępca dowódcy batalionu Tornado ( grupy przestępczej oskarżonej o zabójstwa i gwałty na cywilach) niejaki Mujahid z białoruskiego miasta Brest. Mujahid oprócz tego, że na ciele ma wytatuowane swastyki lubi też robić sobie zdjęcia na tle flag Państwa Islamskiego. Obecnie cześć bojowników z ochotniczych batalionów na Ukrainie jawnie obnosi się już ze swoją sympatią dla ISIS robiąc sobie zdjęcia na tle ich flag. Jeśli bowiem przeanalizujemy związki miedzy ISIS i ukraińskimi neonazistami, znajdziemy wiele punktów stycznych.

Wiemy na przykład, że hitlerowska Trzecia Rzesza popierała Bractwo Muzułmańskie jako broń przeciw Brytyjczykom w Egipcie i na całym Bliskim Wschodzie. Co jednak bardziej ciekawe według słów byłego naczelnika wydziału tropienia nazistów w Departamencie Sprawiedliwości USA, Johna Loftusa CIA w latach 50 ewakuowało nazistów z Bractwa Muzułmańskiego do Arabii Saudyjskiej. Po czym niektórzy liderzy owego bractwa jak dr Abdullah Azzam zostali nauczycielami w szkołach religijnych gdzie udało im się dokonać połączenia doktryny nazistowskiej z wahabizmem.

Fundamentalizm Islamski ma swoje korzenie, symbolizm, terminologie i cele polityczne związane z Nazizmem. Nie kto inno jak lider Bractwa Muzeumańskiego wielki Mufti  Hajj Amin al-Husseini był odpowiedzmy za implementację  niemieckiego ludobójstwa  z Europy na Bliski Wschód.

Według zeznań świadków na procesie w Norymberdze miał on w planach wybudowanie obozu koncentracyjnego na wzór Auschwitz blisko Nablus po to aby dokonać eksterminacji palestyńskich Żydów. Jego organizacje młodzieżowe używały również nazistowskich emblematów i mundurów.
Po spotkaniu z Hitlerem w dniu 21 listopada 1941 Husseini pochwalił Niemców, ponieważ wiedzą, jak pozbyć się Żydów, i że zbliżają nas do Niemców i ustawiając nas w ich obozie. To właśnie Mufti wezwał Ribbentropa, Himmlera i Hitlera do skoncentrowania  Niemieckich zasobów przemysłowych i wojskowych na eksterminacji europejskich Żydów. Jak sam opowiadał Eichmann Obiecaliśmy mu [Muftiemu], że żaden europejski Żyd nie wjedzie więcej do Palestyny.

Zarówno ISIS jak i bataliony ochotnicze na Ukrainie torturują ludzi, masakrują cywili, noszą maski, promują czystki etniczne, bombardują miasta z cywilami. Niewielką różnicą miedzy nimi jest to, że ISIS nie je wieprzowego mięsa.  Najbardziej wymowną cechą wspólną jest jednak to, że mają tego samego ojca  – CIA.
Ostatnio władze libijskie informowały, że bojownicy ISIS wykorzystują transporty uchodźców, by dostać się na tereny Unii i przygotować tam zamachy. Libijski rząd ostrzega przed terrorystami wśród uciekinierów z Afryki. Twierdząc, że grupy dżihadystów są przemycane do Europy w transportach imigrantów. Telewizja Al An z Dubaju twierdzi, że bojownicy Państwa Islamskiego posługują się skradzionymi paszportami obywateli państw Zachodu.

Te ostrzeżenia nie są bezpodstawne sądząc po nawoływaniach liderów samozwańczego Kalifatu do swoich zwolenników z całego świata wzywając ich do zaangażowania się w działalność terrorystyczną. Przykładem niech będzie chociażby ostatnie wydarzenia z Francji gdzie terrorysta wdarł się na terytorium zakładu produkującego gazy przemysłowe we francuskim departamencie Isère, zabijając jedną osobę, która nie była pracownikiem zakładów, raniąc przy tym kolejne dwie osoby i detonując kilka ładunków wybuchowych.
Kolejnym złą informacją dla Europy może być ogłoszone podporządkowanie ‘Emiratu Kaukaskiego’ dla ISIS. Co pozwala jego wyznawcom z Kaukazu Północnego stać się cząstką światowego dżihadu – świętej wojny, globalnej organizacji, w skład której wchodzą wszystkie narodowości. Choć Kadryłow twierdzi, że jest to blef i czcza gadanina paru niegroźnych oszołomów z czeczeńskich lasów.

Dość wymownym przykładem coraz szerszej implementacji Islamskiego Fundamentalizmu w Europie jest też wypowiedź imama Anjema Choudary w rozmowie z polską gazetą „Fakty”.  Imam tym samym podsunął polskim władzom receptę na rozwiązanie problemów. Pewnego dnia prawo szariatu zostanie wprowadzone także w Polsce, bo wierzymy, że należy usunąć wszystkie opresyjne reżimy. Jeśli rządzi wami ktoś inny niż Allah, to jest to forma ucisku. Dzięki naszej polityce i ten wasz reżim zostanie usunięty, a ludzie będą szczęśliwsi. W Polsce macie rządy liberalnej demokracji, a w tym nie ma żadnych mocnych, trwałych wzorców. Wszystko wynika u Was z rozdziału państwa od Allaha.

Wojna ideologiczna ISIS toczy się nie tylko na Bliskim Wschodzie w Internecie czy a polach bitew, ale co gorsza poprzez pranie mózgów małym dzieciom o czym może świadczyć komentarz profesora pedagogiki religii z Tybingi, Alberta Biesingera który powiedział , że Rodzice informują mnie, że przykładowo muzułmańskie dzieci odrzucają swoich chrześcijańskich kolegów z przedszkola jako opętanych przez diabła. Prowadzi to do bardzo ostrych problemów . W tym momencie mamy znów do czynienia z podobieństwem ISIS do Ukrainy, która przyjęła niedawno „Koncepcje Narodowo-patriotycznego wychowania dzieci i młodzieży” nakazując nauczycielom pokazywanie działań UPA jako symbolu walki o niepodległość.

Państwo Islamskie nie ukrywa swoich celów – sterroryzowania i wyeliminowania wszystkich niewiernych. Z tym, że niewiernym może być prawie każdy. Nawet przedstawiciele Al Nusry o czym świadczą zeznania bojowników po tym jak odeszli z szeregów ISIS. Więc jeśli główną taktyką USA ma być bombardowanie z powietrza  Syrii, może się niebawem okazać, że przy takim rozprzestrzenianiu się ideologii  ISIS, USA będzie musiało zrzucać bomby również na inne rejony niż Syria. Pomimo wielkich starań ISIS steroryzowania opinii publicznej swoimi działaniami. ISIS musi się jeszcze wiele nauczyć od tradycji batalionów OUN i UPA w terroryzowaniu i ludobójstwie cywilów – oddziałów oficjalnie czczonych na Ukrainie jako bohaterów. W czasach OUN i UPA to co robią obecnie ISIS – czyli śmierć przez ścięcie uchodziło by za akt łaski. Zginąć wtedy w szybki sposób z rąk Ukraińców było przywilejem.

Zarówno ISIS i jak i ochotnicze bataliony na Ukrainie reprezentują jedne z najbardziej zbrodniczych ideologii  jakie spłodził świat. Mając przy tym niemal identyczne sposoby działania, założenia i tych samych ludzi którzy sprawili, że doszły do władzy. Sądząc po wprowadzonym niedawno przez Departament Obrony USA prawie strzelania do dziennikarzy w strefach konfliktów. USA oprócz kreowania takich grup jak te powyżej czerpie od nich również inspirację. Przecież to właśnie w strefach kontrolowanych prze ISIS i Ukraińskie Bataliony ochotnicze strzelanie do dziennikarzy jest powszednością.

Konrad Stachnio
Polska
2015-07-27

Link do oryginalnego artykułu: LINK