Liczba zakażonych rośnie a rząd ratuje przedsiębiorców.

Towarzysz Rafał Napisano

Już 60 osób zostało zakażonych wirusem SARS-Cov2. Jedna osoba zmarła. Polacy tłumnie udali się do sklepów aby wykupić środki pierwszej potrzeby. Chociaż wirus ten nie jest tak groźny jak niektórym się wydaje to jednak stanowi wyzwanie dla naszego kraju. Na okres 2 tygodni zamknięto szkoły, uczelnie wyższe oraz odwołuje się liczne koncerty. Wydawałoby się, że w takiej sytuacji rząd będzie robił wszystko aby zwiększyć wykrywalność choroby i wspomóc leczenie. Tak jednak się nie stało

Powstaje właśnie specjalna ustawa która ma za zadanie ratować przedsiębiorców. Zakłada ona ulgi w składkach na ZUS, instrumenty finansowe mające zapewnić płynność, gwarancje, dopłaty do kredytów. Dodatkowo prywaciarze zyskają pakiet osłonowy[1]. „podejmujemy też wszelkie możliwe działania, by ograniczyć inne negatywne skutki pandemii, w tym te dla polskiej gospodarki, naszych firm i pracodawców” – podkreśla premier Mateusz Morawiecki.

Krótko mówiąc, pomaga się tym którzy mają najwięcej, aby czasem nie stracili. Tak dobroczynne stanowisko zajmują aktualnie rządzący. Jak natomiast przedsiębiorcy poczuwają się do wzięcia odpowiedzialności za ten kryzys? Informowaliśmy już wcześniej jak wywindowano ceny na takie artykuły jak maseczki czy środki dezynfekcyjne. Szwedzkie linie lotnicze SAS namawiają pracowników aby zaakceptowały 20% cięcia w wypłatach w związku z koronawirusem[2]. Natomiast niemieckie linie Lufthansa szantażują rząd Niemiec, że jeżeli nie uzyskają od niego finansowego wsparcia to dojdzie do masowych zwolnień[3].

Lament prywaciarzy brzmi tak, jakby nie mieli oni środków na przeżycie. Mimo codziennego wyzysku, gromadzenia bogactw o których przeciętny człowiek może tylko pomarzyć, wyciągają rękę do rządu. Pieniądze które zostaną im przekazane, pochodzą z naszych podatków. Tak więc wyzysk jest tutaj podwójny. Przedsiębiorcy codziennie wyzyskują pracowników, w obliczu pandemii prędzej obetną pensje dokonają masowych zwolnień zamiast wspomóc ludzi. Na dodatek wyciągają pieniądze po podatki które powinny być przeznaczone na profilaktykę i ratowanie chorych. Bezwzględna chciwość oto natura kapitalisty.

[1] https://strefabiznesu.pl/koronawiirus-rzad-bedzie-specjalna-ustawa-z-publicznym-wsparciem-dla-biznesu-w-zakresie-podatkow-zusu-kredytow-itd-12032020-r/ar/c3-14849475

[2] https://www.reuters.com/article/us-health-coronavirus-sas-pay/airline-sas-asks-employees-to-take-a-20-pay-cut-dn-idUSKBN20X21P

[3] https://www.rp.pl/Lotnictwo/303099956-Koronawirus-Lufthansa-chce-pomocy-panstwa.html

za: https://odrodzenie.fr/2020/03/13/liczba-zakazonych-rosnie-a-rzad-ratuje-przedsiebiorcow/

5 najgorszych nawyków bogaczy.

 

Za: https://odrodzenie.fr/2019/09/30/5-najgorszych-nawykow-bogaczy/

30 września 2019,  Towarzysz Rafał

Ludzie bogaci są nam przedstawiani jako wzór do naśladowania. Każdy pracownik wierzący jeszcze w wolny rynek z nadzieją spogląda na to, że sam kiedyś będzie mógł być bogatym przedsiębiorcą. Dlatego też bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się filmy czy artykuły pt. „10 zasad ludzi sukcesu”, „Zbadaliśmy nawyki milionerów” i tym podobne. Zamiast rozpisywania się co myślę na temat takich treści (już jeden towarzysz dobrze ten temat podsumował), to postanowiłem, że uderzę w ten godny naśladowania dla wolnorynkowców wzór.

1. Omijanie podatków

Co rusz świat obiegają informacje dotyczące przedsiębiorstw, które notując gigantyczne obroty nie odprowadzają do budżetu państw w których działają żadnego podatku, albo minimalną ilość. Jednocześnie każdy z nas, zwykły, przeciętny zjadacz chleba za próbę uniknięcia zapłaty zostanie szybko ukarany a należność szybko odzyskana. Jeżeli już ktoś chce wziąć udział w takim procederze, to ukrywa ten fakt dla siebie i dopiero na skutek donosu lub kontroli skarbowej prawda wychodzi na jaw i ponosi się konsekwencje karne.

Podatki trafiają do budżetu by ten na przykład finansował opiekę zdrowotną, edukację czy świadczenia socjalne. Można by myśleć, że bogaci dzielą się swoimi wpływami aby dołożyć się do rozwoju społecznego. Jednak wedle danych to nie tak działa. Szarzy ludzie oddają część swoich dochodów aby sobie samemu finansować państwowe świadczenia. To tyle na temat „społecznej” gospodarki rynkowej, jako kapitalizmu z ludzką twarzą. W przypadku gigantów takich jak Facebook, Google, Starbucks, Amazon, Netflix, powszechna jest wiedza o tym, że mimo ogromnych przychodów odprowadzają bardzo małe ilości podatku, zamieszczają takie informacje w swoich sprawozdaniach finansowych. 60 największych amerykańskich firm nie zapłaciło w 2018 roku żadnego podatku w Stanach Zjednoczonych (1). Podobna sytuacja dotyczy również rynku europejskiego, jak i polskiego. Auchan, Tesco, Macro – te sieci handlowe działają w naszym kraju i osiągają gigantyczne przychody, jednak podatku unikają a w swoich sprawozdaniach finansowych notują straty (2). Sieć sklepów Biedronka zapłaciła w podatkach jedynie 1% swojego swoich obrotów.

Za tymi przedsiębiorstwami stoją konkretne osoby, które pobierają z tego wszystkiego zyski. To co nie wyląduje w państwowej kasie, powiększa zasoby właścicieli. Tych samych którzy potem będą udzielać wywiadu w magazynach ekonomicznych, aby odchylić rąbka tajemnicy na temat swojego sukcesu, sprzedając szaraczkom którzy na nich harują głodne kawałki o dążeniu do celu i chodzeniu na fitness, jako tajemnicy swoich powodzeń.

2. Niszczenie środowiska

Jeżeli chcesz w kapitalizmie dążyć do sukcesów, to nie możesz przejmować się środowiskiem. No chyba, że zmusi cię do tego państwo, ale jeżeli przymyka oko to drenuj ile wlezie! Posłuszne media i tak powiedzą, że główną winę za zanieczyszczenia ponosi zwykły człowiek który nie segreguje śmieci. Zanieczyszczenie wody, pozbawiona skrupułów wycinka lasów, zanieczyszczenia gruntów, nieodpowiednie składowanie niebezpiecznych substancji, smród i hałas pochodzący z zakładów. Ile z tego jest w stanie dokonać przeciętny obywatel?

Wypuszczanie zanieczyszczeń do rzek to temat w Polsce bardzo aktualny. Na przykład zatrucie rzeki Warty (3), Bobrzy (4), Białej (5), potoku Niedźwiedź (6). Sprawcy często pozostają niewykryci, a nawet jeśli zostaną to – jak w przypadku sieci Ikea – uzna się, że zanieczyszczenie nie było istotne.

Zanieczyszczenie środowiska w formie np. wyrzucania niebezpiecznych odpadów do lasu to również warty odnotowania nawyk ludzi „sukcesu”. Niedawno w gminie Łopuszno odkryto góry toksycznych odpadów (7), do lasu w Dziembowie ktoś wywiózł beczki w sumie na kilka tysięcy litrów, zawierające niebezpieczne substancje, zatruto las oraz wody gruntowe (8). Podobna sytuacja z beczkami zawierającymi chemikalia przydarzyła się pod Wadowicami (9).

Takie zachowanie jest całkowicie zrozumiałe dla kogoś kto liczy na większe zyski. Toksyczne odpady należy odpowiednio zutylizować a za to pobierana jest opłata. O ile łatwiej wlać toksyny do rzeki bądź zakopać w lesie? I o ile taniej, i ile więcej pieniędzy w kieszeni…

3. Przenoszenie produkcji do krajów Trzeciego Świata

Pogoń za zyskiem prowadzi przedsiębiorców do tego, aby swoją produkcje ciągle przenosić tam gdzie jest taniej. Tym sposobem wiele z nich przeniosło je do krajów trzeciego świata. Nie muszą się tam martwić przestrzeganiem prawa pracy, płacą minimalną czy bezpieczeństwem pracowników, ponieważ wiele z tych krajów nie ma uregulowań w tej kwestii, lub nie są one egzekwowane.

Przy produkcji odzieży Nike korzystano z pracy dzieci (10), podobne oskarżenia wysuwa się pod adresem Nestle (11), Mars (12). Ich tłumaczenia polegają ciągle na tym samym: nie kontrolujemy tego co dzieje się w tych fabrykach, albo to nie są nasze fabryki tylko podwykonawcy, my tylko kupujemy dobra przez nich wyrabiane. To kolejny nawyk który należy sobie wyrobić, jeżeli chce się na wolnym rynku odnieść sukces – tworzysz łańcuch podwykonawców, opłacasz ich, często jesteś ich jedynym klientem, ale w razie afery np. fatalnych warunków pracy, wykorzystywania dzieci czy niskich pensji wszelkie oskarżenia spadną na podwykonawców, a twoja marka pozostanie nienaruszona!

W 2013 roku zawaliła się fabryka w Bangladeszu, śmierć poniosło 1134 ludzi (13). Budynek nie był przystosowany do działalności produkcyjnej, bez zezwolenia dobudowano 3 kolejne piętra. Fabryka produkowała ubrania dla takich marek jak Gucci czy Prada. Żadnego z pracowników tej firmy nie byłoby nigdy stać na kupno takich ubrań, jak i pewnie wielu z nas. Trafiają na rynki zachodnie gdzie ubierają się w nie właśnie ludzie sukcesu.

4. Korumpowanie rządzących

Wolnorynkowcy często powołują się, że aktualnie panuje kapitalizm nieprawdziwy. Z ust niektórych publicystów można usłyszeć termin kapitalizm kompradorski, bądź po angielsku crony capitalism. Chodzi im o to że bogaci ludzie przekupują polityków, aby ci przymykali na coś oko, zapewniali interesy z państwem, wprowadzali odpowiednie ustawy i podobne. Dla nich jest to coś całkowicie nie do zaakceptowania i obiecują się z tym rozprawić. Jest to oczywiście niemożliwe, aby bogacze przestali korumpować rządzących. Bogaty przedsiębiorca posiada ogromne kwoty pieniędzy co daje mu tak samo wielką władzę. Naturalnie więc to wykorzystuje, zgodnie ze swoją zasadą powiększania zysków. Jest to nieodłączny element funkcjonowania kapitalizmu w historii i można się go pozbyć jedynie poprzez pozbycie się kapitalizmu.

Przykładem niech będzie Siemens. W 2008 roku wybuchł skandal, ponieważ koncern regularnie płacił łapówki politykom i urzędnikom, aby ci załatwiali mu intratne kontrakty na zamówienia publiczne (14). Nie trzeba jednak szukać tak daleko, ustawione przetargi publiczne mają miejsce również w Polsce, jak na przykład sprawa przetargu dotyczących wizyty papieża Benedykta XVI i remontu podziemi krakowskiego rynku (15).

Najwięcej traci na tym społeczeństwo bo to z ich podatków opłacone zostają firmy które biorą udział w tym przestępczym procederze. Wyżej już wspomniane zostało, kto rzeczywiście płaci podatki. Tak więc jest zysk na omijaniu podatków, a następnie jeszcze kradzież w postaci korumpowania urzędników państwowych.

5. Izolowanie się od społeczeństwa

Dobrze, więc na zakończenie kolejny nawyk człowieka majętnego to odizolowanie się od lokalnej społeczności. Najlepiej poprzez budowę wysokiego ogrodzenia lub wykupując wszystkie działki na około twojej posiadłości, jak zrobił to szef Facebooka Zuckerberg (16). Możesz też zamieszkać sam ze swoją rodziną na własnej wyspie, albo wybudować zamek pośrodku puszczy (17).

Nie powinieneś więc chodzić do lokalnego spożywczaka, jeździć tramwajami i autobusami czy ubierać się w sieciówkach. Wielkim wydarzeniem jest gdy jakiś bogacz czy ważna persona pojawi się w takim miejscu, od razu internet obiega zdjęcie zrobione przez zdziwionego klienta. Zresztą skąd może wynikać taka niechęć do życia pośród ludzi? Dlaczego tworzą się dzielnice bogatych, gdzie nie ujrzy się ani jednego biednego? Myślę, że odpowiedź jest prosta – całkowita pogarda wobec społeczeństwa, niechęć do kontaktowania się z nim, a jednocześnie życie jego kosztem i wyzyskiwanie go.

(1) https://www.cbsnews.com/news/2018-taxes-some-of-americas-biggest-companies-paid-little-to-no-federal-income-tax-last-year/

(2) https://www.tysol.pl/a35208-Te-sieci-handlowe-praktycznie-nie-placa-w-Polsce-podatku-dochodowego

(3) https://gloswielkopolski.pl/zatrucie-warty-prezes-duzej-spolki-bros-oskarzony-o-skazenie-rzeki-toksycznymi-substancjami/ar/13160336

(4) https://echodnia.eu/swietokrzyskie/woda-w-bobrzy-znow-brudna-i-smierdzaca-zdjecia/ar/c1-14269833

(5) https://www.wprost.pl/319938/ikea-zatrula-rzeke-ale-szkody-byly-nieznaczne-sledztwo-umorzone.html

(6) https://gazetakrakowska.pl/maszkienice-setki-martwych-ryb-w-potoku-niedzwiedz-czy-ktos-zatrul-wode-zobacz-zdjecia/ar/c8-14256081

(7) https://echodnia.eu/swietokrzyskie/niebezpieczne-odpady-w-lesie-w-gminie-lopuszno-policja-na-tropie-sprawcy/ar/c1-14112757

(8) https://gloswielkopolski.pl/pila-las-w-dziembowie-skazony-niebezpieczna-substancja-rolnik-zarzeka-sie-ze-pojemniki-mialy-byc-puste/ar/c1-14339481

(9) https://malopolskie.naszemiasto.pl/stanislaw-gorny-skladowisko-odpadow-w-lesie-pod-wadowicami/ar/c8-4618883

(10) http://mallenbaker.net/article/clear-reflection/nike-and-child-labour-how-it-went-from-laggard-to-leader

(11) https://www.confectionerynews.com/Article/2018/02/13/Nestle-sued-again-over-child-labor-in-cocoa-supply-chain

(12) https://www.washingtonpost.com/graphics/2019/business/hershey-nestle-mars-chocolate-child-labor-west-africa/?noredirect=on

(13) https://www.business-humanrights.org/en/sixth-anniversary-of-rana-plaza-factory-collapse-in-bangladesh

(14) https://theconversation.com/lessons-from-the-massive-siemens-corruption-scandal-one-decade-later-108694

(15) https://krakow.onet.pl/krakow-urzednicy-ustawiali-przetargi-chodzi-o-remont-podziemi-rynku-i-wizyte-papieza/j3t5fqn

(16) https://www.scmp.com/magazines/style/news-trends/article/3009010/why-mark-zuckerberg-buys-properties-surround-his-10

(17) https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/zamek-puszcza-notecka-spolka-d-j-t-,242,0,2410738.html

„Pracodawca” nie daje pracy.

 

Za: https://www.lewicanarodowa.pl/2019/04/pracodawca-zaklad-pracy.html?m=1

Jednym ze słów, które powinno zniknąć z powszechnego obiegu w obecnym znaczeniu, jest „pracodawca”. W obecnym znaczeniu jest ono sprzeczne z naukami ekonomicznymi. Kapitaliści lubią mówić, że coś dają ludziom: tworzą miejsca pracy, opłacają składki pracownikom, płacą podatki, dają pracę. Cóż za dobroczynność! A roszczeniowi ludzie jeszcze coś od nich chcą. Prawda jest inna i podmioty zatrudniające nie powinny być określane jako pracodawcy, bo pracy nie dają.

To pracownik daje pracę, jakkolwiek by tego nie określać. Mówimy przecież o „wykonywaniu pracy”. W ujęciu ekonomicznym pracownik daje (sprzedaje) swoją pracę, za którą otrzymuje należną płacę.
Praca jest jednym z czynników produkcji. Oznacza to, że przedsiębiorca musi ją nabyć i ponieść na nią nakłady, aby móc coś wyprodukować, sprzedać i zarobić. Podobnie jak musi nabyć środki produkcji czy półprodukty.

Praca jest niezbędna do działalności gospodarczej. Przedsiębiorca musi więc zatrudnić kogoś, aby podjąć działalność i móc zarabiać. To nie jest jakiś akt łaski, że „dał komuś pracę”. Jakby nie dał, to nie prowadziłby działalności gospodarczej. Podjęcie działalności gospodarczej jest z kolei wynikiem sytuacji w gospodarce, w której istnieje zapotrzebowanie na produkty i usługi, których wykonywania zamierza się podjąć przedsiębiorca. Twierdzenie więc, że kapitaliści „dają pracę” jest więc całkowicie nieprawdziwe, kapitaliści jedynie zatrudniają. Popyt na pracę jest pochodny od popytu w gospodarce na określone dobra i usługi.

Niestety błędne pojęcie pracodawcy zawędrowało aż do Kodeksu pracy. Utrwalało się ono przez dziesięciolecia, mimo że dawniej w słownikach występowało także prawdziwe znaczenie pracodawcy – pracownik lub robotnik. Prawdopodobnie do przyjęcia błędnego znaczenia doszło pod wpływem zwyczajów feudalnych. Dawniej pan przyjmując kogoś do pracy zapewniał mu schronienie i wyżywienie, stąd był określany mianem „chlebodawcy”. Stąd później przeobraziło się to w „pracodawcę”.

Do prawa pojęcie to zawędrowało już w okresie międzywojennym.

Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dn. 16 marca 1928 r. o umowie o pracę robotników (Dz. U. z 1928 nr 35 poz. 324).
Zwracam uwagę na absurdalność powyższego stwierdzenia: robotnik zostaje przyjęty do wykonywania pracy na rzecz dającego pracę.

W Polsce Ludowej niestety nie wyzbyto się błędnego określenia „pracodawcy”, choć zgodnie z Kodeksem pracy stroną umowy o pracę był zamiast niego „zakład pracy”, możliwie również „osoba fizyczna zatrudniająca pracowników”.

Ustawa z dn. 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (Dz. U. z 1974 r. nr 24 poz. 141)
Trudno powiedzieć, czy zrobiono to świadomie, ale w ten sposób wprowadzono do obiegu prawidłowe pojęcia. Stroną umowy nie był pracodawca, a przede wszystkim zakład pracy.
Niemniej nie wyeliminowano całkowicie z obiegu prawnego błędnego pojęcia pracodawcy, gdyż jeden z przepisów Kodeksu pracy a przez to i rozporządzenie wykonawcze na podstawie tego przepisu w dalszym ciągu twierdziły że pracodawcą może być osoba fizyczna, zatrudniająca np. w gospodarstwie domowym lub prywatnym gospodarstwie rolnym.

(Dz. U. z 1974 r. nr 45 poz. 272)

W 1996 roku przyjęto dużą zmianę Kodeksu pracy. Usunięto z niej różne odniesienia do socjalizmu, dopuszczono pracę w niedziele w placówkach handlowych i zakładach świadczących usługi dla ludności. Główną zmianą była jednak zamiana pojęcia „zakład pracy” na „pracodawca” i zrównanie wobec prawa dotychczasowych zakładów pracy i osób fizycznych zatrudniających pracowników.

Ustawa z dn. 2 lutego 1996 r. o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz o zmianie niektórych ustaw (Dz. U. z 1996 r. nr 24 poz. 110)

Tak oto prawo posługuje się nieprawidłowym pojęciem pracodawcy. Niemniej w języku potocznym i piśmiennictwie powinniśmy używać prawidłowych określeń: zakład pracy, osoba fizyczna zatrudniająca pracowników albo zatrudniciel.

„Balcerowicz, ty złodzieju!”

© AFP 2019 / Stringer

Jarosław Augustyniak

„Balcerowicz, ty złodzieju” to hasło, które od początku wprowadzania w życie planu Balcerowicza w latach 90. towarzyszyło każdemu strajkowi, manifestacji czy akcji protestacyjnej w Polsce.

Po trzydziestu latach, jakie minęły od wyborów z 1989 roku, które zapoczątkowały upadek realnego socjalizmu w Polsce, warto się przyjrzeć temu, co tak naprawdę zaważyło o dalszych losach naszego kraju i ma swoje konsekwencje po dziś dzień. Tym, co zmieniło całkowicie nasz kraj, nie były same wybory, do których żadna siła polityczna nie szła przecież z hasłem powrotu kapitalizmu, biedy i bezrobocia, ale tzw. „plan Balcerowicza”.

Tak naprawdę to plan Jeffreya Sachsa i D. Liptona, doradców Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Balcerowicz był raczej tylko jego wykonawcą pod dyktando MFW i Banku Światowego. Mowa o jego „terapii szokowej” dla Polski, podczas której pacjent, czyli polska gospodarka i społeczeństwo, mało co nie zmarł. Terapii, nad którą w rzekomo już w demokratycznym kraju nie odbyła się żadna dyskusja i została zastosowana w skrajnie niedemokratyczny sposób, bez pytania obywateli o zdanie.

Balcerowicz ciągle powraca do polskiej polityki w taki czy inny sposób. Ostatnimi laty występuje jako komentator i krytyk kolejnych rządów, którym zarzuca w ich działaniach oczywiście za mało liberalizacji i prywatyzacji. Jego poglądy na gospodarkę zatrzymały się w końcu lat 80. Gdy w coraz większej ilości miejsc na świecie krytykuje się i odrzuca neoliberalizm, on zdaje się w tych poglądach jeszcze bardziej utwierdzony.

Kilka dni temu w ramach obchodów trzydziestolecia „odzyskania wolności” na łamach Wyborczej odbyła się rozmowa między Leszkiem Balcerowiczem i Lechem Wałęsą. U obu panów nadal po tylu latach brak jakiejkolwiek refleksji i wątpliwości na temat tego, co zrobili, gdy mieli wpływ na nasze i naszego kraju życie.

O ile Wałęsa, który najczęściej nie ma pojęcia, o czym mówi, wtrącił coś o wysokich kosztach społecznych tych tzw. reform, to Balcerowicz, jak przystało na neoliberalnego zabetonowanego dogmatyka, nadal jest dumny ze swoich „dokonań”.

Przez jego plan Polska straciła ogromną szansę na stworzenie systemu społecznie sprawiedliwego, jaki dawał ówczesny stan własności, w której dominowała własność państwowa i spółdzielcza, a dziś jest krajem największych nierówności społecznych w Unii Europejskiej.

Grzegorz Kołodko, antagonista i krytyk Balcerowicza, powiedział kiedyś, że to nie była „terapia szokowa”, ale szok bez żadnej terapii. Z przerażeniem czyta się dziś wspomnienia Balcerowicza, jak ten plan, oparty od początku o błędne wskaźniki, wprowadzał.

Balcerowicz przeprowadzał operację bez żadnego znieczulenia. Otworzył skalpelem ciało pacjenta i nie bardzo wiedząc, co robi, wycinał poszczególne organy, a potem sprawdzał, czy pacjent jeszcze żyje. Postępował dokładnie tak samo jak ci lekarze ze starego dowcipu, którzy sprawdzali, jak na zdolnościach motorycznych odbije się amputacja poszczególnych kończyn muchy.

Po amputacji pierwszej nogi lekarze mówią do muchy: „Mucho, chodź!”. No i mucha ruszyła. Zapisali w zeszycie, że mucha całkiem nieźle sobie radzi z utratą jednej nogi. Tak też postępowali z kolejnymi kończynami. Gdy została jej już tylko jedna, to nadal jeszcze, choć z trudem, mucha po komendzie: „Chodź!” – dalej się przemieszczała.

Dopiero, gdy muchę pozbawiono ostatniej nogi, ta po usłyszeniu komendy: „Mucho, chodź!” – nie ruszyła się z miejsca. Komendę bez skutku powtórzono kilkukrotnie, a następnie w zeszycie zapisano: mucha po utracie ostatniej kończyny, straciła… słuch.

Balcerowicz, by sprawdzić działanie swego planu, na miejski targ wysyłał swoją współpracownice, by kupiła tam mendel jajek.

„Jaja staniały! Pamiętam ten moment, gdy o 8 rano pod koniec stycznia pani Teresa Hildebrandt, która obserwowała targowiska w Polsce, wpadła do mojego gabinetu rozpromieniona. W Lublinie na targu jaja staniały! Na ten komunikat czekałem z napięciem, bo dopiero wtedy mogłem odetchnąć z ulgą – inflacja się cofa, ceny zaczynają spadać dość wyraźnie, a to oznaczało, że plan zaczyna działać” – powiedział w rozmowie z Wyborczą.

„Z Jurkiem Koźmińskim wychodziliśmy z ministerstwa i odwiedzaliśmy okoliczne sklepy, żeby się przekonać, co się dzieje” – kontynuował Balcerowicz.

Plan Balcerowicza w krótkim czasie okazał się katastrofą dla gospodarki i społeczeństwa. Wiele osób, utytułowanych ekonomistów, takich jak Grzegorz Kołodko czy Tadeusz Kowalik, ostrzegało władze o konsekwencjach zbyt szybkich i radykalnych zmian. Inflacja była wysoka, ale w trzech ostatnich miesiącach 1989 roku znacznie się obniżała. O ile jeszcze w październiku było to ponad 50%, to w listopadzie spadła do 23%, a w grudniu do 18%.

Znikała już nadwyżka tzw. pieniądza „bez pokrycia”. Balcerowicz pozostawał na to ślepy i popełniał kolejne błędy w odczytywaniu i rozumieniu bardzo szybko zmieniającej się na lepsze sytuacji gospodarczej i nieumiejętnie przewidywał rozwój wypadków.

Profesor Tadeusz Kowalik nawet osobiście dostarczył do biur Mazowieckiego, Geremka i Balcerowicza, dokument przygotowany przed dwóch znanych ekonomistów, W. Herera oraz W. Sadowskiego pt. „Uwagi do programu dostosowawczego”. Twórcy dokumentu podkreślali m.in. bezzasadność proponowanych w programie środków drenażowych. Ostrzegali, że jednoczesne zastosowanie wszystkich środków spowoduje ogromny wzrost cen. Postulowali, by prognoza inflacji na styczeń 1990 roku była bardziej realistyczna, czyli wyższa. Ostro krytykowali rozmiar ograniczenia wydatków budżetowych i apelowali o zaniechanie pochopnych decyzji likwidacyjnych, które stworzą niepotrzebne i sztuczne bezrobocie.

Wszystko to od Balcerowicza odbijało się jak od ściany. Nie mogło to do niego trafić, bo Balcerowicz był i jest dogmatykiem cechującym się religijną niemal wiarą w ślepe siły tzw. niewidzialnej ręki wolnego rynku. Nie obchodziły go koszty jego terapii, a jedynie to, by zniszczyć to, co było wspólne i jak najszybciej wszystko prywatyzować na co naciskały też różne instytucje światowego kapitalizmu. Tak poważne zmiany planowano w ekspresowym tempie, bez żadnej dyskusji, bez żadnych wątpliwości, by społeczeństwo jak najpóźniej się zorientowało, co mu nowa „demokratyczna” władza zafundowała.

Ale Balcerowicz, niczym mały chłopczyk, który zbudował swój pierwszy latawiec, dobrze się bawił. W rozmowie z Wyborczą z nostalgią wspomina:

Powiem Panu, że ten pierwszy okres reform wspominam z dużą nostalgią. Byliśmy pionierami i w napięciu śledziliśmy, jakich kształtów nabiera gospodarka. To musiały być ciekawe i ekscytujące doświadczenia. Otworzyć pacjentowi klatkę piersiową i patrzeć jak serce mu bije.

Pełne otwarcie polskiej gospodarki na świat poprzez radykalne zmniejszenie barier celnych, masowy import tanich towarów, wwożonych praktycznie bez żadnych celnych i podatkowych ograniczeń skutkował drastycznym wzrostem stopy bezrobocia. Pod tym względem Polska była postrzegana jako drugie, zaraz po Hongkongu najbardziej leseferystyczne państwo świata. Pozbawiona ochrony państwa rodzima produkcja, nie była w stanie oprzeć się konkurencji z Zachodu.

Balcerowicz to dobrze wiedział i liczył zapewne na to, że państwowe zakłady przemysłowe zaczną upadać. Gdy to się nie działo, robił co mógł, by je dobić. Mimo formalnej równoprawności różnych form własności sektor państwowy często był przedmiotem celowych ataków, m.in. w postaci twardej polityki podatkowej („popiwek”). Firmy państwowe były w tym względzie dyskryminowane w porównaniu z przedsiębiorstwami prywatnymi. Jednostkom państwowym odmawiano także kredytów inwestycyjnych, niezależnie od ich kondycji finansowej.

Balcerowicz dobrze wiedział, że jego wymarzona i jedynie słuszna gospodarka prywatna nie powstanie z niczego. Dobrze wiedział, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, doprowadzając przedsiębiorstwa państwowe do upadku, by przejmować je za bezcen, czy też wprost przez uwłaszczenie się na tym co nasze, polskie, przez nową i starą nomenklaturę, która się dogadała.

Skutkiem planu Balcerowicza był dramatyczny spadek produkcji, spadek realnych płac i idąca za tym pauperyzacja większości społeczeństwa, oraz ogromny wzrost cen.

Plan Balcerowicza nie miał nic wspólnego z ustaleniami przy „okrągłym stole”. Porozumienia okrągłego stołu zawierały wiele ustaleń, które w ramach innej koncepcji transformacji byłyby istotne dla okresu przejściowego. Np. te dotyczące m.in. warunków życia obywateli, inflacji i dochodzenia do równowagi w gospodarce; ochrony pracy (polityki pełnego zatrudnienia), a także kwestii zadłużenia zagranicznego Polski. Z żadnego dokumentu, jaki powstał przy „okrągłym stole” nie wynikał zamiar przeprowadzenia w Polsce terapii wstrząsowej. Mowa była w nich o ewolucyjnych przemianach, wprowadzanych z troską o społeczeństwo.

Miała występować konstytucyjna zasada wielości równoprawnych form własności, uwolnienie większości cen, udział pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwem, a także rozwój spółdzielczości.

Nasi sąsiedzi, Czesi i Słowacy, nie poszli taką sama drogą wolnorynkowej religii i zmian kosztem zmarnowanego życia całego pokolenia. U siebie przeprowadzali zmiany ewolucyjnie. Ich społeczeństwa nie musiały zapłacić tak wysokich kosztów.

Do dziś w Czechach działają i dobrze prosperują choćby spółdzielnie rolnicze, które powstały na bazie tamtejszych PGR-ów. A trzeba przypomnieć, że rolnictwo indywidualne, odwrotnie niż w Polsce, tam nie było normą. U nas Balcerowicz z dnia na dzień zniszczył PGR-y nie dając ludziom nic w zamian. Do dziś na ich terenach mieszka najwięcej społecznie wykluczonych ludzi.

Rząd Mazowieckiego, który realizował plan Balcerowicza, prowadzonej przez siebie drastycznej polityki nie zamierzał też niczym znieczulać i nie proponował praktycznie żadnej polityki społecznej, która te drakońskie zmiany mogłaby jakoś równoważyć. Chyba, że za taką politykę uznać darmową zupę, którą bezrobotnym, bezdomnym i po prostu głodnym rozdawał ówczesny Minister Pracy, Jacek Kuroń?

Andrzej Lepper do śmierci niemal powtarzał – „Balcerowicz musi odejść”. Niestety on, niczym żywy trup, ciągle powraca.

za: https://pl.sputniknews.com/opinie/2019062010590199-leszek-balcerowicz-plan-ty-zlodzieju-strajk-polska-sputnik/

Opowieść o dwóch powstaniach: ciasteczka i McCain dla ukraińskiego Majdanu, lodowata cisza z Waszyngtonu dla francuskich Żółtych Kamizelek

Robert Bridge
RT
13 grudnia 2018

Ten rażąco hipokrytyczny stosunek do francuskich protestujących ujawnia na wskroś wadliwy i stawiający sprawę na głowie zachodni aksjomat, brzmiący: „Wszystko, co działa na korzyść instytucji zachodnich i ich politycznej elity, automatycznie jest dobre dla demokracji”.

W przeciwieństwie do powstania na Ukrainie w 2014 roku, w które inwazyjnie wtrącali się amerykańscy politycy i dyplomaci, zachodnie poparcie dla protestów francuskich Żółtych Kamizelek wyraźnie zaginęło w akcji.

Podczas gdy ulice Paryża czwarty weekend z rzędu stoją w ogniu [a teraz już szesnasty i No Sign of Slowing Down – przyp.], a mrowie Żółtych Kamizelek walczy przeciwko francuskiemu rządowi, który, jak argumentują, jest coraz bardziej oderwany od trosk zwykłych obywateli, nie widać poparcia zachodnich stolic dla protestujących.

To trochę dziwne, skoro „Gilets Jaunes” nie tylko protestują przeciwko (odwołanym) planom Macrona podwyższenia akcyzy na paliwo, ale też opublikowały listę 42 postulatów, których wdrożenia oczekują. Obejmują one podniesienie minimalnego wynagrodzenia, emerytur i płac, a także powstrzymanie nielegalnej imigracji do kraju. Innymi słowy, nie mówimy tu o brutalnych anarchistach na francuskich ulicach, ale o zwykłych obywatelach. Do tej pory ruch cieszy się wysokim poparciem wśród Francuzów, jeden z sondaży pokazuje 72-procentową aprobatę dla protestujących.

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy mogą mieć problem z wyjaśnieniem swojej głuchoty w obliczu uzasadnionych trosk milionów francuskich obywateli. Ta lodowata cisza ujawni co najmniej ich podwójne standardy i jawną hipokryzję, ponieważ Zachód rzadko przepuszcza okazję do ingerencji w sprawy obcych państw – głównie na Bliskim Wschodzie – kiedy „demokracja” jest rzekomo zagrożona.

Tłumaczenie tłitu:  Porozumienie Paryskie nie sprawdza się zbyt dobrze w Paryżu. Protesty i zamieszki w całej Francji. Ludzie nie chcą płacić dużych sum pieniędzy, zwłaszcza krajom trzeciego świata (których rządy są kontrowersyjne), aby być może chronić środowisko. Skandują „Chcemy Trumpa!”. Kocham Francję.

Weźmy pod uwagę zupełnie odmienny stosunek Waszyngtonu do ukraińskiej rewolucji na Majdanie w 2014 roku, która obaliła rząd Wiktora Janukowycza dzięki jawnemu wsparciu Stanów Zjednoczonych oraz wielu wpływowych organizacji pozarządowych, działających w tym kraju. Janukowycz popełnił niewybaczalny błąd sądząc, że będzie mu wolno obrać niezależny kurs dla swego kraju, pomimo faktu, że od 1992 roku USA wydały ponad 5 miliardów dolarów na wsparcie „programów budowania demokracji” na Ukrainie.

Czy Kijów naprawdę myślał, że Waszyngton nie upomni się w końcu o coś w zamian za te wszystkie dolary, na przykład o prawo do decydowania, kto ostatecznie będzie rządził tym wschodnioeuropejskim krajem graniczącym z Rosją? I dokładnie tak się stało.

Gdy Janukowycz ogłosił, że Ukraina nie podpisze umowy stowarzyszeniowej z UE, obudził śpiącego pod jego stopami olbrzyma. Kilka tygodni po tym oświadczeniu, gdy jego kraj był coraz bardziej podzielony w tej kwestii, w centrum Kijowa pojawił się senator USA John McCain, który dorzucając suchych drew do tlącego się ognia, oznajmił podczas wiecu na Placu Niepodległości: „Ukraina ulepszy Europę, a Europa ulepszy Ukrainę … Ameryka jest z wami.”

Co mogło zmotywować Waszyngton do tak rażącej ingerencji w sprawy Ukrainy, natomiast ignorowania francuskich „Gilets Jaunes”, które rozprzestrzeniają się teraz po całej Francji protestując przeciwko neoliberalnej polityce prezydenta Emmanuela Macrona? Czy odpowiedź może mieć coś wspólnego z czymś tak banalnym jak pieniądze? Z pewnością wydaje się to być ważną częścią układanki.

W końcu w rozumieniu zachodnich urzędników odciągnięcie Kijowa od Rosji przyniosłoby pokaźne dywidendy zachodnim instytucjom pożyczkowym, takim jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który już wcześniej pożyczył Kijowowi miliardy dolarów na utrzymanie się na powierzchni. Zachód stanowczo sprzeciwił się opcji, żeby Rosja i Chiny zostały „pożyczkodawcami ostatniej szansy” – wszak to najbardziej upragniona przez świat zachodni finansowa i polityczna rola, może poza interwencjonizmem militarnym skierowanym przeciw suwerennym państwom.

Przenieśmy się do wydarzeń mających miejsce rok po tym, jak John McCain podburzał tłum podczas wieców w Kijowie, a Victoria Nuland rozdawała protestującym ciasteczka. Widzimy Ukrainę pod nowym przywództwem namaszczonego przez USA prezydenta Petra Poroszenki, który podpisał umowę pożyczki od MFW w wysokości 17,5 miliardów dolarów (11,5 miliardów funtów), wraz z bolesnymi środkami oszczędnościowymi nierozerwalnie towarzyszącymi torbom gotówki.

Obecnie we Francji nie ma takich zachęt finansowych, które przekonałyby stolice Zachodu do „zjednoczenia się w imię demokracji”, jak bezzwłocznie zrobiły w wypadku Ukrainy.

Ta rażąco hipokrytyczna postawa w stosunku do francuskich protestujących ujawnia na wskroś wadliwy i stawiający sprawę na głowie zachodni aksjomat: „Wszystko, co działa na korzyść zachodnich instytucji i ich elit politycznych, jest automatycznie dobre dla demokracji”. Nie wyklucza on niepokojów społecznych i rewolucji. Jeśli przemoc na ulicach przekłada się na wzmocnienie zachodnich instytucji, a zwłaszcza globalnych instytucji finansowych, działania te bez chwili namysłu zostaną nagrodzone zachodnim wsparciem.

Dzisiaj 40-letni Emmanuel Macron, były bankier inwestycyjny Rothschilda, a wśród rodaków znany jako „prezydent bogatych”, stoi w obliczu przedwczesnej śmierci politycznej, nie mniej niż Wiktor Janukowycz w 2014 roku.

I rzeczywiście, stwierdzenie, że popularność Macrona wśród Francuzów jest zrujnowana, byłoby łagodnym opisem sytuacji.

Pewien francuski magazyn anglojęzyczny podsumował jego sytuację następująco: Macron jest „od dawna znienawidzony przez ugrupowania skrajnie lewicowe z powodu swojej bankierskiej przeszłości … znienawidzony przez skrajną prawicę z powodu swoich proeuropejskich, globalistycznych przekonań, a teraz również znienawidzony przez wielu zwykłych Francuzów, uważających go za wyniosłego aroganta, obojętnego na ich problemy.”

Komentarz SOTT: Żółte kamizelki powstają przeciw neoliberalnemu królowi Macronowi.

Pomimo tego do tej pory nie pojawił się w stolicy Francji ani jeden zachodni polityk, który mobilizowałby protestujących i żądał ustąpienia Macrona, żaden amerykański dyplomata najwyższej rangi nie rozdawał ciastek francuskiej „hałastrze”, jak robiła to Victoria Nuland w Kijowie w szczytowym momencie ukraińskich napięć.

Nawiasem mówiąc, mając na uwadze ten tak jaskrawy obraz, absurdem wydają się zarzuty USA wobec Rosji o wtrącanie się w ich sprawy polityczne – i to bez cienia dowodu na poparcie tych twierdzeń. Ale zbaczam z tematu.

Żaden zachodni kraj nie potępił Macrona z jednego, prostego powodu: jego podporządkowania się neoliberalizmowi i ekstremalnej gospodarce wolnorynkowej, wyniszczającej francuską klasę średnią aż do granic wytrzymałości. Podwyżka cen paliwa była tylko przysłowiową kroplą, która przepełniła czarę goryczy wyborców.

Stwierdzenie, że wszystkie segmenty francuskiego społeczeństwa wciągnęły się w protesty, nie byłoby przesadą. Widzimy na przykład przerywanie zajęć w setkach francuskich szkół średnich, gdy uczniowie wychodzą na ulice protestować przeciwko niepopularnej reformie edukacyjnej Macrona. Do protestujących przyłączają się również emeryci, od kiedy Macron pouczył ich, by przestali „marudzić” na temat cięć wydatków socjalnych, jednocześnie obniżając podatki dla bogatych.

„Macron oferuje nam „cent balles et un Mars” (100 funtów i batonika Mars).”
Za każdym razem Emmanuel Macron dał ruchowi  #GiletsJaunes zbyt mało, zbyt późno. Unika JEDNEJ zasadniczej rzeczy, której żądają ludzie: opodatkowania nieprzyzwoicie bogatych.

Wyraźnie zachodni przywódcy nie mogą dopatrzyć się w Macronie niczego, co nie przypadłoby im do gustu. Ochoczo wprowadza bolesne reformy liberalne i dopiero zagrożony utraty władzy wycofuje się ze swojego programu politycznego. Chociaż zagubiony francuski prezydent, niczego w zasadzie nie kontrolujący, może sobie wyobrażać, że jest Napoleonem czasów nowożytnych, twardo postępującym ze swoimi poddanymi, żeby osiągnąć to czego chce, ostatecznie to francuska ulica zdecyduje o jego losie, a ten na chwilę obecną wygląda bardzo ponuro.

W nadchodzących tygodniach i miesiącach taka brutalna pobudka może czekać też wielu innych zachodnich przywódców neoliberalnych, którzy realizują swoją niepopularną politykę, nie bacząc na puls narodu.

Komentarz SOTT: Rzeczywiście – sygnały ostrzegawcze były widoczne już jakiś czas temu … Cykle historii: 2018 przynosi echa europejskich buntów nacjonalistycznych z 1848 roku.

A skoro mowa o zachodniej hipokryzji: Drogi Prezydencie Asad: Proszę uzbroić francuskich protestujących, żeby położyć kres brutalnym represjom Macrona.

@Robert_Bridge na Twitterze

~ * ~

Komentarz Pracowni: Dla uściślenia, podlinkowana w artykule lista 42 „żądań Żółtych Kamizelek” nie jest listą „oficjalną” ruchu i takowa nie istnieje. Ruch Żółtych Kamizelek nie jest zhierarchizowany i nie ma przywódców. Jedynym jak dotąd żądaniem było wycofanie planu podwyżki podatków paliwowych.

Ruch zgromadził cały szereg postulatów, jakie napływają od aktywistów i zwykłych ludzi, a najpopularniejsze z nich są publikowane i poddawane sondażowi. Bazowym postulatem ruchu jest stworzenie Zgromadzenia Obywatelskiego (z częstą rotacją członków), które byłoby oficjalnie uznanym pośrednikiem pomiędzy społeczeństwem i władzami, zastępując Zgromadzenie Narodowe (izbę niższą francuskiego parlamentu) bądź je uzupełniając. Przewiduje się znaczne zwiększenie udziału społeczeństwa w rządzeniu krajem, częstsze referenda i zdecydowane obcięcie wielu nieuzasadnionych przywilejów władzy.

Krótko mówiąc, francuskiemu społeczeństwu przeżarło się sobiepaństwo władz i domaga się respektowania jego głosu i prawdziwego udziału w zarządzaniu krajem. Francuska „klasa średnia” wykazuje się ogromną dozą zdrowego rozsądku, troski o własny kraj i, co bardzo ważne, odpowiedzialności.

A w międzyczasie… presja na ruch ze strony elit, walczących o swój własny byt, rośnie:

Oskarżenie Żółtych Kamizelek o stosowanie przemocy

Emmanuel Macron condemns all Yellow Vest protesters as responsible for violence
28 lutego 2019, za Express UK, skrót

Prezydent Macron ostrzegł Żółte Kamizelki, że udział w protestach automatycznie czyni ich współwinnymi wybuchów przemocy, wstrząsających Francją od 3 miesięcy. Dodał, że to, że żaden policjant nie zginął w rezultacie protestów, jest „cudem”, ale nie wspomniał o ofiarach śmiertelnych i utracie zdrowia wśród protestujących.

Władze obwiniają o przemoc sytuujących się na obrzeżach ruchu anarchistów, antykapitalistów oraz skrajne ugrupowania. Ale jak powiedział francuski polityk Nicolas Dupont-Aignan w wywiadzie dla telewizji Public Sénat, Macrona nie interesują przyczyny kryzysu i nie stara się znaleźć rozwiązania. Zamiast tego próbuje skłócić Francuzów między sobą.

Niedawno zatwierdzono kontrowersyjną ustawę przeciw rozruchom, dającą policji prawo zakazania udziału w demonstracjach obywatelom podejrzanym o stosowanie przemocy, bez potrzeby angażowania sądu. Niezastosowanie się do zakazu grozi sześcioma miesiącami więzienia i grzywną w wysokości 7500 euro. Nowe prawo wprowadza karę roku pozbawienia wolności i 15000 euro grzywny za zakrywanie twarzy podczas demonstracji oraz wzmacnia prawo do przeszukiwania protestujących. Ustawa ma wrócić do parlamentu 12 marca.

Głosy opozycji wyrażają wątpliwość, czy Francja nadal jest demokratyczna. Lewicowy przedstawiciel opozycji Eric Coquerel przypomina, że prawo do protestów leży u podstaw systemu demokratycznego, a Fabien Roussel z Francuskiej Partii Komunistycznej dodaje, że prawdziwa demokracja słucha swoich obywateli.

Jacline Mouraud, 51-letnia hipnoterapeutka której przypisuje się zapoczątkowanie powstania przeciwko rządowi, powiedziała, że to Macron jest winny robienia kryminalistów z prawdziwych protestujących oraz głuchoty na cierpienie i rozpacz Francuzów.

I próba wrobienia ich w antysemityzm:

Scapegoating Yellow Vests? Macron Moves to Outlaw Criticism of ‚Zionism’ as ‚Anti-Semitism Wave’ Hits France

19 lutego 2019, za The Local, Francja, skrót z uwzględnieniem komentarzy SOTT

Jak poinformowało francuskie regionalne biuro bezpieczeństwa, w dniu, w którym odbyły się ogólnokrajowe marsze przeciwko rosnącej liczbie ataków antysemickich, w alzackim Strasburgu na wschodzie Francji, w pobliżu granicy z Niemcami, na ponad 80 nagrobkach na cmentarzu żydowskim odkryto swastyki i znaki antysemickie. To najnowszy antysemicki incydent we Francji.

Jeden z namalowanych niebieskim spayem napisów brzmiał: „Elsassisches Schwarzen Wolfe” („Czarne Wilki Alzackie”) – jest to nazwa separatystycznej grupy, powiązanej z neonazistami w latach siedemdziesiątych. Warto zaznaczyć, że od czasu procesu i wyroku więzienia dla jej członków (1982), grupa nie wykazała śladów działalności.

Jak powiedział radiu RTL minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner, tuż przed wizytą przy pomniku Holocaustu w Paryżu prezydent Macron ma udać się na cmentarz, żeby zbadać zniszczenia.

To ciekawy zbieg okoliczności: Macron opuszcza Pałac Elizejski, by odwiedzić uszkodzone nagrobki dokładnie w dniu zaplanowanych przez rząd protestów przeciw Żółtym Kamizelkom z „antysemityzmem” jako motywem przewodnim. Zwolennik teorii spiskowych mógłby spekulować, że to proreżimowi agenci prowokatorzy zbezcześcili nagrobki.

To nie koniec dziwnych zbiegów okoliczności, pozwalających połączyć protesty społeczne z antysemityzmem:

      • Francis Kalifat z parasolowej grupy żydowskich organizacji we Francji CRIF (francuskie AIPAC i ADL w jednym) skomentował strasburski incydent, mówiąc, że ”jest on odpowiedzią na nasze wezwanie do narodowej pobudki z ubiegłego tygodnia”. Przyczyną wystosowania apelu była seria aktów antyżydowskiego wandalizmu i graffiti, odkrytych w Paryżu i jego okolicach w następnych dniach po protestach Kamizelek w poprzednią sobotę, 9 lutego.
        Chodzi o te wybryki: Więcej fałszywego antysemityzmu? Francuski rząd obwinia protestujące Żółte Kamizelki o „wzrost” liczby neonazistowskich graffiti na ulicach Paryża
      • W graffiti namalowanym na siedzibie francuskiego dziennika „Le Monde” użyto antysemickich motywów w odniesieniu do poprzedniej pracy Macrona jako bankiera inwestycyjnego Rothschilda.
      • Na bramie garażowej w centrum Paryża ktoś napisał po angielsku „Macron żydowska dziwka” , a na murze w północnej 18 dzielnicy pojawił się napis sprayem „żydowska świnia”.

Francuski establishment nie szczędził słów krytyki:

      • Lokalny poseł Sylvain Waserman powiedział, że usłyszawszy o wandalizmie był „zdegustowany” i „wściekły”.
      • Prefekt regionu, odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo, Jean-Luc Marx, potępił „najmocniej jak to możliwe ten straszny antysemicki czyn i przesyła pełne poparcie dla społeczności żydowskiej, którą ponownie wzięto sobie na cel”.

Jednak we Francji powszechnie wiadomo, że samych Żydów przyłapywno na popełnianiu „aktów antysemickich”, bez wątpienia po to, żeby Francuzi wyglądali na „antysemitów”…

Warto również zaznaczyć, że ataki antysemickie we Francji nasilały się jeszcze przed pojawieniem się ruchu Żółtych Kamizelek. W ubiegłym roku francuska policja odnotowała 74-procentowy wzrost zgłoszeń o przestępstwach przeciwko Żydom – w kraju zamieszkiwanym przez największą społeczność żydowską w Europie.

Uwieńczeniem dramaturgii tego dnia była „wielotysięczna” demonstracja w Paryżu zorganizowana przez główną partię lewicową Francji (czyli w praktyce impreza sponsorowana przez państwo), na której do Macrona i innych przedstawicieli establishmentu dołączyli byli prezydenci Francji Sarkozy i Hollande, by „bronić Żydów” (a tak naprawdę żeby zaatakować Żółte Kamizelki sugerując, że są nikczemnymi antysemitami).

Następnego dnia podczas spotkania ze wspomnianym wcześniej CRIF Macron zapowiedział wydanie dekretu ustawodawczego rozszerzającego definicję antysemityzmu o krytykę Izraela i syjonizmu

W hitlerowskich Niemczech nielegalne było krytykowanie nazizmu. W ZSRR nielegalne było krytykowanie komunizmu. To jedna z cech charakterystycznych totalitaryzmu. Niedługo nielegalne będzie krytykowanie Żydów, a w zakres odnośnej definicji wejdzie poważna krytyka rządu, jak w przypadku ruchu Żółtych Kamizelek.

Rząd Francji najwyraźniej nie jest świadomy rzeczywistego wpływu całej tej politycznej szopki na 75-85% populacji, która chce zmiany reżimu – takimi posunięciami wysyła społeczeństwu jednoznaczny sygnał, że „ta teoria spiskowa jest oparta na faktach – potężni Żydzi są waszymi panami”. To niebezpieczna gra; szukając pretekstu do usadzenia protestujących, niechcący wystawiają Żydów jako kozły ofiarne – a przewidywalne tego skutki są przerażające.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Tale of two uprisings: Ukraine’s Maidan got McCain and cookies while French Yellow Vests met with icy silence from Washington

za: https://pracownia4.wordpress.com/2019/03/08/opowiesc-o-dwoch-powstaniach-ciasteczka-i-mccain-dla-ukrainskiego-majdanu-lodowata-cisza-z-waszyngtonu-dla-francuskich-zoltych-kamizelek/