Pomagasz Piskorskiemu? Oczekuj wizyty ABW….

Przeraża poziom stosowanej inwigilacji społeczeństwa przez tajne służby. Bo jeśli tylko w rozmowie telefonicznej pada nazwisko Piskorskiego, a chwilę po tym zjawią się u rozmówcy pracownicy ABW, to żyjemy już chyba w państwie policyjnym.

Za kilka dni kończy się okres, trwającego już 12 miesięcy, tymczasowego aresztowania Mateusza Piskorskiego. Wiemy już, że prowadząca sprawę prokurator otrzymała od swoich zwierzchników, z całkowicie kontrolowanej przez partię rządzącą Prokuratury Krajowej, zgodę na przedłużenie prowadzenia śledztwa w tej sprawie.

W związku z tym, na najbliższej rozprawie, z całą pewnością będzie żądać od sądu dalszego przedłużenia aresztowania Piskorskiego. Rozprawa ma się odbyć 11 maja, prawdopodobnie w sądzie apelacyjnym.

Polskie prawo, wysoce niedoskonałe w tym względzie i krytykowane przez różne międzynarodowe instytucje przewiduje, że po 12 miesiącach aresztowania wniosek o jego przedłużenie musi złożyć już prokurator nadrzędny nad dotychczas występującą Anną Karlińską, do sądu wyższej instancji. Jeśli i tym razem sąd automatycznie uzna „racje” prokuratury, jak to od lat dzieje się w Polsce nagminnie, czy też zrobi to pod politycznym naciskiem, co jest normą w państwie PiS, sprawa wkroczy już w patologiczne obszary mrocznego polskiego wymiaru „sprawiedliwości”.

I tu już w Polsce zaczyna się istny horror. Po pierwszym rocznym okresie aresztowania w polskim prawie nie ma już praktycznie żadnych ograniczeń długości tymczasowego aresztowania, bo wystarczy, że prokurator powoła się na „szczególną zawiłość sprawy”, a ta pozostaje kwestią uznania i widzimisię sądu, i to wystarczy.

„Rekordziści” byli wiezieni w areszcie nawet do 8 lat. Marek Dochnal był przetrzymywany w areszcie śledczym bez postawienia zarzutów 3,5 roku. Na kilkadziesiąt tysięcy wniosków prokuratury o zastosowanie aresztu polskie sądy uwzględniają aż 90% z nich. 20% osadzonych w areszcie przebywa w nim  ponad 2 lata.

Państwo Polskie, my podatnicy, za to bezprawie wymiaru sprawiedliwości płacimy rocznie po kilkanaście milionów złotych odszkodowań, które niesłusznie aresztowanym zasądza Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu. Na polskie sądy oczywiście nie ma co liczyć. Tu ręka rękę myje i mamy do czynienia ze środowiskową „solidarnością” organów ścigania, prokuratury i sądów. Kolejna decyzja sądu na rękę pisowskiej prokuraturze, otwiera jednak w końcu drogę do Strasburga. Skarga na Polskie Państwo już tam od dawna leży i czeka na rozpatrzenie.

Chcesz pomóc? Licz się z utratą pracy!

Mając na uwadze te fakty i duże prawdopodobieństwo, że sąd znów przedłuży aresztowanie, adwokaci, przyjaciele i współpracownicy Piskorskiego, zbierają od jakiegoś czasu podpisy pod poręczeniami, by w ten sposób zastąpić areszt, który jest najcięższym środkiem zapobiegawczym, i który co do zasady powinien być stosowany wyjątkowo i bardzo ostrożnie. Niech się ta cała „sprawa” toczy dalej, ale niech i Piskorski bierze w niej udział z wolnej stopy.

Zbieranie podpisów wśród zwykłych ludzi szło całkiem dobrze. Pomysłodawcy zbierania podpisów słusznie jednak doszli do wniosku, że dobrze by było, gdyby wśród poręczycieli znalazły się jakieś osobistości, jacyś utytułowani ludzie ze świata kultury i nauki. W tym celu inicjatorzy skontaktowali się telefonicznie z uczelnią (Wyższa Szkoła Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki), na której wykładał Mateusz Piskorski. Otrzymali stamtąd obietnicę złożenia podpisu pod tym dokumentem przez rektora i innych pracowników uczelni. Kilka dni później jednak poręczenia odmówili. Otóż wkrótce po telefonicznej rozmowie przyszło na uczelnię wezwanie na przesłuchanie do ABW. Po tym przesłuchaniu, na którym nie wiadomo jakich gróźb i szantaży użyto, uczelnia wycofała się z poręczenia za Piskorskiego. Ostatnio straciła też budynek, w którym miała swoją siedzibę. Zburzono budynek „Uniwersalu” wraz z „Rotundą” i po szkole, w której Piskorski pracował, nie pozostał kamień na kamieniu. Czy ma to związek ze sprawą? Kto wie? Tu jest IV RP, a zemsta PiS nie zna granic logiki ani przyzwoitości.

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku profesora Jerzego Sielskiego, który przed laty był promotorem pracy doktorskiej Piskorskiego. Ten również początkowo bardzo zdecydowanie potwierdził swoją gotowość do poręczenia. Jednak kilka dni później, mocno przestraszony przeprosił, że jednak tego podpisu złożyć nie może. Jego również, zaraz po telefonicznej rozmowie, odwiedzili smutni panowie z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W tym samym czasie, jego szkoła, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, gdzie wykłada politologię, zawiesiła  jego profesurę. Oczywiście nikt tego nie podał za powód zawieszenia, tylko po prostu zawieszenia się zdarzają w naszym kraju tak samo jak seryjni samobójcy.

Takich przypadków było zapewne więcej. Niestety nie o wszystkich się dowiemy. Strach o utratę możliwości zarobkowania ma paraliżującą siłę przekonywania. Przeraża też poziom stosowanej inwigilacji społeczeństwa przez tajne służby. Bo jeśli tylko w rozmowie telefonicznej pada nazwisko Piskorskiego, a chwilę po tym zjawią się u rozmówcy pracownicy ABW, to żyjemy już chyba w państwie policyjnym? Zastanawiać może też fakt, czy to sąd tak niefrasobliwie na prawo i lewo wydaje służbom zgodę na podsłuchiwanie rozmów obywateli, czy też służby te to już państwo w państwie i podsłuchują kogo chcą i kiedy chcą?

Piskorski ma się lepiej

Na pobicie Piskorskiego przez funkcjonariusza ABW, została złożona skarga. Skarga ma już status zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Piskorski czuje się lepiej, lekarz udzielił mu niezbędnej pomocy, ale nadal narzeka na ból pleców, które szczególnie ucierpiały podczas brutalnej próby przewrócenia go na ziemię przez funkcjonariusza ABW, który bił Piskorskiego przy głośnych protestach służby więziennej, przeciw stosowaniu zupełnie nieuzasadnionej przemocy. Miejmy nadzieję, że odpowie za swoje czyny. Nie teraz, to może, gdy PiS przeminie?

Ze strony służb można się spodziewać dalszych bezprawnych działań, także tych zagrażających zdrowiu i życiu aresztowanego. Materiały, które gromadzi Rzecznik Praw Obywatelskich czy Helsińska Fundacja Praw Człowieka od dawna pokazują rozmiary degeneracji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ludzi więzi się do czasu, gdy przyznają się do bycia wielbłądem i dobrowolnie poddadzą się karzę. Często stosuje się wobec nich szantaż, i groźby. Groźba odebrania dzieci i oddania ich do domu dziecka, na niewielu nie zrobi wrażenia. A takie przypadki już były. Ostatnio, tygodnik „Polityka” przedstawił nawet raport o stosowaniu tortur na polskich komisariatach, które określił jako „polską codzienność”.

Autor: Jarosław Augustyniak  07.05.2017

za: https://pl.sputniknews.com/polska/201705075407663-Piskorski-wizyta-ABW/

Reklamy

Rozpoczęto cenzurę internetu: Facebook, Twitter, Microsoft i Google walcząc z mową nienawiści cenzurują wolność słowa.

Nauka i technologia
PrisonPlanet.pl
Polska
2016-06-01
Już niedługo kontrowersyjne tematy mieszczące się w niezdefiniowanym określeniu „mowa nienawiści” mogą zniknąć z wyników wyszukiwań na systemach Google, Microsoft, Facebook, czy Twitter. Jak podała gazeta Bloomberg firmy te zaczynają cenzurowanie wolności słowa. Ujawniono, iż Facebook i Twitter pracują z Unią Europejską nad zakazami dla komentatorów w sieci, którzy propagują „mowę nienawiści”.

„Amerykańscy giganci internetowi Facebook Inc., Twitter Inc., Google i Microsoft Corp. zobowiązali się do rozwiązania problemu mowy nienawiści w mniej niż 24 godziny w ramach wspólnego działania z Unią Europejską w celu zwalczania wykorzystywania mediów społecznościowych przez terrorystów.” czytamy w artykule. „Poza krajowymi przepisami, które kryminalizują mowę nienawiści, istnieje potrzeba zapewnienia tego typu działań wobec internautów „sprawnie lustrowanych przez pośredników internetowych oraz platformy społecznościowe, po otrzymaniu ważnego zgłoszenia w odpowiednim terminie”, firmy i Komisja Europejska stwierdziła, we wspólnym oświadczeniu we wtorek.”

Teraz to Unia Europejska, będąca niewybieralną instytucją działającą pod kontrolą Komisji Europejskiej, która absorbuje coraz więcej obszarów życia politycznego i prawnego krajów członkowskich, będzie wraz z potężnymi korporacjami informatycznymi zajmowała się cenzurą nieprzychylnych im treści. Jest to bezprecedensowy ruch w podobno wolnej i demokratycznej Europie, w której wzrasta społeczny bunt wobec centralizacji władzy w Brukselii. Program cenzurowania jest tym bardziej niebezpieczny, ponieważ nie zawiera w sobie żadnych ograniczeń co do cenzury a wiele z organizacji działających w radach cenzorskich działa w duchu polityki europejskiej wspierając dla przykładu islamską masową migrację czy programy feministyczne.

Program wdrażania cenzury został opisany rok temu przez pioniera Internetu Matta Drudge, który powiedział w październiku ubiegłego roku Infowars, że prawa autorskie zakazujące stronom linkowanie do newsów były już dyskutowane, i że w następnym roku rozpocznie się rządowy program cenzurowania niezależnych mediów.

Wchodzimy tym samym w początek końca wolnej sieci i zaplanowany w pełni kontrolowany system Internetu 2, chyba że nastąpi pospolite ruszenie jak przy próbach cenzurowani sieci w ramach ACTA. Nadszedł czas by zgrywać wszelkie ważne informacje z internetu ponieważ niedługo ich tam nie będzie i wrócimy z powrotem do monoinformacji podawanych przez wielkie mass media.

Alex Jones o Internecie 2, nowym ocenzurowanym systemie komunikacji:

Rosja: Won, Gazeto Wyborcza

AppleMark

18 grudnia Wacław Radziwinowicz, długoletni korespondent „Gazety Wyborczej” w Moskwie, został wezwany do Departamentu Informacji i Prasy rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tam poinformowano go, że jego akredytacja zostaje anulowana i że ma trzydzieści dni na opuszczenie terytorium Rosji. Radziwinowicz przebywał tam z przerwami od 1997 r.

Rosyjskie władze nie podały uzasadnienia swojej decyzji, jednak powszechnie zinterpretowano ją jako retorsję za wydalenie z Polski długoletniego korespondenta agencji informacyjnej RIA-Nowosti w Warszawie, Leonida Swiridowa, który utracił akredytację i zezwolenie na pobyt w naszym kraju na wniosek Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Tego samego dnia sprawę skomentował w specjalnym oświadczeniu Artur Dmochowski, PiS-owski rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

– Uważamy, że działanie MSZ Federacji Rosyjskiej stoi w sprzeczności z niepodważalną zasadą niezależności dziennikarskiej i będzie miało negatywne konsekwencje dla informowania polskiego społeczeństwa o Rosji i stosunkach polsko-rosyjskich. – odgrażał się Dmochowski.

Źródło: Polska Agencja Prasowa

Komentarz Redakcji: Biorąc pod uwagę, że red. Radziwinowicz zajmował się głównie obsmarowywaniem rosyjskich władz i oskarżaniem ich o brak zachodniego demoliberalizmu, łatwo zrozumieć obawy rządu PiS, że wyproszenie przez nie paszkwilanta ze swojego kraju „będzie miało negatywne konsekwencje dla informowania polskiego społeczeństwa o Rosji i stosunkach polsko-rosyjskich”. Zasługuje na odnotowanie fakt, że PiS-owskie MSZ głośno bierze w obronę dziennikarza „Gazety Wyborczej”, choć na co dzień partia Kaczyńskiego i redakcja z Czerskiej starają się przedstawiać swojej publice jako nieprzejednani wrogowie. (A.D.)

http://xportal.pl/?p=23964

http://pl.sputniknews.com/polska/20151218/1676729/polska-rosja-zacharowa-radziwinowicz.html

Choć jest to rosyjska, symetryczna odpowiedz na działania „polskich władz” w sprawie rosyjskiego dziennikarza Leonida Swiridowa, bezpodstawnie wydalonego z powodów kompletnie wyssanych z palca, na fali antyrosyjskiej histerii przewalającej się przez Polskę(z podpuszczenia żydo-rezimu), to dziwię się jeszcze że tego typu szumowiny jak Radziwinowicz nie usunięto już wcześniej, za szczucie na Rosję. Tolerowanie działalności na terytorium Rosji takich presstytutek, zadaje kłam zachodniej propagandzie mówiącej o rzekomej cenzurze i prześladowaniach dziennikarzy w Rosji. A obrona dziennikarza z Gówna Wybiórczego przez „polski MSZ” kontrolowany obecnie przez żydo-pis świadczy o solidarności rasowej żydostwa, w Polsce udają że się żrą dla podzielenia i skłócenia opinii publicznej ale kiedy ktoś z tej watahy wilków zostanie choćby tknięty przez ich wspólnego wroga, natychmiast, jak jeden mąż, stają w jednym szeregu w jego obronie.

przemex

Departament Obrony USA zezwolił wojskowym na strzelanie do dziennikarzy

Amerykański Departament Obrony utożsamił dziennikarzy z bojownikami i zezwolił na otwarcie do nich ognia. Powodem tych zmian jest to, że zdaniem ekspertów wojskowych wróg może działać w przebraniu dziennikarzy i być tym samym nietykalnym.

Pentagon wydał nową 1176-stronicową „Instrukcję Departamentu Obrony w sprawie zasad prowadzenia wojny”, do której wniesiono sporo poprawek, z których jedną jest pozwolenie na otwarcie ognia do dziennikarzy w strefach konfliktu. W instrukcji napisano, że „w większości przypadków dziennikarzami są cywile. Ale mogą być nimi także członkowie sił zbrojnych uprawnieni do towarzyszenia wojskom lub także nieuprzywilejowani uczestnicy konfliktu”.

Ostatni termin zastąpił powszechnie stosowaną definicję „nielegalnych wrogich bojowników”. Warto zauważyć, że niektórzy z amerykańskich obrońców praw człowieka uważają podobne sformułowanie za bardzo dziwne, a nawet prowokujące.

Rzecznik Pentagonu ppłk Joseph Sauers oświadczył, że instrukcja sama w sobie nie powinna być traktowana jako nowe prawo, a fragment o przedstawicielach mediów odzwierciedla tylko niektóre przypadki.