Skripala prawdopodobnie próbował otruć brytyjski wywiad, żeby oczernić Rosję i uciszyć rosyjską wizję świata.

Brytyjski personel wojskowy bierze udział w śledztwie w sprawie zatrucia Siergieja Skripala – 11 marca, Salisbury

za: https://pracownia4.wordpress.com/2018/03/15/skripala-prawdopodobnie-probowal-otruc-brytyjski-wywiad-zeby-oczernic-rosje-i-uciszyc-rosyjska-wizje-swiata/

Joe Quinn
Sott.net

Angloamerykańskie elity nienawidzą Putina, bo pozbierał kawałki rozbitego Związku Radzieckiego, który miał się stać kolejnym zachodnim państwem wasalskim, i złożył je w nowoczesną i niezawisłą Federację Rosyjską, zdolną – mimo wszelkich gróźb i ataków – odpierać zachodnią wizję jednobiegunowego świata.

Radykalnie transformując i wzmacniając zarówno rosyjską gospodarkę (i uodparniając ją w znacznym stopniu na ataki), jak i rosyjską armię, Putin skutecznie ograbił globalne imperium z jego oczywistego powołania, jakim jest rządzenie całym światem bez żadnych zastrzeżeń. W odpowiedzi budowniczowie imperium postanowili zrobić wszystko, żeby zniszczyć Putina i Rosję. Jednak dzięki mistrzowskim posunięciom Putina na globalnej szachownicy budowniczym imperium ostał się tylko jeden sznurek w łuku, mającym zdjąć Putina: jest nim czarna propaganda i brudne sztuczki.

Jednym z przykładów tej czarnej kampanii propagandowej są podejmowane w ciągu ostatnich 5 lat przez USA i ich sojuszników desperackie próby wrobienia Rosji (i Władimira Putina osobiście) w przeprowadzanie ataków z użyciem broni chemicznej w różnych częściach Syrii. Za każdym razem zachodnim rządom i ich mediom nie udawało się wystarczająco przekonać zachodnich społeczeństw, że zarzuty były prawdziwe, albo przynajmniej że wszystko, co Putin robi w Syrii, jest gorsze od tego, co same robią. Najwyraźniej wielu ludzi zachowało zdolność wykrywania oczywistych bzdur, kiedy czują smród.

Ostatnie oskarżenia, że Putin jest odpowiedzialny za otrucie w Salisbury byłego rosyjskiego agenta GRU Siergieja Skripala i jego córki, można uznać za „plan b” po nieudanej próbie pomówienia go o użycie broni chemicznej w Syrii, w którym ten sam zarzut zostaje sprowadzony „bliżej”, na własny grunt, i staje się przez to bardziej „osobisty” dla Brytyjczyków (a co za tym idzie, dla Europejczyków i Amerykanów). Tworząc pozory, że Putin użył broni chemicznej w sennym Salisbury, rząd brytyjski zapewnia sobie spory kapitał polityczny, aby móc teraz „słusznie” wzmocnić oszczerstwo i nasilić groźby wobec rosyjskiego rządu, oraz spaczyć myślenie przeciętnego Brytyjczyka.

Dla tych świrów z zaburzeniami charakteru, którzy nawiedzają zaplecze elit brytyjskiego wywiadu, Skripal przekroczył czas swojej przydatności jako podwójny agent. Mając 66 lat i nie będąc już od lat na bieżąco z sytuacją w Rosji, przeszedł na emeryturę w Wielkiej Brytanii, dokąd w 2010 roku został przeniesiony przez MI6. Jednak bez wątpienia Skripal był nadal obserwowany przez urzędasów brytyjskiego wywiadu – nie tyle z powodu tego, co mógłby im zaoferować, ile tego, co mógłby zaoferować Rosjanom, gdyby kiedykolwiek został „potrójnym” agentem. Prawdopodobnie pracował również w jakimś charakterze w pobliskim wojskowym ośrodku badań nad bronią chemiczną w Porton Down, produkującym środki atakujące system nerwowy podobne do tych, które podobno zaaplikowano jemu i jego córce. Ale nawet jeśli Skripal nie miał żadnej konkretnej wartości technicznej ani wywiadowczej, sam fakt, że kiedyś był rosyjskim szpiegiem, dał brytyjskiemu wywiadowi możliwość wykorzystania go, po raz ostatni, w tajnej służbie jej wysokości.

Fakt, że natychmiastową reakcją brytyjskiego establishmentu na wiadomość, że Skripal i jego córka zostali znalezieni nieprzytomni na ławce na skwerku w Salisbury, było obwinienie Rosji i postawienie Putinowi ultimatum, żeby „przyznał się” – za czym dziś poszła groźba zdjęcia z eteru RT UK – sam w sobie jest dowodem na to, że była to wcześniej zaplanowana operacja brytyjska, zmierzająca do osiągnięcia konkretnych celów. Świadczy to również o tym, jak bardzo zachodni politycy obawiają się alternatywnej narracji, prezentowanej przez rosyjskie media, takie jak RT, postrzegając ją jako bezpośrednie zagrożenie dla ich władzy i planów.

Podobnie jak w przypadku zamachu z 11 września 2001 r., gdzie zaledwie kilka godzin po ataku na swoim terytorium rząd miał już wszystko „gotowe do wykorzystania” (i do diabła z poważnym śledztwem), tak i tutaj każdy racjonalnie myślący człowiek powinien być podejrzliwy w stosunku do dominującej narracji.

Oto kilka kwestii, nad którymi czytelnicy mogą się zastanowić przed przystąpieniem do pytania, kto próbował otruć Skripala i jego córkę.

Dlaczego wymyślona prawie 30 lat temu w Związku Radzieckim trucizna nie mogłaby od tamtego czasu być pozyskana lub produkowana w ramach tajnych zachodnich operacji?

Powiązane z powyższym: jednym z kluczowych zakładów produkujących rzekomą truciznę – nowiczok – był Radziecki Państwowy Instytut Badań Naukowych Chemii i Technologii w Nukusie, w Uzbekistanie. Od momentu uzyskania niepodległości w 1991 roku Uzbekistan współpracował z rządem USA przy demontażu i odkażaniu miejsc, w których testowano i opracowywano środki nowiczok i inne rodzaje broni chemicznej. W 2002 r. Departament Obrony Stanów Zjednoczonych zlikwidował główny ośrodek badawczy i testowy nowiczoka w Uzbekistanie w ramach programu „Wspólnych działań zmniejszających zagrożenie” dysponującego funduszem w wysokości 6 mln dolarów. Środki chemiczne typu nowiczoka były również opracowywane i prawdopodobnie przechowywane w kilku innych byłych republikach radzieckich, w tym na Ukrainie.

Gdyby Rosja naprawdę chciała wyeliminować starzejącego się podwójnego agenta, dlaczego pozostawiłaby oczywiste odciski palców, które wiodłyby wprost do niej? W epoce, w której można mieć dowolną liczbę „wypadków”, a nawet sztucznie wywołany „atak serca”, Rosjanie z pewnością znaleźliby sposób na zlikwidowanie kogoś bez wydawania siebie? Tu przypominają mi się również historia poczty elektronicznej DNC i rzekomych „rosyjskich hakerów” z 2016 roku, którzy nazwali się „wymyślnymi niedźwiedziami” (Fancy Bear) i pozostawili po sobie wyraźne ślady prowadzące do Rosji. Jakże na rękę.

Najważniejsze jest tutaj to, że próba zamachu na życie Skripala leży w interesie zachodnich agencji wywiadowczych i zachodnich rządów, stanowiąc element ich zaciekłej kampanii czarnej propagandy przeciwko Rosji i jej przywódcy. W obliczu złożonych i skrytych ruchów na geopolitycznej szachownicy w dobie zaawansowanej technologicznie Zimnej Wojny, cz. 2, „cui bono” wciąż najlepiej wskazuje, gdzie zacząć szukać sprawców.

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

 

Tłumaczenie: PRACowniA

https://pracownia4.wordpress.com/2018/03/08/mi5-truje-kolejnego-rosyjskiego-szpiega-zeby-oczernic-putina-w-ramach-toczonej-wojny-propagandowej/

Reklamy

Zachodni imperializm dzieli i podbija – długa historia wykorzystywania sekt do skruszenia syryjskiego sekularyzmu.

Syryjska kobieta z namalowanymi na twarzy słowami „ręce precz” uczestniczy w proteście przeciwko amerykańskim działaniom wojskowym w Syrii przed wejściem do siedziby rządu w Londynie, 28 sierpnia 2013 r.

 

Steven Sahiounie
Mint Press News

Filozof i polityk Antun Sa’ada [Sa’adeh*] był prawdziwym wizjonerem. Zanim zmarł [a dokładniej, zdradzony i wydany Libańczykom na mocy tajnej umowy zawartej pomiędzy ówczesnym prezydentem Syrii gen. Az-Za’imem i premierem Libanu w zamian za oficjalne uznanie przez Bejrut nowego rządu Syrii. 48 godzin później skazany na śmierć i zamordowany przez libański pluton egzekucyjny] w 1949 roku, przewidział konflikty i wojny, jakie obecnie są toczone w Syrii i na Bliskim Wschodzie. Sa’ada najlepiej jest znany z założenia w 1932 roku Syryjskiej Partii Socjal-Nacjonalistycznej (SSNP)**, co doprowadziło do jego aresztowania trzy lata później.

Aresztowanie Sa’ady w 1935 roku było pierwszym w serii jego okresowych pobytów w więzieniu w ciągu następnych dwóch lat. Jednak uwięzienie nie powstrzymało go od rozbudowywania ideologii, którą sformułował tworząc SSNP, bowiem podczas pobytów w więzieniu napisał trzy książki: „Geneza Narodów”, „Wyjaśnienie Zasad” i „Narodziny Narodu Syryjskiego” [nie ma przekładów]. Rękopis tej ostatniej został skonfiskowany przez władze francuskie i obecnie trzymany jest pod kluczem w Luwrze, podobnie jak swego czasu trzymany w zamknięciu był sam Sa’ada. [Francuskie dokumenty dotyczące Sa’ady przechowywane są w rządowym archiwum i do dziś nie zostały odtajnione.]

Jednym zfilarów jego ideologii była sekularyzacja. Sa’ada opowiadał się za całkowitym rozdziałem religii i polityki jako podstawowym warunkiem prawdziwej jedności narodowej. Cenił różnorodność, mówiąc: „Każdy naród składa się z ludzi rozmaitych ras, żaden nie jest produktem jednej rasy czy określonego ludu”.

Jednak po jego śmierci Liban, jego miejsce urodzenia, stał się w ogromnym stopniu krajem wyznaniowym i takimże społeczeństwem. Na scenie politycznej kraj został rozczłonkowany przez religię i wyznania. Prezydent musi być katolikiem maronitą, premier musi być sunnitą, a przewodniczący parlamentu musi być druzem. Religia i wyznanie nie są swobodnie wybierane, ale narzucane w momencie narodzin.

Zagraniczne mocarstwa, dążące do destabilizacji Bliskiego Wschodu, od dawna stosują taktykę wywoływania konfliktów pomiędzy odłamami religijnymi w krajach, które obrały sobie na cel, nastawiając jedne grupy przeciw innym poprzez stosowanie strategii „podzielić i podbić”. Stany Zjednoczone i NATO używały tej taktyki w Iraku, Syrii i Libanie na dużą skalę.

Oficjalne logo SSNP, „Al-Zawba’a”, jest symbolem zaczerpniętym ze sztuki mezopotamskiej. Czerwony symbol wiru symbolizuje podobno krew, która została rozlana przez męczenników partii podczas całej jej historii, a czarne koło – mroczne czasy podziałów religijnych i kolonialnego ucisku.

Pozostając wiernym swej ideologii, Sa’ada sprzeciwiał się kolonizacji, która podzieliła obszar Wielkiej Syrii. Jego ideologia odnosi się do „Naturalnej Syrii” [tj. w naturalnych granicach], łącznie z tzw. Żyznym Półksiężycem, jako stanowiącej syryjską ojczyznę. Rozciąga się ona od gór Zagros na wschodzie i Taurus na północy, do Morza Śródziemnego z Cyprem po Kanał Sueski i Morze Czerwone na południowym zachodzie, a na południu przez Zatokę Akaba z Półwyspem Synaj i dalej przez Pustynię Arabską do Zatoki Perskiej.

 

Tak wyglądała „Wielka Syria” zanim „Zachód” przejął Bliski Wschód przy pomocy umowy Sykes-Picot, Deklaracji Balfoura i paryskiej konferencji pokojowej „kończącej wszelki pokój”. Dzisiejsza nienawiść i „terroryzm” mają swoje źródło w tym, co USA i europejskie państwa neokolonialne robiły na Bliskim Wschodzie od stu lat. (~ Mark Bruzonsky)

 

Sa’ada prześledził syryjską historię aż do czasów starożytnych Fenicjan, Kananejczyków, Asyryjczyków i Babilończyków i był przekonany, że naród syryjski był ponad podziały religijne. Dla niego to geografia definiuje narody, a nie religia czy etniczność. Uważał, że Syria była historycznie, kulturowo i geograficznie odrębna od reszty świata arabskiego.

Za życia Sa’ady, w 1918 roku, zakończyła się I Wojna Światowej, w następstwie której nastąpił brutalny podział Syrii [Wiki PL] na mniejsze państwa, a część syryjskiego terytorium została przekazana nowemu tureckiemu rządowi. Wycięty z Syrii Liban ogłosił niepodległość w 1920 roku. W latach 1920-1946 Syria zmagała się z brutalną i represyjną francuską okupacją wojskową.

To dzielenie rozgrywa się ponownie w czasach współczesnych, jak opisano to w artykule z czerwca 2017, który ukazał się w Executive Intelligence Review:

„Zdaniem przewodniczącego Szefów Sztabu Generalnego USA Josepha Dunforda podział Syrii jest elementem ich [tj. społeczności wojskowej i wywiadowczej] planów.

W związku z tym, że koalicja prowadzona przez USA wspiera lokalne wysiłki zmierzające do zajęcia Rakki, powiedział Dunford, Departament Stanu USA ma w planie stworzenie organu zarządzającego, który przejmie kontrolę nad miastem, kiedy zostanie już zajęte. Organ ten wykorzysta wpływy przywódców arabskich z Rakki i będzie pracował nad utworzeniem sił bezpieczeństwa składających się z lokalnego personelu, które po przejęciu Rakki podejmą działania stabilizacyjne”.

Spisek mający na celu podział Syrii – przeszłość i teraźniejszość

Sa’ada nie był przyjacielem Turcji, gdyż uważał ją za ciemiężcę, zdecydowanego zagarnąć Syrię dla siebie. Jak napisał w 1937 roku w gazecie Al Nahdhah:

Turcy zabrali Iskenderun i teraz mówią, że jest turecki, szerzą tam swoją ideologię i używają tureckiej nazwy miasta. Jednak nie zatrzymają się tam, chcą przejąć Aleppo i prowincję Al Dżazira”.

Zaledwie rok później Sa’ada napisał w tej samej gazecie:

„Turcja ­to najbliższej położony, najsilniejszy i najbardziej niebezpieczny kraj, który patrzy na nas chciwym okiem. Tylko czekają na właściwą chwilę, aby politycznie wykorzystać Syrię. kiedy ta pogrąży się w kryzysie. Co jest więc naszym obowiązkiem, skoro znamy chciwość naszego wroga? Powinniśmy być silni, ponieważ słabość pozwoli nieprzyjacielowi zjeść nas żywcem. Zwłaszcza, że nasze społeczeństwo utraciło jedność, jaka nas łączyła, i to dlatego Syria została tak łatwo rozbita na kawałki i pozostaje rozbita do tej pory. W naszej jedności widzą oni zagrożenie dla swoich planów”.

Sa’ada był świadkiem zagrabienia przez Turcję terenów w północno-zachodniej Syrii w 1920 roku. Teraz, w 2017 roku, widzimy powtórkę historii, czego znaczną część Sa’ada przewidział.

Na przykład w przemówieniu wygłoszonym w Aleppo w 1948 roku Sa’ada powiedział:

„Mamy przed sobą drugie niebezpieczeństwo. Jest nim zagrożenie ze stronyKurdystanu i tworzenie kraju kurdyjskiego. Obce państwa wspierają ten plan, bo zależy im na doprowadzeniu do chaosu na Bliskim Wschodzie. Ustanawiając kraj o nazwie Kurdystan, państwa te będą walczyć przeciwko Turcji. Nie myślcie, że niebezpiecznie jest tylko w Palestynie. Groźnie jest z każdej strony naszego kraju”.

Konflikty w Iraku, Syrii i Turcji stworzyły gęstwę politycznych i wojskowych organizacji Kurdów. Szacuje się, że 25 do 35 milionów rdzennych Kurdów, rozsianych po Turcji, Iraku, Syrii i Iranie, znajduje się w centrum kilku konfliktów, które w chwili obecnej przekształcają Bliski Wschód. Na przykład Partia Pracujących Kurdystanu (PKK) niemal od czterdziestu lat prowadzi walkę zbrojną przeciwko państwu tureckiemu, a w jej wyniku poniosło śmierć około 40 tys. ludzi.

W Syrii Kurdowie są pełnoprawnymi obywatelami, mającymi takie same prawa jak inni Syryjczycy, gwarantowane na mocy świeckiego prawa cywilnego. Syria składa się z wielu grup religijnych i etnicznych i wszyscy ich członkowie są pełnoprawnymi obywatelami, łącznie z niewielką społecznością żydowską. Jednak niektórzy syryjscy Kurdowie dostrzegli w chaosie sprowadzonym na Syrię przez zewnętrzne zagrożenia szansę, by skorzystać na cierpieniu sąsiadów.

Nie tylko korzystają finansowo, walcząc jako najemni żołnierze dla rządu Stanów Zjednoczonych, ale odnoszą też długoterminową korzyść z deklarowania własną ojczyzną terytorium, które ukradli innym Syryjczykom. Kurdowie walczący obecnie po stronie Stanów Zjednoczonych dopuszczają się czystek etnicznych na wielką skalę na niekurdyjskiej ludności cywilnej.

Sa’ada ostrzega przed nasilaniem się syjonizmu

Za życia Sa’ady  do Palestyny zaczęli ściągać europejscy żydzi z syjonistycznym planem założenia tam ostatecznie państwa żydowskiego. Oficjalnie Państwo Żydowskie Izrael powstało w 1948 roku, na krótko przed egzekucją Sa’ady.

Palestyńscy uchodźcy uciekają przed gwałtem po ustanowieniu na obszarze ich ojczyzny państwa izraelskiego w 1948 roku.

 

Sa’ada ostrzegał przed powstaniem i rozrastaniem się Izraela. Powiedział, że syjoniści zagrażają nie tylko Palestynie, ale też Libanowi, Syrii i Irakowi. W 1938 roku Sa’ada przewidział, że syjoniści nie zatrzymają się w Palestynie, ale będą chcieli rozszerzyć obszar swego państwa poza granice regionu.

2 marca 1947 roku Sa’ada powiedział: „Celem Syryjskiej Partii Socjal-Nacjonalistycznej (SSNP) jest ocalenie i powinniśmy dążyć do ocalenia Palestyny przed chciwością syjonistów. Ratowanie Palestyny powinno być celem Libanu, nie tylko celem Palestyńczyków. Syjonizm jest zagrożeniem dla całego regionu”.

W obecnym konflikcie syryjskim Izrael wspiera radykalnych islamskich terrorystów walczących o zmianę reżimu, bo taki cel zbiega się z linią izraelskiej polityki w stosunku do Syrii. W związku z tym Izrael posuwa się nawet do leczenia rannych terrorystów w izraelskich szpitalach.

Po porażce imperium osmańskiego w 1918 roku ziemie Arabów zostały podzielone na obszary francuskie i brytyjskie zgodnie z ustaleniami umowy Sykes-Picot z 1916 roku. Liban wszedł w skład francuskiego mandatu, a we wrześniu 1920 roku ustanowiono dzisiejsze granice Libanu. Było to mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Sa’ada ukończył studia i opuścił Liban, najpierw udając się do Stanów Zjednoczonych, a rok później, w 1921 roku, do Brazylii.

1 maja 1924 roku magazyn San Paolo opublikował artykuł napisany przez Sa’adę, zatytułowany „Upadek USA, rozłam ze światem człowieczeństwa”. Cytat:

„Wygląda na to, że blask dolara oślepił Amerykanów na tyle, że atakują inne kraje, krew jest przelewana bez mrugnięcia okiem, przeciw wolności innych narodów, które może nawet były lojalne wobec Stanów Zjednoczonych i uprzednio były ich sojusznikami. Zachód poniósł klęskę i jest całkowitym bankrutem. Stany Zjednoczone spoliczkowały inne kraje, mimo że były wobec nich lojalne i były przyjaciółmi USA. Niektóre z tych narodów ofiarowały znaczną liczbę swoich młodych mężczyzn jako sojuszników USA w wojnie światowej”.

Dzisiejsze imperia, jutrzejsze prochy

Chciwe supermocarstwa szukały sposobu na rozczłonkowanie Syrii od czasów Imperium Osmańskiego. Od Francuzów i Anglików po I Wojnie Światowej po Stany Zjednoczone, Izrael i państwa Zatoki Perskiej obecnie – wszyscy wspierali zniszczenie Syrii. Swego czasu Sa’ada starał się przeciwstawić mocarstwom chcącym zagrozić jego krajowi. Wysiłki te zakończyły się jego egzekucją 8 lipca 1949 roku, ponieważ został uznany za zagrożenie dla geopolitycznych celów państw, którym się przeciwstawiał.

15 października 1937 roku Sa’ada napisał w Al-Nahdhah:

„Nasza ideologia znalazła swojego wroga w ekstremistycznej religii wahabickiej, która rozprzestrzeniła się w rejonie Zatoki Arabskiej (Perskiej). Religia wahabicka jest wrogiem chrześcijan, sunnitów i szyitów. Jest zagrożeniem dla wszystkich narodów wokół Arabii Saudyjskiej, a zwłaszcza dla narodu syryjskiego. To nie tylko zagrożenie ekonomiczne czy okupacja, ale też fakt, że sama saudyjska rodzina królewska pracuje nad wojną w obrębie społeczeństwa Syrii, Libanu i Palestyny rękami swoich agentów, którzy na miejscu szerzą wahabizm i jego cele za pośrednictwem mediów, polityków i kleryków religijnych”.

Sa’ada dorastał podczas opresyjnej okupacji swojej ojczyzny przez obce mocarstwo. Jego wizjonerska ideologia poruszała kwestie, które do dzisiaj goszczą w nagłówkach artykułów prasowych, choć pisał o nich prawie 100 lat temu. Jego ostrzeżenia dotyczące potencjalnych zagrożeń dla Syrii i Bliskiego Wschodu nadal są aktualne. Ale królestwa zbudowane na ruchomych piaskach Bliskiego Wschodu mogą pewnego dnia odlecieć z gorącym wiatrem pustynnym i unieść ze sobą w tej wichurze swych zachodnich panów.

[*] Poprawna polska transkrypcja nazwiska to Sa’ada, jednak w polskich tekstach dostępnych w Internecie częściej spotyka się transkrypcję angielską: Sa’adeh, Saadeh

[**] Życiorys Sa’ada i program partii jest zarysowany w niedługim artykule na stronie Nacjonalista.pl

Więcej informacji, po polsku:

  1. Jarosław Tomasiewicz: Syryjska Partia Socjal-Nacjonalistyczna – chrześcijański sojusznik Syrii w Libanie (2011)
  2. Adam Busse: Za ideę Wielkiej Syrii – historia i ideologia Syryjskiej Partii Socjal – Nacjonalistycznej
  3. Dla Xportalu: Wissam Samia (Syryjska Partia Socjal-Nacjonalistyczna) [PL/ENG] (2013)

 

Tłumaczenie i przypisy: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Western Imperialism – Crushing Syrian Secularism Through Divide-And-Conquer Sectarian Tactics For Decades

 

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/08/21/zachodni-imperializm-dzieli-i-podbija-dluga-historia-wykorzystywania-sekt-do-skruszenia-syryjskiego-sekularyzmu/

Katar, Arabia Saudyjska, islamski terroryzm i angloamerykański establishment.

„Cudnie jest robić z wami interesy wojenne, wasza najwyższa głowoodrąbywaczość”

Joe Quinn
Sott.net

W ciągu ostatnich kilku dni „zbiegi okoliczności” i powiązania sypały się gęsto, jedno po drugim. W mrugnięcie oka można coś przeoczyć, więc polecam śledzenie codziennych analiz na Sott.net.

Najpierw mieliśmy atak terrorystyczny na moście w Londynie, zaledwie dwa tygodnie po bombie w Manchesterze i na tydzień przed być może najważniejszymi w tym pokoleniu brytyjskimi wyborami parlamentarnymi.

W ostatnich dniach niespodziewanie zafundowano nam groteskowy spektakl z „wystawieniem” Kataru jako sponsora dżihadyjskiego terroryzmu przez arcysponsora dżihadyjskiego terroryzmu. To zupełnie jakby McDonalds oskarżał Burger Kinga o sprzedawanie niezdrowej żywności, więc rzecz jasna za tą „sprzeczką” kryje się coś więcej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje (lub niż donoszą media). Oskarżenia rzucone przez Saudów zaledwie kilka dni po ataku terrorystycznym na londyńskim moście najwyraźniej miały na celu przekazanie przesłania: „Obwiniać Katar, a nie nas!”

Nie bez związku ze sprzeczką tych miłośników dżihadyjskiego terroryzmu jest długo już odkładany „drażliwy” raport brytyjskiego rządu w sprawie finansowania przez Saudów terroryzmu w Wlk. Brytanii. Ten raport jest oczywiście jeszcze bardziej „drażliwy”, jeśli wziąć pod uwagę zbliżające się wybory w Wielkiej Brytanii, w których rząd Konserwatystów [establishment] (który ma niezwykle bliskie relacje z saudyjskimi obcinaczami głów i bardzo lubi sprzedawać duże ilości broni) usiłuje uzyskać „mandat” Brytyjczyków na kolejnych pięć lat finansowanego przez Arabię terroryzmu na brytyjskiej ziemi, nie mówiąc już o Syrii, Libii, Iranie i wszędzie tam, gdzie masowe mordowanie cywilów może być z pożytkiem wykorzystane do geopolitycznych celów.

 

[Raport w sprawie finansowania terroryzmu: Nasilają się żądania opublikowania „tajnego” dokumentu MSW, „wskazującego na Arabię Saudyjską”]

Inną przypuszczalną motywacją dla saudyjskiej kampanii przyłożenia Katarowi jest fakt, że Katarczycy (największy na świecie eksporter skroplonego gazu ziemnego) zdecydowanie za bardzo angażują się ostatnio w realpolitik w odniesieniu do Iranu i Rosji.

Iran i Katar są właścicielami potężnych pól gazowych i naftowych Pars / North Dome w Zatoce Perskiej (zdecydowanie największych na świecie). Pod dnem Zatoki wciąż pozostają duże, niewykorzystane ilości ropy naftowej i gazu. Podczas gdy Katar eksportował swoje zasoby od połowy lat 90., Iran dopiero w zeszłym roku zawarł umowę z francuską firmą Total (oraz z chińskim CNPC i irańskim Petropars), żeby zwiększyć wydobycie w swojej części złoża.

Co ciekawe, Total (wraz z kilkoma innymi zachodnimi korporacjami energetycznymi) uczestniczy także w sektorze gazowym w Katarze. Problemem jest jednak współwłasnościowa natura tego pola. Podczas gdy oba kraje, Iran i Katar, mają granice morskie, definiujące co jest czyje, gaz w złożu nie uznaje granic, a ilość gazu do wydobycia przez każdego z właścicieli zależy od jego zdolności wydobywczych (gaz ma tendencję do przepływu do opróżnionych przestrzeni).

Od kiedy w 2015 r. zniesiono sankcje wobec Iranu, Irańczycy nadganiają katarską produkcję gazu. Zawarcie przez Katar umowy z Iranem na eksploatację ich wspólnego pola ma więc gospodarczy i logistyczny sens i wygląda na to, że tym właśnie się po cichu zajmują w ostatnich miesiącach. A co dodatkowo pogarsza sprawę, pod koniec ubiegłego roku Katar kupił 19,5% udziałów w rosyjskim gigancie energetycznym, spółce Rosnieft, za 10,2 miliarda euro, stając się drugim (po brytyjskim koncernie BP) zagranicznym udziałowcem, dopuszczonym do takiej transakcji.

Wszystko to razem wskrzesza widmo ewentualnego zmartwychwstania jakiejś wersji rurociągu Katar-Turcja, który miał przesyłać katarski gaz przez Arabię Saudyjską, Jordanię i Syrię do Turcji i dalej, do Europy. Kiedy pierwotny plan rurociągu został odrzucony przez Asada, w celu „ochrony interesów ich rosyjskiego sojusznika” (Rosja dominuje na rynku gazu w UE), Syria została uwikłana w „wojnę domową” (od dawna planowaną), napędzaną przez najemników wspieranych przez Katar i Saudich, z bezpośrednią pomocą zachodnich rządów.

Jednak w zeszłym roku chimeryczna rodzina królewska z Kataru chyba ostatecznie zaakceptowała, że Asad nigdzie się nie wybiera oraz że na Bliskim Wschodzie jest Rosja, i zamierza tam pozostać. Zatem tym, co może naprawdę przerażać Saudyjczyków i (ostatnio) ich zachodnich sojuszników, jest nie tylko perspektywa sojuszu Iranu, Syrii i Rosji na Bliskim Wschodzie, ale widmo sojuszu, który obejmie Katar i jego ogromne rezerwy gazu.

Może teraz łatwiej zrozumieć, dlaczego podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej Trump wezwał „wszystkie kraje mające sumienie do odizolowania Iranu” i dlaczego Saudyjczycy zrobili krok w tym kierunku, grożąc Katarczykom. Można również zrozumieć, dlaczego dzisiaj dżihadyści (bez wątpienia finansowani przez Saudów) zabili 12 osób w zamachu w Teheranie i dlaczego Irańczycy natychmiast obwinili za to Saudyjczyków. I, żeby dopełnić tę farsę, gdy Katarczycy odpowiedzieli na saudyjskie oskarżenia o „finansowanie terroryzmu” oświadczeniem, że zhakowano katarski kanał informacyjny i wprowadzono doń fałszywą historię, która łączyła katarską rodzinę królewską z Iranem, dla „głębokiego państwa” w USA pokusa była zbyt duża i przez swój oficjalny kanał propagandowy – CNN – pozwoliło „anonimowym źródłom” wyjawić, że za katarskim atakiem „hakerskim” stali Rosjanie.

Jak kilkukrotnie pisałem, terroryzm jest wykorzystywany jako fałszywy powód wojny, która w rzeczywistości jest toczona o to, kto będzie kontrolował zasoby naturalne Bliskiego Wschodu, a tym samym kto będzie „kontrolował świat”. Angloamerykański establishment już od dawna związał swój los z saudyjskimi obcinaczami głów, którzy siedzą na największych na świecie rezerwach ropy naftowej i rafineriach. Amerykańska siła militarna i saudyjska ropa pozwoliły Zachodowi zdobyć władzę absolutną na wiele dziesięcioleci. Ale ta era zdaje się szybko zbliżać ku końcowi.

Niestety, jest niewielka nadzieja, że „ekscepcjonalny” angloamerykański establishment i ich ścinający głowy ideologiczni bracia ustąpią z gracją. Bynajmniej, ich podejście wydaje się być podobne do tego, jakie cechowało wzorcowego, żądnego władzy tyrana, przewijającego się na kartach literatury przez całe stulecia – wiecie, tego kolesia, który w obliczu nieuniknionej utraty mocy i łaski decyduje mniej więcej tak: „jeśli ja nie mogę tego mieć, nikt tego mieć nie będzie!” Jak bardzo nieoryginalne to z ich strony.

Tłumaczenie: PRACowniA

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/06/11/katar-arabia-saudyjska-islamski-terroryzm-i-angloamerykanski-estabilshment/

Retoryka wojenna na temat Iranu i „zlecony przez Trumpa” atak w Jemenie: III wojna światowa wcale się nie zbliża – ta wojna toczy się TERAZ

© kokpit.aero -- Niepotwierdzone zdjęcie przedstawiające wrak przemiennopłata US MV-22 Osprey, który miał „twarde lądowanie” podczas „niespodziewanego nalotu na Al-Kaidę” w prowincji Al-Bajda, w środkowym Jemenie, 28 stycznia 2017

© kokpit.aero — Niepotwierdzone zdjęcie przedstawiające wrak przemiennopłata US MV-22 Osprey, który miał „twarde lądowanie” podczas „niespodziewanego nalotu na Al-Kaidę” w prowincji Al-Bajda, w środkowym Jemenie, 28 stycznia 2017

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/02/28/retoryka-wojenna-na-temat-iranu-i-zlecony-przez-trumpa-atak-w-jemenie-iii-wojna-swiatowa-wcale-sie-nie-zbliza-ta-wojna-toczy-sie-teraz/

Niall Bradley
Sott.net

Retoryka amerykańskiego rządu w stosunku do Iranu osiągnęła ostatnio poziom nienotowany od czasów administracji Busha, a powodem tego zdaje się być ciąg wydarzeń z ostatnich kilku tygodni, jakie miały miejsce w Jemenie i jego okolicach. Ataki USA z użyciem dronów i naloty na jemeńskie obiekty były przeprowadzane przed, w trakcie i po inauguracji Trumpa, ale uwagę amerykańskich mediów przyciągnął dopiero atak jednostki specjalnej USA (Navy Seals 6) w środkowym Jemenie 28 stycznia b.r.

Dwa dni po inauguracji Trumpa amerykańskie drony „zabiły w Jemenie pięciu przywódców Al-Kaidy”. Operacja odbyła się bez wiedzy Trumpa (a więc i bez jego zgody), ponieważ jego poprzednik uwolnił Pentagon od nadzoru wykonawczego w zakresie działań wojennych z wyłącznym użyciem dronów. Machina wojenna USA jest, w pewnym sensie, rozumna. Zazwyczaj działa bez oficjalnego przywództwa, decyzji czy udziału „cywilnego rządu”. To samo dotyczy wielu ataków dronowych, przeprowadzonych w „okupowanych przez ISIS Syrii i Iraku” w okresie przed inauguracją oraz w pierwszych dniach prezydentury Trumpa.

Tak więc chociaż większość ludzi może zakładać, że w okresie między usunięciem starej administracji i wprowadzeniem nowej wszystkie takie operacje byłyby wstrzymane, wcale tak się nie dzieje, co jest dość wyraźnym dowodem, że polityka zagraniczna USA funkcjonuje niezależnie od Białego Domu.

Nocny atak Navy Seals w środkowym Jemenie

Później jednak rozegrało się coś, co najwyraźniej angażowało Trumpa. W niedzielę 29 stycznia US Central Command (CENTCOM) opublikował nieprawdopodobną informację prasową, w której stwierdzano, że „28 stycznia w Jemenie, podczas nocnego nalotu na Al-Kaidę Półwyspu Arabskiego (AQAP), zginął jeden żołnierz amerykański, a czterech innych zostało rannych”. W operacji, jak podano, zabito szacunkowo „14 członków AQAP i zdobyto informacje, które mogą zapewnić wgląd w planowane przyszłe zamachy terrorystyczne”. Aha, i samolot przemiennopłatowy US MV-22 Osprey, wykorzystany w operacji, „miał twarde lądowanie”, więc musiał zostać „zniszczony na miejscu [przez samoloty marynarki wojennej USA]”.

© Unknown -- Zabita w nalocie: Nora al-Aliki, 8-letnia córka Anwara al-Aliki, amerykańskiego muzułmańskiego imama, który został zabity w Jemenie w amerykańskim ataku dronowym w 2011 roku

© Unknown — Zabita w nalocie: Nora al-Aliki, 8-letnia córka Anwara al-Aliki, amerykańskiego muzułmańskiego imama, który został zabity w Jemenie w amerykańskim ataku dronowym w 2011 roku

Naturalnie ten alarmujący rozwój wypadków sprowokował mnóstwo pytań, na które anonimowi urzędnicy amerykańskiego wywiadu z największą ochotą odpowiedzieli w kolejnych „przeciekach” do mediów. W tym momencie historia przedstawia się tak, że siły specjalne USA, w połączeniu z „siłami specjalnymi Zjednoczonych Emiratów Arabskich” (którym, nawiasem mówiąc, przywodzi niejaki Mike Hindmarsh, były szef australijskiego SAS), przeprowadziły przed świtem nalot na wieś Jakla, „znaną twierdzę AQAP” w prowincji Al-Bajda, w południowo-wschodnim Jemenie. Ich zadaniem było „zebranie jak najwięcej informacji wywiadowczych na temat AQAP w celu umożliwienia przyszłych rajdów i ataków przeciwko tamtejszej Al-Kaidzie”.

Lokalne źródła doniosły, że w operacji zginęło aż 57 osób, w tym osiem kobiet i ośmioro dzieci. Jednym z tych dzieci była podobno 8-letnia córka Anwara al-Aliki, „genialnego terrorysty i radykalnego islamskiego duchownego” (i obywatela Stanów Zjednoczonych), który zginął w ataku dronowym w Jemenie w 2011 roku za „wpływanie” na (spiskowanie z? „dżihadykalizację”?) 16-letniego syna bogatego nigeryjsko-brytyjskiego bankiera Farouka Abdulmutallaba, niesławnego „bieliźnianego zamachowca” [nieco późniejszy artykuł o Farouku przetłumaczony na Pracowni tutaj]. CENTCOM zadbał, aby podkreślić to powiązanie w swoim komunikacie prasowym, wskazując, że – poza owym dziwacznym incydentem na pokładzie samolotu z Amsterdamu do Detroit w Boże Narodzenie 2009 roku – AQAP jest również odpowiedzialny za „zamach podczas bostońskiego maratonu i atak na biura Charlie Hebdo w Paryżu”.

CENTCOM opublikował również nagranie filmowe, będące według niego „małą próbką informacji wywiadowczych, jakie pozyskano na miejscu”, to znaczy w „punkcie zbornym, centrum propagandy i węźle logistycznym siatki terrorystycznej AQAP”. Film „demonstruje sposób wytwarzania trójnadtlenku trójacetonu (triacetone triperoxide, TATP) – materiału wybuchowego, stosowanego w licznych atakach terrorystycznych, w tym w próbie ataku ’bucianego zamachowca’ z 2001 roku oraz w atakach w środkach transportu w Londynie w roku 2005”. Pentagon został jednak zmuszony zdjąć to wideo, gdy ktoś zwrócił uwagę, że ich „ważne informacje wywiadowcze” zostały szeroko rozpowszechnione 10 lat temu przez firmę wywiadowczą SITE Rity Katz, prywatną amerykańsko-izraelską firmę szpiegowską, która tak samo dużo zrobiła dla nagłaśniania „planów terrorystycznych” dżihadystów, co Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka dla demonizowania Baszara al-Asada.

© Unknown -- Prezydent Trump z córką Ivanką w drodze na pogrzeb Williama Owena z Navy Seal

© Unknown — Prezydent Trump z córką Ivanką w drodze na pogrzeb Williama Owena z Navy Seal

Wieś, o której mowa, według Baraa Shibana z brytyjskiej grupy Reprieve, zajmującej się prawami człowieka, już w grudniu 2013 r. została zaatakowana przez amerykańskie drony, które zabiły gości weselnych. Pan młody, który przeżył tamten atak, tym razem zginął wraz z synem i córką. Nora al-Aliki, córka „terrorystycznego geniusza”, (która być może, ale niekoniecznie, sama była obywatelką USA) według relacji jej dziadka Nassera al-Awlakiego wykrwawiła się na śmierć dwie godziny po otrzymaniu postrzału w szyję. On sam i inni ocalali mówią, że wieś wcale nie była „twierdzą AQAP”, a raczej wioską rodzinną szejków plemiennych, którzy w rzeczywistości walczą przeciw wspieranemu przez Saudów i USA rządowi Jemenu (obalonemu w wyniku zamachu stanu w styczniu 2015 roku rzez rządzący ruch kierowany przez Hutich, co przyspieszyło „saudyjską” interwencję, zmierzającą do „przywrócenia legalnego, demokratycznie wybranego rządu”– ironia, która całkowicie umyka autokratycznym władcom Zatoki Perskiej, przywołującym tę „słuszną sprawę”). Dziadek Awlaki powiedział, że „oficjalny” rząd (na wygnaniu w Arabii Saudyjskiej) za pośrednictwem swoich sił w Adenie dostarczał broń jemu i jego rodzinie do walki przeciwko Hutim.

 

© South Front

© South Front

 

Ci bojownicy nie tylko są doskonale uzbrojeni – NBC poinformowało o podejrzeniach, że ktoś dał im cynk o nalocie. Według Pentagonu zespół Sealsów spotkał się z ciężkim ostrzałem („strzelały do nas nawet kobiety”), a wychodząc z założenia, że to oni [bojownicy] sprawili przemiennopłatowi MV-22 Osprey „twarde lądowanie” (a nie „zniszczyły go na miejscu” samoloty marynarki USA), jest całkiem prawdopodobne, że zaatakowani mieli również pod dostatkiem ciężkiej broni.

Choć rzecznik Trumpa charakteryzuje operację jako „udaną”, anonimowi oficjele wywiadu USA za „niemal wszystko, co poszło źle”, obwiniają Trumpa, informując media, że „Trump zatwierdził swoją pierwszy tajną operację antyterrorystyczną bez wystarczających informacji wywiadowczych, wsparcia naziemnego czy odpowiednich przygotowań zabezpieczających”. W rezultacie misja skończyła się wylądowaniem w „umocnionej bazie Al-Kaidy, z dostępem chronionym przez zaminowany pas i czuwających snajperów oraz z większym niż się spodziewano kontyngentem uzbrojonych islamskich ekstremistów”. Dla dopełnienia tej paskudnej historii, ci sami oficjele twierdzą, że misja była planowana kilka miesięcy wcześniej, rozważana przez administrację Obamy, ale ostatecznie została odłożona do czasu inauguracji Trumpa „ze względów operacyjnych”.

© Naval Special Warfare Command/kpt. Jason Salata -- młodszy chorąży marynarki William 'Ryan' Owens zginął w Jemenie w nocnym nalocie, który najwyraźniej został schrzaniony ponad wszelkie pojęcie

© Naval Special Warfare Command/kpt. Jason Salata — młodszy chorąży marynarki William ‚Ryan’ Owens zginął w Jemenie w nocnym nalocie, który najwyraźniej został schrzaniony ponad wszelkie pojęcie

Amerykańskie społeczeństwo zostało nagle skonfrontowane z nową rzeczywistością – bezpośrednią obecnością amerykańskich żołnierzy w rejonie konfliktu w Jemenie, a Trump – którego kampania wyborcza bazowała między innymi na powstrzymaniu militarnych awantur za granicą – znalazł się z zakrwawionym nożem w ręce. Przypomina mi to, jak JFK radził sobie z historią z „Zatoką Świń” podczas swoich pierwszych kilku miesięcy prezydentury. Dla nas obecnie wydarzenie to zredukowało się do tego, że albo Kennedy nie wiedział, co kręciła CIA, albo też odkrył ich plan w ostatniej chwili i zablokował wsparcie powietrzne, konieczne dla powodzenia operacji. Jednak dzięki badaniom przedstawionym w książce Davida Talbota Devil’s Chessboard (Diabelska szachownica) mamy teraz dowody, że dyrektor CIA Allen Dulles nigdy nie chciał sukcesu operacji w Zatoce Świń. Sabotował ją od samego początku, ponieważ jego główną misją było „zwrócenie społeczności wywiadowczej przeciwko Kennedy’emu”, który, między innymi przewinami, groził zniweczeniem „ich” polityki zagranicznej.

W każdym razie za misję w Jemenie „odpowiedzialna” jest administracja Trumpa, choć nie możemy tego traktować dosłownie. Pentagon poważnie zabiega, żebyśmy uwierzyli, że po 8 latach prowadzenia przezeń okresowych nalotów powietrznych oraz ataków z użyciem pocisków manewrujących i dronów przeciwko jemeńskiej ludności cywilnej i powstańcom w supernowoczesnej wojnie toczonej w najbiedniejszym kraju Bliskiego Wschodu – kiedy przez cały ten czas ani razu (oficjalnie) nie ryzykowano życiem amerykańskich żołnierzy – nagle, zaledwie tydzień po objęciu prezydentury przez Trumpa, tenże Pentagon powierzył nadzór wykonawczy i planowanie operacyjne wyraźnie wariackiej misji „pozbierania twardych dysków” od „terrorystów AQAP”, ukrywających się w wiosce z trudem położonej na obszarze opanowanym przez lojalistów wspieranych przez Arabię Saudyjską… prezydentowi Donaldowi „Wschodzącej Gwieździe” Trumpowi. Mam poważne wątpliwości co do tego, że został on w pełni wprowadzony w szczegóły operacji, a następnie „dał jej zielone światło”. Nic lepiej nie ilustruje braku posiadania realnej władzy przez amerykańskich prezydentów – zwłaszcza w zakresie polityki zagranicznej – niż nieprzerwane (a w tym wypadku najwyraźniej bezmyślne) działania zbrojne prowadzone przez USA, NATO i monarchie Zatoki Perskiej w okresie przechodzenia od rządów Obamy do Trumpa.

Siła ognia Jemenu (Hutich)

© Unknown – Furgonetki z zamontowanymi działami, używane przez powstańców Huti przeciwko siłom walczącym pod przywództwem „Saudów”. Skąd oni je biorą?

© Unknown – Furgonetki z zamontowanymi działami, używane przez powstańców Huti przeciwko siłom walczącym pod przywództwem „Saudów”. Skąd oni je biorą?

Zmieńmy teraz obiektyw i spójrzmy na inne wydarzenia, rozgrywające się ostatnio w południowej części Półwyspu Arabskiego.

Dwa dni przed amerykańskim nalotem powstańcy Huti zestrzelili saudyjski śmigłowiec Apache w pobliżu miasta portowego Mokka nad Morzem Czerwonym, w południowo-zachodniej części kraju. W grudniu ub. roku inny arabski śmigłowiec Apache został zestrzelony przez Hutich, tym razem w południowej prowincji Arabii Saudyjskiej Nadżran. W rzeczywistości Huti przeprowadzili dziesiątki transgranicznych ataków na cele wojskowe zlokalizowane głębiej na terytorium Arabii Saudyjskiej, zwłaszcza od sierpnia ubiegłego roku. Większość z nich obejmowała ostrzał bliskiego zasięgu i walki o kontrolę nad miastami przygranicznymi i przyczółkami, ale Huti odpalali również rakiety balistyczne w saudyjskie bazy wojskowe. W ciągu zaledwie jednego skoordynowanego ataku na początku grudnia Huti równolegle zlikwidowali co najmniej 4 saudyjskie bazy wojskowe i centra dowodzenia na południu królestwa pociskami balistycznymi, a następnie intensywnym ostrzałem. Liczba saudyjskich ofiar nie jest znana, ale jest oczywiste, że ich siły dotkliwie to odczuły.

Zaledwie dwa dni temu pojawiły się doniesienia, że pocisk balistyczny wystrzelony z Jemenu skutecznie trafił w saudyjską bazę wojskową w Al-Mazahimiyah, 60km od Rijadu. AMN News podało, że w ataku użyto pocisków ziemia-ziemia, zwanych „Burkan-2”, będących „wariantem rosyjskiego pocisku Scud. Nie ma jak dotąd oświadczenia Saudyjczyków w tej sprawie, aczkolwiek okoliczni mieszkańcy pisali w mediach społecznościowych, że słyszeli wybuchy. Wczoraj irańska PressTV cytowała rzecznika Hutich, który potwierdził wystrzelenie rakiet i pokazał ich zdjęcia sprzed momentu odpalenia:

 

© Wojsko Jemenu (siły Hutich) via AMN News

© Wojsko Jemenu (siły Hutich) via AMN News

A to jest podobno klip z pociskami wystrzelonymi w stronę Rijadu:

 

 

Jeśli informacje zostaną potwierdzone, będzie to oznaczać istotną poprawę w stosunku do poprzednich prób wystrzelenia pocisków w Arabię Saudyjską przez Hutich. 27 października 2016 roku wystrzelili pocisk Burkan-1 w główne lotnisko w Dżuddzie – położonej bliżej Sany, stolicy Jemenu, niż Rijad – na saudyjskim wybrzeżu Morza Czerwonego. Wcześniej, 11 października, pocisk balistyczny mierzył w At-Ta’if, w pobliżu Mekki, gdzie znajduje się saudyjska baza sił powietrznych im. króla Fahda. Według Saudyjczyków oba ataki zostały udaremnione przez baterie systemów obrony przeciwrakietowej Patriot, dostarczonych przez USA.

© Unknown, archiwa – zdjęcie okrętów marynarki Iranu

© Unknown, archiwa – zdjęcie okrętów marynarki Iranu

10 października Pentagon poinformował, że dwa pociski zostały wystrzelone w okręt USS Mason, znajdujący się w pobliżu jemeńskiego wybrzeżu Morza Czerwonego, ale „wpadły do wody, zanim dotarły do statku”. Dwa dni później Pentagon stwierdził, że USS Mason i USS Ponce zostały zaatakowane rakietami przez Hutich i że statki wzięły udział w „wymianie ognia”. Huti – którzy za każdym razem, kiedy przeprowadzają ataki, wydają oświadczenia prasowe – zaprzeczyli wystrzeleniu rakiet w którykolwiek z tych statków, mówiąc, że nigdy nie strzelają do statków znajdujących się poza ich wodami terytorialnymi, i oskarżyli Amerykanów o wymyślenie tych historii, żeby uzasadnić interwencję w imieniu nieskutecznej „saudyjskiej koalicji”. Następnie USA „wzięły odwet”, odpalając pociski manewrujące Tomahawk z USS Nitze i niszcząc trzy instalacje radarowe Hutich. Co ciekawe, 13 października Iran wysłał flotę okrętów wojennych do Zatoki Adeńskiejw celu ochrony statków handlowych przed piractwem”, a Pentagon powiedział Fox News, że w tym czasie w okolicy przebywał chiński okręt i rosyjski statek szpiegowski”.

Mój kolega Joe Quinn pisał [na Pracowni tutaj], że podobno Huti wysadzili saudyjską fregatę klasy Al-Madina przy pomocy „samobójczych łódek załadowanych nawozem”, i to na otwartym morzu, 30 stycznia, czyli dwa dni po nalocie amerykańskich Sealsów. To nie był przypadek. Oczywiście jest to trudne do zweryfikowania – Saudyjczycy i ich sojusznicy mają naturalną tendencję do minimalizowania swoich strat, podobnie jak Huti mogą wyolbrzymiać swoje sukcesy – ale Huti twierdzą, że był to jedenasty statek saudyjskiej koalicji, jaki trafili w ciągu dwóch lat stawiania oporu saudyjskiemu natarciu. Takie ataki nie mogą odbyć się bez specyficznych instalacji radarowych, jakie USA podobno zabrały z powrotem do domu w październiku, więc albo USA nie dostały wszystkich instalacji, albo Huti są ponownie zaopatrywani w urządzenia o zaawansowanej technologii. Tym, co rozpoczęło powyższą sekwencję zdarzeń był udany atak rakietowy Hutich na wyprodukowany przez USA i pływający pod banderą Emiratów hybrydowy katamaran HSV-2 Swift, znowu w pobliżu czerwonomorskiego portu Mokka w cieśnienie Bab al-Mandab na początku października 2016 r. Podobno Huti całkowicie zniszczyli ten statek:

 

 

Zauważyliście, jaką technologię radarową mają? Użyty pocisk wygląda na „C-802, ulepszoną wersję eksportową chińskiego pocisku przeciwokrętowego Eagle Strike YJ-82”.

© Emirates News Agency – Wrak dostarczonego przez USA statku „ZEA”, zniszczonego w ataku rakietowym „Hutich” u jemeńskich wybrzeży Morza Czerwonego na początku października 2016 r.

© Emirates News Agency – Wrak dostarczonego przez USA statku „ZEA”, zniszczonego w ataku rakietowym „Hutich” u jemeńskich wybrzeży Morza Czerwonego na początku października 2016 r.

Ostatnio intensywne walki są toczone w południowo-zachodnim krańcu kraju, gdzie głównym celem dla obu stron jest kontrola nad cieśniną Bab al-Mandab. W ostatnich starciach Saudyjczycy ponieśli poważne straty. Irańska agencja Fars News donosi, że w ubiegłym tygodniu w regionie zostało zabitych około 450 „wspieranych przez Arabię Saudyjską bojowników”, w tym drugi w hierarchii dowodzenia dowódca polowy saudyjskiej koalicji (Saeed al-Samati al-Sabihi) oraz „wynajęci przez Saudyjczyków zagraniczni najemnicy, częściowo z krajów arabskich”. Huti twierdzą również, że zlikwidowali jeszcze inną kluczową instalację, na wyspie Zukar na Morzu Czerwonym – kolejnym pociskiem balistycznym – „zabijając co najmniej 80 saudyjskich i emirackich żołnierzy i oficerów”. [Lokalizacja wyspy Zukar jest zaznaczona na zamieszczonej wyżej mapce.] Przekazujące te informacje źródło wojskowe Hutich dodało, że saudyjskie centrum operacyjne dla operacji związanych z Bab el-Mandab „znajduje się w Erytrei i przebywają tam oficerowie i eksperci z Izraela, Arabii Saudyjskiej i ZEA”. Co ciekawe, informator zapytany o nalot amerykański w prowincji Al-Bajda w dniu 28 stycznia powiedział, że prawdopodobnie sygnalizuje on nową strategię USA dążenia do podziału kraju wzdłuż istniejących linii walk.

Mógłbym tak bez końca. Poszukajcie na Youtube „huti trafili arabskie czołgi” [ang: houthis hit saudi tanks], a dostaniecie dziesiątki filmów przedstawiających siły sojuszu Huti-Saleh niszczące czołgi Bradley i Abrams w całym Jemenie na przestrzeni mniej więcej ostatniego roku. Straty saudyjskiej koalicji w czołgach były tak ciężkie, że USA muszą wysłać im setki dodatkowych. W okresie swoich dwóch kadencji Obama nadzorował sprzedaż broni i sprzętu wojskowego dla Arabii Saudyjskiej na wartość 115 miliardów dolarów. Nie wiem, jaką część tej kwoty stanowi opłacanie najemników, ale wiadomo, że bliskowschodnie media rutynowo informowały o potężnej liczbie ofiar wśród tysięcy zagranicznych najemników Saudów. Według jednego z raportów w marcu ub. roku zabito ponad 4000 z nich. Niesławna prywatna amerykańska armia DynCorp podobno weszła do gry za 3 miliardy dolarów. Już w grudniu 2015 r. brytyjskie władze męczyły się, żeby wyjaśnić, dlaczego byli żołnierze brytyjscy, walczący teraz pod banderą ZEA, byli znajdowani martwi w Jemenie.

Imperium USA kontra sojusz euroazjatycki

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu wodnego po dwu stronach Półwyspu Arabskiego

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu wodnego po dwu stronach Półwyspu Arabskiego

Jak wyjaśnialiśmy w tym artykule, saudyjscy monarchowie i emirowie krajów Zatoki Perskiej nie mają własnych wojsk. Ich armie i broń są zachodnie (głównie amerykańskie) pod niemal każdym względem. Ich „wojska narodowe” są obsadzone żołnierzami, pilotami, zespołami wsparcia i wyższymi oficerami wywodzącymi się z szeregów armii USA, Wielkiej Brytanii, Australii i innych krajów zachodnich. Dzięki obsesji USA na punkcie „interoperacyjności” sprzedawanej broni, „saudyjskimi” operacjami mogą skutecznie zdalnie kierować amerykańscy, brytyjscy i izraelscy dowódcy, jednocześnie sprzedając to jako „saudyjską wojnę”. Nie jest saudyjska –  jest to całkowicie zachodnia wojna o kontrolowanie Jemenu, a tym samym jednego z kluczowych „wąskich gardeł” szlaku żeglugowego w handlu towarami i energią na naszej planecie – cieśniny Bab al-Mandab, która przez Morze Czerwone łączy Ocean Indyjski z Morzem Śródziemnym.

Ale to wszystko jest już dość dobrze znane – Stany Zjednoczone i ich sojusznicy niezbyt dobrze ukrywają swoje zaangażowanie w Jemenie. Nowością jest jednak to, co w tym konflikcie robi „strona przeciwna”. W tej wojnie nie chodzi oczywiście o „zwalczanie Al-Kaidy”, której obcinacze głów, jak wiemy – dzięki ujawnieniu machinacji w Syrii – pracują dla Arabii Saudyjskiej, Kataru, a w ostatecznym rozrachunku – dla zachodnich interesów. I nie chodzi oczywiście o „zwalczanie piratów”, jak niemal szyderczo twierdzili Irańczycy. Pomiędzy ich pociskami balistycznymi, wspomaganymi systemami radarowymi, transportowymi i wdrażania, przenośnymi systemami obrony powietrznej i przeciwczołgowej i furgonetkami doposażonymi w działa, a jak się wydaje niekończącymi się dostawami broni ręcznej, żeby z powodzeniem opierać się i pokonać przeważającą (do tej pory) siłę ognia skierowaną przeciw nim, stało się jasne, że ci dzielni Jemeńczycy, opierający się masowym bombardowaniom z powietrza, otrzymują poważne wsparcie z zagranicy.

© AP -- Listopad 2016 r., generałowie Pekinu i Teheranu podpisują umowę o współpracy w „przeprowadzeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych” i „stworzeniu zbiorowego ruchu w celu przeciwstawienia się zagrożeniu terroryzmem”. Jest to kod dla hasła „połączmy siły i przenieśmy globalną zastępczą ‘wojnę z terrorem’ do USA”.

© AP — Listopad 2016 r., generałowie Pekinu i Teheranu podpisują umowę o współpracy w „przeprowadzeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych” i „stworzeniu zbiorowego ruchu w celu przeciwstawienia się zagrożeniu terroryzmem”. Jest to kod dla hasła „połączmy siły i przenieśmy globalną zastępczą ‘wojnę z terrorem’ do USA”.

Z pierwotnej „koalicji Decisive Storm” krajów muzułmańskich, które poparły saudyjską inwazję na Jemen, wstrzymało się tylko jedno państwo Zatoki Perskiej: Oman, a jest on prawdopodobnie tym mułem, który przenosi większość broni rebeliantów w strefę wojenną. Ale sam Iran z Omanem nie byłyby w stanie zrobić tego bez protekcji sił na tyle dużych, by mogły trzymać w szachu moc wojskową USA. Myślę, że mamy tutaj „triumwirat” Moskwa-Pekin-Teheran, na pełnych obrotach przeciwstawiający się „zachodniemu imperium”.

Myślę, że budowniczowie imperium USA nie przewidywali tak długiego ciągnięcia się tej wojny, kiedy w styczniu 2015 r. dawali Saudyjczykom zielone światło do szybkiego zmuszenia Jemenu nalotami do uległości. W wyniku nieoczekiwanych sukcesów Hutich w Pentagonie i w Rijad szaleje paranoja. Na rządy USA i Wielkiej Brytanii spada sporo krytyki od obywateli za sprzedaż Saudyjczykom takich ilości broni (przy tak niewielkich  korzyściach), przymuszając je, by przynajmniej oficjalnie ograniczyły swoje zaangażowanie operacyjne. To w świetle ich dotkliwych porażek w Jemenie powinniśmy rozważać najnowszą retorykę wojny przeciwko Iranowi.

„Bombardować, bombardować Iran” (w Jemenie)

© Unknown – „To... to... to nie może się dziać naprawdę!”

© Unknown – „To… to… to nie może się dziać naprawdę!”

Doradca ds. Bezpieczeństwa Narodowego Michael Flynn – który, jak na ironię, był łojony przez amerykańskie media za bycie „rosyjskim agentem” do czasu inauguracji Trumpa – oddał pierwszą salwę, kiedy ogłosił, że Iran „otrzymał ostrzeżenie” za „testowanie rakiet balistycznych” na swoim własnym podwórku, co, jak powiedział, „naraziło na niebezpieczeństwo życie Amerykanów”. Ale to nie pociski balistyczne na irańskim podwórku go martwią – martwią go latające wszędzie pociski balistyczne Hutich; pociski, które są wyraźnie są dostarczane Hutim przez Rosję i Chiny za pośrednictwem Iranu. Flynn oskarżył również Iran za „przekazywanie broni i wspieranie terroryzmu”, wyraźnie odnosząc się do irańskiego wsparcia dla Hutich w Jemenie. Amerykańskie media – jak zawsze z pomocą jakiś anonimowych funkcjonariuszy wywiadu wojskowego, którzy „nie są uprawnieni do rozmawiania z mediami” – wypełniły resztę tej historii odwołaniami do rzekomych „ataków Hutich” na okręty USA w październiku, wykorzystanych przez USA do uzasadnienia bezpośredniej interwencji w imieniu swojego nieskutecznego pełnomocnika (Arabii Saudyjskiej). Ataki te prawdopodobnie nie miały miejsca, więc między wierszami USA mówią: „nasze saudyjskie siły zostały zaatakowane przez Iran, a to daje nam prawo do odwetu bezpośrednio przeciwko Iranowi”. Tyle tylko, że nie daje, i oni to wiedzą. Bardzo dobrze znają zasady gry, ponieważ sami je stworzyli. A poza tym, nie mogą z tym nic zrobić, bo wiedzą, że każdy potencjalny konflikt z Iranem bezwarunkowo, w taki czy inny sposób, zaangażuje Rosję i Chiny.

Druga salwa przyszła trzy dni później, kiedy nowy sekretarz wojny obrony USA James Mattis oświadczył, że Iran jest „największym na świecie sponsorem terroryzmu” – jasne,  pewnie nawet wszechczasów! Gdybyście, próbując zrozumieć, co Mattis miał na myśli, dysponowali tylko publiczną narracją o islamskim terroryzmie, Al-Kaidzie i ISIS, można by wam wybaczyć myślenie, że facet oszalał (lub po prostu zachował się odpowiednio do swojego przezwiska). No bo przecież Iran walczy przeciwko ISIS, al-Nusrze i wszystkim innym dżihadowskim armiom najemników w Syrii i Iraku. Ergo, Iran robi, co do niego należy, żeby zapobiec przyszłym atakom terrorystycznym na Zachodzie. Ale jeśli zrozumiecie, że Mattis nawiązywał do roli, jaką Iran odgrywa w używaniu Hutich do „sprawienia Saudyjczykom ich własnego Wietnamu”, jak to się mówi, to zrozumiecie też wagę deklaracji Mattisa. I wtedy też zrozumiecie, dlaczego następnie biadolił:

Ignorowanie tego [irańskiego przywiązania do terroryzmu”] nic dobrego nie przyniesie. Nie pomoże zbycie tego, a jednocześnie nie widzę żadnej potrzeby zwiększenia liczebności sił, jakie mamy obecnie na Bliskim Wschodzie. Zawsze możemy to zrobić, ale nie sądzę, żeby w tej chwili to było konieczne”.

© Unknown -- Hasan Rouhani, prezydent Iranu: „Ameryko, rozszyfrowaliśmy zasady twojej gry. Teraz nadszedł nasz czas”.

© Unknown — Hasan Rouhani, prezydent Iranu: „Ameryko, rozszyfrowaliśmy zasady twojej gry. Teraz nadszedł nasz czas”.

Mogą wypowiadać publicznie „mocne słowa”, jednocześnie dyskretnie podsyłając więcej pieniędzy, najemników i broni na Bliski Wschód, ale na tym koniec. W przeciwnym razie, jeśli „podejmą bezpośrednią walkę z Iranem w Jemenie”, sytuacja się odwróci i Jemen stanie się „Wietnamem” Ameryki. Kiedy bezpośrednio zaangażuje się siły USA w starcie z „przebranymi” siłami rosyjsko-chińsko-irańskimi, ryzyko natychmiast niesłychanie wzrośnie. Więc Trump podpisał się pod nowymi sankcjami przeciwko Iranowi, zaś Netanjahu pognał do Londynu z petycją do brytyjskiego rządu, by ten dołożył kolejne sankcje, wzywając wszystkie „odpowiedzialne kraje” do nałożenia kolejnych sankcji i wykorzystując swoją konferencję prasową z premier May do ostrzeżenia świata, że „Iran dąży do unicestwienia Izraela, dąży do podboju Bliskiego Wschodu, zagraża Europie, zagraża Zachodowi, zagraża światu”.

Jest już za późno dla Imperium na wywiązanie się z takich słownych pogróżek pod adresem Iranu. Trump może tweetować do późna w nocy, że Iran „igra z ogniem”, ale to nie zmienia faktu, że Iran ma teraz możliwości wojskowe, żeby zabezpieczyć się przed amerykańskim bombardowaniem. Na froncie finansowo-gospodarczym, dzięki cierpliwym posunięciom dyplomatycznym Iranu i jego sojuszników w ciągu ostatniej dekady, „irański układ jądrowy” (który oczywiście miał niewiele wspólnego z bronią nuklearną) został uzgodniony w ubiegłym roku. Ten dżin już wyszedł z butelki: już są zaplanowane potężne kontrakty handlowe i inwestycyjne między Iranem a korporacjami i rządami – zarówno za Wschodu, jak i Zachodu. Jeśli już, to Iran jest ośmielony ostrymi protestami w Waszyngtonie, Londynie i Tel Awiwie: jego reakcją było testowanie kolejnych pocisków i systemów radarowych oraz nałożenie sankcji na „osoby z USA sponsorujące terroryzm”.

Kubusiu (to do Jima M.), to III wojna światowa, ale inna niż się spodziewaliśmy

© Unknown – „System petrodolarowy” rozpada się

© Unknown – „System petrodolarowy” rozpada się

Kuchmistrze Pax Americana są zdesperowani. Cały ich system opiera się na petrodolarze i kontroli kurków ropy na Bliskim Wschodzie. Jeśli stracą Jemen, jest jak w banku, że Iran zastąpi Arabię Saudyjską jako nowy regionalny „zwycięzca”. Iran będzie wówczas w stanie pełnić dominującą rolę w obu głównych bramach szlaku żeglugowego w regionie – w cieśninach Bab al-Mandab i Ormuz. Następnie zastąpi Arabię Saudyjską w roli głównego bliskowschodniego dostawcy ropy naftowej i gazu, a tym samym odziedziczy pozycję „globalnego kurka energii”. Dom Saudów, którego rządy są zdefiniowane przez jego uzależnienie od Anglo-Amerykanów, prawdopodobnie będzie skończony. Izrael może pocałować na pożegnanie swoje państwo apartheidu, ponieważ jest zmuszony współpracować ze swoimi arabskimi sąsiadami na równych zasadach. A wszystko to razem oznacza przerwanie zachodniej hegemonii i kładzie kres trzem wiekom globalnej dominacji krajów anglosaskich.

Ale wybiegamy za daleko w przyszłość. Pozostaje wciąż wiele niewiadomych i sporo może się wydarzyć.

To, co obserwujemy w Jemenie – i w Syrii, i Iraku, i gdzie indziej – to stopniowe wypieranie USA z Bliskiego Wschodu, dzięki skoordynowanym posunięciom ze strony Rosji, Chin i Iranu. Wyobrażanie sobie „III wojny światowej” jako „wielkiego widowiska” rozgrywającego się pomiędzy wielkimi mocarstwami, które kończy się nuklearnym holokaustem, utrzymuje ludzi w strachu i „na boku” i odwraca ich uwagę od paskudnego biznesu dzielenia naturalnych (w tym ludzkich) zasobów planety, a także od codziennego horroru, jaki sprowadza to na miejsca takie jak Jemen, Libia i Syria. To nie wojna światowa, w której „zwycięzca bierze wszystko” – to wojna proxy z kalkulowanym ryzykiem. Kraje spoza Zachodu nauczyły się ukrytych (do niedawna) reguł gry i teraz stosują te zasady, żeby odwrócić sytuację na niekorzyść Imperium.

„III wojna światowa”, jaka rzeczywiście się toczy – i toczyła się od czasu 9/11 – to trwająca cywilizacyjna walka pomiędzy „Zachodem” i „całą resztą”.

Tłumaczenie: PRACowniA

Podgórski: Czy grozi nam III Wojna Światowa?

Podgórski: Czy grozi nam III Wojna Światowa?

 

We wschodnim basenie Morza Śródziemnego następuje koncentracja amerykańskich i rosyjskich sił marynarki wojennej i lotnictwa. Analiza Krzysztofa Podgórskiego.

„Wyczerpały się rezerwy zaufania w relacjach rosyjsko-amerykańskich”  – szef niemieckiego MSZ  Frank Walter Steinmeier.

„Ryzyko konfrontacji militarnej jest poważne, największe od dekad”  – przewodniczący monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Wolfgang Ischinger.

„Ogólna sytuacja na dany moment jest, jak myślę, bardzo zła, możliwie, że najgorsza od 1973 roku (przyp. aut. – czyli od czasów wojny arabsko – izraelskiej  „Yom Kippur” ) – ambasador Rosji przy ONZ Witalij Czurkin.

Trzy cytaty z ostatnich dni obrazują rosnące napięcie i konfrontacyjny kurs polityki Moskwy i Waszyngtonu. Co jest źródłem tego sporu, gdzie ulokowane są „punkty zapalne” i co na naszych oczach robią siły zbrojne obu mocarstw?

Koniec supremacji imperium, początek świata wielobiegunowego?

Kluczem do zrozumienia źródeł kryzysu w relacjach Rosja – Waszyngton nie należy upatrywać w konkretnym wydarzeniu typu wojna w Syrii czy niekonstytucyjne przejęcie władzy przez ugrupowania proamerykańskie w Kijowie i związana z nim rebelia we Wschodniej Ukrainie oraz rosyjska aneksja Krymu.

Po upadku i rozpadzie ZSRR Stany Zjednoczone weszły w pozycję światowego hegemona. Świat bipolarny zamienił się w jednobiegunowy. „Światowy żandarm” określał standardy, prowadził interwencje i wojny, niektóre nawet bez mandatu ONZ (Irak, Afganistan, Jugosławia, Libia, Syria). Rosja, gospodarczy wrak i polityczny bankrut, staczała się w okresie groteskowej prezydentury mającego problemy alkoholowe Borysa Jelcyna na margines światowej polityki. Jednak po wyborze na prezydenta Rosji Władymira Putina ten upokorzony kolos zaczął się dźwigać. Ukrócenie samowoli oligarchów, odzyskanie kontroli państwa nad kluczowymi elementami gospodarki, hossa cenowa na surowce pozwoliły reformować kraj. Wdrożono rewolucyjną reformę armii oraz ambitny program zbrojeń, nastawiony na nowe technologie. Zwycięstwa  militarne w Czeczeni i w konflikcie  z Gruzją, przywróciły rosyjskiej armii poczucie własnej wartości i siły. Wraz ze wzrostem siły ekonomicznej i militarnej wzrosły polityczne ambicje Moskwy. Znajdując wsparcie ze strony Chin rosyjskie kierownictwo zaczęło forsować koncepcję „świata wielobiegunowego”. Świata ze znaczącą oczywiście rolą odrodzonej Rosji. Co oczywiste, dla rządzących USA elit, rosyjskie pomysły są nieakceptowalne.

W tych warunkach, USA i kraje zachodu otwarcie wsparły niekonstytucyjny przewrót państwowy w Kijowie, zwany II Majdanem. Wywołało to bezprecedensową reakcję Moskwy, która poczuła się śmiertelnie zagrożona ekspansją NATO  ku swym granicom. W tych warunkach Rosja dokonała, fakt że przy wielkim poparciu lokalnej ludności, sprzecznej z prawem międzynarodowym aneksji Krymu. Moskwa wykorzystując kazus Kosowa, gdzie kraje zachodu wyżej postawiły zasadę prawa międzynarodowego, o prawie do samostanowienia narodów, niż zasadę nienaruszalności granic, uznaje ten krok za uzasadniony i prawnie dopuszczalny.

Rosja ewidentnie wsparła też rebelię we Wschodniej Ukrainie, a wobec zagrożenia jej spacyfikowania przez armię ukraińską,  w sierpniu 2014, „urlopowicze”  z rosyjskiej armii rozbili pod Iłowajskiem znaczące siły ukraińskie. Rebelianci i „wschodni wiatr”,  wyszli na tyły tzw. batalionów ochotniczych sformowanych z bojówkarzy „Prawego Sektora” i neofaszystów z partii Svoboda, doprowadzając do klęski Ukraińców i zawarcia rozejmu.  Obowiązujący aktualnie rozejm tzw. Mińsk II, nie satysfakcjonuje nikogo. Na Donbas płynie zaopatrzenie i środki finansowe dla ludności z Rosji oraz uzbrojenie i „doradcy” do powstańczych armii. Z drugiej strony obywatele USA zostali członkami rządu ukraińskiego, oraz administracji, częściowo ją kontrolując. Przykładem spektakularnym jest Michaił Saakaszwili obywatel USA, były prezydent Gruzji, dziś Gubernator Odessy – kluczowego obszaru Ukrainy drugiego jej miasta pod względem wielkości i największego portu Morza Czarnego. Tu również z USA płynie uzbrojenie, „doradcy” i wsparcie finansowe. Różnica potencjałów Ukrainy i zbuntowanej części Donbasu są przeogromne. W ocenie specjalistów, rozwiązanie militarne ze strony Kijowa to tylko kwestia czasu. Najprawdopodobniejsza jest operacja na wzór chorwackiej ofensywy „Burza” („Olujia) przeprowadzonej w sierpniu 1995, w wyniku której, Chorwacja rozbiła samozwańczą Republikę Serbów w Krajinie.

Dla Rosjan, permanentna ekspansja NATO na wschód, wbrew, jak twierdzą, porozumieniom związanym ze zgodą ZSRR na zjednoczenie Niemiec, traktowana jest za śmiertelne niebezpieczeństwo. O ile wejście w skład Paktu Północnoatlantyckiego Polski, Czech, Słowacji, Bułgarii, Rumunii, Węgier było dla Moskwy bolesne, ale akceptowalne, o tyle przyjęcie Litwy, Łotwy , Estonii zapaliło na Kremlu „czerwone światło”. Zagrożenie wejściem do NATO Ukrainy to już wizja infrastruktury NATO i wojsk USA na wysokości Wiaźmy i Rostowa, to tylko kilkaset kilometrów od Moskwy. Żaden prezydent Rosji nie będzie przyglądał się temu bezczynnie. Tym bardziej, że nie jest prowadzony jakikolwiek dialog z Kremlem. Po prostu Moskwa ma przyjąć do wiadomości suwerenne decyzje innych państw, w tym o wstąpieniu do NATO. Rosja tę suwerenność i niezależność Kijowa podważa, uznając jej władze za marionetki Waszyngtonu, które uzyskały władzę w kraju w drodze niekonstytucyjnej. W drodze, zdaniem Rosjan,  inspirowanego i sfinansowanego z zagranicy przewrotu.

W tej sytuacji nie dziwi, że Rosja tworzy na pograniczu z Ukrainą, dotychczas mającym symboliczne znaczenie, potężne trzy zgrupowania wojskowe. Formuje 1 armię pancerną gwardii i nowe dywizje wokół Wiaźmy, Smoleńska  i Rostowa. To tu rosyjscy planiści wojskowi widzą zagrożenie dla swego kraju.

Po obu stronach „lont” się tli, a linia rozgraniczenia wojsk ukraińskich i samozwańczych republik – Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej permanentnie jest w ogniu, giną cywile i żołnierze. Sytuacja jest napięta i w każdej chwili, przy niekorzystnej konfiguracji przypadków, może zamienić się w pełnowymiarowy konflikt zbrojny. Za plecami powstańców jest Rosja, za plecami Ukrainy USA i NATO.

Pomimo tego napięcia, sytuacja w wyniku mediacji tzw. czwórki normandzkiej oraz rozejmu Mińsk II nadzorowanego przez OBWE wydaje się pod kontrolą. Częściową, ale kontrolą społeczności międzynarodowej, o czym o wojnie w Syrii powiedzieć się nie da.

Syryjska „beczka prochu”

Apogeum swego rodzaju amerykańskiego mesjanizmu politycznego była próba zaszczepienia zachodnich standardów politycznych i praw człowieka w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie. Przybrało to nazwę tzw. „Arabskiej  Wiosny”. Była to próba obalenia rządzących, świeckich, wielokroć skorumpowanych dyktatorów i wprowadzenia demokracji na wzór zachodni. Niestety, w warunkach demokratycznych władza zaczęła trafiać w ręce radykałów islamskich, co zdestabilizowało Tunezję, Maroko, Egipt i doprowadziło do powstania tzw. państw upadłych jak Libia, Syria czy Irak, w których władze centralne kontrolują tylko część terytorium. Zaczął się szerzyć terroryzm, a w kierunku Europy z ogarniętych wojnami krajów popłynęła rzeka uchodźców. W Libii obserwujemy całkowity rozpad tego kraju. W tych warunkach „do gry” przystąpiła Rosja. Prezydent Putin rozpoczął swoistą krucjatę w celu zabezpieczenia i przywrócenia status quo. Duże dostawy taniej broni ciężkiej wsparły rząd w Bagdadzie walczący z Państwem Islamskim. Setki czołgów T-72, śmigłowce szturmowe MI-28, samoloty szturmowe SU-25 czy rakietowe miotacze ognia TOS-1 „Buratino” dały Irakijczykom oręż do walki z wahabicką rebelią. To właśnie stąd wdzięczni Irakijczycy, mimo sojuszniczej współpracy z USA, swobodnie przepuszczają przez swoje terytorium samoloty wojskowe Rosji zmierzające do Syrii. Nie gorsze relacje nawiązała Rosja z Egiptem, gdzie wojskowa junta obaliła demokratycznie wybrane władze islamistów i toczy krwawe walki z islamistami na Synaju. Rosjanie wspierają Egipt wywiadowczo i uzbrojeniem, właśnie trwają na Półwyspie Synaj wspólne manewry wojsk powietrzno – desantowych Rosji i Egiptu. Rosjanie uzgadniają też odtworzenie do roku 2019 swojej bazy morskiej w Egipcie w Sidi Barrani.

Rosja dysponuje już bazą lotniczą w Syrii w Chmejmim. Dwa tygodnie temu Moskwa podjęła decyzję o przekształceniu dzierżawionego od Syryjczyków portu w Tartu z czasowego miejsca bazowania, na potężną bazę morską floty rosyjskiej na Morzu Śródziemnym. Rosyjska interwencja w Syrii rozpoczęta w roku 2015 diametralnie zmieniła przebieg wojny domowej, wspieranej z zewnątrz. Prezydent Asad, mając wsparcie rosyjskiego lotnictwa oraz wojsk Iranu powoli odzyskał przewagę i dziś sukcesywnie spycha tak dżihadystów z syryjskiej  Al-Kaidy (An-Nusra – dziś nazywająca się Dżabhat Fateh asz-Szam) jak i tzw. umiarkowaną opozycję sponsorowaną przez zachód na czele z USA oraz terrorystów z Daesz.

Trwa kluczowa bitwa tej wojny, bitwa o największe miasto – Allepo. Jeśli zbuntowane wschodnie dzielnice zdobędzie armia rządowa i jej sojusznicy z Iranu, Iraku, Libanu i Palestyny, to ostateczne zwycięstwo prezydenta  Baszara Asada będzie kwestią czasu. Miliardy dolarów płynące przez lata do syryjskiej zbrojnej opozycji z Jordanii, Arabii Saudyjskiej, Wielkiej Brytanii i USA „pójdą w błoto”. Opozycja mająca przejąć Syrię i jej pola naftowe i gazowe zostanie unicestwiona. Scenariusz libijski,  jaki zaplanowano dla Syrii w kilku stolicach, może się nie ziścić. Stąd też taka skala gróźb pod adresem Rosji płynąca z Londynu i Waszyngtonu. Rosjanie są jednak zdeterminowani, na kolejne groźby USA utworzenia „strefy zakazu lotów” czy przeprowadzenia nalotów na pozycje armii syryjskiej odpowiadają zwiększaniem swojej obecności wojskowej i przerzucaniem konkretnych typów uzbrojenia. Napięcie stale rośnie, porozumienie zawarte 9 września w Genewie wynegocjowane przez Siegieja Ławrowa i Johna Kerry’ego, zostało przez elity rządzące w USA uznane za niekorzystne dla interesów Stanów Zjednoczonych. 5 pakietów dokumentów stanowiących jego fundament, regulujących rozejm, zasady walki z Daesz i An-Nusra oraz „mapa drogowa” politycznego rozwiązania kryzysu syryjskiego w ocenie Waszyngtonu zbyt znacząco uwzględniały postulaty Rosji. Szczególny opór nastąpił ze strony wojskowych. Analitycy uznali umowę zawartą w Genewie za nieakceptowalną politykę kapitulancką na rzecz Putina i rządzonej przez niego Rosji. Sabotowanie porozumienia przez Pentagon i „pomyłkowe” zbombardowanie wojsk syryjskich w Deir Ez Zor, doprowadziły do spektakularnego zerwania dróg porozumienia Moskwy i Waszyngtonu w sprawie Syrii.

Spirala wzajemnych oskarżeń narasta, z USA i Wielkiej Brytanii płyną ostre słowa, mówiące o odpowiedzialności Rosji za zbombardowanie konwoju ONZ i zbrodnie wojenne dokonywane w Syrii. Berlin i Londyn głośno mówią o wprowadzeniu kolejnych sankcji gospodarczych i politycznych przeciwko Moskwie, w związku z jej, w ich ocenie,  niekonstruktywną i agresywną postawą w Syrii.

Na sugestie bombardowań czy ataków rakietami manewrującymi na Syryjczyków Rosjanie odpowiadają nie mniej stanowczo. Generał Igor Konaszenkow – rzecznik rosyjskiego MON sugeruje sztabowcom Pentagonu analizę możliwości bojowych rosyjskich systemów przeciwlotniczych rozmieszczonych w Syrii i niedwuznacznie mówi, że Rosjanie nie zostawią syryjskiego sojusznika w obliczu ataku na pastwę Amerykanów. Więcej, Moskwa kieruje ku Syrii potężną ilość okrętów.

rosyjska-flota-marsz-z-siewieromorska-do-tartu

Rosyjska flota płynie ku Syrii

Marynarka wojenna Rosji rozpoczęła gigantyczny manewr siłami czterech flot w wyniku czego, za około 20 dni we wschodnim basenie Morza Śródziemnego dojdzie do skoncentrowania potężnych sił nawodnych wspartych okrętami podwodnymi, pływających pod banderą św. Andrzeja. 15 października z bazy Floty Północnej w Siewieromorsku, znajdującej się opodal Murmańska na Półwyspie Kola wypłynął w kierunku Syrii zespół największych okrętów rosyjskiej marynarki, na czele z okrętem flagowym – lotniskowcem „Admirał floty radzieckiej Kuzniecow”, krążownikiem „Piotr Wielki”, dwoma fregatami  „Siewieromorsk” i „Wiceadmirał Kułakow” oraz okręty wsparcia i zabezpieczenia.

Warto się zatrzymać dłużej, aby zaprezentować potencjał tego, co płynie. „Admirał floty radzieckiej Kuzniecow” to jedyny rosyjski lotniskowiec. Na pokładzie okrętu bazuje grupa lotnicza w składzie 14 myśliwców SU-33, 12 samolotów wielozadaniowych MIG-29 KR oraz grupa śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych Ka-27/Ka-29  oraz debiutujące w tej roli, śmigłowce uderzeniowe Ka-52K „Aligator”. Okręt dysponuje też silnym uzbrojeniem przeciw okrętowym, w postaci 12 wyrzutni rakiet P-700 „Granit” dysponujących zasięgiem aż 650 km i przenoszących opcjonalnie głowicę przeciwpancerną o masie 750 kg lub głowicę jądrową o sile 500 KT. Rakiety P-700 „Granit” przeznaczone są do zwalczania dużych okrętów, głównie lotniskowców przeciwnika.

Krążownik „Piotr Wielki” to jednostka typu „Orłan” projekt 1144. Rosja posiada dwie jednostki tego typu, ale tylko jedną sprawną, „Admirał Nachimow” znajduje się w remoncie. Krążowniki projektu 1144 to największe okręty w tej klasie na Świecie, ich wyporność to 26 000 t, dla porównania amerykańskie krążowniki typu „Ticonderoga” to tylko 9000 t. Rosyjski kolos uzbrojony jest w 20 wyrzutni rakiet P-700 „Granit” do walki z okrętami. Dodatkowo ma 12 wyrzutni przeciwlotniczych pocisków dalekiego zasięgu S-300F i 2 wyrzutnie OSA-M, do walki z samolotami. Okręty podwodne i torpedy, rosyjski  krążownik może zwalczać dwoma wyrzutniami rakietowych wyrzutni bomb głębinowych RBU-1000  i dwoma RBU-12000 oraz 2 zestawami wyrzutni po pięć torped kalibru 533 mm. Dodatkowo „Piotr Wielki” ma także dwa działa 130 mm i 8 zestawów  3K87 „Kortik”  składających się z zautomatyzowanych działek 30 mm i rakiet krótkiego zasięgu, służących do zwalczania przeciwokrętowych  pocisków skrzydlatych. Okręt osiąga prędkość 31 węzłów dzięki dwom reaktorom jądrowym. Awaryjnie okręt wyposażony jest jeszcze 2 turbiny parowe. Załoga to 727 oficerów i marynarzy oraz 15 lotników, bo na krążowniku bazują 3 śmigłowce Ka-27 PŁ

Wielkim okrętom towarzyszą dwie fregaty , wg nomenklatury Rosjan  duże okręty zwalczania okrętów podwodnych projektu 1155. Na okrętach zainstalowano 2 poczwórne wyrzutnie rakiet przeciw okrętowych „Rastrub-B” o zasiegu 90 km i prędkości 290 m/s. Okręt w ramach wyposażenia do walki z okrętami podwodnymi posiada dwa poczwórne aparaty torpedowe kalibru 533 mm wyrzutnie bomb głębinowych RBU-600. Fregata projektu 1155 oprócz tego ma dwie pojedyncze armaty 100 mm AK-100, rakiety przeciwlotnicze i systemy zwalczania celów powietrznych w tym rakiet przeciw okrętowych „Kindżał”. „Siewieromorsk” i „Wiceadmirał Kułakow” to nie jedyne okręty, jakie eskortują zespół Floty Północnej idącej ku Syrii. Wraz z okrętami bojowymi płyną okręty zabezpieczenia, holowniki oceaniczne, tankowce.

14 października, cieśniny duńskie przeszły dwie korwety typu Stierieguszczij projektu  20380, należące do Floty Bałtyckiej i obrały kurs na Morze Północne. Korwety „Bojkij” i „Sojkij” to jedne z najnowocześniejszych rosyjskich okrętów. Zaprojektowane jako jednostki trudno wykrywalne dla radarów o futurystycznych kształtach,  wyposażone są w groźne rakiety przeciw okrętowe Ch-35. Dwa bloki po cztery wyrzutnie pocisków „Uran” (Ch-35U) mających zasięg 260 km, uzupełniają rakietowo artyleryjski system przeciwlotniczy „Kortik-M”, działo 100 mm A-190 i pierwszy raz zastosowany na świecie okrętowy system obrony przeciwtorpedowej „Pakiet NK”. Korwety dołączą prawdopodobnie do zespołu floty płynącego z Siewieromorska do Syrii.

Równolegle z Sewastopola, Flota Czarnomorska skierowała na Morze Śródziemne 3 okręty rakietowe w tym dwa bardzo nowoczesne  21631 typu „Bujan M” : „Zielonyj Doł” i „Sierpuchow”. Oba okręty wyposażone są m.in., w 8 wyrzutni zawierających opcjonalnie albo rakiety manewrujące 3M-54 „Kalibr” rażące cele lądowe w odległości do 2500 km , albo ultra nowoczesne rakiety  przeciw okrętowe  P-800 „Oniks” o zasięgu 500 km i prędkości 750 m/s.

W Tartu (Syria) bazuje zaś grupa okrętów w tym krążownik rakietowy „Wariag” typu „Moskwa”. Okręt jest wprawdzie starszy i mniejszy od „Piotra Wielkiego” , wyporność to „tylko”  12 000 t. Na pokładzie ma śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych, 10 wyrzutni torpedowych kalibru 533 mm oraz 16 przeciwokrętowych pocisków P-1000 „Wulkan” oraz 8 wyrzutni przeciwlotniczych pocisków rakietowych dalekiego zasiegu S-300 „Fort”. Okręt posiada systemy przeciwlotnicze „Kindżał” i  „Osa” oraz wyrzutnie bomb głębinowych do zwalczania okrętów podwodnych. Flota Czarnomorska dysponuje też na tym akwenie okrętami podwodnymi projektu 636 „Warszawianka” . Tajemnicą poliszynela, jest fakt, że grupie wypływającej z Siewieromorska towarzyszą w głębinach dwa lub jeden okręty podwodne nosiciele międzykontynentalnych rakiet z głowicami jądrowymi i tzw. podwodny okręt myśliwski o napędzie atomowym.

17 października z portu we Władywostoku ruszyły w kierunku Syrii dwa okręty. Rosyjska Flota Oceanu Spokojnego oddelegowała na Morze Śródziemne niszczyciel „Bystryj”  projektu 956 (oznaczenie NATO typ. Sovriemiennyj) oraz fregatę projektu  1155 „Admirał Trubic” (oznaczenie NATO fregata typ Udaloy). Niszczyciel „Bystryj”dysponuje dwoma podwójnymi działami 130 mm, śmigłowcem Ka-27, wyrzutniami bomb głębinowych oraz dwoma podwójnymi wyrzutniami torpedowymi kalibru 53 mm. Głowna broń niszczyciela to dwie poczwórne wyrzutnie rakiet przeciw okrętowych P-270 „Moskit” o zasięgu do 250 km i prędkości 470 m/s przenosząca głowicę bojową o masie 320 kg.

Warto pamiętać, że Rosjanie niedawno wyremontowali lotnisko na Krymie i przećwiczyli już tam tymczasowe bazowanie samolotów TU-22M3. Te strategiczne bombowce (rosyjska nomenklatura – nosiciele rakiet), osiągają dwukrotną prędkość dźwięku i przenoszą rakiety przeciw okrętowe Ch-22 „Raduga” o prędkości 4000 km/h i zasięgu 500 km. Tym samym samoloty TU-22M3 swobodnie kontrolują wschodni obszar Morza Śródziemnego od cieśniny Dardanele po  Adriatyk i wybrzeże  Włoch oraz Libii.

Tydzień temu „Syria Express” – czyli zespół okrętów desantowych zapewniających zaopatrzenie wojskom rosyjskim w Syrii, dostarczył do Tartu dwubateryjny dywizjon rakiet S-300 „Antiej 2500”. Ta najnowsza, głęboka modernizacja systemu rakiet przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-300 służy do odpierania zmasowanych ataków lotniczych i rakiet manewrujących, na dalekich i średnich podejściach. Dodatkowo wojska syryjskie otrzymały od Rosjan nowoczesne przeciwlotnicze systemy rakietowo-artyleryjskie bliskiego zasięgu „Pancyr-S1”. Każdy pojazd wyposażony w radar, 4 działka 30 mm i 12 rakiet o zasięgu 20 km.

W nieodległym od Tartu (rosyjskiej bazy morskiej) lotnisku Chmejmim, rozwinięty jest dywizjon rakiet dalekiego zasięgu S-400 Triumf i grupa lotnicza licząca ok 40 samolotów i śmigłowców. Bazują tu m.in. 4 najnowsze myśliwce rosyjskie SU-35, 4 SU-30MK, 6 uderzeniowych SU-34 i 12 bombowców taktycznych SU-24M2. W każdej chwili kontyngent lotniczy Rosjanie mogą zwiększyć.

Generalnie, za dwa tygodnie między Syrią, Cyprem i Dardanelami, Rosjanie będą mieli gigantyczne zgrupowanie okrętów wspieranych przez lotnictwo pokładowe i bazowane w Syrii oraz na Krymie. Wszystko działające pod „parasolem przeciwlotniczym” ultra nowoczesnych systemów przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-300 i S-400.

Oficjalne stanowisko Moskwy, że jest to rutynowa, planowana rotacja, zespołu okrętów na czele z krążownikiem „Wariag” wypełniającego zadania osłony morskiej rosyjskiego kontyngentu walczącego w Syrii, wydaje się mało przekonujące. Jakim więc  celom ma służyć koncentracja rosyjskiej  morskiej  potęgi u wybrzeży Syrii za 3 tygodnie, nie wiadomo.

100724-N-5684M-823 PACIFIC OCEAN (July 24, 2010) The aircraft carrier USS Ronald Reagan (CVN 76) transits the Pacific Ocean with ships assigned to Rim of the Pacific (RIMPAC) 2010 combined task force as part of a photo exercise north of Hawaii. RIMPAC, the worldÕs largest multinational maritime exercise is a biennial event which allows participating nations to work together to build trust and enhance partnerships needed to improve maritime security. (U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 3rd Class Dylan McCord/Released)

Po drugiej stronie, krążąc pomiędzy brzegami Grecji a Egiptu, operuje nie mniej potężna amerykańska 6 Flota. W jej składzie, oprócz krążowników typu „Ticonderoga” , niszczycieli oraz fregat,  od niedawna są aż dwa wielkie lotniskowce  US Navy o napędzie atomowym klasy Nimitz. Wyporność takiego kolosa to 72 000 ton, ma on długość 332 metrów, a szerokość pokładu 76 m. Bazuje na nim mieszane skrzydło lotnictwa  w składzie od 60-85 samolotów i śmigłowców. Zasadniczo są to myśliwce F/a-18 „Hornet”, samoloty  wielozadaniowe F/A 18 „Super Hornet” , samoloty wczesnego ostrzegania E-2 „Hawkeye”, samoloty walki elektronicznej EA-6 „Prowler”  oraz śmigłowce SH-60 „Sehawk”.

Dodatkowo u wybrzeży Libanu operuje okręt flagowy francuskiej marynarki wojennej  –  lotniskowiec o napędzie atomowym „Charles de Gaulle”, wraz okrętami wsparcia i eskorty. Jego grupa lotnicza to 30  wielozadaniowych samolotów myśliwskich Dassault Rafale  i pokładowych samolotów uderzeniowych Dassault Super Etendard, cztery samoloty AEW typu Grumman E-2C Hawkeye.

Na „potencjalnym placu boju” są i Brytyjczycy. Od 3 grudnia 2015 r. Wielka Brytania, po uzyskaniu przez rząd zgody Izby Gmin, rozpoczęła naloty na Państwo Islamskie w Syrii. Do nalotów skierowano samoloty uderzeniowe typu  „Tornado” IDS i operują one z brytyjskiej bazy lotniczej na Cyprze w Akrotiri. Ta duża brytyjska baza lotnicza, służy i innym samolotom krajów NATO, jednak leży idealnie  na północ od syryjskiego portu Tartu i znalazła się w zasięgu rosyjskich rakiet S-300 rozmieszczonych tam przed tygodniem. Pośrednio, „przypadkiem”  Rosjanie za pomocą S-300 w pełni kontrolują bazę Akrotiri. W sytuacji konfliktu, start jakiegokolwiek samolotu kończyłby się bowiem, prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością,  jego zestrzeleniem.

Warto pamiętać, że w składzie 6 Floty USA, wchodzą okręty innych państw NATO w tym polska fregata ORP „Tadeusz Kościuszko”.  Polski okręt to amerykańska fregata typu Oliver Hazard Perry z pojedynczą prowadnicą przeznaczoną do wystrzeliwania pocisków przeciwlotniczych Standard oraz przeciw okrętowych RGM-84 „Harpoon” o zasięgu 120 km. Amerykanie darowali nam ten okręt ale, tylko z dwoma rakietami RGM-84G „Harpon” i 9 rakietami przeciwlotniczymi.

Jak zatem widać, na relatywnie małym akwenie, w pierwszych dniach listopada, we wschodniej części Morza Śródziemnego, przypadkowo na finiszu wyborów prezydenckich w USA,  znajdą się dziesiątki okrętów i setki samolotów obu „warczących” na siebie Supermocarstw.

Towarzyszące od dwóch lat napięcie między obu krajami, owocujące szeregiem incydentów z udziałem samolotów i okrętów obu krajów,  nie wróżą temu spotkaniu nic dobrego.

Należy żywić nadzieję, że politycy i wojskowi obu stron, zamiast przeć do starcia, dojdą do tego samego wniosku co komputer „Joshua” wyposażony w sztuczną inteligencję w słynnym filmie science-fiction w  reżyserii Johna Badhama  pt. „Gry Wojenne”. Pamiętamy dramatyczną końcówkę, gdy świat stojący u progu wojny nuklearnej uratował młody człowiek.  Zatrzymał on zarządzający amerykańskimi wyrzutniami nuklearnymi i chcący je odpalić serwer grą w kółko i krzyżyk. Serwer nie mogąc wygrać sam ze sobą „zmęczył” się  i zresetował, po czym  przywitał  się ze swoim twórcą  profesorem Falkenem, wypowiadając słynne zdanie – „Dziwna gra. Jedynym zwycięskim ruchem jest nie grać.”

Ta puenta filmowa w roku 1983 była jawnym pacyfistycznym przesłaniem dla tkwiących w spirali zbrojeń i prących do III Wojny Światowej:  USA i ZSRR. Niestety ten apel jest znów aktualny

Krzysztof Podgórski “Dziennik Trybuna”