Skripala prawdopodobnie próbował otruć brytyjski wywiad, żeby oczernić Rosję i uciszyć rosyjską wizję świata.

Brytyjski personel wojskowy bierze udział w śledztwie w sprawie zatrucia Siergieja Skripala – 11 marca, Salisbury

za: https://pracownia4.wordpress.com/2018/03/15/skripala-prawdopodobnie-probowal-otruc-brytyjski-wywiad-zeby-oczernic-rosje-i-uciszyc-rosyjska-wizje-swiata/

Joe Quinn
Sott.net

Angloamerykańskie elity nienawidzą Putina, bo pozbierał kawałki rozbitego Związku Radzieckiego, który miał się stać kolejnym zachodnim państwem wasalskim, i złożył je w nowoczesną i niezawisłą Federację Rosyjską, zdolną – mimo wszelkich gróźb i ataków – odpierać zachodnią wizję jednobiegunowego świata.

Radykalnie transformując i wzmacniając zarówno rosyjską gospodarkę (i uodparniając ją w znacznym stopniu na ataki), jak i rosyjską armię, Putin skutecznie ograbił globalne imperium z jego oczywistego powołania, jakim jest rządzenie całym światem bez żadnych zastrzeżeń. W odpowiedzi budowniczowie imperium postanowili zrobić wszystko, żeby zniszczyć Putina i Rosję. Jednak dzięki mistrzowskim posunięciom Putina na globalnej szachownicy budowniczym imperium ostał się tylko jeden sznurek w łuku, mającym zdjąć Putina: jest nim czarna propaganda i brudne sztuczki.

Jednym z przykładów tej czarnej kampanii propagandowej są podejmowane w ciągu ostatnich 5 lat przez USA i ich sojuszników desperackie próby wrobienia Rosji (i Władimira Putina osobiście) w przeprowadzanie ataków z użyciem broni chemicznej w różnych częściach Syrii. Za każdym razem zachodnim rządom i ich mediom nie udawało się wystarczająco przekonać zachodnich społeczeństw, że zarzuty były prawdziwe, albo przynajmniej że wszystko, co Putin robi w Syrii, jest gorsze od tego, co same robią. Najwyraźniej wielu ludzi zachowało zdolność wykrywania oczywistych bzdur, kiedy czują smród.

Ostatnie oskarżenia, że Putin jest odpowiedzialny za otrucie w Salisbury byłego rosyjskiego agenta GRU Siergieja Skripala i jego córki, można uznać za „plan b” po nieudanej próbie pomówienia go o użycie broni chemicznej w Syrii, w którym ten sam zarzut zostaje sprowadzony „bliżej”, na własny grunt, i staje się przez to bardziej „osobisty” dla Brytyjczyków (a co za tym idzie, dla Europejczyków i Amerykanów). Tworząc pozory, że Putin użył broni chemicznej w sennym Salisbury, rząd brytyjski zapewnia sobie spory kapitał polityczny, aby móc teraz „słusznie” wzmocnić oszczerstwo i nasilić groźby wobec rosyjskiego rządu, oraz spaczyć myślenie przeciętnego Brytyjczyka.

Dla tych świrów z zaburzeniami charakteru, którzy nawiedzają zaplecze elit brytyjskiego wywiadu, Skripal przekroczył czas swojej przydatności jako podwójny agent. Mając 66 lat i nie będąc już od lat na bieżąco z sytuacją w Rosji, przeszedł na emeryturę w Wielkiej Brytanii, dokąd w 2010 roku został przeniesiony przez MI6. Jednak bez wątpienia Skripal był nadal obserwowany przez urzędasów brytyjskiego wywiadu – nie tyle z powodu tego, co mógłby im zaoferować, ile tego, co mógłby zaoferować Rosjanom, gdyby kiedykolwiek został „potrójnym” agentem. Prawdopodobnie pracował również w jakimś charakterze w pobliskim wojskowym ośrodku badań nad bronią chemiczną w Porton Down, produkującym środki atakujące system nerwowy podobne do tych, które podobno zaaplikowano jemu i jego córce. Ale nawet jeśli Skripal nie miał żadnej konkretnej wartości technicznej ani wywiadowczej, sam fakt, że kiedyś był rosyjskim szpiegiem, dał brytyjskiemu wywiadowi możliwość wykorzystania go, po raz ostatni, w tajnej służbie jej wysokości.

Fakt, że natychmiastową reakcją brytyjskiego establishmentu na wiadomość, że Skripal i jego córka zostali znalezieni nieprzytomni na ławce na skwerku w Salisbury, było obwinienie Rosji i postawienie Putinowi ultimatum, żeby „przyznał się” – za czym dziś poszła groźba zdjęcia z eteru RT UK – sam w sobie jest dowodem na to, że była to wcześniej zaplanowana operacja brytyjska, zmierzająca do osiągnięcia konkretnych celów. Świadczy to również o tym, jak bardzo zachodni politycy obawiają się alternatywnej narracji, prezentowanej przez rosyjskie media, takie jak RT, postrzegając ją jako bezpośrednie zagrożenie dla ich władzy i planów.

Podobnie jak w przypadku zamachu z 11 września 2001 r., gdzie zaledwie kilka godzin po ataku na swoim terytorium rząd miał już wszystko „gotowe do wykorzystania” (i do diabła z poważnym śledztwem), tak i tutaj każdy racjonalnie myślący człowiek powinien być podejrzliwy w stosunku do dominującej narracji.

Oto kilka kwestii, nad którymi czytelnicy mogą się zastanowić przed przystąpieniem do pytania, kto próbował otruć Skripala i jego córkę.

Dlaczego wymyślona prawie 30 lat temu w Związku Radzieckim trucizna nie mogłaby od tamtego czasu być pozyskana lub produkowana w ramach tajnych zachodnich operacji?

Powiązane z powyższym: jednym z kluczowych zakładów produkujących rzekomą truciznę – nowiczok – był Radziecki Państwowy Instytut Badań Naukowych Chemii i Technologii w Nukusie, w Uzbekistanie. Od momentu uzyskania niepodległości w 1991 roku Uzbekistan współpracował z rządem USA przy demontażu i odkażaniu miejsc, w których testowano i opracowywano środki nowiczok i inne rodzaje broni chemicznej. W 2002 r. Departament Obrony Stanów Zjednoczonych zlikwidował główny ośrodek badawczy i testowy nowiczoka w Uzbekistanie w ramach programu „Wspólnych działań zmniejszających zagrożenie” dysponującego funduszem w wysokości 6 mln dolarów. Środki chemiczne typu nowiczoka były również opracowywane i prawdopodobnie przechowywane w kilku innych byłych republikach radzieckich, w tym na Ukrainie.

Gdyby Rosja naprawdę chciała wyeliminować starzejącego się podwójnego agenta, dlaczego pozostawiłaby oczywiste odciski palców, które wiodłyby wprost do niej? W epoce, w której można mieć dowolną liczbę „wypadków”, a nawet sztucznie wywołany „atak serca”, Rosjanie z pewnością znaleźliby sposób na zlikwidowanie kogoś bez wydawania siebie? Tu przypominają mi się również historia poczty elektronicznej DNC i rzekomych „rosyjskich hakerów” z 2016 roku, którzy nazwali się „wymyślnymi niedźwiedziami” (Fancy Bear) i pozostawili po sobie wyraźne ślady prowadzące do Rosji. Jakże na rękę.

Najważniejsze jest tutaj to, że próba zamachu na życie Skripala leży w interesie zachodnich agencji wywiadowczych i zachodnich rządów, stanowiąc element ich zaciekłej kampanii czarnej propagandy przeciwko Rosji i jej przywódcy. W obliczu złożonych i skrytych ruchów na geopolitycznej szachownicy w dobie zaawansowanej technologicznie Zimnej Wojny, cz. 2, „cui bono” wciąż najlepiej wskazuje, gdzie zacząć szukać sprawców.

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

 

Tłumaczenie: PRACowniA

https://pracownia4.wordpress.com/2018/03/08/mi5-truje-kolejnego-rosyjskiego-szpiega-zeby-oczernic-putina-w-ramach-toczonej-wojny-propagandowej/

Podgórski: Czy grozi nam III Wojna Światowa?

Podgórski: Czy grozi nam III Wojna Światowa?

 

We wschodnim basenie Morza Śródziemnego następuje koncentracja amerykańskich i rosyjskich sił marynarki wojennej i lotnictwa. Analiza Krzysztofa Podgórskiego.

„Wyczerpały się rezerwy zaufania w relacjach rosyjsko-amerykańskich”  – szef niemieckiego MSZ  Frank Walter Steinmeier.

„Ryzyko konfrontacji militarnej jest poważne, największe od dekad”  – przewodniczący monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Wolfgang Ischinger.

„Ogólna sytuacja na dany moment jest, jak myślę, bardzo zła, możliwie, że najgorsza od 1973 roku (przyp. aut. – czyli od czasów wojny arabsko – izraelskiej  „Yom Kippur” ) – ambasador Rosji przy ONZ Witalij Czurkin.

Trzy cytaty z ostatnich dni obrazują rosnące napięcie i konfrontacyjny kurs polityki Moskwy i Waszyngtonu. Co jest źródłem tego sporu, gdzie ulokowane są „punkty zapalne” i co na naszych oczach robią siły zbrojne obu mocarstw?

Koniec supremacji imperium, początek świata wielobiegunowego?

Kluczem do zrozumienia źródeł kryzysu w relacjach Rosja – Waszyngton nie należy upatrywać w konkretnym wydarzeniu typu wojna w Syrii czy niekonstytucyjne przejęcie władzy przez ugrupowania proamerykańskie w Kijowie i związana z nim rebelia we Wschodniej Ukrainie oraz rosyjska aneksja Krymu.

Po upadku i rozpadzie ZSRR Stany Zjednoczone weszły w pozycję światowego hegemona. Świat bipolarny zamienił się w jednobiegunowy. „Światowy żandarm” określał standardy, prowadził interwencje i wojny, niektóre nawet bez mandatu ONZ (Irak, Afganistan, Jugosławia, Libia, Syria). Rosja, gospodarczy wrak i polityczny bankrut, staczała się w okresie groteskowej prezydentury mającego problemy alkoholowe Borysa Jelcyna na margines światowej polityki. Jednak po wyborze na prezydenta Rosji Władymira Putina ten upokorzony kolos zaczął się dźwigać. Ukrócenie samowoli oligarchów, odzyskanie kontroli państwa nad kluczowymi elementami gospodarki, hossa cenowa na surowce pozwoliły reformować kraj. Wdrożono rewolucyjną reformę armii oraz ambitny program zbrojeń, nastawiony na nowe technologie. Zwycięstwa  militarne w Czeczeni i w konflikcie  z Gruzją, przywróciły rosyjskiej armii poczucie własnej wartości i siły. Wraz ze wzrostem siły ekonomicznej i militarnej wzrosły polityczne ambicje Moskwy. Znajdując wsparcie ze strony Chin rosyjskie kierownictwo zaczęło forsować koncepcję „świata wielobiegunowego”. Świata ze znaczącą oczywiście rolą odrodzonej Rosji. Co oczywiste, dla rządzących USA elit, rosyjskie pomysły są nieakceptowalne.

W tych warunkach, USA i kraje zachodu otwarcie wsparły niekonstytucyjny przewrót państwowy w Kijowie, zwany II Majdanem. Wywołało to bezprecedensową reakcję Moskwy, która poczuła się śmiertelnie zagrożona ekspansją NATO  ku swym granicom. W tych warunkach Rosja dokonała, fakt że przy wielkim poparciu lokalnej ludności, sprzecznej z prawem międzynarodowym aneksji Krymu. Moskwa wykorzystując kazus Kosowa, gdzie kraje zachodu wyżej postawiły zasadę prawa międzynarodowego, o prawie do samostanowienia narodów, niż zasadę nienaruszalności granic, uznaje ten krok za uzasadniony i prawnie dopuszczalny.

Rosja ewidentnie wsparła też rebelię we Wschodniej Ukrainie, a wobec zagrożenia jej spacyfikowania przez armię ukraińską,  w sierpniu 2014, „urlopowicze”  z rosyjskiej armii rozbili pod Iłowajskiem znaczące siły ukraińskie. Rebelianci i „wschodni wiatr”,  wyszli na tyły tzw. batalionów ochotniczych sformowanych z bojówkarzy „Prawego Sektora” i neofaszystów z partii Svoboda, doprowadzając do klęski Ukraińców i zawarcia rozejmu.  Obowiązujący aktualnie rozejm tzw. Mińsk II, nie satysfakcjonuje nikogo. Na Donbas płynie zaopatrzenie i środki finansowe dla ludności z Rosji oraz uzbrojenie i „doradcy” do powstańczych armii. Z drugiej strony obywatele USA zostali członkami rządu ukraińskiego, oraz administracji, częściowo ją kontrolując. Przykładem spektakularnym jest Michaił Saakaszwili obywatel USA, były prezydent Gruzji, dziś Gubernator Odessy – kluczowego obszaru Ukrainy drugiego jej miasta pod względem wielkości i największego portu Morza Czarnego. Tu również z USA płynie uzbrojenie, „doradcy” i wsparcie finansowe. Różnica potencjałów Ukrainy i zbuntowanej części Donbasu są przeogromne. W ocenie specjalistów, rozwiązanie militarne ze strony Kijowa to tylko kwestia czasu. Najprawdopodobniejsza jest operacja na wzór chorwackiej ofensywy „Burza” („Olujia) przeprowadzonej w sierpniu 1995, w wyniku której, Chorwacja rozbiła samozwańczą Republikę Serbów w Krajinie.

Dla Rosjan, permanentna ekspansja NATO na wschód, wbrew, jak twierdzą, porozumieniom związanym ze zgodą ZSRR na zjednoczenie Niemiec, traktowana jest za śmiertelne niebezpieczeństwo. O ile wejście w skład Paktu Północnoatlantyckiego Polski, Czech, Słowacji, Bułgarii, Rumunii, Węgier było dla Moskwy bolesne, ale akceptowalne, o tyle przyjęcie Litwy, Łotwy , Estonii zapaliło na Kremlu „czerwone światło”. Zagrożenie wejściem do NATO Ukrainy to już wizja infrastruktury NATO i wojsk USA na wysokości Wiaźmy i Rostowa, to tylko kilkaset kilometrów od Moskwy. Żaden prezydent Rosji nie będzie przyglądał się temu bezczynnie. Tym bardziej, że nie jest prowadzony jakikolwiek dialog z Kremlem. Po prostu Moskwa ma przyjąć do wiadomości suwerenne decyzje innych państw, w tym o wstąpieniu do NATO. Rosja tę suwerenność i niezależność Kijowa podważa, uznając jej władze za marionetki Waszyngtonu, które uzyskały władzę w kraju w drodze niekonstytucyjnej. W drodze, zdaniem Rosjan,  inspirowanego i sfinansowanego z zagranicy przewrotu.

W tej sytuacji nie dziwi, że Rosja tworzy na pograniczu z Ukrainą, dotychczas mającym symboliczne znaczenie, potężne trzy zgrupowania wojskowe. Formuje 1 armię pancerną gwardii i nowe dywizje wokół Wiaźmy, Smoleńska  i Rostowa. To tu rosyjscy planiści wojskowi widzą zagrożenie dla swego kraju.

Po obu stronach „lont” się tli, a linia rozgraniczenia wojsk ukraińskich i samozwańczych republik – Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej permanentnie jest w ogniu, giną cywile i żołnierze. Sytuacja jest napięta i w każdej chwili, przy niekorzystnej konfiguracji przypadków, może zamienić się w pełnowymiarowy konflikt zbrojny. Za plecami powstańców jest Rosja, za plecami Ukrainy USA i NATO.

Pomimo tego napięcia, sytuacja w wyniku mediacji tzw. czwórki normandzkiej oraz rozejmu Mińsk II nadzorowanego przez OBWE wydaje się pod kontrolą. Częściową, ale kontrolą społeczności międzynarodowej, o czym o wojnie w Syrii powiedzieć się nie da.

Syryjska „beczka prochu”

Apogeum swego rodzaju amerykańskiego mesjanizmu politycznego była próba zaszczepienia zachodnich standardów politycznych i praw człowieka w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie. Przybrało to nazwę tzw. „Arabskiej  Wiosny”. Była to próba obalenia rządzących, świeckich, wielokroć skorumpowanych dyktatorów i wprowadzenia demokracji na wzór zachodni. Niestety, w warunkach demokratycznych władza zaczęła trafiać w ręce radykałów islamskich, co zdestabilizowało Tunezję, Maroko, Egipt i doprowadziło do powstania tzw. państw upadłych jak Libia, Syria czy Irak, w których władze centralne kontrolują tylko część terytorium. Zaczął się szerzyć terroryzm, a w kierunku Europy z ogarniętych wojnami krajów popłynęła rzeka uchodźców. W Libii obserwujemy całkowity rozpad tego kraju. W tych warunkach „do gry” przystąpiła Rosja. Prezydent Putin rozpoczął swoistą krucjatę w celu zabezpieczenia i przywrócenia status quo. Duże dostawy taniej broni ciężkiej wsparły rząd w Bagdadzie walczący z Państwem Islamskim. Setki czołgów T-72, śmigłowce szturmowe MI-28, samoloty szturmowe SU-25 czy rakietowe miotacze ognia TOS-1 „Buratino” dały Irakijczykom oręż do walki z wahabicką rebelią. To właśnie stąd wdzięczni Irakijczycy, mimo sojuszniczej współpracy z USA, swobodnie przepuszczają przez swoje terytorium samoloty wojskowe Rosji zmierzające do Syrii. Nie gorsze relacje nawiązała Rosja z Egiptem, gdzie wojskowa junta obaliła demokratycznie wybrane władze islamistów i toczy krwawe walki z islamistami na Synaju. Rosjanie wspierają Egipt wywiadowczo i uzbrojeniem, właśnie trwają na Półwyspie Synaj wspólne manewry wojsk powietrzno – desantowych Rosji i Egiptu. Rosjanie uzgadniają też odtworzenie do roku 2019 swojej bazy morskiej w Egipcie w Sidi Barrani.

Rosja dysponuje już bazą lotniczą w Syrii w Chmejmim. Dwa tygodnie temu Moskwa podjęła decyzję o przekształceniu dzierżawionego od Syryjczyków portu w Tartu z czasowego miejsca bazowania, na potężną bazę morską floty rosyjskiej na Morzu Śródziemnym. Rosyjska interwencja w Syrii rozpoczęta w roku 2015 diametralnie zmieniła przebieg wojny domowej, wspieranej z zewnątrz. Prezydent Asad, mając wsparcie rosyjskiego lotnictwa oraz wojsk Iranu powoli odzyskał przewagę i dziś sukcesywnie spycha tak dżihadystów z syryjskiej  Al-Kaidy (An-Nusra – dziś nazywająca się Dżabhat Fateh asz-Szam) jak i tzw. umiarkowaną opozycję sponsorowaną przez zachód na czele z USA oraz terrorystów z Daesz.

Trwa kluczowa bitwa tej wojny, bitwa o największe miasto – Allepo. Jeśli zbuntowane wschodnie dzielnice zdobędzie armia rządowa i jej sojusznicy z Iranu, Iraku, Libanu i Palestyny, to ostateczne zwycięstwo prezydenta  Baszara Asada będzie kwestią czasu. Miliardy dolarów płynące przez lata do syryjskiej zbrojnej opozycji z Jordanii, Arabii Saudyjskiej, Wielkiej Brytanii i USA „pójdą w błoto”. Opozycja mająca przejąć Syrię i jej pola naftowe i gazowe zostanie unicestwiona. Scenariusz libijski,  jaki zaplanowano dla Syrii w kilku stolicach, może się nie ziścić. Stąd też taka skala gróźb pod adresem Rosji płynąca z Londynu i Waszyngtonu. Rosjanie są jednak zdeterminowani, na kolejne groźby USA utworzenia „strefy zakazu lotów” czy przeprowadzenia nalotów na pozycje armii syryjskiej odpowiadają zwiększaniem swojej obecności wojskowej i przerzucaniem konkretnych typów uzbrojenia. Napięcie stale rośnie, porozumienie zawarte 9 września w Genewie wynegocjowane przez Siegieja Ławrowa i Johna Kerry’ego, zostało przez elity rządzące w USA uznane za niekorzystne dla interesów Stanów Zjednoczonych. 5 pakietów dokumentów stanowiących jego fundament, regulujących rozejm, zasady walki z Daesz i An-Nusra oraz „mapa drogowa” politycznego rozwiązania kryzysu syryjskiego w ocenie Waszyngtonu zbyt znacząco uwzględniały postulaty Rosji. Szczególny opór nastąpił ze strony wojskowych. Analitycy uznali umowę zawartą w Genewie za nieakceptowalną politykę kapitulancką na rzecz Putina i rządzonej przez niego Rosji. Sabotowanie porozumienia przez Pentagon i „pomyłkowe” zbombardowanie wojsk syryjskich w Deir Ez Zor, doprowadziły do spektakularnego zerwania dróg porozumienia Moskwy i Waszyngtonu w sprawie Syrii.

Spirala wzajemnych oskarżeń narasta, z USA i Wielkiej Brytanii płyną ostre słowa, mówiące o odpowiedzialności Rosji za zbombardowanie konwoju ONZ i zbrodnie wojenne dokonywane w Syrii. Berlin i Londyn głośno mówią o wprowadzeniu kolejnych sankcji gospodarczych i politycznych przeciwko Moskwie, w związku z jej, w ich ocenie,  niekonstruktywną i agresywną postawą w Syrii.

Na sugestie bombardowań czy ataków rakietami manewrującymi na Syryjczyków Rosjanie odpowiadają nie mniej stanowczo. Generał Igor Konaszenkow – rzecznik rosyjskiego MON sugeruje sztabowcom Pentagonu analizę możliwości bojowych rosyjskich systemów przeciwlotniczych rozmieszczonych w Syrii i niedwuznacznie mówi, że Rosjanie nie zostawią syryjskiego sojusznika w obliczu ataku na pastwę Amerykanów. Więcej, Moskwa kieruje ku Syrii potężną ilość okrętów.

rosyjska-flota-marsz-z-siewieromorska-do-tartu

Rosyjska flota płynie ku Syrii

Marynarka wojenna Rosji rozpoczęła gigantyczny manewr siłami czterech flot w wyniku czego, za około 20 dni we wschodnim basenie Morza Śródziemnego dojdzie do skoncentrowania potężnych sił nawodnych wspartych okrętami podwodnymi, pływających pod banderą św. Andrzeja. 15 października z bazy Floty Północnej w Siewieromorsku, znajdującej się opodal Murmańska na Półwyspie Kola wypłynął w kierunku Syrii zespół największych okrętów rosyjskiej marynarki, na czele z okrętem flagowym – lotniskowcem „Admirał floty radzieckiej Kuzniecow”, krążownikiem „Piotr Wielki”, dwoma fregatami  „Siewieromorsk” i „Wiceadmirał Kułakow” oraz okręty wsparcia i zabezpieczenia.

Warto się zatrzymać dłużej, aby zaprezentować potencjał tego, co płynie. „Admirał floty radzieckiej Kuzniecow” to jedyny rosyjski lotniskowiec. Na pokładzie okrętu bazuje grupa lotnicza w składzie 14 myśliwców SU-33, 12 samolotów wielozadaniowych MIG-29 KR oraz grupa śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych Ka-27/Ka-29  oraz debiutujące w tej roli, śmigłowce uderzeniowe Ka-52K „Aligator”. Okręt dysponuje też silnym uzbrojeniem przeciw okrętowym, w postaci 12 wyrzutni rakiet P-700 „Granit” dysponujących zasięgiem aż 650 km i przenoszących opcjonalnie głowicę przeciwpancerną o masie 750 kg lub głowicę jądrową o sile 500 KT. Rakiety P-700 „Granit” przeznaczone są do zwalczania dużych okrętów, głównie lotniskowców przeciwnika.

Krążownik „Piotr Wielki” to jednostka typu „Orłan” projekt 1144. Rosja posiada dwie jednostki tego typu, ale tylko jedną sprawną, „Admirał Nachimow” znajduje się w remoncie. Krążowniki projektu 1144 to największe okręty w tej klasie na Świecie, ich wyporność to 26 000 t, dla porównania amerykańskie krążowniki typu „Ticonderoga” to tylko 9000 t. Rosyjski kolos uzbrojony jest w 20 wyrzutni rakiet P-700 „Granit” do walki z okrętami. Dodatkowo ma 12 wyrzutni przeciwlotniczych pocisków dalekiego zasięgu S-300F i 2 wyrzutnie OSA-M, do walki z samolotami. Okręty podwodne i torpedy, rosyjski  krążownik może zwalczać dwoma wyrzutniami rakietowych wyrzutni bomb głębinowych RBU-1000  i dwoma RBU-12000 oraz 2 zestawami wyrzutni po pięć torped kalibru 533 mm. Dodatkowo „Piotr Wielki” ma także dwa działa 130 mm i 8 zestawów  3K87 „Kortik”  składających się z zautomatyzowanych działek 30 mm i rakiet krótkiego zasięgu, służących do zwalczania przeciwokrętowych  pocisków skrzydlatych. Okręt osiąga prędkość 31 węzłów dzięki dwom reaktorom jądrowym. Awaryjnie okręt wyposażony jest jeszcze 2 turbiny parowe. Załoga to 727 oficerów i marynarzy oraz 15 lotników, bo na krążowniku bazują 3 śmigłowce Ka-27 PŁ

Wielkim okrętom towarzyszą dwie fregaty , wg nomenklatury Rosjan  duże okręty zwalczania okrętów podwodnych projektu 1155. Na okrętach zainstalowano 2 poczwórne wyrzutnie rakiet przeciw okrętowych „Rastrub-B” o zasiegu 90 km i prędkości 290 m/s. Okręt w ramach wyposażenia do walki z okrętami podwodnymi posiada dwa poczwórne aparaty torpedowe kalibru 533 mm wyrzutnie bomb głębinowych RBU-600. Fregata projektu 1155 oprócz tego ma dwie pojedyncze armaty 100 mm AK-100, rakiety przeciwlotnicze i systemy zwalczania celów powietrznych w tym rakiet przeciw okrętowych „Kindżał”. „Siewieromorsk” i „Wiceadmirał Kułakow” to nie jedyne okręty, jakie eskortują zespół Floty Północnej idącej ku Syrii. Wraz z okrętami bojowymi płyną okręty zabezpieczenia, holowniki oceaniczne, tankowce.

14 października, cieśniny duńskie przeszły dwie korwety typu Stierieguszczij projektu  20380, należące do Floty Bałtyckiej i obrały kurs na Morze Północne. Korwety „Bojkij” i „Sojkij” to jedne z najnowocześniejszych rosyjskich okrętów. Zaprojektowane jako jednostki trudno wykrywalne dla radarów o futurystycznych kształtach,  wyposażone są w groźne rakiety przeciw okrętowe Ch-35. Dwa bloki po cztery wyrzutnie pocisków „Uran” (Ch-35U) mających zasięg 260 km, uzupełniają rakietowo artyleryjski system przeciwlotniczy „Kortik-M”, działo 100 mm A-190 i pierwszy raz zastosowany na świecie okrętowy system obrony przeciwtorpedowej „Pakiet NK”. Korwety dołączą prawdopodobnie do zespołu floty płynącego z Siewieromorska do Syrii.

Równolegle z Sewastopola, Flota Czarnomorska skierowała na Morze Śródziemne 3 okręty rakietowe w tym dwa bardzo nowoczesne  21631 typu „Bujan M” : „Zielonyj Doł” i „Sierpuchow”. Oba okręty wyposażone są m.in., w 8 wyrzutni zawierających opcjonalnie albo rakiety manewrujące 3M-54 „Kalibr” rażące cele lądowe w odległości do 2500 km , albo ultra nowoczesne rakiety  przeciw okrętowe  P-800 „Oniks” o zasięgu 500 km i prędkości 750 m/s.

W Tartu (Syria) bazuje zaś grupa okrętów w tym krążownik rakietowy „Wariag” typu „Moskwa”. Okręt jest wprawdzie starszy i mniejszy od „Piotra Wielkiego” , wyporność to „tylko”  12 000 t. Na pokładzie ma śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych, 10 wyrzutni torpedowych kalibru 533 mm oraz 16 przeciwokrętowych pocisków P-1000 „Wulkan” oraz 8 wyrzutni przeciwlotniczych pocisków rakietowych dalekiego zasiegu S-300 „Fort”. Okręt posiada systemy przeciwlotnicze „Kindżał” i  „Osa” oraz wyrzutnie bomb głębinowych do zwalczania okrętów podwodnych. Flota Czarnomorska dysponuje też na tym akwenie okrętami podwodnymi projektu 636 „Warszawianka” . Tajemnicą poliszynela, jest fakt, że grupie wypływającej z Siewieromorska towarzyszą w głębinach dwa lub jeden okręty podwodne nosiciele międzykontynentalnych rakiet z głowicami jądrowymi i tzw. podwodny okręt myśliwski o napędzie atomowym.

17 października z portu we Władywostoku ruszyły w kierunku Syrii dwa okręty. Rosyjska Flota Oceanu Spokojnego oddelegowała na Morze Śródziemne niszczyciel „Bystryj”  projektu 956 (oznaczenie NATO typ. Sovriemiennyj) oraz fregatę projektu  1155 „Admirał Trubic” (oznaczenie NATO fregata typ Udaloy). Niszczyciel „Bystryj”dysponuje dwoma podwójnymi działami 130 mm, śmigłowcem Ka-27, wyrzutniami bomb głębinowych oraz dwoma podwójnymi wyrzutniami torpedowymi kalibru 53 mm. Głowna broń niszczyciela to dwie poczwórne wyrzutnie rakiet przeciw okrętowych P-270 „Moskit” o zasięgu do 250 km i prędkości 470 m/s przenosząca głowicę bojową o masie 320 kg.

Warto pamiętać, że Rosjanie niedawno wyremontowali lotnisko na Krymie i przećwiczyli już tam tymczasowe bazowanie samolotów TU-22M3. Te strategiczne bombowce (rosyjska nomenklatura – nosiciele rakiet), osiągają dwukrotną prędkość dźwięku i przenoszą rakiety przeciw okrętowe Ch-22 „Raduga” o prędkości 4000 km/h i zasięgu 500 km. Tym samym samoloty TU-22M3 swobodnie kontrolują wschodni obszar Morza Śródziemnego od cieśniny Dardanele po  Adriatyk i wybrzeże  Włoch oraz Libii.

Tydzień temu „Syria Express” – czyli zespół okrętów desantowych zapewniających zaopatrzenie wojskom rosyjskim w Syrii, dostarczył do Tartu dwubateryjny dywizjon rakiet S-300 „Antiej 2500”. Ta najnowsza, głęboka modernizacja systemu rakiet przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-300 służy do odpierania zmasowanych ataków lotniczych i rakiet manewrujących, na dalekich i średnich podejściach. Dodatkowo wojska syryjskie otrzymały od Rosjan nowoczesne przeciwlotnicze systemy rakietowo-artyleryjskie bliskiego zasięgu „Pancyr-S1”. Każdy pojazd wyposażony w radar, 4 działka 30 mm i 12 rakiet o zasięgu 20 km.

W nieodległym od Tartu (rosyjskiej bazy morskiej) lotnisku Chmejmim, rozwinięty jest dywizjon rakiet dalekiego zasięgu S-400 Triumf i grupa lotnicza licząca ok 40 samolotów i śmigłowców. Bazują tu m.in. 4 najnowsze myśliwce rosyjskie SU-35, 4 SU-30MK, 6 uderzeniowych SU-34 i 12 bombowców taktycznych SU-24M2. W każdej chwili kontyngent lotniczy Rosjanie mogą zwiększyć.

Generalnie, za dwa tygodnie między Syrią, Cyprem i Dardanelami, Rosjanie będą mieli gigantyczne zgrupowanie okrętów wspieranych przez lotnictwo pokładowe i bazowane w Syrii oraz na Krymie. Wszystko działające pod „parasolem przeciwlotniczym” ultra nowoczesnych systemów przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-300 i S-400.

Oficjalne stanowisko Moskwy, że jest to rutynowa, planowana rotacja, zespołu okrętów na czele z krążownikiem „Wariag” wypełniającego zadania osłony morskiej rosyjskiego kontyngentu walczącego w Syrii, wydaje się mało przekonujące. Jakim więc  celom ma służyć koncentracja rosyjskiej  morskiej  potęgi u wybrzeży Syrii za 3 tygodnie, nie wiadomo.

100724-N-5684M-823 PACIFIC OCEAN (July 24, 2010) The aircraft carrier USS Ronald Reagan (CVN 76) transits the Pacific Ocean with ships assigned to Rim of the Pacific (RIMPAC) 2010 combined task force as part of a photo exercise north of Hawaii. RIMPAC, the worldÕs largest multinational maritime exercise is a biennial event which allows participating nations to work together to build trust and enhance partnerships needed to improve maritime security. (U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 3rd Class Dylan McCord/Released)

Po drugiej stronie, krążąc pomiędzy brzegami Grecji a Egiptu, operuje nie mniej potężna amerykańska 6 Flota. W jej składzie, oprócz krążowników typu „Ticonderoga” , niszczycieli oraz fregat,  od niedawna są aż dwa wielkie lotniskowce  US Navy o napędzie atomowym klasy Nimitz. Wyporność takiego kolosa to 72 000 ton, ma on długość 332 metrów, a szerokość pokładu 76 m. Bazuje na nim mieszane skrzydło lotnictwa  w składzie od 60-85 samolotów i śmigłowców. Zasadniczo są to myśliwce F/a-18 „Hornet”, samoloty  wielozadaniowe F/A 18 „Super Hornet” , samoloty wczesnego ostrzegania E-2 „Hawkeye”, samoloty walki elektronicznej EA-6 „Prowler”  oraz śmigłowce SH-60 „Sehawk”.

Dodatkowo u wybrzeży Libanu operuje okręt flagowy francuskiej marynarki wojennej  –  lotniskowiec o napędzie atomowym „Charles de Gaulle”, wraz okrętami wsparcia i eskorty. Jego grupa lotnicza to 30  wielozadaniowych samolotów myśliwskich Dassault Rafale  i pokładowych samolotów uderzeniowych Dassault Super Etendard, cztery samoloty AEW typu Grumman E-2C Hawkeye.

Na „potencjalnym placu boju” są i Brytyjczycy. Od 3 grudnia 2015 r. Wielka Brytania, po uzyskaniu przez rząd zgody Izby Gmin, rozpoczęła naloty na Państwo Islamskie w Syrii. Do nalotów skierowano samoloty uderzeniowe typu  „Tornado” IDS i operują one z brytyjskiej bazy lotniczej na Cyprze w Akrotiri. Ta duża brytyjska baza lotnicza, służy i innym samolotom krajów NATO, jednak leży idealnie  na północ od syryjskiego portu Tartu i znalazła się w zasięgu rosyjskich rakiet S-300 rozmieszczonych tam przed tygodniem. Pośrednio, „przypadkiem”  Rosjanie za pomocą S-300 w pełni kontrolują bazę Akrotiri. W sytuacji konfliktu, start jakiegokolwiek samolotu kończyłby się bowiem, prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością,  jego zestrzeleniem.

Warto pamiętać, że w składzie 6 Floty USA, wchodzą okręty innych państw NATO w tym polska fregata ORP „Tadeusz Kościuszko”.  Polski okręt to amerykańska fregata typu Oliver Hazard Perry z pojedynczą prowadnicą przeznaczoną do wystrzeliwania pocisków przeciwlotniczych Standard oraz przeciw okrętowych RGM-84 „Harpoon” o zasięgu 120 km. Amerykanie darowali nam ten okręt ale, tylko z dwoma rakietami RGM-84G „Harpon” i 9 rakietami przeciwlotniczymi.

Jak zatem widać, na relatywnie małym akwenie, w pierwszych dniach listopada, we wschodniej części Morza Śródziemnego, przypadkowo na finiszu wyborów prezydenckich w USA,  znajdą się dziesiątki okrętów i setki samolotów obu „warczących” na siebie Supermocarstw.

Towarzyszące od dwóch lat napięcie między obu krajami, owocujące szeregiem incydentów z udziałem samolotów i okrętów obu krajów,  nie wróżą temu spotkaniu nic dobrego.

Należy żywić nadzieję, że politycy i wojskowi obu stron, zamiast przeć do starcia, dojdą do tego samego wniosku co komputer „Joshua” wyposażony w sztuczną inteligencję w słynnym filmie science-fiction w  reżyserii Johna Badhama  pt. „Gry Wojenne”. Pamiętamy dramatyczną końcówkę, gdy świat stojący u progu wojny nuklearnej uratował młody człowiek.  Zatrzymał on zarządzający amerykańskimi wyrzutniami nuklearnymi i chcący je odpalić serwer grą w kółko i krzyżyk. Serwer nie mogąc wygrać sam ze sobą „zmęczył” się  i zresetował, po czym  przywitał  się ze swoim twórcą  profesorem Falkenem, wypowiadając słynne zdanie – „Dziwna gra. Jedynym zwycięskim ruchem jest nie grać.”

Ta puenta filmowa w roku 1983 była jawnym pacyfistycznym przesłaniem dla tkwiących w spirali zbrojeń i prących do III Wojny Światowej:  USA i ZSRR. Niestety ten apel jest znów aktualny

Krzysztof Podgórski “Dziennik Trybuna”

Jak na Zachodzie liczą miliardy Putina.

Prezydent Rosji Władimir Putin

Kwestia majątku rosyjskiego prezydenta Władimira Putina nadal pobudza wyobraźnię zachodnich mediów. Mamy do czynienia z uporczywą próbą wplątania Putina w cokolwiek.

W ostatnim „sensacyjnym dossier panamskim” zachodnie media skupiły uwagę tylko na epizodach, związanych z Rosją. Tymczasem na liście znajduje się także Poroszenko, Cameron i  król saudyjski… Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, przecież trzeba wymyślić głośne nagłówki na temat otoczenia Putina — na kontach firm offshore znaleziono aż 2 mld dolarów!

Wygląda na to, że liczenie pieniędzy Putina stało się po prostu modne — w ten sposób można zdobyć przychylność elit politycznych a zarazem zwiększyć popularność periodyku.

Na początku ubiegłego roku światowymi mediami wstrząsnęła kolejna sensacja — majątek Putina wynosi 200 mld dolarów! W wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CNN poinformował o tym szef fundacji inwestycyjnej  Hermitage Capital Bill Browder. Wiadomość błyskawicznie rozniosła się pod nagłówkami, nawiązującymi do „miliardów Putina” jako faktu dokonanego. Chociaż sam autor sensacji, która przypominała fałszywkę, wypowiadał się o wiele ostrożniej.

„Uważam, że (majątek Putina) wynosi 200 mld dolarów. Po 14 latach u steru władzy i (biorąc pod uwagę) sumy, które zarobiło państwo oraz środki, które nie zostały wydane na szkoły, drogi, szpitale i tak dalej — te wszystkie pieniądze mają właścicieli i są przechowywane na kontach w szwajcarskich bankach, w formie akcji w funduszach hedgingowych zarządzanych przez Putina i jego kolegów” — zacytowało czasopismo Forbes słowa Browdera.

Ostrożność w wypowiedziach jest zrozumiała — przecież prawnik Browder z funduszu inwestycyjnego o wątpliwej renomie (który ukradł Rosji 512 mld rubli niezapłaconych podatków) dobrze wie, że za bezwarunkowe kłamstwo można stanąć przed sądem.

W wersji Browdera, rosyjskiemu prezydentowi można jedynie pogratulować — błyskawicznego zwiększenia majątku do bajecznej kwoty i honorowego tytułu najbogatszego człowieka na świecie. Wychodząc z tej wersji, udało mu się nawet nie podwoić, lecz „pięciokrotnie zwiększyć” swój kapitał w ciągu kilku miesięcy 2014 roku. Przecież wpływowa londyńska The Times, rzekomo abstrakcyjnie rozważając o tym, jakie straty może ponieść rosyjski przywódca, podała o wiele skromniejszą liczbę — 40 mld dolarów.

Fantazje zachodnich mediów odnośnie „putinowskiego majątku” zaskakują. Byłoby dobrze, gdyby się z góry umawiały między sobą, aby nie było takich wpadek!

W 2012 roku szwedzka Svenska Dagbladet pisała: „Majątek Władimira Putina wynosi co najmniej 300 mld dolarów”. Jednocześnie zresztą rozsądnie dodała, że „tak powiadają” i że „dokładna kwota nie jest znana”.

W styczniu 2015 roku Polska Times obniżyła prognozę: „Zdaniem opozycjonistów i niezależnych rosyjskich analityków majątek prezydenta wynosi 70 mld dolarów”.

Jeszcze nie wysechł atrament świeżej polskiej gazety, a Amerykanie już ujawnili całemu światu, że rosyjski przywódca znów „wzbogacił się”, mając tym razem 200 mld.

Najprawdopodobniej Putin incognito co weekend jeździ do Monte Carlo i przegrywa dosłownie wszystko. A następnie chyba wygrywa z powrotem — dziesiątki i setki miliardów, które przegrał wcześniej.

Mówiąc poważnie, wszystkie te fałszywki serwowane jako „oceny ekspertów”, nie są brane na poważnie nie tylko w Rosji, ale również przez poważne struktury na Zachodzie. Mimo chęci bolesnego ukłucia nikt nie chce wyjść na głupiego.

Gdyby dysponowali faktami, można nie wątpić, że od razu doszłoby do odpowiednich wycieków. Tym bardziej, że istniejąca wcześniej„tajemnica bankowa” na Zachodzie już prawie nie obowiązuje. „Transparentne” są nawet lokaty w słynącej z tego wcześniej Szwajcarii.

Gdzie wówczas Putin przechowuje swoje miliardy? Być może w rosyjskim Sberbanku? Wtedy wszystkie zasoby złota i dewiz Rosji byłyby o wiele większe niż oficjalne. Waszyngton natomiast będzie nadal główkował, dlaczego Rosja nie ulega sankcjom. Przecież nawet 200 mld dolarów — to dość duża suma, równa na przykład budżetowi Danii.

Zgodnie z opublikowanymi na stronie Kremla danymi, w 2014 roku dochody prezydenta Rosji Władimira Putina wyniosły 7 mln 654 tys. 42 rubla, co dwukrotnie przewyższyło wskaźnik z 2013 roku — 3 mln 672 rub. Jak i wcześniej, przywódca państwa posiada mieszkanie o powierzchni 77 m2 i działkę o powierzchni 1500 m2. Ponadto Putin korzysta z mieszkania o powierzchni 153,7 km2, miejsca w garażu o powierzchni 18 m2 i trzech samochodów: GAZ M-21. GAZ M-21R, WAZ Niwa oraz przyczepy samochodowej Skif. Deklaracje o dochodach w 2015 roku mają zostać opublikowane w kwietniu 2016 roku.

Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/swiat/20160405/2477012/Zachod-Putin-media.html#ixzz45SQnVpgl

Jak widać zachodnie „media” lubią rozprawiać o domniemanych majątkach Putina czy kogokolwiek innego kto im nie pasuje lub na których dobrym wizerunku im nie zależy a o majątkach politycznych marionetek zachodnich cicho sza lub niewiele. O majątkach zachodnich żydowskich oligarchów i ich pociotów to już tym bardziej morda w kubeł. Oni i wielkość ich majątków mają pozostać w cieniu, zero informacji Rockefellerach, Rotszyldach i innych banksterskich rodzinach. Czasem napomkną ku uciesze gawiedzi najwyżej o majątkach oligarchów „niższego szczebla” jak Bill Gates ale informacji, nawet zdawkowych czy nawet fantazji na temat banksterów ciężko się doszukać w zachodnim ścieku medialnym. Nikt do tej pory dokładnie nie oszacował wielkości majątków, zasięgu wpływów i władzy banksterów, po za  najwyżej grupą pasjonatów, amatorów, zapaleńców, niezależnych dziennikarzy, ekonomistów, itp., często spychanych przez główny ściek medialny w niebyt oraz nazywanych „wariatami” czy „teoretykami spiskowymi”. Ale za to jest dużo fantazji, spekulacji, dezinformacji, traktowanych jako prawdy objawione i wygłaszanych przez różnej maści „ekspertów” czy „analityków” na temat domniemanych majątków „krwawych dyktatorów” państw „totalitarnych” jak Kaddafi, Janukowycz czy Putin. W ostatniej „aferze” „panama papers” widać długą rękę zachodnich specsłużb oraz ich medialnych sługusów chcących uwalić Putina, ale zamiast zaszkodzenia Putinowi i Rosji,  jedyne co zdołali osiągnąć to sklecić  kolejną tanią sensację dla ubogich. 

przemex

Desperacja Zachodu w Syrii ciągnie nas w kierunku wojny światowej.

Polityka

PrisonPlanet.pl
Polska
2016-02-15

 Po zaangażowaniu się rosyjskich sił powietrznych w Syrii jak również wsparcia ze strony Iranu, Iraku, Libanu, Kurdów i Chin dla Damaszku właściwie cały front rebeliantów reprezentowanych przez odłamy al-Kaidy i ISIS został złamany. Obecnie trwa bitwa o największe miasto w północnej Syrii- Aleppo, skąd rebelianci nie będą mieli gdzie się wycofać jak tylko na tereny Turcji, która od początku sponsorowanej przez NATO i USA oraz kraje Zatoki rewolty zarządzała oddziałami w Syrii. Cała czteroletnia operacja Zachodu destabilizacji Syrii może okazać się fiaskiem, chyba, że Zachód zdecyduje się na desperacji krok wtargnięcia do Syrii, ryzykując konfrontację z wyżej wymienionymi siłami wspierającymi Assada.

Jak podał London Telegraph w artykule “Rosja ostrzega przed „nową wojną światową”, zaczynającą się w Syrii.”: “W czwartek Rosja ostrzegła przed „nową wojną światową” rozpoczynającą się w Syrii po dramatycznym dniu, w którym państwa Zatoki zagroziły wysłaniem sił lądowych. Po upadku ostatniej rundy rozmów pokojowych ministrowie spraw zagranicznych i obrony wiodących państw wspierających różne frakcje w rozdartym wojną kraju spotkali się na osobnych spotkaniach w Monachium i Brukseli. Zarówno Rosja jak i Stany Zjednoczone zażądały zawieszenia broni w długotrwałej wojnie domowej, tak by walka mogła być skoncentrowana przeciwko Islamskiemu Państwu Iraku i Lewantu (ISIS), by każdy kraj realizował ją na własną rękę i na sprzecznych warunkach. Jednak kraje Zatoki Perskiej na czele z Arabią Saudyjską, wyszły z własną inicjatywą mówiąc, że są zdecydowani by wysłać wojska lądowe do kraju. Wspierane przez nich grupy rebeliantów zostały rozbite w pył przez rosyjskie naloty i zmuszone do odwrotu przez wspierających reżim irańskich żołnierzy.”

Następnego dnia gazeta London Independent w artykule “Arabia Saudyjska Wysyła żołnierzy i myśliwce do bazy wojskowej w Turcji przed interwencją przeciwko Isis w Syrii” podała, iż: “Arabia Saudyjska wysyła żołnierzy i myśliwce do Incirlik, Tureckiej bazy wojskowej przed ewentualną naziemną inwazją Syrii. W sobotnim oświadczeniu dla gazety Yeni Safak turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu potwierdził rozmieszczenie na dzień przed wejściem w życie tymczasowego zawieszenia broni.

„Arabia Saudyjska zadeklarowała determinację wobec Daesh (arabski termin dla ISIS), mówiąc, że jest gotowa do wysłania myśliwców i żołnierzy”, powiedział. „Na każdym spotkaniu koalicyjnym zawsze podkreślaliśmy potrzebę szerokiej strategii zorientowanej na walkę z grupą terrorystyczną Daesh. „Jeśli będziemy mieli taką strategię to Turcja i Arabia Saudyjska będą mogły uruchomić naziemną operację.””

Widać więc obecnie zarysowującą się desperację Arabii Saudyjskiej, głównego sponsora sił rebelianckich ISIS jak również Turcji, głównego menadżera konfliktu, który jak niedawno odkryto skupował wykradaną z terenów okupowanego Iraku i Syrii ropę od ISIS. Dodatkowym silnym motywatorem dla tych krajów jest wzrastające bardzo dynamicznie bezrobocie, sięgające jak podaje najnowszy raport z Davos tylko wśród osób młodych do 30%, nie wliczając w to reszty populacji.

Ranking bezrobocia wg. publikacji Forum Davos (ciemniejszy kolor- większe):

Tak więc Arabia Saudyjska, Katar, Jordania i w mniejszym stopniu Turcja ucieka przed tymi problemami w wojnę. Według tego samego raportu Turcja może stać się jednak niestabilnym państwem, a na pewno takim się stanie jeśli rozpocznie masową wojnę z Rosją, Chinami, Iranem, Libanem i Syrią w regionie.

Raport na temat trendów dotyczących Arabii Saudyjskiej:

Ranking utraty kontroli nad krajem, upadek rządów narodowych (ciemniejszy kolor- większe):

Sytuacja w regionie staje się więc coraz mniej przewidywalna co grozi globalną wojną i zaangażowaniem się w konflikt na Bliskim Wschodzie sił z całego świata. Oby pragmatyzm i tym razem zwyciężył studząc zapał Zachodu.

Kryzysy 2016 według raportu Davos:

za: http://www.prisonplanet.pl/polityka/desperacja_zachodu_w_syrii,p2131502665

Uzupełnienie:

http://www.prisonplanet.pl/polityka/desperackie_opcje_nato_w,p304860090

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/02/16/atak-na-syrie/

Rozejm czy wojna? Konflikt w Syrii areną wojny regionalnej?

Dotąd myślałem że to rok 2014 w związku z rebelią na Majdanie, przyłączeniem Krymu do Rosji i wojną domową na Ukrainie był najbardziej napiętym i nieprzewidywalnym rokiem w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat od rozpadu ZSRR i „zakończenia” zimnej wojny. Ale jak widać sytuacja na świecie potrafi zmieniać się dynamicznie, bywa nieprzewidywalna. Każdy następny rok jest gorszy od poprzedniego, dziś w związku desperacką polityką imperialistycznego i bandyckiego zachodu na Bliskim Wschodzie, stoimy u progu wojny światowej. Wyniszczające starcie największych potęg jest jak najbardziej realne. Lepiej by dla ludzkości było gdyby zapowiedzi interwencji zbrojnej państw Zatoki Perskiej i ich mocodawców z zachodu w Syrii były tylko „pokazem siły” i swego rodzaju wojną psychologiczną obliczoną na zastraszenie przeciwnika. Bo jeżeli nie to czekają nas dramatyczne wydarzenia. Desperacja zachodu jest wielka, zainwestowali miliardy dolarów w zorganizowanie bandyckiej rebelii w Syrii, szkolili, zbroili, finansowali, przerzucali najemników i terrorystów z innych krajów, teraz kilkuletnia, terrorystyczna kampania przeciwko Syrii a co za tym idzie plany zachodu związane z destabilizacją i podbojem Bliskiego Wschodu a co za tym idzie destabilizacji całego kontynentu euroazjatyckiego zaczynają się załamywać, głównie dzięki polityce Rosji, wspierającej legalne władze Syrii, co budzi wściekłość zachodu i może spowodować nieobliczalne w skutkach jego zachowanie. Przy czym nie liczyłbym na to że w razie wybuchu dużego konfliktu regionalnego na Bliskim Wschodzie Polska będzie bezpieczna, jako państwo, w którym do władzy doszło, w dużej mierze dzięki głupocie części społeczeństwa, najbardziej agresywnie nastawione względem Rosji, marzące o wyprowadzeniu wojsk NATO na Moskwę(po wrak Tupolewa  😉 ), ugrupowanie polityczne, starające się przekształcić Polskę, nawet bardziej niż ich poprzednicy, w państwo przyfrontowe, przedmurze natowskiego imperializmu, atakującego Rosję pod wyssanym z palca pretekstem. A zapowiedz szalonego ministra obrony narodowej, udziału Polski w „walce” z „państwem islamskim” po stronie agresora tylko ustawia Polskę jako stronę konfliktu zbrojnego, na którego raz że nas nie stać, to jeszcze jego skutki mogą się okazać dla nas tragiczne.  Tak czy siak jeżeli nie dojdzie do agresji zachodu i jego bliskowschodnich przydupasów, sługusów i najemników na suwerenną Syrię, to nie ma co się zbytnio łudzić dopiero co ledwo wynegocjowanym, jeszcze nie obowiązującym „rozejmem”, bowiem przykład Ukrainy pokazuje nam że „rozejm” można łatwo zerwać pod byle pretekstem żeby móc rozpocząć działania wojenne. Tak naprawdę to sam „rozejm” może stać się zarzewiem wojny, zachód Syrii nie odpuści, za głęboko ci psychopaci zabrnęli w bagno i nie mogą, nie chcą się wycofać, dodatkowo mają bardzo poważne problemy wewnętrzne, głównie gospodarcze i finansowe, od których uwagę chcieliby odwrócić konfliktem zbrojnym na dużą skalę, przy okazji którego zarobili by krocie na produkcji i sprzedaży broni oraz dalszym zadłużaniu państw biorących udział w konflikcie. A także pozbyli by się dużej części ludzkości w przypadku konfliktu atomowego i mieli by pretekst do wprowadzenia rządu światowego, na gruzach wielu państw,  którego celem było by „rozwiązanie” skutków globalnej wojny wywołanej prze nich samych oraz ukazanie się w roli zbawców ludzkości od skutków „nieodpowiedzialnej polityki” rządów państw narodowych. Tak czy siak całym sercem jestem po stronie legalnego rządu Syrii i władz rosyjskich oraz ich sojuszników i mam nadzieję że mimo wielu przeszkód czynionych im przez żydo-banksterskich psychopatów oraz anglo-amerykański establishment będący na ich usługach, uda im się rozwiązać konflikt w Syrii bez skutków ubocznych w postaci wojny światowej.

przemex

Ojciec Litwinienki: Brytyjczycy wykiwali mnie – Putin NIE zabił mojego syna.

 

Walter Litwinienko (po prawej) zdał sobie sprawę, że został oszukany przez rząd brytyjski i rosyjską mafię

RT
2 lutego 2012

Ojciec byłego rosyjskiego oficera służb bezpieczeństwa Aleksandra Litwinienki powiedział, że z rozpaczy prowadził kampanię, mającą na celu oczernianie rosyjskiego rządu, lecz zmienił zdanie, kiedy wdowa po Aleksandrze ujawniła, że jej syn pracował dla brytyjskiego wywiadu.

Po śmierci syna w Londynie w listopadzie 2006 roku w wyniku zatrucia polonem Walter Litwinienko był jedną z osób, które oskarżały Rosję o zamordowanie Aleksandra.

Zmienił jednak zdanie, kiedy wdowa po synu, Marina, ujawniła, że jej mąż pracował dla brytyjskiego wywiadu.

„Gdybym wtedy wiedział, że mój syn pracował dla MI6, nie pozwoliłbym sobie na spekulacje związane z jego śmiercią. To nie byłaby moja sprawa. Choć nie jestem na sto procent pewien, że dla nich pracował”, powiedział w wywiadzie udzielonym RT.

 

Dodał, że jeśli to prawda i Aleksander, wówczas oficer rosyjskich służb bezpieczeństwa FSB, przeszedł na stronę brytyjskiego wywiadu, Rosjanie mogli mieć prawo zabić go za zdradę.

„Równie dobrze do jego śmierci mogły przyczynić się rosyjskie tajne służby. Mieli do tego prawo, ponieważ tak się postępuje ze zdrajcami”, powiedział. „Wtedy byłem przekonany, że nie był zdrajcą, jednak teraz nie jestem pewien, więc nie będę wyciągał żadnych wniosków”.

Walter Litwinienko uważa, że jego syn padł ofiarą wielkiej gry szpiegowskiej. Wątpi jednak, by Andriej Ługowoj, który dla policji brytyjskiej był głównym podejrzanym, przyczynił się do jego śmierci lub był rządowym agentem.

„FSB nie wysłałoby jakiegoś głupka, który wylałby na siebie polon i zostawił ślady na moim synu. Wygląda na to, że ktoś celowo zostawił je na Ługowoju. Ślady polonu znaleziono również na stadionie, na drodze, a nawet w samolocie. Trudno uwierzyć, żeby Ługowoj był takim idiotą”.

Komentarz Sott: Fakt, wersja brytyjska jest idiotyczna. Bardziej prawdopodobne jest to, że wszędzie były ślady polonu, ponieważ Litwinienko zostawiał je za sobą po tym, jak został otruty… przez kogoś innego.

Walter Litwinienko napisał kilka artykułów oraz udzielił kilku wywiadów, w których oskarża Kreml o wiele zbrodni, wliczając w to zamordowanie jego syna.

„Kierowała mną wtedy wyłącznie złość z powodu śmierci mojego syna. Byłem święcie przekonany, że maczały w tym palce rosyjskie służby specjalne”, wyjaśnił.

Dodał, że teraz żałuje, że brał udział w kampanii, mającej na celu oczernianie Rosji, a w szczególności premiera Putina.

„Wyleczyłem się z tego. Bo to była choroba. Jestem psychiatrą i wiem, że to właściwe określenie dla tej jakże ślepej nienawiści, wyjaśnił.

Śmierć Aleksandra Litwinienki stała się wielkim skandalem, który na kilka lat popsuł stosunki pomiędzy Rosją i Wielką Brytanią. Rosja odmówiła ekstradycji Ługowoja na proces w Londynie, a Wielka Brytania nie zgadzała się, żeby proces sądowy odbył się na rosyjskiej ziemi.

Niektóre zachodnie media oskarżały Moskwę o zamordowanie Litwinienki, za powód podając jego antyPutinowskie publikacje.

Jak dotąd Brytyjczycy potwierdzili, że przyczyną śmierci Litwinienki było zatrucie polonem, jednak wygląda na to, że są jeszcze dalecy od odkrycia, jak do tego doszło i kogo, jeśli kogokolwiek, obarczyć za to odpowiedzialnością.

Po śmierci syna Walter Litwinienko przeprowadził się wraz z żoną i dziećmi do Włoch. Obecnie jest 73-letnim wdowcem, bez oszczędności i dochodów, żyjącym w ubóstwie w kraju, który, jak mówi, jest mu kompletnie obcy. Rozpaczliwie tęskni za swoim rodzinnym krajem.

Kiedyś uważał, że on i jego bliscy ryzykowaliby życiem, gdyby wrócili do Rosji. Teraz ma nadzieję, że jest inaczej.

Andriej Ługowoj, biznesmen, którego Scotland Yard oskarża o zabicie rosyjskiego zdrajcy, opowiedział RT o tej zmianie postawy ojca Litwinienki.

„Komentarze ojca Litwinienki mówią to samo, co sam powtarzam od ponad pięciu lat – że brytyjskie oskarżenia są zbyt słabe, żeby mogły utrzymać się w sądzie.

Ługowoj powtórzył swoją opinię, że brytyjskie tajne służby podjęły oczerniającą kampanię, żeby „zdyskredytować Rosję”. Wspomniał również, że wypowiedzi ojca Litwinienki poważnie zaszkodziły środowisku wywiadowczemu Wielkiej Brytanii, pokazując jak bardzo „się skompromitowali”.

Powątpiewając w „bezstronność brytyjskich sądów”, ma również wątpliwości co do tego, czy możliwe jest jakiekolwiek sprawiedliwe rozwiązanie sytuacji.

Dziennikarz gazety Guardian Neil Clark powiedział RT, że na Zachodzie historię Litwinienki podsycała rusofobia.

„Wygląda na to, że brytyjskie media – i mówię tu o poważnych gazetach – nie chcą pisać o historiach, które nie pasują do obranej przez nich narracji”, wyjaśniał Clark. A dominująca narracja w 2006 roku – acz nieoparta na żadnych dowodach – brzmiała: »zły tyran Putin kazał FSB wyruszyć do Londynu i zabić Litwinienkę«”.

W owym czasie w zachodnich mediach panowała prawdziwa kampania rusofobii”, dodał.

Komentarz Sott: Litwinienko faktycznie pracował dla Brytyjczyków, a powodem, dla którego pozwolili oni na wyciek tej informacji, była chęć podparcia swoich argumentów, że za zamachem stał Putin.

By jednak zrozumieć prawdziwą brytyjską mentalność wywiadowczą, a nie tą z filmów o Jamesie Bondzie, musicie zrozumieć, że fakt ten czyni jeszcze bardziej prawdopodobnym, że Litwinienko został zabity przez Brytyjczyków po to, by całość wyglądała tak, jakby przyłożył do tego rękę Putin.

Miejcie na uwadze, że to sprawa z 2006 roku. Nawet wtedy przynajmniej niektórzy spośród zachodnich oligarchów wiedzieli, że Putin stanowi poważne zagrożenie dla ich planów i że jedynym sposobem, by się do niego dobrać, jest asymetryczna wojna…

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT.net: Litvinenko’s father: ‚The British duped me – Putin did NOT kill my son’

Garść linków do ciekawych materiałów:

* O różnych niespodziewanych powiązaniach – na SOTT.net, 2006: Litvinenko And The Apartheid State Of Israel, a linkowany w nim wcześniejszy artykuł Joe Quinna – cz.1 tutaj, cz. 2 tutaj.

* (Niezbyt mocna) hipoteza, że Litwinienko sam się zatruł, szmuglując polon: Litvinenko wasn’t poisoned by Putin – He was likely smuggling the polonium that killed him

* Daily Mail UK, 2014: Maxim Litvinenko: ‚Western intelligence killed my brother to turn public opinion against Putin’

* Troszkę na Pracowni: Impas w stosunkach między Stanami i Rosją – psychopaci kontra fakty

* Finian Cunningham: For the British, Litvinenko is worth more dead than alive

* Russia Insider: BOMBSHELL VIDEO: Vital Litvinenko Murder Clues Unearthed by ‚Sherlock’ Fans, z 22-minutowym filmikiem dokumentalnym, zrobionym wspólnie przez dociekliwych rosyjskich i brytyjskich dziennikarzy, wkurzonych szerzeniem kłamstw na temat śmierci Litwinienki.

Główne punkty:

1.      Zawodowy i znany na całym świecie angielski ekspert od poligrafów Blade C. Burgers sprawdzał prawdomówność Andrieja Ługowoja przy użyciu wykrywacza kłamstw. Burgers jednoznacznie stwierdził, że Ługowoj, zaprzeczając jakiemukolwiek swojemu udziałowi w śmierci Litwinienki, mówił prawdę.

2.      Fizyk z Princeton William Harper, kiedyś prawny doradca rządu USA w kwestiach jądrowych, obala stwierdzenia antyrosyjskiej pisarki Maszy Gessen, utrzymującej, że polon mógł pochodzić wyłącznie z Rosji i to Putin osobiście musiał zlecić jego wykorzystanie do zatrucia Litwinienki. Polon dość łatwo zdobyć i to z wielu źródeł.

3.      Właściciel restauracji Abrakadabra, w której często bywał Litwinienko, mówi, że faktycznie Litwinienko przyszedł też w tygodniu poprzedzającym jego rzekome otrucie. Ale ślady polonu znaleziono w restauracji na stałym miejscu Litwinienki, na poręczy schodów i w recepcji. Według wersji oficjalnej 1 listopada Litwinienko opuścił Hotel Millennium, poszedł do domu, zachorował, leżał w łóżku przez trzy dni, po czym udał się do szpitala. Gdyby faktycznie tak było, w restauracji nie powinno być żadnych śladów polonu. Właściciel powiedział też, że nigdy w swojej restauracji nie widział Ługowoja (ani oligarchy na uchodźstwie i arcyprzestępcy w jednej osobie, Borisa Bieriezowskiego – znajomego Litwinienki, z którym Litwinienko był w kontakcie w tym ostatnim tygodniu przed 1 listopada). (Tłumaczenie na podstawie tego artykułu)

* I na poprawę humoru, w ramach bonusu The Litvinenko plot revealed at last! Nataszy, linkowany w ww. artykule RI, w naszym tłumaczeniu:

Od naszego człowieka na Kremlu

— Chcę, żeby zdjęto tego Litwinienko. Usuńcie go. Jak mówił mój bohater Stalin, „nie ma człowieka, nie ma problemu”.
— W porządku, szefie. Użyjemy którejś z tych supertajnych trucizn, które zmajstrowaliśmy w starych dobrych czasach, i ni z tego, ni z owego gość padnie trupem.
— Nie… to zbyt nudne.
— Dobra, szefie, nie ma problemu. Ustawimy wypadek – przejedzie go samochód a kierowca zwieje.
— Nie dość skomplikowane.
— Szefie, a jeśli zostanie zadźgany przez złodziei, którzy go chcieli okraść?
— Nie, to jest za… Sam nie wiem…
— Pobity na śmierć podczas włamania do jego domu?
— Nie….
— Wpadnie do Tamizy i utonie? Po prostu zniknie bez śladu? Zastrzelony z przejeżdżającego samochodu? Wypadek samochodowy? Zamach bombowy?
— Nie… Chcę czegoś bardziej… bardziej… wyrafinowanego.
[Długa chwila ciszy]
— Szefie! Mam! Mam! Weźmiemy trochę polonu i rozdamy go kupie naszych płatnych zabójców, którzy wezmą go do Londynu, podsypią w samolocie, zatrują lotnisko i połowę barów i restauracji w Londynie, a wtedy ukradkiem wrzucimy trochę do jego herbaty w miejscu publicznym i umrze.
— Mogą nas potem podejrzewać?
— Nie ma mowy, szefie, nikomu nie przyjdzie do głowy, że go załatwiliśmy w tak wymyślny i niewydarzony sposób.

🙂

https://pracownia4.wordpress.com/2016/01/30/ojciec-litwinienki-brytyjczycy-wykiwali-mnie-putin-nie-zabil-mojego-syna/