Kiedy Rosja wyswobadza Syrię od ISIS, USA ratują ISIS przed Rosją, a zachodnie media wszystko to ignorują.

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/09/16/kiedy-rosja-wyswobadza-syrie-od-isis-usa-ratuja-isis-przed-rosja-a-zachodnie-media-wszystko-to-ignoruja/

Joe Quinn
Sott.net

We wrześniu 2015 r. ISIS panoszyło się po Syrii, od czterech lat zabijając ludność cywilną i niszcząc miasta i wsie. W owym czasie istniały uzasadnione obawy, że wkrótce Syryjska Arabska Armia zostanie pokonana przez ISIS i siły „rebelianckie”, a rząd Asada obalony. Było tak pomimo faktu, że koalicja skupiona wokół USA już od niemal roku „bombardowała ISIS”, czego dziwnym skutkiem było umacnianie się dżihadystów i powiększanie się kontrolowanych przez nich obszarów w Syrii i Iraku. Oczywiście teraz jest zupełnie jasne, że ta banda płatnych najemników, zwana ISIS, w ogóle była w stanie zagrozić Syrii wyłącznie dzięki potężnym środkom finansowym, zbrojeniu i szkoleniu dostarczanym przez USA i ich sprzymierzeńców znad Zatoki Perskiej.

Jednak od kiedy 30 września 2015 r. rozpoczęła się interwencja wojsk rosyjskich, liczebność ISIS i innych grup dżihadyjskich „rebeliantów” oraz kontrolowane przez nich terytorium zaczęły się gwałtownie kurczyć, pomimo ciągłego wsparcia dla ISIS i rebeliantów ze strony rządu USA. Po wyzwoleniu Aleppo przez siły rosyjskie pod koniec ubiegłego roku wojsko syryjskie, z rosyjskim wsparciem, odniosło następne zwycięstwa, łącznie z najnowszym, i być może ostatecznym, jakim było wyzwolenie w ubiegłym tygodniu syryjskiego miasta Dajr az-Zaur.

Być może to przeoczyliście, ale w ciągu ostatnich dwóch lat zachodnie media i zachodnie rządy konsekwentnie ignorowały, bądź wręcz krytykowały, sukcesy wojsk syryjskich, walczących pod osłoną rosyjskiego wsparcia z powietrza. Nie ma w tym oczywiście nic zaskakującego, jeśli wziąć pod uwagę, że ISIS to armia zastępcza USA i państw Zatoki Perskiej, z konkretnym zadaniem prowadzenia wojny przeciwko narodowi syryjskiemu, zniszczenia Syrii jako kraju i stworzenia jej od nowa według zachodniej wizji jako wasala Imperium. W tych nielicznych sytuacjach, kiedy skomentowanie osiągnięć syryjskich i rosyjskich wojsk było na rękę zachodniej prasie, cynicznie je potępiała jako „rosyjską agresję” albo „Asad zgładza własny naród”.

Wyzwolenie w tym tygodniu Dajr az-Zauru jest jednym z tego przykładów. Chociaż nie było konkretnych potępień, trudno będzie znaleźć nawet jedno doniesienie w amerykańskich mediach głównego nurtu na temat najnowszej wiadomości, że rosyjski atak powietrzny na podziemne centrum dowodzenia w pobliżu miasta zabił 40 członków ISIS, w tym czterech dowódców polowych. Wśród znanych zabitych bojowników znalazł się ścigany przez wiele krajów Abu-Mohammed al-Szimali, samozwańczy „emir Dajr az-Zauru”.

Al-Szimali, obywatel Iraku urodzony w Arabii Saudyjskiej (co za niespodzianka!) i były członek Al-Kaidy, w 2015 r. ślubował lojalność ISIS (w zamian za tłusty czek) i stał się znany z przemycania terrorystów do Syrii (w imieniu USA i Arabii Saudyjskiej). Ale dla podtrzymania tej farsy Al-Szimali został uznany za „priorytetowego ściganego” przez amerykański Departament Stanu, który w 2015 roku oferował kwotę 5 milionów dolarów za informacje, które doprowadziłyby do schwytania go. Kilka europejskich agencji wywiadowczych twierdziło również, że Al-Shimali był powiązany z paryskimi atakami w listopadzie 2015 roku. Moglibyście zatem pomyśleć, że po otrzymaniu informacji, że ten brutalny zabójca, odpowiedzialny za tak wiele rzezi w Syrii i Francji, został wyeliminowany z akcji, Departament Stanu USA i rząd francuski odłożą na bok swoją śmieszną antyrosyjska ideologię i publicznie pogratulują rosyjskim i syryjskim wojskom i rządom za to godne podziwu osiągnięcie. Mylilibyście się. Nie mają nic do powiedzenia; w rzeczywistości prawdopodobnie mają poważny problem z kontrolowaniem chęci krzyczenia, że cholerni mordercy zlikwidowali część ich ulubionych wtyczek.

 

Gulmurod Chalimow, człowiek Pentagonu w ISIS w Syrii albo w Rosji, czy gdziekolwiek się go umieści

 

Ale będą trzymali język za zębami i mają ku temu dobry powód – chodzi o to, żeby przypadkiem nie przyciągnęło uwagi nazwisko innego „dowódcy ISIS”, zabitego w tym samym obiekcie: to Gulmurod Chalimow, tadżycki i islamski dowódca wojskowy, który „uciekł do ISIS” w 2015 roku, po tym jak przeszedł kilkuletnie szkolenie w USA w ramach programu wsparcia antyterrorystycznego stworzonego przez Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego, komórkę Departamentu Stanu USA. Po „ucieczce” Chalimow powiedział, że planuje powrót do domu, żeby ustanowić szariat w swoim środkowoazjatyckim kraju i wybrać się na dżihad do Rosji. Co za zbieg okoliczności. Oczywiście dla Pentagonu i CIA wydanie miliardów dolarów z kieszeni podatników na szkolenie i zbrojenie dżihadystów nie jest niczym nowym.

Jest jeszcze jedna drobna kwestia – według anonimowego „źródła dyplomatycznego” co najmniej kilkunastu dowódców polowych ISIS, w tym dwóch „europejskiego pochodzenia”, zostało ewakuowanych z Dajr az-Zauru samolotem sił powietrznych USA pod koniec sierpnia, kiedy stało się jasne, że miasto przejdzie w ręce armii syryjskiej. Zazwyczaj sceptycznie oceniam informacje pochodzące od „anonimowych źródeł dyplomatycznych”, ale w tym wypadku to oświadczenie jest wiarygodne, wziąwszy pod uwagę to, co wiadomo o bezpośrednim wsparciu amerykańskim dla dżihadystów w Syrii. W czerwcu tego roku dowódca wojsk rosyjskich w Syrii, generał Siergiej Surowikin, powiedział, że bojownikom ISIS pozwolono opuścić dwie wsie położone na południowy zachód od Rakki i przemieścić się w stronę Palmyry. Surowikin powiedział, że koalicja USA, wraz z sojuszniczymi Kurdami, „są w zmowie z przywódcami ISIS, którzy poddają obszary znajdujące się pod ich kontrolą i przenoszą się do prowincji, w których operują syryjskie siły rządowe”.

Ale przypuszczam, że nie powinienem skarżyć się zbytnio lub zbyt dużo oczekiwać od psychopatycznych podżegaczy wojennych w Pentagonie i CIA, ich obrzydliwych przyjaciół w Arabii Saudyjskiej i zachodnich mediów, które są ramieniem propagandowym wszystkich trzech. Ich skromny plan zmiany reżimu w Syrii drogą lewej wojny domowej spalił na panewce dzięki rosyjskiemu wojsku pod naczelnym dowództwem Władimira Putina oraz nie lada wysiłków libańskiego Hezbollahu i irańskich milicji. Nic już nie może tego zmienić, nawet amerykański „plan b” wyrzeźbienia państwa kurdyjskiego w północnej Syrii.

Choć twórcy rzeczywistości w Waszyngtonie mogą pomyśleć, że sojusznicza kurdyjska enklawa w północnej Syrii i Iraku może zabezpieczyć dalsze amerykańskie „posiadanie na własność” Bliskiego Wschodu i zapobiec wzrostowi Rosji i Iranu jako dominujących potęg w regionie, jest to dosłownie i w przenośni marzenie ściętej głowy. Jeśli z Syrii i Iraku zostanie wykrojony Kurdystan, odbędzie się to tylko za zgodą Iranu, Turcji, Syrii i Iraku, które mają bardzo dobre powody (i skuteczne środki), aby nie dopuścicie do ustanowienia kurdyjskiego kraju. Zarówno sytuacja geopolityczna, jak i rzeczywistość geograficzna oznaczają zatem, że  w takiej sytuacji ​​oficjalne państwo kurdyjskie byłoby sprzymierzone z najbliższymi sąsiadami, a nie z imperialnymi podżegaczami i wpadającymi bez zapowiedzi obcinaczami głów.

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

Tłumaczenie: PRACowniA

Reklamy

Zachodni imperializm dzieli i podbija – długa historia wykorzystywania sekt do skruszenia syryjskiego sekularyzmu.

Syryjska kobieta z namalowanymi na twarzy słowami „ręce precz” uczestniczy w proteście przeciwko amerykańskim działaniom wojskowym w Syrii przed wejściem do siedziby rządu w Londynie, 28 sierpnia 2013 r.

 

Steven Sahiounie
Mint Press News

Filozof i polityk Antun Sa’ada [Sa’adeh*] był prawdziwym wizjonerem. Zanim zmarł [a dokładniej, zdradzony i wydany Libańczykom na mocy tajnej umowy zawartej pomiędzy ówczesnym prezydentem Syrii gen. Az-Za’imem i premierem Libanu w zamian za oficjalne uznanie przez Bejrut nowego rządu Syrii. 48 godzin później skazany na śmierć i zamordowany przez libański pluton egzekucyjny] w 1949 roku, przewidział konflikty i wojny, jakie obecnie są toczone w Syrii i na Bliskim Wschodzie. Sa’ada najlepiej jest znany z założenia w 1932 roku Syryjskiej Partii Socjal-Nacjonalistycznej (SSNP)**, co doprowadziło do jego aresztowania trzy lata później.

Aresztowanie Sa’ady w 1935 roku było pierwszym w serii jego okresowych pobytów w więzieniu w ciągu następnych dwóch lat. Jednak uwięzienie nie powstrzymało go od rozbudowywania ideologii, którą sformułował tworząc SSNP, bowiem podczas pobytów w więzieniu napisał trzy książki: „Geneza Narodów”, „Wyjaśnienie Zasad” i „Narodziny Narodu Syryjskiego” [nie ma przekładów]. Rękopis tej ostatniej został skonfiskowany przez władze francuskie i obecnie trzymany jest pod kluczem w Luwrze, podobnie jak swego czasu trzymany w zamknięciu był sam Sa’ada. [Francuskie dokumenty dotyczące Sa’ady przechowywane są w rządowym archiwum i do dziś nie zostały odtajnione.]

Jednym zfilarów jego ideologii była sekularyzacja. Sa’ada opowiadał się za całkowitym rozdziałem religii i polityki jako podstawowym warunkiem prawdziwej jedności narodowej. Cenił różnorodność, mówiąc: „Każdy naród składa się z ludzi rozmaitych ras, żaden nie jest produktem jednej rasy czy określonego ludu”.

Jednak po jego śmierci Liban, jego miejsce urodzenia, stał się w ogromnym stopniu krajem wyznaniowym i takimże społeczeństwem. Na scenie politycznej kraj został rozczłonkowany przez religię i wyznania. Prezydent musi być katolikiem maronitą, premier musi być sunnitą, a przewodniczący parlamentu musi być druzem. Religia i wyznanie nie są swobodnie wybierane, ale narzucane w momencie narodzin.

Zagraniczne mocarstwa, dążące do destabilizacji Bliskiego Wschodu, od dawna stosują taktykę wywoływania konfliktów pomiędzy odłamami religijnymi w krajach, które obrały sobie na cel, nastawiając jedne grupy przeciw innym poprzez stosowanie strategii „podzielić i podbić”. Stany Zjednoczone i NATO używały tej taktyki w Iraku, Syrii i Libanie na dużą skalę.

Oficjalne logo SSNP, „Al-Zawba’a”, jest symbolem zaczerpniętym ze sztuki mezopotamskiej. Czerwony symbol wiru symbolizuje podobno krew, która została rozlana przez męczenników partii podczas całej jej historii, a czarne koło – mroczne czasy podziałów religijnych i kolonialnego ucisku.

Pozostając wiernym swej ideologii, Sa’ada sprzeciwiał się kolonizacji, która podzieliła obszar Wielkiej Syrii. Jego ideologia odnosi się do „Naturalnej Syrii” [tj. w naturalnych granicach], łącznie z tzw. Żyznym Półksiężycem, jako stanowiącej syryjską ojczyznę. Rozciąga się ona od gór Zagros na wschodzie i Taurus na północy, do Morza Śródziemnego z Cyprem po Kanał Sueski i Morze Czerwone na południowym zachodzie, a na południu przez Zatokę Akaba z Półwyspem Synaj i dalej przez Pustynię Arabską do Zatoki Perskiej.

 

Tak wyglądała „Wielka Syria” zanim „Zachód” przejął Bliski Wschód przy pomocy umowy Sykes-Picot, Deklaracji Balfoura i paryskiej konferencji pokojowej „kończącej wszelki pokój”. Dzisiejsza nienawiść i „terroryzm” mają swoje źródło w tym, co USA i europejskie państwa neokolonialne robiły na Bliskim Wschodzie od stu lat. (~ Mark Bruzonsky)

 

Sa’ada prześledził syryjską historię aż do czasów starożytnych Fenicjan, Kananejczyków, Asyryjczyków i Babilończyków i był przekonany, że naród syryjski był ponad podziały religijne. Dla niego to geografia definiuje narody, a nie religia czy etniczność. Uważał, że Syria była historycznie, kulturowo i geograficznie odrębna od reszty świata arabskiego.

Za życia Sa’ady, w 1918 roku, zakończyła się I Wojna Światowej, w następstwie której nastąpił brutalny podział Syrii [Wiki PL] na mniejsze państwa, a część syryjskiego terytorium została przekazana nowemu tureckiemu rządowi. Wycięty z Syrii Liban ogłosił niepodległość w 1920 roku. W latach 1920-1946 Syria zmagała się z brutalną i represyjną francuską okupacją wojskową.

To dzielenie rozgrywa się ponownie w czasach współczesnych, jak opisano to w artykule z czerwca 2017, który ukazał się w Executive Intelligence Review:

„Zdaniem przewodniczącego Szefów Sztabu Generalnego USA Josepha Dunforda podział Syrii jest elementem ich [tj. społeczności wojskowej i wywiadowczej] planów.

W związku z tym, że koalicja prowadzona przez USA wspiera lokalne wysiłki zmierzające do zajęcia Rakki, powiedział Dunford, Departament Stanu USA ma w planie stworzenie organu zarządzającego, który przejmie kontrolę nad miastem, kiedy zostanie już zajęte. Organ ten wykorzysta wpływy przywódców arabskich z Rakki i będzie pracował nad utworzeniem sił bezpieczeństwa składających się z lokalnego personelu, które po przejęciu Rakki podejmą działania stabilizacyjne”.

Spisek mający na celu podział Syrii – przeszłość i teraźniejszość

Sa’ada nie był przyjacielem Turcji, gdyż uważał ją za ciemiężcę, zdecydowanego zagarnąć Syrię dla siebie. Jak napisał w 1937 roku w gazecie Al Nahdhah:

Turcy zabrali Iskenderun i teraz mówią, że jest turecki, szerzą tam swoją ideologię i używają tureckiej nazwy miasta. Jednak nie zatrzymają się tam, chcą przejąć Aleppo i prowincję Al Dżazira”.

Zaledwie rok później Sa’ada napisał w tej samej gazecie:

„Turcja ­to najbliższej położony, najsilniejszy i najbardziej niebezpieczny kraj, który patrzy na nas chciwym okiem. Tylko czekają na właściwą chwilę, aby politycznie wykorzystać Syrię. kiedy ta pogrąży się w kryzysie. Co jest więc naszym obowiązkiem, skoro znamy chciwość naszego wroga? Powinniśmy być silni, ponieważ słabość pozwoli nieprzyjacielowi zjeść nas żywcem. Zwłaszcza, że nasze społeczeństwo utraciło jedność, jaka nas łączyła, i to dlatego Syria została tak łatwo rozbita na kawałki i pozostaje rozbita do tej pory. W naszej jedności widzą oni zagrożenie dla swoich planów”.

Sa’ada był świadkiem zagrabienia przez Turcję terenów w północno-zachodniej Syrii w 1920 roku. Teraz, w 2017 roku, widzimy powtórkę historii, czego znaczną część Sa’ada przewidział.

Na przykład w przemówieniu wygłoszonym w Aleppo w 1948 roku Sa’ada powiedział:

„Mamy przed sobą drugie niebezpieczeństwo. Jest nim zagrożenie ze stronyKurdystanu i tworzenie kraju kurdyjskiego. Obce państwa wspierają ten plan, bo zależy im na doprowadzeniu do chaosu na Bliskim Wschodzie. Ustanawiając kraj o nazwie Kurdystan, państwa te będą walczyć przeciwko Turcji. Nie myślcie, że niebezpiecznie jest tylko w Palestynie. Groźnie jest z każdej strony naszego kraju”.

Konflikty w Iraku, Syrii i Turcji stworzyły gęstwę politycznych i wojskowych organizacji Kurdów. Szacuje się, że 25 do 35 milionów rdzennych Kurdów, rozsianych po Turcji, Iraku, Syrii i Iranie, znajduje się w centrum kilku konfliktów, które w chwili obecnej przekształcają Bliski Wschód. Na przykład Partia Pracujących Kurdystanu (PKK) niemal od czterdziestu lat prowadzi walkę zbrojną przeciwko państwu tureckiemu, a w jej wyniku poniosło śmierć około 40 tys. ludzi.

W Syrii Kurdowie są pełnoprawnymi obywatelami, mającymi takie same prawa jak inni Syryjczycy, gwarantowane na mocy świeckiego prawa cywilnego. Syria składa się z wielu grup religijnych i etnicznych i wszyscy ich członkowie są pełnoprawnymi obywatelami, łącznie z niewielką społecznością żydowską. Jednak niektórzy syryjscy Kurdowie dostrzegli w chaosie sprowadzonym na Syrię przez zewnętrzne zagrożenia szansę, by skorzystać na cierpieniu sąsiadów.

Nie tylko korzystają finansowo, walcząc jako najemni żołnierze dla rządu Stanów Zjednoczonych, ale odnoszą też długoterminową korzyść z deklarowania własną ojczyzną terytorium, które ukradli innym Syryjczykom. Kurdowie walczący obecnie po stronie Stanów Zjednoczonych dopuszczają się czystek etnicznych na wielką skalę na niekurdyjskiej ludności cywilnej.

Sa’ada ostrzega przed nasilaniem się syjonizmu

Za życia Sa’ady  do Palestyny zaczęli ściągać europejscy żydzi z syjonistycznym planem założenia tam ostatecznie państwa żydowskiego. Oficjalnie Państwo Żydowskie Izrael powstało w 1948 roku, na krótko przed egzekucją Sa’ady.

Palestyńscy uchodźcy uciekają przed gwałtem po ustanowieniu na obszarze ich ojczyzny państwa izraelskiego w 1948 roku.

 

Sa’ada ostrzegał przed powstaniem i rozrastaniem się Izraela. Powiedział, że syjoniści zagrażają nie tylko Palestynie, ale też Libanowi, Syrii i Irakowi. W 1938 roku Sa’ada przewidział, że syjoniści nie zatrzymają się w Palestynie, ale będą chcieli rozszerzyć obszar swego państwa poza granice regionu.

2 marca 1947 roku Sa’ada powiedział: „Celem Syryjskiej Partii Socjal-Nacjonalistycznej (SSNP) jest ocalenie i powinniśmy dążyć do ocalenia Palestyny przed chciwością syjonistów. Ratowanie Palestyny powinno być celem Libanu, nie tylko celem Palestyńczyków. Syjonizm jest zagrożeniem dla całego regionu”.

W obecnym konflikcie syryjskim Izrael wspiera radykalnych islamskich terrorystów walczących o zmianę reżimu, bo taki cel zbiega się z linią izraelskiej polityki w stosunku do Syrii. W związku z tym Izrael posuwa się nawet do leczenia rannych terrorystów w izraelskich szpitalach.

Po porażce imperium osmańskiego w 1918 roku ziemie Arabów zostały podzielone na obszary francuskie i brytyjskie zgodnie z ustaleniami umowy Sykes-Picot z 1916 roku. Liban wszedł w skład francuskiego mandatu, a we wrześniu 1920 roku ustanowiono dzisiejsze granice Libanu. Było to mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Sa’ada ukończył studia i opuścił Liban, najpierw udając się do Stanów Zjednoczonych, a rok później, w 1921 roku, do Brazylii.

1 maja 1924 roku magazyn San Paolo opublikował artykuł napisany przez Sa’adę, zatytułowany „Upadek USA, rozłam ze światem człowieczeństwa”. Cytat:

„Wygląda na to, że blask dolara oślepił Amerykanów na tyle, że atakują inne kraje, krew jest przelewana bez mrugnięcia okiem, przeciw wolności innych narodów, które może nawet były lojalne wobec Stanów Zjednoczonych i uprzednio były ich sojusznikami. Zachód poniósł klęskę i jest całkowitym bankrutem. Stany Zjednoczone spoliczkowały inne kraje, mimo że były wobec nich lojalne i były przyjaciółmi USA. Niektóre z tych narodów ofiarowały znaczną liczbę swoich młodych mężczyzn jako sojuszników USA w wojnie światowej”.

Dzisiejsze imperia, jutrzejsze prochy

Chciwe supermocarstwa szukały sposobu na rozczłonkowanie Syrii od czasów Imperium Osmańskiego. Od Francuzów i Anglików po I Wojnie Światowej po Stany Zjednoczone, Izrael i państwa Zatoki Perskiej obecnie – wszyscy wspierali zniszczenie Syrii. Swego czasu Sa’ada starał się przeciwstawić mocarstwom chcącym zagrozić jego krajowi. Wysiłki te zakończyły się jego egzekucją 8 lipca 1949 roku, ponieważ został uznany za zagrożenie dla geopolitycznych celów państw, którym się przeciwstawiał.

15 października 1937 roku Sa’ada napisał w Al-Nahdhah:

„Nasza ideologia znalazła swojego wroga w ekstremistycznej religii wahabickiej, która rozprzestrzeniła się w rejonie Zatoki Arabskiej (Perskiej). Religia wahabicka jest wrogiem chrześcijan, sunnitów i szyitów. Jest zagrożeniem dla wszystkich narodów wokół Arabii Saudyjskiej, a zwłaszcza dla narodu syryjskiego. To nie tylko zagrożenie ekonomiczne czy okupacja, ale też fakt, że sama saudyjska rodzina królewska pracuje nad wojną w obrębie społeczeństwa Syrii, Libanu i Palestyny rękami swoich agentów, którzy na miejscu szerzą wahabizm i jego cele za pośrednictwem mediów, polityków i kleryków religijnych”.

Sa’ada dorastał podczas opresyjnej okupacji swojej ojczyzny przez obce mocarstwo. Jego wizjonerska ideologia poruszała kwestie, które do dzisiaj goszczą w nagłówkach artykułów prasowych, choć pisał o nich prawie 100 lat temu. Jego ostrzeżenia dotyczące potencjalnych zagrożeń dla Syrii i Bliskiego Wschodu nadal są aktualne. Ale królestwa zbudowane na ruchomych piaskach Bliskiego Wschodu mogą pewnego dnia odlecieć z gorącym wiatrem pustynnym i unieść ze sobą w tej wichurze swych zachodnich panów.

[*] Poprawna polska transkrypcja nazwiska to Sa’ada, jednak w polskich tekstach dostępnych w Internecie częściej spotyka się transkrypcję angielską: Sa’adeh, Saadeh

[**] Życiorys Sa’ada i program partii jest zarysowany w niedługim artykule na stronie Nacjonalista.pl

Więcej informacji, po polsku:

  1. Jarosław Tomasiewicz: Syryjska Partia Socjal-Nacjonalistyczna – chrześcijański sojusznik Syrii w Libanie (2011)
  2. Adam Busse: Za ideę Wielkiej Syrii – historia i ideologia Syryjskiej Partii Socjal – Nacjonalistycznej
  3. Dla Xportalu: Wissam Samia (Syryjska Partia Socjal-Nacjonalistyczna) [PL/ENG] (2013)

 

Tłumaczenie i przypisy: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Western Imperialism – Crushing Syrian Secularism Through Divide-And-Conquer Sectarian Tactics For Decades

 

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/08/21/zachodni-imperializm-dzieli-i-podbija-dluga-historia-wykorzystywania-sekt-do-skruszenia-syryjskiego-sekularyzmu/

Katar, Arabia Saudyjska, islamski terroryzm i angloamerykański establishment.

„Cudnie jest robić z wami interesy wojenne, wasza najwyższa głowoodrąbywaczość”

Joe Quinn
Sott.net

W ciągu ostatnich kilku dni „zbiegi okoliczności” i powiązania sypały się gęsto, jedno po drugim. W mrugnięcie oka można coś przeoczyć, więc polecam śledzenie codziennych analiz na Sott.net.

Najpierw mieliśmy atak terrorystyczny na moście w Londynie, zaledwie dwa tygodnie po bombie w Manchesterze i na tydzień przed być może najważniejszymi w tym pokoleniu brytyjskimi wyborami parlamentarnymi.

W ostatnich dniach niespodziewanie zafundowano nam groteskowy spektakl z „wystawieniem” Kataru jako sponsora dżihadyjskiego terroryzmu przez arcysponsora dżihadyjskiego terroryzmu. To zupełnie jakby McDonalds oskarżał Burger Kinga o sprzedawanie niezdrowej żywności, więc rzecz jasna za tą „sprzeczką” kryje się coś więcej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje (lub niż donoszą media). Oskarżenia rzucone przez Saudów zaledwie kilka dni po ataku terrorystycznym na londyńskim moście najwyraźniej miały na celu przekazanie przesłania: „Obwiniać Katar, a nie nas!”

Nie bez związku ze sprzeczką tych miłośników dżihadyjskiego terroryzmu jest długo już odkładany „drażliwy” raport brytyjskiego rządu w sprawie finansowania przez Saudów terroryzmu w Wlk. Brytanii. Ten raport jest oczywiście jeszcze bardziej „drażliwy”, jeśli wziąć pod uwagę zbliżające się wybory w Wielkiej Brytanii, w których rząd Konserwatystów [establishment] (który ma niezwykle bliskie relacje z saudyjskimi obcinaczami głów i bardzo lubi sprzedawać duże ilości broni) usiłuje uzyskać „mandat” Brytyjczyków na kolejnych pięć lat finansowanego przez Arabię terroryzmu na brytyjskiej ziemi, nie mówiąc już o Syrii, Libii, Iranie i wszędzie tam, gdzie masowe mordowanie cywilów może być z pożytkiem wykorzystane do geopolitycznych celów.

 

[Raport w sprawie finansowania terroryzmu: Nasilają się żądania opublikowania „tajnego” dokumentu MSW, „wskazującego na Arabię Saudyjską”]

Inną przypuszczalną motywacją dla saudyjskiej kampanii przyłożenia Katarowi jest fakt, że Katarczycy (największy na świecie eksporter skroplonego gazu ziemnego) zdecydowanie za bardzo angażują się ostatnio w realpolitik w odniesieniu do Iranu i Rosji.

Iran i Katar są właścicielami potężnych pól gazowych i naftowych Pars / North Dome w Zatoce Perskiej (zdecydowanie największych na świecie). Pod dnem Zatoki wciąż pozostają duże, niewykorzystane ilości ropy naftowej i gazu. Podczas gdy Katar eksportował swoje zasoby od połowy lat 90., Iran dopiero w zeszłym roku zawarł umowę z francuską firmą Total (oraz z chińskim CNPC i irańskim Petropars), żeby zwiększyć wydobycie w swojej części złoża.

Co ciekawe, Total (wraz z kilkoma innymi zachodnimi korporacjami energetycznymi) uczestniczy także w sektorze gazowym w Katarze. Problemem jest jednak współwłasnościowa natura tego pola. Podczas gdy oba kraje, Iran i Katar, mają granice morskie, definiujące co jest czyje, gaz w złożu nie uznaje granic, a ilość gazu do wydobycia przez każdego z właścicieli zależy od jego zdolności wydobywczych (gaz ma tendencję do przepływu do opróżnionych przestrzeni).

Od kiedy w 2015 r. zniesiono sankcje wobec Iranu, Irańczycy nadganiają katarską produkcję gazu. Zawarcie przez Katar umowy z Iranem na eksploatację ich wspólnego pola ma więc gospodarczy i logistyczny sens i wygląda na to, że tym właśnie się po cichu zajmują w ostatnich miesiącach. A co dodatkowo pogarsza sprawę, pod koniec ubiegłego roku Katar kupił 19,5% udziałów w rosyjskim gigancie energetycznym, spółce Rosnieft, za 10,2 miliarda euro, stając się drugim (po brytyjskim koncernie BP) zagranicznym udziałowcem, dopuszczonym do takiej transakcji.

Wszystko to razem wskrzesza widmo ewentualnego zmartwychwstania jakiejś wersji rurociągu Katar-Turcja, który miał przesyłać katarski gaz przez Arabię Saudyjską, Jordanię i Syrię do Turcji i dalej, do Europy. Kiedy pierwotny plan rurociągu został odrzucony przez Asada, w celu „ochrony interesów ich rosyjskiego sojusznika” (Rosja dominuje na rynku gazu w UE), Syria została uwikłana w „wojnę domową” (od dawna planowaną), napędzaną przez najemników wspieranych przez Katar i Saudich, z bezpośrednią pomocą zachodnich rządów.

Jednak w zeszłym roku chimeryczna rodzina królewska z Kataru chyba ostatecznie zaakceptowała, że Asad nigdzie się nie wybiera oraz że na Bliskim Wschodzie jest Rosja, i zamierza tam pozostać. Zatem tym, co może naprawdę przerażać Saudyjczyków i (ostatnio) ich zachodnich sojuszników, jest nie tylko perspektywa sojuszu Iranu, Syrii i Rosji na Bliskim Wschodzie, ale widmo sojuszu, który obejmie Katar i jego ogromne rezerwy gazu.

Może teraz łatwiej zrozumieć, dlaczego podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej Trump wezwał „wszystkie kraje mające sumienie do odizolowania Iranu” i dlaczego Saudyjczycy zrobili krok w tym kierunku, grożąc Katarczykom. Można również zrozumieć, dlaczego dzisiaj dżihadyści (bez wątpienia finansowani przez Saudów) zabili 12 osób w zamachu w Teheranie i dlaczego Irańczycy natychmiast obwinili za to Saudyjczyków. I, żeby dopełnić tę farsę, gdy Katarczycy odpowiedzieli na saudyjskie oskarżenia o „finansowanie terroryzmu” oświadczeniem, że zhakowano katarski kanał informacyjny i wprowadzono doń fałszywą historię, która łączyła katarską rodzinę królewską z Iranem, dla „głębokiego państwa” w USA pokusa była zbyt duża i przez swój oficjalny kanał propagandowy – CNN – pozwoliło „anonimowym źródłom” wyjawić, że za katarskim atakiem „hakerskim” stali Rosjanie.

Jak kilkukrotnie pisałem, terroryzm jest wykorzystywany jako fałszywy powód wojny, która w rzeczywistości jest toczona o to, kto będzie kontrolował zasoby naturalne Bliskiego Wschodu, a tym samym kto będzie „kontrolował świat”. Angloamerykański establishment już od dawna związał swój los z saudyjskimi obcinaczami głów, którzy siedzą na największych na świecie rezerwach ropy naftowej i rafineriach. Amerykańska siła militarna i saudyjska ropa pozwoliły Zachodowi zdobyć władzę absolutną na wiele dziesięcioleci. Ale ta era zdaje się szybko zbliżać ku końcowi.

Niestety, jest niewielka nadzieja, że „ekscepcjonalny” angloamerykański establishment i ich ścinający głowy ideologiczni bracia ustąpią z gracją. Bynajmniej, ich podejście wydaje się być podobne do tego, jakie cechowało wzorcowego, żądnego władzy tyrana, przewijającego się na kartach literatury przez całe stulecia – wiecie, tego kolesia, który w obliczu nieuniknionej utraty mocy i łaski decyduje mniej więcej tak: „jeśli ja nie mogę tego mieć, nikt tego mieć nie będzie!” Jak bardzo nieoryginalne to z ich strony.

Tłumaczenie: PRACowniA

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/06/11/katar-arabia-saudyjska-islamski-terroryzm-i-angloamerykanski-estabilshment/

Retoryka wojenna na temat Iranu i „zlecony przez Trumpa” atak w Jemenie: III wojna światowa wcale się nie zbliża – ta wojna toczy się TERAZ

© kokpit.aero -- Niepotwierdzone zdjęcie przedstawiające wrak przemiennopłata US MV-22 Osprey, który miał „twarde lądowanie” podczas „niespodziewanego nalotu na Al-Kaidę” w prowincji Al-Bajda, w środkowym Jemenie, 28 stycznia 2017

© kokpit.aero — Niepotwierdzone zdjęcie przedstawiające wrak przemiennopłata US MV-22 Osprey, który miał „twarde lądowanie” podczas „niespodziewanego nalotu na Al-Kaidę” w prowincji Al-Bajda, w środkowym Jemenie, 28 stycznia 2017

za: https://pracownia4.wordpress.com/2017/02/28/retoryka-wojenna-na-temat-iranu-i-zlecony-przez-trumpa-atak-w-jemenie-iii-wojna-swiatowa-wcale-sie-nie-zbliza-ta-wojna-toczy-sie-teraz/

Niall Bradley
Sott.net

Retoryka amerykańskiego rządu w stosunku do Iranu osiągnęła ostatnio poziom nienotowany od czasów administracji Busha, a powodem tego zdaje się być ciąg wydarzeń z ostatnich kilku tygodni, jakie miały miejsce w Jemenie i jego okolicach. Ataki USA z użyciem dronów i naloty na jemeńskie obiekty były przeprowadzane przed, w trakcie i po inauguracji Trumpa, ale uwagę amerykańskich mediów przyciągnął dopiero atak jednostki specjalnej USA (Navy Seals 6) w środkowym Jemenie 28 stycznia b.r.

Dwa dni po inauguracji Trumpa amerykańskie drony „zabiły w Jemenie pięciu przywódców Al-Kaidy”. Operacja odbyła się bez wiedzy Trumpa (a więc i bez jego zgody), ponieważ jego poprzednik uwolnił Pentagon od nadzoru wykonawczego w zakresie działań wojennych z wyłącznym użyciem dronów. Machina wojenna USA jest, w pewnym sensie, rozumna. Zazwyczaj działa bez oficjalnego przywództwa, decyzji czy udziału „cywilnego rządu”. To samo dotyczy wielu ataków dronowych, przeprowadzonych w „okupowanych przez ISIS Syrii i Iraku” w okresie przed inauguracją oraz w pierwszych dniach prezydentury Trumpa.

Tak więc chociaż większość ludzi może zakładać, że w okresie między usunięciem starej administracji i wprowadzeniem nowej wszystkie takie operacje byłyby wstrzymane, wcale tak się nie dzieje, co jest dość wyraźnym dowodem, że polityka zagraniczna USA funkcjonuje niezależnie od Białego Domu.

Nocny atak Navy Seals w środkowym Jemenie

Później jednak rozegrało się coś, co najwyraźniej angażowało Trumpa. W niedzielę 29 stycznia US Central Command (CENTCOM) opublikował nieprawdopodobną informację prasową, w której stwierdzano, że „28 stycznia w Jemenie, podczas nocnego nalotu na Al-Kaidę Półwyspu Arabskiego (AQAP), zginął jeden żołnierz amerykański, a czterech innych zostało rannych”. W operacji, jak podano, zabito szacunkowo „14 członków AQAP i zdobyto informacje, które mogą zapewnić wgląd w planowane przyszłe zamachy terrorystyczne”. Aha, i samolot przemiennopłatowy US MV-22 Osprey, wykorzystany w operacji, „miał twarde lądowanie”, więc musiał zostać „zniszczony na miejscu [przez samoloty marynarki wojennej USA]”.

© Unknown -- Zabita w nalocie: Nora al-Aliki, 8-letnia córka Anwara al-Aliki, amerykańskiego muzułmańskiego imama, który został zabity w Jemenie w amerykańskim ataku dronowym w 2011 roku

© Unknown — Zabita w nalocie: Nora al-Aliki, 8-letnia córka Anwara al-Aliki, amerykańskiego muzułmańskiego imama, który został zabity w Jemenie w amerykańskim ataku dronowym w 2011 roku

Naturalnie ten alarmujący rozwój wypadków sprowokował mnóstwo pytań, na które anonimowi urzędnicy amerykańskiego wywiadu z największą ochotą odpowiedzieli w kolejnych „przeciekach” do mediów. W tym momencie historia przedstawia się tak, że siły specjalne USA, w połączeniu z „siłami specjalnymi Zjednoczonych Emiratów Arabskich” (którym, nawiasem mówiąc, przywodzi niejaki Mike Hindmarsh, były szef australijskiego SAS), przeprowadziły przed świtem nalot na wieś Jakla, „znaną twierdzę AQAP” w prowincji Al-Bajda, w południowo-wschodnim Jemenie. Ich zadaniem było „zebranie jak najwięcej informacji wywiadowczych na temat AQAP w celu umożliwienia przyszłych rajdów i ataków przeciwko tamtejszej Al-Kaidzie”.

Lokalne źródła doniosły, że w operacji zginęło aż 57 osób, w tym osiem kobiet i ośmioro dzieci. Jednym z tych dzieci była podobno 8-letnia córka Anwara al-Aliki, „genialnego terrorysty i radykalnego islamskiego duchownego” (i obywatela Stanów Zjednoczonych), który zginął w ataku dronowym w Jemenie w 2011 roku za „wpływanie” na (spiskowanie z? „dżihadykalizację”?) 16-letniego syna bogatego nigeryjsko-brytyjskiego bankiera Farouka Abdulmutallaba, niesławnego „bieliźnianego zamachowca” [nieco późniejszy artykuł o Farouku przetłumaczony na Pracowni tutaj]. CENTCOM zadbał, aby podkreślić to powiązanie w swoim komunikacie prasowym, wskazując, że – poza owym dziwacznym incydentem na pokładzie samolotu z Amsterdamu do Detroit w Boże Narodzenie 2009 roku – AQAP jest również odpowiedzialny za „zamach podczas bostońskiego maratonu i atak na biura Charlie Hebdo w Paryżu”.

CENTCOM opublikował również nagranie filmowe, będące według niego „małą próbką informacji wywiadowczych, jakie pozyskano na miejscu”, to znaczy w „punkcie zbornym, centrum propagandy i węźle logistycznym siatki terrorystycznej AQAP”. Film „demonstruje sposób wytwarzania trójnadtlenku trójacetonu (triacetone triperoxide, TATP) – materiału wybuchowego, stosowanego w licznych atakach terrorystycznych, w tym w próbie ataku ’bucianego zamachowca’ z 2001 roku oraz w atakach w środkach transportu w Londynie w roku 2005”. Pentagon został jednak zmuszony zdjąć to wideo, gdy ktoś zwrócił uwagę, że ich „ważne informacje wywiadowcze” zostały szeroko rozpowszechnione 10 lat temu przez firmę wywiadowczą SITE Rity Katz, prywatną amerykańsko-izraelską firmę szpiegowską, która tak samo dużo zrobiła dla nagłaśniania „planów terrorystycznych” dżihadystów, co Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka dla demonizowania Baszara al-Asada.

© Unknown -- Prezydent Trump z córką Ivanką w drodze na pogrzeb Williama Owena z Navy Seal

© Unknown — Prezydent Trump z córką Ivanką w drodze na pogrzeb Williama Owena z Navy Seal

Wieś, o której mowa, według Baraa Shibana z brytyjskiej grupy Reprieve, zajmującej się prawami człowieka, już w grudniu 2013 r. została zaatakowana przez amerykańskie drony, które zabiły gości weselnych. Pan młody, który przeżył tamten atak, tym razem zginął wraz z synem i córką. Nora al-Aliki, córka „terrorystycznego geniusza”, (która być może, ale niekoniecznie, sama była obywatelką USA) według relacji jej dziadka Nassera al-Awlakiego wykrwawiła się na śmierć dwie godziny po otrzymaniu postrzału w szyję. On sam i inni ocalali mówią, że wieś wcale nie była „twierdzą AQAP”, a raczej wioską rodzinną szejków plemiennych, którzy w rzeczywistości walczą przeciw wspieranemu przez Saudów i USA rządowi Jemenu (obalonemu w wyniku zamachu stanu w styczniu 2015 roku rzez rządzący ruch kierowany przez Hutich, co przyspieszyło „saudyjską” interwencję, zmierzającą do „przywrócenia legalnego, demokratycznie wybranego rządu”– ironia, która całkowicie umyka autokratycznym władcom Zatoki Perskiej, przywołującym tę „słuszną sprawę”). Dziadek Awlaki powiedział, że „oficjalny” rząd (na wygnaniu w Arabii Saudyjskiej) za pośrednictwem swoich sił w Adenie dostarczał broń jemu i jego rodzinie do walki przeciwko Hutim.

 

© South Front

© South Front

 

Ci bojownicy nie tylko są doskonale uzbrojeni – NBC poinformowało o podejrzeniach, że ktoś dał im cynk o nalocie. Według Pentagonu zespół Sealsów spotkał się z ciężkim ostrzałem („strzelały do nas nawet kobiety”), a wychodząc z założenia, że to oni [bojownicy] sprawili przemiennopłatowi MV-22 Osprey „twarde lądowanie” (a nie „zniszczyły go na miejscu” samoloty marynarki USA), jest całkiem prawdopodobne, że zaatakowani mieli również pod dostatkiem ciężkiej broni.

Choć rzecznik Trumpa charakteryzuje operację jako „udaną”, anonimowi oficjele wywiadu USA za „niemal wszystko, co poszło źle”, obwiniają Trumpa, informując media, że „Trump zatwierdził swoją pierwszy tajną operację antyterrorystyczną bez wystarczających informacji wywiadowczych, wsparcia naziemnego czy odpowiednich przygotowań zabezpieczających”. W rezultacie misja skończyła się wylądowaniem w „umocnionej bazie Al-Kaidy, z dostępem chronionym przez zaminowany pas i czuwających snajperów oraz z większym niż się spodziewano kontyngentem uzbrojonych islamskich ekstremistów”. Dla dopełnienia tej paskudnej historii, ci sami oficjele twierdzą, że misja była planowana kilka miesięcy wcześniej, rozważana przez administrację Obamy, ale ostatecznie została odłożona do czasu inauguracji Trumpa „ze względów operacyjnych”.

© Naval Special Warfare Command/kpt. Jason Salata -- młodszy chorąży marynarki William 'Ryan' Owens zginął w Jemenie w nocnym nalocie, który najwyraźniej został schrzaniony ponad wszelkie pojęcie

© Naval Special Warfare Command/kpt. Jason Salata — młodszy chorąży marynarki William ‚Ryan’ Owens zginął w Jemenie w nocnym nalocie, który najwyraźniej został schrzaniony ponad wszelkie pojęcie

Amerykańskie społeczeństwo zostało nagle skonfrontowane z nową rzeczywistością – bezpośrednią obecnością amerykańskich żołnierzy w rejonie konfliktu w Jemenie, a Trump – którego kampania wyborcza bazowała między innymi na powstrzymaniu militarnych awantur za granicą – znalazł się z zakrwawionym nożem w ręce. Przypomina mi to, jak JFK radził sobie z historią z „Zatoką Świń” podczas swoich pierwszych kilku miesięcy prezydentury. Dla nas obecnie wydarzenie to zredukowało się do tego, że albo Kennedy nie wiedział, co kręciła CIA, albo też odkrył ich plan w ostatniej chwili i zablokował wsparcie powietrzne, konieczne dla powodzenia operacji. Jednak dzięki badaniom przedstawionym w książce Davida Talbota Devil’s Chessboard (Diabelska szachownica) mamy teraz dowody, że dyrektor CIA Allen Dulles nigdy nie chciał sukcesu operacji w Zatoce Świń. Sabotował ją od samego początku, ponieważ jego główną misją było „zwrócenie społeczności wywiadowczej przeciwko Kennedy’emu”, który, między innymi przewinami, groził zniweczeniem „ich” polityki zagranicznej.

W każdym razie za misję w Jemenie „odpowiedzialna” jest administracja Trumpa, choć nie możemy tego traktować dosłownie. Pentagon poważnie zabiega, żebyśmy uwierzyli, że po 8 latach prowadzenia przezeń okresowych nalotów powietrznych oraz ataków z użyciem pocisków manewrujących i dronów przeciwko jemeńskiej ludności cywilnej i powstańcom w supernowoczesnej wojnie toczonej w najbiedniejszym kraju Bliskiego Wschodu – kiedy przez cały ten czas ani razu (oficjalnie) nie ryzykowano życiem amerykańskich żołnierzy – nagle, zaledwie tydzień po objęciu prezydentury przez Trumpa, tenże Pentagon powierzył nadzór wykonawczy i planowanie operacyjne wyraźnie wariackiej misji „pozbierania twardych dysków” od „terrorystów AQAP”, ukrywających się w wiosce z trudem położonej na obszarze opanowanym przez lojalistów wspieranych przez Arabię Saudyjską… prezydentowi Donaldowi „Wschodzącej Gwieździe” Trumpowi. Mam poważne wątpliwości co do tego, że został on w pełni wprowadzony w szczegóły operacji, a następnie „dał jej zielone światło”. Nic lepiej nie ilustruje braku posiadania realnej władzy przez amerykańskich prezydentów – zwłaszcza w zakresie polityki zagranicznej – niż nieprzerwane (a w tym wypadku najwyraźniej bezmyślne) działania zbrojne prowadzone przez USA, NATO i monarchie Zatoki Perskiej w okresie przechodzenia od rządów Obamy do Trumpa.

Siła ognia Jemenu (Hutich)

© Unknown – Furgonetki z zamontowanymi działami, używane przez powstańców Huti przeciwko siłom walczącym pod przywództwem „Saudów”. Skąd oni je biorą?

© Unknown – Furgonetki z zamontowanymi działami, używane przez powstańców Huti przeciwko siłom walczącym pod przywództwem „Saudów”. Skąd oni je biorą?

Zmieńmy teraz obiektyw i spójrzmy na inne wydarzenia, rozgrywające się ostatnio w południowej części Półwyspu Arabskiego.

Dwa dni przed amerykańskim nalotem powstańcy Huti zestrzelili saudyjski śmigłowiec Apache w pobliżu miasta portowego Mokka nad Morzem Czerwonym, w południowo-zachodniej części kraju. W grudniu ub. roku inny arabski śmigłowiec Apache został zestrzelony przez Hutich, tym razem w południowej prowincji Arabii Saudyjskiej Nadżran. W rzeczywistości Huti przeprowadzili dziesiątki transgranicznych ataków na cele wojskowe zlokalizowane głębiej na terytorium Arabii Saudyjskiej, zwłaszcza od sierpnia ubiegłego roku. Większość z nich obejmowała ostrzał bliskiego zasięgu i walki o kontrolę nad miastami przygranicznymi i przyczółkami, ale Huti odpalali również rakiety balistyczne w saudyjskie bazy wojskowe. W ciągu zaledwie jednego skoordynowanego ataku na początku grudnia Huti równolegle zlikwidowali co najmniej 4 saudyjskie bazy wojskowe i centra dowodzenia na południu królestwa pociskami balistycznymi, a następnie intensywnym ostrzałem. Liczba saudyjskich ofiar nie jest znana, ale jest oczywiste, że ich siły dotkliwie to odczuły.

Zaledwie dwa dni temu pojawiły się doniesienia, że pocisk balistyczny wystrzelony z Jemenu skutecznie trafił w saudyjską bazę wojskową w Al-Mazahimiyah, 60km od Rijadu. AMN News podało, że w ataku użyto pocisków ziemia-ziemia, zwanych „Burkan-2”, będących „wariantem rosyjskiego pocisku Scud. Nie ma jak dotąd oświadczenia Saudyjczyków w tej sprawie, aczkolwiek okoliczni mieszkańcy pisali w mediach społecznościowych, że słyszeli wybuchy. Wczoraj irańska PressTV cytowała rzecznika Hutich, który potwierdził wystrzelenie rakiet i pokazał ich zdjęcia sprzed momentu odpalenia:

 

© Wojsko Jemenu (siły Hutich) via AMN News

© Wojsko Jemenu (siły Hutich) via AMN News

A to jest podobno klip z pociskami wystrzelonymi w stronę Rijadu:

 

 

Jeśli informacje zostaną potwierdzone, będzie to oznaczać istotną poprawę w stosunku do poprzednich prób wystrzelenia pocisków w Arabię Saudyjską przez Hutich. 27 października 2016 roku wystrzelili pocisk Burkan-1 w główne lotnisko w Dżuddzie – położonej bliżej Sany, stolicy Jemenu, niż Rijad – na saudyjskim wybrzeżu Morza Czerwonego. Wcześniej, 11 października, pocisk balistyczny mierzył w At-Ta’if, w pobliżu Mekki, gdzie znajduje się saudyjska baza sił powietrznych im. króla Fahda. Według Saudyjczyków oba ataki zostały udaremnione przez baterie systemów obrony przeciwrakietowej Patriot, dostarczonych przez USA.

© Unknown, archiwa – zdjęcie okrętów marynarki Iranu

© Unknown, archiwa – zdjęcie okrętów marynarki Iranu

10 października Pentagon poinformował, że dwa pociski zostały wystrzelone w okręt USS Mason, znajdujący się w pobliżu jemeńskiego wybrzeżu Morza Czerwonego, ale „wpadły do wody, zanim dotarły do statku”. Dwa dni później Pentagon stwierdził, że USS Mason i USS Ponce zostały zaatakowane rakietami przez Hutich i że statki wzięły udział w „wymianie ognia”. Huti – którzy za każdym razem, kiedy przeprowadzają ataki, wydają oświadczenia prasowe – zaprzeczyli wystrzeleniu rakiet w którykolwiek z tych statków, mówiąc, że nigdy nie strzelają do statków znajdujących się poza ich wodami terytorialnymi, i oskarżyli Amerykanów o wymyślenie tych historii, żeby uzasadnić interwencję w imieniu nieskutecznej „saudyjskiej koalicji”. Następnie USA „wzięły odwet”, odpalając pociski manewrujące Tomahawk z USS Nitze i niszcząc trzy instalacje radarowe Hutich. Co ciekawe, 13 października Iran wysłał flotę okrętów wojennych do Zatoki Adeńskiejw celu ochrony statków handlowych przed piractwem”, a Pentagon powiedział Fox News, że w tym czasie w okolicy przebywał chiński okręt i rosyjski statek szpiegowski”.

Mój kolega Joe Quinn pisał [na Pracowni tutaj], że podobno Huti wysadzili saudyjską fregatę klasy Al-Madina przy pomocy „samobójczych łódek załadowanych nawozem”, i to na otwartym morzu, 30 stycznia, czyli dwa dni po nalocie amerykańskich Sealsów. To nie był przypadek. Oczywiście jest to trudne do zweryfikowania – Saudyjczycy i ich sojusznicy mają naturalną tendencję do minimalizowania swoich strat, podobnie jak Huti mogą wyolbrzymiać swoje sukcesy – ale Huti twierdzą, że był to jedenasty statek saudyjskiej koalicji, jaki trafili w ciągu dwóch lat stawiania oporu saudyjskiemu natarciu. Takie ataki nie mogą odbyć się bez specyficznych instalacji radarowych, jakie USA podobno zabrały z powrotem do domu w październiku, więc albo USA nie dostały wszystkich instalacji, albo Huti są ponownie zaopatrywani w urządzenia o zaawansowanej technologii. Tym, co rozpoczęło powyższą sekwencję zdarzeń był udany atak rakietowy Hutich na wyprodukowany przez USA i pływający pod banderą Emiratów hybrydowy katamaran HSV-2 Swift, znowu w pobliżu czerwonomorskiego portu Mokka w cieśnienie Bab al-Mandab na początku października 2016 r. Podobno Huti całkowicie zniszczyli ten statek:

 

 

Zauważyliście, jaką technologię radarową mają? Użyty pocisk wygląda na „C-802, ulepszoną wersję eksportową chińskiego pocisku przeciwokrętowego Eagle Strike YJ-82”.

© Emirates News Agency – Wrak dostarczonego przez USA statku „ZEA”, zniszczonego w ataku rakietowym „Hutich” u jemeńskich wybrzeży Morza Czerwonego na początku października 2016 r.

© Emirates News Agency – Wrak dostarczonego przez USA statku „ZEA”, zniszczonego w ataku rakietowym „Hutich” u jemeńskich wybrzeży Morza Czerwonego na początku października 2016 r.

Ostatnio intensywne walki są toczone w południowo-zachodnim krańcu kraju, gdzie głównym celem dla obu stron jest kontrola nad cieśniną Bab al-Mandab. W ostatnich starciach Saudyjczycy ponieśli poważne straty. Irańska agencja Fars News donosi, że w ubiegłym tygodniu w regionie zostało zabitych około 450 „wspieranych przez Arabię Saudyjską bojowników”, w tym drugi w hierarchii dowodzenia dowódca polowy saudyjskiej koalicji (Saeed al-Samati al-Sabihi) oraz „wynajęci przez Saudyjczyków zagraniczni najemnicy, częściowo z krajów arabskich”. Huti twierdzą również, że zlikwidowali jeszcze inną kluczową instalację, na wyspie Zukar na Morzu Czerwonym – kolejnym pociskiem balistycznym – „zabijając co najmniej 80 saudyjskich i emirackich żołnierzy i oficerów”. [Lokalizacja wyspy Zukar jest zaznaczona na zamieszczonej wyżej mapce.] Przekazujące te informacje źródło wojskowe Hutich dodało, że saudyjskie centrum operacyjne dla operacji związanych z Bab el-Mandab „znajduje się w Erytrei i przebywają tam oficerowie i eksperci z Izraela, Arabii Saudyjskiej i ZEA”. Co ciekawe, informator zapytany o nalot amerykański w prowincji Al-Bajda w dniu 28 stycznia powiedział, że prawdopodobnie sygnalizuje on nową strategię USA dążenia do podziału kraju wzdłuż istniejących linii walk.

Mógłbym tak bez końca. Poszukajcie na Youtube „huti trafili arabskie czołgi” [ang: houthis hit saudi tanks], a dostaniecie dziesiątki filmów przedstawiających siły sojuszu Huti-Saleh niszczące czołgi Bradley i Abrams w całym Jemenie na przestrzeni mniej więcej ostatniego roku. Straty saudyjskiej koalicji w czołgach były tak ciężkie, że USA muszą wysłać im setki dodatkowych. W okresie swoich dwóch kadencji Obama nadzorował sprzedaż broni i sprzętu wojskowego dla Arabii Saudyjskiej na wartość 115 miliardów dolarów. Nie wiem, jaką część tej kwoty stanowi opłacanie najemników, ale wiadomo, że bliskowschodnie media rutynowo informowały o potężnej liczbie ofiar wśród tysięcy zagranicznych najemników Saudów. Według jednego z raportów w marcu ub. roku zabito ponad 4000 z nich. Niesławna prywatna amerykańska armia DynCorp podobno weszła do gry za 3 miliardy dolarów. Już w grudniu 2015 r. brytyjskie władze męczyły się, żeby wyjaśnić, dlaczego byli żołnierze brytyjscy, walczący teraz pod banderą ZEA, byli znajdowani martwi w Jemenie.

Imperium USA kontra sojusz euroazjatycki

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu wodnego po dwu stronach Półwyspu Arabskiego

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu wodnego po dwu stronach Półwyspu Arabskiego

Jak wyjaśnialiśmy w tym artykule, saudyjscy monarchowie i emirowie krajów Zatoki Perskiej nie mają własnych wojsk. Ich armie i broń są zachodnie (głównie amerykańskie) pod niemal każdym względem. Ich „wojska narodowe” są obsadzone żołnierzami, pilotami, zespołami wsparcia i wyższymi oficerami wywodzącymi się z szeregów armii USA, Wielkiej Brytanii, Australii i innych krajów zachodnich. Dzięki obsesji USA na punkcie „interoperacyjności” sprzedawanej broni, „saudyjskimi” operacjami mogą skutecznie zdalnie kierować amerykańscy, brytyjscy i izraelscy dowódcy, jednocześnie sprzedając to jako „saudyjską wojnę”. Nie jest saudyjska –  jest to całkowicie zachodnia wojna o kontrolowanie Jemenu, a tym samym jednego z kluczowych „wąskich gardeł” szlaku żeglugowego w handlu towarami i energią na naszej planecie – cieśniny Bab al-Mandab, która przez Morze Czerwone łączy Ocean Indyjski z Morzem Śródziemnym.

Ale to wszystko jest już dość dobrze znane – Stany Zjednoczone i ich sojusznicy niezbyt dobrze ukrywają swoje zaangażowanie w Jemenie. Nowością jest jednak to, co w tym konflikcie robi „strona przeciwna”. W tej wojnie nie chodzi oczywiście o „zwalczanie Al-Kaidy”, której obcinacze głów, jak wiemy – dzięki ujawnieniu machinacji w Syrii – pracują dla Arabii Saudyjskiej, Kataru, a w ostatecznym rozrachunku – dla zachodnich interesów. I nie chodzi oczywiście o „zwalczanie piratów”, jak niemal szyderczo twierdzili Irańczycy. Pomiędzy ich pociskami balistycznymi, wspomaganymi systemami radarowymi, transportowymi i wdrażania, przenośnymi systemami obrony powietrznej i przeciwczołgowej i furgonetkami doposażonymi w działa, a jak się wydaje niekończącymi się dostawami broni ręcznej, żeby z powodzeniem opierać się i pokonać przeważającą (do tej pory) siłę ognia skierowaną przeciw nim, stało się jasne, że ci dzielni Jemeńczycy, opierający się masowym bombardowaniom z powietrza, otrzymują poważne wsparcie z zagranicy.

© AP -- Listopad 2016 r., generałowie Pekinu i Teheranu podpisują umowę o współpracy w „przeprowadzeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych” i „stworzeniu zbiorowego ruchu w celu przeciwstawienia się zagrożeniu terroryzmem”. Jest to kod dla hasła „połączmy siły i przenieśmy globalną zastępczą ‘wojnę z terrorem’ do USA”.

© AP — Listopad 2016 r., generałowie Pekinu i Teheranu podpisują umowę o współpracy w „przeprowadzeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych” i „stworzeniu zbiorowego ruchu w celu przeciwstawienia się zagrożeniu terroryzmem”. Jest to kod dla hasła „połączmy siły i przenieśmy globalną zastępczą ‘wojnę z terrorem’ do USA”.

Z pierwotnej „koalicji Decisive Storm” krajów muzułmańskich, które poparły saudyjską inwazję na Jemen, wstrzymało się tylko jedno państwo Zatoki Perskiej: Oman, a jest on prawdopodobnie tym mułem, który przenosi większość broni rebeliantów w strefę wojenną. Ale sam Iran z Omanem nie byłyby w stanie zrobić tego bez protekcji sił na tyle dużych, by mogły trzymać w szachu moc wojskową USA. Myślę, że mamy tutaj „triumwirat” Moskwa-Pekin-Teheran, na pełnych obrotach przeciwstawiający się „zachodniemu imperium”.

Myślę, że budowniczowie imperium USA nie przewidywali tak długiego ciągnięcia się tej wojny, kiedy w styczniu 2015 r. dawali Saudyjczykom zielone światło do szybkiego zmuszenia Jemenu nalotami do uległości. W wyniku nieoczekiwanych sukcesów Hutich w Pentagonie i w Rijad szaleje paranoja. Na rządy USA i Wielkiej Brytanii spada sporo krytyki od obywateli za sprzedaż Saudyjczykom takich ilości broni (przy tak niewielkich  korzyściach), przymuszając je, by przynajmniej oficjalnie ograniczyły swoje zaangażowanie operacyjne. To w świetle ich dotkliwych porażek w Jemenie powinniśmy rozważać najnowszą retorykę wojny przeciwko Iranowi.

„Bombardować, bombardować Iran” (w Jemenie)

© Unknown – „To... to... to nie może się dziać naprawdę!”

© Unknown – „To… to… to nie może się dziać naprawdę!”

Doradca ds. Bezpieczeństwa Narodowego Michael Flynn – który, jak na ironię, był łojony przez amerykańskie media za bycie „rosyjskim agentem” do czasu inauguracji Trumpa – oddał pierwszą salwę, kiedy ogłosił, że Iran „otrzymał ostrzeżenie” za „testowanie rakiet balistycznych” na swoim własnym podwórku, co, jak powiedział, „naraziło na niebezpieczeństwo życie Amerykanów”. Ale to nie pociski balistyczne na irańskim podwórku go martwią – martwią go latające wszędzie pociski balistyczne Hutich; pociski, które są wyraźnie są dostarczane Hutim przez Rosję i Chiny za pośrednictwem Iranu. Flynn oskarżył również Iran za „przekazywanie broni i wspieranie terroryzmu”, wyraźnie odnosząc się do irańskiego wsparcia dla Hutich w Jemenie. Amerykańskie media – jak zawsze z pomocą jakiś anonimowych funkcjonariuszy wywiadu wojskowego, którzy „nie są uprawnieni do rozmawiania z mediami” – wypełniły resztę tej historii odwołaniami do rzekomych „ataków Hutich” na okręty USA w październiku, wykorzystanych przez USA do uzasadnienia bezpośredniej interwencji w imieniu swojego nieskutecznego pełnomocnika (Arabii Saudyjskiej). Ataki te prawdopodobnie nie miały miejsca, więc między wierszami USA mówią: „nasze saudyjskie siły zostały zaatakowane przez Iran, a to daje nam prawo do odwetu bezpośrednio przeciwko Iranowi”. Tyle tylko, że nie daje, i oni to wiedzą. Bardzo dobrze znają zasady gry, ponieważ sami je stworzyli. A poza tym, nie mogą z tym nic zrobić, bo wiedzą, że każdy potencjalny konflikt z Iranem bezwarunkowo, w taki czy inny sposób, zaangażuje Rosję i Chiny.

Druga salwa przyszła trzy dni później, kiedy nowy sekretarz wojny obrony USA James Mattis oświadczył, że Iran jest „największym na świecie sponsorem terroryzmu” – jasne,  pewnie nawet wszechczasów! Gdybyście, próbując zrozumieć, co Mattis miał na myśli, dysponowali tylko publiczną narracją o islamskim terroryzmie, Al-Kaidzie i ISIS, można by wam wybaczyć myślenie, że facet oszalał (lub po prostu zachował się odpowiednio do swojego przezwiska). No bo przecież Iran walczy przeciwko ISIS, al-Nusrze i wszystkim innym dżihadowskim armiom najemników w Syrii i Iraku. Ergo, Iran robi, co do niego należy, żeby zapobiec przyszłym atakom terrorystycznym na Zachodzie. Ale jeśli zrozumiecie, że Mattis nawiązywał do roli, jaką Iran odgrywa w używaniu Hutich do „sprawienia Saudyjczykom ich własnego Wietnamu”, jak to się mówi, to zrozumiecie też wagę deklaracji Mattisa. I wtedy też zrozumiecie, dlaczego następnie biadolił:

Ignorowanie tego [irańskiego przywiązania do terroryzmu”] nic dobrego nie przyniesie. Nie pomoże zbycie tego, a jednocześnie nie widzę żadnej potrzeby zwiększenia liczebności sił, jakie mamy obecnie na Bliskim Wschodzie. Zawsze możemy to zrobić, ale nie sądzę, żeby w tej chwili to było konieczne”.

© Unknown -- Hasan Rouhani, prezydent Iranu: „Ameryko, rozszyfrowaliśmy zasady twojej gry. Teraz nadszedł nasz czas”.

© Unknown — Hasan Rouhani, prezydent Iranu: „Ameryko, rozszyfrowaliśmy zasady twojej gry. Teraz nadszedł nasz czas”.

Mogą wypowiadać publicznie „mocne słowa”, jednocześnie dyskretnie podsyłając więcej pieniędzy, najemników i broni na Bliski Wschód, ale na tym koniec. W przeciwnym razie, jeśli „podejmą bezpośrednią walkę z Iranem w Jemenie”, sytuacja się odwróci i Jemen stanie się „Wietnamem” Ameryki. Kiedy bezpośrednio zaangażuje się siły USA w starcie z „przebranymi” siłami rosyjsko-chińsko-irańskimi, ryzyko natychmiast niesłychanie wzrośnie. Więc Trump podpisał się pod nowymi sankcjami przeciwko Iranowi, zaś Netanjahu pognał do Londynu z petycją do brytyjskiego rządu, by ten dołożył kolejne sankcje, wzywając wszystkie „odpowiedzialne kraje” do nałożenia kolejnych sankcji i wykorzystując swoją konferencję prasową z premier May do ostrzeżenia świata, że „Iran dąży do unicestwienia Izraela, dąży do podboju Bliskiego Wschodu, zagraża Europie, zagraża Zachodowi, zagraża światu”.

Jest już za późno dla Imperium na wywiązanie się z takich słownych pogróżek pod adresem Iranu. Trump może tweetować do późna w nocy, że Iran „igra z ogniem”, ale to nie zmienia faktu, że Iran ma teraz możliwości wojskowe, żeby zabezpieczyć się przed amerykańskim bombardowaniem. Na froncie finansowo-gospodarczym, dzięki cierpliwym posunięciom dyplomatycznym Iranu i jego sojuszników w ciągu ostatniej dekady, „irański układ jądrowy” (który oczywiście miał niewiele wspólnego z bronią nuklearną) został uzgodniony w ubiegłym roku. Ten dżin już wyszedł z butelki: już są zaplanowane potężne kontrakty handlowe i inwestycyjne między Iranem a korporacjami i rządami – zarówno za Wschodu, jak i Zachodu. Jeśli już, to Iran jest ośmielony ostrymi protestami w Waszyngtonie, Londynie i Tel Awiwie: jego reakcją było testowanie kolejnych pocisków i systemów radarowych oraz nałożenie sankcji na „osoby z USA sponsorujące terroryzm”.

Kubusiu (to do Jima M.), to III wojna światowa, ale inna niż się spodziewaliśmy

© Unknown – „System petrodolarowy” rozpada się

© Unknown – „System petrodolarowy” rozpada się

Kuchmistrze Pax Americana są zdesperowani. Cały ich system opiera się na petrodolarze i kontroli kurków ropy na Bliskim Wschodzie. Jeśli stracą Jemen, jest jak w banku, że Iran zastąpi Arabię Saudyjską jako nowy regionalny „zwycięzca”. Iran będzie wówczas w stanie pełnić dominującą rolę w obu głównych bramach szlaku żeglugowego w regionie – w cieśninach Bab al-Mandab i Ormuz. Następnie zastąpi Arabię Saudyjską w roli głównego bliskowschodniego dostawcy ropy naftowej i gazu, a tym samym odziedziczy pozycję „globalnego kurka energii”. Dom Saudów, którego rządy są zdefiniowane przez jego uzależnienie od Anglo-Amerykanów, prawdopodobnie będzie skończony. Izrael może pocałować na pożegnanie swoje państwo apartheidu, ponieważ jest zmuszony współpracować ze swoimi arabskimi sąsiadami na równych zasadach. A wszystko to razem oznacza przerwanie zachodniej hegemonii i kładzie kres trzem wiekom globalnej dominacji krajów anglosaskich.

Ale wybiegamy za daleko w przyszłość. Pozostaje wciąż wiele niewiadomych i sporo może się wydarzyć.

To, co obserwujemy w Jemenie – i w Syrii, i Iraku, i gdzie indziej – to stopniowe wypieranie USA z Bliskiego Wschodu, dzięki skoordynowanym posunięciom ze strony Rosji, Chin i Iranu. Wyobrażanie sobie „III wojny światowej” jako „wielkiego widowiska” rozgrywającego się pomiędzy wielkimi mocarstwami, które kończy się nuklearnym holokaustem, utrzymuje ludzi w strachu i „na boku” i odwraca ich uwagę od paskudnego biznesu dzielenia naturalnych (w tym ludzkich) zasobów planety, a także od codziennego horroru, jaki sprowadza to na miejsca takie jak Jemen, Libia i Syria. To nie wojna światowa, w której „zwycięzca bierze wszystko” – to wojna proxy z kalkulowanym ryzykiem. Kraje spoza Zachodu nauczyły się ukrytych (do niedawna) reguł gry i teraz stosują te zasady, żeby odwrócić sytuację na niekorzyść Imperium.

„III wojna światowa”, jaka rzeczywiście się toczy – i toczyła się od czasu 9/11 – to trwająca cywilizacyjna walka pomiędzy „Zachodem” i „całą resztą”.

Tłumaczenie: PRACowniA

Desperacja Zachodu w Syrii ciągnie nas w kierunku wojny światowej.

Polityka

PrisonPlanet.pl
Polska
2016-02-15

 Po zaangażowaniu się rosyjskich sił powietrznych w Syrii jak również wsparcia ze strony Iranu, Iraku, Libanu, Kurdów i Chin dla Damaszku właściwie cały front rebeliantów reprezentowanych przez odłamy al-Kaidy i ISIS został złamany. Obecnie trwa bitwa o największe miasto w północnej Syrii- Aleppo, skąd rebelianci nie będą mieli gdzie się wycofać jak tylko na tereny Turcji, która od początku sponsorowanej przez NATO i USA oraz kraje Zatoki rewolty zarządzała oddziałami w Syrii. Cała czteroletnia operacja Zachodu destabilizacji Syrii może okazać się fiaskiem, chyba, że Zachód zdecyduje się na desperacji krok wtargnięcia do Syrii, ryzykując konfrontację z wyżej wymienionymi siłami wspierającymi Assada.

Jak podał London Telegraph w artykule “Rosja ostrzega przed „nową wojną światową”, zaczynającą się w Syrii.”: “W czwartek Rosja ostrzegła przed „nową wojną światową” rozpoczynającą się w Syrii po dramatycznym dniu, w którym państwa Zatoki zagroziły wysłaniem sił lądowych. Po upadku ostatniej rundy rozmów pokojowych ministrowie spraw zagranicznych i obrony wiodących państw wspierających różne frakcje w rozdartym wojną kraju spotkali się na osobnych spotkaniach w Monachium i Brukseli. Zarówno Rosja jak i Stany Zjednoczone zażądały zawieszenia broni w długotrwałej wojnie domowej, tak by walka mogła być skoncentrowana przeciwko Islamskiemu Państwu Iraku i Lewantu (ISIS), by każdy kraj realizował ją na własną rękę i na sprzecznych warunkach. Jednak kraje Zatoki Perskiej na czele z Arabią Saudyjską, wyszły z własną inicjatywą mówiąc, że są zdecydowani by wysłać wojska lądowe do kraju. Wspierane przez nich grupy rebeliantów zostały rozbite w pył przez rosyjskie naloty i zmuszone do odwrotu przez wspierających reżim irańskich żołnierzy.”

Następnego dnia gazeta London Independent w artykule “Arabia Saudyjska Wysyła żołnierzy i myśliwce do bazy wojskowej w Turcji przed interwencją przeciwko Isis w Syrii” podała, iż: “Arabia Saudyjska wysyła żołnierzy i myśliwce do Incirlik, Tureckiej bazy wojskowej przed ewentualną naziemną inwazją Syrii. W sobotnim oświadczeniu dla gazety Yeni Safak turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu potwierdził rozmieszczenie na dzień przed wejściem w życie tymczasowego zawieszenia broni.

„Arabia Saudyjska zadeklarowała determinację wobec Daesh (arabski termin dla ISIS), mówiąc, że jest gotowa do wysłania myśliwców i żołnierzy”, powiedział. „Na każdym spotkaniu koalicyjnym zawsze podkreślaliśmy potrzebę szerokiej strategii zorientowanej na walkę z grupą terrorystyczną Daesh. „Jeśli będziemy mieli taką strategię to Turcja i Arabia Saudyjska będą mogły uruchomić naziemną operację.””

Widać więc obecnie zarysowującą się desperację Arabii Saudyjskiej, głównego sponsora sił rebelianckich ISIS jak również Turcji, głównego menadżera konfliktu, który jak niedawno odkryto skupował wykradaną z terenów okupowanego Iraku i Syrii ropę od ISIS. Dodatkowym silnym motywatorem dla tych krajów jest wzrastające bardzo dynamicznie bezrobocie, sięgające jak podaje najnowszy raport z Davos tylko wśród osób młodych do 30%, nie wliczając w to reszty populacji.

Ranking bezrobocia wg. publikacji Forum Davos (ciemniejszy kolor- większe):

Tak więc Arabia Saudyjska, Katar, Jordania i w mniejszym stopniu Turcja ucieka przed tymi problemami w wojnę. Według tego samego raportu Turcja może stać się jednak niestabilnym państwem, a na pewno takim się stanie jeśli rozpocznie masową wojnę z Rosją, Chinami, Iranem, Libanem i Syrią w regionie.

Raport na temat trendów dotyczących Arabii Saudyjskiej:

Ranking utraty kontroli nad krajem, upadek rządów narodowych (ciemniejszy kolor- większe):

Sytuacja w regionie staje się więc coraz mniej przewidywalna co grozi globalną wojną i zaangażowaniem się w konflikt na Bliskim Wschodzie sił z całego świata. Oby pragmatyzm i tym razem zwyciężył studząc zapał Zachodu.

Kryzysy 2016 według raportu Davos:

za: http://www.prisonplanet.pl/polityka/desperacja_zachodu_w_syrii,p2131502665

Uzupełnienie:

http://www.prisonplanet.pl/polityka/desperackie_opcje_nato_w,p304860090

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/02/16/atak-na-syrie/

Rozejm czy wojna? Konflikt w Syrii areną wojny regionalnej?

Dotąd myślałem że to rok 2014 w związku z rebelią na Majdanie, przyłączeniem Krymu do Rosji i wojną domową na Ukrainie był najbardziej napiętym i nieprzewidywalnym rokiem w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat od rozpadu ZSRR i „zakończenia” zimnej wojny. Ale jak widać sytuacja na świecie potrafi zmieniać się dynamicznie, bywa nieprzewidywalna. Każdy następny rok jest gorszy od poprzedniego, dziś w związku desperacką polityką imperialistycznego i bandyckiego zachodu na Bliskim Wschodzie, stoimy u progu wojny światowej. Wyniszczające starcie największych potęg jest jak najbardziej realne. Lepiej by dla ludzkości było gdyby zapowiedzi interwencji zbrojnej państw Zatoki Perskiej i ich mocodawców z zachodu w Syrii były tylko „pokazem siły” i swego rodzaju wojną psychologiczną obliczoną na zastraszenie przeciwnika. Bo jeżeli nie to czekają nas dramatyczne wydarzenia. Desperacja zachodu jest wielka, zainwestowali miliardy dolarów w zorganizowanie bandyckiej rebelii w Syrii, szkolili, zbroili, finansowali, przerzucali najemników i terrorystów z innych krajów, teraz kilkuletnia, terrorystyczna kampania przeciwko Syrii a co za tym idzie plany zachodu związane z destabilizacją i podbojem Bliskiego Wschodu a co za tym idzie destabilizacji całego kontynentu euroazjatyckiego zaczynają się załamywać, głównie dzięki polityce Rosji, wspierającej legalne władze Syrii, co budzi wściekłość zachodu i może spowodować nieobliczalne w skutkach jego zachowanie. Przy czym nie liczyłbym na to że w razie wybuchu dużego konfliktu regionalnego na Bliskim Wschodzie Polska będzie bezpieczna, jako państwo, w którym do władzy doszło, w dużej mierze dzięki głupocie części społeczeństwa, najbardziej agresywnie nastawione względem Rosji, marzące o wyprowadzeniu wojsk NATO na Moskwę(po wrak Tupolewa  😉 ), ugrupowanie polityczne, starające się przekształcić Polskę, nawet bardziej niż ich poprzednicy, w państwo przyfrontowe, przedmurze natowskiego imperializmu, atakującego Rosję pod wyssanym z palca pretekstem. A zapowiedz szalonego ministra obrony narodowej, udziału Polski w „walce” z „państwem islamskim” po stronie agresora tylko ustawia Polskę jako stronę konfliktu zbrojnego, na którego raz że nas nie stać, to jeszcze jego skutki mogą się okazać dla nas tragiczne.  Tak czy siak jeżeli nie dojdzie do agresji zachodu i jego bliskowschodnich przydupasów, sługusów i najemników na suwerenną Syrię, to nie ma co się zbytnio łudzić dopiero co ledwo wynegocjowanym, jeszcze nie obowiązującym „rozejmem”, bowiem przykład Ukrainy pokazuje nam że „rozejm” można łatwo zerwać pod byle pretekstem żeby móc rozpocząć działania wojenne. Tak naprawdę to sam „rozejm” może stać się zarzewiem wojny, zachód Syrii nie odpuści, za głęboko ci psychopaci zabrnęli w bagno i nie mogą, nie chcą się wycofać, dodatkowo mają bardzo poważne problemy wewnętrzne, głównie gospodarcze i finansowe, od których uwagę chcieliby odwrócić konfliktem zbrojnym na dużą skalę, przy okazji którego zarobili by krocie na produkcji i sprzedaży broni oraz dalszym zadłużaniu państw biorących udział w konflikcie. A także pozbyli by się dużej części ludzkości w przypadku konfliktu atomowego i mieli by pretekst do wprowadzenia rządu światowego, na gruzach wielu państw,  którego celem było by „rozwiązanie” skutków globalnej wojny wywołanej prze nich samych oraz ukazanie się w roli zbawców ludzkości od skutków „nieodpowiedzialnej polityki” rządów państw narodowych. Tak czy siak całym sercem jestem po stronie legalnego rządu Syrii i władz rosyjskich oraz ich sojuszników i mam nadzieję że mimo wielu przeszkód czynionych im przez żydo-banksterskich psychopatów oraz anglo-amerykański establishment będący na ich usługach, uda im się rozwiązać konflikt w Syrii bez skutków ubocznych w postaci wojny światowej.

przemex